Kapusta, łamisłówek i kreatywność
Tuż przed końcem zimowych ferii świątecznych wróciliśmy z Żabiego Rogu do domu. Wszyscy żałowaliśmy, że tak szybko się skończyły. Na szczęście zima w mieście także minęła raz-dwa.
Kończył się pierwszy semestr. Aniela i ja byłyśmy już w czwartej klasie! A to nie są żarty. Nauczyciele więcej od nas WYMAGALI, miałyśmy więcej samodzielnej nauki i projektów. Pojawiły się też całkiem nowe i zaskakujące zwyczaje: za trzy nieprzygotowania do lekcji można było dostać PRAWDZIWĄ JEDYNKĘ! A to wcale nie było przyjemne. Za to na piątkę z aktywności należało zebrać aż pięć plusów!
- To niesprawiedliwe - mruczałam pod nosem, chociaż zwykle byłam przygotowana do lekcji i raczej nie groziła mi jedynka.
Flora, która jest o rok starsza, pocieszała nas, że szybko przywykniemy do nowych zasad.
- Tak już jest w szkole - mówiła z miną znawcy. - Na piątkę musisz się bardzo postarać. A jedynka może wpaść przypadkiem.
Kiedy wystawiono oceny po pierwszym semestrze, przekonałyśmy się, że Flo miała rację.
NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY, JAK GO MALUJĄ!
- Teraz będzie JUŻ Z GÓRKI - oświadczyła podczas pierwszego spotkania Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka po feriach zimowych. - Zanim się obejrzymy, przyjdą wakacje.
- O nie! - jęknęła Faustyna. - Chciałam poprawić ocenę z matematyki.
- Masz przed sobą co najmniej czternaście tygodni nauki - szybko obliczył Franek. - Jakieś pięć kartkówek i trzy klasówki.
Flora zmrużyła oczy i huknęła:
- Masz czarodziejską kulę czy co? Skąd wiesz, ile będzie klasówek? Nie załamuj nas. O matematyce pomyślimy jutro.
Franek machnął ręką i z powrotem wsadził nos w książkę, z którą nie rozstawał się od początku dzisiejszego spotkania naszej paczki.
Zebranie w ogóle się NIE KLEIŁO. Po pewnym czasie Franek został sam w pokoju Flory, zagłębiony w lekturze, a my przeniosłyśmy się do przedpokoju, gdzie rozwiązywałyśmy quizy.
- Wyszło mi, że powinnam mieć psa - wrzasnęła Flora. - Ciekawe, co na to rodzice.
- A mnie, że mama jest moją najlepszą przyjaciółką - zawołałam.
- Fajnie - zauważyła Aniela. - Mnie wyszło, że moim ulubionym kolorem jest różowy.
- Buuu...! - ryknęłyśmy chórem, bo kto w czwartej klasie uważa różowy za jakikolwiek kolor? W grę wchodzą jedynie zbliżone, jak amarantowy, fiołkowy czy fuksja. RÓŻOWY - NIGDY!
- A ja zrobiłam sobie szkolny quiz - oznajmiła Fau z westchnieniem. - I posłuchajcie, czego się dowiedziałam: "Przygotuj się na naprawdę trudny semestr - zaczęła czytać. - Będzie sporo klasówek, sprawdzianów z tematów, które niekoniecznie przypadną ci do gustu. Lektury nie wzbudzą w tobie entuzjazmu. Ale nie załamuj się, są jeszcze przyjaciele!".
Flo klepnęła Faustynę energicznie w ramię.
- Zgadzam się. Tajny Klub Superdziewczyn jest dobry na wszystko!
Uśmiechnęłyśmy się do siebie szeroko i wtedy usłyszałyśmy głośne chrząknięcie.
Kiedy podniosłyśmy głowy, obok nas stał Franek. Zrobił minę pełną obrzydzenia i NIESMAKU.
- Już nie pamiętacie, że należę do waszego klubu? - mruknął. - Zebranie przeniosło się do przedpokoju, beze mnie...
- Nie chciałyśmy ci przeszkadzać - wyjaśniła Flo. - Byłeś tak pochłonięty lekturą...
Wtedy Franek powiedział coś, czego zupełnie się nie spodziewałyśmy:
NIE JESTEM ZADOWOLONY Z TEGO, CZYM SIĘ OSTATNIO ZAJMUJEMY.
Flora, Faustyna, Aniela i ja spojrzałyśmy na siebie. Poczułyśmy się naprawdę zaniepokojone. Jak dotąd byłam pewna, że fajnie spędzamy razem czas. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że ktoś z naszej paczki mógłby być NIEZADOWOLONY. Postanowiłam więc udowodnić Frankowi, że nie ma racji.
- Jest MEGA - oświadczyłam. - Mamy mnóstwo ciekawych zajęć...
- Wcale nie! - przerwał mi. - Ciągle bawimy się w nudne dziewczyńskie zabawy albo w chowanego. I tak w kółko! To dobre dla przedszkolaków.
Flora od razu go zaatakowała:
- A jaki ty masz pomysł na nasze spotkania?
Franek zaczerpnął głęboko powietrze i wyrzucił z siebie:
- Chciałbym, aby nasz klub był BARDZIEJ KREATYWNY!
- KREATYWNY?! - zawołałyśmy chórem.
Spojrzałam niepewnie na dziewczyny i wyjąkałam:
- Czy to znaczy, że chciałbyś, abyśmy robili więcej prac plastycznych?
Wtedy włączyła się Faustyna:
- Moglibyśmy robić bransoletki z koralików. Widziałam, że dziewczyny z szóstej klasy robią świetne ozdoby.
- To będą BRANSOLETKI PRZYJAŹNI! - wykrzyknęła triumfalnie Flora.
- A ja chciałabym nauczyć się wyszywać! - dodała z entuzjazmem Aniela. - Ostatnio oglądałam pamiątki rodzinne. Okazało się, że moja prababcia zajmowała się krawiectwem i pięknie wyszywała. Poprosiłam mamę, żeby mi kupiła kolorowe muliny i tamborek...
- Tambo... co? - przerwała jej Flora.
- Czy to jakiś afrykański instrument? - spytała zaciekawiona Fau.
Ja wolałam w ogóle się nie odzywać, ponieważ usłyszałam to słowo po raz pierwszy w życiu.
- Tamborek to taka obręcz, na którą nakłada się płótno, i wtedy materiał się napina. Dzięki temu łatwiej haftować - wyjaśniła Aniela.
Spojrzałyśmy na nią z podziwem. Nauczyć się HAFTOWAĆ! To byłoby coś!
Jednak Franek nie był usatysfakcjonowany. Patrzył na nas podejrzliwie i milczał. Wreszcie westchnął z rezygnacją i zaczął tłumaczyć.
- Mój tata mówi, że kreatywność nie ma nic wspólnego z pracami plastycznymi.
- Ale wszystkie zestawy plastyczne nazywają się kreatywne! - oponowała Flora.
- Kreatywny jest ktoś, kto patrzy w to samo miejsce co wszyscy, ale potrafi zobaczyć to, czego nie widzą inni! - oświadczył uroczyście Franek.
Wybałuszyłyśmy oczy ze zdziwienia. Co tu dużo mówić, to, co właśnie usłyszałyśmy, wydało się nam dość skomplikowane. Franek musiał dostrzec nasze zakłopotanie, ponieważ dodał po chwili:
- NIE MARTWCIE SIĘ! Przekonacie się, że każdy z nas może rozstrzygnąć najbardziej skomplikowany problem na swój sposób!
- Czy to znaczy, że każda zagadka ma więcej niż jedno rozwiązanie? - zapytałam.
Franek spojrzał na mnie i triumfalnie oznajmił:
- TAK! Właśnie o to chodzi w kreatywności. Trzeba próbować KAŻDEGO SPOSOBU, jaki przyjdzie nam do głowy!
Zabrzmiało to bardzo obiecująco, ale niestety, nie rozwiązywaliśmy w tej chwili żadnej zagadki ani nie wpadliśmy jeszcze na trop nowej tajemnicy. Zaproponowałam więc grę w scrabble. Wiedziałam, że i Franek, i dziewczyny lubią zabawę w układanie wyrazów. Uznałam więc, że to będzie bardzo kreatywna rozrywka.
Przenieśliśmy się na parter i usadowiliśmy się w dużym pokoju. Rodzice Flory mieli naprawdę przestronny dom. Miło było siedzieć w wielkim salonie z widokiem na rozkwitający właśnie ogród.
Zaczęliśmy od partyjki ŁAMISŁÓWEK1. Sprzeczaliśmy się na temat możliwości łączenia żetonów z literami w wyrazy. Radziłam sobie całkiem nieźle, ale to Faustyna i Franek byli górą.
- Wygrywacie każdą rozgrywkę - dąsała się Flora.
- Chyba nie chcesz, żebyśmy dawali ci fory? Już nie jesteśmy przedszkolakami - dogryzał jej Franek.
- Jak ty to robisz, Fau? Skąd masz tyle pomysłów? - zapytała Aniela.
- Widzicie! To jest właśnie kreatywność! - z satysfakcją skomentował Franek.
- Po prostu czytam dużo książek - wybąkała nieśmiało Fau. - Ostatnio zapomniałam nawet zjeść obiad w szkole, tak mnie wciągnął Baśniobór2.
- Słyszałam o tej książce - włączyłam się do rozmowy. - To historia rodzeństwa, którego dziadek jest strażnikiem lasu.
- Jak leśniczy Stefan z Żabiego Rogu? - zainteresowała się Flora.
Faustyna parsknęła śmiechem.
- Coś ty! Baśniobór nie jest po prostu takim sobie lasem. To MAGICZNY BÓR.
Flora wzruszyła ramionami i oświadczyła:
- Tak w ogóle to już nie chce mi się grać. Wolę pooglądać telewizję. - Po czym dodała: - Ale to pewnie za mało kreatywne.
- Twórczy byłby jakiś program podróżniczy albo przyrodniczy- stwierdził Franek.
To jeszcze bardziej rozzłościło Flo. Chwyciła pilot i włączyła telewizor. Na ekranie pojawiły się dziewczyny w kolorowych T-shirtach i spodenkach, które tańczyły i wykonywały różne akrobacje.