Emerytki w akcji - Dagmara Rek

Kup ebooka

47.90 zł
38.31 zł (26,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Ważne słowa od autorki

Rozdział 1

Halina Marchwicka z domu Konfitura

Bardzo nie lubiłam zmian, bo każda wiązała się z poznawaniem zarówno nowych ludzi, jak i otoczenia. Ja doskonale wiedziałam, że nowe otoczenie to nowi sąsiedzi, a co za tym idzie - nowe intrygi, plotki i wiele innych, ale dobrze mi było w tym moim starym miasteczku.

Miałam tam przyjaciółkę Jadwigę, z którą praktycznie codziennie się widywałam. Mieliśmy ze Stanisławem działkę z mnóstwem kwiatów, owoców i warzyw. To właśnie na niej mój Stasiek odpoczywał po całym dniu w pracy. Sąsiedzi byli wredni - oczywiście nie wszyscy, ale większość - mimo to byłam do nich przyzwyczajona, a oni do mnie. Było mi tam naprawdę fajnie. Mogłam pracować od rana do wieczora. To znaczy siedzieć przy oknie i patrzeć, co robią ludzie, ale to właśnie była moja praca, i to na cały etat, a nawet więcej...

To ja złapałam złodzieja, to ja pilnowałam porządku na osiedlu, to ja miałam układy w policji, a teraz oni zostali tam bez ochrony. Mieszkańcy musieli czujnie spać, bo nie wiadomo czy za rogiem jakieś licho się nie czaiło.

Doskonale wiedziałam, że awansowałam, i to przez zupełny przypadek. Wystarczyło kupić zdrapkę w sklepie u tej jędzy Kryśki i... A nie! Przepraszam! Wystarczyło zrobić zakupy według określonego regulaminu, wtedy dostawało się zdrapkę. Wygrałam i się ucieszyłam! W końcu mogłam pojechać do Sandomierza, czyli miasta, w którym kręcono mój ulubiony serial Ojciec Mateusz. Traf chciał, że tu się pokręciłam, tam się zakręciłam i cyk, pyk, rachu-ciachu - Halina Marchwicka z domu Konfitura zaczęła występować w praktycznie każdym odcinku.

Według kogoś tam, kto śledził te różne cyferki - odkąd zaczęłam występować na szklanym ekranie, oglądalność podskoczyła im dziesięciokrotnie!

No dobra! Nie wiedziałam, czy aż tyle, ale wiedziałam, że jest lepsza, niż była.

Byłam dumna z siebie, mój Stanisław był dumny i oczywiście mieszkańcy naszego osiedla. Skąd wiedziałam? Ano stąd, że zaczepiali mnie na ulicy i gratulowali, ściskali, całowali. Czułam się jak królowa, jak gwiazda telewizji, jak celebrytka na wielką skalę. Pisali o mnie nawet na tym psim portalu. Ratlerek, Kundelek czy Pudelek. Zawsze mi się to myliło... ale właśnie tam był artykuł o mnie. Nawet na ściankę mnie wzięli i miałam zdjęcia ze wszystkimi aktorami serialu. Mój Stasiek również, bo starałam się go wszędzie ze sobą ciągać.

Dlaczego to robiłam? Sprawa była prosta. Ja byłam znakomitą aktorką serialową, a on zwykłym ochroniarzem w sklepie. Ja czułam ten klimat, wiedziałam, jak się zachować, nie mówiąc już o tym, ile razy uścisnęłam dłoń Arturowi Żmijewskiemu.

A mój Stanisław? Szkoda gadać! On ściskał co najwyżej trzonek od haczki czy grabek. W momencie gdy ja powtarzałam swoje kwestie na planie, on siedział na działce z tyłkiem w górze. W końcu pomyślałam, że to tak być nie będzie! Stanisław musiał zaznać trochę kultury, musiał liznąć celebryckiego świata. I oczywiście załatwiłam mu to! A co! Ja bym nie załatwiła? W końcu nazywałam się Halina Marchwicka z domu Konfitura! Ja mogłam wszystko, albo jeszcze więcej!

Co prawda Stasiek nie chciał nigdzie się wybierać. On wolał siedzieć w domu albo na działce w tym zapierdziałym dresie, ale ze mną nie było tak łatwo! Skoro ja byłam twarzą serialu, on musiał być twarzą naszej rodziny. No cóż, czasami jest tak, że to kobieta robi karierę, a mężczyzna siedzi w domu i... Szkoda słów! Dobrze, że chociaż potrafił robić weki, to na zimę byliśmy przygotowani.

I gdy w końcu zgodził się, aby ze mną uczestniczyć w różnych imprezach firmowych czy tam serialowych, jak zwał, tak zwał, to korzystając z okazji, zapoznałam go z tymi osobami, co trzeba.

Ale był zadowolony! Tak to nie chciał iść ze mną, a gdy przyszło co do czego, to z każdym robił sobie zdjęcie, a później wysyłał do kolegów. Robił to specjalnie, aby mu zazdrościli żony. Tak, ja rozumiałam, że wysyłał zdjęcia, na których mnie nie było, ale przecież dzięki temu, że stałam się krajową gwiazdą, on miał możliwość zobaczyć, jak wygląda prawdziwy świat. Nie bardzo mu się podobało, ale po czasie przestał narzekać. Szczególnie wtedy, gdy zaproponowano mu wywiad za pokaźną sumkę.

Czy Stanisław stawał się celebrytą? Nie wydawało mi się. Udzielił kilku wywiadów, porobił zdjęcia ze sławnymi ludźmi i stwierdził, że to nie dla niego. Nie zmuszałam go do niczego, bo dzięki temu miałam spokój i nikt mi nad uchem nie marudził.

Zdjęcia do seriali trwały w najlepsze, a ja zaczynałam mieć dość jeżdżenia w tę i z powrotem. Przez miesiąc miałam więcej wyjazdów niż przez całe życie!

Stasiek zaczynał narzekać, że ciągle mnie w domu nie ma i na starość czuje się samotny. Poniekąd go rozumiałam, bo ileż można siedzieć na tej działce. Ja to miałam poważne zajęcie, więc mnie nudno nie było, ale on... Szkoda słów. Narzekał, marudził, czasami też płakał, że on chce mieć mnie obok siebie, a nie gdzieś... nie wiadomo gdzie.

Zdziwiłam się, bo... Stasiek i łzy? To do niego niepodobne! Wiedziałam, że muszę coś z tym zrobić. Pogadałam, z kim trzeba, i... przeraziłam się! Jedyną możliwością była przeprowadzka do innego miasta!

Nie wiedziałam, jak mam o tym powiedzieć mojemu mężowi. Koniec końców jakoś powiedziałam i zdziwiła mnie jego odpowiedź. Jaka ona była? Słowo w słowo jej nie przytoczę, ale chodziło o to, że on za mną pojedzie nawet na koniec świata. Ten Stanisław to mnie kochał normalnie jak jakiś nastolatek! I dobrze! Niech kocha, bo przynajmniej nie pójdzie mi gdzieś w bok do jakiejś młodej!

Skoro Stasiek się zgodził, to trzeba było wszystko szczegółowo obgadać, przegadać, przeanalizować. Mieliśmy pełne wsparcie ekipy serialu, to jej członkowie pomagali nam załatwiać różne dokumenty.

Na starość zachciało nam się przeprowadzki. Sprzedaliśmy mieszkanie, rzewnie płacząc przy tym. Pożegnaliśmy się ze znajomymi i sąsiadami i ruszyliśmy w podróż, można powiedzieć, naszego życia.

Tak w skrócie to chętnych na nasze mieszkanie było sporo, mimo iż wystawiliśmy je za dość wysoką cenę. W międzyczasie szukaliśmy czegoś nowego w tym naszym nowym miasteczku. Znaleźliśmy po jakimś tygodniu. Pojechaliśmy, obejrzeliśmy i kupiliśmy. Spodobało nam się i osiedle, i mieszkanie. W jakiś dziwny sposób poczułam się, jakbym była u nas, na tych naszych starych śmieciach, jak to się mówi.

Na początku było fajne, ale później... Chciałam wracać do tego, co było. Do moich sąsiadów, za którymi nie bardzo przepadałam, do obserwowania z okna, do... dosłownie wszystkiego! Nie wiedziałam, jaki diabeł nas do tego podkusił! Przecież mogliśmy coś wynająć, a tamto mieszkanie trzymać i zawsze moglibyśmy wrócić, a teraz... teraz to woda po ziemniakach!

I taka to, oczywiście w wielkim skrócie, jest historia tego, jak Halina i Stanisław przeprowadzili się na wioskę o dość dziwnej nazwie Emerytowice. Matko! Tak jakbym o kimś obcym mówiła, a to przecież o nas!