"W pewnym sensie otwiera się, śmiejąc.A śmieje się całą twarzą".
Królowa Elżbieta II i książę Filip diuk Edynburga w Nowym Brunszwiku w Kanadzie podczas obchodów złotego jubileuszu panowania królowej, październik 2002 r. Norm Betts/Rex USA.
.
PRZEDMOWA
W dniu 29 kwietnia 2011 roku pod koniec ceremonii ślubnej księcia Wilhelma i Katarzyny Middleton promieniejący państwo młodzi, zanim ruszyli nawą opactwa westminsterskiego, odwrócili się, aby stanąć naprzeciwko dziadków pana młodego, to jest przed królową Elżbietą II i księciem Filipem. Związkowi młodej pary gorąco kibicowały miliony na całym świecie, a to za sprawą szczerego uczucia, które połączyło oboje, jak również niezłomnego postanowienia księcia, aby ożenić się ze swą wybranką mimo jej "plebejskiego" pochodzenia i braku kropli błękitnej krwi w żyłach. Panna młoda dygnęła nisko, pan młody zaś ukłonił się przed babką, która pomimo swych osiemdziesięciu pięciu lat trzymała się świetnie, wyglądając na zdrową i opanowaną. Królowa dała wyraz swej aprobacie ledwie widocznym skinieniem głowy.
Państwo młodzi skłaniający się przed królową Elżbietą II po ceremonii zaślubin, 29 kwietnia 2011 r. Kirsty Wigglesworth/Press Asssociation Images.
Siedemdziesiąt dwa lata wcześniej Elżbieta II podjęła równie niezależną decyzję w kwestiach uczuciowych. Zakochała się[1][1*] jako trzynastolatka już w pierwsze popołudnie spędzone z osiemnastoletnim księciem Filipem Greckim, uderzająco przystojnym, lecz biednym jak mysz kościelna oficerem brytyjskiej marynarki w trakcie szkolenia. Osiem lat później pobrali się pod tym samym gotyckim sklepieniem opactwa westminsterskiego. O ile wszystko inne w życiu Lilibet, jak ją nazywano, zostało zaplanowane, o tyle tę najważniejszą decyzję podjęła samodzielnie, i to wbrew życzeniom matki, która optowała za jakimś utytułowanym angielskim arystokratą. "Nigdy nawet na nikogo innego nie spojrzała"[2], stwierdziła kuzynka Elżbiety, Margaret Rhodes[2*].
Było to oznaką niezwykłej pewności ówczesnej księżniczki Elżbiety, nie wspominając o sile woli i przeświadczenia u tak młodej osoby. Wszakże ta niezachwiana decyzja to tylko jeden z wielu odkrytych przeze mnie przykładów wyjątkowości kobiety, która od sześćdziesięciu lat panuje jako królowa Zjednoczonego Królestwa Anglii, Walii, Szkocji i Irlandii Północnej oraz piętnastu domen i czternastu terytoriów na całym świecie. W moich oczach sprawowana funkcja oraz sposób, w jaki ją pełni, wymykają się logice: piastuje dziedziczny urząd uświęcony przez Boga, uosabia wielokulturowy i wielowyznaniowy naród zgoła odmienny od jednorodnego kraju, którym władali jej poprzednicy podczas ponadtysiącletniej historii monarchii brytyjskiej. Znaczna część jej życia opiera się na protokole, niezmiennej rutynie rozpisanej na poszczególne miesiące w roku, a ustanowionej jeszcze za panowania królowej Wiktorii. Pod każdym względem wybitna i słynąca na cały świat Elżbieta II jest najdłużej pozostającą u władzy postacią, a przy tym, zdaje się, tyleż znaną, przewidywalną i niezmienną co obowiązkową.
Przez całe swoje imponujące życia Elżbieta II odgrywa przeznaczoną jej rolę niczym najlepsza aktorka - i jest jedyną osobą, dla której zaiste cały świat to scena[3*]. Miliardy ludzi było świadkami, jak przeistacza się z pięknej debiutantki w dojrzałą kobietę łączącą macierzyństwo z pracą zawodową, a wreszcie w pełną mądrości babcię. Gdy miała dwadzieścia osiem lat i zasiadała na tronie od trzech lat, jej pierwszy prywatny sekretarz, sir Alan Lascelles[4*], powiedział: "Ludzie jeszcze długo nie będą zdawali sobie sprawy, jak bardzo jest inteligentna. [...] Ostatecznie jednak stanie się to powszechnie wiadome"[3]. W życiu publicznym ukazuje swe poważne oblicze, maskując tę inteligencję, a także w dużej mierze osobowość i poczucie humoru. Za tajemniczą i dystyngowaną fasadą kryje się szerzej nieznana kobieta.
"Jej prawdziwa twarz stanowiła dla mnie całkowite zaskoczenie", powiedział Howard Morgan, artysta malarz, w latach osiemdziesiątych autor portretu królowej Elżbiety. "Trajkocze jak Włoszka. Mocno gestykuluje. Jest niesłychanie wyrazista"[4]. Przyjaciele i krewni nieraz bywają świadkami joie de vivre rzadko okazywanej publicznie - puszczania baniek mydlanych w trakcie przyjęcia urodzinowego w London Sea Life Aquarium, śpiewania piosenek ile sił w płucach ze szczytu drewnianej skrzynki na Hebrydach Zewnętrznych, usługiwania amerykańskiemu artyście George'owi "Frolicowi" Weymouthowi w bufecie jadalni zamku w Windsorze. "Ułożyła talerze w stos!", opowiadał Weymouth. "A w dzieciństwie uczono nas, żeby nigdy tego nie robić"[5].
Podczas prywatnych rozmów oczy jej błyszczą, głos ma wesoły i ciepły. "Czasami jej śmiech słychać w całym domu", powiedział Tony Parnell, były przełożony personelu w Sandringham[5*], królewskiej posiadłości w hrabstwie Norfolk. "I jest to bardzo radosny śmiech"[6].
Przy swoich pięciu stopach i czterech calach[6*] Elżbieta II zdumiewa także wzrostem, zwłaszcza przy pierwszym kontakcie. Z tym że podobnie jak jej praprababka królowa Wiktoria, mierząca niecałe pięć stóp[7*], ma postawę sprawiającą, iż wzrost traci znaczenie. Autorytetu dodaje jej chód, który wieloletni projektant królewskich strojów, Norman Hartnell, nazwał "celowo wyważonym i nieśpiesznym krokiem"[7].
Nie mniej paradoksalna jest stosowna pokora królowej, cecha wpojona jej we wczesnych latach życia. "Potrafi być królewska i zarazem bezpretensjonalna", stwierdziła Margaret Rhodes. "Wewnętrzna skromność zapobiega jej zepsuciu"[8]. Kiedy królowa wybiera się do teatru, stara się przybyć niezauważona już po zgaszeniu świateł. Jeden z jej byłych prywatnych sekretarzy relacjonował, jak dziwnie jest "obserwować ją, gdy chyłkiem wchodzi do środka. [...] Nie próbuje wcale wywrzeć wrażenia"[9]. Jeśli bohaterem uroczystości jest ktoś inny, bez wysiłku wtapia się w tło. Gdy jej kuzynka lady[8*] Mary Clayton[9*][10] obchodziła swoje dziewięćdziesiąte urodziny w grudniu 2007 roku, karykaturzysta upamiętnił to wydarzenie rysunkiem. Postać Mary jest największa i zajmuje centralną jego część, podczas gdy królowa w okularach stoi w ostatnim rzędzie, wciśnięta między innych gości.
Aczkolwiek znana z ostrożności, Elżbieta II odmawia wkładania kasku do jazdy konnej - z praktycznych powodów, jak się okazuje - co skłania personel zamku w Windsorze do żartów, że "jedynym, co stoi na drodze następcy tronu, jest jej apaszka"[11][10*]. A także nie zapina pasów bezpieczeństwa w samochodzie, mimo iż po swych prywatnych posiadłościach jeździ jak "szalona"[12] zdaniem Margaret Rhodes.
Nawet jej brwi pozostają wyzywająco nieokiełznane. Ćwierć wieku temu biografka Elizabeth Longford pierwsza dopatrzyła się rozsądnej spójności w tych naturalnych brwiach, które przydają "interesującego rysu i charakteru jej twarzy", czyniąc ją "raczej żywym dowodem niż pozbawionym znaczenia oświadczeniem"[13].
Elżbieta II postanowiła starzeć się z wdziękiem bez pomocy chirurgii kosmetycznej, zachowując praktycznie to samo uczesanie. "Taka konsekwencja przez tak długi czas niezwykle podnosi na duchu", powiedziała dame[11*] Helen Mirren, która zdobyła Oscara za odegranie roli królowej Elżbiety w filmie z 2006 roku pod tytułem Królowa. "I świadczy o wielkiej spolegliwości. Ona nigdy się nie miotała. Myślę, że ta samodyscyplina wynika raczej z jej wnętrza aniżeli z czynników zewnętrznych"[14].
Elżbieta II prowadzi dziennik, którego treść wszakże stanie się dostępna historykom dopiero po jej śmierci. "Można to przyrównać do szorowania zębów"[15], powiedziała sama przy jakiejś okazji. "Nie jest to pamiętnik taki jak królowej Wiktorii... ani tak szczegółowy. Właściwie jest raczej nieduży"[16]. Przyjaciele, którzy nasłuchali się jej celnych uwag i ciętych podsumowań na temat swoich charakterów, przypuszczają, że mogła przelać część swoich obserwacji na papier, nie zdradzając żadnych tajemnic.
Aby utrzymać swoją pozycję, Elżbieta II musi być nadzwyczajna. Ale jej poddani oczekują, że będzie przy tym ludzka - choć niezupełnie przeciętna. Przez wszystkie lata swego panowania poszukiwała równowagi między tymi dwiema cechami. Gdy jest nazbyt tajemnicza i zdystansowana, traci więź z poddanymi; gdy zaczyna być do nich podobna, traci swój mistycyzm.
W 2007 roku na garden party w pałacu Buckingham królowa zadawała gościom zwykłe w takich sytuacjach pytania, jak na przykład: "Czy przyjechali państwo z daleka?". Podczas jednej z prezentacji jakaś kobieta zapytała królową Elżbietę: "Czym się pani zajmuje?". Przytaczając tę rozmowę parę dni później w gronie przyjaciół, Elżbieta II powiedziała: "Nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć"[17]. W ciągu tylu lat wypełnionych spotkaniami nikt nigdy nie zapytał jej o to.
W Wielkiej Brytanii władza i chwała są bytami rozdzielnymi. Elżbieta II panuje raczej, niż rządzi, i pełni swą funkcję dożywotnio. Winston Churchill, który był pierwszym premierem za jej panowania, ujął to w 1953 roku w następujący sposób: "Wielka batalia przegrana: parlament wyłania rząd. Wielka batalia wygrana: tłumy wiwatują na cześć królowej"[18]. Ci, którzy dzierżą władzę - premierzy stojący na czele rządu, kiedy ich partia zdobędzie w parlamencie większość - przychodzą i odchodzą wedle kaprysu wyborców, podczas gdy królowa niezmiennie jest głową państwa. Choć brak jej prerogatyw w zakresie rządzenia, ma swego rodzaju władzę negatywną. Jako że ona stoi u steru, żaden premier nie może się czuć numerem jeden. "Utrudnia dyktaturę, utrudnia przewroty wojskowe, utrudnia rządzenie za pomocą dekretów", powiedział Robert Gascoyne-Cecil[12*], siódmy markiz Salisbury, konserwatywny polityk i były przewodniczący Izby Lordów. "Utrudnia je samą swoją obecnością, gdyż przez nią konieczne jest trzymanie się pewnych procedur"[19].
Ale ma też władzę pozytywną: "prawo do udzielania rad, prawo do wyrażania zachęt, prawo do dawania przestróg"[20]. W życiu publicznym Elżbieta II wywiera wpływ poprzez dawanie przykładu, ustanawianie wysokich standardów odnośnie do służby cywilnej i obywatelskiej, nagradzanie osiągnięć i sumienne wywiązywanie się ze swoich obowiązków. Tony Blair, dziesiąty z dwunastu premierów urzędujących za jej panowania, nazwał ją "symbolem jedności w świecie pozbawionym bezpieczeństwa [...] po prostu kwintesencją brytyjskości"[21].
Elżbieta II ani na chwilę nie przestaje być królową, przez co jest na cenzurowanym i wpływa na zachowanie osób ze swego otoczenia, w tym najbliższych. Nie posiada paszportu ani prawa jazdy, nie może głosować ani świadczyć w sądzie, nie wolno jej też zmienić wyznania z anglikańskiego na katolickie. Jako że broni jedności narodowej i musi unikać zrażania do siebie poddanych, z konieczności zachowuje skrupulatną neutralność - nie tylko w kwestii polityki, ale też spraw równie nieszkodliwych jak ulubiony kolor, piosenka czy program telewizyjny. A jednak wykazuje silne preferencje, które sporadycznie dają o sobie znać.
Bezpośredniość jest jedną z najsympatyczniejszych cech charakteru Elżbiety II. "Gdy się odzywa, mówi to, co myśli. A słuchacze to czują i podziwiają"[22], powiedziała Gay Charteris, wdowa po Martinie Charterisie (baronie Amisfieldu) - przez trzy dekady starszym doradcy królowej Elżbiety - z którą rozmawiałam podobnie jak z innymi osobami zbliżonymi do kręgów rodziny królewskiej.
Zafascynowała mnie myśl, że od połowy dziewiętnastego wieku do pierwszych dziesięcioleci dwudziestego pierwszego stulecia - przez sto dwadzieścia trzy lata z ogółem stu siedemdziesięciu czterech - monarchię zdominowały dwie niebywałe kobiety: królowa Wiktoria i królowa Elżbieta II. Razem wzięte reprezentują Wielką Brytanię znacznie dłużej niż czterej mężczyźni, którzy zasiadali na tronie pomiędzy nimi. Przed kobietą stoją inne wyzwania, co w wypadku Elżbiety II oznacza, iż musiała ona wykonywać obowiązki zarówno męskie, jak i żeńskie.
Jako kobieta pracująca zawodowo Elżbieta II była wyjątkiem i w swoim pokoleniu, i w brytyjskiej klasie wyższej. Nie miała wzoru, z którego mogłaby czerpać przykład, starając się zachować równowagę między rolą monarchini, żony i matki. Nazbyt często wymogi jej pracy, w połączeniu z wrodzonym poczuciem obowiązku, odciągały ją od macierzyństwa. Jej leseferyzm na gruncie wychowawczym przyniósł opłakane skutki, a dzieci sprawiły królowej Elżbiecie więcej bólu, niż jej się należało. Od czasu do czasu dawała upust żalowi, na ogół jednak zachowywała go dla siebie, wyładowując się podczas długich spacerów ze swymi psami. "W Szkocji rośnie chwast, zwany starzec jakubek[13*], który ma bardzo głębokie korzenie", powiedziała lady Elizabeth Anson[14*], kuzynka królowej. "Na własne oczy widziałam, jak chodzi na pole i wyrywa go garściami"[23].
Książę Filip powiada, że "wspieranie królowej"[24] zdefiniowało jego życie jako pozostającego najdłużej w służbie królewskiego małżonka w historii Wielkiej Brytanii. Gdy wspólnie biorą udział w imprezach publicznych, sprawiają wrażenie królewskiej wersji Ginger i Freda dzięki doprowadzonej do perfekcji choreografii ruchów i gestów, które emanują wzajemnym zainteresowaniem i wydają się niewymuszone. Książę Filip dodaje szczyptę octu winnego do jej windsorskiej śmietanki, rzucając celne i nieraz lekceważące uwagi. "Książę Filip to jedyny człowiek na świecie, który traktuje królową zwyczajnie, jak każdą inną osobę", powiedział Martin Charteris. "I co oczywiste, nierzadkie są przypadki, że królowa każe mu się zamknąć. Jako że jest królową, raczej nie może powiedzieć czegoś takiego nikomu innemu"[25].
Życie królowej Elżbiety - jej plany kreśli się na rok naprzód, a uszczegóławia z półrocznym wyprzedzeniem - toczy się według praktycznej spokojnej rutyny. Jeden z jej przyjaciół, John Julius Cooper[15*], drugi wicehrabia Norwich, powiedział raz żartobliwie, że sekret jej opanowania leży prawdopodobnie w tym, że "nigdy nie musi szukać wolnego miejsca parkingowego"[26]. Zdaniem jednego z jego prywatnych sekretarzy ma "dwie wielkie zalety. Po pierwsze doskonale sypia, a po drugie nie narzeka na nogi i potrafi stać całymi godzinami. [...] Królowa jest wytrzymała niczym jak"[27]. Rokrocznie cztery miesiące - rozbite na krótsze odcinki czasu - spędza w odosobnieniu w swoich wiejskich posiadłościach. Przy każdym jej powrocie do Sandringham dom "wita ją w takim samym stanie, w jakim był, kiedy go opuszczała", jak powiedział Tony Parnell zatrudniony tam przez pół wieku. "Jeśli coś leżało na krzesłach, pozostało tam przez nikogo nie ruszone"[28].
Historia Elżbiety II ukazuje, jak królowa przeżyła życie, które przypadło jej w udziale. Pragnęłam zgłębić, jakie cechy jej charakteru i elementy osobowości oraz wychowania pomagają jej odgrywać tę wyjątkową rolę. Kim jest, jak wygląda jej dzień codzienny. Jakim cudem rzucona na głęboką wodę nauczyła się radzić sobie z politykami i głowami państw, jak również z górnikami i profesorami. W jaki sposób doświadcza świata, praktycznie żyjąc w kokonie. Jakie ma podejście do władzy i czy zmieniło się ono, a jeśli tak - to jak. Jak reaguje na błędy i niepowodzenia. Jak udaje jej się zachować równowagę i trzymać się podstawowych wartości. Jak wiodąc tak publiczne życie, potrafi zachować prywatność. Czy kiedykolwiek zdecyduje się abdykować na rzecz swego najstarszego syna, księcia Karola, bądź też wnuka, księcia Wilhelma. Co sprawia, że w zimie życia przywraca stabilność i dodaje wigoru monarchii.
Po raz pierwszy spotkałam Elżbietę II[29] w maju 2007 roku w Waszyngtonie, w rezydencji brytyjskiego ambasadora, przy okazji garden party, które odbywało się w ciepły bezchmurny dzień. Z tej okazji pojawiło się około siedmiuset mieszkańców Waszyngtonu - panowie w najlepszych garniturach, wiele pań w kapeluszach.
Wysoce skuteczni wojskowi ustawili nas w rzędach oddalonych od siebie o jakieś trzydzieści stóp[16*]. Gdy nadeszła wyznaczona pora, na maszt wciągnięto flagę brytyjską celem informacji, że na terenie posiadłości znajduje się Jej Królewska Mość. Elżbieta II, podówczas osiemdziesięcioletnia, i jej mąż, książę Filip, wyszli na taras i minęli dwóch grenadierów gwardii w czerwonych kurtach i czapkach z futra niedźwiedziego. Po tym jak orkiestra pułkowa zagrała Boże, chroń królową, para królewska zeszła z niewysokich schodów.
Mój mąż Stephen i ja znaleźliśmy się w rzędzie, wzdłuż którego przechadzał się książę Filip, podczas gdy Elżbieta II szła z drugiej strony.
Królowa zniknęła w głębi ogrodu, lecz my pozostaliśmy na swoich miejscach i w końcu zawróciła w naszą stronę, zmierzając ku rezydencji. Brytyjski ambasador, sir David Manning, dokonywał prezentacji mniej więcej co dwunastej osoby. Dał znak, że zatrzyma się przy nas, i szepnął jej coś na ucho. Przedstawił mnie, Elżbieta II wyciągnęła dłoń w białej rękawiczce, podczas gdy ja zgodnie z protokołem odezwałam się: "Jak się pani miewa, Wasza Królewska Mość". Następny w kolejce był mój mąż, do którego Elżbieta II powiedziała, że jak rozumie, ma przed sobą redaktora waszyngtońskiej gazety. Podobnie jak książę Filip nie jest miłośniczką prasy - w trakcie sześćdziesięcioletniego panowania nie udzieliła ani jednego wywiadu - niemniej nie pokazała tego po sobie.
Jej uprzejmość nie została nagrodzona, gdyż Stephen postanowił złamać protokół, i to podwójnie: zadając królowej pytanie i sugerując, że obstawia zakłady na końskich wyścigach. "Czy postawiła pani na Street Sense w Churchill Downs?", zapytał, nawiązując do zwycięzcy Kentucky Derby, które oglądała po raz pierwszy w minioną sobotę. Dyplomatycznie zignorowała pytanie, lecz nie ruszyła dalej. Coś w pytaniu mego męża musiało wzbudzić jej zainteresowanie. Oglądaliśmy ten wyścig w telewizji; Stephen jako długoletni miłośnik toru wyścigowego wie, jak "czytać wyścig", i dostrzega szczegóły, których ja nawet nie zauważam. Dodał szybko jakąś uwagę na temat wyścigu, na co Elżbieta II odparła, że zdziwił ją widok championa utytłanego w błocie, co było wynikiem biegu po ubitej ziemi, a nie po trawie, do czego przywykła w Anglii.
Z wyraźną ulgą podjęła temat koni, jeden z jej ulubionych, i po chwili przerzucała się z moim mężem spostrzeżeniami dotyczącymi wyścigu oraz jego emocjonującej końcówki, w której Street Sense przeskoczył z dziewiętnastego miejsca na pierwsze. "Widać było żółty toczek!", rzekła z ekscytacją. Stephen powiedział jej, że zapalonemu graczowi z jego gazety, The Washington Examiner, udało się przewidzieć pierwsze trzy konie w kolejności, w jakiej dobiegły do mety. "To doprawdy niesłychany wyczyn", skomentowała i już jej nie było.
Nie spodziewałam się tak ożywionych gestów, wyrazistych błękitnych oczu i promiennego uśmiechu. Przez jakąś minutę miałam okazję widzieć wesołość, którą jakże często skrywa ze względu na godność urzędu. Chociaż wtedy nie zdawałam sobie z tego sprawy, zobaczyłam również jej opanowanie i zdolności. Ignorując niestosowną wzmiankę mego męża o stawianiu zakładów, nie wprawiła go w zażenowanie. Po prostu pominęła ją milczeniem i pokierowała rozmową w bezpieczną stronę, unikając niezręcznej sytuacji.
Elżbiecie II podczas panowania udaje się również unikać polityki oraz - na ogół - kontrowersji. Choć niezupełnie w typie gwiazdy Hollywoodu, królowa zalicza się do grona najznaczniejszych osobistości. Od dawna jest najpopularniejszym członkiem rodziny królewskiej w Internecie jako najczęściej wyszukiwana[30] przez Google, aczkolwiek od 2004 roku jej wnukowie, książę Wilhelm i książę Henryk (wraz z Katarzyną Middleton od zaręczyn z Wilhelmem), depczą jej po piętach i od czasu do czasu nawet prześcigają w Google Trends. Została nawet sportretowana w serialu Simpsonowie przez komika Eddiego Izzarda.
Przy jej dobrym zdrowiu i postanowieniu, by utrzymać formę, królowa może dalej wypełniać skutecznie swe obowiązki przez dekadę albo nawet dłużej, pozostawiając perspektywę krótkiego panowania swemu następcy, księciu Karolowi, który w 2012 roku kończy sześćdziesiąt cztery lata, podczas gdy jego matka obchodzi diamentowy jubileusz, świętując sześćdziesięciolecie na tronie.
Zapewne wypadało[31], abym po raz drugi rozmawiała z królową Elżbietą na spotkaniu towarzystwa angloamerykańskiego, tzw. Pielgrzymów[17*], podczas przyjęcia dla prawie sześciuset gości, których przyjęła w pałacu Świętego Jakuba w Londynie w czerwcu 2009 roku. W tym czasie od ponad roku pracowałam nad niniejszą biografią. Moje zaproszenie zawierało wejściówkę do karmazynowo-złotej sali tronowej, przypisując mnie konkretnie do grupy generała sir Richarda Dannatta, podówczas szefa sztabu generalnego armii Wielkiej Brytanii.
Zazwyczaj na większe przyjęcia gości wybiera się z wyprzedzeniem i gromadzi w niewielkie grupki, które następnie są przedstawiane Elżbiecie II. Na imprezie z Pielgrzymami królowa miała poznać około stu osób, a generał Dannatt miał dokonać prezentacji mojej grupy. Tym razem królowa podała mi dłoń w czarnej rękawiczce, podczas gdy nieodłączna torebka od Launera dyndała jej na drugiej ręce. Wiedziałam, że przed paroma miesiącami przekazano jej informację o mojej książce i że jej sekretarz prasowy, który stał nieopodal, otrzymał informację, iż będę tego dnia obecna. Ale przed oczyma królowej Elżbiety przewinęło się wiele osób.
Powiedziałam jej, że dobrze ją znów zobaczyć w angloamerykańskiej scenerii, po tym jak wcześniej spotkałam ją w Waszyngtonie. "Czy ta okazja sprowadziła tutaj panią?", zapytała mnie. "Nie, moja córka wychodzi za mąż w Londynie", odparłam. "Kiedy ślub?", zapytała królowa. "Czwartego lipca", odpowiedziałam. Ponownie ujrzałam to migotanie w jej oczach. "Och", rzekła, "to trochę niebezpieczne!". "Mam nadzieję, że wszystko przebaczone", odrzekłam. Posłała mi uśmiech i tak jak poprzednio za moment już jej nie było.