Elon Musk. Wizjoner z Doliny Krzemowej - Kinga Kosecka, Łukasz Tomys

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ PIĄTYPayPal

Po udanej sprzedaży Zip2 Musk założył kolejną firmę w listopadzie 1999 roku. Był to wspomniany wcześniej X.com, który świadczył usługi finansowe online i obsługiwał płatności za pośrednictwem poczty elektronicznej. Pod koniec XX wieku za zakupy internetowe płaciło się czekami i przekazami pieniężnymi. Według Ashlee'a Vance'a Elon wpadł na pomysł nowego biznesu na jednym ze stażów, który odbywał w Bank of Nova Scotia. Nauczył się wtedy, że bankierzy są głupcami.

Powodem takiego stwierdzenia stała się analiza Muska dotycząca portfela zobowiązań krajów Trzeciego Świata, głównie Argentyny i Brazylii. Dokładniej, chodziło o obligacje tych państw kupione przez amerykańskie instytucje finansowe. Przypominało to problem niemieckich i francuskich banków, które w XXI wieku kupowały greckie obligacje. Na podstawie zadania powierzonego mu na stażu, Elon stworzył raport, który mógłby pomóc bankowi w zarobieniu konkretnych pieniędzy. W związku z ogromnym zadłużeniem państw Ameryki Południowej Stany Zjednoczone starały się obniżyć zobowiązania tych krajów poprzez objęcie feralnych obligacji gwarancjami. W myśl zasady "prywatne zyski, publiczne straty" władze USA chciały ratować banki z Wall Street. W ramach ciekawostki warto wspomnieć, że przez wiele lat również obligacje Izraela, strategicznego sojusznika Ameryki, były objęte gwarancjami. Mimo nawet takich zapewnień można było nabyć obligacje państw Ameryki Południowej po obniżonych cenach. Handlowano nimi dosłownie za ułamek ich pierwotnej ceny oraz tego, co można było uzyskać, trzymając je do chwili wygaśnięcia. Zawierały się w tym kupony wynikające z wysokiego oprocentowania.

Dyrektor generalny firmy, w której Elon odbywał staż, ani myślał o zainwestowaniu w źle kojarzące się papiery. Uważał, że przedsięwzięcie jest zbyt ryzykowne, choć Musk upierał się, że sytuacja się zmieniła dzięki gwarancjom USA. Dla ścisłości należy dodać, że zawsze istniało pewne ryzyko, że USA cofnie gwarancje. Nazywanie papierów Argentyny i Brazylii z gwarancjami USA tak samo bezpiecznymi co amerykańskie, byłoby więc sporą przesadą. O tym Musk już nie wspomniał. Dla niego sytuacja była jednoznaczna. Przyszły założyciel PayPala stwierdził, że bankierzy boją się nowych pomysłów i tylko kopiują gotowe rozwiązania. Stwierdził nawet, że jeśli wszyscy wokół nich skakaliby z klifu do morza, to oni zrobiliby dokładnie to samo. Jeśli natomiast przed nimi leżałaby góra złota, której nikt nie chciałby dotknąć, to również nie podnieśliby ani jednej monety. Wcześniej prawie wszystkie banki ochoczo kupowały niezabezpieczony dług. Teraz nie chciały go za ułamek ceny i w dodatku z gwarancjami.

Na bazie tych obserwacji powstał nowy projekt Muska - X.com. Elon nie przejmował się tym, że ma bardzo ubogie doświadczenie w branży finansowej. Uznał, że bankowcy to głupcy, tym samym warto było robić interesy w tej branży. Najzwyczajniej w świecie kupił książkę i zaczął przyswajać nowe informacje. Kapitał na rozwój X.com wynosił dziesięć milionów dolarów i pochodził ze sprzedaży Zip2. Rok później przedsiębiorstwo połączyło się z Confiniy, firmą stworzoną w 1998 roku między innymi przez Petera Thiela. Oferowała ona usługę transferu pieniędzy o nazwie PayPal. Zarówno firma Muska, jak i Confiniy, zaczęły rozwijać i ulepszać tę usługę. Firma, która powstała dzięki fuzji, nosiła nazwę X.com, ale w przyszłości została przemianowana na PayPal. W październiku 2003 roku w "Stanford eCorner" została zamieszczona wypowiedź Muska, w której stwierdzał, że początkowo wzrost osiągano za pomocą wirusowej kampanii marketingowej, dzięki której pozyskiwano nowych klientów. Firma wypłacała dziesięć dolarów wszystkim nowym klientom PayPal, jak również każdemu, kto skierował kolejnego użytkownika do systemu. Warto podkreślić, że pomysł ten powstał jeszcze w momencie, kiedy PayPal znajdował się w rękach Confiniy. Choć dzienny przyrost nowych użytkowników był oszałamiający, to ogromne były również kwoty, które przeznaczono na rozdawanie premii. Doprowadziło to do problemów finansowych Confiniy. Dzięki temu to Musk mógł narzucić warunki podczas fuzji. Na szczęście rozdawanie dziesięciu dolarów za przyprowadzenie nowego klienta nie było jedynym sposobem promocji. Część nowych osób automatycznie dowiadywała się o PayPalu, ponieważ otrzymywała pieniądze za pośrednictwem tej usługi. Była to doskonała kampania marketingowa, która nie wymagała nakładów finansowych.

Po fuzji Musk stał się dyrektorem generalnym PayPal i pełnił tę funkcję tylko do 2000 roku, kiedy to został z niej usunięty. Stało się tak z powodu nieporozumienia z pierwotnym kierownictwem PayPal, a w szczególności z powodu chęci przeniesienia infrastruktury systemu Unix, na którym opierał się PayPal, do systemu Microsoft Windows. Jak donosi artykuł z "Fortune" z listopada 2013 roku, od tego momentu stanowisko dyrektora generalnego objął Peter Thiel, który uprzednio z niego zrezygnował po fuzji X.com z Confiniy. Nie jest tajemnicą, że Thiel i Musk od początku nie umieli dojść do porozumienia, a ich wizje prowadzenia firmy były sprzeczne.

Warto wspomnieć o tym, w jaki sposób Musk został usunięty ze stanowiska dyrektora generalnego. Ashlee Vance nazwał tę sytuację "jednym z najpaskudniejszych puczów w długiej i barwnej historii przykrych przewrotów Doliny Krzemowej". Pewnej nocy grupa pracowników X.com zebrała się w barze w celu przedyskutowania obalenia Muska. Zamiast porozmawiać z nim, postanowili oddać stanowisko dyrektora generalnego Thielowi, oczywiście za plecami Elona. Dla Muska sytuacja była z góry przegrana. Nie mógł walczyć o swoje prawa, ponieważ w tym czasie wyjechał na miesiąc miodowy z żoną. Wrócił do Palo Alto, jak tylko mógł najszybciej i zaczął namawiać zarząd do zmiany decyzji. Okazało się jednak, że niemalże cała firma zapomniała już o tej sytuacji. Przewrót potraktowano jako coś normalnego lub nieistniejącego. To właśnie wtedy nastąpił rebranding X.com na PayPal, co według Elona było bardzo złym posunięciem.

Epizod Muska z PayPalem sprawił, że ucierpiała jego reputacja przywódcy. Okazało się, że kolejny raz nie potrafił udowodnić kierowniczych umiejętności. Krytyka jego osoby nabrała tak dużej siły, że przez pewien czas zastanawiano się, czy Musk na pewno jest założycielem firmy noszącej po połączeniu nazwę PayPal. Przykładowo Eric Jackson w książce zatytułowanej "The PayPal Wars: Battles with eBay, the Media, the Mafia and the Rest of Planet Earth" stworzył wizerunek Elona jako zadufanej w sobie, upartej osoby, która na każdym kroku podejmowała złe decyzje. Tymczasem Thiel jawił się jako nieustraszony i waleczny bohater.

Jak można się domyślać, Musk nauczony doświadczeniami z dzieciństwa, nie przyjął tych słów z pokorą i nie nadstawił drugiego policzka. Wystosował maila, w którym nazwał Erica Jacksona wiernopoddańczą sierotą, która ledwo wygrzebała się ze stażu. Wyartykułował także siedem powodów, dla których należał mu się tytuł założyciela PayPala. Stwierdził także, że Jackson jest oddanym sługą Thiela, więc w ogóle nie dziwi go fakt, że przedstawił Petera niczym Mela Gibsona z "Walecznego Serca", a jego samego jako coś pomiędzy "kompletnym zerem a pomiotem zła". Większość pracowników PayPala, choć zapomniała już o obaleniu Muska, przyznała mu rację co do treści e-maila.

Choć Elon utracił stanowisko kierownicze, to nadal pozostawał na pokładzie firmy. Stał się firmowym doradcą, a także systematycznie inwestował w firmę, dzięki czemu powiększał udziały w PayPalu. Choć po tym, jak go potraktowano, można byłoby się spodziewać, że Musk będzie szukał odwetu, to jednak tak się nie stało. Co więcej, wspierał Thiela w jego działaniach. Z czasem pozycja Muska nabierała coraz mniejszego znaczenia. Ostatecznie cały system został przejęty w październiku 2002 roku przez serwis eBay za 1,5 miliarda dolarów. Taką informację można znaleźć w raportach finansowych US SEC, czyli amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd. Musk otrzymał sto sześćdziesiąt pięć milionów. Stało się tak, ponieważ Elon był największym udziałowcem spółki, posiadającym 11,7 procent akcji PayPal.

Sprzedaż spółki nie sprawiła jednak, że Musk odciął się całkiem od tego projektu. W lipcu 2017 roku kupił od PayPal za nieujawnioną dotąd kwotę domenę x.com. Na swoim koncie na Twitterze umieścił podziękowania dla PayPala za danie mu takiej możliwości oraz napisał, że na razie nie ma planów związanych z tą domeną, a jedynie stanowi ona dla niego wielką wartość sentymentalną. Warto również wspomnieć o ludziach, którzy współtworzyli system PayPal, a z którymi Musk nadal utrzymuje kontakty. Jaki pisze "The Telegraph" w artykule z sierpnia 2007 roku, firma ta była szklarnią, w której wyrosło wiele talentów. Byli to między innymi Chad Hurley, Steve Chen i Jawed Karim, którzy założyli później YouTube, Peter Thiel - anioł biznesu i ważny inwestor Facebooka, a także David O. Sack - właściciel wytwórni, która wyprodukowała film "Thank You For Smoking" nominowany do Złotego Globu.

ROZDZIAŁ PIERWSZYWczesne dzieciństwo

Elon Reeve Musk urodził się 28 czerwca 1971 roku w Pretorii w Republice Południowej Afryki. Jest synem Mayei Musk, modelki i dietetyczki z Kanady, oraz Errola Muska, inżyniera-elektromechanika, pilota i żeglarza z południowej Afryki. Jego rodzice mają trójkę dzieci, z których Elon jest najstarszy. Wychowywał się razem z młodszym o rok bratem Kimbalem oraz młodszą o trzy lata siostrą Toscą. Warto wspomnieć, że Elon ma niezwykle różnorodne korzenie. Mianowicie jego babcia od strony ojca była Brytyjką, a dziadek od strony matki - Amerykaninem z Minnesoty.

Przodkom Muska warto poświęcić nieco więcej miejsca. Artykuł z sierpnia 2016 roku, który pojawił się w "Business Insider", dostarcza ciekawych informacji na temat dziadków Elona od strony matki - Wyn i Joshui Haldemanów.

W 1950 roku żądni przygód Haldemanowie przenieśli się z Kanady do Południowej Afryki. Podobno dziadek Elon, Joshua, utyskiwał na upadek moralny Kanady. Nie do końca wiadomo, co miał na myśli. Był to jeden z powodów opuszczenia tego kraju przez rodzinę matki Elona. Uprzednio Joshua Haldeman rozdał majątek. Prawdopodobnie uważał to za swój moralny obowiązek, ponieważ gryzły go wyrzuty sumienia w związku z opuszczeniem ojczyzny. Warto zauważyć, że obecnie sam Elon ma podobny stosunek do pieniędzy. Traktuje je instrumentalnie. Uważa, że jest to tylko środek, który warto przeznaczyć na pomoc innym ludziom. Dziadkowie Elona łączyli w sobie chęć niesienia pomocy ludziom z niepohamowaną żądzą przygody. Nie potrafili usiedzieć długo w jednym miejscu i prawdopodobnie to stało się główną motywacją do zmiany miejsca zamieszkania.

Po przybyciu do RPA dziadkowie Elona stali się sławnymi postaciami odbywającymi wyprawy lotnicze. Między innymi dokonali przelotu jednosilnikową maszyną z Afryki do Australii. Zaangażowali się również w poszukiwania zaginionego miasta Kalahari. Według starej legendy miało się ono znajdować na pustyni w południowej Afryce. Dziadkowie Elona odbyli aż dwanaście wypraw. Często podróżowali razem z dziećmi. Nigdy nie udało im się odnaleźć żadnych dowodów na to, że zaginione miasto istnieje. Nie zmienia to jednak faktu, że wyprawy te zapewniły Haldemanom sławę. Często organizowali pokazy slajdów i spotkania, na których przedstawiali mapy oraz opowiadali o odbytych podróżach. Ekspedycje nie skończyły się jednak dobrze dla Joshui, który zginął w katastrofie lotniczej w 1974 roku. Mimo niepowodzeń niewzruszenie wierzył w istnienie zaginionego miasta. Również Elon wciąż pozostaje wierny swoim marzeniom i pewnie nieprędko się to zmieni.

W artykule, który ukazał się w "Esquire" w listopadzie 2012 roku, siostra Elona, Tosca Musk, stwierdziła: "Nasza rodzina różni się od innych ludzi. Ryzykujemy więcej". Choć dla niektórych te słowa mogą brzmieć nieco protekcjonalnie, to można w nich doszukiwać się odrobiny prawdy. Elon ceni sobie historię przodków i niejednokrotnie opowiada o nich z dumą, wspominając ich sukcesy. Stanowią oni dla niego pewnego rodzaju inspirację i motywację do odnoszenia sukcesów, a także dają mu energię, która w jego rodzinie jest dziedziczna. Tradycja w rodzinie Elona ma również wymiar symboliczny. Mianowicie imię odziedziczył po pradziadku Johnie Elonie Haldemanie. Przodkowie Elona ze strony ojca mieli również barwną historię, jednak nie tak bardzo jak Haldemanowie. Dziadek Walter Henry James Musk był żołnierzem armii RPA.

Rodzice Elona nie zdołali zbudować szczęśliwego małżeństwa. Rozwiedli się dziewięć lat po jego narodzinach. Od tego momentu młody Elon zamieszkał razem z ojcem w jednym z jego domów, który znajdował się na przedmieściach Pretorii. Jak możemy przeczytać w artykule w "The Mercury News" z kwietnia 2014 roku, tata Elona był zamożnym człowiekiem. Oprócz kilku nieruchomości miał także parę rasowych koni, jacht, samolot i udziały w kopalni szmaragdów. Dzięki temu rodzina mogła sobie pozwolić na wycieczki do Europy, Hong Kongu czy Stanów Zjednoczonych. Choć bogaci rodzice często nadmiernie rozpieszczają własne dzieci, w przypadku Elona było inaczej. Jego ojciec nie wynajmował pokojówek i ogrodników, jak miała to w zwyczaju reszta elity Republiki Południowej Afryki. Zamiast tego pojedyncze, lekkie prace zlecał swoim dzieciom, które dzięki temu miały okazję nauczyć się samodzielności i odpowiedzialności. Wymagający ojciec sprawił, że dzieci nie były rozpuszczone i szybko stały się samodzielne. Jednak jego trudny charakter i nadmierna surowość położyły się cieniem na dzieciństwie Elona i jego rodzeństwa.

Wśród cech, które młody Musk przejawiał w dzieciństwie, raczej nie znajdziemy pokory. Elon w wywiadzie z Alison von Diggelen w styczniu 2013 wspomina, że już jako mały chłopiec kwestionował obowiązujące reguły. Kiedy w wieku sześciu lat został zaproszony na imprezę urodzinową kuzyna, na którą rodzice zabronili mu iść, zrobił wszystko, aby tam się dostać. Początkowo planował odbyć podróż rowerem. Jednak kiedy usłyszał, że policja może go złapać i z powodu braku licencji zatrzymać, stwierdził, że po prostu dotrze na miejsce na piechotę. Nie chciał, aby cokolwiek powstrzymało go w osiągnięciu celu. Dom kuzyna znajdował się po drugiej stronie miasta, dokładnie cztery godziny drogi piechotą. Nawet taka odległość nie zrobiła na nim większego wrażenia. Niestety, kiedy mały Elon był już prawie na miejscu, niefortunnie wpadł na swoją mamę i rodzeństwo. Właśnie wychodzili z imprezy. Tak się przestraszył, że uciekł. Wdrapał się na drzewo i nie chciał stamtąd zejść.

Elon w dzieciństwie uwielbiał czytać książki. Wśród nich można wymienić klasyki science fiction, jak "Fundacja" Asimova i "Autostradą przez galaktykę" Douglasa Adamsa. Lubił również "Władcę pierścieni". Jego mama w reportażu "Forbesa" z maja 2012 roku wspomina, że w wieku ośmiu lub dziewięciu lat przeczytał całą Encyklopedię Britannica. Zawierała ona blisko sto dwadzieścia tysięcy artykułów i aż czterdzieści cztery miliony słów. Jakby tego było mało, udało mu się ją zapamiętać! Miał fotograficzną pamięć i już w młodym wieku uważano go za mądralę, który znał odpowiedź na każde pytanie. Zdarzało mu się nawet znikać w księgarni, kiedy spacerował razem z mamą i resztą rodzeństwa. Siadał wtedy na ziemi, czytał i przenosił się do własnego świata. Często nie potrafił oddzielić fantazji od rzeczywistości. Śnił na jawie. Ta cecha charakteru Elona sprawiła, że jako dziecko został uznany za osobę głuchą. Według Ashleya Vance'a ludzie często coś do niego mówili, ale on w ogóle nie reagował. Z tego powodu wykonano mu serię badań, a następnie postanowiono usunąć migdałki. Taki zabieg często poprawiał słuch u dzieci. Jak można się domyślić, Elon po zabiegu w ogóle się nie zmienił. On po prostu lubił pogrążać się w transie i odcinać od świata. Nie miało to nic wspólnego z jego zmysłem słuchu. Obecnie wiele osób już wie, że kiedy Musk pogrąża się w marzeniach, to należy zostawić go w spokoju. Najprawdopodobniej projektuje właśnie nową rakietę. Momenty wyłączenia umożliwiają mu doskonałą koncentrację. Dają mu coś pięknego i wyjątkowego, co trudno opisać słowami. Musk określa siebie jako "chip graficzny", a zjawiska fizykalne, wzajemne oddziaływania sił i przedmiotów potrafi wyobrazić sobie jako obrazy. Zupełnie jakby posiadał wewnętrzny symulator wyświetlający projekcje. Zachowując pewien dystans, można go pod pewnymi względami porównać do Alberta Einsteina. Mianowicie, kiedy wielki fizyk tworzył elementy teorii względności, wyobrażał sobie między innymi obserwatorów znajdujących się w pędzących pociągach lub w spadającej windzie. Jeszcze większej wyobraźni wymagało ujrzenie w umyśle czterowymiarowej czasoprzestrzeni. Dopiero później przy wsparciu żony tworzył dowody matematyczne dla swoich wizji. Obrazy z umysłu geniusza okazywały się pełną paradoksów, naukową prawdą.

Na temat Muska wypowiedziała się nauczycielka geografii z liceum, do którego uczęszczał. W artykule z "The Mercury News" z kwietnia 2014 roku wspomina go w taki sposób: "Często widywałam go w bibliotece lub w jej pobliżu. (...) Miał ponadprzeciętne zainteresowania wykraczające poza program nauczania. Biblioteka - przed nadejściem Internetu - była miejscem, gdzie można było zdobyć dalszą wiedzę". Choć każda matka uważa, że jej dziecko jest najlepsze i ponadprzeciętne, matka Elona mogła mieć w tym trochę racji. Jak podaje "Esquire" z listopada 2012 roku, już w dzieciństwie zauważyła, że młody Elon wyróżnia się na tle rodzeństwa. Stwierdziła nawet: "Mam dwoje błyskotliwych dzieci, ale Elon jest geniuszem. Potrafię powiedzieć, co na myśli mają Tosca i Kimbal. Ale nie potrafię rozgryźć Elona".

Interesował się nie tylko czytaniem. W liceum należał do zespołu grającego w szachy. Nie trwało to jednak długo, ponieważ po pewnym czasie stwierdził, że ludzie w porównaniu z komputerami wypadają słabo. Tak zaczęło się jego zainteresowanie komputerami, w tym Commodore VIC-20, a następnie Spectravideo i IBM, na które było stać jego zamożnych rodziców. Tym razem nie był to jednak słomiany zapał ani przejściowe zaciekawienie tak jak w przypadku szachów. Młody Musk w mgnieniu oka nauczył się programowania komputerowego. Podobnie było z Markiem Zuckerbergiem, któremu rodzice opłacili lekcje z prywatnym nauczycielem tej dziedziny.

Musk wspominał później, w styczniu 2013 roku, w wywiadzie z Alison von Diggelen, że programowanie było najfajniejszą i najbardziej niesamowitą rzeczą, jaką kiedykolwiek widział. Z tego powodu zaczął czytać książki na ten temat i tworzyć pierwsze gry. Już w wieku dwunastu lat udało mu się napisać działający kod do gry wideo o nazwie Blastar na potrzeby magazynu "PC and Office Technology". Sprzedał ją za pięćset dolarów, co było sporą kwotą jak na dwunastoletniego chłopca. Obecnie gra jest dostępna online. Jak możemy przeczytać w artykule w "The Verage" z czerwca 2015 roku, Blaster była grą o tematyce kosmicznej. Gracz, który wcielał się w postać samotnego pilota znajdującego się w przestrzeni kosmicznej, musiał zniszczyć frachtowce przewożące śmiertelne bomby. Wokół nich pełno było kosmicznych najeźdźców i asteroidów. Można więc zauważyć, że myśli Muska już w dzieciństwie wybiegały poza orbitę ziemską. Niewykluczone, że już wtedy zaczęła rozwijać się w nim pasja do przestrzeni kosmicznej. Biorąc pod uwagę grę, jest ona bardzo prosta i w zasadzie nie ma końca. Można by powiedzieć, że nie jest to nic szczególnego. Oczywiście, oprócz tego, że gra została stworzona przez dwunastolatka w 1984 roku.

Jak donosi "Global Security" w artykule z kwietnia 2003 roku, Musk kilka lat później zainwestował zarobione pieniądze w akcje spółek farmaceutycznych. Sam przyznaje, że udziały te zostały później sprzedane za kilka tysięcy. Dochody z ich zbycia wykorzystał w przyszłości, aby sfinansować wyjazd do Kanady.

WSTĘP

Założyciel, dyrektor generalny i dyrektor techniczny SpaceX. Architekt Tesli. Współprzewodniczący OpenAl. Założyciel i dyrektor generalny Neuralink. Współzałożyciel i były prezes SolarCity, a także założyciel Zip2 i X.com, czyli późniejszego PayPal oraz Hyperloop i Boring Company. Genialny inwestor, inżynier i wynalazca. Oto opis jednego człowieka. Majątek czterdziestosześcioletniego Elona Muska oszacowano w październiku 2017 roku na 20,8 miliarda dolarów i umiejscowiono go na dwudziestym pierwszym miejscu w rankingu Forbes 400. To oczywiście tylko mała część osiągnięć człowieka, któremu został poświęcony nasz materiał. Zapraszamy do przeczytania historii przedsiębiorcy, który przez wielu uważany jest za jedną z najbardziej innowacyjnych osób żyjących współcześnie. Czy Elon Musk jest nieskazitelnym wzorem do naśladowania?

Choć stawia się go w jednym rzędzie z Steve'em Jobsem i Billem Gatse'em, a niemal wszystko, czego dotknie, zamienia się w złoto, to uważany jest również za rozkapryszonego szefa, któremu najbezpieczniej jest schodzić z drogi. "Weźcie się wreszcie do roboty" - tak brzmi jeden z jego ulubionych tekstów rzucanych w stronę podwładnych. Oczywiście, nierzadko okraszony wulgaryzmami. Jego byłe partnerki, choć wyrażają się o nim z szacunkiem, również odkrywają kilka faktów mroczniejszej strony Muska.

Tę historię w głównej mierze oparto na anglojęzycznych artykułach prasowych oraz reportażach dotyczących Elona Muska i jego działalności. Podczas pracy nad tekstem wykorzystano takie czasopisma jak: "Wall Street Journal", "The New York Times", "Business Insider", "The Guardian", "Forbes", "Esquire", "Los Angeles Times" oraz inne. Duży wpływ na tę publikację miała także książka Ashley'a Vance'a pod tytułem "Elon Musk. Biografia twórcy PayPal, Tesli, SpaceX", do której pojawienia się początkowo nie chciał dopuścić główny bohater. Ostatecznie zgodził się jednak na wydanie książki, co więcej - dodał do niej swoje komentarze. Źródła informacji zostały wplecione w treść, aby osoby pragnące poszerzyć wiedzę na dany temat miały ułatwione zadanie.

Naszym celem jest przybliżenie sylwetki Muska osobom, które nie poznały go jeszcze dokładnie. Zdajemy sobie sprawę, że nasza praca jest dość krótka i skondensowana. Z góry zaznaczamy, że jest ona przeznaczona dla czytelników i słuchaczy, którzy nie mieli styczności z opasłym dziełem Ashley'a Vance'a. "Elon Musk. Biografia twórcy PayPal, Tesli, SpaceX" przedstawia bowiem historię Muska w najdrobniejszych szczegółach.

ROZDZIAŁ CZWARTYZip2

Pierwszym projektem Muska był Zip2. Stworzył go razem z bratem, Kimbalem. Dzięki pomocy finansowej inwestorów w 1995 roku otworzyli firmę zajmującą się oprogramowaniem sieciowym. Zip2 było rodzajem katalogu firm umieszczonego w Internecie. Można nazwać go internetową wersją książki telefonicznej lub polskiej "Panoramy Firm". Poszczególne przedsiębiorstwa były podzielone ze względu na kategorie, co ułatwiało wyszukiwanie konkretnego obiektu. Musk twierdził wówczas, że misją Zip2 jest to, aby każdy miał możliwość w prosty sposób znaleźć najbliższą pizzerię i dowiedzieć się, jak tam dotrzeć. Aby ułatwić ten proces, obok wizytówki danej firmy umieszczano także mapę. Cały projekt można porównać do Google Maps w uproszczonej wersji. Dziś taka koncepcja wydaje się oczywista, ale wtedy była rewolucyjna.

Według biografii autorstwa Ashlee'a Vance'a pomysł na ten projekt pojawił się w umyśle Muska jeszcze w okresie, kiedy odbywał staż w Pinnacle Research Institiute. Pewnego razu do jednego z biur przyszedł handlowiec, który chciał sprzedać pomysł reklam w katalogach sieciowych. Choć dzielnie walczył i zachęcał do kupna reklamowanego produktu, to Musk zauważył, że człowiek ten ma nikłe pojęcie o Internecie. Jego namowy nie były przekonujące, jednak zainspirowały Muska. Elon odkrył ogromny potencjał w branży internetowej. Jednocześnie zauważył, że sam może zrobić to lepiej i skuteczniej. Pod wpływem tych obserwacji w 1995 roku zaproponował Kimbalowi projekt, który miał pomóc firmom trafić do sieci. Można zatem zauważyć, że pomysły na biznes często wynikają z przypadkowych inspiracji. Tym sposobem powstał Global Link Information Network, który później został przemianowany na Zip2. W nowo powstałej firmie Elon zajął się pisaniem kodu, natomiast Kimbal - sprawami marketingowymi i sprzedażowymi. Wynajęli biuro na 430 Sherman Avenue w Palo Alto, które miało zaledwie pięćdziesiąt cztery metry kwadratowe. Następnie dokupili podstawowe umeblowanie. Jeden z pierwszych pracowników Zip2 wspominał, że było to bardzo niekomfortowe miejsce do pracy. Służyło Muskom nie tylko do celów biznesowych, ale także do codziennego funkcjonowania, a nawet do spania. W tamtym okresie, ze względu na oszczędność, bracia brali prysznic w obiektach sportowych. Na szczęście po pewnym czasie udało im się przenieść do mieszkania z dwoma sypialniami. Nie mieli jednak wówczas pieniędzy, aby wyposażyć pokoje, dlatego musiały im wystarczyć materace rozłożone na podłodze.

Dobór pracowników w Zip2 daleki był od ideału. Osoby dołączające do zespołu często myślały, że otrzymują pracę w dużej firmie o ugruntowanej pozycji. Tymczasem trafiały do start-upu, który na co dzień borykał się z ciągłymi problemami. Jedną z pierwszych osób zatrudnionych w firmie Musków był inżynier z Korei Południowej. Co ciekawe, pracował on tylko w zamian za pokój i wyżywienie. Elon jakimś cudem przekonał go do takich poświęceń.

Z jednej strony taka postawa wydaje się śmieszna, ale warto przypomnieć ciekawą historię przytoczoną przez Petera Thiela w jego książce "Zero to one". Pewien artysta specjalizujący się w graffiti udekorował jedną z pierwszych siedzib Facebooka. W zamian dostał część mało wówczas wartych akcji tej firmy. Dziś jest milionerem. Można również przytoczyć inny przykład na to, że warto być blisko dobrze rokujących start-upów. Mianowicie księgowa June Martino, pracująca dla Raya Kroca, który rozwinął koncern McDonald's, otrzymała od niego część akcji i stopniowo awansowała w szybko rozwijającej się firmie. W ciągu kilkunastu lat stała się multimilionerką i jedną z najważniejszych kobiet w świecie amerykańskiego biznesu. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w naszym audiobooku oraz e-booku pt. "Imperium McDonald's. Ray Kroc - Od przedstawiciela handlowego do milionera". Słynny inwestor Warren Buffett często podkreśla, aby wybrać takiego pracodawcę, którego podziwiamy i nie kierować się wyłącznie wysokością pensji. Zaleca on także, aby szukając pracy, stosować te same kryteria co przy inwestowaniu w akcje przedsiębiorstw. W dynamicznie rozwijającej się firmie szansę na awans i podwyżkę są z reguły znacznie większe. Według Buffetta, firma, dla której chcemy pracować, powinna być tzw. spółką twierdzą. Łatwo zauważyć, że dla osób z Polski międzynarodowa spółka twierdza daje szansę na przeniesienie się zagranicę i lepsze zarobki. Na przykład w centrali firmy w jej macierzystym kraju w Zurychu, Amsterdamie lub Los Angeles.

Elon Musk, rozwijając Zip2, potrzebował sprzedawcy. Osobą, którą przyjęto na stanowisko, był dwudziestoletni Jeff Heilman, który nie do końca wiedział, co ma robić w życiu. Wkrótce dołączyło do niego kilku innych handlowców, którzy pracowali w systemie prowizyjnym, otrzymując pensję tylko za efekty. Sytuacja zmieniła się na początku 1996 roku. Wówczas przedsięwzięciem Musków zainteresowała się firma Mohr Davidow Ventures, która zainwestowała w Zip2 aż trzy miliony dolarów. Oczywiście, głównym powodem inwestycji był potencjał tkwiący w start-upie. Duże znaczenie miała jednak także energia Muska, który przekonująco prezentował początkujący biznes.

W związku z ogromnym zastrzykiem gotówki, siedziba Zip2 przeniosła się do dużego biura na Cambridge Anevue w Palo Alto. Następnie firma Muska rozpoczęła rekrutację zdolnych inżynierów, na których mogła już sobie pozwolić. Zmieniła się także strategia biznesowa start-upu. Od tamtej pory celem stało się stworzenie pakietu oprogramowania, który byłby sprzedawany prasie. Za pomocą tego narzędzia gazety mogłyby tworzyć w sieci katalogi dotyczące ogłoszeń i reklam bez konieczności korzystania z własnej technologii. Zip2 chciał więc umożliwić branży wydawniczej tworzenie lokalnych folderów dla ich subskrybentów. Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Z usług firmy Musków po pewnym czasie zaczęły korzystać nawet takie tytuły jak "The New York Times" czy "Chicago Tribune".

Inwestycja Mohr Davidow Ventures w Zip2 okazała się nieść ze sobą jeszcze jedną istotną zmianę. Mianowicie Rich Sorkin został powołany na stanowisko dyrektora generalnego. Miał on spore doświadczenie w pracy dla start-upów w branży internetowej. Elon otrzymał natomiast tytuł dyrektora do spraw technicznych i utracił obowiązki operacyjne. Musk wprawdzie zgodził się na taką rotację, jednak po czasie żałował straconej pozycji.

Warto podkreślić również, że cele, które przyświecały Muskowi podczas tworzenia Zip2 różniły się od tych, które prezentował ówczesny zarząd firmy z Sorkinem na czele. Elon twierdził, że start-up jest w stanie oferować ciekawe usługi, które byłyby skierowane bezpośrednio do pojedynczych klientów. Dyrektor generalny oraz inwestorzy stawiali natomiast na maksymalizację zysku. Z tego powodu w 1998 roku ogłoszono, że Zip2 połączy się z CitySearch, czyli swoim największym konkurentem, a następnie przejmie jego nazwę. Byłoby to świetne posunięcie, ponieważ Zip2 posiadał utalentowanych inżynierów, a CitySearch - rozbudowany dział sprzedaży i marketingu. Oba projekty mogłyby razem stworzyć prężnie rozwijające się przedsiębiorstwo.

Ostatecznie część zespołu Zip2, na czele z Elonem, przekonała zarząd, że nie należy łączyć firm. Musk miał ambicje, aby zostać dyrektorem generalnym start-upu, którego przecież sam był założycielem. Na taki układ nie zgodził się jednak żaden z członków zarządu. Ostatecznie Elon stracił stanowisko, a Sorkin został zastąpiony przez Dereka Proudiana, inwestora z Mohr Davidow Ventures.

Według Ashlee'a Vance'a Zip2 wpadł w problemy po tym, jak umowa z CitySearch nie doszła do skutku. Firma bardzo szybko zaczęła tracić pieniądze. Głównym powodem takiego obrotu spraw było pojawianie się na rynku dużej liczby start-upów, które również zajmowały się mapami w Internecie. Zip2 nie miał wystarczającej siły przebicia, aby z nimi konkurować. Właśnie wtedy zdarzył się istny cud. Jedno z amerykańskich przedsiębiorstw komputerowych, Compaq, zaoferowało przejęcie Zip2. Ostatecznie właściciele otrzymali trzysta siedem milionów dolarów w gotówce i trzydzieści cztery miliony w akcjach z prawem do wykupu. Jak donosi "Global Security" w artykule z kwietnia 2003 roku, w efekcie tej transakcji Musk otrzymał dwadzieścia dwa miliony dolarów za udziały w Zip2. Z dnia na dzień dwudziestokilkuletni Elon, który jeszcze niedawno owijał kiełbaski w chleb i kąpał się w miejscach publicznych, został milionerem.

Za milion dolarów kupił McLarena F1. Na dostawę samochodu przywiezionego przez potężną ciężarówkę czekał z ekipą filmową. Chciał pochwalić się szerszej publice luksusowym autem i odniesionym sukcesem. "Na świecie są 62 McLareny F1, a ja będę posiadaczem jednego z nich" - oświadczył przed kamerą. Obejmowany przez narzeczoną, Justine, podkreślił, że zaledwie 3 lata wcześniej spał na podłodze biura, a obecnie kupuje samochód za milion dolarów. Już wtedy lubił przyciągać uwagę mediów. Dzieki temu zyskiwał darmową promocję kolejnego przedsięwzięcia, czyli X.com. Występ Muska w znacznej mierze przypominał popisy Donalda Trumpa chwalącego się bogactwem w czołówce programu Apprentice. Elon stwierdził także, że mógłby kupić wyspę na Bahamach, ale zamiast tego woli stworzyć nową firmę. Stojąc przy bankomacie, opowiadał o tym, że chce zrewolucjonizować bankowość. Już w chwilę później kamera pokazywała wnętrze jego nowej firmy - X.com. Na koniec Elon stwierdził: "Chciałbym znaleźć się na okładce Rolling Stone. To byłoby świetne".

Musk nie był jedynym, świeżo upieczonym milionerem z Doliny Krzemowej. Warto pamiętać, że były to czasy pęczniejącej bańki internetowej. Miała pęknąć już kilkanaście miesięcy później, w 2000 roku. Przykładem giełdowego szaleństwa jest fakt, że na szczycie bańki internetowej wycena giełdowa Yahoo przekraczała 100 miliardów dolarów. Kilkanaście miesięcy później po implozji wycen jej wartość spadła do 5 miliardów. Mało kto niecałe dwie dekady później korzystał z wyszukiwarki Yahoo lub czytał artykuły na tym portalu. W 2017 roku Yahoo sprzedało swoją podstawową działalność firmie Verizon za 4,8 miliarda dolarów. Dzięki temu zakupowi amerykański koncern telekomunikacyjny pozyskał dane setek milionów internautów. Powyższy przykład pokazuje, że bańki spekulacyjne mają często pewne racjonalne wytłumaczenie. Spekulanci, a nawet poważni inwestorzy kupujący akcje Yahoo, pod koniec 1999 roku słusznie zakładali, że Internet okaże się ważnym obszarem gospodarki i życia ludzkiego w ogóle. Trafnie założyli, że jego znaczenie w nowym tysiącleciu niebywale wzrośnie. Jednak można zauważyć, że nie była to wystarczająca podstawa do tego, aby kupować akcje firm z tego obszaru po każdej cenie.

Po tej dygresji wróćmy do Elona Muska. Zip2 był jego pierwszym dużym sukcesem. Warto jednak podkreślić, że w początkowej fazie rozwoju został on częściowo sfinansowany przez jego ojca. Wyłożył on niezbyt porywającą kwotę dwudziestu ośmiu tysięcy dolarów. Elon komentuje postępowanie Errola w artykule "Rolling Stone" z listopada 2017 roku w ten sposób: "Jedną z rzeczy, które twierdzi, jest to, że dał mi mnóstwo pieniędzy, abym z bratem mógł założyć pierwszą firmę. To nie jest prawda. Ja i mój brat zapłaciliśmy za naukę w formie stypendiów, pożyczek i pracy na dwa etaty jednocześnie, a fundusze, które zebraliśmy na naszą działalność, pochodziły od aniołów z Doliny Krzemowej". W artykule, który ukazał się w "The Telegraph" w sierpniu 2007 roku, dodał, że były to dla niego ciężkie czasy. Jadał wtedy w White Castle, czyli taniej sieci gastronomicznej z hamburgerami i spał pod biurkiem.

Musk nigdy nie bał się ciężkiej pracy. Jak donosi portal "The Star" w artykule z października 2009 roku, Elon jeszcze będąc w Kanadzie, podejmował się różnych zajęć. Między innymi pracował na farmie pszenicznej u kuzyna, gdzie był chłopcem na posyłki. Później czyścił kotły w tartaku w Kolumbii Brytyjskiej, czyli jednej z kanadyjskich prowincji. W końcu podjął się także cięcia kłód piłą motorową. Sam określił potem tę czynność jako "ciężką pracę".

ROZDZIAŁ DRUGIWyjątkowość

Choć młodemu Elonowi nie można było zarzucić braku talentu technologicznego, to niestety nie miał szczęścia w życiu społecznym. Nie udało mu się zaprzyjaźnić z nikim ze szkoły. Co gorsza, przez całe dzieciństwo był zastraszany przez kolegów. Nie kończyło się tylko na psychicznych torturach. Pewnego dnia grupa chłopców zrzuciła go ze schodów. Następnie bili go tak długo, aż stracił przytomność. Elon przeżył, ale spędził wiele dni w szpitalu. Jak podaje Ashlee Vance, musiał przejść operację nosa, aby naprawić długotrwałe problemy po tym pobiciu.

Oczywiście, taka sytuacja nigdy nie powinna mieć miejsca. Jednak można dopatrzyć się kilku jej przyczyn. W reportażu "Forbesa" z maja 2012 roku napisano, że młody Musk często poprawiał kolegów, którzy popełniali nawet niewielkie błędy rzeczowe. Chciał dobrze, ponieważ sądził, że koledzy będą zadowoleni z nowo pozyskanej wiedzy. Co więcej, myślał, że w ten sposób wyświadcza znajomym ogromną przysługę. Ludzie jednak z reguły nie lubią być upominani, również w błahych sprawach. Tak było w przypadku kolegów Elona. Stwierdzili, że jest arogancki i wykluczyli go z kręgu społecznego. Później zaczęli się nad nim znęcać.

Przyczyną mogło być też to, że Elon długo był najmniejszym i najmłodszym dzieckiem w klasie. Urodził się 28 czerwca, czyli w ostatni dzień, kiedy przyjmowano dzieci do szkoły w RPA. Z tego powodu był nazywany "późnym głupcem". Stanowił świetny cel dla szkolnych gangów. Według Vance'a rówieśnicy Muska nie reagowali dobrze na jego chodzenie z głową w chmurach. Mogli wykonywać przed nim pajacyki albo krzyczeć mu prosto w twarz, ale to nie spotykało się z żadną reakcją Elona. Jeśli akurat w tym momencie rozmyślał o czymś istotnym, to nie reagował w żaden sposób. Jego zachowanie było uznawane nie tylko za dziwne, ale także za niegrzeczne. On sam tłumaczył się, że część jego mózgu, która jest odpowiedzialna za przetwarzanie obrazów, w sytuacji zamyślenia, zostaje wyłączona na rzecz wewnętrznych procesów myślowych. Oprawcy ze szkoły Muska traktowali go jak dziwaka. Byli tak okrutni, że pewnego razu zmusili jego kolegę do tego, aby go zdradził i wywabił z kryjówki. Tym samym zniszczyli ich relację. W rozmowie z Vance'em Elon stwierdził: "W szkole masz na karku gang, a potem wracasz do domu i tam znowu jest fatalnie. Moje życie było ciągłą gehenną".

Młody Musk, choć niewątpliwie miał problemy z dostosowaniem się do szkolnej społeczności, ani myślał, aby się poddać. Odłożył na chwilę książki, a następnie zaczął uczyć się karate, judo i zapasów. W wieku szesnastu lat dużo podrósł, a obecnie ma 188 cm wzrostu. W końcu zaczął się bronić, a jego ciosy były równie silne co szkolnych łobuzów. Szybko nauczył się, że jeśli uderzy kogoś wystarczająco mocno, to, co prawda, również oberwie, ale nikt nie zaczepi go ponownie.

Problemy z rówieśnikami nie były jedynymi, z którymi musiał się zmierzyć. Choć z pozoru wychowywał się w bogatej rodzinie, która zapewniała mu wszystko do właściwego rozwoju, to rzeczywistość nie malowała się tak kolorowo. Jak możemy przeczytać w artykule "Rolling Stone" z listopada 2017 roku, Elonowi rzadko zdarzało się widywać rodziców, nie tylko po rozwodzie. Jego rodzice przed rozstaniem nie poświęcali mu wystarczająco dużo czasu. Zamiast tego wynajęli kogoś w rodzaju gosposi, kto miał pilnować, aby niczego nie popsuł. Ta jednak niezbyt dobrze wywiązywała się ze swoich obowiązków. Dorosły Elon wspomina tę kobietę w ten sposób: "Nie patrzyła na mnie. Tworzyłem materiały wybuchowe, czytałem książki, budowałem rakiety i robiłem rzeczy, które mogły mnie zabić. Jestem zszokowany, że mam wszystkie palce". Następnie dodaje: "Wychowały mnie książki. Dopiero w dalszej kolejności rodzice". Tym samym na młodego Muska nie zwracał uwagi prawie nikt. Z tego powodu w dorosłym życiu tak bardzo boi się samotności, którą prawdopodobnie próbuje zagłuszyć pracą na rzecz ocalenia ludzkości. Warto zastanowić się, dlaczego firmy Muska zajmują się działalności ekologiczną. Możliwe, że wpływ na to miały zainteresowania z dzieciństwa. Przeczytał niezliczoną liczbę komiksów, w których wszyscy zawsze próbowali uratować świat. Dzięki nim zauważył, że należy dążyć do tego, aby uczynić planetę lepszym miejscem do życia.

W wywiadzie ze stycznia 2013 roku z Alison van Diggelen Musk przyznaje, że trzynasty, czternasty i piętnasty rok jego życia były najbardziej traumatyczne. Przeżywał wtedy kryzys egzystencjalny. Nie mógł jednak porozmawiać o tym z rodzicami. Byli oni bowiem wiecznie nieobecni. Z tego powodu podejmował próby zrozumienia sensu życia i czytał książki. W tamtym okresie w jego ręce wpadły pozycje Fryderyka Nietzschego i Artura Schopenhauera. Takich książek zdecydowanie nie powinno czytać dziecko w jego wieku. Elon po latach przyznał, że to wpłynęło na niego naprawdę źle. Vance w książce poświęconej Muskowi wspomina, że szukał także odpowiedzi w tekstach religijnych. Ostatecznie jednak stwierdził, że to dzieła z dziedziny science fiction najbardziej ukształtowały jego światopogląd. Za pomocą jednej z książek o tytule "Autostopem przez galaktykę", dostrzegł, że najważniejszą i jednocześnie najtrudniejszą rzeczą w życiu jest stawianie odpowiednich pytań. Odpowiedź na nie jest już rzeczą banalną. Elon kieruje się tą zasadą w dorosłym życiu i na jej podstawie prowadzi firmy.

Kiedy rodzice Elona się rozwiedli, początkowo zamieszkał razem ze swoją matką i rodzeństwem. Mały Musk był niezwykle wrażliwą osobą. Było mu przykro z powodu ojca, który został sam i zdawał się z tego powodu być bardzo smutny. Elon pomyślał, że mógłby być jego towarzystwem i przeprowadził się do niego. Nie zdawał sobie sprawy, na co się decyduje. Errol nie był kochającym tatą. W wywiadach z Ashlee'm Vance'em Kimbal twierdził, że był to człowiek wszechobecny i niezwykle wymagający. Często mówił do chłopców przez trzy lub cztery godziny, a oni nie mogli mu odpowiadać i przerwać tego monologu. Co więcej, sprawiał wrażenie, jakby czerpał sadystyczną przyjemność z tego, że odbiera synom radość dziecięcych rozrywek. Kiedy Elon wspominał w jego obecności o chęci emigracji do Stanów Zjednoczonych, ojciec zmuszał go do wykonywania wszystkich prac domowych. W ten sposób chciał mu pokazać, co oznacza zabawa w Amerykanina.

Maye, matka Elona, negatywnie reaguje na imię swojego eksmęża. Nie chce jednak przytaczać rodzinnych historii, ponieważ, jej zdaniem, byłoby to nieodpowiednie. Według niej o takich rzeczach po prostu się nie mówi. Twierdzi tylko, że Errol nie jest miły dla ludzi i że nikt nie potrafi się z nim porozumieć.

Elon opowiedział trochę więcej o swoim ojcu i odkrył jego ciemniejsze oblicze. "On był okropnym człowiekiem" - mówi Musk w wywiadzie, który ukazał się w "Rolling Stone" w listopadzie 2017 roku. Dalej tłumaczy, że przeciętny człowiek nie będzie w stanie wyobrazić sobie zła, które zgotował mu jego ojciec. Opowiada o tym, że okropnie czuł się w jego towarzystwie, oraz oświadcza, cytując dosłownie, że Errol popełnił "prawie wszystkie zbrodnie, jakie można sobie wyobrazić". Twierdzi również, że jego ojciec ma zły plan, choć nie precyzuje, co dokładnie ma na myśli. Warto zauważyć, że kiedy wypowiada te słowa podczas wywiadu, po jego twarzy płyną łzy. Co więcej, jego ojciec stosował względem niego przemoc fizyczną.

Zapytany o relacje z synem ojciec Muska wypowiada się równie niejasno i emocjonalnie co Elon. Stwierdził, że nigdy świadomie nie groził nikomu ani nikogo nie skrzywdził, ani nie został o nic oskarżony. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy zastrzelił trzech z pięciu lub sześciu uzbrojonych ludzi, którzy włamali się do jego domu. Później został oczyszczony z wszelkich zarzutów, a jego czyn uznano za samoobronę. W e-mailu Errol napisał: "Zostałem oskarżony o bycie gejem, mizoginistą, pedofilem, zdrajcą, szczurem, gównem (dość często), bękartem (przez wiele kobiet) i wiele więcej. Moja własna (cudowna) matka powiedziała mi, że jestem "bezwzględny" i powinienem nauczyć się być bardziej "ludzki"". Podsumował wypowiedź słowami: "Kocham moje dzieci i chętnie zrobię dla nich wszystko". Przytoczona wypowiedź potwierdza to, jak skomplikowanym człowiekiem jest Errol Musk.

Choć ojciec Elona wyrządził mu wiele krzywd, to nawet w dorosłym życiu nie potrafił go skreślić. Według Elona Errol ma niezwykle wysoki poziom IQ. Określa go wręcz jako geniusza inżynierii. Elon wspomina również, że jego ojciec był prawdopodobnie najmłodszą osobą, która uzyskała kwalifikacje zawodowego inżyniera w RPA. Kiedy Elon zamieszkał z nim w Lone Hill, na przedmieściach Johannesburga, Errol zarabiał pieniądze w branży budownictwa i wydobycia szmaragdów, co nie zawsze było bezpieczne.

Po latach Elon kupił ojcu, jego żonie i dzieciom dom w Malibu, samochody i łódź. Prawdopodobnie liczył na odbudowę relacji i na to, że jego ojciec okaże się kochanym tatą, którego tak bardzo brakowało mu w dzieciństwie. Errol jednak nigdy się nie zmienił. Ostatecznie Elon całkowicie zerwał z nim kontakt. Możliwe, że to z powodu Errola obecnie tworzy projekty, które mają pomóc ludzkości i szerzyć dobro. Postanowił, że będzie przeciwieństwem swojego ojca.

ROZDZIAŁ TRZECIEdukacja

Początkowo młody Musk uczęszczał do szkół prywatnych. Kształcił się w anglojęzycznej placówce Waterkloof House Preparatory School, a następnie ukończył liceum dla chłopców w Pretorii. Jak podaje "Esquire" z listopada 2012 roku, w wieku szesnastu lat próbował otworzyć salon gier komputerowych w pobliżu szkoły razem ze swoim bratem, Kimbalem. Inicjatywa chłopców została zablokowana przez miasto. Oczywiście, rodzice nic nie wiedzieli o tym przedsięwzięciu. Kiedy poznali prawdę, wpadli w szał. Jak wspomina Kimbal, najbardziej wściekły był ojciec.

Musk zakończył edukację w Republice Południowej Afryki w 1989 roku. Następnie, tuż przed osiemnastymi urodzinami, przeniósł się do Kanady. Był to okres politycznego zamętu w RPA. Wciąż jeszcze panował tam apartheid. W praktyce oznaczało to segregację ze względu na kolor skóry. Wiele osób uciekało wówczas z kraju do Australii, Anglii i Ameryki Północnej. Przyczyną tej sytuacji był obowiązek służby wojskowej w Republice Południowej Afryki. W ten sposób zwykli obywatele byli zmuszeni do wspierania działań reżimu. Musk chciał tego uniknąć, ponieważ nie widział sensu w angażowaniu się w konflikt. We wczesnych latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku w RPA rozpoczęto demontaż systemu i zniesiono apartheid. W 1994 roku prezydentem został Nelson Mandela. Elon mieszkał już wtedy w innym kraju.

Co istotne, sytuacja polityczna nie była jedyną motywacją Elona do wyjazdu z RPA. Możliwe, że podjął tę decyzję ze względu na ojca. Kiedy Elon opuszczał rodzinne miasto, Errol powtarzał mu, że to i tak nie ma sensu. Twierdził, że na pewno wróci za trzy miesiące. Nic mu się nie uda i nigdy niczego nie zrobi sam. Oprócz tego cały czas nazywał go idiotą. Co gorsza, był to tylko wierzchołek góry lodowej. Nie powinno więc dziwić, że młody Musk wyemigrował do Kanady. W uzyskaniu kanadyjskiego obywatelstwa pomogła mu matka, która urodziła się właśnie w tym kraju.

Elon miał dużo szczęścia, gdyż w tamtym okresie zmieniło się prawo. Dzięki nowym ustawom możliwe było przekazywanie obywatelstwa dzieciom. Wraz z nim do Kanady przeprowadziła się również Tosca w wieku piętnastu lat, następnie Kimbal, a nawet kuzyni ze strony matki. Tym samym większość rodziny Musków z powrotem znalazła się na kontynencie amerykańskim, w ojczyźnie przodków.

Można się domyślać, że Elonowi w tym kraju żyło się znacznie lepiej niż w Republice Południowej Afryki. W lutym 2017 roku na swoim profilu na Twitterze zamieścił wpis: "Kocham Kanadę! W połowie jestem Kanadyjczykiem (...)".

Już w wieku siedemnastu lat Musk został przyjęty na studia w Queen's University w Kingston w Ontario. Były to studia licencjackie, których Elon jednak nie ukończył, ponieważ po dwóch latach przeniósł się na uniwersytet w Pensylwanii. Ostatecznie udało mu się obronić dyplom z fizyki w College of Arts and Sciences oraz z ekonomii w Wharton School of Business, która przynależy do University of Pennsylvania. Co ciekawe, dyplom szkoły biznesu Wharton uzyskał wcześniej Donald Trump. Studiował tam również Warren Buffett, choć przerwał edukację.

Elon poświęcał bardzo dużo czasu na naukę i zawsze angażował się w projekty. W pewnym momencie jego mama musiała pilnować czy coś zjadł lub, czy założył parę świeżych skarpet. Przynajmniej tak ona sama wspomina ten okres w reportażu "Forbesa" z 2012 roku. Nie wiadomo, ile jest w tym prawdy, a ile matczynej nadopiekuńczości. Wiadomo jednak, że sytuacja materialna Elona nie wyglądała wówczas najlepiej. W artykule w "The Telegraph" z sierpnia 2017 roku przytoczono słowa Muska na ten temat. Wspomina on, że w owym czasie starał się utrzymywać za dolara dziennie. Żywność kupował hurtowo. Często żywił się tylko pomarańczami i hot-dogami. Już jako miliarder śmieje się, że jeśli kupi się bochenek chleba i owinie nim kawałek kiełbaski, to takie rozwiązanie będzie znacznie tańsze niż kupowanie bułek.

Aby otrzymać drugi tytuł licencjata z ekonomii na Wharton School of Business, Musk przedłużył studia o rok. Jak donosi portal "Mother Jones" w artykule z października 2013 roku, w tym czasie Elon razem z innym studentem, Adeo Ressim, wynajął dom, w którym mieściło się aż dziesięć sypialni. Wynajęcie tak dużego lokum miało prostą przyczynę. Mianowicie nieruchomość ta została wykorzystana do stworzenia nieoficjalnego klubu nocnego. Ressi chwalił się później, że ich imprezy z DJ-ami i ochroniarzami stały się bardzo popularne. W następnym roku przedsiębiorczy studenci wynajęli w tym celu cały trzypiętrowy budynek mieszkalny. Elon stwierdził, że było to "naprawdę praktyczne doświadczenie biznesowe". Według Ashlee'a Vance'a na imprezy organizowane przez Elona i Adeo przychodziło nawet po pięćset osób. Organizatorzy pobierali na wejściu po pięć dolarów i w ramach tej opłaty można było pić do oporu. Musk nie był jednak zbyt dużym fanem alkoholu. Czasami popijał tylko wódkę z colą. Stwierdził potem, że ktoś musiał prowadzić imprezę i być na niej trzeźwy. Co ciekawe, również Trump i Buffett, już jako młodzieńcy stronili od alkoholu. Buffett wyjaśniał to względami pragmatycznymi. Uważał, że jest już dość zwariowany, więc nie chciał pogarszać sprawy. Trump natomiast nie chciał naśladować starszego brata i prawdopodobnie także dziadka, którzy nie stronili od kieliszka.

Wróćmy jednak do Muska. Elon podczas studiów zajmował się nie tylko organizacją imprez. Według artykułu z sierpnia 2017 roku, który ukazał się na portalu "Money", Musk handlował komputerami i różnymi częściami do nich. Budował również maszyny na specjalne zamówienie kolegów. Przykładowo tworzył proste procesory tekstu. Chwalił się, że gdyby jakikolwiek komputer nie wystartował lub zostałby zainfekowany, to byłby w stanie go naprawić.

Istotnym epizodem w karierze Muska był staż letni w Bank of Nova Scotia. Jego mentorem podczas tej pracy został sam dyrektor generalny, który był zafascynowany silną osobowością Elona i jego determinacją. Zaoferował mu wówczas wynagrodzenie w kwocie czternastu dolarów za godzinę.

Następnie Musk rozpoczął staż w Pinnacle Research Institiute, czyli start-upie zajmującym się metodami pozwalającymi superkondensatorom stać się źródłem zasilania dla samochodów elektrycznych oraz hybrydowych. Siedziba tej firmy mieściła się w Los Gatos, w stanie Kalifornia. Co ciekawe, czasami praca w tej firmie polegała na budowie białej broni laserowej czy pocisków. Musk uwielbiał rozwijać się w tym miejscu. Ten staż stał się dla niego punktem wyjścia podczas tworzenia jednego z pierwszych, najbardziej dochodowych biznesów, który zostanie omówiony w dalszej części.

Warto zauważyć, że w tamtym czasie Elon odbywał staże w dwóch firmach równocześnie. Wieczorami udawał się bowiem do Rocket Science Games. Był to kolejny start-up z siedzibą w Kalifornii, a dokładniej w Palo Alto. Miał on na celu "tworzenie najbardziej zaawansowanych gier video w historii". Innowacja polegała na wykorzystaniu płyt CD, które mogły pomieścić większą ilość informacji niż używane wcześniej nośniki danych. Musk, podczas pracy w Rocket Science Games, miał okazję rozwijać się pod okiem utalentowanych inżynierów i osób znających branżę filmową jak własną kieszeń. Współpracował między innymi z Tonym Fadellem, który w późniejszym okresie nadzorował rozwój produktów Apple, takich jak iPod, iPhone czy QuickTime. To właśnie w tym start-upie Elon nauczył się, że praca całą dobę nie jest niczym dziwnym ani nadzwyczajnym. Pierwszym zadaniem Muska w Rocket Science Games było napisanie podrzędnego kodu. Okazał się jednak na tyle dobrym i utalentowanym pracownikiem, że wkrótce zlecono mu stworzenie sterowników umożliwiających komunikację myszy i joysticków z komputerami i grami. Następnie Elon z własnej inicjatywy zaczął zajmować się jeszcze bardziej ambitnymi projektami.

Musk nie chciał kończyć edukacji na zdobyciu tytułu licencjata. W wieku dwudziestu czterech lat rozpoczął studia doktoranckie z fizyki stosowanej i materiałoznawstwa na Stanford University. Jednak szybko zrezygnował z nauki w tym miejscu. Wystarczyły mu dwa dni, aby stwierdzić, że społeczność uniwersytecka to zdecydowanie nie jego świat. Wolał realizować się jako przedsiębiorca oraz działać w obszarach Internetu, energii odnawialnej, a także przestrzeni kosmicznej. Jak donosi "The Telegraph" w artykule z sierpnia 2007 roku, Musk kierował się bardziej przeczuciem niż pewnymi danymi na temat opłacalności pracy w tych dziedzinach. W tamtym okresie nikt nie zarabiał dużych pieniędzy w Internecie, ale Elon stwierdził, że jest to dziedzina, która bardzo szybko się rozwija, a on sam nie chce stracić okazji. Pragnął tworzyć Internet. Nie chciał przyglądać się, jak robią to inni i jednocześnie stracić okazję na dobry biznes. Podobną tendencję można zauważyć w jego obecnych aktywnościach.

ROZDZIAŁ SZÓSTYŚladami von Brauna i Disneya

Zip2 i PayPal, które powstały z udziałem Muska, były tylko początkiem jego drogi biznesowego innowatora i mecenasa wynalazków. Następnie założył SpaceX - przedsiębiorstwo przemysłu kosmicznego. Nie powstało ono jednak od razu. Jak podaje portal "Esquire" w artykule z listopada 2012 roku, w 2001 roku Musk wraz ze swoim najlepszym przyjacielem z college'u, Adeo Ressim, zastanawiał się, co zrobić z posiadaną fortuną. Obaj dorobili się niemałych pieniędzy w okresie "boomu dot-comów", czyli opisywanej już bańki internetowej. Pewnego razu, kiedy wracali z Hamptons do Nowego Jorku, zaczęli rozmawiać o kosmosie. Na początku ich wymiana zdań miała raczej charakter żartobliwy, potem zaczęli jednak na poważnie kalkulować koszty biznesu kosmicznego. W końcu stwierdzili, że całe przedsięwzięcie wcale nie musi być tak kosztowne i skomplikowane, jak się wydaje. Oczywiście wówczas były to tylko luźne przypuszczenia, które wymagały weryfikacji. Elon i Adeo nie mieli wówczas jeszcze skonkretyzowanych pomysłów.

Musk, po powrocie do Nowego Jorku, zaczął szukać na stronie internetowej NASA informacji dotyczących Marsa z marnym skutkiem. Początkowo myślał, że to jakiś błąd. Był przekonany, że amerykańska agencja kosmiczna już od dawna robi coś w tym kierunku, a on sam będzie musiał znaleźć sobie inne zajęcie. Informacja o bezczynności NASA z jednej strony kompletnie zaskoczyła Elona, a z drugiej - zmotywowała go do własnego przedsięwzięcia. Już wkrótce stworzył koncepcję projekt "Mars Oasis". Jego założeniem był wyładunek miniaturowej szklarni eksperymentalnej na Marsie. Wewnątrz miałyby znajdować się uprawy żywności, które byłyby w stanie rosnąć na warstwie zwietrzałych skał znajdujących się na tej planecie. Celem tej akcji miało być odzyskanie publicznego zainteresowania eksploatacją kosmosu.

Jak możemy przeczytać w artykule z sierpnia 2012 roku w "Business Insider", Musk założył, że dotarcie na Marsa będzie kosztować około pięćdziesięciu milionów dolarów. Miał wówczas do dyspozycji aż dwieście milionów, więc przyszłość przedsięwzięcia malowała się kolorowo. Do czasu. Jak się później okazało, Musk wydał wszystkie pieniądze na swoje dwie firmy: SpaceX i Teslę, a następnie, od 2008 roku, zaczął się zadłużać. Pomimo fortuny, jaką wydał na badania i prace nad projektem, do tej pory nie udało mu się dotrzeć na Marsa.

Wróćmy do początków kosmicznego biznesu. Choć pierwotna koncepcja była już gotowa, to najpierw należało podjąć inne działania, zanim zostałaby założona firma przemysłu kosmicznego. Według przyjaciela Muska, Ressiego, najpierw należało wywrzeć wpływ na opinię publiczną za pomocą informowania społeczeństwa o organizowaniu misji na Marsa. Stworzenie przedsiębiorstwa miało być dopiero kolejnym etapem, poprzedzonym przygotowaniem społeczeństwa do nowatorskiego pomysłu.

Być może pomysł zarażenia społeczeństwa nowym podbojem kosmosu zaczerpnęli od Wernhera von Brauna, który przekonywał Amerykanów do kosztownego programu Apollo. W tym miejscu pozwolimy sobie na obszerną dygresję i ukazanie sylwetki niemieckiego konstruktora. Jego postać ciekawie zaprezentowano między innymi w fabularyzowanym miniserialu dokumentalnym BBC pt. "Space race", czyli "Wyścig w kosmos". Wernher von Braun znany jest z budowy śmiercionośnych rakiet dla Hitlera oraz późniejszej pracy przy programie kosmicznym NASA. Nie każdy jednak wie, że oprócz tego był ważnym popularyzatorem idei podboju kosmosu w amerykańskim społeczeństwie. Temat ten został świetnie opisany między innymi w artykule "Gazety Wyborczej" pt. "Naziści z Disneyem na księżycu".

W latach 20. XX wieku mało kto w Niemczech interesował się rakietami. Używano ich między innymi w akcjach ratowniczych na morzu. Przykładowo służyły one do przerzucania lin lub wystrzeliwania sygnałów świetlnych. To właśnie wtedy Fritz von Opel - konstruktor samochodów - wpadł na dość szalony pomysł. Zastosował rakiety prochowe jako napęd dla produkowanych przez jego firmę samochodów. Dzięki temu biły one rekordy prędkości. Młody Wernher von Braun, prawdopodobnie inspirując się Oplem, nabył 6 rakiet i przymocował je do wózka. Siedząc w skonstruowanym w ten sposób pojeździe, ruszył w stronę głównej ulicy Berlina. Oczywiście, wkrótce został zatrzymany przez policję i oddany w ręce rodziców. To był dopiero początek długiej przygody von Brauna z rakietami.

Otrzymany od matki teleskop rozbudził w nim marzenia o wyprawach w kosmos. Zainteresowania rozwijał w berlińskiej Technicznej Szkole Wyższej. Później w Stowarzyszeniu Podróży Kosmicznych prowadził badania nad prostymi silnikami rakietowymi. Jego praca została dostrzeżona przez wojskowych. Krok po kroku von Braun z pasjonata wypraw kosmicznych stał się architektem rakiet spadających, m.in. na Londyn. Ocenia się także, że miał na rękach krew licznych robotników przymusowych, którzy stracili zdrowie i życie, pracując przy nazistowskim programie rakietowym. Rakieta V2 zrealizowała część ambicji von Brauna. Jako pierwszy obiekt stworzony przez człowieka wzbiła się na pułap powyżej 100 km. Tym samym przekroczyła umowną granicę kosmosu. Sam von Braun stwierdził podobno: "Rakieta jest doskonała, z wyjątkiem faktu, że trafiła nie w tę planetę, w którą powinna". Po II wojnie światowej von Braun zaczął pracować dla Amerykanów, dla których niemieccy specjaliści byli na wagę złota. W ramach operacji "Spinacz" przeniesiono go i jego współpracowników do ośrodka badawczego w Nowym Meksyku.

Von Braun pomógł Amerykanom opracować pocisk balistyczny Redstone, który miał służyć do przenoszenia ładunków jądrowych. Stanowił on przy okazji podwaliny amerykańskiego programu kosmicznego. W 1951 roku von Braun został zaproszony na konferencję organizowaną przez Hayden Planetarium w Nowym Jorku. Dotyczyła ona tematu lotów kosmicznych. Miało to miejsce sześć lat przed lotem Sputnika.

Jak podaje "Gazeta Wyborcza", w konferencji brali udział dziennikarze poczytnego pisma "Collier's", z którym von Braun wkrótce nawiązał współpracę. Amerykańscy czytelnicy mogli zapoznać się z koncepcją wielostopniowej rakiety. Von Braun w prosty sposób przedstawiał wizję wyniesienia załogowych statków kosmicznych w kosmos. Co więcej, czytelnicy mogli dowiedzieć się także o koncepcji stacji orbitalnej oraz przeczytać o lotach na Księżyc i Marsa. Pismo zaangażowało świetnych ilustratorów. Chciano, aby przekaz był jeszcze bardziej zrozumiały dla laików. Von Braun mógł doświadczyć prawdziwego przełomu. Przez wiele lat jego praca była ściśle tajna, zarówno dla niemieckiej, jak i amerykańskiej armii. Dzięki artykułom mógł wyjść z ukrycia. W przyszłości stał się sławny i zamożny. Dołączył do grona uczonych takich jak Albert Einstein, którzy byli rozchwytywani przez radio i telewizję. Promocja tekstów wiązała się z licznymi występami von Brauna w mediach. Stał się wręcz naukowym celebrytą. Jego teksty miały bardzo czytelny przekaz: "To, co tu przeczytacie, to nie jest science fiction. To fakty! Jest to opowieść o tym, że zdobycie kosmosu przez człowieka jest nieuniknione".

W tym samym czasie, gdy von Braun brylował w mediach, inny wizjoner marzył o tym, aby stworzyć parki rozrywki dla dzieci i dorosłych. Był nim, rzecz jasna, Walt Disney, który z krótkich kreskówek uczynił pełnometrażowe filmy fabularne dla całej rodziny. Park rozrywki Disneya miał się składać kilku części. Trzy pierwsze, czyli Kraina Fantazji, Kraina Pogranicza i Kraina Przygody, nawiązywały do postaci z filmów animowanych. Jednak czwarta, czyli Tomorrowland (Kraina Jutra), była wolna do zagospodarowania dowolną treścią. Zaufany pracownik Walta przedstawił mu artykuły von Brauna w magazynie "Collier's". Kraina Jutra mogła zaprezentować zwiedzającym wizję lotów kosmicznych. Wcześniej jednak trzeba było zmierzyć się z przyziemnymi problemami, tzn. skąd wziąć fundusze na ten cel. Roy Disney, brat i partner biznesowy Walta, był przeciwny parkom rozrywki. Nie wierzył w finansowe powodzenie tego przedsięwzięcia. Walt nie był w stanie w pojedynkę sfinansować tak dużego projektu i potrzebował partnera. Wsparcia upatrywał w prężnie rozwijających się stacjach telewizyjnych. Między studiami filmowymi istniało wówczas niepisane porozumienie, aby bojkotować stacje telewizyjne. Ich filmy miały ukazywać się nadal wyłącznie w kinach. Walt Disney szybko dostrzegł okazję. Nakłonił telewizję ABC do zainwestowania w jego park rozrywki, a sam obiecał stworzenie programów telewizyjnych pt. "Walt Disney przedstawia". Ich pośrednim celem stała się promocja parku rozrywki. Do akcji wkroczył von Braun. Wraz z zespołem miał stworzyć serię filmów dla telewizji, a równocześnie być doradcą przy budowie parku rozrywki. O przyszłości mieli opowiadać eksperci, wśród nich von Braun we własnej osobie. Ich wypowiedzi przeplatano zarówno zabawnymi kreskówkami, jak i poważnymi grafikami, które miały ułatwić zrozumienie treści. Wyprodukowano trzy filmy zatytułowane: "Człowiek w kosmosie", "Człowiek na Księżycu" oraz "Na Marsa i jeszcze dalej".

Pierwszy film z von Braunem pojawił się na antenie 9 marca 1955 roku i został obejrzany przez dziesiątki milionów Amerykanów. Dziś nagranie łatwo można znaleźć i obejrzeć w Internecie, chociażby na YouTube. Jest to prawdziwa gratka dla fanów retrofuturystyki. W chwilę po czołówce, w której wita nas Dzwoneczek z Piotrusia Pana, oczom zaskoczonego widza ukazuje się Walt Disney we własnej osobie w otoczeniu makiet rakiet.

"Dzisiejszy program łączy narzędzia, jakimi posługujemy się w naszym zawodzie, z wiedzą naukowców, by w rzeczywisty sposób opowiedzieć o najświeższych planach najnowszej przygody człowieka". Następnie ukazany jest producent programu, który przedstawia zespół niemieckich fachowców. Kilkanaście minut później ekspert mówiący z silnym niemieckim akcentem - choć nie von Braun - opisuje w szczegółach funkcjonowanie rakiet V2. W programie Disneya pokazano też szereg nagrań startów rakiet V2, które miały miejsce już w USA. Amerykanie wywieźli kilkadziesiąt z nich z Niemiec. Czego niemieccy eksperci uczyli amerykańskiego społeczeństwa? Pierwszy film pt. "Człowiek w kosmosie" wprowadzał widzów w historię techniki rakietowej. Cofnięto się do czasów pierwszych rakiet w cesarstwie Chin. Omówiono także temat grawitacji i nieważkości. Dopiero w dalszej części filmu pojawił się von Braun. Wytłumaczył on m.in. pomysł czterostopniowej rakiety. "W pierwszej kolejności zaprojektujemy i zbudujemy czwarty stopień. Zanim poleci w kosmos, wyniesiemy go w powietrze, by zbadać czy sprawdza się jako szybowiec. Ostatecznie ta część musi wrócić z pasażerami na Ziemię". Można zatem zauważyć, że już wtedy myślał o wahadłowcach, które pojawią się dopiero w latach 70.