Eligiusz Niewiadomski - Tomasz Sikorski

Kup ebooka

84.00 zł
69.72 zł (68,88 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZEDMOWA

Nasza historia od wielu dekad tkwi w uwiądzie polskich - narodowych - trumien: Piłsudskiego i Dmowskiego, Sienkiewicza i Gombrowicza, Żeromskiego i Witkacego, Miłosza i Herberta, Narutowicza i Niewiadomskiego. Spory sprzed wieków nie cichną. Wręcz odwrotnie, rezonują z jeszcze większą siłą, co sprawia, że cały czas kłócimy się o to samo. A wydawałoby się, że po upływie ponad stu lat wszystko już zostało rozstrzygnięte1.

Trumna Niewiadomskiego jest osobliwa i wyjątkowa. Niemal wyłącznie wiązana z wydarzeniami z grudnia 1922 roku. Można sądzić, jeśli ktoś w ogóle kojarzy tę postać, to zazwyczaj łączy ją z zabójstwem prezydenta Narutowicza2. Tak została utrwalona w pamięci zbiorowej. A pamięć zbiorowa, jeśli podążyć tropem Maurice'a Halbwachsa, to pamiętanie, przypominanie w obrębie określonych ram społecznych. Precyzując, nasza indywidualna pamięć przy całej różnorodności i odmienności prywatnego odczuwania jest osadzona w ramach pamięci zbiorowej i posiada treści społeczne. Należy zaznaczyć, że w ramach długiego trwania pamięci ta zarówno jednostkowa, jak i zbiorowa nie usprawiedliwia działań jednostki odczytywanych z punktu widzenia moralności3. Nie wchodząc głębiej w teorię Halbwachsa, chciałbym podnieść jeszcze jedną kwestię, mianowicie odnieść się do różnicy między pamięcią zbiorową a historyczną. Przyznaję rację Ninie Assorodobraj, która w interesującym studium Historia żywa pisała: "Pamięć nasza opiera się nie na historii wyuczonej, a na historii przeżytej. [...] Pamięć zbiorowa nie utożsamia się z historią, a wyrażenie pamięć historyczna nie jest najszczęśliwiej wybrane, ponieważ łączy ona dwa terminy pod wieloma względami przeciwstawne. [...] jakże historia mogłaby być pamięcią, skoro jest przerwa w ciągłości między społeczeństwem, które czyta tę historię, a grupami uczestniczącymi, czy przypatrującymi się niegdyś wydarzeniom w niej opowiadanym"4. Oczywiście z biegiem czasu wszystko ulega zatarciu, rozmyciu, zachowujemy wszystkie wspomnienia, choć nie w takim samym stopniu, niektóre z nich nie są już tak żywe. Jednak nie ma też chyba pamięci zbiorowej, dyskursywny ton nadaje ta, która dominuje w grupach społecznych, wspólnotach narodowych, pokoleniach. Nieco inaczej dzieje się z pamięcią historyczną, która nie jest ukierunkowana na ciągłość, interesuje ją w takim samym stopniu trwanie, jak i naturalne zmiany oraz ewolucja. Wreszcie pamięć historyczna jako "obraz wydarzeń" patrzy na przeszłość nie tylko z perspektywy współczesnej. XX wiek wyróżniało uniwersalne memento, które Czesław Miłosz nazwał kiedyś odmową pamiętania, obumierania pamięci, jej ewolucji w kierunku "filtrowanej fragmentaryczności". W podobnym duchu pisał Zbigniew Herbert: "Jest to proces nieunikniony. W budowaniu nowego, wspaniałego świata ciemna przeszłość jest zawadą, przeszkodą, niepotrzebnym balastem"5.

Taką ponurą "zawadą", trwałym elementem pamięci zbiorowej, historii przeżytej (nie osobiście, ale trawionej latami), a także wyuczonej niewątpliwie jest casus Niewiadomskiego. Trudny w opisaniu jak chyba żaden inny. Społeczny rezonans Niewiadomskiego jest zapętlony w dramat, który rozegrał się 16 grudnia. Dokonanie mordu na głowie państwa, a zatem "królobójstwo", nie zdarzyło się w naszej przeszłości. Dlatego nie bez racji pisał Kazimierz Wierzyński: "16 grudnia straciliśmy prawo do słów Norwida: "Żaden król polski nie stał na szafocie""6. Czyn Niewiadomskiego przypominał rzymską legendę Gaiusa Muciusa Cordusa (Muciusa Sc?voli), który podczas oblężenia Rzymu przez Etrusków udał się do obozu wroga, aby skrytobójczo zamordować etruskiego króla Porsennę, a przez pomyłkę zabił królewskiego skrybę. Dla Niewiadomskiego spersonalizowanym wrogiem był Piłsudski - symbol "upadającej Polski", wrogiem kolektywnym - Żydzi i lewica. Bieg wypadków oraz zmienność okoliczności sprawiły, że strzelił do nieznanego mu przypadkowego człowieka. Ale strzały oddane przez Niewiadomskiego nie trafiły tylko w Narutowicza. Moc tej rewolwerowej kuli była olbrzymia - ugodziła w państwo, praworządność, demokrację, wreszcie także w społeczeństwo, polaryzując je jak nigdy dotąd. Uderzyła w to, co dopiero odradzało się z niebytu, rusztowania demokracji, przyjętą w 1921 roku konstytucję, wizerunek państwa cywilizowanego i nowoczesnego. Strzelając, Niewiadomski, być może nieświadomie, zadał cios także następnym pokoleniom. Paradoksalnie, nawet jeśli chciał w ten sposób jak ogarnięty obsesją starożytny Herostrates zyskać wieczną sławę, stało się inaczej. W społecznym odbiorze mord na Narutowiczu stał się piętnem - skazą, swoistym stygmatem, którym Niewiadomski sam się naznaczył. Mamy więc dramat dwóch aktorów, choć oczywiście trudno doszukiwać się tutaj jakichś proporcji i symetryczności.

Współczesny obraz Niewiadomskiego jest więc jednoznaczny i jednowymiarowy. Zawsze pisano o nim według jednego schematu, na którym ciążyło przekleństwo 1922 roku. Używano wielu rozmaitych adiectivum - od "śmiesznawego człowieka", "zakompleksionej jednostki", "megalomana", "egocentryka", "narcyza", "gwałtownika", "raptownego furiata", "krewkiego choleryka" po określenia większego kalibru, jak "szaleniec", "wariat", "jednostka obłąkana", "fanatyczny endek", "polski faszysta", "antysemita", "ksenofob", "szowinista", "rasista" itd. Wojciech Muszyński uważa, że to celowy zabieg polegający na uzyskaniu moralnego szantażu w debacie publicznej, "zaszczepieniu w historycznej świadomości Polaków myślenia kategoriami politycznej poprawności", wreszcie także efekt używania historii do propagowania ideologii postmodernistycznej7. Nie podzielam tej opinii. Nie sądzę, że to wyłącznie przemyślane działanie. Gdy zanurzamy się w głąb pamięci zbiorowej, wszystko zdaje się rozjaśniać. Niewiadomski został zapamiętany tak, a nie inaczej, bo niemal zawsze był wyciągany jak królik z kapelusza na okoliczność publicystycznych analiz "wypadków" z 1922 roku albo we współczesnej debacie publicznej o kondycji polskiej demokracji, społeczeństwie obywatelskim, zagrożeniu płynącym ze środowisk ekstremistycznych. Mit Niewiadomskiego żył własnym życiem, stając się czasami narzędziem, innym razem artefaktem służącym do przekonywania do swoich racji zwalczających się "totemów" lewicy i prawicy. Nie może być inaczej, skoro o Niewiadomskim wiadomo tylko, że był "niezrównoważonym psychicznie", "labilnym emocjonalnie" artystą malarzem, chadzającym "na pasku narodowej prawicy", fanatykiem, który zamordował głowę państwa. Taki jest jego społeczny (świadomościowy) kod identyfikacyjny.

Z pamięcią zbiorową, społecznie ugruntowanymi przekonaniami trudno dyskutować. Można jedynie pokazać to, czego jeszcze nie udało się w pełni wydobyć na powierzchnię - w tym przypadku kompleksową, panoramiczną i wielowątkową biografię "człowieka wyklętego", ukazaną na tle epoki. Choć oczywiście to zadanie podwójnie trudne, bo może być potraktowane opacznie - jako kolejny głos w pozahistorycznej dyskusji nad grudniem 1922 roku i jego współczesnymi reminiscencjami. Nie taka jednak była moja intencja. Przyświecał mi zgoła inny cel. Chciałem spojrzeć na Niewiadomskiego w całości, z oglądem jego życia sprzed grudnia 1922 roku i po nim. Nie zamierzałem być sędzią i prokuratorem w sprawie, w której wyrok zapadł już dawno temu. Nie nosiłem się jednak z zamiarem rehabilitacji bohatera tej książki, a już na pewno nie jego czynu. Myślałem o pracy o człowieku prawdziwym, z krwi i kości, wewnętrznie splątanym, szarganym różnymi, czasami niezrozumiałymi sprzecznościami. Chciałem się pochylić nad jednostką, która sama wyznaczyła sobie los outsidera, w takim samym stopniu unikając hagiograficznego stylu oraz języka przekłamań, zdeformowanych prawd czy niedopowiedzeń. Powinnością historyka humanisty jest znalezienie jakiegoś klucza, wspólnego mianownika, aby napisana przez niego książka zawierała bogaty zasób wiedzy, faktów, skrupulatnie odwzorowywała przeszłość, była intelektualnie uczciwa, a jednocześnie dawała przyjemność z obcowania z nią.

Poniekąd drogowskazem, na który co jakiś czas spoglądałem, były współczesne trendy naukowe. Studiując prace klasyków gatunku: Williama H. Draya, Arthura Danta czy bardziej znanych na rodzimym podwórku Haydena White'a albo Franka Ankersmita8, doszedłem do wniosku, że tak samo ważny (kto wie, może najważniejszy) jak wyjaśnianie zjawisk z przeszłości, ich kronikarski zapis, jest również narratywizm, mówiąc prościej - rozumienie historyczne wyrażone w narracji. Jest to tym istotniejsze, że przekazywana wiedza (informacja) jest skierowana do różnych kategorii adresatów. Za Janem Prokopem przyjąłem, że utwór z kluczem odwołuje się do dwóch kategorii odbiorców: "wtajemniczonych" i "naiwnych"9. Ci pierwsi, zazwyczaj parający się zawodowo pisarstwem (naukowym, literackim), w tym modelu dwustopniowej wiedzy powinni odnaleźć ukryte sensy, nierzadko wykraczające poza myślenie historyczne. Skoncentrują się też zapewne na warsztacie, metodzie, aparacie naukowym. "Naiwni" - w pozytywnym znaczeniu tego słowa - jak sądzę, przeczytają tę książkę po to, by poznać nieznaną im postać tytułowego bohatera.

Jak już wspomniano, Niewiadomski był człowiekiem kontrastów. Pochodził z otwartej na nowoczesne trendy, postępowej, a nawet progresywnej mieszczańskiej rodziny, studiował w Petersburgu i Paryżu w czasach wschodzącego modernité, uchodził za dobrze zapowiadającego się artystę malarza, znakomitego krytyka sztuki, cenionego wykładowcę i nauczyciela (wykorzystującego nowoczesne metody nauczania, na przykład fotografie i przezrocza), śmiałego reformatora instytucji oraz placówek kulturalnych i oświatowych. Jego synteza polskiego malarstwa współczesnego (XIX i XX wieku), wydana drukiem w 1926 roku, do dziś uchodzi za monografię co najmniej nieprzeciętną. Przez współczesnych był uważany za znawcę sztuki na miarę europejską, wieszczono mu malarską sławę, być może nie na skalę artystów najwybitniejszych, bo do nich nie należał, ale mieścił się w średniej półce ówczesnego rodzimego panteonu. Jego wszechstronność zaskakiwała już za jego życia, zajmował się bowiem także malarstwem polichromicznym, sztuką witrażową, użytkową, grafiką, ilustracją, ekslibrisem, projektowaniem kurtyn scenicznych/teatralnych, fotografią, architekturą itd. Choć zakorzeniony w historii kultury i sztuki, doskonale orientował się w tym, co działo się w Europie Zachodniej - Wiedniu, Rzymie i Paryżu. Uczestniczył w życiu artystycznym stolicy, choć jego warsztat i dokonania wykraczały daleko poza jej rogatki. Jako reprezentant polskiej inteligencji nie był człowiekiem anonimowym i wycofanym. Wręcz przeciwnie, utrzymywał towarzyskie relacje z intelektualną elitą przełomu wieków, by wspomnieć tylko Stefana Żeromskiego, Zdzisława Dębickiego, Józefa Mehoffera, Mariana Trzebińskiego, Konrada Krzyżanowskiego, Kazimierza Stabrowskiego, Stanisława Masłowskiego, Zuzannę Rabską (córkę Aleksandra Kraushara), Zenona Przesmyckiego "Miriama", Jana Karola Kochanowskiego, Tadeusza Smoleńskiego, Tadeusza Piniego i Tadeusza Jaroszyńskiego. A przy tym wszystkim pozostawał człowiekiem starej daty, nieco staroświeckim, egzaltowanym, obcym w czasach, w których żył. Był artystą skłóconym z epoką, być może nadmiernie wierzącym we własne zdolności, talent i poglądy na sztukę, które nie zawsze znajdowały uznanie. Nie sposób jest również odmówić mu patriotyzmu. Zaangażowanie w działalność konspiracyjnej Ligi Narodowej, pobyt na Pawiaku, a następnie w X Pawilonie osławionej Cytadeli warszawskiej - "polskiej Golgocie" (w 1901 roku), a później ochotniczy udział w wojnie z bolszewikami w 1920 roku nie dają się wymazać z jego życiorysu. Wszystko to razem jest awersem - biografią Niewiadomskiego artysty. O rewersie, Niewiadomskim "królobójcy", fanatyku, jego radykalnych poglądach, była już mowa. Rozwibrowaną dwubiegunowość tych dwóch równoległych ścieżek życia niezwykle trudno ująć w jedną całość, a jeszcze trudniej odpowiedzieć na pytanie, skąd i dlaczego w tym żywocie znalazł się ów rewers. Dlaczego i po co człowiek wykształcony, nowoczesny, o szerokich horyzontach intelektualnych wszedł w buty ideologa wizjonera (nie polityka i doktrynera), który wierzył w moc twórczą swojego haniebnego czynu? Był niczym demiurg obdarzony wielką, a zarazem skażoną wyobraźnią, która stała się jakimś głęboko i latami ukrytym fantazmatem, który wypłynął na powierzchnię, Niewiadomski zaprzepaścił wszystko, co do 1922 roku stanowiło trwałe i niczym niezagrożone aktywa.

Kiedy pisałem tę książkę, nurtował mnie dylemat, czy rozmyślnym cięciem skalpela można wyznaczyć jakąś linię demarkacyjną między dwiema historiami Niewiadomskiego. Innymi słowy - czy mamy dwóch bohaterów tej książki, sprzed i z roku 1922? Czy może jednak nie powinniśmy traktować historii jak szwedzkiego stołu, z którego każdy może wziąć to, co dla niego odpowiednie? Myślę, że tylko całościowy obraz, choć ze wszystkimi niuansami, rozedrganiami, utkany z różnokolorowych nici, da nam ogląd pełny, nieco odmienny od atrofii, uwiądu, w jakim od ponad stu lat pozostaje trumna mordercy prezydenta Narutowicza, wykorzystywana przez uczestników dwóch stron konfliktu polsko-polskiego.

Całe życie Niewiadomskiego tak samo jak jego twórczość przypominało ciągłe zmaganie się, walkę, przekonywanie do swoich racji. Z biegiem czasu zaczęła ujawniać się w nim cienka, niemal niewidoczna granica między sztuką a ideami. W 1922 roku doszło do erupcji, w jego odczuciu zakończonej "czynem twórczym". Być może to typowe dla artystów, niemal zawsze nadwrażliwych i emocjonalnych, niepotrafiących oddzielić świata sztuki od realnego, tego, w którym żyją poza pracownią malarską. Nie ulega też wątpliwości, że Niewiadomski był człowiekiem trudnym w obyciu, gwałtownym, czasami zapalczywym, wybuchowym, na pewno do szpiku kości pryncypialnym i broniącym zasad, które wyznawał. Tak było na wszystkich polach jego aktywności. W ogólnoludzkim kontekście jego postawie można przypisać mitologiczny topos i archetyp homo viator, pielgrzyma wędrowcy nieraz porzucającego otoczenie i środowisko, ciągle poszukującego, innym razem idącego pod prąd. Jego życiowa droga jest kręta, losy powikłane. Wpisywały się w wydumane pragnienia osobistego sukcesu albo choćby chęci artystycznego spełnienia. Ten wyobrażony świat Niewiadomskiego był naznaczony ciągłym niepokojem twórczym, wiarą w posłannictwo, w końcu także osobistym dramatem. Wszystko to nie jest czarno-białe, jednoznaczne i czytelne, kryje jakąś trudną do oczytania osobistą tajemnicę.

Biografie wybitnych, znanych oraz mniej znanych postaci nie tylko dają nam pełny obraz ich życia, odsłaniają jego bieg, kalendarium najważniejszych wydarzeń, nie tylko rysują osobowość, charakter, mówią nam również o upodobaniach, nawykach, zasadach moralnych i etycznych, zakorzenieniu w kulturze, lecz także oferują czytelnikowi szeroką wiedzę o epoce, w której żyli. Najogólniej rzecz ujmując, biografia to opis życia (gr. bios - życie i grapho - piszę), droga życiowa, historia żywota. "Studium biograficzne - pisał John W. Creswell - to historia indywidualnych ludzkich doświadczeń opowiedzianych badaczowi albo odnaleziona w dokumentach i materiałach archiwalnych"10. Jeszcze do niedawna dominujący nurt uprawiania biografistyki nie koncentrował się na wyjaśnianiu zjawisk i procesów, ale traktował swoje zadania dosłownie, usiłując gromadzić możliwie szeroki i różnorodny zestaw wszelkich informacji o jednostce (bohaterze książki), rejestrować bieg ludzkiego życia z dochowaniem wierności najdrobniejszym szczegółom, porządkując je chronologicznie przy jednoczesnej wstrzemięźliwości w ocenach i interpretacjach. Z czasem w badaniach biograficznych pojawiały się nowe trendy, szkoły pisarstwa biograficznego, zaczęły się również zacierać ostre granice podziałów na biografie naukowe, literackie, polityczne, intelektualne itp. Zaczęto wychodzić poza wąskie metodologiczne ramy biografistyki "czystej formy", poszukiwano syntez różnych gatunków, modeli pośrednich, odmiennych refleksji historiozoficznych. Pojawiła się większa swoboda, oczywiście pozostająca pod rygorem obiektywizmu i prawdy, w granicach naukowego warsztatu. Badania biograficzne, z założenia interdyscyplinarne, wpisywały się w szeroki zakres nauk humanistycznych i społecznych, od literaturoznawstwa, socjologii, psychologii, filozofii po pedagogikę, antropologię kulturową i etnografię. Ale niemal od zawsze najbliżej związane były z historią11.

Niniejsza książka nie jest więc przykładem biografii klasycznej - "czystej" (pure biography), choć ma charakterystyczne dla niej cechy. Za najwłaściwszą przyjąłem formułę biografii pretekstowej, w której bohater książki jest wrośnięty w klimat epoki, w zachodzące wówczas zmiany i procesy historyczne12. Tytułowy bohater, jego losy osadzone w "biegu życia ludzkiego" jednocześnie stanowią pretekst do zarysowania różnorodnych zagadnień i problemów (nierzadko zdepersonalizowanych), szerszego tła, wykraczającego poza ścisłe ramy "czystej biografii"13. W przypadku biografii Eligiusza Niewiadomskiego mamy do czynienia z "życiem długim" - oczywiście nie w dosłownym rozumieniu, bo przeżył zaledwie 54 lata. Mam tutaj na myśli żywot osadzony w odmiennych epokach i co najmniej kilku okresach historycznych, uwzględniając ostatnie dekady XIX wieku, początek wieku XX i pierwsze lata odrodzonej Rzeczypospolitej. Wymaga to od biografa nie tylko szerokiej wiedzy, lecz także roztropności, zmysłu, umiejętności penetracji rozległej przestrzeni. Pewnym problemem, z którym historyk biografista musi się zmierzyć, jest zachowanie proporcji między ukazaniem losów jednostkowych a przedstawieniem tła epoki. Przyjąłem więc, że Niewiadomski, któremu poświęciłem książkę, nie będzie wyłącznie wytworem czasów, w których żył, a odwrotnie - poprzez losy bohatera książki zamierzałem ukazać epokę z całą jej różnorodnością, odmiennościami, subtelnymi całostkami społecznymi. Żył bowiem w konkretnych czasach i uwarunkowaniach społecznych, kulturowych, funkcjonował określonym świecie idei oraz polityki, przy wszystkich zmiennościach i zawirowaniach.

Model biografii pretekstowej, który dominuje w napisanej przeze mnie monografii, został nieco przekształcony, zrewaloryzowany. Przekonała mnie "mapa poznawcza" przedmiotowo ujętej struktury wiedzy na temat biografii, zaproponowana przez Theodora Schulzego. Przyjąłem za nim, że biografia ma różne wymiary: zewnętrzny (przebieg życia, droga życiowa w określonych kontekstach społeczno-kulturowych) oraz wewnętrzny (pole doświadczeń indywidualnych, osobistych, prywatnych). Pomiędzy tymi kategoriami możemy umieścić dwa istotne obszary: "biografię w społeczeństwie" (wymiar socjologiczno-historyczny) i "biografię w głowie" (wymiar psychologiczny: kapitał społeczny, pamięć, tożsamość, kompetencje komunikacyjne, postawy, system aksjologiczny, wartościowania i oceny, zasady, nawyki etc.)14. Czytelnik powinien mieć możliwość socjologicznego czy też psychologicznego wglądu w losy bohatera, który nie powinien zostać niemy, a biografia nie powinna przypominać literacko-naukowego portretu trumiennego, stanowiącego element castrum doloris.

Celem, który sobie postawiłem, jest zatem przede wszystkim ukazanie życia i twórczości Niewiadomskiego na tle epoki, zachodzących wówczas procesów i zmian. Wskazanie na pewne cechy indywidualne, a także wspólne dla pokolenia, którego był reprezentantem. Pole zainteresowań i dociekań badawczych obejmuje kilka wzajemnie uzupełniających się refleksów: bieg życia od narodzin aż do śmierci wpisany w narrację kontekstową; portret polskiego inteligenta (artysty malarza, krytyka sztuki etc.); omówienie losów głównego bohatera, jego twórczości w poszczególnych okresach historycznych przy uwzględnieniu zachodzących wówczas procesów społecznych, kulturowych, politycznych; psychologiczny rys jednostki (system wartości, osobowość, cechy charakteru, wyobraźnia, tożsamość, mentalność, zachowania etc.) oraz jej codzienność (styl życia, nawyki, relacje towarzyskie etc.). Nie mniej ważne, zwłaszcza w drugiej części biografii, było precyzyjne zarysowanie uwarunkowań, atmosfery towarzyszącej wydarzeniom grudniowym z 1922 roku, a następnie okoliczności politycznej zbrodni. Mamy tutaj kontrapunkt do biografii Niewiadomskiego - jest nim fragment życia prezydenta Narutowicza, spięty klamrą dramatu i jego późniejszych reminiscencji. To sprawia, że możemy mówić o biografiach równoległych, choć rzecz jasna niesymetrycznych, bez zachowania regularnych proporcji. Drugi obszar, który staje się podmiotem bezosobowym, obejmuje to, co kontekstualne, pretekstowe i towarzyszące, a więc przemiany w kulturze europejskiej i polskiej (z naciskiem na sztukę), ewolucję polityczności (zarówno w sferze idei, jak i praxis), ciągłość i zmianę w przestrzeni społecznej, politycznej, ideologicznej, kondycję pamięci zbiorowej w odniesieniu do głównego bohatera książki (od jego śmierci po czasy współczesne).

Patrząc z perspektywy narracyjnej, skorzystałem też z formuły biografii towarzyszącej, w której autor rezygnuje z chłodnej narracji, a zarazem nie boi się wejść w głąb, komentuje i ocenia z różnych perspektyw, a nie jednostronnie i stronniczo15. Jeśli umieścimy cały "materiał zdarzeniowy" z życia jednostki - bohatera książki - i zestawimy go z dorobkiem twórczym, to siłą rzeczy polem pośredniczącym stanie się obszar, w którym jednostka staje się artystą, realizującym się w aktach twórczych, a jednocześnie wchodzi w ukształtowaną wokół kultury sieć interakcji społecznych. W ten sposób można również zobaczyć wszystkie przesunięcia, obszary, w których wywołała ona ruchy tektoniczne w kulturze, sztuce, a w przypadku Niewiadomskiego - także w polityce16. Starałem się spojrzeć na interesującą mnie postać, zachowując obiektywizm i charakterystyczny dla historyka dystans, bez sympatii i antypatii, na chłodno, oceny i interpretacje konfrontować z obszernym i wewnętrznie zróżnicowanym materiałem źródłowym, a także z ustaleniami innych badaczy, nie stroniąc od polemiki. Towarzyszyła mi opinia Marcina Kuli, który w jednym z esejów pisał: "Dzieje się [...] gorzej, gdy historyk zaczyna interpretować źródła i wydarzenia, patrząc na nie przez współczesne okulary. Źle jest [...], gdy uwarunkowanie myślenia o historii i odczytywanie nośników pamięci o niej wyraża się rzutowaniem wstecz naszych kategorii myślowych"17. Ciągle mam również w pamięci słowa wielokrotnie powtarzane przez Stefana Kieniewicza, a bodaj po raz pierwszy wyrażone na piśmie na łamach partyjnych "Nowych Dróg": "historyk musi mówić narodowi o jego przeszłości rzeczy gorzkie obok krzepiących [...]. Posłuch jednakże zdobędzie uczony o tyle tylko, o ile utrzyma swą reputację uczciwości i solidnej fachowości"18.

Przyjęte w tej książce cezury chronologiczne są oczywiste, zamykają się w latach 1869-1923, czyli obejmują całe życie Eligiusza Niewiadomskiego od narodzin aż do śmierci. Kreślony obraz przeszłości został jednak świadomie przeze mnie naruszony. W opowieści nierzadko cofam się do przełomu XIX i XX wieku, a niekiedy nawet wcześniejszych czasów. Również w przypadku cezury końcowej świadomie starałem się wybiec w przyszłość i ukazać obecność bohatera mojej książki w pamięci zbiorowej (społecznej) aż po współczesność, tu i teraz.

Jeśli chodzi o strukturę książki, przyjąłem - w moim przekonaniu trafnie - układ problemowo-chronologiczny. Z kilku powodów. Po pierwsze, aby przedstawić biografię tytułowego bohatera, niezbędne okazało się osadzenie tej postaci w kontekście zachodzących zmian i procesów społecznych, kulturowych i politycznych. Po drugie, by ukazać pola aktywności twórczej głównego bohatera, które chronologicznie krzyżują się z kolejnymi etapami bądź podokresami w dziejach. Po trzecie, w kilku miejscach oś czasu ulega, co oczywiste, zaburzeniu, niektóre wątki są podejmowane na nowo (przypominane), zazwyczaj w odmiennych kontekstach. Wreszcie po czwarte, ostatnie, rozbudowane fragmenty biografii dotyczące już wyłącznie lat 1922-1923, a następnie życia po życiu Niewiadomskiego, choć utrzymane w konwencji problemowej, to jednak możliwie precyzyjnie, ale nie kurczowo trzymają się linii czasu. Jego postać, zwłaszcza po 1989 roku, już w wolnej demokratycznej Polsce, rezonowała w niepohamowany sposób. I nie chodzi o badania naukowe, bo w tym obszarze przypominano sobie o nim w kontekście analiz wydarzeń z 1922 roku. Niemal zawsze był więc bohaterem drugiego planu. Erupcja nastąpiła dopiero w debacie publicznej, publicystyce, w końcu także w polityce, gdzie Niewiadomskiego - człowieka i artystę - w oczywisty sposób przesłonił morderca i fanatyk, zwolennik narodowej prawicy.

Napisanie biografii Niewiadomskiego nie jest zadaniem łatwym. Nie tylko dlatego, że ciągle budzi on kontrowersje, ale także z tego powodu, że nie pozostawił wspomnień czy pamiętników, nie mówiąc już o dzienniku. Dla każdego historyka memuary są pomocne - choć dają subiektywny ogląd czyjegoś życia, to umożliwiają uściślenie mniej znanych faktów. Napisane przez Niewiadomskiego w 1923 roku, a następnie wydane drukiem Kartki z więzienia zarówno pod względem konwencji, jak i zawartych treści nie zaliczają się do tego gatunku źródeł. To raczej osobisty testament, a przy tym polityczny manifest ideowy Niewiadomskiego mordercy. Brak memuarów, które mogłyby stanowić dla badacza swoisty przewodnik, nie oznacza jednak, że jest on zmuszony poruszać się po omacku. Paradoksalnie spuścizna, którą pozostawił Niewiadomski, jest niemała i różnorodna, niestety także rozproszona i nieuporządkowana. Problem, z którym się zmagałem, nie polegał na jej zebraniu i wyborze tego, co istotne, lecz na interpretacji i ocenie materii, która wychodzi poza kompetencje klasycznego historyka, a pozostaje w dominium teoretyków i historyków sztuki. Tutaj z pewnością wystawiłem swoje ogólnohumanistyczne przygotowanie na próbę.

Przygotowanie tej biografii wymagało żmudnych wieloletnich poszukiwań spuścizny po Niewiadomskim, różnego rodzaju artefaktów i wszelkich refleksów jego życia i działalności. Zrezygnuję ze szczegółowej wiwisekcji wykorzystanych opracowań, artykułów naukowych, studiów i przyczynków, które czytelnik bez trudu odnajdzie w spisie bibliograficznym zamieszczonym na końcu książki. Zapewniam tylko, że jest to panorama szeroka, daleko wykraczająca poza badania typowe dla historyka. Choćby dlatego, że narrację książki wzbogaciła również kultura literacka. Historyków hołdujących tradycyjnej metodologii trudno przekonać, by traktowali tekst literacki jako źródło pozwalające wyjaśnić przeszłość. Poszukiwania prawdy historycznej prowadzą oni najczęściej na podstawie źródeł typowych dla epoki: dokumentów, memuarów, prasy, publicystyki. Specjalizują się w odtwarzaniu, opisywaniu historii, patrząc na nią jednowymiarowo. W utworach literackich dostrzegają jedynie świat fikcyjnej fabuły, będącej odzwierciedleniem wyobraźni pisarza. W moim przekonaniu nie musi tak być.

Kilka słów wyjaśnienia powinno natomiast dotyczyć obfitego i zróżnicowanego (także pod względem wartości poznawczej) materiału źródłowego. Największe znaczenie dla moich badań miały archiwalia odnalezione w zbiorach specjalnych Instytutu Sztuki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie (materiały do Słownika artystów polskich, korespondencje, relacje, notatki, wykazy katalogowe prac Niewiadomskiego, zestawienia publikowanych artykułów, niepublikowana monografia Niewiadomskiego poświęcona sztuce romańskiej i gotyckiej etc.). Nie mniejsze znaczenie miały dokumenty zdeponowane w Archiwum Akt Nowych, zwłaszcza w zespole Ministerstwa Kultury i Sztuki, gdzie pracował Niewiadomski, pomocne okazały się też akta Biura Sejmu Rzeczypospolitej (dotyczą obrad Zgromadzenia Narodowego w 1922 roku) czy bogaty zbiór druków ulotnych. W Bibliotece Narodowej w Warszawie odnalazłem korespondencję Niewiadomskiego z przedstawicielami elit intelektualnych XIX i XX wieku, między innymi Żeromskim, Mehofferem, Rabską, Przesmyckim, Pinim czy Jaroszyńskim. Nie jest to bogaty zasób, liczy zaledwie kilkanaście listów, w większości też odniesień do tekstów prasowych, spraw wydawniczych etc., znacznie rzadziej działalności i aktywności albo poglądów mojego bohatera. W Bibliotece Zakładu Narodowego im. Ossolińskich odszukałem papiery (korespondencję) Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych we Lwowie, z którym współpracował Niewiadomski. Ważną kategorię źródeł stanowiła także memuarystyka. Liczba wspomnieniowych wypowiedzi, komentarzy, opinii, listów odnoszących się do Eligiusza Niewiadomskiego jest duża. Mankamentem jest jej rozproszenie. O Niewiadomskim w różnych kontekstach wspominali autorzy publikowanych dzienników, wspomnień, pamiętników, epistolariów19. Niezliczona jest również liczba wypowiedzi wspomnieniowych zamieszczanych przy różnych okazjach (najczęściej śmierci Niewiadomskiego) na łamach międzywojennej prasy codziennej i czasopism branżowych/specjalistycznych. I właśnie nieocenioną rolę w przeprowadzonych przeze mnie badaniach odegrała prasa (ogólnopolska, dzielnicowa, prowincjonalna, polityczna, społeczna, kulturalna, branżowa/specjalistyczna, powiązana z różnymi organizacjami, stowarzyszeniami i instytucjami) - była to istna kopalnia informacji. Łącznie przeanalizowałem ponad sto tytułów. W istocie to w przekazach prasowych odnalazłem nieoceniony zasób, jeśli nie informacji o wydarzeniach, procesach społeczno-politycznych, to tropów, śladów umożliwiających odtworzenie życiorysu Niewiadomskiego, a także dziesiątki jego artykułów lub wypowiedzi, jakich udzielał przy różnych okazjach. Poglądy Niewiadomskiego na sztukę i rolę artysty przybliżają nam również prace, których był autorem, oraz przekłady dzieł obcojęzycznych. Nie sposób również pominąć różnorodnych sprawozdań, dokumentów dotyczących działalności instytucji oraz placówek kulturalnych, oświatowych, katalogów, prospektów z wystaw etc. W 1923 roku ukazały się również dwie edycje stenogramów z procesu Niewiadomskiego opracowane przez mecenasa Stanisława Kijeńskiego (z jego obszerną przedmową). Umożliwiają one wgląd w przebieg rozprawy sądowej, choć informowała o niej obficie i ze szczegółami również ówczesna prasa.

Postać Niewiadomskiego, o czym już wspomniano, była przedmiotem zainteresowań historyków zajmujących się międzywojniem. Przywołano ją także w niemal wszystkich syntezach dziejów Drugiej Rzeczypospolitej. Siłą rzeczy do Niewiadomskiego nawiązywali biografowie Gabriela Narutowicza, a także historycy zajmujący się wydarzeniami z grudnia 1922 roku. Zawsze jednak był on postacią drugiego planu bądź służył jako pretekst do szerszych rozważań dotyczących antysemityzmu, ewolucji polskiego nacjonalizmu bądź zapaści demokracji. Zagadnieniom krytyki i teorii sztuki Niewiadomskiego poświęcił pracę dyplomową Jacek Peszkowski, w tym nurcie mieści się również opracowanie Bożeny Grocholi. Z kolei Danuta Kamińska zajęła się malarstwem dekoracyjnym Niewiadomskiego. Żadna z tych prac nie ukazała się jednak drukiem20. Należy też zauważyć, że w wielu książkach pisanych przez uznanych historyków i teoretyków sztuki, którzy powoływali się na twórczość Niewiadomskiego, są liczne błędy faktograficzne i niezamierzone - jak zakładam - nieścisłości. Tak jest choćby w rozprawie Ksawerego Piwockiego poświęconej historii warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, zawierającej nie tylko omyłkowe daty studiów Niewiadomskiego w Petersburgu, pobytu w Paryżu, powrotu do Warszawy, lecz także śmierci artysty21. Dużą rzetelnością wyróżniają się natomiast syntetyczne biogramy bohatera tej książki autorstwa Andrzeja Pibera (Polski słownik biograficzny), Marty Leśniakowskiej (Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających) oraz Anety Bołdyrew i Agnieszki Świętosławskiej (Działaczki i działacze oświatowi w Królestwie Polskim u progu niepodległości. Słownik biograficzny)22.

W pewnym sensie pierwszymi biograficznymi wprawkami, które przypomniały czytelnikom Eligiusza Niewiadomskiego w szerszym ujęciu, były dwie bliźniaczo podobne do siebie prace Patryka Pleskota: Niewiadomski. Zabić prezydenta (Warszawa 2012) i Portret mordercy. Artysta, który zabił prezydenta (Kraków 2022). Są to jednak biografie utrzymane w konwencji popularnonaukowej, czasami przypominające reportaż historyczny. Ich autor co prawda sięgał do źródeł, głównie wspomnień, pamiętników i relacji, oszczędniej do prasy, ale jak sam przyznał w przedmowie do obu książek, wplatał do swojej narracji wątki i elementy beletrystyczne, literackie, chcąc uczynić ją jeśli nie bardziej atrakcyjną dla odbiorcy, to na pewno bardziej strawną. Podobnie należy ocenić pracę Macieja Nowaka Narutowicz Niewiadomski. Biografie równoległe (Warszawa 2019). Jest to napisana z polotem i w przystępny sposób niewielka objętościowo książka, niestety jedynie na podstawie memuarów i literatury przedmiotu. Zarówno u Pleskota, jak i Nowaka oprócz popularnonaukowego wykładu pojawiają się też rozważania hipotetyczne. Autorzy dość swobodnie dzielą się subiektywnymi wrażeniami, próbując czasami na podstawie rachitycznych przesłanek wniknąć w psychikę głównego bohatera. W obu przypadkach nie możemy więc mówić o gruntownych badaniach naukowych, co oczywiście nie przekreśla walorów poznawczych wspomnianych biografii.

***

Praca nad biografią Eligiusza Niewiadomskiego trwała kilka lat, choć z przerwami. W momencie kompletowania materiału źródłowego ukazały się wspomniane książki Patryka Pleskota i Macieja Nowaka. Odłożyłem wówczas pióro, ale tylko na moment. Po lekturze uznałem, że autorzy ci nie otworzyli drzwi, a jedynie je uchylili. W biografii, którą napisałem, starałem się nie tylko opowiedzieć o losach mojego bohatera, lecz także, a może przede wszystkim, wniknąć w czasy, w których żył, poczuć zapach epoki. Bo przecież Niewiadomski nie funkcjonował w kulturowej, artystycznej, wreszcie także społecznej próżni. Żył w bardzo konkretnych czasach i dookreślonych warunkach, innych niż dzisiaj. Swój pomysł na książkę konsultowałem z wieloma osobami. Najpierw godzinami w moim "szefem" i przyjacielem prof. Adamem Wątorem. Jeszcze nie wiedział, jaka to będzie opowieść, a już mnie przestrzegał, że to postać na tyle kontrowersyjna, że jakkolwiek ją przedstawię, będę krytykowany ze wszystkich stron. Nie dlatego że będzie to książka nierzetelna, niepoparta materiałem źródłowym, a tylko, a może właśnie dlatego, że dotyczy Niewiadomskiego. To wystarczyło. Mimo to uległem pokusie. Od początku do końca nie zamierzałem jednak zawracać kijem Wisły, rehabilitować, usprawiedliwiać czy tłumaczyć bohatera mojej książki, a jedynie opisać żywot człowieka, który dokonał czynu niezrozumiałego, wzbudzającego - słuszne zresztą - potępienie, obciążającego jego biografię na tyle, że nikt nie zamierzał już spojrzeć na jego życie kompleksowo, bez uprzedzeń, choćby na moment zapominając o podszeptach politycznych.

Za pomoc w dostępie do niektórych źródeł, literatury przedmiotu, naprowadzenie na tropy, poboczne konteksty i warstwy interpretacyjne, których nie zauważyłem bądź nie miałem świadomości ich istnienia, chciałbym również podziękować prof. Henrykowi Walczakowi, dr. Maciejowi Maciejowskiemu, mgr Annie Sienkiewicz. Za uwagi krytyczne, rady i wskazówki dziękuję recenzentom wydawniczym, profesorom: Markowi Białokurowi (Uniwersytet Opolski) i Arkadiuszowi Adamczykowi (Uniwersytet Jana Kochanowskiego w Kielcach).

Największy dług wdzięczności, którego pewnie nie spłacę szybko, zaciągnąłem - nie po raz pierwszy - u swoich najbliższych. Znów zabrałem sobie i im czas, który powinienem spożytkować na to, co w życiu najważniejsze. Przepraszam raz jeszcze, pozostając nie po raz pierwszy niewysłowionym.

PROLOG

Wielce prawdopodobne, że ród Niewiadomskich herbu Prus (Prus I odm.) wywodził się (i wziął swoje nazwisko) od wsi Niewiadoma pod Sokołowem Podlaskim1. Potwierdza to dokument z 1580 roku, w którym Niewiadomscy są wymienieni z nazwiska. Tak przynajmniej lokalizował Niewiadomskich Seweryn Uruski, marszałek szlachty guberni warszawskiej, tajny radca i ochmistrz dworu cesarskiego, a przede wszystkim znany dziewiętnastowieczny heraldyk (prezes Heroldii Królestwa Polskiego).

W źródłach pierwszy Niewiadomski pojawia się w 1519 roku. Mowa o Stanisławie, podstarościm magnata drohickiego Piotra Kiszki, marszałku hospodarskim, jednym z najważniejszych urzędników Wielkiego Księstwa Litewskiego. W tym samym czasie w Niewiadomej gospodarowało pięciu szlachciców: Maciej i Sebastian (synowie Mikołaja Niewiadomskiego), Paweł (syn Walentego Niewiadomskiego), Jan oraz Seweryn (synowie Jerzego Niewiadomskiego). O losach tej rodziny przez następne sto lat niewiele wiadomo. Z informacji w archiwach i księgach metrykalnych wiemy, że do XVIII wieku było kilkuset potomków Niewiadomskich po mieczu i kądzieli. Niektórzy zamieszkali w Galicji Wschodniej i Małopolsce Zachodniej, Chełmszczyźnie, Królestwie Polskim, na Litwie i Rusi Czerwonej. Dzieje rodu najpełniej zrekonstruował przywołany już Uruski. Wykorzystywał nie tylko dostępne dokumenty, lecz także relacje Ignacego Jana Niewiadomskiego, Jakuba Ewarysta oraz jego brata Józefa. Zachowane drzewo genealogiczne ppłk. Jakuba Ewarysta sięga pięciu generacji, poczynając od ojca Ignacego. Jak twierdzi Andrzej Niewiadomski, być może pierwszą genealogię sporządził już w 1783 roku Tadeusz Marcin Niewiadomski, aby wykazać się szlachectwem, później na tym manuskrypcie naniesiono jedynie uzupełnienia i korekty. Jednak oba dokumenty znacząco się różnią i nie sposób ustalić, który z nich jest zgodny z prawdą. Co więcej, w połowie XVIII wieku Niewiadomscy opuścili swoją rodzinną wieś. Zaufajmy więc Uruskiemu. Dzieje Niewiadomskich herbu Prus wywodzi on od Krzysztofa Niewiadomskiego (syn Piotra, pierwszy udokumentowany protoplasta rodu), rotmistrza wojsk koronnych, rotmistrza parafii tykocińskiej, knyszyńskiej i poborcy wojskowego ziemi bielskiej z traktu tykocińskiego, deputata sejmiku ziemi bielskiej (1655), komisarza rewizyjnego ksiąg ziemskich brańskich i tykocińskich (1662) i elektora króla Michała Korybuta z ziemi bielskiej (1669) oraz jego żony Antoniny z Mokrzeckich. Zachowały się informacje o jego dwóch synach: Ludwiku Franciszku i Władysławie, podstolim wiskim, elektorze króla Augusta II z ziemi bielskiej. Syn Władysława Antoni miał z Marianną Wróblewską syna Aleksandra, który był elektorem króla Augusta II, chorążym pancernym i komornikiem ziemskim chełmskim w 1722 roku. Był on żonaty z Teofilą Krupską, z którą miał syna Franciszka. Ten z kolei, żonaty z Joanną Zbijewską, opuścił Podlasie i osiadł na Chełmszczyźnie. Drugi syn Krzysztofa Niewiadomskiego, Ludwik Franciszek, osiadł w Łomżyńskiem, był podstolim bielskim. Pozostawił (z małżeństwa z Joanną Jackowską) dwóch synów: Jacka i Józefa. Jacek pozostawił trzech synów: Józefa, Jana i Ignacego, a Józef, podczaszy drohicki, z małżeństwa z Marianną Żaboklicką miał syna Tadeusza Józefa.

Jednym z najbardziej znanych przedstawicieli rodu był Jakub Ewaryst Niewiadomski (1780-1860), żołnierz armii Księstwa Warszawskiego (szef biura żywności w Ministerstwie Wojny), uczestnik kampanii napoleońskich (w Rosji 1812, Saksonii 1813 i Francji 1814), w Królestwie Polskim szef biura funduszy Komisji Rządowej Wojny. Za męstwo, jakim wykazał się na polu bitwy, otrzymał Złoty Krzyż Virtuti Militari. Po upadku powstania listopadowego pozostał w kraju, zdecydował się na złożenie przysięgi na wierność carowi i został radcą Najwyższej Izby Obrachunkowej. Jeszcze przed wybuchem insurekcji wstąpił do loży wolnomularskiej Bouclier du Nord (Tarczy Północnej na wschodzie Warszawy), która od 1810 roku była podporządkowana Wielkiemu Wschodowi Narodowemu Polski, a w 1821 roku została rozwiązana. Wolnomularzem był także Stanisław Niewiadomski (1784-1837), trzykrotnie żonaty (Róża Godlewska, Józefa Gorzkowska, Tekla Sierpińska). Pozostawił córkę i kilku synów: Jakuba Ewarysta (ur. 1780), Macieja Józefa (1786-1828), Dominika (1790-1858) i Józefa Kajetana (1796-1870).

W dokumentacji archiwalnej od XVI wieku występuje ponad trzydziestu Niewiadomskich z tytułem szlacheckim (nie licząc linii litewskiej). Byli to między innymi Tadeusz Niewiadomski, deputat sejmiku z zadaniem wybierania prochu i ołowiu na potrzeby pospolitego ruszenia ziemi bielskiej przeciw Szwedom, Teodor Niewiadomski, jezuita, kaznodzieja i pisarz, rektor w Łukowie, Jan Niewiadomski, deputat chorągwi husarskiej hetmana polnego, oraz Cyprian Niewiadomski, prawnik fizyk, wykładowca na Uniwersytecie Warszawskim.

Pod koniec XVIII wieku Niewiadomscy poza nielicznymi wyjątkami zubożeli. Jako szlachta służebna pełnili funkcje oficjalistów i zarządców majątków. W XIX wieku przeszli do warstwy inteligencji, trudnili się profesjami urzędniczymi, zachowując jednak tytuły szlacheckie2. Po wojnach napoleońskich część rodu przeniosła się do Warszawy oraz Kielc. Michał i Jakub Niewiadomscy, synowie Ksawerego (zm. 1837), polegli w powstaniu węgierskim 1848 roku, a Juwental Niewiadomski zginął pod Mołożowem jako lekarz oddziału powstańczego w 1863 roku. W Sokołowie Podlaskim niedaleko Niewiadomej urodził się też Józef Niewiadomski - powstaniec, podoficer artylerii, kanonier 7. batalionu Rybińskiego, odznaczony w wieku zaledwie 33 lat krzyżem Virtuti Militari, emigrant, zmarł w 1866 roku we francuskim Bourges3. Interesujące były również galicyjskie losy Franciszka Ksawerego Stefana Niewiadomskiego (1823-1899). Uczestniczył w powstaniu krakowskim 1846 roku, a następnie wydarzeniach Wiosny Ludów na Węgrzech. Podczas powstania styczniowego został wybrany na narodowego komisarza wojennego na okręg baligrodzki. Później pracował jako samorządowiec w Lipsku (sekretarz rady powiatowej) i Jarosławiu (piastował analogiczne stanowisko, w latach 1873-1876 był radnym miejskim). Zainicjował budowę dworca kolejowego w tym mieście oraz linii kolejowej Jarosław-Sokal. Pozostawił po sobie memuary, opublikowane w 1897 roku4.

Z rodziny urzędniczej pochodził Wincenty Niewiadomski (1826-1892), ojciec Eligiusza. Urodzony 4 kwietnia 1826 roku był synem Józefa Kajetana, radcy Komisji Wojny (1796 - 27 grudnia 1870), i Barbary Gąsowskiej. Rodowity warszawiak, uchodził za człowieka renesansu - znakomitego publicystę, pisarza, popularyzatora wiedzy w wielu dziedzinach, od przyrody po matematykę i fizykę, ponadto był znakomitym tłumaczem fachowej literatury francuskiej, brytyjskiej i niemieckiej. Po ukończeniu gimnazjum realnego (około 1844 roku) pracował jako probierz w mennicy warszawskiej, w czasie powstania styczniowego wykonywał pieczęcie Rządu Narodowego. W 1864 roku, po likwidacji mennicy, zatrudnił się na stanowisku urzędniczym na Kolei Warszawsko-Terespolskiej. Następnie jako protegowany Jakuba Natansona, chemika, działacza gospodarczego (między innymi współzałożyciela Banku Handlowego i warszawskiej Szkoły Rzemiosł i Przemysłu), otrzymał posadę w biurze Warszawskiego Towarzystwa Kopalń Węgla, gdzie pracował do 1890 roku. Pracę zawodową łączył z aktywnością społeczną i publicystyczną. Publikował w "Tygodniku Ilustrowanym" (stałe cykliczne rubryki: Z bieżącej chwili ruchu naukowego; Najnowsze odkrycia, wynalazki i spostrzeżenia naukowe), "Bluszczu", "Kłosach", Kurierze Porannym", "Biesiadzie Literackiej", "Opiekunie Domowym", "Wędrowcu", "Niwie", "Gazecie Polskiej", "Gazecie Rolniczej", "Kurierze Porannym", "Przeglądzie Tygodniowym", "Roli", "Przyrodzie i Przemyśle", "Przyjacielu Zwierząt", kalendarzach Józefa Ungiera i Jana Jaworskiego (także pod pseudonimami: Jan z Rzeszowa, Grot Izydor, Zefiryn, Niew... W., W.N., W. Niew.). Większość tych tekstów (około dwustu) dotyczyła nowinek naukowych, nauk przyrodniczych, hodowli i ochrony roślin, wynalazków technicznych, chemii i fizyki. Wincenty Niewiadomski uchodził także za jednego z pierwszych na ziemiach polskich popularyzatorów teorii Karola Darwina. Już w 1869 roku, a więc dokładnie dziesięć lat po ukazaniu się legendarnej pracy O powstaniu gatunków, na łamach "Tygodnika Ilustrowanego" i "Bluszczu" omówił teorię ewolucjonizmu słynnego brytyjskiego przyrodnika. Dwa lata później w "Kłosach" streścił koncepcję doboru naturalnego i pochodzenia człowieka Alfreda Russela Wallace'a, innego prekursora badań nad ewolucjonizmem, a w 1872 roku na łamach "Niwy" przybliżył polskiemu czytelnikowi dokonania naukowe Ernsta Haeckla - niemieckiego biologa, zagorzałego darwinisty, prekursora niemieckiej myśli eugenicznej, a zarazem twórcy teorii ekologizmu. Zajmował się również translacją (wolne przekłady) dzieł Luisa Figuiera (Ziemia i morze, Warszawa 1873), Artura Mangina (Człowiek i zwierzę, Warszawa 1873), Étienne'a-Jules'a Mareya (Machina zwierzęca, Warszawa 1874), ponadto opracował i wydał jeden z sześciu tomów głośnej pracy Alfreda Edmunda Brehma Życie i obyczaje zwierząt (Życie i obyczaje zwierząt według Brehma i innych najnowszych źródeł, oprac. W. Niewiadomski, wyd. Gebethner i Wolff, Warszawa 1873). Interesowały go również biografie polskich przyrodników, między innymi Jerzego Bogumiła Puscha, Ludwika Zejsznera czy Charlesa Lyella, których życiorysy opracował, a następnie ogłosił drukiem w "Tygodniku Ilustrowanym" i "Kalendarzu Ilustrowanym Jana Jaworskiego" na rok 1873. Proponował nowoczesne rozwiązania w dziedzinie ochrony i upowszechniania przyrody na przykład w warszawskim ogrodzie botanicznym w Kalendarzu ilustrowanym astronomiczno-gospodarskim J. Jaworskiego na rok 1875; Gabinecie zoologicznym w J. Ungra kalendarzu warszawskim na rok 1879, popularyzował wiedzę o świecie faunie i florze, przypisując szczególną rolę ewolucji gatunków, doborowi naturalnemu, instynktowi zwierzęcemu.

Niewiadomski był również autorem kilku popularnych książek, między innymi Przezorność roślin (Warszawa 1876), Męczennicy w imię nauki (Warszawa 1879), Obrazy z życia flory (Warszawa 1880), Powieści z Pisma Świętego wierszem dziatwie opowiedziane przez Jana z Rzeszowa (Warszawa 1880) oraz tomiku wierszy Z dziejów Polski od Mieszka I do Stanisława Augusta, który jednak po ingerencji carskiej cenzury nie ukazał się drukiem i pozostał w posiadaniu rodziny autora. Wspólnie z Wojciechem Grochowskim i Ludwikiem Zejsznerem opracował popularną monografię Mikołaj Kopernik, opublikowaną z okazji jubileuszu czterechsetlecia urodzin wybitnego astronoma (w 1873 roku, kolejne wydania w latach 1884 i 1886). W warszawskich salonach Niewiadomski był także znany jako mistrz szachowy, stały bywalec turniejów organizowanych w kawiarni Pod Dzwonnicą. Zajął czołowe miejsce w pierwszych mistrzostwach Warszawy, rozgrywanych w 1868 roku. W 1879 roku rozegrał komentowany na łamach prasy mecz szachowy z Janem Kleczyńskim (pianista, kompozytor, krytyk muzyczny i pedagog, znawca twórczości Fryderyka Chopina), w którym ostatecznie poniósł klęskę (wygrał jedną partię, dwie przegrał, a jedną zremisował). Wincenty Niewiadomski zmarł 2 stycznia 1892 roku w Ostrowi Mazowieckiej. Został pochowany na stołecznych Powązkach5.

Wincenty Niewiadomski był dwukrotnie żonaty. W styczniu 1854 roku ożenił się z Niemką Julianą (Julią) Caroliną Corriną Andrigun z Wernerów (3 kwietnia 1825 - 30 września 1871), córką Ferdynanda Wernera, burmistrza Merzig w Zagłębiu Sarry, i Julii Amalii Hallfeld6. Wkrótce po śmierci Juliany ożenił się ponownie, ale o jego drugiej żonie Helenie niewiele wiadomo. Małżeństwo nie należało raczej do udanych, skoro rozpadło się po kilku latach. Z Julianą Niewiadomski miał sześcioro dzieci: Cecylię (1855-1925), Włodzimierza (1859-1902, zawodowego żołnierza armii Cesarstwa Rosyjskiego), Romana Mieczysława (1861-1944), Marię (ok. 1867 - ok. 1882), Jana (1863-1915, warszawskiego jubilera - prowadził własną pracownię złotniczą - i rysownika) oraz najmłodszego Eligiusza (1869-1923).

Nieco więcej uwagi należałoby poświęcić Cecylii, która po śmierci Juliany w 1871 roku opiekowała się rodzeństwem, przejmując właściwie rolę matki, i Romanowi, który dzięki dobrze płatnej pracy na kolei pomagał rodzeństwu w utrzymaniu. Cecylia, urodzona w Warszawie (chrzest w 1855 roku w katedrze Jana Chrzciciela), od 1869 roku pobierała nauki w tajnej, działającej w latach 1865-1887 pensji Walerii Giewartowskiej, gdzie przygotowywano młode dziewczęta do zawodu nauczycielskiego i działalności oświatowo-wychowawczej. Początkowo była to szkoła pięcioklasowa, następnie dwuoddziałowa początkowa. To tutaj Niewiadomska poznała swoje późniejsze współpracowniczki: Cecylię Śniegocką i Cecylię Bogucką. W 1871 roku ukończyła ze złotym medalem sześcioletnie gimnazjum rządowe w Warszawie. Od początku znajdowała się pod wpływem nurtów ukształtowanych przez pozytywizm, racjonalnej wiedzy empirycznej, z dystansem podchodząc do "teologicznych spekulacji", które mogła zastąpić głoszona wówczas przez Augusta Comte'a "humanistyczna religia ludzkości". Wysoko ceniła jego dzieła oraz innych zachodnich pozytywistów, jak choćby Herberta Spencera, Johna Stuarta Milla i Hippolyte'a Taine'a. Obserwując narodziny warszawskiego pozytywizmu, szybko znalazła się pod wpływem publicystyki Aleksandra Świętochowskiego, Juliana Ochorowskiego i Bolesława Prusa. Jej poglądy polityczne nie były jeszcze wówczas ukształtowane, ciągle dojrzewała ideowo. Po latach z przekonaniem wypowiadała się o pisarstwie historycznym Michała Bobrzyńskiego i Józefa Szujskiego, pozostającym w opozycji do historycznej szkoły warszawskiej. Być może bliżej jej wówczas było do konserwatywnego środowiska krakowskich stańczyków niż rodzącego się dopiero ruchu narodowodemokratycznego, nie mówiąc już o polskim socjalizmie we wszystkich jego odcieniach. Bez wątpienia jednak dla Cecylii Niewiadomskiej atrakcyjna mogła być pozytywistyczna wiara w postęp, zdobycze nauki, postulowane hasła gospodarczej i kulturalnej odbudowy przez pracę u podstaw, nowoczesne hasła emancypacji kobiet, pracy oświatowej oraz wychowawczej wśród i dla ludu.

W każdym razie z uwagi na trudną sytuację materialną rodziny już po ukończeniu gimnazjum Niewiadomska była zmuszona zarabiać, udzielając korepetycji przygotowujących dzieci z zamożnych rodzin do nauki w szkołach średnich. Po odbyciu niezbędnej, bo nakazanej ustawą praktyki pedagogicznej, zakończonej egzaminami, otrzymała dyplom nauczycielki domowej. Początkowo prowadziła prywatne lekcje dla dzieci Franciszka Gallego, właściciela sieci warszawskich punktów aptecznych i farmaceutycznych, a następnie rodziny Augusta Roberta Wolffa (1833-1910), współzałożyciela otwartej w Warszawie księgarni i oficyny wydawniczej Gebethner i Wolff. Co ciekawe, do domu Wolffów Niewiadomska najprawdopodobniej trafiła za wstawiennictwem Gallego - w 1860 roku August Robert Wolff poślubił Julię Augustynę Galle, córkę właściciela aptek. Z ich dwanaściorga dzieci pięcioro zmarło we wczesnym dzieciństwie. Dwaj synowie Augusta Roberta, Józef August (1862-1918) i Gustaw August (1872-1951), kontynuowali pracę w wydawnictwie Gebethner i Wolff, jednej z największych i najbardziej prestiżowych firm księgarskich w kolejnych dekadach. Dzięki dostępowi do biblioteki domowej Wolffów Niewiadomska mogła szlifować zachodnie języki. Doskonale władała nie tylko rosyjskim, lecz także francuskim, niemieckim, włoskim i angielskim, dzięki czemu w przyszłości tłumaczyła wiele dzieł literackich. Już w latach 1888-1900 na łamach "Kuriera Codziennego", "Bluszczu" i "Tygodnika Ilustrowanego" ukazały się drukiem jej pierwsze przekłady książek Lewisa Wallace'a, Marie Corelli, Charlesa Dickensa, Jonathana Swifta, Hansa Christiana Andersena, Eug?ne'a Demoldera. Słynne Podróże Guliwera Swifta w opracowaniu Niewiadomskiej z rysunkami Jana Marcina Szancera doczekały się kilku wydań, ostatniego w 1985 roku, podobnie jak baśnie mistrza Andersena. W ich tłumaczeniu Niewiadomskiej pomagał Ignacy Matuszewski, krytyk literacki, współpracownik "Przeglądu Tygodniowego", kierownik literacki "Tygodnika Ilustrowanego".

Początki pracy oświatowej Cecylii przypadły na czas rusyfikacji szkolnictwa w Królestwie Polskim, rozpoczętej przez kuratorów Warszawskiego Okręgu Szkolnego, najpierw senatora Teodora Wittego (1867-1879), a następnie osławionego Aleksandra Apuchtina (1879-1897). Szybko zrusyfikowali oni całe szkolnictwo, rozbudowując system inwigilacji i prześladowań młodzieży, donosicielstwa i szpiegostwa. Alternatywnym wyjściem było szkolnictwo prywatne, które jednak nie posiadało ścisłych, formalnych uregulowań prawnych. Nie było rozkładów zajęć ani programów nauczania, carska administracja ograniczała i monitorowała dobór kadr nauczycielskich, nie pozwalano na naukę historii i geografii. Szkoły poddawano stałej kontroli przez specjalnie powołanych inspektorów rosyjskich. Dlatego lekcje języka ojczystego, historii, literatury i geografii odbywały się tajnie na pensjach, w salonach, prywatnych domach i nieformalnych szkołach7. Po latach Niewiadomska wspominała, że najpierw trafiła do pensji dla dziewcząt prowadzonej przez Marię Mitkiewiczową w Warszawie, gdzie uczyła języka polskiego. Niemal równolegle organizowała sobotnie komplety dla dzieci z rodzin robotniczych, rzemieślników, słowem - warstw uboższych i proletariatu (na przykład dla szwaczek). Z różnym skutkiem, co przyznawała po latach: "Dziewczęta były dobre, pełne najlepszych chęci, ale przeważnie tępe. Być może ja również za mało jeszcze miałam wyrobienia - pierwsze próby. Trochę mnie to zniechęciło, gdyż pracowałam sumiennie, zwątpiłam o wartości gleby"8. Objeżdżała również z cyklem pogadanek wiejskie organistówki, dwory, kościoły i prywatne mieszkania, włączając się w nurt edukacji o narodowym charakterze.

Około 1890 roku Niewiadomska przystąpiła do Koła Kobiet Litwy i Korony - tajnej, w zamyśle trójzaborowej organizacji polityczno-oświatowej, która działała do 1906 roku. Powstała z inicjatywy dr Teresy Ciszkiewiczowej w Warszawie w 1886 roku jako Koło Kobiet Korony, Litwy i Rusi, które dwa lata później podporządkowało się Lidze Polskiej. W organizacji działały jednak kobiety o różnych przekonaniach politycznych. Oprócz zorientowanych narodowo jak Ciszkiewiczowa, Cecylia Walewska czy Maria Wysłouchowa były tam i postępowe demokratki - na przykład Jadwiga Dziubińska, Iza Moszczeńska, Zofia Daszyńska-Golińska, Jadwiga Jahołkowska, Maria Dzierżanowska, Teodora Męczkowska - czy wreszcie zagorzałe pionierki socjalizmu, choćby Marta Marchlewska, Estera Golde-Stróżecka czy Maria Paszkowska. Głównym programowym zadaniem Koła Kobiet było przygotowanie kobiet do walki o niepodległość, podkreślano również potrzebę podtrzymywania więzi między Polakami w trzech zaborach, tożsamości narodowej kształtowanej przez rodzimą kulturę, tradycję, historię, dziedzictwo, język i charakter narodowy. Jego członkinie prowadziły też szeroko zakrojoną działalność oświatową i wychowawczą, pracę uświadamiającą wśród ludu, akcje samopomocowe dla szykanowanych przez carat i ich rodzin, organizowały obchody świąt i rocznic narodowych, jubileuszy, kolportowały nielegalną bibułę. Niewiadomska poznała tam swoje późniejsze współpracowniczki, między innymi Jadwigę Warnkównę, Stefanię Sempołowską, Cecylię Śniegocką, Helenę Ceysingerównę i Kasyldę Kulikowską. Tajnym nauczaniem zajmowały się Śniegocka i Ceysingerówna. Niewiadomska organizowała kursy pedagogiczne dla nauczycielek i ochroniarek. Kierowała także działem prowincjonalnym koła stołecznego, organizującym ruch oświatowy w Królestwie. Przygotowywała kursy dla nauczycieli, rozpowszechniała elementarze i podręczniki, kolportowała popularne dzieła literackie (głównie powieści dla dzieci i młodzieży).

Pod koniec XIX wieku Niewiadomska zbliżyła się do Narodowej Demokracji. Najpierw w 1900 roku wspólnie z Ciszkiewiczową, Śniegocką, Walewską i Teresą Prażmowską opuściła Koło Kobiet, które zostało zdominowane przez działaczki postępowe, demokratyczne, wyraźnie zbliżające się już do orientacji socjalistycznej. Rok później została przyjęta do Ligii Narodowej. Niemal od razu trafiła do podporządkowanego jej Towarzystwa Oświaty Narodowej, gdzie została członkiem Zarządu Głównego, kierowała też sekcją biblioteczną i seminaryjną. Opracowała tzw. Katalog rozumowany książek ludowych (Warszawa 1907), który zawierał wybór publikacji podręcznikowych i popularnonaukowych, religijnych, fachowych, rolniczych, także powieści i wierszy dla ludu. Wspólnie z Cecylią Bogucką i Jadwigą Warnkówną wydała również pomocne w dydaktyce ścienne tablice ortograficzne. W ramach sekcji bibliotecznej Niewiadomska organizowała biblioteczki obwoźne, redagowała cykliczną biblioteczkę ludową, kolportowała na terenie zaborów literaturę, programy nauczania i endeckie czasopisma (między innymi "Polaka" i "Przegląd Wszechpolski"). W Warszawie prowadziła pracę oświatową dla robotników, urządzała seminaria z literatury, historii, geografii, rozdawała książki, wygłaszała odczyty i pogadanki. Ponadto dla kandydatów na nauczycieli stworzyła konspiracyjne koła i kierowała nimi, prowadziła też wykłady i konwersatoria praktyczne z dydaktyki nauczania języka polskiego, literatury i historii ojczystej. Dzięki jej inwencji w Warszawie do 1914 roku organizowano doroczne zjazdy nauczycieli połączone z wycieczkami krajoznawczymi. Raz w roku, na wiosnę, nauczyciele składali egzamin zawodowy przed komisją składającą się z działaczy TON. Ugruntowane związki z Narodową Demokracją nie przeszkadzały Niewiadomskiej w utrzymywaniu kontaktów z innymi środowiskami i orientacjami ideowo-politycznymi. Brała choćby udział w ponadzaborowych zjazdach kobiet, gdzie dominowały przecież aktywistki o przekonaniach lewicowych, postępowo-demokratycznych. Była kobietą otwartą, tolerancyjną, skłonną do kompromisów, stawiającą pracę społeczną i oświatową ponad spory polityczne.

W 1905 roku Niewiadomska włączyła się w działalność Związku Popierania Prywatnego Szkolnictwa Polskiego, a następnie Towarzystwa Polskiej Macierzy Szkolnej Królestwa Polskiego, zdominowanego wtedy przez członków Ligi Narodowej i Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego. Struktury towarzystwa w przeważającym stopniu oparto na kołach TON. Już po legalizacji towarzystwa w samej Warszawie powstało dwadzieścia kół, a na prowincji prawie osiemdziesiąt. Głównym celem TPMS było krzewienie i popieranie oświaty narodowej, organizowanie szkół, placówek edukacyjnych, instytucji wychowawczych, ochronek, szkół powszechnych, seminariów nauczycielskich, szkół średnich i wyższych, organizowanie pogadanek, odczytów, wykładów, przedstawień teatralnych, wycieczek turystyczno-krajoznawczych, czytelni, bibliotek, uniwersytetów ludowych, wydawanie i kolportaż książek i prasy. Od lipca 1906 roku do marca roku następnego TPMS zawiązało łącznie w Królestwie Polskim około ośmiuset kół i otworzyło prawie siedemset szkół. Od 1906 roku w ramach towarzystwa Niewiadomska kierowała specjalną sekcją szkolną w Wydziale Oświaty Ludowej. Przygotowywała programy nauczania dla szkół początkowych i zawodowych, opracowywała podręczniki do nauki języka polskiego, gramatyki, zeszyty ćwiczeń, wygłaszała dziesiątki odczytów i prelekcji nie tylko w Warszawie, lecz także na dalekiej prowincji, dla dzieci wiejskich i robotników folwarcznych. Kierowała wydawaniem Biblioteczki młodzieży szkolnej oraz Biblioteczki Uniwersytetów Ludowych. W tym samym czasie pracowała również w Towarzystwie Tajnego Nauczania ("bosym uniwersytecie"), razem z Cecylią Śniegocką bezpłatnie wykładając język polski z gramatyką.

W 1905 roku Niewiadomska wstąpiła również do nowo powstałego Stowarzyszenia Nauczycielstwa Polskiego, gdzie zajmowała się metodyką, przygotowywała programy nauczania9. Rok później wspólnie ze Stanisławem Szoberem i Bogdanem Nawroczyńskim zorganizowała w SNP sekcję języka polskiego, którą przez lata kierowała. Z Ignacym Chrzanowskim przygotowała program nauki języka polskiego i literatury polskiej, uczestniczyła w pracach nad reformą ortografii i ponadzaborowych zjazdach pedagogicznych. Po wybuchu Wielkiej Wojny pracowała w Komisji Ochronnej Kuratorium Obywatelskiego Rodzin Rezerwistów Warszawy. Wspólnie z Mieczysławem Brzezińskim, Heleną Ceysingerówną, hrabiną Adamową Krasińską, Anną i Adelą Krypskimi, Cecylią Śniegocką, Aleksandrem i Jadwigą Zawadzkimi utworzyła dziewiętnaście ochronek dla ponad dwóch tysięcy dzieci do lat dziewięciu.

W obliczu zajęcia Warszawy przez Niemców w 1915 roku Niewiadomska wraz z małoletnią Anną, córką Eligiusza, opuściła Warszawę i udała się do Kijowa. Jej brat, uznany już wówczas malarz i krytyk sztuki, pozostał w mieście. Cecylia bardzo szybko odnalazła się w nowej sytuacji, włączając się w działalność społeczną w tamtejszej polskiej kolonii. Została członkinią Polskiego Towarzystwa Pomocy Ofiarom Wojny, organizowała ochronki dla dzieci, szkoły, biblioteki i czytelnie. Pracowała również jako nauczycielka w pensji Peretiatkiewiczowej, jedynej polskiej placówce edukacyjnej dla dziewcząt. W Kijowie stworzyła też gimnazjum Macierzy Szkolnej, którym kierowała. Do Warszawy wróciła pod koniec 1917 roku i natychmiast włączyła się w wir pracy zawodowej i społecznej. Początkowo pracowała jako nauczycielka języka polskiego w prywatnej szkole Jadwigi Sikorskiej, angażowała się też w działalność Macierzy Szkolnej, piastując godność prezesa Koła im. Zofii Bukowieckiej. Zarówno przed wojną, jak i po jej zakończeniu współpracowała z licznymi czasopismami, na przykład "Kurierem Codziennym", "Tygodnikiem Ilustrowanym" i "Bluszczem", w których publikowała nie tylko artykuły na temat oświaty, wychowania, lecz także własne wspomnienia.

Pozostawiła ogromną spuściznę piśmienniczą, na której wychowywały się kolejne pokolenia uczniów i nauczycieli. Oprócz wspomnianych już programów nauczania, podręczników do nauki języka polskiego, gramatyki i innych wydanych do 1914 roku Niewiadomska po wybuchu wojny opracowała jeszcze Programy pogadanek stosowanych w Ochronkach Kuratorium Obywatelskiego Rodzin Rezerwistów z dziećmi od 5 lat do 8 (Warszawa 1915), Materiał do pogadanek etycznych w ochronach i szkołach ułożony systematycznie (Warszawa 1915). W kijowskiej księgarni Idzikowskiego wydano jej podręczniki do nauki języka polskiego, między innymi Krótką gramatykę języka polskiego i Wypisy polskie, a także skróty tłumaczeń powieści Charlesa Dickensa i kilka książeczek dla dzieci (między innymi Przygody Eli). W wolnej Polsce tłumaczyła bajki i baśnie Hansa Christiana Andersena, książki Eug?ne'a Demoldera, Marie Corelli, Selmy Lagerlöf, pisała bajki i powiastki dla dzieci. Samodzielnie bądź we współpracy Ignacym Chrzanowskim, Marią Dzierżanowską, Cecylią Bogucką, Stanisławem Szoberem albo Jadwigą Warnkówną przygotowała kilkadziesiąt podręczników. W wydanej w 1963 roku Bibliografii metodyki języka polskiego (1918-1939) pod redakcją Władysława Szyszkowskiego można znaleźć 36 podręczników, z których dziewięć opracowała sama Niewiadomska. A przecież to lista mocno niepełna, bo nieobejmująca wielu jej prac sprzed 1918 roku10. W latach 1920-1925 wydawnictwo Gebethnera i Wolffa przygotowało pięć edycji opracowanego przez Niewiadomską i Bogucką dwutomowego zarysu historii literatury polskiej dla klas gimnazjalnych (Nasi pisarze, ich życie i dzieła. Krótki zarys piśmiennictwa polskiego), wzorowanego na opracowaniu profesora Stanisława Tarnowskiego. Warto również wspomnieć o popularnym cyklu z lat 1908-1918 Legendy, podania i obrazki historyczne, obejmującym dzieje Polski od czasów najdawniejszych do odzyskania niepodległości w 1918 roku11, oraz próbkach biograficznych poświęconych Zygmuntowi Krasińskiemu, Adamowi Mickiewiczowi i Juliuszowi Słowackiemu12. Znaczna część podręcznikowej spuścizny Niewiadomskiej doczekała się kilku albo nawet kilkudziesięciu wydań. Na przykład opublikowane po raz pierwszy w 1918 roku Czytanki dla szkół początkowych na pierwszy, drugi, trzeci i czwarty rok nauki w latach 1918-1932 miały ponad dwadzieścia edycji, podobnie podręcznik Niewiadomskiej, Warnkówny i Dzierżanowskiej do gramatyki języka polskiego (Gramatyka języka polskiego na I, II i II klasę gimnazjalną), Pierwszy rok gramatyki. Klasa wstępna (Warszawa 1906) już samej Niewiadomskiej, a wydany po raz pierwszy w 1907 roku podręcznik pisania (Pierwsze ćwiczenia do nauki poprawnego pisania. Stopień I, II, III i IV), opracowany wspólnie z Bogucką i Warnkówną, miał aż trzydzieści wydań (niemal corocznie uzupełnianych i ulepszanych).

Cecylia Niewiadomska zmarła 12 czerwca 1925 roku w Warszawie, nieco ponad dwa lata po tragicznym czynie swojego brata Eligiusza, niewątpliwie mającym wpływ na jej kondycję psychiczną. Żyła bowiem z brzemieniem siostry "królobójcy". Została pochowana na cmentarzu Powązkowskim (kw. 235-II-3). W jednym z wielu artykułów, jakie po jej śmierci ukazały się w prasie, Zdzisław Dębicki, polski poeta, krytyk literacki i pamiętnikarz, nazywany poetą księżyca, napisał w "Tygodniku Ilustrowanym": "Ta skromna, niepozorna służebniczka narodu jest może najwymowniejszym symbolem epoki, najwyższym świadectwem niezniszczalności i żywotności ducha polskiego. Oddana całej swej idei przewodniej, nieznająca żadnego uczucia osobistego, żadnej troski o samą siebie, stała się istotną odrodzicielką narodu. Jej to praca przygotowała grunt dla czasów, które przyszły"13.

Drugi brat Cecylii Niewiadomskiej, Roman Mieczysław, urodził się 6 sierpnia 1861 roku w Warszawie. Tutaj w 1880 roku ukończył szkołę realną. Od wczesnych lat interesował naukami ścisłymi i technicznymi. Doskonale opanował technikę rysunku, biegle posługiwał się językami niemieckim, rosyjskim i angielskim. Studiował w petersburskim Instytucie Inżynierów Komunikacji, najważniejszej szkole inżynieryjnej w Rosji, założonej jeszcze w 1809 roku. Jej program obejmował różne dyscypliny związane z projektowaniem i budownictwem dróg wodnych oraz lądowych, w tym linii kolejowych, portów i kanałów. Była to wiodąca placówka naukowa w zakresie rozpowszechniania mechaniki jako nauki stosowanej. W różnym czasie z uczelnią byli związani między innymi wybitny matematyk Michaił Wasiljewicz Ostrogradski (1801-1861), autor projektu linii kolejowej Moskwa-Petersburg i późniejszy minister Pawieł Mielnikow (1804-1880), konstruktor i budowniczy mostów Mikołaj Bielelubski (1845-1922) czy Lew Jerakow (1839-1885), twórca pierwszej w Rosji Katedry Parowozów. Niewiadomski ukończył instytut w 1884 roku ze stopniem inżyniera komunikacji kolejowej. Później pracował jako inżynier kolejnictwa w Zarządzie Kolei Warszawsko-Terespolskiej, a od 1897 roku - przy budowie kolei riazańsko-uralskich i kaukaskich. Po powrocie do kraju prowadził własne przedsiębiorstwo (do 1910 roku). Po jego likwidacji kierował robotami kolejowymi między innymi w Moskwie, Muromie, Tyflisie (Tbilisi) i Armawirze, budował na przykład linię kolejową Tyflis-Telawi, a także Tuapse-Poti. Niewiadomski bez wątpienia należał do polskich pionierów budownictwa kolejowego w Cesarstwie Rosyjskim, oprócz Stanisława i Michała Kierbedziów, Bolesława Statkowskiego, Franciszka Korotyńskiego, Bronisława Królikiewicza, Ferdynanda Rydzewskiego, Aleksandra Strakowskiego, Teodora Balukiewicza, Adama Raciborskiego, Bronisława Strzemeskiego, Seweryna Nowomiejskiego, Kazimierza Elżanowskiego, Józefa Kognowickiego, Antoniego Kirna Słaboszewicza, Jakuba Karola Hanemana.

Politycznie i ideowo związał się z ruchem narodowym. Uczestniczył w pracach organizacyjnych Ligii Narodowej, był członkiem Stronnictwa Demokratyczno-Narodowego (od 1897 roku), Towarzystwa Oświaty Narodowej, szmuglował przez granicę dokumentację LN i prasę (głównie do Galicji). Do LN został przyjęty przez Teofila Waligórskiego (1859-1913), jednego z liderów i współzałożycieli ruchu narodowodemokratycznego. Był jej członkiem od momentu założenia organizacji, wchodził w skład Komitetu Centralnego (1896-1905, 1910-1913), Komitetu Krajowego (1893-1906) i Rady Głównej (1913). Był także kierownikiem Ligi Narodowej na Królestwo Polskie oraz jej komisarzem na Warszawę (do 1902 roku). W warszawskim mieszkaniu Niewiadomskiego organizowano tajne spotkania członków Ligi, a nawet międzydzielnicowe zjazdy organizacyjne. Dzięki funduszom pozyskanym z własnego przedsiębiorstwa do 1910 roku wspierał organizację finansowo, uczestniczył między innymi w akcji gromadzenia pieniędzy na wydzierżawienie "Słowa Polskiego" - największego i najbardziej poczytnego dziennika endeckiego we Lwowie. Wspierał również tygodnik "Ojczyzna" ("Pismo tygodniowe z obrazkami dla wszystkich"), które również ukazywało się w Galicji (od 1907 roku w Krakowie) staraniem między innymi Jana Ludwika Popławskiego, Tadeusza Tabaczyńskiego, Jana Zamorskiego, Piotra Panka, Stanisława Rymara i Leona Laszkiewicza. Na zlecenie LN Niewiadomski opracował i wydał Materiały i uwagi do gospodarki finansowej państwa rosyjskiego (Warszawa 1906) oraz memoriał Co to jest Rosja, który jednak nigdy nie został opublikowany. Podczas wojny rosyjsko-japońskiej (1904-1906) organizował i finansował działalność korespondentów wojennych, którzy nadsyłali do "Słowa Polskiego" bieżące wiadomości z frontu, a następnie rozsyłał je po całym zaborze rosyjskim. W latach 1906-1907 zaangażował się w akcję wyborczą do rosyjskiej Dumy, wspierając narodowych demokratów i realistów ze Stronnictwa Polityki Realnej. Przed wybuchem Wielkiej Wojny prowadził również działalność charytatywną, organizował przytułki i schroniska dla polskich sierot. Około 1909 roku Niewiadomski popadł w kłopoty finansowe i rok później zmuszony był zamknąć firmę, którą prowadził. Wyjechał do Rosji, gdzie do 1918 roku organizował roboty kolejowe w Moskwie, Muromie, Kachetii, Tyflisie i Armawirze, uczestnicząc jednocześnie w życiu tamtejszej Polonii, organizując na przykład tzw. domy polskie w Tyflisie i Armawirze. Od 1917 roku pracował przy budowie dróg kolejowych na Kaukazie. Zasiadał też w Zarządzie Głównym Sztabu Tyfliskiego przy wojennej rozbudowie kolei żelaznych na Kaukazie Północnym.

Po powrocie do kraju we wrześniu 1918 roku wycofał się z aktywnego życia politycznego. Uznał zapewne, podobnie jak wielu innych działaczy narodowych, że zasadniczy cel LN, a więc działanie na rzecz odzyskania niepodległości, został zrealizowany. Do emerytury (w 1924 roku) pracował na stanowisku inspektora w Ministerstwie Kolei Żelaznych. Stronił od polityki, co nie znaczy, że był zupełnie obojętny na wydarzenia i zachodzące procesy polityczne. Nie zamierzał jednak w nich uczestniczyć. Krótko pracował też w Polskim Białym Krzyżu - organizacji pomocowej i ratunkowej założonej jeszcze w 1918 roku z inicjatywy Ignacego Jana Paderewskiego i jego żony Heleny. Udzielał się również w warszawskiej spółdzielczości mieszkaniowej.

Po rozpoczęciu drugiej wojny światowej nie angażował się w działalność konspiracyjną. Dopiero po wybuchu powstania warszawskiego w sierpniu 1944 roku w domu, w którym mieszkał (przy ulicy Wawelskiej na Ochocie), zainstalowano konspiracyjny powstańczy punkt Armii Krajowej. 11 sierpnia 1944 roku placówka ta została zdobyta przez oddziały złożone z niemieckich kryminalistów (brygada Oskara Dirlewangera), własowców z Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczej oraz brygady Rosyjskiej Armii Wyzwoleńczo-Ludowej Bronisława Kaminskiego. Niewiadomskiego pojmano i rozstrzelano w masowej egzekucji przez oddziały SS-Galizien. Jego zwłoki, zrzucone do płonącej piwnicy, nigdy nie zostały odnalezione. Synowej Niewiadomskiego wraz z dwójką małych dzieci udało się uciec dzięki pomocy jednego z niemieckich lekarzy. Po wojnie wyjechała na Śląsk.

W 1883 lub 1884 roku ożenił z Józefą Kamilą z Rudnickich (1861-1934), malarką, siostrzenicą Wojciecha Gersona. Mieli pięcioro dzieci: Zofię (ur. 1886), Romana (1890-1978), inżyniera budownictwa, jachtowego kapitana morskiego, członka korporacji akademickiej Walencja w Rydze14, Julię (ur. 1894 roku, po mężu Duszyńską, znaną literatkę, autorkę książek dla dzieci i redaktorkę pism "Słonko" i "Poranek"), Tadeusza (ur. 1898) i Stanisława (ur. 1900)15.

WARSZAWA-PETERSBURG-PARYŻ-WARSZAWA

Ostatnie dziecko Wincentego i Juliany, Eligiusz Józef Niewiadomski, przyszło na świat w Warszawie 1 grudnia 1869 roku. Jego matką chrzestną została stryjenka Lucyna, ojcem - Wincenty Korotyński, dziennikarz, poeta i pisarz. Dwa lata później umarła matka Eligiusza. Jak już wspomniano, Wincenty Niewiadomski ożenił się po raz drugi. Dzieci najprawdopodobniej nie akceptowały macochy, toteż małżeństwo nie trwało długo i zakończyło się rozwodem. Małego Eligiusza wychowywała wówczas zaledwie szesnastoletnia siostra Cecylia, a gdy osiągnął pełnoletność, wzięła go do siebie. Występując w roli matki, czemu bezwzględnie się poświęciła, zapewne dała młodszemu rodzeństwu wiele ciepła, czułości i troski. Siłą rzeczy musiała również wywrzeć wpływ na ich charaktery. Podobnie jak ojciec wychowywana w duchu racjonalizmu, prymatu nauki, doskonale orientowała się w meandrach zachodnioeuropejskich nauk społecznych i filozofii, była oczytana, wierzyła nie w manifestacyjne romantyczne uniesienia, ale w twórczą pracę. Tak jak pokolenie polskich pozytywistów, w istocie zaś ówczesnych postępowych liberałów, uważała, że odpowiedzi na pytania nurtujące jednostkę ma dać nauka. Razem z oświatą miała popchnąć cywilizacyjnie Polaków na tory szybkiego rozwoju, podnieść z upadku kulturalnego i ekonomicznego. Życie pokazało, że była "męczennicą pracy".

Inna sprawa to jej charakter i osobowość. Historyk poruszający się w trudnej materii psychologii człowieka choćby ze względu na deficyty wiedzy w tym zakresie, a także śladowe tropy źródłowe łatwo może wpaść w pułapkę uogólnień bądź jedynie hipotetycznych założeń. W każdym razie stąpa po grząskim gruncie. Niemniej z nielicznych wspomnień i relacji o Niewiadomskiej wyłania się obraz kobiety fizycznie wątłej i delikatnej, ale o silnym charakterze. Wyróżniała się dbałością o precyzję języka, w sądach była ostrożna, lecz potrafiła konsekwentnie bronić swojego zdania i poglądów. Daleko jej było do nieznośnej pryncypialności, zawziętości czy kategoryczności. Owszem, bywała zdeterminowana w dążeniu do wyznaczonych sobie celów, bezwzględna, ale jednocześnie otwarta i tolerancyjna wobec ludzi o odmiennych poglądach, narodowości czy pozycji społecznej1. Z czasem ujawniły się jej staropanieńskie nawyki - była oschła i surowa w stosunku do innych, powściągliwa w okazywaniu uczuć. Można to dostrzec w jej wspomnieniach opublikowanych w "Bluszczu", gdzie o swoich uczennicach wywodzących się w rodzin robotniczych wyrażała się chłodno i kategorycznie, oceniając być może nazbyt surowo ich predyspozycje intelektualne. Niewykluczone, że miała na to wpływ niespełniona miłość lat młodzieńczych, która jeszcze pogłębiła owe staropanieńskie nawyki, wywołujące swoiste dziwactwa napędzane samotnością. Krążyły bowiem plotki o jej nieudanym związku ze wspomnianym już Teofilem Waligórskim, jednym z liderów endecji w Królestwie Polskim.

Trudno powiedzieć, jaki był jej stosunek do Żydów. Można przypuszczać, że jeśli nie życzliwy, to z pewnością neutralny, skoro współpracowała z przedstawicielkami tej społeczności na niwie oświatowej, choćby w środowisku Koła Kobiet Litwy i Korony. Traktowała swoje żydowskie współpracownice jako pełnoprawne obywatelki, żarliwe patriotki służące sprawie narodowej. Podobnie ojciec Wincenty Niewiadomski, który dzięki protekcji Jakuba Natansona otrzymał posadę w biurze Warszawskiego Towarzystwa Kopalń Węgla. Po śmierci swojego dobroczyńcy (Natanson był też wiceprezesem, a od 1879 roku do śmierci prezesem Warszawskiego Towarzystwa Kopalń Węgla) w 1884 roku Niewiadomski opublikował na łamach "Tygodnika Ilustrowanego" pełne życzliwości wspomnienie o nim. Pisał wówczas pięknie: "Nie bije już dla nas to serce szlachetne; myśl jego jasna nie będzie już mogła rozwidniać nam mrocznych dróg życia! Wieść o skonie [tak w oryginale - przyp. autora] Natansona wywarła też w sferach inteligentnych pognębiające wrażenie; każdy głęboko odczuł stratę człowieka, który był wzorem obywatela [...] Zbratanie się szczerym aktem Izraelitów z ludnością polską leżało mu na sercu. Bolał wielce nad ruchami antysemickiemi, których kraj nasz był widownią, według niego bowiem, nie rozdwajać i waśnić, lecz jednoczyć trzeba dzieci jednej ojczystej ziemi, by wspólnymi siły przyczyniały się do osiągnięcia celów pracy społecznej [...] żył dla kraju, nie dla siebie. Cześć jego pamięci!"2. Nie było też mowy o antyniemieckim szowinizmie. Matka Eligiusza Niewiadomskiego była przecież Niemką, co więcej, ustosunkowaną do Polaków podobnie jak rodzina Wernerów przyjaźnie i życzliwie. Jednocześnie w rodzinie Niewiadomskich nie utrwalił się petryfikowany latami na ziemiach polskich stereotyp Niemca - "lutra", "Germana" czy też "Krzyżaka". Trudno ocenić, w jakim stopniu to, co Niewiadomski wyniósł z rodzinnego domu, mogło go ukształtować. Czy były jakieś zmienne, czy jego osobowość, konstrukcja psychiczna, wreszcie poglądy dopiero dojrzewały, a więc w naturalny sposób ewoluowały? Wreszcie - co zdecydowało, że wychowywany i ukształtowany w nowoczesnym, otwartym i tolerancyjnym domu, w kręgu kultury nie tylko rodzimej, lecz także zachodnioeuropejskiej, tak różnił się od rodziców i starszego rodzeństwa?

Gdy Eligiusz Niewiadomski był dzieckiem, w Królestwie Polskim następowały doniosłe zmiany polityczne i społeczne. Urodził się przecież zaledwie kilka lat po upadku styczniowej irredenty 1863 roku. Uczestnicy antycarskiej "rebelii" byli masowo karani śmiercią oraz zsyłką na Sybir i Kaukaz. Do 1867 roku ze wszystkich guberni cesarstwa łącznie zesłano ponad 58 tys. osób, w tym z samego Królestwa Polskiego około dziesięciu tysięcy. Represje nie ominęły duchowieństwa rzymskokatolickiego. Ponad czterystu kapłanów zesłano na Syberię, kilkudziesięciu zamordowano, a w 1867 roku polscy biskupi zostali poddani władzy Kolegium Duchownego w Petersburgu. Zamknięto klasztory i skonfiskowano dobra kościelne, w 1875 roku zlikwidowano Cerkiew unicką. W 1865 roku rozpoczęto akcję unifikacji Królestwa z cesarstwem, co siłą rzeczy oznaczało likwidację resztek autonomii instytucjonalnej. W 1866 roku przeprowadzono reorganizację administracji, tworząc dziesięć guberni podporządkowanych władzom Imperium Rosyjskiego, zniesiono też administrację pocztową i tzw. Komisję Rządową. Rok później zlikwidowano Radę Stanu, Komisję Oświecenia Publicznego i Radę Administracyjną, wycofano odrębny herb Królestwa, a polski orzeł pozostał już tylko jako jeden z elementów godła całego państwa rosyjskiego.

W 1874 roku, po zniesieniu urzędu namiestnika, cały obszar Królestwa Polskiego nazywano generał-gubernatorstwem warszawskim - potocznie Krajem Nadwiślańskim (Prywislinskim). Generał-gubernator miał mocno rozbudowane uprawnienia - od administracyjnych po porządkowe. Stał na straży bezpieczeństwa, był najwyższym "przedstawicielem władzy rządowej". Od 1879 roku mógł swobodnie oddawać pod sąd wojenny i zsyłać wszystkich, którzy byli zagrożeniem dla "dobra państwa" i bezpieczeństwa obywateli. Równocześnie rozpoczęto zakrojone na szeroką skalę działania depolonizacyjne wśród urzędników administracji, w sądownictwie i policji. Wprowadzono język rosyjski, uprzywilejowano urzędników rosyjskich, w administracji masowo szerzyła się korupcja. Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała na tzw. Ziemiach Zabranych. O ile na przykład w Warszawie istniały jeszcze polskie instytucje, wydawano gazety, funkcjonowały teatry, o tyle na prowincji życie społeczne i kulturalne zostało niemal całkowicie zrusyfikowane. Po wprowadzeniu stanu wyjątkowego utrudniano zakładanie nowych stowarzyszeń, rozbudowano także system cenzury. Bez jej zgody nie mogła się ukazywać żadna polska gazeta, nie można było wystawić żadnego spektaklu teatralnego, kontrolowano nie tylko wydawnictwa i drukarnie, lecz także zakłady fotograficzne, muzea, salony sztuki i tym podobne.

Po objęciu funkcji kuratora warszawskiego przez osławionego Aleksandra Lwowicza Apuchtina (1822-1903) stworzono centralnie kierowany system zrusyfikowanego szkolnictwa, który przeszedł do historii jako legendarna "noc apuchtinowska". I nie chodziło jedynie o zakaz używania języka polskiego3, reformę programów szkolnych, wprowadzenie nowych podręczników, rugowanie polskich nauczycieli ze szkół, lecz przede wszystkim o duchową, mentalną przebudowę, rusyfikację Polaków, którzy z "obcych", ciągłych buntowników, spiskowców i wichrzycieli mieli zostać "swoimi" - lojalnymi obywatelami Imperium Rosyjskiego, poddanymi cara. Sprzyjał temu również system donosów, śledzenia uczniów, modelowego wręcz budowania atmosfery lęku i strachu, w dalszej perspektywie wyparcia polskiej kultury i zastąpienia jej "wyższą", rosyjską, słowem - sukcesywnie realizowane wynaradawianie. Wzrósł przez to stopień analfabetyzmu, ale w Królestwie Polskim i tak był on niższy w porównaniu z innymi guberniami cesarstwa.

Patrząc z nieco innej perspektywy, zachodzące procesy społeczne i kulturowe rozbudzały świadomość wszystkich warstw społecznych. Rodził się nowoczesny naród wszechstanowy, już nie tylko szlachecki. Sprzyjały temu procesy modernizacyjne, odrodzenie ekonomiczne, postępująca urbanizacja, zmiany w strukturze społecznej. Tradycje starego dworku szlacheckiego, wartości społeczeństwa agrarnego zaczęły ustępować miejsca nowej, powoli kształtowanej mentalności mieszczańskiej. Nowi "ideolodzy miejscy" kładli nacisk na pracę indywidualną, rozwój nauki, postęp w kulturze i gospodarce. Przedsiębiorczość, dążenie do pomnażania dóbr materialnych, a jednocześnie patronowanie inicjatywom społecznym, dobroczynnym stało się czynnikiem nie tylko awansu społecznego, lecz także prestiżu. Jednocześnie rozwój przemysłu, handlu, usług i transportu przyspieszył kształtowanie się warstwy robotniczej, wewnętrznie zróżnicowanej. Część jej przedstawicieli wywodziła się spośród dawnych rzemieślników, część ze zdegradowanej ubogiej szlachty, jeszcze inni - przykład niespotykanej dotąd mobilności i ruchliwości - masowo migrowali z peryferii do nowoczesnych aglomeracji miejskich. Poza tradycyjną społecznością miejską kształtowała się inteligencja - nowa elita narodu, arystokracja ducha, rozumiejąca przemiany zachodzące w Europie, światła i otwarta na nowe trendy płynące z Zachodu, kierująca się utrwaloną etyką odpowiedzialności na naród, zwłaszcza lud, którego świadomość należało rozbudzić. Oczywiście opinie na temat inteligencji były zróżnicowane. Mówiono i pisano także o snobach, efekciarzach, mędrkach, kabotynach, lekkoduchach i pozerach, przemądrzałych zarozumialcach i małodusznych oportunistach, mieszających z błotem polską tradycję narodowowyzwoleńczą, zdrajcach przeszłości odstępujących od wiary w zbawienną rolę Polski, zdolnej do poświęcenia się dla dobra, wolności i sprawiedliwości innych narodów.

Pełna ikry, twórcza, kreatywna, otwarta na nowoczesność, Zachód, mająca świadomość swojej społecznej misji inteligencja jako warstwa liczyła niespełna jeden procent mieszkańców Królestwa Polskiego (nieco inaczej sytuacja wyglądała w Warszawie). W drugiej połowie XIX wieku, tuż po klęsce 1863 roku, dokonała ona rozrachunku z przeszłością, postawiła sobie nowe cele i zadania: stopniowe przełamywanie barier społecznych, rozwój oświaty i naukę, równouprawnienie kobiet i Żydów. Literat, malarz, publicysta wyszedł poza ścisłe ramy swojej profesji i stał się "apostołem prawdy", "lekarzem społecznym", reformatorem i nauczycielem. W ten sposób ukształtował się nowy postępowy, a zarazem innowacyjny wizerunek społecznika, który miał się obudzić, odhipnotyzować, doskonalić i przyczyniać się do ulepszenia społeczeństwa, być użytecznym dla siebie i innych, uszlachetniać dostojeństwo duszy własnej i całego narodu.

Na progu XX wieku Bolesław Prus, jeden z najbardziej znanych pozytywistów warszawskich, na łamach "Kuriera Codziennego" pochylił się nad "pięknym wiekiem XIX". Stara "okropna epoka" tyranów i anarchii, mentalnego upadku i dezintegracji społecznej, egoizmu "silniejszych" i "bogatszych" ustępowała prawdziwemu "przełomowi" społecznego odrodzenia. Ideałem nie był już "wojownik zdobywający armaty Samosierry, a przynajmniej ginący na polu bitwy", dobra żona i gospodyni, matka, córka i siostra, wiara w to, że Polska jest Chrystusem narodów, a Polacy "północnymi Francuzami". "Dzisiaj mamy ludność gęstszą aniżeli Francja" - pisał autor Lalki - Ilość lasów może zmniejszyła się nawet za bardzo [...]. Ziemia daje obfitsze plony, [...] na gospodarstwach większych zaprowadzono już płodozmian, który poczyna zaglądać już i do zagród wiejskich. [...] W społeczeństwie zniknęły przywileje, ale i też darmochy, dzisiejszy właściciel ziemski już niedobrze zdają sobie sprawę z niedawnych stosunków pańszczyźnianych. Praca rozwinęła się tak, że przemysł i górnictwo wytwarzają prawie tyleż wartości, co uprawa zbóż i hodowla roślin. Nie tylko zniknęła kara cielesna, ale już troszczymy się o wszelkiego rodzaju cierpiących: chorych, okaleczonych, dzieci dręczone, obłąkanych, nędzarzy, nawet o uwolnionych z więzienia przestępców. Głód jest zjawiskiem na większą skalę nieznanym, epidemie - mniej zabójczymi. Niechęci międzyklasowe i wyznaniowe gasną; szlachta straciła wiarę w swoje wyjątkowe posłannictwo na ziemi; mieszczanie są dumni ze swych czynów, chłopi i rzemieślnicy ani myślą się wstydzić swoich na pozór skromnych, w gruncie rzeczy niezmiernie ważnych stanowisk. Kobiety nie tylko wzięły się do samodzielnych prac w rzemiosłach i handlu, ale także do zawodów wyższych. [...] Cywilizacja dąży do wyrównania, a przynajmniej do złagodzenia zbyt jaskrawych różnic. Za pomocą mieszkań, odzienia i opału wyrównywa ona klimaty, za pomocą komunikacji - wyrównywa ceny"4.

Powróćmy do Niewiadomskiego. Początkowo pobierał nauki w domu. Siostra Cecylia jako nauczycielka domowa uczyła go historii, geografii i języka polskiego oraz języków klasycznych, zwłaszcza łaciny. Dzięki niej oraz ojcu Eligiusz nauczył się również języka francuskiego i niemieckiego, później władał także włoskim i angielskim, nie licząc oczywiście polskiego i rosyjskiego. Równocześnie Niewiadomski uczył się w warszawskiej miejskiej szkole początkowej "wyżej zorganizowanej". W Królestwie dominowały wówczas szkoły jedno- i dwuklasowe, przy czym tych drugich, zwłaszcza na prowincji, było znacznie więcej. Zgodnie z ukazem carskim z września 1865 roku celem szkół powszechnych było rozpowszechnianie i utrwalanie wiedzy elementarnej, aby przyszli absolwenci byli "podporą dla zachowania publicznej spokojności i porządku", innymi słowy, wiernie służyli carowi i Imperium Rosyjskiemu. Program nauczania obejmował między innymi opowiadania, objaśniania z rozmaitych przedmiotów, naukę miar i wag, matematyki, języka rosyjskiego (pisanie i czytanie), śpiewu kościelnego. Nauczycielami w przeważającej mierze byli Rosjanie. Nawet jeśli uczyli Polacy, to podczas lekcji musieli się posługiwać rosyjskim. Od roku szkolnego 1874/1875 nauka w tym języku była już obowiązkowa. Uchwała Rady Państwa, zatwierdzona 17 marca 1885 roku przez cara Aleksandra III, wprowadzała jedynie niewielkie zmiany. Nauka we wszystkich typach szkół powszechnych z wyjątkiem religii ("i wyznań obcych") oraz języka "rodowitego" odbywała się po rosyjsku, posługiwano się nim nawet podczas nauki języka polskiego (w objaśnieniach, poleceniach etc.). Te zasady zostały powtórzone w Ustawie o szkołach miejskich warszawskiego okręgu warszawskiego, zatwierdzonej przez cara 28 kwietnia 1887 roku. Na jej podstawie tworzono szkoły jedno-, dwu-, trzy-, a nawet cztero-, pięcio- i sześcioklasowe, w których dzieciom powyżej siódmego roku życia zamierzano dostarczyć "początkowego wykształcenia umysłowego i religijno-obyczajowego" na modłę rosyjską. Program szkół miejskich obejmował naukę czytania i pisania, języka rosyjskiego i czytania staro-cerkiewno-słowiańskiego z umiejętnością tłumaczenia na rosyjski, lekcje arytmetyki, geometrii praktycznej, geografii i historii Rosji z elementarnymi wiadomościami z historii oraz geografii powszechnej, wiadomości z fizyki i historii naturalnej z elementami biologii, rysowanie, kreślenie, kartografię, śpiew i gimnastykę. W szkołach początkowych oraz średnich stosowano ciągły nadzór nad uczniami. Na porządku dziennym był opracowany programowo system kar - od ostrzegania i upominania, po stanie na środku sali, klęczenie, pozbawienie wyższego miejsca w klasie, przesadzanie do oddzielnej ławki, areszt o chlebie i wodzie. Kary cielesne wymierzano miotełkami bądź rózgami ze świeżej brzozy umoczonymi w wodzie, którymi niepokornego ucznia okładano po gołym ciele5.

Po ukończeniu szkoły powszechnej od 1881 roku Niewiadomski kontynuował naukę w warszawskim Gimnazjum Realnym. Była to szkoła o dużych tradycjach i prestiżu. Utworzona w 1841 roku, specjalizowała się w naukach ścisłych i technicznych. Zgodnie z duchem pozytywistycznej pracy organicznej uczono tam również zajęć praktycznych: gorzelnictwa, cukrownictwa, farbiarstwa czy maszynoznawstwa. Szkoła była zakładem siedmioklasowym z dwuletnim kursem klasy siódmej przeznaczonym wyłącznie na zajęcia praktyczne. W programie znajdowały się między innymi religia i historia Kościoła, język rosyjski, niemiecki, arytmetyka, geometria elementarna w zastosowaniu praktycznym, geometria wykreślna, analityczna, praktyczna, mechanika, budowa maszyn, arytmetyka handlowa, buchalteria, fizyka doświadczalna, chemia ogólna, mineralogiczna, przemysłowa, historia naturalna, botanika, zoologia, mineralogia, architektura fabryczna, geografia powszechna, historia powszechna, rysunki i kaligrafia. Największe znacznie przypisywano jednak nauce przedmiotów matematyczno-przyrodniczych, chemicznych i technicznych. Gimnazjum dysponowało również własnym laboratorium chemicznym: chemii ogólnej, rolniczej i rękodzielniczej. Zajęcia pozwalały nie tylko na przygotowywanie odczynników, wykonywanie eksperymentów, lecz także poznanie procesów produkcyjnych. Nabyte doświadczenia i umiejętności można było później wykorzystać w przemyśle, na przykład w gorzelnictwie, produkcji buraków, farbiarstwie czy cukrownictwie. Oczywiście największa liczba godzin, bo aż 33 tygodniowo, była przeznaczona na naukę języka rosyjskiego, na język polski przewidziano zaledwie szesnaście godzin. Lekcje zazwyczaj rozpoczynały się o godzinie 9 i trwały z półgodzinną przerwą do 13.30-14.30. Tylko w starszych klasach dodawano jedną godzinę przed rozpoczęciem bądź zakończeniem zajęć lekcyjnych. W niedziele i święta kalendarza rzymskokatolickiego młodzież klasami uczestniczyła w nabożeństwach. W 1873 roku wycofano z programów nauczania język polski. Była to zapowiedź konsekwentnej polityki rusyfikacyjnej, walki z wszelkimi przejawami polskości. Tłumiono wszelkie objawy patriotycznych uczuć, nie mówiąc już o ich manifestacji.

W warszawskim Gimnazjum Realnym wykładali wybitni pedagodzy, choćby Seweryn Zdzitowiecki, Teofil Rybicki, Florian Zubelewicz, August Bernhardt, Jan Koncewicz, Wincenty Wrześniowski, Kazimierz Rogiński, Jan Piwarski, Szymon Pisulewski, Tadeusz Wagner (w większości dawni profesorowie Szkoły Przygotowawczej do Instytutu Politechnicznego) i Karol Frankowski, pierwszy dyrektor szkoły. W 1844 roku do gimnazjum przyłączono Szkołę Sztuk Pięknych, a w 1852 roku po kolejnej reorganizacji nadano jej charakter placówki kształcącej w naukach ścisłych i technicznych6. Co ciekawe, absolwentem tej szkoły był również Jan Niecisław Ignacy Baudouin de Courtenay, ten sam, którego kandydaturę w wyborach prezydenckich w 1922 roku zgłosiły mniejszości narodowe.

Jak już wspomniano, Gimnazjum Realne miało podwójny profil: techniczny i artystyczny, co, jak się wydaje, odpowiadało Niewiadomskiemu. Jego emocjonalne wyczulenie na sztukę można było połączyć z konkretnym przygotowaniem fachowym. Eligiusz należał do zdolnych uczniów, ukończył szkołę z wyróżnieniem. Wedle relacji mecenasa Stanisława Kijeńskiego, jego obrońcy w procesie o zabójstwo prezydenta Gabriela Narutowicza, młody Niewiadomski miał się angażować w konspiracyjną, nielegalną działalność w kółkach samokształceniowych i redagował antycarskie ulotne pisemka uczniowskie7. Być może Kijeński dowiedział się o tym od samego Niewiadomskiego. To tylko hipoteza - żadne inne przekazy źródłowe nie potwierdzają jego udziału w tych inicjatywach, choć wiadomo, że w warszawskim gimnazjum działały zarówno koła samokształceniowe, jak i szkolne ekspozytury Związku Młodzieży Polskiej "Zet". Uczono tam języka polskiego, geografii i historii, czytano klasykę polskiej literatury. W 1881 roku podobną organizację założył Roman Dmowski w III Gimnazjum Filologicznym Męskim na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Strażnica była jednym z wielu podobnych tajnych kół o charakterze samokształceniowym.

Jakkolwiek było, po ukończeniu gimnazjum we wrześniu 1889 roku Niewiadomski zapisał się na prywatny kurs rysunku u Wojciecha Gersona (1831-1901), który stał się jego pierwszym mistrzem, a następnie odbył niespełna roczny kurs rysunku w prowadzonej przez niego tzw. warszawskiej Klasie Rysunkowej (szkole rysunku)8. Gerson, z pochodzenia Niemiec, ewangelik, był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli polskiego realizmu, pejzażystą, historykiem i krytykiem sztuki. Należał do pomysłodawców i współzałożycieli Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych (1860), był autorem kilku książek (w tym podręcznika anatomii dla artystów malarzy) i tłumaczem dzieł Leonarda da Vinci. Jego prace wystawiano w galeriach i muzeach w Warszawie, Petersburgu, Paryżu, Berlinie i Rzymie. Wychował wybitnych artystów, choćby Józefa Chełmońskiego, Józefa Pankiewicza, Leona Podkowińskiego i Czesława Tańskiego9. Szkoła Gersona jako jedna z niewielu była subwencjonowana przez władze carskie. Niemała w tym zasługa Cypriana Lachnickiego (1824-1906), próbującego swoich talentów w malarstwie kolekcjonera sztuki, a prywatnie, co nie bez znaczenia, szwagra namiestnika cesarskiego w Królestwie Polskim (1863-1874) Teodora Fryderyka Remberga hr. Berga, który wyjednał u władz carskich zgodę na jej prowadzenie.

Klasę Rysunkową utworzono w 1865 roku po tym, jak częściowo zawieszono działalność warszawskiej Szkoły Sztuk Pięknych w związku z uczestnictwem studentów i nauczycieli w manifestacjach patriotycznych poprzedzających wybuch powstania styczniowego, a następnie czynnym udziałem w narodowej irredencie 1863 roku. Rok później ją zamknięto. W zamyśle klasa miała być placówką tymczasową, istniała jednak przez czterdzieści lat jako jedyna szkoła artystyczna w Królestwie. Gerson kierował nią przez ponad dwie dekady w latach 1872-1896. Wcześniej (od 1860 roku) uczył rysunku w Instytucie Głuchoniemych, następnie udzielał lekcji we własnej pracowni artystycznej.

Jego pozycja w Warszawie była podobna do tej, jaką w Krakowie miał Matejko, a wśród malarzy z polskiej kolonii w Monachium - Józef Brandt. Choć później, gdy nastała już nowa epoka w malarstwie, był zwalczany przez krytyków za zwykłą szablonową marszrutę czeladniczą, której uczył aspirantów sztuki. "Gerson pedagog, który w bojowym okresie warszawskiego malarstwa lat siedemdziesiątych słusznie mógł pretendować do tytułu tolerancyjnego protektora i doradcy młodych realistów, odkrywcy natury i ukrytego za palisadą Okopów Trójcy Świętej inspiratora, inicjatora postępu, w latach dziewięćdziesiątych roli tej już nie odgrywał. Wyprzedzony przez swoją epokę, atakowany przez bezkompromisową krytykę Witkiewicza i Sygietyńskiego, szarpany wewnętrznie niedającymi się pogodzić sprzecznościami, nie rezygnując z "dawnego", a jednocześnie próbujący opóźnionego nowatorstwa, stał na marginesie wszelkich przemian. [...] Czołówka sztuki polskiej minęła już w tym czasie słupy graniczne realizmu, wkraczała w impresjonizm, aby wkrótce już znaleźć się na rozdrożach symbolizmu" - pisał Maciej Masłowski, historyk sztuki, autor wielu prac poświęconych polskim malarzom (między innymi Józefowi Chełmońskiemu, Maksymilianowi Gierymskiemu, Juliuszowi Kossakowi, Zygmuntowi Waliszewskiemu i Julianowi Fałatowi), syn Stanisława Masłowskiego, znanego artysty malarza10.

Szkoła Gersona mieściła się na placu Teatralnym w urokliwym domu Neprosa na drugim piętrze. Artyście pomagali w jej prowadzeniu przede wszystkim Aleksander Kamiński (1823-1886), dobrze zapowiadający się malarz portretowy i religijny, oraz Adolf Woliński (1821-1895), architekt, uczeń Henryka Marconiego, wykładowca rysunku technicznego. Jej dyrektorem niezmiennie do 1904 roku pozostawał szambelan Lachnicki. W latach 1876-1906 był też dyrektorem Muzeum Sztuk Pięknych. Swoją bogatą kolekcję malarstwa, którą gromadził latami, objeżdżając niemal całą Europę, w sporządzonym w 1902 roku testamencie zapisał muzeum.

Niewiadomski uczęszczał na kurs rysunku mniej więcej w tym samym czasie co Marian Trzebiński (malarz, akwarelista i rysownik), Władysław de Turquier (rzeźbiarz), Edward Okuń (malarz i ilustrator książek), Leon Kaufman ps. Kamir (malarz portrecista), Teodor Ziomek (malarz pejzażysta), Bronisław Kowalewski (malarz pejzażysta), Kazimierz Mastelski (malarz i konserwator obrazów), Tadeusz Mucharski (malarz i karykaturzysta) czy Błażej Iwanowski (malarz martwej natury, portrecista). Trzebiński wspominał: "Szkoła rysunkowa był to wówczas przytułek dla wykolejeńców ze wszystkich zakładów naukowych. Było tam również kilku rzemieślników, paru retuszerów, paru studentów uniwersytetów"11. Nauka nie odbywała się według ściśle określonego, zatwierdzonego przez jakieś odgórne gremium programu. "Majster", jak uczniowie nazywali Gersona, kształcił w rysunku z rzeźb gipsowych lub natury, podobnie jak sam był uczony w Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu. Za drobną opłatą można było jeszcze chodzić na korepetycje z rysunku do prywatnej pracowni Gersona. Młodzi adepci sztuki mieli również okazję, by zapoznać się z albumami, prospektami i katalogami wystaw malarstwa, rzeźby, architektury i sztuki użytkowej. Dydaktyczne podejście Gersona nie wszystkim jednak odpowiadało. Trzebiński uważał, że rysując głowy z gipsu, niewiele mógł się nauczyć, o wiele ważniejsze było uczestniczenie w życiu artystycznym Warszawy, wystawach, plenerach malarskich, bywanie na salonach, co wpływało na "kształcenie umysłu i wyrobienie w sobie zmysłu piękna"12. A to właśnie Gerson wprowadzał młodych artystów na tę scenę. Naukę w Szkole Rysunku zapamiętała Lucyna Kotarbińska, dla której Gerson był pierwszym nauczycielem i który ją zainspirował sztuką ludową. W recenzji z kolejnej wystawy Towarzystwa Sztuki Stosowanej w Krakowie w 1908 roku pisała z atencją: "Sztuka stosowana, stary temat! Wojciech Gerson, ten prawdziwy dla mnie świętej pamięci profesor mój o zdobnictwie swoistem w przystosowaniu do wydawnictw myślał od dawna. Lat temu trzydzieści z górą oglądałam w pracowni jego całe albumy robót robionych z pierwszej podróży po kraju, którą odbywał, będąc młodzieńcem, wtedy już z myślą, że wprowadzi je do życia. Czego tam nie było! Skrzynki malowane, wycinanki chłopskie i szlaki haftowane"13.

Gersona pedagoga i artysty bronił także Niewiadomski. W historii malarstwa polskiego XIX i XX wieku, którą wydano już po jego śmierci, pisał: "Dzisiejsze pokolenie artystów pamięta jeszcze wysokiego, srebrnowłosego starca o żywem a dobrotliwem spojrzeniu czarnych oczu i majestatycznym ruchu. W szkole rysunkowej, dokąd przychodził na korektę, uczniowie widzieli w nim Jowisza gromowładnego, nazywali go "majstrem", w czem kryło się ich uznanie, szacunek i miłość. Przez długie lata był ten artysta patrjarcha sztuki warszawskiej wychowawcą licznych pokoleń artystów, wyrocznią we wszystkich sprawach artystycznych, człowiekiem niezmordowanej pracy na terenie malarstwa, teorji sztuki, kształcenia młodzieży, spraw społecznych, itd. [...] jako profesor zapominał Gerson o akademickich komunałach, pięknych linjach i poprawnej naturze. Przeciwnie - uczniom mówił o ścisłem studjowaniu natury i do niej zawsze odsyłał, nie narzucał im swoich ideałów, nie paczył talentów, dał każdemu zdrową podstawę, na której można było budować, co tam kto w sobie miał. Z pracowni jego wyszli ludzie tak do siebie nie podobni, jak Wyczółkowski, Chełmoński, Pankiewicz, Podkowiński, Piechowski i iluż innych!"14. O ile Józef Simmler (1823-1868), jeden z pionierów polskiego realizmu w malarstwie, przeniósł na grunt warszawski kulturę artystyczną Zachodu i wydobył ją z zaścianka, kontynuował Niewiadomski, o tyle Gerson był już tylko kontynuatorem tego nurtu. Niemniej w opinii Niewiadomskiego krytyka Gersona ze strony Stanisława Witkiewicza, którego zresztą Eligiusz cenił, była, jeśli nie mocno przesadzona, to na pewno niesprawiedliwa15. Owszem, zastygł w starych schematach, był odporny na nowe trendy w malarstwie, nie zdecydował się na malarstwo pejzażowe, które doskonale odczuwał. Gdyby tak zrobił, "zapewne by się doczekał pośmiertnego uznania i został sławą europejską, ale prawdopodobnie zanim by to nastąpiło, musiałby umrzeć z głodu, zejść ze świata jako zapomniany, bez wpływu i znaczenia artysta. Warszawa ówczesna nie miała potrzeby sztuki, nie miała opinii artystycznej żadnej, żadnych tradycji - nic... Aby żyć, musiał Gerson malować świętych do kościołów, a obrazy historyczne tworzył po części z zamiłowania szczerego, po części z apostolstwa, a także dla powagi i godności swego pędzla. Ale bowiem historyczne malarstwo było wówczas jedynem, o którem w ogóle się mówiło"16.

Było już niemal pewne, że Niewiadomski po liczącym niespełna rok stażu w szkole Gersona zdecyduje się na dalsze kształcenie w zakresie sztuk pięknych. Odkrył w sobie duszę malarską, czego pokłosiem były pierwsze artystyczne próbki oraz studia nad sztuką, malarstwem, rzeźbą i architekturą. Chcąc kontynuować studia artystyczne, Niewiadomski stanął przed wyborem uczelni. Brak liczących się w Królestwie Polskim szkół wyższych i instytucji naukowych, w tym uczelni artystycznej, likwidacja w 1869 roku Szkoły Głównej i powołanie w to miejsce rosyjskiego uniwersytetu w Warszawie o nędznym poziomie naukowym czy uruchomienie w Puławach całkowicie zrusyfikowanego Instytutu Rolniczo-Leśnego powodowały niemal masowy exodus młodzieży na inne uczelnie, najczęściej do Krakowa17. Galicja doby autonomii stwarzała również większe możliwości działalności polityczno-społecznej niż Królestwo Polskie. Funkcjonowały tutaj polskie uniwersytety, gimnazja, autonomiczne instytucje jak Sejm Krajowy, Wydział Krajowy, Rada Szkolna Krajowa, a także stronnictwa polityczne, instytucje kulturalne, oświatowe i gospodarcze, słowem - tętniło "życie polskie". Polacy zasiadali w wiedeńskim parlamencie, a nawet pełnili zaszczytny urząd premiera Austro-Węgier, choćby Alfred Józef Potocki (w latach 1870-1871) i Kazimierz Badeni (w latach 1895-1897). Studia w Krakowie stwarzały wreszcie okazję, by poznać wybitnych artystów: Wyspiańskiego, Rodakowskiego, Tetmajera, Matejkę, Chełmońskiego czy Gierymskiego. "Z biciem serca i z nabożeństwem mahometanina zbliżałem się do mojej Mekki - Krakowa" - pisał, nie kryjąc zachwytu, inny wybitny malarz, Julian Fałat, o stawianiu pierwszych kroków w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych18.

Kolejna kolonia polskich malarzy znajdowała się w Monachium, gdzie kształcili się w pracowniach artystów tej miary, co Hermann Anschütz, Karl von Piloty, Otto Seitz, Alexander von Wagner, Franz Adam, Alexander von Liezen-Mayer, Alexander Strähuber, Anton Ažbe. Wspomniany Fałat, przybywszy nad Izarę, tak charakteryzował środowisko polskich monachijczyków: "[...] w owych czasach studjujący na Akademji Polacy wyróżniali się w ogóle talentem wśród uczniów wszystkich narodowości i mieli tak ustaloną sławę, że każdy profesor przyjmował chętnie Polaków do swej szkoły. O hakatyzmie nie było jeszcze wówczas mowy. Polska kolonja malarska była bardzo liczna i obejmowała najwybitniejszych artystów ze wszystkich, jacy kiedykolwiek w Monachjum przebywali. Na czele ich stał Józef Brandt, potem szli inni, starsi, posiadający już sławę europejską i wspaniałe pracownie: Kozakiewicz, Streit, Kurella, Świeszewski, Szerner, Czachórski, Alfred Kowalski i Chełmiński, potem młodsi, pracujący we wspólnych pracowniach: Włodzimierz Łoś, Alchimowicz, Piechowski, Mroczkowski, Ajdukiewicz i Sidorowicz, wreszcie falanga najmłodszych, pracujących przeważnie jeszcze w Akademji lub po kilku w jednej pracowni: Antoni Piotrowski, Jan Owidzki, Leon Wyczółkowski, Stenzel, Krajewski, Papieski, Gottlieb i Wojciech Kossak. Trochę wcześniej, przed tym okresem, bawił w Monachjum Chełmoński, Adam Chmielowski [późniejszy Brat Albert] i - tylko w drodze powrotnej z Meranu - Stanisław Witkiewicz. Przelotnie tylko bawili w Monachjum: Urbański, Ryszard Okniński, Czajewicz i Kazimierz Pochwalski. W tym roku przybyli do Akademji jako nowi uczniowie: Teodor Axentowicz, Stanisław Lentz, Franciszek Ejsmond i Wacław Szymanowski. Józef Brandt, zwany Generałem, rezydujący ze swoim sztabem (Kowalski, Ajdukiewicz, Chełmoński) w arystokratycznej kawiarni Cafe Maxmilianeum darzony był szacunkiem i przyjaźnią regenta Luitpolda, który resztą otaczał sympatją wszystkich polskich artystów, pracujących samodzielnie, odwiedzał ich w pracowniach i zapraszał na obiady"19. Celami polskich artystów, choć rzadziej, były w tamtym czasie również Paryż, Rzym czy Düsseldorf.

Niewiadomski nie zdecydował się jednak na wyjazd ani do Krakowa, ani do Monachium. Paryż i Rzym wydawały się zbyt kosztowne, a Düsseldorf w przemysłowej Nadrenii - nieco peryferyjny. Wybór padł na Akademię Sztuk Pięknych w Petersburgu. Patryk Pleskot sugeruje, że mogły przeważyć względy praktyczne - krakowska uczelnia uzyskała prawa akademii dopiero w 1900 roku, kończąc studia w Petersburgu, zyskiwało się natomiast wyższe wykształcenie20. Myślę, że o wyborze Petersburga nie przesądziła jednak pragmatyka, a przynajmniej nie był to najważniejszy argument. Można przypuszczać, że do wyjazdu do Rosji Niewiadomskiego mogli przekonać jego nauczyciele: Gerson i Kamiński. Obaj bowiem byli absolwentami tej uczelni, a Gersonowi proponowano nawet profesurę w Petersburgu. Niewykluczone, że Eligiusz Niewiadomski radził się również starszego brata Romana, który nie tylko ukończył rosyjski instytut, lecz także doskonale orientował się w poziomie nauczania tamtejszych uczelni wyższych, a przede wszystkim w stosunkach panujących w Imperium Rosyjskim. Poza tym w Petersburgu podobnie jak w Monachium znajdowała się liczna polska kolonia, działały organizacje społeczne, oświatowe, pomocowe, kulturalne, gospodarcze. Miasto skupiało największą liczbę polskich studentów, dlatego powszechnie mówiono i pisano o tzw. polskim Petersburgu21.

Miasto było też atrakcyjne pod względem akademickim i kulturalnym. Nad Newą znajdowało się kilkanaście wyższych uczelni, w tym prestiżowe, z dużymi tradycjami, jak choćby Akademia Sztuk Pięknych, Akademia Medyko-Chirurgiczna, Instytut Inżynierów Komunikacji Lądowych i Wodnych, Uniwersytet Petersburski, Instytut Górniczy, Instytut Leśny, Instytut Technologiczny czy Instytut Pedagogiczny22. Wśród petersburskich studentów znajdowali się zarówno ci z Królestwa (głównie z Warszawy, Lublina, Łomży, Płocka), jak i absolwenci szkół zachodnich guberni Imperium Rosyjskiego. Petersburską Akademię Sztuk Pięknych ukończyło liczne grono polskich rzeźbiarzy, rytowników i malarzy wywodzących się zarówno z Królestwa, Ukrainy, jak i Ziem Zabranych, na przykład Karol i Rudolf Żukowscy, Konstanty Kukiewicz, Ignacy Szczedrowski, Kazimierz Jasiewicz, Kazimierz Jelski, Wincenty Smokowski, Walenty Wańkowicz, Ksawery Jan Kaniewski, Jan Chrucki, Antoni Oleszczyński, Tadeusz Gorecki, Bolesław Rusiecki, Wojciech Żamett, Aleksander Stankiewicz, Leonard Straszyński, Wiktor Brodzki, Gustaw Budkowski, Józef Brodowski, Franciszek Tegazz, Leon Malatyński, Karol Miller, Józef Mantzel, Stanisław Chlebowski, Apolinary Horawski, Józef Marszewski, Julian Bończa-Tomaszewski, Henryk Siemiradzki, Stanisław Witkiewicz. A przecież to niepełna lista. Inessa Swirida, historyczka sztuki, pracowniczka Instytutu Slawistyki Rosyjskiej Akademii Nauk, ustaliła, że tylko w trzech dekadach, od lat trzydziestych do pięćdziesiątych XIX wieku, petersburską akademię mogło ukończyć około sześćdziesięciu Polaków23, a Lija Skalska-Miecik szacuje, że łączna liczba studiujących tam Polaków to około stu osób24.

Założona w 1757 roku za przyzwoleniem carycy Elżbiety Akademia Sztuk Pięknych w Petersburgu należała do najstarszych tego typu uczelni w Cesarstwie Rosyjskim, a zarazem najbardziej prestiżowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Studiowali tutaj wybitni polscy artyści jak Henryk Siemiradzki, Wojciech Gerson, Konrad Krzyżanowski, Ferdynand Ruszczyc czy Stanisław Witkiewicz. Gdy na akademii uczył się Niewiadomski, jej prezesem był wielki książę Włodzimierz Aleksandrowicz Romanow, nie tylko generał i polityk, lecz także znawca malarstwa, mecenas sztuki i bibliofil. Niewiadomski przyjechał do Petersburga latem 1890 roku. Wśród polskich akademików w Akademii Sztuk Pięknych znajdowali się jeszcze między innymi Ferdynand Ruszczyc (1891-1897), Konstanty Wróblewski (1890-1897), Konrad Krzyżanowski (1892-1897), Edward Trojanowski (1892-1897), Józef Mańkowski (1890-1899), Aleksander Szturman (1890-1895), Stanisław Bohusz-Siestrzeńcewicz (1869-1927), Kazimierz Stabrowski (1869-929) i Benedykt Kubicki (1892-1897)25. Podejmując studia, Eligiusz musiał się wylegitymować świadectwem tzw. błagonadiożnosti, czyli "o zachowaniu" i lojalności politycznej. Absolwenci gimnazjów, kursów dodatkowych (na przykład szkół rysunku i malarstwa ukończonych z wyróżnieniem), stypendyści rządowi mogli studiować na koszt państwa, to znaczy opłacano im diety, podróż, pomagano w wynajęciu stancji, mieszkania, które najczęściej znajdowały się na Wyspie Wasylewskiej w delcie Newy, pomiędzy Newą i Małą Newą. Stypendium rządowe wynosiło około 540 rubli, ale student rozpoczynający naukę "na zagospodarowanie się" otrzymywał także jednorazową zapomogę w wysokości stu rubli. Niewiadomski, posiadający świadectwo lojalności, otrzymał takie stypendium, pomógł mu również brat Roman pracujący na rosyjskiej kolei. Dzięki temu nie musiał występować o wsparcie do polskich instytucji pomocowych, charytatywnych, na przykład powołanego w 1884 roku przez Karola Gartkiewicza (członka Rządzącego Senatu) i Hipolita Derewojedy (członka Izby Skarbowej w Petersburgu) Rzymskokatolickiego Towarzystwa Dobroczynności przy kościele św. Katarzyny, które udzielało uboższym akademikom zapomóg pieniężnych, pomagało w znalezieniu mieszkania (czasami współfinansowało opłatę czynszu), organizowało zbiórki żywności, ubrań, kupowało pędzle, farby i sztalugi26.

Każdy z nowo przyjętych uczniów petersburskiej akademii - bez względu na to, czy uczył się wcześniej rysunku i malarstwa - przez co najmniej dwa lata musiał rysować z odlewów gipsowych, najpierw z głów, następnie figur. Dopiero po ukończeniu tego kursu był uprawiony do kopiowania z obrazów bądź rysowania studiów z żywego modela. Posiadający odpowiednie i co najmniej nieprzeciętne przygotowanie artystyczne Niewiadomski został od razu przyjęty do klasy figur gipsowych, ale już w drugim półroczu roku szkolnego 1890/1891 jako wykazujący "bardzo dobre postępy" został przeniesiony do klasy studiów rysunku z natury. Należy zaznaczyć, że w momencie studiów Niewiadomskiego akademia przeżywała pewien regres. Jej atutem było dobre przygotowanie dydaktyczne uczniów i nauka warsztatu, ale system nauczania był przestarzały, a nauczyciele, jak choćby Pawieł Czistiakow, Carl Wenig, Wasilij Wierieszczagin i Bogdan (Gottfried) Willewalde, nie zajmowali jakiejś wyjątkowej pozycji w rosyjskiej sztuce tamtego czasu. Co więcej, w nauczaniu dominowało "naśladownictwo" i "kopiowanie", nie akceptowano indywidualnego podejścia i maniery artysty. Jan Skotnicki, który trafił do Petersburga już po reformie uczelni, pisał: "Można było nauczyć się malować, ale nigdy nie zostać artystą. Uczniowie dalej, jak za czasów klasycyzmu, malowali według recept tylko odmiennych27". Nie wolno było malować po swojemu, a zatem to, co było największą pochwałą na Zachodzie, w Petersburgu uważano za dziwactwo. "Tam [na Zachodzie] żądano przede wszystkim wykazania indywidualności, tutaj tylko naśladownictwa znanych i uznanych wzorów" - uważał Skotnicki28.

Niewiadomski miał to szczęście, że kształcił się wśród artystów światłych, otwartych zarówno na nowe trendy w sztuce, jak i dydaktyce, bo do takich należeli Ilja Riepin (1832-1898), Archip Kuindży (1841-1910), Iwan Szyszkin (1832-1898) i Władimir Makowski (1846-1920)29.

W pracowni Riepina, który wcześniej we Włoszech i Francji zetknął się z tamtejszą sztuką impresjonistyczną, Niewiadomski nauczył się używać światła i koloru. Riepin był nieprzeciętnym nauczycielem, dbającym o rozwój indywidualności uczniów, pozwalającym na samodzielne poszukiwania, odkrywanie artystycznej duszy, niezamykającym się w szablonowym dydaktyzmie. U Kuindżego Eligiusz doskonalił się w szkicach kompozycyjnych i malarstwie pejzażowym, u Makowskiego - w malarstwie rodzajowym. Wszyscy oni należeli do środowiska rosyjskich pieriedwiżników - grupy artystów zawiązanej jeszcze w 1870 roku. Oprócz wspomnianych malarzy jej członkami była cała plejada ówczesnych artystów rosyjskich, jak choćby Abram Archipow, Nikołaj Ge, Walerij Jakobi, Nikołaj Jaroszenko, Nikołaj Kasatkin, Iwan Kramskoj, Isaak Lewitan, Leonid Pasternak, Wasilij Polenow, Walentin Sierow i Apollinarij Wasniecow. Poza wytyczeniem nowych tendencji w sztuce pieriedwiżnicy domagali się zmian w programach nauczania, demokratyzacji uczelni, wolności twórczej etc.30

Niewiadomski, pozostając pod silnym wpływem pieriedwiżników, już w 1891 roku z kilkoma studentami rosyjskimi (na przykład Arkadijem Czumakowem i Arkadijem Ryłowem) i polskimi (między innymi Józefem Mańkowskim) gorąco popierał prace nad reformą przestarzałych programów nauczania. Innym problemem, którym zajęła się specjalna komisja powołana do wypracowania projektu modernizacji uczelni już w 1880 roku, był niski poziom nauczania i niedostateczne kwalifikacje kadry dydaktycznej. Co prawda przeważali sumienni dydaktycy, ale o niewielkich uzdolnieniach twórczych. W 1890 roku do komisji dołączono pieriedwiżników, najbardziej "radykalnych" rzeczników zmian, między innymi Riepina, Kuindżego, Szyszkina i Polenowa. Ostatecznie reformą z 1893 roku wprowadzono nowy statut uczelni, w myśl którego stawała się ona "wyższą instytucją państwową mającą na celu rozwój i krzewienie sztuki w Rosji". Stąd zmiana nazwy akademii na Wyższą Szkołę Artystyczną. Odtąd uczelnia miała już nie kształcić studentów od podstaw, ale przyjmować i doskonalić tych, którzy posiadają solidne przygotowanie artystyczne i wiedzę o sztuce. Słowem, indywidualności, które w przyszłości w malarstwie, rysunku i rzeźbie mogłyby osiągnąć więcej niż kształceni masowo rzemieślnicy. Dlatego zniesiono początkowe klasy odlewów gipsowych, które zastąpiono klasą rysunku i malarstwa z natury w pierwszym etapie studiów. Później student mógł wybrać pracownię kierowaną przez najwybitniejszych pedagogów, a przy tym uznanych już artystów malarzy. Po faktycznym wprowadzeniu reformy jesienią 1894 roku Rada Pedagogiczna Wyższej Szkoły Artystycznej była zmuszona do rewizji listy studentów, których umiejętności nie do końca odpowiadały nowym wyśrubowanym kryteriom. Niektórzy siłą rzeczy mieli kłopoty, choćby Konrad Krzyżanowski, którego ostatecznie pozostawiono w gronie studiujących31. Niewiadomski kończył wtedy studia, co więcej, o czym jeszcze będzie mowa, z niejednym wyróżnieniem. W każdym razie dzięki modernizacji szkoły rzeczywiście podniesiono poziom nauki, podstawiono na indywidualizm, doświadczenie, umiejętności, artystyczny kunszt, uzdolnienia i wiedzę, ale jednocześnie surowe kryteria przyjęcia sprawiły, że zmniejszyła się liczba studentów, a niektórzy jeszcze uczący się mieli kłopoty. Nie nastąpiła również oczekiwana przez pieriedwiżników pełna autentyczna demokratyzacja przy wyborze pracowni i mistrzów, trudno bowiem było pozbyć się trwającej przez dekady biurokratyzacji i formalizmu32. Reforma "wniosła bezsprzecznie wiele dobrego, ale nie zniszczyła martwoty" - oceniał Jan Skotnicki, który trafił do akademii w 1898 roku33.

Pobyt w Petersburgu był dla Niewiadomskiego także okazją do nawiązania kontaktów, uczestnictwa w życiu towarzyskim, społecznym i kulturalnym. Wiadomo, że przyjaźnił się z Józefem Mańkowskim, o czym po latach wspominał Henryk Piątkowski, polski malarz, grafik, literat i krytyk sztuki34. Sam Eligiusz wysoko również cenił warsztat Mańkowskiego. Pisał: "Studja jego były czemś niezwykłem, z podziwem przyglądali im się koledzy, a ze zgorszeniem profesorowie. Nagi model stawał się mozajką plam barwnych, często zupełnie czystych, tak jak wypłynęły z tubki... Te plamki zlewały się w harmonję o wielkim natężeniu tonów, dziwnej ich sile i przejrzystości. Wyznając zasadę naturalizmu i dążąc do prawdy, tworzył sztukę oryginalnie stylową w całem ujęciu formy. Późniejsza praca u profesora Kuindży, znakomitego artysty i pedagoga, jeszcze pogłębiła te dążenia i zmieniła formę stylu, nie zmieniając jego ducha. [...] Najważniejszą częścią tego [późniejszej twórczości Mańkowskiego - przyp. autora] był krajobraz miejski, a raczej światło łamiące się na murach budowli, parkanach, drzewach, parasolkach, wsiąkające w chmury i w błękity nieba. Po pięć i dziesięć razy powracał do jedynego motywu, tworząc warjanty niesłychanie kolorystyczne, malowane najczęściej akwarelą, szeroko jak Fałat, trzymane w oryginalnej, ciepłej gamie"35.

Pozostawał w mniej zażyłych stosunkach z innymi artystami kształcącymi się wówczas w Petersburgu: Konstantym Wróblewskim, Konradem Krzyżanowskim i Ferdynandem Ruszczycem. Ten ostatni w Dziennikach w detalach opisuje swój pobyt nad Newą, życie kulturalne miasta, charakteryzuje artystów, nauczycieli, o Niewiadomskim jednak nie wspomina ani słowem36. W pracowni Kuindżego Eligiusz poznał zapewne jego innych uczniów: Jakowa Browara (1864-1941), pejzażystę Łotysza Vilhelmsa Purv?tisa (1872-1945), Arkadija Ryłowa (1870-1939), Jewgienija Stolicę (1870-1929), Dmitrija Szczerbinowskiego (1867-1926), J?nisa Valtersa (Johanna Waltera, 1869-1932). Interesując się żywo malarstwem oraz historią sztuki, zapoznał się ze zbiorami muzealnymi i wystawami czasowymi organizowanymi w Ermitażu, gdzie mógł obejrzeć płótna Antoona van Dycka (1599-1641), Bartolomé Estébana Murilla (1617-1682), Diega Velázqueza (1599-1660), Petera Paula Rubensa (1577-1640), Henryka Siemiradzkiego (1843-1902), a w Galerii Tretiakowskiej dzieła artystów rosyjskich: Wasilija Surikowa (1848-1916), Fiodora Wasiljewa (1853-1873), Wasilija Polenowa (1844-1927), Iwana Ajwazowskiego, Wasilija Wereszczagina (1842-1904) czy też Iwana Kramskiego (1837-1887). W Rosji poznał zapewne Jana Ciąglińskiego (1858-1913), pejzażystę i portrecistę, prekursora rosyjskiego impresjonizmu, do którego pracowni przychodzili studenci. Być może dzięki protekcji brata Romana, inżyniera kolejnictwa, bywał u Bolesława Jałowieckiego (1846-1918), budowniczego Kolei Władykaukaskiej, który od 1886 roku kierował zakładami Aleksandrowskiej Kolei Mikołajewskiej, a od 1893 roku - Pierwszym Towarzystwem Kolei Podjazdowych w Rosji. Co ciekawe, jego żona Aniela z Witkiewiczów (1854-1918) była siostrą malarza, pisarza i krytyka Stanisława Witkiewicza.

W niektórych wzmiankach biograficznych o Niewiadomskim mowa również o jego udziale w życiu organizacji studenckich i publikacjach w prasie. Zwrócił na to uwagę choćby przywoływany już mecenas Kijeński, który wspominał, że podczas studiów Niewiadomski angażował się w działalność korporacji akademickich i organizacji studenckich - "W akademji był prezesem polskiej organizacji studentów, przejęty zawsze głęboko duchem narodowym i umiłowaniem Ojczyzny"37. Twierdził, że Eligiusz pisał również do liberalnych "Nowosti" krytyczne recenzje wystaw organizowanych w petersburskich muzeach i galeriach38. Potwierdził to zresztą i sam Niewiadomski, choć krótko i lakonicznie: "Jeszcze w Petersburgu napisałem parę artykułów i zamieściłem je w ówczesnym liberalnym dzienniku "Nowosti""39.

Prawdą jest, że w Petersburgu działały choćby Koło Młodzieży Polskiej (1888) czy Kasa Samopomocy Studentów Polskich (1890), ale trudno potwierdzić, czy Niewiadomski był zaangażowany w ich prace. Podobnie jest z powielanymi relacjami o jego publikacjach w prasie petersburskiej. Ani w wydawanym przez studentów wyższych uczelni periodyku "Nasze Życie" (od 1913 roku "Głos Młodych"), ani w prasie społeczno-kulturalnej jak "Isskustwo i Chudożestwiennaja Promyszlennost" (Искусство и художественная промышленность), "Siewier" (Север), "Żywopisnoje Obozrienije" [Живописное обозрение], "Pietierburgskaja Gazieta" [Петербургская газета], "Mir iskusstwa" [Мир искусства], ani w polskojęzycznym "Kraju", tygodniku wydawanym przez Włodzimierza Spasowicza i Erazma Piltza, próżno szukać tekstów podpisanych nazwiskiem Niewiadomskiego. Rzecz jasna nie oznacza to, że ich nie napisał, a następnie nie opublikował, ale ich identyfikacja sprawia problemy. Nie należy też wykluczyć, że podczas procesu Kijeński zamierzał ukazać nieco przekoloryzowany obraz artysty, dodajmy - utalentowanego, nie zaś jedynie "obłąkanego wariata", który dopuścił się zbrodni.

Zgoła odmienną relację o kształtowaniu się postawy i poglądów Niewiadomskiego przytacza w swoich wspomnieniach Ludwik Krzywicki, wybitny socjolog i teoretyk marksizmu. "Był to człowiek na wskroś nerwowy, nieestetycznego usposobienia, pożerany przez jakąś niemal niezdrową ambicję" - pisał o Niewiadomskim. "W Petersburgu, o ile można wnioskować z ubioru jego, sympatiami swymi ciążył ku nihilizmowi" - ciągnął. "Paradował jako sui generis nihilista: w murach Akademii Sztuk Pięknych chętnie posługiwał się wyrazami i zwrotami jędrnymi, w jakie obfituje język rosyjski. Wymyślał kolegom niekiedy publicznie od burżujów, a żarty jego miały często jeszcze inny odcień - erotyczny. Wszystko to trzymało się niejako na pograniczu, tak iż osoba, która mi o nim opowiadała, zaznaczyła, iż jego całe zachowanie można by scharakteryzować jednym z ulubionych jego zwrotów rosyjskich: "Choczet i kapitał priobriesti i czest' sochranit'"".40 Relacja Krzywickiego, dodajmy: nieskrywającego niechęci wobec Niewiadomskiego, aż się prosi o komentarz. Przede wszystkim nie poznał on osobiście Eligiusza w Petersburgu. Nie mógł. Po represjach po buncie młodzieży w 1883 roku przeciwko Apuchtinowi zerwał ze środowiskiem krusińszczyków - grupą młodzieży socjalistycznej na carskim uniwersytecie w Warszawie, zawiązaną przez innego socjologa, Stanisława Krusińskiego, i nielegalnie wyjechał do Krakowa, następnie jego emigracyjny szlak wiódł przez Lipsk, Berno, Zurych, Paryż, Londyn i Lwów. Na tej drodze nie było Petersburga. Co prawda Krzywicki przyznaje, że o Niewiadomskim usłyszał od znajomego, który przebywał w rosyjskiej stolicy, nie wiadomo jednak, kim był ów znajomy. Krzywicki odbył wiele rozmów na temat spisywanych przyczynków memuarystycznych ze Stanisławem Stempowskim, znanym działaczem społecznym i masonem, z tym że akurat on w 1892 roku został aresztowany i trafił do więzienia w Rydze, a następnie do 1896 roku pozostawał pod dozorem policyjnym w rodzinnym majątku Szebutyńce na Podolu41. Siłą rzeczy nie mógł więc osobiście poznać Niewiadomskiego, a jedynie o nim słyszeć. Musimy też mieć świadomość, że Krzywicki spisywał swoje memuary w latach trzydziestych, wykorzystując sporządzone wcześniej notatki i zapiski. Ich znaczna część ukazywała się w prasie jako refleksje wspomnieniowe, osobiste odniesienia do aktualnych wydarzeń i z innych okazji. Pod koniec drugiej wojny światowej Stanisław Stempowski ukrył segregatory ze wspomnieniami w piwnicy domu, w którym mieszkał. Po wojnie memuary odnalazł Stanisław Lorentz, historyk sztuki, ówczesny kierownik Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków, i niemal natychmiast rozpoczęto prace redakcyjne, by przygotować wspomnienia do druku. Krzywicki mógł mieć zatem już ugruntowany pogląd o Niewiadomskim, na który niemal na pewno rzutowały wydarzenia z grudnia 1922 roku. Na kartach swoich wspomnień w innych passusach nie zostawia na nim suchej nitki. Rysuje portret człowieka bez żadnych norm etycznych, oschłego, nerwowego, bezwzględnego, do granic pryncypialności broniącego swoich racji, wreszcie radykalnego i ogólnie nielubianego. Na koniec tego komentarza jeszcze dwa tropy, do których Krzywicki odwołuje się w przywołanym cytacie. Pisze bowiem o ekstrawaganckim ubiorze Niewiadomskiego, który miałby świadczyć o jego związkach z jakąś "nihilistyczną bohemą".

W panujących pod koniec XIX wieku trendach w modzie rosyjskiej, a szczególnie w kręgach tamtejszych artystów, obowiązywały dwa style. Tak zwany konwencjonalny, hołdujący estetyzmowi, charakteryzował się dobrze skrojonym i uszytym ubraniem z najlepszych gatunkowo materiałów, zharmonizowanym kolorystycznie, idealizującym ciało i osobowość zarazem. Obowiązywał na spotkaniach oficjalnych, salonach, w teatrach, czasami na wystawach sztuki. Jednocześnie, by podkreślić oryginalność, przełamać fason, malarze szukali nowatorstwa i oryginalności. Inaczej wiązali krawaty, dobierali kolorystyczne kamizelki, nosili koszule z ekstrawaganckimi kołnierzykami i niedopuszczalne na salonach nakrycia głowy (na przykład berety), czasami fryzury czy długi zarost42. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, tak jak w tym, że dziewiętnastowieczny literat - poeta posługiwał się laską w kształcie pastuszego kija, pozując w ten sposób na wędrującego rapsoda z czasów Homera, a czapka była znakiem rozpoznawczym Giuseppe Garibaldiego. Nie przypadkiem krzywo założony beret, sportretowany w 1902 roku przez Pabla Picassa, do dziś uchodzi za symbol ubioru malarzy z epoki fin de siécle'u. Innymi słowy, ubiór i związane z nim artefakty nierzadko świadczyły o ekstrawagancji, niebanalności, ekscentryzmie - synonimach, niemal kodach identyfikacyjnych człowieka tworzącego, mającego duchowy i żywy kontakt ze sztuką, pozwalających na odróżnienie od innych.

Druga kwestia to sugerowane przez Krzywickiego związki Niewiadomskiego ze środowiskiem nihilistów. Czy chodziło mu o "rozumnych egoistów" z kręgu Nikołaja Czernyszewskiego, "postępowych rewolucjonistów", narodnicką postępową inteligencję rosyjską?43 Czy może uległ czarowi nihilizmu zachodniego, kwestionującego już nie tylko wiedzę pewną, lecz także, a może przede wszystkim, cel, sens i znaczenie wartości życia, prawdy absolutne i wartości moralne? Być może - choć pamiętajmy, że Niewiadomski trafił w głąb Rosji nieco później. Dopasował się do panujących tam warunków i oczekiwań społecznych, a nie zaadaptował w pierwotnej formie. Pod nihilizmem, o którym pisał Krzywicki, mogła się kryć także młodopolska odpowiedź na pozytywizm, przebrzmiałe trendy w kulturze i życiu artystycznym. Ogólnej tendencji kryzysu cywilizacji towarzyszyły wówczas doświadczenie obumarcia systemów aksjologicznych, poczucie przewartościowania wartości, pesymizm, obowiązek sprzeciwu wobec nowoczesności - standaryzacji życia, technice, obyczajowości mieszczańskiej. Przejawem tego buntu był także ekstrawagancki ubiór artystów. W sztuce za Arturem Górskim domagano się wolności, prymatu indywidualizmu, zerwania ze sztuką zaangażowaną i obywatelskimi powinnościami44. Jednostkowe przeżycie miało przykryć wspólnotowe cele i ideały. W malarstwie tak charakterystyczne dla Niewiadomskiego głębokie barwy i kolory miały zostać odciążone przez półtony, zagęszczone barwy, motywy orientalne itp. W każdym razie nie wiadomo, co kryje się pod owym nihilizmem - niewykluczone, że był to jedynie użyty przez Krzywickiego chwyt retoryczny falsyfikujący postać Niewiadomskiego bądź celowy zabieg od niego odstręczający.

Do petersburskiego epizodu w życiu Niewiadomskiego nawiązał również Jan Skotnicki, znany malarz i pamiętnikarz, podobnie jak Eligiusz absolwent petersburskiej akademii. Studiował tam później, a więc nie mógł osobiście poznać Niewiadomskiego. Nastąpiło to już w wolnej Polsce. W każdym razie tak pisał o nim w swoich pamiętnikach: "[...] uważam tego człowieka za typowy produkt wychowania carskich szkół. Niewiadomski jak wielu wychowanków tych szkół, a szczególnie uniwersytetów, był przepojony duchem nielegalnej literatury końca zeszłego stulecia, mentalnością ówczesnych rosyjskich zamachowców i ich pryncypialnością. Ta pryncypialność była głównym źródłem jego radykalizmu"45. Skotnicki zeznawał także podczas procesu, rysując portret psychologiczny Niewiadomskiego: "Przypuszczam, że pobyt w Petersburgu był źródłem i powodem pewnej pryncypialności, prostolinijności, oschłości i ascetyzmu w stosunku do siebie, które jako w artyście kolidowały z sentymentalizmem i czułostkowością, jaką bezwzględnie miał. Mnie się zdaje, że to był wpływ atmosfery literackiej, a szczególnie studenckiej tych czasów petersburskich, których wpływ w kierunku pewnego nieuznawania etykiety w stosunku do władz, był bardzo akcentowany w życiu p. Niewiadomskiego. Pobyt w Petersburgu spowodował ten dualizm, wpłynął na to rozdwojenie charakteru człowieka i artysty, chcącego być suchym i rzeczowym"46. Zaraz później przyciśnięty do muru przez mecenasa Kijeńskiego Skotnicki mówił już o Niewiadomskim jako człowieku "nadzwyczajnie prawym", "bezwzględnie uczciwym", "bezinteresownym" i "ofiarnym". Poza tym, malując obraz życia studenckiego w Petersburgu na kartach swoich powojennych pamiętników, pisał, iż młodzież akademicka ogólnie była zdyscyplinowana, nie mieszała się do polityki, unikała radykalizmu, choć docierał do niej ferment rewolucyjny47. Mamy więc oczywistą sprzeczność. Inna sprawa, że Skotnicki napisał pamiętniki już po wojnie, a zatem ukazał w nich Niewiadomskiego nie tylko z kontaktów z lat 1919-1920, lecz przede wszystkim z okresu po morderstwie prezydenta Narutowicza, którego był świadkiem. Niewykluczone więc, że okiem domorosłego psychologa doszukiwał się źródeł radykalizmu, fundamentalizmu, skrajności czy, jak to określał, "pryncypialności" charakterystycznej dla dziewiętnastowiecznych rosyjskich terrorystów już we wczesnej młodości Niewiadomskiego. Wszystko jednak opierało się na domniemaniach. Niemniej w przytoczonych przekazach memuarystycznych zarówno Krzywickiego, jak i Skotnickiego można zauważyć kilka cech, które stanowią wspólny mianownik osobowości młodego Niewiadomskiego. Są to skrajny radykalizm, ideowa bezkompromisowość, indywidualizm (być może egocentryzm) i ambicja (dążenie do wybicia się ponad przeciętność, pragnienie twórczych osiągnięć, sukcesów).

Niewiadomski nieczęsto przyjeżdżał do Warszawy. Także dlatego że nowy program nauczania oprócz klasycznych zajęć na uczelni przewidywał samodzielną pracę artystów podczas przerwy wakacyjnej, którą przedłużono do 3,5 miesiąca (trwała od 1 maja do 15 września). Niemniej latem w 1891 roku Eligiusz odwiedził rodzinę. Podczas tego krótkiego pobytu znalazł swojego bodaj pierwszego ucznia. Spędzając wakacje w Woli Pękoszewskiej, trafił do dworu Jana Górskiego i Marii hr. Łubieńskiej-Górskiej, gdzie nauczał rysunku ich wówczas niespełna trzynastoletnią córkę, Pię Marię Górską (1878-1974), późniejszą znaną polską malarkę, pisarkę i działaczkę społeczną, organizatorkę ochronek i przedszkoli dla dzieci z ubogich warszawskich rodzin. W Woli Pękoszewskiej Niewiadomski poznał także braci Pii - Konstantego Mariana Marię Górskiego (1862-1909), człowieka wielu talentów, wybitnego krytyka literatury i sztuki, poetę, historyka i pisarza, oraz Ludwika Górskiego (1867-1931), w późniejszych latach znanego polityka konserwatywnego, członka Tymczasowej Rady Stanu. W wydanych drukiem w 1956 roku pamiętnikach Górska nie wspomina o naukach rysunku pobieranych u Niewiadomskiego. Trzeba jednak pamiętać, że nie pisała wszystkiego, co przyznała później w korespondencji z Krzysztofem Górskim. Może chciała ukryć, że jej nauczycielem był okryty niesławą zabójca pierwszego polskiego prezydenta? W każdym razie napisała jedynie, że rysunku uczyła się już wcześniej (nie podając nazwiska swojego pierwszego nauczyciela), zanim trafiła pod skrzydła Feliksa Cichockiego, Józefa Rapackiego i Sylweriusza Saskiego48. Talent malarski rozwinęła jednak dopiero pod opieką Józefa Chełmońskiego, który zakupił majątek Kaklówka niedaleko Woli Pękoszewskiej i często bywał w dworku Górskich. To on, artysta o ugruntowanej już pozycji, miał przekonać Górską do malarstwa pejzażowego49. Co ciekawe, także Maria z Łubieńskich Górska nie wspomina w Dziennikach ani o pobycie Niewiadomskiego, ani o korepetycjach z rysunku udzielanych córce. Być może więc jego rola w kształtowaniu duszy artystycznej Pii Górskiej nie była aż tak znacząca, jak mogłoby się wydawać50. Ale także, co trzeba przyznać, Niewiadomski nie zwrócił większej uwagi na późniejszy talent Górskiej. Najpewniej był to jedynie epizod w jego bogatej biografii.

Bez wątpienia Niewiadomski należał do studentów wyróżniających się, jeśli nie do najzdolniejszych. Posiadał nie tylko wyrobiony warsztat, zmysł artystyczny, lecz także rozległą wiedzę na temat historii sztuki i jej współczesnych trendów europejskich. Z zachowanej dokumentacji i korespondencji z czasów jego pobytu w Petersburgu, którą częściowo przewertowała Lija Skalska-Miecik, wynika, że w 1892 i 1893 roku otrzymał mały medal srebrny, a w 1894 roku - duży medal srebrny. W listopadzie 1892 roku petersburski "Kraj" w "Kronice Tygodniowej" relacjonował: "Na odbytym w dn. 4 b.m. akcie dorocznym uroczystym w cesarskiej akademji sztuk pięknych w Petersburgu nagrodzeni zostali następujący jej wychowańcy - Polacy: na wydziale architektonicznym tytułem architekta 3 stopnia pp. Julian Wasiutyński za projekt maneżu ze stajniami, Karol Aquilino medalem wielkim srebrnym za projekt kościoła katolickiego dla społeczności miasta; medalem małym srebrnym: pp. Józef Dobrosławski i inżynier cywilny Józef Padlewski za projekty kościoła katolickiego. Na wydziale malarstwa otrzymali medal wielki srebrny p. Stabrowski, medale srebrne: pp. Eligjusz Niewiadomski i St. Siestrzencewicz"51.

W 1892 roku Niewiadomski uzyskał również stypendium w wysokości trzystu rubli rocznie, które pobierał do czasu ukończenia studiów w 1894 roku. Od 1893 roku tworzył już we własnej pracowni, ale nie zachowały się prace z tego okresu. W dokumentacji archiwalnej nie ma również katalogu czy inwentarza. Wiadomo jedynie, że właśnie w 1893 roku zdecydował się ubiegać o tytuł artysty i przystąpić do pracy nad obrazem konkursowym. W latach 1893-1894 Niewiadomski uczęszczał również na działające przy Akademii Kursy Pedagogiczne, które ukończył i zdobył prawo do nauczania rysunku w szkołach średnich, a następnie zakończył tzw. akademicki kurs naukowy z rysunku, anatomii i perspektywy oraz historii sztuki. Zwieńczeniem pracy artystycznej był pierwszy znaczący, jak się okazało, obraz O zmroku (inaczej: Centaury w lesie, Rodzina centaurów, Centaury w puszczy, Zmrok, O zmierzchu), za który 17 listopada 1894 roku Rada Profesorów przyznała Niewiadomskiemu wielki złoty medal i honorowy tytuł kłassnyj chudożnik I stopnia (za wstęp do obrazu dyplomowego można uznać szkice pejzażowe z Finlandii)52. Należy zaznaczyć, że była to bodaj jedna z niewielu sytuacji, kiedy po zaledwie czterech latach nauki student uzyskał takie wyróżnienie. Pamiętajmy, że nauka w petersburskiej akademii trwała zazwyczaj sześć, siedem lat. Trzeba też wyjaśnić, że tzw. małe złote medale nie były limitowane, natomiast wielkie zgodnie ze statutem i regulaminem studiów przyznawano tylko po jednym na każdym wydziale z zaznaczeniem, że Rada Profesorów uznała dzieło artysty za wybitne53. W krakowskim "Czasie" można było przeczytać: "Na ostatnim konkursie w wyższej szkole przy akademii sztuk pięknych w Petersburgu otrzymał na wydziale malarskim Eligjusz Niewiadomski, uczeń prof. Gersona, za obraz Centaury w puszczy - stopień mistrza I klasy z pominięciem stopnia drugiego, o który się właściwie ubiegał. [...] Konkurs tegoroczny odbył się na nowych zasadach, malarze bowiem opracowywali własne swoje tematy, a nie narzucone, jak to się działo dawniej. Po raz pierwszy wśród innych byli sędziami malarze: Riepin, Makowski i Szyszkin"54. Z okresu petersburskiego pochodzą też Akty kobiece (inaczej: Akt kobiety leżącej, Studia kobiety), najprawdopodobniej z 1891 roku, być może tożsame ze Studiami nagiej kobiety na tle gobelinów, które w 1894 roku wystawiono w Petersburgu.

Jakiś czas temu w kolekcji prywatnej odnalazł się autoportret Niewiadomskiego z okresu petersburskiego55. Wystawił go i sprzedał warszawski Dom Aukcyjny Polswiss Art za trzydzieści tysięcy złotych. W katalogu aukcyjnym można przeczytać: "W oferowanym autoportrecie Niewiadomski przedstawił siebie siedzącego w fotelu w bliżej nieokreślonej przestrzeni. Zwrócony w kierunku malowanego obrazu, z kasetą farb opartą na krześle, artysta trzyma w prawej dłoni paletę, w lewej zaś pędzel. Jego wzrok skierowany jest na płótno. Fotograficzna w swym ujęciu kompozycja zdumiewa równie fotograficznie oddanymi szczegółami, jak binokle na nosie młodego malarza czy rzeźbione nogi i oparcie fotela. Z drugiej strony całość potraktowana jest lekką plamą barwną, ze swobodą artysty pewnego swoich umiejętności. Szczególnie interesujący jest sposób zastosowania światła, które wydobywa portretowanego z nieokreślonej niczym przestrzeni, w której się znajduje. [...] Oferowany autoportret, utrzymany w bardziej realistycznej konwencji, dowodzi istotnego talentu dwudziestoczteroletniego Niewiadomskiego i rzuca zupełnie nowe światło na odkrywaną dziś na nowo spuściznę tego artysty"56.

Obrazy Niewiadomskiego i innych uczniów akademii, w tym Kazimierza Stabrowskiego, pokazano na corocznej petersburskiej wystawie konkursowej w 1894 roku, co nie umknęło ówczesnej prasie. Dziennikarz Lucjan Uziembło zamieścił na łamach "Tygodnika Ilustrowanego" obszerną relację z tego wydarzenia. Czytamy tam między innymi: "Przed kilku tygodniami podwoje Akademii Sztuk Pięknych po jej zreformowaniu rozwarły się po raz pierwszy przed publicznością tutejszą. W roku bieżącym czekano otwarcia wystawy dorocznej z większą niż zazwyczaj niecierpliwością - nasuwało się bowiem pytanie, o ile korzystnie wpłynęła niedawno dokonana reforma w Akademii na rozwój i kierunek malarstwa ruskiego. Wystawa nie daje na to wyraźnej odpowiedzi, zaznaczając wszakże lekki zwrot ku impresyonizmowi. Składa się z dwóch części: pierwszą zajmują obrazy akademików, profesorów, drugą - prace uczniów Akademii, którzy się ubiegali o nagrody konkursowe. Druga część jest stanowczo bardziej zajmująca. Znajdujemy w niej płótna grzeszące poniekąd niedokładnością rysunku, czasem nieszczególnym kolorytem, ale pełne fantazyi, artyzmu, tchnące życiem, świadczące o rodzących się talentach i młodzieńczym zapale. W roku bieżącym młodych artystów nie krępowały wcale narzucane dawniej tematy - mogli tworzyć, wznosić się ponad utarte drogi, nic więc dziwnego, że wystawa obfituje w pomysły. P. El. Niewiadomski, uczeń profesora W. Gersona, wystąpił ze wspaniałym obrazem pt. Zmrok. Na polance, w dziewiczym lesie, do którego słońce rzadko się dostaje, zaniepokojona czemś rodzina centaurów trwożliwie spogląda w ciemne gąszcze. Matka otula ramieniem swe dziecię, ojciec zaś gotuje się do obrony, zamierza piersią osłonić matkę i dziecko. Obraz sprawia potężne wrażenie. Półnagie ciała centaurów, wybornie odmalowane, odbijają mocno od tła ciemnego boru; niepokój, trwoga bije z ich twarzy, widać, że coś niezwykłego zaalarmowało rodzinę bohaterów. Za ten obraz p. El. Niewiadomski otrzymał stopień malarza klasy I-ej. Dwa inne studya tegoż artysty przedstawiające stojącą na tle gobelinów nagą kobietę odznaczają się wybornym kolorytem lecz grzeszą niedokładnością rysunku"57.

Dwutygodnik naukowy, literacki i artystyczny "Niwa" uznał Niewiadomskiego i Stabrowskiego za talenty niemal samorodne, nieprzeciętne, których prace wykraczały poza akademickie trendy58. Odwiedziwszy jeszcze wcześniej pracownię Niewiadomskiego, Arkadij Ryłow wspominał o "wspaniałym malarzu", którego miał okazję poznać, a znana malarka Anna Ostroumowa-Lebiediewa nie kryła zachwytu nad jego dziełem O zmroku59. Jeszcze kilka lat po wspomnianej wystawie jeden z krytyków sztuki tak pisał na łamach petersburskiego pisma "Siewier": "Pod wpływem nadchodzących reform życie artystyczne pulsowało szczególnie żywym rytmem, zaś idea "nastrojowości", nie krępowana już rygorami akademickiego szablonu, znalazła szerokie odbicie w pracach Niewiadomskiego, Stabrowskiego i Schmidta. Dzieła tych trzech artystów stały się odbiciem dążeń całej ówczesnej młodzieży [...]; wydawało się, że właśnie oni będą prawdziwymi filarami sztuki rosyjskiej"60.

Trudno dziś ocenić rzeczywiste walory artystyczne i formalne pierwszych dzieł Niewiadomskiego. Nie piszę tego tylko w celu usprawiedliwienia swojej niekompetencji w dziedzinie krytyki sztuki. Owszem, nie mam specjalistycznego wykształcenia, jestem jedynie historykiem, niemniej posiadam choćby intuicyjne, ogólnohumanistyczne rozumienie i odczuwanie sztuki. Podobnie sądzą także znawcy. Również z tego powodu, że dzieła Niewiadomskiego z okresu petersburskiego prawie się nie zachowały, znamy je jedynie z odbitek i reprodukcji. Przywołana już Lija Skalska-Miecik uważa, że jego malarstwo już na wczesnym etapie twórczości wymykało się ze sztywnego dydaktyzmu "kamiennego wieku" w rosyjskiej sztuce, wydawało się świeże i nowatorskie. Nie bez racji twierdzi, że dążeniem do nastrojowości, grą kolorów nawiązywało, świadomie bądź nie, do modnego wówczas malarstwa Arnolda Böcklina (1827-1901)61. Ten artysta, z pochodzenia Szwajcar, był nie tylko malarzem, lecz także rzeźbiarzem, grafikiem i projektantem, najpierw tworzył w nurcie neoromantyzmu, a następnie autorskiego symbolizmu. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Düsseldorfie, po czym odbył wiele podróży studyjnych, odwiedzając Brukselę, Antwerpię, Genewę, Paryż, Monachium, Rzym, Neapol, Florencję czy Weimar. Malował głównie nastrojowe pejzaże nawiązujące symboliką do mitologii i fantastyki, o przytłumionych kolorach, w późniejszym etapie twórczości już rozjaśnione, zawierające mnóstwo wieloznacznych aluzji, przenośni, nadających jego dziełom odmienne rysy od typowych dla akademizmu i naturalizmu francuskiego końca XIX wieku62. Tą niejednoznacznością i niedopowiedzeniem, grą kolorem, a jednocześnie wykorzystywanymi motywami Niewiadomski był bliski odczuwaniu Böcklina.

Po ukończeniu petersburskiej akademii Niewiadomski jeszcze jakiś czas utrzymywał kontakt z tamtejszym środowiskiem artystycznym. W 1895 roku prowadził własną pracownię malarską. Jego obraz Cisza leśna (inaczej: W lesie, Cisza w lesie, Krajobraz, Las) z 1896 roku został zakupiony przez akademię (wcześniej pokazano go w Petersburgu), w 1896 roku wystawiono go w Salonie Paryskim, a następnie na corocznej Wystawie Wiosennej Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, później znalazł się w Galerii Obrazów w Muzeum Sztuki w Taganrogu, otwartej w 1896 roku63. Na tej samej wystawie pokazano jeszcze trzy inne dzieła Niewiadomskiego: Portret doży, Z Bretanii i Las w słońcu. W 1898 roku dwa jego dzieła znalazły się w Petersburgu obok prac między innymi Siemiradzkiego, Brandta, Miłosza Kotarbińskiego, Ciąglińskiego, Stabrowskiego i Ruszczyca. Mowa o Akcie kobiecym i Portrecie64.

Gdy Niewiadomski był już w Warszawie, w petersburskiej akademii wybuchł konflikt między Konradem Krzyżanowskim a rektorem, który rzekomo miał zostać znieważony przez Krzyżanowskiego. Podłoże sporu było jednak szersze. Po wspomnianej już reformie z uczelni wydalano dziesiątki uczniów, zwłaszcza tych mniej uzdolnionych, co nieraz wywoływało liczne protesty. Na zebraniu studentów w lutym 1897 roku w obecności Kuindżego postanowiono, że jeśli rektor nie przeprosi Krzyżanowskiego, młodzież ogłosi strajk. W efekcie decyzją ówczesnego prezydenta akademii wielkiego księcia Włodzimierza Aleksandrowicza Romanowa Kuindży, który miał się solidaryzować ze studentami, znalazł się w dwudziestoczterogodzinnym areszcie domowym, a następnie został pozbawiony stanowiska profesora, wszystkich jego uczniów zaś wydalono karnie z uczelni, ale z możliwością kontynuowania nauki od nowego roku akademickiego. Pracownię po nim objął Kisieliow - malarz o lichych możliwościach twórczych i przeciętnych umiejętnościach pedagogicznych. Wówczas wśród licznych uczniów Kuindżego, którzy stanęli w jego obronie, wysyłając apel do władz uczelni, znalazł się również Niewiadomski65.

Jak wynika z zachowanej dokumentacji, w tym korespondencji z wiceprezydentem akademii Iwanem hr. Tołstojem, od kwietnia 1895 do września roku następnego Niewiadomski miał przebywać w Paryżu, doskonaląc swój warsztat artystyczny, poznając kulturę Zachodu, uczestnicząc w tamtejszym życiu kulturalnym. Najprawdopodobniej uzyskał referencje od Riepina, Kuindżego i Makowskiego, a sam pobyt współfinansował jego brat Roman. Eligiusz trafił do stolicy europejskiej kultury, a także kraju targanego wewnętrznymi tąpnięciami, które rozpoczęła rewolucja 1789 roku. Proklamowana we wrześniu 1870 roku III Republika Francuska poniosła klęskę w wojnie z Prusami, z którą nigdy się nie pogodzono. Wywoływała ona pragnienie rewanżu, odwetu, poczucie narodowej krzywdy, przez lata wzmagała niechęć wobec Niemców. Krótko potem we Francji rozlała się wojna domowa - tzw. Komuna Paryska (18 marca-28 maja 1871 roku), która raz na zawsze wybiła Francuzom z głowy marzenia o restauracji monarchii. Dla wielu była ostatnią nowoczesną rewolucją romantyczną, dla socjalistów i komunistów - wprawką do wprowadzenia dyktatury proletariatu, dla anarchistów - praktycznym doświadczeniem w likwidowaniu państwa w ogóle66.

Prezydentem III Republiki został Adolphe Thiers, ten sam, który jeszcze nie tak dawno tłumił ruch rewolucyjny - "okrutny karzeł" znienawidzony przez paryską ulicę67. Reformy rozpoczęte po zrywie komunardów w obawie przed kolejną rewoltą z dekady na dekadę szły coraz dalej. W 1875 roku uchwalono nową konstytucję, hymnem państwowym stała się wzgardzana przez prawicę Marsylianka, dzień zdobycia Bastylii (14 lipca) na stałe wpisano do kalendarza świąt państwowych. Swoistym exemplum rozwoju państwa miały być organizowane od 1889 roku wystawy światowe. Nietrudno zauważyć, że pierwsza tego typu impreza odbyła się nad Sekwaną dokładnie w stulecie Wielkiej Rewolucji Francuskiej. Wśród republikańskiej lewicy, socjalistów, komunistów, słowem "postępowców" rósł antyklerykalizm, chęć szybkiej laicyzacji państwa. Dla nowoczesnej Francji Kościół, który do nie dawna jeszcze był podporą ancien régime'u, pozostawał bastionem wstecznictwa i przesądów. "Katolicyzm jest śmiercią republiki. Republika to śmierć dla katolicyzmu" - pisał Jules Michelet, francuski historyk, pisarz i filozof, a także sympatyk sprawy polskiej, przyjaciel Polski i Polaków68. Wtórowali mu poczytni pisarze - Alexandre Dumas i Victor Hugo, przedstawiający w swoich powieściach duchownych, księży i zakonników jako antypatycznych, chciwych, niegodziwych, zakłamanych i próżnych antybohaterów. Powszechnie domagano się zerwania stosunków z papiestwem, zniesienia konkordatu, rozdziału Kościoła od państwa i odebrania mu majątku, całkowitego zeświecczenia oświaty, likwidacji zakonów.

Krucjata przeciwko Kościołowi przybierała na sile z roku na rok. Bodaj do pierwszej konfrontacji doszło, kiedy zwolennik Georges'a Benjamina Clemenceau zamordował Jules'a Ferry'ego (1832-1893), antyklerykalnego ministra oświaty i dwukrotnego premiera, autora prawa o obowiązkowym, powszechnym i laickim szkolnictwie. Odtąd nowoczesna szkoła, wzór dla innych państw europejskich, miała być wolna światopoglądowo i niekonfesyjna, a uniwersytety katolickie miały stracić swój status69.

Kulminacja nastąpiła w momencie słynnej afery Dreyfusa. Francja wówczas pękła i podzieliła się na dwa zwalczające się obozy dreyfusards i antidreyfusards. Przypomnijmy - Alfred Dreyfus, oficer armii francuskiej pochodzenia żydowskiego, syn bogatego fabrykanta z Alzacji, został oskarżony o zdradę na rzecz Niemiec. Koronnym dowodem w sprawie miał się okazać rękopis pisma do niemieckiej ambasady, którego rzekome autorstwo przypisywano Dreyfusowi. W procesie poszlakowym na podstawie sfałszowanych dowodów wyrokiem sądu wojskowego oficer został skazany na dożywotni pobyt w obozie karnym na Wyspie Diabelskiej w Gujanie Francuskiej. Sprawa Dreyfusa roznieciła ukryte resentymenty, Francja podzieliła się chyba jak nigdy. Przycichły nieco echa poprzednich afer, choćby bankructwa banku Union Générale (1885) czy panamskiej (1893), chociaż obie były nasycone antysemicką retoryką i oskarżeniami o hegemonię "żydowskiego syndykatu finansowego", znajdującego się pod przemożnym wpływem rodziny Rothschildów.

Po obu stronach zaangażowali się prawnicy, urzędnicy, inteligencja, artyści i studenci. Nastroje paryskiej ulicy zaostrzały się niemal z dnia na dzień. "Żyd, szpieg na rzecz Niemiec, to przy silnej wówczas ksenofobji przeciętnej opinji wystarczy. Ulica jest przeciw Dreyfusowi. Wygwizduje jego zwolenników, znieważa go, ba, dochodzi nawet do brutalnego targnięcia się na prezydenta Loubeta" - pisał po latach Kazimierz Wyka, historyk i krytyk literacki70. Policja musiała tłumić starcia nacjonalistów i antysemitów z lewicą oraz republikanami. Niszczono mienie żydowskie, wybijano witryny sklepów, zakładów usługowych, próbowano włamywać się do mieszkań prywatnych. Przeciwnicy Dreyfusa domagali się sprawiedliwości - "śmierci dla zdrajcy, śmierci dla Judasza i Żydów"71. Przebywający we Francji Teodor Herzl, pionier i ideolog syjonizmu, naoczny świadek zachodzących wydarzeń, pisał po latach: "Jakby to dziś jeszcze było, widzę oskarżonego w ciemnym mundurze artylerzysty i słyszę jego głos: Alfred Dreyfus, kapitan artylerii. W uszach moich brzmią jeszcze wściekłe okrzyki tłumu, zebranego na ulicy: śmierć Dreyfusowi, śmierć wszystkim Żydom!"72. W dziennikach dzielił się refleksją na temat obojętności i apatii ludu paryskiego: "W Paryżu [...] przede wszystkim poznałem pustkę i jałowość prób walki z antysemityzmem"73.

Siłą rzeczy popularna była napisana w 1886 roku przez Édouarda Adolphe'a Drumonta książka La France juive ("Żydowska Francja"), ukazująca nie tylko sfalsyfikowany stereotyp Żyda, lecz także wszechobecny spisek żydowski zawiązany przy współudziale wszelkiej maści zwolenników lewicy i masonów. Rehabilitowała ona ukryty gdzieś na dnie francuskiej tożsamości ideał "czystości". Cztery lata później Drumont założył Ligue antisémitique de France i na wskroś antysemickie, lecz niezwykle poczytne pismo "La Libre Parole" ("Wolne Słowo") z podtytułem "Francja dla Francuzów", a w 1891 roku wydał głośny Testament d'un antisémite ("Testament antysemity").

Na rynku prasowym jak grzyby po deszczu pojawiały się kolejne mniejsze i większe antysemickie bądź antyjudaistyczne pisemka, jak choćby "L'Anti-juift" ("Antyżyd") czy "La Croix" ("Krzyż"). Republikańska wolność stojąca na fundamentach nowego państwa pozwalała lżyć, obrzucać błotem, znieważać. Zezwalała na nienawiść. Dreyfus, a raczej jego sprawa, wydobył tylko uczucia i emocje części Francuzów. W kwietniu 1898 roku część środowiska antidreyfusards o przekonaniach nacjonalistyczno-republikańskich zawiązała Komitet Action Française (Comité d'A.F.), który stał się początkiem ruchu ideowo-politycznego odwołującego się do integralnego nacjonalizmu74.

Po drugiej stronie budziły się szeregi republikańskiej, demokratycznej i postępowej inteligencji. Swoistą legendą obrósł już protest Emila Zoli, jeśli nie najwybitniejszego pisarza francuskiego końca wieku, to już z pewnością posiadającego niekwestionowany autorytet. Najpierw w cyklu artykułów na łamach "Le Figaro" obnażał on francuski antysemityzm, szowinizm, ostrzegał przed zatruciem już i tak mocno "niegodnego" klimatu społecznego. Wreszcie 13 stycznia 1898 roku w specjalnym numerze wcale nie prestiżowego pisma "L'Aurore" ("Świt"), wydanym w trzystu egzemplarzach, opublikował J'Accuse...! ("Oskarżam...!") - list otwarty do prezydenta Republiki Francuskiej Félixa Faure'a.

Nie tylko ujawnił on w nim całą aferę, fałszerstwo dowodu koronnego, lecz także obszernie pisał o powszechnym antysemityzmie, inercji stosunków społecznych, słowem: o kryzysie Republiki Francuskiej75. Z Zolą solidaryzowały się tysiące francuskich i europejskich intelektualistów, od Anatola France'a przez Guillaume'a Apollinaire'a, Claude'a Moneta po Marcela Prousta. W obronę Dreyfusa, wolności, równości, a przede wszystkim praw człowieka i obywatela angażowali się politycy, dziennikarze, uczeni, artyści: Léon Blum, Lucien Herr, Gabriel Monod, Émile Duclaux, Charles Péguy, Joseph Reinach, August Scheurer-Kestner, Louis Leblois, Georges Clemenceau, Henri Poincaré, Émile Loubet, Francis Dehault de Pressensé, Jean Casimir-Perier, Ludovic Trarieux, Pierre Waldeck-Rousseau czy Adrien Hébrard i wielu innych76. W 1898 roku niektórzy włączyli się w organizację Francuskiej Ligi Obrony Praw Człowieka i Obywatela (Ligue française pour la défense des droits de l'Homme et du citoyen), najważniejsze są bowiem: "Obywatel, Republika, Francja"77. Po latach wspomniany już Kazimierz Wyka pisał: "Wokół człowieka tego [Dreyfusa - przyp. autora] rozegrał się jeden z najbardziej pasjonujących dramatów sprawiedliwości i myśli narodowej, jakie w ogóle - nie jest to przesadą - zna historja ludzkości. W "czasach dreyfusowskich" (określenie Jerzego Sorela) Francja podzieliła się na dwa obozy. Zwolenników i przeciwników Dreyfusa (dreyfusards et antidreyfusards). Linja podziału była nieubłagana: rozdzielała wczorajszych przyjaciół, przebiegała między rodzinami. [...] Najszczersi zwolennicy Dreyfusa nie tyle może o niego walczyli, ile o znieważone prawo i prawdę. Sprawiedliwość została naruszona, prawda dla doraźnych potrzeb naciągnięta. A "prawda określa słuszność", wedle sokratesowskiej maksymy, którą Daniel Halévy, wskaże jako hasło etyczne dreyfusizmu. Oburzenie więc i opór przeciw nagięciu prawdy, złamaniu prawa, w rezultacie konieczność rehabilitacji. [...] Spór był tragiczny, bo zmierzyły się dwie równe słuszności, a zwycięstwo i sprawiedliwość przyjść mogły tylko za klęską jednej z nich. Więc ważyły się serca i mózgi i sprawa, która od strony wypadków zewnętrznych była nieraz płaska i podła, od tej strony zdumiewa wysokością moralną. Dreyfus był tylko pretekstem, rzecz nie szła o skrzywdzonego oficera, lecz o spór, gdzie los tej właśnie jednostki był tylko symbolem. Oznaczał tylko skrzywdzoną jednostkę w obliczu wielkich potrzeb zbiorowości, słuszności więc były równe. Francja ówczesna przeważyła jednak szalę na stronę potrzeb jednostki, na stronę sprawiedliwości i prawdy. [...] Tak oto wokół niewinnie skazanego oficera splątały się namiętności i myśli. Od człowieka ulicy, wygwizdującego Zolę, po szczyty kulturalne Francji cały naród stanął do walki o sprawiedliwość. Walka była namiętna i twarda, oczyściły się w niej serca, wzmocniła zwycięska Republika, obwarowali swe pozycje przeciwnicy. W atmosferze moralnej tych lat wytworzyło się wiele ożywczego ozonu"78.

Niewiadomski znalazł się w Paryżu w momencie, kiedy sprawa Dreyfusa dopiero wychodziła na światło dzienne i powoli stawała się tematem dla francuskiej opinii publicznej. Nie wiadomo jednak, jaki był jego stosunek do niej. Po stronie której Francji stanął? Biorąc po uwagę jego późniejsze poglądy - zdeklarowany nacjonalizm i antysemityzm - mógł należeć do obozu antidreyfusards. Ale niekoniecznie. Pewnym tropem mogą być zeznania w procesie o zabójstwo Narutowicza. Niewiadomski przyznawał wówczas, że pobyt w Paryżu zbliżył go do socjalizmu. Twierdził: "W młodości socjalizm był dla mnie ideą sympatyczną i bliską. Będąc w Paryżu [...] prenumerowałem "Przedświt" londyński, czytałem stale "La Petite République", chodziłem na konferencje ludowe itd. Z czasem, kiedy złapałem parokrotnie moje pismo na zbyt grubych kłamstwach, zbudziła się moja czujność. Zarazem czytając "Przedświt" londyński, zrozumiałem jego jałowość i prawdziwą stronę pomysłów tych rozbitków emigracji socjalistycznej"79. Jeśli rzeczywiście czytywał "La Petite République", to siłą rzeczy musiały przekonywać go poglądy Alexandre'a Milleranda, Jules'a Guesde'a, Alfreda Léona Gérault-Richarda czy Jeana Jaur?sa, francuskich postępowych socjalistów, a w przypadku Jaur?sa możemy nawet mówić o zdeklarowanym antyklerykale (na bieżąco też relacjonował sprawę Dreyfusa w "La Petite République", był również jednym z jego obrońców). Z kolei "Przedświt", początkowo wydawany w Genewie przez działaczy i sympatyków Socjalno-Rewolucyjnej Partii "Proletariat", między innymi Stanisława Mendelsona, Szymona Diksztajna i Witolda Piekarskiego, po utworzeniu na zjeździe w Paryżu w 1892 roku Polskiej Partii Socjalistycznej, a właściwie Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich, został jego organem prasowym. Nie wchodząc głęboko w ówczesny program PPS (Szkic programu Polskiej Partii Socjalistycznej z 1892 roku), można powiedzieć, że było to ugrupowanie łączące klasyczne idee demokratycznego socjalizmu z postulatami niepodległości i - co istotne - głosiło "równość wszystkich obywateli kraju bez różnicy płci, rasy, narodowości i wyznania". Oczywiście nie mamy pewności ani co do szczerości wyznania Niewiadomskiego, ani tego, czym był dla niego socjalizm, co w nim przyjmował, a co być może odrzucał. Niemniej relacja z ławy sądowej jest bodaj jedynym śladem jego przemyśleń nawiązujących do okresu paryskiego.

"Paris n'est pas une ville, c'est un monde" ("Paryż to nie jest miasto, to jest świat") - tak pisano i mówiono o stolicy Francji przez wszystkie dekady XIX wieku. Osiągnęła ona i utrzymywała status centrum przemian cywilizacyjnych, od kultury i sztuki, po modę i technikę. Niewiadomski, przyjeżdżając tutaj, zamierzał nie tylko kontynuować naukę i doskonalić warsztat artysty malarza, lecz także poznać kulturę Zachodu. Razem z kolegami z Petersburga - Bronisławem Gembarzewskim i Kazimierzem Stabrowskim - trafił do Académie Julian, szkoły trochę na wyrost nazywanej akademią. Jak ustalił historyk sztuki z Uniwersytetu Jagiellońskiego Marek Zgórniak na podstawie archiwaliów pracowni dla panów, w latach 1880-1919 przez szkołę łącznie przewinęło się 165 polskich malarzy i rzeźbiarzy80. Akademia była koedukacyjna, studiowały tam również kobiety. Z Polski mniej więcej dwadzieścia malarek, rzeźbiarek i graficzek, między innymi Zofia Stankiewicz, Anna Bilińska, Tola (Teofila) Certowicz (Czertowicz), Maria Dulębianka, Maria Gażycz, Leona Bierkowska, Aniela Poraj-Biernacka, Matylda Meleniewska, Leokadia Łempicka, Wanda Cichocka-Nałęcz, Stanisława Karłowska i Maria Józefa Gerson-Dąbrowska (córka Wojciecha Gersona)81. Około połowy studentów i studentek stanowili obcokrajowcy z Europy i Stanów Zjednoczonych.

Akademię założył w 1868 roku Rodolphe Julian (1839-1907) - francuski malarz i rytownik, uczeń Léona Cognieta (1794-1880) i Alexandre'a Cabanela (1823-1889). Początkowo była to jedynie pracownia kształcąca studentów (mężczyzn) "z modela", później także kobiety. Z biegiem czasu Julianowi udało się ściągnąć do swojej szkoły wybitnych artystów i pedagogów z prestiżowej państwowej École nationale supérieure des beaux-arts de Paris, powszechnie znanej jako Beaux-Arts de Paris, między innymi Jules'a Lefebvre'a, Tony'ego Roberta-Fleury'ego, Williama-Adolphe'a Bouguereau, Jeana-Paula Laurensa oraz rzeźbiarzy Henriego Boucharda i Paula Landowskiego. Nie było w tym nic dziwnego, większość nauczycieli wędrowała między rozmaitymi szkołami, nierzadko ucząc jednocześnie w Académie Julian, Beaux-Arts de Paris, Académie Colarossi, Académie Suisse, Académie Charpentier, Académie des Champs-Elysées, Académie de la Grande Chaumi?re, a później też Académie Ranson. Z Académie Julian było związanych wielu słynnych malarzy, w tym Albert André, Marcel Baschet, André Favory, Léon Bakst, Pierre Clayette, Jean Dubuffet, Marcel Duchamp, Henri Matisse, Jacques Villon, Édouard Vuillard i Claude Schürr. Z początkiem XX wieku Julian i jego żona Amélie Beaury-Saurel, również malarka, rozbudowali infrastrukturę uczelni, otwierając kolejne pracownie w całym Paryżu. W zamyśle akademia miała przygotowywać uczniów do dalszych studiów w Beaux-Arts de Paris. Wedle zaleceń Jeana Ingres'a program kształcenia zbliżony do akademickiego obejmował rysunek i malarstwo z gipsu i z żywego modela (przeważnie nagiego), szkice kompozycyjne i tematyczne. Każdy z uczniów miał swojego profesora, od którego zależało, w jakim tempie przejdzie kolejne etapy kształcenia. Niemniej system nauczania był dość liberalny, dawał więcej swobody w doborze tematyki, ukierunkowano go na osobiste uzdolnienia studenta, poczucie piękna, rozumienie sztuki. Innymi słowy, panowała tam swoboda twórczości artystycznej. Trzeba zaznaczyć, że oprócz uczniów posiadających już doświadczenie artystyczne jak Niewiadomski do akademii trafiali również naturszczycy. Wystarczyło opłacić terminowy abonament. Dla najlepszych studentów przewidywano pracę w atelier, konkursy i stypendia. Można było również ubiegać się o medal i nagrodę pieniężną w wysokości stu franków.

Na podstawie obszernego spisu studentów akademii opracowanego przez Catherine Fehrer i dołączonego do katalogu wystawy zorganizowanej w Shepherd Gallery w Nowym Jorku, a przygotowanej przez Roberta i Elisabeth Kasheyów, oraz archiwaliów zdeponowanych w Archives Nationales w Paryżu (rejestr i księgi wpłat pracowni męskich), przywołany już Marek Zgórniak ustalił, iż w 1896 roku Niewiadomski był studentem akademii. W księdze wpłat został zidentyfikowany jako Polak, w rejestrze - jako Rosjanin Eloi Joseph Neviadowski82. On i Stabrowski najprawdopodobniej trafili do pracowni Jeana-Josepha Benjamina-Constanta (1845-1902) i Jeana-Paula Laurensa (1838-1921)83, być może też uczęszczali do atelier Williama-Adolphe'a Bouguereau84 i Gabriela Ferriera85. Gdy Niewiadomski przyjechał do Paryża, Constant, malarz i grafik, najlepsze lata miał już za sobą. Był uczniem Alexandre'a Cabanela, początkowo zajmował się malarstwem historycznym, później portretem i malarstwem ściennym86. Antoni Kamiński, rysownik, grafik i malarz (absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, w Paryżu uczeń Mariusa-Jeana-Antonina Mercié, Constanta i Laurensa), nie krył uznania dla jego kunsztu. W 1902 roku w zamieszczonym na łamach "Tygodnika Ilustrowanego" osobistym wspomnieniu pisał o Constancie: "Brał paletę, pędzle i malował sam, kończąc studium swego ucznia. Kwiat rozkwitający w oczach patrzących nie sprawiłby takiego wrażenia; robiła się wówczas cisza, że słychać było oddech; głowy pochylały się zbitą masą nad sztalugami, przy których mistrz pracował. Było na co popatrzeć. Pracownię w akademii Juliana prowadził na współkę z profesorem Laurensem. To połączenie największego kolorysty z wielkim kompozytorem, filozofem i rysownikiem nadawało pracowni Constant-Laurens urok czarodziejski. Była zawsze przetłoczona młodzieżą ze wszystkich końców świata. Istna wieża Babel"87.

Z kolei Laurens był malarzem i rzeźbiarzem znanym przede wszystkim ze scen historycznych i religijnych, którego wyróżniał z tłumu nieprzeciętny talent. Był też uważany za jednego z czołowych francuskich antyklerykałów swoich czasów, współpracował z "Le Philosophe" Charles'a Gilberta-Martina, satyryczną gazetą potępioną przez wymiar sprawiedliwości II Cesarstwa. Do historii jednak przeszedł jako autor Stalowego sklepienia w paryskim ratuszu, Śmierci św. Genowefy w paryskim Panteonie, Franciszka I i Małgorzaty z Nawarry zwiedzających drukarnię Roberta Estienne'a w bibliotece Sorbony, sufitu teatru Odéon, Salle des Illustres w Capitole w Tuluzie czy kopuły teatru miejskiego w Castres88.

Niewiadomski przyjechał do Paryża w momencie ujawnienia się ożywczego prądu fin de si?cle, który zapoczątkował dekadencką epokę w sztuce i kulturze, wieszczącej upadek uniwersalnych wartości cywilizacyjnych. Dopełnieniem jej ducha były zarówno modernizm, jak i symbolizm, obnażające kryzys ludzkości, anemiczność, a czasami wręcz bezwartościowość dominujących ideologii oraz systemów światopoglądowych. Wspólnotowość, powinności i obowiązki obywatelskie artystów zostały przykryte przez skrajny indywidualizm i hedonizm. Coraz odważniej zrzucano balast przeszłości. Sztuką zawładnęły jedynie pozorne antynomie - z jednej strony neurotyczność, apatia i radykalny eskapizm, akcentowanie bergsonowskich élan vital, tajemnicy życia i śmierci, bezczasowości, z drugiej - estetyzm i poczucie piękna (na przykład w secesji). Wszystko to zostało poddane indywidualnej ekspresji i improwizacji, niczym nieskrępowanej grze barwą i kształtem, co stanowiło przygotowowanie pod awangardowe kierunki sztuki dwudziestowiecznej od ekspresjonizmu po kubizm89.

Studia w akademii cieszącej się swobodą i wolnością twórczą stwarzały również okazję do niczym nieskrępowanej wymiany myśli i doświadczeń, umożliwiały poznanie francuskich środowisk twórczych, artystycznego mecenatu, galerii, pracowni artystycznych w Paryżu i na jego przedmieściach. W stolicy Francji Niewiadomski spotkał najpewniej słynnych marszandów: Georges'a Petita, Ambroise'a Vollarda, Berthe'a Weilla czy Georges'a Thomasa, i poznał nowe koncepcje handlu sztuką. Bywał w prywatnych galeriach rozsianych po całym Paryżu, u Daniela Mordanta, w galerii Rogera Levesque'a, gdzie spotykali się także polscy malarze. Życie kulturalne Paryża toczyło się również w kawiarniach, które od wieków stanowiły centra literackie i kulturalne, miejsca spotkań artystycznej bohemy, gdzie można było nie tylko natknąć się na znanych twórców, lecz także przysłuchiwać się rozmowom o sztuce, nowych tendencjach i trendach w kulturze europejskiej. W pierwszej francuskiej kawiarni literackiej Café Laurent przy rue Dauphine 33 bywali w przeszłości Voltaire, Rousseau, Liszt, Chopin, de La Motte czy akuszerzy rewolucji - Robespierre, Danton i Marat. Paryskie kawiarnie przypominały nieformalne kluby towarzyskie, gdzie przebiegały linie artystycznych podziałów, płynnych granic między poszczególnymi kierunkami w sztuce. Na przykład ulubioną kawiarnią Charles'a Pierre'a Baudelaire'a, Paula Cézanne'a, Théophile'a Gautiera i Gustave'a Courbeta była położona przy rue des Martyrys Brasserie des Martyrs, a pierwsze koncepty impresjonistyczne rodziły się w Café Guerbois. To tutaj całymi dniami przesiadywali Édouard Manet, Edgar Degas (właśc. Hilaire-Germain-Edgar de Gas), Pierre-Auguste Renoir czy Jean Frédéric Bazille i tu wystawiali na tarasie wychodzącym na plac Pigalle swoje pierwsze malarskie próbki. Impresjonistów można było również spotkać w Nouvelle Ath?nes na placu Pigalle, neoimpresjonistów - w Café d'Orient, a uczniów i miłośników Paula Gauguina i jego École de Pont-Aven (na przykład Émile'a Bernarda, Charles'a Filigera, Maxime'a Maufrę i Charles'a Lavala) - w Café Volpini niedaleko Pól Marsowych. Dopiero później, z początkiem XX wieku, centrum życia artystycznego przeniosło się na Montparnasse.

Niewiadomskiego interesowało nie tylko malarstwo, lecz także szeroko rozumiana sztuka, architektura, słowem: dziedzictwo kultury europejskiej. Dlatego godzinami wędrował po ogrodach Tuileries rozciągających się od Luwru aż po Champs-Élysées, urokliwej dzielnicy Saint-Germain-des-Prés, która od kilku dekad była już ośrodkiem życia intelektualnego i kulturalnego miasta. Zwiedził pałac w Wersalu na przedmieściach Paryża - legendarną rezydencję królów francuskich, neobarokowy gmach opery paryskiej Charles'a Garniera, pierwszego architekta Drugiego Cesarstwa, paryskie kościoły - zabytki europejskiej architektury romańskiej i gotyckiej z osławioną katedrą Notre Dame. Uwiódł i oczarował go również Paryż nowoczesny, przebudowany przez architekta nowej ery Georges'a-Eug?ne'a Haussmanna, a przecież wielu paryżan i nie tylko nie kryło nostalgii za dawnym miastem. Przebudowując stolicę, zniszczono wiele domów, kamienic, skwerów i ogrodów. Rozgoryczenia nie krył na przykład Victor Hugo, który pokusił się o taką refleksję w Nędznikach: "Znikły ogrody, szopy, stare domy. Dziś są tam szerokie nowe ulice, areny, cyrki, hipodromy, dworce kolei żelaznej i więzienie Mazas; postęp ze swoją korekturą"90. Niemniej słynny Pałac Przemysłu, zbudowany według projektu Jeana-Marie-Victora Viela i Alexandre'a Barraulta, usytuowany między prawym brzegiem Sekwany a Polami Elizejskimi, eklektyczny (łączący styl romańsko-bizantyjski z mauretańskim) Palais de Trocadéro, Galeria Maszyn, postawiona wedle konceptu Ferdinanda Louisa Duterta i Victora Contamina, czy brawurowa wieża Gustave'a Eiffela nadawały Francji nowoczesne oblicze, szokowały pomysłowością i innowacyjnością. Były symbolem najnowszych osiągnięć techniki, myśli architektonicznej i inżynieryjnej, przytłaczały rozmachem, wielkością, wreszcie oryginalnie wykorzystanym budulcem, nie tylko tradycyjną cegłą, kamieniem, ale przede wszystkim żelazem, szkłem i stalą91.

Podczas pobytu w Paryżu Niewiadomski zapoznał się również z tamtejszymi zbiorami muzealnymi. Nieraz bywał w Luwrze i Muzeum d'Orsay, gdzie znajdowały się dzieła sztuki francuskiej XIX wieku. Szczególnie interesowała go kultura średniowiecza, której później poświęcił odrębne, nigdy niepublikowane studium. Kolekcja sztuki i rzemiosła artystycznego od późnego antyku do czasów średniowiecza znajdował się w Musée de Cluny (Narodowe Muzeum Wieków Średnich), ówcześnie największym muzeum gromadzącym średniowieczne zbiory rzeźb kamiennych i architektonicznych, malarstwa tablicowego, witrażowego i książkowego, rzemiosła artystycznego (przede wszystkim złotnictwa), zespoły gotyckich retabulów ołtarzowych, między innymi tryptyk z przedstawieniami Pasji Chrystusa, tryptyk pasyjny z bazyliki Saint-Denis, dzieło artystów antwerpskich z początku XVI wieku, słynne witraże z Sainte-Chapelle z XII stulecia, przedstawiające króla Dawida grożącego Saulowi, Wskrzeszenie zmarłych, Cztery temperamenty, Daniela i Nabuchodonozora, Kobietę i diabła. Godzinami przesiadywał w paryskich bibliotekach w Sorbonie i Beaux-Arts de Paris, przeglądając katalogi wystaw sztuki, albumy malarstwa i rzeźby, robił notatki i wypisy.

Trudno powiedzieć, ile obrazów Niewiadomskiego pochodzi z okresu paryskiego. Wiadomo, że malował portrety i studia modeli, szkice dzielnicy Montmartre. Z tego czasu pochodzi również wspomniany już wcześniej olej Cisza leśna (1896). Niewiadomski udał się również do Bretanii na północnym zachodzie Francji, gdzie w różnych okresach przebywała także liczna kolonia polskich malarzy, wśród nich Olga Boznańska, Henryk Gotlib, Tadeusz Makowski, Józef Pankiewicz, Władysław Ślewiński, Stanisław Ignacy Witkiewicz i Eugeniusz Zak92. Niewiadomski miał tam malować pejzaże, krajobrazy, widoki natury i otoczenia. Na pewno jest autorem wywołującego kontrowersje w niektórych przekazach autoportretu, na którym jedna z muz/nimf ozdabia skroń artysty wieńcem z wawrzynu. Obraz ten przepadł bez śladu, ale jego symbolika wydaje się interesująca i sugestywna. Niewykluczone, że Niewiadomski chciał jedynie ukazać triumf i zwycięstwo sztuki, jej wzniosłą, uniwersalną rolę w społeczeństwie, a może, jak aluzyjnie sugerował Krzywicki, odzwierciedlał on megalomanię, próżność i pychę artysty, wyraźnie pozującego na postać wyjątkową i nadprzeciętną93. Być może o tym "wielkim" obrazie, który później miał być zakupiony przez Muzeum Aleksandra III w Petersburgu, wspominał mecenas Kijeński podczas procesu Niewiadomskiego94. Pewne jest natomiast, że w 1896 roku na otwarciu Salonu Paryskiego zorganizowanego przez La Société des artistes français wystawił swój obraz W lesie. Przeszedł on jednak bez echa, niezauważony przez paryskich żurnalistów95.

W trakcie rozprawy Niewiadomski zeznał również, że wysłał do petersburskiego czasopisma "Nowosti" kilka tekstów recenzyjnych. Miał go o to osobiście prosić jeszcze przed wyjazdem do Paryża Nicolas Notovich (lub Nicolas Notovič) - rosyjski dziennikarz96. Artykułów Niewiadomskiego, jeśli w ogóle je pisał, nie udało się odnaleźć, choć wydaje się prawdopodobne, że mógł ich nie sygnować nazwiskiem czy inicjałami. W każdym razie musiały go łączyć z Notovichem bliższe relacje, zapewne jeszcze z czasów jego pobytu w Petersburgu. Sam Notovich wydawał się człowiekiem tyleż oryginalnym, ile kontrowersyjnym. Sporo podróżował po Azji, Indiach, Bliskim Wschodzie. Po pobycie w Indiach napisał i wydał w języku francuskim książkę Nieznane życie Chrystusa (La Vie inconnue de Jésus-Christ, 1894), która wywołała nie lada sensację. Mianowicie podczas obecności w klasztorze Hemis w Ladakhu w ręce Notovicha wpadły stare manuskrypty, w których rzekomo odnalazł historię podróży Jezusa do Indii (imię Jezusa w języku arabskim miało brzmieć Isâ). Książka, choć uznana za skandaliczną, w oczywisty sposób zapewniła rozgłos autorowi. Przeciwko jego rewelacjom otwarcie wystąpiła hierarchia kościelna i eksperci, na przykład wybitny orientalista Max Müller97. Czy Niewiadomski śledził te wydarzenia - nie wiadomo. Musiał jednak wiedzieć o co najmniej nieoczywistych poglądach rosyjskiego ekscentrycznego dziennikarza, z którym, jak twierdził, współpracował zarówno w Petersburgu, jak i podczas wyjazdu do Paryża.

W ostatnich miesiącach pobytu we Francji Niewiadomski uległ poważnemu i, jak się później okaże, nie pierwszemu wypadkowi. Mowa o rozległym poparzeniu, którego skutki odczuwał przez długie lata. Być może zaważyły one nawet na jego późniejszej twórczości malarskiej, którą z roku na rok ograniczał i z dobrze zapowiadającego się artysty został dość przeciętnym, choć utalentowanym malarzem. Zdarzenie to jest owiane tajemnicą. Zresztą w świetle relacji Kijeńskiego Niewiadomski miał ukrywać przed rodziną całą sprawę, "chcąc jej oszczędzić niepokoju, jakkolwiek rany były bardzo poważne i goiły się rok z górą"98. Wśród wielu hipotez pojawiających się licznych artykułach popularnych i esejach historycznych mówi się, że nagle zapaliło się palto bądź marynarka Niewiadomskiego. Są i tacy, którzy sugerują, że eksperymentował z nie do końca znanymi chemikaliami, a rodzinie o wypadku nie wspomniał, bo był introwertykiem, samotnikiem skoncentrowanym na własnych myślach i odczuciach, który najlepiej czuł się sam z sobą. Prawdopodobne wydaje się również, że oczyszczając bądź konserwując jakieś płótna, korzystał z preparatów chemicznych zawierających łatwopalny aceton i w niezamierzony sposób mogło dojść do samozapalenia. Ale to tylko moja hipoteza.

Po przyjeździe do Warszawy we wrześniu 1896 roku Niewiadomski zajął się pracą twórczą i zawodową. Ustabilizował też swoje życie prywatne. Piętnastego października 1898 roku ożenił się z Marią Natalią Kulin de Tilly (1874-1929, urodzona w Rojkowie, parafia Marzenin pod Zduńską Wolą), córką Jana Nepomucena Kulin de Tilly (1839-1904) i Natalii Gorczyckiej herbu Jastrzębiec (1848-1916), kobietą o nieprzeciętnej urodzie, którą w 1913 roku sportretował Konrad Krzyżanowski, przyjaciel Niewiadomskiego99. Ślub zawarto w parafii św. Aleksandra w Warszawie. W wychowaniu Marii pomagała siostra Natalii Gorczyckiej Sabina, zagorzała akolitka endecji.

Na temat prywatnego życia Niewiadomskich wiadomo niewiele. W niektórych relacjach jest mowa o tym, że Maria uchodziła za nieprzejednaną zwolenniczkę Piłsudskiego i jego obozu. Ksiądz Kazimierz Lutosławski, poseł Związku Ludowo-Narodowego, a zarazem czołowy agitator i mówca obozu narodowego, pisał na łamach "Myśli Narodowej": "Syn Niewiadomskiego jest peowiakiem, a dom gorąco oddany Piłsudskiemu"100. Podobnie twierdziła Czesława Głowacka, która przez wiele lat była służącą u Niewiadomskich. Miała ona przekazać swojemu wnukowi Tadeuszowi Lewandowskiemu, znanemu dziś krytykowi literackiemu, eseiście i poecie, że małżeństwo Niewiadomskich zapamiętała jako raczej formalne, oparte na swoiście rozumianej umowie, że nikt nie miał sobie wchodzić w drogę, a Maria miała być typową zadziorną choleryczką. Głowacka potwierdzała również, że była ona zapatrzona w Piłsudskiego i wspierała Polską Partię Socjalistyczną101. Także Niewiadomski już podczas procesu powołał się na z pozoru nic nieznaczący epizod: "Przypominam listy trzech warjatek drukowane w "Gońcu" ówczesnym denuncjacje na Piłsudskiego żądające jego aresztowania. Zerwałem wtedy stosunki z dwoma ludźmi, którzy jeszcze w tej redakcji pracowali, z Maliszewskim i Grużewskim, a żona moja zelżyła na ulicy jedną z tych pań"102. Czy poglądy Marii po 1918 roku ewoluowały? Tego nie wiemy. Wydaje się jednak, że polityka bardziej dzieliła, niż zespalała rodzinę Niewiadomskich. Na przykład Stanisław Niewiadomski (1900-1990), syn Romana, znany warszawski polonista i pedagog, a także pisarz, pamiętnikarz, autor głośnej swego czasu książki Warszawa, jakiej nie ma (1988), uchodził raczej za zwolennika rządzącej po 1926 roku sanacji, a na pewno był daleki od przekonań i skłonności nacjonalistycznych, o swoim stryju Eligiuszu natomiast wspominał niechętnie. Podobnie było wśród Niewiadomskich z Galicji. Zarówno Karol, inspektor Policji Państwowej (zm. 1953), Marian, inżynier kolejnictwa, budowniczy kolei w Galicji (zm. 1943), jak i Stanisław, ekspert w dziedzinie kopalnictwa żup solnych, w przeszłości sympatyzowali z galicyjskim ruchem niepodległościowym, a Janina Niewiadomska jako jedna z bohaterskich Orląt zginęła na początku 1919 roku podczas walk z Ukraińcami o lwowską Persenkówkę.

Przywołany już syn Niewiadomskich Stefan urodził się w Warszawie w 1900 roku. Podobno w młodości podzielał poglądy polityczne matki, bliżej mu było do środowiska polskich aktywistów skupionych wokół Piłsudskiego. O jego życiu posiadamy jedynie skąpe informacje. Poślubił Aleksandrę Wichlińską (1899-1969) z Góry Kalwarii pod Warszawą, córkę Józefa Wichlińskiego i Heleny z Bębnowskich h. Odrowąż. Po 1918 roku nie był związany z żadną partią. W poczuciu obywatelskiego obowiązku wraz z ojcem uczestniczył w wojnie 1920 roku. Po jej zakończeniu już jako oficer rezerwy Wojska Polskiego sporo podróżował. Odwiedził między innymi Włochy, Francję, Niemcy, Rumunię i Turcję. Zginął zamordowany w hitlerowskim obozie w Auschwitz w 1941 roku. W rodzinie przez lata powielano dwie relacje na temat tego, jak do niego trafił. Według jednej, przyznajmy - mało prawdopodobnej, został aresztowany w jednej z warszawskich restauracji za opowiadanie niewybrednych dowcipów pod adresem Hitlera. Druga jest chyba bardziej wiarygodna. Otóż wbrew zarządzeniu władz okupacyjnych Stefan nie chciał oddać ulubionego konia kawaleryjskiego na potrzeby Wehrmachtu i został wywieziony do obozu koncentracyjnego, gdzie zginął.

Córka Eligiusza Niewiadomskiego Anna, nazywana w domu Hanią, przyszła na świat 14 marca 1901 roku. Po wybuchu Wielkiej Wojny pod opieką ciotki Cecylii udała się do Kijowa, gdzie przebywała kilka lat z ojcem. Niemal przez całe międzywojnie pracowała jako urzędniczka państwowa. Prawie nic nie wiadomo o jej poglądach politycznych. Prawie, bo w 1921 roku zaręczyła się z Aleksandrem Demidowiczem-Demideckim, później znanym działaczem obozu narodowego. Może najpierw poznali się na gruncie politycznym, a dopiero później pojawiło się uczucie? W każdym razie pobrali się niespełna rok po straceniu Eligiusza Niewiadomskiego. Uchodzili za jedną z najpiękniejszych par międzywojennej Warszawy.

Warto w tym miejscu poświęcić nieco więcej uwagi Demidowiczowi-Demideckiemu. Urodził się w 1900 roku w rodzinie Konstantego Demidowicza-Demideckiego (1870-1925) i Bronisławy Izabelli Ludomiry z Radłowskich (1875-1941). Jego ojciec był wziętym warszawskim mecenasem o niekwestionowanym autorytecie w palestrze, a jednocześnie bojowcem i piłsudczykiem słynącym z tego, że wspólnie z towarzyszami z PPS zorganizował ucieczkę Piłsudskiego z petersburskiego zakładu psychiatrycznego103. Po ukończeniu polskiego gimnazjum w Mińsku Aleksander jako ochotnik wstąpił do 1. Korpusu Polskiego generała Józefa Dowbora-Muśnickiego, następnie działał w Polskiej Organizacji Wojskowej. Po 1918 roku rozpoczął studia prawnicze, które przerwał, walcząc w wojnie z bolszewikami w szwadronie przybocznym Józefa Piłsudskiego. Po wojnie powrócił na studia i wbrew rodzinnym związkom ze środowiskami piłsudczykowskimi związał się z endecją. Najpierw działał w Bratniej Pomocy, a następnie w Młodzieży Wszechpolskiej104.

Po przewrocie majowym w 1926 roku obóz narodowy przechodził ewolucję ideowo-polityczną, większą rolę zaczęło również odgrywać pokolenie młodych działaczy. Demidowicz-Demidecki został kierownikiem Biura Wydziału Wykonawczego Obozu Wielkiej Polski w Warszawie, następnie działał w Sekcji Młodych OWP i Stronnictwa Narodowego (krótko przed wybuchem wojny był członkiem Komitetu Głównego SN) oraz w Związku Zawodowym "Praca Polska" (od 1938 roku był prezesem narodowego syndykatu)105. Po wybuchu wojny jako kawalerzysta walczył z Niemcami. Po przedostaniu się do Warszawy zaangażował się w działalność konspiracyjną, współtworząc Organizację Wojskową Stronnictwa Narodowego (od lipca 1941 roku Narodowa Organizacja Wojskowa), gdzie w zastępstwie generała Mariana Żegoty-Januszajtisa (został aresztowany przez Sowietów) pełnił funkcję komendanta. Pod koniec 1939 roku podobnie jak inni działacze SN udał się na Węgry, a następnie do Francji. Był między innymi przedstawicielem SN przy Komendzie Głównej ZWZ we Francji, współredagował londyńską "Myśl Polską" (główny organ emigracyjnych narodowców), wszedł do Komitetu Zagranicznego Obozu Narodowego (SN, ONR-ABC, ONR-Falanga i niezależnych narodowców), należał do najbliższych współpracowników prezesa SN Tadeusza Bieleckiego106. W grudniu 1944 roku Demidowicz-Demidecki został mianowany wiceministrem spraw wewnętrznych w rządzie Tomasza Arciszewskiego. Funkcję tę pełnił również w gabinecie Tadeusza Bora-Komorowskiego. Aż do końca lat siedemdziesiątych należał do ścisłego kierownictwa SN na emigracji (w Londynie), publikował w "Myśli Polskiej", kierował "Słowem Polskim", angażował się w działalność polonijną, wielokrotnie włączał się w spory polityczne na emigracji107. Albin Tybulewicz, członek kierownictwa SN na uchodźstwie, kurier z Londynu od lat siedemdziesiątych wielokrotnie odwiedzający Polskę, wspominał go jako człowieka o szerokich horyzontach, znakomicie poruszającego się na salonach politycznych, pryncypialnego, a zarazem potrafiącego umiejętnie dyskutować "na argumenty"108. Mackiewicz dostrzegał w nim jednego z niewielu "polityków najbardziej wyrobionych" i "naprawdę rycerskich", Kajetan Morawski - dodajmy: ideowo i politycznie odległy od Demidowicza-Demideckiego - pozostawał pod urokiem jego inteligencji i kultury debaty109. Według informacji z akt polskiej bezpieki od połowy lat pięćdziesiątych miał kierować siatką wywiadowczą SN na kraj110. Przez całe życie zmagał się z tym, że był zięciem mordercy pierwszego prezydenta Drugiej Rzeczypospolitej. Oszczerstwa, jakoby ożenił się z córką Niewiadomskiego, bo był jego fanatycznym zwolennikiem, co jakiś czas pojawiały się w "polskim Londynie"111. To małżeństwo ciążyło mu do końca życia. Zmarł w lipcu 1981 roku we Francji. Jego prochy spoczęły na warszawskich Powązkach112.

Anna Niewiadomska przeżyła międzywojnie na tyle spokojnie, na ile pozwalały okoliczności. Nie angażowała się ani politycznie, ani społecznie. Znajdowała się jednak w trudnej sytuacji. Z jednej strony nie mogła się pogodzić ze stratą ukochanego ojca, z drugiej - musiała żyć w hańbie, którą sprowadził swoim czynem na rodzinę. Zofia z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, siostra Stanisława i Władysława Grabskich, wypoczywając w urokliwym Truskawcu na Kresach, spotkała tam Annę z matką. Później na kartach swoich wspomnień notowała: "Spośród dość licznie reprezentowanych w Truskawcu warszawiaków największą uwagę zwracały na siebie żona i piękna - jasnowłosa, ciemnooka córka Eligiusza Niewiadomskiego, obie w ciężkiej żałobie. Wyróżniano je i honorowano przy każdej sposobności. Niewątpliwie zasługiwały na szczególne współczucie, nieszczęście ich bowiem wyjątkowo tragiczne było"113.

Na początku 1941 roku Anna Niewiadomska został aresztowana i osadzona na Pawiaku, a następnie wywieziona do obozu w Ravensbrück. Później przeniesiono ją do podobozu w Neubrandenburgu, gdzie pracowała w wojskowych zakładach lotniczych. Andrzej Prus-Niewiadomski przyznawał po latach, że aresztowanie Anny mogło mieć związek z zatrzymaniem w tym samym czasie narodowej konspiracji ze środowiska "Walki" (organu prasowego konspiracyjnego SN) ze Stanisławem Piaseckim na czele114. W 1945 roku kobieta wyruszyła w jednym z wielu marszów śmierci do kraju. Przeżyła. Po dwóch latach pod fałszywym nazwiskiem przez Szczecin, gdzie przez chwilę mieszkała, uciekła na Zachód. W 1947 roku znalazła się w Paryżu, a w 1949 - w Londynie, u boku męża. Ale czy na pewno? Mieszkali oddzielnie, co mogłoby wskazywać na rozpad ich związku. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że Aleksander podczas kolejnego już pobytu w Szwajcarii, gdzie udał się w 1945 roku na kurację po przebytej chorobie gruźliczej z powikłaniami, miał się zakochać i ostatecznie związać z młodą sanitariuszką. W każdym razie podczas wojny Anna Niewiadomska podupadła na zdrowiu. Ostatecznie rozwiodła się z mężem, a wkrótce później, w 1957 roku, zmarła w osamotnieniu, po ciężkiej chorobie nowotworu wątroby, w wieku zaledwie 56 lat. Została pochowana na cmentarzu w londyńskim Gunnersbury (Sg. DA/32), gdzie spoczywają między innymi generałowie Tadeusz Bór-Komorowski i Józef Haller. Przed śmiercią zadbała o pamięć o ojcu i przekazała swojej stryjecznej siostrze Helenie z Prus-Niewiadomskiej Popielowej notarialnie poświadczoną plenipotencję do opieki nad grobem Eligiusza Niewiadomskiego. Podobno niedługo przed śmiercią zgłosił się do niej pewien Polak, z zawodu szewc, który chciał opłacić jej podróż do Lourdes w nadziei, że pielgrzymka może ją uzdrowić. Jak się okazało, był to jeden z członków plutonu egzekucyjnego, który w 1923 roku rozstrzelał jej ojca115.

PRZYPISY

PRZEDMOWA

1 Zob. W. Engelking, Polacy uwiązani do Piłsudskiego i Dmowskiego. To niszczy politykę, [w:] https://wiadomosci.wp.pl/polacy-uwiazani-do-pilsudskiego-i-dmowskiego-to-niszczy-polityke-6250322673886849a [dostęp: 9 VI 2023].

2 Przypuszczalnie przysłowiowy Kowalski niewiele wie także na temat Gabriela Narutowicza. Jeszcze do niedawna zawodowi historycy podkreślali, że wiązano go niemal wyłącznie z krótką prezydenturą w 1922 roku, pomijając bądź obniżając znaczenie jego aktywności na polu naukowym i publicznym. Zob. W. Łazuga, Gabriel Narutowicz (28 VI 1922 r. - 9 XII 1922), [w:] Ministrowie spraw zagranicznych II Rzeczypospolitej, red. J. Pajewski, Szczecin 1992, s. 91; M. Andrzejewski, Gabriel Narutowicz i jego rezygnacja z profesury w zurychskiej politechnice w 1919 r., "Dzieje Najnowsze" 2005, nr 3, s. 137; M. Białokur, Gabriel Narutowicz. Biografia, Opole 2016, s. 9. Spróbujmy jednak spojrzeć na świadomość historyczną Polaków w ostatnich latach. W 2016 roku opublikowano raport z badań na potrzeby wieloletniego programu rządowego "Niepodległa". Głównym komponentem projektu było badanie sondażowe przeprowadzone na reprezentatywnej ogólnopolskiej próbie 1512 osób w wieku piętnatu i więcej lat. Druga część projektu obejmowała badania jakościowe - zogniskowane wywiady grupowe i wywiady indywidualne wśród ankietowanych z różnych regionów. Zaproszono do nich dwie grupy pokoleniowe między 18. a 55. rokiem życia. Duże zainteresowanie historią zadeklarowało około 20 procent, średnie - 43 procent, małe/brak - około 37 procent. W kontekście niepodległości Polacy kojarzą najczęściej Józefa Piłsudskiego (19 procent), Ignacego Jana Paderewskiego (2 procent), Wincentego Witosa (2 procent) i Romana Dmowskiego (1 procent) oraz takie wydarzenia jak odzyskanie niepodległości w listopadzie 1918 roku i wojna polsko-bolszewicka 1920 roku. Jeszcze trudniej było ustalić kanon antybohaterów. Na pierwszym miejscu znalazł się generał Wojciech Jaruzelski (4 procent). Wśród postaci z przeszłości miejsce na podium zajęli: Karol Wojtyła - Jan Paweł II (46 procent), Lech Wałęsa (20 procent) i wspomniany już Piłsudski. Wśród kilkudziesięciu bohaterów nie było Narutowicza, a wśród antybohaterów - Niewiadomskiego. Także mord na prezydencie z 1922 roku nie został uznany przez ankietowanych za ważne wydarzenie, uznawane za powód do wstydu. Dopiero wśród spontanicznie wymienianych postaci, które przysłużyły się odzyskaniu niepodległości, przypomniano Narutowicza, ale znalazł się na przedostatnim miejscu, wyprzedzając jedynie Mościckiego (Piłsudski - 46 procent, Paderewski - 9 procent, Dmowski - 7 procent). Zob. Raport z badania zrealizowanego na potrzeby wieloletniego programu rządowego "Niepodległa". TNS Polska dla Narodowego Centrum Kultury, red. P. Kwiatkowski, F. Jasiński, K. Jodłowski i in., Warszawa 2016. Po upływie kilku lat niewiele się zmieniło. Doskonale ilustrują to wyniki raportu Edukacja dla pamięci. Przekaz wiedzy historycznej w kontekście postaw Polaków wobec przeszłości, przygotowanego na zlecenie IPN w 2023 roku. Autorami projektu byli dr hab. Krzysztof Malicki, prof. UR (Uniwersytet Rzeszowski), dr Sławomir Wilk (Uniwersytet Rzeszowski) i Iwona Żuk (Pracownia Analiz Społecznych Ipsylon). Skoncentrowano się na kategoriach kluczowych dla polityki edukacyjnej: uczniach szkół średnich (3781 osób), nauczycielach historii (1115 osób) oraz Polakach powyżej dwudziestego roku życia (1068 osób). Badania ilościowe uzupełniono pogłębionymi (metoda zogniskowanych wywiadów grupowych). Po pierwsze, okazało się, że znaczna część Polaków czerpie wiedzę o przeszłości z filmów, programów telewizyjnych, ze szkoły, mediów (zwłaszcza społecznościowych), miejsc pamięci (zwłaszcza muzeów), niewielu z doświadczeń osobistych. Średni wynik testu wiedzy Polaków powyżej dwudziestego roku życia wyniósł 56 procent, podczas gdy wśród uczniów tylko 39 procent. Uczniowie najczęściej potrafili zidentyfikować fotografie ojców niepodległości (dominował Piłsudski), badani powyżej dwudziestego roku życia - osoby związane z PRL (np. Wojciecha Jaruzelskiego). Stan świadomości historycznej nie najlepiej wygląda na przykładzie kluczowych wydarzeń XX wieku. Tytułem jedynie przykładu: tylko 41 procent Polaków powyżej dwudziestego roku życia i 29 procent uczniów potrafiło poprawnie wskazać konsekwencje odkrycia grobów polskich oficerów w Katyniu, 54 procent Polaków powyżej dwudziestego roku życia i 33 procent uczniów ma wiedzę na temat ludobójstwa wołyńskiego dokonanego na Polakach przez Ukraińców. Wśród bohaterów narodowych, z których jesteśmy dumni, znaleźli się Jan Paweł II i Piłsudski, wśród antybohaterów - generał Jaruzelski, Bolesław Bierut, Lech Wałęsa i Stanisław August. W badaniach postacie Narutowicza i Niewiadomskiego w ogóle się nie pojawiły. Co ciekawe, tylko nauczyciele (pięć procent) wskazali antysemityzm jako zjawisko, którego powinniśmy się wstydzić. W pozostałych kategoriach nie został on zauważony.

3 Zob. M. Halbwachs, Społeczne ramy pamięci, oprac. i przeł. M. Król, Warszawa 2008.

4 N. Assorodobraj, Żywa historia. Świadomość historyczna: symptomy i propozycje badawcze, "Studia Socjologiczne" 1963, nr 2, s. 5-42 (także przedruk w: Sto lat socjologii polskiej od Supińskiego do Szczepańskiego. Wybór tekstów, red. J. Szacki, Warszawa 1995, s. 857-869); taż, Rola historii w narodzinach świadomości narodowej w Afryce Zachodniej, "Studia Socjologiczne" 1967, nr 1, s. 73-109.

5 Z. Herbert, Współczesność historii, "Zeszyty Literackie" 2004, z. 2, s. 8. Zob. też: B. Szacka, Pamięć zbiorowa, [w:] Wobec przeszłości. Pamięć przeszłości jako element kultury współczesnej, red. A. Szpociński, Warszawa 2005, s. 22-24; taż, Historia i pamięć zbiorowa, "Kultura i Społeczeństwo" 2005, t. XLVII, z. 4, s. 8-14; taż, Czas przeszły, pamięć, mit, Warszawa 2006, s. 32-45; B. Szacka, A. Sawisz, Czas przeszły i pamięć społeczna, Warszawa 1990, s. 8-18; P. Ricouer, Pamięć, historia, zapomnienie, przeł. J. Margański, Kraków 2006, s. 15 i n.; M. Golka, Pamięć społeczna i jej implanty, Warszawa 2009, s. 12-168; tenże, Społeczna niepamięć: pomiędzy zapominaniem a zamazywaniem, [w:] Pamięć, przestrzeń, tożsamość, red. S. Kapralski, Warszawa 2010, s. 49-71; S. Kapralski, Pamięć, przestrzeń, tożsamość. Próba refleksji teoretycznej, [w:] tamże, s. 9-48.

6 K. Wierzyński, Pamiętnik poety, Warszawa 1991.

7 W. Muszyński, Eligiusz Niewiadomski - przywracanie życiorysu w 90. rocznicę zamachu w Zachęcie, "Glaukopis. Pismo Społeczno-Historyczne" 2012, nr 27, s. 276.

8 Por. H. White, Przeszłość praktyczna, red. E. Domańska, Kraków 2014; tenże, Poetyka pisarstwa historycznego, red. E. Domańska, M. Wilczyński, Kraków 2010; tenże, Proza historyczna, red. E. Domańska, Kraków 2009; tenże, Struktura narracji historycznej, przeł. E. Wilczyńska, "Białostockie Studia Literaturoznawcze" 2001, nr 1, s. 9-27; tenże, Sfera wyobraźni historycznej a polityka historii, przeł. T. Dobrogoszcz, "Przegląd Polityczny" 2011, nr 109-110, s. 38-47; F. Ankersmit, Narracja, reprezentacja, doświadczenie. Studia z teorii historiografii, pod red. i ze wstępem E. Domańskiej, Kraków 2004; tenże, Jak się pisze i rozumie historię. Tajemnice narracji historycznej, Warszawa 1996.

9 Por. J. Prokop, Literatura z kluczem, "Teksty" 1977, nr 1.

10 J.W. Creswell, Qualitative Inquiry and Research Design. Choosing Among Five Traditions, Thousand Oaks-London-New Delhi 1998.

11 Por. A. Zajewski, Biografistyka jako gatunek twórczości historiozoficznej, "Czasy Nowożytne" 2000, t. VIII, s. 7-18. Podążając tropem rodzimych znawców biografistyki historycznej (Jerzego Jedlickiego, Tadeusza Łepkowskiego, Emanuela Rostworowskiego), możemy wyróżnić trzy "typowe" monografie o charakterze biograficznym. Pierwsza, tzw. biografia erudycyjna, sytuuje bohatera na tle epoki. Jej wartość poznawcza zależy nie tylko od zastosowanych "narzędzi" (np. aparatu naukowego), lecz także dociekliwości czy wręcz subtelności autora oraz jego erudycji i wiedzy. Drugi typ to biografia pretekstowa, w której losy głównego bohatera są wplecione w procesy polityczne, społeczne, kulturowe, ekonomiczne. Zawiera ona duże pokłady narracji psychologizującej, socjologizującej, ogólnie - refleksyjnej. Wreszcie trzeci typ to tzw. biografie zbiorowe (środowiskowe, pokoleniowe), opowiadające o losach określonych grup usytuowanych w czasie i przestrzeni. Zob. J. Jedlicki, Autorzy i bohaterowie, "Kwartalnik Historyczny" 1964, z. 3, s. 717-726; T. Łepkowski, Biografistyka: żywotność, tradycjonalizm, nowoczesność, "Kwartalnik Historyczny" 1977, z. 4, s. 983-985; E. Rostworowski, Biografia, biogram, historia grup i pokoleń, "Kwartalnik Historyczny" 1973, z. 2, s. 352-359; tenże, Biografistyka dziejów najnowszych, "Dzieje Najnowsze" 1973, nr 3, s. 153-158. Zob. również interesujące rozważania E. Krasuckiego, Dyskusje polskich historyków (krajowych) wokół biografistyki - między "odwilżą" a upadkiem PRL, "Polish Biographical Studies" 2014, nr 2, s. 11-38.

12 T. Łepkowski, Biografistyka..., s. 105; tenże, Kilka uwag o historycznej biografistyce, "Kwartalnik Historyczny" 1964, z. 3, s. 711-716.

13 Zob. C. Bühler, Bieg ludzkiego życia, przedmowa T. Rzepa, Warszawa 1999.

14 T. Schulze, Biographieforschung in der Erziehungswissenschaft, [w:] Handbuch erziehungswissenschaftliche Biographieforschung, pod red. H-H. Krügera i W. Marotzkiego, Wiesbaden 2006, s. 37.

15 J. Jedlicki, Autorzy..., s. 717-726; P. Kulas, Pomiędzy autobiografią a biografią. Biografia literacka jako źródło badań socjologicznych, "Przegląd Socjologii Jakościowej" 2013, t. IX, z. 4, s. 64-80; T. Rzepa, O biografii jako przedmiocie i rezultacie badań psychospołecznych, "Polish Biographical Studies" 2013, nr 1.

16 W obszarze kultury literackiej celnie ujął to Janusz Sławiński (Myśli na temat: biografia pisarza jako jednostka procesu historycznoliterackiego, [w:] Biografia - geografia - kultura literacka, red. J. Ziomek, J. Sławiński, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1975, s. 23).

17 M. Kula, Krótki raport o użytkowaniu historii, Warszawa 2004, s. 106.

18 S. Kieniewicz, Kilka uwag o dzisiejszym stanie historiografii polskiej, "Nowe Drogi" 1969, nr 12, s. 185, 189.

19 Czytelnik odnajdzie pełen wykaz w bibliografii na końcu książki.

20 J. Peszkowski, Eligiusz Niewiadomski. Monografia, Warszawa 1983 [mps] - praca magisterska napisana i obroniona w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego pod kierunkiem prof. Andrzeja Jakimowicza; B. Grochola, Eligiusza Niewiadomskiego poglądy na sztukę, Warszawa 1988 [mps] - praca magisterska napisana i obroniona w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego; D. Kamińska, Malarstwo dekoracyjne Eligiusza Niewiadomskiego, Poznań 1979 [mps] - praca magisterska napisana i obroniona w Zaocznym Studium Wychowania Plastycznego przy Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu (od 2010 roku Uniwersytet Artystyczny).

21 K. Piwocki, Historia Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie 1904-1964, Wrocław-Warszawa-Kraków 1965, s. 197.

22 A. Piber, Niewiadomski Eligiusz Józef, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 23, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1978; M. Leśniakowska, Niewiadomski Eligiusz Józef, [w:] Słownik artystów polskich i obcych w Polsce działających, t. 6: N-Pc, Warszawa 1998; A. Bołdyrew, A. Świętosławska, Niewiadomski Eligiusz, [w:] Działaczki i działacze oświatowi w Królestwie Polskim u progu niepodległości. Słownik biograficzny, t. 2: L-Ż, red. A. Bołdyrew, A. Wałęga, Łódź 2023.

PROLOG

1 Część rodu Niewiadomskich jeszcze w XVIII wieku posługiwała się przydomkiem "Goleń".

2 Niewiadomscy herbu Prus I zostali wylegitymowani ze szlachectwa w Królestwie Polskim w latach 1836-1862, zapisani do ksiąg szlachty ówczesnej guberni lubelskiej oddział podlaski oraz guberni radomskiej oddział kielecki.

3 Opracowano na podstawie obszernych fragmentów maszynopisu niepublikowanej monografii rodu Niewiadomskich, autorstwa Andrzeja Prus-Niewiadomskiego, berlińskiego architekta, wnuka Romana Niewiadomskiego (starszego brata Eligiusza Niewiadomskiego). Kopia mps w posiadaniu autora. Zob. też: "Gazeta Sokołowska" 6 VI 2003; 20 IV 2003; S. Uruski, współpraca: A.A. Kosiński, A. Włodarski, Rodzina. Herbarz szlachty polskiej, t. 12, N-Orl, Warszawa 1915. Dr Bogdan Kloch, były dyrektor muzeum w Rybniku, na podstawie przeprowadzonych badań w archiwach czeskich i śląskich nie wyklucza, że Niewiadomscy mogli mieć śląskie korzenie - według niego ślady rodu miały prowadzić do Czech. Niewiadomscy mogli w linii prostej wywodzić się od znanych rycerzy Kropaczów (Kropáčów). Dokument z 6 czerwca 1473 roku wymienia Wacława Kropacza z Niewiadomia (Václav Kropáč z Nevědomí), dowódcę wojsk węgierskich, które próbowały opanować Żory. Rodowa siedziba Wacława powstała około XIV-XV wieku w Noviedomie (Nowy Dom). Później Niewiadomscy mieli jeszcze nabyć Popielów, Radziejów oraz Zebrzydowice. Stamtąd część rodu przenieść się miała na Podlasie. Por. IrS [Ireneusz Stajer], Zabójca prezydenta Narutowicza mógł mieć śląskie korzenie? Cz. I, "Tygodnik Regionalny Nowiny" 2017, nr 8; tenże, Zabójca prezydenta Narutowicza mógł mieć śląskie korzenie? Cz. II, "Tygodnik Regionalny Nowiny" 2017, nr 11; A. Rybak, Eligiusz Niewiadomski. Chory na Polskę, "Rzeczpospolita" 19 XII 2011. Zob. też: K. Niesiecki, Herbarz polski, Kraków 1841; Zapiski herbowe z dawnych ksiąg ziemskich przechowanych w archiwach radomskiem i warszawskiem, zebrał K. Potkański, Kraków 1885; W. Semkowicz, Mazowieckie przywileje rodowe z XIV i XV w., Kraków 1912; Mazowieckie zapiski herbowe z XV i XVI wieku, Kraków 1937; J. Chwalibińska, Ród Prusów w wiekach średnich, "Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu" 1948, R. 52, z. 2; Szlachta wylegitymowana w Królestwie Polskim w latach 1836-1861, oprac. E. Sęczys, Warszawa 2007; P. Szczurowski, Ród heraldyczny Prus na Mazowszu w XIII-XVI wieku, Sandomierz 2018; Ł. Ćwikła, Ród Prusów w Polsce Centralnej do XVI wieku. Rozsiedlenie-majątki-kariery, Uniwersytet Łódzki 2018, niepublikowana dysertacja doktorska.

4 K. Prus-Niewiadomski, Moja przeszłość, Buczacz 1897.

5 Zob. artykuły pośmiertne, wspomnieniowe i nekrologi: "Kurier Poranny" 1892, nr 8, s. 3-4; "Ateneum" 1892, t. 1, s. 418; "Ziarno" 1892, nr 2, s. 10. Także: E. Muszalski, Niewiadomski Wincenty, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 23, Wrocław-Warszawa-Kraków 1978, s. 78-79; T. Wolsza, Arcymistrzowie, mistrzowie, amatorzy... Słownik biograficzny szachistów polskich, tom I, Warszawa 1995.

6 Najprawdopodobniej kiedy Ferdynand Werner w wieku zaledwie 37 lat zmarł na zapalenie opon mózgowych, Juliana przeniosła się do zaboru rosyjskiego i zamieszkała u owdowiałego szwagra Fryderyka Werneya (pisownia nazwiska uległa zmianie w czasach napoleońskich), znanego warszawskiego lekarza. Jej ślub z Wincentym Niewiadomskim odbył się w styczniu 1854 roku w kościele Andrzeja Apostoła w Warszawie.

7 Na temat oświaty w Królestwie Polskim, nauczania prywatnego, roli nauczycieli etc. zob. np. R. Kucha, Oświata elementarna w Królestwie Polskim w latach 1864-1914, Lublin 1982; R. Wroczyński, Myśl pedagogiczna i programy oświatowe w Królestwie Polskim na przełomie XIX i XX wieku, Warszawa 1963; tenże, Dzieje oświaty polskiej 1795-1945, Warszawa 1980; E. Staszyński, Polityka oświatowa caratu w Królestwie Polskim od powstania styczniowego do I wojny, Warszawa 1968; D. Koźmian, Koncepcja kształcenia i nauki domowej dzieci w zaborze rosyjskim na przełomie XIX i XX wieku w poglądach Anieli Szycówny, [w:] Wychowanie w rodzinie od starożytności po wiek XX, red. J. Jundziłł, Bydgoszcz 1994, s. 311-333; Ł. Kabańska, Rodzina jako podstawowe środowisko wychowawcze w pedagogicznych koncepcjach Królestwa Polskiego lat 1864-1918, [w:] tamże, s. 139-161; S. Bella, Wychowanie przedszkolne i kształcenie wychowawczyń w Królestwie Polskim, Wrocław-Warszawa-Kraków 1968; K. Jakubiak, M. Nawrot-Borowska, Nauczanie domowe na ziemiach polskich doby zaborów - refleksja pedagogiczna i perspektywa edukacyjna, "Przegląd Historyczno-Oświatowy" 2019, nr 1-2, s. 76-100; J. Niklewska, Prywatne szkoły średnie w Warszawie 1905-1915, Warszawa 1987; D. Tomaszewska, Drogi wyboru. Konspiracyjny ruch samokształceniowy na ziemiach polskich w końcu XIX i na początku XX wieku, Łódź 1987; J. Miąso, Tajne nauczanie w Królestwie Polskim w świetle dokumentów władz rosyjskich, [w:] Studia z dziejów edukacji, wyb. J. Miąso, Warszawa 1994; A. Winiarz, Kształcenie i wychowanie dziewcząt w Księstwie Warszawskim i Królestwie Polskim (1807-1905), [w:] Kobieta i edukacja na ziemiach polskich w XIX i XX w. Zbiór studiów, red. A. Żarnowska i A. Szwarc, t. 2, cz. 2, Warszawa 1992, s. 5-27; tenże, Nauczanie domowe dzieci polskich w dobie niewoli narodowej (1795-1918), [w:] Nauczanie domowe dzieci polskich od XVIII do XIX wieku. Zbiór studiów, red. K. Jakubiak, A. Winiarz, Bydgoszcz 2004, s. 111-152; M. Czapska, Prywatne szkoły średnie w Królestwie Polskim w latach 1831-1862, Kielce 2002; Kobieta i edukacja na ziemiach polskich w XIX i XX w. Zbiór studiów, red. A. Żarnowska, A. Szwarc, t. 2, cz. 1, Warszawa 1992; D. Wawrzykowska-Wierciochowa, Rycerki i samarytanki, Warszawa 1988; taż, Od prządki do astronautyki. Z dziejów kobiety polskiej, jej pracy i osiągnięć, Warszawa 1963; D. Żołądź-Strzelczyk, Studia z dziejów edukacji kobiet na ziemiach polskich, Poznań 2001; Działalność kobiet polskich na polu oświaty i nauki, red. W. Jamrożek, D. Żołądź-Strzelczyk, Poznań 2003.

8 C. Niewiadomska, Tajna praca oświatowa w latach niewoli pod zaborem rosyjskim, "Bluszcz" 1924, nr 26, s. 418.

9 W prace w SNP wciągnęła również swojego brata Eligiusza. Zob. P. Sosnowski, Dzieje Stowarzyszenia Nauczycielstwa Polskiego (1905-1919), Warszawa 1930, s. 120.

10 Np.: ABC poglądowe, nauka czytania i pisania, ułożona według najnowszych zasad wychowawczych z dodaniem powiastek i wierszyków najcelniejszych autorów, Warszawa 1896; ABC. Uczymy się czytać i pisać, Warszawa 1905; Elementarz. Nauka czytania i pisania z obrazkami i wzorkami pisma, Warszawa 1905.

11 Łącznie osiemnaście zeszytów w ramach cyklu wydawniczego "Biblioteczka młodzieży polskiej" - kolejno: I. Czasy przedchrześcijańskie; II - Chrobry; III - Bolesław Śmiały, Krzywousty i jego synowie; IV - Leszek Biały, Bolesław Wstydliwy; V - Łokietek, Kazimierz Wielki; VI - Litwa; VII - Jadwiga i Jagiełło; VIII - Jagiellonowie; IX - Królowie obieralni. Henryk. Stefan Batory; X - Rej, Kochanowski; XI - Wazowie; XII - Sobieski; XIII - Czasy saskie. Stanisław August Poniatowski; XIV - Kościuszko. Książę Józef; XV - Królestwo Polskie po r. 1815; XVI - Emigracja. Rok 1863; XVII - W dolinie łez. Rok 1865-1901; XVIII - Ressurrecturis. W ostatnich latach ukazały się dwie kilkutomowe reedycje pracy Niewiadomskiej pod wspólnym tytułem Dzieje Polski. Legendy, podania i obrazki historyczne, uzupełnione o ponad sto ilustracji, między innymi obrazów Alchimowicza, Andriollego, Gersona, Jankowskiego, Juliusza i Wojciecha Kossaków, Lessera, Matejki, Millera, Orłowskiego, Pillatiego, Pruszkowskiego, Rosena i Weyssenhoffa.

12 C. Niewiadomska, Trzech wieszczów naszych. O życiu i dziełach Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego, Warszawa 1913.

13 Z. Dębicki, Dzisiaj a wczoraj, "Tygodnik Ilustrowany" 1925, nr 26, s. 508. Zob. też: "Gazeta Warszawska" 13 VI 1925, nr 161, s. 3, nr 172, s. 3; "Kurier Warszawski" 14 VI 1925, nr 165, s. 19, nr 168, s. 5; "Oświata Polska" 1925, nr 3, s. 219-220; S. Szober, Śp. Cecylia Niewiadomska, "Sprawy TNSW" 1925 nr 30, s. 455-456; M. Wehrowa, Cecylia Niewiadomska (1854-1925), "Ogniwo" 1925, nr 5; "Kurier Poznański" 14 VI 1925, nr 136; 16 VI 1925, nr 138; C. Niewiadomska, Tajna praca oświatowa w latach niewoli pod zaborem rosyjskim, "Bluszcz" 1924, nr 26; L.M., Cecylia Niewiadomska jako nauczycielka (wspomnienia uczennicy), "Bluszcz" 1925, nr 27; J. Stemler, Polska Macierz Szkolna, Warszawa 1926, s. 16; I Sprawozdanie Polskiej Macierzy Szkolnej za 1906/7 rok, Warszawa 1907, s. XI-XVIII; Kalendarzyk polityczno-historyczny miasta stołecznego Warszawy na rok 1916, Warszawa 1915, s. 139; W. Wasiutyński, Czwarte pokolenie, [w:] tenże, Dzieła wybrane, t. 1, oprac. W. Turek, Gdańsk 1999, s. 419; R. Pachucka, Pamiętniki z lat 1886-1914, Wrocław 1958, s. 44; Nasza walka o szkołę polską 1901-1917: opracowania, wspomnienia, dokumenty, t. 2, red. B. Nawroczyński, Warszawa 1934, s. 176, 314-315; H. Ceysingerówna, Tajna szkoła w Warszawie w epoce caratu, Warszawa 1948, s. 6 i n.; B. Nawroczyński, Cecylia Niewiadomska - tajna nauczycielka, "Przegląd Historyczno-Oświatowy" 1978, nr 4, s. 505-507; L. Słowiński, Z dziejów polonistyki szkolnej - działalność nauczycielska Cecylii Niewiadomskiej (1855-1925), [w:] Dydaktyka literatury, t. 6, Zielona Góra 1983, s. 37-64; S. Konarski, Niewiadomska Cecylia, [w:] Polski słownik biograficzny, t. 22, Wrocław-Warszawa-Kraków 1978, s. 70-72; J. Waydel-Dmochowska, Dawna Warszawa, Warszawa 1958, s. 125; H. Markiewiczowa, Geneza, organizacja i działalność Polskiej Macierzy Szkolnej w latach 1905-1907, [w:] Szkolnictwo, opieka i wychowanie w Królestwie Polskim. Od jego ustanowienia do odzyskania przez Polskę niepodległości 1815-1918, red. H. Markiewiczowa, I. Czarnecka, Warszawa 2016, s. 65-79; W. Bartoszewski, Cecylia Niewiadomska, "Tygodnik Powszechny" 1975, nr 38, s. 3; S. Majewski, Cecylia Niewiadomska, "Stolica" 1975, nr 23; S. Kozicki, Historia Ligi Narodowej (okres 1887-1907), Londyn 1964, s. 580; T. Wolsza, Towarzystwo Oświaty Narodowej (1899-1905), "Kwartalnik Historyczny" 1987, nr 2, s. 89; J. Dufrat, Kobiety w kręgu lewicy niepodległościowej. Od Ligi Kobiet Pogotowia Wojennego do Ochotniczej Legii Kobiet (1908-1918/1919), Toruń 2001, s. 27; M.I. Matejukowa, Formy tajnej działalności oświatowej w Warszawie na przełomie XIX i XX w. w obronie przed rusyfikacją, "Kronika Warszawy" 2003, t. 1-2 (116-117), s. 29-54; Ł. Kabzińska, Z tradycji polskiego wolontariatu - idee i praktyka, "Warmińsko-Mazurski Kwartalnik Naukowy. Nauki Społeczne" 2012, z. 1, s. 7-31; taż, Geneza i rozwój pedagogiki pozytywizmu warszawskiego w świetle publicystyki "obozu młodych", Olsztyn 1996, s. 66-100; R. Wroczyński, Myśl pedagogiczna i programy oświatowe w Królestwie Polskim na przełomie XIX i XX w., Warszawa 1963, s. 129-130; J. Szoenbrenner, Warszawskie szkoły średnie na przełomie XIX i XX wieku, "Rocznik Historyczno-Oświatowy" 1981, nr 1(91), s. 10, 15-16; Szkoła Jadwigi Sikorskiej w Warszawie. Wydano w celu uczczenia 50-lecia pracy jej przełożonej, Warszawa 1926, s. 6 i n.; D. Wawrzykowska-Wierciochowa, Kobiece Koło Oświaty Ludowej, "Przegląd Historyczno-Oświatowy" 1960, nr 3, s. 52; taż, Z dziejów kobiety wiejskiej. Szkice historyczne 1861-1945, Warszawa 1961, s. 40-41; taż, Stefania Sempołowska. Współczesne życiorysy Polaków, Warszawa 1981, s. 21-23; taż, Z dziejów tajnych pensji żeńskich w Królestwie Polskim, "Rozprawy z Dziejów Oświaty" 1967, t. 10; S. Michalski, Społeczna i pedagogiczna działalność Stefanii Sempołowskiej na tle epoki, Warszawa 1973, s. 47; R. Kucha, Oświata elementarna w Królestwie Polskim w latach 1864-1914, Lublin 1982, s. 144-145; U. Klemba, Warszawskie salony końca XIX wieku we wspomnieniach Cecylii z Zaleskich Walewskiej, "Studia z Historii Społeczno-Gospodarczej" 2018, t. 19, s. 159; M. Jurczyszyn, Nauczanie domowe w Królestwie Polskim na przełomie XIX i XX wieku, "Pedagogika Rodziny" 2013, nr 3(1), s. 21; G. Karłowska, M. Nawrot, Charakterystyka zbiorowości nauczycieli domowych w Królestwie Polskim w świetle literatury wspomnieniowej i pamiętnikarstwa, "Acta Universitatis Nicolai Copernici. Nauki Humanistyczne. Pedagogika" 2004, z. 365, s. 65-94; E. Maj, Wzorce aktywności kobiet w Narodowej Demokracji (1893-1939), [w:] Drogi kobiet do polityki (na przestrzeni XVIII-XIX wieku), red. T. Kulak, M. Dajnowicz, Wrocław 2016, s. 147-172; G. Karłowska, Edukacja domowa dziewcząt w rodzinie polskiej XIX i na początku XX wieku w świetle pamiętników, "Biuletyn Historii Wychowania" 2004, nr 19/20, s. 23-38; K. Walczak, Edycje i edytorzy polskich podręczników historii doby zaborów. Stan badań i ich perspektywy, [w:] Działalność instytucji wydawniczych na rzecz oświaty i edukacji w XIX i początkach XX wieku, red. I. Michalska, G. Michalski, Łódź 2014, s. 209; J. Konieczna, Rola "Przeglądu Pedagogicznego" (1882-1905) w upowszechnianiu czytelnictwa i książki dziecięcej, [w:] tamże, s. 239; M. Nawrot-Borowska, Organizacja, dobór przedmiotów i treści oraz metody nauczania domowego w Królestwie Polskim w świetle relacji pamiętnikarskich z XIX i początków XX wieku, [w:] Nauczanie domowe dzieci polskich od XVIII do XX wieku. Zbiór studiów, red. K. Jakubiak, A. Winiarz, Bydgoszcz 2004, s. 191-212.

14 Nieco mniej znanym polem aktywności Romana Niewiadomskiego był sport. Pasjonował się boksem. Należał do organizatorów warszawskiego klubu bokserskiego KS Cestes Warszawa (nazwa z łaciny oznaczała żelazną rękawicę starożytnych lekkoatletów), był też skarbnikiem w utworzonym 2 grudnia 1923 roku Tymczasowym Zarządzie Polskiego Związku Bokserskiego, w ukonstytuowanym dwa tygodnie później Zarządzie Głównym ponownie otrzymał tę funkcję. Rok później stanął na czele związku jako prezes. Od 1924 roku zasiadał z ramienia Polskiego Związku Bokserskiego w powołanym w lutym dwa lata wcześniej Związku Polskich Związków Sportowych (wśród założycieli znajdowały się związki: piłki nożnej, lekkoatletyczny, łyżwiarski. narciarski, wioślarski, kolarski i tenisowy, później przyłączono pływacki i szermierczy, myśliwych i atletyczny, bokserski, hokejowy. W charakterze członków nadzwyczajnych do ZPZS należały Związek Strzelecki i Związek Polskich Towarzystw Gimnastycznych "Sokół"). W październiku 1924 roku wszedł w skład ośmioosobowej delegacji Polskiego Komitetu Olimpijskiego (jego prezesem był książę Kazimierz Lubomirski). Zob. I-szy Polski Rocznik Sportowy 1925, zestawił dr M. Orłowicz, Warszawa 1925, s. 16, 18, 20, 46-47, 308; J. Drozd, Z. Gorlewski, Z kart historii polskiego boksu. Księga pamiątkowa na 90-lecie Polskiego Związku Bokserskiego (1923-2013), Warszawa [b.d.], s. 3-4; R. Kołodziej i in., Activities of the Polish Boxing Association between 1923-1939 - an outline of the problem, "Ido Movement for Culture. Journal of Martial Arts Anthropology" 2020, cz. 29, nr 3, s. 53-61; W. Junosza-Dąbrowski, Jak zostać mistrzem pięściarskim, Kraków 1935, s. 28; W. Gorczyca, 60 lat polskiego boksu, Kraków 1983, s. 6.

15 PAN Kraków, Zespół Józefa Zielińskiego, Autobiografia Romana Niewiadomskiego [1929], rks 77854, t. 4; J. Zieliński, Roman Mieczysław Niewiadomski (1861-1944), [w:] Polski słownik biograficzny t. 23, Wrocław-Warszawa-Kraków 1978, s. 75-76; M. Manida, Rozwój wyższego szkolnictwa technicznego w Rosji w pierwszym trzydziestoleciu XIX wieku, "Kwartalnik Historii Nauki i Techniki" 1976, nr 2, s. 271-272; M. Mądzik, Działalność społeczno-kulturalna i polityczna Polaków w Gruzji na przełomie XIX i XX wieku, Lublin 1987, s. 43-46; L. Piątkowski, Działalność gospodarcza Polaków na Zakaukaziu na przełomie XIX i XX wieku, "Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Lublin - Polonia. Sectio F" 1988/1989, vol. XLIII/XLIV, s. 105-125; G. Piwnicki, Polacy w Gruzji w XIX i na początku XX wieku, "Przegląd Polsko-Polonijny" 2012, nr 3, s. 85-86; G. Motyka, Dywizja "SS-Galizien" ("Hałyczyna"), "Pamięć i Sprawiedliwość" 2002, nr 1, s. 116.

WARSZAWA-PETERSBURG-PARYŻ-WARSZAWA

1 M. Wehrowa, Cecylia Niewiadomska (1854-1925), "Ogniwo" 1925, nr 5; R. Pachucka, Pamiętniki z lat 1886-1914, Wrocław 1958, s. 44; H. Ceysingerówna, Tajna szkoła w Warszawie w epoce caratu, Warszawa 1948, s. 6; J. Waydel-Dmochowska, Dawna Warszawa, Warszawa 1958, s. 125; W. Bartoszewski, Cecylia Niewiadomska, "Tygodnik Powszechny" 1975, nr 38 s. 3.

2 W. Niewiadomski, Jakub Natanson, "Tygodnik Ilustrowany" 1884, nr 91.

3 Według ustawy z 1868 roku we wszystkich szkołach średnich wykłady przedmiotów fizyczno-matematycznych i historycznych miały się odbywać w języku rosyjskim. Z kolei na podstawie ustawy z 1871 roku nauczanie języka polskiego było nieobowiązkowe i przeznaczone wyłącznie dla katolików, a objaśnienia do niego miały być w języku rosyjskim. Jedynym przedmiotem nauczanym w języku polskim pozostała religia.

4 B. Prus, U progu dwudziestego wieku, "Kurier Codzienny" 1 I 1901. Prus z optymizmem patrzył w przyszłość. Wieszczył, że nowy "złoty" wiek XX ostatecznie usunie bariery społeczne. Choć nie zlikwiduje "geniuszów i idiotów, wyjątkowego bogactwa i niedostatku", to przynajmniej do pewnego stopnia zmieni mentalność ludzi, wytworzy jednakowy poziom dobrobytu, pracy, oświaty i obowiązków społecznych. Za dużo jest nurzania się w przeszłości, uważał, a zbyt oszczędnie rozsławia się i reklamuje "nowoczesnych bohaterów", tych, "którzy pracują w laboratoriach, bankach i stowarzyszeniach kredytowych, światłych filantropów, popularyzatorów wiedzy, działaczy oświatowych, gospodarczych i kulturalnych, słowem akuszerów nowoczesności. [...] jeszcze w głowie huczały pioruny wolskiej reduty, a w sercach gnoiły się wspomnienia Cytadeli, jej zimnych cel pałek i szubienic. Naród nasz żył, chodził, krzyczał, miotał się, ale jako człowiek głęboko zahipnotyzowany czuł tylko swoje bóle i krzywdy, lecz rzeczywistości - absolutnie nie dostrzegał. [...] Kiedy kula uderzy w ścianę, wówczas zatrzymuje się i rozgrzewa; w mechanice nazywa się to przekształceniem ruchu masowego na cząsteczkowy; ruchu zewnętrznego w wewnętrzny. Podobna przemiana odbyła się w naszym kraju po krwawym stłumieniu powstania; naród zupełnie obudził się, przestał walczyć i spiskować, zaczął rozmyślać i pracować. To przebudzenie nazywano okresem pozytywistycznym albo pracy organicznej. Niektórzy - poeci i patrioci - gniewają się na "pracę organiczną", utożsamiają ją z groszoróbstwem i karierowiczostwem. Są to głosy nieuctwa; tak zwana praca organiczna nie jest niczym innym, tylko - normalnie rozwijającym się życiem narodu" - pisał dziesięć lat później. Za: B. Prus, Miasto zahipnotyzowane, "Kurier Codzienny" 10 XII 1910.

5 Zob. szerzej: R. Kucha, Oświata elementarna w Królestwie Polskim w latach 1864-1914, Lublin 1982, s. 20 i n.; S. Konarski, Szkolnictwo elementarne i średnie w Warszawie w okresie I wojny światowej, "Kronika Warszawy" 2008, nr 3(138), s. 5-19; W. Wakar, Oświata publiczna w Królestwie Polskim 1905-1915, Warszawa 1915, s. 9-100; J. Wroczyński, Dzieje oświaty polskiej 1795-1945, Warszawa 1980, s. 138; E. Suchan, Historyczny zarys szkolnictwa elementarnego w Polsce od Kom. Ed. Nar. po dobę obecną, Brześć nad Bugiem 1938, s. 126-134. Zob. też: K. Poznański, Oświata i szkolnictwo w Królestwie Polskim 1831-1869. Lata zmagań i nadziei, cz. I. Przebudowa systemu szkolnictwa i wychowania w Królestwie Polskim w latach 1831-1839, Warszawa 2001; tenże, Reforma szkolna w Królestwie Polskim w 1862 roku, Wrocław-Warszawa-Kraków 1968; T. Manteuffel, Centralne władze oświatowe na terenie b. Królestwa Kongresowego 1815-1915, Warszawa 1929; S. Sempołowska, Reforma szkolna 1862 roku. Organizacja szkolnictwa elementarnego, Warszawa 1915; W. Korzeniowska, Edukacja i wychowanie różnych warstw społecznych na ziemiach polskich od drugiej połowy wieku XIX do roku 1918, Kraków 2004; J. Miąso, Reformy oświatowe w Prusach, Austrii i Rosji i ich wpływ na szkolnictwo na ziemiach polskich w drugiej połowie XIX wieku, "Kwartalnik Pedagogiczny" 1995, nr 3.

6 Por. szerzej: J. Miąso, Szkoły realne w Królestwie Polskim w okresie międzypowstaniowym, "Rozprawy z Dziejów Oświaty" 1963, z. 6, s. 95-103; L. Szymański, Zarys polityki caratu wobec szkolnictwa ogólnokształcącego w Królestwie Polskim w latach 1815-1915, Wrocław 1983, s. 56 i n.

7 Proces Eligjusza Niewiadomskiego o zamach na życie Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Gabryela Narutowicza w dniu 16 grudnia 1922 r. odbyty w Sądzie Okręgowym w Warszawie dnia 30 grudnia 1922 roku, opracował i wydał Stanisław. Kijeński, Warszawa 1923, s. 3.

8 W. Bogusławski, Wojciech Gerson, "Tygodnik Ilustrowany" 1890, nr 5, s. 66.

9 Zob. szerzej: Materiały do życia i twórczości Wojciecha Gersona, red. i oprac. A. Vetulani, A. Ryszkiewicz, Wrocław 1951; A. Vetulani, Wojciech Gerson, Warszawa 1951; M. Gerson-Dąbrowska, Polscy artyści ich życie i dzieła, Kraków 1930, s. 200-233; Wojciech Gerson: 1831-1901 przez Kazimierza Molendzińskiego, Warszawa 1939; Wojciech Gerson i jego uczniowie: lato 1931 roku, Warszawa 1931; Wystawa zbiorowa Wojciecha Gersona: Muzeum Miejskie w Bydgoszczy, styczeń-luty 1939, wstęp M. Gumowski, Bydgoszcz 1939; Wojciech Gerson (1831-1901): katalog wystawy, red. i oprac. M. Bohdziewicz, Łódź 1962; Wojciech Gerson 1831-1901: katalog wystawy monograficznej, red. J. Zielińska, Warszawa 1978; P. Kopszak, Wojciech Gerson (1831-1901), Warszawa 2007; A. Kowalczykowa, Kłopotliwe piękno, [w:] Pozytywiści warszawscy: "Przegląd Tygodniowy" 1866-1876. Seria 2. Świat, Europa, Polska, Białystok 2020, s. 43-62.

10 M. Masłowski, Wstęp, [w:] M. Trzebiński, Pamiętnik malarza, opracował, wstępem i komentarzem opatrzył M. Masłowski, Wrocław 1958, s. XVI-XVII.

11 M. Trzebiński, dz. cyt., s. 13-14. Podobnie system nauczania oceniał Jan Skotnicki, również uczeń szkoły Gersona: "System nauki był bardzo przestarzały. Przyjmowano wszystkich bez żadnego przygotowania i cenzusu naukowego, wypuszczano zaś uczniów z długimi włosami, w aksamitnych spodniach jako niedouczonych geniuszów". Za: J. Skotnicki, Przy sztalugach i przy biurku. Wspomnienia, Warszawa 1957, s. 50.

12 M. Trzebiński, dz. cyt., s. 14.

13 Wystawa sztuki stosowanej z Krakowa, "Kurier Litewski", 10 II 1908.

14 E. Niewiadomski, Malarstwo polskie XIX i XX wieku, Warszawa 1926, s. 125-128.

15 Niewiadomski nawiązywał tutaj do głośnej pracy Stanisława Witkiewicza Sztuka i krytyka u nas (1884-1890), w której pisał między innymi, że naniesione przez Gersona na płótno wydarzenia historyczne "jakoś nie przekonują", idealizował chłopów, w nauczaniu charakteryzowała go rutyna, nie potrafił wyswobodzić się z realizmu i tworzył "na pasku tradycji pielęgnowanych w akademiach", niektóre obrazy Gersona składają się "z połowicznych wyników roboty, kierowanej manierą, wszystko w nim jest umiarkowane, nie przedstawia on żadnej nadzwyczajnej zalety [...] jest robotą, utrzymaną w granicach szkolnych, programowych malowideł" etc. Za: S. Witkiewicz, Sztuka i krytyka u nas (1884-1890), Kraków 1891, s. 66, 272, 347, 356-357.

16 E. Niewiadomski, Malarstwo polskie..., s. 125-126.

17 R. Wroczyński, Myśl pedagogiczna i programy oświatowe w Królestwie Polskim na przełomie XIX i XX wieku, Warszawa 1955, s. 108.

18 J. Fałat, Pamiętniki, Warszawa 1935, s. 81-82.

19 Tamże, s. 82. Zob. szerzej: H. Stępień, M. Liczbińska, Artyści polscy w środowisku monachijskim w latach 1828-1914. Materiały źródłowe, Warszawa 1994.

20 P. Pleskot, Niewiadomski. Zabić prezydenta, Warszawa 2012, s. 103.

21 Pod koniec XIX wieku w Petersburgu mieszkało prawie trzydzieści tysięcy Polaków. Por. tabele uwzględniające skład narodowościowy w: Z. Łukawski, Ludność polska w Rosji 1863-1914, Wrocław 1978; L. Bazylow, Polacy w Petersburgu, Wrocław 1981; Petersburg i Polska, red. D. Konstantynow, Kraków 2006. O strukturze zawodowej, wykonywanych profesjach ludności polskiej zob. Sankt-Pieterburg po pierepisu 10 diekabria 1869 goda, Petersburg 1872.

22 Zob. szerzej: B. Garczyk, Petersburg jako ośrodek akademicki przełomu XIX i XX wieku, "Studia Ekonomiczne. Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach" 2016, nr 277, s. 115-134; L. Bazylow, Polacy w Petersburgu, Warszawa 1984; F. Nowiński, Polacy na Uniwersytecie Petersburskim w latach 1832-1884, Wrocław 1986; R. Kołodziejczyk, Studenci polscy w Instytucie Inżynierów Komunikacji w Petersburgu w latach 1867-1876, [w:] Miasta, mieszczaństwo, burżuazja w Polsce w XIX w. Szkice i rozprawy historyczne, Warszawa 1979, s. 222-241; J. Róziewicz, Polsko-rosyjskie powiązania naukowe (1725-1918), Wrocław 1984; Księga pamiątkowa inżynierów technologów Polaków wychowańców Instytutu Technologicznego w Petersburgu (w rocznicę stulecia uczelni), Warszawa 1933, s. 1-101; M. Osiecka, Polonica w petersburskim Archiwum Historycznym, Archiwum Literatury i Sztuki oraz Archiwum Dokumentacji Filmowej i Fotograficznej, "Miscellanea Historico-Archivistica" 2018, t. 25, s. 146-149.

23 I.I. Swirida, Mieżdu Pietierburgom, Warszawoj i Wilno: chudożnik w kulturnom prostranstwie, XVIII - sieriedina XIX w. Oczerki, Moskwa 1999, s. 248-266.

24 L. Skalska-Miecik, Polscy uczniowie petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych w XIX i na początku XX wieku, [w:] Polscy uczniowie petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych w XIX i na początku XX wieku. Katalog wystawy, Muzeum Narodowe w Warszawie, Warszawa 1989, s. 14-23. Z badań nad Polakami studiującymi w Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu zob. np. L. Skalska-Miecik, Konrad Krzyżanowski - lata studiów w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych w świetle materiałów archiwalnych, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1972, t. 16, s. 407-439; taż, Józef Mańkowski - materiały do życia i twórczości, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1973, t. 17, s. 353-390; taż, Kazimierz Stabrowski - lata studiów i początki działalności twórczej, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1975, t. XIX, s. 575-657; taż, Polscy uczniowie petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku, "Biuletyn Historii Sztuki" 1975, nr 4, s. 351-365; taż, Twórczość Aleksandra Stankiewicza, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1981, t. 25, s. 205-238; taż, Julia Stabrowska - zapomniana rzeźbiarka, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1983, t. 27, s. 265-287; taż, Echa sztuki rosyjskiej w twórczości warszawskich modernistów, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1984, t. 28, s. 125-172; taż, Echoes of Russian Art in the Work of Polish Modernist, [w:] Symbolism in Poland, Collected Essays, The Detroit Institute of Arts 1984, s. 45-56; D. Konstantynów, Petersburskie lata Ludomira Sleńdzińskiego i Felicjana Szczęsnego Kowarskiego, [w:] Między Polską a światem. Od średniowiecza po lata II wojny światowej, red. M. Morka, P. Paszkiewicz, Warszawa 1993, s. 128-137; K. Mytariewa, W Petersburgu, [w:] Ferdynand Ruszczyc. 1870-1936. Pamiętnik wystawy, Warszawa 1966, s. 56-65; taż, O wzajemnych kontaktach wileńskiej Szkoły Malarstwa i Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1972, t. 16, s. 251-287; taż, Związki Wańkowicza i Smokowskiego z Petersburską Akademią Sztuk Pięknych po ich wyjeździe, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1973, t. 17, s. 337-343; I. Swirida, Polacy w życiu artystycznym Petersburga I połowy XIX wieku, [w:] Między Polską a światem od średniowiecza po lata II wojny światowej, red. M. Morka, P. Paszkiewicz, Warszawa 1993, s. 101-114; M. Omilanowska, Polscy architekci w uczelniach petersburskich w latach 1814-1918, "Biuletyn Historii Sztuki" 2004, nr 3-4, s. 351-373; taż, Działalność polskich architektów w Cesarstwie Rosyjskim w XIX i na początku XX wieku, "Pinakotheke" (Moskwa) 2005, nr 20-21, s. 76-85; taż, Polish Architects from the St. Petersburg Academy of Art and the Institute of Civil Engineers, "Centropa" 2010, nr 1, s. 14-30; A. Świętosławska, Pod skrzydłami Akademii: Wileńscy malarze w Petersburgu w okresie międzypowstaniowym, "Sztuka Europy Wschodniej/Искусство Bосточной Европы/Art of Eastern Europe" 2016, t. 4, s. 281-292.

25 W nawiasach podano lata studiów. Zob. też: L. Skalska-Miecik, Konrad Krzyżanowski - lata studiów w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych..., s. 407 [przyp. 1]; taż, Polscy uczniowie petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku..., s. 351.

26 Zob. szerzej: Charitas. Księga zbiorowa wydana na rzecz r.-k. Towarzystwa Dobroczynności przy kościele św. Katarzyny w Petersburgu, Petersburg 1894; Ustawa Towarzystwa Dobroczynności przy kościele św. Katarzyny w Petersburgu, "Kraj" 1884, nr 8, s. 16-17; 25-letni jubileusz rz.-kat. Towarz. Dobroczynności, "Dodatek Ilustrowany" do "Dziennika Petersburskiego" 1909, nr 140, s. 4; R. Hankowska, Kościół św. Katarzyny Panny i Męczenniczki Aleksandryjskiej w Sankt-Petersburgu. Historia. Architektura. Wystrój wnętrza. Problemy rekonstrukcji i konserwacji, Warszawa 1997, s. 242-244; B. Czaplicki, Rzymskokatolickie Towarzystwo Dobroczynności przy kościele św. Katarzyny w Petersburgu w latach 1884-1919, "Archiwa, Biblioteki i Muzea Kościelne" 2007, nr 88, s. 21-47.

27 J. Skotnicki, dz. cyt., s. 52.

28 Tamże.

29 Studiując w Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, Niewiadomski zetknął się też z rzetelnymi pedagogami, a przeciętymi, by nie powiedzieć miernymi, artystami, jak choćby Kławdij Lebiediew, Iwan Tworożnikow i Aleksandr Kisieliow.

30 Zob. szerzej: R. Pipes, Rosyjscy malarze: pieriedwiżnicy, przeł. W. Jeżewski, Warszawa 2008; Die Peredwishniki. Genossenschaft für Wanderausstellungen (1870-1923), red. A. Lebedew, przeł. K. Strauss, Leningrad 1982; Russische Realisten. Aufsätze zur Kunst der Wanderer, G. Hallmann, Leipzig 1983; E. Valkenier, Russian realist art. The state and society, the Peredvizhniki and their tradition, New York 1989; Towariszczestwo Pieriedwiżnych Chudożestwiennych Wystawok. Pis'ma i dokumienty. 1869-1899, t. 1-2, Moskwa 1987.

31 L. Skalska-Miecik, Konrad Krzyżanowski - lata studiów w petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych..., s. 410.

32 Tamże.

33 J. Skotnicki, dz. cyt., s. 51.

34 H. Piątkowski, Wystawa obrazów J. Mańkowskiego, "Kurier Warszawski" 16 III 1913. W obszernym studium krytycznym Polskie malarstwo współczesne: szkice i notaty (Kraków 1895) Piątkowski nie wspomina o kontaktach Niewiadomskiego z Mańkowskim.

35 E. Niewiadomski, Malarstwo polskie..., s. 257-259. W przedmowie do katalogu wystawy obrazów Mańkowskiego z 1913 roku Niewiadomski pisał: "Józef Mańkowski jest artystą zupełnie nieznanym polskiemu ogółowi. Prac swoich nie tylko nie wystawiał, ale nie pokazywał nikomu, z wyjątkiem przyjaciół i to najbliższych. Obcy wszelkiej próżności, do wystawiania miał wstręt niepokonany. O sprzedaż nie dbał. Wiecznie niezadowolony z siebie, szukający doskonałości bezwzględnej, przerabiał, poprawiał, ścierał, malował bez końca nowe warjanty, jednej i tej samej kompozycyi. Obserwator ścisły, niesłychanie wrażliwy na barwy, znajdował poezję i piękno wszędzie, gdzie tylko przeniknął promień słońca. Nie trzeba mu było żadnych niezwykłych podniet - widoku gór, oceanów, dramatów żywiołowych itp. Dlatego w obrazach tego artysty nie trzeba szukać kompozycyi literackich. Wystarcza mu parę domków, drzew, linja odległego wzgórza - kawałek nieba nasyconego wilgocią i światłem. Z tych prostych motywów tworzy całe poematy przez głębokie odczucie ich czysto malarskiej wartości. Pierwszorzędny kolorysta świat cały widzi przez pryzmat barw, każdy jego zakątek jest tylko harmonją plam barwnych, harmonją zazwyczaj nasyconą, ciepłą i dźwięczną. [...] Jako malarz jest on spowinowacony duchowo z grupą impresjonistów francuskich jak Cézanne, Pissarro, Gauguin. Ale to pokrewieństwo jest czysto duchowe, bo formalnie Mańkowski stoi na własnym gruncie". Za: E.N., Józef Mańkowski, Warszawa 1913. O twórczości J. Mańkowskiego zob. L. Skalska-Miecik, Józef Mańkowski - materiały do życia i twórczości, "Rocznik Muzeum Narodowego w Warszawie" 1973, t. 17, s. 353-390.

36 F. Ruszczyc, Dziennik, cz. 1: Ku Wilnu. 1894-1919, Warszawa 1994.

37 Proces Eligjusza Niewiadomskiego..., s. 3.

38 Tamże.

39 Tamże, s. 52.

40 L. Krzywicki, Wspomnienia, t. 3, Warszawa 1959, s. 274.

41 S. Stempowski, Pamiętniki 1870-1914, Wrocław 1952.

42 Zob. szerzej: G. Bobilewicz, Ubiór modernistów rosyjskich w życiu codziennym i na portretach, "Acta Universitatis Wratislaviensis. Slavica Wratislaviensia" 2006, t. CXXXIX, nr 2915, s. 43-56.

43 Zob. szerzej: M. Abassy, Inteligencja a kultura. O problemach samoidentyfikacji dziewiętnastowiecznej inteligencji rosyjskiej, Kraków 2008; G. Przebinda, Mikołaj Czernyszewski. Późny wnuk Oświecenia, Katowice 1996; W. Rydzewski, Filozofia polityczna rosyjskiego narodnictwa, Kraków 1988; A. Walicki, Idea wolności u myślicieli rosyjskich. Studia z lat 1955-1959, Kraków 2000; tenże, Marksizm i skok do królestwa wolności. Dzieje komunistycznej utopii, Warszawa 1996; tenże, W kręgu socjalistycznej utopii. Struktura i przemiany rosyjskiego słowianofilstwa, Warszawa 2002; tenże, Zarys myśli rosyjskiej: od oświecenia do renesansu religijno-filozoficznego, Kraków 2005.

44 Mowa o cyklu artykułów Artura Górskiego pod wspólnym tytułem Młoda Polska..., publikowanych na łamach krakowskiego "Życia" w 1898 roku i podpisanych pseudonimem Quasimodo. Młoda Polska, felieton nie posłany na konkurs "Słowa Polskiego", "Życie" 1898, nr 15, 16, 18, 19, 24, 25. Zob. też: Programy i dyskusje Młodej Polski, wstęp i oprac. M. Podraza-Kwiatkowska, Wrocław 1977; A. Hutnikiewicz, Młoda Polska, Warszawa 1994; A. Kieżun, Drogi własne. O młodopolskiej twórczości Artura Górskiego, Białystok 2006.

45 J. Skotnicki, dz. cyt., s. 215.

46 Proces Eligjusza Niewiadomskiego..., s. 39.

47 J. Skotnicki, dz. cyt., s. 54.

48 P. Górska, Paleta i pióro (wspomnienia), Kraków 1956, s. 39. O lekcjach rysunku udzielanych przez Niewiadomskiego wspominają choćby: E. Charazińska, Maria Pia Górska, [w:] Artystki polskie, katalog wystawy, red. A. Morawińska, Warszawa 1991, s. 166-167; A. Okońska, Żywoty pań malujących, Warszawa 1981, s. 151-184; A. Sieradzka, Malarstwo religijne Pii Górskiej, [w:] "Sacrum et decorum. Materiały i Studia z Historii Polskiej Sztuki Sakralnej" 2013, t. 6, s. 82-96, a przede wszystkim B. Patała, Pia Górska (1878-1974) - zarys monografii, Warszawa 1999 (mps, niepublikowana praca magisterska przygotowana pod kierunkiem prof. UW dr hab. Anny Sieradzkiej, Biblioteka IHS UW).

49 W 1932 roku Pia Górska wydała drukiem opowieść biograficzną poświęconą Józefowi Chełmońskiemu O Chełmońskim.

50 M. z Łubieńskich Górska, Gdybym mniej kochała. Dziennik lat 1889-1895, Warszawa 1996.

51 Akt w akademji, "Kraj" 1892, nr 46, s. 23. Zob. też "Kraj" 1893, nr 46, s. 22; "Kraj" 1893, nr 47, s. 24 - tam lista Polaków, absolwentów akademii. Także: Gazetka, "Biesiada Literacka" 1893, nr 1, s. 5.

52 L. Skalska-Miecik, Polscy uczniowie petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku..., s. 353; taż, Echoes of Russian Art..., s. 45; L. Grajewski, Artyści polscy w Rosji w XIX i z początku XX wieku, mps, IS PAN, Zbiory Specjalne, k. 12, 40. W Drugiej Rzeczypospolitej obraz Centaury w lesie znalazł się w posiadaniu Jana Michała hr. Tyszkiewicza z Waki Trockiej. W 1896 roku obraz Niewiadomskiego zamieszczono w "Tygodniku Ilustrowanym" (1896, nr 48, s. 453). Zob. też: IS PAN, Zbiory Specjalne, Materiały do Słownika artystów polskich. Teczka Eligiusz Niewiadomski, Nagrody, bp.

53 Por. S. Kondakow, Jubilejnyj sprawocznik Impieratrojskoj Akademii Chudożestw 1764-1914, b.d., b.m., s. 197; A. Zotow, Akademija Chudożestw SSSR, Moskwa 1960, s. 194.

54 Na ostatnim konkursie, "Czas" 6 XII 1894, także: Kronika powszechna. Ze sztuki, "Tygodnik Ilustrowany" 1894, nr 50, s. 391; Korespondencja, "Tygodnik Ilustrowany" 1894, nr 230, s. 398.

55 Obraz wystawiono w Towarzystwie Zachęty Sztuk Pięknych w 1909 r. Zob. Instytut Sztuki Polskiej Akademii Nauk w Warszawie [dalej: IS PAN], Zbiory Specjalne, Materiały do Słownika artystów polskich. Teczka Eligiusz Niewiadomski, Niewiadomski Eligiusz Józef (biogram), k. 5.

56 Katalog Domu Aukcyjnego Polswiss Art, Warszawa 2001, s. 100.

57 Lucyan, Korespondencya "Tygodnika Ilustrowanego". Petersburg, dnia 10-go grudnia. Wystawa w Akademii Sztuk Pięknych. Teatr i muzyka, "Tygodnik Ilustrowany" 1894, nr 51, s. 399; Nasze ryciny, "Tygodnik Ilustrowany" 1896, nr 48, s. 453; Dział artystyczny, "Tygodnik Ilustrowany" 1895, nr 49, s. 401; Kronika powszechna. Ze sztuki, "Tygodnik Ilustrowany" 1896, nr 50, s. 493.

58 "Niwa. Dwutygodnik naukowy, literacki i artystyczny" 1894, nr 50, s. 1227. Także: "Głos" 1894, nr 278, s. 3.

59 A. Ryłow, Wospominanija, Moskwa 1954, s. 46. Autoryzowany pamiętnik A. Ostroumowej-Lebiediewej jest zdeponowany w Dziale Rękopisów Biblioteki Publicznej im. M.J. Sałtykowa-Szczedrina w Petersburgu, fond 1015. Za: L. Skalska-Miecik, Polscy uczniowie petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku..., s. 353.

60 "Siewier" 1900, nr 46, s. 1465.

61 L. Skalska-Miecik, Polscy uczniowie petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku..., s. 353.

62 Zob. szerzej: H.A. Schmidt, Böcklin, Arnold, [w:] Schweizerischer Künstler-Lexikon, cz. 1 A-G, red. C. Brun, Frauenfeld 1905, s. 162-167; J. Meier-Graefe, Der Fall Böcklin und die Lehre von den Einheiten, Stuttgart 1905; U. Christoffel, Böcklin, Arnold, [w:] Neue Deutsche Biographie, cz. 2, Berlin 1955, s. 373; H. Floerke, Böcklin und das Wesen der Kunst, München 1927; Arnold Böcklin. Anlässlich der Ausstellung "Arnold Böcklin - eine Retrospektive" in Basel, Paris und München 2001-2002, red. B.W. Lindemann, K. Schmidt, Heidelberg 2001; A. Nowakowski, Arnold Böcklin. Chwała i zapomnienie, Kraków 1994; S. Zuffim, Malarstwo nowoczesne. Od romantyzmu do awangardy XX wieku, Warszawa 1999, s. 176-177; M. Poprzęcka, Akademizm, Warszawa 1980, s. 173, 266; H.H. Hofstätter, Symbolizm, Warszawa 1980, s. 334.

63 Galeria Obrazów w Taganrogu, nr inw. 1110, Eligiusz Niewiadomski, Cisza leśna, olej, płótno 135 x 116; sygn. Niewiadomski 1896. Zob. też: "Tygodnik Ilustrowany" 1896, nr 18, s. 399; 1896, nr 21, s. 402, 408, 418; 1896, nr 48, s. 453; 1896, nr 50, s. 493; "Kurier Warszawski" 1896, nr 242; J. Ryszkiewicz, Kronika malarska, "Kurier Niedzielny" 1896, nr 13, s. 8-9; Kronika powszechna, "Tygodnik Ilustrowany" 1897, nr 3, s. 58; Z tygodnia na tydzień, "Tygodnik Ilustrowany" 1897, nr 7, s. 124; Z turnieju malarskiego, "Tygodnik Ilustrowany" 1897, nr 8, s. 156; Kronika powszechna, "Tygodnik Ilustrowany" 1897, nr 15, s. 298; Kronika powszechna, "Tygodnik Ilustrowany" 1897, nr 23, s. 458.

64 Wierzbięta, Artyści polscy w Petersburgu, "Kraj" 1898, nr 13, s. 143-145; 1898, nr 14, s. 155-159; 1898, nr 15, s. 170-174; 1898, nr 16, s. 183-188.

65 Zob. szerzej: L. Skalska-Miecik, Konrad Krzyżanowski - lata studiów w Petersburskiej Akademii Sztuk Pięknych..., s. 407-440; taż, Kazimierz Stabrowski - lata studiów i początki działalności twórczej..., s. 592; taż, Józef Mańkowski - materiały do życia i twórczości..., s. 369.

66 Szerzej na temat wydarzeń Komuny Paryskiej zob.: J. Allemane, Mémoires d'un communard, Paris 2001; A. Arnould, Histoire populaire et parlementaire de la commune de Paris, Lyon 2009 [reprint z 1877 roku]; A. de Breiul Hélion da la Guéronni?re, La Commune sanglante ou le legs incendiaire: Histoire et tablettes du sang de la Commune de Paris, Paris 1871; L. Martine, Histoire compl?te de la révolution de Paris en 1871, Paris 1871; P. Boisseau, La Commune de Paris de 1871 a l'épreuve du droit constitutionnel, Presses Universitaires de la Faculté de Droit de Clermont-Ferrand 2000; J.P. Crab?, Les anarchistes et la Commune de Paris, Les Éditions du Temps perdu 2010; A.C. Deciufl?, La Commune de Paris (1871): révolution populaire et pouvoir révolutionnaire, Paris 1969; J. Gaillard, Communes de province, Commune de Paris, 1870-1871, Paris 1971; N. Michal, Les énigmes de la guerre de 70 et de la Commune, t. 1-33, Gen?ve 1970; P. Ponsot, Les gr?ves de 1870 et la Commune de 1871 au Creusot, Paris 1957; C. Rihs, La Commune de Paris - sa structure et ses doctrines (1871), Gen?ve 1955; J.L. Robert, Le Paris de la Commune - 1871, Paris-Berlin 2015; W. Serman, La Commune de Paris (1871), Paris 1986; R. Tombs, Paris, bivouac des révolutions. La Commune de 1871, Paris 2014; T. March, The History of Paris Commune of 1871, Londyn 1896; P.O. Lissagray, Historia Komuny Paryskiej, Warszawa 1971; R. Dobek, Paryż 1871, Poznań 2013; S. Mendelson, Historia ruchu komunistycznego we Francji 1871 r., Lwów 1903.

67 Skala represji "krwawego karła" (Adolf Thiers) i "rzeźnika" (Gaston de Galliffet) wobec uczestników i sympatyków komuny była niespotykana od lat. Większość komunardów została aresztowana i trafiła do więzień, setki rozstrzelano, ponad dziesięć tysięcy uczestników komuny otrzymało wyroki śmierci, a około czterech tysięcy deportowano do Nowej Kaledonii. Por. szerzej: J. Baronnet, J. Chalou, Communards en Nouvelle-Calédonie. Histoire de la déportation, Paris 1987.

68 J. Michelet, Histoire de la Révolution francaise, vol. 6, Paris 1854, s. 504. Cyprian Kamil Norwid poświęcił zresztą Micheletowi wielce sugestywną fraszkę:

Dewocja krzyczy: "Michelet wychodzi z kościoła!"

Prawda; dewocja tylko tego nie postrzegła,

Że za kościołem człowiek o ratunek woła,

Że kona, że, aby krew go nie ubiegła,

To ornat drze się w pasy i związuje rany...

A faryzeusz mimo idzie zadumany...

69 Zob. szerzej: P. Barral, Jules Ferry, une volonté pour la République, Nancy 1985; É. Fromant, Jules Ferry, cet inconnu, L'Harmattan, 2018; F. Furet, Jules Ferry fondateur de la République, Paris 1985; J.M. Gaillard, Jules Ferry, Paris 1989; C. Leli?vre, Jules Ferry: la République éducatrice, 1999; M. Ozouf, Jules Ferry. La liberté et la tradition, Gallimard 2014; V. Huguenot, Jules Ferry, un amoureux de la République, Vent d'Est 2014.

70 K. Wyka, Sprawa Dreyfusa, "Tygodnik Ilustrowany" 1935, nr 33.

71 P. Birnbaum, L'Affaire Dreyfus la République en péril, Paris 1994, s. 31.

72 J. Zineman, Historia Syjonizmu, Kopenhaga 1979, s. 97.

73 J. Kornberg, Theodor Herzl: From Assimilation to Zionism. Jewish Literature and Culture, Indiana University Press 1993, s. 193-194.

74 Na temat Akcji Francuskiej, jej programu i głównych przedstawicieli zob. np.: M. de Roux, Charles Maurras et le nationalisme de l'A.F., Paris 1928; W. Gurian, Der integrale Nationalismus in Frankreich, Frankfurt a M. 1931; R. Havard de la Montagne, Histoire de l'A.F., Paris 1950; E. Weber, The Nationalist Revival in France 1905-1914, Los Angeles 1959; S.M. Osgood, French Royalism under the Third and Fourth Republic, Hague 1960; R. Girardet, Le nationalisme français 1871-1914, Paris 1970; C. Capitan Peter, Charles Maurras et l'idéologie d'A. F. Étude sociologique d'une pensée de droite, Paris 1972; J. McCearney, Maurras et son temps, Paris 1977; M. Sutton, Nationalism, Positivism and Catholicism: The Politics of Charles Maurras and French Catholics, 1890-1914, Cambridge 1982; V. Nguyen, Aux origines de l'A. F. Intelligence et politique vers 1900, Paris 1991; A. Wielomski, Nacjonalizm francuski 1886-1940. Geneza, przemiany i istota filozofii politycznej, Warszawa 2007; J. Bartyzel, Kameloci króla. Charles Maurras i Action Française, [w:] "Umierać, ale powoli!". O monarchistycznej i katolickiej kontrrewolucji w Europie romańskiej 1815-2000, Kraków 2002, s. 489-708.

75 E. Zola, J'Accuse...!, "L'Aurore" 13 I 1898; tenże, Oskarżam, Warszawa 1953; H. Suwała, Emil Zola, Warszawa 1968, s. 418-421; E. Cahn, Pour ou contre Emile Zola: les etudiants de Parisen janvier 1898, "Billetin de la Societe d'etudes jaurresienne" 1978, nr 71.

76 Szerzej: P. Ory, J-F. Sirinelli, Les intellectuels en France de l'affaire Dreyfus a nos jours, Paris 1986; A. Pag?s, Emile Zola, un intellectuel dans l'affaire Dreyfus, Paris 1991.

77 Szerzej na temat sprawy Dreyfusa zob.: J. Reinach, Histoire de l'affaire Dreifus, t. 1: Le Proces de 1894, Paris 1901; t. 2: Esterhazy, Paris 1903; t. 3: La crise, Paris 1903; V. Duclert, Biographie d'Alfred Dreyfus, Paris 2006; J.-M. Mayeur, Les débuts de la IIIe République, Éditions du Seuil 1973, s. 209-217; M. Thomas, L'Affaire sans Dreyfus, Paris 1961; P. Boussel, L'affaire Dreyfus et la presse, Paris 1960; S. Wilson, Ideology and experience: anti-semitism in France at the time of the Dreyfus Affair, London 1982; M. Winock, Le mythe fondateur: l'affaire Dreyfus. Le model republicain, Paris 1992; V. Duclert, Alfred Dreyfus: l'honneur d'un patriote, Paris 2006; A. Israël, Les vérités cachées de l'affaire Dreyfus, Paris 2000; M. Mouhou, Affaire Dreyfus: conspiration dans la République, L'Harmattan 2006; V. Duclert, De la justice dans l'Affaire Dreyfus, Paris 2006; H. Arendt, Sprawa Dreyfusa, [w:] taż, Korzenie totalitaryzmu, cz. 1, przeł. D. Grinberg, Warszawa 2008; M. Horoszewicz, Sprawa Dreyfusa. Ostrzeżenie sprzed wieku, Warszawa 2017; A. Budzanowska, T. Pietrzykowski, Wokół procesu Dreyfusa. Jednostka - ideologia - polityka, Kraków 2020; A. Budzanowska, Dreyfurzyści i ich społeczna narracja, "Horyzonty Wychowania" 2018, nr 17(42), s. 11-26; A. Kaczmarek, Sprawiedliwość nie jest dla Żydów! Sprawa Dreyfusa: antysemityzm w służbie III Republiki, "Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska. Sectio FF" 2011, vol. XXIX, nr. 2, s. 31-43; M. Tomczak, Intelektualiści w Europie Zachodniej: od sprawy Dreyfusa do wybuchu II wojny światowej, "Studia Europaea Gnesnensia" 2011, nr 4, s. 105-124.

78 K. Wyka, Sprawa Dreyfusa, "Tygodnik Ilustrowany" 1935, nr 33.

79 Proces Eligjusza Niewiadomskiego..., s. 13.

80 M. Zgórniak, Spis polskich uczniów Académie Julian, "Biuletyn Historii Sztuki" 2020, t. LXXXII, nr 3, s. 463-479; tenże, Polscy uczniowie Académie Julian do roku 1919, "RIHA Journal. Journal of the International Association of Research Institutes in the History of Art" 10 VIII 2012, nr 49, s. 1-29. Według relacji Wacława Gąsiorowskiego (1869-1939), znanego powieściopisarza i publicysty, od 1904 roku mieszkającego we Francji, w 1913 roku w Paryżu przebywało 299 polskich artystów, w tym około osiemdziesięciu kobiet. Por. W. Gąsiorowski, Emigracja intelektualna, "Tygodnik Ilustrowany" 1913, nr 16, s. 306; 1913, nr 17, s. 325-326.

81 W świetle badań Ewy Bobrowskiej oraz Hanny Bartnickiej-Górskiej i Joanny Szczepińskiej-Tramer w latach 1890-1890 w Paryżu mogło przebywać ok. 160 polskich artystek. Por. E. Bobrowska, Emancypantki? artystki polskie w Paryżu na przełomie XIX i XX wieku, "Archiwum Emigracji. Studia - Szkice - Dokumenty" 2012, z. 1-2(16-17), s. 11-27; H. Bartnicka-G?rska i J. SzczepińskaTramer, W poszukiwaniu światła, kształtu i barw. Artyści polscy wystawiający na salonach paryskich w latach 1884-1960, Warszawa 2005, s. 17. Na temat udziału polskich artystów w życiu kulturalnym Francji zob. też: F. Ziejka, Paryż młodopolski, Warszawa 1993; E. Bobrowska-Jakubowska, Środowisko artystów polskich we Francji w latach 1900-1995, "Zeszyty Zakładu Narodowego im. Ossolińskich" 1997, z. 8, s. 65-71; taż, Artyści polscy we Francji w latach 1890-1918. Wspólnoty i indywidualności, Warszawa 2004; taż, Le milieu des artistes polonais en France 1890-1918, communautés et individualités (dysertacja doktorska napisana pod kierunkiem F. Levaillant, Université Panthéon-Sorbonne, Paris 2001); taż, La présence des artistes polonais en France - état des lieux de la recherche, "Ligeia" 2009 nr 93-96, s. 67-76; taż, Polska obecność artystyczna we Francji - próba oceny stanu badań, "Archiwum Emigracji. Studia - Szkice - Dokumenty" 2010, z. 1-2(12-13), s. 175-186; taż, Génie créateur face a Genius loci: les artistes polonais et leurs promenades a travers la France au tournant du XIX?me si?cle, [w:] Genius loci face a la mondialisation, red. Z. Mitosek, A. Ciesielska-Ribard, Paris 2006, s. 97-107; A. Wierzbicka, Świadectwa obecności. Polskie życie artystyczne we Francji w latach 1900-1939. Diariusz wydarzeń z wyborem tekstów, część I: Lata 1900-1921, Warszawa 2012.

82 M. Zgórniak, Spis polskich uczniów Académie Julian..., s. 475; tenże, Polscy uczniowie Académie Julian do roku 1919..., s. 16. Także: C. Fehrer, The Julian Academy. List of Students and Professors, 1869-1939, [w:] The Julian Academy Paris 1868-1939: spring exhibition, red. R. i E. Kashey, Shepherd Gallery, New York 1989.

83 R. Fański, Artystyczna para - Kazimierz i Julian Stabrowski, "Życie i Sztuka" 1903, nr 27, s. 4.

84 William-Adolphe Bouguereau (1825-1905), francuski malarz specjalizujący się w tematyce religijnej, historycznej, mitologicznej oraz idealizowanych aktach kobiecych. Studiował w Beaux-Arts de Paris, później pracował jako profesor w Académie Julian. W 1876 roku został dożywotnim członkiem akademii. Zob. szerzej: F.E. Wissman, Bouguereau, Éditions Pomegranate 1996; F.C. Ross, K.L. Ross, William Bougereau, Paris 2018.

85 Gabriel-Joseph-Marie-Augustin Ferrier (1847-1914), francuski malarz, portrecista, uczeń Ernesta Héberta i Isidore'a Pilsa, absolwent Beaux-Arts de Paris, profesor Académie Julian i Maisons d'éducation de la Légion d'honneur. Zob. szerzej: Ferrier Gabriel-Joseph-Marie-Augustin, [w:] "Dictionnaires biographiques départementaux" 1904, nr 45, s. 264; E.S., Ferrier, Gabriel, [w:] Allgemeines Kunstlerlexikon. Die Bildenden Künstler aller Zeiten und Völker, t. 39, München 2004, s. 125.

86 Zob. szerzej: E.S. Cameron, The art of Benjamin-Constant, "Brush and pencil" 1902, vol. 10, s. 236-246; A. Muriel, Benjamin-Constant. Un orientaliste français anglophile, "Miranda" 2015, nr 11; A. Prenant, Benjamin-Constant (1845-1902): peintre et figure d'autorité en mati?re d'art, www.hicsa.univ-paris1.fr/documents/file/JEprocent20Meneuxprocent20Masterprocent202014/8-Prenant-Benjamin-Constant.pdf (dostęp: 15.01.2023).

87 A. Kamieński, Benjamin Constant (charakterystyka i wspomnienie osobiste), "Tygodnik Ilustrowany" 1902, nr 23, s. 457. Zob. też tenże, Moi przyjaciele. Kartka z pamiętnika, "Tygodnik Ilustrowany" 1902, nr 10, s. 189.

88 Zob. szerzej: M.-H. Desjardins, Des peintres au pays des falaises 1830-1940, Éditions des falaises 2004, s. 108-114; Jean-Paul Laurens 1838-1921, peintre d'Histoire, [catalogue d'exposition], Paris 1997; F. Fabre, Le Roman d'un peintre Jean-Paul Laurens, Paris 2013 (I wyd. 1878).

89 Zob. szerzej: S. Kern, Culture of Time and Space, 1880-1918, Massachusetts-London 1983; Symbolism, Decadence and the Fin de Si?cle: French and European Perspectives, red. P. Mc Guinness, Exeter University Press 2000; T. Schaffer, Literature and Culture at the Fin de Si?cle, New York 2007; C. Becker, Fin de si?cle, [w:] Harenberg Lexikon der Weltliteratur, z. 2, Dortmund 1989, s. 948.

90 V. Hugo, Nędznicy, t. 2, przeł. K. Byczewska, posłowie Z. Bieńkowski, Warszawa 1956, s. 72.

91 Zob. szerzej: J. Ferry, Les comptes fantastiques d'Haussmann, Paris 1868; J. des Cars, Haussmann: La gloire du Second Empire, Paris 2008; H. Lefebvre, Le droit a la ville, Paris 1968; N. Papayanis, Planing Paris before Haussmann, Baltimore 2004; P. Pinon, Atlas du Paris haussmannien, Paris 2002; G. Valance, Haussmann le grand, Paris 2000; W. Wiśniewska, M. Wiśniewski, Urbanistyka "a la française": tysiąc lat doświadczeń i europejskich innowacji - dopełnienie obrazu, t. 3: Od Wielkiej Rewolucji po nowe tysiąclecie: wiek XIX, epoka pragmatyzmu: wiek XX, laboratorium urbanistyki nowoczesnej, Kraków 2018; R. Dobek, Haussmann - budowniczy nowego Paryża, "Wiek XIX. Rocznik Towarzystwa Literackiego im. Adama Mickiewicza" 2019, t. LIV, s. 219-246.

92 Zob. szerzej: Malarze polscy w Bretanii (1890-1939), red. B. Brus-Malinowska, E. Micke-Broniarek, tłmaczenie tekstów z francuskiego A. Głowacka, t. 1-2, Warszawa 2005 (katalogi wystawy zorganizowanej w Muzeum Narodowym w Warszawie przy współpracy z muzeum w Quimper oraz Muzeum Pont-Aven).

93 L. Krzywicki, dz. cyt., s. 274.

94 Proces Eligjusza Niewiadomskiego..., s. 3.

95 Catalogue illustré de peinture et sculpture - 18 ?me année. Exposition des Beaux Arts - Salon de 1896, red. Ludovic Baschet, Paris 1896. Także: IS PAN, Zbiory Specjalne, Materiały do Słownika artystów polskich. Teczka Eligiusz Niewiadomski, Niewiadomski Eligiusz Józef (biogram), k. 2; A. Piber, dz. cyt, s. 72; P. Pleskot, Portret mordercy..., s. 153. Wystawione w Paryżu prace Niewiadomskiego dostrzegła natomiast polska prasa. Zob. np.: Kronika powszechna. Ze sztuki, "Tygodnik Ilustrowany" 1896, nr 18, s. 399; Salon na Polach Elizejskich, "Tygodnik Ilustrowany" 1896, nr 21, s. 408; Kronika powszechna. Ze sztuki, "Tygodnik Ilustrowany" 1896, nr 21, s. 418.

96 Proces Eligjusza Niewiadomskiego..., s. 52.

97 Zob. szerzej: N. Klatt, Jesus in Indien: Nikolaus Alexandrovitch Notovitchs "Unbekanntes Leben Jesu, sein Leben und seine Indienreise (2nd ed.), Göttingen 2011; S.J. Joseph, Jesus in India?, "Journal of the American of Religion" 2012, vol. 80, nr 1, s. 161-199; B. Malkovsky, Some Recent Developments in Hindu Understandings of Jesus, "Journal of Hindu - Christian Studies" 2010, vol. 23, s. 3-8; L.H. Fader, The Issa Tale That Will Not Die: Nicholas Notovich and His Fraudulent Gospel, University Press of America 2003.

98 Proces Eligjusza Niewiadomskiego..., s. 3.

99 Informacja o ślubie w: "Kurier Warszawski" 16 X 1898, nr 286, s. 5. O obrazie Krzyżanowskiego zob. A.K. Olszewski, Dzieje sztuki polskiej 1890-1980 w zarysie, Warszawa 1988, s. 21.

100 X dr K. Lutosławski, Mistyfikacja, "Myśl Narodowa" 23 XII 1922, nr 51, s. 8.

101 M. Nowak, Narutowicz - Niewiadomski. Biografie równoległe, Warszawa 2019, s. 39.

102 Proces Eligjusza Niewiadomskiego..., s. 13-14.

103 A. Garlicki, U źródeł obozu belwederskiego, Warszawa 1983, s. 107-108.

104 L. Kulińska, Związek Akademicki Młodzież Wszechpolska i Młodzież Wielkiej Polski w latach 1922-1947. (Struktury, funkcjonowanie i główni działacze), Warszawa 2004, s. 35; J. Baraniecki, Najwierniejszy z wiernych, "Myśl Polska" 1984, nr 14/16, s. 6.

105 Z. Kaczmarek, Obóz Wielkiej Polski - geneza i działalność społeczno-polityczna w latach 1926-1933, Poznań 1980, s. 28; T. Bielecki, W szkole Dmowskiego. Szkice i wspomnienia, Londyn 1968, s. 176; W.J. Muszyński, Narodowcy w ruchu związkowym II RP. Geneza, działalność i znaczenie Zjednoczenia Zawodowego "Praca Polska" (1925-1939), [w:] Narodowa Demokracja XIX-XXI wiek (koncepcje - ludzie - działalność), red. T. Sikorski, A. Wątor, Szczecin 2008, s. 715-729.

106 K. Kaczmarski, O Wielką Polskę na wojennym wychodźstwie. Stronnictwo Narodowe wobec rządu gen. Władysława Sikorskiego (1939-1943), Rzeszów 2013, s. 274-292; M. Motas, Działalność Komitetu Zagranicznego Obozu Narodowego (1942-1943) jako próba integracji środowisk narodowych na emigracji w czasie drugiej wojny światowej, "Niepodległość i Pamięć" 2010, nr 1(31), s. 163-184; A. Friszke, Z dziejów Stronnictwa Narodowego na emigracji w latach 1939-1942, "Zeszyty Historyczne" 1990 z. 92, s. 45; Z. Przetakiewicz, Od ONR-u do PAX-u (Wspomnienia), Warszawa 1994, s. 51; S. Kilian, Myśl społeczno-polityczna Tadeusza Bieleckiego, Kraków 2000, s. 67; M.E. Rojek, Zapłonął pożar światowy. Artykuły wybitnego dziennikarza spisane podczas drugiej wojny światowej, Warszawa 2003, s. 68-73; Z. Siemaszko, Narodowe Siły Zbrojne, b.m., b.d., s. 44.

107 A. Friszke, Z dziejów Stronnictwa Narodowego..., s. 12-13; J. Żaryn, Stronnictwo Narodowe we Francji (1939-1955), "Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej" 2007 nr 8/9, s. 96; T. Sikorski, Wyznajemy zasady narodowe, polskie i uniwersalne katolickie. Stronnictwo Narodowe na emigracji (1939-1992): zarys działalności i myśli politycznej, [w:] Angielski łącznik. Albin Tybulewicz (1929-2014), red. K. Niewiadomski, M. Jaworski, Warszawa 2016, s. 16;

108 Relacja Albina Tybulewicza, Londyn, jesień 2012; zbiory prywatne autora.

109 S. Mackiewicz, Zielone oczy, Warszawa 1987, s. 121; K. Morawski, Wspólna droga z Rogerem Raczyńskim. Wspomnienia, Poznań 1998, s. 217-218.

110 K. Tarka, Na celowniku tajnych służb PRL-u. Sprawa Aleksandra Demideckiego-Demidowicza, "Archiwum Emigracji. Studia - Szkice - Dokumenty" 2014, z. 1-2, s. 319-337.

111 B. minister łącznikiem między NSZ a Andersem, "Kurier Polski" 1946, nr 17, s. 4; Min. Demidecki otrzymał satysfakcję, "Myśl Polska" 1950 nr 21, s. 11; Relacja Albina Tybulewicza, Londyn, jesień 2012, zbiory prywatne autora; Relacja Zbigniewa Siemaszki, Londyn, jesień 2012, zbiory prywatne autora; Relacja Hanny Kościa-Zbirohowskiej, Londyn, jesień 2012, zbiory prywatne autora.

112 E. Muszalski, Adw. Aleksander Demidecki-Demidowicz (20 VIII 1900 - 10 VII 1981), "Palestra" 1982, nr 6-7, s. 84-86; Nekrolog, "Myśl Polska" 1981, nr 15/17, s. 5.

113 Z. z Grabskich Kirkor-Kiedroniowa, Wspomnienia, wstępem poprzedził H. Wereszycki, oprac. red. A. Szklarska-Lohmannowa, komentarz przygotowały: M. Stolzmanowa, A. Szklarska-Lohmannowa, cz. 2: Lata 1920-1932 oraz Wspomnienia i notatki pisane podczas powstania warszawskiego, Kraków 1989, s. 101.

114 A. Rybak, Eligiusz Niewiadomski. Chory na Polskę, "Rzeczpospolita" 19 XII 2011, nr 293, s. 8.

115 Tamże; P. Pleskot, Niewiadomski..., s. 169-170.