Elektra - Eurypides

Kup ebooka

6.49 zł
5.32 zł (3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Elektra

Na scenie

WIEŚNIAK.

Argiwski grodzie stary! Inacha odmęty, Skąd ongi Agamemnon, rozliczne okręty Wiodący, na trojańską wyruszył wyprawę! Zabiwszy Priamosa i zburzywszy sławę Dardanowego miasta, wrócił znów w twe mury, Ażeby pozawieszać w świątyniach, u góry, Na ludach barbarzyńskich wzięty łup olbrzymi. Tam dobrze mu się wiodło, ale między swymi Padł, zdradą Klytaimnestry, swojej własnej żony, I ręką Ajgisthosa do grobu wpędzony, Thyestowego syna! Tak berło Tantala Utracił, zaś Aigisthos władzą się przechwala W tej ziemi, ożeniwszy się z córką Tyndara, Małżonką zabitego. W domu dzieci para Została, kiedy ojciec wyruszył na Troję: Orestes, syn, i dziewka Elektra - tych dwoje. Ojcowski piastun stary, czując w sobie lęki, (Że chłopiec zginąć może z Aigisthosa ręki) Do ziemi Foków wziął go i na wychowanie Strofiosowi oddał. Elektra zostanie W pałacu rodzicielskim i tu, gdy dorośnie, Najpierwsza młódź Hellady wielce się miłośnie Zaleca do tej panny kwitnącej. Atoli Aigisthos na małżeńskie śluby nie zezwoli,

Lecz więzi ją w komnatach, ponieważ się trwoży, Iż mściciel gotów wyróść z takich pańskich łoży, Co zechce kiedy pomścić śmierć Agamemnona. Lecz bojąc się i tego, że tajemnie ona Dać może syna komuś z szlachetnego rodu, Jął godzić na jej życie, by doznać zawodu: Z rąk jego ocaliła ją matka, ta sroga Kobieta, co, świadoma, gdzie pozoru droga, By męża zamordować, lękała się przecie Zarzutu dzieciobójstwa. Przeto inne siecie Wymyślił król Ajgisthos: Ktoby go w swe ręce Schwyciwszy, ubił zbiega, temu on w podzięce Zapłaci złotem. Zasię Elektrę za żonę Dał mnie, Mykeńczykowi z ojców. Na niepłone Me gniazdo nikt przygany nie rzuci. Jedynie Ta wada jest, żem biedny, więc i dom nie słynie Świetnością, choć szlachecki. By osłabić trwogę, Słabemu za małżonkę powierzył niebogę. Bo gdyby ją był pojął jakiś mąż dostojny, Ze krwi Agamemnona, dotychczas spokojnej, Uśpionej, mógłby mściciel wyróść dla Ajgista. Jam łoża się jej nie tknął - dziewica to czysta Do dzisiaj, świadkiem Kiprys. Nie mogę, ja człowiek Niegodny, pospolity, podnieść swoich powiek Ku dziecku ludzi możnych, boć to wstyd! Prawdziwie Żal tylko mi Oresta, jeśli się na niwie Argiwskiej zjawi kiedy mój szwagier tułaczy I siostry nieszczęśliwe małżeństwo zobaczy. A kto mnie nazwie głupcem, że wziąłem do domu Za żonę młodą dziewkę, której nie chcę sromu

Zadawać, niech wie o tem, że on na to miano Zasłużył, bo mu cnoty szanować nie dano - Przewrotną-ci on miarą wszystko w świecie mierzy.

Z izby wychodzi, z wiadrem na głowie

ELEKTRA.

O nocy czarna, gwiazd tych złocistych macierzy! W twym mroku, z ciężkiem wiadrem na głowie, do zdroju Po wodę oto spieszę, nie iżbym w tym znoju Musiała żyć z potrzeby, tylko Ajgisthową Chcę pychę unaocznić niebiosom i mową Rozgłośną posłać skargę w te wielkie przestwory Z powodu mego ojca! Mnie, z mojej komory, Wygnała rodzicielka, latorośl Tyndara - Dogodzić chce mężowi, o niego się stara: Że dzieci ma z nim inne, ta najgorsza z matek Uważa mnie z Orestem za zbędny dodatek.

WIEŚNIAK.

Przecz dla mnie, dziewko biedna, marnujesz tak życie? Przecz znosisz takie trudy, w delikatnym bycie Wyrosła? Ja ci bronię, lecz nie mam posłuchu.

ELEKTRA.

Przyjaciel, równy bogom, jesteś dla mnie, druhu! Boś nigdy mnie nie skrzywdził w tej mojej niedoli. Szczęśliwym bywa człowiek, gdy mu los pozwoli Lekarza znajść takiego, jak ja mam go w tobie. Jakkolwiek bez nakazu, to i owo zrobię, By ulżyć twoim troskom, o ile me siły Wystarczą. Dość ci pracy losy zostawiły Za domem. Tu ja wszystko przygotować muszę,

Ażebyś, powróciwszy z roboty, swą duszę Ucieszył, widząc izbę w jak najlepszym ładzie.

WIEŚNIAK.

Gdy tak ci się podoba, idź, choć wbrew mej radzie - A zresztą niedaleko stąd źródło. Ja w pole Wypędzę woły z świtem i obsieję rolę. Leniwiec, który tylko na uściech ma bogi, Czyż może, tak bez trudu, napełnić swe brogi? Oboje odchodzą w przeciwnych kierunkach.

Na scenie jawi się w towarzystwie Pyladesa i świty

ORESTES.

Pyladzie! Z pośród wszystkich tyś sam mi pozostał Jedynym, wiernym druhem - nikt tobie nie sprostał Z przyjaciół: Tyś mnie jeden nie opuścił w nędzy, Na którą mnie Ajgisthos naraził, gdy z jędzy Pomocą, mojej matki, ojca mi mordował. I oto, potajemnie, z pod świątynnych pował Przychodzę na tę ziemię argiwską, by serce Odwetem zadowolić: Krew dadzą morderce Za krew mojego ojca. Dzisiejszej już nocy Rodzica-m grób odwiedził i z łzy mu sierocej Objatę jam uczynił i z pukla mych włosów I jagnię śród ofiarnych poświęciłem ciosów - Ukradkiem przed władcami tej ziemi. Do grodu Nie myślę jednak stóp swych kierować z powodu Jednego i drugiego: U granic tych stoję, By łatwiej zbiedz, jeśliby mnie i plany moje Rozpoznał który z szpiegów, potem chcę się dostać Do siostry [gdzieś tu pono jest ta droga postać, Wydana, słyszę, zamąż - rozbrat-ci już wzięła Z panieństwem]: z nią ja muszę pogadać i dzieła

Uczynić ją spólniczką krwawego i, wreście, Dowiedzieć się, jak wszystko układa się w mieście. A teraz, boć jutrzenka otwiera już oczy Promienne, trzeba zejść stąd. Stańmy na uboczy, A może jaki wieśniak lub służebna jaka Odpowie, usłyszawszy pytanie biedaka, Czy siostra gdzieś tu mieszka. Lecz oto przed nami Jest jakaś niewolnica: na głowie z włosami Postrzyżonymi wiadro ma z wodą. Więc dalej, Usiądźmy tu, Pyladzie! Będziemy czekali, Czy może nie usłyszym czegokolwiek w sprawie, Dla której ja tu dzisiaj razem z tobą bawię.

Powraca na scenę

ELEKTRA.

Przyspieszaj kroku, czas woła! Płyń, pieśni ma niewesoła, Płyń! Raty! Przeraty! Agamemnona ja córa, A Klytajmnestra, ponura, Okrutna latorośl Tyndara, Na świat mnie wydała niewiara, Zaś w moich ziomków ja mowie Biedną Elektrą się zowię... Ach! ach! nieszczęsne wy znoje! Ach! straszne życie ty moje! Ach! ojcze, co leżysz w grobie! Ajgisthos śmierć zadał tobie, Śmierć tę, Agamemnonie, Własnej zawdzięczasz żonie!

*

Pobudź-że dalej swe wargi, Niech w łzawe rozdźwięczą się skargi!

*

Przyspieszaj kroku, czas woła! Płyń, pieśni ma niewesoła. Płyń! Raty! Przeraty! Jakiż to gród, jakie niwy, O bracie mój nieszczęśliwy, Przyjęły cię onej doby, Kiedyś mnie, pełną żałoby, W ojcowskiej zostawił komnacie, Mnie, siostrę twoją, o bracie! Zali powrócisz kiedy, By mnie wybawić z tej biedy? Zali - na Boga! na Boga! Przywiedzie tułacza cię droga. Ażebyś pomścić mógł godnie Na ojcu spełnioną zbrodnię.

*

Pobudź-że dalej swe wargi, Niech w łzawe rozdźwięczą się skargi!.

*

Trzeba mi z głowy zdjąć

Tę urnę, Abym ponocne, chmurne Mogła zanucić pienia W ojca mojego cześć...Niechaj się głośna skarga rozprzestrzenia, Żałobne niech płyną pieśni! Ku twej mogilnej cieśni Codziennie posyłam wieść, Niepowstrzymane te jęki, Którymi codziennie żyję! Ach! bez wytchnienia Paznogciem rozdzieram szyję, Głowie nie szczędzę ręki, Tej postrzyżonej głowie.

Śmierć opłakując twoją.

*

Ach! rań sobie głowę, rań!... Jak łabędź, co śpiewną swą dań Rzuca na rzeki fale. Swoje rozpacze, Swoje po ojcu przenajdroższym żale, Co zginął, podstępnie na sidła schwycony, Tak żałosnymi ja tony Po mym rodzicu płaczę: Ostatniąś swą kąpiel wziął, O luby Ojcze, na łożu zguby! O gorze mi! gorze! gorze! O jaki gorzki cios Zadałeś ojcu, ty gorzki toporze! O zdrado, gdy on z pod Troi Do żony powrócił swojej Na ten okrutny los: Nie wstęgą, nie wieńcem sławy Witała cię wówczas żona - Zdradą cię zmoże,

K'tobie skieruje ona Miecz obosieczny krwawy Kochanka swego Ajgistha I podłą utrwala miłość.

Na scenę wchodzi

CHÓR DZIEWIC MYKEŃSKICH.

Agamemnona płodzie! Ku twej wieśniaczej przychodzim zagrodzie! Zjawił się, zjawił mykeński wędrowiec, Co górski przebiega manowiec. Człowiek, żywiący się mlekiem, I o tem święcie mówi niedalekiem, Które trzeciego dnia Urządza Argiwów lud, I że w świątynny gród, W którym panuje Hera, Wszystka gromada dziewic się wybiera.

ELEKTRA.

Nie święta, nie żadne stroje Nęcą mnie, drużki wy moje! Nieszczęsna dusza ma Nie czuje żadnej ochoty W klejnot ubierać się złoty. W Argiwek gromadzie młodej Nie pójdę ja w skoczne zawody, Stopą do tańca nie ruszę! Łzy tylko, łzy i katusze Oto codzienne me jadło, Którem się żywić wypadło! Spojrzyj na włos mój zwalany,

Na moich sukien łachmany! Zali to godne jest córy Agamemnona i Troi, Która w pamięci ma swojej, Że ojciec mój zburzył jej mury?!

CHÓR.

Wielka jest nasza bogini, Niech więc Elektra piękną się uczyni: Strój złotem tkany przyjmij z naszej ręki: On jeszcze podniesie twe wdzięki! Mniemasz, że nie czcząc bogów, Samemi łzami zwyciężysz swych wrogów? Nie jęki, pełne trwóg, Radosny-ć sprawią dzień, Nie! Pełne kornych tchnień, Ku bóstwu zwrócone modły Ludziom, o dziecię! szczęśliwość przywiodły!

ELEKTRA.

Od skargi biednego człeka Wszelakie bóstwo ucieka! Nie żywie już żaden bóg, Co byłby pomny tej starej Ojca mojego ofiary. Ach! jakże mi żal jest ciebie, Którego mogiła grzebie! Jak żal mi tego, co żywy Śród obcej gdzieś błądzi niwy, Co może zwyczajem tułaczy Chleb gdzieś zajada żebraczy,

On, syn sławnego rodzica! I ja ołzawiam swe lica W tym biednym, wieśniaczym dworze, W te górskie rzucona knieje, Gdy tamtej dobrze się dzieje, Z mordercą dzielącej swe łoże...

PRZODOWNICA CHÓRU.

Na dom twój i Helladę spadła klęska ostra, Przyniosła ją Helena, twojej matki siostra.

ELEKTRA.

O biada mi, niewiasty!... Narzekać przestanę. Jakowiś obcy ludzie skryli się za ścianę Domostwa i, patrzajcie, wychodzą z ukrycia. Uciekać trza - wy tędy, ja zaś od przybycia Tych ludzi złych coprędzej do domu się schronię.

ORESTES (zastępując jej drogę).

Stań, biedna! Nic ci złego nie zrobią me dłonie.

ELEKTRA.

Na Fojba! Nie zabijaj! Na klęczkach cię proszę.

ORESTES (chwytając ją za rękę).

O, zabić raczej innych, to dla mnie rozkosze.

ELEKTRA.

Precz! odstąp! Nie dotykaj, czego-ć prawo wzbrania!

ORESTES.

Nikt niema tu większego prawa dotykania.

ELEKTRA.

A czemuż uzbrojony czaisz się za domem?

ORESTES.

Wysłuchaj, a wnet wszystko będzie ci znajomem.

ELEKTRA.

Wysłucham. W twych ja ręku! Odemnie-ś silniejszy!

ORESTES.

O bracie wieść ci niosę tej chwili dzisiejszej.

ELEKTRA.

Czy żyw jest, czy też umarł? O drogi, odpowiedz!

ORESTES.

Żyw! Naprzód wieść ci dobrą przynosi wędrowiec...

ELEKTRA.

Niech szczęście ci nagrodzi słodkie wieści twoje.

ORESTES.

Pragnąłbym, byśmy szczęście posiedli oboje.

ELEKTRA.

Śród jakich dróg się trudzi ten człek utrudzony?

ORESTES.

Niejeden lud poznając i niejedne strony.

ELEKTRA.

A może nawet nie ma powszedniego chleba?

ORESTES.

Ma, owszem. Lecz tułaczom nędz nie szczędzą nieba.

ELEKTRA.

Więc jakie polecenie masz od mego brata?

ORESTES.

Czy żyjesz, a gdy żyjesz, jak się wszystko-ć splata?

ELEKTRA.

Nasamprzód - czy nie widzisz zbiedzonej postaci?

ORESTES.

Ból gryzie cię. Człek, widząc to, wesołość traci.

ELEKTRA.

A głowa postrzyżona - pukli ani szczątka!

ORESTES.

Po ojcu czy po bracie żałobna pamiątka?

ELEKTRA.

Bo cóż od nich droższego może być dla człeka?

ORESTES.

A brat - jakże to mniemasz? - od siostry ucieka?

ELEKTRA.

Wiem, kocha mnie. Lecz druh to, dziś odemnie zdala.

ORESTES.

Mów, cóż ci dzisiaj w grodzie mieszkać nie pozwala?

ELEKTRA.

Zabójcze mnie tu więzi małżeństwo, to powód.

ORESTES.

Żal brata!... Męża twego mykeński rodowód?

ELEKTRA.

Nie takie żywił ojciec nadzieje w mej sprawie.

ORESTES.

Opowiedz-że mi wszystko, bratu to wyjawię.

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.