1. Wojna i antywojna
1. Wojna i antywojna
Daj nam, Boże, sto lat wojny i ani jednego dnia bitwy, teraz jednak nie
ma innego wyjścia...
Te słowa powiedział hiszpański wódz markiz
Ferrante Francesco d'Avalos di Pescara. Miało to miejsce na kilka godzin
przed rozpoczęciem bitwy pod Pawią, 24 lutego 1525 roku. Czytam je jako
żołnierz, pasjonat historii, broni, militariów oraz wojskowego
szkolenia, który postrzega służbę w wojsku jako pasję i sposób na życie.
My - ja i ludzie do mnie podobni - lubimy zapach prochu, zmęczenie
zajęciami taktycznymi, poligonami, gdzie koła, gąsienice i wojskowe buty
grzęzną w błocie, a widok munduru jest najbardziej elegancki. Czy jednak
lubimy i tęsknimy za krwawymi bitwami?
Podczas działań zbrojnych, mając szczęście, można zostać zranionym,
tylko czy kalectwo jest szczęściem, a nadany order uśmierzy ból? Chyba
nie o to chodzi, by być inwalidą wojennym lub martwym bohaterem. Nie,
nie uchylam się przed byciem w boju i braniem udziału w walce. Zresztą
na wojnie spędziłem prawie cztery lata i chcę tylko przekazać, że nie
jest ona niczym fajnym, choć mundur i całe to wojskowe szkolenie - już
tak. Wiem, że to zawiłe, pokręcone, a nawet sprzeczne, ale taka właśnie
jest wojna, w której rządzi chaos.
Nie raz w historii dało się słyszeć, że w imię pokoju musi toczyć się
wojna albo że musi toczyć się wojna, by nie było wojny. To wydaje się
szalone, ale w 2022 roku w ten właśnie sposób wypowiadają się rosyjscy
politycy. Czytając moje rozważania, nie patrzcie na mnie jak na
schizofrenika, który lubi mundur, zapach prochu i jednocześnie jest
przeciwnikiem wojny (bo w rzeczywistości nim jestem). Uważam, że
żołnierze, przede wszystkim ci, którzy zasmakowali wojny, po jej
zakończeniu są najzagorzalszymi jej przeciwnikami, zaś politycy i fabrykanci - w moim przekonaniu - od wieków wywołują wojny i na nich
ubijają swe interesy i zarabiają. Mój wojskowy pacyfizm mogę zdefiniować
jako umiarkowane podejście do wojny: to tak jak z neutralnością, bycie
neutralnym nie oznacza, że jest się bezbronnym, najlepszym przykładem
jest tu Szwajcaria. W takich konfliktach najbardziej cierpią cywile,
którzy z czasem też stają się żołnierzami i walczą, choć nie mają
umiejętności i spora ich część szybko ginie. Dlatego, proszę, uważajmy,
na kogo głosujemy podczas wyborów. Oddając głos na "idiotę", możemy
przyczynić się do wywołania wojny, bitew i zagłady naszego życia, na
które tak często w czasie pokoju narzekamy.
Trening taktyczny operatorów GROM-u w Iraku, 2007 rok
Wracając do słów markiza di Pescary, myślę, że czuł to samo co ja i moi
koledzy żołnierze. Żołnierze w trakcie pokoju stają się niepotrzebni i zbyt drodzy w utrzymaniu: redukuje się armię, przestaje dbać o żołnierza, a on staje się kimś na pokaz podczas musztry paradnej. To, że
mogę pisać te słowa, zawdzięczam nie tylko panu generałowi Sławomirowi
Petelickiemu, twórcy Jednostki Wojskowej GROM, ale i wydarzeniom z 11
września 2001 roku. W tym dniu runęły nowojorskie wieże World Trade
Center, a świat musiał zmierzyć się z wojną inną niż dotychczasowe. W przeddzień tych wydarzeń polscy politycy i generałowie planowali
rozwiązanie mojej jednostki. Byliśmy za drodzy, zbyt bezczelni podczas
szkoleń, nieregulaminowi. Kto by uszanował to, że szkoli się żołnierza
za kwotę, za którą można kupić czołg?! Ale przed inwazją na Irak i Afganistan Amerykanie, czyli najnowocześniejsza i najpotężniejsza armia
świata, nie chcieli naszych czołgów, samolotów i armat - poprosili o wysoko wykwalifikowanych specjalistów z Jednostki Wojskowej GROM, którą
pomagali stworzyć dziesięć lat wcześniej.
Więc to nie żart, że piszę o odpowiedzialnym głosowaniu, bo politycy
szybko zapominają o tym, że w czasie pokoju wojsko trzeba ciągle
szkolić, doposażać, opłacać, gdyż bańka bezpieczeństwa, w której żyjemy,
może niespodziewanie pęknąć. Oby nigdy nie pękła, ale płacić trzeba.
Fenomenem jest dla mnie podejście do spraw bezpieczeństwa i służby
wojskowej Szwajcarów. Wojna domowa z 1847 roku była ostatnim konfliktem,
w którym wzięła udział szwajcarska armia, ale do dnia dzisiejszego
większość żołnierzy trzyma wojskową broń we własnych domach, a jako
narodowy obowiązek traktuje się służbę wojskową i szkolenie. U nas, w Polsce, bardzo szybko zapomnieliśmy o II wojnie światowej i trwającej do
1991 roku sowieckiej "okupacji".
Nie, nie mam gotowego rozwiązania i rad dotyczących polskiego wojska,
ale wiem jedno - historia nie tylko lubi się powtarzać, ale się
powtarza. Musimy więc być gotowi do obrony naszych granic zawsze i to
jak najbardziej samodzielnie. Timothy John Marshall, brytyjski
dziennikarz specjalizujący się w sprawach zagranicznych i dyplomacji
międzynarodowej, w swej książce Potęga geografii, czyli jak będzie
wyglądał w przyszłości nasz świat przytacza żart, którego wcześniej nie
znałem: "Na wschodzie Rosja znów przybiera postawę agresywną. Na
zachodzie Unia Europejska przechodzi trudny okres. Między nimi leży
Polska, w której pamięć o przeszłości jest wciąż żywa. Bardzo podoba mi
się stary polski dowcip, który mówi, że kolor niebieski na polskiej
fladze symbolizuje sojuszników, na których polska mogła liczyć w trudnych czasach (Uwaga dla nie-Polaków - na polskiej fladze nie ma
koloru niebieskiego)".
Czy naprawdę wierzymy w to, że tym razem ktoś ochoczo będzie walczył o Gdańsk i Warszawę? Nawet jeśli ktoś przyjdzie z pomocą, to na pewno nie
natychmiast, będziemy więc musieli wytrzymać pierwszy napór, tak jak
zrobili to Ukraińcy wiosną 2022 roku. Świat uwierzył, że Ukraina nie
przegra wojny z Rosją, dopiero po 72 godzinach rosyjskiej inwazji.
Ukraińcy pokazali, że nie poddadzą się bez walki, nie opuścili swojego
kraju w popłochu, jak np. Afgańczycy pół roku wcześniej, po wycofaniu
się wojsk koalicji. Nie oddali też bez walki magazynów broni, tak jak
podczas wojny w Osetii Południowej. Tam Rosjanie przejęli, a następnie
wywieźli odkryte na przedmieściach Gori składy broni, o czym z radością
informował dowódca wojsk rosyjskich w Gruzji, mówiąc o masowym
rozbrajaniu gruzińskich arsenałów wojskowych.
Myślę, że dziś nie zostaniemy pozostawieni sami sobie, ale musimy mieć
siłę, by wytrzymać pierwsze uderzenie. Nasi żołnierze od samego początku
muszą zostać wsparci rezerwistami i ochotnikami po to, by się im
sprawniej działało. W tym samym czasie, wręcz jednocześnie, musimy
zadbać o bezpieczeństwo naszych najbliższych. Uwierzcie mi, że dużo
łatwiej się walczy, wiedząc, że nasze dzieci, rodzice, żony i dziewczyny
są bezpieczni. Drogie panie, nie obrażajcie się, wiem, że wiele z was na
równi z mężczyznami stanie do walki, ale większość kobiet będzie musiała
być ewakuowana i opiekować się dziećmi i osobami starszymi. Podobnie
myślę o mężczyznach. Osobiście chcę mieć obok siebie tylko tych, co
naprawdę chcą się bić. Ci na siłę zmobilizowani i niemający zacięcia do
czynnej walki mogą się lepiej sprawdzić na tyłach niż w okopach. I nikogo tu nie chcę obrazić, nie każdy musi mieć serce do walki z bronią
w ręku. Transport, logistyka, informatyka, hakerstwo, łączność itd. to
też ważne dziedziny - popatrzmy na siebie, na swoje umiejętności i sami
wybierzmy obszar, w którym możemy się odnaleźć podczas konfliktu
zbrojnego, będąc tak samo użyteczni jak ci, co walczą z karabinem w ręku. Może właśnie dzięki temu ktoś inny, mając broń i amunicję, będzie
wiedział, gdzie jej użyć, a kiedy się schronić przed ostrzałem wroga.
Wybrane działania zbrojne toczone na ziemiach polskich po trzecim
rozbiorze
Czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, kiedy wybuchnie kolejny konflikt
zbrojny w naszym bezpośrednim sąsiedztwie albo - co gorsza - u nas?
Prowadząc zajęcia ze studentami na Uczelni Techniczno-Handlowej im.
Heleny Chodkowskiej w Warszawie, zazwyczaj na pierwszych zajęciach
zadaję właśnie takie pytanie: "Kiedy będzie kolejna wojna?". Odpowiedzią
wybiegają - no, wtedy wybiegali - mocno w przyszłość. Że za pięć,
dziesięć, dwadzieścia lat, a nawet nie za naszego życia. Po tym pytaniu
przedstawiam poniższe zestawienie dat z kolejnym pytaniem: "Czy jesteśmy
mądrzejsi od naszych przodków i czego oni nie wiedzieli o okrucieństwach
wojny, dążąc do kolejnej?".
W 2022 roku mamy, licząc od upadku komunizmu i wolnych wyborów, trzy
dekady "bezwojnia". Za naszą wschodnią granicą, w Ukrainie, trwa wojna
dokładnie tak samo bezwzględna jak ta, którą pamiętają nasze babcie i dziadkowie z czasów ich młodości. Naloty i bombardowania miast i wiosek,
ataki na ludność cywilną, gwałty, grabieże, egzekucje i masowy exodus
ludności cywilnej.
Wojna w Ukrainie trwa w chwili, gdy piszę ten poradnik, ale co stoi
Rosjanom na przeszkodzie, by po zaatakowaniu Ukrainy rozniecić pożar
wojny w całej Europie? Po tym, co robią za naszą wschodnią granicą, czy
ktoś dziś może powiedzieć, że to niemożliwe, że w to nie wierzy? Tak, ja
też nie chcę w to wierzyć, ale musimy być gotowi tu, nad Wisłą, Sanem,
Wartą i Odrą już dziś, bo lepiej być dużo wcześniej przygotowanym bez
potrzeby, niż choćby odrobinę spóźnionym.
Nie chcę, by mój poradnik był na dziś czy na jutro, niech będzie on
aktualny na co dzień, na za pięć, dziesięć i piętnaście lat, bo pewnie
rosyjska wojna w Ukrainie nas ominie, zaczniemy się o niej uczyć jak o kolejnej wojnie z datami, ale... Korzystajmy z niego w każdym czasie, nie
zapominając, że pokój nie jest nam dany na zawsze, a nasze geopolityczne
położenie na dużej części równiny środkowoeuropejskiej się nie zmieni.
Ktoś gdzieś zawsze na jakiś czas stanie się orką. Wojna stanowi
integralną część historii ludzkości, a w przekonaniu greckiego filozofa
Heraklita z Efezu "wojna jest ojcem i królem wszechrzeczy", czy tego
chcemy, czy nie.
No więc kiedy kolejna wojna? Myślę, że już nie muszę odpowiadać na to
pytanie, bo kiedyś będzie, ale zadając je studentom, drążyłem ten temat,
bazując na historycznych przykładach i niewierze kolejnych pokoleń w jej
nadejście. Dla przykładu przedstawiłem sytuację z dwóch europejskich
miast.
Donbas Arena w Donbasie - stadion wybudowany na potrzeby Mistrzostw
Europy w Piłce Nożnej 2012
Kto w 1984 roku, podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Sarajewie,
spodziewałby się, a tym bardziej szykował na wojnę, która wybuchła osiem
lat później, w 1992 roku? W jej trakcie Sarajewo, stolica Bośni i Hercegowiny, było oblegane przez bośniackich Serbów. Oblężenie trwało
siedem miesięcy, w tym czasie w mieście zginęło ponad 10 500 osób, a praktycznie wszystkie budynki zostały zniszczone lub uszkodzone. Osiem
lat wcześniej, uwierzcie mi, nikt nie myślał o snajperach, głodzie i oblężeniu.
Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej 2012 rozpoczęły się koncertem Beyoncé
na stadionie Donbas Arena w Donbasie, we wschodniej Ukrainie. Stadion
ten był jednym z najnowocześniejszych obiektów piłkarskich w Europie,
ale już w maju 2014 roku został wyłączony z eksploatacji na skutek
zniszczeń powstałych podczas działań wojennych pomiędzy prorosyjskimi
separatystami ze wschodu Ukrainy oraz wspierającą ich Federacją Rosyjską
a siłami wiernymi legalnym władzom Ukrainy. Patrząc na mecz otwarcia,
czy pomyślelibyśmy, że już za dwa lata będzie to strategiczny obiekt
wojenny, a nie sportowy?
W 2014 roku, jeszcze w trakcie działań wojennych w Donbasie, stworzyłem
program szkoleniowy pod roboczą nazwą "Jak przetrwać działania wojenne,
będąc cywilem". Przeprowadziłem trzy takie szkolenia, ale chętnego na
wydanie takowego poradnika nie było. Ponoć to, co przedstawiałem, było
zbyt brutalne, no i hasło, "że jest to sianie defetyzmu", też dało się
usłyszeć. Od wybuchu konfliktu w Donbasie minęło osiem lat, media już o codziennych walkach nie informowały, konflikt tlił się jak niedogaszony
pożar, przywykliśmy... Ale mamy jego eksplozję i to na skalę działań
zbrojnych znanych nam z czasów II wojny światowej przerastającą to, co
się działo w byłej Jugosławii. Dlatego oświadczam, że nie przyjmuję
żadnej krytyki dotyczącej tego poradnika, niech z mojej wiedzy
korzystają tylko ci, którzy chcą. Żadnych malkontentów i zaklinania
rzeczywistości już nie słucham. Ślepe życie w bańce bezpieczeństwa ma to
do siebie, że budzimy się z ręką w nocniku i jesteśmy zdziwieni, że gdy
ją wyciągamy, to spływa po niej gówno - obudźmy się więc dziś, byśmy za
pięć, dziesięć i dwadzieścia lat byli przygotowani na to, co ponoć już
nigdy miało nie nastąpić - na wojnę.
Dzisiejszy konflikt zbrojny to nie zamaskowani w choinki żołnierze,
siedzący w podobnie zamaskowanych okopach po dwóch stronach frontu, czy
też pancerne uderzenie armii na wojska przeciwnika, choć wiosną 2022
roku Rosjanie właśnie tak chcieli zagarnąć Ukrainę. Taka strategia
doprowadziła do tego, że prawie wszyscy potopili się we własnej krwi
zmieszanej z czarnoziemem, ale Rosjanie, nie zważając na własne porażki,
parli ślepo do przodu, ponosząc kolejne ogromne ludzkie i sprzętowe
straty. Patrząc na konflikt w byłej Jugosławii, na wojnę w Iraku, a przede wszystkim to, co się teraz dzieje w Syrii i Ukrainie, można z dużym prawdopodobieństwem wskazać, że 80% działań zbrojnych toczyć się
będzie w miastach. Przewaga technologiczna jednej ze stron, wszelkiego
typu nowinki optoelektroniczne, czyli termowizory, które obrazowo
analizują temperaturowe promieniowanie podczerwieni, i noktowizory
umożliwiające widzenie w półmroku, bo potrzebują tylko niewielkiego
natężenia światła do działania, sprawiają, że słabiej doposażony
przeciwnik, chcąc przeżyć, musi uciekać przed "wzrokiem" wyposażonego w ten sprzęt człowieka, ale też drona.
Dzisiejszy przemysł zbrojeniowy prześciga się w wynalazkach, zresztą tak
jest od wieków. Kij zastąpiła dzida, dzidę - łuk i kusza, zaś te
przegrały w starciu z lufą pistoletu i karabinu. Chciałbym tu napisać,
że tylko człowiek się nie zmienia, ale i my zaczynamy być wypierani
przez broń do walki zdalnej. Siedzący w fotelu przed monitorem komputera
operator bezpilotowego statku powietrznego jest jeszcze żołnierzem takim
z krwi i kości, któremu potrzebny jest mundur i karabin, czy raczej
wygodny fotel, komputer z odpowiednim oprogramowaniem i dron? Wiem,
bardzo upraszczam, ale w tym poradniku chcę przedstawić nowoczesne
patrzenie na wojnę i zabezpieczenie się przed nią, choć to drugie, jak
przeczytacie, to stare sprawdzone metody, tyle że usystematyzowane i zaopatrzone w nowinki.
A więc wojna
II wojna światowa pokazała, że nie tylko bitwy, ale i wojny wygrywa ten,
kto ma przewagę w przestrzeni powietrznej. Mówię tu o wojnie totalnej.
Tak, wiem, Amerykanie mieli przewagę w Wietnamie, wojska radzieckie, a potem NATO - w Afganistanie, a jednak tamte wojny zostały przegrane. Ale
walczono tam prawie z całym społeczeństwem, więc wygraną byłoby
usunięcie wszystkich autochtonów z zajętego terenu, czyli zagłada całego
narodu. Tak wygrywał Stalin, przesiedlając nas, Polaków, ze wschodnich
województw, Tatarów z Krymu i tak dalej. Ale czy wygrał? Czy o to
chodzi, by unicestwić cały naród? Chciałbym wierzyć, że nie, ale
Rosjanie niczego innego w 2022 roku nie robią - Putin powiela wzorzec
Stalina z zeszłego wieku.
Wojna w Iraku, 2004 rok
Dlaczego przewaga w przestrzeni powietrznej przekłada się na tak dużą
przewagę na ziemi?
Pozwala na przeprowadzenie operacji na lądzie i morzu bez ingerencji z powietrza ze strony przeciwnika.
Umożliwia zwiad powietrzny nad terenem zajmowanym przez przeciwnika.
Dokładnie i na bieżąco wskazuje położenie lub przemieszczanie się
celu.
Zapewnia szybkie i precyzyjne zwalczanie celów naziemnych i nawodnych.
Zapewnia szybki przerzut wojsk własnych.
Umożliwia precyzyjne likwidowanie siły żywej, uzbrojenia, magazynów,
mostów i tym podobnych.
Źle oddziałuje psychologicznie na żołnierzy, stwarzając poczucie
permanentnego zagrożenia.
Oczywiście powyższe podpunkty można by uszczegółowić, ja tylko
zaznaczam, jak ważna jest przewaga w powietrzu. Jeszcze do niedawna
samoloty i śmigłowce mogły się czuć w miarę bezkarnie, chyba że
napotkały siły powietrzne drugiej strony lub skoncentrowaną obronę
przeciwlotniczą. Obrona przeciwlotnicza była mało mobilna, a niebo -
rozległe. Zmieniło się to z chwilą wynalezienia radarów i rakiet zwanych
ziemia-powietrze, a potem tych inteligentnych wystrzel-zapomnij.
Rakietowe pociski ziemia-powietrze wystrzeliwane z ziemi przeznaczone są
w szczególności do niszczenia samolotów i śmigłowców, ale już te
najnowsze systemy rakietowe potrafią namierzyć i zestrzelić inną
rakietę, a nawet bezzałogowy statek powietrzny. Obecnie w przenośne
przeciwlotnicze systemy rakietowe zostali wyposażeni "szeregowi"
żołnierze - to uzbrojenie nie jest już bronią elitarną i przeznaczoną
dla żołnierzy jednostek specjalnych.
Skuteczność rakiet potwierdzili mudżahedini wyposażeni w amerykańskie
ręcznie odpalane rakiety FIM-92 Stinger (przenośny, ręcznie odpalany,
naprowadzany na podczerwień pocisk kierowany ziemia-powietrze
produkowany w USA). Mudżahedini dzięki skuteczności tych rakiet wymusili
na Rosjanach w Afganistanie przejście z operacji dziennych na nocne, o wiele trudniejsze, i zaprzestanie prowadzenia wielkich operacji
powietrznodesantowych. Ale wracajmy na ziemię.
Walcząc na froncie, możemy wierzyć we własne umiejętności, ufać
nowoczesnej technologii zamontowanej na uzbrojeniu i liczyć na
waleczność, braterstwo broni, ale to wszystko traci znaczenie przy
spotkaniu ze spadającą z nieba rakietą, wystrzeloną z ziemi, samolotu
czy drona. Nie jest ważne, czy byliśmy prezesami firm, członkami zarządu
czy dyrektorami, w takiej chwili nie liczą się umiejętności, które
posiadamy. W obliczu wojny, w której wystrzeliwane są rakiety, wszyscy
mają równe szanse, dlatego tak ważna jest przewaga w powietrzu, by
wyeliminować zagrożenie, z którym tu, na ziemi nie możemy sobie
poradzić. Permanentne zagrożenie z powietrza sprawia, że nawet gdy
jesteśmy oddaleni od wojsk przeciwnika, nasze bloki, domy i cała
potrzebna nam do funkcjonowania infrastruktura są tak samo narażone na
zniszczenie jak obiekty w bezpośrednim pobliżu walk. Dzisiejszy konflikt
zbrojny nie rozegra się na wielkiej równinie, którą wyznacza linia
frontu, tylko punktowo, w miastach - jak widać na przykładzie Ukrainy -
będących celem, który chce zniszczyć wróg. Rosjanie już nawet tego nie
ukrywają, infrastruktura krytyczna czy obiekty wojskowe są na równi
ostrzeliwane z domami mieszkalnymi, teatrami, a nawet cerkwiom się
obrywa i płoną, choć obie strony są tego samego wyznania. Dlatego
kolejny rozdział poradnika poświęcę na opisane bezpiecznej ewakuacji.