eko. Miau. Kompletna historia kota - L.A. Vocelle

Kup ebooka

47.90 zł
38.80 zł (38,31 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Po­wsta­nie kota

Ewo­lu­cja/po­cho­dze­nie

Przod­ko­wie pierw­szych ko­tów za­ist­nieli mię­dzy pa­le­oce­nem a eoce­nem, od 62 do 34 mi­lio­nów lat temu. Nie­wiel­kie dra­pież­niki z ro­dziny mia­cy­dów (rys. 1.1) były po­dobne do dzi­siej­szych kun i pro­wa­dziły na­drzewny tryb ży­cia.

Rys. 1.1. Ska­mie­niały szkie­let przed­sta­wi­ciela mia­cy­dów

Wy­wo­dzący się od mia­cy­dów Pro­ailu­rus le­ma­nen­sis, czyli "pra­kot znad Je­ziora Ge­new­skiego", po­ja­wił się około 25 mi­lio­nów lat temu. Zwie­rzę, któ­rego ska­mie­nia­ło­ści zna­le­ziono we Fran­cji, jest naj­star­szym opi­sa­nym ga­tun­kiem kota. W Ame­ryce Pół­noc­nej nie od­kryto pra­wie żad­nych ko­pal­nych szcząt­ków ko­to­wa­tych z okresu ko­lej­nych 7 mi­lio­nów lat. Zda­niem pa­le­on­to­lo­gów owa luka wy­nika z nad­mier­nej spe­cja­li­za­cji tych zwie­rząt w kie­runku mię­so­żer­no­ści oraz ze zmian kli­ma­tycz­nych.

Na­stępną ważną ska­mie­nia­ło­ścią jest Pseu­da­elu­rus z dru­giego pię­tra mio­cenu, czyli sprzed około 20 mi­lio­nów lat. Ro­dzaj ten praw­do­po­dob­nie dał po­czą­tek wszyst­kim póź­niej­szym ko­to­wa­tym. Z Eu­ropy roz­prze­strze­nił się na ob­szary Azji i prze­kro­czył Be­rin­gię, pas lądu łą­czący dzi­siej­szą Sy­be­rię z te­re­nami Ala­ski i pół­noc­nej Ka­nady, mniej wię­cej w tym sa­mym okre­sie, gdy na osi ewo­lu­cji po­ja­wili się współ­cze­śni przed­sta­wi­ciele ro­dziny Fe­li­dae. Ko­to­wate opa­no­wały wów­czas wszyst­kie kon­ty­nenty z wy­jąt­kiem An­tark­tydy i Au­stra­lii, mi­gru­jąc z Azji do obu Ame­ryk i z po­wro­tem co naj­mniej dzie­się­cio­krot­nie, co za­owo­co­wało wy­od­ręb­nie­niem no­wych li­nii roz­wo­jo­wych. Nie­które ro­dzaje, jak ge­pard i ryś, prze­wę­dro­wały z No­wego do Sta­rego Świata, gdzie wy­stę­pują do dzi­siaj. Co cie­kawe, ska­mie­nia­ło­ści ko­to­wa­tych sprzed 12 mi­lio­nów lat przy­po­mi­nają na­sze koty do­mowe.

Rys. 1.2. Pro­ailu­rus

Współ­cze­śnie żyje 37 ga­tun­ków ko­tów re­pre­zen­tu­ją­cych ro­dzinę Fe­li­dae, która dzieli się na trzy pod­ro­dziny: Pan­the­ri­nae, Aci­no­ny­chi­nae i Fe­li­nae. Pod­ro­dzina Pan­the­ri­nae wy­od­ręb­niła się około 5 mi­lio­nów lat temu i obej­muje koty zdolne do wy­da­wa­nia ryku: lwy, ty­grysy, lam­party i ja­gu­ary. Je­dy­nym przed­sta­wi­cie­lem Aci­no­ny­chi­nae jest ge­pard. Naj­licz­niej­sza pod­ro­dzina Fe­li­nae, do któ­rej za­li­cza się także kot do­mowy, po­wstała około mi­liona lat temu. Na­zwa na­ukowa każ­dego ga­tunku składa się z dwóch czło­nów: na­zwy ro­dza­jo­wej i tak zwa­nego epi­tetu ga­tun­ko­wego. W na­zwie Fe­lis ca­tus pierw­szy człon ozna­cza przed­sta­wi­ciela ro­dzaju Fe­lis, drugi zaś okre­śla przy­na­leż­ność ga­tun­kową (ca­tus, czyli kot).

Rys. 1.3. Fe­lis si­lve­stris ly­bica. Edward Howe For­bush (1858-1929)

Po­dob­nie jak pra­wie cała lud­ność Eu­ropy wy­wo­dzi się od sied­miu pra­przod­kiń, które prze­ka­zały po­tom­stwu swój DNA mi­to­chon­drialny (dzie­dzi­czony wy­łącz­nie w li­nii żeń­skiej), tak i wszyst­kie koty z ro­dzaju Fe­lis wy­wo­dzą się od za­le­d­wie pię­ciu sa­mic. Po­tom­kami ko­cich pra­ma­tek są kot ty­be­tań­ski i roz­ma­ite pod­ga­tunki żbika - żbik eu­ro­pej­ski, kot ka­fryj­ski, kot ste­powy oraz kot nu­bij­ski, zwany też żbi­kiem afry­kań­skim (Fe­lis si­lve­stris ly­bica), pra­przo­dek ca­łej świa­to­wej po­pu­la­cji kota do­mo­wego, li­czą­cej około 600 mi­lio­nów osob­ni­ków re­pre­zen­tu­ją­cych prze­szło 40 ko­cich ras.

Fe­lis si­lve­stris ly­bica (rys. 1.3) wciąż wy­stę­puje dziko w do­li­nie delty Nilu, gdzie jest dość po­spo­lity. Dzieli wiele cech ze współ­cze­snym ko­tem do­mo­wym. Pro­wa­dzi nocny tryb ży­cia, po­luje na my­szy, szczury, ptaki, gady i owady. Osiąga dłu­gość od 45 do 75 cm, jego ogon mie­rzy 24-38 cm. Kot nu­bij­ski ma nieco dłuż­sze tu­łów i koń­czyny niż kot do­mowy, ale za to po­dobne prę­go­wane umasz­cze­nie.

Ce­chy kota do­mo­wego

Przez ty­siące lat koty wy­ewo­lu­owały do po­staci smu­kłych dra­pież­ni­ków, przy­sto­so­wa­nych do funk­cjo­no­wa­nia w naj­roz­ma­it­szych śro­do­wi­skach. W na­stęp­stwie udo­mo­wie­nia zmie­niły się ich ce­chy fi­zyczne. Skur­czyły się roz­miary ciała i mó­zgu, zmniej­szyła także wiel­kość szczęk. Zda­niem ba­da­czy w śre­dnio­wie­czu mó­zgi dzi­kich ko­tów były już o 10 pro­cent mniej­sze, zbli­żone ob­ję­to­ścią do mó­zgów współ­cze­snych - z wy­jąt­kiem ko­tów sy­jam­skich, któ­rych mó­zgi są jesz­cze mniej­sze, na­wet o 5-10 pro­cent. Roz­miary czaszki i ko­ści żu­chwy sta­no­wią naj­istot­niej­szą róż­nicę mię­dzy ko­tem udo­mo­wio­nym a dzi­kim.

Zwinne ko­cie ciało jest stwo­rzone do tro­pie­nia, po­lo­wa­nia i za­bi­ja­nia. Szkie­let zło­żony z około 250 ko­ści, brak oboj­czyka i mu­sku­la­tura li­cząca pra­wie 500 mię­śni umoż­li­wiają im wy­czyny ob­ser­wo­wane przez nas na co dzień: bra­wu­rowe skoki i po­pisy rów­no­wagi, spa­da­nie na cztery łapy i prze­ci­ska­nie się przez naj­mniej­sze otwory. Poza tym, że ko­cury są więk­sze od ko­tek, przed­sta­wi­ciele obu płci pra­wie nie róż­nią się po­kro­jem.

Koty mają po pięć pal­ców na przed­nich ła­pach i po cztery na tyl­nych. Cza­sem przy­cho­dzą na świat ko­cięta z więk­szą ich liczbą - jest to tak zwana po­li­dak­ty­lia. Słyn­nymi no­si­cie­lami tej wady są po­tom­ko­wie ko­cich pu­pi­lów He­min­gwaya. Koty stą­pają na pal­cach i mają bar­dzo czułe po­duszki łap, tłu­miące od­głos ich kro­ków, kiedy czają się na zdo­bycz. Wszyst­kie ko­to­wate z wy­jąt­kiem ge­par­dów po­tra­fią wcią­gać pa­zury ota­cza­jące ostatni pa­li­czek. Warto pod­kre­ślić, że chi­rur­giczne usu­wa­nie pa­zu­rów jest rów­no­znaczne z am­pu­ta­cją ca­łego członu palca.

Uzę­bie­nie ko­tów przy­po­mina układ zę­bów wszyst­kich dra­pież­ni­ków. Cztery duże kły w przed­niej czę­ści szczęki i żu­chwy służą do chwy­ta­nia i uśmier­ca­nia zdo­by­czy. Wpa­so­wują się ide­al­nie mię­dzy kręgi nie­wiel­kich gry­zoni, uła­twia­jąc kotu zgru­cho­ta­nie im rdze­nia krę­go­wego. Zęby trzo­nowe w tyl­nej czę­ści jamy ust­nej nie służą do żu­cia, tylko do ka­wał­ko­wa­nia i roz­szar­py­wa­nia tkanki mię­snej.

Koty mają bar­dzo czuły zmysł po­wo­nie­nia, czter­na­ście razy lep­szy niż węch czło­wieka. Do roz­róż­nia­nia in­te­re­su­ją­cych za­pa­chów uży­wają tak zwa­nego na­rządu Ja­cob­sona, zwa­nego też przy­le­mie­szo­wym, zbu­do­wa­nego z dwóch ru­rek, któ­rych uj­ścia znaj­dują się w pod­nie­bie­niu, tuż za sie­ka­czami. Dla­tego kot czę­sto wie­trzy ku­szącą woń z pół­otwar­tym py­skiem i unie­sioną górną wargą.

Zmysł słu­chu u kota jest znacz­nie bar­dziej wy­czu­lony niż u psa i czło­wieka. Każde ucho jest wy­po­sa­żone w 32 mię­śnie i może się ob­ró­cić o 180 stopni, dzięki czemu kot po­trafi zlo­ka­li­zo­wać źró­dło dźwięku dzie­się­cio­krot­nie szyb­ciej niż pies. Górny próg sły­szal­no­ści u kota wy­nosi 64 000 Hz, pod­czas gdy u psa za­le­d­wie 40 000 Hz. U czło­wieka za­kres sły­szal­nych dźwię­ków waha się w gra­ni­cach od 16 do 20 000 Hz.

Wśród wszyst­kich dra­pież­ni­ków koty mają naj­więk­sze oczy w sto­sunku do roz­mia­rów ciała. W ja­skra­wym świe­tle źre­nica ko­ciego oka przy­biera kształt wą­skiej szcze­liny, w ciem­no­ściach robi się cał­kiem okrą­gła. Dzięki bło­nie od­bla­sko­wej (ta­pe­tum lu­ci­dum), umiej­sco­wio­nej mię­dzy blaszką na­czy­niową a blaszką na­czyń wło­so­wa­tych, kot wi­dzi w nocy sze­ścio­krot­nie le­piej niż czło­wiek, a jego śle­pia przy­po­mi­nają świe­cące kule, co od wie­ków bywa przy­czyną naj­roz­ma­it­szych lę­ków i prze­są­dów. Trze­cia po­wieka, zwana też błoną mi­gaw­kową albo mi­gotką, na­wilża gałkę oczną i chroni ją przed uszko­dze­niami. Koty po­strze­gają świat tylko w od­cie­niach ko­lo­rów żół­tego, zie­lo­nego i nie­bie­skiego, są jed­nak bar­dzo wy­czu­lone na ruch, a ich pole wi­dze­nia, w tym pe­ry­fe­ryj­nego, ma za­kres prze­szło 260 stopni.

Koty, ze względu na pu­stynne po­cho­dze­nie, są nie­mal cał­ko­wi­cie po­zba­wione gru­czo­łów po­to­wych i po­tra­fią znieść tem­pe­ra­turę się­ga­jącą 56°C. Pra­wi­dłowa tem­pe­ra­tura ich ciała waha się mię­dzy 38°C a 38,8°C. Ko­cie serce bije od 140 do 220 razy na mi­nutę. Nerki mają wy­jąt­kową zdol­ność do za­gęsz­cza­nia mo­czu, dzięki czemu zwie­rzę nie musi pić dużo wody, a w okre­sach nie­do­bo­rów ma­ga­zy­nuje płyny w or­ga­ni­zmie.

Pierw­sze kon­takty z czło­wie­kiem i udo­mo­wie­nie kota

U źró­deł każ­dego udo­mo­wie­nia i wszel­kich re­la­cji mię­dzy czło­wie­kiem a zwie­rzę­ciem tkwią obo­pólne ko­rzy­ści. Kiedy czło­wiek neo­li­tyczny po­rzu­cił ko­czow­ni­czy tryb ży­cia łowcy-zbie­ra­cza i za­czął za­kła­dać nie­wiel­kie osady, głów­nym spo­so­bem zdo­by­wa­nia po­ży­wie­nia stała się uprawa roli. Od­kry­cie, że część ze­bra­nych plo­nów, na przy­kład psze­nica, żyto i jęcz­mień, na­daje się do prze­cho­wy­wa­nia, za­owo­co­wało bu­dową pierw­szych spi­chle­rzy. Rzecz ja­sna, za­pasy zboża przy­cią­gały my­szy i szczury, a obec­ność szkod­ni­ków przy­wa­biała koty. W ten spo­sób do­szło do po­wsta­nia wza­jem­nej, po­nie­kąd part­ner­skiej więzi czło­wieka z ko­tem.

Zda­niem nie­któ­rych ba­da­czy zna­le­zi­ska te­ra­ko­to­wych i gli­nia­nych fi­gu­rek ko­tów z Sy­rii, Tur­cji i Izra­ela świad­czą, że do za­dzierz­gnię­cia owej więzi - jesz­cze przed udo­mo­wie­niem - do­szło około 10 000 lat temu na ob­sza­rze Ży­znego Pół­księ­życa, ko­lebki wiel­kich cy­wi­li­za­cji Bli­skiego Wschodu. Inne do­wody, sprzed 7000 lat, wska­zują na udo­mo­wie­nie tego zwie­rzę­cia w tu­rec­kiej osa­dzie Ha­ci­lar, gdzie od­kryto 22 fi­gurki ko­biet ba­wią­cych się z ko­tami. Poza tym w Ha­ci­lar i w Je­ry­chu ar­che­olo­dzy na­tra­fili na szczątki tych zwie­rząt w po­zo­sta­ło­ściach osad rol­ni­czych da­to­wa­nych na lata 6000-5000 p.n.e.

Uczeni mają jed­nak roz­bieżne opi­nie co do pier­wot­nej lo­ka­li­za­cji udo­mo­wie­nia kota. Część z nich uważa, że pro­ces ten roz­po­czął się w Egip­cie. Stam­tąd Fe­lis sy­lve­stris ly­bica do­tarł do in­nych kra­jów śród­ziem­no­mor­skich na po­kła­dach fe­nic­kich stat­ków han­dlo­wych prze­wo­żą­cych ła­dunki zbóż. Fran­cu­scy ar­che­olo­dzy po­dej­rze­wają, że w ten wła­śnie spo­sób wy­lą­do­wał w neo­li­tycz­nej wio­sce Shil­lo­uro­kam­bos na Cy­prze, gdzie od­na­le­ziono ludz­kie i ko­cie szczątki we wspól­nym gro­bie sprzed około 9500 lat. Ośmio­mie­sięczny kot zo­stał za­bity i po­cho­wany w od­le­gło­ści nie­spełna pół me­tra od mniej wię­cej trzy­dzie­sto­let­niego męż­czy­zny. Co go łą­czyło z tym zwie­rzę­ciem? Czy ich re­la­cja miała pod­łoże re­li­gijne? A może kot był pu­pi­lem zmar­łego? O wy­so­kim sta­tu­sie spo­łecz­nym męż­czy­zny świad­czy liczba zło­żo­nych w gro­bie ce­re­mo­nial­nych ozdób i muszli, znacz­nie więk­sza niż w in­nych cy­pryj­skich miej­scach po­chówku z okresu neo­litu pre­ce­ra­micz­nego. Szczątki czło­wieka i kota są skie­ro­wane gło­wami do sie­bie, co wska­zuje na ja­kieś szcze­gólne, być może ry­tu­alne po­wią­za­nie. Na Cy­prze nie wy­stę­po­wał ża­den ro­dzimy ga­tu­nek kota, z czego wnio­sek, że zwie­rzęta mu­siały do­trzeć na wy­spę stat­kami z są­sied­nich kra­jów. Ist­nieje wszakże teo­ria, że zo­stały spro­wa­dzone tam przez rol­ni­ków z Tur­cji, co po­twier­dza­łoby hi­po­tezę wcze­śniej­szego udo­mo­wie­nia w re­jo­nie Ży­znego Pół­księ­życa.

Nie­dawno jed­nak od­kryto szczątki kota nu­bij­skiego w ja­mie gro­bo­wej z okresu pre­dy­na­stycz­nego w Egip­cie. Zwie­rzę po­grze­bano obok męż­czy­zny sku­lo­nego w po­zy­cji pło­do­wej i owi­nię­tego w ca­łun, w oto­cze­niu po­dob­nej bi­żu­te­rii i ce­ra­miki jak we wspo­mnia­nym po­chówku na Cy­prze. Cmen­ta­rzy­sko Mo­sta­gedda po­cho­dzi z okresu kul­tury ba­da­ryj­skiej, która roz­wi­jała się w la­tach 4500-3800 p.n.e. Do­wody ar­che­olo­giczne z jamy gro­bo­wej prze­czą za­tem teo­rii, wy­wie­dzio­nej na pod­sta­wie braku ja­kich­kol­wiek przed­sta­wień kota w epoce pre­dy­na­stycz­nej, ja­koby kot zo­stał udo­mo­wiony do­piero w cza­sach XI dy­na­stii.

W związku ze sku­tecz­no­ścią ko­tów w ochro­nie za­pa­sów żyw­no­ści oraz ich umie­jęt­no­ścią zjed­ny­wa­nia so­bie ludz­kich opie­ku­nów Egip­cja­nie za­częli je udo­ma­wiać na sze­roką skalę w okre­sie pa­no­wa­nia V dy­na­stii (XXV-XXIV w. p.n.e.). Z tego czasu po­cho­dzi fryz na ścia­nie gro­bowca w Sak­ka­rze, z przed­sta­wie­niem kota w ob­roży sie­dzą­cego pod krze­słem. Kiedy kot wy­wal­czył na­leżną mu po­zy­cję obrońcy spi­chle­rzy, rol­nicy i wie­śniacy po­wi­tali go z ra­do­ścią także w swo­ich do­mach, żeby po­mógł im po­zbyć się nie tylko po­spo­li­tych szkod­ni­ków w ro­dzaju szczu­rów i my­szy, ale i śmier­tel­nie nie­bez­piecz­nych węży i skor­pio­nów. Ze stró­żów spi­żarni koty prze­isto­czyły się stop­niowo w zwie­rzęta do­mowe.

We­dle wszel­kiego praw­do­po­do­bień­stwa udo­ma­wiano je kil­ka­krot­nie, w roz­ma­itych miej­scach i cza­sach. Po­ja­wiły się na­wet prze­słanki, że na­stą­piło to w Chi­nach przed 3000 r. p.n.e. Sporo prze­ma­wia za tą hi­po­tezą, jako że za­sięg wy­stę­po­wa­nia kota nu­bij­skiego obej­mo­wał te­reny od Azji Mniej­szej, Bli­skiego Wschodu i Azji Środ­ko­wej, po­przez dzi­siej­sze Chiny, Afga­ni­stan, Pa­ki­stan oraz pół­nocne i środ­kowe czę­ści In­dii, aż po Sar­dy­nię, Kor­sykę, Ma­jorkę, Afrykę Pół­nocną i sa­wanny na po­łu­dnie od Sa­hary. Być może ko­lejne od­kry­cia ar­che­olo­giczne po­zwolą do­kład­niej prze­śle­dzić pro­ces udo­mo­wie­nia kota. Już te­raz wia­domo, że więź łą­cząca go z czło­wie­kiem ma bar­dzo długą hi­sto­rię.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Cóż z nas za fi­lo­zo­fo­wie, skoro nie mamy po­ję­cia ani o po­cho­dze­niu, ani o prze­zna­cze­niu ko­tów?

Henry Da­vid Tho­reau

Wpro­wa­dze­nie

Koty są naj­po­pu­lar­niej­szymi zwie­rzę­tami do­mo­wymi na świe­cie. Uro­sły do rangi ikon kul­tu­ro­wych, któ­rych wpływy się­gają na­wet in­ter­netu i me­diów spo­łecz­no­ścio­wych. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych pod opieką czło­wieka żyje około 85,8 mi­liona ko­tów (zgod­nie z an­kietą APPA Na­tio­nal Pet Owners Su­rvey za lata 2015-2016), w po­zo­sta­łej czę­ści globu - po­nad 600 mi­lio­nów. Nie za­wsze jed­nak tak było. Za­le­d­wie kil­ka­set lat temu, kiedy lu­dzie zdą­żyli już za­po­mnieć o ko­cich rzą­dach pod po­sta­cią sta­ro­egip­skiej bo­gini Ba­stet, za sprawą utrwa­lo­nych wie­rzeń i prze­są­dów kot stał się uoso­bie­niem zła. Ma­sowe za­bi­ja­nie i tor­tu­ro­wa­nie tych zwie­rząt było co­dzien­no­ścią w świe­cie, w któ­rym ucho­dziły one za nie­okieł­znane dia­bły albo po pro­stu wzbu­dzały strach swoim nie­złom­nym i nie­po­kor­nym uspo­so­bie­niem. Do­piero w XVII wieku sta­tus kota w spo­łe­czeń­stwie za­czął się po­pra­wiać. Ar­ty­ści, pi­sa­rze i człon­ko­wie in­te­lek­tu­al­nych elit co­raz chęt­niej za­wie­rali przy­jaź­nie z ko­cimi wol­no­my­śli­cie­lami. Kot, jako ucie­le­śnie­nie bun­tow­ni­czej swo­body, po­słu­żył re­for­ma­to­rom za celną me­ta­forę ludz­kiej spo­łecz­no­ści. Cy­ga­ne­ria ar­ty­styczna i gar­dzący kon­we­nan­sami li­te­raci do­strze­gli w nim wkrótce sym­bol nie tylko ta­jem­nicy, ma­gii i zła, ale też ma­cie­rzyń­stwa i do­mo­wego za­ci­sza, umac­nia­jąc tym sa­mym jego pra­dawną więź z ko­bie­tami. Na prze­strzeni dzie­jów po­wścią­gli­wość i nie­prze­wi­dy­wal­ność ko­ciej na­tury mo­gły oka­zać się klą­twą albo bło­go­sła­wień­stwem. Czczone jako bó­stwa, pięt­no­wane jako stwo­rze­nia ma­giczne, ob­da­rzone prze­ra­ża­jącą mocą - koty od ty­siąc­leci są nie­od­łącz­nym ele­men­tem hi­sto­rii ludz­ko­ści.

W li­te­ra­tu­rze współ­cze­snej bra­kuje po­wszech­nej hi­sto­rii kota od jego udo­mo­wie­nia aż po czasy obecne: ce­lem ni­niej­szej książki jest wy­peł­nie­nie tej luki. Nie­które po­zy­cje od­no­szą się do kon­kret­nych epok z jego prze­szło­ści, na przy­kład Clas­si­cal Cats: The Rise and Fall of the Sa­cred Cat [Koty kla­syczne. Po­wsta­nie i upa­dek świę­tego kota] Do­nalda W. En­gelsa, po­świę­cona ko­tom w sta­ro­żyt­nym Egip­cie, Gre­cji i Rzy­mie, czy The Cat in An­cient Egypt [Kot w sta­ro­żyt­nym Egip­cie] Ja­ro­míra Máleka. Inne, jak Ti­ger in the Ho­use [Ty­grys w domu] Carla Van Vech­tena, oma­wiają wpływ kota na roz­ma­ite dzie­dziny ży­cia ludz­kiego. Żeby ob­ja­śnić sta­tus kota w dzi­siej­szym spo­łe­czeń­stwie i w pełni zro­zu­mieć jego re­la­cję z ko­bie­tami, trzeba prze­śle­dzić jego drogę przez dzieje. W tej książce sku­pię się na nie­zby­wal­nej roli kota w hi­sto­rii, sztuce i li­te­ra­tu­rze - w cha­rak­te­rze sym­bolu i na­tchnie­nia.

Uczeni wciąż to­czą spór o miej­sce i czas jego udo­mo­wie­nia. Kot nu­bij­ski (Fe­lis si­lve­stris ly­bica), uwa­żany za przodka do­mo­wego, roz­go­ścił się w sta­ro­egip­skich do­mach jako mile wi­dziany straż­nik za­pa­sów żyw­no­ści i wkrótce po­tem zo­stał wy­wyż­szony do po­zy­cji uko­cha­nej bo­gini płod­no­ści, ma­cie­rzyń­stwa i do­mo­wego ogni­ska. Koty, wbrew su­ro­wym za­ka­zom prze­my­cane z Egiptu, stop­niowo roz­prze­strze­niły się aż po naj­dal­sze krańce Im­pe­rium Ro­ma­num. W 394 roku, po umoc­nie­niu wiary chrze­ści­jań­skiej pod rzą­dami Teo­do­zju­sza I, w ca­łym ce­sar­stwie, wraz z wcho­dzą­cym w jego skład Egip­tem, po­gań­skie kulty i ry­tu­ały zde­le­ga­li­zo­wano. Trwa­jący w daw­nej wie­rze Egip­cja­nie stali się obiek­tem prze­śla­do­wań, a ich świą­ty­nie nisz­czono. W toku po­wol­nej kon­wer­sji na chrze­ści­jań­stwo dawne bó­stwa od­cho­dziły w nie­byt, wśród nich także ko­cia bo­gini Ba­stet. Grecy za­częli po­strze­gać kota jako sym­bol ma­gii, zwia­stuna zła. Nie­ziem­skość kota oraz jego związki z Izydą i żeń­skim cy­klem księ­ży­co­wym złą­czyły go w jedno z mi­styką i okul­ty­zmem.

Od za­ra­nia dzie­jów kot ko­ja­rzy się z ko­bie­tami. Grecy i Rzy­mia­nie stwo­rzyli pod to trwałe pod­wa­liny, łą­cząc egip­skie kulty Izydy i Ba­stet z kul­tami Ar­te­midy i Diany oraz He­kate. Ta ostat­nia, bo­gini świata pod­ziem­nego, po­tra­fiła zmie­niać po­stać - stąd w wie­kach ciem­nych i śre­dnio­wie­czu cza­row­ni­com przy­pi­sy­wano umie­jęt­ność prze­ista­cza­nia się w koty. Ze stra­chu przed po­gań­skim dzie­dzic­twem chrze­ści­ja­nie pró­bo­wali ru­go­wać dawne wie­rze­nia i oskar­żali rze­kome wiedźmy o upra­wia­nie ta­kich cza­rów. Wraż­liwe ko­biety pa­dały ofiarą prze­śla­do­wań za oka­zy­waną swoim pu­pi­lom czu­łość. Dwo­istość żeń­skiej i ko­ciej na­tury przy­czy­niła się do po­wsta­nia nie­ro­ze­rwal­nej więzi, która zjed­no­czyła oby­dwie strony na do­bre i na złe, w hi­sto­rii, sztuce i li­te­ra­tu­rze.

Chrze­ści­jań­stwo, po­chło­nięte ści­ga­niem cza­row­nic oraz ich ko­cich po­moc­ni­ków, do­piero z cza­sem przy­jęło do wia­do­mo­ści, że sam Je­zus li­to­wał się nad ko­tami. O ge­stach do­broci, ja­kiej do­świad­czały od Je­zusa, wspo­mina Ewan­ge­lia Świę­tych Dwu­na­stu, w Bi­blii - poza Li­stem Je­re­mia­sza - nie ma jed­nak o tym żad­nej wzmianki. Tym­cza­sem w is­la­mie za­wsze trak­to­wano koty z sza­cun­kiem. Hi­sto­rie o Ma­ho­me­cie i jego ulu­bio­nej kotce Mu­ez­zie można zna­leźć w ha­di­sach, po­dob­nie jak prze­strogę, że ten, kto za­daje kotu nie­po­trzebne cier­pie­nie, nie znaj­dzie miej­sca w raju. Z ko­lei Tal­mud, jedna z pod­sta­wo­wych ksiąg ju­da­izmu, przed­sta­wia kota wy­łącz­nie w kon­tek­ście jego związ­ków z ma­gią. W mi­to­lo­gii chiń­skiej i ja­poń­skiej trak­to­wano te zwie­rzęta am­bi­wa­lent­nie. W nie­któ­rych opo­wie­ściach wy­stę­pują jako zło­śliwe wam­piry, wgry­za­jące się lu­dziom w szyję, żeby wy­ssać z nich krew, gdzie in­dziej można zna­leźć świa­dec­twa ich wier­no­ści i od­da­nia - jak w lu­do­wych po­da­niach o ma­neki-neko z okresu Edo.

W śre­dnio­wie­czu kot zszedł na samo dno cier­pie­nia - od­trą­cany, drę­czony i mor­do­wany za rze­kome związki z po­gań­stwem, cza­row­ni­cami i Sza­ta­nem. Mimo że kler chrze­ści­jań­ski wi­dział w nim wcie­le­nie dia­bła, nie wszy­scy po­dzie­lali po­glądy hie­rar­chów. Nie­któ­rzy święci, uczeni i ar­ty­ści od­kryli w ko­cie cenne źró­dło in­spi­ra­cji, a przy­naj­mniej uży­tecz­nego tę­pi­ciela szczu­rów.

Jedne z pierw­szych ilu­mi­no­wa­nych ma­nu­skryp­tów, Ewan­ge­liarz z Lin­dis­farne i Księga z Kells, są zdo­bione pięk­nymi wi­ze­run­kami ko­tów - nie pod po­sta­cią de­mo­nów, lecz wy­jąt­kowo de­ko­ra­cyj­nych stwo­rzeń, za­ję­tych swo­imi ko­cimi spra­wami. W brzu­chu kota peł­zną­cego w dół strony Ewan­ge­lia­rza z Lin­dis­farne prze­świ­tuje syl­wetka świeżo po­żar­tego kor­mo­rana. Przed­sta­wie­nia ko­tów upo­wszech­niły się wkrótce na kar­tach be­stia­riu­szy, psał­te­rzy i go­dzi­nek oraz w de­ta­lach ar­chi­tek­tury i wnętrz ko­ściel­nych. Rzeź­bione wi­ze­runki tych zwie­rząt po­ja­wiały się na­wet na póź­no­śre­dnio­wiecz­nych mi­ze­ry­kor­diach, czyli pod­pór­kach umiesz­cza­nych pod pod­no­szo­nymi sie­dze­niami w stal­lach.

Mi­ło­śnicy ko­tów za­częli unie­śmier­tel­niać je w po­ezji, po­ja­wiły się na­wet spe­cjalne prawa o ich ochro­nie. Kot, wspo­mniany w epi­gra­ma­cie bi­zan­tyń­skiego re­tora Aga­tia­sza Scho­la­styka z 550 roku, po raz ko­lejny za­ist­niał w IX wieku, w wier­szu pew­nego mni­cha sa­mot­nika, trak­tu­ją­cym o jego pu­pilu imie­niem Pan­gur Bán. W tym sa­mym okre­sie król wa­lij­ski Hy­wel Do­bry (ok. 880-948) wpro­wa­dził kary za kra­dzież lub za­bi­cie kota, do­ce­niw­szy jego sku­tecz­ność w tę­pie­niu gry­zoni. W ślady Hy­wela po­szedł król Hen­ryk I Be­auc­lerc (1068-1135), usta­na­wia­jąc po­dobne prawa w An­glii.

Tym­cza­sem Ko­ściół wciąż sku­piał się na wy­ima­gi­no­wa­nych związ­kach ko­tów z si­łami zła. Za­równo ka­ta­rów, jak i tem­pla­riu­szy oskar­żano o he­re­zję za rze­kome od­da­wa­nie czci dia­bel­skim stwo­rze­niom. U sedna więk­szo­ści tych za­rzu­tów le­żał po­gląd, że lu­dzie mogą spo­wia­dać się Bogu bez po­śred­nic­twa księ­dza. W ra­mach walki z prze­ciw­ni­kami Ko­ścioła hie­rar­cho­wie za­częli za­ma­wiać wi­ze­runki Ży­dów w oto­cze­niu ko­tów sym­bo­li­zu­ją­cych he­re­zję.

Mimo że koty sku­tecz­nie kon­tro­lo­wały po­pu­la­cję szkod­ni­ków, lu­dzie od­pła­cali im się be­stial­ską śmier­cią w pło­mie­niach, a na­wet zrzu­ca­niem z dzwon­nic i wież bu­dowli miej­skich: w su­kien­ni­cach w Ypres prak­ty­ko­wano ów zwy­czaj aż do 1817 roku. Więk­szość tych od­ra­ża­ją­cych czy­nów to­wa­rzy­szyła uro­czy­sto­ściom ko­ściel­nym i ob­cho­dom ku czci świę­tych. Ce­lem wi­do­wisk było cią­głe przy­po­mi­na­nie, że kot jest czę­ścią daw­nego sys­temu wie­rzeń po­gań­skich i dla­tego po­wi­nien wzbu­dzać lęk i obrzy­dze­nie.

Mimo że Le­onardo da Vinci, wielki ar­ty­sta i wy­na­lazca, zwykł ma­wiać, że "na­wet naj­mar­niej­szy kot jest ar­cy­dzie­łem", w epoce re­ne­sansu sta­tus tych zwie­rząt w ludz­kim spo­łe­czeń­stwie nie­wiele się zmie­nił. Wręcz prze­ciw­nie, stały się sym­bo­lem buntu, wy­ko­rzy­sty­wa­nym pod­czas ma­so­wych pro­te­stów re­li­gij­nych i po­li­tycz­nych. Setki tych nie­win­nych stwo­rzeń zgi­nęły w mę­czar­niach z rąk roz­wście­czo­nego mo­tło­chu. W do­bie re­for­ma­cji wi­ze­ru­nek kota sko­ja­rzono z ka­to­li­cy­zmem: pew­nego razu, w an­giel­skiej miej­sco­wo­ści Che­ape, pro­te­stanci prze­brali nie­szczę­sne zwie­rzę za księ­dza, po czym uro­czy­ście ska­zali je na śmierć przez po­wie­sze­nie. Ka­to­licy go­lili ko­tom łby, żeby upodob­nić je do "okrą­gło­gło­wych" i do­wieść, że pu­ry­tań­scy zwo­len­nicy par­la­mentu nie za­słu­gują na miano lu­dzi. Nie przy­pad­kiem koci bo­ha­te­ro­wie sa­tyry Be­ware the Cat [Strzeż się kota] Wil­liama Bal­dwina (ok. 1515-1563), ucho­dzą­cej za pierw­szą po­wieść w ję­zyku an­giel­skim, uosa­biają wciąż żywą po­tęgę Ko­ścioła ka­to­lic­kiego.

W XVII stu­le­ciu sy­tu­acja ko­tów za­częła się jed­nak po­pra­wiać. Ho­len­der­scy ma­la­rze ro­dza­jowi uznali je za do­sko­nałe uoso­bie­nie za­ci­sza do­mo­wego i chęt­nie przed­sta­wiali ko­cie ro­dziny na swo­ich ob­ra­zach. Pełne ener­gii ba­ro­kowe scenki, po­wsta­jące na za­mó­wie­nie za­moż­nych ho­len­der­skich kup­ców, por­tre­to­wały kota w czte­rech ścia­nach domu, nie­jed­no­krot­nie okre­śla­jąc wzo­rzec po­żą­da­nych za­cho­wań ludz­kiej wspól­noty.

Wiele prze­mian spo­łecz­nych w epoce oświe­ce­nia wpły­nęło po­zy­tyw­nie także na sto­su­nek lu­dzi do ko­tów. Po­wrót fi­lo­zo­fów do za­in­te­re­so­wa­nia wie­rze­niami po­gan przy­niósł od­nowę sza­cunku dla przy­rody. W re­zul­ta­cie usta­no­wiono spe­cjalne prawa, by wy­ru­go­wać przy­padki okru­cień­stwa wo­bec zwie­rząt i zła­go­dzić ich cier­pie­nie. Za­bo­bonny strach przed cza­rami za­czął stop­niowo za­ni­kać, otwie­ra­jąc szer­sze pole dla ro­zu­mo­wa­nia na­uko­wego.

Pierw­szą książką po­świę­coną w ca­ło­ści ko­tom była wy­dana w 1727 roku Hi­sto­ire des Chats [Hi­sto­ria ko­tów]. Jej au­tor, Fra­nçois-Au­gu­stin de Pa­ra­dis de Mon­crif (1687-1770), czło­nek Aka­de­mii Fran­cu­skiej, na­ra­ził się z po­czątku na śmiech i drwiny ko­le­gów. Nie­mniej sym­pa­tię i czu­łość swoim ko­cim to­wa­rzy­szom oka­zy­wali też inni wy­bitni pi­sa­rze i my­śli­ciele, wśród nich Sa­muel John­son, twórca prze­ło­mo­wego słow­nika ję­zyka an­giel­skiego. Cho­dziły słu­chy, że John­son karmi swo­jego ko­cura Hodge'a ostry­gami. Żeby upa­mięt­nić tę nie­co­dzienną mi­łość, na dzie­dzińcu domu lek­sy­ko­grafa usta­wiono nie­dawno rzeźbę kota nad pu­stymi musz­lami po ostry­gach.

Zwy­czaj trzy­ma­nia zwie­rząt w cha­rak­te­rze do­mo­wych pu­pili, upo­wszech­niony w pierw­szej po­ło­wie XIX wieku za sprawą kró­lo­wej Wik­to­rii, przy­czy­nił się za­równo do ak­cep­ta­cji kota w ludz­kim oto­cze­niu, jak i do spo­pu­la­ry­zo­wa­nia go w twór­czo­ści wy­bit­nych ar­ty­stów i pi­sa­rzy. Kot na­dal był jed­nym z ulu­bio­nych mo­ty­wów ma­lar­stwa ro­dza­jo­wego, przed­sta­wiano go też na por­tre­tach ko­biet. Mod­nym ga­tun­kiem li­te­rac­kim stały się dłu­gie ele­gie na śmierć uko­cha­nych stwo­rzeń. Za­ostrzono prze­pisy ma­jące za­po­biec znę­ca­niu się nad psami i ko­tami - w Pa­ryżu po­wstały pierw­sze schro­ni­ska dla bez­dom­nych lub po­rzu­co­nych zwie­rząt. Wciąż jed­nak po­ku­to­wały ne­ga­tywne sko­ja­rze­nia: na przy­kład Al­phonse To­us­se­nel (1803-1885), fran­cu­ski pi­sarz i przy­rod­nik, po­rów­ny­wał ko­biecą lu­bież­ność z nie­na­sy­co­nym ape­ty­tem sek­su­al­nym ko­to­wa­tych.

Mimo to wła­śnie w epoce wik­to­riań­skiej od­była się pierw­sza wy­stawa ko­tów - w 1875 roku, w lon­dyń­skim Pa­łacu Krysz­ta­ło­wym. Ko­lej­nym przy­kła­dem nowo roz­bu­dzo­nej mi­ło­ści i sza­cunku do zwie­rząt był pierw­szy cmen­tarz dla nich, Ci­me­ti­?re des Chiens et Au­tres Ani­maux Do­me­sti­ques, za­ło­żony w nie­wiel­kiej miej­sco­wo­ści Asni­?res-sur-Se­ine nie­da­leko Pa­ryża.

Na prze­ło­mie wie­ków XIX i XX uwagę od­bior­ców przy­cią­gnęli ar­ty­ści, któ­rzy za przed­miot swo­ich ob­ra­zów i ry­sun­ków ob­rali przede wszyst­kim koty, mię­dzy in­nymi Lo­uis Wain i Théo­phile Ste­in­len, por­tre­tu­jący te zwie­rzęta w po­staci uczło­wie­czo­nej lub sty­li­zo­wa­nej na eg­zo­tyczne, zmy­słowe mi­nia­tury lam­par­tów.

Kiedy pod­nie­siony w XIX-wiecz­nej Eu­ro­pie po­stu­lat zwie­rzę­cego do­bro­stanu upo­wszech­nił się w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, koty stały się wszech­obecne. Świeżo zy­skana sława za­pew­niła im jesz­cze bar­dziej eks­po­no­wane miej­sce w sztuce i li­te­ra­tu­rze. Poe, Twain i inni pi­sa­rze wy­ko­rzy­sty­wali je jako no­śne sym­bole w twór­czo­ści i z chę­cią przy­gar­niali pod swój dach. Edward Lear, po­eta i ry­sow­nik, uwiecz­nił na swo­ich szki­cach uko­cha­nego ko­cura Fossa, który być może za­in­spi­ro­wał go do na­pi­sa­nia wier­sza Pu­chacz i Ki­cia.

Koty, zwłasz­cza czarne, ru­szyły w mor­skie po­dróże już w epoce hel­le­ni­stycz­nego Egiptu, ko­ja­rzone i utoż­sa­miane z pa­tronką ma­ry­na­rzy Izydą Fa­rią. W sta­ro­żyt­nym Rzy­mie zy­skały sta­tus nie­odzow­nych to­wa­rzy­szy wy­praw że­glar­skich, jako stwo­rze­nia przy­no­szące szczę­ście. Za­równo Ro­bert Scott, jak i Er­nest Shac­kle­ton za­brali koty na swoje eks­pe­dy­cje do bie­guna po­łu­dnio­wego w po­cząt­kach XX wieku. Pod­czas wo­jen tę­piły gry­zo­nie na stat­kach, a w cięż­kich chwi­lach do­star­czały upra­gnio­nej po­cie­chy znę­ka­nym ma­ry­na­rzom. Do­sta­wały na­wet me­dale za od­wagę i umie­jęt­ność prze­trwa­nia bi­tew­nych tru­dów. W ich ma­giczne moce uwie­rzyli póź­niej także lot­nicy. Kot imie­niem Kiddo po­dró­żo­wał na po­kła­dzie ste­rowca "Ame­rica"; ma­skotka kot Fe­liks to­wa­rzy­szyła Char­le­sowi Lind­ber­ghowi w trak­cie pierw­szego sa­mot­nego prze­lotu przez Atlan­tyk. Pod­czas II wojny świa­to­wej pi­loci z dumą eks­po­no­wali wi­ze­runki Fe­liksa na bur­tach swo­ich my­śliw­ców - jako sym­bole od­wagi, prze­bie­gło­ści i zdol­no­ści prze­zwy­cię­że­nia wszel­kich prze­ci­wieństw. Prze­sła­nie kre­skówki stwo­rzo­nej w 1919 roku stało się gło­sem ca­łego po­ko­le­nia.

Dziś ko­tom bli­żej niż kie­dy­kol­wiek do od­zy­ska­nia po­zy­cji czczo­nego bó­stwa. Są wszech­obecne, zwłasz­cza w sieci i me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Fa­ce­book, Pin­te­rest i Twit­ter pę­kają w szwach od zdjęć słod­kich kot­ków, cza­sem na­wet prze­bra­nych w stroje przy­wo­dzące na myśl XIX-wieczne fo­to­gra­fie Harry'ego Po­in­tera. Ko­cie sławy, mię­dzy in­nymi Grumpy Cat i Lil Bub, po­ja­wiają się w wia­do­mo­ściach te­le­wi­zyj­nych i re­kla­mach, da­jąc wy­raz swo­jej fru­stra­cji, że mu­szą mieć do czy­nie­nia z ludźmi. Na YouTu­bie można obej­rzeć filmy z fran­cu­skim ko­tem eg­zy­sten­cja­li­stą imie­niem Henri, nie­odmien­nie ma­ni­fe­stu­ją­cym swoje znu­że­nie ko­cim by­tem. Hello Kitty, po­stać oparta na tra­dy­cyj­nych ja­poń­skich opo­wie­ściach o ma­neki-neko, fir­muje odzież i modne ak­ce­so­ria z ulu­bio­nym od wie­ków mo­ty­wem bia­łego kota.

Na prze­strzeni dzie­jów kot wy­warł prze­możny wpływ na spo­łe­czeń­stwo i kul­turę, wpierw jako bó­stwo, póź­niej jako de­mon, dziś jako bo­ha­ter i gwiazda me­diów spo­łecz­no­ścio­wych. Nasz sto­su­nek do tego zwie­rzę­cia za­to­czył pełne koło. Kot niósł lu­dziom po­cie­chę i na­tchnie­nie - jako ma­skotka bądź muza wiel­kich od­kryw­ców, pi­sa­rzy, ar­ty­stów i mę­żów stanu. Ni­gdy nie słu­żal­czy ani po­spo­lity, za­wsze ele­gancki i nie­prze­nik­niony, ode­grał fun­da­men­talną rolę w roz­woju ludz­kiej cy­wi­li­za­cji. A oto jego hi­sto­ria.