1Przerażający przypadek Anneliese Michel
1 lipca 1976 roku lekarz Richard Roth otrzymał telefon od księdza Ernsta Alta. Prosił on, by Roth przyjechał do Klingenbergu na ulicę Mittlerer Weg, gdzie znajduje się dom rodzinny Michelów. Przebywała tam dwudziestotrzyletnia Anneliese, która od trzech lat była pod jego duchową opieką. Kapłan informował, że co prawda obecnie znajduje się on w innym miejscu, ale uważa, że ta młoda kobieta trwa w ekstazie religijnej, co jej rodzina błędnie zinterpretowała jako zgon. Zwrócił się do lekarza, by ten sprawdził jej stan.
Na miejscu doktor Roth znalazł zimne, martwe ciało Anneliese z licznymi obrażeniami. Do tego było niezwykle wychudzone: przy 166 centymetrach wzrostu ważyło jedynie 31 kilogramów. Warto tu zauważyć, że za stan zagrożenia życia z powodu skrajnego wygłodzenia u kobiety tego wzrostu standardowo uważa się wagę 44 kilogramów, a więc o 13 kilogramów wyższą. Doktor Roth stwierdził, że Anneliese nie żyje od co najmniej sześciu godzin. Nie był przygotowany na tę sytuację, nie miał przy sobie nawet odpowiednich formularzy potrzebnych do wypisania aktu zgonu. Zadzwonił do lekarza rodzinnego Michelów, doktora Martina Kehlera. Ten odradził mu wypisywanie jakichkolwiek dokumentów i przyjechał, by osobiście zobaczyć ciało oraz sporządzić odpowiedni akt. Według niego Anneliese nie mogła umrzeć z przyczyn naturalnych.
Co istotne, doktor Roth widział Anneliese mniej więcej miesiąc wcześniej. Choć jej młode ciało było okaleczone i drastycznie wychudzone, z jakiegoś powodu nie uznał, że należy podjąć pilną interwencję medyczną. Był za to zainteresowany przypadkiem tej kobiety z zupełnie innego powodu. A mianowicie odprawianej nad Anneliese serii egzorcyzmów, która wówczas trwała już ponad dziewięć miesięcy, a która miała ją uwolnić spod wpływu od lat nękających ją demonów...
***
Jest piątek 10 lutego 2023 roku. Wstaję około 3.00 w nocy. Starając się nie obudzić mojej żony, idę do łazienki, myję się, ubieram i zjadam śniadanie. O 3.30 otrzymuję wiadomość z aplikacji, że taksówka czeka na mnie przed domem. Zabieram niewielką torbę i wyruszam w podróż na lotnisko. O godzinie 9.40 jestem już we Frankfurcie nad Menem.
Czekając tam na mojego przyjaciela Grzegorza Tworzydłę, który pomoże mi dostać się do miejscowości związanych z historią Anneliese Michel, robię notatki z ostatnich taśm jej egzorcyzmów, które udało mi się zdobyć. Szybko odkrywam, że jest na nich więcej niepokojących rzeczy, niż przedstawiono w jakiejkolwiek znanej mi publikacji na ich temat. Z nerwów i napięcia zaczyna mi się kręcić w głowie.
Parę godzin później jedziemy z Grzegorzem w stronę Klingenbergu nad Menem. Próbuję na bieżąco wrzucać relacje z wyjazdu na Instagram, ale po drodze wielokrotnie tracimy zasięg. Jestem zdziwiony, w końcu znajdujemy się tak blisko jednego z największych portów lotniczych świata, że zanik sieci to ostatnia rzecz, której bym się tu obawiał.
Na ulicach Shippach - jednej z wyjątkowo czystych miejscowości w okolicach Kligenbergu nad Menem. Fot. Mikołaj Kołyszko
Wreszcie zbliżamy się do naszego celu i... zdumiewa mnie piękno krajobrazu, który nas przywitał. Przyznam, że nie tego się spodziewałem. Po naszej lewej stronie wznoszą się strome wzgórza, na których rozpościerają się ogrodzone murem winnice. Widać, że użyte do ich budowy cegły są niezwykle stare. Architektura zarówno Klingenbergu, jak i pozostałych okolicznych miejscowości jest pełna wdzięku i ciepła. Od razu rzuca się w oczy zadziwiający porządek. Nie sposób dostrzec nawet wyrzuconego papierka po cukierku czy puszki po coli, ulice wydają się tu świeżo zamiecione. Grzegorz potwierdza, że okoliczni mieszkańcy co weekend chwytają za miotły i zamiatają nie tylko swoje podwórka, ale i przestrzeń przed domem. Taka jest tutaj kultura. Kojąco, spokojnie, ciepło, miło i czysto pośród cudownych widoków. Nie dziwię się, że Anneliese, kiedy chorowała i była hospitalizowana daleko u podnóża Alp, tęskniła za widokiem, który miała ze swojego rodzinnego domu.
W końcu docieram na cmentarz w Klingenbergu, gdzie Anneliese została pochowana. Po krótkiej chwili poszukiwania znajduję jej grób po przeciwległej stronie od wejścia. Tam też spoczywa jej starsza siostra, która zmarła w wieku zaledwie ośmiu lat. Anneliese w chwili śmierci miała dwadzieścia trzy lata. Moją głowę zalewają myśli na temat wszystkiego, co spotkało ją przed śmiercią.
***
Sprawa Anneliese Michel jest powszechnie znana. Być może kojarzysz ją z filmu Egzorcyzmy Emily Rose? Bo to właśnie przypadek Anneliese zainspirował twórców scenariusza tego dzieła. Zapewniam Cię jednak, że możesz tu przeczytać o aspektach tej sprawy, o których nigdy nikt Ci nie powiedział. By znaleźć odpowiedź na wszystkie swoje pytania, rozmawiałem z lekarzami, psychoterapeutami, kapłanami, buddyjskim mnichem, wyedukowanymi wyznawcami takich religii jak islam czy judaizm, antropologami i psychologami religii, religioznawcami specjalizującymi się w zakresie okultyzmu i religiach typu vodun, a nawet z badaczem zjawisk paranormalnych i z osobami, które doświadczyły podobnych stanów jak Anneliese. Kontaktowałem się z moimi rozmówcami przebywającymi w Tajlandii, Nowym Jorku i osobiście udałem się do Niemiec, by odwiedzić miejsca, w których Anneliese Michel żyła: do Würzburga, gdzie studiowała i gdzie podjęto decyzję o odprawianiu nad nią egzorcyzmów, do wspomnianego już Klingenbergu, gdzie mieszkała większą część swojego życia, gdzie odprawiano nad nią rytuały i gdzie zmarła, do Aschaffenburga, gdzie sądzono jej rodziców i kapłanów powiązanych z jej sprawą, oraz do Schippach - niewielkiej miejscowości zamieszkiwanej przez szczególnie bliską jej mistyczkę, której misję miała kontynuować.
Kiedy we wrześniu 2022 roku rozpoczynałem pracę nad podcastem, na podstawie którego powstała ta książka, nie miałem jeszcze pojęcia, że natknę się na taką pajęczynę kłamstw, półprawd, niedopowiedzeń i manipulacji. Szybko okazało się, że w sprawę Anneliese Michel wmieszana jest polityka wewnątrzkościelna, bezpośrednio powiązane z tym przypadkiem jest co najmniej jedno zabójstwo, a pośrednio masa innych. Będąc szczerym, spojrzałem w otchłań zła tak przerażającą, że skłamałbym, gdybym powiedział, że nie czuję, by na mnie wpłynęła.
Niniejsza książka będzie nie tylko o sprawie Anneliese Michel, ale i o innych podobnych przypadkach, które pojawiają się na całym świecie w wielu różnych kulturach. Zacznijmy jednak od początku.
Rodzina Michelów
Rodzicami Anneliese byli Josef i Anna.
Josef urodził się w 1917 roku w bardzo religijnej katolickiej rodzinie. Jego matka nalegała, by poszedł do seminarium (w rodzinie było już wiele osób duchownych i duże parcie na to, by było ich jeszcze więcej). Niestety w szkole nie radził sobie z łaciną. To były czasy, gdy całe msze odprawiano w tym języku, więc antytalent Josefa de facto przekreślał te plany. Wykształcił się więc na stolarza (zawód wykonywany zarówno przez jego ojca, jak i samego Jezusa). Wkrótce jednak upomniała się o niego III Rzesza. Został wysłany początkowo na front zachodni (na tereny Belgii i Francji), a potem w paszczę lodowego piekła na froncie wschodnim. Wspominał, że przed odmrożeniem uratował go tam cud. Po płomiennej modlitwie miał znaleźć w śniegu rosyjskie ciepłe buty. Myślę jednak, że za większy cud powinien poczytywać sobie, że pod koniec wojny trafił do amerykańskiej niewoli, a nie rosyjskiej.
Ze wspomnień o Josefie spisanych przez profesorę antropologii Felicitas D. Goodman wyłania się postać zamkniętego emocjonalnie człowieka, który ponadto wieczory lubił spędzać z przyjaciółmi przy alkoholu1. John M. Duffey, amerykański certyfikowany terapeuta kliniczny, podsumowuje Josefa słowami: "miły i opiekuńczy względem swoich dzieci, ale jednocześnie emocjonalnie pusty i pozbawiony wglądu w siebie, przez co nieumiejący okazywać uczuć także swoim dzieciom ani dbać o ich emocjonalny dobrostan"2. Taki stan jest charakterystyczny dla ludzi, którzy widzieli najbrutalniejsze oblicze wojny. Z opracowań Petry Ney-Hellmuth wiemy, że człowiek ten był pod wpływem apokaliptycznych wizji Aloisa Irlmaiera3, murarza i rzekomego jasnowidza, który zapowiadał rychłą III wojnę światową, niepowstrzymany pochód Armii Czerwonej (a głosił ją w czasach, gdy istniało NRD, więc nie mogło chodzić o działania z czasu II wojny światowej), pojawienie się jakiegoś żółtego pyłu, który zasłoni słońce i zniszczy klimat, ucieczki papieża z Rzymu itd. Zasadniczo jego przepowiednie dotyczące losów świata widowiskowo się nie spełniły, ale Josefowi Michelowi to bynajmniej nie przeszkadzało.
Zarówno leczący Anneliese psychoterapeuta doktor Dietrich Lenner, jak i biegli sądowi doktor Lungershausen i Köhler określili jej ojca mianem autorytarnego4.
Anna Michel z kolei urodziła się w 1920 roku. Skończyła jedynie trzy klasy gimnazjum i szkolenie zawodowe. Później pracowała w biurze tartaku swojego ojca. Była postacią ekstremalnie religijną, radykalnie konserwatywną, nieznoszącą sprzeciwu i chcącą realizować swoje ambicje klasowe za pośrednictwem swoich dzieci. Kontrolowała każdy aspekt życia Anneliese. Szczególnie dbała o to, by jej córka dostała się na studia i została nauczycielką oraz by nie zaistniała jakakolwiek sytuacja, w której mogłaby współżyć przed ślubem. Nie puszczała jej do koleżanek, które miały braci, nie pozwalała czytać wybranych, jakoby grzesznych książek i nie pozwalała chodzić na tańce.
Grób Anneliese Michel i jej siostry Marthy. Fot. Mikołaj Kołyszko
Anneliese Michel była pierwszą córką Josefa Michela, ale nie Anny. 2 lutego 1948 roku matka Anneliese, jeszcze pod panieńskim nazwiskiem Fürge, urodziła córeczkę, której nadała imię Martha. Z bliżej niesprecyzowanych powodów nie wzięła ślubu z biologicznym ojcem tego dziecka. Pisarz i egzorcysta José Antonio Fortea twierdzi, że był nim pracownik tartaku jej taty5, lecz nie wskazuje żadnego źródła tej informacji.
Grób rodziców, babci i dziadka (od strony ojca) Anneliese Michel. Fot. Mikołaj Kołyszko
Życie Marthy nie było długie. Gdy miała około dwóch lat, Josef Michel i Anna Fürge wzięli ślub. Po kolejnych dwóch latach urodziła się Anneliese, czyli pierwsze ślubne dziecko tej pary, a gdy Anneliese miała trzy i pół roku, Martha umarła przez komplikacje związane z chorobą nerek. Dożyła zaledwie ośmiu lat.
Odwiedzając cmentarz w Klingenbergu, odkryłem, że z jakiegoś powodu Anneliese i Martha pochowane są w innym grobie niż reszta rodziny. Jest to o tyle zaskakujące, że wydawałoby się, iż grób obu córek Michelów był przygotowany jako grobowiec rodzinny, przy którym pozostawiono miejsce na wygrawerowanie większej liczby nazwisk, choćby ich rodziców. A groby tychże są wyraźnie oddalone od miejsca wiecznego spoczynku Anneliese i Marthy...
Michelowie doczekali się także innych dzieci: Barbary, Roswithy (która najlepiej dogadywała się z Anneliese) i Gertrudy.
Początki życia Anneliese
Gdy Anna Michel była w ciąży z Anneliese, ciągle narzekała na osłabienie. Wspominała, że w tym okresie wciąż panował powojenny głód. Do tego nie mogło brakować jej stresu, skoro jej pierwsze dziecko, Martha, należało do chorowitych. Antropolożka profesora Goodman sugeruje, że Anna uważała, iż za problemami zdrowotnymi jej dzieci czai się... czyjaś zazdrość6. Z jej opisu wydarzeń możemy wnioskować, że raczej nie chodziło o podejrzenie, że ktoś ze złości podtruwa jej dzieci, ale że rzucił na nie klątwę7. Pisarz-egzorcysta José Antonio Fortea na bazie własnych przeczuć sugeruje po latach, że urok mogły rzucić żona biologicznego ojca Marthy lub duch córki Fleischmanna8 (złego proboszcza, który według Anneliese i jej egzorcystów był jedną z istot ją opętujących). Sama Anneliese w czasie egzorcyzmów (to znaczy jako jeden z demonów) wykrzyczała w tej sprawie co innego.
Anneliese: Ja rozrabiam w niej, bo ona została przeklęta.
Ksiądz nr 1: Kto ją przeklął?
Anneliese: Pewna kobieta z Leiblfing.
Ksiądz nr 1: Która się nazywa?
Anneliese: Nazywa się... hmmmm... Nie wiem jak. He he he.
Ksiądz nr 1: Wiesz na pewno. W imię Trójjedynego Boga, powiedz prawdę.
Ksiądz nr 2: W imię ojca...
Anneliese: Pani Nitsche!9
Pani Nitsche... z Leiblfing10. To ciekawe, bo właśnie w tej miejscowości 21 września 1952 roku urodziła się Anneliese. We wsi jej dziadków od strony matki.
Szybko jednak zawitała do swojego oddalonego o ponad 300 kilometrów domu rodzinnego w Klingenbergu. Jako małe dziecko dotkliwie chorowała na odrę, świnkę i szkarlatynę. W przedszkolu wielokrotnie doświadczała przemocy ze strony silniejszych dzieci. Jakby tego było mało, ze względu na swój mizerny stan zdrowia poszła do szkoły o rok później.
Tam początkowo nie szło jej najlepiej, lecz jej surowi rodzice wymusili na niej poprawę. Szybko poczyniła znaczne postępy w szkole i w przeciwieństwie do swojego ojca nieźle opanowała łacinę. Do tego nauczyła się grać na akordeonie i fortepianie. Chciała również tańczyć, ale jej matka nie zgodziła się na to z uwagi na potencjalny podtekst seksualny tej czynności, a więc i pokusy, które według niej kryły się za tą rozrywką11.
Mimo to Anneliese miała swojego pierwszego chłopaka jeszcze w okresie nastoletnim. Podobno miał na imię Hans. Nie była to jednak szczęśliwa miłość, bo matka kategorycznie zabraniała jej się z nim spotykać.
W roku 1965 Anneliese dostała się do Gimnazjum im. abp. Karla Theodora von Dalberga w położonym około trzydziestu kilometrów od jej domu Aschaffenburgu (Hans niestety nie, co prawdopodobnie zakończyło ich związek w okolicach jej szesnastych urodzin). Od tego momentu codziennie musiała dojeżdżać pociągiem do szkoły. I tam się zaczęło...
Gimnazjum im. abp. Karla Theodora von Dalberga w Aschaffenburgu. Fot. Mikołaj Kołyszko
Pierwsze objawy
Pod koniec września 1968 roku, w trakcie lekcji, straciła na chwilę przytomność. Nikt wówczas nie wezwał lekarza, sama zaś Anneliese skwitowała to słowami, że może to od tego, że za dużo się uczyła. W noc po tym wydarzeniu doświadczyła czegoś niezwykle przerażającego i nieprzyjemnego. Obudziła się, ale nie była w stanie się poruszyć. Próbowała krzykiem wezwać swoje siostry, lecz żaden dźwięk nie mógł wydostać się z jej gardła, choć jej oddech stał się ciężki. Czuła, jakby była przygniatana jakąś olbrzymią siłą. Na domiar złego zmoczyła się. Gdy zegar wybił północ, udało się jej wyrwać z tego stanu i... po prostu znów zasnęła12. Dopiero z rana zmieniła pościel i oznajmiła matce, że jest zbyt wyczerpana, by dotrzeć do szkoły.
Sytuacja powtórzyła się 24 sierpnia 1969 roku, to jest pod koniec wakacji. Anneliese znów w ciągu dnia straciła przytomność, po czym była wyraźnie oszołomiona, a w nocy po tym wydarzeniu ponownie poczuła, że znalazła się we władaniu jakiejś wrogiej siły: była przerażona, sparaliżowana, chciała wezwać pomocy, ale nie potrafiła, miała całkowicie sztywne ramiona i problemy z łapaniem oddechu.
Dopiero ponowne wystąpienie tak niepokojących objawów skłoniło matkę Anneliese do zabrania jej do ich ówczesnego lekarza rodzinnego, doktora Vogta. To, co usłyszała, absolutnie ją przeraziło. Bynajmniej nie tylko z uwagi na swoją córkę. Zasugerował on, że "to może być coś z [...] mózgiem"13.
Anna Michel zakazała córce mówić o tym komukolwiek, bo uważała, że osoba chora psychicznie bądź neurologicznie w rodzinie to wstyd i coś, co może obniżyć jej pozycję społeczną. Straszyła nawet córkę, że jeśli ktokolwiek się o tym dowie, zabronią jej studiować.
Jeszcze tego samego dnia udała się z Anneliese pociągiem do Aschaffenburga na wizytę do neurologa Siegfrieda Lüthy'ego. Wykonał on badania EEG, których wyniki okazały się prawidłowe.
Tylko niczego to nie zmienia. Neurolożka Aneta Bielec, z którą rozmawiałem o objawach tej młodej Niemki, postawiła sprawę jasno:
Prawidłowa elektroencefalografia nie wyklucza rozpoznania padaczki. Padaczka jest chorobą, którą rozpoznajemy na podstawie objawów klinicznych. U Anneliese występowały takie objawy, między innymi nagłe utraty przytomności, po których była oszołomiona.
Lekarz Siegfried Lüthy już po pierwszych badaniach doszedł do podobnych wniosków: "Pod względem neurologicznym i psychologicznym wszystko było w normie [...]. Opierając się na opisie [objawów - dop. M.K.], uznałem, że to przypuszczalnie przypadek drgawek mózgowych nocnego typu wraz z objawami ciężkiej epilepsji [...]. Sądząc z opisu, była to prawdopodobnie choroba mózgu łącząca się z konwulsjami"14. Nie rozpoczął jednak wówczas żadnego leczenia, a jedynie zalecił dalsze obserwacje.
Po tym wydarzeniu Anneliese coraz częściej miała problemy z oddechem. Wycięto jej migdałki, ale niewiele to pomogło. Zachorowała na zapalenie płuc i po krótkim czasie usłyszała groźną diagnozę: gruźlica. Chorowała od września, przez co nie poszła do szkoły. Dopiero w lutym, niemal po pół roku ciężkiej choroby, trafiła do szpitala. Pod koniec tego miesiąca wylądowała w leżącym u podnóża Alp sanatorium w Mittelbergu. Tam nocne ataki się powtórzyły.
Pierwszy miał miejsce 3 czerwca 1970 roku. Anneliese krzyknęła, budząc śpiące obok dziewczęta i przywołując tym samym lekarza dyżurnego. Była cała sztywna, miała problem z łapaniem oddechu i zmoczyła się. Według jej relacji czuła, że coś ją dusi i miażdży. Mimo tak drastycznego przeżycia pozwoliła pielęgniarkom się przebrać i szybko zasnęła. Kolejnego dnia czuła się całkowicie wyczerpana.
Kolejny atak był... zupełnie inny. Dopadł ją, gdy tuż po zapadnięciu zmroku odmawiała różaniec. Nagle poczuła, że wypełnia ją słodycz i że wibruje, jak dzwon wydzwaniający modlitwę. Dla niej był to stan piękny i błogi. Ale nie dla koleżanek z jej pokoju. Zauważyły one, że dłonie Anneliese zrobiły się bardziej napięte i wykrzywiały się niczym szpony. Do tego jej źrenice rozszerzyły się do tego stopnia, że jej oczy wydawały się całe czarne.
16 czerwca wysłano ją na kolejne badania EEG do szpitala w Kempten. Zaobserwowano pewne nieregularności w bioelektrycznej aktywności mózgu, ale nie można było uznać ich za patologię. W tym przypadku, opierając się na samych objawach, przepisano jej leki przeciwpadaczkowe. Choć nazwa leków w zeznaniach lekarza się zatarła, to na podstawie całej historii leczenia możemy stwierdzić, że najprawdopodobniej była to fenytoina (którą profesora Goodman w swojej książce nazywa dilantinem, ponieważ pod tą nazwą środek ten znany jest w USA).
Pod wpływem leku Anneliese nie była w stanie osiągnąć tego "słodkiego stanu" podczas modlitwy. Stanu, któremu towarzyszyły radykalnie rozszerzone źrenice i szponiaste dłonie... Gdy mimo to pewnego razu usilnie starała się w niego wejść, zobaczyła zamiast Maryi... demoniczną, wykrzywioną twarz. Ale ataki nocne w tym okresie już się nie powtórzyły.
Anneliese zrobiła się markotna i wycofana. Nawet powrót do domu nie poprawił jej nastroju. Według relacji spisanych przez profesorę Goodman ukrywano przed Anneliese, że może cierpieć na epilepsję15. Nie wiemy, jak długo zażywała leki przepisane w szpitalu, ale na pewno wówczas nie brała ich stale.
Przez to wszystko straciła kolejny rok nauki i już nigdy nie uzyskała tak dobrych stopni jak przedtem. Gdy powróciła do szkoły, paradoksalnie zaczęła się jeszcze bardziej wycofywać. Jej najbliższa przyjaciółka Maria Burdich wspominała: "Była cicha i odsunęła się od przyjaciół. Zauważyłam też, że ciągle chciała rozmawiać na tematy religijne"16.
6 października 1970 roku Anna przyszła z Anneliese do lekarza do pobliskiego Miltenbergu w celu kontroli stanu jej płuc. Dopiero gdy lekarz zaczął dopytywać o ataki padaczkowe, matka przyznała, że dziewczyna miała "ostatnio" jakiś kolejny17. Zadziwiające, że sama nie uznała za istotne poruszyć tego tematu na wizycie. Ostatecznie dziewczyna otrzymała od lekarza rodzinnego Vogta "jakieś" leki przeciwdrgawkowe18, które brała jedynie krótki czas. Niestety szybko wróciły jej zaniki świadomości, którym teraz towarzyszyły wycofanie społeczne i depresja. Sama później wspomniała: "byłam w stanie dostrzegać, ale nie doświadczać" oraz "nic mnie nie interesowało"19.
W czerwcu 1972 roku nastąpił kolejny, bardzo ostry atak. We wrześniu matka udała się z córką ponownie do neurologa Siegfrieda Lüthy'ego. Wynik badania EEG znów był poprawny, ale lekarz przepisał jej fenytoinę i kazał przychodzić do siebie regularnie. Napady ustały niemal zupełnie. Odnotowano jedynie jeden niewielki epizod 8 listopada 1972 roku, który Anneliese z jakiegoś powodu ukrywała podczas rozmów z kolejnymi lekarzami. Tak jak ukrywała przed doktorem Lüthym, że ma zaburzenia świadomości, czasem sztywnieje jej całe ciało, czuje okropny smród (którego inni nie czują) i widzi co jakiś czas wykrzywione twarze, które robią się coraz bardziej demoniczne.
Powiedziała o nich za to rodzicom. Oni sami zaś zaczęli dostrzegać, że dłonie Anneliese wykrzywiają się w złowieszcze szpony, a na jej twarzy widać grymas nienawiści, gdy przebywa koło figurki Maryi. Dziewczyna skarżyła się, że teraz coraz częściej widzi wykrzywione demoniczne gęby, które ją ścigają i głoszą, że trafi do piekła. Do tego zaczęła słyszeć tajemnicze stukanie w nocy. Co gorsza, jej matka i siostry także zaczęły je słyszeć.
Anneliese wkrótce zachorowała na różyczkę i znów przez pewien czas nie chodziła do szkoły. Mimo to udało jej się zdać maturę. Jej matka była wniebowzięta, bo oznaczało to, że jej córka może pójść na studia. Jednak sama dziewczyna w tym okresie czuła się tak fatalnie, że rozważała samobójstwo. Jak powiedziała później swojemu psychoterapeucie, jedynie przez brak odwagi nie zrealizowała swojego planu20.
Pielgrzymka
Ojciec Anneliese pielgrzymował w owym czasie do San Damiano, które uważał za miejsce święte.
Ważna uwaga, szczególnie istotna dla tej historii. Nie chodzi tu o klasztor ani kościół, w którym Jezus powiedział świętemu Franciszkowi: "Idź i napraw mój dom", tylko o inną, małą wioskę położoną w prowincji Piacenza. Było to miejsce, w którym wydarzył się jeden z najbardziej niezwykłych cudów, jaki można sobie wyobrazić. Mianowicie Matka Boska dokonała tam uzdrowienia. Tylko że za pieniądze. Ale niedrogo!
Zanim ktoś z moich czytelników zacznie pisać na mnie donos do prokuratury za naruszenie art. 196 KK, spieszę wyjaśnić, że ja tylko relacjonuję faktyczny opis rzekomego cudu i opieram się na informacjach zarówno ze strony internetowej tegoż cudownego miejsca21, jak i podanych przez egzorcystę i pisarza José Antoniego Forteę22.
Otóż w roku 1961 niejaka Rosa Quattrini-Buzzini owdowiała i zachorowała na zapalenie otrzewnej (według wspomnianego egzorcysty po niefortunnym porodzie23). Jej stan ponoć był fatalny. Trafiła do szpitala, skąd w końcu ją wypisano - ale podobno w bardzo złym stanie (niektórzy piszą, że była bliska śmierci). Opiekowała się nią w domu jej ciotka Adela. 29 września 1961 roku jakaś niezwykle piękna kobieta zapukała do ich drzwi i poprosiła o 500 lirów (czyli mniej więcej równowartość dzisiejszych trzydziestu złotych) na świeczki do sanktuarium założonego przez ojca Pio. Ciotka powiedziała, że nie bardzo mogą sobie pozwolić na taki wydatek, bo same mają obecnie na życie około 1000 lirów (i to jeszcze pożyczonych). W końcu jednak dała te pieniądze. Na to Najświętsza Maryja Panna (bo to była ona) od razu wbiła do mieszkania i podeszła do łóżka chorej Rosy. Zapytała, czy wierzy ona w... Boga Ojca? Jezusa? Sakramenty? Nie! Czy wierzy w ojca Pio! Rosa powiedziała, że tak i że naprawdę mu ufa. Wówczas ta cudowna kobieta dotknęła jej ran, które od razu się zasklepiły (swoją drogą nie wiem, jakie niezasklepione, widoczne rany miewa się przy zapaleniu otrzewnej, i też ciężko mi uwierzyć, że wypisano by kogoś ze szpitala z otwartymi, niezszytymi ranami po porodzie, ale OK, nie będę drążyć). Na koniec obie kobiety odmówiły parę modlitw. Gdy piękna niewiasta odeszła, Rosa poczuła, że została cudownie uzdrowiona, więc poszła trochę pomóc w kuchni. Gdy zobaczyła to ciotka, do obu dotarło, że kobieta, która przyszła do nich po 500 lirów, była Matką Boską.
Niestety ojciec Pio nigdy nie potwierdził, że Najświętsza Maryja Panna przekazała mu owe oddane z takim poświęceniem fundusze. Choć Rosa widziała ją (a nawet zamieniła z nią parę słów), gdy później pielgrzymowała do ojca Pio.
16 października 1964 roku Matka Boska zawołała Rosę do ogrodu, tam ukazała się nad gruszą i powiedziała, że Jezus już nie daje rady dźwigać krzyża i wszyscy muszą mu pomóc modlitwą... Wydawało mi się, że Jezus, według doktryny katolickiej, skończył nieść krzyż w któryś piątek w pierwszej połowie I wieku naszej ery, później umarł, pokonał Szatana, zmartwychwstał, wstąpił na niebiosa i obecnie siedzi po prawicy Boga Ojca, ale... pfff... może czegoś nie ogarniam. Tak czy siak Maryja oznajmiła, że co piątek będzie się spotykać z Rosą, pogadają sobie i dawać jej będzie kolejne przesłania dla świata. Gdy biedna wieśniaczka powiedziała, że przecież jej nikt nie uwierzy, Maryja zapewniła, że da znak, by nikt nie wątpił w to objawienie, i dotknęła gruszy, która w październiku zakwitła (i kwitła jeszcze trzy tygodnie). Później Maryja kazała wykopać studnię, skąd miała bić cudowna woda, błogosławić chusteczki do nosa (koniecznie zakryte nylonem) itd.24 Kościół nigdy nie uznał tych objawień. Cóż... domyślam się dlaczego.
Muszę powiedzieć, że w obecnej dobie zmian klimatu Maryja chyba równie często odwiedza Kraków. Jeszcze w 2019 roku widziałem kwitnące w grudniu bratki w parku Decjusza. Muszę też powiedzieć, że uzdrowienie za sumę mniejszą, niż kosztuje obecnie pięć litrów paliwa, to strasznie korzystna cena. Choć i tu da się odczuć inflację, bo pamiętam, że zazwyczaj cudowne uzdrowienia nie były za pieniądze...
Jeszcze raz powtórzę. To są oficjalne relacje dotyczące objawienia w tym San Damiano, do którego pielgrzymował Josef Michel. Niczego nie dodałem od siebie poza zgryźliwymi komentarzami o nadnaturalności przypadków kwitnienia gruszy w październiku, o tym, jak "przesłanie" od "Maryi" z gruszy mija się z katolicką doktryną oraz o obecnych cenach paliwa i inflacji.
W każdym razie pomysł, by udać się z Anneliese do miejsca, gdzie żyje ktoś, kto rzekomo widział Najświętszą Maryję Pannę i gdzie rzekomo dochodzi do uzdrowień, wydał się rodzinie Michelów warty spróbowania.
Wyjazd jednak nie zakończył się dobrze. Według danych z akt Inspektoratu Policji Kryminalnej Aschaffenburga organizatorka tej pielgrzymki Thea Hein z Ebersbachu miała zeznać w 1976 roku, że: "Anneliese omijała szerokim łukiem obraz Zbawiciela. Nie mogła przejść obok wizerunku Madonny. Odmówiła picia wody z "cudownej studni". Pewnego razu zerwała mi święty medalik z szyi ze słowami: "Nie mogę na to patrzeć". Odczuwała wielką niechęć do wszystkiego, co wiązało się z kultem religijnym"25.
To oczywiście zachowania niepokojące, ale z czasem ta relacja stawała się bardziej rozbudowana. Na początku lat 80. ojciec Alt, jeden z przyszłych egzorcystów Anneliese, powiedział, opierając się na słowach Thei Hein, że Anneliese nie mogła wejść do świątyń, choć próbowała z różnych stron, bo ziemia przed nimi "płonęła jak ogień". Medalik miała zaś zerwać pod pretekstem tego, że za bardzo migotał. Ponadto w autobusie mówiła męskim głosem i szydziła z organizatorki pielgrzymki Thei Hein. Z Anneliese miał się też wydobywać odór fekaliów i spalenizny26.
W latach 80. w broszurze Kaspara Bullingera pojawiła się informacja (której źródłem miała być również Thea Hein), że Anneliese nie mogła w San Damiano w ogóle wysiąść z autobusu, bo była cała zesztywniała. Udało jej się to dopiero z pomocą innych ludzi. Ponadto w autobusie wpierw rzuciła się na Theę Hein, tam zdarła jej święty medalik i śmiała się z niej niskim, gardłowym głosem. Było to bardziej przerażające niż zachowanie narkomanów, których Hein nieraz woziła na pielgrzymki. Następnie Anneliese, po modlitwie w autobusie, miała do niej przyjść, powiedzieć, że tylko przy niej czuje się bezpiecznie, i zacząć zwierzać się ze swojego życia27 (mniej więcej taki obraz wydarzeń przedstawiał też później egzorcysta José Antonio Fortea w swojej książce wydanej w 2010 roku28).
Innym ludziom Thea Hein miała opowiadać jeszcze, że Anneliese na pielgrzymce rozerwała różaniec29.
Nakręcanie tematyki opętania
Po tych wydarzeniach Thea Hein nabrała przekonania, że Anneliese jest opętana. Nie tylko próbowała przekonać do tego rodzinę Michelów, ale też rozpowiadała to szeroko w swojej parafii i pisała w tej kwestii do duchownych. Gdy rozpoczęły się egzorcyzmy, Hein z dumą obwieszczała, że to ona "odkryła Anneliese"30. Jeden z przyszłych egzorcystów tej dziewczyny przyznał, że zaczął unikać ludzi, którzy wokół całej tej sprawy próbowali robić "sensację religijną"31. Według ustaleń doktory Petry Ney-Hellmuth można się domyślić, że mówił on precyzyjnie o pani Hein i związanych z nią osobach32.
Te sytuacje być może zaniepokoiły rodziców Anneliese, ale nie tak jak jej deklaracja, że w stanie psychicznym i duchowym, w jakim się znajduje, wymęczona przez grożące jej potępieniem twarze, nie da rady zgłosić się na studia do Pädagogische Hochschule. Demony - da się jeszcze zrozumieć. Ale rezygnację ze studiów, gdy jej matce tak bardzo zależało na córce nauczycielce? O nie! Tego było za dużo. Raz jeszcze pojechała z dziewczyną do neurologa Siegfrieda Lüthy'ego.
Okazała się to jedyna wizyta lekarska, w czasie której Anneliese szczerze powiedziała o swoich objawach, także dotyczących widzenia, słyszenia i czucia rzeczy niedostępnych dla innych. Lekarz zaczął podejrzewać psychozę paranoidalną, ale ponieważ była to dopiero pierwsza wizyta, podczas której o tym usłyszał, nie był tej diagnozy w stu procentach pewien. Wbrew kłamstwom i manipulacjom rozpowszechnionym w różnych publikacjach trzeba jasno powiedzieć, że doktor natychmiast przepisał jej lek przeciwpsychotyczny. Była nim periciazyna. Problem w tym, że był to ostatni raz, gdy widział Anneliese, więc nie mógł zweryfikować, jak medykament zadziałał. Dziewczyna już nigdy do niego nie przyszła ani nie powiedziała o dręczących ją demonach żadnemu innemu lekarzowi.
Matka Anneliese twierdziła przed sądem, że to ten lekarz kazał jej skontaktować się... z jezuitami. On temu zaprzeczył, a sąd mu uwierzył. Nie brakuje jednak głosów oskarżających lekarza o krzywoprzysięstwo. Czy słusznie? Zapytałem o to cenioną psychiatrkę Izabelę Kołomańską. Oto co mi odpowiedziała:
Takie sformułowanie ze strony lekarza, który z jednej strony wystawia receptę, wypisuje leki, a z drugiej strony od razu podaje w wątpliwość słuszność swojej diagnozy i swojego leczenia, wysyłając pacjenta do jezuitów (czyli zupełnie zmieniając kierunek tego leczenia), wydaje mi się mało profesjonalne i mało prawdopodobne.
Niezależnie od tego, jak było w rzeczywistości, od tego momentu dzięki zabiegom Thei Hein wielu ludzi w okolicy uważało już Anneliese za opętaną. Anna Michel i jej córka także były przekonane, że problem jest nadprzyrodzonej, demonicznej natury. Zaczęły szukać kapłana, który będzie w stanie im pomóc.
Anneliese odwiedzała różnych polecanych jej księży, a z innymi korespondowała. Część z nich (jak ojciec Habiger33 czy Herrmann34) pierwotnie wierzyła, że Anneliese jest chora (zaprzeczali także, by kiedykolwiek w ich obecności czuć było od niej zapach spalenizny czy odchodów). Niemniej wiekowy i dość kontrowersyjny jezuicki egzorcysta Adolf Rodewyk, kiedy przeczytał o tym, co dziewczyna odczuwa, odpisał, że widzi przesłanki przemawiające za opętaniem35. A ponieważ był on już wówczas autorem dwóch (wielce osobliwych) książek na temat egzorcyzmów36, uważano go za autorytet. Dość prawdopodobne, że właśnie to przekonało do teorii opętania ojca Karla Rotha, który wtajemniczył w nią Ernsta Alta. On to będzie w całej tej sprawie postacią kluczową.
Anneliese została przyjęta na studia i dzięki protekcji księdza Wenzla dostała też przydział w akademiku Ferdinandeum. W przeciwieństwie do bohaterki horroru Egzorcyzmy Emily Rose nie chciała tam jechać. Jak relacjonowała antropolożka Goodman, Anneliese miała prosić matkę, by pozwoliła jej zastosować się do rady doktora Lüthy'ego i rozpocząć studia dopiero w kolejnym roku akademickim, ale ta nie chciała tego słuchać37.
Początek studiów w Würzburgu z pewnością był dla Anneliese ciężki - nowe środowisko, nowi ludzie, nowe, duże miasto, zupełnie jej obce życie studenckie.
Nawet ja, w lutym tego roku, gdy wyjechałem z cichego i spokojnego Klingenbergu i zajechałem późną nocą do Würzburga, poczułem się przytłoczony liczbą i głośnością pijanych studentów w centrum miasta. A na co dzień mieszkam w Krakowie - mieście, w którym imprezowiczów słychać o każdej porze dnia i nocy.
Anneliese była tak zdołowana i przerażona (nową sytuacją bądź tym, co mówiły jej demoniczne twarze), że chodziła na wykłady tylko wtedy, kiedy zaciągały ją tam koleżanki. Wszystko się jednak zmieniło, gdy odważyła się, wbrew zakazom matki, pójść na tańce. I spotkała tam Petera H. Miłość swojego życia. Był to przystojny brunet, znacznie wyższy od jej ojca, szczupły i zakochany w niej na zabój.
Ursula Kuzay, jej współlokatorka z akademika, zeznawała później przed policją, że towarzystwo Petera całkowicie odmieniło Anneliese - na lepsze. Stała się żywsza i radośniejsza. I po dwóch tygodniach związku powiedziała Peterowi, że... muszą zerwać. Mówiła, że związek z nią na pewno go zrani, gdyż jej uczucia są przytępione i jest chora na coś, co powoduje sztywnienie jej ciała. On jednak nie dał za wygraną. Nawet wtedy, gdy wyznała mu, że widzi demoniczne twarze. Zamiast ją zostawić, zrobił to, co zrobiłby każdy kochający mężczyzna w takiej sytuacji: powiedział, że zawsze chętnie ją wysłucha, i poszedł z nią do psychoterapeuty oraz do lekarza.
Psychoterapeucie Dietrichowi Lennerowi nie zdradziła nic o dręczących ją demonicznych twarzach. Przyznała co prawda, że interesuje się parapsychologią, ale jedynie na gruncie naukowym. Niemniej na podstawie wypowiedzi Anneliese na temat niej samej, jej życia i jej relacji rodzinnych lekarz szybko doszedł do wniosku, że pacjentka cierpi na depresję nerwicową i ma do przepracowania wyjątkowo trudną relację z matką (której, jak stwierdził po kilku sesjach, nienawidziła z furią38). Skarżyła się także na oziębłość płciową, która nie pozwala jej podjąć aktywności seksualnej z Peterem. Można odnieść wrażenie, że mimo przestróg swojej matki paradoksalnie dążyła do zbliżenia cielesnego. Jej opisy drętwienia ciała zaniepokoiły psychoterapeutę na tyle, że odesłał ją na badania neurologiczne do uniwersyteckiego szpitala.
Tam Anneliese zrobiono badania EEG w czasie snu. Badała ją sama dyrektorka instytutu Irmgard Schleip. I szybko zlokalizowała w lewym obszarze skroniowym wzorce epileptyczne. Uznała, że brana przez dziewczynę fenytoina jest środkiem za słabym na jej stan, więc przepisała jej karbamazepinę (nazwa handlowa: tegretol). Opierając się na relacji profesory Goodman, możemy dojść do wniosku, że dopiero od Schleip Anneliese po raz pierwszy dowiedziała się, że cierpi na padaczkę39. Niewiele jednak wskazuje na to, by dziewczyna w to uwierzyła.
Już jesienią tego roku skontaktowała się z duchownym Ernestem Altem, który szybko stał się jej przewodnikiem duchowym. Czuł z nią wyjątkową więź, bo też doświadczył przy niej zjawisk paranormalnych. Ale o tym później. Jemu, w przeciwieństwie do lekarzy, powiedziała wprost, że widzi pojawiające się w różnych miejscach demoniczne twarze. Ale pomimo tego, co napisał jej w liście Adolf Rodewyk, pomimo tego, co rozpowiadała szeroko Thea Hein, Anneliese nie twierdziła wówczas, że jest opętana40. Myślała jedynie, że doświadcza dręczenia demonicznego.
Ojciec Alt, przy współudziale ojca Rotha, wziął Anneliese w krzyżowy ogień pytań i na podstawie jej odpowiedzi doszedł do tego samego wniosku co jego mentor jezuita Adolf Rodewyk - że Anneliese najprawdopodobniej jest opętana. Stwierdził wówczas, że jest w stanie poświęcić wiele czasu, by tego dowieść. Musiał mieć pewność i dowody: nawet nie tyle dla siebie, ile bardziej dla biskupa, który jako jedyny mógł wydać ważny dekret zezwalający na odprawienie rytuału.
Tymczasem Anneliese uznała, że źle się czuje zarówno w akademickiej kaplicy (która szła z duchem modernistycznym), w towarzystwie osób niewierzących, jak i wśród katolików popierających Sobór Watykański II. Zaczęła więc chodzić do znacznie bardziej konserwatywnego (wówczas) kościoła Unsere Liebe Frau, który znajdował się tuż obok jej akademika. Ponadto związała się z grupą dziewczyn, które nawet w katolickim akademiku były uważane za ultrakonserwatywne fanatyczki religijne41. Razem stworzyły grupę modlitewną i nieraz spotykały się w pokoju Anneliese, by prowadzić dysputy religijne i wymieniać się kościelną literaturą. Anneliese potrafiła wówczas często perorować na temat rychłego końca świata. I w trakcie jednego z takich spotkań doszło do niecodziennego incydentu. Pochłonęła ją pewność, że jest potępiona na wieki. I wykrzyczała do swoich koleżanek: "Proszę, przestańcie się modlić. To boli! Nie mogę tego wytrzymać!"42. Sęk w tym, że żadna z nich się nie modliła. A przynajmniej nie na głos... By się uspokoić, pisała w zeszycie. "Nie muszę się bać, odwagi, odwagi, odwagi, uspokój się, uspokój, otrząśnij z niepokoju, masz powody, żeby mieć nadzieję..."43.
Paradoksalnie w owym czasie nie doświadczała napadów padaczkowych i wyniki EEG także miała dobre. Karbamazepina działała. Ale rozwijało się w niej coś gorszego niż padaczka. Ponieważ przed lekarzami ukrywała, że widzi demoniczne twarze, których inni nie widzą, czuje zapachy, których większość ludzi nie czuje, i słyszy słowa potępienia, których inni nie słyszą, ci byli w stanie dostrzec jedynie jej smutek i ponowne wycofanie. Otrzymała więc diagnozę depresji nerwicowej. Ale nie przepisano jej na to żadnych leków.
Tymczasem gdy Anneliese przyjechała do domu na weekend, zrobiło się jeszcze gorzej. 30 lipca jej ojciec wezwał ojca Karla Rotha, który przybył do nich w towarzystwie Thei Hein. W pokoju, w którym chwilę wcześniej miała przebywać Anneliese, ksiądz wyczuł smród łajna i spalenizny. Gdy weszli do kuchni, Anneliese zaczęła biec w jego stronę, jakby chciała się na niego rzucić, i tuż przed nim zatrzymała się i zesztywniała. Po chwili czynności te powtórzyła. Następnie zaczęła krzyczeć, chwyciła różaniec, rozerwała go i jego strzępami rzuciła w duchownego. Gdy ksiądz wyciągnął krzyż, Anneliese chwyciła pięciolitrowy baniak z "cudowną wodą" z San Damiano, chcąc rzucić nim w księdza, ale wypadł jej z rąk i roztrzaskał się tuż przy niej.
Skarżyła się później, że miała problemy, by chwycić krzyż, jej ciało ponownie zaczynało sztywnieć, a jej chłopak doniósł, że w takich chwilach twarz dziewczyny wykrzywiała się z nienawiści, a ona sama warczała jak zwierzę.
Po tych wydarzeniach ksiądz Alt uzyskał w końcu zgodę biskupa na odprawienie nad Anneliese egzorcyzmu mniejszego. Spotkał się z nią w niedzielę 3 sierpnia 1975 roku. Gdy czytał nad nią egzorcyzm Leona XIII, zaczęła krzyczeć z bólu. Powiedziała, że czuje, jakby coś jej przypiekało plecy. Próbowała też wytrącić księdzu księgę z tekstem modlitwy. Ale w końcu z ulgą powiedziała, że to uczucie od niej odeszło i że jest "wolna"44. Niestety było to złudzenie, wielokrotnie później krzyczała, że "jest już wolna", ale nigdy tak naprawdę nie oznaczało to końca jej męki.
Parę dni później ojciec Alt pojechał na urlop, a stan psychiczny Anneliese znacznie się pogorszył. Jej rodzice próbowali skontaktować się z duchownym, lecz dodzwonili się tylko do księdza Habingera. Ten powiedział, że dziewczynę powinien zobaczyć psychiatra. Rodzina nie miała zamiaru posłuchać tej rady. W końcu udało im się skontaktować z egzorcystą Adolfem Rodewykiem. Mimo że miał on wówczas osiemdziesiąt lat, zgodził się przyjechać. To, co wówczas zobaczył, w pełni przekonało go o słuszności swoich wcześniejszych przypuszczeń.
Anneliese jeszcze przed przyjazdem księdza sztywniała tak, że aż się dusiła. Krzyczała i ryczała przez całą noc. Było jej tak gorąco, że zdzierała z siebie ubranie i biegała nago po domu. By się schłodzić, tarzała się w pyle węglowym w piwnicy lub polewała się lodowatą wodą. Potrafiła nie jeść i nie pić długi czas, a następnie rzucała się, by pożerać muchy i pająki. Oddawała mocz w kuchni, po czym go zlizywała. Niszczyła w domu różańce, święte obrazki i na oczach Thei Hein (która przyszła zobaczyć "akcję"45) roztrzaskała krzyż, krzycząc, że przynosi jej to ulgę. Spała co najwyżej dwie godziny na dobę. Gdy rodzice próbowali jej pomóc, wrzeszczała: "Gdy będziecie mi pomagać, będę zmuszona zrobić coś znacznie gorszego!"46. Ponadto widziała pojawiające się chmary much i małe, utkane jakby z cienia, przemykające zwierzęta. A najgorsze, że inni domownicy w końcu też zaczęli je dostrzegać47. Do tego widziała zmarłych: swoją babcię, zwaną Oma Fürg, i swoją siostrzyczkę Marthę. Na jej stopach pojawiły się małe rany, które rodzina uznała za stygmaty. Ponadto biegała po całym domu, "brykając jak kozioł"48.
Gdy przychodził Peter, całowała go, ale z wymalowaną nienawiścią na twarzy. Przeraziła go też, gdy trzymane w jej ręce jabłko zostało w jednej sekundzie zmiażdżone z olbrzymią siłą przez jej drobne palce.
Gdy pojawił się ojciec Rodewyk, leżała, ubrana, na podłodze w kuchni, jakby pogrążona w transie. Potem ojciec przyprowadził ją do salonu. Gdy egzorcysta zapytał ją, jak ma na imię, odpowiedziała mu nienaturalnym niskim głosem: "Judasz"49. Ojciec Rodewyk musiał być w szoku. Doskonale znał tę istotę, ale jak twierdził, nie tylko z Biblii. Przed laty egzorcyzmował penitentkę, którą nazwał w swojej książce Martą. Jeden z demonów, który ją opętał, właśnie tak się przedstawił50.
Ksiądz chwycił ją mocno za nadgarstki, co uspokoiło Anneliese. W końcu wrócił jej zwykły głos i zaczęła zachowywać się normalnie. Rodewyk zapewnił, że nie zostanie opuszczona i otrzyma pomoc. Gdy wychodził z domu, znienacka podbiegła do niego i siarczyście go spoliczkowała.
Wiekowy egzorcysta zorganizował naradę w domu parafialnym kościoła Unsere Liebe Frau w Aschaffenburgu. Byli na niej księża Ernst Alt, Karl Roth oraz nastawiony najbardziej sceptycznie do teorii opętania Habinger. Niemniej w trakcie tego spotkania wszyscy jednogłośnie uznali, że mają do czynienia z zawładnięciem przez demona lub demony. Zdecydowali także, że w egzorcyzmach powinien uczestniczyć ojciec Arnold Renz z klasztoru salwatorianów w Rück-Schippach, położonym niedaleko Klingensbergu.
Gdy ojciec Alt napisał do biskupa kolejny list dotyczący Anneliese, tym razem podpierając się autorytetem ojca Rodewyka, biskup nie mógł tego zignorować. W reakcji na niego wysłał do ojca Renza list o treści: "Po stosownym zastanowieniu i na podstawie rzetelnych informacji wyznaczam Wielebnego Ojca Renza, salwatorianina, przeora Rück-Schippach, by zastosował wobec panny Anny Lieser51 warunki Codex Iuris Canonici ust. 1151 § 1. Już od jakiegoś czasu modlę się w tej intencji. Boże, obdarz nas swoją pomocą. Z serca wszystkim dziękuję za ich wysiłki"52. Oznaczało to, że został wyznaczony do egzorcyzmów i nadszedł czas, by zacząć działać.
Ojciec Renz przybył do Klingenbergu w środę 23 września. Anneliese przywitała go słowami "Ich bin die, wo"53, czyli: "Jestem ta, która". Egzorcyzmy rozpoczęły się kolejnego dnia. Uczestniczyli w nich, oprócz ojca Renza, księża Alt, Roth, Herrmann, chłopak Anneliese Peter, jej rodzice, jej siostra Roswitha oraz (jakżeby inaczej) Thea Hein z mężem. W czasie rytuału Anneliese miotała się z furią, wykrzykując najgorsze znane sobie przekleństwa. Ale to było nic w porównaniu z tym, co stało się później.
W okresie przekraczającym dziewięć miesięcy przeprowadzono na niej łącznie sześćdziesiąt siedem sesji egzorcystycznych. Domyślam się, że wielu z moich czytelników może kojarzyć, że Anneliese Michel miało opętać sześć demonów: Lucyfer, Judasz, Kain, Neron, Fleischmann i Hitler. Ale czy wiesz, że czasem demony podawały inną liczbę? Na upublicznionych taśmach z egzorcyzmów możemy usłyszeć na przykład taki dialog:
Ksiądz: Kim jesteś? Powiedz swoje imię!
Anneliese: Ja jestem Judasz i Neron, eee... Kain! I Hitler. Pięciu nas jest!54
Ksiądz: Kto jest szósty?55
Anneliese: O tym kłamaliśmy56.
Szczerze mówiąc, na bazie znanych mi materiałów sam naliczyłem komunikaty Anneliese o łącznie dwudziestu jeden demonach w niej siedzących. O tych pozostałych "postaciach" ujawniających się w czasie egzorcyzmów niechętnie się mówi, prawda? W końcu szóstka uchodzi za tak demoniczną liczbę (jako że jej zwielokrotnienie, 666, odpowiada tajemnej liczbie imienia Bestii z Apokalipsy św. Jana), że uwaga wielu osób wolała skupić się na niej. Ale nie mam pewności, czy tych postaci nie było nawet więcej, bo zapewne nie do wszystkich nagrań i transkrypcji dotarłem (pomijając już fakt, że pierwszy z egzorcyzmów nie był rejestrowany).
Choć Anneliese nieraz mówiła, że czuje się lepiej, czasem jej demony mówiły, że jest bliska uwolnienia, jej stan stopniowo się pogarszał. W tym okresie wielokrotnie uderzała z całej siły tyłem głowy o podłogę, ze zdjęć możemy wnioskować, że jej ciało pokryły małe, wrzodziejące rany, pewnego razu rozbiła głową szklane drzwi, innym razem złamała sobie pół przedniego zęba od uderzenia głową w ścianę (w której zrobiła otwór). Widziała coraz więcej zmarłych osób. Przychodzili do niej też Maryja i Jezus. Nie zachowywał się on jednak jak syn Boga, który dał nam przykazanie miłości, ale raczej jak wymagający i okrutny tyran.
W ostatnich miesiącach życia z pewnością nie brała regularnie leków na padaczkę w przepisanych dawkach, co poświadczyła jej siostra Roswitha57. Często klękała i wstawała - czasami nawet sześćset razy dziennie. Twierdziła, że Szatan sprawia, że sztywnieje, a Anioł Stróż zmusza ją do ruchu, co nazywała gimnastyką58. Choć po prawdzie czasem z jej słów i zapisków, relacji jej bliskich i księży trudno zrozumieć, czy do pewnych czynności miała być zmuszana przez Szatana, Anioła Stróża, Matkę Boską czy Jezusa. 10 maja 1976 roku przestała w ogóle przyjmować leki. Wyglądała przerażająco - dookoła oczu miała siniaki, zresztą jej całe, koszmarnie wychudzone ciało było posiniaczone. Ale ojciec Rodewyk, według egzorcystów Anneliese i jej rodziców, zapewniał, że od tego rytuału jeszcze nikt nigdy nie umarł (choć później w sądzie wyparł się tych słów)59.
Pod koniec czerwca zaczęła gorączkować. Cała rodzina czekała na lipiec, gdyż demony zapowiedziały, że dokładnie w tym miesiącu opuszczą Anneliese. Był to co prawda kolejny termin ich wyjścia, jaki został podany, ale trzymali się tej nadziei. Czymkolwiek były, z pewnością opuściły jej ciało, bo 1 lipca, około godziny 8.00 rano, Anna znalazła w łóżku Anneliese jej zimne, martwe ciało.
Proces sądowy w sprawie śmierci Anneliese rozpoczął się wiosną 1978 roku. Na ławie oskarżonych zasiedli ksiądz Arnold Renz, ksiądz Ernst Alt, ojciec Anneliese Josef Michel oraz jej matka Anna Michel. Zderzyły się w nim zasadniczo dwa stronnictwa:
? to, które chciało dowieść, że ta młoda kobieta była owładnięta przez demony i oskarżeni robili, co mogli, by ją uratować,
? oraz to, które uważało, że dziewczyna była chora i nie udzielono jej dostatecznej pomocy.
Sąd przychylił się do drugiego ze stronnictw i ostatecznie uznał winę wszystkich oskarżonych. O dziwo po trzech latach od procesu po stronie księży i rodziców stanęła wspominana tu wielokrotnie uznana profesora antropologii Felicitas D. Goodman. Jej książka na ten temat skradła serca ludzi na całym świecie i to na niej oparli się scenarzyści filmu Egzorcyzmy Emily Rose (którzy ponadto sportretowali ją tam jako doktorę Sadirę Adani). Czy jednak miała ona rację? Gdzie leży prawda?
Postanowiłem przyjrzeć się tej sprawie tak wnikliwie, jak to tylko możliwe. Nie mogę mówić o Anneliese, omijając koronny argument wysunięty przez profesorę Goodman, że opętania i związane z nimi rytuały są co najmniej tak stare jak najbardziej rudymentarne formy ludzkiej kultury, rozpowszechnione na całym świecie. Tylko co z tej tezy tak naprawdę wynika?
A swoją drogą... Być może wiele z poruszonych tu faktów było Ci znanych już wcześniej. Być może nawet dane Ci było słyszeć upublicznione nagrania z egzorcyzmów Anneliese. Ale czy kiedykolwiek ktoś zwrócił Ci uwagę na to, że niemal co chwilę padają tam słowa: "Ojcze Kłamstwa, rzeknij nam prawdę?"60. Czy nie przyszło Ci wówczas na myśl, co tak naprawdę wówczas się dzieje? Przecież to znak, że ktoś w czasie tych rytuałów... wzywał demona. Robił to wielokrotnie. I moim zdaniem, co niedługo wykażę, miał w tym swój, najprawdopodobniej polityczny, cel. Nie żartuję.
Ale o tym, o innych wydarzeniach z okresu intensywnych egzorcyzmów Anneliese, o kulcie Lucyfera w Kościele, a nawet o stojącej po dziś dzień katolickiej świątyni pod jego wezwaniem opowiem w kolejnym rozdziale.
I nie, nie są to żadne teorie spiskowe, lecz fakty, które łatwo można zweryfikować. I tak, to wszystko jest istotne w tej sprawie.
Przypisy
Wstęp
1 Swoją drogą gorąco je polecam. To kryminały najwyższych lotów.
1 Przerażający przypadek Anneliese Michel
1 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, Replika, Poznań 2020, s. 32. E-book, format: EPUB.
2 John M. Duffey, Lessons Learned: The Anneliese Michel Exorcism, Wipf and Stock Publishers, Eugene [Oregon] 2011, s. 6-7. Tłumaczenie M.K.
3 Petra Ney-Hellmuth, Der Fall Anneliese Michel. Kirche, Justiz, Presse, Königshausen & Neumann, Würzburg 2014, s. 16.
4 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 245.
5 José Antonio Fortea, Lawrence E. U. LeBlanc, Prawdziwa historia egzorcyzmów Anneliese Michel, tłum. Paweł Kopycki, Polwen, Radom 2010, s. 133.
6 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 30.
7 Ibidem, s. 28 - 29.
8 José Antonio Fortea, Lawrence E. U. LeBlanc, Prawdziwa historia egzorcyzmów..., op. cit., s. 133.
9 Rare, Unedited Recordings of the 67 Exorcisms of Anneliese Michel, the Real Emily Rose, minuta nagrania: 1 : 27:36, [video on-line:] https://youtu.be/29fpnF1DWoQ?si=ej-_f94PEAb77M_A&t=5256, dostęp: 26.08.2023 r. Nazwisko podane zgodnie z napisami w tym nagraniu.
10 Z książki Goodman możemy wywnioskować, że Anneliese mówi o sąsiadce swojej matki. Anna i Josef Michelowie rzekomo próbowali zweryfikować tę informację, ale nie udało im się, bo owa sąsiadka zmarła, zanim zdążyli z nią porozmawiać na ten temat. Patrz: Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 121.
11 Ibidem, s. 34.
12 Felicitas D. Goodman, The Exorcism of Anneliese Michel, Wipf and Stock Publishers, Eugene [Oregon] 2005, s. 14. W tym wypadku kieruję czytelnika do angielskiego oryginału, ponieważ wydawnictwo Replika pominęło akapit z opisem tej nocy w wydaniu, które posiadam. Najprawdopodobniej to efekt przeoczenia. Gdy poinformowałem ich o tym fakcie, zobowiązali się sytuację poprawić w kolejnych wydaniach.
13 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 37.
14 Ibidem.
15 Ibidem, s. 52.
16 Ibidem, s. 47.
17 Ibidem, s. 48.
18 Ibidem, s. 49.
19 Ibidem, s. 50.
20 Ibidem, s. 55.
21 Madonna Miracolosa delle Rose San Damiano [strona on-line:] https://www.san-damiano.com, dostęp: 4.03.2023 r. oraz Fundacja Marypages, San Damiano (Włochy), marypages.com [on-line:] https://www.marypages.com/san-damiano-(w%C5%82ochy)-pl.html?lang=pl, dostęp: 4.03.2023 r.
22 José Antonio Fortea, Lawrence E. U. LeBlanc, Prawdziwa historia egzorcyzmów..., op. cit., s. 185-188.
23 Ibidem, s. 185.
24 Fundacja Marypages, op. cit.
25 Petra Ney-Hellmuth, op. cit., s. 24-25. Tłumaczenia z tej publikacji w całej książce - M.K.
26 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 57-58.
27 Kaspar Bullinger, Życie i śmierć Anneliese Michel i wypowiedzi demonów w czasie egzorcyzmów w Klingenberg, tłum. Stanisław Posłaniec, [s.n., s.l., s.a.], s. 13 i 14. Polskie wydanie jest publikacją noszącą wyraźne cechy druku nieoficjalnego (choć była dość szeroko rozpowszechniona w pewnych katolickich kręgach) oraz jest niepełne. Zawiera jedynie pierwszą część książki Bullingera, wydane jest w formie 14 zadrukowanych dwustronnie (lub skserowanych - ciężko stwierdzić) kartek formatu A4, złożonych na pół, i pozbawione informacji o wydawnictwie. Za tłumaczenie odpowiada człowiek podpisujący się jako Stanisław Posłaniec, który twierdził, że posiada prawa autorskie do tegoż dzieła. Choć tę osobliwą "książkę" można upolować w różnych polskich antykwariatach (także internetowych), to po człowieku o takich personaliach nie ma żadnego śladu w Internecie. Co więcej, na stronie Polskiej Akademii Nauk ze spisem wszystkich polskich nazwisk (https://nazwiska.ijp.pan.pl/) nie ma ani jednej osoby z takim nazwiskiem. W tej sytuacji zarówno te personalia, jak i informacja o posiadaniu praw autorskich do tłumaczenia pracy Bullingera nie wydają się prawdopodobne.
28 José Antonio Fortea, Lawrence E. U. LeBlanc, Prawdziwa historia egzorcyzmów..., op. cit., s. 18-19.
29 Ibidem, s. 18.
30 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 87.
31 Petra Ney-Hellmuth, op. cit., s. 32.
32 "Aluzja [o. Alta] o ludziach, którzy wiedzieli o Anneliese, ale interesowała ich jedynie "sensacja religijna", niewątpliwie dotyczy wspomnianej już liderki pielgrzymki i jej "kręgu wyznawców San Damiano", od których Alt z czasem coraz bardziej się dystansował" ("Mit der Anspielung auf Mitwisser, deren Interesse sich lediglich auf eine mögliche "religiöse Sensation" richteten, ist zweifelsfrei die bereits erwähnte Wallfahrtsleiterin und deren näheres Umfeld der San Damiano-Anhänger gemeint, von denen sich Alt im Laufe der Zeit noch entschiedener distanzierte"). Źródło: Petra Ney-Hellmuth, op. cit., s. 32-33.
33 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 63 i 108.
34 Ibidem, s. 64-65.
35 Ibidem, s. 64.
36 Dämonische Besessenheit in der Sicht des Rituale Romanum oraz Dämonische Besessenheit heute. Druga z tych książek została wydana w Polsce przez wydawnictwo R.A.F. Scriba z Raciborza w 1995 roku pod tytułem Demoniczne opętanie dzisiaj.
37 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 62-63.
38 Ibidem, s. 75.
39 Według F. D. Goodman rodzice ukrywali przed Anneliese fakt, że chorowała na epilepsję - także w okresie, gdy chodziła na konsultacje do neurologa i brała już od lat leki przeciwpadaczkowe. Anneliese poszła na wizytę do neurolożki Irmgard Schleip bez rodziców i otrzymała tam receptę na nowe leki. Przy tej okazji Irmgard nie mogła przekazać informacji o chorobie i jej leczeniu nikomu innemu niż Anneliese.
40 Ibidem, s. 59, 71 i 104.
41 Ibidem, s. 90.
42 Ibidem, s. 95.
43 Ibidem, s. 94.
44 Ibidem, s. 104.
45 Ibidem, s. 106.
46 Ibidem, s. 105.
47 Ibidem, s. 251.
48 Ibidem, s. 105.
49 Ibidem, s. 109.
50 Adolf Rodewyk, Demoniczne opętanie dzisiaj, tłum. Małgorzata Grzesik, R.A.F. Scriba, Racibórz 1995, s. 91-92.
51 Personalia Anneliese Michel zostały w korespondencji kościelnej celowo zmienione w celu ochrony tożsamości.
52 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 113.
53 Ibidem, s. 117.
54 Nie da się tu ukryć, że w tym momencie Anneliese wymieniła imiona czterech demonicznych tożsamości, a powiedziała, że "pięciu nas jest". Żaden z obecnych przy egzorcyzmach księży nie wydawał się zauważyć tej nieścisłości.
55 Najprawdopodobniej ksiądz w ten sposób dopytywał o Lucyfera, gdyż z dostępnych taśm i transkrypcji taśm egzorcyzmów wynika, że był on najaktywniejszą demoniczną tożsamością w czasie licznych rytuałów.
56 Rare, Unedited Recordings of the 67 Exorcisms of Anneliese Michel, the Real Emily Rose, minuta nagrania: 1 : 10:45, [video on-line:] https://youtu.be/29fpnF1DWoQ?si=ix6FyIoDeGCnYpVt&t=4245, dostęp: 26.08.2023 r.
57 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 268 i 270. Ponadto pisarz i egzorcysta José Antonio Fortea w swojej wydanej w 2010 r. książce twierdzi, że Anneliese przyznawała się także Thei Hein, że nie zawsze bierze przepisane leki, co ukrywała przed matką. Źródło: José Antonio Fortea, Lawrence E. U. LeBlanc, Prawdziwa historia egzorcyzmów..., op. cit., s. 18.
58 Felicitas D. Goodman, Egzorcyzmy Anneliese Michel, tłum. Martyna Plisenko, op. cit., s. 157, 189 i 232.
59 Archiwum Państwowe w Würzburgu, Akta Inspektoratu Policji Kryminalnej Aschaffenburg 1, D, zeznania oskarżonego Josefa Michela, s. 25-28 (5 lipca 1976) [źródło za:] Petra Ney-Hellmuth, op. cit., s. 50-51.
60 To zawołanie pada wielokrotnie, ale można je usłyszeć między innymi w tej części taśmy: Rare, Unedited Recordings of the 67 Exorcisms of Anneliese Michel, the Real Emily Rose, minuta nagrania: 19 : 51, https://youtu.be/29fpnF1DWoQ?si=2ltgwQFWrfQCGhnr&t=1191, dostęp: 9.11.2023 r.