2
ul. Argentyńska, Saska Kępa
Poczucie straty osoby bliskiej powinno być jak fale, które na przemian przybijają do brzegu i od niego odbijają - Chyłka miała jednak wrażenie, że znajduje się w samym środku nieustającego sztormu. Od trzech miesięcy nie miała chwili wytchnienia, nie potrafiła normalnie funkcjonować, a smutek, żal i dojmująca pustka w sercu nie opuszczały jej ani na moment.
Zrobiła wszystko, by odnaleźć Zordona. Wynajęła trzy biura detektywistyczne za granicą, które miały szukać jakiegokolwiek śladu. Skontaktowała się ze wszystkimi służbami, które tylko przyszły jej na myśl. Powiadomiła wszystkie organizacje zajmujące się zaginionymi osobami i w końcu zainteresowała wszystkie media, które były gotowe słuchać.
Wszystko na nic.
Nie miała jednak zamiaru się poddawać. Nauczyła się nawigować po swoim oceanie straty na tyle dobrze, by działać sprawnie.
Ostatnim jednak, czego się spodziewała, było to, że jakiekolwiek odpowiedzi może mieć Szczerbiński.
Wpuściła go do domu, zamknęła za nim drzwi, a potem machnęła ręką, by się rozgościł. Wciąż sprawiał wrażenie, jakby nogi miały się pod nim ugiąć, uznała więc, że obojgu przyda się nieco doładowania.
Postawiła na stole w kuchni dwa kieliszki, a potem wypełniła je tequilą espolón. Na robienie jakichkolwiek drinków szkoda jej było czasu.
Oboje opróżnili swoje porcje niemal natychmiast.
- To nie wygląda najlepiej, co? - odezwał się Szczerbiński.
- Mniej więcej jak skarpety w kubotach.
- Chyłka... do kurwy nędzy, chodzi o moje życie.
- Tylko mówię. Jest źle.
Pokręcił głową i sam sobie dolał. Joanna uznała, że to dobry moment, żeby uzupełnić poziom nikotyny w organizmie. Od trzech miesięcy paliła jak smok, ani myśląc o tym, jaki efekt ma to na chorobę, z której wyszła.
Przez cały ten czas nie interesowało jej nic poza odnalezieniem Oryńskiego. W tej chwili nie było inaczej.
- Po kolei - odezwała się. - Najpierw powiedz mi, w jaki sposób możesz namierzyć Langera, a potem zajmiemy się tym trupem.
Uniósł brwi, jakby nie tego się spodziewał.
- Nie powinno być odwrotnie?
- Nie.
- Chyba sobie...
- Wyciągnę cię z gówna, w które się wpakowałeś, Szczerbix - ucięła. - Ale w tej chwili nie ma presji czasu. Nie postawią ci zarzutów, najpierw ruszy postępowanie dyscyplinarne w Komendzie Stołecznej Policji, które zapewne będą prowadzili twoi kumple.
Napił się i ledwo zauważalnie skinął głową.
- A nie muszę chyba ci mówić, że większość takich procedur kończy się zgrabnym oznajmieniem, że dowody nie wskazują ani na przekroczenie uprawnień, ani na niewykonanie obowiązków przez funkcjonariusza. Ostatecznie stwierdzą, że nie ma przesłanek, by uznać, że przekroczyłeś zasady użycia broni palnej.
Chyłka bez trudu mogła przypomnieć sobie sytuacje, kiedy policjanci oddawali strzały tylko dlatego, że jakiś gówniarz zaczął uciekać. Za to nie przypominała sobie, by wielu mundurowych odpowiadało za to dyscyplinarnie.
- Jest jeszcze prokuratura... - bąknął Szczerbiński.
- Która poczeka na wyniki waszego wewnętrznego postępowania. Mamy czas.
Bagatelizowała całą sprawę, w rzeczywistości bowiem trudno było sądzić, że ktokolwiek będzie zwlekał z podjęciem działań. Media będą miały żniwa, starając się uwypuklić policyjne nadużycia, a chłopak z dziurą w czole, kimkolwiek był, z miejsca stanie się męczennikiem.
Jeżeli Joannie nie uda się znaleźć świadków lub nagrań pokazujących, że Szczerbaty miał prawo użyć broni, linia obrony będzie mocno się chwiała.
Dla Chyłki było to bez najmniejszego znaczenia. Chciała zbyć temat jak najszybciej.
- Jest źle, będzie lepiej - rzuciła. - A teraz gadaj: jakim cudem możesz namierzyć Langera?
Szczerbiński sięgnął po paczkę marlboro i poczęstował się bez pytania. Wstał, podszedł do okna, a potem uchylił je i trwał przez moment w bezruchu.
- Daj głos - mruknęła Joanna.
Zamiast się odezwać, zapalił i głośno wypuścił dym.
- I najlepiej by było, gdybyś to zrobił jeszcze w tym stuleciu.
Jego milczenie mogło oznaczać właściwie wszystko. Może użył tego argumentu tylko dlatego, że wiedział, jaki będzie miał ciężar? Dwa miesiące temu powiedziała mu o wszystkim: o Langerze, porwaniu Zordona, usunięciu z zawodu. Nie miała już do kogo się zwrócić i wydawało jej się, że Szczerbiński może pomóc. Pomyliła się, ale dzięki jej otwartości teraz doskonale zdawał sobie sprawę, że odnalezienie Piotra może rozwiązać wszystkie jej problemy.
- No więc?
W końcu się odwrócił i oparł rękoma o parapet.
- Mam do niego dojście - oznajmił.
- Do niego? Do Langera?
- To znaczy... wiem, jak się z nim skontaktować.
- O czym ty mówisz?
Zaciągnął się nerwowo i trzymał dym w płucach tak długo, że kiedy wypuścił powietrze, nie było widać ani jednej szarej smużki. Potarł mocno kark i się skrzywił.
- Od czego mam zacząć?
- Od zawiązania sobie pętli na szyi i podania mi sznura - odparła Chyłka. - O czym ty do mnie pierdolisz, Szczerbaty?
Opuścił głowę i zamknął oczy, przywodząc na myśl kogoś, kto zaraz ma pożegnać się z życiem. Usiadł z powrotem przy stole i zgasiwszy papierosa, przez kilka chwil przyglądał jej się wzrokiem bez wyrazu.
- Słuchaj... - podjął. - To ja zorganizowałem ci tamtą ucieczkę z transportu do aresztu śledczego.
Chyłka zamrugała nerwowo. Doskonale pamiętała samo zdarzenie, tuż przed swoją ucieczką na wschód. I równie dobrze mogła przypomnieć sobie, jak po sprawie Demczenki Szczerbaty zarzekał się, że nie przyłożył do tego ręki.
Wraz z Kordianem zakładali wtedy, że nie ma powodu kłamać. Najwyraźniej było jednak inaczej.
- Załatwiłem to, ale... to nie był mój pomysł.
Joanna wzięła się w garść. Nie mogła pozwolić sobie na dezorientację, musiała wyciągnąć z niego jak najwięcej, póki był gotowy mówić.
- A czyj? - zapytała.
- Nie wiem.
Chyłka uniosła błagalnie wzrok.
- Przysięgam, Szczerbaty. Jeśli jeszcze raz dziś usłyszę, że czegoś nie wiesz, możesz bukować sobie miejsce na cmentarzu.
Podkomisarz sięgnął po paczkę papierosów, ale Joanna szybko ją odsunęła. Wyciągnęła jednego dla siebie, przypaliła, a potem odłożyła dymiącego marlboro do popielniczki stojącej między nimi.
- No? - ponagliła.
- Skontaktował się ze mną jakiś człowiek, nigdy wcześniej na oczy go nie widziałem. Podał mi wszystkie szczegóły, trasę przewozu i to, co konkretnie mam zrobić, żebyś mogła uciec.
- I tak po prostu się zgodziłeś, z dobroci serca?
- Niezupełnie.
Oczywiście, że nie. W tamtym czasie Szczerbaty nie miał żadnego dobrego powodu, by ryzykować dla niej karierę.
- Ten człowiek miał coś na mnie - dodał policjant. - I groził, że to wykorzysta.
- Coś?
- Mniejsza ze szczegółami.
Chyłka podniosła papierosa i umieściwszy go w ustach, długo patrzyła na Szczerbińskiego. W końcu zrozumiał, że jeżeli tych szczegółów jej nie poda, rozmowa natychmiast się zakończy.
- Lata temu wymusiłem na kimś zeznania - powiedział bez dłuższej zwłoki. - I dzięki temu doszło do skazania groźnego skurwiela, który w przeciwnym wypadku odszedłby wolny.
Joanna głęboko się zaciągnęła, myśląc o tym, że zbyt łatwo wyjawia jej te wszystkie informacje. Powinien choćby przez moment się zawahać, zanim przyzna się do przewinienia tego kalibru.
- Gdyby ktoś się dowiedział, nawet teraz, pożegnałbym się nie tylko z robotą, ale i emeryturą. Miałbym przejebane.
- Będziesz miał jeszcze bardziej, jeśli w tej chwili nie usłyszę konkretów.
Przełknął ślinę i skinął głową z miną, jakby faktycznie stał pod ścianą.
- Nie wiem, skąd tamten człowiek wiedział o tym zdarzeniu, ale miał dowody. I zagroził, że ich użyje, jeśli nie zrobię, co każe.
- Więc pomogłeś mi uciec.
- Tak.
- I co potem?
Tym razem przez moment się wahał, ale Joanna nie mogła oprzeć się wrażeniu, że zrobił to tylko po to, by zachować odpowiednie pozory.
Upomniała się w duchu, by pamiętać, z kim ma do czynienia. Szczerbaty poznał ją dość dobrze i wiedział, na jakie rzeczy zwraca uwagę. Mógł antycypować większość jej reakcji i podejrzeń.
- Miałem informować go, jak wygląda sprawa Demczenki. I mieć was na oku.
- Czyli szpiegować nas jak najgorsza gnida.
- Nie poszedłbym tak daleko, ale...
- To ja pójdę jeszcze dalej, ty zdradziecki, zawszony, tępy upośladzie - syknęła Chyłka. - Co ty sobie, kurwa, wyobrażałeś?
Nawet nie próbował się bronić ani szukać jakiejkolwiek odpowiedzi. Odwrócił wzrok i milczał.
- Wiedziałeś w ogóle, komu tak naprawdę donosisz?
- Nie.
Joanna przewróciła oczami i rozłożyła bezradnie ręce.
- Ty zgniły kutasie - rzuciła. - Zawsze wiedziałam, że jesteś tępym sierpem, ale teraz wychodzi na to, że nawet nie byłbyś w stanie stoczyć opony ze wzgórza.
- Chyłka...
- Powiem wprost, Szczerbaty. Gdybyś był światłem na końcu jakiegokolwiek tunelu, od razu bym zawróciła.
Podniosła się i odeszła kawałek w kierunku korytarza, uznając, że im bliżej tego człowieka teraz będzie, tym większa szansa, że emocje popchną ją do rękoczynów. Zatrzymała się obrócona tyłem do niego, zamknęła oczy i głęboko wciągnęła powietrze nosem.
Nie miała teraz czasu na tłumaczenie zdrajcy, że ma u niej całkowicie przesrane.
- Zrozum...
- Zamknij japę - ucięła. - I otwieraj ją tylko wtedy, kiedy o coś pytam.
Obróciła się i spojrzała na niego w sposób, który świadczył o tym, że Szczerbiński jedynie cudem nie znalazł się jeszcze za drzwiami jej mieszkania.
- Kim był ten facet, który się do ciebie zgłosił? - zapytała.
- Nie przedstawił się.
Joanna zacisnęła usta.
- Kazał mówić do siebie Bogiel - dodał szybko podkomisarz. - Zakładałem, że pracuje dla kogoś, kto będzie występował przeciwko wam na sali sądowej. Albo dla prokuratury.
- I nie przeszło ci przez ten pusty dekiel, że może być inaczej?
- Nie.
Chyłka wróciła na miejsce przy stole. Papieros właściwie wypalił się już w popielniczce, więc sięgnęła po kolejnego. Paczka ostatnimi czasy starczała jej na jeden dzień - o ile trochę się ograniczała. Teraz nie miała zamiaru tego robić.
- Musisz zrozumieć...
- Niczego nie muszę. Za to wszystko mogę - odparła Joanna, podpalając sobie.
- Byłem przekonany, że Langer nie żyje - ciągnął Szczerbiński.
- O tak, doskonale pamiętam. I to, że twoim zdaniem to mnie należało przypisać tę zasługę.
- Bynajmniej - zaprotestował nieco ostrzej. - I zeznawałem w sądzie tak, żeby nie pogorszyć twojej sytuacji.
- Brawo, chwała ci za to - rzuciła Joanna, patrząc mu prosto w oczy. - Po prostu owulacja na stojąco.
Na moment zamilkli, mierząc się wzrokiem.
- Kiedy dwa miesiące temu powiedziałaś mi o wszystkim, zrozumiałem, dla kogo tak naprawdę pracuje Bogiel - odezwał się w końcu podkomisarz.
- I dopiero teraz łaskawie mi o tym mówisz?
Chyłka czuła, że dłużej nie uda jej się utrzymać nerwów na wodzy.
- Od dwóch miesięcy wiedziałeś, że gość, który cię szantażował, ma dojście do Langera, i nie puściłeś pary z pyska? - rzuciła. - Mimo że doskonale zdawałeś sobie sprawę, że dzięki temu mogę znaleźć Zordona?
Nie sprawiał wrażenia, jakby miał zamiar odpowiedzieć. Nie wyglądał również, jakby obawiał się jej wybuchu. Chociaż wiedział, jak blisko niego byli.
- Widziałem się z nim - oznajmił nagle.
- Co? Z kim?
- Z Bogielem. Kiedy tylko zrozumiałem wszystko, odezwałem się do niego i umówiliśmy się na spotkanie. Był przekonany, że mam mu do przekazania jakieś informacje na twój temat, ale tak naprawdę chodziło mi tylko o to, żeby ustalić, gdzie jest Oryński.
Joanna odłożyła papierosa i odsunęła butelkę tequili.
Miała świadomość, że Szczerbaty nie kłamałby w takiej sprawie. Tak naprawdę zresztą jego przewinienia wobec niej nie były wielkie - wszak zorganizował jej ucieczkę. A donosił o jej ruchach przekonany, że to jakiś przeciwnik z sali sądowej wymusza na nim współpracę.
- Przycisnąłem go - dodał podkomisarz. - Dzięki temu, co mi powiedziałaś, miałem asa w rękawie.
- I? - rzuciła niecierpliwie Chyłka.
- Bogiel wiedział o porwaniu. Był na bieżąco.
Joannie szybciej zabiło serce i kiedy dotarła do niej waga tych słów, musiała spojrzeć na Szczerbińskiego w mniej korzystnym świetle niż jeszcze moment wcześniej.
Naprawdę miał dojście do kogoś, kto mógł odnaleźć Kordiana. I nie zająknął się o tym słowem.
- Widział nawet Oryńskiego - dodał policjant.
- Gdzie? Kiedy?
Szczerbaty zamknął oczy i pokręcił lekko głową.
- Nie był gotów mi tego zdradzić - odparł ciężkim głosem.
- To trzeba było mocniej go przycisnąć, zmusić, żeby, kurwa...
- Zrobiłem to - przerwał jej i nabrał głęboko tchu. - Ale to nie miało żadnego sensu.
Przytrzymał jej wzrok przez chwilę, a potem odwrócił oczy.
- Bogiel powiedział mi, że Zordon nie żyje.