Egzekucja. Joanna Chyłka. Tom 14 - Remigiusz Mróz

Kup ebooka

33.90 zł
27.12 zł (18,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

 

 

 

 

 

 

Spis treści

 

 

Rozdział 1. Kreon

1. ul. Kossaka, Żoliborz

2. ul. Argentyńska, Saska Kępa

3. Skylight, ul. Złota

4. ul. Argentyńska, Saska Kępa

5. ul. Rozwadowska, Targówek

6. Trzy miesiące wcześniej

7. Costa Coffee, Skylight

8. al. Krakowska, okolice Marysina

9. ul. Karmelicka, Kraków

10. ul. Złota, Warszawa

11. Biuro Żelaznego, XXI piętro Skylight

12. Sala konferencyjna, Żelazny & McVay

13. Bulwar Flotylli Pińskiej, niedaleko Portu Czerniakowskiego

14. Verbier, Szwajcaria

 

Rozdział 2. Limosa lapponica

1. H15 Boutique Hotel, ul. Poznańska

2. The Warsaw Hub, Wola

3. Plac Konstytucji, Śródmieście

4. Komenda Rejonowa Policji, ul. Wilcza

5. ul. Chocimska, Górny Mokotów

6. ul. Argentyńska, Saska Kępa

7. ul. Kossaka, Żoliborz

8. Galeria Młociny, Bielany

9. Club BłogoStan, Wola

10. ul. Walczaka, Gorzów Wielkopolski

11. ul. Walczaka, Gorzów Wielkopolski

12

13. Skylight, Warszawa

14. Kancelaria Żelazny & McVay, XXI piętro Skylight

 

Rozdział 3. Kobieton

1. Hard Rock Cafe, ul. Złota

2. ul. Nowowiejska, Filtry

3. Sąd Okręgowy, al. Solidarności

4. Sala rozpraw, Sąd Okręgowy

5. Wrzeciono, Bielany

6. ul. Ogrodowa, Mirów

7. ul. Niska, Raszyn

8. Opuszczony magazyn, ul. Niska

9. ul. Niska, Raszyn

10. Dzień wcześniej, Non Solo, ul. Grójecka

11. Teraz, ul. Niska, Raszyn

12. Prokuratura Krajowa, Służewiec

13. ul. Niska, Raszyn

14. ul. Warszawska, Raszyn

15. ul. Niska, Raszyn

16

17

18. ul. Łączna, Raszyn

 

Rozdział 4. Days Of Future Past

1. Wrzeciono, Bielany

2. Przy Agorze, Bielany

3. Areszt śledczy, Białołęka

 

Posłowie

 

Polecamy również

 

Copyright ? Remigiusz Mróz, 2021

Copyright ? Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2021

 

Redaktor prowadzący: Adrian Tomczyk

Marketing i promocja: Greta Sznycer

Redakcja: Karolina Borowiec-Pieniak

Korekta: Joanna Pawłowska, Anna Nowak

Projekt typograficzny, skład i łamanie: Stanisław Tuchołka / panbook.pl

Projekt okładki i stron tytułowych: ? Mariusz Banachowicz

Zdjęcie autora: ? Zuza Krajewska / Warsaw Creatives

Fotografie na okładce:

? Nejron Photo/Shutterstock

? CITAAlliance/Depositphotos

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej: Dariusz Nowacki

 

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

 

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

 

 

eISBN 978-83-66981-03-4

 

 

CZWARTA STRONA

Grupa Wydawnictwa Poznańskiego sp. z o.o.

ul. Fredry 8, 61-701 Poznań

tel.: 61 853-99-10

redakcja@czwartastrona.pl

www.czwartastrona.pl

 

 

 

 

 

 

Rozdział 1

 

Kreon

 

1

 

ul. Kossaka, Żoliborz

 

 

Joanna Chyłka szła szybkim krokiem przed siebie, oświetlana czerwono-niebieskimi błyskami radiowozów i karetek, które zastawiły całą ulicę. Mimo późnej pory okolica była rozświetlona jak w dzień, a tłumy gapiów po obydwu stronach zablokowanej drogi przywodziły na myśl godziny szczytu.

Już z oddali dostrzegła czarny worek leżący przy chodniku. Zwolniła kroku i zatrzymała się obok niego. Był gruby, wykonany z polietylenowej folii, zapinany na suwak. Wyposażono go w cztery białe uchwyty po bokach, które miały ułatwiać transport zwłok.

Najwyraźniej nikomu się nie spieszyło, by zabrać te, przy których kucnęła Chyłka. Nic dziwnego, policja i prokuratura za priorytet uznawały zabezpieczenie materiału dowodowego, a losy ciała ofiary liczyły się tylko w kontekście sekcji, która niebawem się odbędzie.

Joanna rozejrzała się i stwierdziwszy, że nikt nie skupia na niej uwagi, trzęsącą się ręką rozsunęła górę suwaka.

Doskonale wiedziała, co zobaczy. Przez telefon przekazano jej najważniejsze informacje.

Spojrzała na pozbawioną życia, wykrzywioną w nienaturalnym grymasie twarz i się wzdrygnęła. Dziura w czole była nierówna, jakby poszarpana, a zaschnięta krew i przejrzysty płyn mózgowo-rdzeniowy wyciekły na wierzch.

Chyłce zrobiło się słabo i odniosła wrażenie, że gdyby teraz wstała, nogi odmówiłyby jej posłuszeństwa. Machinalnym ruchem wyjęła z kieszeni płaszcza paczkę marlboro, ale zanim zdążyła zapalić, usłyszała znajomy głos zza pleców.

- Co ty tu robisz?

Obejrzała się przez ramię i zobaczyła stojącego za nią Olgierda Paderborna. Prokurator nie pasował do reszty osób, które kłębiły się wokół. Wszyscy byli w ubraniach ochronnych, mieli rękawiczki, a niektórzy maseczki i przyłbice. On zaś nosił obcisły garnitur i równo zawiązany krawat.

- Nie powinno cię tu być - dodał szybko.

Joanna powoli się podniosła, a następnie schowała paczkę fajek z powrotem do kieszeni. Nie było najmniejszych szans, by jakikolwiek prokurator pozwolił jej na dymka na miejscu zdarzenia.

Lekko się zachwiała, kiedy zakręciło jej się w głowie. Wypiła tego wieczora trochę za dużo, ale na swoje usprawiedliwienie miała to, że właściwie nie zamierzała z kimkolwiek się widzieć. Plan był taki, że będzie piła dopóty, dopóki nie urwie jej się film.

- Jezu... - mruknął Paderborn. - Jesteś...

- Najebana, ale dama.

Olgierd rozejrzał się w poszukiwaniu funkcjonariusza, któremu z pewnością miał zamiar polecić, by odeskortował Chyłkę poza strefę zamkniętą policyjnymi taśmami.

- Ja i trzeźwość ostatnio nie widujemy się z bliska - dodała.

- Widzę. Ale mogłabyś dać sobie na wstrzymanie, kiedy wybierasz się na miejsce przestępstwa.

- Nie mogłabym, Padre, bo po pierwsze nie wiedziałam, że się wybieram. A po drugie wyznaję zasadę, że alkohol wszystko rozwiązuje.

- Oczywiście.

- Język, portfel, małżeństwa - rzuciła Joanna. - A to tylko trzy losowo wybrane przykłady.

Prokurator chciał skinąć na jednego z mundurowych, ale Chyłka wymierzyła w niego palcem wskazującym.

- Peja reprezentuje biedę - oznajmiła.

- Że co?

- A ja sprawcę tego całego zamieszania - wyjaśniła, rozkładając ręce. - Czyli pechowego stróża prawa, który spowodował, że ten tu leży w worku, zamiast...

- Nikogo nie reprezentujesz. Nie masz uprawnień.

- Prowadzę biuro porad prawnych.

- Świetnie - bąknął Paderborn i już miał przywołać funkcjonariusza, ten jednak zniknął im z pola widzenia.

Chyłka zrobiła krok w stronę prokuratora.

- Sprawdź sobie w KRS-ie - podsunęła. - Nazywa się Adiuvame. Siedziba mieści się w uroczym miejscu na Saskiej Kępie. PKD sześćdziesiąt dziewięć, dziesięć, zet.

Olgierd nie sprawiał wrażenia, jakby to cokolwiek zmieniało.

- Nazwa od łacińskiego "pomóż mi". Taka sobie, ale wymyślałam w stanie delikatnie wskazującym.

- W którym zbyt często przebywasz.

- Przebywałabym mniej, gdybyście zaczęli lepiej wykonywać swoją robotę.

- Słuchaj...

- Minęły trzy miesiące od jego zaginięcia, Pader - ucięła ostro. - I dalej jesteście w dupie tak ciemnej, że światło dotrze tam dopiero za tysiąc lat.

Wiedziała, że akurat on zrobił wszystko, by odpowiednie służby odnalazły Kordiana. Z punktu widzenia prokuratury sytuacja była jednak jasna: brakowało dowodów na to, że Piotr Langer w ogóle żyje. A namierzanie osób zaginionych nie leżało w ich gestii.

Chyłka była zdana wyłącznie na siebie, nie miała u kogo szukać pomocy. Konsorcjum wciąż wprawdzie było zainteresowane znalezieniem Langera, ale wątpiło, że Joanna może w tym pomóc. Dla wszystkich innych zaś Oryński po prostu opuścił kraj i najwyraźniej nie zamierzał wracać.

Kluczem do wszystkiego pozostawał Langer.

Gdyby Chyłce udało się go znaleźć, zyskałaby kartę przetargową w układach z Konsorcjum. Przehandlowałaby ją za to, że Nachurny wycofa swoje zeznania - a wówczas ona bez trudu doprowadziłaby do obalenia wyroku sądu dyscyplinarnego.

Odkrycie miejsca, gdzie przebywa Piotr, było też równoznaczne z odnalezieniem Zordona. Nie ulegało wątpliwości, że ten psychopata wciąż go przetrzymuje.

Chyłka zamrugała nerwowo, nie chcąc zastanawiać się nad tym, co się z nim dzieje. Przez ostatni kwartał robiła to właściwie bez ustanku i za każdym razem potrafiła wyobrazić sobie jedynie czarne scenariusze.

Tyle czasu w towarzystwie Langera oznaczało horror. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.

Z zamyślenia wyrwało ją głośne chrząknięcie Paderborna.

- Tak czy inaczej, nie masz uprawnień do reprezentowania kogokolwiek - powiedział. - Więc albo sama opuścisz miejsce zdarzenia, albo...

- Naprawdę chcesz wywalić stąd prawnego reprezentanta podejrzanego?

- Na razie nikt nie jest o nic podejrzany. A ty zostałaś skreślona z listy adwokatów.

Joanna zbliżyła się do niego jeszcze trochę.

- Co znaczy tyle, że nie mogę występować przed sądem - odparła. - Ale wszystko inne mieści się w zakresie prawnej reprezentacji.

- Ale nie procesowej. A bez niej...

- Zatrudniam do tego człowieka.

- Kogo?

- Gówno cię to obchodzi - odparła. - A teraz prowadź do mojego klienta albo od razu dzwonię do Amnesty International, Human Rights Watch, Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i Magdy Gessler. I będziesz miał prawdziwe rewolucje.

Paderborn przypatrywał jej się przez chwilę pytająco, jakby chciał się upewnić, czy będąc niezbyt trzeźwa, faktycznie chce się widzieć z człowiekiem, którego określała mianem swojego klienta.

Ostatecznie musiał dojść do wniosku, że w istocie nie do niego należy decyzja. Przeprowadził ją między radiowozami i wskazał miejsce za karetką. Chyłka minęła ją, po czym dostrzegła funkcjonariusza siedzącego na chodniku.

Nogi miał podciągnięte, ręce oparte na kolanach. Nieobecny wyraz twarzy i zaschnięte krople krwi na czole dopełniały obrazu człowieka kompletnie wybitego z rzeczywistości.

Szczerbiński ocknął się dopiero, kiedy Joanna zatrzymała się tuż przed nim.

- Coś ty, kurwa, zrobił?

Rozejrzał się jak spłoszone zwierzę i kaszlnął nerwowo. Paderborn odszedł, a w najbliższej okolicy nie było nikogo, kto mógłby przysłuchiwać się rozmowie.

- Mów - dodała.

- To... to było zwykłe zatrzymanie. Facet wyciągnął broń i...

- I strzeliłeś mu prosto w łeb? Zdajesz sobie sprawę, jak to wygląda?

Podkomisarz w końcu utkwił w niej rozbiegane spojrzenie. Wyraźnie nie wiedział, co powiedzieć.

- Jak egzekucja - dodała.

- Wiem, ale...

- Ale co?

- On miał broń - powtórzył Szczerbiński. - A ja nie miałem czasu dobrze wycelować.

- I jakimś cudem trafiłeś prosto między oczy?

Nie odpowiedział, a Joanna powiodła wzrokiem dookoła.

- Gdzie jest ta broń?

- Nie wiem. Musieli już ją zabezpieczyć.

- Gość miał palec na spuście?

Szczerbiński wbił pusty wzrok przed siebie, a Chyłka odniosła wrażenie, że będzie to jedyna odpowiedź, jaką uzyska.

- To był nóż. Poza tym...

- Facet groził ci nożem, a ty musiałeś strzelać, żeby się przed nim obronić?

- Tak. Wszystko działo się zbyt szybko...

- Co konkretnie? - rzuciła.

Podkomisarz potarł mocno czoło i zmrużył oczy, jakby z trudem mógł przypomnieć sobie wydarzenia sprzed nie więcej niż kilkudziesięciu minut.

- Zobaczyłem tego mężczyznę... postanowiłem dokonać zatrzymania... wyciągnął ten nóż i...

- Kurwa, Szczerbaty, lep te zdania trochę lepiej.

Spojrzał na nią nieobecnym wzrokiem, a ona uświadomiła sobie, że musi dać mu trochę czasu. Przed momentem zabił człowieka. I to nie w jakiejś strzelaninie, kiedy wokół panuje chaos i może zdarzyć się wszystko.

Stał naprzeciwko niego, a potem pociągnął za spust i wywalił mu dziurę w głowie.

- Dlaczego próbowałeś go zatrzymać? - zapytała Joanna.

W świetle prawa musiał mieć ważny powód, a nim było tylko uzasadnione podejrzenie, że facet popełnił przestępstwo.

- Najpierw... najpierw chciałem go wylegitymować.

- Bo co? Niósł jakiś transparent w obronie praw kobiet?

Podkomisarz jakby nie usłyszał docinka.

- Wydawało mi się, że go rozpoznaję - wydusił w końcu. - Że to osoba poszukiwana.

- I? Co się stało?

- Odmówił wylegitymowania się.

- Więc wyciągnąłeś, kurwa, broń?

- Nie. Pouczyłem go i poinformowałem o tym, że ma obowiązek to zrobić, bo jego wizerunek odpowiada rysopisowi osoby poszukiwanej.

Joanna nie mogła opędzić się od wrażenia, że słucha nie tyle relacji tego, co się wydarzyło, ile wcześniej ułożonej formułki.

- Wyjął broń, a ja natychmiast zrobiłem to samo. Nie dał mi nawet czasu na zastanowienie... Nie miałem wyjścia.

Chyłka przez moment milczała.

- Szukałeś tego gościa? Trafiłeś tu, bo doprowadził cię jakiś trop?

- Nie.

- To skąd się tu wziąłeś?

- Po prostu przechodziłem.

Chyłka westchnęła i usiadła obok niego. Nie wyglądało to dla Szczerbińskiego najlepiej i gdyby nie to, co powiedział jej przez telefon, nie zdecydowałaby się mu pomóc. Ściągnęłaby na miejsce Żelaznego albo innego prawnika, który wisiał jej przysługę. Sama nie miała w tej chwili żadnego interesu w angażowaniu się w takie sprawy.

- Wiem, jak to wygląda - odezwał się podkomisarz. - Ale... pomożesz mi?

Joanna powoli się do niego obróciła.

- Nie zostawiłeś mi innego wyjścia w momencie, kiedy powiedziałeś, że wiesz, jak znaleźć Langera - odparła.

 

2

 

ul. Argentyńska, Saska Kępa

 

 

Poczucie straty osoby bliskiej powinno być jak fale, które na przemian przybijają do brzegu i od niego odbijają - Chyłka miała jednak wrażenie, że znajduje się w samym środku nieustającego sztormu. Od trzech miesięcy nie miała chwili wytchnienia, nie potrafiła normalnie funkcjonować, a smutek, żal i dojmująca pustka w sercu nie opuszczały jej ani na moment.

Zrobiła wszystko, by odnaleźć Zordona. Wynajęła trzy biura detektywistyczne za granicą, które miały szukać jakiegokolwiek śladu. Skontaktowała się ze wszystkimi służbami, które tylko przyszły jej na myśl. Powiadomiła wszystkie organizacje zajmujące się zaginionymi osobami i w końcu zainteresowała wszystkie media, które były gotowe słuchać.

Wszystko na nic.

Nie miała jednak zamiaru się poddawać. Nauczyła się nawigować po swoim oceanie straty na tyle dobrze, by działać sprawnie.

Ostatnim jednak, czego się spodziewała, było to, że jakiekolwiek odpowiedzi może mieć Szczerbiński.

Wpuściła go do domu, zamknęła za nim drzwi, a potem machnęła ręką, by się rozgościł. Wciąż sprawiał wrażenie, jakby nogi miały się pod nim ugiąć, uznała więc, że obojgu przyda się nieco doładowania.

Postawiła na stole w kuchni dwa kieliszki, a potem wypełniła je tequilą espolón. Na robienie jakichkolwiek drinków szkoda jej było czasu.

Oboje opróżnili swoje porcje niemal natychmiast.

- To nie wygląda najlepiej, co? - odezwał się Szczerbiński.

- Mniej więcej jak skarpety w kubotach.

- Chyłka... do kurwy nędzy, chodzi o moje życie.

- Tylko mówię. Jest źle.

Pokręcił głową i sam sobie dolał. Joanna uznała, że to dobry moment, żeby uzupełnić poziom nikotyny w organizmie. Od trzech miesięcy paliła jak smok, ani myśląc o tym, jaki efekt ma to na chorobę, z której wyszła.

Przez cały ten czas nie interesowało jej nic poza odnalezieniem Oryńskiego. W tej chwili nie było inaczej.

- Po kolei - odezwała się. - Najpierw powiedz mi, w jaki sposób możesz namierzyć Langera, a potem zajmiemy się tym trupem.

Uniósł brwi, jakby nie tego się spodziewał.

- Nie powinno być odwrotnie?

- Nie.

- Chyba sobie...

- Wyciągnę cię z gówna, w które się wpakowałeś, Szczerbix - ucięła. - Ale w tej chwili nie ma presji czasu. Nie postawią ci zarzutów, najpierw ruszy postępowanie dyscyplinarne w Komendzie Stołecznej Policji, które zapewne będą prowadzili twoi kumple.

Napił się i ledwo zauważalnie skinął głową.

- A nie muszę chyba ci mówić, że większość takich procedur kończy się zgrabnym oznajmieniem, że dowody nie wskazują ani na przekroczenie uprawnień, ani na niewykonanie obowiązków przez funkcjonariusza. Ostatecznie stwierdzą, że nie ma przesłanek, by uznać, że przekroczyłeś zasady użycia broni palnej.

Chyłka bez trudu mogła przypomnieć sobie sytuacje, kiedy policjanci oddawali strzały tylko dlatego, że jakiś gówniarz zaczął uciekać. Za to nie przypominała sobie, by wielu mundurowych odpowiadało za to dyscyplinarnie.

- Jest jeszcze prokuratura... - bąknął Szczerbiński.

- Która poczeka na wyniki waszego wewnętrznego postępowania. Mamy czas.

Bagatelizowała całą sprawę, w rzeczywistości bowiem trudno było sądzić, że ktokolwiek będzie zwlekał z podjęciem działań. Media będą miały żniwa, starając się uwypuklić policyjne nadużycia, a chłopak z dziurą w czole, kimkolwiek był, z miejsca stanie się męczennikiem.

Jeżeli Joannie nie uda się znaleźć świadków lub nagrań pokazujących, że Szczerbaty miał prawo użyć broni, linia obrony będzie mocno się chwiała.

Dla Chyłki było to bez najmniejszego znaczenia. Chciała zbyć temat jak najszybciej.

- Jest źle, będzie lepiej - rzuciła. - A teraz gadaj: jakim cudem możesz namierzyć Langera?

Szczerbiński sięgnął po paczkę marlboro i poczęstował się bez pytania. Wstał, podszedł do okna, a potem uchylił je i trwał przez moment w bezruchu.

- Daj głos - mruknęła Joanna.

Zamiast się odezwać, zapalił i głośno wypuścił dym.

- I najlepiej by było, gdybyś to zrobił jeszcze w tym stuleciu.

Jego milczenie mogło oznaczać właściwie wszystko. Może użył tego argumentu tylko dlatego, że wiedział, jaki będzie miał ciężar? Dwa miesiące temu powiedziała mu o wszystkim: o Langerze, porwaniu Zordona, usunięciu z zawodu. Nie miała już do kogo się zwrócić i wydawało jej się, że Szczerbiński może pomóc. Pomyliła się, ale dzięki jej otwartości teraz doskonale zdawał sobie sprawę, że odnalezienie Piotra może rozwiązać wszystkie jej problemy.

- No więc?

W końcu się odwrócił i oparł rękoma o parapet.

- Mam do niego dojście - oznajmił.

- Do niego? Do Langera?

- To znaczy... wiem, jak się z nim skontaktować.

- O czym ty mówisz?

Zaciągnął się nerwowo i trzymał dym w płucach tak długo, że kiedy wypuścił powietrze, nie było widać ani jednej szarej smużki. Potarł mocno kark i się skrzywił.

- Od czego mam zacząć?

- Od zawiązania sobie pętli na szyi i podania mi sznura - odparła Chyłka. - O czym ty do mnie pierdolisz, Szczerbaty?

Opuścił głowę i zamknął oczy, przywodząc na myśl kogoś, kto zaraz ma pożegnać się z życiem. Usiadł z powrotem przy stole i zgasiwszy papierosa, przez kilka chwil przyglądał jej się wzrokiem bez wyrazu.

- Słuchaj... - podjął. - To ja zorganizowałem ci tamtą ucieczkę z transportu do aresztu śledczego.

Chyłka zamrugała nerwowo. Doskonale pamiętała samo zdarzenie, tuż przed swoją ucieczką na wschód. I równie dobrze mogła przypomnieć sobie, jak po sprawie Demczenki Szczerbaty zarzekał się, że nie przyłożył do tego ręki.

Wraz z Kordianem zakładali wtedy, że nie ma powodu kłamać. Najwyraźniej było jednak inaczej.

- Załatwiłem to, ale... to nie był mój pomysł.

Joanna wzięła się w garść. Nie mogła pozwolić sobie na dezorientację, musiała wyciągnąć z niego jak najwięcej, póki był gotowy mówić.

- A czyj? - zapytała.

- Nie wiem.

Chyłka uniosła błagalnie wzrok.

- Przysięgam, Szczerbaty. Jeśli jeszcze raz dziś usłyszę, że czegoś nie wiesz, możesz bukować sobie miejsce na cmentarzu.

Podkomisarz sięgnął po paczkę papierosów, ale Joanna szybko ją odsunęła. Wyciągnęła jednego dla siebie, przypaliła, a potem odłożyła dymiącego marlboro do popielniczki stojącej między nimi.

- No? - ponagliła.

- Skontaktował się ze mną jakiś człowiek, nigdy wcześ­niej na oczy go nie widziałem. Podał mi wszystkie szczegóły, trasę przewozu i to, co konkretnie mam zrobić, żebyś mogła uciec.

- I tak po prostu się zgodziłeś, z dobroci serca?

- Niezupełnie.

Oczywiście, że nie. W tamtym czasie Szczerbaty nie miał żadnego dobrego powodu, by ryzykować dla niej karierę.

- Ten człowiek miał coś na mnie - dodał policjant. - I groził, że to wykorzysta.

- Coś?

- Mniejsza ze szczegółami.

Chyłka podniosła papierosa i umieściwszy go w ustach, długo patrzyła na Szczerbińskiego. W końcu zrozumiał, że jeżeli tych szczegółów jej nie poda, rozmowa natychmiast się zakończy.

- Lata temu wymusiłem na kimś zeznania - powiedział bez dłuższej zwłoki. - I dzięki temu doszło do skazania groźnego skurwiela, który w przeciwnym wypadku odszedłby wolny.

Joanna głęboko się zaciągnęła, myśląc o tym, że zbyt łatwo wyjawia jej te wszystkie informacje. Powinien choćby przez moment się zawahać, zanim przyzna się do przewinienia tego kalibru.

- Gdyby ktoś się dowiedział, nawet teraz, pożegnałbym się nie tylko z robotą, ale i emeryturą. Miałbym przejebane.

- Będziesz miał jeszcze bardziej, jeśli w tej chwili nie usłyszę konkretów.

Przełknął ślinę i skinął głową z miną, jakby faktycznie stał pod ścianą.

- Nie wiem, skąd tamten człowiek wiedział o tym zdarzeniu, ale miał dowody. I zagroził, że ich użyje, jeśli nie zrobię, co każe.

- Więc pomogłeś mi uciec.

- Tak.

- I co potem?

Tym razem przez moment się wahał, ale Joanna nie mogła oprzeć się wrażeniu, że zrobił to tylko po to, by zachować odpowiednie pozory.

Upomniała się w duchu, by pamiętać, z kim ma do czynienia. Szczerbaty poznał ją dość dobrze i wiedział, na jakie rzeczy zwraca uwagę. Mógł antycypować większość jej reakcji i podejrzeń.

- Miałem informować go, jak wygląda sprawa Demczenki. I mieć was na oku.

- Czyli szpiegować nas jak najgorsza gnida.

- Nie poszedłbym tak daleko, ale...

- To ja pójdę jeszcze dalej, ty zdradziecki, zawszony, tępy upośladzie - syknęła Chyłka. - Co ty sobie, kurwa, wyobrażałeś?

Nawet nie próbował się bronić ani szukać jakiejkolwiek odpowiedzi. Odwrócił wzrok i milczał.

- Wiedziałeś w ogóle, komu tak naprawdę donosisz?

- Nie.

Joanna przewróciła oczami i rozłożyła bezradnie ręce.

- Ty zgniły kutasie - rzuciła. - Zawsze wiedziałam, że jesteś tępym sierpem, ale teraz wychodzi na to, że nawet nie byłbyś w stanie stoczyć opony ze wzgórza.

- Chyłka...

- Powiem wprost, Szczerbaty. Gdybyś był światłem na końcu jakiegokolwiek tunelu, od razu bym zawróciła.

Podniosła się i odeszła kawałek w kierunku korytarza, uznając, że im bliżej tego człowieka teraz będzie, tym większa szansa, że emocje popchną ją do rękoczynów. Zatrzymała się obrócona tyłem do niego, zamknęła oczy i głęboko wciągnęła powietrze nosem.

Nie miała teraz czasu na tłumaczenie zdrajcy, że ma u niej całkowicie przesrane.

- Zrozum...

- Zamknij japę - ucięła. - I otwieraj ją tylko wtedy, kiedy o coś pytam.

Obróciła się i spojrzała na niego w sposób, który świadczył o tym, że Szczerbiński jedynie cudem nie znalazł się jeszcze za drzwiami jej mieszkania.

- Kim był ten facet, który się do ciebie zgłosił? - zapytała.

- Nie przedstawił się.

Joanna zacisnęła usta.

- Kazał mówić do siebie Bogiel - dodał szybko podkomisarz. - Zakładałem, że pracuje dla kogoś, kto będzie występował przeciwko wam na sali sądowej. Albo dla prokuratury.

- I nie przeszło ci przez ten pusty dekiel, że może być inaczej?

- Nie.

Chyłka wróciła na miejsce przy stole. Papieros właściwie wypalił się już w popielniczce, więc sięgnęła po kolejnego. Paczka ostatnimi czasy starczała jej na jeden dzień - o ile trochę się ograniczała. Teraz nie miała zamiaru tego robić.

- Musisz zrozumieć...

- Niczego nie muszę. Za to wszystko mogę - odparła Joanna, podpalając sobie.

- Byłem przekonany, że Langer nie żyje - ciągnął Szczerbiński.

- O tak, doskonale pamiętam. I to, że twoim zdaniem to mnie należało przypisać tę zasługę.

- Bynajmniej - zaprotestował nieco ostrzej. - I zeznawałem w sądzie tak, żeby nie pogorszyć twojej sytuacji.

- Brawo, chwała ci za to - rzuciła Joanna, patrząc mu prosto w oczy. - Po prostu owulacja na stojąco.

Na moment zamilkli, mierząc się wzrokiem.

- Kiedy dwa miesiące temu powiedziałaś mi o wszystkim, zrozumiałem, dla kogo tak naprawdę pracuje Bogiel - odezwał się w końcu podkomisarz.

- I dopiero teraz łaskawie mi o tym mówisz?

Chyłka czuła, że dłużej nie uda jej się utrzymać nerwów na wodzy.

- Od dwóch miesięcy wiedziałeś, że gość, który cię szantażował, ma dojście do Langera, i nie puściłeś pary z pyska? - rzuciła. - Mimo że doskonale zdawałeś sobie sprawę, że dzięki temu mogę znaleźć Zordona?

Nie sprawiał wrażenia, jakby miał zamiar odpowiedzieć. Nie wyglądał również, jakby obawiał się jej wybuchu. Chociaż wiedział, jak blisko niego byli.

- Widziałem się z nim - oznajmił nagle.

- Co? Z kim?

- Z Bogielem. Kiedy tylko zrozumiałem wszystko, odezwałem się do niego i umówiliśmy się na spotkanie. Był przekonany, że mam mu do przekazania jakieś informacje na twój temat, ale tak naprawdę chodziło mi tylko o to, żeby ustalić, gdzie jest Oryński.

Joanna odłożyła papierosa i odsunęła butelkę tequili.

Miała świadomość, że Szczerbaty nie kłamałby w takiej sprawie. Tak naprawdę zresztą jego przewinienia wobec niej nie były wielkie - wszak zorganizował jej ucieczkę. A donosił o jej ruchach przekonany, że to jakiś przeciwnik z sali sądowej wymusza na nim współpracę.

- Przycisnąłem go - dodał podkomisarz. - Dzięki temu, co mi powiedziałaś, miałem asa w rękawie.

- I? - rzuciła niecierpliwie Chyłka.

- Bogiel wiedział o porwaniu. Był na bieżąco.

Joannie szybciej zabiło serce i kiedy dotarła do niej waga tych słów, musiała spojrzeć na Szczerbińskiego w mniej korzystnym świetle niż jeszcze moment wcześniej.

Naprawdę miał dojście do kogoś, kto mógł odnaleźć Kordiana. I nie zająknął się o tym słowem.

- Widział nawet Oryńskiego - dodał policjant.

- Gdzie? Kiedy?

Szczerbaty zamknął oczy i pokręcił lekko głową.

- Nie był gotów mi tego zdradzić - odparł ciężkim głosem.

- To trzeba było mocniej go przycisnąć, zmusić, żeby, kurwa...

- Zrobiłem to - przerwał jej i nabrał głęboko tchu. - Ale to nie miało żadnego sensu.

Przytrzymał jej wzrok przez chwilę, a potem odwrócił oczy.

- Bogiel powiedział mi, że Zordon nie żyje.

 

3

 

Skylight, ul. Złota

 

 

Świat nie chciał przestać wirować, a wszyscy ludzie wokół zdawali się posługiwać niezrozumiałym językiem. Na domiar złego ziemia przechylała się to w jedną, to w drugą stronę.

Chyłka z trudem utrzymała się w pionie, przechodząc przez obrotowe drzwi, a potem wtoczyła się do biurowca. Niemal upadła, zanim udało jej się dojść do bramki, którą zamierzała sforsować.

Wsparła się o metalową poręcz, zwiesiła głowę i nagle poczuła, że nie ma siły postawić ani kroku więcej. Osunęła się na podłogę, nie wiedząc nawet, czy w coś uderzyła.

Jakieś dwie osoby do niej podeszły, ale ich twarze były rozmazane. Zaraz potem zjawił się jeszcze ktoś, kto rozsunął innych i pochylił się nad Joanną. Poczuła, że ją podnosi, ale wzrok miała tak zamglony, że nie wiedziała, kim jest ten człowiek.

Przez moment nie rozumiała, gdzie się znajduje.

Wydawało jej się, że ledwo mrugnęła, a była już w windzie. Mężczyzna stał obok i pytał ją o coś. Lekko nią potrząsnął, co sprawiło, że zatoczyła się w tył i uderzyła plecami o ścianę. Zrobiło jej się niedobrze.

Dziwne. Jeszcze przed momentem czuła się całkiem w porządku.

Teraz jednak nie potrafiła powstrzymać odruchu wymiotnego. Zgięła się wpół, kiedy targnął nią mocny spazm, a potem zwymiotowała na podłogę.

Osoba w windzie podtrzymywała ją, a kiedy dojechali na górę, wyprowadziła na korytarz.

Chyłka niejasno zrozumiała, że znajduje się w Żelaznym & McVayu.

Co tu robiła? Jak tu dotarła?

Musiało być bardzo wcześnie, korytarz jeszcze świecił pustkami.

Dopiero po chwili zorientowała się, że mężczyzna prowadzi ją pod rękę w głąb kancelarii. Zwróciła głowę w jego stronę i rozpoznała Kormaka.

Skąd się tu wziął?

- Jezu, Chyłka... - mruknął cicho, wprowadzając ją do jakiegoś pomieszczenia.

Jaskinia McCarthyńska. Poznawała to miejsce.

Chudzielec pomógł jej położyć się na szezlongu, powiedział coś, a potem szybko opuścił pokój.

Joanna poczuła, że ogarnia ją mrok. Nie miało to nic wspólnego z przyjemnym uczuciem zapadania w sen, wprost przeciwnie. Odnosiła wrażenie, że pogrąża się w otchłani i już nigdy się z niej nie wyrwie.

Ocknęła się jakiś czas później.

Wciąż była pijana, ale wyrzucenie z organizmu większości wypitego na koniec alkoholu z pewnością pomogło. Potrafiła już poskładać myśli, przynajmniej na tyle, by wiedzieć, gdzie się znajduje, i rozpoznawać innych ludzi.

Kormak siedział przy biurku, skupiony na dwóch monitorach, które miał przed sobą. Oderwał od nich wzrok dopiero, kiedy Joanna cicho stęknęła.

- Dzwonić po typa od kroplówki? - rzucił.

Chyłka nie odpowiadała. Zacisnęła mocno powieki, czując, jakby ktoś nasypał jej piasku do oczu.

- Czy może od razu po karetkę? - dodał szczypior.

Joanna otworzyła oczy.

- Daj mi się napić.

- Czekaj, gdzieś tu mam wodę - odparł Kormak, podnosząc się.

- Nie chcę wody.

To, co w tej chwili czuła, nie było potrzebą, ale imperatywem. Musiała jak najszybciej wrócić do stanu nieświadomości. Wyłączyć wszystkie myśli. Oddalić się od siebie samej. Przestać być.

- Tutaj nic innego nie dostaniesz - oznajmił chudzielec.

Chyłka z trudem się podniosła, a jeszcze więcej wysiłku kosztowało ją utrzymanie się na nogach.

- Hola - dodał Kormak. - Nigdzie się nie wybierasz.

- Spierdalaj.

Ruszyła w kierunku drzwi, ale po kilku krokach straciła równowagę i wpadła na biurko. Zepchnęła z niego kilka książek, a chudzielec od razu znalazł się przy niej.

- Zostaw mnie - rzuciła, machając ręką.

- Żebyś mogła w spokoju zapić się na śmierć?

Chciała go odepchnąć, ale nie potrafiła zrobić nawet tego.

- Siadaj - odezwał się łagodnym tonem Kormak. - Chociaż na chwilę.

Zanim zorientowała się, co się dzieje, znów była na szezlongu. Leżała przez moment w bezruchu, czując, że ponownie zbiera jej się na wymioty. Niedobrze. Potrzebowała więcej alkoholu, myśli stawały się zbyt klarowne, a uczucia zbyt wyraźne.

Z trudem usiadła, a potem starała się skupić wzrok na chudzielcu. Świat nadal obracał się jak szalony.

- Nie możesz doprowadzać się do tego stanu - mruknął Kormak. - Z wyłączonym umysłem nie uda ci się znaleźć Zordona.

Znów zamknęła oczy i natychmiast tego pożałowała. Musiała mocno chwycić się krawędzi szezlonga, by nie upaść na podłogę.

- Zordon... - szepnęła.

Kormak usiadł z powrotem przy biurku i posłał jej pełne współczucia spojrzenie.

- Niczego nowego nie znalazłem - oznajmił. - Ale trzymam rękę na pulsie. Jak tylko się coś pojawi, od razu rzucam wszystko inne i...

- Nie ma sensu.

- Co nie ma sensu?

Do Joanny dopiero teraz dotarło, że powinna mu powiedzieć. Była tak głęboko zanurzona w alkoholowym marazmie, że nawet przelotnie nie pomyślała o innych, którzy mają prawo wiedzieć, co się wydarzyło.

Mimo że większość nocy i poranka kryło się dla niej za mgłą, doskonale pamiętała wszystko, co powiedział jej Szczerbiński.

Jak miała to przekazać komukolwiek? A szczególnie Kormakowi?

Nie chciała wypowiadać tego na głos. Zupełnie jakby mogło to cokolwiek zmienić i w jakiś cudowny sposób sprawić, że nie byłaby to prawda.

- On nie żyje - odezwała się.

- Co?

- Zabili go, Kormaczysko... Zabili, rozumiesz?

- O czym ty...

Zawiesił głos i nie dokończył, całkowicie blednąc. Zaczął lekko kręcić głową, a po chwili coraz mocniej.

- Nie - wydusił tylko. - To bzdura.

Joanna zrobiła głębszy wdech, ale także to zdawało się uruchamiać odruch wymiotny. Musiała jak najszybciej stąd wyjść.

- O czym ty w ogóle mówisz? - dodał Kormak.

- Szczerbiński przesłuchał kogoś od Langera.

Wydawało jej się, że jej głos brzmi trzeźwo, ale z pewnością było to złudzenie.

Wydawało jej się także, że mówi o kimś innym. Relacjonuje Kormakowi sprawę kogoś innego.

- To jakieś brednie - rzucił chudzielec.

- Posłuchaj mnie...

- Kompletne bujdy. Szczerbaty nie wie, o czym mówi.

- Wie.

Kormak potrząsnął głową, podniósł się z krzesła i odsunął od niej, jakby była radioaktywna i mogła w jakiś sposób go napromieniować.

- Co to za pierdolenie? - spytał. - O czym ty w ogóle...

Znów nie dokończył, a Chyłka powoli podniosła się z siedziska. Podeszła do Kormaka, mimo że nadal sprawiał wrażenie, jakby miał zamiar uciec. Objęła go lekko, a on przez moment trwał w całkowitym bezruchu.

W głębi duszy musiał rozumieć, że nie mówiłaby tego, gdyby nie miała absolutnej, stuprocentowej pewności. Potrzebował jednak czasu, by racjonalność przeważyła nad uczuciami.

W końcu położył głowę na jej ramieniu i wstrzymał oddech, jakby dzięki temu mógł pohamować łzy. Na próżno.

Joanna nie wiedziała, ile czasu upłynęło, zanim odsunął się i popatrzył na nią szklistymi oczami.

- Jesteś pewna?

To pytanie musiało paść, spodziewała się go. Mimo to nie potrafiła w żaden sposób odpowiedzieć.

Owszem, była pewna, ale przyznanie tego na głos byłoby kolejnym ciosem, po którym już by się nie podniosła. Skinęła więc tylko głową, a potem się obróciła, dając Kormakowi czas na przesunięcie dłońmi po mokrej twarzy.

- Ale... - zaczął. - To... to niemożliwe.

Chyłka usiadła na szezlongu, starając się w jakiś sposób sprawić, by przestało jej się kręcić w głowie.

- Jak? - wydusił chudzielec. - Jak to się...

Znów nie potrafił znaleźć słów. Potrząsnął mocno głową, a potem oparł się o biurko i przez moment trwał w bezruchu.

- Szczerbaty może się mylić - odezwał się w końcu. - Albo kłamać. Dobrze wiesz, że zrobiłby wszystko, żebyś do niego wróciła. Nawet taki numer.

Joanna milczała.

- Łgać mógł też ten, kogo Szczerbiński przesłuchiwał - dodał Kormak i pociągnął nosem. - Skoro to człowiek Langera, to...

- Wszystko to prawda, Kormaczysko.

- Nie możesz tego wiedzieć na pewno.

- Mogę.

Zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później będzie musiała powiedzieć mu, skąd bierze się jej pewność.

Wczoraj w nocy przechodziła dokładnie to samo co chudzielec. Najpierw wyparcie, potem zarzuty wobec Szczerbatego. Nie przebierała w słowach i nie potrafiła powściągnąć emocji tak, jak w tej chwili udawało się to Kormakowi. Do teraz czuła zdarte gardło.

Przestała wydzierać się na podkomisarza dopiero wtedy, kiedy ten opisał jej dalszy przebieg rozmowy z Bogielem.

- Po tym, jak Szczerbaty się dowiedział, wyciągnął służbową broń i wymierzył w tamtego faceta - odezwała się Chyłka. - Zagroził, że pociągnie za spust, jeśli nie usłyszy prawdy.

Kormak kręcił głową, zupełnie nieprzekonany.

- To wciąż nic nie znaczy. Mógł to wymyślić.

- Nie mógł.

Joanna sięgnęła do kieszeni po telefon. Robiła to z ciężkim sercem i przypuszczała, że Szczerbińskiemu zeszłej nocy nie było łatwiej.

Zarzekał się, że chciał powiedzieć jej już dawno, ale nie potrafił się do tego zmusić. Stchórzył, a im dłużej to trwało, tym bardziej obawiał się tego, w jak destrukcyjny stan wprowadzi Joannę.

Dopóki tliła się w niej iskierka nadziei, jakoś się trzymała. Szczerbaty miał świadomość, że jeśli ta zgaśnie, razem z nią przepadną wszelka racjonalność i instynkt samozachowawczy Chyłki.

Nie mylił się.

- Co robisz? - rzucił szczypior, kiedy podawała mu telefon.

- Spójrz.

- Nie - odparł i uniósł otwarte dłonie. - Każdy może zrobić jakiś deepfake albo fotomontaż.

Trzymała wyciągniętą komórkę tak długo, aż Kormak w końcu po nią sięgnął. Kiedy spojrzał na ekran, jego wzrok nagle stał się pusty, a oczy znów się zaszkliły. Patrząc na niego, można było odnieść wrażenie, że czas się zatrzymał.

Upuścił komórkę, a Chyłka wbiła wzrok w wyświetlacz. Wciąż widniało na nim zdjęcie, które Szczerbaty wyciągnął od Bogiela, grożąc mu bronią.

Przedstawiało zakrwawionego Zordona leżącego na betonowej posadzce. Miał kilka ran wlotowych na klatce piersiowej, krew pokryła całą jego koszulę.

Ciało znajdowało się w nienaturalnej pozycji, a usta i oczy były makabrycznie otwarte.

- Konsorcjum - odezwała się słabo Joanna. - To oni za to odpowiadają.

Kormak zdawał się wybity z rzeczywistości i chyba nawet nie rejestrował jej słów. Mimo to Joanna postanowiła podzielić się z nim wszystkim, co Szczerbińskiemu udało się wyciągnąć od Bogiela.

- Langer zostawił Zordona w tamtym domu przy Maravista Close - powiedziała. - Nie zabrał go ze sobą.

Chudzielec osunął się na podłogę i jak w transie obrócił telefon ekranem w dół. Zaczął lekko się trząść.

- Zastrzelili go ludzie z Konsorcjum w trakcie nalotu na dom - dokończyła Chyłka.

Nie była w stanie powiedzieć nic więcej. Messer nie przedstawił jej prawdy, kiedy zadzwonił do niej już po całej akcji. Powinna była o tym pomyśleć. Powinna była spodziewać się, że człowiek stojący na czele Konsorcjum będzie rozgrywał ją, jak mu się będzie podobało.

- Nie... - jęknął Kormak, kuląc się na podłodze.

Joanna z trudem się podniosła, kucnęła obok i położyła rękę na plecach chudzielca. Oboje wpatrywali się nieruchomym spojrzeniem w odwróconą komórkę, odnosząc wrażenie, że oni także stracili życie.