Egzamin dojrzałości - Joelle Charbonneau

Reflow text when sidebars are open.
Wzdrygnęłam się, usłyszawszy pukanie do drzwi mojej kwatery w akademiku. Gdy otwierałam zamek i przekręcałam gałkę, ręce drżały mi ze zmęczenia, strachu i napięcia nerwowego. Na widok Raffe'a Jeffriesa westchnęłam z ulgą. Chociaż studiujemy na tym samym kierunku, niewiele nas łączy. Ja pochodzę z kolonii i musiałam przetrwać Testy, żeby się tutaj znaleźć. On urodził się w mieście Tosu, gdzie dzieci absolwentów przyjmuje się na Uniwersytet z otwartymi ramionami. Nie jesteśmy przyjaciółmi. Choć ubiegłej nocy ocalił mi życie, wciąż nie wiedziałam, czy mogę mu ufać. Nie miałam jednak wyboru.
Raffe wydawał się odprężony, ale dostrzegłam w jego oczach ostrzeżenie. Wszedł do saloniku i zamknął za sobą drzwi.
- Cia, oni wiedzą - powiedział.
Nogi ugięły się pode mną i chwyciłam się oparcia krzesła, żeby nie upaść.
- Co wiedzą?
Że opuściłam kampus? Że odkryłam, iż spisek kierowany przez człowieka, który w przeszłości pomógł mi podczas Testów, okazuje się czymś innym, niż sądzą rebelianci, i gdy wkrótce rozpoczną atak, wszyscy zginą?
- Profesor Holt wie, że oboje opuściliśmy kampus. - Spojrzenie czarnych oczu Raffe'a napotkało moje. - A Griffin zaczął szukać Damone'a.
Oczywiście, że Griffin szuka swojego kumpla. Kiedy go nie odnajdzie, zawiadomi kierowniczkę naszego akademika, profesor Holt. A ona zacznie się zastanawiać, dlaczego ten student Wydziału Władzy i Administracji zniknął. Czy doktor Barnes i jego podwładni uwierzą, że Damone uciekł, bo nie wytrzymał presji odniesienia sukcesu. A może raczej rozpoczną poszukiwania i odkryją, że on nie żyje? Narastała we mnie panika. Powiedziałam sobie, że z pewnością tak się stanie. Ale czy miałam rację?
Potrząsnęłam głową. Jeśli nie chcę, by usunięto mnie z Uniwersytetu lub by spotkało mnie coś jeszcze gorszego, muszę przestać myśleć o przeszłości.
Żadne prawo nie zabraniało nam opuszczania terenu kampusu. Nie mogą mnie ukarać tylko za to. Jednak jeśli wiedzą, co odkryłam...
Odetchnęłam głęboko, żeby się uspokoić, i zapytałam:
- Czy profesor Holt wie, dokąd się udaliśmy albo że wyszliśmy razem?
Dotknęłam symbolu błyskawicy na srebrzystozłotej bransolecie na moim nadgarstku i pomyślałam o umieszczonym w niej urządzeniu namierzającym. Wydawało mi się, że poradziłam sobie z nim, a jednak się myliłam. Myliłam się we wszystkim. A teraz Michal nie żyje i...
- Nie przypuszczam, by ktokolwiek wiedział, jak długo nas nie było. Nikt nie widział, że opuszczaliśmy kampus, i nie sądzę, aby ktokolwiek nas zauważył, kiedy wracaliśmy. - Raffe przeczesał dłonią czarne włosy. - Ale Griffin zaczepił mnie, gdy zamierzałem przekazać Tomasowi wiadomość od ciebie. Zapytał, czy widziałem Damone'a, a potem o to, dokąd ty i ja pojechaliśmy tego ranka. Wiedział, że byliśmy razem, chociaż nie mam pojęcia skąd.
Dotąd nie powiedziałam Raffe'owi o urządzeniu namierzającym w jego bransolecie identyfikacyjnej. W głębi duszy miałam nadzieję, że nie będę musiała wyjawić mu moich sekretów. Zanim przybyłam do Tosu, ojciec ostrzegł mnie, żebym nikomu nie ufała. Ale musiałam zaufać kilku osobom. A teraz także Raffe'owi, ponieważ mi pomógł i groziło mu niebezpieczeństwo.
Pospiesznie opowiedziałam o systemach namierzających w bransoletach identyfikacyjnych i o nadajniku, który zaprojektowałam z Tomasem. Urządzenie zakłócało ich sygnały i uniemożliwiało doktorowi Barnesowi zlokalizowanie nas. Tylko że ubiegłej nocy albo dziś rano ten nadajnik wypadł mi z kieszeni. Nie wiedziałam, kiedy dokładnie i gdzie go zgubiłam.
Raffe popatrzył na symbol wyryty na swojej bransolecie: zwiniętą sprężynę pośrodku wagi sprawiedliwości o zrównoważonych szalach.
- A więc nas monitorują - rzekł bez zdziwienia czy oburzenia, po prostu skinąwszy głową, i dodał: - Będziemy musieli znaleźć lepszy sposób zakłócenia sygnału, jeśli nie chcemy, by śledzili każdy nasz krok, kiedy będziemy realizowali twój plan.
Mój plan...
W tym tygodniu pani prezydent Collindar wystąpi w Izbie Debat rządu Zjednoczonej Wspólnoty i złoży wniosek o przegłosowanie jej nowego projektu. Projektu, który - jeśli zostanie przyjęty - pozbawi doktora Barnesa nieograniczonej władzy nad Testami i Uniwersytetem. Zmusi go do przedstawienia raportu prezydent Collindar i umożliwi jej zlikwidowanie procederu, który uśmiercił tyle osób pragnących jedynie pomóc swoim koloniom i całemu krajowi. Ale chociaż chciałabym wierzyć, że ta inicjatywa ustawodawcza się powiedzie, wszystko, czego się dowiedziałam, wskazywało, że jest skazana na niepowodzenie. Krążyły pogłoski, że kiedy zostanie odrzucona, stronnicy doktora Barnesa zażądają głosowania wotum zaufania dla prezydent Collindar. Jeżeli prezydent je przegra, będzie to oznaczało nie tylko jej koniec jako przywódczyni Zjednoczonej Wspólnoty, lecz również wybuch walki, którą ona i buntownicy z pewnością przegrają, gdyż doktor Barnes zna ich zamiary. W istocie doktor Barnes i jego poplecznik Symon Dean sami zaplanowali tę rebelię. Dopiero niedawno poznałam ich prawdziwe zamysły. Chcieli zidentyfikować, pojmać i w końcu uśmiercić wszystkich, którzy sprzeciwiają się okrutnym metodom selekcji stosowanym podczas Testów. Już wkrótce doktor Barnes poleci swoim ludziom, którzy wniknęli w szeregi spiskowców, aby ich podburzyli i nakłonili do otwartego wystąpienia zbrojnego po to, aby móc siłą zdławić bunt. Jeśli plan doktora Barnesa się powiedzie, ci, którzy chcieli zlikwidowania Testów, zginą. Wśród tych osób był mój brat.
Nie mogłam siedzieć bezczynnie i do tego dopuścić, ale nie miałam pojęcia, jak powstrzymać ten fatalny bieg wydarzeń, który już został zapoczątkowany. Jeszcze niedawno sądziłam, że to wiem, że znalazłam sposób - ale tylko pogorszyłam sytuację. Teraz doktor Barnes będzie mnie śledził jeszcze baczniej niż dotychczas. Żałowałam, że nie mam czasu, by się nad tym wszystkim zastanowić. Moi bracia zawsze wyśmiewali się ze mnie, że potrzebuję godzin na podjęcie decyzji, gdy innym wystarczyłoby kilka minut. Ojciec nauczył mnie jednak, że każda ważna sprawa wymaga rzetelnego przemyślenia. A wybory, które mnie obecnie czekały, były najważniejszymi w moim życiu.
Czy się bałam? Tak. Jako najmłodsza studentka Uniwersytetu wiedziałam, że trudno się spodziewać, by moje działania odmieniły losy całego kraju, a ja okażę się wystarczająco bystra, aby przechytrzyć doktora Barnesa i jego podwładnych i ocalić życie buntownikom. Najprawdopodobniej poniosę klęskę, jednak musiałam przynajmniej spróbować.
- W tej chwili jedyny mój plan to odrobić zadania domowe i trochę się przespać - odpowiedziałam Raffe'owi, a gdy zaczął protestować, dodałam: - Ty też potrzebujesz snu. - Jego zgarbiona sylwetka wskazywała, że jest równie znużony jak ja. - Może jeżeli wypoczniemy, wymyślimy jakiś sposób zapobieżenia nadciągającej katastrofie.
Po krótkim wahaniu skinął głową.
- Niezależnie od wszystkiego, co się wydarzyło, najlepiej będzie, jeśli przez resztę dnia pozostaniemy w akademiku. Profesor Holt z pewnością kazała cię śledzić. Musisz zachować ostrożność.
Moją uwagę przykuła seria stłumionych trzasków. Po chwili znów rozległy się trzy ciche szczęknięcia przycisku połączenia w podróżnym komunikatorze. Był to zaproponowany przez Zeena sygnał oznaczający, że któreś z nas dwojga chce nawiązać łączność. Widocznie znalazł bezpieczne miejsce do rozmowy. Ale ja nie mogłam swobodnie rozmawiać - nie w obecności Raffe'a. Musiałam mu zaufać i wyjawić wiele spraw, ale akurat tej nie chciałam. Nie mogłam mu zawierzyć życia mojego brata.
- Zobaczymy się później - powiedziałam.
Raffe przechylił głowę na bok i przyjrzał mi się uważnie, gdy ponownie rozbrzmiały trzy szczęknięcia.
Udając, że nic nie usłyszałam, podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Mam zadanie, nad którym muszę popracować.
Rozejrzał się po małym saloniku. Serce mi zamarło, gdy wyczekiwał na kolejne trzaśnięcia. Kiedy nie nastąpiły, potrząsnął głową i ruszył do drzwi.
- Gdybyś czegoś potrzebowała, będę w pobliżu.
Kiedy wyszedł, zamknęłam drzwi na klucz i pospieszyłam do sypialni. Sięgnęłam pod skraj materaca i namacałam urządzenie, które przywiozłam z Kolonii Pięciu Jezior. Zaprojektowano je do nawiązywania łączności na odległość niespełna dwudziestu kilometrów z drugim identycznym urządzeniem, które ojciec trzymał w swoim gabinecie. Teraz niewątpliwie miał je Zeen czekający na moją odpowiedź.
Trzykrotnie wcisnęłam guzik łączności na znak, że odebrałam jego sygnał.
- Cia, niezmiernie się cieszę, że Michal w końcu powiadomił cię, gdzie jestem. Chciałem skontaktować się z tobą natychmiast po dotarciu do Tosu, ale Michal polecił mi zaczekać. Czy wszystko u ciebie w porządku?
Usłyszenie głosu starszego brata napełniło mnie otuchą. Kiedy dorastałam, mogłam zawsze powiedzieć Zeenowi o wszystkim. Spośród moich braci to do niego szłam, gdy potrzebowałam pomocy w poradzeniu sobie z jakimś kłopotem. Byłam pewna, że potrafi znaleźć rozwiązanie każdego problemu. Teraz miałam nadzieję, że wciąż tak jest.
- Tak - odpowiedziałam. Przynajmniej na razie. - Ale...
- To dobrze. - Usłyszałam, że westchnął z ulgą. - To dobrze, Cia. Przepraszam, że wtedy byłem taki rozgniewany. Nie powinienem był pozwolić ci wyjechać bez pożegnania. Zazdrościłem ci, ponieważ osiągnęłaś coś, czego jak sądziłem, pragnę. Nie wiedziałem, że...
Przypomniałam sobie, jak poczułam się zraniona, kiedy Zeen zniknął przed moim wyjazdem na Testy. Z nas wszystkich on jest najbardziej zapalczywy i najłatwiej wpada w gniew. Reaguje najbardziej porywczo i emocjonalnie i najmocniej przeżywa, kiedy tym, których kocha, dzieje się krzywda albo są zmuszeni do opuszczenia kolonii. Dlatego rozumiałam powód jego nieobecności, gdy żegnałam się z rodziną, i mogłam teraz szczerze odpowiedzieć:
- Nie szkodzi. Poza tym, gdybyś nie wypadł jak burza z domu, musiałabym poprosić cię o pozwolenie na zabranie tego podróżnego komunikatora, a ty byś odmówił. Bez niego nie przetrwałabym minionych paru miesięcy.
- Szkoda, że nie słyszałaś, jak ryknąłem ze złości, kiedy zobaczyłem zostawioną przez ciebie notkę - rzekł ze śmiechem. - Mama powiedziała, że to i tak niewielka kara za to, jak brzydko się wobec ciebie zachowałem, ponieważ mogłem już nigdy więcej cię nie zobaczyć. Nie chciała, żebym wyjechał, ale tata rozumiał, dlaczego muszę to zrobić. Cia, dzieją się tu ważne rzeczy. Nie wiem, czy Michal ci powiedział, że ludzie tutaj chcą położyć kres Testom. Tutejsi przywódcy mają plan, który wszystko odmieni. To niebezpieczne.
- Zeen...
Ale on nie słuchał. Kiedy byłam mała, często godzinami opowiadał mi o rzeczach, których nie pojmowałam, lecz mi to nie przeszkadzało. Uwielbiałam słuchać jego głosu, wiedząc, że brat rozumie to, o czym mówi. Teraz jednak nie rozumiał.
- Zeen... - spróbowałam ponownie.
- To skomplikowany plan i wyjaśnienie ci go zajęłoby mi zbyt dużo czasu. Nie mogę długo rozmawiać, bo zaraz ktoś przyjdzie mnie szukać. Ci ludzie są bardzo nieufni, mimo iż ręczy za mnie Michal. Myślę, że aresztowaliby mnie natychmiast, kiedy wszedłem do ich obozu, gdyby nie...
- Zeen, przestań! - rzuciłam, a gdy zamilkł, powiedziałam: - Michal nie żyje. - Gardło mi się ścisnęło, a w oczach zakręciły się łzy. Kiedy wypowiedziałam to na głos, jego śmierć stała się dla mnie boleśnie realna. - Widziałam, jak zginął.
- Cia, to nie może być prawda - zaoponował, lecz napięcie w jego głosie wskazywało, że moje słowa nim wstrząsnęły. - Gdyby Michal zginął, usłyszałbym o tym od Symona albo Ranetty.
Mówił takim samym uspokajającym tonem, jakiego używał dawniej wobec mnie, kiedy byłam mała i myślałam, że pod łóżkiem czają się potwory. Tylko że obecnie nie uspokoi mnie kojącymi słowami. Wiedziałam, że te potwory są rzeczywiste.
- Symon nie powiedziałby ci o tym, ponieważ to on zabił Michala.
Spojrzałam na zegar przy łóżku. Minęło pięć minut. Jeśli Zeen miał rację, wkrótce zaczną go szukać. Nie chciałam, żeby usłyszano, jak rozmawia przez komunikator, i uznano go za szpiega. Było tyle do powiedzenia i tak mało czasu. Musiałam zdecydować, co jest teraz najważniejsze, a co może zaczekać, aż uda nam się znaleźć następną sposobność do rozmowy.
- Michal przyniósł Symonowi dowód, jakiego potrzebuje prezydent Collindar, aby wygrać głosowanie w Izbie Debat i pokojowo zlikwidować Testy. Ukrywałam się w pobliżu. - Wciąż miałam przed oczami obraz tego, jak przywódca buntu uniósł rewolwer i wystrzelił dwukrotnie, a Michal upadł na ziemię. - Usłyszałam, jak Symon powiedział, że razem z doktorem Barnesem uknuli ten spisek, aby zdobyć kontrolę nad ludźmi, którzy chcą położyć kres Testom. Ta rebelia nie jest prawdziwa.
- Jest prawdziwa, Cia. - Chociaż Zeen mówił cicho, usłyszałam pobrzmiewające w jego głosie gniew, oburzenie i niedowierzanie. - Czy myślisz, że gdyby było inaczej, nie dowiedziałbym się o tym? Ci ludzie tutaj są gotowi walczyć, aby wprowadzić zmiany.
- Wiem. Właśnie do tego chcieliby ich sprowokować doktor Barnes i Symon.
- Cia, to nie może być prawda. Rozmawiałem z Ranettą i Symonem. On...
- Zabił Michala - weszłam mu w słowo. - Nie możesz ufać Symonowi. - Co do Ranetty, nie miałam pewności. - Michal mu zaufał i teraz nie żyje. - Znowu poczułam narastającą panikę. Zeen musi mi uwierzyć. - Symon ma dopilnować, żeby powstanie się nie powiodło. Jeśli prezydent przegra głosowanie w Izbie Debat, a rebelianci zaatakują, doktor Barnes i Symon wprowadzą do akcji czekające w pogotowiu oddziały ochrony i służby bezpieczeństwa. Powiedzą, że użycie ich to jedyny sposób zapewnienia spokoju reszcie miasta. Jeżeli nie zrobimy czegoś, by temu zapobiec, rebelia upadnie i zginie jeszcze więcej ludzi.
- Zaczekaj. Jeśli masz rację... - Zeen przerwał i wziął głęboki wdech. Kiedy znów się odezwał, mówił ledwie szeptem, ale z przekonaniem: - Musisz wydostać się z Tosu.
- Nie mogę. Z kilku powodów - odpowiedziałam. Bransoleta na mojej ręce. Przyjaciele, których bym porzuciła. Zeen tkwiący w samym środku spisku. Doktor Barnes zamierzający mnie zabić. Tylko co do tej ostatniej sprawy wiedziałam, jak sobie z nią poradzić. - Zeen, musisz opuścić obóz buntowników. Tutaj, na terenie kampusu, jest wiele rzadko używanych budynków. Mógłbyś ukryć się w jednym z nich.
- Nikomu nie wolno wyjść z obozu bez wyraźnego rozkazu Symona lub Ranetty.
Ranetta. Kobieta, której nigdy nie poznałam ani nawet nie widziałam. Kiedy Michal wyjaśniał mi rozłam w łonie spisku na dwie frakcje - optującą za pokojowym rozwiązaniem sytuacji oraz zniecierpliwioną zwlekaniem i nakłaniającą do zbrojnej walki - powiedział, że liderką tej drugiej jest Ranetta. Widocznie dawniej Ranetta, podobnie jak wszyscy rebelianci, popierała metody proponowane przez Symona. Jeżeli obecnie im się sprzeciwia, czy mogę uważać ją za sprzymierzeńca? Gdyby Zeenowi udało się z nią porozmawiać...
Nie. Wprawdzie Zeen jest bystry, ale często reaguje emocjonalnie, bez zastanowienia. Nie należał do spisku na tyle długo, by móc zrozumieć ścierające się w nim tendencje i trafnie ocenić, komu można zaufać. Kto wie, czy komukolwiek tam można ufać? Przecież Michal uważał Symona za godnego zaufania, ja też. Poza tym Zeen nie przeszedł przez Testy. Nie wie, na czym polegają ani jak bardzo są potworne. To nie jego walka. Musi się stamtąd wynieść.
- Mógłbyś wymknąć się niepostrzeżenie - powiedziałam.
Rebelianci obozowali w dawnej bazie lotnictwa wojskowego, zniszczonej przez trąbę powietrzną tak doszczętnie, że rząd Zjednoczonej Wspólnoty zrezygnował ze zrewitalizowania tego obszaru. Jednak pomimo skażeń gruntu wyrosły tam drzewa i inna roślinność. Mój brat z pewnością potrafiłby poruszać się w tym terenie i ukryć się przed pościgiem.
- Być może - odrzekł. - I możliwe, że będę musiał to zrobić, jeśli sprawy potoczą się tak, jak mówisz. Ale jeszcze nie teraz. Mógłbym dowiedzieć się czegoś użytecznego. Spiskowców nie zdziwi, że facet, który niedawno się do nich przyłączył, zadaje pytania. Muszę tylko rozstrzygnąć, czego się chcemy dowiedzieć. Jeśli jest szansa, że...
Urwał. Czekałam, aż znów zacznie mówić, lecz z drugiej strony panowała cisza. Z mocno bijącym sercem spojrzałam na trzymany w ręku komunikator. Widocznie Zeen usłyszał, że ktoś nadchodzi. Czy zamilkł w porę, czy podsłuchano jego rozmowę? Wyczekiwałam na jakiś sygnał od niego, że jest bezpieczny.
Powoli mijały minuty. Jedna. Pięć. Dziesięć. Zegar zdawał się ze mnie szydzić. Z każdą upływającą chwilą rósł mój niepokój. W milczeniu ściskałam kurczowo w dłoniach komunikator i modliłam się w duchu, żeby bratu nic się nie stało. Przyniosłam Michalowi nagrania zarejestrowane na tym urządzeniu i to doprowadziło do jego śmierci. Nie chciałam stracić także Zeena. Jeśli on zginie, będzie kolejną osobą, która umrze z powodu moich działań. Jakaś część mnie chciała poszukać Tomasa. Był ze mną ubiegłej nocy, kiedy po raz pierwszy spostrzegłam Zeena w obozie buntowników. Z pewnością zgodzi się mi pomóc. Ale chociaż pragnęłam objąć Tomasa i zdać się na niego, wiedziałam, że on niewiele może zrobić - podobnie jak ja. Byliśmy tylko studentami Uniwersytetu i nie mieliśmy niemal żadnego wpływu na przebieg wydarzeń.
Ale istniał ktoś, kto przypuszczalnie zdoła mi pomóc. Wprawdzie Michal nie był pewien, czy możemy zaufać tej kobiecie, lecz nie miałam wyboru. Już nie. Zeen tkwił w spisku gotowym wystąpić zbrojnie przeciwko doktorowi Barnesowi i jego stronnikom. Testy wkrótce wyselekcjonują następną partię kandydatów. Ponad setka studentów znowu zostanie zmuszona do dokonywania wyborów, które mogą kosztować życie ich albo innych osób. A jeżeli mój udział w zabiciu Damone'a wyjdzie na jaw, nie będę już w stanie podjąć jakiegokolwiek działania. Zginę. Stawką jest los zbyt wielu ludzi, abym mogła wierzyć, że zdołam sama naprawić tę sytuację. Nie jestem przywódczynią kraju. Jest nią prezydent Collindar. To jej zadanie, nie moje.
Muszę przekonać ją, żeby mi pomogła.
Włożyłam brązowe spodnie kupione po przyjeździe do Tosu i obcisłą żółtą tunikę ozdobioną srebrnymi guzikami. Oczyściłam, na ile zdołałam, moje wygodne, lecz zniszczone buty, żeby wyglądały przynajmniej znośnie. Zazwyczaj zwijałam włosy w ciasny węzeł na karku. Teraz jednak wyszczotkowałam je starannie, aż zalśniły, a potem splotłam warkocz, taki, nad jakim ojciec zawsze ubolewał, że nadaje mi wygląd młodej kobiety, a nie dziewczyny. Miałam nadzieję, że się nie mylił. Aby mój plan się powiódł, prezydent musi potraktować mnie jako kogoś więcej niż studentkę Uniwersytetu. Musi ujrzeć we mnie osobę dojrzałą.
Zwinęłam w ciasny kłąb poplamione krwią ubranie, które wczoraj nosiłam, i wepchnęłam do torby. Nie zdołałabym usunąć z niego krwi Damone'a. Wprawdzie rzadko ktoś mnie tu odwiedza, ale nie chciałam ryzykować, że zobaczyłby te pokrwawione ciuchy. Musiałam się ich pozbyć.
Sięgnęłam pod materac i wyjęłam mały pistolet otrzymany od Raffe'a. Ciężar tej broni w mojej ręce wydał mi się nieznaczny w porównaniu z tym leżącym mi na sercu. W Kolonii Pięciu Jezior używamy broni. Już jako dziecko umiałam strzelać ze śrutówki, a ojciec Daileen nauczył nas obie posługiwania się swoim rewolwerem mniej więcej w tym samym czasie, gdy nauczyłam się mnożenia i dzielenia. Praca wykonywana przez mojego ojca wymagała, abyśmy mieszkali w pobliżu terenów niezrewitalizowanych, po których włóczą się drapieżne wilki i inne groźne zmutowane stworzenia. Nieraz zdarzyło mi się zranić lub zabić zwierzę, które zamierzało mnie zaatakować.
Wsadziłam podróżny komunikator do torby, zarzuciłam ją na ramię, wyszłam z pokoju i starannie zamknęłam drzwi na klucz.
Na korytarzach akademika panowała cisza. Studenci rozmawiali głosami bardziej ściszonymi niż zwykle. Niewątpliwie z powodu zniknięcia Damone'a. Gdy mijałam ich na schodach, spuszczałam wzrok, żeby nie dostrzegli w nim poczucia winy. Przy każdym kroku nasłuchiwałam trzasku komunikatora, który świadczyłby, że Zeenowi nic się nie stało.
Kiedy znalazłam się na parterze, zmusiłam się, żeby zwolnić, i miarowym krokiem ruszyłam do frontowego wyjścia. Nie chciałam, żeby ktokolwiek zauważył niepokój, w jaki wprawiało mnie milczenie Zeena. Z każdą upływającą chwilą nabierałam coraz większej pewności, że spotkało go coś okropnego. Pchnęłam drzwi i zerknęłam przez ramię, aby się przekonać, czy przypadkiem Raffe nie zobaczył mnie na schodach i nie podążył za mną. Nikogo nie zauważyłam, więc wyszłam na zewnątrz w popołudniowe słońce. Spojrzałam na zegarek. Do kolacji zostały jeszcze dwie godziny. Jeśli nie wrócę w porę, moja nieobecność podczas posiłku niewątpliwie zostanie zauważona. Ale nie miałam wyboru.
Wyprostowałam się, okrążyłam budynek akademika i dotarłam do szopy, w której trzyma się pojazdy. Starałam się nie patrzeć na miejsce, gdzie Raffe i ja zepchnęliśmy Damone'a w przepaść. Wyprowadziłam z szopy mój rower, rozejrzałam się, czy nikt mnie nie obserwuje, wskoczyłam na siodełko i nacisnęłam na pedały. Pomimo zmęczenia napędzał mnie niepokój o brata.
Przejechałam przez most rozpięty nad siedmiometrowej szerokości rozpadliną oddzielającą akademik Wydziału Władzy i Administracji od reszty kampusu. Kiedy skręciłam na drogę prowadzącą do biblioteki, obejrzałam się za siebie. Z tej odległości nie mogłam być tego pewna, ale wydało mi się, że dostrzegłam Griffina. Stał bez ruchu na moście i wpatrywał się w ciemną czeluść rozpadliny. Chociaż pragnęłam odszukać Tomasa i poprosić, żeby mi towarzyszył, nie zrobiłam tego. Za nic nie chciałabym ściągnąć na niego kłopotów. Odwróciłam się i zaczęłam pedałować najszybciej, jak potrafiłam, mając nadzieję, że zdołam pomóc bratu i sobie.
Przejechałam pod łukiem bramy ze splecionego metalu, tak bardzo podobnym do bransolety na moim przegubie, co przypomniało mi, że wszystkie moje ruchy są monitorowane. Studentom Uniwersytetu nie zabraniano opuszczania terenu kampusu, jeśli jednak odważę się zanadto oddalić, profesor Holt i doktor Barnes niewątpliwie zaczną coś podejrzewać. Na szczęście jako stażystka w biurze prezydenckim miałam pretekst, by się tam udać.
Za łukiem zatrzymałam się, wyjęłam z torby komunikator i włączyłam wyświetlacz nawigacji. Wprawdzie jeździłam już wcześniej tymi drogami, ale wciąż nie byłam pewna, czy wybiorę najlepszą trasę. Oddarłam pasek materiału z zakrwawionego ubrania i przywiązałam nim komunikator do kierownicy, a potem trzykrotnie wcisnęłam guzik połączenia. Bez rezultatu. Stłumiłam rozczarowanie i skierowałam się ku centrum miasta. Podczas jazdy przywoływałam z pamięci twarze Zandri, Malachiego, Ryme, Obidiaha i Michala. Wszyscy oni przybyli do Tosu, pragnąc pomóc naprawić nasz świat. I wszyscy nie żyją, zginęli. Musiałam uchronić brata przed tym samym losem. Miałam nadzieję, że nie jest za późno.