Egri Bikaver - Łukasz Suskiewicz

Kup ebooka

18.68 zł
14.94 zł (13,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

EGRIBIKAVER

"Amerykaniebyli - jego zdaniem - nudni,

Australijczycy- infantylni, a Latynosi -

skończeni.Londyn był, według Rolfa,

kloaką.Literacki Paryż był niewiele lepszy.

Jedynew miarę przyzwoite dzieła tworzyli

pisarzez Europy Wschodniej.

- Oile nie wyemigrowali! - dorzucił".

BruceChatwin

1.

Biznesowąklasę od ekonomicznej oddzielała wyłącznie kotara. Siedzieliśmy wpierwszym rzędzie klasy ekonomicznej i mieliśmy lordów nawyciągnięcie ręki. Zaglądałem w przerwę między fotelami i czytałemnotatki pani siedzącej przede mną. Były tam takie słowa, jak:develop,assessi predict,które sprawdzałem w słowniku. Starałem się zapamiętać każdy szczegół.I tak: naprzeciw siedział starszy mężczyzna, w koszulce polo,popijający whisky, mimo że nie było jeszcze południa. Miał odruchkręcenia w powietrzu nadgarstkiem i złoty zegarek układał się raz dowewnątrz, a raz na zewnątrz przegubu. Obok niego kobieta, w podeszłymwieku, usiadła na piętach, melancholijnie zapatrzona w chmury.Zaciskała usta, aby barwnik szminki równomiernie pokrywał wargi.Przez dwie godziny nie zamienili z sobą słowa. Generalnie ich klasęod naszej odróżniało wyłącznie to, że im podano czasopisma, a namnie. Był tam jeszcze facet w garniturze, który nie odrywał wzroku odmonitora. Nic nie jadł, ani nie pił, nawet nie zerknął na nogistewardesy.

Stewardesaz wdziękiem nalewała sok pomarańczowy. Była piękna. Wyobrażałemsobie, że jest kochanką tenisisty. Jeszcze żadna kobieta takseksownie nie podawała soku pomarańczowego. Przez chwilę jej białadłoń dotknęła mojej.

Zaoknem była wyłącznie szarość. Skłębione chmury, które, wposzczególnych partiach, różniły się zaledwie odcieniami. Kiedyobniżaliśmy pułap, w dole pojawił się bezmiar granatu, gdzieniegdzietylko spieniony falami. Żadnego statku, ani łódki, tylko niewzruszonaprzestrzeń wody. Lecieliśmy, czując jednocześnie w żołądkach, żejesteśmy niżej i niżej. Aż pojawił się pas piasku, plaża, na którejczarny punkcik (człowiek) spacerował z mniejszym czarnym punkcikiem(psem). Potem widzieliśmy zielone prostokąty trawników i poprzecznelinie jezdni, aż silnik zawył i samolot dotknął ziemi. Starszymężczyzna, jednym haustem, dopił swoje whisky.

Pierwsząrozmowę po angielsku odbyliśmy na lotnisku. Wymieniliśmy kilka zdań zkierowcą autobusu. Wówczas wszelkie złudzenia co do naszychmożliwości językowych odpadły. Uważałem, że mój angielski jest conajmniej komunikatywny. Ale kiedy werbalizowałem myśl, facet robiłbezradny grymas. Z kolei, kiedy odpowiadał, byłem przeświadczony, żesłyszę bulgotanie wody. Prawdopodobnie korzystaliśmy z różnychpodręczników do nauki języka. Na palcach pokazał, że bilet do centrumkosztuje tyle co w pierwszej klasie z Zakopanego do Gdańska. Coznaczyło: po pierwsze, że stosunek pieniądza do przestrzeni jestwzględny, po drugie, że powinniśmy iść piechotą. Ale podręczne,dwudziestokilowe walizki, bez kółek, nie zachęcały do spacerów. DwieMurzynki chichotały, kiedy nie mogłem wtaszczyć własnej walizki doautobusu.

Autobuszawiózł nas do centrum. Kierowca nie podjął nawet próby komunikacji,tylko pokazał na migi, że musimy wysiąść. Wokół płynął tłum staruszeki dziewczynek w mundurkach szkolnych, młodych ze słuchawkami nauszach, mężczyzn w kurtkach kibiców, Chińczyków, czarnych i hindusów.Otaczał nas potworny zgiełk. Od strony, z której nikt by się ich niespodziewał, nadjeżdżały piętrowe, czerwone autobusy. Staliśmy podmurem, bez pojęcia, dokąd iść. Nie posiadaliśmy żadnego adresu,nazwiska, nic. Przyjechaliśmy całkowicie w ciemno. W dodatkuprzyjechaliśmy w garniturach. Wynikało to z idealistycznego stosunkudo rzeczywistości. Ubraliśmy się w garnitury, bo wydawało nam się, żeznajdziemy pracę, w której garnitur będzie potrzebny. Reasumując:byliśmy w obcym kraju, bez pomysłu, bez pieniędzy, ale w garniturach.

Wówczaszdałem sobie sprawę, że nikt na nas nie patrzy. Nie wyglądaliśmybanalnie w szarych jednorzędówkach z poliestru (materiału całkowiciena Zachodzie nieznanego). Musieliśmy rzucać się w oczy. Było to przedrozszerzeniem Unii, kiedy sieroty z walizkami nie stanowiły jeszczestałego elementu krajobrazu. Zadałem sobie pytanie: czemu ci ludziena nas nie patrzą? Ale żadna odpowiedź nie przychodziła. Całą wiedzęo Irlandii opierałem na książce Henricha Bölla, który rozpływał się w"echach" i "achach". Spodziewałem się, że odrazu spotka nas jakaś miła przygoda. Najlepiej erotyczna. Że tłumwesołych dziewcząt porwie nas do zabawy. Omota rudymi warkoczami. Alenic takiego nie nastąpiło. Niestety.

Niewiem, jak długo tak staliśmy. Dziesięć, piętnaście minut. Pogoda wtym czasie zmieniła się kilkakrotnie. Raz wychodziło, raz zachodziłosłońce. Zacinał zimny, oceaniczny wiatr. Kilku mężczyzn przeszło wsamych podkoszulkach i nikt, poza nami, nie zwrócił na nich uwagi.Przez cały czas milczeliśmy. Pierwsze wrażenie było tak silne, że niewiedzieliśmy, co powiedzieć.

Obokprzeszedł Murzyn z papierową torbą przytkniętą do twarzy. Inhalowałsię. Czymś.

Wpierwszej kolejności potrzebowaliśmy noclegu. Ruszyliśmy, nie mającpojęcia, dokąd idziemy. Nie wiedzieliśmy, czy zbliżamy się, czyoddalamy od centrum. Po prostu szliśmy. A za nami wlekły się walizki.Co kilka kroków przystawaliśmy. Poliestrowe garnitury nieprzepuszczały wilgoci, co potęgowało dyskomfort sytuacji. Zapytałemkilku osób, czy znają jakiś tani (podkreślałem to słowo) nocleg. Ipotwierdziła się smutna teza, że idealizowałem swoje umiejętnościjęzykowe. Zapytani przyglądali się moim ustom, próbując odgadnąć zich ruchu, co chcę powiedzieć. Następnie bezradnie wzruszaliramionami, na znak, że nie potrafią pomóc.

Wpierwszym Bedand breakfast,do którego trafiliśmy,niebyło miejsc. Portier był Azjatą, o kwadratowej twarzy i nastroszonychwłosach. Przypominał postać z kreskówki Manga.Nie oderwał wzroku od gazety, tylko wydukał, że wszystko zajęte.

- Ajaka jest cena? - spytałem z ciekawości.

- Dwadzieściaeuro.

- Odosoby?

- Tak.

- Aznasz coś tańszego?

- Oczywiście.Całe mnóstwo. Po jeden, dwa euro. Ze śniadaniem i z osobną łazienką.

- Gdzieto będzie?

- WTajlandii.

Wtrzecim z rzędu hostelu znaleźliśmy wolny pokój. Portier, ku mojejsatysfakcji, był rasy białej i nie stroił sobie żartów. Pokój za nockosztował piątą część naszych pieniędzy, co samo w sobie byłodostatecznie śmieszne. Mówiąc najogólniej - pokój nie byłładny. Chyba że ktoś lubi oczadzoną, nieheblowaną boazerię, którawydziela silne aromaty. W sąsiednich pokojach mieszkały młodeAmerykanki, dla których taka boazeria musiała być nie lada atrakcją.Podobnie jak skrzypiące, i również mocno aromatyczne, łóżka.

Dochodziłapołowa lutego, a grzejnik nie działał. Temperatura w pokoju zrównałasię z temperaturą na dworze. Wezwaliśmy portiera.

- Tengrzejnik nie działa - oświadczyłem.

Portierprzyłożył dłoń do metalu.

- Działa- orzekł.

Dotknąłemgrzejnika - był zimny.

- Nie.Nie działa.

- Działa- powtórzył, wzruszył ramionami i wyszedł. Obrażony.

- Możesię rozgrzewa - zasugerował M. Ale, niestety, jego sugestiaokazała się bezpodstawna.

Spaliśmywe wszystkich ubraniach, które mieliśmy ze sobą. Spod linoleumpachniało stęchlizną i wilgocią. Sny miałem chore. Budziłem sięczęsto, jak z koszmaru. Czułem strach, który nie dotyczył niczegokonkretnego, po prostu był. Nie spodziewałem się, że za życia będęspał w garniturze.

2.

Mpoznałem wiele lat wcześniej. Znajomy zaprosił mnie do niego naurodziny i upiliśmy się. Bardzo. W środku nocy poszliśmy dokupićwódki, chociaż nie byliśmy w stanie iść. Torba z alkoholem grzmotnęłao ziemię, co uchroniło nas od przekroczenia pewnej delikatnejgranicy. Upadliśmy razem z torbą i długo trwało zanim powróciliśmy dopionu. Dwa radiowozy minęły nas nonszalancko - jakby dwóchpijanych nastolatków nie było czymś, na co policja powinna zwracaćuwagę. Podnosiliśmy właśnie potrzaskane butelki i mimo wszystkousiłowaliśmy kontynuować spożycie. Następnego dnia twarz miałemporanioną, koszulę we krwi, a spodnie ubabrane w błocie. Dodatkowo wkieszeni znalazłem klucze od czyjegoś domu, z breloczkiem. Breloczekmiał strukturę ruchomą, wystarczyło popchnąć, a pan rozpoczynałpenetrację na tak zwanego: "pieska". Wypięta paniakceptowała takie rozwiązanie. Pytałem wszystkich gości, ale nikt nieprzyznawał się do breloczka. Wyobrażałem sobie, że to któraś zkoleżanek, w tak wysublimowany sposób, zaprosiła mnie do siebie. Ależadna nie zdradzała aż takiej fantazji. Sprawę zamknąłem jakoniewyjaśnioną.

Poznaliśmysię więc niestandardowo. Obawiałem się, że nie zrobiłem na rodzinienowego kolegi dobrego wrażenia. Ale okazało się wręcz przeciwnie.Twierdzono, że potrafię się zachować. Elegancko, dodawano. (Nieprzeszkadzał im nawet fakt, że upadając w łazience, wyrwałem półkę ześciany. A wychodząc ubrałem pantofla pana domu). Szczególniewychwalała mnie siostra M, która była piękną dziewczyną, oniepowtarzalnej osobowości. Równie niepowtarzalne miała ciało, którezwykła opalać na tarasie. Początkowo wydawała mi się dużo ciekawszaod brata.

Dopókinie dowiedziałem się, że M gra na trąbce. Grał bez opamiętania. Całymsobą. Trąbił, nie da się tego inaczej ująć, jak wariat. Puszczał zczarnej płyty Milesa Davisa "On the corner" i współgrał,przekraczając wszelkie racjonalne skale.

Sąsiedzimusieli go uwielbiać.

Najdziwniejszebyło jednak to, że nikomu w jego rodzinie to nie przeszkadzało. Moirodzice rozpoczęliby z miejsca procedury wydziedziczania. Ojcieczrobiłby test na ojcostwo. Jego rodzice (z minami melomanów)wysłuchiwali koncertów syna. Twierdzili, że powinien więcej ćwiczyć,jeśli chce coś jako muzyk osiągnąć. Moja rodzina(drobnomieszczańskich racjonalistów) doradzałaby, abym uczył się nut,jego chciała, aby więcej hałasował. Przez doświadczenie, wywodzili,osiągnie maestrię. Czystość dźwięku, w ich ocenie, jest dostępnatylko dla praktyków. Miałem wówczas osiemnaście lat. Brzmiało tofantastycznie.

Mieszkaliw domu w samym centrum. W ogrodzie był basen, w którym zbierała siędeszczówka, liście i śmieci.

Lubiłemw nocy pstrykać niedopałkiem - tak że leciał w ciemności, jakświetlik, i znikał w czarnej czeluści basenu.

Pamiętamnastrój tamtego domu, wielkie okna, za którymi kłębił się ogród -zaniedbany, zarośnięty, tajemniczy. Na ścianach wisiały obrazynamalowane przez członków rodziny. W salonie stał gramofon, na którymkręciła się płyta Rolling Stonesów. Wielkie, wydęte usta zataczałykoło, z wywalonym prowokacyjnie jęzorem. Zawsze, kiedy późniejwchodziłem do czyjegoś domu, szukałem podobnej atmosfery. Ale takiej"satysfakcji", jak wtedy, Rolling Stonesi nie dawali jużnigdy.

Raz,kiedy przyszedłem niezapowiedziany, zastałem M biegającego po domu zdymiącym karabinem.

(Możenie do końca był to karabin jak w filmach. Raczej wiatrówka -czeska, jednostrzałowa, która - ze względów technicznych -nie mogła dymić. Ale lubię myśleć, że dymiła).

- Mamproblem - powiedział, ale nie wyjaśnił jaki.

Tylkopobiegł do kuchni, zostawiając mnie w przedpokoju trochęoszołomionego. Nikt nawet nie zwrócił uwagi na wino, któreprzyniosłem. Siostra z matką stały na schodach - nieruchome,milczące. Obie w czarnych sukniach, z ramionami splecionymi poniżejbiustu. Nieprzeniknione.

- Weźnóż - powiedziała siostra i podała mi rzeźnicki tasak.

Nabrałempodejrzeń, że one - kobiety, oczekują, że ja - mężczyzna,pójdę do kuchni z tasakiem i będę robił to co M. Cokolwiek to było?Czyli: mężczyźni w kuchni bawią się bronią, a kobiety w bezpiecznejodległości stroją smutne miny.

Przezchwilę zapragnąłem zmienić płeć.

Ambicjajednak nie pozwoliła mi uciec, mimo że każda cząstka mojej naturypodpowiadała, że powinienem. Trawersując się z pokoju do pokoju, iwymachując na wszelki wypadek tasakiem, dotarłem do kuchni, gdziezastałem M stojącego na kredensie, z kolbą wciśniętą między bark apoliczek.

- Przygniećgo kantem - powiedział.

- Kogo?

Alenie odpowiedział, tylko błyskawicznie złamał lufę, wcisnął śrut istrzelił w dół, między swoje nogi. Szczur, którego czerwony ogonwystawał zza szafki, wył, trafiony kawałkiem gorącego ołowiu. Bardzomnie to wycie zaskoczyło, bo nigdy nie przypuszczałem, że szczurypotrafią wydawać takie dźwięki. Wył przeraźliwie, nie jak zwierzę,tylko jak ćwiartowany człowiek. Docisnąłem szafkę, w wyniku czego wyłjeszcze żałośniej. Ogon miotał się we wszystkie strony, histerycznie.Przydepnąłem go nogą i odrąbałem tasakiem. Szczur zapiszczał wysoko.

Kiedywynosiliśmy zwłoki na łopacie, siostra z matką nadal stały naschodach, i nawet jedno ścięgno ich twarzy nie wskazywało, że stałosię coś ważnego. Ogon chwyciłem kombinerkami, kapała z niego krew, wkolorze wody z sokiem.

wserii kwadratukazały się:

"2008","2011", "2014", "2017" -antologie współczesnych polskich opowiadań

MarcinBałczewski"Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"

WaldemarBawołek"To co obok"

KostiaBerezin (Paweł Laufer)"Buty Mesjasza"

JacekBielawa "Kościelec"

JarosławBłahy "Rzeźnikz Niebuszewa"

DariuszBitner"Książka"

RomanCiepliński"Diabelski młyn"

TomaszDalasiński"Nieopowiadania"

JerzyFranczak"Święto odległości"

KrzysztofGedroyć"Przygody K"

AndrzejGrodecki"Iluzje"

BrygidaHelbig"Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inneludzie"

LechM. Jakób"Ciemna materia"

BogusławKierc"Bazgroły dla składacza modeli latających"

WojciechKlęczar"Wielopole"

BogusławaLatawiec"Ciemnia"

RyszardLenc"Chimera"

ArturDaniel Liskowacki"Capcarap", "Eine kleine", "Mariasz","Skerco", "Spowiadania i wypowieści"

MiłkaO. Malzahn"Fronasz", "Kosmos w Ritzu"

AgnieszkaMasłowiecka"Pyszne ciało", "Splątanie"

JarosławMaślanek"Ferma ciał"

DariuszMuszer"Homepage Boga", "Niebieski", "Wolnośćpachnie wanilią"

KrzysztofNiewrzęda"Czas przeprowadzki", "Poszukiwanie całości","Second life", "Wariant do sprawdzenia","Zamęt"

EwaElżbieta Nowakowska"Apero na moście"

Cezary Nowakowski,Jakub Nowakowski"Błogosławieni"

PawełOrzeł"Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic","Ostatnie myśli (sen nie przyjdzie)"

PawełPrzywara"Ricochette","Zgrzewka Pandory"

KrystynaSakowicz"Księga ocalonych snów", "Praobrazy"

AlanSasinowski"Pełna kontrola", "Rupieć", "Szczeryfacet"

GrzegorzStrumyk"Kra", "Nierozpoznani"

ŁukaszSuskiewicz"Egri bikaver", "Mikroelementy", "Zależności"

LeszekSzaruga"Dane elementarne", "Podróż mego życia","Zdjęcie"

IzabelaSzolc"Śmierć w hotelu Haffner"

ŁukaszSzopa"Kawa w samo południe"

AndrzejTurczyński"Bruliony Starej Ziemi", "Brzemię", "Koncertmuzyki dawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"

AnatolUlman"Cigi de Montbazon i Robalium Platona"

EmiliaWalczak"Hey,Jude!"

MiłoszWaligórski"Ktoto widział"

Henryk Waniek "Miastoniebieskich tramwajów"

MaciejWasilewski"Jednodniowyspacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodejPolski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"

BartoszWójcik"Christiania. Historie z tamtej strony dobra"

GrzegorzWróblewski"Nowa Kolonia"

MaciejWróblewski"Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"

Tadeusz Zubiński "Rzymskawojna"