2
Kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi, niechętnie wybudziła się z płytkiego snu. Na zewnątrz było ciemno, ale nie wiedziała, która jest godzina. W grudniu zaczynało się ściemniać około trzeciej. Znów usłyszała dzwonek, był jeszcze bardziej uporczywy, ale Jackie wciąż leżała bez ruchu.
Ktokolwiek stał przed drzwiami, prędzej czy później będzie musiał się poddać. Nagle klapka na listy uchyliła się i usłyszała znajomy, spokojny głos Antona:
– Otwórz, Jackie. Wiem, że jesteś w domu.
Westchnęła, zrzuciła z siebie koc i niechętnie poszła do przedpokoju, by go wpuścić.
– Skąd wiedziałeś, że tu jestem? – zapytała z ręką na klamce.
Anton przepchnął się obok niej, a następnie powiesił płaszcz i szalik na wieszaku.
– A gdzie indziej miałabyś być? – odpowiedział pytaniem na pytanie. – Nie opuszczasz mieszkania od tygodni. Chyba że idziesz po coś do sklepu.
Dostrzegła jego krytyczne spojrzenie skierowane na stosy pudełek po pizzy i tajskim jedzeniu.
– Śmierdzi tu – powiedział, wchodząc do kuchni i otwierając szeroko okno. – Jeśli pójdziesz wziąć prysznic, przygotuję coś do jedzenia. Alma zrobiła pieczeń i dżem z borówek, a ja przyniosłem butelkę wina. Musimy porozmawiać.
Jackie pomyślała, że powinna coś odpowiedzieć, może zaprotestować, ale zmieniła zdanie i zamiast tego poszła do łazienki niczym posłuszne dziecko. Była zbyt zmęczona, by się opierać, i wstydziła się faktu, że Anton widzi ją w takim stanie.
Kiedy wróciła dziesięć minut później, była przebrana w dżinsy i ciemnoniebieską lnianą koszulę. Owinęła ręcznikiem świeżo umyte włosy i włożyła bose stopy w parę ciepłych kapci z owczej skóry. Z piekarnika wydobywały się cudowne zapachy i czekając, aż ziemniaki skończą się gotować, usiedli przy stole z kieliszkiem Côtes du Rhône w dłoni. Anton pogłaskał ją ojcowskim gestem po policzku i spojrzał na nią z troską.
– Skąd wiesz, że nie wychodziłam z domu? Ktoś mnie śledził? – zażartowała.
Nie odpowiedział od razu, więc pośpiesznie odstawiła kieliszek, rozlewając przy tym trochę wina.
– Co? Naprawdę mnie obserwowaliście!
– Nie jest tak, jak myślisz. Nie prowadziliśmy całodobowego nadzoru – odparł Anton, wycierając rozlane wino ręcznikiem papierowym. – Chcieliśmy się tylko upewnić, że wydarzenia w Kaliningradzie nie doprowadzą do czegoś poważniejszego. Musieliśmy być pewni, że cię nie obserwują ani w jakikolwiek sposób nie próbują wywrzeć na tobie presji. Ale możesz być spokojna, nie wykryliśmy żadnej aktywności związanej z twoją osobą ani z twoim lokum.
– Jakie są wasze dalsze plany? – Była tym już mocno zirytowana.
Anton siedział przez chwilę cicho.
– Poszłaś do psychologa, tak jak prosiłem?
– Jestem pewna, że znasz odpowiedź na to pytanie – stwierdziła kwaśno.
– I jak było? Pomogło?
– Masz na myśli, czy czuję się już dobrze? Wszystko jest w raporcie psychologa.
– Daj spokój, Jackie. Chcę tylko wiedzieć, co myślisz o tym wszystkim.
Jackie przewiesiła ręcznik przez oparcie krzesła, podciągnęła nogę i oparła brodę na kolanie. Wróciła myślami do sesji z psychologiem, które zorganizowała dla niej Firma. Psycholog nie miał bujnej brody i okularów w rogowej oprawie, jak to bywa w filmach. Nie był również ubrany w kardigan i sztruksowe spodnie. Zamiast tego był elegancki i świeżo ogolony, a jego spokojny głos wzbudzał zaufanie.
Na początku zadał tylko jedno lub dwa pytania, a potem pozwolił jej mówić. Po pierwszym spotkaniu była zaskoczona tym, z jaką łatwością mu się zwierzała. Zastanawiała się nawet, czy byłby dobrym oficerem prowadzącym.
Kiedy jakiś czas później opowiedziała mu o swojej pozorowanej egzekucji w Kaliningradzie, zapytał ją, czy to nadal ma na nią wpływ. O mało nie skłamała, bo tak byłoby łatwiej, ale zamiast tego usłyszała, jak mówi: „Tak”. Następnie opowiedziała mu o powracających koszmarach i o tym, jak często budzi się z uczuciem paniki i nie może potem zasnąć.
Wspomnienia z tego zdarzenia mogły z czasem stać się mniej wyraziste, ale wiedziała, że nigdy nie odejdą. Nie mogła przecież oczekiwać, że kiedykolwiek przestanie odczuwać wyrzuty sumienia związane z tym, że nie ochroniła swojego źródła. Jego śmierć była jej winą. Tak przynajmniej nauczono ją myśleć w trakcie szkoleń.
Podczas ostatniej wizyty psycholog powiedział, że ma wrażenie, jakby coś jeszcze jej ciążyło, i zapytał, czy chciałaby o tym porozmawiać.
– Coś więcej niż moja pozorowana egzekucja i fakt, że pośrednio spowodowałam śmierć człowieka? – odpowiedziała pytaniem.
– Używasz sarkazmu i ironii jak tarczy, aby się chronić – stwierdził, a ona zobaczyła w jego oczach, iż zdawał sobie sprawę, że kryje się za tym coś więcej.
Dlatego też była to jej ostatnia wizyta u niego. Po tej rozmowie najbezpieczniej było tam nie wracać. Ryzyko, że przypadkowo powie coś o swoim rosyjskim pochodzeniu, było niewielkie, ale nie mogła tam chodzić i kłamać. To wymagało od niej zbyt wiele siły, a tej miała w sobie zdecydowanie za mało.
Jackie podniosła wzrok i spojrzała na Antona.
– Myślę, że to mi pomogło, nie sądzę jednak, by istniało jakieś szybkie rozwiązanie, a ja jestem już tym zmęczona i ciężko mi na duszy. Wiesz, co mam na myśli?
Przytaknął i przez chwilę zdawał się szukać właściwych słów.
– Potrzebujemy twojej pomocy, Jackie – zaczął niepewnie. – Chcemy, żebyś do nas wróciła.
– Jestem przecież spalona, wiesz o tym równie dobrze jak ja.
– Dlatego twoja rola będzie miała trochę mniejsze znaczenie.
Anton wstał, by wylać wodę z ziemniaków.
Kiedy jedzenie było już na stole, napełnił kieliszki winem. Jackie siedziała z rękami splecionymi na kolanach i patrzyła w ciemność. Śnieg przestał padać.
– Więc o co chodzi? – zapytała w końcu, biorąc łyk alkoholu.