Edycja genów. Władza nad ewolucją - Jennifer A. Doudna, Samuel H. Sternberg


Reflow text when sidebars are open.
PROLOG:
Fala
Śnię o tym, że stoję na plaży.
Na lewo i na prawo ode mnie biegnie wzdłuż wody pas piachu przypominającego barwą sól zmieszaną z pieprzem; obramowuje zarys rozległej zatoki. Uświadamiam sobie, że to wybrzeże hawajskiej wyspy, na której się wychowałam - brzeg zatoki Hilo, gdzie niegdyś spędzałam z przyjaciółmi weekendy na kibicowaniu zawodnikom wyścigów kajakowych i na poszukiwaniu muszli lub wyrzucanych niekiedy przez morze na brzeg szklanych kulek z japońskich kutrów rybackich.
Dziś jednak nie widzę tu przyjaciół, kajaków ani kutrów. Plaża jest pusta, a piasek i morze pogrążone w nienaturalnym spokoju. Za falochronem światło łagodnie igra z powierzchnią oceanu, jak gdyby chciało ukoić strach tkwiący we mnie od dzieciństwa, koszmar nawiedzający każdego mieszkańca Hilo bez względu na wiek. Moje pokolenie dorosło, nie doświadczywszy na własnej skórze tsunami, ale wszyscy widzieliśmy jego skutki na zdjęciach. Wiemy, że nasze miasteczko leży w strefie zalewowej.
Wtem, jak na zawołanie, widzę ją w oddali. Fala.
Początkowo mała, rośnie z każdą sekundą w piętrzący się przede mną mur, grzebieniami białych grzywaczy przesłania niebo. Za nią w stronę wybrzeża suną kolejne fale.
Paraliżuje mnie strach, lecz gdy tsunami majaczy coraz bliżej, moje przerażenie ustępuje miejsca determinacji. Dostrzegam za sobą małą drewnianą chatę. Mieszka tam mój przyjaciel Pua, a przed domem leży stos desek surfingowych. Chwytam jedną z nich i rzucam się w wodę, wiosłuję w głąb zatoki, omijam falochron i kieruję się wprost ku nadbiegającym falom. Zanim pierwsza mnie ogarnie, przebijam się przez nią, wyłaniam się po drugiej stronie i płynę ku następnej. W trakcie tych zmagań widzę niezwykły pejzaż - wulkan Mauna Kea, a za nim masyw Mauna Loa górują opiekuńczo nad zatoką, wznosząc się wysoko w niebo.
Wtem w mgnieniu oka budzę się w swej sypialni w kalifornijskim Berkeley, odległym o tysiące kilometrów od mojego rodzinnego domu.
Jest lipiec 2015 roku, sam środek najbardziej ekscytującego i oszałamiającego roku w moim życiu. Sny takie jak ten zaczęłam miewać regularnie, a rozpoznanie ich głębszego znaczenia nie sprawia mi obecnie trudności. Plaża jest złudzeniem, lecz fale oraz splot wywoływanych przez nie emocji - strachu, nadziei i podziwu - są aż nazbyt realne.
Nazywam się Jennifer Doudna. Jestem biochemiczką, a większość mojej zawodowej kariery spędziłam w laboratorium na badaniach związanych z zagadnieniami, o których większość ludzi spoza grona naukowców z mojej dziedziny nigdy nie słyszała. Jednakże przez pół minionej dekady zajmowałam się przełomowym przedsięwzięciem w naukach biologicznych, którego postępy nie dadzą się zamknąć w czterech ścianach akademickiego ośrodka badawczego. Mnie i moich kolegów porwała niepowstrzymana siła niezbyt różniąca się od tsunami ze snu - tyle że tę falę osobiście pomogłam wywołać.
Zanim nastało lato 2015 roku, biotechnologia - której zaledwie przed kilku laty pomagałam stanąć na nogi - rosła w niewyobrażalnym tempie. Jej rezultaty można porównać do wstrząsu sejsmicznego, dotykającego nie tylko świata nauki, lecz także całego życia na Ziemi.
Książka zawiera opowieść o tej nauce i o mnie. A także o tobie. Niedługo bowiem reperkusje tej technologii dotrą również do twoich drzwi.
Ludzie przez całe tysiąclecia kształtowali materialny świat, lecz efekty tego procesu nigdy nie były tak dramatyczne jak dzisiaj. Uprzemysłowienie wywołało zmiany klimatyczne, zagrażające ekosystemom na całym świecie, to zaś wraz z innymi ludzkimi poczynaniami rozpętało lawinę wymierania gatunków, pustoszącą rozmaite populacje stworzeń, z którymi dzielimy Ziemię. Powyższe przemiany natchnęły geologów do wysunięcia propozycji, byśmy zmienili nazwę tej ery na "antropocen" - epokę człowieka.
Świat biologiczny również przechodzi głębokie, zapoczątkowane przez człowieka zmiany. Przez miliardy lat życie postępowało naprzód zgodnie z darwinowską teorią ewolucji: organizmy rozwijały się dzięki serii przypadkowych zmian genetycznych, z których część korzystnie wpływała na szanse przeżycia, zwycięstwa w rywalizacji i rozrodu. Aż do dziś ów proces kształtował także nasz gatunek - w istocie do niedawna byliśmy zdani na jego łaskę. Kiedy dziesięć tysięcy lat temu powstało rolnictwo, ludzie zaczęli wpływać na ewolucję przez wybiórcze hodowanie roślin i zwierząt, ale materiał wyjściowy - przypadkowe mutacje DNA, tworzące dostępne warianty genetyczne - nadal powstawał samoistnie i losowo. W rezultacie dążenia naszego gatunku do przekształcenia natury utykały w miejscu i przynosiły jedynie ograniczone sukcesy.
Dzisiejszy stan rzeczy nie mógłby się bardziej różnić od tamtego. Naukowcom udało się całkowicie poddać ten pierwotny proces kontroli człowieka. Badacze, manipulując potężnymi narzędziami biotechnologicznymi w cząsteczkach DNA wewnątrz żywych komórek, potrafią teraz w racjonalny sposób modyfikować kod genetyczny, definiujący wszystkie gatunki na Ziemi z naszym włącznie. Dzięki zaś najnowszemu i zapewne najskuteczniejszemu narzędziu inżynierii genetycznej - CRISPR-Cas9 (w skrócie CRISPR) - genom, czyli cały zawarty w organizmie DNA wraz z wszystkimi genami, stał się podatny na edycję niemal tak samo jak prosty fragment tekstu.
Jeśli tylko naukowcy znają genetyczny kod nadający określoną cechę, mogą za pomocą CRISPR wstawić związany z nią gen do genomu dosłownie każdej żyjącej rośliny bądź zwierzęcia, poddać go edycji albo usunąć. To proces o wiele prostszy i skuteczniejszy niż jakakolwiek inna istniejąca technologia manipulowania genami. Praktycznie z dnia na dzień znaleźliśmy się u zarania nowej ery inżynierii genetycznej oraz biologicznego kunsztu - ery rewolucyjnej, w której możliwości ogranicza tylko nasza zbiorowa wyobraźnia.
Królestwo zwierząt stało się pierwszym i, jak dotąd, największym polem doświadczalnym tego nowego narzędzia do edycji genów. Na przykład naukowcy zaprzęgli CRISPR do stworzenia genetycznie ulepszonej wersji psiej rasy beagle, otrzymując psy o supermuskulaturze niczym u Schwarzeneggera dzięki zamianie pojedynczych liter kodu DNA w genie sterującym tworzeniem się mięśni. W innym przypadku badacze dzięki wyłączeniu w świńskim genomie genu reagującego na hormon wzrostu uzyskali mikroskopijne świnie, nie większe od dużych kotów, które można by sprzedawać jako zwierzęta domowe. Podobnie postąpili z kozami rasy Shannbei - poddali edycji metodą CRISPR genom zwierząt, w wyniku czego u kóz rozwijała się większa muskulatura (hodowla dawała zatem więcej mięsa) i obfitsza sierść (co oznaczało więcej włókien kaszmirowych). Genetycy używają nawet techniki CRISPR do przekształcania DNA słonia indyjskiego w taki sposób, by coraz bardziej przypominał DNA mamuta włochatego; mają nadzieję, że pewnego dnia wskrzeszą to wymarłe zwierzę.
Tymczasem w świecie roślin CRISPR szeroko stosuje się do edycji genomów gatunków uprawnych, co toruje drogę postępom rolnictwa, które mogą spektakularnie poprawić ludzką dietę i zapewnić wyżywienie większej liczbie mieszkańców globu. W wyniku eksperymentów z edycją genów powstały: ryż oporny na choroby, wolniej dojrzewające pomidory, soja zawierająca więcej zdrowszych tłuszczów nienasyconych oraz ziemniaki z mniejszą zawartością silnej neurotoksyny. Naukowcy pracujący nad żywnością osiągają te postępy nie za pomocą technik transgenicznych, czyli wklejania DNA jednego gatunku do genomu innego, tylko dzięki precyzyjnym genetycznym ulepszeniom obejmującym zaledwie kilkuliterowe zmiany własnego kodu DNA danego organizmu.
Chociaż zastosowanie tej metody w odniesieniu do żyjącej na naszej planecie flory i fauny to ekscytujące zagadnienie, wpływ edycji genów własnego gatunku jest zarazem największą obietnicą i zapewne największym zagrożeniem dla przyszłości człowieka.
Niektóre korzyści dla ludzkiego zdrowia paradoksalnie mogą wynikać z zastosowania CRISPR wobec zwierząt lub nawet owadów. W niedawno przeprowadzonych eksperymentach użyto tej techniki do "uczłowieczenia" DNA świń, co zrodziło nadzieję, że pewnego dnia te zwierzęta będą mogły służyć ludziom jako dawcy narządów. Za pomocą CRISPR sięgnięto również do wnętrza genomów nowych szczepów moskitów z zamiarem szybkiego wprowadzenia nowych cech w populacjach dziko żyjących owadów. Naukowcy mają nadzieję na ostateczne wykorzenienie chorób przenoszonych przez moskity, takich jak zimnica (malaria) lub zakażenie wirusem Zika, albo nawet na wyniszczenie samych przenoszących choroby owadów.
Jeśli chodzi o leczenie wielu chorób, CRISPR oferuje szansę na edycję i naprawę zmutowanych genów bezpośrednio u chorych ludzi. Ujrzeliśmy dotychczas zaledwie przebłysk możliwości tej techniki, ale to, co widzieliśmy w ciągu kilku minionych lat, prezentuje się porywająco. Nową technologię edycji genów zastosowano w laboratoryjnie hodowanych ludzkich komórkach do korygowania mutacji odpowiedzialnych za mukowiscydozę, anemię sierpowatą, niektóre postacie ślepoty i ciężkie złożone niedobory odporności, a także wiele innych schorzeń. Metoda CRISPR umożliwiła naukowcom dokonywanie takich wyczynów, jak wyszukiwanie i poprawianie pojedynczych błędnych liter kodu DNA wśród 3,2 miliarda liter składających się na ludzki genom, ale można ją wykorzystać do jeszcze bardziej skomplikowanych modyfikacji. Badacze korygowali błędy w DNA, powodujące dystrofię mięśniową Duchenne'a, wycinając tylko uszkodzony odcinek zmutowanego genu i pozostawiając nienaruszoną pozostałą część. W przypadku hemofilii typu A naukowcy zaprzęgli CRISPR do precyzyjnej zmiany kolejności przeszło pół miliona liter kodu DNA, które w genomach osób chorych uległy przestawieniu. Można by nawet użyć CRISPR do leczenia AIDS/nosicielstwa wirusa HIV - albo przez wycięcie z zakażonych komórek pacjenta DNA zawierającego genom wirusa, albo przez edycję DNA osoby chorej, dzięki czemu jej komórki w ogóle unikną zakażenia.
Lista możliwych leczniczych zastosowań edycji genów ciągnie się bez końca. Ponieważ CRISPR umożliwia precyzyjną i stosunkowo prostą edycję DNA, ta metoda przeistoczyła każdą chorobę genetyczną - a przynajmniej każdą, której ukryte mutacyjne podłoże poznaliśmy - w potencjalnie uleczalny cel. Lekarze już zaczęli leczyć niektóre nowotwory podrasowanymi komórkami układu odpornościowego, których genomy uzbrojono w poddane edycji geny pomagające im w polowaniu na komórki nowotworowe. Chociaż mamy jeszcze pewien dystans do przebycia, zanim metody leczenia oparte na CRISPR staną się powszechnie dostępne dla chorych ludzi, potencjał drzemiący w tych metodach nie budzi wątpliwości. Edycja genów niesie obietnicę stworzenia metod terapii odmieniających życie pacjentów, a w niektórych wypadkach je ratujących.
Jednakże z technologią CRISPR wiążą się jeszcze inne głębokie implikacje - można ją wykorzystywać nie tylko do leczenia schorzeń żyjących osób, lecz także do zapobiegania chorobom ludzi z przyszłości. Metoda ta jest tak prosta i skuteczna, że naukowcy mogliby ją zastosować do modyfikowania ludzkich komórek linii płciowej, czyli strumienia informacji genetycznej łączącego jedno pokolenie z następnym. Nie wątpię, że pewnego dnia ta technologia zostanie gdzieś użyta w celu zmiany genomu naszego gatunku w możliwy do dziedziczenia sposób, co na zawsze przeobrazi genetyczną strukturę ludzkości.
Przy założeniu, że edycja genów u ludzi okaże się bezpieczna i efektywna, logicznym, a nawet preferowanym rozwiązaniem może się wydać zastosowanie jej do skorygowania chorobotwórczych mutacji w jak najwcześniejszym etapie życia, zanim szkodliwe geny zaczną siać spustoszenie. Jednakże gdy przekształcenie zmutowanych genów zarodka w "prawidłowe" stanie się wykonalne, z pewnością pojawi się pokusa ulepszenia normalnych genów do ponoć doskonalszych wersji. Czy powinniśmy edytować geny nienarodzonych dzieci, by na całe życie zmniejszyć ich zagrożenie schorzeniami serca, chorobą Alzheimera, cukrzycą lub nowotworami? A co z nadawaniem im korzystnych cech, takich jak większa siła i ulepszone funkcje poznawcze, albo ze zmianą ich wyglądu fizycznego, na przykład koloru oczu i włosów? Dążenie do ideału wydaje się niemal wrodzoną częścią ludzkiej natury, lecz jeśli ruszymy wzdłuż tej równi pochyłej, może nam się nie spodobać punkt, w jakim wylądujemy.
Kwestia jest następująca: przez niemal sto tysięcy lat istnienia ludzi współczesnych genom Homo sapiens kształtowały bliźniacze siły przypadkowych mutacji oraz doboru naturalnego. Obecnie pierwszy raz w dziejach posiedliśmy zdolność edycji DNA nie tylko każdego żyjącego człowieka, lecz także przyszłych pokoleń, czyli w gruncie rzeczy kierowania ewolucją własnego gatunku. To bezprecedensowy fakt w historii życia na Ziemi. Wykracza on poza granice naszego pojmowania. Zmusza nas do zmierzenia się z niemożliwie trudnym, lecz zasadniczym pytaniem: co my, przedstawiciele zrzędliwego gatunku, nieumiejący w wielu sprawach dojść do zgody między sobą, postanowimy zrobić z tą budzącą grozę władzą?
Sterowanie ewolucją gatunku ludzkiego najmniej zaprzątało moją uwagę, gdy w 2012 roku razem z kolegami publikowałam artykuł naukowy zawierający podstawowe założenia technologii edycji genów pod nazwą CRISPR. Bądź co bądź, motywację do naszej pracy stanowiło coś całkiem bez związku z powyższym - naukowa ciekawość dotycząca sposobu obrony bakterii przed infekcjami wirusowymi. Jednak w trakcie badań nad bakteryjnym układem odpornościowym określanym jako CRISPR-Cas odkryliśmy działanie niewiarygodnej maszynerii molekularnej, która potrafiła wycinać wirusowy DNA z niespotykaną precyzją. Natychmiast jasno uświadomiliśmy sobie użyteczność tej samej maszynerii do manipulowania DNA innych rodzajów komórek, z ludzkimi włącznie. A w miarę powszechnego przyjmowania się tej nowej techniki i jej szybkiego doskonalenia pojmowałam, że nie mogę dłużej unikać zmierzenia się z rozlicznymi konsekwencjami naszej pracy.
Kiedy naukowcy poddali działaniu metody CRISPR zarodki zwierząt z rzędu naczelnych w celu stworzenia pierwszych małp z edytowanymi genami, zadałam sobie pytanie, ile czasu upłynie, zanim jacyś niezależni badacze spróbują tego samego u ludzi. Jako biochemiczka nigdy nie pracowałam na modelach zwierzęcych, z użyciem ludzkich tkanek ani z udziałem chorych ludzi; moja strefa komfortu kończyła się na krawędzi laboratoryjnej płytki Petriego lub probówki. Teraz oto obserwowałam, jak technologii, którą pomagałam stworzyć, używa się w sposób mogący radykalnie przeobrazić nasz gatunek oraz świat, w którym żyjemy. Czy wskutek nieumyślnych działań pogłębi ona nierówności społeczne lub genetyczne, a może da początek nowej eugenice? Na jakie reperkusje musielibyśmy się przygotować?
Kusiło mnie, żeby zostawić te dysputy ludziom naprawdę wyedukowanym w zakresie bioetyki i wrócić do ekscytujących badań biochemicznych, przede wszystkim tych, które przyciągnęły mnie do zagadnienia CRISPR. Niemniej jako pionierka tej dziedziny wiedzy jednocześnie czułam się zobowiązana, by pomóc w prowadzeniu debaty na temat sposobu, w jaki omawiane techniki można i należy stosować. Chciałam zwłaszcza zapewnić możliwość udziału w dyskusji nie tylko naukowcom i bioetykom, lecz także szerokiemu gronu zainteresowanych osób, w tym socjologom, decydentom, przywódcom religijnym, przedstawicielom organów nadzorujących oraz członkom społeczeństwa. Jeśli wziąć pod uwagę, że to osiągnięcie naukowe wpływa na całą ludzkość, to udział jak największej liczby grup społecznych wydawał się nakazem. Co więcej, czułam, że ta debata powinna rozpocząć się niezwłocznie, nim dalsze stosowanie omawianej technologii zniweczy wszelkie próby wzięcia jej w karby.
Tak więc w 2015 roku, choć jednocześnie pracowałam w laboratorium w Berkeley i podróżowałam po całym świecie, prezentując wyniki moich badań na seminariach i konferencjach, zaczęłam poświęcać coraz więcej czasu sprawom, które były dla mnie całkowicie obce. Odpowiadałam na dziesiątki pytań dziennikarzy o wszystko: od zaprojektowanych dzieci przez ludzko-świńskie hybrydy aż do nadludzi wyprodukowanych metodami inżynierii genetycznej. Rozmawiałam na temat CRISPR z gubernatorem Kalifornii, członkami Biura Polityki do spraw Nauki i Technologii pod egidą Białego Domu, z funkcjonariuszami CIA, przemawiałam też przed Kongresem USA. Zorganizowałam pierwsze posiedzenie w celu omówienia kwestii etycznych rodzących się pod wpływem technologii edycji genów, zwłaszcza CRISPR, w różnych dziedzinach: od biologii reprodukcji i genetyki człowieka przez rolnictwo i ochronę środowiska aż do opieki zdrowotnej. Od czasu tamtego pierwszego posiedzenia pomagałam nadawać sprawom większy rozmach, współorganizując o wiele szersze międzynarodowe spotkanie na szczycie w sprawie edycji ludzkich genów, na którym zebrali się naukowcy oraz inni uczestnicy ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Chin i wielu krajów całego świata.
W trakcie tych debat wciąż na nowo wracaliśmy do pytania, w jaki sposób należy sprawować ową nowo uzyskaną władzę. Nie wpadliśmy jeszcze na odpowiedź. Jednak krok po kroku do niej docieramy.
Edycja genów zmusza nas do borykania się z niełatwą kwestią: gdzie w manipulowaniu ludzkimi genami należy wykreślić linię graniczną. Niektóre osoby uznają wszelkie formy manipulacji genetycznych za ohydę, perwersyjne gwałcenie świętych praw natury oraz godności życia. Inni widzą w genomie po prostu oprogramowanie - które można naprawiać, czyścić z błędów, aktualizować i udoskonalać - argumentują więc, że pozostawianie istot ludzkich na łasce wadliwych genów jest nie tylko nieracjonalne, lecz także niemoralne. Takie rozważania doprowadziły jednych do wygłaszania jawnych apeli o zakazanie edycji genomów nienarodzonych dzieci, drugich zaś do nawoływania, by naukowcy parli naprzód bez żadnych ograniczeń.
Moje osobiste poglądy na to zagadnienie wciąż ewoluują, ale uderzył mnie pewien komentarz wygłoszony w styczniu 2015 roku podczas posiedzenia, które zorganizowałam w celu omówienia problemu edycji genów w ludzkich komórkach zarodkowych. Wokół stołu konferencyjnego w kalifornijskim ośrodku w Napa Valley zasiadło siedemnaście osób, w tym współautor tej książki (mój były doktorant) Sam Sternberg. Nasze grono wiodło zażartą dyskusję o tym, czy można zezwolić na edytowanie genów komórek linii płciowej i w jakich wypadkach. Znienacka ktoś pochylił się ku pozostałym członkom grupy i bardzo cicho powiedział: "Pewnego dnia możemy za nieetyczne uznać zaniechanie edycji komórek zarodkowych w celu złagodzenia ludzkich cierpień". Ta uwaga doprowadziła naszą debatę do punktu kulminacyjnego i nadal przychodzi mi na myśl, kiedy tylko spotykam się z rodzicami bądź ewentualnymi rodzicami, stojącymi w obliczu niszczycielskich skutków chorób genetycznych.
W trakcie naszych rozważań badania nad CRISPR nadal postępują. W połowie 2015 roku chińscy naukowcy opublikowali wyniki eksperymentu, w którym wstrzykiwali enzymy związane z techniką CRISPR ludzkim zarodkom. Badacze wykorzystali zbędne, niezdolne do życia zarodki, niemniej jednak ich eksperyment stał się kamieniem milowym jako pierwsza w dziejach próba precyzyjnej edycji DNA ludzkich komórek zarodkowych (germinalnych).
Alarmy z powodu postępów takich jak ten są uzasadnione. Mimo to nie możemy tracić z oczu fantastycznych sposobności medycznych, skoro edycja genów daje nam szansę pomocy ludziom cierpiącym na nieuleczalne choroby genetyczne. Wyobraźmy sobie osobę, która się dowiaduje, że nosi w sobie zmutowaną kopię genu HTT, praktycznie gwarantującą wczesny początek otępienia starczego. Następnie ta osoba uzyskuje dostęp do leku opartego na metodzie CRISPR, który może wyeliminować mutacje DNA przed wystąpieniem jakichkolwiek objawów. Nigdy przedtem sposoby leczenia przyczynowego nie wydawały się tak bliskie, toteż rzeczą zasadniczą jest to, byśmy w trakcie debaty o edycji genów linii płciowej uważali, żeby nie nastawić przeciwko CRISPR opinii publicznej ani nie zablokować klinicznych zastosowań edycji genów w tych wypadkach, kiedy jej efekty nie podlegają dziedziczeniu.
Do perspektywy edycji genów podchodzę z niezmiernym entuzjazmem. Postęp w badaniach nad CRISPR nadal dokonuje się szybko, zarówno w pracowniach akademickich, jak i w nowatorskich firmach biotechnologicznych, przy czym te ostatnie korzystają z liczącego ponad miliard dolarów wsparcia od inwestorów oraz funduszy kapitałowych kierowanych do inwestycji podwyższonego ryzyka. Dodatkową ostrogą dla tej dziedziny nauki stały się niedrogie narzędzia oparte na technologii CRISPR, które naukowcom na całym świecie dostarczają badacze akademiccy oraz grupy działające w systemie non profit, dzięki czemu badania mogą postępować bez żadnych przeszkód.
Jednakże postęp nauki wymaga czegoś więcej niż badania, inwestycje oraz wynalazki; kluczowym czynnikiem jest także udział społeczeństwa. Rewolucja CRISPR dotychczas rozgrywała się przede wszystkim za zamkniętymi drzwiami laboratoriów oraz innowacyjnych firm biotechnologicznych. Mamy nadzieję, że dzięki tej książce, a także innym staraniom ukaże się ona w pełnym świetle.
W pierwszej części książki - "Narzędzie" - Sam i ja wspólnie odsłaniamy frapujące kulisy powstania technologii CRISPR. Opowiadamy między innymi, jak to się zaczęło od badań nad bakteryjnym układem odpornościowym i jaką korzyść tym pracom przyniosły całe dekady starań o opracowanie metod pisania na nowo kodu DNA we wnętrzu komórek. W części drugiej - "Zadanie" - zgłębiamy całą plejadę teraźniejszych i przyszłych zastosowań CRISPR w odniesieniu do zwierząt, roślin i ludzi, omawiamy ekscytujące szanse, lecz także ważne wyzwania stojące przed nami. Czytelnicy zauważą, że w całej książce to ja przemawiam w imieniu nas obojga. Książkę pisaliśmy razem i oboje dzielimy większość wyrażonych w niej poglądów. Przyjęliśmy jednak takie podejście do narracji dla większej przejrzystości, a także po to, by dobrze uchwycić całą głębię i szczegóły moich jedynych w swoim rodzaju doświadczeń stanowiących bagaż tamtych lat.
Nie mieliśmy zamiaru przedstawienia w książce rygorystycznej relacji o historii powstania CRISPR ani wyczerpującej chronologii wczesnego stadium rozwoju edycji genów. Staraliśmy się raczej uwydatnić niektóre z najistotniejszych sukcesów i pokazać, jak nasze prace współgrały z badaniami innych. W stosownych miejscach zamieściliśmy odniesienia do innych pozycji piśmiennictwa, a szczególnie zainteresowanych czytelników zachęcamy do zapoznania się z dodatkowymi publikacjami, uzupełniającymi omawiane tu zagadnienia. Wreszcie składamy podziękowania niezliczonym naukowcom, którzy odegrali kluczową, nieocenioną rolę w badaniach nad CRISPR i edycją genów, przepraszamy też licznych kolegów, że z braku miejsca nie mogliśmy wspomnieć o ich pracach.
Mamy nadzieję, że książka rozwieje mity narosłe wokół tej ekscytującej dziedziny nauki i zainspiruje wszystkich do zaangażowania się w tę sprawę. Na całym świecie historyczna debata o edycji genów już się rozpoczęła; ma ona przesądzić ni mniej, ni więcej, tylko o przyszłości naszego świata. Fala nadciąga. Wiosłujmy razem, by dać się jej ponieść.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
PEŁNY SPIS TREŚCI:
PROLOG: Fala
CZĘŚĆ I: Narzędzie
Rozdział 1. W poszukiwaniu leku
Rozdział 2. Nowa metoda obrony
Rozdział 3. Złamanie kodu
Rozdział 4. Sterowanie i kontrola
CZĘŚĆ II: Zadanie
Rozdział 5. Menażeria CRISPR
Rozdział 6. By uzdrowić chorych
Rozdział 7. Ocena
Rozdział 8. Co kryje przyszłość?
EPILOG: Początek
Podziękowania
Bibliografia