WSTĘP. KILKA SŁÓW O ODWADZE I WYOBRAŹNI. Emilia Kledzik, Małgorzata Praczyk
Emilia Kledzik
Małgorzata Praczyk
WSTĘP. KILKA SŁÓW O ODWADZE I WYOBRAŹNI
Projekt "Edukacja międzykulturowa w krajach V4 w kontekście kryzysu
migracyjnego", którego owoc stanowi niniejsza książka, adresowany jest
do nauczycielek, nauczycieli, autorek i autorów warsztatów komunikacji
międzykulturowej i wszystkich osób, zastanawiających się, w jaki sposób
rozmawiać z najmłodszym pokoleniem Polek i Polaków o narastającej fali
agresji i nienawiści. Fala ta zalewa współczesną polską (i europejską)
przestrzeń publiczną w związku z napływem uchodźców z Syrii,
przybywających do Europy na skutek toczącej się tam wojny. Potrzeba
takiej rozmowy jest tym bardziej paląca, że system edukacyjny, dopiero
co uwolniony od ideologicznego jarzma "demokracji ludowej", choć poddany
wielokrotnym reformom strukturalnym, nie zawsze jest w stanie udźwignąć
ciężar nowego w polskiej rzeczywistości społecznej wyzwania:
kształtowania ludzi świadomych zachodzących na świecie przemian, ich
uwarunkowań, a także zdolnych do zajęcia wobec nich odpowiedzialnego i popartego refleksją stanowiska. Odmieniana przez wszystkie przypadki
monokulturowość polskiego środowiska szkolnego pozostaje w bezpośrednim
związku z monokulturowością treści kształcenia, co jest zrozumiałe, ale
stawia grono pedagogiczne przed niełatwym zadaniem: skoro trening
komunikacji międzykulturowej nie może przebiegać "naturalnie" - w grupach zróżnicowanych etnicznie i religijnie - trzeba go odpowiednio
zaaranżować i przeprowadzić. Dlaczego trzeba? Autorki i autorzy
zamieszczonych w książce tekstów wychodzą z założenia, że umiejętność
funkcjonowania w wielokulturowej grupie jest jedną z zasadniczych
kompetencji, jakie za cel powinna sobie stawiać współczesna edukacja.
Dobrodziejstwo z niej płynące polega nie tylko na zdolności negocjowania
swojego stanowiska przy poszanowaniu odmienności drugiego człowieka, ale
również na uzyskaniu określonego poziomu samoświadomości: inność jest
lustrem, w którym odbija się ten, kim naprawdę jestem.
Autorefleksja i empatia - te dwie kompetencje społeczne, których jak
dotąd staraliśmy się uczyć za pomocą lektur i narracji o historii,
wymagają dziś szczególnej uwagi. Młode pokolenie sceptycznie odnosi się
do tradycyjnych metod przekazywania wiedzy i do wiedzy jako takiej, co
czyni je szczególnie podatnym na ideologię i wszelkie jej negatywne
następstwa. Cóż zatem zrobić, jeśli klasyczne odwołanie się do wiedzy
jako autorytetu nic nie daje? Jak reagować, jeśli wobec tłumaczenia
mechanizmów, podawania danych statystycznych czy przekazywania wyników
badań instytucji badających migrację i wielokulturowość słyszy się: "I co z tego?" albo: "To nieprawda!". Badania wskazują że pokolenie tzw.
"millenialsów" jest, za sprawą wpajanego im od maleńkości strachu przed
światem, bardziej niż wcześniejsze generacje skłonne do zamykania się na
potencjalne niebezpieczeństwo, które płynie ze zderzenia z innością1. Narastająca bezradność wobec tych zjawisk zmusza
nauczycieli i nauczycielki do szukania innych metod radzenia sobie z takimi problemami, których, mamy nadzieję, dostarcza ta książka. Oferuje
ona bowiem nie tylko oparcie merytoryczne tym, którzy będą wystarczająco
otwarci, by przyjąć wiedzę, ale też pomoc w dotarciu do tych, dla
których wiedza nic nie znaczy. Proponuje sposoby oswajania odmienności
oraz minimalizowania wrogości i lęku przed "innymi". Łagodzenie
ekstremalnych nastrojów i wspieranie umiarkowanych stanowisk jest
przecież kluczowe dla zachowania społecznej stabilności i pokoju.
Edukację międzykulturową, która jest osią tematyczną tej książki,
rozumiemy jako rozpowszechnianie wiedzy i oswajanie emocji, dotyczących
ludzi reprezentujących inne kultury, tradycje i religie, oraz wiedzy,
dotyczącej historii innych obszarów świata. Jej częścią jest również
zgłębianie i świadomość polskiej tradycji, kultury i historii, ponieważ
bez wiedzy o sobie nie jest możliwa rzetelna dyskusja o innych. Edukacja
międzykulturowa to także, a może przede wszystkim, umiejętne
posługiwanie się narzędziami umożliwiającymi - nierzadko trudny i generujący konflikty - kontakt z innymi. Zadaniem nauczycieli i nauczycielek jest nie tyle zupełne wyeliminowanie napięć, ile
przekazanie umiejętności radzenia sobie z nimi, zapobieżenie ich
eskalacji. Do naturalnych składowych kursu kompetencji międzykulturowej
należą wszystkie elementy akulturacji: szok kulturowy, często nawet
depresja i stopniowe oswajanie tego, co obce. Dlatego trening ten
powinien w polskich szkołach przebiegać możliwie holistycznie:
niedobrze, by zarezerwowano na jego potrzeby tylko kilka godzin lekcji
wychowawczych lub edukacji polonistycznej. Edukacja międzykulturowa
oznacza wreszcie poznanie podstaw prawnych sprzeciwiających się
wykluczeniu i dyskryminacji oraz znajomość mechanizmów rządzących mową
nienawiści.
Zbierając wiedzę o edukacji międzykulturowej, proponujemy wyjść od
refleksji na temat tego, czym różnią się kultury na świecie, w jaki
sposób uporządkować dzielące je różnice i do czego może się przydać
wiedza o takich klasyfikacjach. Drugim ważnym merytorycznym filarem
kursu jest znajomość historii migracji i świadomość ich ponadczasowego
charakteru. Dwa najważniejsze obszary edukacyjne, w których proponujemy
wprowadzać treści wielokulturowe związane z migracją, to język polski i historia. Zachęcamy do krytycznego spojrzenia na kanon lektur szkolnych,
nierzadko pełnych anachronizmów w rodzaju Murzynka Bambo, ale również do
namysłu nad stereotypami, które - według słów Jerzego Bartmińskiego -
"mieszkają w języku", jego metaforach, polach skojarzeniowych itp.
Nacisk na wrażliwość historyczną oraz aktualizowanie rodzimej historii
migracji może pomóc w wypracowaniu empatycznej postawy wobec
dzisiejszych uchodźców. Niekwestionowany "polonocentryzm" polskiego
systemu edukacyjnego objawia się również w niskiej świadomości
glottodydaktycznej grona pedagogicznego. Jeśli już w polskich klasach
pojawiają się uczennice i uczniowie, dla których język polski nie jest
językiem ojczystym - czy są to przedstawiciele mniejszości etnicznych i narodowych, czy dzieci z wielokulturowych rodzin - są one skazane na
samodzielną naukę języka polskiego metodą "uczestniczącą", co częstokroć
nie odbywa się bez szkody dla ich pozycji w środowisku uczniowskim.
Skrajnym przykładem są wielokrotnie opisane przypadki, kiedy dzieci
romskie za nieznajomość języka polskiego odsyłane były do szkół
specjalnych. Warto więc przyjrzeć się pod tym kątem systemowi ewaluacji
i pamiętać, że metoda "segregacji" dzieci gorzej i lepiej posługujących
się językiem polskim prowadzi do stygmatyzacji i wykluczenia.
Kryzys migracyjny uwidocznił kryzys języka debaty publicznej, a konkretnie zatarcie klasycznych, wynikających z zasady decorum, różnic
pomiędzy stylem wysokim i niskim. Na naszych oczach, w ciągu niespełna
kilku lat, dokonał się błyskawiczny awans zjawisk ze spektrum mowy
nienawiści ze sfery językowego tabu do rangi deklaracji oraz apeli
politycznych. Pauperyzacja języka debaty publicznej objawia się nie
tylko w rosnącym radykalizmie formułowanych przez polityków sądów, ale i w akceptacji dla werbalnej agresji, fałszywie usprawiedliwianej prawem
do wolności słowa. Brak refleksji metajęzykowej - świadomości, że
granice naszego języka stanowią granice naszego świata - sprawia, że
bardzo trudno jest przekroczyć granice polono- i maskulinocentrycznego
paradygmatu, który wpisany jest w nasz język (oraz w naszą kulturę).
Taka transgresja jest konieczna do nawiązania dialogu z Innym i odbywa
się wbrew często przywoływanej kategorii "zdrowego rozsądku", która w istocie ucieleśnia niechęć do konfrontacji z jakąkolwiek odmiennością.
Językowym obrazem świata - podzielonego na "lewaków" i "prawaków",
"zdrajców ojczyzny" i "patriotów", "mohery" i "elity" - nasiąka młode
pokolenie, słusznie odczuwając (naturalną w tym wieku) potrzebę
autodefinicji. Nic bardziej nie przygotowuje gruntu pod ideologiczną
manipulację - to najniebezpieczniejsze z narzędzi panowania nad
społeczeństwami - niż właśnie brak edukacji. Edukacja zatem, choć tak
trudna w obliczu zarysowanych wyżej przeszkód, wydaje się jedyną możliwą
drogą wyjścia ze ślepej uliczki ideologii. "A - jak trafnie ujął to
Jean-François Revel - czym jest ideologia? Jest potrójną dyspensą:
dyspensą intelektualną, dyspensą praktyczną i dyspensą
moralną"2. Trzeba więc cierpliwie tłumaczyć mechanizmy rządzące
współczesnym światem, rzetelnie rozmawiać o tym, czym jest ksenofobia,
skąd wzięli się w Europie imigranci, i do czego prowadzi używanie mowy
nienawiści. Naszym zdaniem, szkoła i uniwersytet są miejscem, gdzie
powinno się uczyć krytycznego dystansu wobec populistycznych haseł, ale
także umiejętności formułowania własnych sądów, ich prezentowania i obrony, które są istotą funkcjonowania na demokratycznej agorze. Rolą
nauczycielek i nauczycieli jest czuwanie nad przebiegiem takich ćwiczeń,
ale także łagodzenie obaw związanych z kontaktem z obcością.
Fobię antyuchodźczą, która wybuchła z taką mocą jako odpowiedź na tzw.
kryzys migracyjny, warto zobaczyć w kontekście innych polskich
szowinizmów, które - paradoksalnie mimo, a może właśnie z powodu braku
ich realnych adresatów - trzymają się mocno w świadomości rodaczek i rodaków, regularnie podsycane przez wypowiedzi prominentnych postaci ze
sceny politycznej i autorytetów społecznych. Nie bez powodu książka ta
traktuje zatem nie tylko o migracjach czy islamofobii, ale także o innych fobiach. Uważamy, że dostrzegane ostatnio narastanie przemocy
wobec Romów, zaostrzające się przejawy antysemityzmu czy napaści na
Latynosów, Hindusów czy Afrykanów, spowodowane jedynie ich odmiennym
wyglądem, są właśnie wywołane ujawnioną przy okazji kryzysu
migracyjnego, podszytą lękiem nienawiścią wobec wszelkiej odmienności.
Figura uchodźcy wyzwoliła drzemiące od dawna w polskim społeczeństwie
niepokoje związane z koniecznością konfrontacji z "innymi". W figurze
spalonego podczas antyuchodźczej demonstracji Obozu Narodowo-Radykalnego
na wrocławskim rynku Żyda powraca polski antysemityzm, tym razem
wymierzony w Unię Europejską, postrzeganą jako organizację narzucającą
Polkom i Polakom niechcianą wielokulturowość. Romofobię z niechęcią
wobec uchodźców łączy odmowa przypisania im statusu ofiar represji,
podkreślanie ich pozaeuropejskiej inności i wynikającej stąd
nieumiejętności adaptacji, postrzeganie przybyszów jako niezdolnych do
systematycznej pracy, żerujących na zachodnioeuropejskim systemie pomocy
socjalnej.
Konsekwencją takich postaw jest dalsze narastanie napięć, przyzwolenie
na rasizm, nietolerancję i nienawiść. Zjawiska te nieuchronnie
prowadziły i będą prowadzić do przemocy, a nawet do ludobójstwa.
Stygmatyzowanie wybranych grup społecznych czy etnicznych uruchamia
znane dobrze z historii mechanizmy, polegające na wyłuskaniu,
upokorzeniu, odtrąceniu i - wreszcie - próbie unicestwienia wybranej
grupy ludzi. Wielokulturowość, będąca m.in. skutkiem odwiecznych
procesów migracyjnych, ale także globalizacyjnych, które z całą mocą
rozkręciły się w XX stuleciu, oraz narastających nierówności powstałych,
między innymi, na skutek kolonialnego wyzysku biednego południa przez
bogatą północ, jest nierozerwalnie sprzęgnięta z migracjami. Można
oczywiście odrzucić ten fakt, starać się zaprzestać migracji i odciąć
dany obszar od ruchu migracyjnego. Kraje, w których władza realizuje ten
model, to kraje totalitarne. Alternatywą wobec przyzwolenia na ruch
ludności jest więc totalitaryzm i stagnacja państw opresyjnych, gdzie
ruch podlega kontroli w możliwie maksymalnym stopniu, a paszport to
dobro pozostające w gestii władzy. Tak wyglądało to choćby w sowieckiej
Rosji czy jej państwach satelitarnych. W krajach takich kontroluje się
wszelkie przemieszczenia ludności, nawet te, które dotyczą poruszania
się między poszczególnymi miastami czy wioskami. Mobilność i migrowanie
to rzeczywistość państw demokratycznych, a ich odrzucenie prowadzi do
odrzucenia demokracji.
"Nie ma nic lepszego niż wyobrażać sobie inne światy, kiedy chcemy
zapomnieć, ile cierpień przysparza ten, na którym przyszło nam żyć. (...)
Kiedy zaczynamy sobie wyobrażać inne światy, w końcu bierzemy się do
zmieniania tego"3 - pisał Umberto Eco w powieści o Baudolino -
rezolutnym chłopcu, którego wyobraźnia miała moc stawania się
rzeczywistością. Niniejsza książka również bierze się z wiary, że
świadomość różnorodnych uwarunkowań, jakie wpływają na polskie
postrzeganie uchodźców i wszelkich Innych, pomoże naszym uczennicom i uczniom wyobrazić sobie inny świat - taki, w którym umiemy oswajać
strach przed zabobonami nowoczesności. Do tego potrzebna jest im wiedza
i odwaga ich nauczycielek i nauczycieli. Życzymy powodzenia!
Por. D. Hall, A. Mikulska-Jolles, Uprzedzenia, strach czy niewiedza?
Młodzi Polacy o powodach niechęci do przyjmowania uchodźców. Żródło:
http://interwencjaprawna.pl/raport-uprzedzenia-strach-czy-niewiedza-mlodzi-polacy-o-powodach-niecheci-do-przyjmowania-uchodzcow/ [wróć]
J.-F. Revel, La connaissance intutile. Paris 1988, s. 160. [wróć]
U. Eco, Baudolino. Przeł. A. Szymanowski. Warszawa 2001, s. 103-104,
przedruk za zgodą Oficyny Literackiej Noir sur Blanc. ? Oficyna
Literacka Noir sur Blanc [wróć]
EDUKACJA WOBEC WYZWANIA MIGRACJI WIELOKULTUROWYCH. Hanna Mamzer
Hanna Mamzer
EDUKACJA WOBEC WYZWANIA MIGRACJI WIELOKULTUROWYCH
Edukacja w kontekście zróżnicowania kulturowego staje przed znaczącymi
wyzwaniami - wynikającymi ze specyfiki kontekstu - społeczeństwa
znajdującego się w sytuacji kryzysowej. W sytuacjach kryzysowych, które
psychologowie definiują jako takie, które wymuszają modyfikację
przyjętych sposobów funkcjonowania, stare bowiem okazują się
nieadekwatne i nieefektywne1. W takich sytuacjach
umiejętność dostosowywania zachowań jest kompetencją bezcenną. Znajduje
ona wyraz nie tylko na poziomie jednostkowym (kiedy to jednostka musi
dostosować się do nowych wymogów rzeczywistości), ale też na poziomie
społecznym, a co ważniejsze - instytucjonalnym. Ten społeczny poziom
radzenia sobie z nowymi sytuacjami jest o wiele bardziej wymagający niż
działania jednostkowe, głównie ze względu na znaczący stopień inercji,
spowalniający podejmowanie tych działań. W tym jednak psychologicznym
sensie sytuacja kryzysowa niesie ze sobą potencjał tworzenia nowych,
pozytywnych jakości - stymulując rozwój jednostki/grupy/społeczności.
Sytuacja kryzysowa nie musi ponadto wynikać ze zdarzeń wartościowanych
negatywnie: także zdarzenia o pozytywnym wydźwięku (przy uwzględnieniu
subiektywności takich ocen), kreują kryzysowe sytuacje, w których trzeba
tworzyć nowe wzorce zachowaniowe. Indywidualnie podejmowane działania
mają szansę zostać szybko stosowanymi środkami zaradczymi. Na poziomie
społeczno-instytucjonalnym zazwyczaj potrzeba więcej czasu na podjęcie
działań, które są adekwatne do pojawiających się wyzwań, a pozostają w zgodzie z prawem oraz uwzględniają wielokierunkowe skutki społeczne.
Rozpoczęty w roku 2015 kryzys migracyjny, zainicjowany przez konflikty na Bliskim Wschodzie, a dalej -
otwarcie przez Niemcy granic roku dla uchodźców uciekających przed działaniami wojennymi we wrześniu 2015,
spowodował masowy napływ migrantów do różnych krajów unijnych, w szczególności do krajów zamożnych.
Wzmogło to obserwowany poziom zróżnicowania kulturowego i wyraźniej zarysowało społeczne wyzwania nie
tylko dla edukacji. Dramatyzm tej sytuacji znacząco pogłębia kontekst polityczny, towarzyszący napięciom wynikającym
ze zróżnicowania kulturowego. Nie można bowiem zapominać, że działania motywowane politycznie
kładą się cieniem wzmacnianych stereotypów na percepcji mniejszości społeczno-kulturowych. W codziennym życiu
niezwykle bowiem trudno oddzielić działania stymulowane ideologicznie, najczęściej inspirowane politycznymi
interesami różnych grup, od codziennego funkcjonowania "zwykłych ludzi", reprezentujących tę samą specyfikę
kulturową. W zakresie formułowania społecznej percepcji mniejszości kulturowych i zróżnicowania kulturowego
bardzo wiele mogą zdziałać media: a działanie to przynosi efekty tak pozytywne, jak i negatywne. Jako ponowoczesna
forma elementarza stanowiącego źródło potocznej wiedzy i informacji, media są szczególnym narzędziem
opiniotwórczym. Gdyby używać ich z większą świadomością w kreowaniu nastawienia opinii publicznej wobec
odmienności kulturowych, można by ten potencjał wykorzystać efektywniej.
O narastającym i intensyfikującym się zróżnicowaniu kulturowym pisałam w wielu innych miejscach. Chcę
jednak wrócić do tekstu Francisa Fukuyamy z 2007 roku, zatytułowanego Klęska wielokulturowości, w którym wieszczył
on kres wielokulturowości, rozumianej w sensie postulatywnym - jako pewien rodzaj społecznie/państwowo
realizowanej polityki promowania pozytywnych odniesień do zróżnicowania kulturowego, sugerując, że liberalny
stosunek szeroko rozumianego Zachodu do odmienności kulturowych nie sprawdza się i przyjmuje jedynie formy skrajne: integracjonizmu bądź izolacjonizmu2. Fukuyama nie zaproponował jednak rozwiązania dla tej sytuacji, choć
samo zróżnicowanie kulturowe narasta i jako sytuacja społeczna domaga się podjęcia efektywnych działań, stanowiąc
wyzwanie na wielu polach. Jak zatem do zróżnicowania kulturowego powinna odnosić się dziedzina kształtująca
przyszłe postawy społeczne, a mianowicie edukacja? Sądzę, że można zasugerować pewne rozwiązanie.
Badania nad zróżnicowaniem kulturowym przedstawiane są dzisiaj w czterech klasycznych ujęciach,
traktowanych jako podstawa myślenia o wielokulturowości. Mają one charakter deskryptywny - zmierzający do
wykazania różnorodności pośród wielości kulturowej świata. Za tym podejściem, zmierzającym do samego opisu
świata społecznego, następuje podejście postulatywne, które ma na celu promowanie pozytywnych postaw wobec
zróżnicowania kulturowego. W obecnej sytuacji należałoby podjąć pracę nad uruchomieniem krytycznego sposobu
funkcjonowania w obrębie refleksji nad wielokulturowością, a mianowicie namysłu zmierzającego do umieszczenia
tego zjawiska w szerszym kontekście przemian społecznych.
Wspomniane nurty myślenia deskryptywnego o zróżnicowaniu kulturowym są reprezentowane
przez Geerta Hofstede, Alfonsa (Fonsa) Trompenaarsa, Richarda Gestelanda i Edwarda Halla. Ich skrótowa rekonstrukcja
ukaże, że w zasadzie wszystkie opierają się na podobnym schemacie identyfikowania wymiarów
kulturowych. Zgodnie z nim, za pomocą skali można opisywać poszczególne kultury pod względem nasilenia
konkretnych cech. Za klasyka badań nad zróżnicowaniem kulturowym w czasach współczesnych uznaje się powszechnie
Geerta Hofstede, holenderskiego badacza, który w latach 1968-1973 przeprowadził badania nad zróżnicowaniem
kulturowym, obierając za respondentów managerów pracujących dla IBM w 70 różnych krajach3.
Na podstawie własnego testu zbadał uznawane przez respondentów wartości i określił cztery (w toku dalszych
badań dodając dwa dodatkowe, wymiary kulturowe, różnicujące badane przez niego regiony: męskość-kobiecość4, unikanie niepewności5, dystans władzy6 oraz indywidualizm-kolektywizm7. Dodane w trakcie późniejszych badań
dwa pozostałe wymiary, to orientacja długo-krótkoterminowa8 oraz tolerancyjność-restrykcyjność9. Proponowane
przez Hofstede wymiary postrzegania kultur opisują w zasadzie poszczególne kraje, których przedstawiciele brali
udział w badaniu. Jest to jeden krytykowanych dziś elementów tej koncepcji ze względu na postępującą globalizację
i efekty dyfuzji kulturowej. Trudno bowiem obecnie mówić o kulturze w zawężeniu jej do precyzyjnie wyznaczonych
granic administracyjnych. Przy swobodnym przepływie ludności, w trakcie ruchów migracyjnych, przenoszone są
także wartości, co powoduje ich mieszanie się; dlatego optuję za definicją kultury w ujęciu Jerzego Kmity, która
odrywa to pojęcie od administracyjnych podziałów przestrzennych czy etnicznych, ujmując ją jako respektowany
w danej społeczności zespół reguł normatywnych i dyrektywalnych, i jest ulokowana w myślowej świadomości
jednostkowo-społecznej, intersubiektywnie komunikowanej uczestnikom praktyki społecznej10. Taka definicja kultury pozwala oderwać ją od wymiaru narodowo-etnicznego i daje możliwość tworzenia kontekstu zrozumienia uzależnionego od szeroko widzianej perspektywy współczesności: elastyczności, fragmentaryczności, przenikalności
granic i redefiniowalności11. W ramach krytyki badań Hofstede podejmowano też wątek specyfiki próby
badanej jako niereprezentatywnej dla całych społeczności. Badania Hofstede aplikują wiedzę o zróżnicowaniu
kulturowym przede wszystkim do aspektów praktycznego zarządzania zróżnicowanymi kulturowo organizacjami
o ponadnarodowym charakterze. Stworzone przez niego narzędzia pomiaru wartości kulturowych służyć mogą jako
poręczne źródło praktycznych informacji.
Podobny pomysł zaprezentowali Fons Trompeenars i Charles Hampden-Turner12. Definiują oni siedem
wymiarów kultury (dzieląc je na dwie kategorie: stosunku do ludzi i stosunku do otoczenia). W ramach stosunku
do ludzi wyróżniają: 1) zasady a stosunki międzyludzkie (uniwersalizm a partykularyzm)13, 2) stosunek do jednostki
i grupy (indywidualizm a kolektywizm), 3) sposób okazywania uczuć (powściągliwość a emocjonalność), 4) sposób
widzenia świata (wycinkowość a całościowość), 5) sposób zdobywania pozycji (osiąganie a przypisywanie statusu)
14, oprócz tego, w ramach stosunku do świata, Trompeenars mówi o: 6) stosunku do czasu15, 7) stosunku do otoczenia16. Niektóre z wyznaczonych dymensji łudząco przypominają wyróżnione przez Hofstede, pozostałe są zaczerpnięte z innych inspiracji.
Inny badacz, Richard Gesteland (1999), posługując się podobnym tokiem rozumowania mówi o następujących
wymiarach oceny kultur: 1) propartnerstwo-protransakcyjność17, 2) otwarty-ogólnikowy sposób komunikowania
się18, 3) ceremonialność, 4) stosunek do czasu - kultury mono- i polichromiczne19, 5) Kultury ekspresyjne
i powściągliwe20.
Z kolei w rozważaniach Edwarda Halla znajdziemy opis trzech obszarów zróżnicowania kulturowego:
wysokiej-niskiej kontekstowości; stosunku do czasu (polichromiczny i monochromiczny) oraz stosunku do przestrzeni
(wysoka-niska terytorialność)21.
Wspomniane deskryptywne modele zróżnicowania kulturowego mają bardzo praktyczne zastosowania,
a w realnych sytuacjach pozwalają na rozsądzanie, z jakim rodzajem kultury możemy mieć do czynienia. Dostarczają
także ogólnych informacji o "specyfice danej kultury". Nie ulega wątpliwości, że takie rodzaje kategoryzowania
mogą być podstawą dla stereotypizowania i że opierają się na znacznym poziomie ogólności, uzyskanym poprzez
statystyczną analizę danych, która, mimo wszystko, prowadzi do uproszczenia obrazu rzeczywistości społecznej.
Przy zachowaniu znacznego poziomu samoświadomości i empatii narzędzia te mogą być jednak poręczne w trafnym
"chwytaniu" codzienności. Wszystkie wymienione powyżej wymiary przyjmują specyficzne postaci w odniesieniu
do różnych aspektów funkcjonowania człowieka (relacji zawodowych, stosunków między osobami różnych
płci, wieku i statusu, relacji przyjacielskich czy biznesowych), co komplikuje dokonywanie ocen i włączanie kultur
w określone kategorie.
Prócz deskryptywnych, pojawiły się także postulatywne podejścia do wielokulturowości, przyjmujące postać
promowania różnic kulturowych jako wartości, a także propagowania pozytywnego nastawienia do zróżnicowania.
Nie sposób nie wspomnieć w tym kontekście o kanadyjskim myślicielu Willu Kymlicce, który jest najbardziej
zasłużonym propagatorem idei multikulturalizmu22, osadzonej w kontekście zróżnicowanego kulturowo społeczeństwa
kanadyjskiego, do dziś borykającego się z problemem stosunku do ludności rdzennej w Ameryce Północnej.
Podejmując ten wątek, Kymlicka przeciwstawia się wykorzystaniu mniejszości kulturowych i etnicznych,
proponując podejście uwzględniające potrzeby określonych społeczności, a w praktyce swoisty rodzaj polityki
wielokulturowości. Zgodnie z nim, traktowanie mniejszości kulturowych powinno być zawsze dostosowane do
określonych potrzeb i możliwości, wynikających ze specyfiki danej zbiorowości. Myśl Kymlicki jest ważna nie tylko
dla Kanady, ale także Stanów Zjednoczonych i Australii. Mogłaby też zostać z powodzeniem wykorzystana
w Ameryce Środkowej i Południowej - regionach do dziś zmagających się z kwestiami rekompensat dla mniejszości
etnicznych, zdominowanych w okresie kolonizowania tego rejonu świata.
Rysuje się w ten sposób złożony obraz zróżnicowania kulturowego, którego nie można analizować jednopłaszczyznowo
(bo ma wiele wymiarów zróżnicowania) ani jednotorowo (bo prócz opisu potrzebna jest jednak jakaś
forma zastosowania aplikacji analiz, która pozwoliłaby na rozwiązywanie praktycznych problemów codziennego życia).
W kontekście edukacyjnym różnice kulturowe stanowią kompleks wyzwań, ujawniając się na wielu poziomach:
Na poziomie efektywnego transferu informacji wyzwanie przyjmuje postać kształtowania i doskonalenia
kompetencji językowych, wspartych obudową specyfiki kulturowej23. Ważna jest też świadomość, że niskie kompetencje językowe przedstawicieli mniejszości kulturowych nie muszą być jednoznaczne
z deficytami intelektualnymi, co niesłusznie często jest utożsamiane. Świadomość nauczycieli/-ek w tym
zakresie jest kluczowym aspektem dla powodzenia całego procesu edukacji.
Na poziomie kształtowania treści programowych, wymaganych przez programy kształcenia w danym
obszarze kulturowym: ze względu na oczywistą specyfikę społeczno-historyczną danego regionu, programy
nauczania różnią się w zakresie zawartości faktograficznej, co powoduje trudności percepcyjne dla
przybyszów z innych kultur. Już bowiem poprzez wzrastanie w danej kulturze, dziecko - a potem dorosły
- obcuje z treściami charakterystycznymi dla danej kultury. Łatwiej je potem przyswoić i obudowywać
informacjami, dostarczanymi w ramach uczestnictwa w instytucjach edukujących.
Na poziomie modyfikowania kompetencji społecznych: różne kultury kładą nacisk na odmienne kompetencje
społeczne i wyznaczają inne zasady funkcjonowania ludzi w instytucjach, w tym w instytucjach
związanych z edukacją, nakładając na członków swoich społeczności określone oczekiwania co do sposobu
bycia, demonstrowania wyznawanych wartości oraz budowania relacji z innymi. Często w tym
kontekście wspomina się o konflikcie ról, pojawiającym się u muzułmanek migrujących do krajów "zachodnich".
Napotykają one na liczne sprzeczne oczekiwania co do sposobu zachowania i budowania relacji
z innymi. Podczas gdy tradycyjnie oczekuje się od nich swoistego poziomu submisyjności, w nowych
krajach przeciwnie - kierowane są pod ich adresem oczekiwania aktywności społeczno-towarzyskiej,
traktowanej jako "normalne" zachowanie społeczne24.
Na poziomie pomiaru efektów kształcenia: w tym zakresie niezbędna jest adaptacja kulturowa narzędzi
pomiaru kompetencji (np. takich jak inteligencja). Wskazuje się na ogromną rolę, jaką odgrywają narzędzia
używane do diagnozowania potencjałów i deficytów w dokonywaniu trafnych ocen diagnostycznych,
które potem przekładają się na stosowanie narzędzi wyrównujących potencjały. Niebagatelny wpływ różnic kulturowych jest widoczny przy aplikacji niedostosowanych kulturowo narzędzi pomiaru.
Np. w testach inteligencji stosuje się często informacje, które dla przedstawiciela kraju przyjmującego
są oczywiste, ale nie są takie dla osoby przybywającej z zewnątrz. W teście inteligencji dla osób przybywających
do USA pytanie o pierwszego prezydenta USA ma inne znaczenie niż pytanie o pierwszego
prezydenta kraju pochodzenia. Jest to zupełnie inny zakres na poziomie wiedzy, więc postuluje się przeprowadzenie
adaptacji kulturowej takich narzędzi pomiaru.
Na poziomie budowania relacji z otoczeniem instytucji edukacyjnych: różnice kulturowe przekładają się
na to, jak ludzie funkcjonują w obliczu instytucji (współpraca-kontestacja-sprzeciw), kto z rodziny współpracuje/
kontaktuje się z nauczycielami/kami itd. Znajomość obowiązujących kodów kulturowych decyduje
o poziomie wsparcia/współpracy możliwym do uzyskania przez instytucje edukujące w przypadku
zaobserwowania sytuacji problemowych.
Na poziomie otwartości i uznania specyfiki osób kształconych i kształcących, dysponujących zróżnicowanym
zapleczem doświadczeń wynikających z socjalizacji w odmiennych kontekstach kulturowych.
Na poziomie samej organizacji procesu dydaktycznego, który uwzględniałby różnice kulturowe w takim
wymiarze, jaki jest niezbędny dla realizacji efektywnych procesów edukacyjnych. Warto wspomnieć tutaj
o programach kształcenia dla mniejszości romskiej, realizowanych z powodzeniem w Małopolsce. Eksperymentalne
programy uwzględniały różnice kulturowe pomiędzy specyfiką mniejszości romskiej, a specyfiką
większości polskiej25.
W zarysowanym powyżej kontekście, w obliczu narastającego zróżnicowania kulturowego instytucje
i osoby podejmujące zadanie edukowania innych stają w obliczu poważnych wyzwań. Jasnym jest, że nie sposób
uruchamiać całego ogromu wiedzy o funkcjonowaniu różnych kultur w każdej sytuacji potencjalnie związanej z nauczaniem. Nie sposób także zbudować narzędzia w rodzaju "macierzy" analizy, które ułatwiałyby diagnozowanie
sytuacji poprzez opisywanie danej kultury. Należy do tego zagadnienia podejść w inny sposób, a wskazówką wydaje
się propozycja kształtowania kompetencji kulturowych Jürgena Boltena26. Badacz ten wskazuje, że rozumienie
różnic kulturowych i właściwy stosunek od zróżnicowania społeczno-kulturowego może być budowany w oparciu
o rozwijanie kompetencji kulturowej. "Właściwy stosunek" oznacza efektywność zachowań, która pozwala osiągnąć
jak najlepszy poziom realizacji stawianych sobie celów - w tym przypadku przez instytucje/osoby edukujące.
"Kompetencję interkulturową" Bolten proponuje natomiast rozumieć jako zespół umiejętności, składających się
na zdolność egzystowania w złożonym zróżnicowanym kontekście kulturowym. Bolten zalicza do niego następujące
składowe: dwustronną tolerancję (umiejętność godzenia przeciwieństw), dystans ról, elastyczność, empatię,
gotowość do akulturacji, gotowość do interkulturowego uczenia się, metakomunikację, umiejętność odróżniania
struktur (znaczeń) powierzchniowych i głębokich, otwartość, policentryzm, samodyscyplinę, świadomość różnorodności
myślenia, świadomość synergii, uznawanie granic akceptacji, wiedzę kulturową, zdolność do akomodacji,
zdolność do komunikowania się i znajomość języków obcych27.
Warto skomentować umiejętności wchodzące w skład kompetencji interkulturowej. O ile niektóre z nich
nie budzą żądnych wątpliwości i jednoznacznie, powszechnie łączy się je ze zrozumieniem odmienności kulturowej
(tolerancja, gotowość akulturacji itd.), o tyle inne mogą budzić wątpliwości. Jedną z tych ostatnich jest empatia. Zakłada
ona bowiem zdolność do działania w dwóch kierunkach: odczytywania stanów emocjonalnych drugiej osoby
i rozumienia ich, a jednocześnie asertywnego bronienia własnych, świadomie wyznaczonych granic. Ta umiejętność
jest zupełnie ignorowana przez edukatorów/ki, podejmujących działania na rzecz uczenia wielokulturowego,
a jest to, w mojej ocenie, element kluczowy, przygotowujący jednostkę do radzenia sobie w sytuacjach skrajnie
odmiennych kulturowo. Ignorowanie tej kompetencji składowej naraża odbiorcę edukacji na przeżywanie negatywnych
szoków kulturowych, uruchamiających negatywne emocje i, w konsekwencji, utrudniających późniejszą
pozytywną reorientację. Naiwnością jest dziś bowiem nawoływanie do "tolerancji" i "akceptacji" bez wskazywania tego, że konfrontacja z zróżnicowaniem kulturowym nie zawsze przebiega bezkolizyjnie i że czasem bywa skrajnie
trudna28.
Nietrudno dostrzec, że wskazane powyżej składowe kompetencji interkulturowej w ujęciu Boltena stanowią
w zasadzie o możliwości efektywnego komunikowania się i współżycia w sytuacjach różnorodności społecznej
każdego innego rodzaju. W tym sensie, wspomniany wcześniej sposób radzenia sobie z narastającym zróżnicowaniem
kulturowym powinien zakładać lokowanie tegoż zróżnicowania w kontekście wielości innych sytuacji zróżnicowania,
ze szczególnym uwzględnieniem pojmowania sytuacji jako kryzysowej. Na tych zagadnieniach powinna
koncentrować się współczesna edukacja, dostrzegająca wyzwanie, jakim jest zróżnicowanie kulturowe - powinno
ono być traktowane jako cecha nadająca rzeczywistości jeszcze większą zmienność i stymulująca do rozwijania
metakompetncji o charakterze społecznym.
"Kryzys oznacza tu zjawisko lub stan, które charakteryzuje się takim
stopniem dysproporcji i niezrównoważenia elementów, że wymaga to
istotnych zmian. Jest to często stan będący punktem zwrotnym w jakiś
procesie." H. Sęk, Wybrane zagadnienia psychoprofilaktyki. W:
Społeczna psychologia kliniczna. Red. H. Sęk. Warszawa 1991, s. 487;
A. S. Reber, Słownik psychologii. Warszawa 2000, s. 327. [wróć]
F. Fukuyama, Klęska wielokulturowości. Przeł. S. Kowalski. "Gazeta Wyborcza" 3.02.2007. [wróć]
G. Hofstede., G. J. Hofstede, M. Minkov, Kultury i organizacje. Przeł. M. Durska. Warszawa 2011. [wróć]
Męskość-kobiecość określa poziom akceptacji dla elastyczności ról społecznych przypisanych do płci biologicznej. Kultury
męskie nie akceptują tej elastyczności, podczas gdy kultury kobiece są na otwarte. Za klasyczną "kulturę kobiecą" uznaje
Hofstede kraje skandynawskie, gdzie poziom akceptacji dla podejmowania różnych ról społecznych jest bardzo wysoki i uzależniony
od kompetencji jednostki, a nie jej biologicznej płci. Ten wymiar jest często opacznie rozumiany w literaturze i nadaje
mu się inne interpretacje. [wróć]
Istotny wymiar, określający poziom akceptowania sytuacji niepewnych, niejasnych, nieunormowanych i nieuregulowanych.
Wysoki wynik uzyskiwany w tym wymiarze odzwierciedla dbałość o przewidywalność, unormowanie i uregulowanie
sytuacji, w tym społecznych, co ma dawać poczucie bezpieczeństwa, wynikającego z przewidywalności świata, o którym dzisiaj
coraz lepiej wiemy, że jest nieprzewidywalny. [wróć]
Wymiar określający dystans władzy opisuje sposób pojmowania relacji społecznych i lokowania aktorów społecznych na
pozycjach słaby-silny. Znaczący wynik na skali dystansu władzy oznacza akceptację silnych hierarchii społecznych, możliwość
mierzenia wartości człowieka poprzez jego status społeczny i ważną rolę takiego właśnie wysokiego statusu. [wróć]
Ten wymiar z kolei opisuje, jaka orientacja dominuje w danej kulturze - czy jest ona nastawiona na promowanie jednostki,
zaspokajanie jej potrzeb i realizowanie jej dążeń, czy też podporządkowuje jednostkę społeczności i nadaje jej status podrzędny
wobec grupy. Przykład skrajnie indywidualistycznie zorientowanej kultury to USA, natomiast za kultury kolektywistyczne
uznawane są w dużej mierze kraje azjatyckie: Japonia, ale też Kirgistan czy Uzbekistan. Przykładem kultury kolektywistycznej
jest też chińska, choć należy tutaj oddzielić cechy kulturowe od polityczno-ustrojowych, narzucających komunistyczny sposób
funkcjonowania. [wróć]
Odzwierciedla nastawienie na "tu i teraz" - w opozycji do myślenia o przyszłości i inwestowania w nią. Chiny są przykładem
kultury silnie dbającej o przyszłość i inwestującej "dziś", w lepsze "jutro". [wróć]
Kultury różni się tu stopniem możliwości zaspokojenia indywidualnych potrzeb człowieka: w pobłażliwych jest to wysoce
akceptowane, a w restrykcyjnych - trudne do osiągnięcia. [wróć]
J. Kmita, Kultura jako rzeczywistość myślowa. W: Teoria kultury a badania nad zjawiskami artystycznymi. Red. T. Kostyrko.
Warszawa 1983, s. 15-32. [wróć]
G. Banaszak, J. Kmita, Społeczno-regulacyjna koncepcja kultury. Warszawa 1991. [wróć]
F. Trompenaars, Ch. Hampden-Turner, Siedem wymiarów kultury. Znaczenie różnic kulturowych w działalności gospodarczej.
Przeł. B. Nawrot. Kraków 2002. [wróć]
Określająca poziom tendencji do aplikowania różnych systemów oceny etycznej i moralnej postępowania osób należących
do różnych społeczności. Podczas gdy partykularyzm oznacza dostosowanie oceny do społeczności, do jakiej przynależy
jednostka, uniwersalizm to stosowanie jednakowych zasad dla wszystkich. [wróć]
To wymiar określający poziom samodzielności jednostek w budowaniu własnej pozycji społecznej: status nadany to ten,
który przynależy ze względu na urodzenie lub członkostwo w jakiejś społeczności. Status osiągnięty jest uzyskiwany dzięki
samodzielnym działaniom jednostki. [wróć]
Określa się jako sekwencyjne lub synchroniczne pojmowanie czasu. [wróć]
To wymiar opisywany w psychologii jako lokalizacja poczucia kontroli (Locus of Control), opracowana przez Juliana Rottera.
Wewnętrzne poczucie kontroli lokuje sprawstwo w działającym podmiocie i przypisuje mu możliwości aktywnego kształtowania
świata, podczas gdy zewnętrzne poczucie lokalizacji kontroli odzwierciedla przekonanie o predestynacji oraz istnieniu
"zewnętrznych sił", modyfikujących świat: losu, szczęścia, boga. Por. J. B. Rotter, Internal versus external control of reinforcement:
A case history of a variable. "American Psychologist" 1990. 45 (4), p. 489-93. [wróć]
Co ma oznaczać stawianie jako priorytetowych w relacjach z ludźmi albo celów relacji, albo ich formy. [wróć]
U Edwarda Halla ten wymiar będzie określany jako nisko- lub wysokokontekstowy. Kultury otwarte komunikują się
wprost, zaś te "ogólnikowe" nie posługują się bezpośrednimi komunikatami, ale raczej niebezpośrednimi, zawoalowanymi
wypowiedziami. Zresztą Gesteland otwarcie powołuje się na prace Halla (R. Gesteland, Różnice kulturowe a zachowania w biznesie.
Przeł. H. Malarecka-Simbierowicz. Warszawa 1999, s. 41). [wróć]
To kolejne zaczerpnięte od Halla określenie wskazuje na kultury o niskim i wysokim poczuciu niepewności (w kategoriach
Hofstede). [wróć]
R. Gesteland, Różnice kulturowe a zachowania w biznesie, op. cit. [wróć]
E. Hall, Ukryty wymiar. Przeł. T. Hołówka. Warszawa 1976; E. Hall, Poza kulturą. Przeł. E. Goździak. Warszawa 1984; E. Hall,
Bezgłośny język. Przeł. A. Skarbińska, R. Zimand. Warszawa 1987; E. Hall, Taniec życia. Inny wymiar czasu. Przeł. R. Nowakowski.
Warszawa 1999. [wróć]
O ile w zakresie opisu zróżnicowania kulturowego dominującą rolę odgrywają koncepcje powstałe w Holandii
(G. Hofstede, F. Trompeenars), w zakresie promowania multikulturalizmu traktowanego jako rodzaj polityki społecznej przoduje
Kanada (W. Kymlicka, Ch. Taylor). Por. The Rights of Minority Cultures. Red. W. Kymlicka. Oxford 1995; W. Kymlicka, Współczesna
filozofia polityczna. Przeł. A. Pawelec. Kraków 1998. [wróć]
Doskonałym przykładem jest występujące w języku angielskim zjawisko "understatement", które odzwierciedla swoisty
sposób komunikowania: zdecydowany sprzeciw jest komunikowany w bardzo łagodnej formie, co, na przykład dla użytkowników
języka polskiego, jest trudno wychwytywalnym niuansem. Określenie "I think it needs a little bit of improvement", przy
uwzględnieniu specyfiki kulturowej użytkowania języka angielskiego, należałoby tłumaczyć jako "To się do niczego nie nadaje"
a nie dosłownie "To wymaga niewielkiej poprawy". [wróć]
W tym kontekście na szczególną uwagę zasługuje dorobek naukowy Hanny Malewskiej-Peyre. Zajmując się poznawczo
migrantami muzułmańskimi do Francji, wykazała przełożenie różnic kulturowych na codzienne funkcjonowanie młodzieży
muzułmańskiej w nowych realiach kraju zsekularyzowanego, liberalnego i ponowoczesnego. Por. Swojskość i obcość: o akulturacji
imigrantów w Polsce. Red. M. Białas, H. Malewska-Peyre. Warszawa 2001. [wróć]
Dla przykładu: aby zmobilizować matki do wysyłania dzieci do szkoły, umożliwiono samym matkom uczestniczenie
w procesie dydaktycznym w szkole, także w roli uczniów. Wynikało to ze znaczących i częstych deficytów w zakresie podstawowych
umiejętności (czytanie i pisanie) u tych kobiet. Por. Kierunki integracji małopolskich Romów. Red. M. Leśniak,
S. Sorys. Kraków 2014. [wróć]
J. Bolten, Interkulturowa kompetencja. Przeł. B. Andrzejewski. Poznań 2006. [wróć]
Ibidem, s. 138-140. [wróć]
Piszę o tym w innym miejscu: Por. H. Mamzer, Konflikt wartości w kontekście akceptowania wielokulturowości [w druku]: "Na
poziomie praktyk społeczno-kulturowych obserwować można takie, które budzą nie tylko brak akceptacji, ale wyraźną niechęć,
próby ich zwalczania i stawiania aktywnego oporu wobec nich. Praktykami tego rodzaju, które budzą wyrażane głośno protesty,
są w szczególności praktyki zmierzające lub oparte na naruszaniu integracji cielesnej innych ludzi, ale także zwierząt (por.
obrzezanie dziewcząt, festiwal Yulin w Chinach czy festiwal Gadhimai w Nepalu)". [wróć]
HISTORIA MIGRACJI W EUROPIE - PRÓBA WYKŁADU. Małgorzata Praczyk
Małgorzata Praczyk
HISTORIA MIGRACJI W EUROPIE - PRÓBA WYKŁADU
Zadanie, przed którym staję - syntetycznego wyłożenia historii migracji
europejskich - stanowi trudne wyzwanie. Dzieje się tak nie tylko
dlatego, że na temat historii migracji napisano już bardzo wiele i niełatwo jest podjąć decyzję dotyczącą tego, co do owej krótkiej syntezy
włączyć, a co pominąć. Pojawia się jednak jeszcze inny, ale zasadniczy
problem. Historia migracji to w sposób oczywisty nie tylko wykład faktów
dotyczących przemieszczeń ludności na Starym Kontynencie. Opis taki
stanowi zawsze także interpretację tych faktów, a więc historia migracji
to zarazem również historia jej problematyki. Jaką zatem przyjąć optykę?
Klasyfikować typy migracji, wskazywać na ich źródła, tłumaczyć ich
różnorodne powody? W jaki sposób podjąć się tego zadania, skoro
literatura fachowa, której obfitość zmusza do pokory, opiewa w przytłaczającą liczbę teorii migracji, nierozłącznie splecionych z opisem ich historii? Czy skoncentrować się jedynie na dziejach
przemieszczeń poszczególnych ludzi i grup społecznych, czy może
przyjrzeć się także sposobowi, w jaki ludzie ci wkraczają w nową,
społeczną, polityczną i kulturową rzeczywistość?
W związku z powyższym, zastanawiając się nad układem prezentowanej
poniżej opowieści o historii migracji, postanowiłam przyjąć najprostszy
z możliwych, ale i najbardziej przejrzysty porządek chronologiczny z wyraźnie postawionym punktem ciężkości na XIX i XX-wieczne migracje.
Opisując ruchy ludności, starałam się jednak nie tracić z oczu
najważniejszego, a więc migrujących ludzi. Nie chcę bowiem poprzestawać
jedynie na przedstawieniu faktów z wyraźnym (a więc często sztucznym)
podziałem całej historii migracji na jej konkretne epoki. I choć nie da
się ukryć, iż możliwe jest wyodrębnienie poszczególnych okresów ludzkich
wędrówek, które charakteryzują się częściowo wyróżniającymi je cechami,
to zamierzam spojrzeć na jej dzieje także jako na proces wielu przemian
(politycznych, społecznych i wreszcie - kulturowych), dokonujących się w historii Europy. Migracje stanowią bowiem jeden z motorów jej przemian.
I choć jest to tylko "jeden z" takich czynników, a zadecydowanie o tym,
jak ważny, stanowi przedmiot wielu rozważań i bynajmniej nie pretenduję
tu do ich rozstrzygnięcia, bez wątpienia warto podkreślić ich wagę w historii. Klasycy dziejów współczesnych migracji, Stephen Castles i Mark
J. Miller zwracają uwagę, że na świecie współcześnie migruje relatywnie
mało ludzi. Jest to między 2 a 3% ludności globu1. Znaczenie
tych migracji pozostaje jednak doniosłe. Jak zauważają:
Ogromna większość ludzi pozostaje w krajach urodzenia. Migracja jest wyjątkiem, a nie regułą. Mimo to,
międzynarodowa migracja często pociąga za sobą znacznie poważniejsze konsekwencje, niż wynikałoby
to z danych liczbowych, takich jak dane szacunkowe ONZ. (...) Dziś, zarówno w krajach uprzemysłowionych,
jak i tych mniej rozwiniętych, bardzo niewielu jest ludzi, którzy by osobiście nie doświadczyli
migracji lub jej skutków2.
Znaczenie migracji należy jednak docenić nie tylko w kontekście
współczesności. Podobnie o ich istotnej roli pisał choćby Jerzy
Strzelczyk, twierdząc, że "migracje i zmiany nimi spowodowane stanowią -
zwłaszcza u schyłku starożytności - jeden z najważniejszych wątków
historii naszego kontynentu"3. Strzelczyk podkreślał też
dynamikę zjawiska migracji oraz jego wielowymiarowość i procesualność.
Zmiany zachodzące w Europie w wyniku migracji dotyczyły, jego zdaniem,
całych społeczności: zarówno tych zastanych, jak i tych, które
migrowały4. Odwiecznego przemieszczania się ludzi dowodzi z kolei w swej świetnej książce o migracjach między 1650 a 1914 rokiem
Adam Walaszek. Jak podkreśla:
odnotowywane dzisiaj zjawiska [migracji - M.P.] występowały również w przeszłości. Jeśli sobie to uświadomić, wiele aspektów współczesnego
świata przestanie nas dziwić. W literaturze wciąż często koncepcje życia
społecznego, istnienia społeczności, ich funkcjonowania, opierają się na
założeniu stabilności zamieszkania. Tak jednak nigdy nie było5.
Jak więc widzimy, ruch ludzi, choć nie zawsze ponadpaństwowy i występujący w różnych formach, występował w historii od zarania dziejów.
W tym kontekście trzeba więc jeszcze przywołać powtarzany już do
znudzenia truizm, że migracje nie są bynajmniej współcześnie zjawiskiem
wyjątkowym i że w historii świata mamy z nimi do czynienia "od zawsze",
niejednokrotnie na równie dużą skalę, jak współcześnie. Jak oznajmił
Klaus Bade w pierwszych zdaniach swej ważnej książki Migration in
European History: "Homo migrans istnieje tak długo, jak istnieje
homo sapiens, jako że migracje są w takim samym stopniu częścią
kondycji ludzkiej, jak narodziny, rozmnażanie, choroba i śmierć"6. Oczywiście, zmienia się ich natężenie, zmieniają się
ich kierunki, ale współczesna sytuacja w Europie, choć charakteryzuje
się pewnymi wyjątkowymi cechami związanymi z postępującą globalizacją i rolą pozaeuropejskich konfliktów politycznych, w zasadzie nie jest
niczym szczególnym. Trzeba także podkreślić, iż Europa nie jest tu
wyjątkiem, a potoczne wyobrażenie wielu Europejczyków, jakoby to Europa
była obecnie centrum tych migracji, stanowi przekłamanie nieznajdujące
potwierdzenia w faktach. Z najnowszego raportu Wysokiego Komisarza
Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców pt. Global Trends wynika, że aż
86% migrantów objętych ochroną Wysokiego Komisarza (UNHCR) przebywa na
terenie państw słabo i średnio rozwiniętych, znajdujących się w sąsiedztwie obszarów objętych konfliktami7. Europa jest
zatem tylko jednym i bynajmniej nie najważniejszym z punktów na mapie
świata, które przyciągają migrantów.
***
Rozpoczynając opowieść o historii migracji, wspomogę się celnym
stwierdzeniem Kazimierza Ilskiego, które stanowi, w mojej opinii, dobre
jej otwarcie. Brzmi ono tak: "Pragnę zaznaczyć (...), że dla poszukiwania
płaszczyzny wspólnej egzystencji byłoby znacznie lepiej w przeszłości,
ale także i dzisiaj i w przyszłości, aby wszyscy zechcieli uznać, że
każdy (lud) skądś przyszedł. Nie ma bowiem autochtonów "od
zawsze"8. Wypowiedź ta dobrze wprowadza w tematykę
proponowanych tu rozważań zarówno dlatego, że odsyła nas do zamierzchłej
przeszłości i podkreśla, wspomnianą już wcześniej, odwieczność procesów
migracyjnych, jak i dlatego, że wskazuje na to, co dla historii migracji
jest kluczowe, a więc migrujących ludzi i ich nieuchronne spotkania z innymi, zarówno przemieszczającymi się, jak i pozostającymi w miejscu.
Ponadto spotkania te i "płaszczyzna wspólnej egzystencji", o której
pisze Ilski, zbliżają nas też do delikatnych i etycznych pytań, które
niezmiennie wiążą się z tematem historii migracji, a dotyczą życia razem
z innymi ludźmi, a w przypadku migrantów, często z ludźmi różniącymi się
między sobą w dużym stopniu. Historia migrujących ludzi, ukazana w perspektywie ich spotkań i wspólnej egzystencji, pozwala zrozumieć
znaczenie migracji w dziejach.
Spotkania takie odegrały istotną rolę w przemianach Europy w pierwszym
tysiącleciu naszej ery. Migracje ludów, w szczególności w końcu
rzymskiej dominacji w Europie, cechowała konieczność skonfrontowania się
z ludźmi w sposób znaczący "innymi" kulturowo. Przemieszczenia plemion
germańskich, które miały miejsce przede wszystkim w IV i V wieku,
zmieniły układ sił w Europie, osłabiając ostatecznie gasnące Imperium
Romanum9, a pojawienie się Słowian w centralnej Europie,
którego zasadnicze nasilenie miało miejsce między V a VII wiekiem, na
trwałe zmieniło mapę kulturową Starego Kontynentu10. Od tego
momentu, wskutek migracji, mówić możemy o ukształtowaniu się trzech
zasadniczych, europejskich sfer kulturowych i językowych: romańskiej,
germańskiej oraz słowiańskiej, funkcjonujących z powodzeniem do
dziś11. Migracje pierwszego tysiąclecia to jednak także (by
wymienić tylko najważniejsze) wędrówki Gotów z rejonów Morza Czarnego w rejon współczesnej południowej Francji w IV i V wieku; wędrówki Wandalów
z Europy Środkowej w rejon północnej Afryki w V wieku; migracje Anglów,
Sasów i Jutów na Wyspy Brytyjskie12. Warto pamiętać także o ruchach ludności arabskiej i arabskim podboju na południowym zachodzie
Europy w VII i VIII wieku. Istotną rolę w kształtowaniu europejskiej
mapy etnicznej począwszy od VIII wieku odegrały też najazdy Normanów na
północ Europy oraz zajęcie przez nich rejonów północnego Atlantyku
(Islandii, Grenlandii, Wysp Owczych, a nawet dotarcie przez nich do
Winlandii - Ameryki Północnej) i najazdy Madziarów na wschód
Europy13.
Kontaktów międzykulturowych poszczególnych plemion w I tysiącleciu nie
powinniśmy jednak postrzegać przez pryzmat współczesnych, dużych
tożsamości zbiorowych, opartych na przynależności narodowej we
współczesnym rozumieniu tego słowa. Ówcześnie bowiem poszczególne grupy
ludności budowały poczucie tożsamości zbiorowej w oparciu o przynależność do wąskiej grupy ludzi, danego plemienia. Kontakty
pomiędzy poszczególnymi ludami, a więc także pomiędzy poszczególnymi
kulturami, odbywały się zazwyczaj na geograficznym styku podległych im
terytoriów. Oznaczały one niekiedy podbój i konflikt, często jednak
także wymianę doświadczeń, wiedzy i dóbr kultury.
Spotkania te zmieniały jednych, jak i drugich. Począwszy od II połowy XX
wieku unika się postrzegania historii Europy pierwszego tysiąclecia w kategoriach monolitycznych wędrówek ludów, np. Słowian. Migrujących grup
nie sposób sprowadzić do jednej, ogromnej masy ludzi przetaczającej się
niczym bilardowa kula przez tereny Niżu Europejskiego. W myśl takiej
teorii, migracje I tysiąclecia opisywało się bowiem w dynamicznych
kategoriach "inwazji", czystek etnicznych, wypierania jednych przez
drugich. Współcześnie jednak, jak zauważa Peter Heather, wizję
migrującej bilardowej kuli zastępuje się raczej modelem kuli
śnieżnej14. W sposób przekonujący pisze on, że "dla
współczesnego historyka europejska przeszłość jest zaludniona nie przez
kolejne hordy najeźdźców, lecz przez ludzi, którzy potrafili się uczyć
nowych umiejętności i z biegiem czasu rozwijać nowe struktury społeczne,
gospodarcze i polityczne"15. Migrowały zatem często małe
grupy ludzi, które, osiedlając się w nowym miejscu, budowały kontakty z zastanymi społecznościami, dzieląc się z nimi swoim dorobkiem
kulturowym, wzbogacając często ich obyczaje kulturowe, a czasem i religijne. Ponadto, jak zauważa Jerzy Strzelczyk, pisząc o migracjach
europejskich doby preindustrialnej, "w praktyce migrowała tylko część
plemienia bądź narodu, tzn. każda wędrówka ludu oznaczała w rzeczywistości jego podział na część migrującą i część pozostającą w dotychczasowych siedzibach"16. Taki model migracji
uświadamia, iż nawet niewielkie grupki przemieszczających się ludzi
zmieniały od wewnątrz oblicze Europy. Zgodnie z taką wizją, kontakty
międzykulturowe i wymiana międzykulturowa stają się nieuchronną
konsekwencją ruchów ludności i nieodłączną, odwieczną częścią historii
europejskiej. Skutkują one zazwyczaj nie tyle narzuceniem swojej kultury
przez przybyszów, ile raczej wymieszaniem kultury tubylczej z kulturą
napływową, rozwiązaniami pragmatycznymi i, w konsekwencji, wyłonieniem
się nowych jakości i nowych wartości, wokół których społeczności takie
budowały swoją tożsamość. Pamiętajmy jednak, że kontakty wywołane
migracjami, choć bardzo istotne, stanowiły w Europie jeden z czynników
przemian, zachodzących wśród ludów europejskich. Swoje zwyczaje
zmieniały one również choćby wskutek wymiany pokoleniowej, przypadkowych
odkryć czy zmieniających się, trudnych warunków środowiskowych.
W początkach II tysiąclecia, w zaawansowanym średniowieczu, mapa
kulturowa Europy ustabilizowała się. Fakt ten nie oznaczał jednak, rzecz
jasna, zaniknięcia zjawiska migracji. Istotną rolę w historii Europy
odegrały przypadające na schyłek arabskiego oświecenia wyprawy krzyżowe
Europejczyków, mające miejsce między XI a XIII stuleciem. Duże znaczenie
miały także rozpoczynające się w XIII stuleciu ruchy Mongołów i Turków
Osmańskich w XIV wieku. Począwszy od XV wieku, rozpoczął się z kolei
okres intensywnych przemieszczeń Europejczyków, którzy na skutek
wielkich odkryć geograficznych zapoczątkowali erę kolonialnego podboju
rejonów pozaeuropejskich. Podboje te zdominował jednak model agresywny i konfrontacyjny, w którym wymiana kulturowa przyćmiona została przez
narzucanie kultury przybyszów ludom podporządkowywanym. To w związku z tymi podbojami rozpoczyna się, jak zauważa Małgorzata Nalewajko, era
"europeizacji znacznej części świata"17. Epoka nowożytna
charakteryzowała się także następującym w konsekwencji podbojów
kolonialnych europejskim osadnictwem, które w największym stopniu
dotyczyło obu Ameryk. Migracje ery nowożytnej to jednak także migracje
na bardziej lokalną skalę. Stanowiły one istotny składnik nowożytnej
historii, obfitującej w osoby przemieszczające się dla poprawy warunków
swojego życia. Ludzi przyciągały więc rejony rozwijające się
dynamiczniej, nowo powstające miasta, konkurujące z podupadającymi
ówczesnymi metropoliami18. Z czasem kolejne ruchy ludności
prowokowały, stwarzające nowe możliwości poprawy bytu, stopniowe
uprzemysłowienie oraz rozrost szlaków handlowych19.
Wyznaczająca początek ery nowoczesnej rewolucja przemysłowa, z jednej
strony spowodowała, z drugiej jednak - także umożliwiła20
rozwinięcie się ruchu migracyjnego, uważanego za najintensywniejszy w historii Europy21. Przypadł on na XIX wiek, a w szczególności
jego drugą połowę, oraz pierwsze lata XX wieku (do wybuchu I wojny
światowej). Wtedy także głównym miejscem docelowym europejskich
emigrantów były obie Ameryki (przede wszystkim jednak Ameryka Północna).
Szacuje się, że między 1830 a 1930 rokiem wyemigrowało na ich obszary 60
milionów Europejczyków, z czego aż 40 milionów pozostało w Amerykach na
zawsze22. Najintensywniejsze osadnictwo dotyczyło terenów Stanów
Zjednoczonych Ameryki Północnej i przypadło na pierwszą połowę XIX
wieku23. Dariusz Stola podaje, że przed 1850 rokiem aż 80%
europejskich emigrantów trafiało właśnie do Stanów Zjednoczonych, a i w pierwszych latach XX wieku, choć odsetek ten się zmniejszył, nadal
pozostawał na wysokim poziomie 50%24. Początkowo do Ameryk
migrowała głównie ludność pochodząca z Europy Północnej: Wielkiej
Brytanii, Irlandii (w szczególności po 1840 na skutek Wielkiego Głodu),
Skandynawii i Niemiec. W końcu XIX wieku i początkach XX wieku była to
już natomiast także ludność pochodząca z Europy Południowej i Środkowo-Wschodniej25. By pojąć skalę ówczesnych
migracji Europejczyków, warto zdać sobie sprawę, że od połowy XIX wieku,
aż po rok 1914, z Europy wyemigrowała mniej więcej 1/5 jej
ludności26.
Ruch ludności w Europie omawianej doby nie ograniczał się jednak tylko
do migracji poza kontynent europejski, częściej oznaczającej imigrację
bezpowrotną. Ważnym składnikiem migracji Europejczyków była także
migracja wewnątrzeuropejska, częściej tymczasowa. Krajami docelowymi
takiej migracji stały się dla ludności z Europy Południowej i Środkowo-Wschodniej (ale też z Belgii i Holandii) kraje Europy
Zachodniej. Były to: Francja, Wielka Brytania i Niemcy, które już wtedy
cierpiały na brak taniej siły roboczej27. Za przykład masowych
migracji wewnątrz europejskiego kontynentu niech posłużą Włochy. Castles
i Miller podają, że między 1876 a 1920 rokiem z Włoch wybyło ok. 15
milionów Włochów, z czego aż 6,8 miliona wyjechało do innych państw
europejskich28. Jedną z grup intensywnie migrujących
zarówno do Ameryk, jak i do krajów Europy Zachodniej, byli wówczas także
Polacy29. Nie można zapomnieć ponadto o jeszcze jednej, licznej
grupie migrantów, jaką byli Żydzi. Przybywali oni do Europy Zachodniej z terenów Rosji z powodu mających tam miejsce pogromów30.
Z perspektywy historii migracji XIX stulecie odgrywa niezwykle istotną
rolę nie tylko w kontekście samego ruchu ludności, ale także w związku z ważnymi procesami państwowotwórczymi i narodowymi, zachodzącymi wtedy w Europie. Ich rola i znaczenie pozostają w związku z mobilnością ludzi w tej epoce. Sposób rozumienia i definiowania państwa, rozumianego jako
suwerenne państwo narodowe, kształtuje się w Europie od kończącego wojnę
trzydziestoletnią pokoju westfalskiego z połowy XVII wieku31.
Wytyczona wtedy droga, którą podążyły kraje europejskie, z całą mocą
ujawniła się w Europie w XIX wieku. Koncepcja państwa narodowego coraz
silniej odwoływała się bowiem do jedności kulturowej i politycznej
ludności, zamieszkującej dane państwo32. Suwerenność państw
narodowych, rozumiana m.in. jako posiadanie władzy nad swoimi
obywatelami oraz ich kontrolę, oznaczała w konsekwencji także kontrolę
ich ruchu33. W wieku XIX wzmożone zostały regulacje dotyczące
mobilności osób. Podstawowym narzędziem kontroli stał się paszport,
który w drugiej połowie XIX stulecia wydawany był swym obywatelom przez
większość państw europejskich. Mimo to, okres masowych,
transatlantyckich migracji (1850-1914) uznawany jest za epokę niezwykłej
swobody przekraczania granic34. XIX-wieczne regulacje dotyczące
obywateli, oraz narastająca w tym stuleciu rola nacjonalizmów
przygotowała już jednak grunt pod nastroje ksenofobiczne i rasizm epoki
międzywojennej35. Podatność tego gruntu ujawniła się
szczególnie intensywnie dzięki kryzysom ekonomicznym, nawiedzającym
Europę tamtej doby.
Nim to jednak nastąpiło, przez Europę przetoczyła się zawierucha
Wielkiej Wojny. Lata 1914-1918 zmieniły znacząco kształt Europy.
Powstanie nowych państw, a wraz z nim upodmiotowienie wielu mniejszości
narodowych, a także ogromne przemiany mentalne, spowodowane
doświadczeniami I wojny światowej, naznaczyły europejskie społeczeństwa
niemal w każdej sferze życia. Zatrzymana masowa migracja, która
charakteryzowała mniej więcej 65 lat poprzedzających wojnę,
przekształciła się w jej czasie w nieuchronnie przemieszczenia ludności,
spowodowane jej wybuchem. Migrujący na ogromną skalę żołnierze (60
milionów powołanych do służby wojskowej Europejczyków uświadamia skalę
tych ruchów36) i uciekający przed niebezpieczeństwami wojny
cywile - wojenni uchodźcy - tworzyli nową kategorię migrantów. Byli to
już przede wszystkim migranci przymusowi. I wojna światowa wyznaczyła
więc nowy etap w historii migracji, oznaczający konieczność masowego
przemieszczania się milionów ludzi z powodu konfliktów lub w ich
konsekwencji, które pozwoliły Walaszkowi nazwać XX wiek "wiekiem
uchodźców"37. Tocząca się w Europie I wojna światowa
oznaczała ponadto pojawienie się na jej obszarze ludności afrykańskiej,
amerykańskiej czy azjatyckiej, uwikłanej w światowy konflikt militarnie
(jako pochodzący z kolonii żołnierze wcielani do armii państw
kolonialnych) i ekonomicznie (jako sprowadzani do pracy robotnicy).
S. Castles, M. J. Miller, Migracje we współczesnym świecie. Przeł. A.
Gąsior-Niemiec. Warszawa 2011. [wróć]
Ibidem, s. 24. [wróć]
J. Strzelczyk, Migracje w naszym kręgu cywilizacyjnym doby
preindustrialnej. W: Obrazy migracji. Red. K. Ilski. Poznań 2010,
s. 91-92. [wróć]
Ibidem, s. 92. [wróć]
A. Walaszek, Migracje Europejczyków 1650-1914. Kraków 2007, s. 20. [wróć]
K. J. Bade, Migration in European History. Malden - Oxford 2003, s.
ix. Tłum. własne. [wróć]
Żródło:
http://www.unhcr-centraleurope.org/pl/wiadomosci/2016/653-mln-os%C3%B3b-przymusowo-przesiedlonych-kolejny-rekord-w-statystykach.html [wróć]
K. Ilski, Consotria Vivendi. W: Obrazy..., op. cit., s. 97. [wróć]
P. Heather, Imperia i barbarzyńcy. Migracje i narodziny Europy. Przeł.
J. Szczepański. Poznań 2012, s. 26. [wróć]
H. Kóčka-Krenz, Migracje Słowian zachodnich we wczesnym średniowieczu.
W: Obrazy..., op. cit., s. 81. [wróć]
P. Heather, op. cit., s. 26. [wróć]
Ibidem, s. 26. [wróć]
J. Strzelczyk, op. cit, s. 93. [wróć]
P. Heather, op. cit., s. 38. [wróć]
Ibidem, s. 36. [wróć]
J. Strzelczyk, op. cit., s. 90. [wróć]
M. Nalewajko, Migracje: ewolucja zjawiska. W: Migracje i społeczeństwo. Zbiór studiów. Red. J. Zamojski. Warszawa 1995,
s. 45. W związku z podaną tu liczbą zmuszona jestem poczynić ważne
zastrzeżenie dotyczące statystyk, których powszechnie i słusznie
dokonują badacze migracji. Problemy i niedoskonałości przy rejestrowaniu
przepływu ludności zarówno w XIX, jak i XX stuleciu, związane są z jednej strony z niedociągnięciami natury administracyjnej, różnymi
metodami zliczania migrującej ludności oraz różnym sposobem
klasyfikowania migrantów, z drugiej natomiast - z poddającym się jedynie
cząstkowemu i budzącemu wiele wątpliwości pomiarowi migrantów
nielegalnie przekraczających granice. Nie znaczy to oczywiście, że
wszelkie dane uznać należy za fałszywe, poszczególne instytucje powołane
w szczególności w XX wieku do badań migracji publikują stosunkowo
wiarygodne dane, które pomagają dostrzec skalę zjawiska. Warto mieć
jednak świadomość, że należy założyć margines błędu. [wróć]
A. Walaszek, op. cit, s. 53-56. [wróć]
Ibidem, s. 25. [wróć]
Rozwój technologiczny spowodował stopniowy zanik dotychczasowych form
pracy (rzemieślnictwo, rękodzieło itp.), pozostawiając wielu ludzi bez
możliwości utrzymania się dzięki dotychczasowej pracy. Rewolucja
przemysłowa zwiększyła jednak równocześnie znacznie możliwości
komunikacyjne, tworząc grunt pod masowe przemieszczanie się ludzi.
Ponadto, w jej skutek rozwinął się znacznie obieg informacji, która
docierała szybciej, a także w miejsca wcześniej niedostępne. Por. S.
Castles,
J. M. Miller, op. cit., s. 112-113. [wróć]
M. Nalewajko, op. cit., s. 46. [wróć]
Ibidem, s. 45. Por. także: S. Castles, J. Miller, op. cit., s. 113. [wróć]
Nie wspominam tu w ogóle o masowych migracjach niewolników, ruch ten nie
dotyczył bowiem bezpośrednio Europy. W związku jednak z tym, że w dużej
mierze zarządzany był on przez Brytyjczyków, warto wspomnieć, że szacuje
się, że przed 1850 rokiem do Ameryk przywieziono ok. 15 milionów
niewolników. Mimo zakazu handlu niewolnikami, który przypadł na pierwszą
połowę XIX wieku, ruch ten nie wygasł bardzo powoli, przyjmując różne
formy, i w drugiej połowie XIX wieku do obu Ameryk nadal transportowano
rzesze niewolników. Ibidem, s. 109-111. [wróć]
D. Stola, Wielkie migracje w Europie w XX wieku. W: Cywilizacja
europejska. Eseje i szkice z dziejów cywilizacji i dyplomacji. Red. M.
Koźmiński. Warszawa 2010, s. 356. [wróć]
Ibidem, s. 356-357. [wróć]
Ibidem, s. 356. [wróć]
K. Romaniszyn, Światowe szlaki migracyjne: przemiany i kontynuacje. W:
Migracje 1945-1995. Migracje i społeczeństwo, t. 3.
Red. J. Zamojski. Warszawa 1999, s. 57. [wróć]
S. Castles, J. M. Miller, op. cit., s. 113 i s. 117-118. [wróć]
Ibidem, s. 119. Por. także: D. Praszałowicz, K. Makowski, A. Zięba,
Mechanizmy zamorskich migracji łańcuchowych w XIX wieku: Polacy,
Niemcy, Żydzi, Rusini. Zarys problemu. Kraków 2004. [wróć]
K. Romaniszyn, op. cit., s. 57. [wróć]
S. Castles, J. M. Miller, op. cit., s. 19. [wróć]
Ibudem, s. 33. [wróć]
K. Bade, op. cit., s. 148-157. [wróć]
The Encyclopedia of Migration and Minorities in Europe. From the 17th Century to the Present. Ed. K. J. Bade, P.C. Emmer,
L. Lucassen, J. Oltmer. New York 2011, p. XXXII. [wróć]
Por. M. Nalewajko, op. cit., s. 46; S. Castles, J.M. Miller, op. cit.,
s. 125. [wróć]
D. Stola, op. cit., s. 359. [wróć]
A. Walaszek, op. cit., s. 27. [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki