Rozdział 3
Natalie
Piątek dobiegał końca, a ja w końcu mogłam odetchnąć. Po zajęciach pojechałyśmy z Mią do centrum miasta. Wychodząc ze szkoły tańca, udałyśmy się w stronę parkingu, gdzie zaparkowała samochód.
- No to co, mała czarna, a potem coś mocniejszego? - rzuciła z uśmiechem, otwierając drzwi.
- Brzmi jak idealny plan. - Wsiadłam i zapięłam pas.
Nie miałam własnego auta. Musiałam sprzedać swoje audi, by pomóc mamie wyremontować dom. Co prawda nie żałowałam tej decyzji, ale czasem brakowało mi tej niezależności. Jazda przez miasto w piątkowy wieczór była jak slalom między światłami i klaksonami. Mia włączyła muzykę, a ja wystawiłam rękę za okno, czując ciepłe powietrze.
- Dobra, a teraz kluczowe pytanie: gdzie idziemy? - zapytałam, zerkając na nią.
Mia uśmiechnęła się tajemniczo.
- Znam jedno miejsce. Świetne drinki, dobra muzyka i zero nadęcia.
Nie dopytywałam. Wiedziałam, że ma dobry gust, a poza tym w moim nastroju każde miejsce z alkoholem wydawało się dobrą opcją.
Siedząc w aucie Mii, patrzyłam przez okno na tętniące życiem ulice Los Angeles. Światła neonów odbijały się od szyb. Miasto wyglądało inaczej nocą - bardziej tajemniczo, intensywnie.
- No dobra, Harris, powiedz mi, jak ci się podoba Los Angeles? - zapytała Mia, zerknąwszy na mnie z uśmiechem.
Zastanowiłam się przez chwilę.
- Jest inne. Szybsze. Bardziej chaotyczne niż Chicago. Ale chyba zaczynam się przyzwyczajać... - westchnęłam. - Jeszcze nie czuję się tu jak w domu.
Mia pokiwała głową, jakby doskonale mnie rozumiała.
- Masz rodzeństwo? - zapytała nagle, zmieniając temat.
- Nie, jestem jedynaczką. A ty?
- Mam starszego brata. - Uśmiechnęła się pod nosem.
- Serio? - Spojrzałam na nią zaciekawiona. - I co, dogadujecie się?
- Wiesz co? Raczej tak. Może czasem działa mi na nerwy, ale ogólnie jest spoko.
- I czym się zajmuje? - zapytałam, ale Mia tylko machnęła ręką.
- Studiuje architekturę. Ale ze studentem ma niewiele wspólnego... Ostrzegam cię przed nim.
Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc, do czego zmierza.
- Dlaczego?
- Bo jest cholernie przystojny i dziewczyny na niego lecą. - Jej usta wykrzywił rozbawiony uśmiech. - Więc lepiej uważaj, żebyś się przypadkiem nie zakochała. To łamacz serc.
Parsknęłam śmiechem.
- Spokojnie, nie szukam przygód.
- Mówisz tak teraz. Poczekaj, aż go poznasz. - Mrugnęła do mnie porozumiewawczo.
Pokręciłam głową, rozbawiona jej tonem, ale nie dopytywałam więcej.
- Więc, Natalie, czym się zajmujesz, gdy nie tańczysz? - zapytała, rzucając mi krótkie spojrzenie.
- Od października zaczynam studia. Medycynę - powiedziałam dumnie.
- Ekstra! Bardzo ciekawy kierunek. - Mia uniosła brew, a w jej głosie zabrzmiało szczere zainteresowanie. - Mieszkasz w akademiku?
Prychnęłam, kręcąc głową.
- Nie, niestety nie. Przeprowadziłam się tutaj z mamą. Rodzice się rozwiedli, mama kupiła dom niedaleko mojej cioci i jej rodziny, z którymi jesteśmy blisko. Postanowiłyśmy zacząć tutaj od nowa.
Mia skinęła głową, nie dopytując więcej. Widać było, że przyjęła tę informację bez zbędnego współczucia, co mi się podobało.
- A ty? Czym się zajmujesz? - zapytałam, odwracając się do niej.
Jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
- Pracuję w teatrze. Jestem tancerką, występuję w różnych musicalach.
- Wow, to brzmi niesamowicie! - powiedziałam szczerze.
- Jest! Kocham to. Taniec współczesny to całe moje życie. A dodatkowo maluję obrazy i to właściwie główne źródło moich dochodów.
- Tancerka i malarka? Jesteś chodzącą artystką! - zaśmiałam się.
- Można tak powiedzieć. - Mia puściła mi oczko. - A ty? Poza medycyną i baletem masz jakieś inne pasje?
Zastanowiłam się chwilę.
- Zdecydowanie taniec. Poza tym uwielbiam modę, chociaż to bardziej hobby niż coś, co traktuję poważnie.
- No to koniecznie musimy wybrać się na zakupy. - Mia klasnęła w dłonie, a potem nagle się wyprostowała. - Ale to nie teraz. Teraz idziemy na drinki!
Samochód właśnie wjechał na parking przed klubem. Neony odbijały się w lakierze, a z wnętrza dobiegały przytłumione basy muzyki. Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Mia westchnęła, podniosła go z deski rozdzielczej, spojrzała na ekran i przewróciła oczami.
- Halo - odebrała z wyraźnym zniecierpliwieniem. - Czego chcesz?!
Zaciekawiona spojrzałam na nią kątem oka. W tle słyszałam niski, męski głos, ale nie mogłam rozróżnić słów.
- Akurat jesteśmy w Downtown, w pubie Death Rabbit, więc sorry, ale radź sobie sam. Chyba że tu przyjedziesz i sam je sobie ode mnie weźmiesz.
Zerknęła na ekran, jakby chciała upewnić się, że rozmowa nie trwa dłużej, niż powinna.
- Dobra, przyjeżdżaj, byle szybko, bo chcę mieć cię z głowy. - Rozłączyła się z westchnieniem i odłożyła telefon między fotelami.
- Przepraszam, to właśnie był mój brat. Zgubił swoje klucze od domu. Przyjedzie na chwilę, żeby wziąć moje. - Uśmiechnęła się lekko, jakby sytuacja wcale nie była niczym niezwykłym. - Będziesz miała okazję go poznać.
Uniosłam brew, przypominając sobie naszą wcześniejszą rozmowę.
- A nie mówiłaś, że mam się przed nim strzec?
Mia zaśmiała się, odpierając moją zaczepkę ruchem ręki.
- Ostrzegam cię z czystej przyzwoitości! Ale spokojnie, to będzie szybka akcja. Wpadnie, weźmie klucze i zniknie.
- No dobrze, zobaczymy, czy rzeczywiście jest taki przystojny, jak go reklamujesz.
- Oj, zobaczysz.
Nie wiedziałam, czy bardziej mnie to bawiło, czy intrygowało, ale jedno było pewne - ten wieczór właśnie zrobił się jeszcze ciekawszy.
Wysiadłyśmy z auta przed pubem Death Rabbit. Z zewnątrz wyglądał na dość ponure miejsce - przyciemniane szyby i ciemnozielona elewacja z subtelną sztukaterią okienną. Miało to jednak w sobie coś intrygującego. Nie było tu neonowych świateł, głośnych grup ludzi czy typowej klubowej atmosfery. To nie było miejsce dla każdego.
- Zaufaj mi, jest lepszy, niż wygląda. - Mia puściła mi oczko, jakby czytała mi w myślach. Weszłyśmy do środka.
Ciepłe światło rzucało złote refleksy na drewniane stoły i skórzane loże. W tle płynęła niska, jazzowa muzyka, a w powietrzu unosił się zapach świeżo mielonej kawy, przypraw i nuty czegoś mocniejszego - whiskey?
Mia miała rację. Miejsce było przytulne, ale z charakterem. Nieprzypadkowe, dla ludzi, którzy lubili pewien klimat. Nie zdążyłam rozejrzeć się dokładnie, gdy podszedł do nas kelner - wysoki, z zawadiackim uśmiechem i luźnym podejściem.
- Mia! - Przybił z nią piątkę, jakby znali się od lat.
- Dawno mnie nie było, ale wiesz, że zawsze wracam.
Kelner odwrócił się w moją stronę i zmierzył mnie uważnym spojrzeniem, jakby próbował ocenić, czy pasuję do tego miejsca.
- Nowa?
- Coś w tym stylu - uśmiechnęłam się, unosząc brew.
- To dobrze. Mamy najlepsze drinki w mieście.
- Nie przekonałeś mnie jeszcze.
Zaśmiał się cicho, wskazując nam miejsce, a Mia spojrzała na mnie rozbawiona.
- Natalie, poznaj Petera. Peter jest naszym sąsiadem, mieszkamy na tej samej ulicy. - Mia uśmiechnęła się, jakby mówiła coś zupełnie niezobowiązującego, ale w jej oczach błysnęła nutka rozbawienia.
Chłopak patrzył na mnie z uśmiechem, lustrując mnie od góry do dołu. Okej, no to się zaczyna. Czułam, że jego wzrok jest pełen zainteresowania. Nie był nachalny, ale uważny, jakby analizował każdy detal mojego wyglądu. Musiałam przyznać, że chyba mu wpadłam w oko.
- Jestem Peter, miło cię poznać. - Uśmiechnął się szeroko, po czym chwycił moją dłoń i lekko ścisnął. Jego uścisk był pewny, ale nie za mocny.
- Natalie, mi również miło - odparłam uprzejmie, starając się zachować spokój, mimo że czułam lekkie napięcie. Zerknęłam na Mię, która obserwowała nas z ukrytym uśmiechem, jakby czekała, co się wydarzy. Cudownie. Czyżby właśnie próbowała mnie zeswatać?
Peter był dosyć wysoki, miał ciemne, kręcone włosy, które lekko opadały na czoło. Jego oczy były delikatnie skośne, o intensywnym, ciemnym kolorze, który sprawiał, że trudno było od nich oderwać wzrok. Było w nim coś ciekawego. Nie wyglądał na typowego barmana czy kelnera - raczej na kogoś, kto zna swoje atuty, ale nie obnosi się z nimi. Miał w sobie coś egzotycznego, jego rysy sugerowały, że mogły w nim krążyć tajskie lub japońskie korzenie, co nadawało mu wyjątkowego uroku. Jego postawa zdradzała pewność siebie, ale jednocześnie wydawał się nieco zarozumiały - jakby wiedział, że jego obecność nie pozostaje niezauważona. I doskonale to wykorzystywał.
Chłopak poprowadził nas pewnym krokiem w głąb sali do niewielkiego stolika w rogu. Subtelne światło lamp, nadających wnętrzu ciepłą, przytulną atmosferę, odbijało się od mahoniowych blatów i butelek za barem. Gdy usiadłyśmy naprzeciw siebie, kelner podał nam karty, a potem pochylił się, aby zapalić świecę stojącą na środku stolika. Płomień zatańczył w blasku jego ciemnych oczu, a ja przez chwilę przyglądałam mu się ukradkiem.
Zorientował się. Nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy, a kąciki jego ust uniosły się w delikatnym, niemal nieśmiałym uśmiechu. Poczułam, jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce, więc szybko spuściłam wzrok, chwytając kartę dań. Udawałam, że studiuję ją z wielkim zainteresowaniem, choć litery zdawały się rozmywać.
- Zostawię was na chwilę, żebyście mogły wybrać coś do jedzenia. Czy mogę podać coś do picia na początek? - zapytał wesołym tonem, przerywając ciszę.
- Poproszę lampkę białego wytrawnego wina - odpowiedziałam, wciąż wpatrzona w kartę, starając się brzmieć swobodnie.
- Dla mnie to samo. - Mia odchyliła się na krześle, uśmiechając się lekko.
Peter skinął głową i odszedł, pozostawiając za sobą delikatny zapach perfum, który unosił się przez chwilę w powietrzu. Oparłam menu na stole, zauważając, że moje dłonie wciąż są lekko spięte. Serio, Natalie? To tylko kelner. Mia natychmiast to zauważyła.
- Chyba wpadłaś mu w oko - rzuciła z szelmowskim uśmiechem, który mówił mi, że bacznie obserwowała całą sytuację.
Pokręciłam głową, próbując udawać niewzruszoną.
- Hm, może i jest uroczy... - przyznałam z wahaniem, wzruszając ramionami. - Nie powiem, że nie zwraca na siebie uwagi.
Mia uniosła brew i zaśmiała się cicho.
- Coś czuję, że wyjdziesz stąd z propozycją randki. - Mrugnęła do mnie porozumiewawczo, a ja przewróciłam oczami, jednak nie mogłam powstrzymać lekkiego uśmiechu.
Zanim zdążyłam odpowiedzieć na jej zaczepkę, zauważyłam, że zaczęła machać ręką do kogoś, kto zbliżał się w naszym kierunku. Ciepła atmosfera pubu nagle wydała mi się ciężka i gęsta, jakbym czuła nadciągającą burzę. Dreszcz przebiegł przez moje ciało, kiedy za plecami usłyszałam czyjeś kroki - spokojne, ale zdecydowane. Był coraz bliżej, a ja nie miałam odwagi się odwrócić.
I wtedy usłyszałam ten głos - niski, męski, o chropowatej barwie, który utkwił mi w pamięci. Ten sam, który rozbrzmiał na przejściu dla pieszych, kiedy ledwo uniknęłam wypadku, i ten, który usłyszałam po raz pierwszy, gdy przez pomyłkę weszłam na zajęcia z kickboxingu.
- Cześć, dziewczyny - rzucił ponad naszymi głowami.
Podniosłam wzrok i nasze spojrzenia się spotkały. W jego ciemnych oczach widziałam coś dziwnego, przeszywającego, jakby próbował mnie prześwietlić na wylot. Na jego twarzy pojawiło się delikatne zdziwienie, które szybko ustąpiło miejsca kpinie. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe, a ręce lekko drżały. Zrobiło mi się słabo. To był on. Chłopak, który niemal mnie potrącił. A teraz, jak na ironię losu, okazał się bratem nowo poznanej koleżanki. Co za absurd!
- Cześć, Rafael - odpowiedziała Mia, która zdawała się zupełnie nie dostrzegać napięcia w powietrzu. Zajęta szperaniem w torebce w poszukiwaniu kluczy nawet nie spojrzała na brata. On jednak nie spuszczał ze mnie wzroku ani na moment. Jego spojrzenie było natarczywe, pewne siebie, jakby z góry wiedział, że wyprowadzi mnie z równowagi. Czułam, jak się zapadam. Odwróciłam wzrok w stronę Mii, która wreszcie wyciągnęła klucze i podała je Rafaelowi.
- Masz i błagam, nie zgub moich, bo będziemy musieli wchodzić do domu przez komin - rzuciła z rezygnacją.
Rafael wziął klucze, ledwie zwracając uwagę na słowa siostry, i zamiast odejść, usiadł obok niej, tak że znalazł się naprzeciwko mnie. Przechylił się lekko w moją stronę, wciąż patrząc na mnie z tym irytującym, diabelskim uśmiechem.
- Może zapoznasz mnie ze swoją nową koleżanką? - zapytał, a w jego głosie słychać było wyraźną nutę kpiny.
- Ach, tak, przepraszam. - Mia wydawała się kompletnie nie zauważać jego tonu. - Rafael, to jest Natalie, moja nowa koleżanka z zajęć baletowych.
Zmusiłam się do bladego uśmiechu i skinęłam głową w kierunku chłopaka.
- Nowa baletnica? - rzucił, unosząc brwi i wyraźnie mnie prowokując. - Jakaś małomówna ta twoja koleżanka.
- Zamknij się! Gdzie się podziały twoje maniery?! - Mia spojrzała na niego z irytacją, krzyżując ręce na piersi.
On tylko uśmiechnął się szerzej, jakby bawiło go to, jak łatwo wyprowadza ludzi z równowagi. Był niemożliwy.
- Moje maniery? No tak, chyba ten mój, pożal się Boże, sport wybił mi mózg z głowy - rzucił z udawaną skruchą, patrząc mi prosto w oczy.
W tej chwili wszystko stało się jasne. To były moje słowa, które wykrzyczałam mu w twarz, gdy niemal potrącił mnie na pasach. Bezczelnie mnie cytował, wyraźnie chciał mi dopiec. Ze złości aż paliły mi policzki. Co za kretyn. Mimo wszystko ugryzłam się w język i powstrzymałam od skomentowania jego docinki, głównie ze względu na Mię, która wyglądała na naprawdę zażenowaną zachowaniem brata. Kątem oka zauważyłam, jak szturcha go łokciem w bok, wyraźnie próbując przywołać do porządku.
W tym momencie zadzwonił jego telefon. Spojrzał na ekran, skrzywił się lekko, po czym z westchnieniem schował urządzenie z powrotem do kieszeni. Wstał nagle, jakby coś ważnego przypomniało mu o sobie. Odwracając się do siostry, rzucił z obojętnością:
- No cóż, czas na mnie. Dzięki za klucze, siostra. - Jednak zanim zdążył odejść, pochylił się w moją stronę. Jego głos, ledwie słyszalny dla Mii, przeszył mnie lodowatą ironią: - Nie do zobaczenia - wyszeptał z kpiącym uśmiechem, celowo przeciągając słowa.
Patrzyłam, jak odchodzi pewnym krokiem i zostawia aurę irytującej pewności siebie. Moje dłonie ścisnęły krawędź stołu, aby powstrzymać wzbierającą złość. Co za nieznośny typ! Mia zaś siedziała naprzeciwko z wymuszonym uśmiechem na twarzy, jakby próbowała nie zauważać napięcia, które zawisło między nami. Moje rozmyślania przerwał Peter, który pojawił się przy stoliku z niewinnym uśmiechem.
- Dziewczyny, zdecydowałyście się już na coś? - zapytał, spoglądając to na mnie, to na Mię.
Wszystko stało mi w gardle. Nie miałam najmniejszej ochoty na jedzenie, ale nie chciałam dać po sobie poznać, jak bardzo Rafael wyprowadził mnie z równowagi.
- Pieczonego łososia poproszę - odpowiedziałam, starając się brzmieć naturalnie.
Peter zapisał zamówienie w notesie, a zanim odszedł, puścił do mnie przelotnie oczko. Mia odprowadziła go wzrokiem, ale ja ledwo zauważyłam ten gest. Byłam zbyt zajęta tłumieniem emocji, które buzowały w mojej głowie. Przez chwilę panowała cisza, aż Mia westchnęła i spojrzała na mnie z przepraszającym uśmiechem.
- Przepraszam cię za mojego brata. Nie wiem, co go ugryzło. Czasem jest oschły i wygląda groźnie, ale jak go bliżej poznasz, to zobaczysz, że ma wielkie serce. Na pewno się polubicie.
Gdy usłyszałam słowa: "Jak go bliżej poznasz", omal nie zakrztusiłam się własną śliną. Po moim trupie - pomyślałam z determinacją. Prędzej wyjadę z Los Angeles, niż pozwolę sobie na bliższe poznanie tego człowieka. Z trudem powstrzymałam się przed komentarzem. Zamiast tego przywołałam na twarz sztuczny uśmiech i skinęłam głowąna znak, że jej słowa mnie przekonują. Mia była dla mnie naprawdę miła, więc nie chciałam jej urazić, ale w duchu wiedziałam jedno: ja i Rafael? Nigdy w życiu.
Reszta wieczoru minęła w wyjątkowo miłej atmosferze. Pyszne dania szybko poprawiły mi humor, a rozmowy z Mią były lekkie i zabawne. Około 22:00 zgodnie uznałyśmy, że czas wracać do domu. Poprosiłam Petera o rachunek, a kiedy przyniósł go do stolika, poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy. Wraz z rachunkiem położył przede mną niewielką karteczkę. Widniał na niej jego numer telefonu i jedno krótkie słowo: Zadzwoń.
Spojrzałam na niego zdziwiona, a on jedynie uśmiechnął się lekko i wrócił do swoich obowiązków, jakby to, co właśnie zrobił, było czymś zupełnie normalnym. Mia wychyliła się przez stół, żeby zajrzeć mi przez ramię.
- Co tam masz? - zapytała zaintrygowana.
- Nic takiego - mruknęłam i szybko schowałam kartkę do torebki, zanim zdążyła ją przeczytać.
Moje policzki delikatnie płonęły, ale Mia tylko uśmiechnęła się pod nosem, jakby coś podejrzewała.
Wychodząc z restauracji, nie mogłam przestać myśleć o tym drobnym geście. Peter wydawał się naprawdę miły, ale czy to nie było trochę... dziwne? Sama nie wiedziałam, co o tym myśleć, ale jedno było pewne - ten wieczór dostarczył mi więcej emocji, niż się spodziewałam.