Dziewiąty Mag. Zdrada. Tom 2 - A.R. Reystone

-
Proszę czekać

Pukanie poderwało Marcusa z łóżka. Miał nadzieję, że po kąpieli i posiłku uda mu się nieco odpocząć nim odpowie na wiele natarczywych pytań.

„Tak pewnie byłoby w świecie Ariel, ale tu jest twój świat i koszary, a ty jesteś oficerem, więc baczność, do cholery!” – pomyślał, widząc generała Zoriana w drzwiach i odruchowo wyprężył się jak struna.

– Marcus! Doszły mnie wieści, że jednak żyjecie, ale nie chciałem w to wierzyć! Rozumiesz, że muszę natychmiast zameldować o tym Naczelnemu – rzucił stary elf zamiast powitania.

– Wiem. – Mężczyzna westchnął. – Mam prośbę, panie generale. Stawię się natychmiast u Naczelnego, ale proszę, pozwólcie Ariel odetchnąć kilka godzin. Wiele przeszła i jest wykończona. Sen dobrze jej zrobi.

– Spróbuję przekonać Severiana, ale wiesz, jaki on jest. Za pół godziny dam ci znać – oznajmił dowódca i wyszedł.

„Pół godziny, cholera – warknął w myślach Marcus. – Nawet w lochach nyrionów miałem więcej czasu na odpoczynek”.

Nie było sensu z powrotem się kłaść, i tak nie zdążyłby zmrużyć oczu. Zapukał więc cichutko do drzwi sypialni kobiety. Chciał sprawdzić, jak się miewa. Tymczasem ona spała kamiennym snem. Przypomniał mu się poranek w zagrodzie centaurów, i jak bacznie obserwował wtedy twarz śpiącej, a potem to wszystko, co wydarzyło się nad jeziorem.

„Zejdź na ziemię” – powiedział sobie, po czym westchnął, przykrył kobietę kocem i wyszedł.

*

Do Severiana kazano mu udać się niezwłocznie. Jego fryzyjski pegaz, ucieszony z możliwości rozprostowania skrzydeł, ochoczo wzbił się w powietrze i Marcus przez chwilę rozkoszował się lotem. Po tak długim czasie uwięzienia w tunelach właśnie tego brakowało mu najbardziej: przestrzeni. Gdy jednak doleciał do miasta, przypomniał sobie o utraconym buzdyganie. Skonsternowany, zaczął zastanawiać się, jak otworzy kopułę, lecz wtedy na pomoc ruszył mu Gaspar, patrolujący okolice.

Przywiązał Trevora przed ratuszem i wjechał windą na najwyższe piętro. Naczelny Czarnoksiężnik trzeciego miasta, Severian, już go oczekiwał.

– O, Marcus, jesteś! Proszę, wejdź – przywitał go uprzejmie.

– Chciałeś mnie widzieć, panie. – Oficer skłonił głowę.

– To cię chyba nie dziwi? Szczerze mówiąc, to ja jestem zdumiony, że żyjecie i wróciliście cali. Niemal wyprawiliśmy wam pogrzeb…

Naczelny podszedł do stolika stojącego pod jedną ze szklanych ścian. Popatrując na wyprężonego w pozycji na baczność oficera, pełnymi gracji ruchami zaczął nalewać sobie kawę. Z filiżanką w dłoniach odwrócił się do Marcusa.

– Przeczytałem już raporty Fabiena, Gaspara, Leandra i Prospera – rzucił jakby od niechcenia. – Porozmawialiśmy sobie też troszkę. Ich opowieść była bardzo zajmująca, muszę przyznać. Twierdzili, że Ariel trafiła do ruin, bo ktoś ją powiadomił o rzekomo znajdującym się tam smoczym jaju. Potem nie chciała was zostawić, ponieważ tylko ona znała zawartość archiwów i wiedziała, co się czai w lochach. Wreszcie opowiedziała wam o tych... no, jak im tam... a, o nyrionach – Naczelny pstryknął palcami – i zeszła z wami na dół, gdzie postawiła zaporę, przez którą tylko ty zdołałeś przejść. To wszystko prawda?

Severian spojrzał przenikliwie na Marcusa. Mężczyzna wciągnął głośno powietrze przez nos, zapatrzył się w przestrzeń przed sobą, z beznamiętną miną powiedział:

– Tak, panie.

– Dobrze – skomentował podejrzanie łagodnym tonem Naczelny – więc powiedz mi, Marcus, co było dalej. Bardzo chciałbym wiedzieć, co wydarzyło się w podziemiach pierwszego miasta, czego żeście się dowiedzieli i jak, u licha, udało wam się wydostać, skoro nikt inny tego wcześniej nie dokonał. Rozumiem, że jesteś zmęczony. Usiądź, proszę, i opowiedz mi wszystko po kolei. – Severian wskazał oficerowi kanapę. Marcus przysiadł na niej. Po chwili zrobił to także Naczelny. Popijając kawę, wsłuchał się w opowieść oficera, opowieść, która z minuty na minutę wciągała go coraz bardziej.

A Marcus nie zataił niemal niczego. Szczegółowo opisał trasę wiodącą przez tunele, spotkanie z nyrionem, to, co nyriony szykują pod ziemią razem z krasnoludami, oraz z ucieczkę przez Jezioro Strachu i Śmiertelne Mokradła. „Zapomniał” jedynie o noclegu w zagrodzie centaurów, uznając, że to może zostać źle odebrane.

Tymczasem czarnoksiężnik słuchał go bardzo uważnie, nie przerywając ani na chwilę. Potem zamyślił się głęboko. Cóż, jeśli prawdą jest to, co mówi ten oficer, należy jak najszybciej zwołać naradę pozostałych Naczelnych i Oriany. Musi jeszcze przesłuchać tę Ariel i zobaczyć, co ona mu powie. Jeśli potwierdzi się, że zdołała postawić zaporę w poprzek korytarza, być może odczytała runy, powaliła nyriona, podała Marcusowi tlen pod wodą i otworzyła tunel, a potem bezpiecznie przeprowadziła oficera przez Śmiertelne Mokradła, to...

„…będzie musiała stanąć do próby na Dziewiątego Maga! Na Wielkiego Xaviere’a! Kobieta Dziewiątym Magiem?!” – Ta możliwość zszokowała Severiana.

Lecz jeśli konsultantka zrobiła te wszystkie rzeczy, to znaczy, że jest potężniejsza od Oriany, a nawet kilku obecnych Naczelnych! Bogowie! Czy to możliwe, żeby jakakolwiek kobieta dysponowała tak olbrzymią magiczną mocą? Jeśli oczywiście naprawdę tak jest…

„Wtedy problem urodzenia Dziewiątego Maga mielibyśmy z głowy. Kandydatka na matkę sama zostałaby tym magiem. Hmm... Tylko jak tę nowinę przyjmą pozostali Naczelni? – myślał gorączkowo czarnoksiężnik. – No i Oriana! To ona do tej pory dzierżyła palmę pierwszeństwa, jeśli idzie o znajomość magii. Pewnie ta wiadomość jej nie uszczęśliwi, ale najważniejsze, żeby dziewiąte miasto w końcu miało swego Naczelnego”.

Spojrzał na Marcusa. Ten czekał cierpliwie na słowa Severiana. Po jego minie widział, że nowiny nim wstrząsnęły, lecz nagle czarnoksiężnik odstawił filiżankę i wycelował palec w jego stronę.

– Jeszcze jedno, panie oficerze. Co znaczy ten znak?!

– N-nie rozumiem, panie. Znak? Jaki znak?

– Ten wypalony na twoich ustach! Wydaje ci się, że go nie widać? – Ton głosu maga stał się oschły. – Całowałeś tę kobietę, nie zaprzeczaj! A to oznacza, że złamałeś prawo o Losowaniach i nawiązywaniu kontaktów poza nimi. Zdaje się nie powiedziałeś mi wszystkiego. Zrobisz to dobrowolnie, czy mam cię zmusić? – syknął.

Marcus nie wiedział, że po pocałunkach może zostać jakikolwiek ślad, lecz jeśli go miał, faktycznie był w opałach. Za złamanie przepisów o Losowaniach groziły ciężkie kary, do zesłania na Trollowe Rubieże włącznie. Natychmiast się podniósł, znów stanął na baczność, wzrok wlepił w przeszkloną ścianę.

– Panie – zaczął tłumaczyć, starannie dobierając słowa – rzeczywiście takie zdarzenie miało miejsce, lecz była to szczególna sytuacja. Po ataku nyriona straciłem przytomność... i... i... ta kobieta zrobiła mi sztuczne oddychanie. Tak się nazywa procedura medyczna stosowana w jej świecie. Polega na wdmuchnięciu powietrza do płuc umierającej osoby. Nyrion twierdził, że tylko tak może mi przekazać energię ratującą życie. To wszystko.

Severian też wstał, stanął naprzeciw Marcusa, spojrzał mu w oczy. Oficer bez mrugnięcia wytrzymał spojrzenie.

– Czyżby? – rzucił niedbale Naczelny. – A może wydarzyło się coś jeszcze, o czym nie masz ochoty mi opowiedzieć?

O nie! Marcus zacisnął szczęki. Pomyślał, że póki życia wystarczy, nie powie nikomu o tych godzinach spędzonych w centaurzych boksach. To były wyłącznie jego przeżycia. Jego i Ariel. I nikt, absolutnie nikt ich z niego nie wyciągnie, nawet Naczelny. A niech go wyśle na Rubieże, on, Marcus Brent ma to gdzieś!

Lecz Severian wcale nie zamierzał wyprawiać go na Rubieże. Za to bardzo chciał wiedzieć, czy doszło do czegoś między jego najbardziej nielubianym, ale jakże potrzebnym oficerem i konsultantką ze świata równoległego. Bo jeśli się jednak okaże, że to nie ona jest Dziewiątym Magiem, to może w końcu, na Wielkiego Xaviere’a, zostanie jego matką! Po prostu musiał to wiedzieć. Dlatego nachylił się i – tak jak kiedyś w bungalowie medycznym – szybkim ruchem wsunął dłoń do klatki piersiowej Marcusa, potem zacisnął palce na jego sercu.

– Powiedz mi, Marcus, proszę – rzekł niemal pieszczotliwie. – Wiesz, że i tak się dowiem. Od ciebie zależy, czy będziesz cierpiał. Potrafię złamać twoją osłonę telepatyczną, wejść do umysłu, do twoich wspomnień. Dla własnego dobra lepiej powiedz mi dobrowolnie, co zaszło między wami w czasie tej wyprawy. Jeśli się przyznasz, kara będzie mniejsza. Staw opór, a ból stanie się nie do zniesienia. Więc? Co jeszcze znaczy ten wypalony na twoich ustach znak? Całowałeś ją? Zrobiłeś coś więcej?

Marcusowi zrobiło się ciemno przed oczami. Ma opowiedzieć Naczelnemu o... Nigdy!

Ucisk na serce się wzmógł. Krew tętniła w skroniach, płucom zaczynało brakować powietrza. Czy Naczelny chce go zabić? Dlaczego?

– Severian! – rozległ się ostry głos od drzwi. – Wyjmij rękę z piersi Marcusa! Natychmiast!

Po chwili wahania Naczelny wyciągnął dłoń z klatki piersiowej oficera. Mężczyznę znowu bolał mostek i żebra, znów spazmatycznie łapał powietrze i robił wszystko, by utrzymać się na nogach, i ponownie jego ciało zasklepiło się bez śladu!

– O, Ariel! – zaszczebiotał mag i uśmiechnął się szeroko. – Właśnie gawędziliśmy o tobie.

– Właśnie widziałam! – wycedziła. – Następnym razem poczekaj z taką rozmową, aż ja się pojawię. Nie lubię, kiedy ktoś mnie obgaduje za plecami, zwłaszcza w taki sposób!

Niemal trzęsła się z wściekłości, gdy dotarło do niej, co Severian zamierzał zrobić Marcusowi. Miała też świadomość, jakie plany ułożył względem niej i on i pozostali Naczelni oraz Oriana. To doprowadzało ją do furii, lecz dla dobra sprawy musiała opanować emocje.

– Co do wypalonego – jak to poetycznie ująłeś – znaku na ustach tego oficera, powiem ci tylko, że to nie on mnie, ale ja jego całowałam. A właściwie zrobiłam mu sztuczne oddychanie. Tak nazywamy to w moim świecie.

– Wiem, wspominał…

– Świetnie! Więc rozumiesz, że chodzi jedynie w wpuszczenie powietrza do czyichś płuc, a nie rozpustę.

Wsparła ręce na biodrach. Teraz jej usta wypuszczały słowa w szaleńczym tempie.

– Nawet ty, chociaż nie jesteś medykiem, powinieneś umieć rozróżnić te dwie rzeczy. Przestań dręczyć tego biednego człowieka, bo niczym nie zawinił. Jest tak pruderyjny, tak żałośnie uczciwy i lojalny, że nie zrobiłby tego, o co go posądzasz, nawet gdyby jakaś kobieta weszła mu do łóżka! Założę się, że jeszcze by ją zapytał, czy aby na pewno została mu wylosowana! – palnęła, i nie zważając na zmieszaną minę oficera, kontynuowała: – Tak, zrobiłam mu sztuczne oddychanie, bo nyrion powiedział, że Marcus umiera i to jedyny sposób, by uratować mu życie. No, Severian, jeśli według ciebie jest to przestępstwo, to faktycznie je popełniłam, ale tylko ja! Nikt inny! A teraz z łaski swojej pozwól odpocząć temu poczciwemu oficerowi, bo przebył bardzo ciężką drogę – skrzyżowała ramiona i w myślach, na prywatnym kanale telepatycznym, dodała: – „Uwielbiany Naczelny wysyła powszechnie szanowanych oficerów na misję samobójczą… Hmm… Jak myślisz, dostaniesz za to pochwałę od mieszkańców trzeciego miasta?”.

Naczelny Mag zgrzytnął zębami, lecz nie miał wyjścia. Pogróżka była aż nadto oczywista. Ale jak miał zamknąć usta takiej kobiecie i zrobić to na dodatek dyskretnie? Uśmiechnął się więc jeszcze szerzej i pozwolił Marcusowi wrócić do koszar. Przechodząc obok Ariel, oficer na moment spojrzał jej w oczy.

„Nie wspomniałem mu o zagrodzie centaurów, to nie jego sprawa” – przekazał na prywatnym kanale i wyszedł.

Dyskretnie odetchnęła z ulgą. A więc zdążyła na czas, nim Naczelny przełamał zaklęcie osłaniające umysł Marcusa. Dałaby sobie głowę uciąć, że rozbuchane ego potężnego czarnoksiężnika Severiana cholernie ucierpiało w starciu z uporem zwykłego oficera.

„I dobrze – pomyślała z mściwą satysfakcją, pod osłoną zaklęcia adger. – Kombinuj Severianie, kombinuj ile tylko dusza zapragnie, a ja i tak nie będę dla ciebie klaczą rozpłodową. Nie będziesz manipulował ani mną ani nim”.

– No dobrze, już dobrze – rzucił pojednawczo Naczelny. – Byłem nieco zły, bo myślałem, że wykorzystał sytuację i...

– Ty tak serio? – zadrwiła. – Helou, Severian! Nie wiem czy oficer Brent wspominał, ale byliśmy w tunelach, głęboko pod ziemią i walczyliśmy o życie! Uważasz, że jedyna rzecz, o jakiej ludzie myślą w takim miejscu i sytuacji to prywatne Losowanie? Skoro tak, co cię powstrzymuje przed wyprawą? Zaproś jakąś miłą pannę i pójdźcie pozwiedzać lochy!

Naczelny zmieszał się, przygryzł usta.

– Na Wielkiego Xaviere’a, przepraszam, trochę mnie poniosło – przyznał. – Pewnie dlatego, że jesteś gościem w naszym świecie. Ale skoro ręczysz za tego oficera, nie zostanie ukarany, obiecuję.

– Świetnie. A tak swoją drogą, jako Naczelny powinieneś być dumny z tych facetów, którzy służą w twoim Korpusie Oficerskim, wiesz? Nigdy dotąd nie spotkałam nikogo tak uczciwego i lojalnego jak oni.

– Ooo… – zdołał wykrztusić czarnoksiężnik.

– A teraz zapewne masz do mnie kilka pytań? – powiedziała już dużo spokojniej, i żeby rozładować sytuację, dodała z uśmiechem: – Poczęstuj mnie kawą, a odpowiem na wszystkie.

Po chwili opowieść popłynęła raz jeszcze.

− Czy to prawda, że postawiłaś zaporę w tunelu, żeby pozostali nie mogli przejść? – zapytał w końcu Naczelny. – I że udało ci się odczytać runy?

Było coś podchwytliwego w tym pytaniu.

− Severian, nie bądź śmieszny! – sama roześmiała się teatralnie. – A niby skąd miałabym umieć takie rzeczy? Przecież to domena Naczelnych. Słyszałeś kiedykolwiek, żeby kobieta dysponowała taką mocą? Panowie oficerowie powiedzieli ci, co zobaczyli. A zobaczyli to, co kazałam im widzieć: złudzenie zapory. Prawdziwej nigdy nie dałabym rady wyczarować. Runy? Hmm... Przyznaję, chciałabym umieć je odczytywać, ale tego podobno nie potrafi nawet Wszechwidząca Oriana, a przecież tak potężnej czarownicy nikt jeszcze nie dorównał. Zwłaszcza ktoś spoza waszego świata – dodała, nie mogąc się oprzeć wrażeniu, że Oriana, choć niewidoczna, słyszy każde jej słowo.

– Ale ogłuszyłaś nyriona buzdyganem tego oficera, a potem przepłynęliście tunelem w skale dzielącej Jezioro Strachu i jeszcze przeprowadziłaś Marcusa przez Mokradła! Jak to wyjaśnisz? – bombardował ją pytaniami Naczelny.

– Marcus nie wie, jak wykończyłam nyriona, ponieważ był nieprzytomny, a właściwie umierający, przypominam ci. Nie mogłam tego zrobić jego buzdyganem, bo straciłabym przecież rękę, prawda? Oszołomiłam bestię zaklęciem oślepiającym, a potem ustrzeliłam z kuszy Wielkiego Xaviere’a. Co do podwodnego tunelu, rzeczywiście czytałam o nim w archiwach i próbowałam go odnaleźć. To była nasza jedyna szansa ucieczki. Szczęście ktoś go wcześniej otworzył i mogliśmy wypłynąć, inaczej nie gawędzilibyśmy teraz tak radośnie. A co do Mokradeł, sam przyznasz, że wystarczy rzucić prosty czar i droga ukaże się każdemu, kto ma w miarę dobry wzrok – uśmiechnęła się z politowaniem do Severiana.

– Jak to, tunel był otwarty? – wyjąkał zdumiony Naczelny. – Według przepowiedni miał go otworzyć Naczelny Mag dziewiątego miasta!

– Severian, na litość boską! A skąd ja mam wiedzieć, kto, kiedy i dlaczego otworzył ten cholerny tunel?! Miałam kupę szczęścia, że ktoś to zrobił, bo albo bym się utopiła, albo by mnie nyriony zatłukły!

– I nie podawałaś Marcusowi powietrza pod wodą?

– A niby jak? Co ja butla tlenowa jestem?! – Ariel była już zniecierpliwiona tym przesłuchaniem. – Wyciągałam go co jakiś czas na powierzchnię, żeby mógł zaczerpnąć powietrza. Dobrze pływam, tylko tyle. A jemu, biedakowi, po tym ataku wszystko się pomieszało. Stanowczo powinien kilka dni odpocząć.

Naczelny był lekko skołowany. W sumie opowieści Marcusa i Ariel się pokrywały, a drobne różnice – biorąc pod uwagę stan tych dwojga po napaści nyriona – tylko dodawały wiarygodności relacjom. Czuł jednak, że oboje coś przed nim ukrywają.

– To chyba tyle, co miałam ci do przekazania. Życzysz sobie czegoś jeszcze, czy mogę wracać do koszar?

– Nie no, oczywiście, że możesz – zapewnił gorliwie. – Dobrze wypocznij. Ja tymczasem muszę powiadomić pozostałych Naczelnych, bo wieści, które nam przynieśliście są wysoce niepokojące. Trzeba szybko uradzić, jak ten problem rozwiązać. Dziękuję ci, Ariel. Wiele dla nas zrobiłaś. Bardzo to doceniamy.

Kobieta skinęła mu głową i wyszła.

*

Marcus czekał na Ariel przy kopule. Nie potrafił jej otworzyć bez buzdyganu, chciał też chyba z kobietą porozmawiać. Ta tradycyjnie wyciągnęła dłoń i kiedy w osłonie miasta powstała szczelina, dwa pegazy pomknęły w kierunku koszar.

– Co tu robiłaś? – krzyknął, gdy już byli na zewnątrz. – Przecież spałaś, gdy wychodziłem.

– A skąd ty o tym wiesz?

Zobaczyła zmieszanie na jego twarzy i szybko dodała:

– Jim uznał, że koniecznie musi wypucować mój pokój i nakarmić mnie stertą kanapek. A robił przy tym hałas jak randkujące smoki – zachichotała. – Sam spróbuj zasnąć przy takim nadgorliwym chochliku.

Mężczyzna parsknął śmiechem.

– Dzięki za uratowanie tyłka. Mam u ciebie dług!

– Nie ma sprawy! – odkrzyknęła. – Ścigamy się?

Rzuciła mu spojrzenie pełne rozbawienia i pogoniła appaloosa. Pegaz śmignął zdumionemu Marcusowi przed oczami. Ten, w sekundzie zapomniał o wszystkich ich ostatnich kłótniach, uśmiechnął się pod nosem i pomyślał:

„A to mała wiedźma! Chce się ścigać? Proszę bardzo!”.

Lubił rywalizację. To ubarwiało monotonne życie w Korpusie. A po tym koszmarnym pobycie w tunelach taka propozycja była nad wyraz interesująca.

– Jaka nagroda?! – wrzasnął, doganiając ją, ale ona roześmiała się tylko i rzuciła do ucieczki.

„Jaką zechcesz, pod warunkiem, że mnie dogonisz!” – usłyszał w myślach jej chichot i zaskoczony omal nie zleciał z siodła, lecz chwilę później, natchniony wizją wygranej, ruszył za kobietą w pościg.

Jego pegaz był najszybszy w całych koszarach. Codzienne żmudne treningi i długie patrole sprawiły, że miał kondycję sportowca. Zaś appaloosa Ariel – ponieważ wszyscy się go bali – wiele dni spędził w boksie, więc nawet przez moment nie mógł się równać z Trevorem. Dogonienie kobiety było jedynie kwestią czasu. Tuż przed koszarami oficer wyprzedził ją, i gdy lądowała roześmiana przed stajnią, już na nią czekał ze skrzyżowanymi na piersiach rękami. Wydawał się bardzo z siebie zadowolony.

Tymczasem Ariel zeskoczyła z siodła, wzięła pegaza za cugle i ruszyła do stajni. Mężczyzna zagrodził jej drogę.

– Wygrałem – oświadczył z kpiącym uśmiechem.

– Zauważyłam – odparła też rozbawiona. – Zaprowadzę appaloosa do boksu, a ty w tym czasie zastanów się nad nagrodą.

Nie zdążyła jednak nawet rozsiodłać wierzchowca, kiedy Marcus pojawił się w jej boksie. Zerknęła na niego pytająco.

– Co tak szybko? Już się namyśliłeś?

– Nie muszę. Wiem, jakiej wygranej pragnę.

Miał coś takiego w oczach, że uśmiech natychmiast zjechał kobiecie z twarzy. Spojrzała na niego uważnie.

„Zaraz, czy on ma na myśli...?”.

Oficer zaś pomału ruszył w jej stronę.

– Jestem lojalny i uczciwy, to prawda, ale pruderyjny? – szepnął i otaksował kobietę wzrokiem. – Ej, Ariel, ty mnie chyba jednak nie znasz.

Z wrażenia zaschło jej w ustach. Atmosfera zrobiła się gęsta.

– A teraz czas na moją nagrodę…

Ofiara zaklęcia obezwładniającego byłaby w tym momencie bardziej ruchliwa niż Ariel. Kobieta zapatrzyła się na idącego ku niej oficera. Chciała mu rzucić jakąś dowcipną ripostę, lecz w głowie miała jedynie pustkę.

– A, tu jesteście! – Ze stanu niemal hipnozy wyrwał ją donośny głos Gaspara. Szybko udała, że odpina popręg siodła.

– Marcus, podaj mi zgrzebło – powiedziała, a on bez słowa wykonał jej prośbę.

– No, pospieszcie się z rozkulbaczaniem pegazów. Całe koszary na was czekają. Jest feta. Każdy chce usłyszeć waszą opowieść. – Gaspar uśmiechnął się od ucha do ucha.

– Okej, już idziemy! – zawołał Marcus. – Wygraną odbiorę innym razem – rzucił szeptem zaskoczonej Ariel i uśmiechając się bezwstydnie, zostawił ją samą w boksie.

Dobry nastrój z powodu szczęśliwego powrotu do koszar i udanej rozmowy z Severianem bezpowrotnie minął. Dotarło do niej, co oficer na myśli, i przeszła jej ochota do żartów.

„I po co go głupia babo podpuszczałaś?” – pomyślała.

Źle zrobiła, że w chwili beztroski zaproponowała Marcusowi wyścig, no ale co się stało, to się nie odstanie. Westchnęła.

„Gdybyś wiedział, co kombinuje Severian i czego naprawdę dowiedziałam się od nyrionów...

Gdybym potrafiła ci to wszystko wyjaśnić...”.

Naprędce rozkulbaczyła appaloosa i poszła w kierunku stołówki, gdzie miała się odbyć impreza z okazji ich szczęśliwego powrotu. Weszła po cichu, zatrzymała się w drzwiach. Marcus siedział na jakiejś ławie, z kuflem piwa w ręku, i kończył relację z ich wyprawy. Z wyprawy, a nie pobytu u centaurów. Oprócz uczciwości i lojalności Marcus był też dyskretny, trzeba to było mu przyznać.

Wszyscy tak mocno zasłuchali się w opowieść oficera, że nikt, dosłownie nikt, nie zauważył jej wejścia. Kiedy wyjaśnił kolegom, co nyriony zamierzają zrobić, z wielkiej radosnej fety na cześć cudownie ocalałych, zrobiła się poważna dyskusja. Jedni byli zszokowani, inni chcieli natychmiast żądać od generała podjęcia jakichś działań bojowych, jeszcze inni po prostu nie mogli uwierzyć.

– Więc jeśli te nyriony zasypią dopływ źródła do miast, to kopuły znikną? – upewniał się jakiś młody oficer.

– Tak. I do tego jeszcze osłabną siły magiczne nasze i smoków. Będziemy bezbronni – potwierdził Marcus. – Ale wiecie co? Właśnie wróciliśmy od Severiana. Założę się, że Naczelni już nad tym pracują. Panowie, gorszym bestiom dawaliśmy radę. – Najwyraźniej sam bardzo chciał w to wierzyć.

– Skąd mamy wiedzieć, że mówisz prawdę? Może was dwojga w ogóle tam nie było? Może byliście zupełnie gdzie indziej i robiliście coś kompletnie innego, a teraz opowiadacie nam tę bajeczkę, żeby ukryć, co się naprawdę stało?

No jasne, znowu Efrem wtrącił swoje trzy grosze. Twarz Marcusa zrobiła się purpurowa z gniewu. Ariel zrozumiała, że oficer w końcu da się sprowokować, trzaśnie tę gnidę, a wtedy Trollowe Rubieże go nie ominą.

„Czas działać” – pomyślała i dokończyła na głos: – Zarzucasz kłamstwo Marcusowi, mnie, nam obojgu czy też może Fabienowi, Gasparowi, Leandrowi i Prosperowi, którzy tam z nami byli? – zapytała uprzejmie i dopiero w tym momencie wszyscy dostrzegli, że stoi oparta o framugę.

– Nikomu nic nie zarzucam, jednak nowiny, które nam przynosicie, są tak nieprawdopodobne, że żądam dowodów – stwierdził spokojnie Efrem.

– Słowo oficerskie pięciu szanowanych członków tego Korpusu ci nie wystarcza? Wśród nich jest elf, który nie potrafi kłamać, o czym nawet ty powinieneś wiedzieć. – Oficerowie wstrzymali oddech, jak zawsze, gdy Ariel sprzeczała się z Efremem. – W takim razie radzę ci udać się do ośmiu Naczelnych oraz Wszechwidzącej Oriany, którzy dali wiarę naszym słowom. Mnie możesz nie wierzyć, ale dobrze się zastanów, nim zarzucisz kłamstwo kolegom z Korpusu, bo jestem pewna, że takiej oblegi nie puszczą płazem. Nie zdziwię się, jeśli szybko zażądają satysfakcji. To jak, powiesz im w oczy, że kłamią? Masz tyle odwagi?

Mężczyzna zgrzytnął zębami, lecz szybko przypomniał sobie, dzięki komu gruntownie zwiedził Trollowe Rubieże i tylko wycedził:

– Skoro dają słowo oficerskie...

– Tak myślałam – powiedziała pogodnie Ariel. – Zgadzam się z Marcusem, że Naczelni już pewnie zwołali naradę. A ponieważ jestem przekonana, że już niedługo będziecie mieć, panowie, dużo więcej obowiązków, proponuję dziś wieczór zapomnieć o smutkach. Załapię się na piwo?

Kilku oficerów parsknęło śmiechem, lecz chwilę później w ręku kobiety pojawił się kufel najlepszego chmielowego z pianką, jakie do tej pory piła. Leander się podniósł i palnął:

– Ariel, nie myślałem, że kiedykolwiek wypiję zdrowie kobiety, ale dla ciebie zrobię wyjątek, bo jesteś wyjątkowa!

– Uuu!!! – zawyli z uciechą pozostali mężczyźni.

– Masz wszystkie cechy, jakie powinien mieć dobry oficer i byłoby zaszczytem dla Korpusu gdybyś nim została. – Leander skłonił się teatralnie. – Jednakże masz pewną wadę, choć znam takich, którzy się ze mną nie zgodzą – zerknął dyskretnie na Marcusa, a ten natychmiast zainteresował się własnym kuflem. – Niestety, nie można cię oficjalnie przyjąć w nasze szeregi, bo jesteś kobietą. Ale Ariel, twoje zdrowie!

Ta uniosła szklanicę i też się odkłoniła. Ciąg dalszy imprezy może nie był tak radosny jak planowano, lecz dosyć przyjemny. Gdzieś w rogu jakiś młodzik zaczął przygrywać na gitarze, a oficerowie, z kuflami w rękach, zasiedli przy stołach. Stołówkę wypełnił gwar ich rozmów. Jedynym tematem oczywiście były nyriony i kolejne pomysły, jak je wykończyć. A każdy z oficerów wręcz palił się, by zrobić to jak najszybciej.

Ariel siedziała przy stole Gaspara i Prospera, próbując wytłumaczyć im, dlaczego musiała postawić zaporę w tunelu. Byli na nią źli, lecz jedno czy dwa piwa później, w końcu udało jej się ich udobruchać. Kątem oka obserwowała Marcusa i Fabiena, siedzących w drugim końcu stołówki i również pogrążonych w rozmowie. Gdy dostrzegła, że elf podnosi się z miejsca – zapewne po jeszcze jedną kolejkę – przeprosiła kompanów i dopadła go przy bufecie.

– Mógłbyś ze mną zamienić słówko? – poprosiła, a on zerknął na nią, zaskoczony. – Możemy się przejść na spacer, na przykład nad Chochlikowe Jezioro?

– Eee… jasne. Kiedy?

– Teraz.

– W tej chwili?

– Tak, to dość ważne – popatrzyła na niego wyczekująco.

Zobaczyła rozterkę w jego oczach: tu impreza i niezłe trunki, a jej się spacerów zachciewa?

– No dobra, chodźmy – zgodził się w końcu. – Skoro to takie ważne...

Wyszli razem bocznym wyjściem. Z wyjątkiem Marcusa nikt nie zauważył ich zniknięcia. Ten popijał piwo, które z jakiegoś powodu zupełnie przestało mu smakować, i zastanawiał się, dlaczego Ariel opuściła imprezę razem z jego najlepszym przyjacielem. Nie wiedzieć czemu, przypomniał mu się dzień, gdy wrócił z poligonu, który zdemolował Croy, i w korytarzu bungalowu zobaczył elfa przytulającego kobietę.

„Opanuj wyobraźnię, idioto – ofuknął się w myślach pod osłoną adger. – Tylko się żegnali.” Lecz niemal duszkiem wypił resztę złocistego napoju, teraz w smaku przypominającego szczyny.

Tymczasem Ariel i Fabien w milczeniu dotarli nad Chochlikowe Jezioro. Przysiedli na brzegu, elf spojrzał na konsultantkę wyczekująco.

– Więc? – zagadnął w końcu.

– To, co usłyszysz, Fabien, musi pozostać między nami – zaczęła Ariel i westchnęła ciężko. – Chodzi o to, że Marcus nie powiedział całej prawdy o naszej wyprawie.

Elf zerknął na nią, coraz bardziej zaintrygowany.

– To znaczy?

– Jest coś, o czym nie wspomniał, bo sam o tym nie wie. Gdy byliśmy na dnie wąwozu i zaatakował go nyrion, Marcus stracił przytomność. Według słów bestii właściwie niemal umarł. Nyrion z premedytacją go zaatakował. Chciał zabić tylko jego, mnie nie – dostrzegła pytanie w oczach mężczyzny, więc szybko dodała: – To jeszcze nie wszystko, ten nyrion rozmawiał ze mną!

Chwilę patrzyła na Fabiena, by upewnić się, że dobrze ją zrozumiał. Ten pokręcił głową z niedowierzaniem.

– Nie napadł na ciebie? Czemu? Podobno to mordercze bestie…

– Też go o to zapytałam. – Ariel opuściła głowę. – Był przekonany, że Marcus nie przeżyje, a ja mu nie zwieję, dlatego powiedział mi prawdę.

Znów na chwilę umilkła, zapatrzyła się w wodę, przygryzła usta. Cokolwiek chciała wyjawić, nie było to dla niej łatwe. Elf wyczuł to i nie poganiał.

– Prosił, żebym została w tunelach i dołączyła do innych nyrionów – odezwała się wreszcie. Mówiła powoli i bardzo cicho. – W ich pokręconych umysłach zrodził się plan, że urodzę im kogoś, kogo nazywają Dziedzicem, czyli półczłowieka, półnyriona. Istotę, która należałaby do ich społeczności i jednocześnie była potężnym czarnoksiężnikiem. Ubzdurali sobie, że tylko ja mogę im dać takiego potomka. Pewnie dlatego wampokruki mnie nie zabiły, a jedynie strąciły z pegaza. Coś mi mówi, że już wtedy chciały mnie porwać, bo mają układy z nyrionami. Tyle że nic z tego nie wyszło. A potem – ku ich radości – nieświadoma tych planów, sama zeszłam do tuneli, prosto w ich łapy. Czy wiesz, co by się stało, gdyby ludzie skrzyżowali się z nyrionami? Gdyby takie bestie mogły wyjść na światło dzienne i na dodatek dysponowały magiczną mocą? Wasz świat byłby dla nich jak jedna wielka, niekończąca się uczta! Straszna to wizja...

Obydwoje milczeli przerażeni taką możliwością.

– A czemu chciały zabić Marcusa? Dla przyjemności? – zapytał Fabien, gdy zdołał już mówić.

Pokręciła głową.

– Według tego nyriona, wasi Naczelni wcale nie są lepsi.

Elf zmarszczył brwi.

– Co masz na myśli?

– Wiem jak to zabrzmi, ale twierdził, że Naczelni i Oriana chcą dokładnie tego samego: żebym urodziła dziecko – w ich mniemaniu obdarzone ogromną magiczną mocą – które zostanie Dziewiątym Magiem, a może nawet będzie zarządzać wszystkimi miastami.

– Ariel… – Fabien aż sapnął z niedowierzaniem.

– Wiem, to niedorzeczne, jednak nie wymyśliłam tego. Po co miałabym to robić? Skąd nyrion o wszystkim wiedział, nie mam pojęcia, ale był bardzo pewny swego. Co więcej, twierdził, że ojcem tego dziecka może być wyłącznie Marcus. Już rozumiesz, dlaczego miał zginąć? Nie będzie potencjalnego ojca, nie będzie też dziecka. Naczelni nie dostaną swojego Dziewiątego Maga i nie zdobędą przewagi nad nyrionami. Uff!!! – zakończyła z ulgą, że ma to już za sobą.

– Ale się porobiło… – Elf pogładził się po brodzie. – Teraz już wiem, czemu zawsze przydzielano ci Marcusa do eskorty. I dlaczego Severian upierał się, że to on ma cię strzec jak oka w głowie. Wiedziałem, że coś w tym jest… – mruknął zamyślony Fabien. – Severian musiał być świadom waszej miłości. Tak, Ariel, nazwijmy to w końcu po imieniu. Miłości – szepnął.

Kobieta aż drgnęła, słysząc, wypowiedziane tak po prostu słowo, przed którym broniła się tyle dni.

– I perfekcyjnie wykorzystał ją dla własnych celów – kontynuował elf. – Od dawna wam się przyglądam, tobie i Marcusowi. Na początku myślałem, że łączą was tylko wzajemna fascynacja i pożądanie. Że parę razy się zabawicie i będzie po sprawie. Potem był ten kretyński pomysł z eliksirem…

– No tak…

– Już wtedy powinienem był się domyślić, że to, co was łączy jest o wiele poważniejsze, niż się wydaje. Severian to nie jest głupi facet. Założę się, że o wszystkim wiedział. On zawsze jest świetnie poinformowany. I pewnie uznał, że nie będzie problemu z namówieniem was do prywatnego Losowania. A jeśli nyrion mówił prawdę i Dziewiąty Mag może się zrodzić tylko z waszej miłości, to Naczelny nie zawaha się przed niczym, by do tego doprowadzić. Po wszystkim zapewne odebrałby wam dziecko i zafundował taki koncentrat eliksiru niepamięci, że… – urwał, bo zobaczył przerażone spojrzenie kobiety. Ciemne palce elfa zaczęły bawić się jakimś kamykiem. – Tak, teraz to wszystko nabiera sensu. Ale Marcus o tym nie wie?

– Aha – bąknęła Ariel. – Był nieprzytomny, nie słyszał naszej rozmowy. A ja... nic mu nie powiedziałam. Korpus jest całym jego życiem. Jak by się czuł, gdyby wiedział, że jest tak podle wykorzystywany przez ludzi, którym ślubował lojalność? Nie chciałam go ranić informacjami, że jego przełożeni to podłe kanalie. Wiesz, że Marcus ma fioła na punkcie Korpusu, honoru, uczciwości i tym podobnych bzdur. Jeszcze mógłby zrobić coś głupiego...

Znów zamilkli, przetrawiając słowa, które między nimi padły.

– Co zamierzasz? – zapytał w końcu Fabien.

– Właśnie dlatego poprosiłam cię o rozmowę. Chciałabym, żebyś pomógł mi wrócić do mojego świata. Nie mam pojęcia, jak otworzyć portal, a tylko na ciebie mogę liczyć. Tam czeka na moja córka. Tęsknię za nią. Tu są ludzie, którzy próbują mną manipulować. Nie mogę im na to pozwolić. Sam rozumiesz, że Marcusa nie mogę prosić o pomoc. Chciałabym zrobić to za kilka dni.

Ujęła dłoń mężczyzny. Zobaczył smutek w jej oczach.

– Lada dzień zacznie się wylęg smoczątka z tego jaja, które dostarczyłam do koszar, no i obiecałam Vivianne, że będę asystować przy składaniu przez nią jaj. Ale gdy tylko smok pojawi się na świecie, a Vivianne złoży jaja, chciałabym żebyś mi pomógł. Bardzo cię proszę. Wiem, to niezgodne z regulaminem, ale zapewnię ci ochronę przed gniewem Severiana. Umiem to zrobić, Fabien, naprawdę. Zostawię też dla Marcusa list, w którym wszystko wyjaśnię. Mam nadzieję, że zrozumie, a ty dopilnuj, żeby nie zgłosił się po raz drugi na Rubieże, zgoda?

Elf spojrzał na nią uważnie.

– Tak, masz rację, to chyba miłość – dodała cicho. – Ale nie będzie dane nam jej przeżyć, bo Marcus nie jest w stanie egzystować w moim świecie, a ja nie mogę zostać tu, gdzie mnie tak podle traktują, w krainie Losowań, w której nie ma dla nas przyszłości…

„Ma rację. Ma cholerną rację – pomyślał oficer. – Więc tych dwoje będzie jednak cierpieć.”

Dzisiejsze wiadomości go zmartwiły, lecz to, co powiedziała Ariel, wręcz dobiło. Pochylił głowę i długo, długo zastanawiał się, co robić.

– Severian wie o twojej rozmowie z nyrionem?

– Nie.

– Marcus mnie za to znienawidzi… – mruknął. – Pomogę ci. Za kilka dni.

– Wiedziałam, że mogę na ciebie liczyć. Jesteś naprawdę fantastycznym przyjacielem. – Ku zaskoczeniu elfa, cmoknęła go w policzek. – Nawet nie wiesz, jak bardzo jestem ci wdzięczna – podniosła się i dodała jeszcze: – Przeszła mi ochota na imprezy. Zajrzę do Vivianne i pójdę się położyć. Dobranoc Fabien.

*

Marcus został w końcu przy stoliku tylko z Gasparem. Prosper ulotnił się na nocny patrol, inni też zaczynali się rozchodzić.

– Co teraz zamierzasz? – zapytał Gaspar, popijając z kufla.

– Niby z czym? – Marcus wziął głębszy łyk. – „Ależ to piwo dziś podłe! Że też innym smakowało...”.

– Z Ariel oczywiście.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz – wzruszył ramionami, ale zaraz przypomniał sobie ich rozmowę w ruinach pierwszego miasta, gdy Gaspar uparł się, że pójdzie z nim do tuneli. Elf tłumaczył wtedy, że nie może wrócić do koszar, bo „co powie jego pani, gdy o niego zapyta”? Teraz oficer czuł nadciągające kłopoty. Siorbnął piwo, nieźle już zmieszany.

– Ech, Marcus, ty i ta twoja uczciwość! – palnął Gaspar, rozglądając się czujnie na boki. Zniżył głos do szeptu. – Przecież całe koszary od dawna wiedzą, że smalisz do niej cholewki. Jeśli to dobrze rozegrasz, będziecie razem bez żadnych kar i konsekwencji.

– Co masz na myśli?

– Tylko to, że gdybyś był mniej honorowy, uczciwy, lojalny i tak dalej, mógłbyś bez problemu żyć z Ariel. Nie mówiłem ci tego wcześniej, ale na terenie koszar istnieje coś w rodzaju klubu oficerów, którzy mają swoje dziewczyny. Jasne, to nielegalne, karalne, nieuczciwe i tak dalej, ale jesteśmy tylko ludźmi. No dobra, nie tylko ludźmi, ale wiesz, co mam na myśli – uśmiechnął się elf i upił łyczek piwa. – Regulaminowe trzymanie się zasad dotyczących Losowań to nie dla nas. To są osoby, które darzymy ogromnym uczuciem. Szacunkiem. Miłością. Jesteśmy jednak cholernie dyskretni. Powiem więcej: obsesyjnie dyskretni.

Gaspar nachylił się ku Marcusowi.

– Widzisz, parę lat temu – kontynuował szeptem – jeden z oficerów został przyłapany, na dodatek zbuntował się przeciwko systemowi. Potraktowali go bardzo surowo. Ty byłeś wtedy ledwie kadetem, więc pewnie nic nie wiesz, ale my dostaliśmy nauczkę. Staliśmy się czujni i niewidzialni. Uważamy, że system Losowań jest zły, jednak nie jesteśmy w stanie go zmienić, dlatego prowadzimy podwójne życie. Jesteśmy normalnymi oficerami, a jednocześnie każdy z nas ma kogoś, dla kogo warto żyć. I walczyć, i narażać się.

– Cholera, Gaspar! – Marcus trzasnął kuflem, odrobina złocistego płynu rozlała się po blacie. – Mówisz mi o tym tak po prostu?! Przecież mógłbym na ciebie donieść!

– Nie jesteś Efremem! – odparł spokojnie mężczyzna. – Znam cię, nie doniósłbyś, tylko byś się gryzł, że pod twoim nosem dzieje się coś takiego. Teraz sytuacja się zmieniła. Wszyscy widzimy, co was łączy, dlatego z tobą rozmawiam. Kochaj ją, ale bądź dyskretny, dyskretny aż do przesady – podkreślił – inaczej może cię spotkać to, co przytrafiło się pewnemu oficerowi wiele lat temu. Uwierz, nie chcesz znać szczegółów. Ty musisz tylko nieco zliberalizować swoje poglądy, czasami być trochę mniej lojalny, odrobinę mniej honorowy, a wtedy, przyjacielu, będziesz miał Ariel dla siebie i pozostaniesz w Korpusie, tak jak ja. – Gaspar uśmiechnął się znacząco.

– To znaczy, że przez tyle lat byłem ślepym idiotą?!

– Nie, Marcus, nigdy nie byłeś idiotą, ale fakt, byłeś ślepy. Widziałeś tylko to, co chciałeś widzieć. Skala tego „procederu” – Gaspar uśmiechnął się pod nosem – jest tak wielka, że już nawet Zorian przymyka na to oko. Jako jeden z nielicznych jesteś do bólu honorowy, a tego jak trzymasz się regulaminu nawet Efrem ci zazdrości. A przepisy, przyjacielu, trzeba czasami nagiąć, zwłaszcza, gdy są debilne. Tak naprawdę dopiero teraz jesteś jednym z nas. Bądź z nią szczęśliwy, ale pamiętaj, dyskretnie!

– Słuchaj, Gaspar, jest jeszcze coś – szepnął gorączkowo Marcus. – Kiedy byliśmy w tunelu i napadł mnie nyrion, Ariel uratowała mi życie pocałunkiem, to znaczy sztucznym oddychaniem, to znaczy… – z rozpędu zaplątał się w tłumaczeniach. – Mniejsza z tym! Bestia powiedziała jej, że tylko w ten sposób mogę przeżyć. Ale potem Severian oskarżył mnie o złamanie przepisów o Losowaniu, bo powiedział, że widzi na moich ustach wypalony znak. Czemu was za to nie ścigają? Skoro ja go miałem, wy też musicie...

Gaspar zaczął się śmiać.

– Ech, Marcus. – Grzbietem ręki elf otarł łzy uciechy. – Severian podpuścił cię jak małego szczyla, a ty się dałeś wrobić! Nie ma żadnego wypalonego znaku, bo gdyby tak było, cały garnizon by go nosił. Severian cię po prostu testował, a ty się przyznałeś, i to jeszcze do tak niewinnej rzeczy. Naucz się, bracie, kłamać. Nie jesteś elfem, czyli mną, nie? Następnym razem skłam mu w żywe oczy. Niczego ci nie udowodni. A najlepiej, tak jak ja, nie dawaj Naczelnemu powodów do zadawania takich pytań. No, na mnie już czas. – Gaspar zaczął się podnosić od stołu. Marcus, oszołomiony wiadomościami, nadal siedział.

– Jeszcze jedno – rzucił. – Nie wiesz, dokąd Ariel poszła z Fabienem?

– Chyba nad Chochlikowe. Słyszałem, jak go prosiła o rozmowę. Na razie.

Marcus też po chwili wstał i skierował się nad jezioro, roztrząsając po drodze słowa Gaspara. Aż tak wielu oficerów łamie przepisy o Losowaniach? Wielkie nieba! Jak mógł być taki ślepy? Pewnie śmiali się z niego po kątach. Gaspar powiedział, że jeśli będzie dyskretny... No tak, ale czy ona zgodzi się na taki układ? Cholera! Miał co do tego spore wątpliwości. Z jednej strony czuł, że to niestosowne, ale z drugiej bardzo tego pragnął. Musi pogadać z Ariel. W końcu powinni sobie wszystko wyjaśnić. Ale decyzję pozostawi jej. Niezależnie od swoich uczuć i pragnień, nie zamierza jej do niczego przymuszać. A gdyby się zgodziła? Wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach.

Dotarł nad Chochlikowe Jezioro. Faktycznie tam byli. Już miał podejść, gdy zobaczył, że Ariel całuje Fabiena.

„A żeby to gnomy obesrały!”.

Wszystko się w nim zagotowało. Po sekundzie ona wstała i skierowała się w stronę zagród, a Fabien... A z Fabienem to on już pogada!

*

Elf wstał, zamyślony ruszył w stronę stołówki.

„Bogowie, czemu wszystko musi być takie pokręcone?”.

Analizował każde wypowiedziane przez kobietę zdanie, z tej analizy wyłaniał się logiczny obraz całości problemu. Musiał przyznać Ariel rację, że chce odejść do swojego świata, a on jest oficerem i uczciwość nakazuje mu udzielić jej pomocy, skoro go o nią poprosiła. Tylko jak to wytłumaczyć przyjacielowi? Obydwoje byli mu bardzo bliscy i chciał być lojalny wobec każdego z nich.

– Czy jest coś, o czym powinienem wiedzieć?! – rozległ się nagle wściekły szept i jak spod ziemi wyrósł przed nim Marcus.

– Marcus? – zdziwił się Fabien. – Wiedzieć? O czym?

– Wytłumacz mi, elfie, co tu robiłeś z Ariel i dlaczego się z nią całowałeś?! Gadaj i pamiętaj, że nie umiesz kłamać!

Fabien poczuł na ramieniu żelazny uścisk ręki przyjaciela. No nie, teraz jeszcze będzie musiał się tłumaczyć z nocnych spacerów z tą kobietą. Zaczynał mieć tego wszystkiego serdecznie dość.

– Słuchaj uważnie, ty zazdrosny durniu! – warknął. – Nic mnie z Ariel nie łączy! Poprosiła mnie o rozmowę i pomoc, a ja jej wysłuchałem i pomogłem. Jeśli widziałeś, jak mnie całuje w policzek, i wyciągnąłeś z tego błędne wnioski, twoja sprawa! Ani ja, ani ona nie zrobiliśmy niczego, co mogłoby być powodem twojego gniewu, więc zechciej się wypchać swoimi podejrzeniami! Jeśli kierujesz je pod adresem Ariel, widać nie zasługujesz na jej miłość, a jeśli pod moim, to chyba się zastanowię, czy słusznie byłem twoim przyjacielem przez tyle lat! – fuknął. – A co do tego, o czym rozmawialiśmy, nie pytaj, bo obiecałem Ariel dyskrecję i nie mogę ci powiedzieć. Coś jeszcze?!

Wyrwał ramię z uścisku Marcusa i wzburzony oddalił się w kierunku stołówki. Kiedy tam dotarł, impreza miała się już ku końcowi, tak więc wypił ostatnie piwo i pogrążony w myślach wrócił do kwatery.

*

Marcus nic z tego nie rozumiał. Nigdy nie widział przyjaciela tak wytrąconego z równowagi. O czym on i Ariel rozmawiali? O co go prosiła? Podskórnie czuł, że to coś cholernie ważnego. Niedobre przeczucia zrodziły się w jego umyśle, za nimi nadciągnął niepokój. Dobra, elf nie chciał mu powiedzieć, ale ona to zrobi.

Z tym postanowieniem ruszył do zagród. Gdy tam dotarł, wsiadł do windy i – nowym buzdyganem, który dopiero co otrzymał od Zoriana – nakazał, by jechała do góry. Wszedł na galeryjkę i ruszył wzdłuż smoczych boksów, domyślając się, że Ariel najpewniej sprawdza stan jaja dzikiego smoka albo rozmawia z Vivianne. Nie mylił się, faktycznie była w zagrodzie smoczycy.

Oparty o barierkę, lecz ukryty w cieniu, długo patrzył na małą postać, która najpierw wściekle miotała się po zagrodzie, a potem położyła się na wznak z rękami pod głową i skrzyżowanymi nogami i najwyraźniej zaczęła telepatycznie rozmawiać ze smoczycą. Vivianne zrobiła się w ostatnich dniach gruba i ociężała, no i trochę bardziej upierdliwa, co oznaczało, że niedługo zniesie jaja. Marcus nie zamierzał przeszkadzać paniom. Uzbroił się w cierpliwość i czekał.

„W końcu Ariel będzie musiała wyjść z tego boksu, a wtedy wszystko mi wyśpiewa…”.

*

„Tobie nie muszę niczego opowiadać. I tak już pewnie wszystko wiesz” – stwierdziła konsultantka.

„Niemal wszystko. Gdy tylko wróciliście, od razu odebrałam prawie pełen przekaz, oprócz niektórych fragmentów dotyczących waszego pobytu w tunelach. Moje zdolności aż tam nie sięgają, ciąża też nie pomaga. Przez nią zdecydowanie gorzej mi się skoncentrować. A zresztą nieważne. Opowiesz mi resztę?” – zachęciła smoczyca.

„Zdaje się, wpadliśmy po uszy w kłopoty... – komentowała Ariel, gdy skończyła opowiadać. – Jak myślisz, co zrobią Naczelni? Mam złe przeczucia. Do tej pory ignorowali temat. Smoki słabły, kopuły robiły się coraz cieńsze, a oni odbywali jedną bzdurną naradę za drugą. Raz byłam u Severiana. Nawet nie zaczęłam mu opowiadać o podejrzeniach na temat nyrionów, bo nie dał mi dojść do słowa, tylko zrobił wykład, do czego służą terminale teleportacyjne! No jakbym nie wiedziała! A potem dodał: „żeby ci do głowy nie przyszła bezpośrednia teleportacja, bo jest zakazana!”. Później okazało się, że ktoś „życzliwy” doniósł, że o to pytałam. I tak ileś tam razy. Serio, współpraca z nim...” – pokręciła głową z dezaprobatą.

„Tak, wiem, Severian ma dość, hmm... trudny jak na półelfa charakter. – Smoczyca zachichotała. – I fioła na punkcie miast, historii, Xaviere’a oraz tym podobnych bzdur. A jak już zacznie o nich gadać, nikogo nie dopuści do głosu. Czasami myślę, że jest najlepszą bronią, jaką mamy. Przy następnym ataku na miasto powinniśmy go napuścić na bestie. On będzie je wykańczał gadaniem, a my w tym czasie wychylimy po kufelku piwa imbirowego”.

Ariel też zaczęła chichotać.

„Zdaje się, Severian marzy, by stać się takim gwiazdorem wśród Naczelnych, jakim był Xaviere. To jego idol. Godzinami mógłby zachwycać się herbem miast...”.

„Herbem?” – Ariel zerknęła na smoczycę.

„Aha. Herbem, godłem, jak zwał, tak zwał. Choć mnie bardziej przypomina tarczę strzelniczą. Musiałaś go widzieć. Jest dosłownie wszędzie. Na szlafroku Severiana też. No nie żartuję! Wielka litera X otoczona smoczą różą, kuszą, stożkiem i smoczą łuską. Serio, nie kojarzysz? – Vivianne zerknęła na nią zdumiona. – No dobra, to ci powiem. X symbolizuje „ojca społeczeństw”, czyli Xaviere’a. U góry smocza róża, jako oznaka przymierza z Zielarzami. Logiczne, nie? Po prawej stronie litery masz kuszę. To symbol ochrony oficerskiej miast. Pod spodem stożek, jako znak społeczeństw, a po lewej smoczą łuskę, symbol porozumienia z supergwiazdami tego świata, czyli nami. I jeszcze romb w centrum litery X. To święte źródło. Wymyślił to chyba któryś z ludzi Xaviere’a i tak już zostało”.

„A rzeczywiście, gdziekolwiek spojrzysz, tam herb. Ale do tej pory myślałam, że to zwykła ozdoba. – Ariel się uśmiechnęła. – Nawet jeśli była o tym jakaś wzmianka w księgach, to musiała mi umknąć. Ma go na szlafroku, powiadasz?”.

„Obym nie zaznała więcej godów z Croyem, jeśli kłamię. Wiem, bo go kiedyś podejrzałam przez okno apartamentu. Ręczniki, mydełka, grzebień, jakaś roślinka w ten sposób uformowana, dym z fajki, kapcie, a nawet piżama! Dosłownie wszędzie. Serio! Dziwne, że jeszcze sobie fryzury w tym kształcie nie zrobił. Osobiście nie radzę ci go o to wypytywać. No chyba, że zamiast prywatnego Losowania z pewnym oficerem wolisz śmierć przez zagadanie. A jak już przy panach jesteśmy, głupio zrobiłaś tam w zagrodach centaurów. Nonna miała rację, należało dokończyć amory z Marcusem, a nie nabijać się z niego. Żaden facet by tego nie wytrzymał. Ale w sumie utarł ci nosa w dobrym stylu. Punkt dla niego”.

„Dzięki, Vivianne! To było bardzo miłe i budujące, serio!” – rzuciła ironicznie Ariel i zaczęła przemierzać nerwowo zagrodę. Dopiero co poprawiony nastrój się rozwiał. Wróciły troski, ale przede wszystkim znów czuła gorycz.

„Cholera, muszę spadać z tego świata. Wy wszyscy jesteście jacyś chorzy. Na siłę pchacie mnie Marcusowi do łóżka. Aż tak wam zależy na tym Dziewiątym Magu? I czemu akurat ja mam go wam dać? Nie jestem klaczą rozpłodową, do cholery!” – dokończyła gniewnie, kopiąc przy tym w ścianę boksu.

„Nie złość się. Owszem, niektórym aż do przesady zależy na Dziewiątym Naczelnym, ale są też tacy, którzy zwyczajnie was lubią i życzą wam jak najlepiej, wiesz? No i nie wszyscy jesteśmy chorzy” – odpowiedziała pogodnie smoczyca.

Ariel nieco ochłonęła. Miejsce furii zajął żal. Podeszła do Vivianne, położyła się koło niej.

„Co byś zrobiła, gdyby ktoś pozwolił ci na jednorazowe gody z Croyem, a potem zabrał wam smoczątko? Bo właśnie to Naczelni chcą zrobić mnie i Marcusowi”.

„No, taka osoba nie pożyłaby zbyt długo”.

„Pragnę go, Vivianne. Bardzo. Ale jeśli nie mogę go mieć na zawsze, nie chcę go mieć na chwilę”.

„Masz wielkie wymagania”.

„Wiem – uśmiechnęła się smutno. – Wszystko albo nic. Taka już jestem. Ale ty akurat rozumiesz mnie najlepiej, prawda?”.

Mądre oczy smoczycy patrzyły na nią uważnie.

„Więc, co teraz chcesz zrobić?” – zapytała.

„Rozmawiałam z Fabienem. Obiecał, że otworzy dla mnie portal i będę mogła wrócić do domu. Tam też jest ktoś, kogo kocham. Ale nie przejmuj się, zrobię to dopiero po wykluciu się dzikiego smoka i kiedy ty zniesiesz jaja” – spojrzała na Vivianne z rozrzewnieniem i pogładziła ją po łapie pokrytej zielono-złotymi łuskami.

„Doceniam. Będzie mi ciebie brakowało, ale rozumiem cię, moja droga – odparła w myślach smoczyca – Marcus oczywiście nie wie?”.

„Nie powiedziałam mu i nie powiem. Zrobiłby wszystko, żeby mi przeszkodzić, a ja po prostu wiem, że jeśli tu zostanę, oni w końcu znajdą sposób żeby nas zmusić...”.

Ariel przypomniała sobie słowa Fabiena, że po wszystkim odebrano by jej dziecko i dopilnowano, by straciła pamięć o nim. Zacisnęła usta.

„Nawet nie wiesz, ile bym dała, żeby można tu było żyć normalnie. – Następne myśli, które przekazała smoczycy były pełne goryczy. – Żeby nie było tego koszmarnego systemu Losowań. Żeby... Muszę odejść, Vivianne. Wiem, Marcus będzie cierpiał, ale pewnego dnia zrozumie. Mnie też nie jest lekko. No dobra, idę do siebie. I tobie i mnie przyda się odpoczynek. Jutro wpadnę i zobaczę, jak się miewasz. Powinnaś chyba składać jaja w najbliższych dniach. – Ariel stanęła przed smoczycą, pogładziła ją czule po szyi i uśmiechnęła się do niej. – Mnie też będzie ciebie brakowało, Vivianne. Dobranoc”.

Przeciągnęła się, potem wyciągnęła ręce do góry, przymknęła oczy, skoncentrowała i jej ciało poszybowało w kierunku galeryjki. O tak, lubiła lewitację.

„Za tym też będę tęsknić”.

Łagodnie wylądowała, a wtedy jej wzrok padł na mężczyznę stojącego w półmroku kilka metrów dalej. Najwyraźniej był tu już dłuższą chwilę. Wsparty plecami o jakiś słup, ręce miał skrzyżowane na piersiach. Przyglądał jej się uważnie i czekał. Zobaczyła zatknięty za jego pas nowy buzdygan. A więc tak się tu dostał. Nie sądziła, że tak szybko mu go dadzą.

„Zorian się postarał – pomyślała ukryta pod osłoną adger. – A może to też sprawka Severiana?”.

Miała nadzieję, że tego wieczoru będzie z Vivianne sama i że oficer niewiele usłyszał z ich rozmowy. Ruszyła w kierunku windy. Gdy przechodziła obok niego, złapał ją za rękaw.

– Co ty kombinujesz, Ariel? – zapytał cicho. Idealnie wytrenowane zdumienie pojawiło się w jej oczach, lecz Marcus nie dawał za wygraną. – Najpierw rozmawiasz z Fabienem, który twierdzi, że nic nie może mi powiedzieć, a teraz z Vivianne. O co chodzi? Powiedz, proszę.

– O nic, co powinno cię niepokoić – odparła, siląc się na pogodny ton. – Wybacz, jestem nieco zmęczona, pójdę do siebie. – Zgrabnie go wyminęła, prawie biegnąc do windy.

Nie dał się jednak tak łatwo spławić. Bez trudu ją dogonił. Postanowił, że się z nią rozmówi, i tak będzie.

Gdy winda dotknęła podłoża, Ariel szybkim krokiem skierowała się ku bungalowom.

– Poczekaj! Teraz ja chcę z tobą porozmawiać! – rzucił, niemal bez tchu, sam się sobie dziwiąc, że ma tyle odwagi. Zagrodził kobiecie drogę. – Z innymi rozmawiasz, to i mnie tego nie odmawiaj – poprosił, kładąc łagodnie dłonie na jej ramionach.

Stała przed nim z opuszczoną głową, oddychała ciężko, szybko. Domyślała się, o czym chce z nią mówić, nie mogła mu robić nadziei.

– Odłóżmy tę rozmowę do jutra. Teraz naprawdę chcę wypocząć. Dobranoc, Marcus – znów wyminęła go i odeszła, nim zdołał cokolwiek powiedzieć.

Zdumiony, patrzył, jak od niego...

„Ucieka?”.

Był kompletnie skołowany. O co chodzi? Zaintrygowany poszedł za nią. Zobaczył, że jednak nie idzie w stronę kwater, a do stajni pegazów. Nic mu nie pasowało w jej zachowaniu. Ta tajemniczość. Unikanie go. Musi się dowiedzieć, co to wszystko znaczy.

Wrota stajni były uchylone, więc nie zdradziło go najmniejsze skrzypnięcie. Bezszelestnie ruszył w stronę boksu appaloosa. Wiedział, że Ariel może być tylko tam. Po chwili usłyszał cichutki... szloch? Zobaczył, że stoi przytulona do szyi swojego ulubionego pegaza i... płacze! Chwilę patrzył na nią, zdumiony, potem zdecydowanym krokiem po prostu wszedł do boksu, zdjął jej ramiona z szyi zwierzęcia, otoczył nimi własną. Przytulił ją i zwyczajnie pogładził po włosach. Ukryła twarz na jego piersi, starając się zapanować nad łzami. Westchnął ciężko. Nie miał pojęcia, co się wydarzyło, ale musiało to być coś ważnego i wyjątkowo paskudnego. Pewnie jutro, najdalej za kilka dni sama mu powie. Na razie trzymał ją w ramionach i tylko to się liczyło.

– Już dobrze – szepnął z czułością. – Hej, nie płacz, proszę – ujął jej twarz w dłonie, kciukami otarł łzy. – Rozumiem, że i tak mi nie powiesz, co się stało. Nie będę naciskał. Mówiłem, nie robię niczego wbrew woli innych, pamiętasz? Poczekam, aż sama zechcesz mi wszystko wyjaśnić. Potrafię być cierpliwy.

Ariel powoli się uspokajała. Poczuła się głupio, że zastał ją w całkowitej rozsypce, a ona nawet nie jest w stanie logicznie wytłumaczyć swojego zachowania.

– Wybacz – pociągnęła nosem i spróbowała się uśmiechnąć. – Nie zachowuję się racjonalnie. Chyba dopiero teraz odreagowuję cały stres i zmęczenie po przejściu tymi tunelami. Nie miałam zamiaru cię wystraszyć. Pewnie w ten sposób dochodzę do siebie po spotkaniu z nyrionami. To było naprawdę przerażające… – kłamała gładko, gdy w końcu wymyśliła wiarygodny powód.

– No tak – przyjrzał jej się uważnie. – Rzeczywiście, to było koszmarne. Już dobrze. – Znów pogładził ją po włosach. – Oni zostali tam, a my jesteśmy tutaj. Nic nam nie grozi. Spokojnie. – Jego głos zabrzmiał pieszczotliwie, a w jej głowie odezwały się dzwonki alarmowe. – Coś mi obiecałaś, pamiętasz?

– T-tak? C-co takiego?

– Wygrałem wyścig. Obiecałaś, że jeśli cię dogonię, mogę sobie zażyczyć, czego tylko zechcę… – szepnął jej wprost do ucha, a ona dostała gęsiej skórki. Wtulił twarz w zagłębienie szyi kobiety i wzdychając raz po raz, mruknął: – A ja... pragnę...

Jego wargi najpierw musnęły obojczyk, potem – gorącym oddechem doprowadzając zmysły do szaleństwa – powoli ruszyły w stronę płatka ucha, by przez policzek dotrzeć do ust Ariel. Zarost brody mężczyzny drażnił najwrażliwsze partie jej karku, jeszcze potęgując te odczucia. Delikatnie oparł ją o ścianę boksu i, wtulając się w nią, całował coraz śmielej. Wplotła palce w jego włosy, kilka długich minut oddawała pocałunki, upajając się zapachem skóry, żarem ciała oficera. Znów tęczówki jego oczu miały barwę niebios, ramiona były jej opoką i murem ochronnym zarazem. Granicą jej własnego, bezpiecznego świata, krainy zmysłowości. Rozpaczliwie chciała, by ta chwila nie skończyła się nigdy. Lecz gdy poczuła jego dłonie pod materiałem munduru, zrozumiała, że musi to natychmiast przerwać. Że jeśli tego nie zrobi, za chwilę będą się kochać tu, na sianie, w tym boksie. Nie miała pojęcia, jak jej się to udało, ale oparła ręce na piersi Marcusa i odepchnęła go z całej siły. Zaskoczony, zdyszany, spojrzał na nią. Nic nie rozumiał. Pragnęła go. Czuł to.

– Ariel...

– Oficerze Brent! Podobno niczego nie robisz wbrew woli innych! A to jest wbrew mojej woli! – krzyknęła mu prosto w twarz, i już zupełnie nie szukając pretekstu, pobiegła w kierunku bungalowu.

A on został w boksie oszołomiony.

„Może faktycznie odreagowuje w ten sposób spotkanie z nyrionami? Jeśli tak, oby jak najszybciej jej to minęło” – myślał, przeczesując palcami czuprynę i starając się uspokoić oddech.

Dostrzegł, że pegaz Ariel spokojnie obserwuje go, przegryzając sianko. Z jakiegoś powodu ten widok go zirytował.

– Co się gapisz?! – rzucił wściekle i też poszedł do swojej kwatery.

Tam przez chwilę nasłuchiwał. U niej nic. Cisza. Wziął szybki prysznic i przebrał się w czyste ubranie. Wymyślając sobie w duchu od idiotów, sprawdził drzwi do jej pokoju. Zamknięte od środka. Przekaz aż nadto wyraźny: daj mi spokój! Doszedł do wniosku, że zupełnie nie rozumie kobiet. Ta konkretna doprowadzała go do szaleństwa, życie zmieniała w chaos, lecz on już nie wyobrażał sobie, by miała z tego życia zniknąć. Postanowił, że rano sprawdzi, w jakim jest nastroju i może w końcu uda mu się z nią porozmawiać. Było tyle rzeczy, które chciał jej powiedzieć...

*

Niepokojące wiadomości przekazane przez Severiana sprawiły, że Naczelni zebrali się natychmiast, porzuciwszy wszystkie inne sprawy, lecz mimo to Czarnoksiężnik z trzeciego miasta nie był zadowolony. Owszem, powołali komisję złożoną z kilku wybitnych magów, którzy mieli ustalić, jakie słabe punkty mają nyriony oraz jak je zgładzić. Postanowili też, zgodnie z sugestią Ariel, że zaczną szkolić adeptów na mag-medyków dla smoków. Zgodzili się również – choć z oporami, bo był to dość kosztowny wydatek – na zbudowanie szpitala dla smoków i pegazów na Trollowych Rubieżach.

Ale kiedy Severian zauważył, że być może Ariel powinna zostać dopuszczona do Próby na Dziewiątego Maga, wybuchła koszmarna awantura. Naczelni krzyczeli, że to niedorzeczność i obraza wszystkich społeczności. Kobieta Dziewiątym Magiem?! Na pewno nie! Oriana też była temu przeciwna, bo gdyby Ariel jakimś cudem przeszła tę Próbę, wtedy ona nie byłaby już Wszechwidzącą, lecz zwykłą czarownicą. Pojedyncze głosy poparcia, zostały skutecznie zagłuszone przez resztę wzburzonego gremium. W końcu, by uciszyć emocje i opanować chaos, Severian zaproponował głosowanie. Wynik? Zaskoczenia nie było. 7:2 przeciw dopuszczeniu Ariel do Próby. Za głosował tylko on i jeszcze Teobald. Pozostali oraz Oriana byli przeciwni.

– Z całym szacunkiem, Severianie, ale chyba przeceniasz umiejętności magiczne tej kobiety – zaprotestował Cyrus. – Przecież sama przyznała, że nie potrafi odczytywać run, postawić zapory, otworzyć tunelu w skale i wielu innych rzeczy, a ty proponujesz, by podeszła do Próby?!

– Dałaby radę. A co do tunelu… Wybacz, Cyrusie, jakoś nie wierzę, żeby ktoś inny mógł go otworzyć. Według przepowiedni miał to zrobić Dziewiąty Mag, tymczasem ona twierdzi, że tunel już był otwarty. Gdzie w takim razie jest nasz wytęskniony Naczelny dla dziewiątego miasta? – zakpił Severian. – Zresztą widzimy, że ta kobieta cały czas rośnie w siłę i uczy się coraz to nowych rzeczy. No, ale skoro zostałem przegłosowany... – przerwał wymownie. – W tej sytuacji chyba musimy wrócić do pierwotnego planu, co, Oriano? – spojrzał pytająco na Wszechwidzącą.

– To znaczy, Severianie? – zapytał Teobald.

– To znaczy, że jeśli ona nie jest Dziewiątym Magiem, to przynajmniej ciągle może nam go dać. Zwłaszcza, że jakimś cudem cało wyszedł z tej wyprawy ten oficer, Marcus. – Mag uśmiechnął się szeroko. – Teraz tym dwojgu należy tylko ułatwić zadanie.

Naczelni wymienili spojrzenia, a potem zerknęli na niego z niesmakiem i konsternacją.

– No nie wiem, Severianie – mruknął Cyrus. – Łamiemy w ten sposób przepisy o Losowaniach ustalone przez samego Wielkiego Xaviere’a.

– Cóż, cel uświęca środki, przyjacielu, a wy nie zostawiacie mi wyjścia. Niebiosa wiedzą, że Dziewiąty Naczelny jest nam bardzo potrzebny! Skoro nie ma Próby, będzie Losowanie.

– Czyli ona zostaje? – odezwał się Teobald.

– Marcus w pojedynkę raczej nie da nam tego, czego potrzebujemy – zakpił Severian, a widząc politowanie na twarzy Teobalda, dodał: – Oczywiście, że zostaje, i tak jak obiecałem, gdy tylko dzieciak pojawi się na świecie, podziękujemy pani Odgeon za współpracę – stwierdził stanowczo Severian. – Nie martwcie się, przyjaciele. Jak już kiedyś wspominałem, tych dwoje łączy silna więź. Nie będą mieli pretensji o jedno wspólne Losowanie. – Mag roześmiał się. – A tym, że nagięliśmy przepisy Wielkiego Xaviere’a, nie musicie się chwalić mieszkańcom swoich miast.

*

Tego dnia Marcus był zwolniony z patroli i szkolenia adeptów. Zorian, zgodnie z zaleceniem Severiana, dał mu wolne, żeby nieco odpoczął. Trochę go zdziwiła taka wspaniałomyślność, lecz w duchu cieszył się, że być może w końcu porozmawia z Ariel. Obawiał tego spotkania, zwłaszcza po wczorajszym wieczorze. Z drugiej strony, chciał je mieć już za sobą. Gdyby tylko się zgodziła, mogli być razem szczęśliwi… Coś mu jednak mówiło, że każda inna kobieta być może poszłaby na taki układ, lecz Ariel? Szczerze w to wątpił.

Pogrążony w rozmyślaniach, poszedł do jej pokoju, ale nikogo tam nie zastał. Na stołówce powiedziano mu, że i owszem, widzieli ją tu, ale zaraz po śniadaniu poszła do zagród. Mrucząc pod nosem: „oby była w lepszym nastroju”, i on skierował tam swe kroki.

Tak jak przewidywał, zastał ją w boksie przeznaczonym do inkubacji jaja dzikiego smoka. Smoczątko powinno się wykluć lada dzień i Marcus wiedział, że Ariel za nic nie przepuści takiej okazji. Stała tam i przyglądała się posępnie, jak ekipa chochlików obraca jajo, podgrzewa je i zrasza wodą. Czasem jajo zaczynało drżeć, jakby smoczątko w środku się wierciło. Do tego boksu też nie było drzwi, jednak na użytek Zoriana, chochlików oraz innych oficerów, po wewnętrznej jego stronie zostały dobudowane schody, którymi można było zejść z galeryjki. Ariel oczywiście ich nie używała.

Teraz objęła się ramionami i zapatrzyła w płomienie.

– Tu jesteś – wyrwał ją z zadumy cichy głos. Marcus stanął koło niej i też wpatrzył się w ogień.

– Lada dzień zacznie się wylęg. Mam nadzieję, że to będzie smoczyca – powiedziała żeby tylko coś powiedzieć. – Ta sama rasa, co Neret. Muszę nauczyć chochliki, jak mają je karmić.

– Ariel...

– Smoczątko jest delikatne, potrzebuje dużo pożywnej karmy. Trzeba je też wszystkiego nauczyć.

– Nie ułatwiasz mi tej rozmowy…

Odwróciła głowę, unikając jego wzroku.

– Porozmawiaj ze mną o wczorajszym wieczorze – szepnął – o poranku w zagrodzie centaurów, o nas...

Wiedziała, że to, co zaraz zrobi, będzie podłe, ale musiała to skończyć, tu i teraz. Wciągnęła głośno powietrze.

– Proszę bardzo. Chcesz rozmawiać, rozmawiajmy. – Nagle spojrzała na niego, lecz w jej oczach nie dostrzegł miłości. Był w nich chłód i jakaś zawziętość. Zaraz potem niemal gniewnie rzuciła: – Tylko właściwie, o czym? Mówisz: o nas. Marcus, nie ma „nas”! Przyznaję, parę razy zachowałam się wobec ciebie może zbyt przyjaźnie, zbyt frywolnie. Jak jakaś durna małolata, a nie dojrzała, odpowiedzialna osoba. Moja wina. Pewnie dlatego wyciągnąłeś błędne wnioski, że coś nas łączy, ale powiedzmy sobie szczerze: nie łączy nas nic. Prawda jest taka, że jestem gościem w twoim świecie i za kilka dni wrócę do siebie. Tak, Marcus, właśnie o tym rozmawiałam z Fabienem. Prosiłam go, żeby otworzył dla mnie nielegalnie portal, ponieważ widzę, że Severian nigdy mnie stąd nie wypuści. A tam została moja córka, która czeka, i której tu nie sprowadzę, bo to niemożliwe. Zajmowanie się smokami to marzenie życia, ale tęsknię za Amandą! To dlatego płakałam wczoraj w boksie appaloosa, bo chcę wracać i nie mogę! Co do ciebie… Odnoszę wrażenie, że zbytnio rozbudziłeś wyobraźnię, a za nią oczekiwania. Ja nie mogę ci ofiarować nic, tak jak ty nie możesz dać nic mnie. Nasze światy nie przystają do siebie... Nie zamierzałam cię ranić, jeśli tak się stało, wybacz.

– Wczoraj, tam w boksie... Pragnęłaś mnie… Wiem to!

– Wczoraj trzymałeś w ramionach zrozpaczoną kobietę, która pragnęła ochrony i pomocy! Taką, która miała właśnie chwilę słabości, a ty to wykorzystałeś! – rzuciła mu oskarżycielsko w twarz. – Nie przeczę, że cię podziwiam, szanuję i lubię, ale to jeszcze nie oznacza, że pójdę z tobą do łóżka. Intymność rezerwuję tylko dla kogoś, kogo kocham z całego serca. Sam szacunek i przyjaźń, to dla mnie za mało. Nie chciałam tej rozmowy, ale widzę, że była konieczna, by ci uzmysłowić bezsens całej tej sytuacji. Przepraszam, że do tego wszystkiego doszło. Za parę dni już mnie tu nie będzie, spokojnie wrócisz do dawnego życia. Teraz wybacz, mam jeszcze inne sprawy do załatwienia.

I zanim zdołał coś wykrztusić, wyciągnęła ręce nad głowę i poszybowała na galeryjkę.

„Kłamiesz, Ariel – pomyślał. – Kłamiesz jak z nut. Wczoraj w boksie pragnęłaś mnie, obydwoje to wiemy! Dowiem się, o co tak naprawdę chodzi. Do jasnej cholery, zrobię wszystko, by się tego dowiedzieć! I nie pozwolę ci tak po prostu odejść!”.

*

– Cześć, Neret – wylądowała zgrabnie koło smoka, jeszcze roztrzęsiona po rozmowie z Marcusem.

– Witaj, maleńka! Vivianne opowiadała o waszych przygodach w tunelach. No, no, no, jestem pod wrażeniem! Daliście radę hordzie nyrionów i przynieśliście cenne informacje. Gratuluję. – Neret nie krył podziwu i uznania.

– Eee… dzięki – rzuciła, nieco zakłopotana, bo nie była przyzwyczajona do prawienia jej komplementów, a już na pewno przez smoka. – Właściwie przyszłam zobaczyć, jak się miewasz i co z twoim skrzydłem.

– Dzięki tobie, maleńka, jest w najlepszym porządku – stwierdził smok z zadowoleniem. – Brałem już nawet udział w kilku potyczkach i paru ćwiczeniach na poligonie. Skrzydło spisuje się bez zarzutu.

– Fajnie! – Teraz ona szczerze się ucieszyła.

– No, szkoda tylko, że wam nie pomogę w walce z nyrionami. Nie wejdę do podziemi, chyba że wyciągniecie te bestie na powierzchnię, to wtedy, możesz mi wierzyć, dam im łupnia – zapewnił ochoczo.

Roześmiała się, słysząc te przechwałki, potem sprawdziła blizny po ranach. Faktycznie wszystko zagoiło się znakomicie. Nawet najmniejsze łuski odrosły i pokrywały ciało tak, że trudno było się domyślić, co Neret przeszedł. Po zakończeniu badania długo gawędzili, jak na dwoje serdecznych przyjaciół przystało.

Tego dnia Ariel zrobiła jeszcze obchód pozostałych zagród, zajrzała do smoków wodnych, do Crilla i Esther, zagadała z Croyem, odwiedziła Vivianne i ponownie skontrolowała stan inkubowanego jaja. Mocno się postarała, by wyłącznie smoki zajęły jej myśli. Wynajdywała coraz to nowe preteksty, żeby być z nimi i nie musieć wracać do bungalowu, gdzie – a była tego pewna – znów stanęłaby oko w oko z Marcusem. Wieczorem ukradkiem wróciła do kwatery i udała się na spoczynek.

Następne dni też zaplanowała tak, żeby mieć pewność, że go nie spotka. Cierpiała. On również. Szukał z nią kontaktu. Nadaremnie. Jakimś cudem zawsze zjawiał się w stajni, na galeryjce w zagrodach czy w stołówce kilka chwil po tym, jak ona właśnie wyszła. Ponura wersja zabawy w kotka i myszkę trwała tak dzień czy dwa. W końcu Marcus nie wytrzymał i pewnego ranka, bez pukania wdarł się do jej pokoju. Właśnie kończyła się ubierać. Na jego widok nerwowo przełknęła ślinę, a on trzaśnięciem zamknął drzwi. Stanęli naprzeciw siebie, nic nie mówiąc, tylko zerkając jedno na drugie spode łba.

– Czemu, Ariel, czemu? – wydusił w końcu, rozżalony.

– Co?

– Wiesz, o czym mówię. Nie traktuj mnie tak podle. Miej litość, kobieto! – podszedł do niej, potrząsnął za ramiona i gwałtownie przytulił. – Ja też mam uczucia! Też jestem człowiekiem! – uniósł jej głowę i zmusił do spojrzenia w oczy. Odwróciła wzrok. – Możemy być razem, tylko daj nam szansę! Wiesz, że możemy! Daj nam szansę, Ariel, proszę...!

– Nie ma dla nas szansy... – rzuciła bezlitośnie, wyrwała się z jego uścisku i wyszła. Drzwi zamknęły się za nią bezszelestnie.

Stał dłuższą chwilę pośrodku pustej kwatery, zaciskając pięści i szczęki. Nie potrafił zrozumieć, dlaczego niebiosa tak go karzą. Czym tak bardzo zawinił i co powinien teraz zrobić? Postanowił pomyśleć nad tym w czasie patrolu. Poszedł do siebie, by się do niego przygotować, lecz nim dotarł do swego pokoju, dogonił go chochlik Jim i ukłonił się nisko.

– Panie Marcusie, Naczelny Czarnoksiężnik Severian życzy sobie pana widzieć. Nie przez lustro. Osobiście.

– Kiedy?

– Niezwłocznie. – Chochlik znowu się pokłonił i odszedł.

„Czego znowu to trollowe łajno może chcieć?” – pomyślał z niechęcią.

Idąc do stajni pegazów, rozmyślał nad podłością tego świata. Nie dość, że znów nie dogadał się z Ariel, to jeszcze teraz musi lecieć do Severiana. Cieszył się na to spotkanie, jak na postrzał z kuszy!

„By to gnomy obesrały!”.

*

Naczelny był u siebie. Gdy oficer wszedł, zerwał się z fotela i powitał go niemal jak przyjaciela. Marcus zdębiał.

„O co znowu chodzi? Kolejny bzdurny rozkaz?” – Adger ukryło jego myśli.

– Dobrze, że jesteś, bo mam dla ciebie propozycję – zaczął Severian z uśmiechem.

– Panie? – Odruchowo stanął na baczność, wzrok tradycyjnie wlepił w którąś ze ścian.

– Ogólnie wiadomo, jakimi uczuciami darzysz naszą konsultantkę z równoległego świata. Nie, nie, nie zaprzeczaj!

Marcus zerknął zaskoczony na Naczelnego, lecz błyskawicznie ponownie skoncentrował wzrok na jakimś punkcie na przeszklonej ścianie. Zacisnął szczęki.

„No to jestem ugotowany!”.

Tymczasem Severian przyjrzał mu się, przygryzając usta. Zdaje się nieźle bawiło go zmieszanie oficera.

– Słuchaj – rzucił – nie będę tracił czasu na przydługie wstępy i rozmowy o niczym. Jeśli pozwolisz, przejdę od razu do rzeczy.

Mężczyzna znów zerknął na czarnoksiężnika, tym razem zaintrygowany. Nie przypominał sobie żeby kiedykolwiek widział Naczelnego w aż tak dobrym nastroju.

„Tak otwarcie oświadczył, że o wszystkim wie, ale nie będzie żadnych kar? Nie grozi mi, nawet nie jest zły?”.

Pod osłoną adger pomyślał, że to nienormalne i co najmniej podejrzane.

– Znasz przepowiednię dotyczącą Dziewiątego Maga? – zapytał znienacka Severian, po czym machnął ręką i pospiesznie dodał: – Nie musisz odpowiadać, wiem, że znasz. Wszyscy znają, ale przypomnę: Dziewiąty, na którego tak wszyscy czekamy, ma być czarnoksiężnikiem o imponującej mocy i niebywałych talentach magicznych, przewyższających umiejętności któregokolwiek z Naczelnych, uratować nasz świat i tak dalej…

Marcus zastanowił się, po co Severian mu to mówi. Już niedługo miał się dowiedzieć.

– W tej chwili, w żadnym z dziewięciu miast nie ma takiej osoby. – Naczelny założył ręce do tyłu, zaczął przechadzać się po gabinecie i rzeczowo tłumaczyć. – W oazach szkolnych też utalentowanych dzieciaków jak na lekarstwo, a o genialnych w ogóle możesz zapomnieć, lecz mamy nadzieję, że w niedalekiej przyszłości to się zmieni. Bo widzisz, najnowsze objawienia sugerują, że Dziewiąty Naczelny zrodzi się z rodziców dysponujących wielką mocą magiczną. I tu dochodzimy do sedna sprawy…

Naczelny zatrzymał się przed oficerem, spojrzał na niego dziwnie.

– Nie, ośmiu Głównych Magów nie będzie się wspólnie rozmnażać – zażartował, lecz zaraz kontynuował już całkiem serio. – Mamy inny pomysł. Domyślasz się, jaki? – zapytał. Marcus mocniej zacisnął usta. Pełen niedobrych podejrzeń milczał i czekał. – Tak, panie oficerze, nie mylisz się – potwierdził Severian. – To zdumiewające, ale nasza zadziorna konsultantka do spraw smoków, kobieta z kompletnie niemagicznego świata, pani Ariel Odgeon, okazała się czarownicą o potężnych mocach i bez problemu może zostać matką Dziewiątego Maga, którego tak bardzo potrzebujemy. Mało tego: tylko ona może nam go dać. Zastanawialiśmy się, kto mógłby być jego ojcem, i pomyśleliśmy o tobie. Potraktuj to, jako nagrodę za wszystkie zasługi dla miast.

– Co takiego?! – zaprotestował Marcus. – Ale, panie!…

– Tak, Marcus, to nagroda! – przerwał mu Severian. – Doceń to, bo niewielu mężczyzn w naszym świecie może okazać czułość osobie, na której im zależy. Ty taki przywilej zdobyłeś.

Mężczyzna popatrzył na niego z obrzydzeniem, zmarszczył brwi.

– Nie! – warknął nim ugryzł się w język. Zaklął w myślach, ale zaraz przywołał się do porządku i dużo spokojniej zaczął tłumaczyć: – To znaczy, ona jest z innego świata i chce tam wrócić. Zresztą nie należy do naszego systemu Losowań! Brzydzi się nimi. Nie mogę tego zrobić. Nie wbrew jej woli.

– Możesz, Marcus, możesz. A wola się znajdzie. Ariel darzy cię silnym uczuciem. Nie sądzę, by odmówiła mężczyźnie, którego kocha. – Naczelny zaśmiał się z politowaniem. Ależ ten oficer jest uparty.

„Kocha? Kretynie nie masz pojęcia, o czym mówisz!” – pomyślał gorzko Marcus pod osłoną telepatyczną.

– Panie, ona się na to nie zgodzi. Nigdy.

– Marcus, spójrz na to z innej strony – przerwał mu Severian. – Ty zdobędziesz kobietę, którą kochasz i która kocha ciebie, my naszego Dziewiątego Maga, i wszyscy będą szczęśliwi.

– Panie, mag-medyk twierdzi, że po tym upadku z pegaza Ariel nie może mieć dzieci... – Oficer gorączkowo szukał kolejnych argumentów, żeby ochronić ukochaną kobietę przed manipulacją Głównych Magów. Nie, wszystko ma swoje granice! Nie miał najmniejszego zamiaru spiskować przeciwko niej z Naczelnymi.

– Rozmawiałem z medykiem. Powiedział mi coś zgoła odmiennego – stwierdził spokojnie Severian.

– Nie mogę tego zrobić, panie. – Teraz Marcus był wyjątkowo poważny. – To nieuczciwe wobec niej. Jej zdaniem nasze Losowania...

– Mam gdzieś jej zdanie! – nie wytrzymał Naczelny. – Liczy się tylko dziecko! Nie interesuje mnie, jak ją do tego nakłonisz. Jeśli zajdzie potrzeba, użyj siły, a skoro masz takie skrupuły, potraktuj to, jako dodatkowe Losowanie!

– Losowanie? Przecież to oczywiste łamanie przepisów o Losowaniach!

– A ty, mój krysztale, do tej pory żadnego nie złamałeś?! – zniecierpliwił się Naczelny. – Przypomnę ci pierwszy z brzegu: wprowadziłeś Ariel do zagród smoków.

– Na twój rozkaz, panie!

− A masz na to dowód? Dobrze, skoro jesteś taki tępy i uparty, powiem jeszcze jaśniej! – Teraz Severian mówił dobitnie, tonem wykluczającym sprzeciw. – Dziewiąty Mag jest dla nas bardzo ważny. Tak ważny, że nie cofnę się przed niczym! To nie jest prośba, Marcus, lecz także rozkaz. Wykonaj go, a uznam, że działasz dla dobra miast. Jeśli nie, Trollowe Rubieże cię nie miną, a ja i tak dostanę naszego dziedzica. Powiedzmy, że wylosuję dla Ariel innego oficera. Może Efrema? – Słowa Severiana zabrzmiały szyderczo, lecz oczy pozostały lodowate. – Coś mi mówi, że z przyjemnością cię zastąpi. Pasuje ci taki układ? Decyduj!

Marcus zgrzytnął zębami, opuścił głowę, po długiej chwili szepnął:

– Pójdę do niej…

– Tak myślałem. – Severian poklepał go po ramieniu. – Jutro rano chcę otrzymać potwierdzenie waszego spotkania. – I odwrócił się plecami, uznając rozmowę za zakończoną.

*

Resztę dnia Marcus spędził nad Chochlikowym Jeziorem, zły, rozgoryczony, zdegustowany. Zachodził w głowę, co powinien zrobić. To oczywiste, że Ariel się nie zgodzi, zwłaszcza znając jej zdanie na temat Losowań. Kochał ją, lecz teraz miał świadomość, że jest to uczucie jednostronne. Aż nadto dobitnie rzuciła mu to w twarz tam w boksach smoków. W jaki sposób zatem ma ją ochronić przed Severianem? Wizja Efrema i Ariel...

„Zabiję gnojka, jeśli jej dotknie! No tak, ale w tej sytuacji Severian może przydzielić kogoś innego. I pewnie tak zrobi. Szlag...!”.

Z godziny na godzinę był coraz bardziej wściekły i zrozpaczony. Słońce zaczęło chylić się ku zachodowi, a on nadal nie miał pomysłu, jak wybrnąć z tej sytuacji. Bogowie! Dlaczego musi ją aż tak kochać? Dlaczego to wszystko musi być takie do dupy!?

Pogrążony w ponurym zamyśleniu, nie zauważył, kiedy zrobiło się ciemno. Westchnął ciężko. Dobrze, pójdzie do niej i po prostu powie prawdę. Zostały mu jeszcze resztki godności oficerskiej, których Severian nie zdołał zniszczyć, zdeptać. Nawet jeśli Ariel go przepędzi, to będzie przynajmniej świadoma, co ją czeka ze strony Naczelnych. Klnąc, na czym świat stoi, ruszył ku bungalowom.

*

Stał chwilę przed drzwiami do jej pokoju, niepewny, czy powinien zapukać. Tak ciężkiego zadania jeszcze nigdy nie dostał. Trollowe Rubieże czekają go od jutra, lecz są niczym w porównaniu z tym, co ma zrobić dziś. Wreszcie zebrał się na odwagę, odgłos palców uderzających w drewno w jego uszach zabrzmiał jak łomot. Usłyszał kroki, drzwi otworzyły się i stanęła w nich Ariel. Dostrzegł pytanie w jej oczach.

– Musimy porozmawiać. Mogę wejść?

Miał tak poważną minę, że nic nie powiedziała, a jedynie cofnęła się, robiąc mu przejście. Zamknął za sobą drzwi. Zerknął na kobietę z ukosa, głośno wypuścił powietrze.

– Co się stało, Marcus? – zapytała po prostu.

– Nie obawiaj się, nie przyszedłem cię nagabywać – natychmiast zapewnił. – Wystarczająco jasno i dobitnie mi wszystko wytłumaczyłaś. Jestem tu, bo... – zająknął się – bo chcę cię przeprowadzić przez portal do twojego świata. Teraz.

– C-co? Co takiego? Severian ci kazał? Tak po prostu się mnie pozbywa? Właśnie w tym momencie? – Ariel parsknęła z niedowierzaniem. – Mam jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia. Vivianne lada dzień złoży jaja. Muszę jej asystować. Dziki smok też powinien w każdej chwili się wykluć, a wy nie macie jeszcze odpowiednich medyków do opieki nad nim. Czy Severian tego nie rozumie?!

Zastanowił się jak te wszystkie wyjaśnienia ubrać w słowa, ale nic sensownego nie przychodziło mu do głowy. Chwycił jej dłonie.

– W podziemnym wąwozie zaufałem ci – przypomniał – teraz ty mi uwierz. I zaufaj. Nie ma czasu. Muszę cię natychmiast przeprowadzić przez portal. Tu grozi ci niebezpieczeństwo. I to właśnie ze strony Severiana! Proszę, spakuj się i chodźmy.

Ariel zmarszczyła brwi.

– Nigdzie się nie ruszę, dopóki mi nie wyjaśnisz, o co chodzi – wyrwała dłonie z jego uścisku.

Zobaczyła, jak zaciska szczęki. Coś się stało. Czuła to. Widywała go już wściekłego, lecz teraz był także zmartwiony, i to bardzo.

– Marcus, proszę, powiedz... – położyła mu rękę na ramieniu.

Milczał jakiś czas, bijąc się z myślami, czy powinna poznać prawdę.

– Zostałem dziś wezwany do Naczelnego. To podła kreatura – mruknął w końcu, zmieszany. – Wydał mi rozkaz, którego nie mogę wypełnić.

– Jaki rozkaz? – spytała, domyślając się, co za chwilę usłyszy.

Zwiesił głowę, przygryzł wargi.

– To dotyczy mnie, prawda? Co Severian ci rozkazał?

Oficer rozmasował sobie kark, chrząknął, jakby coś dławiło mu gardło.

– No dobra, powiem ci. Twierdzi, że… – zająknął się – …że jesteś bardzo potężną czarownicą i tylko ty możesz dać dziewiątemu miastu Dziewiątego Maga. Tak, tego, na którego wszyscy czekają. Wybrał mnie na ojca, ponieważ ja... W każdym razie mam się czuć zaszczycony, bo to wyróżnienie, „nagroda za zasługi dla miast”.

Usłyszała gorycz w jego głosie.

– O rany… – pokręciła głową.

– Zagroził, że jeśli dziś cię do tego nie nakłonię, jutro wyśle mnie na Rubieże, a tobie przydzieli innego oficera. Choćby Efrema. Wiesz, że nie zrobię nic wbrew twej woli, a tę wyraziłaś aż nazbyt jasno. Posłuchaj, Severian dał mi wyraźnie do zrozumienia, że i tak osiągnie swój cel. Proszę, przejdź przez portal. Tam będziesz bezpieczna.

Ariel zobaczyła w oczach Marcusa autentyczną rozpacz i troskę.

„Więc Naczelny nie traci czasu...” – okryła myśli zaklęciem adger.

Przeszła się po pokoju, wzrokiem omiotła „smoczy chaos”, który towarzyszył jej tyle dni. Wszystkie notatki, rysunki, plany, wszelkie rośliny, eliksiry.

„Tyle pracy pójdzie na marne, przez durne pomysły jednego kretyna”.

Odwróciła głowę w stronę oficera. Wciąż stał przy drzwiach, czekał na jej decyzję. Podjęła ją. Niespiesznie podeszła do łóżka, opadła na nie. Poklepała materac obok siebie.

– Chodź tu – poprosiła. – Usiądź koło mnie.

Kiedy to zrobił, w milczeniu dotknęła dłonią najpierw jego czoła, potem policzka, a później piersi na wysokości serca. Ze smutkiem odkryła wszystkie jego uczucia i pragnienia. Zrozumiała, że jest gotów narazić dla niej życie, nawet w starciu z Naczelnym.

– Nie mogę teraz odejść – szepnęła. – Za kilka dni, nie ma sprawy, lecz teraz… Zrozum...

– Ariel, to ty zrozum! – odparł cicho, lecz dobitnie. – Jeśli do jutra nie zdam Severianowi „sprawozdania”, będziesz w niebezpieczeństwie! Jasne, mogę mu nakłamać, ale Naczelny to nie ułomny gnom, którego można oszukać i jeszcze postawić za karę do kąta!

– Ty też idiotą nie jesteś. Spokojnie, on tylko blefuje. Nikogo na mnie nie naśle – pogładziła go po policzku. – Pomyśl: sam przyznałeś, że jestem wystarczająco silna, żeby stawić opór wszelkiemu złu. Sądzisz, że taka gnida jak Efrem jest silniejsza od nyriona? Bo na pewno nie ode mnie – roześmiała się. – Nie, Marcus, Severian nie wypełni swojej groźby. Zaufaj mi. Tyle razem przeszliśmy... Czy kiedykolwiek moje słowa się nie sprawdziły? Czy cię zawiodłam? Wspomnij naszą przeprawę przez tunele, przez Jezioro Strachu i Śmiertelne Mokradła. Nie dowiodłam, że potrafię uchronić ciebie i siebie przed niebezpieczeństwem?

Zastanowił się. Miała rację, ale czy w starciu z Severianem też da sobie radę? Pamiętał ten dzień w zbrojowni, gdy Naczelny omal jej nie udusił.

– Od tamtej pory wiele się nauczyłam… – powiedziała, jakby odgadując jego myśli. Oparła dłoń na piersi Marcusa, potem delikatnie wsunęła ją do środka, dotknęła jego serca. – Boli?

– Nie, kiedy ty to robisz...

Odebrał ten dotyk, niczym… pieszczotę! Kobieta musnęła palcami jego pulsujące serce, przez chwilę trzymała je w dłoni. Oficer przymknął oczy, rozkoszując się tym doznaniem. Gdy ostrożnie cofnęła rękę, Marcusa ogarnął żal i uczucie straty.

– Przyszedłem cię ostrzec...

– I zrobiłeś to. Nie martw się, nic mi nie będzie. Idź jutro do Severiana i „zdaj mu relację” – zakpiła, ale zaraz uśmiechnęła się do niego łagodnie. – Nie obawiaj się, potrafię cię obronić nawet przed jego gniewem w ten sposób – pocałowała delikatnie jego czoło, policzek i usta. – Zaufaj mi, jak wtedy, kiedy uciekaliśmy przed nyrionami. Teraz idź się zdrzemnąć. Wypoczynek dobrze ci zrobi.

– Ty się nie kładziesz?

– Idę do zagród. Wszystko wskazuje na to, że smoczątko wykluje się dziś w nocy.

– Mogę iść z tobą? – zobaczył, że przygryza usta, więc natychmiast pospieszył z wyjaśnieniem. – Wiem, nie uwierzysz, ale nawet mnie, do tej pory, nie było dane oglądać wylęgu smoków. Dzikich nie mieliśmy, a nasze klują się rzadko. Młode widzimy pierwszy raz jakiś tydzień po wykluciu.

Powinna była zaprotestować, powiedzieć, że absolutnie nie. Wiedziała, że przebywanie zbyt blisko oficera Marcusa Brenta nie jest dla niej ani wskazane, ani bezpieczne, lecz tak bardzo pragnęła jego obecności. Rozpaczliwie…

– Chodźmy.

Wyszli z bungalowu i ruszyli w kierunku zagród. Był już wieczór. Ariel pomyślała, że zwyczajne za dnia koszary, nocą wyglądają magicznie. Patrzyła na światełka latarenek oświetlających dróżki wijące się wśród drzew i krzewów, na księżyc odbijający się w szybach mrocznych okien i światłość płynącą z tych nielicznych bungalowów, w których oficerowie odpoczywali po służbie. Pomyślała, że te wszystkie światełka w mroku wyglądają niczym lampiony na ciemnej tafli jeziora. Samotne i smutne. Raz po raz głęboko wdychała zapachy. Rześkie, intensywne, aromatyczne.

„Jak las po deszczu. Chryste, kocham ten kicz”.

Elf pełniący wartę nieco się zdziwił na ich widok. Uśmiechnął się porozumiewawczo i spytał:

– Ej, Marcus, co tak późno do zagród?

Ten uśmiechnął się z przymusem i spokojnie oświadczył:

– A nic, podobno ma się kluć dziki smok. Chcę to zobaczyć. Co, nie wolno?!

– Jaaasne, stary, jasne! Skoro chodzi o smoka... – I wartownik ryknął bezwstydnym śmiechem.

Oficer spojrzał na Ariel przepraszająco, lecz ona tylko poklepała go po ramieniu.

Wjechali windą na galerię i ruszyli w kierunku boksu służącego za inkubator. Marcus szedł tuż za Ariel. Raz po raz łapał się na tym, że wdycha zapach jej włosów. A może tylko tak mu się zdawało? Czuł lekkie rozkojarzenie i kręciło mu się w głowie. Kobieta chyba też to czuła, bo przyspieszyła kroku. W duchu zastanawiała się, czy jednak dobrze zrobiła, zabierając go z sobą. Już mieli zejść do wnętrza boksu, gdy usłyszeli jakiś łomot dobiegający z zagrody Vivianne i Croya, a zaraz potem przeraźliwy jęk.

Wymienili spojrzenia, zaintrygowani, poszli w tamtą stronę. Smoczyca dostrzegła ich. Starała się uśmiechnąć, lecz wypadło to żałośnie.

– Vivianne, stało się coś? – zapytała Ariel.

– Croy… Jest ranny. Bardzo cierpi.

Kobieta rozejrzała się po podwójnym boksie. W jednym z ciemnych kątów dostrzegła smoka. Wiercił się, jęczał i tarł łapami pysk.

– Już do was idę!

Zerknęła w kierunku półki na końcu galeryjki, na której leżała jej podręczna torba z lekami. Wyciągnęła rozkazująco rękę i torba błyskawicznie przyleciała. Nawet jeśli Marcusa to zaskoczyło, nic nie dał po sobie poznać. Z lekarstwami w garści, Ariel zanurkowała do zagrody Vivianne, oficer zaś musiał pofatygować się tam na piechotę.

– Vivianne, co się stało Croyowi?

– Ech... – Smoczyca zgrzytnęła zębami. – Przyleciał jakieś pół godziny temu i od razu wlazł do kąta. Nie chce z nikim się widzieć ani rozmawiać, tylko jęczy i jęczy. Nawet po ciebie zabronił mi posłać.

– Wyluzuj, zaraz postaram się dowiedzieć, co jest grane – uspokoiła ją Ariel. – Może nic mu nie jest i tylko ma humory?

Podeszła do kąta, w którym zaszył się jęczący smok.

– Croy... Hej, Croy, odwróć się do mnie. Co się stało?

– Odejdź! – warknął.

– Croy…

– Idź stąd!

– No nie wygłupiaj się. Chcę ci tylko…

– Nie chcę twojej pomocy!

– Ej, to nie było miłe – starała się zachować spokój, lecz Croy jej tego nie ułatwiał. – Proszę, nie bądź uparty, odwróć się do mnie. Chcę ci pomóc, głuptasie.

– Ale ja nie chcę!!! – ryknął smok, odwracając się w końcu w jej stronę. A że przy okazji wystawił pysk do światła, zauważyła, że coś utkwiło mu w oku.

Ból musiał być niewyobrażalny. Podzieliła się tym spostrzeżeniem z Vivianne i Marcusem, który właśnie do nich dołączył. Oświetlenie zagrody chyba jeszcze to cierpienie spotęgowało, bo nagle smok zaryczał, zionąc jednocześnie ogniem. Ariel w ostatnim momencie uskoczyła przed falą płomieni. Chwilę potem, w miejscu, w którym poprzednio stała, podłogę pokrywał już tylko stopiony w szklaną taflę piach, a ściana za jej plecami wyglądała jak po wybuchu bomby.

– Uspokój się, wariacie, bo jeszcze komuś krzywdę zrobisz!

Zirytował ją, lecz jednocześnie było jej go żal.

„Ciekawe, gdzie się tak urządził?”.

– Nie rozumiesz, co się do ciebie mówi, kobieto?! – ryknął znowu Croy, Vivianne z przerażenia uciekła do innego kąta, a Marcus chciał pomóc kobiecie, lecz gestem go zatrzymała. – Wynoś się, póki mam cierpliwość!

– O nie! – mruknęła już nieźle rozdrażniona. – Masz mi w tej chwili powiedzieć, co się stało!

Oficer patrzył z przerażeniem to na nią, to na Croya.

„Czy jej całkiem odbiło?!” – pomyślał.

Odkąd znał smoka, ten nigdy nie był agresywny wobec przyjaciół. Rozsądek nakazywał wycofać się z jego boksu, a ta się z nim kłóciła! Wyjął buzdygan, mając nadzieję, że nie będzie musiał go użyć przeciw Croyowi. Sytuacja zaczynała wyglądać nieciekawie. Tymczasem kobieta powoli ruszyła w stronę smoka.

– Ariel, nie… – zdążył powiedzieć oficer, lecz skupiona na swym olbrzymim pacjencie kobieta nie usłyszała go.

− Croy, proszę, nie bądź uparty. Pozwól sobie po...

– Nieee!!! – ryknął raz jeszcze smok, a że w tym momencie gwałtownie się odwrócił, ostatnim, co zobaczyła, był pędzący w jej stronę ogon.

Sekundę później zmiótł ją, a ona walnęła z łoskotem o ścianę i na parę minut straciła przytomność. Gdy się ocknęła, usłyszała, jak Marcus wydziera się na Croya, a Croy na Marcusa.

– ...to po jaką cholerę tu właziła?! Prosił ją kto?! – wrzeszczał smok. – Użyłeś buzdyganu przeciw mnie! Zamelduję o tym Zorianowi, zobaczysz!

– Gówno mnie obchodzi, co komu zameldujesz, durny palancie! – Teraz darł się Marcus. – Jeśli coś jej się stało, przysięgam, oszałamiacz będziesz wspominał z rozrzewnieniem po tym, co ci zrobię!

– Faceci i ich testosteron – wyszeptała Ariel.

Spojrzeli na nią, zdumieni.

– Marcus... Pomóż mi usiąść...