ROZDZIAŁ I.
-
A teraz księżniczka zaśpiewa wam hiszpańską piosenkę!
Śmiech i okrzyki przyjmowały zwykle tę zapowiedź.
W "ogródkach" i w podrzędnych restauracjach, gdzie wystopowała "księżniczka", publiczność zachowywała się naogół głośno i hałaśliwie. Gdy jednak na estradzie ukazywała się drobna postać, krzyki i śmiechy milkły prawie natychmiast.
W białej, lekkiej sukience, księżniczka Aniceta występowała przed publicznością. Jej czarne, lśniące włosy spadały gęstemi lokami wokoło bladej, ściągłej twarzy. Duże, szaro-zielone oczy patrzyły poważnie przed siebie, zatrzymując się obojętnie na twarzach nieznanych ludzi.
Twarze te były przeważnie czerwone, o rysach grubych i pospolitych. Mężczyźni pili z wielkich kufli piwo, kobiety rozmawiały, śmiejąc się głośno. I chociaż co kilka tygodni, występ odbywał się w innem mieście, lub miasteczku, to jednak księżniczka Aniceta doznawała wrażenia, że zawsze ci sami ludzie patrzą na nią z zaciekawieniem, ci sami klaszczą w duże dłonie, lub milkną nagle w niespodziewanym zachwycie.
Zawsze bowiem tak samo, po pierwszych słowach piosenki, zapanowywała cisza. Słaby głosik dziewczynki pokonywał bez wysiłku gwar i zamieszanie, Aniceta śpiewała. Śpiewała hiszpańską piosenkę, której słów nikt nie rozumiał, a której tęskna melodja zdawała się trafiać prosto w serca tych wszystkich obcych, przed chwilą nawet, jakgdyby wrogich ludzi.
Słowom piosenki towarzyszył cichy akompanjament gitary za sceną.
Stojąc, niemal zupełnie nieruchomo, z rękami skrzyżowanemi na piersiach, Aniceta śpiewała.
Lekko przeciągała niezrozumiałe, cudzoziemskie wyrazy, coraz ciszej wymawiała ostatnią strofkę, aż wreszcie pół szeptem kończyła i milkła zupełnie.
Wtedy milczenie trwało zwykle długą chwilę, aż zastępowało je bicie oklasków. Dziewczynka opuszczała ręce i z niezmienną powagą, kłaniała się, dziękując za oklaski.
Następowały wówczas uwagi o malej śpiewaczce.
-
Biedne maleństwo - rozczulały się kobiety.
-
Taka mała a już musi pracować.
-
Piękne dziecko - mówiono.
-
Pewnie jest dużo starsza niż wygląda - zapewniali niektórzy.
Potem księżniczka Aniceta śpiewała piosenkę w języku tego kraju, w którym przebywali właśnie.
Przyjmowano ją też głośnemi oklaskami, lecz na bis zawsze i niezmiennie żądano owej pierwszej, hiszpańskiej, niezrozumiałej piosenki. Zdawaćby się mogło, że zebrany tłum, ujawniał w ten sposób swoją tęsknotę do rzeczy nieznanych, dalekich i nieosiągalnych.
Mała księżniczka Aniceta, w białej sukience, stawała się wtedy jakgdyby ucieleśnieniem owej tęsknoty, uosobieniem nieznanej poezji. l, słuchając jej niezrozumiałej piosenki, ludzie czuli się jakgdyby inni, jakgdyby podniesieni we własnym o sobie mniemaniu.
Potem, gdy ucichały ostatnie tony gitary, gdy księżniczka Aniceta opuszczała estradę, czar znikał.
Ludzie przy stolikach zapominali szybko o chwili wzruszenia, którą przeżyli słuchając piosenki.
I gdy księżniczka Aniceta pojawiała się między nimi i przechodziła od stolika do stolika, trzymając w ręku swoje fotografje, wówczas byli to znowu pospolici, zwykli ludzie, którzy rozmawiali i śmieli się donośnie. Aniceta przesuwała się między nimi bez lęku i wahania.
Tu, po za estradą, wydawała się drobniejszą, mniejszą i bardziej dziecinną. Wprawdzie jej oczy patrzyły tak samo badawczo i poważnie, lecz czar piosenki nie działał już wtedy. Publiczność zauważała wtedy nietylko dobre a także i złe, w ich mniemaniu, strony śpiewaczki. Spostrzegała, że biała sukienka tak lekko, powiewnie i poetycznie wyglądająca zdaleka, zbliska była bardzo znoszoną i pocerowaną. Pantofle także nie były pierwszej świeżości. Mała śpiewaczka czyściła je widocznie magnezją, bo przy każdym kroku podnosiły się z pod jej stóp kłęby białego kurzu.
Wszystko to można było spostrzec natychmiast. Mała księżniczka jednak nie zwracała na to uwagi z iście książęcą dumą i obojętnością; przechodziła między stolikami spokojnie i pewnie, zatrzymując się przed każdym dla wymówienia zawsze tych samych słów:
-
Czy państwo życzą sobie nabyć fotografje księżniczki Anicety?
Niekiedy przy stoliku wykonywano obojętnie przeczący ruch i wtedy księżniczka Aniceta przechodziła dumnie, nie rzuciwszy nawet spojrzenia na siedzących ludzi, tak jakgdyby ich wogóle nie było.
Naogół jednak chciano zawsze nabyć fotografje księżniczki.
Było coś dziwnie uroczystego w głosie dziewczynki, coś, co jednych wzruszało a drugich rozśmieszało. To też przy oglądaniu i nabywaniu fotografij, wciągano małą do rozmowy, zadawając jej pytania i słuchano z zaciekawieniem odpowiedzi, wypowiadanych zawsze tonem poważnym i stanowczym.
-
Czy państwo życzą sobie nabyć fotografje księżniczki Anicety? - pytała dziewczynka.
Jeżeli odpowiadano "tak", przystawała natychmiast, poprawiała szal zarzucony na ramiona i podawała fotografje.
Fotografje przedstawiały księżniczkę Anicetę, w tej samej białej sukience, z rękoma skrzyżowanemi na piersiach, w chwili, gdy śpiewała swoją hiszpańską piosenkę.
Kupowało ją wielu ludzi. Zwłaszcza kobiety brały chętnie pocztówkę, na pamiątkę mile spędzonego wieczoru, dla utrwalenia chwili sentymentu, dla pokazania pozostawionym w domu, własnym dzieciom, małej śpiewaczki, pracującej już na życie, tak jakgdyby była dorosłą.
-
To przecież ty jesteś-zauważano często, patrząc na dziewczynkę.
-
Tak, to ja jestem - potwierdzało dziecko z powagą.
-
Więc dlaczego, nie mówisz, że sprzedajesz własne fotografje, tak jakgdyby księżniczka Aniceta była zupełnie kim innym?
-
Bo tak brzmi lepiej - odpowiadała dziewczynka bez wahania.
Jej odpowiedzi następowały zawsze szybko i pewnie. Raz tylko, zawahała się w niepewności.
Było to wtedy, gdy jakiś gruby, dobroduszny mężczyzna położył wielką rękę na jej ramieniu i zawołał głośno:
-
Powiedz no mała, więc jesteś prawdziwą księżniczką?
-
Tak, jestem księżniczką - powiedziała.
Mężczyzna roześmiał się głośno, a śmiech jego pociągnął za sobą wybuchy śmiechu u wszystkich osób, siedzących obok.
Dziewczynka usiłowała oswobodzić ramię, z pod ręki śmiejącego się mężczyzny.
-
Więc mówisz, że jesteś prawdziwą księżniczką? Ha, trudno, muszę ci wierzyć, choćbym nie miał na to ochoty, ale powiedz mi przynajmiej jaką jcsteś właściwie księżniczką?