- 5 -
Automatycznie nastawiła wodę na herbatę i przygotowała kanapki. Te same czynności, które powtarzała każdego ranka od lat, dawały jej poczucie stabilności w chaosie codzienności. Spojrzała przez okno na szary październikowy świt, który powoli rozjaśniał niebo nad blokowiskiem. Gdy Oliwia w końcu wstała, Zofia popatrzyła na ospałą córkę, zastanawiając się, czy ostatnia rozmowa coś między nimi zmieniła. Może Oliwia też myślała o tym, co powiedziały sobie w nocy.
- Mamo, dzisiaj mam próby w szkole do przedstawienia - przypomniała Oliwia, jedząc kanapkę. - Może zostanę dłużej.
- Dobrze, kochanie. Zadzwoń, jak będziesz wracać.
Pocałowała córkę w czoło i wyszła z domu. Poranek był chłodny i mglisty, typowy dla tej pory roku. Na szczęście stary Volkswagen w brudnoczerwonym kolorze odpalił. Lubiła go, bo był trochę jak ona - jechał do przodu, chociaż często ewidentnie nie miał na to siły.
Gdy weszła do szwalni, panował tam już ruch. Kobiety przy maszynach pracowały nad najnowszą kolekcją - eleganckimi garniturami damskimi w kolorach jesieni. Zofia sprawdziła postępy, skontrolowała jakość wykonania i upewniła się, że wszystko idzie zgodnie z harmonogramem. Lubiła tę pracę. Lubiła poczucie kontroli przynajmniej nad jednym aspektem życia. Około dziesiątej do hali weszła sekretarka dyrektora, Beata - młoda dziewczyna o peroksydowych włosach i zbyt mocnym makijażu.
- Pani Zofio, dyrektor prosi panią do siebie - powiedziała, żując gumę. - Ma pani przynieść najnowsze wzory, te dla Niemców.
Zofia poczuła lekkie napięcie. Spotkania z dyrektorem Nowikiem zawsze oznaczały problemy albo dodatkowe obowiązki. Wzięła jednak teczkę z projektami i poszła na pierwsze piętro, gdzie znajdowały się biura administracyjne.
Dyrektor Nowik był po sześćdziesiątce. Zawsze nosił za małe garnitury, pewnie z powodu dużej nadwagi, i pachniał tanią wodą kolońską. Zofia zastała go w towarzystwie dwóch mężczyzn w eleganckich ciemnych garniturach - oceniła, że to przedstawiciele niemieckiej firmy. Przy stoliku konferencyjnym siedziała też kobieta około czterdziestki, najwyraźniej tłumaczka.
- Ach, pani Zofia! - Dyrektor wstał z krzesła. - To nasza najlepsza kierowniczka produkcji. Proszę, niech pani pokaże panom najnowsze projekty.
Zofia położyła teczkę na stole i wyjęła z niej szkice i próbki materiałów. Niemcy oglądali je z zainteresowaniem, coś między sobą komentując. Tłumaczka przekazywała ich uwagi:
- Panowie są bardzo zadowoleni z jakości wykonania, ale mają jeden problem. Modelka, która miała przyjechać na prezentację kolekcji, nie dojechała. Samolot z Düsseldorfu miał opóźnienie, a potem został odwołany z powodu mgły.
Dyrektor Nowik pobladł.
- Jak to nie dojechała? Przecież panowie przyjechali specjalnie, żeby zobaczyć, jak ubrania wyglądają na żywym modelu!
- Spokojnie, Herr Nowik - powiedział jeden z Niemców łamaną polszczyzną. - Może znajdziemy rozwiązanie.
Tłumaczka nagle spojrzała uważnie na Zofię, która stała przy ścianie ze spuszczoną głową, czując się nieswojo w tej sytuacji. Przez lata pracy nauczyła się być niewidoczna podczas takich spotkań, nie wtrącać się, tylko wykonywać polecenia.
- Ta pani ma chyba podobny rozmiar do naszej modelki - stwierdziła tłumaczka. - Może mogłaby przymierzyć ubrania?
Zofia poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy. Wszyscy spojrzeli na nią, jakby dopiero ją zauważyli. Dyrektor zmrużył oczy, oceniając ją krytycznie.
- Pani Zofia? - mruknął niepewnie. - Nie wiem, czy to dobry pomysł...
Ale Niemcy już się ożywili. Wysoki brunet skinął głową z entuzjazmem.
- Das ist eine gute Idee! - powiedział do kolegi. - Nie potrzebujemy zdjęć, tylko chcemy zobaczyć, jak ubrania leżą na sylwetce.
Drugi, niższy i korpulentny, się zgodził:
- Ja, ja. Die Dame hat die richtige Figur.
Zofia stała jak sparaliżowana. Dawno zapomniała o tym, że kiedyś była piękna, że wygrała konkurs miss i zakwalifikowała się do ogólnopolskiego finału. Przez lata ciężkiej pracy, stresu i trosk o córkę przestała zwracać uwagę na swój wygląd. Była dla siebie przede wszystkim matką i pracownicą, nie kobietą. A jednak teraz, gdy wszyscy na nią patrzyli, dostrzegła w ich oczach coś, czego nie widziała od lat - uznanie dla jej urody. Mimo że była zmęczona i zaniedbana, nie ubierała się dobrze i nie malowała, wciąż była wysoką szczupłą kobietą o pięknych ciemnych włosach spiętych w mocny kok. Jej naturalna ciemna karnacja i wyraziste oczy z długimi rzęsami nie potrzebowały makijażu.
- No dobrze - powiedział w końcu dyrektor, wciąż niepewny. - Jeśli panowie uważają... Pani Zofio, może by pani przymierzyła te garnitury?
Zofia kiwnęła głową, nie ufając własnemu głosowi. Wzięła wieszaki z ubraniami i poszła do małego pomieszczenia obok gabinetu dyrektora, które służyło jako magazynek na dokumenty. Gdy zamykała za sobą drzwi, usłyszała kroki na korytarzu. Do pokoju weszła żona dyrektora - kobieta po sześćdziesiątce, o mocno utapirowanych blond włosach i zbyt jaskrawym makijażu. Miała na sobie różową garsonkę, która była o rozmiar za mała i podkreślała jej nadwagę, zamiast ją ukrywać. Wyglądała jak lukrowane ciastko, ale jej oczy płonęły złością.
- Co tu się dzieje? - zapytała ostro, patrząc na Zofię podejrzliwie.
- Pani dyrektor... modelka nie przyjechała, więc...
- Aha. - Pani Nowik skrzyżowała ręce na piersi. - No to się przebieramy. Pomogę pani.
Zofia poczuła falę wstydu. Miała na sobie spraną bieliznę, którą kupowała na targu za grosze. Nie było jej stać na koronkowe komplety z eleganckich sklepów.
- Trochę mi niezręcznie - wyznała cicho.
Pani Nowik parsknęła śmiechem.
- Nie ma pani powodu do wstydu. Skoro chciała pani zostać modelką... - powiedziała złośliwie.
Zofia zacisnęła zęby. Nie mogła sobie pozwolić na konflikt. Potrzebowała tej pracy, potrzebowała każdej złotówki.
Pierwszy garnitur, czarny, był dopasowany, z marynarką mocno wciętą w talii i z pięknymi szerokimi ramionami. Spodnie były długie i szerokie, co doskonale ukrywało zniszczone buty Zofii. Gdy tylko go włożyła, poczuła się inaczej - jakby odzyskała część siebie, którą dawno temu pogrzebała pod ciężarem codzienności. Podeszła do lustra wiszącego obok szafy i spojrzała na swoje odbicie. Przez moment nie poznała siebie. Elegancki garnitur podkreślał jej smukłą sylwetkę, a ciemne włosy pięknie współgrały z czarną tkaniną. Wyglądała jak kobieta sukcesu, jak osoba, która ma kontrolę nad swoim życiem.
Żona dyrektora patrzyła na nią w milczeniu, ale Zofia dostrzegła w jej oczach mieszankę złości i podziwu. Najwyraźniej nie spodobało jej się to, co widziała.
- No, idź już - powiedziała Nowik w końcu sucho. - Nie mamy całego dnia.
Zofia wyszła z pokoju i stanęła przed dyrektorem oraz jego gośćmi. Niemcy natychmiast zaczęli klaskać, wyraźnie zadowoleni z efektu.
- Wunderbar! - wykrzyknął wyższy. - Proszę się obrócić!
Zofia wolno się obróciła i na chwilę zapomniała, kim jest - zmęczoną samotną matką, pracownicą fabryki żyjącą od wypłaty do wypłaty. Na sekundę wróciła do czasów, gdy miała osiemnaście lat i chodziła po wybiegu, a ludzie podziwiali jej urodę.
- Das Kleid sitzt perfekt - powiedział drugi Niemiec do tłumaczki. - Die Dame hat eine sehr elegante Figur.
- Panowie mówią, że garnitur idealnie leży - przetłumaczyła kobieta - i że pani ma bardzo elegancką sylwetkę.
Dyrektor Nowik wyraźnie odetchnął z ulgą.
- No widzicie! - powiedział z zadowoleniem. - Nasze szwaczki to prawdziwe artystki!
Zofia przymierzyła jeszcze trzy kreacje - granatowy kostium z żakietem o asymetrycznym kroju, bordową sukienkę z wełny i szary komplet z długą spódnicą. Za każdym razem Niemcy byli coraz bardziej entuzjastyczni, robili notatki i rozmawiali między sobą.
- Herr Nowik - powiedział w końcu wyższy - jesteśmy bardzo zadowoleni. Kolekcja jest doskonała. Chcemy złożyć zamówienie na pięćset sztuk każdego modelu.
Dyrektor aż podskoczył z radości. To było największe zamówienie w historii fabryki.
- Wspaniale! Wspaniale! - powtarzał, ściskając dłonie Niemców. - Nie zawiodę państwa, gwarantuję!
Gdy formalności zostały dopięte i goście wyszli, dyrektor spojrzał na Zofię z uznaniem.
- Pani Zofio, naprawdę nas pani dzisiaj uratowała - powiedział. - Bez pani ten kontrakt by nam uciekł.
Zofia skinęła tylko głową, ale gdy wróciła do magazynku, żeby się przebrać, pani Nowik wciąż tam była. Siedziała na krześle i popatrzyła na nią z dziwnym wyrazem twarzy.
- Wie pani - powiedziała powoli - mój mąż bardzo panią chwali. Mówi, że jest pani naszą najlepszą pracownicą.
Zofia zaczęła zdejmować marynarkę, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- Ale ja widzę coś więcej - ciągnęła szefowa. - Widzę, że pani jest... niebezpieczna.
- Nie rozumiem.
- Och, rozumie pani doskonale. - Kobieta wstała z krzesła. - Taka piękna młoda kobieta... Mężczyźni lubią takim pomagać. Zwłaszcza gdy są samotne i potrzebujące.
Zofia poczuła, jak rumieniec zalewa jej policzki. Zdejmowała ubrania w milczeniu, starając się ignorować złośliwe spojrzenie szefowej.
- Niech pani uważa - dodała Nowik, wychodząc z pokoju. - Nie każda pomoc jest bezinteresowna.
Kiedy Zofia została sama, usiadła na krześle i ukryła twarz w dłoniach. Ten dzień zbyt wiele ją kosztował... Włożyła z powrotem swoją skromną sukienkę i sweter, spięła włosy w kok i wróciła do hali produkcyjnej. Ale coś się zmieniło. Inne kobiety patrzyły na nią inaczej - niektóre z podziwem, inne z zazdrością. Wieść o tym, co się stało w gabinecie dyrektora, rozeszła się błyskawicznie.
- No i jak tam, Zofio? - zapytała Bożena. - Podobno robiłaś za modelkę?
- To była konieczność - odpowiedziała, starając się brzmieć obojętnie. - Modelka nie przyjechała.
- Aha... - Bożena skinęła głową z ironicznym uśmiechem.
Przez resztę dnia Zofia czuła na sobie spojrzenia współpracownic, słyszała szepty za plecami. Niektóre komentarze były życzliwe, inne mniej, ale ona starała się skupić na pracy, na kontrolowaniu jakości, na pilnowaniu terminów. O piętnastej wsiadała do auta i z ulgą pomyślała o powrocie do swojej prawdziwej roli - matki, która musiała zdążyć do domu przygotować obiad dla córki. Ale coś się w niej zmieniło. Jakby ten dzień przypomniał jej o czymś, o czym dawno zapomniała - że jest nie tylko matką i pracownicą, ale także kobietą. Że ma prawo do piękna, do uznania, do bycia widzianą.
Gdy dotarła do domu, Oliwia już siedziała przy stole i odrabiała lekcje.
- Jak było na próbach? - zapytała, całując córkę w czoło.
- Dobrze. Dostałam główną rolę w przedstawieniu - odpowiedziała Oliwia, ale jakoś dziwnie obojętnie.
Zofia spojrzała na nią uważniej. Córka wydawała się zamyślona, jakby coś ją trapiło.
- Wszystko w porządku, kochanie?
Oliwia odłożyła długopis i spojrzała na matkę.
- Mamo, czy ty czasami nie masz dosyć tego wszystkiego? Tej ciągłej pracy, ciągłego zmęczenia?
Pytanie Oliwii było tak niespodziewane, że Zofia na moment zaniemówiła.
- Dlaczego o to pytasz?
- Bo widzę, jaka jesteś zmęczona. I myślę, że może... może powinnaś czasami pomyśleć o sobie. O tym, czego ty chcesz.
Zofia usiadła obok córki. Dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek, jakby wszechświat próbował jej coś powiedzieć, a wszystkie znaki prowadziły w tym samym kierunku.
- Może masz rację. Może rzeczywiście nadszedł czas, żebym pomyślała o tym, czego ja chcę od życia.
- Mamo, czy mogę cię o coś zapytać?
- Oczywiście, kochanie.
- Jakie miałaś kiedyś marzenia? Takie niezwiązane ze mną...
Zofia spojrzała na córkę i zrozumiała, że w tym całym pędzie za jej sukcesem nie zauważyła, kiedy Oliwia dorosła.
- Dlaczego pytasz?
- Bo czasami mam wrażenie, że żyjesz tylko dla mnie. I to mnie przeraża. Bo muszę temu sprostać...
Słowa Oliwii zawisły w powietrzu jak ciężka chmura. Zofia odchyliła się na krześle, bo serce zaczęło jej bić szybciej.
- To nie tak, Oliwko.
- A jak? - Oliwia spojrzała na nią przenikliwie. - Jestem twoją córką, ale nie mów mi, że jestem twoim marzeniem... Wiesz przecież, że chodzi mi o co innego.
Zofia milczała, patrząc na swoje dłonie. Jak miała wytłumaczyć córce, że jej marzenia umarły tego dnia, gdy Tomasz zniknął z jej życia? Że wszystko, co planowała dla siebie, runęło jak domek z kart, a jedyną rzeczą, która jej pozostała, była miłość do nienarodzonego jeszcze dziecka?
- Kiedyś miałam inne plany - przyznała w końcu cicho - ale życie potoczyło się inaczej.
- I żałujesz?
- Oliwko. Nigdy nie będę żałować, że cię mam.
- To nie o to pytam. Pytam, czy żałujesz swoich marzeń.
Zofia podniosła wzrok i spojrzała córce prosto w oczy.
- Czasami - szepnęła. - Czasami żałuję.
Oliwia skinęła głową, jakby takiej odpowiedzi się spodziewała.
- To może powinnaś spróbować je odzyskać - oświadczyła Oliwia i wróciła do swoich zadań, jakby wszystko, co było do powiedzenia między nimi, w końcu zostało powiedziane.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI