Dziewczyna z Metra - Klaudia Matera

Kup ebooka

14.13 zł
11.73 zł (12,01 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 2. Uważaj, z kim grasz!

Gdybyście znali przepis na amfetaminę, to co byście z nim zrobili: rozkręcili własny biznes czy może pobawilibyście się we własnych degustatorów świeżego towaru? Nie wiem, co ja bym zrobiła, ale jedno jest pewne: nasza bohaterka nie przegapiłaby takiej okazji. Teraz wyobraźcie sobie, co miało miejsce dwa tygodnie temu, kiedy milionerka z Times Square ruszyła swoje kontakty i znalazła żyłę złota.

- Numer! I to już! - krzyknęła do słuchawki, trzęsąc się jak paralityk.

- Lara, uspokój się, zaraz wszystko dostaniesz, ale najpierw mnie wysłuchaj! - powiedział spokojnym głosem jej rozmówca.

- Numer, powiedziałam! Moja firma ma lekkie zawirowania przez moją siostrzyczkę, która chce wyprać wszystkie brudy naszego ojca, więc potrzebuję pieniędzy! Natychmiast daj mi ten pierdolony numer! - krzyczała w niebogłosy, gotując się w środku.

- Jeśli to coś zmieni...

- Alex, do cholery! - ponownie mu przerwała.

- Już, już, czekaj chwilę. 783... - poddał się, wiedząc, że nie przemówi jej do rozsądku. Podyktował jej numer, po czym dodał: - Ale musisz wiedzieć: ten człowiek jest niebezpieczny.

Połączenie się urwało. Najwyraźniej nasza bohaterka nie chciała o tym słyszeć. Jedyne, co ją teraz interesowało, to podaż i popyt - o ile w ogóle można tak to nazwać.

Lara chwyciła bowiem mocno za ster, gdyż jej firma jest zagrożona. Choć "zagrożona" to mało powiedziane! Jej siostra dysponuje mocnymi argumentami i papierami obciążającymi firmę zmarłego ojca. Jak już mówiłam wcześniej, organizacja, firma, czy jak to nazwiecie, nie do końca była i jest legalna. Tym samym potrzebne są grube pieniądze, które pozwoliłyby zmienić nie tyle nazwę, co właściciela - co poskutkuje wygraną Lary. Właściciel, na którego firma miałaby być przepisana, z reguły spisany jest na straty. Z reguły wybieramy osobę starszą, bez rodziny i przyjaciół - co stanowi naprawdę wielkie wyzwanie (bo kto w tych czasach żyje sam i nie zna nikogo?), ale tak jak już mówiłam, jest to możliwe. Następnie wszystko odbywa się poza schematem, czyli dana osoba nie ma o niczym pojęcia. Z kolei nowy właściciel całkowicie nieświadomie spisuje testament i jest uśmiercany. Tutaj nie będę się rozpisywać. Wynajmujemy płatnego zabójcę i wszystko jest posprzątane, a my nie musimy się martwić, mając nie tyle czyste konto, co sumienie. Oczywiście w pewnym sensie, bo jakby nie było, to my jesteśmy zleceniodawcą. Wróćmy jednak do istoty rzeczy. Kiedy dany nieszczęśnik gryzie piach, nagle dostajemy całkiem niespodziewany - oczywiście w cudzysłowie - telefon informujący nas o spadku. I teraz już na czystych kartach kontaktujemy się z prawnikiem, później stos papierków i firma już pod inną nazwą ponownie należy do nas - lecz tym razem wszystko jest legalne! No może nie do końca, jak się o tym pomyśli - ale firma inaczej się nazywa, więc nie można nic jej zarzucić. Czysta karta, zero brudnych pieniędzy, a my nie żyjemy w obawie przed bankructwem i - co gorsza - więzieniem.

- Witam, nazywam się Katherine von La Paruzel - przedstawiła się fałszywym nazwiskiem Lara, dzwoniąc pod numer zdobyty od Alexa.

- Słucham, w czym mogę pomóc?

- Godzina dwudziesta druga, Brooklyn, 45 Street.

Połączenie zostało zerwane, co oznaczało tylko jedno: mężczyzna rozpoznał hasło i dziś w nocy zjawi się na miejscu. Cały plan musiał odbywać się szyfrem. Żadne służby nie mogły mieć jakichkolwiek dowodów.

O umówionej godzinie nasza bohaterka znalazła się na 45 Street w Brooklynie. Czarny płaszcz, peruka, dziwna torba i okulary. Przypuszczam, że niespecjalnie rzucała się komukolwiek w oczy. Do tego ten cały mrok, który panował w tajemniczym miejscu spotkania... Mogłoby się wydawać, że zaraz ktoś tu zginie. Trzeba przyznać, że miała kobieta odwagę zapuścić się w tak paskudne miejsce, jak to. Śmietniki, swąd zgnilizny i chłód pokrywający jej ciało dreszczem.

Nagle ktoś się zjawił.

- Smyth?

- Valuzer?

- Więc przejdźmy do tematu - odparł zimnym tonem, zbliżając się do niej.

- Jak szybko to rozprowadzimy? - zapytała, zachowując zimną krew.

- Z moim szczęściem pieniądze dostaniesz, nim nadejdzie pełnia.

- Hm, interesujące! A więc przyszły tydzień.

- Dokładnie!

- Masz to, co chciałeś, i lepiej mnie nie zawiedź. - Rzuciła mu pod nogi czarną torbę.

- Odważna jesteś! Lubię takie - dodał, myśląc, że wzbudzi w niej lęk

- Lepiej, żebym się nie zawiodła...

- No, no, no! Niejeden bałby się...

- To powiedzieć? - Lara mu przerwała. - Jeśli chodzi o cash, uwierz, jestem zdolna do wszystkiego!

- Ostra suka z ciebie!

- Suki to ty będziesz miał w burdelu, jak zrobisz to, co do ciebie należy, a dziś jestem twoją szefową, więc stul pysk i słuchaj! Siedem dni, 9 Street, północ - i ani minuty później. W przeciwnym razie każę cię rozstrzelać! Zrozumiano? - szepnęła mu do ucha, po czym znikła w bladym mroku.

Stanowcza, zimna i skrupulatna. Oto właśnie Lara Kasydy von Smyth - kobieta, która nie cofnie się przed niczym. Działa szybko, stanowczo i - jak widać - sprawnie, bo każdy się jej boi. Może jej postura nie jest zbyt potężna, ale za to dochody, pieniądze i uznanie sprawiają, że ludzie bardzo łatwo przekazują jej stery. Najwyraźniej nie bez przyczyny Manhattan uznał ją za zimną sukę!

Tym razem kobieta znalazła dosłownie żyłę złota. Mężczyzna znający elitę produkującą wysokiej jakości narkotyki nie miał niestety wystarczających finansów, aby rozpocząć działalność, która w niedalekiej przyszłości przyniesie miliony, a może nawet miliardy dolarów. Jako iż nasza bohaterka wręcz kąpie się w pieniądzach, postanowiła go wesprzeć, ale nie za darmo - bo jak już wcześniej wspominałam, sama potrzebuje sporego wsparcia finansowego swojej firmy. A uwierzcie, jej miliardy nie byłyby w stanie tutaj pomóc. Poza tym kobieta jest niesamowicie rozrzutna, więc co to dla niej - taki tam milion dolarów. Tyle to ona jest w stanie stracić w minutę, zamawiając wakacje na Bora-Bora czy w Australii. Nie wspominając bezsensownych zakupach, na które również wydaje niemałe pieniądze, nie zważając na obfitość swej garderoby...