Dziewczyna w mojej piwnicy - Anna Karnicka

Reflow text when sidebars are open.
Ryen wróciła w towarzystwie białych wirujących płatków. Sięgnęła do torby po klucz, otworzyła drzwi pogrążonego w ciemności domu. Śnieg topił się w jej długich włosach. Zajrzała do kuchni i aż uniosła brwi. Była pewna, że sprzątała przed wyjściem do pracy, teraz jednak na blacie stało opakowanie z indyjskim żarciem na wynos, puszka niedopitego piwa i leżały jakieś papiery z biura, których raczej przecież nie położyłaby w takim miejscu. A już na pewno nie zostawiłaby na nich odcisków tłustych palców. Czyżby Bosse wrócił? Ale przecież delegacja miała potrwać jeszcze miesiąc.
Za oknem panowała ciemność, rozjaśniona nieco świątecznymi dekoracjami w ogródku sąsiadów. Jednostajny szum wody oznaczał, że w łazience na piętrze ktoś bierze prysznic. Ryen włączyła elektryczny czajnik. Sięgnęła po styropianowe opakowanie z niedojedzonym kurczakiem curry i odłożyła je na bok. Wygrzebała z torby świeżo zakupione pudełko zielonej herbaty i wrzuciła torebkę do kubka. Pochyliła się nad zaścielającymi blat dokumentami. Na firmowym papierze ze znakiem wodnym ktoś niezbyt czytelnie nabazgrał przepis na cynamonowe bułeczki. Pozostałe strony również zawierały przepisy kulinarne. Zmarszczyła brwi. Aż za dobrze wiedziała, że to kod. Co więcej, wiedziała też dokładnie, jakiego typu informacje kodowane są w ten konkretny sposób. Czy właśnie tym Bosse się zajmował? Zwariował na tej delegacji? Kto jak kto, ale on powinien wiedzieć, że takiej roboty lepiej nie tykać. Wyciągała już rękę po kartkę, gdy dobiegł ją szum wody w elektrycznym czajniku.
W samą porę.
Naciągnęła rękawy swetra na dłonie by się nie poparzyć. Z kubkiem herbaty ruszyła w stronę piwnicy. Łokciem pchnęła drzwi i zeszła po schodach na dół. Dopiero na miejscu zdjęła szalik i ciężkie buty. Powiesiła okrycie w taniej materiałowej szafie i usiadła na materacu, opierając się plecami o ścianę. Gdy wyciągnęła nogi, czubkami palców u stóp dotykała przeciwległej ściany pomieszczenia. Sięgała właśnie po herbatę i książkę, gdy nagle usłyszała nad głową kroki, a zaraz później męski głos. Zdecydowanie nie należał do jej gospodarza.
- Tak, jestem już u Bossego. - W głosie mężczyzny brzmiało zdenerwowanie i ogromne znużenie. - Dziękuję, że udało się to tak szybko zorganizować. Nie, nikt za mną nie jechał - powiedział, choć sam nie wydawał się przekonany. - Co z nim? - zmienił temat. - Obudził się? Cholera, niedobrze. Tak, wiem, widziałem. Tak, pewnie, niech przychodzi, potrzebujemy każdej pary rąk. No, jakoś sobie musimy poradzić. Zresztą nie w tym rzecz. Jak mam się nie martwić?! Chodzi o mojego kumpla! Tak, jestem spokojny. Dobra... - westchnął. Milczał, najwyraźniej słuchając wyjaśnień po drugiej stronie słuchawki. - Informujcie mnie, jeśli coś się zmieni. Gdyby się obudził... po prostu pozdrów go od nas wszystkich i powiedz, że czekamy. Jeszcze raz dziękuję za wszystko. Tak, widzimy się jutro.
Odgłos upadającego na kafelki telefonu sprawił, że Ryen prawie wylała herbatę na siebie i książkę. Pospiesznie upiła kilka łyków. Okryła zmarznięte nogi kocem i wbiła wzrok w sufit. Kroki przemieszczały się od łazienki do salonu. Skrzypnęły drzwiczki barku, zabrzęczało szkło.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.