2
MECENAS KIM
Ju-yeon wpatrywała się w mecenas Kim ze znużeniem. Adwokatka była zuchwałą kobietą walczącą z uporem o to, co uważała za słuszne. Była wręcz podręcznikową przedstawicielką elity, która nigdy w życiu nie doświadczyła porażki ani frustracji, dlatego również w tym przypadku zamierzała wzorcowo wybronić swoją klientkę. Przejrzała dokumenty, zanotowała coś w pośpiechu i przywołała na usta szeroki uśmiech.
- No, mamy to. Powtórzmy to sobie raz jeszcze, tak dla pewności. Czyli nie zabiłaś Seo-eun, zgadza się?
Ju-yeon nie odpowiedziała, tylko rzuciła jej poirytowane spojrzenie.
- Przyjaźniłaś się z Seo-eun od pierwszej klasy gimnazjum, była dla ciebie jak rodzona siostra. W całym świecie nie było lepszych przyjaciółek niż wy dwie. Będziemy cały czas kłaść na to nacisk, nie zapominaj.
Mecenas Kim twierdziła, że jeśli dziewczyna będzie mówić to, co ona jej każe, to bez większych problemów wypuszczą ją na wolność. Ju-yeon nie polubiła jednak prawniczki, była pewna, że kobieta dostała od jej ojca ogromne pieniądze; że zgarnie fortunę za obronę kogoś, kto niczym nie zawinił.
Ju-yeon była przekonana, że pani Kim nie mogło się trafić nic łatwiejszego, a tymczasem sprawiała wrażenie, jakby chodziło o niezwykle trudną sprawę. Nastolatce nie podobało się, że kobieta zachowywała się, jakby była bogiem. Przypominała wszystkie te bóstwa, które obiecywały człowiekowi nie wiadomo co, jeśli tylko szczerze w nie uwierzy, by koniec końców nie wysłuchać jego modlitw.
- Policja ma twoje odciski palców.
- A, o to chodzi.
W odpowiedzi na słowa dziewczyny mecenas Kim zmarszczyła lekko brwi.
Seo-eun zmarła tamtego dnia po uderzeniu cegłą w głowę. Kiedy ujawniono, że wbrew plotkom nie było to samobójstwo, lecz morderstwo, w szkole nastał chaos. Władze placówki starały się za wszelką cenę zdusić pogłoski w zalążku, lecz wieści niosły się niczym bezkształtny dym stopniowo przybierający coraz ciemniejszy odcień szarości.
Szesnastolatka zamordowana na terenie szkoły
Wystarczył jeden artykuł, by sprawa wzbudziła gniew całego narodu. A kiedy wyszło na jaw, że główną podejrzaną jest inna uczennica placówki, ludzie wpadli w szał i zaczęli stanowczo się domagać nowelizacji prawa karnego dotyczącego nieletnich. W komentarzach na portalu internetowym z wiadomościami pojawiło się wiele głosów, że taka bestia jak Ju-yeon powinna zostać natychmiast stracona. Sprawa nabrała rozgłosu i w telewizji wyemitowano reportaż o przyjaźni między dziewczynami.
- Zrobiłaś to? - spytała mama z malującym się na twarzy zmęczeniem.
"O nic się nie martw. Mama cię ochroni. Nie bój się"... Być może Ju-yeon zbyt wiele od niej wymagała. Znalezienie oparcia w kobiecie, która zamiast pocieszyć trzęsącą się ze strachu córkę, pyta, czy ta zabiła swoją przyjaciółkę, okazało się znacznie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać.
- Mówię do ciebie! Zrobiłaś to czy nie?
Nie odpowiedziała.
Kiedy Ju-yeon zagryzła wargi, w oczach matki pojawiły się niechęć i gniew.
- Gdzie, do cholery, popełniłam błąd? Czy coś zrobiliśmy nie tak? Niczego ci przecież nie brakowało, odkąd przyszłaś na świat. Dobrze cię karmiłam, o wszystko dbałam! No więc czemu? Co ci nie pasowało? Z czym miałaś problem?!
Dalej milczała.
- Zabiłaś człowieka? Naprawdę to zrobiłaś? Czy tobie do reszty odbiło? Jak mogłaś...
Cisza.
- Zadaję ci pytanie! Zabiłaś ją czy nie?! Czemu nic nie mówisz?!
Mama wciąż krzyczała, a tata nawet się nie pokazał. Pewnie się obawiał, że ludzie poznają prawdę. A może zamierzał wykreślić jedyną córkę z rejestru rodzinnego i żyć dalej tak, jakby nigdy jej nie znał? Zamiast udać się na spotkanie z przerażonym dzieckiem, wysłał do niej najdroższego prawnika z dużym doświadczeniem zawodowym.
W dniu, gdy mama przyjechała na widzenie, by zmyć jej głowę, wyrazić własną niechęć i zganić Ju-yeon za to, że bez przerwy milczy, dziewczyna pragnęła zadać jej jedno tylko pytanie.
"A uwierzysz mi, jeśli powiem, że nie?"
- Słuchasz?
Mecenas Kim postukała długopisem o blat, jakby próbowała wybudzić ze snu dziewczynę wpatrzoną nieobecnym wzrokiem w odległy punkt.
- Pozwól, że wyjaśnię ci to raz jeszcze. Policja ma dwa dowody. Jednym jest cegła z odciskami twoich palców, a drugim wiadomość na KakaoTalk1, którą wysłałaś tamtego dnia do Seo-eun.
Bardzo się wtedy pokłóciły. Policja uparcie wypytywała, o co poszło, ale nastolatka z jakiegoś powodu zupełnie tego nie pamiętała. Nie było wątpliwości, że to Seo-eun zawiniła. Przepraszała Ju-yeon, lecz ona była tak wściekła, że nie mogła jej wybaczyć. Ślady tego zajścia zapisały się w ich konwersacji.
Ju-yeon, wciąż się gniewasz?
Przepraszam.
Tak mi głupio.
To moja wina.
Tak wyglądały wiadomości przesłane przez Seo-eun. Ju-yeon przez dłuższy czas ignorowała jej przeprosiny, by w końcu odpisać:
Przyjdź tam za chwilę.
To była ostatnia wiadomość, jaką wysłała.
Policja doszła do wniosku, że wspomniane przez dziewczynę "tam" odnosi się do opuszczonego terenu za szkołą. Sądzili, że doszło do spotkania, a Seo-eun raz jeszcze wyraziła skruchę. Ju-yeon była jednak tak zła, że nie potrafiła przyjąć przeprosin i w amoku chwyciła cegłę, a następnie zaatakowała przyjaciółkę.
Słowa śledczych wprawiły ją w osłupienie. Czyżby naprawdę to zrobiła? Czy to ona zabiła? Naprawdę nic nie pamiętała. Nie miała pojęcia, co ją tak rozzłościło, czym tak bardzo zawiniła Seo-eun.
Nie.
Tak naprawdę wszystko wyraźnie pamiętała.
To nie ona zabiła Seo-eun. Wcale tego nie zrobiła.
Zaprzeczyła, ale policja i tak wiedziała swoje. Na narzędziu zbrodni znaleziono odciski palców Ju-yeon, a moment wysłania przez nią wiadomości zbiegał się w czasie z popełnieniem morderstwa. Okoliczności świadczyły przeciwko niej. Policjanci twierdzili, że jeśli nie udaje, to pewnie doznała tak ogromnego szoku, że wyparła z pamięci całe zajście.
- A wiesz, że na cegle znaleziono również odciski innych osób?
Ton głosu pani Kim sugerował, że nie ma powodu do zmartwień.
Ju-yeon westchnęła z ulgą, przypominając sobie ostatnie dni. Kiedy funkcjonariusze przyjechali po nią jako po podejrzaną o popełnienie morderstwa, wprawiło ją to w konsternację, czuła wstyd. Myślała, że jeśli wszystkiemu zaprzeczy, to zaraz zostanie wypuszczona. Spędziła jednak w areszcie cały dzień, potem kolejny i końca tego wszystkiego nie było widać.
- Twoje odciski są, co prawda, wyraźne, ale to nie wystarczy, by zrzucić na ciebie winę. Gdyby mieli niepodważalne dowody, nie trzymaliby cię tak w zawieszeniu. Brakuje im konkretów i snują domysły na podstawie okoliczności. Dlatego nieważne, co będą mówić, idź w zaparte, tak jak teraz, że nic nie zrobiłaś. Rozumiemy się?
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI
1 Najbardziej popularny komunikator internetowy w Korei Południowej.