Dzienniki Majskiego - Gabriel Gorodetsky

Reflow text when sidebars are open.
Podziękowania
Niniejszy dziennik został opublikowany za zgodą rodziny Schefferów-Woskriesienskich, spadkobierców Iwana Majskiego, którym jestem głęboko wdzięczny za współpracę i wsparcie w przygotowaniu tej pozycji. Chcę też podziękować rosyjskiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych, przechowującemu dzienniki Majskiego, za umożliwienie mi dostępu do oryginałów i za pomoc w dotarciu do archiwalnych źródeł i fotografii. Wyrazy szczególnej wdzięczności należą się profesorowi Itamarowi Rabinowiczowi, byłemu prezydentowi Tel Aviv University, za zaangażowanie w zdobycie sporego grantu, który pozwolił sfinansować przekład dzienników na język angielski.
Niewielu wydawców z otwartymi ramionami przyjmuje dziś propozycję opublikowania trzech grubych tomów dziennika opatrzonego mnóstwem przypisów. Jestem wdzięczny Johnowi Donatichowi, dyrektorowi wydawnictwa Yale University Press i jego zespołowi, za nieprzerwane, trwałe wsparcie. Szczególne podziękowania winien jestem Robertowi Baldockowi, dyrektorowi londyńskiego oddziału Yale University Press (na którego zamówienie pisałem swoją poprzednią książkę, Grand Delusion: Stalin and the German Invasion of Russia), za niezachwiane zaufanie, jakim mnie darzy. Trudno byłoby znaleźć równie wnikliwego, kompetentnego i pomocnego wydawcę. To on namówił mnie, by niezależnie od kompletnej, trzytomowej edycji opracować też jednotomowy wybór fragmentów dzienników Majskiego, dostępny szerszemu gronu czytelników. Niezwykła, pięknie wydana książka, która dzięki temu powstała, stanowi dowód jego niezrównanych talentów.
Jest też efektem ponad dziesięciu lat zakrojonych na dużą skalę badań. Tak się wspaniale złożyło, że mogłem skorzystać z kilku hojnych stypendiów fundowanych przez Institute for Advanced Study w Princeton, Institute for Advanced Studies we Fryburgu i Bellagio Center Fundacji Rockefellera, które zapewniły mi wyjątkowo sprzyjające warunki pracy i dały szansę skonfrontowania moich przemyśleń z opiniami najznakomitszych historyków. Lwią część zadania wykonałem jednak pod patronatem oksfordzkiego All Souls College. To Isaiah Berlin, legendarny wykładowca All Souls College, wprowadził mnie w 1969 roku do Oksfordu i namówił do pisania tam pracy doktorskiej; koło zamknęło się w magiczny sposób w 2006 roku, gdy po raz pierwszy zaproponowano mi w All Souls visiting fellowship, a potem wybrano na wykładowcę college'u. Trudno o słowa, które pozwoliłyby opisać przyjaźnie, jakie zadzierzgnąłem w All Souls, i wymagające, ale sympatyczne środowisko, jakie tam spotkałem - bez wątpienia strażnicę nauki w najczystszej postaci. John Vickers, dyrektor college'u, i John Davis, jego poprzednik, nie szczędzili trudu, by zapewnić mi jak najdalej idącą pomoc i wsparcie.
Miałem ogromne szczęście, że tłumaczeniem dziennika zajęli się Tatiana Sorokina i Oliver Ready. Dzięki ich połączonym wysiłkom powstał staranny, a przy tym zgrabny przekład, idiomatyczny, a jednocześnie wierny jedynej w swoim rodzaju literackiej prozie Majskiego. Równie znakomity okazał się mój redaktor Clive Liddiard. Jego wnikliwe, zwięzłe i mądre uwagi, jak też doskonała znajomość języka rosyjskiego oraz kultur słowiańskich i wschodnioeuropejskich zdecydowanie wpłynęły na jakość tekstu.
Wyrazy szczególnego uznania należą się Hillelowi Adlerowi, który na samym początku pomógł mi w zbudowaniu niezwykle złożonej bazy danych, co pozwoliło nam opanować i wykorzystać obszerne zasoby źródeł archiwalnych. Ogromnie pomocna była też Ruth Brown, autorka not o ponad tysiącu osób wymienionych w dzienniku. Doktor James Womack dokonał świetnych przekładów napisanych po rosyjsku listów znajdujących się w prywatnym archiwum Majskiego.
I wreszcie Ruth Herz, moja żona, przyjaciółka i bratnia dusza; ona pierwsza przyznała, że lata spędzone z Majskim nie były w naszym życiu ciężarem, ale fascynującą wspólną podróżą.
prof. Gabriel Gorodetsky
Iwan Majski (1884-1975)
WSTĘP
Unikatowy, fascynujący dziennik Iwana Michajłowicza Majskiego, ambasadora sowieckiego w Londynie w latach 1932-1943, to jeden z nielicznych przykładów tego rodzaju pisarstwa wśród sowieckich dygnitarzy lat trzydziestych XX wieku i czasów II wojny światowej1. Stalin nie zachęcał swego otoczenia do sięgania po pióro i nie pozwalał robić notatek podczas konferencji na Kremlu. Należy pamiętać, że w czasach, gdy śmiertelnie przerażeni ludzie palili dokumenty i archiwa, prowadzenie dziennika stawało się przedsięwzięciem ryzykownym. To głównie dzienników szukała policja, przetrząsając mieszkania podejrzanych "wrogów ludu". Zapiski Majskiego i jego ogromne archiwum osobiste przejęło ostatecznie Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, gdy aresztowano go w lutym 1953 roku (dwa tygodnie przed śmiercią Stalina) pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Wielkiej Brytanii2. Po uwolnieniu w 1955 roku Majski prowadził długą i daremną walkę o ich odzyskanie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych odrzucało jego prośby, twierdząc, że dziennik "zawiera różne materiały oficjalne". Autor uzyskał dostęp do niego tylko na rok, w czasie gdy spisywał swoje wspomnienia, ale odmówiono mu korzystania z jakichkolwiek innych źródeł archiwalnych. Dla naukowców dziennik był nieosiągalny przez kilkadziesiąt lat.
U źródeł wielu odkryć naukowych często leży przypadek. W 1993 roku w porozumieniu z Ministerstwami Spraw Zagranicznych Izraela i Związku Sowieckiego rozpocząłem badania, których zwieńczeniem miała być publikacja dokumentów dotyczących stosunków izraelsko-sowieckich. Trudno opisać, jakie emocje ogarnęły mnie, gdy szukając w rosyjskim MSZ informacji o udziale Majskiego w podejmowaniu decyzji o poparciu przez Sowietów planu podziału Palestyny3, zobaczyłem tamtejszego archiwistę wychodzącego z magazynu z grubym dziennikiem Majskiego z pamiętnego 1941 roku. Nie wydobyto wcześniej z archiwów sowieckich żadnego innego prywatnego dokumentu o porównywalnym zakresie, wartości i objętości, który by rzucił tak wiele nowego światła na II wojnę światową i jej źródła. Uderzył mnie w tym materiale bezpośredni i szczery ton, jasność i przenikliwość spostrzeżeń, a także znakomita proza. Dziennik, zawierający ponad pół miliona słów, otwarcie i szczegółowo relacjonuje obserwacje, rozmowy i działania wszędobylskiego ambasadora sowieckiego w Londynie. Majski spisywał swoje wrażenia na maszynie, wieczorami, choć zdarzają się też fragmenty odręczne (co znamienne, nie zamieszczono ich w wydaniu rosyjskim), często czynione z dala od czujnego oka i ucha Moskwy w samej ambasadzie.
Wydawnictwo Yale University Press, świadome wyjątkowej wartości dziennika, wspaniałomyślnie zgodziło się wydać go w całości, w trzech tomach, z moim obszernym komentarzem. Zaproponowano mi jednak także opracowanie niniejszej, skróconej wersji, która byłaby dostępna szerszemu gronu czytelników. Dokonywanie wyboru dla tej pozycji (25 procent oryginalnego dziennika i mojego komentarza) było procesem wyjątkowo bolesnym, ponieważ tekst odrzucony okazywał się równie fascynujący i ważny, jak to, co zostało włączone do wydania. Przyświecała mi zasada zachowania charakteru i płynności narracji. Książka nie zawiera więc obszernego aparatu naukowego; zainteresowany czytelnik znajdzie go niebawem w pełnej, trzytomowej wersji dziennika4. Skróty zaznaczone są wielokropkiem ujętym w dwa nawiasy kwadratowe. Jeśli Majski sam używa wielokropka, nie poprzedza go spacją. Wyrazy lub wyrażenia angielskie podawane są kursywą; tam, gdzie autor podkreśla jakieś sformułowanie, by zwrócić na nie uwagę, zastosowano pogrubienie.
Proces odtajnienia i opublikowania dzienników Majskiego w Rosji (co jest warunkiem wydania tego rodzaju dokumentów na Zachodzie) był długi i żmudny. Opracowaniem wersji rosyjskiej zajął się Instytut Historii Powszechnej Rosyjskiej Akademii Nauk pod kierunkiem jego dyrektora, Aleksandra Oganowicza Czubariana, oraz Witalij Juriewicz Afiani, dyrektor Archiwum Rosyjskiej Akademii Nauk, gdzie przechowywane jest bogate archiwum prywatne Majskiego. Obu panom jestem winien głęboką wdzięczność za współpracę. Profesjonalnie przygotowana przez nich edycja ma jednak wyraźne cechy dzieła zgodnego z oficjalną wykładnią i tradycyjną rosyjską historiografią wydarzeń prowadzących do II wojny światowej. Komentarze i dopiski w prezentowanym tu tomie są zupełnie inne niż w wydaniu rosyjskim. Początkowo miałem ochotę ograniczyć wszelkie interwencje redaktorskie do minimum i pozwolić Majskiemu, by snuł własną opowieść. Jednak zważywszy na burzę bijącą wtedy w bram ambasady; na opresyjny charakter okoliczności, w których autor pisał swój dziennik, z konieczności pozostawiając w skądinąd bogatej w informacje i pouczającej relacji liczne luki; nieodzowny wydał mi się precyzyjny komentarz przedstawiający tło wydarzeń. W obawie, że dziennik może ulec konfiskacie i będzie stracony dla przyszłych pokoleń, Majski pisał go co najmniej w trzech egzemplarzach. Dlatego komentarz nigdy nie ogranicza się do zwyczajowego dostarczenia czytelnikowi podstawowych narzędzi pomocniczych. Zestawia wpisy w dzienniku z obszerną korespondencją Majskiego znajdującą się w jego prywatnym archiwum (odnalezionym przeze mnie w Moskwie), a także z depeszami, które wysyłał do rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych; z apologetycznymi wspomnieniami pisanymi już po aresztowaniu i wieloma innymi źródłami archiwalnymi. Szczegółowe odwołania do źródeł, z których korzystałem, znajdą się w obszernej, trzytomowej edycji dziennika. Uzyskałem też - co traktuję jako zaszczyt - dostęp do osobistych albumów fotograficznych Majskiego; wiele zdjęć w nich zawartych wiąże się lub ilustruje wydarzenia przedstawiane w dzienniku; część z nich została zamieszczona w książce. Zdarza się, że oddają to, czego nie są w stanie przekazać tysiące słów. Jestem ogromnie wdzięczny dr. Aleksiejowi D. Woskriesienskiemu, krewnemu i spadkobiercy Majskiego, że pozwolił mi podzielić się z czytelnikami tym niesłychanie osobistym, czasem wręcz intymnym świadectwem.
Strona z dziennika Iwana Majskiego dotycząca spotkania z ministrem Anthonym Edenem z 12 czerwca 1941 r., który przestrzegał ambasadora przed niespodziewanym atakiem niemieckim na ZSRS
Dziennik Majskiego nie jest typowym dla tego gatunku w Sowietach narzędziem samodoskonalenia, dobrze widzianym przez władze jako środek służący politycznej edukacji i przemianom. Ma charakter zdecydowanie osobisty; władze sowieckie oceniłyby go jako "z natury burżuazyjny", gdyż nie jest samokrytycznym zapisem starań, by stać się dobrym komunistą, ale obraca się głównie wokół własnego "ja". Świadczy o decydującej roli osobistych przyjaźni, konfliktów i rywalizacji z wczesnego okresu polityki sowieckiej, wykraczających poza kontrowersje na temat polityki i ideologii. Potwierdza też, że społeczeństwa sowieckiego i polityki nie da się sensownie opisać, nie odwołując się do czynnika ludzkiego, ujawniającego nieznane więzi osobiste. Majski, który manifestacyjnie głosi swoje zaangażowanie w komunizm, jest głęboko zanurzony w tradycji prowadzenia dzienników, właściwej zachodniej "burżuazyjnej" inteligencji. Abstrahując od oczywistych różnic kulturowych, jego zapiski celnością obserwacji brytyjskiej sceny politycznej i społecznej z dodatkiem plotek i anegdotek przypominają dziennik Samuela Pepysa. Podobnie jak Churchill, Majski - niespodziewanie - wychwala rolę, jaką w historii odgrywa "wielki człowiek". Wbrew marksistowskiej interpretacji, która podporządkowuje jednostkę większym modelom społecznym, uznaje też wyjątkowość wydarzeń. Nie odrzuca "osobistego wkładu w wielką sprawę powszechną" i w liście do Gieorgija Cziczerina, komisarza spraw zagranicznych, otwarcie stwierdza: "Nie da się zaprzeczyć, że "osobowość" odgrywa lub może odgrywać w historii pewną rolę. Czasem nawet niemałą". Przypomina Cziczerinowi: "Wystarczy pamiętać, co dla naszej rewolucji znaczył Iljicz"5.
Majski oczywiście zdawał sobie sprawę, że jest jedną z najważniejszych postaci tworzących historię. We wrześniu 1941 roku, gdy ważył się los Moskwy, tak pisał o niezwykle doniosłym spotkaniu z Churchillem:
"Wyszedłem z domu kwadrans przed umówioną godziną. Księżyc świecił jasno. Chmury o fantastycznych kształtach pędziły z zachodu na wschód. Gdy przesłaniały księżyc, a ich brzegi czerwieniały i ciemniały, wszystko wokół stawało się przygnębiające i złowrogie. Jakby świat znalazł się w przededniu zagłady. Jechałem znajomymi ulicami i myślałem: "Jeszcze kilka minut i nadejdzie ważna, być może decydująca dla historii chwila, niosąca ogromne konsekwencje. Czy stanę na wysokości zadania? Czy mam dostatecznie dużo sił, energii i przytomności umysłu? Czy okażę się wystarczająco bystry i zręczny, by odegrać swoją rolę z jak największym sukcesem dla ZSRS i całej ludzkości?"".
Dziennik powstawał w dramatycznej, niezwykle ważnej epoce i objął cały zestaw tematów. Pisany był najwyraźniej z myślą o przyszłości6. Majski znalazł się na pierwszej linii wydarzeń, które w jego opinii - a wyraził ją znacznie wcześniej niż inni - groziły wciągnięciem Europy w wojnę światową. Dużo miejsca poświęca zmianie w sowieckiej polityce zagranicznej wczesnych lat trzydziestych i argumentom za przystąpieniem do Ligi Narodów oraz za respektowaniem zasady bezpieczeństwa zbiorowego. To właśnie Majski pierwszy ostrzegał Moskwę przed zagrożeniami, jakie niosła polityka ustępstw. Mocno starał się godzić interesy sowieckie i brytyjskie. Zadanie to stało się jednak znacznie trudniejsze, gdy w 1937 roku, w czasie gdy w Moskwie rozszalały się brutalne czystki, premierem Wielkiej Brytanii został Chamberlain. Obszerne wpisy z roku 1938 dają wgląd w wydarzenia prowadzące do konferencji monachijskiej i w ich katastrofalne skutki dla zbiorowego bezpieczeństwa, a także dla osobistego i politycznego losu zarówno Majskiego, jak i Maksima Litwinowa, sowieckiego komisarza spraw zagranicznych. Dziennik z 1939 roku pokazuje, pod jak wielką psychologiczną presją działał Majski, gdy desperacko próbował przyspieszyć podpisanie trójstronnego porozumienia między Związkiem Sowieckim, Wielką Brytanią i Francją, by zapobiec dryfowaniu Rosji ku izolacji. I jak często popadał w spór ze swym rządem, co w końcu doprowadziło do burzliwej narady na Kremlu 21 kwietnia, kiedy to Majskiego i Litwinowa poddano surowej krytyce. Dwa tygodnie później Litwinow został usunięty ze stanowiska. Dziennik Majskiego ujawnia też, jak ogromna dezorientacja panowała wśród dyplomatów sowieckich w następstwie paktu Ribbentrop-Mołotow, i obserwuje proces przechodzenia Wielkiej Brytanii od pokoju do wojny.
Wykuwanie sojuszu brytyjsko-sowieckiego - premier Winston Churchill i ambasador Majski stukają się kieliszkami z wódką
W równie pasjonujący sposób Majski, człowiek z zewnątrz, ale dobrze poinformowany, opisuje Londyn w czasie ciężkich bombardowań, a także swoje częste, osobiste spotkania z Churchillem i Edenem. Nie da się przecenić znaczenia tych wojennych wspomnień. Minister spraw zagranicznych miał wprawdzie zwyczaj gromadzić raporty ze spotkań z ambasadorami, nie dotyczyło to jednak premierów. W rezultacie nie ma w brytyjskich archiwach relacji z licznych, ważnych rozmów, jakie Majski i Churchill prowadzili przed i w czasie II wojny światowej. Jedyne zachowane sprawozdania to właśnie szczegółowe i sporządzane na gorąco wpisy Majskiego w dzienniku i już bardziej lakoniczne depesze wysyłane do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tym samym historycy, którzy do tej pory dysponowali stronniczymi i niepełnymi przekazami pisanymi z perspektywy czasu, zyskują nowe, niezastąpione źródło.
Nie ma przesady w stwierdzeniu, że dziennik miejscami pisze na nowo historię, która już wydawała się nam znana. Bezprecedensowe, wyjątkowe stosunki z przywódcami brytyjskimi, jakie wyrobił sobie Majski, znalazły odbicie w jego pożegnalnym, wysłanym po odwołaniu liście do Churchilla:
"Patrząc dziś wstecz na te jedenaście lat, mogę bez wahania powiedzieć, że z mojego osobistego i politycznego punktu widzenia kontakty z Panem, utrzymywane przez tak długi czas, były najjaśniejszym punktem pełnionej przeze mnie funkcji ambasadora [...] Czerpałem ogromną przyjemność ze wszystkich naszych spotkań i z rozmów, niezależnie od tego, czy prowadziliśmy je w Pana biurze, czy poza nim, ponieważ zawsze czułem, że obcuję z jednym z najznakomitszych Anglików naszych czasów".
W zasadniczą narrację historyczną Majski wplata wątek walki osobistej o przeżycie w okresie wielkiego terroru, który przetrwali na stanowiskach w Europie tylko właśnie on i jego przyjaciółka, feministka Aleksandra Kołłontaj, ambasador sowiecka w Sztokholmie. Przez cały okres sprawowania urzędu Majski musiał nieustannie lawirować: zachowywać szczerość w rozmowach z Brytyjczykami i dbać, by nie narazić się Kremlowi. To wewnętrzne napięcie jest wyczuwalne w dzienniku. Majski obawia się, iż stosunki między oboma państwami zatruwa wzajemna podejrzliwość, zdaje też sobie sprawę, że jego własna pozycja jest ryzykowna i niepewna, dlatego często rezygnuje z wysłania Kremlowi ważnych informacji, jak w 1943 roku, gdy wstrzymał wiadomość dotyczącą wypowiedzi Churchilla, który stwierdził, że nie może w 1944 roku podjąć ataku przez kanał La Manche.
Główny, historyczny tekst ożywiają i ubarwiają wnikliwe, czasem zabawne obserwacje i anegdoty dotyczące społeczeństwa brytyjskiego, polityków, rodziny królewskiej, pisarzy i artystów. Zamiłowanie Majskiego do uprawiania poezji i prozy zdradza nieodpartą potrzebę autoekspresji. W efekcie otrzymujemy połączenie literatury i historii. "Od dzieciństwa miałem skłonności pisarskie - wspomina autor - jako chłopiec z zachwytem prowadziłem dziennik i korespondowałem z krewnymi i przyjaciółmi [...] jak daleko sięgam pamięcią, zawsze coś układałem albo opisywałem - las po deszczu, stację pogotowia, podróż do Czernołuczja, las sosnowy pod Omskiem i podobne. Kiedy trochę podrosłem, próbowałem sił w dziennikach, szkolnych wypracowaniach i artykułach na bieżące tematy".
W późniejszych latach Majski zwierzył się Beatrice Webb, współzałożycielce Towarzystwa Fabiańskiego, która też przejawiała aspiracje literackie, że "nie lubi zawodu dyplomaty; oboje z żoną byliby znacznie szczęśliwsi w środowisku akademickim czy w wolnych zawodach, w czytelni, bibliotece lub laboratorium". Rzeczywiście, gdy w wieku lat 70 został aresztowany, napisał interesującą powieść Blisko i daleko.
Majski obdarzony był też wyjątkową pamięcią, która w połączeniu z psychologiczną wrażliwością, wnikliwością i intuicją, znakomitym zmysłem obserwacji i niezaspokojoną ciekawością uczyniła go jednym z najbystrzejszych świadków dramatycznych wydarzeń i osobowości lat trzydziestych XX wieku. "Długa dyplomatyczna praktyka - tłumaczył - sprawiła, że moja pamięć upodobniła się do kliszy fotograficznej, która bez trudu może zarejestrować wszystkie cechy ludzi, jakich spotykam. Ich wygląd, słowa, gesty, intonacja zapisywały się na niej błyskawicznie, tworząc wyraźne, szczegółowe obrazy. Często wnioski na czyjś temat - pozytywne lub negatywne, z zastrzeżeniami lub bez - formułowałem w myślach od razu na miejscu, tuż po zawarciu znajomości".
"Zwykle patrzył Pan na nas z góry, z galerii w Parlamencie - wspominał w liście do Majskiego Harold Nicolson, pisarz, dyplomata, autor dziennika - z dobrotliwym zainteresowaniem, trochę jak biolog obserwujący traszki w akwarium".
Majski spędził na emigracji w Londynie dwa lata podczas I wojny światowej, później dwa lata jako chargé d'affaires ambasady w latach dwudziestych, wreszcie przez jedenaście lat pełnił funkcję ambasadora; krąg jego znajomych był więc niezwykle szeroki. Utrzymywał bliskie stosunki z elitami politycznymi i rządowymi Wielkiej Brytanii, a także z intelektualistami i artystami, miał więc doskonałe warunki do obserwacji. Sporządził notatki z rozmów - między innymi - z pięcioma brytyjskimi premierami: Davidem Lloydem George'em, Ramsayem McDonaldem, Stanleyem Baldwinem, Neville'em Chamberlainem i Winstonem Churchillem, a także z królem Jerzym V i Edwardem VIII oraz z całą plejadą najznakomitszych postaci, takich jak Anthony Eden, lord Halifax, lord Beaverbrook, lord Simon, Nancy Astor, Samuel John Hoare, Herbert Morrison, Clement Attlee, Sidney i Beatrice Webbowie, Hugh Dalton, Stafford Cripps, John Maynard Keynes, John Strachey, Robert Vansittart, Joe Kennedy, Harry Hopkins, Jan Christian Smuts, Jan Masaryk, Bernard Shaw i H.G. Wells, by wymienić tylko niektórych.
Laikom, pozbawionym dostępu do opublikowanych przez Rosjan bogatych i fascynujących dokumentów dotyczących wydarzeń, które doprowadziły do wybuchu wojny, dziennik daje rzadką okazję, by od wewnątrz spojrzeć na mentalność sowiecką: zapiski Majskiego podważają wiele dominujących, często stronniczych interpretacji historiografii tak rosyjskiej, jak i zachodniej. Co ważne dla specjalistów, uzupełniają materiały opublikowane w Dokumientach wnieszniej polityki malowniczymi i szczerymi opisami rozmówców autora, ujawniają też jego własne emocje, poglądy polityczne i ideologiczne, których nie ma w oficjalnych dokumentach. Zdumiewa ponadto szczerość i otwartość brytyjskich polityków i dostojników, takich jak: Beaverbrook, Lloyd George, Eden i Vansittart, okazywane w rozmowach z ambasadorem sowieckim, czasem wyrażające większą sympatię dla Sowietów, niż dotychczas sądzono. Czym innym było usłyszeć od Beatrice Webb, "że jej zdaniem system kapitalistyczny nie przetrwa dłużej niż 20-30 lat", a czym innym dowiedzieć się od Brendana Brackena, zaufanego Churchilla, że "nie jest pewien przyszłości kapitalizmu [...] że świat zmierza ku zwycięstwu socjalizmu, choćby nie był to socjalizm taki, jaki mamy w Związku Sowieckim". Podczas którejś z pogawędek na rzuconą mimochodem uwagę Majskiego, że kapitalizm "wypalił się", Eden stwierdził: - Tak, ma pan rację. System kapitalistyczny w obecnym kształcie już się przeżył. Co go zastąpi? Nie mogę powiedzieć dokładnie, ale z pewnością będzie to system inny. Socjalizm państwowy? Półsocjalizm? Socjalizm w trzech czwartych? Pełny, stuprocentowy socjalizm? Nie wiem. Być może będzie to szczególna, czysto brytyjska forma "socjalizmu konserwatywnego".
W porównaniu z mnóstwem pamiętników i dzienników pisanych przez polityków zachodnich, dotyczących II wojny światowej, pustka po stronie sowieckiej jest uderzająca. Jedyne liczące się pamiętniki, autorstwa wojskowych, pojawiły się w Rosji w latach sześćdziesiątych XX wieku. Wobec braku osobistych relacji wspomnienia7 Majskiego (z wybiórczymi cytatami z jego dzienników) są dla historyków niezastąpionym źródłem wiedzy o procesie rekonstruowania polityki sowieckiej. Jednak wspomnienia, jakkolwiek fascynujące, były pisane po upływie pewnego czasu, na dodatek w szczytowym okresie zimnej wojny, są więc bardzo kontrowersyjne i bałamutne. Dlatego powstający na bieżąco, pisany na żywo dziennik Majskiego ma tak ogromne znaczenie historyczne. We wspomnieniach sowiecka polityka zagraniczna jest słuszna z moralnego i politycznego punktu widzenia, a sprawy sporne ulegają zatuszowaniu, podczas gdy dziennik przekazuje wrażenia na gorąco i w sposób znacznie mniej tendencyjny.
Rozbieżności między wspomnieniami i dziennikiem nie są niczym zaskakującym. Pod koniec lat czterdziestych gwiazda Majskiego przygasała. W gorączce antyżydowskiej nagonki po spisku lekarzy z 1952 roku Majskiego aresztowano i oskarżono o szpiegostwo, zdradę oraz udział w spisku syjonistycznym8. Życie uratowała mu śmierć Stalina, która nastąpiła dwa tygodnie później, w marcu 1953 roku; Majski przesiedział jednak w więzieniu jeszcze dwa lata z powodu domniemanych związków z byłym zaufanym człowiekiem Generalissimusa, Ławrientijem Pawłowiczem Berią. Beria, który chciał w 1953 roku mianowania Majskiego na stanowisko ministra spraw zagranicznych, powierzył mu koordynowanie w Ministerstwie Bezpieczeństwa Państwowego działań wywiadowczych w Wielkiej Brytanii. Jednak w lipcu 1953 roku Beria sam został aresztowany i rychło stracony. Uwięzienie Majskiego i rzekome powiązania z Berią z pewnością odświeżyły pamięć o jego dawnych kontaktach z mienszewikami, czego mu zresztą nigdy nie zapomniano.
Natychmiast po śmierci Stalina Majski pospiesznie, z celi więziennej skontaktował się z Gieorgijem Malenkowem, nowo wybranym przewodniczącym Rady Ministrów. "Gdyby uznano, że możliwe jest uratowanie" mu życia - pisał - gotów był odpokutować swe dawne błędy, pomagając stworzyć grupę młodych, zdolnych historyków sowieckich, którzy "specjalizowaliby się w zwalczaniu burżuazyjnych fałszerstw dotyczących współczesnej historii". W 1955 roku, chory i osłabiony, mając lat 72, z czego dwa i pół roku upokorzeń i więzienia, podjął długą i rozpaczliwą walkę o odzyskanie członkostwa partii, miejsca w Akademii Nauk, a przede wszystkim o całkowitą rehabilitację. Tuż po wyjściu z więzienia poskarżył się Nikicie Chruszczowowi, że padł ofiarą ostracyzmu i przyrzekł "w imię dobra partii dołożyć wszelkich starań [...], służąc skutecznie państwu sowieckiemu jako akademik- historyk". Zaproponował, że podejmie badania nad historiografią II wojny światowej, które "krytycznie oceniłyby literaturę wydawaną na Zachodzie". W rozmowie z Woroszyłowem, przewodniczącym Prezydium Rady Najwyższej, wyraził "najgorętsze pragnienie [...] by jak najlepiej służyć sowieckiemu państwu" w pozostałych mu jeszcze latach życia jako "historyk - na użytek wewnętrzny - polityki zagranicznej ZSRS [...] i demaskować najpoważniejsze burżuazyjne fałszerstwa dotyczące historii współczesnej, zwłaszcza okresu II wojny światowej" (podkreślenie Majskiego). Historyczna wartość jego wspomnień zmalała później, gdy najpierw poddano je ostrej cenzurze, a potem zmuszono autora, by z ostatecznej rosyjskiej wersji z 1971 roku usunął krytykę Stalina.
Historia długiego ambasadorowania Majskiego w Londynie, szczerze pokazana w dziennikach, rzeczywiście zapiera dech w piersiach. Na początku XIX wieku dyplomata brytyjski Stratford Canning przewidział, że opinia publiczna może okazać się "siłą potężniejszą niż wszystko, czego dotychczas użyła ludzkość". Zdaniem jego francuskiego kolegi Jules'a Cambona, też doświadczonego dyplomaty, aby w pełni poznać kraj, ambasador nie powinien ograniczać się do kontaktów rządowych; czasem za niezwykle wartościową może uznać "nawet przyjaźń z kobietą z wyższej sfery". Ale to właśnie Majski zapoczątkował rewolucyjny styl dyplomacji, który wówczas irytował wielu jego rozmówców, ale od tamtej pory zyskał powszechną popularność. Był pierwszym ambasadorem, który systematycznie urabiał opinię publiczną i manipulował nią, wykorzystując do tego przede wszystkim prasę. Jeden z gości ambasady wspominał, jak na korytarzu pierwszy sekretarz Majskiego tłumaczył Cummingsowi, redaktorowi politycznemu "News Chronicle", że jego teksty o wojnie fińskiej są "mocno przesadzone". Majski, świetny piarowiec w czasach, gdy to pojęcie nawet nie istniało, bez problemów znajdował wspólny język z ugrupowaniami opozycyjnymi, ze zwykłymi, szeregowymi posłami do Parlamentu, z redaktorami gazet, ze związkowcami, z pisarzami, artystami i intelektualistami. "Nie spotkałem przedstawiciela obcego państwa - wspominał John Rothenstein, dyrektor Tate Gallery - który by mówił tak ujmująco, jakby darzył swego słuchacza całkowitym zaufaniem albo który by podjął tyle trudu, by objaśniać politykę, czy też rzekomą politykę swego rządu ludziom pozbawionym politycznego znaczenia. Inaczej też niż większość jego sowieckich kolegów bardzo chętnie zawierał osobiste przyjaźnie9. Iverach McDonald, młody korespondent zagraniczny "The Timesa", pozostawił ciekawy opis modus operandi Majskiego:
"Większość brytyjskich dygnitarzy była zgorszona metodami, jakich używał Majski. Kiedy mu to pasowało, nie krępował się zwyczajowymi dyplomatycznymi konwenansami [...]. Nie miał oporów, by zręcznie, w stosownej chwili użyć przecieku, który jego słuchacze mogli wykorzystać przeciw Chamberlainowi, Johnowi Simonowi i innym. Obiady wydawane przez Majskiego bywały sztywne i oficjalne, ale czasem wyglądały jak spotkania opozycyjnych koterii [...]. Ilekroć odwiedzałem go w ambasadzie na Millionaires' Row, stwarzał wrażenie, jakby rozmowa z młodym człowiekiem była dla niego najważniejszą rzeczą na świecie. Uprzejmie wyłączał telefon na znak, że nikomu nie wolno nam przeszkadzać. Albo zabierał mnie na spacer na koniec ogrodu, oddzielonego tylko żywopłotem od Kensington Gardens, gdzie w rozkosznym cieple słońca rozmawialiśmy w cztery oczy".
Majski niesłychanie umiejętnie podtrzymywał kontakty z dużą częścią prasy brytyjskiej. Czytał wszystko bez wyjątku - dzienniki i tygodniki. Chwalił się, że może zamieścić list w "The Timesie", kiedy tylko zechce. "Chwytał w lot następujące z dnia na dzień zmiany w poglądach i odczuciach i genialnie, z niewzruszonym spokojem analizował całą wojnę ze wszystkimi szczegółami" - stwierdził dziennikarz amerykański. Był dzięki temu "jednym z najbardziej wnikliwych i kompetentnych obserwatorów" w Londynie. Jak sam Majski powiedział swojej przyjaciółce, Beatrice Webb, ambasador powinien postawić sobie za cel "ścisłe relacje ze wszystkimi rzutkimi, energicznymi osobami w kraju pobytu - ze wszystkich partii i środowisk opiniotwórczych. Nie wolno mu zamykać się w kręgu dyplomatów i przedstawicieli władzy - czy to królewskiej, czy innej". Był oczywiście przede wszystkim przedstawicielem swojego rządu, ale kiedy zabierał głos, spokojnie, często w żartobliwym tonie, zawsze odnosiło się wrażenie, że "są to jego własne słowa, a nie odgórna instrukcja".
Bardzo opłacalne okazały się zabiegi Majskiego mające na celu pozyskanie magnata prasowego, lorda Beaverbrooka. Jego "Daily Express" przedstawiał umacniającego swą pozycję Stalina jako obrońcę sowieckich interesów narodowych, a nie idei rewolucji światowej. Jesienią 1936 roku Beaverbrook wspomniał Majskiemu o "przyjaznym nastawieniu" jego prasy do Generalissimusa. "Żadna z kontrolowanych przeze mnie gazet nie zrobi ani nie napisze niczego, co mogłoby zakłócić pana kadencję na urzędzie" - obiecał. W 1939 roku dzięki pośrednictwu Majskiego Beaverbrook wysłał do Rosji jednego ze swych młodych dziennikarzy. Młodzieniec ten, jak pisał do ambasadora, "we wszystkich swych politycznych opiniach idzie w ślady swojego Mistrza. Powszechnie uważa się oczywiście, że Mistrz naśladuje Majskiego". W 1942 roku Beaverbrook stał się też żarliwym orędownikiem utworzenia drugiego frontu.
Grzeczność za grzeczność. "Ośmielam się spełnić daną Panu obietnicę - pisał Majski do Beaverbrooka - i mam nadzieję, że przypadnie panu do gustu rosyjska wódka, którą panu posyłam. Żona moja zapewne opowiadała Panu coś niecoś o rosyjskim likierze "Zapienkanka"; dołącza bowiem próbkę i spodziewa się, że Panu zasmakuje". William Camrose, redaktor naczelny konserwatywnego "Daily Telegraph", wyraźnie chwalił sobie coroczne dostawy rosyjskiego kawioru przysyłane przez ambasadora przed Bożym Narodzeniem:
"Drogi Panie Ambasadorze!
Żaden dar nie byłby bardziej stosowny i milej widziany niż puszki przepysznego kawioru, które otrzymałem wczoraj wieczorem.
Gdyby nawet Rosja nie dała światu żadnych innych dóbr, sam tylko kawior byłby jej wielkim darem dla cywilizacji! Stokrotne dzięki za pamięć".
Foreign Office zdecydowanie krzywo patrzyło na to, że Majski, "bez żadnych ograniczeń robi sobie, co mu się podoba", i ma "swobodny dostęp między innymi do wszystkich ministrów, z czego gorliwie korzysta". Przy tym, jak z niechęcią twierdził Alexander Cadogan, stały podsekretarz stanu, "nie da się wykryć żadnej osobistej słabostki pana Majskiego, która pomogłaby sekretarzowi stanu albo premierowi znaleźć dla niego stosowny prezent". Oficjalne upomnienia okazały się równie mało skuteczne.
Z racji swych upodobań ideologicznych Majski szukał bliskich kontaktów z City, która jego zdaniem kontrolowała politykę brytyjską. Zaraz po przybyciu do Londynu poprosił swego starego przyjaciela H.G. Wellsa, by zorganizował mu "nieoficjalne spotkanie z "kilkoma inteligentnymi bankowcami" [...], z którymi można by sensownie porozmawiać". Wells zrobił, o co go poproszono. "Nie zrobiliśmy nic - ponaglał Brendana Brackena - by zaspokoić chorobliwą potrzebę Majskiego poklepania bankierów po plecach i przejścia z nimi na ty". Francis Williams, naczelny "Daily Herald", wspomina, jak podczas pysznego lunchu en deux w ambasadzie zaskoczyła go niesłychanie miła i kulturalna rozmowa o londyńskim teatrze i literaturze. Jednak gdy tylko "wyglądający z angielska" kamerdyner zostawił ich samych przy kawie i brandy, Majski oznajmił swojemu gościowi, że bardzo ceni sobie jego rubrykę o City. Williams poczuł się "odrobinę niekomfortowo", gdy po wypowiedzi o skali niemieckich interesów w City Majski zaczął wypytywać go o ogólne nastawienie w City i jej wpływ na rząd Wielkiej Brytanii. Zorientował się, jak później przyznał, "że jest to najdelikatniejsza forma sondowania, na ile z rosyjskiego punktu widzenia jestem "godny zaufania"". Żegnając się, Majski wyraził nadzieję na jakiś wspólny lunch w przyszłości i bez mrugnięcia okiem wysunął następującą propozycję:
- Czy nie rozważyłby pan napisania dla mnie od czasu do czasu informacji o instytucjach i wydarzeniach w City? Bardzo by mnie to interesowało. Jest z pewnością wiele spraw, których nie może pan opublikować drukiem. Byłaby to rzecz bezcenna, a my ("my" zostało leciutko zaakcentowane), bylibyśmy niezwykle wdzięczni.
Załącznikami do powyższego były przysyłane co roku przed Bożym Narodzeniem słoik kawioru i butelka wódki z osobistymi życzeniami od ambasadora. Jak wyraźnie wynika z dzienników, granicę szarej strefy między zwerbowaniem a zachowaniem etyki zawodowej przekraczało wielu czołowych publicystów i dziennikarzy, a nawet polityków.
Spuścizna przyjmowanych z góry (podobnie jak dziś) poglądów na temat Rosji i jej mieszkańców - najbardziej zgubna cecha stosunków brytyjsko-rosyjskich, począwszy od XVIII wieku - sprawiła, że pozycja Majskiego w Londynie była wyjątkowo niepewna. Nie pomagał mu też tradycyjny dla Rosji ksenofobiczny punkt widzenia, na który nałożyła się jeszcze rewolucyjna skłonność Sowietów do demonizowania burżuazji Zachodu. Majski, mimo że powszechnie uznawany za bodaj najwybitniejszego i najlepiej poinformowanego ambasadora przy Dworze Świętego Jakuba, spotykał się z brakiem zaufania graniczącym z wrogością. Na przeszkodzie jego misji stało dziedzictwo wieloletniej nieufności i wzajemnych podejrzeń, a popularność, jaką sobie zdobył, budziła "irytację i pogardę" wyższych sfer, dla których często był tylko "tatarskim Żydkiem". Nawet przyjaciele nie potrafili powstrzymać się od aluzji do jego postury Falstaffa. "Siedzi w tym swoim brzydkim wiktoriańskim gabinecie - pisał zjadliwie w dzienniku Harold Nicolson - jak mały gnom w fotelu, kręci młynka, błyska okiem i jakby stopami nie sięgał podłogi". Mieszane odczucia najlepiej bodaj ujął generał Edward Spears: "Mocno zbudowany, najwyraźniej bardzo silny i bystry, typowy Tatar, bez wątpienia okrutny tak jak ludzie jego rasy" - pisał niepomny, że Majski miał, przynajmniej ze strony ojca, korzenie polskie i pochodził ze strefy osiedlenia (zachodnia część imperium rosyjskiego - przyp. tłum.), gdzie wolno było mieszkać Żydom. Beatrice Webb, bliska znajoma Majskiego, zastanawiała się: "Co też arystokrata Eden, faszystowski czaruś Grandi czy też nazistowska kanalia von Ribbentrop czują w stosunku do tego przysadzistego i brzydkiego sowieckiego wysłannika, pół-Żyda, pół-Tatara, który wygląda raczej na chytrego biznesmena robiącego interesy na światowym rynku niż na zawodowego dyplomatę poruszającego się wśród rządzących tego świata. Połowa rządu i połowa Foreign Office uważa go za wroga numer jeden, podczas gdy inni zerkają nerwowo ku niemu jako ewentualnemu sojusznikowi w ratowaniu Imperium Brytyjskiego przed agresywną zazdrością Niemiec i Włoch.
Malowniczy opis takiego stanu rzeczy pojawia się we wrażeniach Harolda Nicholsona z lunchu wydanego przez Majskiego w ambasadzie sowieckiej:
"Drzwi otworzył dżentelmen w miękkim kołnierzyku i z żółtym, szczeciniastym wąsem. Wprowadzono mnie do wyjątkowo okropnego pomieszczenia, gdzie wylewnie powitał mnie pan Majski [...]. W tym ponurym holu podano nam smakującą korkiem sherry, tymczasem człowiek ze szczeciniastym wąsem i niezbyt pociągająca młoda chłopka nosili zastawę i banany do sąsiedniego pokoju.
Przeszliśmy na lunch podany w ogrodzie zimowym, bardziej zimowym niż ogrodzie. Zaczęliśmy od kawioru, dobrego zresztą. Potem był nieco wilgotny martwy pstrąg. Po nim dostaliśmy coś, co w domach opieki nazywa się galaretką owocową... Przez cały czas czułem, że jest w tym wszystkim coś dobrze mi znanego. Na pewno nie była to Rosja, jaką pamiętam. I nagle zdałem sobie sprawę, że to Wschód. Oni bawili się w Europejczyków [...]. To Azja"10.
Innym jednak, na przykład labourzyście Herbertowi Morrisonowi, Majski jawił się jako "przekonujący rozmówca", który potrafił "argumentować barwnie i rozsądnie, z niemal zachodnim obiektywizmem, co sprawiało, że dyskusja z nim - inaczej niż w przypadku większości komunistów - była inspirująca i pożyteczna". Rab Butler, ówczesny podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, uważał, że ze wszystkich zagranicznych przedstawicieli w Londynie Majski jest "niewątpliwie najbardziej konsekwentny". Bernard Pares, nestor brytyjskich historyków zajmujących się Rosją, zachwycał się, że nigdy nie usłyszał od Majskiego "prognozy, która by się nie sprawdziła". I wreszcie Bruce Lockhart11 przyznawał, że Majski "dokładnie zna Anglię; zdaniem niektórych nawet zbyt dokładnie. Kiedy się pożegnałem, pomyślałem jednak, że długo teraz będziemy czekać na równie dobrego ambasadora Rosji".
W przeciwieństwie do surowego i szorstkiego obejścia właściwego późniejszej "stalinowskiej szkole dyplomacji" Majski i jego żona Agnija robili co mogli, by zjednywać sobie brytyjską opinię publiczną autentyczną życzliwością. Na obiadach u Majskich konserwatyści byli równie mile widziani, jak i labourzyści. Po przybyciu do Londynu Majski poprosił Bruce'a Lockharta, by wprowadził go do londyńskiego towarzystwa. Lockhart, nieco zaskoczony, odparł, że Majski zapewne zna brytyjskich socjalistów lepiej niż on sam. - Owszem - odpowiedział ambasador - ale chcę poznać więcej ludzi rządzących tym krajem. - Jak dało się zauważyć, początkowo na przyjęciach u Majskiego "pełno było lewicowców w osobliwych ubraniach [...] stopniowo goście zmieniali czerwone krawaty na koszule ze sztywnym kołnierzykiem i stroje wieczorowe, aż pewnego dnia H.G. Wells, który przyszedł na uroczyste przyjęcie w zwykłym garniturze, stwierdził, że jest jedynym tak ubranym gościem".
Nawet w najtrudniejszym okresie, gdy podpisano pakt sowiecko-niemiecki i gdy Sowieci toczyli wojnę z Finlandią, Majski stracił niewielu przyjaciół. Louis Fischer, dobrze poinformowany dziennikarz zajmujący się sprawami międzynarodowymi, opisywał, jak ambasador sowiecki "z niesłychanym zaangażowaniem i oddaniem [...] pielęgnuje znajomości z wieloma ważnymi postaciami brytyjskiego życia politycznego", podczas gdy "jego atrakcyjna żona zyskuje mu popularność w wyższych sferach". Byli z Agniją nierozłączni; w rzadkich przypadkach, gdy po drodze z konferencji Ligi Narodów w Genewie pozwalała sobie na dłuższe zakupy w Paryżu, czuł się zagubiony. "Najdroższy Turczyku - pisał do niej wtedy - nudzę się śmiertelnie. Nie tylko jestem samotny, kompletnie sam w czterech ścianach, ale nawet do wczoraj nie wyściubiłem nosa na ulicę [...] dużo czytam, słucham radia i płyt. Marusia karmi mnie całkiem dobrze i w domu w ogóle wszystko w porządku [...]. Nie mogę się Ciebie doczekać. Mocno całuję mojego Turczyka i czekam z niecierpliwością. Michajłycz".
Drużyna: ambasador Majski z żoną Agniją w oranżerii Ambasady ZSRS w Londynie
Tworzyli parę "silnie skontrastowanych temperamentów: ona wesoła, pewna siebie, bezkompromisowa rewolucjonistka; on spokojny, czasem lekko zaniepokojony; lojalny i oddany ambasador swego kraju, ale dość liberalny w poglądach"12. Oboje zachłysnęli się komfortem i splendorem życia w Londynie. Herbert Morrison pisał, że Agnija "była zachwycona pobytem w Londynie, bo podziwiała londyńczyków i lubiła ich styl. Pamiętam, jak na przyjęciu w ambasadzie sowieckiej starałem się stanąć na wysokości zadania, gdy błagała mnie, bym nauczył ją lambeth walka13. Zawsze o tym pamiętała. Kobieta o "staroświeckim wdzięku i dobrych manierach, ładna", przy tym "dobrze ubrana"; była jednak krytykowana w Parlamencie za "wydanie 1500 gwinei na futro z norek", w czasie gdy "Niemcy bili na głowę" rosyjskie wojska, a ona sama zbierała w fabrykach pieniądze na Czerwony Krzyż. W późnych latach dwudziestych Narkomindieł (sowieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych) założył przedsiębiorstwo krawieckie szyjące ubrania dla dyplomatów i ich żon. Zdaniem Beatrice Webb, zorientowanej w haute couture, były to stroje "zaprojektowane starannie, zgodnie z modą panującą na dworach i w stolicach państw, do których się udawali. Tłumaczy to elegancję pani Majskiej i pani Litwinow, szeroko komentowaną w pismach poświęconych modzie". Nie dotyczyło to ambasadora, którego "przysadzista figura odziana była często w swobodny strój, nosił luźne, jasne ubrania o zupełnie nieszablonowym kroju i kolorze". Agnija, ideologicznie zdecydowanie bardziej wojowniczo nastawiona niż jej mąż, potrafiła być zadziorna i dać upust emocjom. Na przyjęciu w Pałacu Buckingham jedna z dam dworu carowej Rosji miała na szyi medalion z podobizną władczyni. Chodziły plotki, że pani Majska "napluła na ten wizerunek".
Drużyna: Iwan i Agnija piją angielską herbatę w oranżerii Ambasady ZSRS w Londynie
Z dzienników Majskiego wyłania się zdumiewający zakres swobody działania pozostawianej ambasadorom nawet za najbardziej autorytarnych rządów Stalina. Wiele inicjatyw autora zaakceptowano i przyjęto jako element polityki, czasem nawet wbrew poglądom panującym na Kremlu; najbardziej znamiennym tego przykładem było konsekwentne poparcie dla negocjacji w sprawie sojuszu trójstronnego z Zachodem prowadzonych na początku 1939 roku i kampania na rzecz utworzenia drugiego frontu w latach 1941-1943. By osiągnąć cel, Majski często musiał przypisywać własne pomysły swoim brytyjskim rozmówcom, choć z archiwów wynika, że inicjatywa wychodziła z jego strony. W komentarzu zwracam uwagę czytelnika na kilka takich przypadków; między innymi na próby, jakie podejmował Majski, by po przykrych doświadczeniach związanych z układem monachijskim odwieść Stalina od myśli o izolacjonizmie i zbliżeniu z nazistowskimi Niemcami.
Nie udało mu się natomiast przekonać Stalina i Litwinowa, by nie wycofywać się z Hiszpanii. 1 października 1938 roku Majski zapisał, że radził rządowi, by trzymać się zasady zbiorowego bezpieczeństwa; zacytował wtedy rozmowę z Lloydem George'em, który - przez niego zmanipulowany - miał wykrzyknąć: - Bez względu na wszystko, nie wychodźcie z Hiszpanii! - a później twierdził z uporem, że "izolacjonizm będzie dla ZSSR złą polityką". To Majski też wcześnie ostrzegał o wrażeniu, jakie wśród brytyjskiej opinii publicznej wywołują informacje o czystkach i sugerował, by wymierzanie sprawiedliwości odbywało się drogą procesów sądowych. Później sygnalizował Moskwie, że czystki w wojsku będą miały fatalne skutki dla szans zawarcia sojuszu trójstronnego. Doprowadził też do przełomowej wizyty Edena (a nie ówczesnego ministra spraw zagranicznych, lorda Simona) w Moskwie w 1935 roku i jego spotkania ze Stalinem. Już pod koniec 1937 roku sugerował Stalinowi, jak traktować zwolenników ustępstw: - Niech "zachodnie demokracje" odkryją karty w sprawie agresorów. Z jakiej racji mamy dla nich wyciągać kasztany z ognia? Walczyć razem - oczywiście, jak najbardziej; służyć jako mięso armatnie - nigdy! - Słowa i poglądy ambasadora Stalin rzeczywiście powtórzył niemal dosłownie w słynnym przemówieniu z marca 1939 roku. W szczytowym okresie pobytu Majskiego w Londynie, gdy po ataku Niemiec na Rosję Kreml ogarnął paraliż, to właśnie Majski intensywnie pracował nad sojuszem, sugerował Churchillowi wygłoszenie słynnej później mowy i umożliwił wizytę w Moskwie w lipcu 1941 roku Harry'ego Hopkinsa, najbliższego doradcy Roosevelta, potem przyjazd Edena w grudniu tego samego roku i wreszcie pierwszą podróż do Moskwy Churchilla w sierpniu roku 1942.
***
Majski pisał swoje dzienniki w szczególnych warunkach, dlatego konieczne są w nich pewne uzupełnienia i wypełnienie luk. Poza tym dziennik ma sens tylko wtedy, gdy znany jest kontekst, w którym powstawał, a to wymagało wnikliwych badań w archiwach rosyjskich i zachodnich. Należało też porównać zapisy Majskiego z prywatnymi i oficjalnymi notatkami z tych samych spotkań, sporządzanymi przez jego rozmówców. Przeanalizowane też zostały pod tym kątem oficjalne raporty ambasadora. W pełnym, trzytomowym, opatrzonym komentarzem wydaniu dzienników znajdą się szczegółowe objaśnienia i pełny wykaz źródeł archiwalnych. Korzystałem głównie z materiałów Foreign Office, biura premiera, szefów sztabów i planistów połączonych sił militarnych, wywiadu wojskowego, a także z licznych zbiorów prywatnych znajdujących się w dokumentach Foreign Office i brytyjskich National Archives. Dokumenty należące do Departamentu Stanu, Departamentu Wojny oraz innych instytucji państwowych analizowałem w National Archives w Waszyngtonie. Dzięki mozolnym staraniom uzyskałem dostęp do ogromnej liczby źródeł rosyjskich, głównie w archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji oraz w Archiwum Wojskowym i Archiwum Prezydenckim, jak również do dokumentów Stalina, złożonych niedawno w Archiwum Państwowym. Dotarłem też do około 80 zbiorów prywatnych, przede wszystkim: Majskiego, Churchilla, lorda Beaverbrooka, Raba Butlera, Alexandra Cadogana, Stafforda Crippsa, Davida Lloyda George'a, lorda Halifaksa, Harry'ego Hopkinsa, Johna Maynarda Keynesa, Roberta Bruce'a Lockharta, generała George'a Marshalla, prezydenta Roosevelta, Henry'ego Stimsona, Alberta J. Sylvestra, Roberta Vansittarta i Beatrice Webb. Wszystko to uzupełniłem wyczerpującymi badaniami nad bardzo różnorodnymi drukami, opublikowanymi dziennikami i źródłami drugorzędnymi, które zostaną w całości przedstawione w wydaniu trzytomowym.
Do oryginalnego tekstu dzienników dołączone były liczne wycinki prasowe, korespondencja, kopie depesz wymienianych podczas wojny przez Churchilla i Stalina. Większość tych materiałów, opublikowana i obecnie łatwo dostępna, została pominięta w niniejszym wydaniu. W kilku przypadkach długie relacje z rozmów zapisane w dzienniku posłużyły Majskiemu jako materiał do oficjalnych raportów, z których część opublikowano, ale tylko w opracowaniach rosyjskich.
Notki biograficzne pojawiają się przy wymienieniu nazwiska po raz pierwszy. W większości przypadków dotyczą pozycji zajmowanej przez wymienioną osobę w okresie objętym zapisami w dzienniku. By ułatwić czytelnikowi orientację w skutkach czystek przeprowadzonych w korpusie dyplomatycznym, starałem się prześledzić dalsze losy ludzi zatrudnionych w ambasadzie w Londynie i członków starej kadry Narkomindieła usuniętych w ramach represji.
Do roku 1946 sowiecki minister spraw zagranicznych nosił tytuł "ludowego komisarza spraw zagranicznych"; w roku 1941 "połpredów" (skrót od "полномочный представитель" - przedstawiciel pełnomocny - przyp. tłum.) oficjalnie przemianowano na ambasadorów, a w 1946 roku Narkomindieł stał się Ministerstwem Spraw Zagranicznych. W tekście stosowałem najczęściej zachodnie określenia, używane wtedy powszechnie, także przez samych ambasadorów.
Drugim wyjątkiem była Aleksandra Kołłontaj, ambasador sowiecka w Sztokholmie; zainspirowana przez Majskiego, prowadziła dziennik, choć nieregularnie. [wróć]
Patrz rozdział "Cena sławy". [wróć]
Patrz s. 394-396. [wróć]
Ta edycja ukazała się w 2018 roku nakładem Yale University Press pt. The Complete Maisky Diaries, vol. I-III. [wróć]
Lenin. [wróć]
Patrz wpis z 19 stycznia 1943 roku. [wróć]
Before the Storm, London 1943; Journey into the Past, London 1962; Who Helped Hitler?, London 1964; Spanish Notebooks, London 1966; Memoirs of a Soviet Ambassador: The War, 1939-1943, London 1967. [wróć]
O aresztowaniu i procesie patrz rozdział "Cena sławy. Represje". [wróć]
Majski w fascynujący sposób opisał Mołotowowi swój modus operandi; patrz s. 406-407. [wróć]
Czytając te wspomnienia, wiele lat później Majski stwierdził: "Uwagi na temat mój i ambasady sowieckiej nie są zbyt głębokie, ale bywają zabawne. Nie wiedziałem, będąc w Londynie, że taki z niego smakosz - zawsze opisuje, co dostał do jedzenia". [wróć]
Sir Robert Hamilton Bruce Lockhart, pełniący obowiązki konsula generalnego w Moskwie w latach 1914-1917; stał na czele specjalnej misji wysłanej do Moskwy w roku 1918, uwięziony tamże i wymieniony na Litwinowa; w latach 1941-1945 był szefem Political Warfare Executive (PWE, Kierownictwo Wojny Politycznej, powstałe z zajmującego się propagandą pionu SOE, czyli Special Operations Executive - Kierownictwa Operacji Specjalnych - przyp. tłum.). [wróć]
Bezczelność Agniji miewała dla Majskiego fatalne skutki; patrz. s. 508. [wróć]
Modny taniec ubogich warstw mieszkańców Londynu nawiązujący do ich życia; wziął nazwę od piosenki pochodzącej z wystawionego w 1937 roku musicalu Me and My Girl. [wróć]
FORMOWANIE DYPLOMATY SOWIECKIEGO
Iwan Michajłowicz Lachowiecki urodził się 7 stycznia 1884 roku w starym rosyjskim mieście Kiryłłow w pobliżu Niżnego Nowogrodu, w komfortowym otoczeniu szlacheckiej siedziby, gdzie jego ojciec był nauczycielem syna właścicieli. Literacki pseudonim "Majski" przyjął w 1909 roku, na emigracji w Niemczech. Dzieciństwo spędził w Omsku na Syberii, ponieważ tam, po ukończeniu studiów medycznych w Petersburgu, ojciec pracował jako lekarz. Michał Lachowiecki pochodził z polskich Żydów, co syn skrzętnie ukrywał. W pełnych uroku wspomnieniach z dzieciństwa Majski robił wszystko, by podkreślić ateistyczną atmosferę domu, choć "oficjalnie oczywiście uważani byliśmy za prawosławnych [...], w szkole musiałem uczyć się katechizmu, chodzić na nieszpory w sobotę, na mszę w niedzielę i obowiązkowo do spowiedzi przed Wielkanocą". Trudniej było pozbyć się "żydowskiego wyglądu". Majskiego brano za Żyda tak w Związku Sowieckim, jak i w Anglii. Siostrzeniec znanego rosyjskiego historyka Jewgienija Tarlego opisuje swoją ciotkę Manieczkę, która "miała nosa do Żydów wypromowanych podczas "rewolucji proletariackiej"". Zwierzyła mu się ona, że jej zdaniem "Majski wcale nie nazywa się Majski, a tym bardziej "Iwan Michajłowicz": raczej "Izaak Mojsiejewicz"". Jak wspominał jeden z jego najbliższych brytyjskich przyjaciół, lewicowy żydowski wydawca Victor Gollancz, Majski opowiadał "cudowne żydowskie historyjki. Mówił, że to ormiańskie i z zachwytem słuchał moich opowieści, które też nazywał ormiańskimi".
"Sekretną miłością" i "motorem życia" ojca Majskiego było "uwielbienie nauki". Wielki intelekt, nienasycona ciekawość, ofiarna praca i niepohamowana ambicja - wszystkie te cechy sprawiły, że dla syna stał się wspaniałym wzorem do naśladowania i źródłem inspiracji. Pewną surowość i nieco skrytą naturę ojca łagodziła matka, Nadieżda Iwanowna (z domu Dawidowa), wiejska nauczycielka o szerokich zainteresowaniach literackich i artystycznych. Majski wspominał ją z czułością jako osobę o "wybuchowym temperamencie - żywą, niekonsekwentną, porywczą i gadatliwą [...]. Miała w sobie coś niepowtarzalnego, jakiś urok; przyciągała do siebie ludzi i natychmiast stawała się ośrodkiem zainteresowania".
Majski od wczesnych lat miał kontakt z literaturą. Na gęsto zastawionych domowych półkach stały pięknie oprawione dzieła zebrane Szekspira, Byrona i Schillera, ale też prace przedstawicieli bardziej radykalnej inteligencji, takich jak: Niekrasow, Dobroliubow, Hercen i Pisariew. Młody Iwan Michajłowicz dobrze orientował się w toczącej się wówczas dyskusji o celach literatury i sztuki, o realizmie i estetycyzmie. W późniejszych latach wprawdzie, z powodów oczywistych, twierdził, że popiera "utylitarystów", w młodości jednak bezkrytycznie pochłaniał "stosy książek i czasopism". Zachłysnął się Heinem, który stał się na całe życie jego busolą i towarzyszem. Portret poety powiesił nad biurkiem. Miał zaledwie 16 lat, gdy swój podziw wyraził w liście do Elizawiety, kuzynki i powierniczki:
"To najpiękniejsza twarz, jaką widziałem. Każdego dnia na nowo odkrywam jego doskonałość i jestem pewien, że ten wiecznie kpiący, wiecznie sceptyczny Arystofanes XIX wieku to jeden z największych geniuszy i sędziów duszy ludzkiej w ogóle, a nam współczesnych w szczególności. Heine to ludzkość. Uosabia ją w sposób absolutnie doskonały jak nikt inny. Odbija się w nim wszystko, co w niej dobre i złe; rozległa i barwna panorama ludzkiego targowiska, wszystkie jego cierpienia i cały smutek, wszystek gniew i oburzenie".
Literacka atmosfera domu wyostrzyła w Majskim dar wnikliwej obserwacji, wzmocnionej dodatkowo bogatą wyobraźnią i dociekliwością. Uformowała jego złożoną osobowość, romantyczną i artystyczną, ale także kierującą się wiarą w "rozum, naukę, wiedzę i prawo człowieka do panowania nad życiem na ziemi". Powieści otwarły mu okno na Europę i obudziły w młodym człowieku tęsknotę za podróżami oraz zainteresowanie geografią, co w efekcie podczas pobytu na emigracji stopniowo ukształtowało jego kosmopolityczne poglądy. Ciekawość z kolei podsycał gwarny, tętniący życiem port w Omsku, gdzie Majski spędzał każdą wolną chwilę, wędrując po nabrzeżach obok parowców; "przyglądając się wszystkiemu, słuchając i myszkując [...], słuchałem, jak piloci i marynarze opowiadali o swojej pracy, o przygodach, o dalekich miastach i miejscach, jakie widzieli".
Przykładny uczeń gimnazjum: młody Jan siedzi w pierwszym rzędzie czwarty od lewej
Później, odtwarzając swą rewolucyjną przeszłość, znalazł w rodzinie wątek wywrotowy - duchownego, który w połowie XIX wieku porzucił Kościół i związał się z kręgami rewolucjonistów. Twierdził też, że jego rodzice sympatyzowali z ruchem narodników, że matka nawet chodiła w narod, a ojciec popadł w konflikt z władzami szpitala, gdzie pracował, ponieważ w roku 1905 nie powstrzymał młodych podchorążych sanitarnych przed głoszeniem rewolucyjnych idei. Majski przywiązywał wielką wagę do szczególnych stosunków ze swym artystycznie utalentowanym wujem M.M. Czemodanowem, lekarzem ziemstwa, żyjącym w odległej wiosce i luźno związanym z działalnością rewolucyjną. Zasadniczo jednak środowisko i wykształcenie Majskiego było w typowy dla pracującej klasy średniej sposób pozbawione jakiejkolwiek świadomości politycznej.
Mając lat 17 ukończył ze złotym medalem gimnazjum w Omsku, po czym wstąpił na uniwersytet w St. Petersburgu. Studiował historię i filologię. W tym samym czasie zauważono jego talent literacki - pismo "Cибирская Жизнь" ("Życie Syberii") zamieściło jego pierwszy wiersz Chciałbym być wielką burzą, podpisany pseudonimem "Nowy człowiek". Uniwersytecką edukację gwałtownie i przedwcześnie przerwało aresztowanie i oskarżenie o agitację rewolucyjną. Majskiego objęto policyjnym nadzorem w Omsku, gdzie związał się z mienszewickim skrzydłem socjaldemokracji rosyjskiej. W 1906 roku zatrzymano go ponownie za czynny udział w rewolucji 1905 roku i skazano na wygnanie do Tobolska. Tam powstał jego rękopis inspirowany pracą History of Trade Unionism (Historia ruchu związkowego) Beatrice i Sidneya Webbów. Majski trafił na tę książkę przypadkowo za studenckich czasów w Petersburgu. Później zwierzał się Beatrice i Sidneyowi, że "miała ona ogromny wpływ" na jego polityczną edukację. - W pewnej mierze pomogła mi odnaleźć drogę, którą kroczyłem w późniejszym życiu - twierdził. "Żadnej powieści - pisał w 1901 roku do swojej kuzynki - nie czytałem z takim zachwytem jak książkę Webbów! Jakże marny, nędzny i nonsensowny wydaje mi się cały mój wcześniejszy literacki entuzjazm!". Ewolucyjny fabianizm, z mocnym wątkiem społeczno-humanistycznym, odpowiadał temperamentowi Majskiego i służył mu za polityczny drogowskaz; jego ślady zawsze tliły się gdzieś pod powierzchnią, nawet gdy Majski musiał zerwać z mienszewicką przeszłością i demonstrować wierność bolszewizmowi. Bliskie kontakty z Webbami, jakie nawiązał po przyjeździe do Anglii, utrzymywał do końca życia, o czym świadczą dzienniki nie tylko jego własne, ale i Beatrice Webb.
Ostatecznie Majskiemu złagodzono wyrok i skazano go na emigrację. We wspomnieniach, pisanych gdy na fali czystek będących następstwem paktu Ribbentrop-Mołotow jego notowania w Moskwie spadły, twierdzi, że do wyjazdu ciągnęła go chęć badania "socjalizmu i europejskich ruchów robotniczych". Wydaje się jednak, że urok emigracji tkwił głębiej i wiązał się z nutką kosmopolityzmu i ogromnej ciekawości, sięgającej lat dzieciństwa, gdy towarzyszył w dalekich rozjazdach po Syberii ojcu, który uważał, że "nic tak nie rozwija dziecka jak podróże i poznawanie nowych miejsc, nowych ludzi, nowych ras i obyczajów". Gdy rodzina przeprowadziła się na rok do Petersburga, dziewięcioletni Iwan z zachwytem "wystawał na granitowych nabrzeżach Newy, obserwując skomplikowane manewry łodzi fińskich, załadunek obcych statków i małe fińskie parowce sunące żwawo w różne strony jak ciemnoniebieskie żuki". Emigracja wzmogła w nim jeszcze stały podziw dla kultury europejskiej, zwłaszcza niemieckiej, co otwarcie przyznawał w liście do matki: "Wciąż jestem niesłychanie szczęśliwy z pobytu za granicą. Czuję, że rozwijam się tu szybko i intensywnie, duchowo i umysłowo. Szczerze mówiąc, jestem niemal wdzięczny okolicznościom, które kazały mi porzucić rosyjską ziemię." "Lubię podróżować - zwierzał się po latach Bernardowi Shawowi - i sporo jeździłem po Europie i Azji [...]. Na widok ludzi wsiadających do pociągu, na statek lub do samolotu ogarnia mnie romantyczny nastrój".
Po krótkim pobycie w Szwajcarii Majski osiadł w Monachium, ówczesnym centrum rosyjskich emigrantów i artystów, zwłaszcza środowiska Kandinsky'ego. Związany był wprawdzie z rosyjskim ruchem rewolucyjnym, ale równie mocno zaangażował się w działania Socjaldemokratycznej Partii Niemiec oraz związków zawodowych. Stopień magistra ekonomii uzyskał na Uniwersytecie Monachijskim i dalece posunął już pracę nad rozprawą doktorską, gdy nastąpiła nieprzewidziana -i prorocza - zmiana planów. Zanosiło się na wojnę. Majski wyemigrował do Londynu. Koczowniczy tryb życia odpowiadał jego naturze:
"Po Niemczech bardzo dobrze będzie poznać życie i ludzi w Wielkiej Brytanii; zresztą i tak jest mi obojętne, gdzie mieszkam: w Monachium czy w Londynie. W drodze do Anglii zatrzymam się na tydzień w Paryżu, żeby rzucić okiem na miasto [...]. A potem ruszę do brytyjskiej stolicy. Nowe kraje budzą we mnie wielkie zainteresowanie i oczekiwania; zobaczymy, czy te ostatnie się ziszczą. Ostatecznie uważam, że największym urokiem życia są ciągle nowe wrażenia, a nic temu nie sprzyja lepiej niż podróż, szybkie przenoszenie się z jednego miejsca na drugie".
Pierwsze spotkanie Majskiego z Londynem w listopadzie 1912 roku raczej nie zapowiadało jego późniejszej fascynacji Anglią. Rosyjskie wychowanie i środowisko niemieckich socjalistów nie predestynowało go do ślepych zachwytów nad brytyjskim liberalizmem, właściwych wielu XIX-wiecznym romantycznym wygnańcom. "Londyn - jak pisał - połknął go i zadusił". Majski nie znał języka i poczuł się zagubiony w tym "ogromnym kamiennym oceanie" . Z listu do matki przebijały pierwsze, posępne wrażenia:
"Londyn jest oczywiście bardzo ciekawy z politycznego i społeczno-ekonomicznego punktu widzenia, i wcale mi nie żal, że spędzam tu tegoroczną zimę. Nie chciałbym jednak zostać w tych stronach zbyt długo. Na samą myśl, że utknąłbym tu na zawsze, czuję przeraźliwą nudę. Nie, Londyn zdecydowanie mi się nie podoba! Wielki, ciemny i brudny, niewygodny, z monotonnymi rzędami identycznych domków, wiecznie spowity mgłą [...] słońca nie widzi się tu tygodniami i jest to straszliwie przygnębiające. Rozumiem teraz, dlaczego spleen nazywa się chorobą angielską i rozumiem, czemu Heine tak nie lubił kraju dumnych Brytyjczyków. "Ocean pochłonąłby Anglię już dawno" - stwierdził kiedyś - "gdyby nie bał się, że mu to zaszkodzi na żołądek". Niewiele się mylił: połknąć taki "orzech" jak Anglia nie byłoby łatwo".
Jednak lata spędzone w Londynie, a także przyjaźń z Gieorgijem Wasiljewiczem Cziczerinem i Maksimem Maksimowiczem Litwinowem (którzy przez dwadzieścia lat jako komisarze spraw zagranicznych kierowali sowiecką polityką zagraniczną), okazały się niezwykle ważne dla późniejszej kariery Majskiego. Połączyła całą trójkę przyszła żona Litwinowa, Ivy, urodzona w Londynie jako owoc trudnego do wyobrażenia związku żydowskiego intelektualisty i córki pułkownika wojsk indyjskich. Ivy, nonkonformistka, pisarka i buntowniczka, zatrudniona w firmie ubezpieczeniowej, wytchnienie od pogardzanej pracy znajdowała w domu wujostwa Ederów, lewicowych intelektualistów, w Golders Green. Odbywały się tam interesujące spotkania z udziałem rewolucjonistów, zwolenników Freuda, fabianów, a także przedstawicieli świata literatury, takich jak Bernard Shaw i H.G. Wells. Majski bywał tam częstym gościem i właśnie w domu Ederów zacieśnił przyjaźń z Litwinowem i Cziczerinem.
Cała trójka mieszkała blisko siebie, najpierw w Golders Green, a później w Hampstead Heath, w rojnej kolonii uchodźców politycznych, którzy nawiązywali więzi ponad podziałami istniejącymi w rosyjskim ruchu socjalistycznym.
Cziczerin, rodem z arystokratycznej rodziny sięgającej korzeniami czasów cara Iwana III, kiedy to w Rosji osiadł jej założyciel, dworzanin przybyły z Italii, wcześniej pracował w archiwum carskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Wszechstronnie wykształcony, na dodatek obdarzony encyklopedyczną pamięcią, był człowiekiem renesansu, dobrze obeznanym ze sprawami literatury i kultury, przy tym znakomitym pianistą i autorem wysoko cenionej książki o operach Mozarta. W Londynie stylizował się na ekscentryka i ascetę i obracał się w kręgach bohemy. Gnębiony wyrzutami sumienia, najpierw stał się uczniem Tołstoja, a potem dołączył do rosyjskiego ruchu rewolucyjnego na emigracji, skłaniając się ku mienszewikom. To krótkotrwałe odchylenie nie przeszkodziło później Leninowi mianować go ludowym komisarzem spraw zagranicznych. Podpis Cziczerina widnieje pod układami z Brześcia Litewskiego i Rapallo, czyli dwoma filarami sowieckiej dyplomacji.
Litwinow, człowiek ze skromnego środowiska żydowskiego, pozbawiony pretensji intelektualnych, wykazywał później, pracując w Narkomindiele, skrupulatność doprowadzaną do przesady; pedantycznie przestrzegał zasad i etykiety dyplomatycznej i nie zawsze liczył się z narzucanymi mu ograniczeniami natury ideologicznej. Co dziwne, mimo jawnej osobistej pogardy, jaką żywił dla Cziczerina, potrafił współpracować z nim zgodnie przez blisko dekadę.
Zanim spotkał w Londynie Majskiego, młodszego od niego o osiem lat, zdążył już dorobić się opinii zaprawionego w boju rewolucjonisty. W sposób zupełnie naturalny stał się więc mentorem Iwana Michajłowicza, wprowadzając go w sprawy Anglii, jej instytucje polityczne, kulturę i szeroki krąg ludzi. Zjednał sobie Majskiego: silnym charakterem, umiejętnością uchwycenia istoty problemu bez zagłębiania się w detale oraz skłonnością do ironii.
Wybuch I wojny światowej spowodował jednak pewne oziębienie stosunków między oboma panami, co później popsuło też ich relacje zawodowe. Litwinow opowiedział się za głoszonym przez Lenina rewolucyjnym defetyzmem, natomiast Majski poparł internacjonalistyczne, pacyfistyczne stanowisko mienszewików, dążących do zakończenia wojny. Przez jakiś czas nawet mocno interesował się popularnymi wówczas ideami lansowanego przez Friedricha Naumanna ruchu Mitteleuropy, który próbował połączyć dwa najpotężniejsze nurty niemieckiej historii - narodowo-burżuazyjny i proletariacki, ukierunkowany na kwestie społeczne, a później dążył do syntezy zasad chrześcijaństwa z niemieckim idealizmem, humanizmu z solidarnością klasową i demokracją. Z biegiem wojny na czoło wysunęły się wrodzony Majskiemu pragmatyzm i poglądy humanistyczne, wzmocnione później doświadczeniami wyniesionymi z Anglii. Prześladowała go myśl o losie zachodniej cywilizacji i europejskiej inteligencji, mordowanej masowo na froncie; marzył, by humanizm wziął pierwszeństwo nad względami partyjnymi. "Widzisz - odpowiadał upominającemu go Martowowi, przywódcy mienszewików - im dłużej ciągnie się wojna, tym większe niebezpieczeństwo zagraża walczącym narodom: ogromna liczba intelektualistów - pisarzy, artystów, naukowców, inżynierów itp. - zginie na bitewnych polach. Państwa tracą swoją arystokrację ducha, bez której, cokolwiek mówić, żaden postęp umysłowy, społeczny czy polityczny nie jest możliwy [...]. Oczywiście, każdą stratę trudno znieść: stratę chłopów, robotników itp., myślę jednak, że straty w środowisku inteligencji są stosunkowo najgorsze, bo najtrudniej je wyrównać. Inteligencja to owoc, który dojrzewa powoli i może się okazać, że trzeba będzie całego pokolenia, by ubytki w jej szeregach, spowodowane wojną, zostały choć częściowo uzupełnione.
Spotkanie starych znajomych: ludowy komisarz spraw zagranicznych ZSRS Maksym Litwinow (drugi od lewej) wraz z małżonką podejmowani przez Majskich w Ambasadzie ZSRS w Londynie, 1935 rok
Dlatego uważam, że przyszedł czas, kiedy instynkt samozachowawczy narodów każe im chronić intelektualistów, tak jak chronią na przykład zdolnych mechaników, chemików, wykwalifikowanych robotników fabryk zbrojeniowych itp.".
Majski bardzo starał się pokazać w dzienniku (a jeszcze bardziej w autobiografii) więzi i serdeczne stosunki łączące go z Litwinowem - co skłania historyków do kojarzenia ich ze sobą - w czasach, gdy ich relacje były burzliwe. Temperamenty mieli bardzo różne; Litwinow ochoczo ganił Majskiego, krytykował jego opracowania dotyczące spraw zagranicznych; kilka razy nawet poskarżył się na niego Stalinowi; w ogóle zresztą trzymał ludzi na dystans, choć wynikało to w znacznym stopniu z głęboko zakorzenionej pogardy, jaką żywił dla kosmopolitycznie nastawionych intelektualistów.
"Litwinow nie miał przyjaciół - wspominał Gustaw Hilger, doświadczony i dobrze poinformowany radca ambasady niemieckiej w Moskwie. - Znałem pewnego członka "kollegium" Komisariatu Spraw Zagranicznych, z którym darzyliśmy się wzajemnym zaufaniem. Kiedyś na moje pytanie, jak się dogaduje z Litwinowem, udzielił mi znamiennej odpowiedzi: "Z Litwinowem się nie dogaduje; z nim się tylko pracuje, jeśli się nie ma innego wyjścia"".
Litwinow nie znosił też dyplomatów (a Majski niewątpliwie do takich należał), którzy chcieli być w centrum uwagi. "Godność, mówiło się o nim, jest dla niego rzeczą naturalną [...] pochlebstwa i lizusostwo - całkowicie obcą. Nie cierpiał też tych cech u innych". A jednak ci dwaj ludzie tak samo oceniali międzynarodową scenę w latach trzydziestych XX wieku; Litwinow nie zawahał się wspierać Majskiego, a nawet chronić go przed represjami, które dotknęły ministerstwo w roku 1938. Majski nadal utrzymywał specjalne stosunki wypracowane na emigracji. Gratulując Litwinowowi przebiegu negocjacji w Waszyngtonie, które doprowadziły do uznania w 1934 roku Związku Sowieckiego przez Amerykę, pisał: "Być może z racji naszej dwudziestoletniej znajomości i wspólnych lat na emigracji w Londynie zawsze ze szczególnym zainteresowaniem i z niemal osobistym zaangażowaniem obserwuję waszą pracę i wystąpienia w kraju i na arenie międzynarodowej [...]. Długoletnia znajomość upoważnia mnie, by mówić wam szczerze to, co w innych okolicznościach byłoby nie na miejscu".
Zupełnie inne były relacje Majskiego z Aleksandrą M. Kołłontaj, ekstrawagancką, wojującą feministką, która później została ambasadorem sowieckim w Norwegii, a potem w Szwecji. To w jej domu Majski poznał Litwinowa. Do końca życia łączyła go z nią serdeczna przyjaźń. "Przebywanie z Majskim jest ciekawe - pisała Kołłontaj w swoim dzienniku - bo rozmawiamy nie tylko o sprawach służbowych. To człowiek energiczny, o oczach, umyśle i wrażliwości gotowych na poznawanie życia we wszystkich jego przejawach i dziedzinach. Nie żaden ograniczony nudziarz, trzymający się tylko bieżących zagadnień".
Gdy niedługo po rewolucji lutowej, która obaliła carat, Majski wrócił do Rosji, Aleksander Kierenski zaproponował mu funkcję wiceministra pracy w Rządzie Tymczasowym. Jego poglądy polityczne szybko skręcały w stronę prawego skrzydła partii mienszewików. W styczniu 1918 roku bolszewicy rozwiązali Zgromadzenie Ustawodawcze, wybuchła wojna domowa. Majskiemu nie udało się przekonać mienszewików, by poparli założony w Samarze, antybolszewicki komitet (Komucz), którego celem było ponowne zwołanie Zgromadzenia. Apelował o to w zgodzie z przekonaniem - wyrosłym z doświadczeń europejskiej socjaldemokracji - że zachowanie neutralności w wojnie domowej jest "sprzeczne z ludzką naturą i z logiką" i że rząd Komucza, złożony z byłych członków Zgromadzenia, stanowi "demokratyczną kontrrewolucję". Wierny własnym poglądom, przeciwstawił się partii i w lipcu 1918 roku został ministrem pracy w skazanym ostatecznie na porażkę rządzie Komucza. Objawił się w ten sposób jako orędownik jedynej zbrojnej socjalistycznej rebelii przeciw bolszewizmowi. Pokutował za ten krok do końca życia, a jego upokarzającą skruchę mienszewicy uznali za "wspomnienia zdrajcy" i wyrzucili "przechrztę" ze swoich szeregów. Przyjęło go nowe środowisko, ale piętnem Kaina został naznaczony już na zawsze.
Gdy w 1919 roku "biały" admirał Kołczak przejął kontrolę nad rządem powstańczym, nastąpiły prześladowania socjalistów i Majski musiał uciekać ponownie, tym razem do Mongolii. Rok, który tam spędził "przemierzając dawną ojczyznę Dżyngis-chana konno albo na wielbłądzie, przez bezludne góry i stepy, z dala od politycznych walk, podgrzewania nastrojów społecznych, wpływów tradycji i uprzedzeń partyjnych", dał mu czas na rozmyślania nad naturą rewolucji - i nad własną przyszłością.
Już wcześniej, latem 1919 roku, nieśmiało i z ociąganiem próbował zerwać z przeszłością i pogodzić się z bolszewikami w czasie, gdy ich losy jeszcze się ważyły; żal za grzechy okazał się jednak niewystarczający. Rok później napisał do ludowego komisarza oświaty Anatolija Wasiliewicza Łunaczarskiego, z którym przyjaźnił się w latach emigracji:
"Widzę teraz, że mienszewicy byli dzielnymi, ale pozbawionymi talentu dziećmi przeszłości, wystraszonymi naśladowcami dawno przebrzmiałych wzorów; trzymali się starych, książkowych stereotypów i formułek, bez wyczucia życia, epoki [...]. Bolszewicy za to wyróżniali się śmiałością i oryginalnością; nakazów przeszłości ani dogmatycznych zaklęć nie traktowali zbyt nabożnie. Byli elastyczni, praktyczni i zdecydowani [...] w sferze rewolucyjnej kreatywności mówili nowym językiem, stworzyli nowe formy państwa, życia gospodarczego i stosunków społecznych [...] których inni nie zrealizowali z braku odwagi".
Przez całe życie, zwłaszcza w mrocznych dniach "wielkiego terroru", dawne związki Majskiego z mienszewikami, przede wszystkim rola, jaką odegrał podczas wojny domowej (starannie tuszowana przez niego w pismach i wspomnieniach), rzucały głęboki cień na jego karierę i wiarygodność w Moskwie. Opowieść o nawróceniu na bolszewizm, skonstruowana na użytek Łunaczarskiego - pokuta za to, że nie uznał przewrotu bolszewickiego za prawdziwą rewolucję socjalistyczną - kryła udręki długich rozważań związanych z przemianą ideową, nigdy zresztą do końca nierozstrzygniętych.
Ten wewnętrzny konflikt znalazł swój wyraz w czteroaktowym wierszowanym dramacie Wiersziny (Szczyty), w którym ujawnił się romantyczny charakter przemyśleń Majskiego, głęboko zanurzonych wtedy w XIX-wiecznej uniwersalnej humanistycznej tradycji rosyjskiej inteligencji i zabarwionych utopijnymi wizjami. Kodeks inteligencki kształtował rosyjskiego intelektualistę niezależnie od tego, z jakiej klasy się wywodził. Na tytułowej stronie Wierszyn widniały słowa Heinego, ulubionego poety Majskiego, po niemiecku i w przekładzie rosyjskim: "Pragniemy stworzyć królestwo niebieskie tu, na ziemi!". Dramat mówił o "nieustającym ruchu ludzkości ku lśniącym szczytom wiedzy i wolności, widocznym i pięknym, ale nieosiągalnym, ponieważ ruch ten nie ma końca". Trudno ocenić, na ile szczere były wyrazy żalu Majskiego i w jakim stopniu rzeczywiście identyfikował się on z bolszewikami (do czego manifestacyjnie się przyznawał w pierwszym tomie wspomnień, pisanym w dramatycznych okolicznościach w latach 1939-1940). W refleksyjnym nastroju ze zrozumieniem odnosi się do opowieści Cziczerina o nawróceniu na bolszewizm, stanowiącej wierne odbicie jego własnych doświadczeń: "Wprawdzie byłem kiedyś mienszewikiem, ale nasze drogi się rozeszły. Wojna nauczyła mnie wiele i teraz całkowicie popieram rosyjskich jakobinów". Zawahał się przez chwilę, a potem dodał: "To znaczy bolszewików". Nie mam pewności, czy w chwili tej rozmowy Gieorgij Wasiliewicz był całkowicie przekonany do bolszewizmu.
Beatrice Webb, jedna z najbardziej zaufanych i bliskich Majskiemu osób, zwięźle i precyzyjnie przedstawiła później w swoim dzienniku jego intelektualny i polityczny wizerunek:
"Majski należy z pewnością do najbardziej otwartych umysłów marksistowskich i jest w pełni świadom ułomności marksistowskiej terminologii, scholastycznej i dogmatycznej. Żyje jednak za granicą, wśród pogan i filistynów, możliwe więc, że jego umysł nieco skaziły obce, sofistyczne i agnostyczne poglądy na zamknięty świat moskiewskich marksistów".
Majski obawiał się, że w Moskwie czeka go "ziemska kara" za "polityczne grzechy" i miał nadzieję załatwić sobie przez Łunaczarskiego amnestię oraz list żelazny chroniący go "przed aresztowaniem po drodze, rewizją, poborem itp.". Łunaczarski przekazał poemat i list Leninowi, zaproponował rehabilitację, a nawet przyjęcie do partii bolszewickiej. Politbiuro wyraziło zgodę (choć w ostrożnych słowach) i zasugerowało wykorzystanie dorobku Majskiego w gospodarce "najpierw na prowincji". Nakazano mu więc wyjazd do Omska, gdzie opracował pierwszy syberyjski Gospłan. Tymczasem jego wyrazy skruchy ukazały się w "Prawdzie".
Majski miał ambicje raczej intelektualne niż polityczne. Zawiodły go one przy pierwszej nadarzającej się okazji do Moskwy, gdzie natychmiast nawiązał kontakty z Cziczerinem i Litwinowem - "jak za dawnych czasów", jak później wspominał, ale najwyraźniej z zamiarem poprawienia swojej wiarygodności, zniszczonej przez związki z mienszewikami. Bez entuzjazmu przyjął propozycję pokierowania wydziałem prasy Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych (Narkomindieła) i potraktował ją jako odskocznię do rzeczy większych. W ministerstwie poznał swoją późniejszą, trzecią żonę, działaczkę socjalistyczną Agniję Aleksandrowną Skipinę, kobietę silną i zdecydowaną (z wcześniejszego, krótkiego małżeństwa urodziła mu się córka, która mieszkała z matką w St. Petersburgu; utrzymywał z nią sporadyczny kontakt, pozostała jego jedynym dzieckiem). Miał też za sobą fikcyjne, papierowe małżeństwo zawarte w Londynie, by pomóc osamotnionej i zdanej na własne siły Rosjance.
Rychło po objęciu nowego stanowiska Majski pokłócił się z Lwem Karachanem, protegowanym Cziczerina, i zaczął zabiegać o jego dymisję. Gdy nie osiągnął celu, załatwił sobie u Mołotowa, ówczesnego sekretarza organizacyjnego Komitetu Centralnego partii, wyjazd do St. Petersburga, gdzie - niezbyt długo - był zastępcą redaktora naczelnego "Pietrogradskiej Prawdy". Skończyło się to ostrym konfliktem z naczelnym. Jak skarżył się Majski Mołotowowi, "dołożył starań, by uniemożliwić mi pracę w gazecie". Podobnie wyglądał finał krótkiego kierowania w 1925 roku społeczno-literackim czasopismem "Zwiezda" ("Gwiazda"), zakończonego sprzeczką w łonie redakcji. Życie w Leningradzie zresztą nie odpowiadało Majskiemu (choć może raczej jego młodej żonie). Czuł się, jak tłumaczył Mołotowowi, jak "outsider [...] obywatel drugiej klasy". W stosunkowo spokojnym czasie Nowej Polityki Ekonomicznej (NEP, Nowaja Ekonomiczeskaja Politika) mógł swobodnie kierować swoją karierą, oznajmił też Mołotowowi, że "poważnie rozważa powrót" do pracy w Narkomindiele.
Pierwsze kroki Majskiego na drodze kariery bolszewickiej ujawniły jego zawyżoną samoocenę, poczucie intelektualnej wyższości i zaciętość; nie zjednywało mu to sympatii kolegów ani przełożonych, a często prowadziło do kolizji. W ciężkich latach trzydziestych XX wieku cechy te nieco przytłumił instynkt przetrwania; dały jednak o sobie znać na nowo w okresie ambasadorowania Majskiego w Londynie, zwłaszcza przy okazji spotkań z brytyjskimi dygnitarzami.
Po powrocie do Moskwy bratnie relacje z Litwinowem, który jako silny człowiek w Narkomindiele stopniowo przejmował obowiązki Cziczerina, zaczęły przynosić owoce. W 1925 roku Majskiego mianowano radcą w ambasadzie sowieckiej w Londynie. Bardzo sobie cenił to stanowisko. "Wynajęliśmy - pisał do matki - mały domek, w którym mieszkamy sami, mamy pokojówkę i zajmujemy się swoim gospodarstwem [...]. Agnija uczy się śpiewu i angielskiego; zaczyna trochę paplać po angielsku. Nasz dom stoi w jednej z najlepszych podmiejskich dzielnic Londynu, w pobliżu ogrodu botanicznego; powietrze jest wspaniałe, okropne tylko, że nie mamy za wiele okazji, by się nim nacieszyć".
I znów kiepskie stosunki z przełożonymi w ambasadzie zepsuły pobyt w Londynie. Majski postanowił wrócić do Moskwy, ale nie minął rok, jak uległ argumentom Litwinowa i ponownie objął stanowisko. W relacjach angielsko-sowieckich, po "liście Zinowiewa" z 1924 roku i sprawie "rosyjskiego złota" dla górników podczas strajku powszechnego w roku 1926, były to lata dość burzliwe. W Moskwie obawiano się zerwania stosunków, a być może nawet nowej interwencji wojskowej. Sytuację dodatkowo pogorszyła przedwczesna śmierć ambasadora sowieckiego w Londynie, Leonida Krasina. Majski, jeden z nielicznych rewolucjonistów znających biegle angielski i dobrze zorientowanych w sprawach brytyjskich, okazał się bardzo użyteczny. Rzadko mówi się o tym, że gdy w Londynie zabrakło ambasadora, Majski, który był radcą, de facto funkcjonował jako połpred. "W dawnych czasach - chełpił się w liście do ojca - radca figurowałby bardzo wysoko w "tabeli rang". Dziś tabela straciła dla nas jakiekolwiek znaczenie, choć zapewniam Cię, że praca radcy w takim miejscu jak Londyn jest niezwykle interesująca i ważna [...]. Londyn jest dziś wielkim centrum światowej polityki, porównywalnym jedynie z Moskwą".
Przymusowy wyjazd z Anglii w wyniku zerwania stosunków dyplomatycznych w maju 1927 roku wzbudził w Majskim "uczucie bardzo podobne do osobistego żalu", jak zwierzał się S.P. Scottowi, prorosyjsko nastawionemu redaktorowi naczelnemu "Manchester Guardian". Życie na emigracji w Londynie, a potem lata spędzone w ambasadzie sprawiły, że "rozumie i szanuje brytyjską kulturę, która - choć tak inna od rosyjskiej - ma w sobie wiele rzeczy cennych i wielkich".
Po sześciu tygodniach odpoczynku i kuracji "z polecenia lekarzy" w sanatorium w Kisłowodsku na Kaukazie Majski otrzymał nominację na radcę ambasady sowieckiej w Tokio, gdzie spędził kolejne dwa lata. Przez jakiś czas wszystko układało się dobrze. "Przyjechałem do Tokio pod koniec października - pisał do H.G. Wellsa - i na razie rozglądam się z największym zaciekawieniem, poznaję ten zupełnie niezwykły kraj, który mniej więcej dwadzieścia lat temu zainspirował Pana do napisania Współczesnej utopii". W liście do lewicowego publicysty Henry'ego Brailsforda Majski wychwalał Japonię jako "kraj jedyny w swoim rodzaju [...] łączący w jakiś nadzwyczajny sposób średniowieczny Wschód z najnowocześniejszym amerykanizmem [...]. Dodajmy do tego piękno przyrody, "Eigentumlichkeit" (szczególne cechy, osobliwość - przyp. tłum.) ludzi, zwyczajów i obyczajów [...] nic dziwnego, że nie mam na razie powodów do narzekań na nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które mnie tutaj wysłało".
Majski zawsze czuł się urażony, gdy miał nad sobą jakiegoś zwierzchnika; z zadowoleniem przyjął więc przeniesienie ambasadora sowieckiego do Paryża, bo dzięki temu przejął, przynajmniej na jakiś czas, kierowanie ambasadą. Doświadczenia japońskie ukształtowały jego poglądy na dyplomację, zwłaszcza przekonanie, że dyplomata powinien świetnie znać język i kulturę kraju, do którego wyjeżdża. Postanowił też zapoznać Rosjan z kulturą japońską i sprowadził do Rosji na wielkie tournée jeden z najlepszych teatrów kabuki. Sprzeciwiły się temu konserwatywne środowiska w Japonii. Na pierwszym przedstawieniu teatru po powrocie z triumfalnego objazdu Rosji wynajęte oprychy wypuściły "żywe węże pod krzesła w całej sali, tuż przed rozpoczęciem spektaklu. Gady syczały i rozpełzły się po widowni. Wybuchła panika. Mężczyźni narobili zamieszania, kobiety piszczały, dzieci płakały, trzeba było opuścić kurtynę i występ został przerwany".
Kilka miesięcy później Majski, znów jako podwładny gdzieś na obrzeżach dyplomacji, daleko od Moskwy i Europy, po raz kolejny wpadł w przygnębienie. Ponadto dawało się zauważyć, że łatwo ulega kaprysom żony, która, jak zwierzał się jednemu z przyjaciół, "czuje się nieważna, a przede wszystkim bezrobotna". Ambasada zamieniła się w miejsce intryg i pomówień. Agnija darła koty z żoną przedstawiciela handlowego, bo każda z pań chciała podczas oficjalnych spotkań być "pierwszą damą". Spór wywołał ożywioną korespondencję między ambasadą i Narkomindiełem i został rozstrzygnięty nie po myśli Agniji, co z kolei podzieliło rosyjską kolonię na frakcje. Niespełna rok po objęciu stanowiska Majski skarżył się Cziczerinowi, że życie w Japonii okazało się "ogólnie nudne i męczące: politycznych zadań jest niewiele (za mało dla dwóch osób), a o wszystkich, nawet najmniej ważnych sprawach, decyduje Moskwa". W tym czasie jednak Cziczerin zmagał się z ciężką cukrzycą i tracił kontrolę nad Narkomindiełem.
Majski zwrócił się więc do Litwinowa i dość zdecydowanie zażądał szybkiego przeniesienia. Uzasadnił to chorobą Méniere'a, która trapiła jego żonę od czasu pobytu w Londynie i, jak twierdził, nasiliła się w Tokio, powodując głuchotę w jednym uchu. Skarżył się też, że i w jego zdrowiu tokijska pogoda dokonuje spustoszenia. I choć decyzja o kolejnej nominacji zależała od kolegium Narkomindieła, nie zawahał się zaznaczyć, że chętnie spędziłby rok czy dwa w Moskwie, ale też - skwapliwie dodał - "nie zaprotestowałby przeciw powrotowi na Zachód". Litwinow zareagował przychylnie, zaproponował mu stanowisko ambasadora w Kownie jako czwarte co do ważności po Berlinie, Paryżu i Warszawie. Gotów był jednak do negocjacji, gdyby Majski nie zachwycił się tą ofertą. Jak widać, na przełomie dziesięcioleci dyplomata sowiecki wciąż jeszcze mógł dyktować własne warunki zatrudnienia.
Z wielką ulgą przyjął Majski w styczniu 1929 roku wiadomość o decyzji Politbiura odwołującej go z Tokio. "Jak było do przewidzenia - pisał do Litwinowa, tym razem nieco protekcjonalnie, ale zręcznie - wasze nastawienie ożywia mój "resortowy patriotyzm" i wolę działania w tym środowisku". 4 kwietnia dostał przydział do wydziału prasy Narkomindieła, ale w niespełna tydzień później postanowiono mianować go ministrem pełnomocnym w Helsinkach, gdzie spędził kolejne trzy lata. Zwieńczeniem jego pobytu w Finlandii stało się podpisanie w 1932 roku fińsko-radzieckiego paktu o nieagresji.
Placówka helsińska była wprawdzie ważna, ale nie przesadnie atrakcyjna dla Majskiego, który najwyraźniej aspirował do znacznie bardziej prestiżowego i ambitnego stanowiska w środkowej lub zachodniej Europie. "Tutejsza rusofobia i sowietofobia - użalał się w liście do H.G. Wellsa - jest ogromna. To jakiś atak zbiorowego delirium". Na razie jednak usiłował zachować "dobrego i radosnego ducha bojowego".
Londyn wciąż go pociągał. Nawet po wydaleniu z Anglii w 1927 roku Majski żył wydarzeniami na brytyjskiej scenie politycznej. Brailsford, H.G. Wells i inni dokładnie informowali go o prognozach przed wyborami parlamentarnymi 1929 roku, które mogły zapowiadać wznowienie stosunków dyplomatycznych, a może nawet jego powrót do Londynu. Nadzieje te rozwiały się jednak po wyborach, gdy Arthur Henderson, minister spraw zagranicznych w rządzie Ramsaya MacDonalda, uzależnił ponowne nawiązanie stosunków ze Związkiem Sowieckim od spłacenia długów carskich. Jak się dowiedział Majski ze swych londyńskich źródeł, MacDonald "czy to przypadkiem, czy świadomie, wpadł prosto w pułapkę torysów i powtórzył stare twierdzenia utożsamiające rząd sowiecki z Kominternem [sic!]". Trzy miesiące spędzone w Moskwie przed objęciem placówki w Helsinkach przekonały go, że mimo krytycznej sytuacji wewnętrznej rząd sowiecki "bynajmniej nie ma ochoty płacić tak niebotycznych sum". Celem Majskiego stała się więc Europa Środkowa.
Szanse awansu wzrosły, gdy w lipcu 1930 roku chorego Cziczerina zastąpił na stanowisku komisarza spraw zagranicznych Maksym Litwinow. Majski pospieszył z gratulacjami, choć w nieco protekcjonalnym tonie, przypominając wspólne nadzieje i marzenia snute na emigracji w Londynie i niekończące się nocne dyskusje o sprawach międzynarodowych w "mrocznym, zakopconym mieszkaniu na Oakley Square 72". Był to dopiero wstęp do ponawianych próśb o przeniesienie z Helsinek, "małego politycznego grajdołka [...] na dodatek strasznie nudnego", gdzie żaden "aktywny i energiczny połpred długo nie wytrzyma". Majski znów usiłował narzucić warunki - tym razem jako ostateczny termin swojego przeniesienia wyznaczył początek roku - najwyraźniej był gotów nawet opuścić swoje stanowisko w Narkomindiele. "Zamiar poważnego poświęcenia się pracy dyplomatycznej na dłużej, o którym pisałem Wam kilka lat temu z Londynu, nie tylko nie osłabł w ciągu minionego okresu, ale nawet się umocnił - zawiadamiał Litwinowa - tak że z niechęcią opuszczałbym Narkomindieł. Jeśli oczywiście pojawią się jakiekolwiek konkretne szanse na przenosiny, proszę, byście najpierw skonsultowali je ze mną".
Na razie jednak Stalin trzymał komisariat żelazną ręką i Litwinow nie miał swobody działania. Ani osobista prośba Majskiego, gdy na początku 1931 roku był na urlopie w Moskwie, ani późniejsze apele z powtarzanymi w kółko argumentami o pogarszającym się zdrowiu Agniji (czemu mogła zdaniem Majskiego zaradzić jedynie kuracja w Wiedniu) nie zdołały wzruszyć coraz bardziej zdegustowanego Litwinowa. "Powinniście wiedzieć - przypominał Majskiemu - że o tym decyduję nie ja sam, ale inne władze, które nie są w najmniejszym stopniu skłonne brać pod uwagę względów osobistych". Majski, niezbyt zniechęcony, forsował swój plan nadal, jednak na próżno: "Naprawdę sądzicie, że praca w Wiedniu skaże mnie na dyplomatyczną bierność? Czy z Wiednia rzeczywiście nie da się pracować nad sprawami Węgier i Bałkanów? Czy nie można go wykorzystać do bezpośrednich kontaktów z Ligą Narodów itp.?".
Nie otrzymawszy odpowiedzi, Majski poprzestał na zasypywaniu Litwinowa pochwałami, jednocześnie czujnie wypatrując nowych okazji: "Nie mam dziś do Was żadnych spraw, chcę tylko pogratulować, choćby z daleka, ostatnich sukcesów w Genewie [...]. Tutejsi dyplomaci wykazują najwyższe zainteresowanie Waszą osobą i często mówią o genewskim sukcesie".
Majski pogodził się z przedłużonym pobytem w Helsinkach, w osłupienie wprawiła go więc 3 września 1932 roku niespodziewana telefoniczna wiadomość, że otrzymał nominację na przedstawiciela pełnomocnego w Londynie. Kiedy mniej więcej miesiąc wcześniej państwo Majscy odwiedzili w Sztokholmie Aleksandrę Kołłontaj i rozmawiali z nią w zaufaniu, o placówce w Zjednoczonym Królestwie na pewno jeszcze nie było mowy. "Z niezbyt znaczącego stanowiska w Finlandii - ze zdumieniem pisała Kołłontaj w swoim dzienniku - nagle Londyn, i to w tak niespokojnym okresie". Dla wielu kolegów Majskiego, pamiętających jego budzącą wątpliwości przeszłość w rządzie w Samarze podczas wojny domowej, ta nominacja była szokująca. Decyzja, podjęta najwyraźniej w wielkim pośpiechu, świadczyła o reorientacji sowieckiej polityki zagranicznej. Litwinowowi udało się przekonać Stalina, że Majski ma dwie najważniejsze cechy - dobrze zna Anglię, a przede wszystkim potrafi kontaktować się i rozmawiać z ludźmi. Stalin uznał to za "swego rodzaju eksperyment". Zdobycie agrément dla Majskiego zajęło Litwinowowi dwa dni. Nagle odwołany ambasador Sokolnikow pragnął - jak słabo uzasadniał minister - "podjąć pracę w Związku Sowieckim", a poza tym "nie służy mu londyński klimat". Nazwisko Majskiego nie widniało w Home Office na czarnej liście dyplomatów sowieckich uwikłanych w wywrotowe działania podczas kryzysu z 1927 roku, Foreign Office uznało więc, że "nie ma w przeszłości M. Majskiego nic, co czyniłoby go dla H.M.G (rządu Zjednoczonego Królestwa) persona non grata". Tym bardziej że i w Finlandii notowania miał "niezłe".
Nominację, idealnie dopasowaną do jego temperamentu i ambicji, Majski przyjął jako dowód uznania dla swych talentów i statusu, stawiający go w roli aktora pierwszego planu. "Londyn stanowi centrum świata - pisał do ojca. - Drugim centrum jest Moskwa. Pracuję na przecięciu tych dwóch systemów, nic więc dziwnego, że cały czas i energię poświęcam na rozwiązywanie wielu problemów, jakie rodzą się z racji jednoczesnego istnienia świata sowieckiego i kapitalistycznego". Dla Whitehall mianowanie Majskiego oznaczało, że Związek Sowiecki chce w Wielkiej Brytanii pozbyć się rewolucyjnego wizerunku i w kwestii socjalizmu przyjmuje pragmatyczny kurs stopniowych, powolnych zmian. Sokolnikow najwyraźniej nie pasował do tej wersji. Podobnie jak Majski, był synem prowincjonalnego żydowskiego lekarza. Podpisał traktat pokojowy z Niemcami zawarty w 1918 roku w Brześciu Litewskim i wyróżnił się jako minister finansów w latach NEP-u. Jednakże związki z "nową opozycją" Kamieniewa i Zinowiewa, którzy w 1924 roku wzywali do usunięcia Stalina z funkcji sekretarza generalnego partii, zaprowadziły go na wygnanie, czyli na stanowisko ambasadora w Londynie w latach 1929-1932. Dopóki w stosunkach z Wielką Brytanią nic specjalnego się nie działo, Sokolnikowa można było spokojnie trzymać w Anglii. Oddalenie najwyraźniej jednak nie wyszło mu na dobre, bo stracił umiejętność działania w szybko zmieniających się okolicznościach, w których relacje z Wielką Brytanią okazały się szczególnie ważne dla rosyjskich interesów narodowych. Po angielsku mówił słabo i nawet pełna dobrej woli Beatrice Webb pisała, że jest "sumienny i ascetyczny - prawdziwy purytanin - nie pali, nie pije wina [...] i naiwnie wierzy w komunizm jako ostatnie słowo nauki". Wolny czas spędzał najczęściej w czytelni British Museum. "W kręgach dyplomatycznych" był jej zdaniem "osobliwą postacią [...] człowiekiem bez znaczenia". Majskiego natomiast Litwinow wybrał właśnie z powodu jego ujmującej osobowości. Esmond Ovey, ambasador brytyjski w Moskwie, po pierwszym spotkaniu z Majskim stwierdził, że jest "przyjaźnie nastawiony i rozmowny [...] znajomości nawiązuje dużo łatwiej niż jego poprzednik".
- Dlatego go mianowałem! - z miejsca zareagował na tę opinię Litwinow. Rezydująca w Sztokholmie Aleksandra Kołłontaj przypisywała nominację Majskiego coraz silniejszym obawom Moskwy, że pogorszenie stosunków może ponownie, tak jak w 1927 roku, doprowadzić do ich zerwania. Litwinow słał do niej depeszę za depeszą, żądając wszelkich możliwych informacji o polityce brytyjskiej; należało stąd wnosić, że ambasador w Londynie nie cieszył się już zaufaniem centrali.
Moment nominacji był dobry, ponieważ Stalin chciał usunąć Sokolnikowa z placówki, a Litwinow w tym samym czasie zamierzał przesunąć punkt ciężkości dyplomatycznych działań z Berlina do Londynu i przełamać mur wrogości konserwatystów. Majski miał oczywiście na swoim koncie ważny sukces, jakim był pakt o nieagresji z Finlandią; na dodatek nieustannie przypominał o sobie Litwinowowi, który z kolei wiedział o jego szerokich kontaktach w Anglii, o biegłości w języku i znajomości kraju. Jawnie wojowniczego Sokolnikowa zastąpił "lepszy dyplomata i mniej zażarty komunista" - takie były pierwsze wrażenia Beatrice Webb. Mienszewicka przeszłość Majskiego naturalnie nie uszła uwagi Foreign Office, podobnie jak okoliczności, w których - dopiero po złożeniu "oficjalnej samokrytyki" - przystał do "bolszewickiej owczarni". Stwierdził w rozmowie z Beatrice Webb, że sowiecki komunizm jest "w fazie tworzenia". "Fanatyczną metafizykę" (określenie zastępcze dla "ideologii") i represje uważał za nieunikniony etap przejściowy. Wierzył, bez "fanatyzmu", w "nową cywilizację" utworzoną w Związku Sowieckim jako "kolejny", ale nie "ostatni, krok w postępie ludzkości". Rasa ludzka, jak mówił, będzie "zmierzać ku coraz większej wiedzy, miłości i pięknu". Oddawał się utopijnym marzeniom o czasach, gdy jednostkę "pochłonie działanie w interesie całej społeczności. Dzięki postępowi wiedzy człowiek podbije naszą planetę, a potem wyruszy na podbój Wenus!". Bawiąc się z Beatrice i Sidneyem w "niebezpieczną grę": co może się zdarzyć "po zniknięciu Stalina", Majski odrzucał myśl, że zastąpi go inny "ubóstwiany" przywódca. Bożyszcze będzie "zbędne, ustanowiona zostanie całkowicie wolna demokracja komunistyczna".
5 września 1932 roku Litwinow poinformował Majskiego, że "decyzja o [jego] nominacji, już zatwierdzona przez instancję [Stalina], musi tylko przejść jeszcze przez Centralny Komitet Wykonawczy, co nastąpi z chwilą otrzymania agrément". Majski, który już i tak zrezygnował z letniego urlopu, teraz pojechał na tydzień do Moskwy po instrukcje. Nie wyrażały one, jak zapewniał go Litwinow, "jego osobistych poglądów, ale wytyczne najwyższych władz". Majskiego poinformowano o obawach Kremla, że weimarskie Niemcy są "na ostatnich nogach" i że spodziewane, rychłe objęcie władzy przez Hitlera wprowadzi chaos na scenie międzynarodowej, a także zagrozi pokojowi, nieodzownemu dla wewnętrznych, gospodarczych i politycznych przemian dokonywanych w Związku Sowieckim. Litwinow już wcześniej stwierdził ironicznie, że w polityce międzynarodowej trudno wprowadzać plany pięcioletnie. Postępy nazizmu wymagały więc gwałtownej, całkowitej zmiany frontu w stosunkach z Wielką Brytanią, do tej pory uważanej za awangardę krucjaty przeciw rewolucji rosyjskiej. W przeciwieństwie do polityki wewnętrznej polityka zagraniczna, od pewnego czasu bardziej elastyczna, zaczęła reagować na zmieniające się wyzwania.
Twarda rzeczywistość kazała przejść od prób budowania socjalistycznej solidarności i poparcia dla rewolucji rosyjskiej w kręgach labourzystów do kokietowania konserwatystów, którzy - jak niezmordowanie podkreślał Litwinow - "tak naprawdę rządzą Wielką Brytanią!". W ciągu kilku dni Majski przygotował dla Litwinowa roboczy plan, charakterystyczny dla jego niekonwencjonalnego stylu uprawiania dyplomacji, zwłaszcza wykorzystania prasy i kontaktów osobistych; zakładający "możliwie najszerszy program wizyt, jakie zgodnie z dyplomatyczną etykietą musi złożyć nowo mianowany ambasador, czyli nie tylko osobom z wąskiego kręgu związanego z Foreign Office, ale także niektórym członkom rządu, prominentnym politykom, przedstawicielom City i świata kultury".
Współpraca z konserwatystami stanowiła dla dyplomatów sowieckich szczególne wyzwanie, wymagała wzmożonego napięcia, i tak typowego dla ich działań. Majski już w Helsinkach zgłębiał naturę dyplomacji rewolucyjnej. Wskazówek szukał u socjalistycznego intelektualisty Brailsforda: "Czy zna Pan jakieś prace opisujące działania dyplomatyczne/stosunki dyplomatyczne, pozycję dyplomatów reprezentujących rewolucyjne rządy Anglii, Ameryki (1776) i Francji (1789) przy zagranicznych dworach, rządach itp.? Czy są może jakieś ciekawe pamiętniki takich osób?". Zajmowała go ta sprawa jeszcze w 1933 roku, gdy usiłował - jak mówił Beatrice Webb - dociec, "jak byli traktowani dyplomaci z takich państw i jak się zachowywali".
Uwodzicielski burżuazyjny wystrój ambasady
Bolszewicki dyplomata, często bojkotowany, a jednocześnie oczarowany burżuazją, stawał przed dylematem: jak przyswoić sobie stosowny sposób bycia i styl życia, zaprzyjaźniać się czy wręcz utożsamiać z "wrogiem", zachowując jednocześnie rewolucyjną żarliwość i etos. Szczególnie trudne stało się to po kłopotach dyplomatycznych, jakie spotkały Rosjan w 1927 roku w wyniku ich zaangażowania w strajk powszechny w roku 1926. Taktyka "jednolitego frontu" poniosła klęskę, ambasadorowie sowieccy stracili poparcie labourzystów i wpadli w łapy konserwatywnego lwa.
Z dylematem tym Majski próbował sobie radzić przez wszystkie lata dyplomatycznej kariery, ale z miernym skutkiem. Zdecydowanie odrzucał oskarżenia o zdradę, z jakimi spotykał się z racji swej mienszewickiej i "kontrrewolucyjnej" przeszłości. Na opublikowany w "Prawdzie" artykuł na ten temat szybko odpowiedział długim listem, dając do zrozumienia, że jest w pełni świadom problemu:
"Środowisko ludzi pracujących za granicą trawi nieustająca, wewnętrzna walka między zdrowym, rewolucyjnym i proletariackim elementem, który potrafi właściwie ocenić wymogi "protokołu" i drugim, słabszym i oportunistycznym, stosunkowo łatwo ulegającym wpływom burżuazyjnego otoczenia [...]. Raz górę bierze jeden z nich, raz drugi. Istnieje zwłaszcza niebezpieczeństwo, że zwolennicy "protokołu" mogą zdobyć pewną przewagę [...]. Ważne, byście nigdy nie zapominali o nas "za granicą" i od czasu do czasu mówili o problemach życia sowieckich dyplomatów poza granicami ZSSR. Stanowiłoby to mocne wsparcie dla tych spośród naszych zagranicznych pracowników, którzy traktują "protokół" tylko jako zło konieczne i starają się ograniczyć wszelkie burżuazyjne konwenanse do absolutnie niezbędnego minimum. Sam osobiście niejeden raz słyszałem, jak w budzących wątpliwości przypadkach, gdy trudno było orzec, gdzie kończy się to obowiązkowe minimum, sowieccy dyplomaci mówili: "Dobrego nigdy za wiele", "Masło kaszy nie zaszkodzi" itp.".
Podobne wyrzuty sumienia znalazły się w osobistym liście wystosowanym do Cziczerina z gratulacjami z okazji dziesięciu lat kierowania Narkomindiełem:
"Stanęliście przed bardzo trudnym zadaniem stworzenia ministra spraw zagranicznych zupełnie nowego typu [...]. To znacznie trudniejsze niż nowy typ ministra finansów czy rolnictwa, bo z racji takiego a nie innego charakteru pracy stąpacie nieustannie po cienkiej linii dzielącej nas od świata burżuazyjnego. Jest to diabelnie męczące".
Znamienne, że w Wielkiej Brytanii Majski nie używał swego imienia w oryginalnym rosyjskim brzmieniu. Zamiast Iwan podpisywał się francuskim Jean albo polskim Jan, tak jak mówił do niego w młodości ojciec.
PROLOG
27 października 19371
Pierwsza pięciolatka mojego ambasadorowania w Anglii dobiegła końca! Dzień 27 października 1932 roku pamiętam jak dziś. Nominacja na ambasadora w Londynie kompletnie mnie zaskoczyła. Owszem, w Helsinkach czytałem w "Manchester Guardian", że Sokolnikow2 wkrótce wyjedzie i często zastanawiałem się, kto go zastąpi. Z jakiegoś powodu nigdy jednak, robiąc w głowie przegląd ewentualnych kandydatów, nie pomyślałem o sobie. Sądziłem, że jestem jeszcze "niegodny" tak prestiżowej i odpowiedzialnej placówki. Docierały do mnie plotki, że NKID3 uważa mnie za jednego z najbardziej udanych ambasadorów i że zapewne rychło zostanę przeniesiony z Finlandii w inne miejsce [...], ale moja wyobraźnia nie sięgała dalej niż Praga lub Warszawa.
I nagle 3 września otrzymałem od M.M. [Litwinowa4] informację, że mianowano mnie ambasadorem w Londynie. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Depesza nadeszła wczesnym rankiem. Poszedłem do sypialni. Agnija5 jeszcze spała. Obudziłem ją i powiedziałem: "Mam ważną wiadomość".
- Co się stało? - przeraziła się. - Chodzi o N., tak?
Mieliśmy wtedy poważne kłopoty z jednym z pracowników i w każdej chwili oczekiwałem decyzji z Moskwy.
- Skąd! Sprawa jest dużo poważniejsza.
Powiedziałem o nominacji. Agnija zdumiała się tak samo jak ja. Tam, w sypialni, zaczęliśmy analizować nową sytuację ze wszystkich możliwych punktów widzenia i już kreśliliśmy plany na najbliższą przyszłość.
Bardzo poruszyło mnie zaufanie, jakie okazali mi M.M. i "najwyższa instancja" [Stalin6]; wyraziłem swoje uczucia w depeszy z odpowiedzią. Wiadomość o moim wyjeździe do Londynu wprawiła w osłupienie naszą kolonię w Helsinkach... Gratulowano mi, ściskano dłoń, życzono szczęścia i sukcesów. Zrobiliśmy kilka zdjęć całego grona i różnych grupek. Pożegnanie było serdeczne.
Kilka dni później zajrzałem do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i powiedziałem ówczesnemu ministrowi, Yrjo-Koskinenowi7, że wyjeżdżam z Finlandii na stałe.
[...] Zaczęło się czekanie na brytyjskie agrément. Londyn nie spieszył się z odpowiedzią; nadeszła po blisko trzech tygodniach.
M.M. napisał mi, że muszę pojawić się w Londynie najpóźniej w drugiej połowie października i radził, bym od razu wziął miesięczny urlop. Kończyłem jednak pracę nad drugim wydaniem Współczesnej Mongolii i zdawałem sobie sprawę, że w Anglii, zwłaszcza przez pierwsze pół roku, nie będę miał czasu na działalność literacką; zrezygnowałem więc z urlopu i zostałem w Finlandii z zamiarem ukończenia książki [...].
Wyjechałem z Helsinek 2 października i po krótkim postoju w Leningradzie dotarłem do Moskwy. Mam z tego pobytu niejasne wspomnienia. Spędziliśmy w stolicy dwa tygodnie, w ciągłym pośpiechu. Odbyłem kilka spotkań z M.M. i zapoznawałem się z materiałami. Przed wyjazdem odwiedziłem W.M.8. Dał mi następującą instrukcję: "Nawiązuj możliwie najwięcej kontaktów we wszystkich warstwach i środowiskach! Miej oczy szeroko otwarte na wszystko, co dzieje się w Anglii i informuj nas na bieżąco".
Trzymałem się tej rady podczas pobytu w Londynie. I muszę przyznać, że z powodzeniem.
Na placówkę w Londynie wyjechaliśmy około 20 października [...]. Spędziliśmy bodaj dwa dni w Berlinie. Zatrzymaliśmy się też na kilka dni w Paryżu, gdzie Agnija zaopatrzyła się w najważniejsze rzeczy - kiedy kobieta postanawia uzupełnić garderobę, zabiera jej to zwykle dużo czasu. Trzeba jednak przyznać, że Agnija jest pod tym względem osobą dość powściągliwą.
Triumfalny powrót Majskiego do Londynu w roli posła nadzwyczajnego i pełnomocnego ZSRS przy dworze Jego Królewskiej Mości, 1932 rok
Z Paryża do Anglii wyjechaliśmy rano 27 października. Wcześniej zadzwoniłem do Londynu, do Kagana9, i poprosiłem, by spotkał się ze mną w Dover. Podróż z jednej wielkiej zachodniej stolicy do drugiej przebiegła bez specjalnych wydarzeń10. Morze było dość spokojne. W drodze z Dover do Londynu Kagan poinformował mnie o bieżących sprawach. Na dworcu w Londynie czekała na nas prawie cała kolonia - około trzystu osób. Zjawił się też Monck jako przedstawiciel Foreign Office. Tumult na peronie był okropny. Towarzysze witali nas głośno i radośnie, ścisk panował straszny. A fotoreporterzy prasowi podjęli osobny atak [...].
W asyście kilku dzielnych policjantów przesuwaliśmy się wolno peronem ku wyjściu, otoczeni hałaśliwym tłumkiem. Chwilę później siedzieliśmy w eleganckim samochodzie ambasady, który pędził znajomymi ulicami Londynu do naszego "domu" na Kensington Palace Gardens 13, W8...
Maksym Litwinow (po lewej) wyjednał u Stalina wysłanie Majskiego do Londynu
Powoli wchodzimy po kamiennych schodach do holu [...] potem na pierwsze piętro [...] otwieramy drzwi naszego apartamentu z napisem: "Private" [...]. Obchodzimy pokoje [...]. Spoglądamy przez okna [...].
Nowy dom, nowy kraj, nowa praca. Myśli jak błyskawice przebiegają mi przez głowę: Ile czasu tu spędzę? Co zobaczę? Co przeżyję? I co mi przyniesie przyszłość?
Rozważania w piątą rocznicę przyjazdu do Anglii pojawiły się w dzienniku pod datą 27 października 1937 roku. [wróć]
Grigorij Jakowlewicz Sokolnikow (wł. Hirsz Jankielewicz Brilliant) był, podobnie jak Majski, synem żydowskiego lekarza z prowincji. Podpisał pokojowy układ brzeski z Niemcami w 1918 roku i wykazał się sukcesami jako minister finansów w latach Nowej Polityki Ekonomicznej (NEP). Stracił stanowisko po tym, jak zażądał usunięcia Stalina z funkcji sekretarza generalnego i skrytykował kolektywizację. W latach 1929-1932 był ambasadorem w Londynie, a w latach 1933 i 1934 zastępcą ludowego komisarza spraw zagranicznych. Aresztowany w roku 1936, został skazany na dziesięć lat więzienia za działalność trockistowską; z rozkazu Berii w 1939 roku zamordowany przez współwięźniów. [wróć]
Narkomindieł - Ludowy Komisariat Spraw Zagranicznych, sporadycznie nazywany sowieckim Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Tak też był traktowany - nieoficjalnie - na początku lat trzydziestych XX wieku; do połpredów bardzo często zwracano się jak do ambasadorów. [wróć]
Maksim Maksimowicz Litwinow (wł. Meir Mojsiejewicz Wallach); od 1898 roku członek Rosyjskiej Partii Socjaldemokratycznej; sowiecki przedstawiciel dyplomatyczny w Londynie (1917-1918) i w USA (1918); zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych (1921-1930); ludowy komisarz spraw zagranicznych (1930-1939); ambasador w USA (1941-1943), zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych (1943-1946); w dziennikach często występuje jako M.M. [wróć]
Agnija Aleksandrowna Majska (z d. Skipina), żona Iwana Majskiego (w dziennikach często pojawia się jako A. albo A.A.). Miała za sobą jedno małżeństwo; urodzona w nim córka zmarła w dzieciństwie. Gdy Majscy przebywali w Londynie, w roku 1926 zamieszkała z nimi córka Iwana Majskiego, ale Agnija żaliła się, że takie rozwiązanie szkodzi ich małżeństwu, dziewczynka została więc odesłana do matki, do St. Petersburga. Agnija do końca życia męża decydowała o tym, kto może mieć do niego dostęp. [wróć]
Josif Wissarionowicz Stalin (Dżugaszwili), sekretarz generalny Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego (KPZS) od kwietnia 1922 roku, członek Biura Politycznego (1919-1953), jednocześnie od maja 1941 roku przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych ZSRS. Podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej był ludowym komisarzem obrony, wodzem naczelnym; w 1943 roku został marszałkiem Związku Sowieckiego, a w 1945 roku otrzymał tytuł generalissimusa. [wróć]
Aarno Armas Sakari Yrjo-Koskinen, minister spraw zagranicznych Finlandii (1931--1932), ambasador w ZSRS (1932-1939). [wróć]
Zapewne Wiaczesław Michajłowicz Mołotow (Skriabin), członek Biura Politycznego (1926-1952), przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych ZSRS (1930-1941), ludowy komisarz/minister spraw zagranicznych (1939-1949 i 1953-1956). [wróć]
Siergiej Borysowicz (Samuel Bensionowicz) Kagan, pierwszy sekretarz ambasady sowieckiej w Londynie (1932-1935), z rekomendacji Majskiego awansowany na stanowisko radcy (1935-1936); był jego prawą ręką. Usunięty w 1939 roku z Narkomindieła, pracował w komitecie miejskim partii w Moskwie w dziale finansowym. [wróć]
20 lat wcześniej Majskiemu omal nie odmówiono wjazdu do Folkestone, przybył bowiem promem z Francji z biletem trzeciej klasy; nie miał też wymaganego "imigranckiego minimum", czyli sumy 5 funtów. Dopiero gdy wyciągnął z kieszeni pomięty list od Cziczerina, potwierdzający jego status "uchodźcy politycznego spod władzy cara", niechętnie puszczono go w dalszą drogę do Londynu. [wróć]
1934
[Pisanie dziennika Majski rozpoczął na dobre dopiero w roku 1934, kiedy stosunki między ZSSR i Wielką Brytanią drastycznie się ochłodziły. W lipcu 1933 roku w Moskwie aresztowano i oskarżono o sabotaż oraz szpiegostwo sześciu brytyjskich inżynierów z firmy Metro-Vickers. Ich proces przypadł na apogeum gospodarczej i dyplomatycznej walki wywołanej podpisaniem przez rząd labourzystowski w 1930 roku angielsko-sowieckiego porozumienia handlowego, dość szkodliwego dla strony brytyjskiej. Nowy, torysowski rząd, który objął władzę w 1931 roku, wymusił na Rosjanach negocjacje zakończone kolejnym, bardziej wyważonym układem, ale po skazaniu brytyjskich inżynierów rozmowy utknęły w martwym punkcie. Lord Simon1, minister spraw zagranicznych, potępił jednak układ, co poniekąd osłabiło entuzjazm, z jakim Majski rozpoczynał swoją misję.
W Niemczech Hitler mocno dzierżył władzę i nie zamierzał ożywiać ducha Rapallo, wydawało się więc, że warunki sprzyjają poprawie relacji ZSSR z Wielką Brytanią. Litwinow, który w czerwcu 1933 roku przyjechał do Londynu na Światową Konferencję Gospodarczą, spotkał się z Simonem, w wyniku czego zniesiono wszystkie sankcje ekonomiczne nałożone na Rosję, a brytyjscy inżynierowie odzyskali wolność. Rychło też wznowione zostały negocjacje handlowe i 16 lutego 1934 roku podpisano nowe porozumienie. Rosja zyskała szansę wstąpienia do Ligi Narodów, co uczyniła jeszcze w tym samym roku.
Przystępując do swych ambasadorskich obowiązków w Londynie, Majski świadomie szedł śladem Litwinowa, który już w 1931 roku zdawał sobie sprawę z zagrożenia nazizmem. Jednak blisko rok zajęło mu przekonanie Stalina, że objęcie władzy przez Hitlera oznacza ostatecznie "nieuniknioną wojnę w Europie".
Po konsultacjach w Narkomindiele w lipcu 1933 roku Aleksandra Kołłontaj2 narzekała: "Póki co, staramy się utrzymać pozory normalnych stosunków z Niemcami. Zbyt mało ataków z naszej strony". Przyznawała jednak, że zbliżenie między Niemcami i Polską jest niezwykle niepokojące i prowadzi Związek Sowiecki do zawarcia układów o przyjaźni z Małą Ententą i oczywiście z Francją. Oficjalny zwrot sowieckiej polityki zagranicznej od wojowniczej i izolacjonistycznej "walki klas" do systemu zbiorowego bezpieczeństwa Europie i na Dalekim Wschodzie nastąpił w grudniu 1933 roku. Była to reakcja na inicjatywę francuskiego ministra spraw zagranicznych Paula-Boncoura3, który usiłował wzmocnić podpisany w Moskwie w 1932 roku układ o nieagresji dwustronnym paktem o wzajemnej pomocy. To Paul-Boncour nakłaniał ZSRS do przystąpienia do Ligi Narodów. Litwinow wyrażał zgodę, ale nalegał na zawarcie regionalnego traktatu o wzajemnej obronie w ramach Ligi Narodów. Zależało mu na tym, by: Związek Sowiecki, Belgia, Francja, Czechosłowacja, Finlandia i państwa bałtyckie weszły w skład czegoś, co Rosjanie nazwali "wschodnim Locarno". Celem paktu wschodniego było rozszerzenie podpisanego w 1926 roku traktatu lokarneńskiego, który obejmował gwarancjami kraje Europy Zachodniej, ale pozostawiał bez ochrony granice na wschodzie.
W Wielkiej Brytanii zwolennikiem takiej koncepcji był stały podsekretarz stanu Vansittart4, krytyczny wobec Simona, Anthony'ego Edena5 i Neville'a Chamberlaina6, upatrujących najlepszego sposobu utrzymania pokoju i stabilizacji w dwustronnych porozumieniach z rywalami, które ostatecznie doprowadziły do polityki ustępstw. Jego własna wizja strategiczna opierała się na założeniu, że zawierając sojusz ze Związkiem Sowieckim, Wielka Brytania zdoła zachować lokalną równowagę sił zarówno w Europie, jak i na Dalekim Wschodzie, co w efekcie powstrzyma ekspansję japońską i niemiecką. Krytycznie oceniał politykę uprawianą pod wpływem emocji; nie pozwalał, by wstręt do komunizmu przeszkodził mu w rozgrywaniu w walce o władzę bardzo ważnej karty rosyjskiej. Skłaniał się więc ku europejskiemu bezpieczeństwu opartemu na powstałym przed 1914 rokiem sojuszu Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji.
W rezultacie Vansittart i Majski jak dwie Kasandry niezmordowanie przestrzegali przed zamiarami Hitlera. Vansittart i Majski poznali się na przyjęciu w pałacu Buckingham w 1933 roku. Odtąd spotykali się dość często, jako że obu panów łączyły nie tylko poglądy polityczne, ale - jak się okazało - także upodobania literackie i kulturalne wypływające z podobnego zachwytu nad Heinem, Lermontowem i Kantem. Rozmowy schodziły więc na występy zespołu Ballets Russes Wasyla de Basila w Covent Garden albo nowe wystawienie Świętej Joanny Bernarda Shawa w ambasadzie rosyjskiej7. Tak naprawdę zbliżyło ich jednak prorocze przekonanie, że nazistowskie Niemcy stanowią ogromne zagrożenie dla Wielkiej Brytanii i Związku Sowieckiego. Obaj też doceniali wagę osobistych kontaktów w dyplomacji. Vansittart stosował więc metodę przecieków informacji, by w ten sposób poruszyć opinię publiczną i zmobilizować ją do działania, co Majski wielokrotnie opisuje w dzienniku i co sam wkrótce opanował do perfekcji. "Dziwne - pisał Dalton8 - jak ci dwaj tak różni od siebie świadkowie w wielu punktach potwierdzają wzajemnie swoje stwierdzenia". Na początku 1938 roku, gdy premierem był już Chamberlain, Vanisttart "awansował" jednak na nowe, specjalnie utworzone stanowisko "głównego doradcy politycznego", co skutecznie wyeliminowało go z procesów podejmowania decyzji politycznych i w najistotniejszym momencie pozbawiło Majskiego liczącego się sojusznika w Foreign Office.
Pierwsze ważne spotkanie obu panów nastąpiło podczas lunchu wydanego przez Vansittarta na cześć Majskiego 21 czerwca 1934 roku. Zaproszony został także John Allsebrook Simon. Lady Vansittart szepnęła wtedy na ucho Majskiemu o sekretarzu stanu: - Przypuszczam, że to mój sąsiad z lewej sprawia kłopoty? [...] niech pan porozmawia o tym otwarcie z Vanem. - Dość bezceremonialna interwencja pani Vansittart doprowadziła do kolejnych, opisanych w dzienniku spotkań 3, 12 i 18 lipca i zapoczątkowała długotrwałe relacje, które zaowocowały odwilżą w stosunkach angielsko-sowieckich, a jednocześnie w Moskwie ułatwiły Litwinowowi przeforsowanie zasady zbiorowego bezpieczeństwa].
12 lipca
Zaprosił mnie Vansittart i opowiedział o rezultatach wizyty Barthou9. Brytyjczycy są z niej bardzo zadowoleni. Rząd brytyjski obiecał poprzeć plan Paktu Wschodniego, a także projekt dodatkowego francusko-sowieckiego układu gwarancyjnego, ale wyłącznie pod warunkiem, że Niemcy zostaną dopuszczone do paktu na takich samych zasadach jak Francja i ZSRS. W tej sprawie Simon będzie przemawiał jutro w Izbie. Brytyjscy ambasadorowie w Berlinie i Warszawie otrzymali instrukcje, by doradzać ("w przyjacielski sposób") uczestnictwo w Pakcie Wschodnim, a ambasador w Rzymie ma poprosić rząd włoski o poparcie dla posunięć Wielkiej Brytanii.
Wyraziłem Vansittartowi zadowolenie z jego relacji i obiecałem powiadomić rząd sowiecki, że Brytyjczycy chcą włączyć Niemcy do układu gwarancyjnego [...].
18 lipca
Poinformowałem dziś Vansittarta, że rząd sowiecki gotów jest uznać Niemcy za równorzędnego uczestnika francusko-sowieckiego układu gwarancyjnego. Był bardzo zadowolony i obiecał, że podejmie środki, by nadać temu duży rozgłos w prasie. Dobrze by było, by rząd sowiecki także podał swą decyzję do publicznej wiadomości. Tym samym znika jedyny powód sprzeciwu Niemiec wobec Paktu Wschodniego. Jeśli jednak mimo to Niemcy jeszcze raz odrzucą tę propozycję, będą mogły winić tylko siebie, gdy inne kraje nabiorą podejrzeń co do ich intencji.
Pytałem o reakcję Berlina i Warszawy na brytyjskie démarche, o którym Vansittart mówił 12 lipca.
Odpowiedział, że stanowisko Neuratha10 było wrogie, a Becka11 - chłodne. Obaj jednak obiecali "przeanalizować sprawę". Na razie nie ma od nich żadnej odpowiedzi.
V. ponownie uświadomił mi, że rząd brytyjski pragnie poprawy stosunków angielsko-sowieckich. - Pewien postęp już jest widoczny - stwierdził - ale nie widzę powodu, dlaczego proces ten nie miałby się znacznie posunąć naprzód. - ZSRS jest zaniepokojony postawą Wielkiej Brytanii wobec Niemiec i Japonii, lecz stosunek rządu brytyjskiego do pierwszego z tych krajów określił Simon w Izbie 13 lipca (kiwnąłem głową i powiedziałem, że jego wystąpienie zostało w naszym kraju dobrze przyjęte). [...].
V. ma jednak osobiście pewną pretensję w związku z postępowaniem prasy sowieckiej, która nierzadko zarzuca Wielkiej Brytanii nastawianie Japonii i Niemiec przeciw ZSRS [...]. Wskazane byłoby unikanie bezpośrednich oskarżeń, że Wielka Brytania przygotowuje się do wojny z ZSRS, bo służy to jedynie tym elementom w prasie i w Parlamencie, które są przeciwne angielsko-sowieckiemu zbliżeniu ("tym bardziej że tego rodzaju podejrzenia są całkowicie bezpodstawne").
Odparłem, że wprawdzie w pełni podzielam odczucia i intencje V., XIX wiek jednak pozostawił po sobie pewne obciążenia, a okres sowiecki cechuje nieustanna walka Wielkiej Brytanii z młodym państwem robotników i chłopów. Czy można się więc dziwić, że sowieckie masy nauczyły się traktować Wielką Brytanię jak wroga? [...].
9 sierpnia
Zaszedłem do Vansittarta pożegnać się przed wyjazdem na urlop. Wykorzystał okazję do poważnej rozmowy politycznej.
Po pierwsze, oświadczył, że w odpowiedzi na nasze démarche z 3 sierpnia (wystosowane przez Kagana podczas mojej wizyty w Szkocji) rząd brytyjski chętnie poprze przystąpienie ZSRS do Ligi Narodów i zaakceptuje skierowane przez nią zaproszenie. V. nie przewiduje żadnych komplikacji, jako że Wielka Brytania, Francja i Włochy są w tej sprawie jednomyślne. Kto może zgłaszać zastrzeżenia? Wspomniałem o Szwajcarii. V. pogardliwie machnął ręką. Wymieniłem Polskę. V. zauważył, że Polska nie zaryzykuje otwartego sprzeciwu wobec przyjęcia ZSRS, ale może przehandlować swoją zgodę za stałe miejsce w Radzie. Francja musi wcześniej Polskę przycisnąć. Wielka Brytania też w razie czego może pomóc.
- Tak więc - kontynuował - będziemy wkrótce członkami tego samego "klubu" (miał na myśli Ligę Narodów). Bardzo się cieszę. W tej chwili nie widzę żadnego większego międzynarodowego problemu, który mógłby poważnie różnić Wielką Brytanię i ZSRS. Sam bieg wypadków i logika spraw kierują nasze państwa ku sobie, tak w Europie, jak i na Dalekim Wschodzie. Mamy jednakowe zdanie co do tego, skąd płynie zagrożenie dla świata, więc i nasze poglądy na temat przeciwdziałania niebezpieczeństwu powinny być pod wieloma względami zbieżne. Szczere i poważne dyskusje, jakie prowadziliśmy (zwłaszcza pierwsza, z 3 lipca), ogromnie przyczyniły się do wyjaśnienia stanowisk i większego wzajemnego zrozumienia. To jednak dopiero początek. To, że brytyjski rząd popiera Pakt Wschodni i gotów jest poprzeć wejście ZSRS do Ligi Narodów, stanowi najlepszy dowód poważnego zwrotu w stosunkach angielsko-sowieckich".
- Podczas urlopu - oznajmił V. - będzie pan oczywiście widział się z panem Litwinowem. Proszę mu przekazać, że dla poprawy naszych relacji wskazane byłoby unikanie wszelkich nieprzyjemnych incydentów. Powiedzmy na przykład sprawy Metro-Vickers czy dyskusji na temat przedsiębiorstwa Lena Goldfields12. Same w sobie mogą one nie mieć kluczowego znaczenia, ale niebezpieczeństwo tkwi w rozbudzaniu namiętności, których lepiej w angielskich masach nie rozpalać. Ważne też, by prasa obu państw działała z rozwagą. Teraz, gdy Wielka Brytania i ZSRS stają się członkami tego samego "klubu", dziwne byłoby rzucanie wzajemnych oskarżeń o oszustwa albo o celowanie do siebie pod stołem13.
Na koniec spytałem V., co wie o Pakcie Wschodnim. Powiedział, że Niemcy i Polska zachowują milczenie. To nie może trwać długo. Oba rządy miały wystarczająco dużo czasu na "przestudiowanie" istoty paktu. Teraz trzeba zażądać od nich bezpośredniej odpowiedzi. Jeśli jej nie będzie, Francja i ZSRS muszą przystąpić do działania. Odwlekanie podpisania układu może być niebezpieczne. W ogóle stanowisko Hitlera jest ostatnio coraz bardziej enigmatyczne. Po śmierci Hindenburga14 to Hitler stał się prawdziwym władcą Niemiec. Czego chce? Wojny czy pokoju? Sprawdzianem powinna być Austria. Czas pokaże. Na razie Hitler trzyma się zasady "może w maju, może w grudniu, może jutro po południu, w każdym razie dzisiaj nie". Tak traktuje sprawę pokoju. Zawsze obiecuje go jutro, ale nie dziś.
Pożegnaliśmy się ciepło i umówiliśmy się na spotkanie za dwa miesiące, jak wrócę do Londynu.
[Majski, zamiłowany podróżnik, wybrał się najpierw w pasjonującą trzymiesięczną podróż do tak podziwianej kolebki zachodniej cywilizacji - do Włoch, Grecji i Konstantynopola. Później w Związku Sowieckim tuż przed wyjazdem do Londynu odbył dwudniowe, intensywne rozmowy ze Stalinem i z Litwinowem na temat przyszłego kursu sowieckiej polityki zagranicznej. Wyniósł z nich silne wrażenie, że Stalin "osiągnął teraz niemal taką samą umysłową wyższość nad swymi kolegami jak kiedyś Lenin"15.
W Londynie Majski usilnie starał się dać do zrozumienia, że Związek Sowiecki odszedł od dynamicznego, rewolucyjnego kursu; jednak w Foreign Office jego zapewnienia nie budziły zainteresowania. Pokazywały, "jak daleko [rząd sowiecki] gotów się posunąć, by zapewnić sobie tu życzliwość [...] podyktowane były raczej względami doraźnymi niż przekonaniem". Jednak obawa, że Rosjanie mogą zacieśnić więzy z Niemcami, skłoniła Foreign Office do przychylnej odpowiedzi na sowieckie gesty].
1 listopada
Nabieram coraz mocniejszego przekonania, że Baldwin16 wciąż jest mimo wszystko rzeczywistym liderem partii konserwatywnej, a tym samym liderem Anglii i Imperium Brytyjskiego. Nie jest to jednak zwyczajny przywódca. H. Macmillan17 (konserwatysta) powiedział mi kiedyś: "Baldwin to nasz Kutuzow" (miał na myśli Kutuzowa z Wojny i pokoju Lwa Tołstoja).
4 listopada
W dzisiejszym "Observerze" Garvin18 ostro atakuje japońskie żądania parytetu morskiego z Wielką Brytanią i USA. Z punktu widzenia brytyjskiego imperializmu jest w jego argumentach sporo prawdy. Garvin dochodzi do następującego wniosku: jeśli porozumienie między Japonią, USA i Wielką Brytanią okaże się niemożliwe, należy dążyć do porozumienia USA i Wielkiej Brytanii (przeciw Japonii) [...]. Ten sam numer "Observera" przynosi informację z Kalkuty, że Gandhi19, zmęczony i rozczarowany, wycofuje się, a Kongres Indyjski, teraz składający się niemal wyłącznie z wysoce pragmatycznych politycznych handlarzy, gotów jest pogodzić się z przygotowaną przez Brytyjczyków reformą indyjskiej konstytucji i w pełni wykorzystać stanowiska i synekury, które dzięki niej powstaną. "Niepraktyczny idealizm" Gandhiego ich po prostu blokuje. Dlatego jego wycofanie się przyjmują z zadowoleniem [...].
Gandhi! Mam książkę Fulop-Millera Lenin i Gandhi, wydaną w 1927 roku w Wiedniu. Autor z dużym talentem prezentuje obu przywódców, zestawia ich sylwetki jako dwóch równorzędnych, największych indywidualności naszych czasów. Siedem lat temu to porównanie wydawało się absurdalne tylko komunistom i może jeszcze kilku co bardziej przenikliwym przedstawicielom europejskiej burżuazji. Ale teraz? Kto, nawet w kręgach burżuazyjnych intelektualistów, poważyłby się zrównywać Lenina z Gandhim? Dziś dla każdego, nawet wroga, jest jasne, że Lenin to w historii Mont Blanc, który na zawsze pozostanie jaśniejącym szczytem wskazującym drogę w tysiącletnim rozwoju ludzkości, podczas gdy Gandhi jest zaledwie tekturową makietką, która połyskuje nikłym światłem przez dziesięć lat, po czym szybko rozpada się i po latach ląduje zapomniana na śmietniku historii. Oto jak czas i wydarzenia pozwalają odróżnić prawdziwy szlachetny kruszec od taniej imitacji.
[W sposób, który dziś byłby zwyczajową praktyką, ale w latach trzydziestych XX wieku należał do rzadkości, Majski starannie dba o dobre stosunki z właścicielami i redaktorami naczelnymi najważniejszych gazet, zwłaszcza konserwatywnych. Znakomitym tego przykładem jest jego obfita korespondencja z Garvinem, współpracownikiem lorda i lady Astor20 i naczelnym redaktorem "Observera". Majski informował Garvina, czasem w sposób dość subtelny, a czasem całkiem otwarcie, o sprawach, które jako ważne zasługiwały jego zdaniem na omówienie w gazecie].
10 listopada
Wczoraj wieczorem byłem na dorocznej kolacji u lorda majora21. 9 listopada to ważny dzień w życiu miasta. Od niepamiętnych czasów w tym dniu rozpoczyna urzędowanie kolejny lord major (odpowiednik burmistrza w City of London, wybierany na rok; nie jest burmistrzem Londynu - przyp. tłum.). [...] Lord Mayor's Show, średniowieczna parada, przechodzi ulicami miasta, a wieczorem w Guildhall odbywa się wystawny bankiet dla londyńskich notabli, z udziałem 500-600 gości. Na liście zaproszonych są też szefowie misji, ale [...] po pierwsze, zaproszenie nie obejmuje żon (Anglicy przybywają ze swoimi paniami), a po drugie - nie wszystkich spotyka ten zaszczyt; tylko ambasadorów i dwóch najstarszych szefów misji.
Najbardziej osobliwa jest uroczystość wieczorna. Nowo wybrany lord major razem z żoną - obecny lord major22 jest wdowcem, towarzyszyła mu więc córka - stają na niewielkim podium na końcu długiego holu biblioteki. Od wejścia do podium ciągnie się piękny, czarno-czerwony dywan, po którym idą kolejni goście. Herold w stroju z epoki Tudorów głośno wypowiada nazwisko każdego przybyłego. Należy dostojnym krokiem pokonać całą długość dywanu, wejść na podium i uścisnąć dłoń lorda majora oraz jego żony. Następnie goście ustawiają się po lewej lub prawej stronie gospodarza, stosownie do ich stanowiska i rangi. Stopniowo po obu stronach gromadzą się spore tłumy starannie obserwujące następnych wchodzących. Zgodnie ze zwyczajem najbardziej prominentne osoby wita się oklaskami, mniej lub bardziej głośnymi, w zależności od ich statusu i popularności. Gdy już wszyscy się pojawią, formuje się uroczysty pochód. Na początku idą trębacze w średniowiecznych strojach, za nimi marszałek City i spowiednik lorda majora, po nich, po lewej stronie, strażnik laski marszałkowskiej, za nim lord major w kapeluszu i długiej szacie z trenem, wreszcie premier (MacDonald)23 z miecznikiem po prawej stronie, a za nimi żona premiera (tym razem córka, Ishbel24, i żona lorda majora [...]. Cała procesja przemierza wolno galerię obrazów i obchodzi salę bankietową, aż wszyscy uczestnicy zajmą swoje miejsca przy stole. Uczta rozpoczyna się od obowiązkowej zupy żółwiowej, moim zdaniem kompletnie niejadalnej...
W sumie jest to widowisko olśniewające, niezwykle barwne i na średniowieczny sposób podniosłe. Nic dziwnego: na okładce programu i menu bankietu widnieje rycina przedstawiająca Kartę nadaną przez króla Jana 9 maja 1215 roku, potwierdzającą swobody City of London i przyznającą baronom prawo corocznego wybierania burmistrza, który powinien być wierny królowi, skromny i zdolny do rządzenia miastem; ma też zaraz po elekcji zostać przedstawiony królowi lub - pod jego nieobecność - najwyższemu sędziemu.
***
Podczas wczorajszego bankietu było kilka ciekawych momentów.
[...] Kiedy szukałem swojego miejsca i dzieliły mnie od niego tylko dwa krzesła, usłyszałem nagle, że ktoś mówi po rosyjsku. Podniosłem wzrok i zobaczyłem naprzeciwko, po drugiej stronie stołu, gwałtownie gestykulującą, wysoką, siwowłosą damę w sukni z szarobłękitnego jedwabiu i żółtawej brokatowej narzutce. Była bardzo zdenerwowana. Twarz, dość miłą, pokrywały czerwone plamy. Towarzyszyło jej dwoje młodych ludzi, nieco zdezorientowanych: młoda dziewczyna w zielonej sukni i nobliwie wyglądający siwowłosy dżentelmen w aksamitnym stroju z gwiazdą na piersi. - Nie mogę tu siedzieć! Po prostu nie mogę! - wołała histerycznie po rosyjsku.
Nobliwy dżentelmen szeptał jej coś uspokajająco do ucha, ale bez rezultatu. - Nie będę tu siedzieć! Wychodzę! - krzyczała.
Dziewczyna w zielonej sukni przesunęła nakrycia na stole i usadowiła damę dwa krzesła dalej ode mnie. Pani odrobinę się uspokoiła, ale gdy zobaczyła, że zajmuję swoje miejsce, policzki jej zapłonęły i wybuchła znowu: - Ma pan krew na rękach!
Popatrzyłem na nią ironicznie i spokojnie nawiązałem rozmowę z sąsiadką przy stole. Podniecona dama z naprzeciwka opadła na krzesło i ze złością przestawiła wazon z kwiatami, żeby się przede mną zasłonić.
Spytałem później w rozmowie moją sąsiadkę, jak się okazało, żonę wiceburmistrza Twyfolda, jak się nazywa kobieta, której zawdzięczaliśmy tę scenę.
- Ach - powiedziała - to lady Kynaston Studd. Jej mąż, sir Kynaston Studd25 (dżentelmen w aksamitnym stroju), był radnym. Przez rok pełnił funkcję lorda majora, a potem przeszedł na emeryturę. Ma pieniądze, żona jest rosyjską księżniczką. Pobrali się w czasie wojny.
Po czym dodała znaczącym tonem: - Lady Studd to czarująca kobieta, ale bardzo emocjonalnie napięta.
Cóż za delikatność w sformułowaniu! Jak bardzo angielska! Mąż rosyjskiej księżniczki, najwyraźniej zaszokowany zachowaniem żony, starał się być dla mnie szczególnie uprzejmy (znów na sposób angielski) i nawet wzniósł toast za moje zdrowie. Jego zawzięta żona tymczasem, nieco zarumieniona po winie, jakby "pozwoliła miłosierdziu zapanować nad sprawiedliwością". Odsunęła wazon, który nas przedzielał i zaczęła przyglądać mi się z ostentacyjną arogancją...
15 listopada
Byłem dziś na kolacji wydanej przez starą, liczącą 600 lat gildię księgarzy i drukarzy Worshipful Company of Stationers and Newspaper Makers. Spodziewałem się jakichś dawnych obyczajów przy stole, ale się zawiodłem. Kolacja jak wszystkie inne, łącznie z nieodłączną zupą żółwiową, i tylko sklepione łukowo okna sali jadalnej nawiązywały do przeszłości. Nieprawda: był też puchar przekazywany z rąk do rąk, ale widywałem to już na bankietach u lorda majora. Za to goście rzeczywiście wnosili powiew średniowiecza. Po prawej stronie miałem lorda Marshalla26 (słynny wydawca, były burmistrz Londynu), który z dumą oświadczył, że jest członkiem gildii od 55 lat!
- Czy członkostwo jest dziedziczne? - spytałem, nieco skonsternowany.
- Nie - odparł - nie jest. Wstąpiłem do gildii w chwili, gdy rozpocząłem praktykę w zawodzie.
Okazało się, że mój sąsiad ma już lat 70. Z lewej strony siedział lord Wakefield27, wielki przedsiębiorca naftowy, słynny filantrop i radny Londynu. Ma też koło siedemdziesiątki (jest szkolnym kolegą Marshalla!). Ten szacowny dostojnik Imperium Brytyjskiego powiedział mi, że mniej więcej 30 lat temu (angielska miara czasu!) zamierzał odwiedzić St. Petersburg i nawet zamówił bilety, gdy nagle, w ostatniej chwili, dostał depeszę z wiadomością: "W Rosji zaraza". Oczywiście, zrezygnował z podróży. Może teraz warto się wybrać? [...]. Poparłem ten pomysł.
- Proszę mi powiedzieć - ciągnął, pocierając czoło, jakby sobie coś przypominał. - Macie tam kogoś takiego... nazywa się Lenin... rzeczywiście jest tak niesamowicie bystry?
- Zapewniam, że był - uśmiechnąłem się - niestety, umarł w 1924 roku.
- Umarł? - w głosie Wakefielda brzmiał zawód. - Naprawdę?... Nie wiedziałem.
Proszę, jak dobrze śmietanka angielskiej burżuazji jest zorientowana w sprawach sowieckich!
Istotnie, zapachniało średniowieczem!...
***
Od ubiegłego roku przewodniczącym (czy mistrzem) gildii jest książę Walii28. Nasz "przyjaciel", arcybiskup Canterbury29 wygłosił żartobliwy toast na cześć księcia (trzeba przyznać, że arcybiskup jest w takich sytuacjach wybitnym oratorem), a książę odpowiedział w zwyczajowy sposób. Potem wszyscy przeszli do palarni. Tam książę, który uważał, że obowiązkiem gospodarza jest wymienić kilka grzeczności z każdym z obecnych dyplomatów, zupełnie niespodziewanie wciągnął mnie w długą rozmowę, zbyt poważną jak na okoliczności. Najpierw zapytał, czy często muszę wypowiadać się publicznie. Kiedy komplementowałem jego wystąpienie, nieco zakłopotany zaczął wspominać najlepszych angielskich mówców, dawnych i obecnych. Wymienił nieżyjącego lorda Birkenheada30, generała Smutsa31 i Lloyda George'a32, ale pominął MacDonalda. - Wie pan, on nie jest tak całkiem... - skrzywił się lekko. Przeszedł potem do polityki zagranicznej, rozwodził się o groźbie wojny i skomplikowanej sytuacji międzynarodowej, na koniec stwierdził, że wojny nie chce nikt - ani Anglia, ani Francja ("może na niej tylko stracić"), ani nawet Niemcy. Wyraziłem wątpliwości co do pokojowych intencji tych ostatnich, jak również Japonii. Książę nie zaprotestował, ale mocno podkreślał, że Anglia dąży tylko do pokoju, a idee militaryzmu są obce duchowi narodu brytyjskiego [...]. Sowiecka polityka zagraniczna jest polityką pokoju, oświadczyłem na to, z zadowoleniem przyjmuję więc słowa księcia Walii, że Wielka Brytania zmierza do tego samego celu. To ucieszyło księcia; jak powtórzył: wojny tak naprawdę nie chce nikt, a siły pokoju są dużo liczniejsze i potężniejsze od sił wojny. Zwróciłem jednak uwagę, że siły wojny są znacznie lepiej zorganizowane, a dotyczy to zwłaszcza producentów broni, niebezpieczeństwo jest więc rzeczywiście bardzo poważne... Pod koniec pytał o moją przeszłość, opowiedziałem mu więc, jak wyglądała moja kariera w dyplomacji. - Gdzie uczył się pan angielskiego? - spytał. Odparłem, że przez pięć lat, od 1912 do 1917 roku, mieszkałem w Anglii jako emigrant polityczny. Książę roześmiał się i zawołał: - A teraz jest pan ambasadorem! Oto znak czasu. Żyjemy w zadziwiającej epoce!33.
Gawędziliśmy tak 10-15 minut. Staliśmy pośrodku palarni, a dookoła wymieniał spojrzenia i szepty tłum zdumionych dyplomatów i około 200 brytyjskich notabli, z arcybiskupem Canterbury na czele.
16 listopada
Po powrocie z urlopu odwiedziłem Edena. Nie zamierzałem dyskutować o poważnych sprawach, ale nasza rozmowa sama zeszła na bieżące sprawy polityczne. Oto najważniejsze z nich:
1. Eden powiedział, dosłownie: - W obecnej chwili nie ma nigdzie na świecie żadnego konfliktu między Wielką Brytanią i ZSRS. Przeciwnie, oba kraje mają jeden wspólny i bardzo ważny interes - zachowanie pokoju. Wy potrzebujecie pokoju, by dokończyć swój wielki eksperyment, a także dla budowy i rozkwitu handlu. To stwarza warunki sprzyjające poprawie stosunków angielsko-sowieckich. 2. Eden z zadowoleniem przyjął informację, że nie zrezygnowaliśmy z wysiłków na rzecz podpisania Paktu Wschodniego. Stwierdził, że omówi tę sprawę z Beckiem w Genewie (wyjeżdża do Genewy jutro na sesję Rady Ligi Narodów). 3. Rozmowy Edena z Ribbentropem34 stały się zupełnie niepoważne. Eden bardzo sceptycznie zapatruje się na prawdopodobieństwo rychłego powrotu Niemiec do Ligi Narodów. Możliwe, że osobiście Hitler nie chce wojny, ale wszystko, co dzieje się teraz w Niemczech, wyraźnie na nią wskazuje. Dlatego Niemcy są teraz głównym potencjalnym ogniskiem wojny. [...] Eden zaproponował, bym wpadł do niego, kiedy wróci z Genewy.
[Opis spotkania z Edenem to typowy przykład przewrotnej metody, jaką stosował Majski przez cały czas ambasadorowania: przekazywał Moskwie własne poglądy, przypisując je swym rozmówcom. Pod koniec lat trzydziestych XX wieku, w czasach szalejącego terroru, był to jedyny skuteczny sposób działania. Choć w tym konkretnym przypadku Majski zacytował jakoby Edena, to on sam był autorem pomysłu, by Litwinow udał się na sesję Ligi Narodów. Liczył na to, że w ten sposób doprowadzi do spotkania Edena z Litwinowem i umocni zbliżenie, głębiej wbijając klin między Edena i Simona].
23 listopada
Rozpoczynają się uroczystości związane ze ślubem w rodzinie królewskiej. Dziś nasz dziekan, Brazylijczyk de Oliveira35 wydał dla korpusu dyplomatycznego przyjęcie na cześć księcia Kentu36 i księżniczki Mariny37. Koło szóstej po południu wszyscy szefowie przedstawicielstw dyplomatycznych razem z małżonkami zebrali się w niezbyt dużej rezydencji dziekana [...]. Młodzi przybyli o wpół do siódmej w towarzystwie rodziców narzeczonej. W sali narastało podniecenie. Cisza, urywane szepty, panie rzucają zaciekawione spojrzenia... W końcu, poprzedzani przez dziekana i jego żonę, pojawili się goście. Marina wyglądała moim zdaniem czarująco, znacznie lepiej niż w gazetach: blondynka o wspaniałych włosach, zaróżowionej cerze i lśniących oczach. Smukła i dystyngowana. Jeden z dyplomatów powiedział mi później, że fotografów powinno się rozstrzelać za zniszczenie jej wizerunku. Miał rację! Książę Kentu też wygląda nieźle: wysoki, szczupły, ma sympatyczną twarz. Odrobinę się garbi i wydaje się bardzo nieśmiały. Jest w każdym razie najprzystojniejszym z synów króla. W sumie pod względem fizycznym i psychologicznym stanowią ładną parę. Rodzice narzeczonej - grecki książę Mikołaj38 i jego żona (zdaje się, że rosyjska księżniczka39) - wyglądają jak prowincjonalni ziemianie o średnich dochodach... Dziekan wygłosił po angielsku krótką mowę powitalną i w imieniu korpusu dyplomatycznego wręczył młodej parze wielką srebrną wazę i dwie srebrne salaterki. (Dziś dostałem od niego list z informacją, że prezent kosztował 300 funtów, z czego na mnie przypada sześć). Na wewnętrznej stronie wazy wygrawerowano facsimile podpisów wszystkich szefów misji, którzy złożyli się na ten dar; moje nazwisko znalazło się w czołówce. Rzuca się w oczy od razu, gdy tylko spojrzeć do środka. Mariny to nie ucieszy! Obawiam się, że zepsuje jej apetyt [...].
27 listopada
Druga uroczystość w związku z królewskim ślubem!
Wielkie wieczorne przyjęcie na cześć Mariny w pałacu Buckingham. Ponad 800 gości, w tym wszyscy szefowie przedstawicielstw dyplomatycznych. A przede wszystkim - koronowane głowy - cała rodzina królewska (król40 i królowa41, książę Walii, książę Yorku42 z żoną, książę Kentu, najmłodszy syn John, princess royal, czyli córka króla z mężem; brakowało jedynie księcia Gloucester43, który jest teraz w Australii), a także król Danii44 z małżonką, król Norwegii45 i jego żona, Paweł, książę regent Jugosławii46, holenderska księżniczka Julianna47 (następczyni tronu) itp. Do tego tłum wielkich książąt różnych narodowości, łącznie z Kiryłem Władimirowiczem Romanowem48 ("cesarzem Wszechrosji"!) w towarzystwie żony i córki Kiry49, która była jedną z ośmiu druhen. No i niezliczona liczba księżniczek (greckich, jugosłowiańskich i innych)...
Procedura: wszyscy ambasadorzy i posłowie państw, których przywódcy są obecni na weselu, uformowali w okrągłym holu pałacu półkole według zasady starszeństwa; pozostałych posłów i chargé d'affaires umieszczono w przyległej długiej sali. Przedstawiciele angielskiej arystokracji i najbogatszej burżuazji zebrali się grupkami w innych pomieszczeniach. Z narożnego pokoju sąsiadującego z okrągłym holem wyłonił się długi, olśniewający pochód koronowanych głów. Najpierw przed szeregiem ambasadorów i ich żon przeszła brytyjska para królewska. Ściskali wszystkim dłonie, a z wybranymi gośćmi wymieniali drobne uprzejmości. Wśród tych ostatnich był nasz dziekan (z racji swojej funkcji) i Matsudaira50 (Anglicy panicznie się boją Japończyków!). Król i królowa udali się z okrągłego holu do pokoju obok, gdzie czekali posłowie, ale nie zatrzymywali się tam przy poszczególnych dyplomatach; poprzestali na ogólnych ukłonach na prawo i lewo. Inne pary królewskie (duńska, norweska itd.) poszły za ich przykładem, podobnie jak pozostali członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej. Wszyscy ściskali nam ręce i uprzejmie się uśmiechali. Matka Mariny demonstracyjnie przeszła obok Agniji i mnie bez powitania. Cóż, jakoś to przeżyjemy! Dwie czy trzy stare, pomarszczone wiedźmy, brzydkie jak grzech, wyszły z narożnej sali i zawahały się, coś tam do siebie po cichu szeptały i spoglądały w naszą stronę, po czym postanowiły pójść prosto do pokoju posłów, mijając stojących w szeregu dyplomatów. Przestraszyły się ambasadora sowieckiego! Jakieś damy w diademach i ozdobieni orderami dżentelmeni na mój widok zawrócili i na oślep rzucili się z powrotem. Był to zapewne Kirył ze swoją świtą. W sumie moja obecność na królewskim bankiecie sprawiła pewnej grupie gości niemiły zawód....
29 listopada
Dziś wreszcie odbył się królewski ślub. Od samego świtu, a nawet od wczorajszego wieczora Londyn pękał w szwach. Pół miliona ludzi przyjechało do stolicy z całego kraju. Przybyło wielu cudzoziemców z kontynentu. Ulice na trasie orszaku weselnego wypełniał po brzegi ogromny tłum, który zgromadził się wczoraj wieczorem, by zająć jak najlepsze miejsca. Składał się jak zwykle niemal wyłącznie z kobiet. Ja przynajmniej, jadąc z ambasady do Opactwa Westminsterskiego, prawie nie widziałem mężczyzn. Odnotowały to także niektóre gazety (na przykład "Manchester Guardian"). Miejsca na wielkich platformach zbudowanych w różnych punktach kosztowały od jednej do dziesięciu gwinei. Miasto, zwłaszcza śródmieście, udekorowane było jaskrawymi flagami, girlandami i portretami młodej pary, a wieczorem rzęsiście oświetlone. Jednym słowem, poszli na całość. Ślub stał się wielkim wydarzeniem państwowym.
[...]. Z tej okazji musiałem osobiście być obecny podczas ceremonii ślubnej w Opactwie Westminsterskim. Tak postanowiono w Moskwie. Po raz pierwszy od skończenia szkoły, czyli od 33 lat, uczestniczyłem w mszy w kościele! Kawał czasu.
Korpus dyplomatyczny siedział po prawej stronie od wejścia, a członkowie rządu po lewej. Naprzeciwko siebie miałem Simona. Podczas mszy MacDonald gorliwie śpiewał psalmy, Baldwin znużony ziewał, a Elliot51 po prostu się zdrzemnął. Churchill52 wyglądał na głęboko poruszonego, w pewnej chwili nawet wytarł oczy chusteczką. Henderson53 z nadzwyczajną energią śpiewał God Save the King. Wszystkie koronowane głowy zebrały się po obu stronach kazalnicy, a resztę miejsc wypełnił tłum arystokratów i przedstawicieli wielkiego biznesu. Chór, ubrany na biało, zajął specjalne miejsca wyżej, gdzie huczały organy, wypełniając wysokie sklepienia katedry dźwiękami Bacha, Haendla i Elgara.
Moje pojawienie się w kościele spowodowało wymianę spojrzeń i szepty wśród dyplomatów i członków rządu [...]. Zdecydowanie rzucał się w oczy mój sąsiad, przedstawiciel Nepalu54: na głowie miał złoty kapelusz usiany dużymi brylantami i rubinami i ozdobiony na górze wielkimi kogucimi piórami. W sumie wyglądało to dość zabawnie, skądinąd jednak nepalski poseł miał na głowie kilkadziesiąt tysięcy funtów.
1 grudnia
Straszne! Towarzysz Kirow55 został zabity w Leningradzie w Instytucie Smolnym. Kto go zabił? Z jakich pobudek? Przez kogo posłany? [...]. Na razie nic nie wiem. Fleet Street huczy od plotek i sprzecznych wersji. Jedni mówią, że zabójca jest inżynierem, który miał jakąś urazę do Kirowa, inni ("Daily Express") sugerują, że maczał w tym palce Alfred Rosenberg56, adiutant Hitlera. Na pewno wiem tylko jedno: w nekrologu podpisanym przez Stalina, Mołotowa, Woroszyłowa57 i innych (usłyszałem to w radio) stwierdzono, że "zabójca został nasłany przez wrogów klasowych"58.
Wiadomość o zamachu otrzymaliśmy koło godziny dziewiątej wieczorem. O wpół do dwunastej Ozierscy59, Alperowicz i Kagan zebrali się u mnie w gabinecie. Chcieliśmy wszyscy być razem, znaleźć w grupie wsparcie i dać wyraz zaniepokojeniu. Rozmawialiśmy, wymienialiśmy myśli, przypuszczenia i hipotezy [...].
To wprost okropne! Tak niespodziewany cios na drodze rozwoju, którą nasz kraj kroczył w minionym roku. Im wcześniej poznam wszystkie szczegóły, tym łatwiej będzie ocenić znaczenie tego tragicznego wydarzenia w Smolnym.
6 grudnia
Dziś na placu Czerwonym wmurowano w ścianę Kremla urnę z prochami towarzysza Kirowa. Zgromadziły się tam: setki tysięcy ludzi, wojsko, członkowie Komitetu Centralnego i rządu [...].
Tu, w Londynie, też uczciliśmy naszego przywódcę. Flaga na ambasadzie została opuszczona do połowy masztu. W budynku ambasady zebrała się cała sowiecka społeczność. Hol udekorowano zielenią i kwiatami. Stanęło popiersie Lenina, na ścianie zawisły portrety Stalina i Kirowa. Wygłosiłem krótkie przemówienie na cześć zmarłego. Lazjan60 (z misji handlowej) podzielił się z nami wspomnieniami o Kirowie. Przy akompaniamencie fortepianu odśpiewaliśmy marsz żałobny i rozeszliśmy się w ciszy i zadumie [...].
Wciąż nie mogę pogodzić się z tą straszną tragedią. Zaledwie półtora miesiąca temu siedziałem w gabinecie Kirowa, pogrążony w dyskusji o sytuacji międzynarodowej, a przede wszystkim o stosunkach angielsko-sowieckich. Kirow doskonale orientował się w sprawach międzynarodowych. Jego opinie bywały zwykle proste w formie, ale głębokie i przenikliwe. Brytyjskich konserwatystów uważał za nadzwyczaj poważnego wroga. Pamiętam, jak odwiedziłem go w drodze do Helsinek jesienią 1931 roku, po tym jak konserwatyści przytłaczającą większością głosów wygrali wybory w Wielkiej Brytanii. Kiedy rozmowa zeszła na wyniki wyborów, Kirow wykrzyknął: - Odnieść takie zwycięstwo i zachować pełną samokontrolę to najwyższe szczyty sztuki rządzenia. Zaledwie wczoraj doszło do buntu we flocie (miał na myśli Invergordon)61. Co zrobiłby Mussolini po takim triumfie? Rozniósłby buntowników w pył; rozstrzelałby setki marynarzy... A co zrobili konserwatyści? Zachowali zimną krew, nie przewróciło im się w głowach od sukcesu. Odnieśli gigantyczne zwycięstwo i powiedzieli buntownikom: "Zapomnijmy o przeszłości!". Tak, ci ludzie potrafią rządzić. Trzeba ich traktować poważnie. - Głos Kirowa wyrażał głęboką odrazę połączoną z wielkim szacunkiem.
[...]. Z politycznego punktu widzenia zabójstwo Kirowa nastąpiło w bardzo dla nas złym czasie. Idzie w poprzek generalnego kursu naszego wewnętrznego i zewnętrznego rozwoju. Niemożliwe, by wynikało z jakichś poważnych procesów zachodzących wewnątrz systemu sowieckiego. Trąci raczej jakimiś szumowinami z przeszłości, wciąż nie do końca zlikwidowanymi. Tylko którymi?
Tak czy inaczej, w Europie poniesiemy pewne konsekwencje. Nie będą to być może wielkie komplikacje, ale będą. Czas pokaże.
13 grudnia
Zgodnie z instrukcją M.M. [Litwinowa] zapoznałem Vansittarta z francusko-sowieckim protokołem z 5 grudnia62. V., któremu najwyraźniej pochlebił ten gest, ponownie potwierdził, że rząd brytyjski, podobnie jak latem, przychylnie odnosi się do Paktu Wschodniego.
[...]. Rozmawialiśmy o aktualnym stanie stosunków między Wielką Brytanią i ZSRS [...]. V. zauważył, że jego zdaniem "rozmowy, które prowadziliśmy latem, stały się punktem zwrotnym w relacjach angielsko-sowieckich" [...]. Teraz możemy myśleć o kolejnych działaniach na rzecz polepszenia naszych stosunków.
17 grudnia
Zaprosiłem na dziś Cole'ów63 i przeprowadziłem z nimi poważną rozmowę na temat Deklaracji 464 [...]. Oboje byli bardzo poruszeni, bledli i czerwienieli na zmianę. Pani Cole wręcz nerwowo trzęsły się ręce.
Dałem moim gościom ostrą reprymendę. Powiedziałem im, że w ciągu ostatnich trzech czy czterech miesięcy władze sowieckie wykazały istnienie wielkiego spisku terrorystycznego skierowanego przeciw przywódcom naszej partii, poczynając od towarzysza Stalina. Tę konspirację organizują i finansują niemieccy "naziści". Jej agentami są rosyjscy białogwardziści i różne małe, istniejące w ZSRS grupki niezadowolonych. Białogwardziści potajemnie przekraczają granicę w Polsce, na Łotwie i w Finlandii - pomagają im w tym władze tych państw - a w ZSRS nawiązują kontakt ze spiskowcami w sowieckim społeczeństwie. W ostatnich miesiącach doszło do całej serii prób zamachów na życie towarzyszy: Stalina, Woroszyłowa, Mołotowa, Postyszewa65, Bałyckiego66 i innych. Na szczęście dzięki czujności NKWD67 dotychczas próby te okazały się nieudane. Spiskowcom powiodło się jednak w przypadku Kirowa. Śmierć Kirowa w namacalny sposób pokazała, jak poważne jest zagrożenie terrorystyczne. W tej sytuacji rząd sowiecki nie miał innego wyjścia, jak zastosować surowe środki wobec konspiratorów - nie tylko tych winnych śmierci Kirowa, ale wszystkich aresztowanych w związku z terroryzmem w ostatnich miesiącach - w różnym czasie i w różnych miejscach.
Nie mogliśmy sądzić terrorystów publicznie ze względu na ryzyko poważnych komplikacji w stosunkach z Niemcami i innymi państwami, które niewątpliwie byłyby uwikłane w tę sprawę [...]. Rozstrzelanie 80 do 100 osób jest rzeczą trudną i nieprzyjemną, ale lepsze to niż ryzykowanie życia milionów robotników i chłopów na wojnie. Ponadto nie wolno zapomnieć słów Mirabeau68, który 140 lat temu powiedział, że rewolucji nie dokonuje się za pomocą olejku lawendowego.
Cole'owie nie protestowali [...]. Szczególnie dręczyło ich pytanie: co to były za egzekucje? Powrót do "czerwonego terroru" z przeszłości czy wyjątkowy, pojedynczy akt o przemijającym znaczeniu? Uspokajałem ich, mówiąc, że "nowy kurs" przyjęty tej wiosny nie ulega zmianie. "Nowy kurs" nadal obowiązuje. Środki podjęte przeciw terrorystom to rzecz wyjątkowa spowodowana przez wyjątkowe okoliczności [...].
20 grudnia
[Wpis poprzedza wycinek z "Manchester Guardian" z 20 grudnia 1934 roku: "Małżeństwo Żyda z nie-Żydówką musi być karane śmiercią" - powiedział Julius Streicher69, gubernator Śląska, przemawiając do 3000 adwokatów i sędziów z północnej Bawarii na konferencji Stowarzyszenia Nazistowskich Prawników w Monachium. Słowa te wywołały owację.
Ciałka krwi Żyda - dodał - są zupełnie inne niż nordyka. Dziewczyna, która nie jest Żydówką i poślubi Żyda, jest od tej chwili na zawsze stracona dla swojego narodu (?)"].
Kompletni idioci! Na dodatek krwiożercze potwory. Nadejdzie dzień wyrównania rachunków i Hitler zapłaci za cierpienia milionów70.
Nie ustaje szum wokół rozstrzeliwań. Ledwie uciszyłem protesty labourzystowskiej "lewicy", na horyzoncie pojawiła się prawica. To robota głównie Citrine'a71. Wstępniak w dzisiejszym "Daily Herald" jest oburzający72.
27 grudnia
Niespodziewanie, w środku Bożego Narodzenia, zaprosił mnie do siebie Vansittart. Czułem się trochę nieswojo, jadąc do FO [Foreign Office]. Na dobrą sprawę jednak nie było powodu do niepokoju [...].
V. poinformował mnie, że dużo myślał o naszych niedawnych rozmowach. Jego zdaniem wizyty ministrów w ZSRS to jeden z najlepszych sposobów polepszenia stosunków między naszymi państwami [...]. Skierowałem rozmowę na pakt czterech zaproponowany przez Neuratha dla zrównoważenia Paktu Wschodniego i jasno oświadczyłem, że jest on dla nas absolutnie nie do przyjęcia w żadnej formie (na przykład jako układ pięciu czy sześciu państw), ponieważ wyłącznie podważy autorytet Ligi Narodów. V. obiecał powiadomić rząd o naszym stanowisku w tej sprawie73.
John Allsebrook Simon (1. wicehrabia Simon), minister spraw zagranicznych (1931--1935), minister spraw wewnętrznych (1935-1937), Kanclerz Skarbu (1937-1940), Lord Kanclerz (1940-1945). [wróć]
Aleksandra Michajłowna Kołłontaj (z domu Domontowicz) pochodziła z zamożnej rodziny. Córka generała carskiego sztabu generalnego, okazała się wybitną pionierką ruchu równouprawnienia kobiet. Wojująca rewolucjonistka, początkowo członek mienszewików; po wybuchu I wojny światowej związała się z Leninem i bolszewikami. W 1917 roku została ludowym komisarzem do spraw społecznych, ale jej polityczną karierę zniszczyły w zarodku związki z Opozycją Robotniczą. Odsunięta na boczny tor, została ambasadorem w Norwegii (1923-1926 i 1927-1930), Meksyku (1926-1927) i Szwecji (1930-1945). Po odwołaniu otrzymała pozbawioną znaczenia politycznego nic nieznaczącą funkcję doradcy w sowieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych (1945-1952). [wróć]
Augustin Alfred Joseph Paul-Boncour, premier Francji (1932-1933), minister spraw zagranicznych (1932-1934, 1936 i 1938), stały przedstawiciel Francji w Lidze Narodów (1932-1936). [wróć]
Robert Gilbert Vansittart (1. baron Vansittart), prywatny sekretarz lorda Curzona (1920--1924) i kolejnych premierów (1928-1930), stały podsekretarz w Ministerstwie Spraw Zagranicznych (1930-1938), główny doradca dyplomatyczny ministra (1938-1941); w dziennikach często figuruje jako V. [wróć]
Robert Anthony Eden (1. hrabia Avon), konserwatywny poseł do Parlamentu z okręgu Warwick i Leamington (1923-1927), podsekretarz stanu w Foreign Office (1931-1934), Lord Tajnej Pieczęci (1934-1935), minister spraw zagranicznych (1935-1938; 1940-1945 i 1951-1955), minister do spraw dominiów (1939-1940), minister wojny (1940). [wróć]
Arthur Neville Chamberlain, Kanclerz Skarbu (1923-1924 i 1931-1937), minister zdrowia (1923, 1924-1929 oraz od sierpnia do listopada 1931 roku), premier i pierwszy lord skarbu (1937-1940). [wróć]
George Bernard Shaw, słynny irlandzki dramaturg, krytyk i socjalista, członek Komitetu Wykonawczego Stowarzyszenia Fabiańskiego (1885-1911). [wróć]
Hugh Dalton, przewodniczący Komitetu Wykonawczego Partii Pracy (1936-1937), minister wojny ekonomicznej (1940-1942), przewodniczący Zarządu Handlu (1942-1945). [wróć]
Jean Louis Barthou, francuski minister spraw zagranicznych (1934). Wizytę w Londynie złożył w dniach 9-10 lipca. [wróć]
Konstantin von Neurath, ambasador Niemiec w Londynie (1930-1932), minister spraw zagranicznych (1932-1938), protektor Czech i Moraw (1939-1941). [wróć]
Józef Beck, polski minister spraw zagranicznych (1932-1939). [wróć]
Dyskusja o koncesji na eksploatację złóż złota udzielonej brytyjskiej firmie i cofniętej po rewolucji przez bolszewików. [wróć]
Według dokumentów brytyjskich Vansittart był bardziej obcesowy: "Co by było, gdyby przy stoliku do kart w klubie gracze bez przerwy oskarżali się nawzajem, że mają asa w rękawie i pistolet maszynowy pod stołem? [...]. Muszę to powiedzieć panu Majskiemu przy najbliższej okazji". [wróć]
Paul Ludwig von Hindenburg, niemiecki feldmarszałek, prezydent Republiki Weimarskiej (1925-1934). [wróć]
Włodzimierz Iljicz Lenin (Uljanow), założyciel Rosyjskiej Partii Komunistycznej (bolszewików), przywódca rewolucji bolszewickiej z 1917 roku, przewodniczący Rady Komisarzy Ludowych RSFRS/ZSRS (1917-1924). [wróć]
Stanley Baldwin (1. hrabia Baldwin of Bewdley), brytyjski premier (1923-1924, 1924-1929 i 1935-1937). [wróć]
Harold Macmillan (1. hrabia Stockton), konserwatysta, członek parlamentu (1924--1929 i 1931-1964), sekretarz parlamentarny w Ministerstwie Zaopatrzenia (1940-1942), podsekretarz stanu w Ministerstwie do spraw Kolonii (1942-1945). [wróć]
James Louis Garvin, redaktor naczelny "Observera" (1908-1942). [wróć]
Mohandas Karamchand Gandhi, przywódca nacjonalistycznego ruchu sprzeciwiającego się panowaniu Brytyjczyków w Indiach. Pogląd Majskiego odzwierciedla oficjalną, krytyczną opinię sowiecką, która propagowaną przez Gandhiego ideologię biernego oporu utożsamiała z interesami narodowej burżuazji. [wróć]
Nancy Astor, wicehrabina Astor, posłanka do Parlamentu z okręgu Plymouth (1919--1945), pierwsza kobieta zasiadająca w Izbie Gmin. Jako polityk znana z nonkonformizmu, towarzyszyła Bernardowi Shawowi w podróży po Rosji, poznała Stalina, ale skierowała swoje sympatie w stronę Hitlera, gdy utworzyła "Cliveden set", środowisko opowiadające się za ustępstwami wobec nazizmu. [wróć]
Stephen Henry Molyneux Killik. [wróć]
Percy Vincent. [wróć]
James Ramsay MacDonald, premier pierwszego i drugiego rządu labourzystowskiego (1924 i 1929-1931), premier rządu narodowego (1931-1935), Lord Przewodniczący Rady (1935-1937). [wróć]
Ishbel MacDonald, córka byłego premiera Ramsaya MacDonalda i właścicielka pubu. [wróć]
John Edward Kynaston Studd, radny City of London (1923-1942); lord major Londynu (1928-1929). [wróć]
Horace Brooks Marshall (1. baron Marshall of Chipstead), lord major Londynu (1918-1919). [wróć]
Charles Cheers Wakefield (1. wicehrabia Walefield), brytyjski biznesmen, lord major Londynu (1915-1916). [wróć]
Edward, syn króla Jerzego V, książę Walii (1911-1936), król Wielkiej Brytanii Edward VIII od stycznia 1936 roku; po abdykacji w grudniu 1936 roku został księciem Windsoru. [wróć]
William Cosmo Gordon Lang, arcybiskup Canterbury (1928-1942). [wróć]
Frederick Edwin Smith (1. hrabia Birkenhead), minister do spraw Indii (1924-1928). [wróć]
Marszałek polny Ian Christian Smuts, premier, minister spraw zagranicznych, minister obrony Związku Afryki Południowej (1939-1948). [wróć]
David Lloyd George, członek Parlamentu z okręgu Caernarvon z ramienia Partii Liberalnej (1890-1945), premier Wielkiej Brytanii (1916-1922), przewodniczący Partii Liberalnej (1926-1931). [wróć]
Majski mówił Beatrice Webb (ale nie pisał o tym do kraju), że książę Walii istotnie wyraził chęć złożenia wizyty w Związku Sowieckim. [wróć]
Joachim von Ribbentrop, ambasador niemiecki w Wielkiej Brytanii (1936-1938), minister spraw zagranicznych (1938-1945). [wróć]
Raul Regis de Oliveira, ambasador Brazylii w Londynie (1925-1940), dziekan korpusu dyplomatycznego (1933-1940); po nim tę funkcję objął Iwan Majski. [wróć]
Jerzy Edward, książę Kentu, czwarty syn Jerzego V. [wróć]
Marina, księżna Kentu, żona Jerzego, księcia Kentu. [wróć]
Mikołaj, książę Grecji, ojciec księżniczki Mariny, która w 1934 roku poślubiła księcia Kentu. [wróć]
Wielka księżna Rosji Helena Władimirowna Romanowa. [wróć]
Jerzy V, król Wielkiej Brytanii (1910-1936). [wróć]
Wiktoria Maria, żona króla Jerzego V (1910-1936). [wróć]
Późniejszy król Jerzy VI. [wróć]
Henryk William, książę Gloucester, trzeci syn Jerzego V. [wróć]
Chrystian X, król Danii (1912-1947). [wróć]
Haakon VII, król Norwegii (wł. Chrystian Fryderyk) (1905-1957). [wróć]
Paweł, książę regent Jugosławii (1934-1941), usunięty z tronu w wyniku zamachu stanu po tym, jak w marcu 1941 roku podpisał porozumienie o przystąpieniu Jugosławii do Osi (Paktu Trzech). [wróć]
Księżniczka Julianna Oranje-Nassau, królowa Holandii (1948-1980). [wróć]
Kirył Władimirowicz Romanow, wielki książę rosyjski; po śmierci rodziny carskiej jako pierwszy pretendent do tronu przyjął tytuł imperatora Wszechrosji (1924-1938). [wróć]
Wielka księżna Kira Kiryłłowna, druga córka wielkiego księcia Rosji Kiryła Władimirowicza. [wróć]
Tsuneo Matsudaira, ambasador Japonii w Londynie (1929-1936). [wróć]
Walter Elliot, poseł z ramienia konserwatystów (1924-1945), minister rolnictwa (1932-1936), minister do spraw Szkocji (1936-1938), minister zdrowia (1938-1940), dyrektor do spraw PR w Ministerstwie Wojny (1941-1942). [wróć]
Winston Leonard Spencer Churchill, poseł konserwatywny z okręgu Epping (1924--1931 i 1939-1945), kanclerz Skarbu (1924-1929), "chude lata" (1929-1939), pierwszy lord Admiralicji (1939-1940), premier (1940-1945 i 1951-1955). [wróć]
Arthur Henderson, przewodniczący Partii Pracy (1908-1910 i 1914-1917), sekretarz generalny partii (1911-1914), minister spraw zagranicznych (1929-1931), laureat Pokojowej Nagrody Nobla (1934). [wróć]
Generał Bahadur S.J.B. Rana, pierwszy ambasador Nepalu w Londynie (1934--1936). W 1947 roku przewodniczący Komitetu Reform Konstytucyjnych (zajmował tym samym w hierarchii państwa miejsce dwa szczeble poniżej maharadży), premier i faktyczny władca kraju. Po upadku rządów rodu Rana zniknął z życia publicznego. Informacje te zawdzięczam prof. Davidowi Gellnerowi z All Souls College w Oksfordzie. Patrz wpis o ambasadorze pod datą 5 czerwca 1935 roku. [wróć]
Siergiej Mironowicz Kirow, pierwszy sekretarz leningradzkiego komitetu WKP(b) (1926-1934), członek Biura Politycznego partii od roku 1930. [wróć]
Alfred Rosenberg, redaktor organu NSDAP "Völkischer Beobachter", szef wydziału zagranicznego NSDAP (1933-1945), minister do spraw okupowanych terytoriów wschodnich (1941-1944). [wróć]
Kliment Jefremowicz Woroszyłow, ludowy komisarz obrony (1934-1940), marszałek Związku Sowieckiego (od 1935), głównodowodzący siłami sowieckimi w wojnie z Finlandią (1939-1940), zastępca przewodniczącego Rady Komisarzy Ludowych ZSRS (1940-1945), głównodowodzący wojskami na północnym zachodzie i frontem leningradzkim (1941). [wróć]
Często pojawiały się sugestie, które nigdy nie zostały poparte dowodami, że zabójstwo miało związek z politycznym zagrożeniem, jakie w 1934 roku Kirow stanowił dla Stalina. Na XVII Zjeździe WKP(b), tzw. Zjeździe Zwycięstwa, Kirow wygłosił płomienne przemówienie nagrodzone gromką owacją, natomiast wystąpienie Stalina okazało się dość nudne. Nie ma jednak wątpliwości, że Stalin wykorzystał to wydarzenie do rozpętania Wielkiego Terroru - w dniu zabójstwa wydał dyrektywę nakazującą surowe, do kary śmierci włącznie, traktowanie "podejrzanych o terroryzm". Majski w charakterystyczny dla siebie sposób najpierw bierze słowa Stalina za dobrą monetę i je aprobuje, ale później, widząc skutki, raczej zachowuje dyskrecję. [wróć]
Aleksander Władimirowicz Ozierski, szef sowieckiej misji handlowej w Wielkiej Brytanii (1931-1937). Odwołany do Moskwy, aresztowany i stracony. Pośmiertnie zrehabilitowany. [wróć]
I. Lazjan, protegowany Mikojana w londyńskim przedstawicielstwie handlowym. [wróć]
Marynarze z brytyjskiej Floty Atlantyckiej podjęli protest zbiorowy w odpowiedzi na 10-procentowe cięcia płac. Invergordon - port w Szkocji. [wróć]
Po tym jak Niemcy i Polska odmówiły uczestnictwa w Pakcie Wschodnim, Rosjanie wrócili do koncepcji wspólnego protokołu z Francuzami; podpisano go 5 grudnia 1934 roku w Genewie. Francja i ZSRS zobowiązywały się nie podejmować negocjacji z potencjalnymi uczestnikami paktu, które mogłyby prowadzić do wielostronnych lub dwustronnych porozumień podważających Regionalny Pakt Wschodni. Dwa dni później do protokołu przystąpiła Czechosłowacja. Litwinow polecił Majskiemu poinformować Vansittarta, że inspiracją do podpisania protokołu były poczynania Hitlera, który usiłował "zasiać nieufność" między Związkiem Sowieckim i Francją przez rozpuszczanie pogłosek o oddzielnych negocjacjach, "osobno z ZSRS, osobno z Francją". Podobnie jak Majski, Litwinow obawiał się, że Brytyjczycy mogą próbować zbliżenia z Niemcami, co związałoby ręce Francji. [wróć]
G.D.H. Cole, Chichele professor nauk społeczno-politycznych, wykładowca w All Souls w Oksfordzie (1944-1957), przewodniczący Towarzystwa Fabiańskiego (1939-1946 i 1948-1950) i jego prezes (1952-1957). [wróć]
Protest przywódców i Kongresu Związków Zawodowych przeciw stalinowskim tajnym procesom i wyrokom śmierci po zabójstwie Kirowa. [wróć]
Paweł Pietrowicz Postyszew, członek Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Ukrainy (1925-1927). [wróć]
Wsiewołod Apołłonowicz Bałycki, ludowy komisarz spraw wewnętrznych Ukrainy (1924-1930 i 1934-1937). [wróć]
Narodnyj Komissariat Wnutriennych Dieł (NKWD) - Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych. [wróć]
Hrabia Mirabeau, wpływowa postać czasów rewolucji francuskiej, zwolennik monarchii konstytucyjnej. [wróć]
Julius Streicher, założyciel i redaktor naczelny antysemickiego tygodnika "Der Stürmer". [wróć]
Uwaga odnosząca się bezpośrednio do sytuacji samego Majskiego, gdyby znalazł się w Niemczech. [wróć]
Walter McLennan Citrine, sekretarz Rady Generalnej TUC (1926-1946; Trades Union Congress - Kongres Związków Zawodowych), szef "Daily Herald" (1929-1946). W latach 1925-1927 sprzeciwiał się sojuszowi sowieckich i brytyjskich związków zawodowych. [wróć]
Artykuł zatytułowany Terror w Rosji kończył się słowami: "Rosyjskie egzekucje to barbarzyństwo niegodne reżimu, który uważa się za najbardziej postępowy na świecie". [wróć]
W myśl instrukcji przekazanej Majskiemu przez Litwinowa jakiekolwiek ewentualne porozumienie z Niemcami, Francją lub Wielką Brytanią miałoby być uzależnione od przystąpienia do Paktu Wschodniego i wykluczać wskrzeszanie paktu czterech, który 15 lipca 1933 roku został podpisany przez: Wielką Brytanię, Francję, Włochy i Niemcy, ale nigdy nie wszedł w życie z powodu poważnych rozdźwięków między sygnatariuszami. [wróć]
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki