1988
Poniedziałek, 25 stycznia, Warszawa
Chyba ten mój dziennik więdnie samoistnie, coraz dłuższe przerwy w jego prowadzeniu, każda ma niby jakiś konkretny powód, ale... Teraz sięgam do niego po miesiącu, podobnie jak za poprzednim razem, więc znowu nie będą to zapiski na gorąco, tylko przypominanie sobie, streszczenie etc.
Ale zacznę od końca: parę dni temu, bodaj w środę wieczorem, nadeszła depesza z Anina wzywająca na kolejne badanie kontrolne, takie jak pół roku temu, kilkudniowe - stawić się kazali w niedzielę po południu. Mimo pewnej niewygody przyjąłem wezwanie z ulgą - te badania dają mi jakieś poczucie bezpieczeństwa, którego przedtem, zanim zostałem wkręcony do anińskiego komputera, nie miałem. [...]
Koniec tygodnia przeszedł pod znakiem przygotowań do Anina. [...]
W piątek wpadł Mandzioch1, w sobotę Wo2 [...], w niedzielę kolejno Janka Zakrzewska3, Maleszka4 i Misia5. [...]
Janka Zakrzewska przyszła na kawę spóźniona, posiedziała z nami godzinkę-półtorej, rozmawialiśmy o naszej z Janką6 podróży7, spotkaniach z Leszkiem8, Tadeuszem9 i innymi, także o sytuacji w kraju. [...]
Po obiedzie Maleszka. Nie przywiózł mi wbrew obietnicom Henryka10 egzemplarzy autorskich Brodskiego11 ani żadnych innych książek - byłem rozczarowany. Rozmowa między innymi o "Arce", o roli w niej dwóch Ryszardów - Legutki12 i Terleckiego, o poparciu tego pierwszego dla Hańby domowej13 i jego pretensjach do Trznadlowych "klientów". Rozmawiając o tym, wyraziłem opinię, że to straszna łatwizna intelektualno-etyczna - gardzić tymi, którzy ulegli wtedy, nie dostrzegając, że proces w jakimś wariancie się powtarza, a zwłaszcza nie dostrzegając niejednoznaczności własnych wyborów dzisiaj, na przykład wstępowania obu wymienionych ludzi z "Arki" do "Res Publiki".
Potem, jako pendant do rozmowy, przeczytałem esej Leszka w 5. "Szkicach" (referat, który wygłosił był na emigracyjnym Kongresie Kultury Polskiej) - poleciła mi ten tekst zachwycona Janka - nic szczególnie odkrywczego moim zdaniem, wszystko jakby wiem, ale ładna, jasna, przejrzysta, no i poważna próba wyjaśnienia niegdysiejszej opcji intelektualistów, nie tylko polskich, na rzecz komunizmu14. [...]
W międzyczasie [w Aninie] zdążyłem przeczytać wydany przez NOWą (małe literki) Stan po zapaści Jacka Bocheńskiego15. Przez znaczną część książka bardzo mi się podobała (dziennik szpitalny, esejoreportażorefleksja), ale pod koniec autor skręcił, nie całkiem fortunnie moim zdaniem, na trakt powieściowy i ta "intryga" wydała mi się zgoła nieprzekonywająca, a bohater raptem głupszy niż wówczas, kiedy był "tylko" narratorem-obserwatorem.
Wizyta Andrzeja Miłosza16. Przywiózł komedię Borisa Viana, którą przetłumaczył dla teatru w Elblągu17 - chce, żebym dopisał piosenki. Sztukę przeczytałem - spróbuję, chociaż znacznie trudniej napisać śmieszne niż liryczne.
Wtorek, 26 stycznia
[...] Po obiedzie wizyta Adasia18 z Joasią19 szoferem. Przywieźli to i owo do czytania (między innymi My, dzieci z dworca ZOO [Christiane F.]), pogawędziliśmy o sprawach rosyjskich, między innymi opowiedziałem o Olegu Michajłowie, wreszcie Adaś wyciągnął "sprawę" - list intelektualistów polskich do radzieckich w sprawie Katynia. Zgodziłem się podpisać (wraz z Turowiczem20, Wajdą21, Geremkiem22, Mazowieckim, Drawiczem23, Wałęsą24...). [...]
Środa, 27 stycznia
[...] Chyba w najbliższy poniedziałek wejdą w życie podwyżki cen. Wczoraj w telewizji mnóstwo wykrętnego gadania na ten temat. [...]
Spacer. Leży śnieg, rześkie powietrze. Ledwie wyszedłem na Alpejską, nadjechała taksówka i zawróciłem, przeczuwając, że to ksiądz Wiesław25. Przeczucie mnie nie omyliło. Odprowadziłem go na badanie do doktor [Lidii] Chojnowskiej [...], po drodze mówił o poranku autorskim w niedzielę, 7 lutego - zgodziłem się. Ze szpitala spieszył się na pogrzeb Jana Górskiego. Mówił, że był ostatnio u Prymasa26, który był aksamitny. Tamte "dekrety" są, ale jakby schowane pod sukno.
Chodzi o to, czego nie odnotowałem byłem dotąd, bo przypadło na okres luki - że wraz z przeniesieniem Duszpasterstwa Środowisk Twórczych do kościoła pokarmelickiego na Krakowskie Przedmieście straciliśmy pomieszczenia pozakościelne na Przyrynku, a innych nam na stałe nie przydzielono. Prymas miał się wyrazić i podkreślić to w wydanym na piśmie "dekrecie", że duszpasterstwo nie ma być klubem ani stowarzyszeniem twórczym i wystarczy, żeby artyści przychodzili do kościoła się pomodlić. Ksiądz Wiesław był bardzo zdenerwowany, odgrażał się, że powie z ambony o tych szykanach, Jurek Sito27 go uspokajał. W tym też okresie skarżył się na serce i załatwiłem mu - za pośrednictwem Maryniki28 - przyjęcie u doktor Chojnowskiej. Dzisiejsza bytność w Aninie stanowiła dalszy ciąg tej wizyty. Oboje z Janką byliśmy parokrotnie w nowym kościele, za każdym razem staliśmy, bo kościół jest mniejszy od tamtego na Przyrynku i ma własnych parafian, którzy go wypełniają. Nasz opłatek odbył się w dużej sali, do której idzie się z kościoła przez podwórze i piętra, dość skomplikowaną drogą. Mój poranek ma się odbyć tamże - widocznie ksiądz Wiesław chce utrwalić zwyczaj korzystania z niej. [...]
Krąży mi po głowie wiersz o ściągniętym z [Heinricha] Heinego tytule Deutschland. Das Wintermärchen29 (nie wiem, czy się na to zdecyduję). [...]
Czwartek, 28 stycznia
[...] Myślę o tomiku dla "Znaku"30. Jeżeli tym razem dojdzie do skutku, chciałbym zmienić pierwotną kompozycję, nie tylko w związku z rozszerzeniem o nowe wiersze.
[...]
Niedziela, 7 lutego
Te nagłe i rozrastające się przerwy zwiastują chyba, że definitywnie odpadnę od mojego dzienniczka, który przez tyle lat był dla mnie ważny. Ale co to znaczy, że raptem przestał? Przestałem reagować na gęstość własnego życia, jego wydarzenia przestały mnie poruszać i fascynować? Czy przegoniło mnie, nie nadążam, po prostu nie daję rady?
Jednak podejmę jeszcze raz jakąś próbę (może próby).
Kolejna rekapitulacja: w piątek, 29 stycznia, wróciłem ze szpitala [...]. W domu od razu wpadłem w wir przeróżnych zajęć. Napisałem felieton Bukwy krążą po Europie i w poniedziałek zaniosłem do "Więzi"31. [...]
1 lutego ogłoszono w gazecie tabelę podwyżek cen (wcześniej, w sobotę wieczór, w telewizji - byliśmy akurat u [Anny i Mariana32] Grześczaków, oglądaliśmy to z nimi i Waczkowem33). Ogromna i dotyczy wszystkiego - żywności, komunikacji, opłat związanych z mieszkaniem itd. Jednakże podwyżki uposażeń też niemałe, trudno stwierdzić, jak to się bilansuje, ale spirala inflacji rośnie. Podobno tu i ówdzie protesty, nawet rodzaj zamieszek, ale nic poważnego. Poza podwyżkami władza usiłuje udobruchać ludność staranniejszymi dostawami do sklepów - przez ten tydzień udało mi się na przykład kupić pomarańcze po 800 złotych kilogram, twarde sery niemieckie po 900 złotych, gęsie piersi mrożone też w podobnej cenie, czerwone wino bułgarskie po 650 złotych (to zresztą najtańsze z tych, co są) - wszystko to drogie, ale jest.
Ciągle w ten sam poniedziałek, 1 lutego, krążąc po mieście, spotkałem Hanię Geremkową i usłyszałem, że Bronek wrócił zdenerwowany z Gdańska34. Przez dwa dni obradowano, jak zareagować na podwyżki, i nic nie wymyślono poza żądaniem podniesienia pensji pracujących nie o 6 tysięcy, jak ogłosiły władze, lecz o 12 tysięcy. Pewnie coś takiego Wałęsa z kolegami ogłosił, ale przez wszystkie następne dni (nie słuchałem regularnie zagranicznego radia ani nie otrzymywałem gazetek, widywałem się jednak z wieloma ludźmi!) nie odebrałem znikąd tej wiadomości, z czego wnoszę, że prawdopodobnie do większości społeczeństwa nie dotarła... Skądinąd podobno w poszczególnych zakładach pracy już przystano na te 12 tysięcy (Ursus?).
Kolejne moje prace: trzy piosenki do komedii Viana w przekładzie Andrzeja Miłosza. Jeszcze poprawki do W poszukiwaniu utraconego ciepła, przepisywanie, układ całego tomu, list do [Jerzego] Illga (ale ze "Znaku" żadnych wiadomości, więc nie mam pojęcia, czy to aktualne). Liścik do Małej Basi35 z poprawkami do poematu. Różne inne listy. Wreszcie - wczoraj - redagowanie przekładów [Jerzego] Litwiniuka do białoruskiej antologijki ([Aleksiej] Pysin i [Ryhor] Baradulin). [...]
Wydarzenia dzisiejszego dnia: rano zdenerwowanie, trema, pigułka. Z Janką w kościele, potem mój poranek autorski w sali przykościelnej, tej, w której w styczniu odbywał się opłatek literatów. Dużo ludzi, znajomych i nieznajomych. Między innymi Artur36, Andrzejek Braun37, Andrzej Szmidt38, Szczepkowski39, jeszcze jacyś aktorzy i plastycy, Kicia [Halina Oberländer], [Barbara] Zbrożyna, Malina [Gamdzyk-Kluźniak], Halina40.
Ksiądz Wiesław króciutko otworzył. Czytałem z tomu przygotowanego dla "Znaku": z części Sen i jawa i w całości poemat W poszukiwaniu utraconego ciepła. Przyjęcie bardzo serdeczne ze strony publiczności. Trochę wypowiedzi i pytań, na które odpowiadałem jak umiałem (między innymi o falę młodej emigracji, o Brodskiego, o sytuację wydawniczą). [...]
Późniejszym wieczorem (już leżałem i czytałem kryminał) telefon od Jerzego Illga: nadeszło zatwierdzenie planu wydawniczego "Znaku", w tej liczbie i mojego tomu, zresztą wszystkiego poza Wałęsą41... Radość, podniecenie. Wstałem i na nowo napisałem list do niego, "przewodni" do przygotowanych materiałów (poemat, dodatkowe wiersze, spis rzeczy). Dzień skończył się dobrze...
Poniedziałek, 8 lutego
[...] Goście na kolacji: Lipscher42, Misia i [Maria i Rafał43] Marszałkowie. Miła pogawędka o różnych sprawach, między innymi o różnicach w mentalności narodowej - jak postępują i dają sobie radę w pewnych sytuacjach Polacy i Niemcy. Punkt wyjścia: spółka założona przez Maję i jej perspektywy funkcjonowania w szczelinach systemu. (W moim pojęciu nikłe, ale jakaś ilość takich tworów jakiś czas pewnie będzie u nas egzystować). Lipscher zastanawia się, czy Polacy w ten sposób sprytnie przywrócą kapitalizm w socjalizmie, i zdumiewa go możliwość takich manewrów. [...]
Z kolei pokrewny temat studnia: Żydzi i Polacy, czy jest antysemityzm itd. Lipscher zetknął się z tym w najwyższej polskiej hierarchii kościelnej (bez deklarowania, że są antysemitami, ale o wpływach żydowskich, masońskich itd.). Maja, że do 1968 roku nie odróżniała Żydów, nie zdawała sobie sprawy, że Sandauer44 to Żyd (będąc jego studentką) itd. Pogrom kielecki - zgroza, kiedy się dowiedziała. Ale skądinąd w Polsce wojna domowa i tu buch stereotypem: "A Żydzi wtedy (1944-45) witali entuzjastycznie Ruskich, ludność polska miała im to za złe". Ja i Misia: "Jacy Żydzi? Przecież ich już nie było!". Maja: "A rzeczywiście...".
Od jakiegoś czasu słyszę, że aktualna ekipa szykuje "odwołanie Marca" etc. Chodzi zapewne o żydowski szmal. Krzyś Śliwiński45 opowiadał niedawno o rozmowie z Ludwikiem Krasuckim: osoby skrzywdzone 20 lat temu mają rzekomo być przeproszone i zaproszone do powrotu. ("A Kołakowski?" - zapytano. "Jakże bez Kołakowskiego, on na pierwszym miejscu..."). Teraz w Jerozolimie toczy się konferencja historyczna polsko-żydowska46, na którą wypuszczono od nas ogromną, kilkudziesięcioosobową delegację, między innymi Holzera47, Jedlickiego48, Zimanda49, [Krystynę] Kerstenową, [Józefa] Gierowskiego. Ponoć w RWE daje z tego stałe sprawozdanie Irka Lasota. Na tej podstawie Misia przyniosła dwie wiadomości: że demonstrowano tam Świadków50 Marcela i wywarło to ogromne wrażenie (pozytywne dla Polaków - że zdobyli się na nakręcenie takiego filmu) - a na sali był ktoś, kto przeżył Kielce! - oraz że Gierowski odczytał depeszę od Jaruzelskiego51, potępiającego nie tylko Marzec (z zapowiedzią zadośćuczynienia), ale i zerwanie stosunków w 1967 roku (określającego to jako błąd). W ten ostatni szczegół nie wierzę, ale sam fakt bicia się w piersi za Marzec i próby zamazania są chyba niewątpliwe. Cóż, chodzi o szmal. Moje dwie refleksje: 1) strasznie niezręczne robienie takiego miłosnego gestu w stosunku do Izraela akurat w momencie, kiedy to państwo się kompromituje terrorem policyjno-wojskowym w stosunku do demonstrujących Arabów; 2) demonstracja miłości tej władzy w stosunku do Żydów może tylko wzmóc "naturalny" antysemityzm.
[...]
Czwartek, 11 lutego
[...] W "Czytelniku" odebrałem gratisy - 19 egzemplarzy Historii. U pani na stoisku zamówiłem jeszcze 20 egzemplarzy (za forsę). Już w tramwaju zacząłem czytać, w domu skończyłem. Przyjemność z wydania tej książeczki zepsuła mi obfitość błędów (mam wrażenie, że ich przybyło po korekcie) i redaktorskich "poprawek", których uprzednio nie zauważyłem (rozbicie długich zdań na krótkie, unormalnienie interpunkcji etc.).
[...]
Wtorek, 16 lutego
[...] W telewizji po odcinku Jak zdobywano Dziki Zachód52 - konferencja [Jerzego] Urbana. Same jego długie oświadczenia: o zadłużeniu (czyżby PRL miała odmówić spłat?), o kryminaliście Mieciu Górskim, wreszcie dementi na temat oświadczenia czy depeszy Jaruzelskiego w kwestii Marca. Myślę, że naprawdę było, a po kilku dniach, wskutek rozgrywek wewnętrznych, wycofują się rakiem. I znowu smród.
Co jeszcze dziś usłyszałem ze zdumieniem: że ludzie wykupują w księgarniach książkę Gorbaczowa53, ustawiają się po nią kolejki, będzie dodruk. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Tak im trzeba otuchy, nadziei, że tam jej szukają?
[...]
Sobota, 20 lutego
[...] W "Kulturze Niezależnej" numer 37 niedobry, prymitywny, napastliwy esej54 Walca55 o Tadeuszu Borowskim56.
Rano telefon od Adasia, że przeczytał mój tekst o [Konstantym] Bogatyriowie w "Kontakcie" i jest zachwycony57. "Tak powinieneś pisać. Powinieneś napisać taką książkę". Potwierdza też wiadomość, że moje opowiadanie w "Tygodniku Powszechnym" najpierw zostało zatrzymane, a następnie puszczone przez cenzurę - ma się za tydzień ukazać58.
[...]
Wtorek, 23 lutego
[...] Ksiądz Wiesław na herbacie. Janka upiekła ciasto. Ksiądz wypytywał o naszą podróż i o nowiny polityczne, opowiadał o sytuacji w duszpasterstwie (lepiej, mimo że Prymas nie rozumie problematyki kulturalnej - ale poparcie ze strony Papieża i plany dalszego rozwoju). Pytał o nasze zdanie na temat ewentualnego sformalizowania więzi środowiskowych (konfesyjne stowarzyszenia twórców etc.) - sam jest przeciwko, my też. [...]
Sobota, 27 lutego
[...] Skończyłem zaczęte wczoraj przekłady trzech wierszy Gorbaniewskiej59. Dopiąłem wybór: wyszło pół na pół (25:25) wierszy przełożonych i do przełożenia. Te drugie ewentualnie można zredukować. [...]
Próba słuchania radia. RWE, mimo że już niezagłuszana, trudno słyszalna, z obu stron najeżdżają głosy w innych językach. Mimo to usłyszeliśmy, że w Armenii i Azerbejdżanie nadal się kotłuje60. [...]
Poniedziałek, 29 lutego
[...] Nadszedł wreszcie "Tygodnik Powszechny", przeczytałem moje opowiadanie i - o dziwo - wydało mi się dobre!
Na mieście: poczta, ZLP (kartka żywnościowa), ZAiKS (forsa w kasie, zaklepanie dwóch tygodni w Konstancinie na drugą połowę kwietnia [...]), "Więź" (oddałem felieton, widziałem Tadeusza, który boi się, że Gorbaczow może się zawalić na tych ekscesach narodowościowych, Kazika Wóycickiego61, Czarka62, Andrzeja Szmidta, Marka Zielińskiego i paru innych [...]), księgarnia (pani Zosia sprzedała mi spod lady Bohiń Konwy63, w domu zacząłem czytać). [...]
W radiu wiadomości o rozruchach w jakimś azerbejdżańskim mieście. Zdaje się, że tym razem Azerbejdżanie atakują Ormian. [...]
Wtorek, 1 marca
[...] Skończyłem czytać Bohiń Konwy, bez mocnych emocji pozytywnych lub negatywnych; powieść jak powieść, napisana "do podobania się", ale... Rozumiem rozczarowanie zarówno Piotra Szewca64, jak i pani Zosi z księgarni. [...]
Środa, 2 marca
[...] W "Trybunie Ludu" wielki artykuł Marzec 1968, podpisany fikcyjnymi, jak sądzę, nazwiskami Janusz Janicki i Mieczysław Jaworski. To jest ta od dawna obiecywana partyjna "rewizja" wydarzeń sprzed 20 lat, za którą jak widać, postanowiono nie brać instytucjonalnej odpowiedzialności. Góra urodziła mysz - z jednej strony, z drugiej strony - obłuda i zakłamanie trwa. "W trudnym okresie ostrej walki zdecydowana większość działaczy partii zdała egzamin z politycznej dojrzałości". Popełniono oczywiście błędy, nie doceniono roli inteligencji, wyolbrzymiono rewizjonizm i syjonizm, dano odpór antysemityzmowi, ale niedostateczny etc. "Dziś partia stara się utrzymywać ścisły kontakt ze środowiskami intelektualnymi, traktować je w sposób podmiotowy, partnerski, wysłuchiwać opinii i postulatów, odpowiednio spożytkować potencjał twórczy inteligencji w procesach socjalistycznego budownictwa". Amen. [...]
Zacząłem pisać esej o Ajgim65 dla "Tygodnika Powszechnego".
Natalia66 przyniosła radyjko i o 14.55 w rubryce "Pięć minut o książce" wysłuchaliśmy z Janką małej recenzji Iwony Smolki z Historii. Bardzo życzliwa i niegłupia. To było w I Programie PR. A z III Programu zadzwoniła pani Skrzynecka, że też chcą dawać materiał o Historiach i czy odpowiem jej na kilka pytań. Zgodziłem się, przyjdzie z magnetofonem w poniedziałek rano. Przyniesie też do akceptacji swoją adaptację radiową Pchły [Jewgienija] Zamiatina w moim przekładzie - chciałaby to puścić na Wielkanoc. [...]
Czwartek, 3 marca
[...] Z Janką i Natalią (jej maluchem) do "Hybryd" na debatę o pierestrojce w literaturze. Organizator, student polonistyki Jarosław Kozanecki, bawił nas opowieścią o działalności klubu. Zapraszają opozycjonistów - Kisiela67, Wierzbickiego68 - i przebieg spotkań jest aż do znudzenia "antypaństwowy". Ale mają listę (nie na piśmie) osób, których nie wolno im zapraszać: Wałęsa, Bujak69, Kuroń70, Bratkowski71... Na naszą imprezę zeszło się niezbyt wiele osób. Zagajaliśmy: Drawicz, Irka Lewandowska72, ja, i odpowiadaliśmy na pytania (specjalnie głupich nie było). Andrzej z wielką swadą, gładko i rutynowo, Irka plątała się [...]. Ja chyba ciekawiej od nich relatywizowałem procesy przebiegające w ZSRR. [...]
Na urodzinach Kuronia: tłum, zagraniczna telewizja (z nieuchronnym Adamem Grabowskim), tradycyjna fasola po bretońsku, piłem czerwone wino, z mnóstwem osób witałem się, wielu nie umiałem zidentyfikować. [Olga i Edward] Michalewscy, [Wacława i Zbigniew] Bujakowie, Jan Józef Lipski73, Basia Malak (w styczniu wróciła z rocznego stypendium w Belgii), [Joanna i Janusz74] Onyszkiewiczowie, profesor Wagner z Berlina, Lit75, Sawiccy76 [...], Docent77 [...], Michał Luty (wrócił z pięciomiesięcznych saksów, wybiera się znowu), Alik Janiszewski78 (wrócił z czteromiesięcznych saksów w USA, mówi, że nie do wytrzymania w Chicago, rodacy nieciekawi, jedyna pociecha to lektury "Kultur" etc., które otrzymywał od Andrzeja Czumy), Mirek Odorowski, doktor Kuratowska z mężem79, Krzysztof [Śliwiński] [...], Marysia Zozula, Ewa Kulik80, Konrad81, Kret [Sławomir Kretkowski], Joasia [Szczęsna] (odniosła mi pożyczone książki), Macierewicz82... Nie było niestety osób, z którymi miałem nadzieję coś wyjaśnić: Ewy Milewicz83 i Grzesia Boguty84. Raptem poczułem się trochę niewyraźnie i wróciliśmy wcześnie do domu.
Piątek, 4 marca
[...] Gazeta ["Życie Warszawy"] spóźniona, z dodatkiem historycznym85, w którym pełno artykułów marcowych, nie bez słusznych fragmentów, ale w sumie w duchu tego z "Trybuny Ludu". Akcja trwa i pewnie jeszcze potrwa. W "Polityce" wywiad [Mariana] Turskiego z profesorem [Zenobiuszem] Kozikiem, idący trochę dalej w pewnych kwestiach personalnych (padają między innymi nazwiska [Mieczysława] Moczara i [Józefa] Kępy), ale w sumie ta sama obłuda i jałowość86. [...]
Na obiedzie Duża Basia87 (przyszła wcześniej) i Docent. [...] Główny temat: perypetie w "Interpressie" z jej wstępem do albumu Warszawskie getto, którego była inicjatorką, redaktorką etc. Wybrała zdjęcia, przeforsowała umieszczenie Markowego Getto walczy, uzyskała reprodukcje obrazów [Izaaka] Celnikiera, no i napisała ten wstęp. Już po cenzurze, która niczego nie zakwestionowała, bezpośredni szef redakcji, niejaki [Jan] Topolewski, usunął jej wstęp, wstawił inny, usunął też zdjęcia, na których występowali granatowi policjanci. Jej protesty, interwencje, między innymi u kierownictwa ZBoWiD-u itd., wreszcie interwencja Marka u dyrektora [Jana] Grzelaka spowodowały tylko tyle, że "Interpress" zrezygnował z własnego wstępu - nie będzie żadnego - a Basia wycofała nazwisko jako redaktor książki. Ale jej wstępu nie przywrócono.
Do Marka zwróciła się o wywiad telewizja - oczywiście odmówił - a następnie "Argumenty", którym powiedział: "Ja nie biorę udziału w tej kampanii propagandowej". "Jakiej kampanii?" - "Właśnie tej". [...]
Wieczorem z Janką u Wołyńskich88 (Natalia miała też być, ale rozbolała ją głowa). Duży spęd - znajomi i nieznajomi. Hanka Kirchner (chwali przełożony przez Natalię fragment [Mariny] Vlady o [Włodzimierzu] Wysockim, wstrząśnięta jego treścią), Celina89 (przyniosła mi lekarstwo), Marysia Rutkiewicz90, Ludka Skulska (mówi - po lekturze opowiadania z "Tygodnika Powszechnego" - że zrobiłem postępy od czasu, kiedy mnie uczyła zawodu), Sławek Krajewski91 z żoną i Adamem, Malina z Felkiem Kluźniakowie (Malina dopytywała się, kto jest malarką z opowiadania), Sobolewscy92 ([Tadeusz] napisał większy esej o Człowieku z marmuru, korzystając między innymi z mojego felietonu, ale z pamięci, więc pytał o jego adres bibliograficzny), Krysia Radgowska, Kaliccy93 (Rysio też chwalił opowiadanie, ale on z kolei chciał zidentyfikować inne osoby - moich kolegów z celi). Ponadto grono osób związanych z Towarzystwem Opieki nad Zabytkami (czy - Cmentarzami Żydowskimi)94, w tym Jan Jagielski, który opowiedział obszernie o pobycie w Izraelu na konferencji polsko-żydowskiej; Alina Cała, której wrażenia były odmienne od jego wrażeń, co wyjaśniono kontaktowaniem się z innymi środowiskami, jej - lewicowym, jego - raczej nie; i jeszcze dwie panie, które włączały się od czasu do czasu - Lena Bergman i młoda, niebrzydka Grażyna Pawlak, podobno aktywna w Kongregacji Wyznania Mojżeszowego.
Z tego, co opowiadano, zapamiętałem między innymi zaobserwowany "konflikt etniczny" między Żydami aszkenazyjskimi, to znaczy Europejczykami, na czele z tymi z Polski, a sefardyjskimi, to znaczy Marokańczykami, Jemeńczykami etc. (Jedni o drugich w Izraelu mówią zresztą: Polak, Rosjanin, Marokańczyk etc.). To ci ostatni są też w najostrzejszym konflikcie z Arabami, do których są podobni. "Wojna", która się toczy, jest wojną młodych żołnierzy izraelskich, w większości sefardyjczyków, z równie młodymi albo jeszcze młodszymi Palestyńczykami. Najbardziej okrutne są oddziały specjalne, rodzaj izraelskiego ZOMO, w znacznej części rekrutowane z Beduinów, Druzów i tychże sefardyjczyków. Wiadomości o niektórych okrucieństwach (na przykład zakopaniu jakichś Arabów żywcem - nie do końca co prawda, ostatecznie uszli z życiem) ponoć bardzo szokują opinię publiczną. Ruch Pokój Teraz rozwija się i rośnie włącznie z tendencją do oddania ziem okupowanych (prócz Jerozolimy) Jordanii - ta z kolei nie kwapi się z ich wzięciem. Stosunek do Polski w społeczeństwie jest sympatyczny, to znaczy sądzi się na ogół, że Polacy to antysemici, ale ceni się tych, których można uważać za nieantysemitów, ma się pociąg do kultury polskiej, zachowań itd. Alina Cała stwierdziła, że o wiele lepiej czuła się tam niż w Ameryce, gdzie funkcjonuje stereotyp, że Polak to gamoń; tam bynajmniej. Na 45. rocznicę powstania w getcie przyjadą tłumy...
Inne [...] rozmowy dotyczyły żałosnego pseudoodwołania Marca w naszej prasie itd. Ci dwaj publicyści, których nazwiskami podpisano tekst w "Trybunie Ludu", jednak naprawdę istnieją, jeden (Jaworski) jest autorem wojskowym, drugi - miejscowym redakcyjnym. Nie oznacza to oczywiście, że oni napisali ten tekst. BBC dodzwoniła się do Przetakiewicza z KC i zapytała, czy ten tekst odzwierciedla stanowisko partii - potwierdził; ale na następne pytanie, czy istnieje jakiś oficjalny dokument, uchwała czy coś takiego, odmówił odpowiedzi. Potem zadzwonili do Adasia, który bluznął. Nadali obie rozmowy razem.
Rozmawiało się też o rzeczywiście istniejącym antysemityzmie, na przykład w trwających stereotypach językowych. 30-letnia matka mówi do dziecka: "Nie kręć się jak Żyd w pustym sklepie". Ani ona, ani ono nigdy Żyda nie widzieli...
Dowcip izraelski: "Co się teraz nosi w Warszawie? Nosi się Żydów na rękach". [...]
Niedziela, 6 marca
Rano na zebraniu oddziału warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół "Powściągliwości i Pracy" w podziemiach kościoła Wszystkich Świętych na placu Grzybowskim. Wypełniłem deklarację członkowską i wziąłem udział w wyborach zarządu oddziału. Przewodniczył Drawicz, obok niego siedział prezes honorowy Siła-Nowicki95. Docent Kuratowska (prezes ogólnopolski) wygłosiła spicz, w którym mocno akcentowała, że wywodzimy się z "Solidarności" etc. Potem ku swojemu zdziwieniu znalazłem też w drukowanej uchwale programowej Towarzystwa z 7 listopada 1987 takie zdania: "Chcielibyśmy, aby w naszym Towarzystwie spotkali się zarówno ludzie wierzący, jak też niewierzący, reprezentujący postawy wyniesione z doświadczenia niezależnego społeczeństwa i ruchu "Solidarności". (...) Chcemy w Towarzystwie skupić ludzi przyzwoitych - w sensie, który temu słowu nadały między innymi wydarzenia ostatnich lat - i gotowych zaangażować się w aktywną działalność na rzecz unormalnienia polskiej sytuacji".
W przemówieniu docent Kuratowskiej i dyskusji wymieniono różne kierunki działania, od walki z zaśmiecaniem lasów do opracowania alternatywnego projektu Konstytucji PRL. Między innymi była mowa o tworzeniu niezależnych placówek służby zdrowia, szkół, przedszkoli, wydawnictw, o opiece nad więźniami, o działalności odczytowej i rozrywkowej w środowisku robotniczym... Aż się w głowie kręciło. Na prezesa oddziału warszawskiego wysunięto Henia Wujca96, który się początkowo sprzeciwiał, ale w końcu uległ i został wybrany. Przeciwko temu wyborowi (jak i własnemu do zarządu) oponował również Marcin Przybyłowicz, powołując się na sprzeczność z zaangażowaniem w "Solidarność" - będzie się nawalało albo tu, albo tam. Do zarządu było więcej kandydatur, ja głosowałem raczej na młodych ludzi - lekarza, nauczyciela, dziewczynę technika z duszpasterstwa Ochota - ale nastawienie większości było, widać, inne, bo wybrano w końcu Drawicza, Janasa97, profesora Mariana Marka Drozdowskiego (który zgłosił chęć opracowania w ramach Towarzystwa podręcznika historii dla zawodówek), a z osób, na które i ja głosowałem, dziennikarza [Stanisława] Remuszkę. (O tym wyniku dowiedziałem się później, telefonując do Krzysia Śliwińskiego, który zresztą też kandydował i nie został wybrany). Siedziałem cały czas z Alikiem Janiszewskim i Zosią Romaszewską98, która opowiadała o niepokojącej fali radykalizmu w aktywie "Solidarności", wynikłej zresztą jej zdaniem z długoletniego nieuczciwego postępowania przywódców (?).
[...]
Wtorek, 8 marca
[...] U [Danuty i Stefana99] Staszewskich gospodarze (on wychudły po przejściach szpitalnych, ona nadal z żółtaczką mechaniczną), ich córka Hania z mężem Waldkiem [Kuczyńskim], Sławek i Tusia Krajewscy, [Jerzy] Baumritter, później jeszcze młody człowiek usunięty z zakonu augustianów, obecnie kościelny u biskupa [Władysława] Miziołka.
Relacja Sławka z dzisiejszych wydarzeń na UW. Dostęp z zewnątrz był zamknięty, przepuszczano jedynie za okazaniem legitymacji pracowniczych i studenckich. Przed główną bramą na Krakowskim [Przedmieściu] zebrał się tłumek "solidarnościowców" spoza UW, ale do połączenia nie doszło, choć w pewnej chwili zdawało się, że brama ulegnie naporowi od wewnątrz. Wszędzie naokoło w bocznych ulicach "siły porządku" w pogotowiu bojowym. Wiec studencki zgromadził około 1,5 tysiąca osób, transparenty "NZS" i inne, również "KPN", okrzyki etc. Wyłożono deklarację NZS-u i dużo osób podpisywało. W południe przybył przeziębiony rektor [Grzegorz] Białkowski z senatem, przyjęci oklaskami i skandowaniem "Senat z nami", odbyła się krótka uroczystość oficjalna ze złożeniem kwiatów przy tablicy upamiętniającej "wydarzenia" (ustanowionej w 1981 roku). Potem sesja naukowa w wypełnionym Auditorium Maximum. Referaty [Czesława] Bobrowskiego, [Jerzego] Pniewskiego, Holzera (czytał [Antoni] Mączak, bo Jerzy w szpitalu), [Jerzego] Szackiego, Sławka Krajewskiego. Z tego, jak Sławek zreferował, zrozumiałem, że on sam nie wykroczył poza stereotypy, a z pozostałych bodajże najdalej posunął się (i został najlepiej przyjęty) Szacki, ale co konkretnie powiedział, nie połapałem się. Coś głupiego mówił sekretarz POP Jusiński czy coś w tym rodzaju. W dyskusji mówiono ostrzej, ktoś ze studentów powiedział, że "z czerwonym nie ma co się układać" etc. Janusz Maciejewski przypomniał, że wtedy był wielki nacisk na ZLP na usunięcie Kisiela, [Pawła] Jasienicy i [Januarego] Grzędzińskiego, a Związek nie zrobił tego i mimo wszystko się ostał; a teraz został rozwiązany...
Wracaliśmy koło 22.00 autobusem, Krakowskie Przedmieście puste i ciemne, między innymi św. Anna, w której wieczorem było nabożeństwo zamówione przez studentów z okazji rocznicy Marca, a potem mieli zamiar przejść pochodem do Śródmieścia.
O 23.00 słuchaliśmy Wolnej Europy, według której była taka próba, ale studentów rozproszono. Do większych manifestacji doszło w Krakowie i Gdańsku. W Erywaniu i Moskwie żałobne manifestacje ormiańskie. Ogłoszono nasz list w sprawie Katynia100. Tekstu oryginalnego nie mieli, tłumaczyli z angielskiego. Ale podali podpisy - mieli 57, choć podobno jest to znowu list 59. Bardzo dobre towarzystwo: Wałęsa, Bujak, Frasyniuk101, Kuroń, Michnik, Geremek, Mazowiecki, Turowicz, ksiądz Tischner102, ksiądz [Wiesław] Lauer, ojciec [Jan Andrzej] Kłoczowski, Szaniawski103, Kuratowska, Edelman, Wajda, Łomnicki104, [Daniel] Olbrychski, Jan Józef Szczepański105, Drawicz, Bocheński, Konwicki, Mandalian, Julia106 z Arturem, Dziewanowski107, no i ja - tyle zapamiętałem.
Środa, 9 marca
[...] Jeszcze z wczoraj: [...] Sławkowie o pokazach filmów austriackich [Alexa] Cortiego. W znacznej części poświęcone kwestii żydowskiej. Po filmie w dyskusji ostre wypowiedzi antysemickie - i to młodych ludzi. Zareagował na to Edward Kłosiński108. Również w Instytucie Historycznym po relacji profesora Drozdowskiego z konferencji w Jerozolimie - taka wypowiedź pani, która przedstawiła się jako nauczycielka historii. Drozdowski wyraził ubolewanie, że takie osoby uczą dzieci historii... Przypomniały mi się listy kolportowane ostatnio - do Waldheima109 solidarnościowy i do [Ronalda] Reagana w sprawie eksterminacji Palestyńczyków. Mam wrażenie, że to nowa organizowana fala antysemicka w Polsce. Ale takie fale zawsze czemuś towarzyszą. Czemu ta teraz?
[...]
Sobota, 12 marca, Warszawa-Kraków
Budzik był nastawiony na 4.30, ale źle spałem i wstałem wcześniej. Wyszliśmy z domu przed 5.30, na dworcu czekaliśmy, kupiłem "Trybunę Ludu" i przeczytałem z dużą uciechą, bo numer bogaty, cała "ofensywa ideologiczna". Tłum ludzi z nartami (pociąg do Zakopanego), 16 czy 17 wagonów, przeważnie pełno, ale w naszym wagonie (13. - do Krakowa) nie tak bardzo. Zacząłem Nawrócenie [Andrzeja] Kuśniewicza, to bestseller, ale mnie wydaje się starczym ple-ple.
[...]
Dzisiaj zima, wyjeżdżaliśmy z białej Warszawy i wysiedliśmy w przysypanym bielą Krakowie. [...] Od dworca pieszo Plantami, Floriańską, Rynkiem na plac Szczepański do Teatru Starego: o 12.00 wernisaż wystawy Krysi Zachwatowicz.
Wystawa ładna: kostiumy, projekty dekoracji, dokumenty, zdjęcia, afisze. Zabawna przemowa bohaterki dnia i takaż odpowiedź dyrektora [Stanisława] Radwana. Tłum znajomych, nieznajomych, półznajomych, świeżo poznanych. Turowicz z żoną, Krzysztof Kozłowski110 ze śliczną córką, [Tadeusz] Szyma, [Bronisław] Mamoń, fotograf [Stanisław] Markowski. [...] Jurek Jarocki, [Jerzy] Stuhr, [Jerzy] Trela, Jurek Sito, który zapoznał mnie z przybyłym z Tel Awiwu reżyserem czy dyrektorem Habimy. Wajdowie mają tam też wystawić Dybuka, a Sito pisze dla tegoż teatru sztukę o [Adamie] Czerniakowie i getcie - ruch w interesie. Lala Kottówna z Wandą Wertenstein. Ania Szaniawska z dwiema młodymi paniami, którym zostałem przedstawiony: [Ewą] Bukojemską (skąd ja ją znam?) i przystojną, fertyczną, mocną w buzi Teresą Walas (cenię jej teksty krytycznoliterackie, cytowałem kiedyś bodaj o [Eustachym] Rylskim albo [Józefie] Łozińskim). Edward Kłosiński (Krysia [Janda] gra, nie mogła przyjechać). Marysia Prussak. Pokręciliśmy się po wystawie z godzinkę. [...]
Kawiarnia Literacka na rogu Sławkowskiej i Pijarskiej, umówione spotkanie z dwiema panienkami i chłopcem z Nowohuckiej Wspólnoty Młodzieży. Robią niezwykle miłe wrażenie - otwarte, jasne twarze, prostota, zapał. Spiritus movens111 jest chyba ta, co do mnie dzwoniła - Mirka Rudnik, studentka polonistyki, rodem z Trzebini, z rodziny robotniczej (jak i pozostała dwójka). Jola Duniec pracuje w księgowości, Tomek studiuje technologię żywienia. Są czynni w kościele Arka, robią przedstawienia (częściowo sami piszą teksty), spotkania z "wybitnymi ludźmi". Księża nie bardzo chętni, wszystko z oporami, także trudności materialne. Ale robią swoje. Ostatnia (piąta) premiera grupy teatralnej to program poetycki W kolejce po nadzieję, na który złożyły się wiersze Brylla112, Miłosza113, [Karola] Wojtyły i moje, piosenki [Przemysława] Gintrowskiego, [Leszka] Wójtowicza i [Pawła] Orkisza, oraz muzyka elektroniczna z płyt. Bardzo chcieli, żebym to obejrzał, ale nie mogę w najbliższym czasie przyjechać. Zgodziłem się jednak przyjechać w połowie maja na spotkanie autorskie.
Cała trójka odprowadziła nas do teatru, zresztą z nadzieją, że się także dostanie - i rzeczywiście dostała się. Mirkę od razu wprowadziliśmy - Maciek Karpiński miał wolne miejsce, a tamci też się potem przebili. [...]
Ten sam tłum co w południe, a nawet większy. Ewa Krasińska, Sławek Bielecki114 z Izą Jarosińską (czyżby nowa konfiguracja?), [Stanisław] Rodziński. Jurek Jarocki zapoznał nas z żoną i ułomną córką, studentką rusycystyki, inteligentną, piszącą magisterium o Zinowjewie115 - przyjedzie do mnie do Warszawy na konsultację. (Jurek Jarocki twierdzi, że jestem jej "idolem" - wespół z Drawiczem). Jeszcze zabawna rzecz: w 1956 roku, po Węgrzech, Jurek jeździł jeszcze do Moskwy, wystawiał jako pracę dyplomową Bal manekinów [Brunona Jasieńskiego] i bywał u Anny Abramowny Berziń. Tam odczytywał gościom i tłumaczył Dziennik węgierski, a oni - wszystko weterani Kołymy etc. - oburzali się i pluli na autora, biorąc w obronę Stalina (z wyjątkiem samej Anny Abramowny)...
Przedstawienie jako takie nie spodobało się nam. Dybuk [Szymona] An-skiego, przełożony (czy przerobiony) wierszem Brylla - wierszem Bryllowym, to znaczy nędznie porymowanym, chamskim, pełnym pustych miejsc i małej filozofijki - zabrzmiał tandetnie. Do tego doszło stereotypowe zaprezentowanie "żydostwa": żydłaczenie, przesadna gestykulacja, ekspresja (na przykład Cadyka), nieomalże błazeństwa. Para kochanków - bez wdzięku: on za tłusty, ona za stara. W programie przeczytałem jeszcze dopisany przez Brylla prolog (dobrze, że choć tego nie było na scenie), w którym poeta rozwiązuje kwestię polsko-żydowską etc.
Nie była więc ta premiera w moim odczuciu wydarzeniem teatralnym, ale była wydarzeniem towarzyskim i w tym sensie nie żałowałem swojej obecności. Specyficzna atmosfera krakowska, Stary Teatr, "Tygodnik Powszechny", duchy...
Przy wyjściu spotkaliśmy Krzysia Śliwińskiego, który odprowadził nas na dworzec i dotrzymywał nam towarzystwa do odejścia pociągu. Jego zdanie o Dybuku zbiega się z naszym.
[...]
Poniedziałek, 14 marca, Warszawa
[...] We wczorajszym "Życiu" konferencja prasowa Orzechowskiego116. Na pytanie korespondenta Reutera o Katyń odpowiedział, że jest to "sprawa wymagająca wszechstronnego podejścia, żadne emocjonalne opinie nie posuwają naprzód rozwiązania. Są dwie jej wersje, obecne opowiadanie się za jedną z nich nie zależy od wiedzy historycznej, lecz od nastawienia politycznego i emocji. Sprawa jest przedmiotem badań historyków, chodzi o wyjaśnienie jej do końca". [...]
Mandzioch. Rozmowa o naszym liście, reakcji na to etc. Odniósł Requiem i Poemat bez bohatera [Anny] Achmatowej - nie podoba mu się, nie będzie tłumaczył. O sytuacji narodowościowej w ZSRR - Ormianach i innych. Powtarza czyjś pogląd, że Turcy (Azerbejdżanie) dostali placet KGB na ten pogrom. A co będzie, jak ruszy Ukraina? W czerwcu uroczystości milenium chrztu Rusi - sfałszowane, bo ciężar przesunięty z Kijowa na Moskwę... [...]
Kolejna krótka wizyta poprzedzona telefonem Kuronia: troje młodych ludzi (dwóch chłopców i dziewczyna) zbierających podpisy pod listem do sejmu protestującym przeciw potraktowaniu studentów w 20. rocznicę Marca. Podpisałem. Były już podpisy Stelmachowskiego117, [Henryka] Samsonowicza, [Andrzeja] Wyrobisza, Geremka i Szaniawskiego.
W trakcie wieczoru kolejna bania z telefonami. Wo - dowiedział się od Romka [Zimanda] o moim wywiadzie w radiu dziś wieczorem [...], podniecony. Jeżeli jeszcze Bronek zrobi taki gest (to znaczy wypowie się w oficjalnych środkach przekazu), to i on będzie gotów. Powiedziałem, że Bronek już zrobił: jest wywiad z nim w "Konfrontacjach"118. [...]
O 22.45 w Programie III Polskiego Radia - 15-minutowa audycja o Historiach z cyklu "Książka tygodnia". Najpierw moja wypowiedź, potem rozmowa pani Skrzyneckiej z krytykiem [Tadeuszem] Lewandowskim (?), młodym, dość pretensjonalnym, wydziwiającym, na różne rzeczy kręcącym nosem, ale w konkluzji wyznającym, że jego, który każdą książkę "czyta na nie", jakoś jednak przekonałem. Jerzy Rosołowski odczytał Terminy (o samobójstwie [Stefana] Zweiga). W trakcie audycji zadzwonił Konwa, a tuż po niej wzruszony Wo.
[...]
Czwartek, 17 marca
[...] Czytam nowy "Ogoniok" - między innymi ciekawe i sympatyczne mi rozważania młodej krytyczki, na którą zwróciłem już ostatnio uwagę: Natalii Iwanowej, oraz wstrząsające wspomnienia z szuflady nieżyjącej już Wiery Panowej o aresztowaniu i zagładzie jej męża po zabójstwie [Siergieja] Kirowa. [...]
Piątek, 18 marca
[...] Przy przechodzeniu przez jezdnię na Krakowskim - spotkanie z Jackiem Sempolińskim, wymieniliśmy wrażenia teatralne, on z Dziadów [Jerzego] Grzegorzewskiego, ja z Dybuka, i wspólnie doszliśmy do wniosku, że nie warto chodzić do teatru.
[...]
Poniedziałek, 21 marca
[...] Po telefonie - Krzysztof "z misją". Powołują (wokół Marka) kolejny komitet obywatelski, tym razem wokół uroczystości kwietniowych (getto, pomniki etc.), ma powstać jakaś odezwa. Marek wykreślił Wielowieya119 i Strzela120, wpisał Annę Radziwiłł. Kuroń, Bujak etc. No więc. Nie palę się do tego, zwłaszcza że nie znam tekstu ani listy sygnatariuszy, nie będę na zebraniu ani na samych uroczystościach. Ale nie mogłem odmowy sformułować kategorycznie i sądzę, że tak czy siak mnie umieszczą. Irytuje mnie również to, że stale sięgają do tych samych nazwisk ludzi pewnego pokolenia: Mikołajska, Wajda, Geremek... - dlaczego nie Janda, [Maciej] Wojtyszko, Wocial? [...]
Wieczorem pojechaliśmy z Janką tramwajem ("6") na Pragę do kina "Syrena", gdzie grają film Aleksieja Germana Próba wierności (Prowierka na dorogach). Kupiliśmy bilety (tanie - po 50 złotych), ale bileterka nie chciała ich przeciąć, bo jak nie zbierze się 15 osób, to nie będzie seansu - "elektryczność drożej kosztuje". Janka się zdenerwowała, wdała się z nią w dyskusję, była mowa o kierowniku i książce zażaleń, mitygowałem ją. Zebrało się nas w końcu... czworo, zostaliśmy wpuszczeni i seans się odbył (czyżby przestraszyli się Janki?).
Film wojenny według opowiadania Jurija Germana, z ducha jakby Wasyla Bykowa, dobry. Doskonały aktor Rołan Bykow. Że film był "półkownikiem" - nie dziwota, bo jest przeciw okrucieństwu, "twardości", po stronie ludzkości etc., a poza tym pokazuje rozmiary kolaboracji na okupowanych terenach ZSRR. Bileterka: "Na radzieckie ludzie nie chodzą". [...]
Wtorek, 22 marca
Baba z mięsem i z jajami po 30 złotych - nie wziąłem121.
Napisałem dawniej zaczęty wiersz Deutschland. Ein Wintermärchen.
Wyszedłem - o kwadrans za późno (11.15) - na obchód sklepów mięsnych. Wszędzie była szynka, ale wszędzie już słabe szanse. Na Filareckiej mimo wszystko stanąłem w kolejce, ale dwa miejsca przede mną zabrakło. [...]
Położyłem się z książką, po czym - gdzieś po 17.00 - miałem ochotę na chwilę się zdrzemnąć i nawet już zmrużyłem oczy, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. Janka otworzyła i usłyszałem rozmowę, z której natychmiast zorientowałem się, co się dzieje, i wstałem. Byli to dwaj młodzi, wysocy panowie z MSW, którzy życzyli sobie zabrać mnie na rozmowę "w sprawie petycji, którą podpisałem". Zapytałem, o którą chodzi, bo podpisałem niejedną. Chodziło o list do sejmu w sprawie studentów pobitych 8 marca. Odmówiłem udania się z nimi, powołując się na chorobę. Młodszy i wyższy, który przedstawił się jako Szyszkowski, zadzwonił do szefa i przedstawił mu sytuację, długo słuchał, po czym oznajmił, że skoro tak, to trudno, i kiedy indziej przyjadą albo przyślą wezwanie. Na tym się na razie skończyło. Zadzwoniłem później do Krzysia i powiedziałem mu o tym, a on mnie - że Jacek Kuroń i Bronek byli dzisiaj przesłuchiwani, a on nie wiedział dlaczego, więc chyba w tej sprawie. [...]
Środa, 23 marca
[...] W poczcie list z LSW, że w jakiejś tam antologii zamieszczą trzy moje wiersze, i od Krysi Jandy zaproszenie na premierę Medei w poniedziałek [...]. Oddzwoniłem z potwierdzeniem i podziękowaniem, trafiłem na Edwarda i chwilę porozmawialiśmy. Ich też wczoraj usiłowano zabrać na rozmowę i przyjechały po nich dwie osobne ekipy, nie orientując się, widać, że są małżeństwem. Nie pojechali. (Pani Władzia [Idzikowska] słyszała przez radio, że przesłuchano Marka). [...]
Czwartek, 24 marca
[...] Mandzioch na herbacie. Mówił o wrażeniach z lektury Historii. Podobają mu się, ale bardziej te "historyczne" (Czarownice, Podpis, "Legendre" [Spór o rzeźnika Legendre'a], Brat Diego, Emisariusz) niż "współczesne" ("Sartre" [Lotnisko]) i biblijne. Uważa, że "człowiek w historii" to mój życiowy temat, powinienem go kontynuować i napisać wielką "historię". Rokuje Historiom powodzenie, obranie "książką miesiąca" jak Bohiń Konwy etc. (Wątpię...).
Dziś jest w Domu Księgarza uroczystość "premiery miesiąca", na którą Konwa nie poszedł, odmówił też różnych wywiadów etc. Ciągle zalecają się do niego - nawet w "Czerwonym Sztandarze"122 była wielka recenzja. Bodaj do niego jedynego z sygnatariuszy listu Marcowego nie przybyła przedwczoraj ekipa, żeby zaprosić na rozmowę.
Dalej rozmawialiśmy o kryzysowym dnie w Polsce i "stanie wyjątkowym w gospodarce", który ma zostać ogłoszony, o sytuacji w Armenii. [...] Tragiczny naród. Gdyby istniała nauka wiktymologii zbiorowej, to obok Żydów i Polaków musiałaby się zająć Ormianami...
Rozmawialiśmy o wierszach do naszej antologii, zaprezentowałem [Anatolija] Żygulina, a on wskazał ciekawe rzeczy [Borisa] Słuckiego z pośmiertnych publikacji. [...]
Piątek, 25 marca
[...] Rano zadzwonił Konwa z wielkimi pochwałami Historii - że książeczka mała objętościowo, ale o dużej wadze, że od trzech dni chodzi pod wrażeniem etc. Okazało się, że będą w Konstancinie od 15 kwietnia i możemy znów razem siedzieć. [...]
Sobota, 26 marca
[...] Przełożyłem dwa wiersze Taisy Bondar i na tym koniec z tą autorką. Teraz muszę się zabrać do Maksima Tanka: mam przełożonych bodaj 21 wierszy, zostało do przełożenia jakieś 50. Miesiąc roboty? [...]
Na kolacji goście: Artur z Julą, Jacek Sempoliński, Wiesław Juszczak. [...] Rozmowy o wszystkim, co się dzieje, oczywiście między innymi o Ormianach, ale także o bliższych sprawach w naszych środowiskach. [...] O różnych przedstawieniach teatralnych, między innymi krakowskim Dybuku i Dziadach u Grzegorzewskiego (podobno okropnych). O nagrodzie Julii123 i innych. Artur przyniósł mi do podpisania list do Przewodniczącego Rady Państwa w sprawie PEN Clubu. Ponoć inicjatywa średniaków - Maciejewskiego i innych. Tekst godny, ale w sumie beznadziejny. Podpisałem, co miałem zrobić.
Artur mówił o wywiadzie Nataszy w "Arce" z serdecznościami pod moim adresem, ponoć wziął go od niej Bohdan Cywiński, co mnie zdziwiło. Znalazłem potem ten tekst ("Arka" numer 20), Natasza rozmawiała z jakimś młodym człowiekiem podpisującym się jako Henryk Cywiński124. Przepisuję fragmenty: "W 1978 albo 1977 przyjechał do Paryża Marek Edelman. Popatrzył na mnie i powiedział: "Gorbaniewska, to ty tak wyglądasz, a ja myślałem, że jesteś duża jak szafa!"". - "My zawsze lubiliśmy ludzi, których łajała prasa sowiecka. Kto pamiętał prasę i propagandę po 1956, bardzo cenił [Marka] Hłaskę i Woroszylskiego, ich bowiem lżono najbardziej. Byli najpopularniejszymi ludźmi w ZSRR... Woroszylskiego lżono naturalnie dlatego, że uważano go za renegata i odstępcę: widzicie swołocz, uczył się u nas, tutaj, w Moskwie, był komsomolcem i w ogóle, a teraz stał się zdrajcą..." - "H.C.: To było w którym roku, pamiętasz? - N.G.: W 1956-57. A Hłaskę łajano już w 1958. Ale nigdy nie zapominali o Woroszylskim. Długo nie mogli mu przebaczyć, że uczył się jako aspirant w Instytucie Literackim im. Gorkiego! Wtedy myśleli: to nasz człowiek. A on okazał się takim niewdzięcznikiem, śmiał zmienić poglądy! Był przecież wtedy na Węgrzech, napisał Dziennik węgierski... A ja z Wiktorem spotkałam się 20 lat później, w 1976 roku, w Paryżu. Muszę powiedzieć, że także wyobrażałam go sobie jako "szafę", bohatera i w ogóle. Gdy sowiecka propaganda kogoś łaje, wyobrażamy go sobie Bóg wie jak! I było mi bardzo miło widzieć nie szafę, lecz człowieka... bardzo bliskiego człowieka..." - "Warto wspomnieć o różnicy między Wilnem a Moskwą. Książek dla dzieci tego właśnie Woroszylskiego w Moskwie w księgarni demoludów nie sprzedawano. Cyryl, gdzie jesteś? kupiłam w Wilnie. W Moskwie, gdzie zamawiali książki, mieli zakaz na Woroszylskiego... A w Wilnie takiego zakazu nie było..." - "Mam, jak ten bohater z książki Woroszylskiego Cyryl, gdzie jesteś?, cały świat na głowie"125. [...]
Niedziela, 27 marca
[...] Po obiedzie Elisabeth Weber na kawie. Pozdrowienia od przyjaciół z Niemiec, w szczególności Halpernów i [Raisy i Lwa126] Kopielewów. Kopielewowie pisali do nas do Berlina, ale list wrócił. Lew o sobie: "Tutaj dobrze mi się pracuje, ale umrzeć chciałbym tam". Ja na pytanie Elisabeth Weber, czy się "tam" nie wybieramy: "Jak oni tam wrócą, my pojedziemy z wizytą". [...]
Poniedziałek, 28 marca
[...] W Teatrze Powszechnym na Medei Eurypidesa w reżyserii [Zygmunta] Hübnera, z Krysią Jandą w roli tytułowej. Podobało nam się: czyste, jasne, przekonujące, Krysia piękna i świetna. Po przedstawieniu - z kwiatami za kulisami. Odwieźli nas do domu Szaniawscy i zostali zaproszeni na improwizowaną kolację.
Wtorek, 29 marca
[...] Telefon do księgarni (pani Zosi): Historii ciągle nie ma. Czytam 18. "Arkę". Antypatyczny tekst Marka Leskiego (Legutki?) Stalinizm jako przygoda literacka. Zarzuca "rozmówcom" Trznadla (mnie, [Jerzemu] Andrzejewskiemu, Marianowi Brandysowi127, Braunowi) "moralny nihilizm", "brak kontaktu z rzeczywistością", "mentalność estetyczną, a nie etyczną". Przeświadczenie "stalinowców", że coś w tamtych latach przeżyli, że wynieśli ze swego uczestnictwa pewne doświadczenie, które ma swój walor egzystencjalny, stanowi niewybaczalną "literacką autokreację". Itd. Tamże ciekawy fragment wspomnień Jacka Kuronia128.
Niedługa wizyta Antka Pawlaka129. Uważa, że "Powściągliwość i Praca", w której pracuje, być może kończy się. "Czarni" nie są zadowoleni z pisma, a zwłaszcza z Towarzystwa Przyjaciół "Powściągliwości i Pracy" - nie ci ludzie (Kuratowska, Wujec, Janas), nie te poglądy. Nawet biskup [Tadeusz] Gocłowski zgorszył się deklaracją programową dopuszczającą udział "katolików i niewierzących". Jednocześnie władza ciśnie, cenzura trzymała numer marcowy ponad miarę długo i pociachała go niemiłosiernie itd. (Podobno w ogóle odtrąbiono już rewizję Marca, wraca się do starego schematu). [...]
Jacek Kuroń z odezwą w sprawie rocznicy powstania w getcie. Dałem się w końcu namówić do dołączenia podpisu (Gerem [Geremek] w końcu nie dołączył; ale między innymi Konwa, Fic130, grono AK-owców z [Stanisławem] Broniewskim, [Stanisławem] Jankowskim i [Teresą] Prekerową, grono profesorów, z działaczy - Bujak, Kuroń, Michnik, z księży - Dembowski131 i Salij132). [...]
Środa, 30 marca
[...] Telefony od Krysi Braunowej i Jasia Pugeta - oba w tej samej sprawie: że w papierniczym na placu Zawiszy sprzedają papier na legitymację ZAiKS-u, radzą lecieć i kupować. Ba, kiedy ja nie mam ważnej legitymacji ZAiKS-u... [...]
Czwartek, 31 marca
[...] W trakcie obiadu - Wo. Między innymi opowiadał o zebraniu komitetu założycielskiego "Solidarności" na UW, zwołanym - za zgodą rektora - na zasadzie "spotkania członków komitetu założycielskiego" z adwokatem, mecenasem [Maciejem] Bednarkiewiczem. Zebranie w Auditorium Maximum, przyszło tysiąc osób. Mecenas wyjaśnił, że oni już istnieją jako związek zawodowy... do czasu kiedy oficjalnie odmówi im się zgody na rejestrację. Chętnie uczestniczono w bojowej części ogólnej, kiedy natomiast mówcy zaczęli referować poszczególne powszednie sprawy wydziałów, część zebranych zaczęła wyciekać. Wiele osób chciałoby natychmiast iść wypędzać czerwonego, nie chce im się natomiast uczestniczyć w szarym, codziennym dniu miejsca pracy.
[...]
Niedziela, 3 kwietnia, Wielkanoc
Rano skończyłem czytać Eichmanna w Jerozolimie Hannah Arendt. Czytałem z mocno mieszanymi uczuciami. Najbardziej podoba mi się podtytuł: Rzecz o banalności zła. Najmniej ton besserwisserski, zgryźliwie-pogardliwy, a przy tym łatwość przyjmowania nieudowodnionych założeń i wniosków, czasem absurdalnych, w rodzaju: we Włoszech "nie było prawie żadnej rodziny żydowskiej, w której przynajmniej jeden człowiek nie należał do partii faszystowskiej", w związku z czym "wyłączenia" - spod działania ustaw antyżydowskich - "objęły ogromną większość Żydów włoskich" (strona 227). "Eichmann wspomniał - a nie ma powodów, by mu nie wierzyć - że Żydzi znajdowali się nawet wśród szeregowych członków SS" (! - strona 228). Widoczna jest też egzagerowana niechęć autorki do elit żydowskich, którym przypisuje nieomalże większą winę za zagładę Żydów niż Niemcom.
Jako dodatek do książki zamieszczono list Gershoma Scholema do autorki i jej odpowiedź. Mniejsza o założenia jego krytyki, kiedy zarzuca pani Arendt niedostateczną "miłość do narodu żydowskiego" (na co ona bez trudu odpowiada, że nie darzy miłością żadnego narodu czy zbiorowości i wierzy jedynie w "miłość do osób"). Zgodne natomiast z moim odbiorem są uwagi Scholema, że "książka nie jest wolna od błędów i zniekształceń", że jej nonszalancki ton jest niestosowny, że - jak pisze - "w ujęciu, jakie nadajesz zagadnieniu, jak Żydzi zareagowali na ekstremalną sytuację - a żadne z nas się w niej nie znalazło - odkrywam nierzadko zamiast wyważonej oceny jakiś rodzaj dążenia do demagogicznej przesady". "Wśród członków rad" - chodzi o judenraty w gettach - "było także wielu ludzi nieróżniących się niczym od nas samych, a którzy zostali zmuszeni do podejmowania strasznych decyzji w warunkach, jakich nie potrafilibyśmy w najmniejszym stopniu odtworzyć". Za fałszywą uważa Scholem tezę, którą wyczytuje z książki Arendt, że "zatarta została różnica między oprawcą a ofiarą"... [...]
Pojechaliśmy z Janką do Sawickich na kolację. Docent, Jacek Kuroń, Geremkowie, Kuba Wygnański133, później Krzysztof. Film telewizyjny nakręcony przez Finme - rozmowa z Docentem - Umschlagplatz. Wstrząsający. Docent pokazał mi podpisy pod naszym apelem w sprawie żydowskiej rocznicy: dużo świetnych nazwisk, Geremek też i trochę zaskakujący Kuśniewicz, z "Solidarności" Bujak i [Wiktor] Kulerski, jacyś ludzie ze starego PPS-u etc., jednym słowem - znalazłem się w dobrym towarzystwie. Anna Radziwiłł odmówiła.
Przy kolacji, bardzo dobrej (ryba, indyk), kilka awantur w rozmaitych konfiguracjach, między innymi pomiędzy Jackiem a Bronkiem o Ukraińców (wypominać im czy nie? Bronek stoi na stanowisku, że i Niemcom, i im zawsze wypomina; ja tu jestem raczej po stronie Jacka), między mną i Bronkiem a Jackiem o niechlujstwo prasy podziemnej i w szczególności "Tygodnika Mazowsze", który list katyński podał bez adresatów i sygnatariuszy - Jacek usiłował twierdzić, że nie mogli zdobyć, to ponad siły redakcji, winni sami sygnatariusze-organizatorzy, którzy nie dopilnowali. Krzyś przyszedł z problemem, czy zapraszać ambasady na uroczystości (niektóre ponoć bardzo chcą), wszyscy przy stole byli za, tylko Docent stanął dęba... O dziwo, mimo tych niekończących się awantur w sumie odebrałem wieczór jako całkiem przyjemny. [...]
Wtorek, 5 kwietnia
[...] Wieczorem RWE podało wiadomość o utworzeniu w Warszawie komitetu niezależnych obchodów rocznicy powstania w getcie. Oczywiście to samo co zawsze operowanie stereotypami: "46 intelektualistów", a wśród przykładowych nazwisk - sakramentalny Wajda, ale nie Kuśniewicz, i Kuroń-Michnik-Geremek, ale nie Bujak i Kulerski, i Edelman, ale nie Jankowski i Prekerowa... [...]
Środa, 6 kwietnia
[...] O 10.00 zjawił się Adaś, spędziliśmy razem koło dwóch godzin [...]. Rozmowa o sprawach rosyjskich i naszych. Adaś zaniepokojony niezrozumieniem ze strony emigrantów rosyjskich tego, co zachodzi w kraju. Wyznał, że bał się, że ja też przyjmuję optykę Hellera134. Sprecyzowałem: dystans wobec poczynań zwierzchności, intencji, wiarygodności etc. i niepodzielanie sentymentalnego nastawienia Drawicza - ale świadomość, że przy wprawieniu w ruch różnych sił proces przestaje być zależny jedynie od motywów centrali, od takiej czy innej "intrygi" i wystąpić mogą najrozmaitsze skutki uboczne (exemplum polski Październik '56); dlatego śledzę z zainteresowaniem i bez zgryźliwości i coś tam szczerze "popieram". Adaś zadeklarował podobne stanowisko, choć - jak sądzę - o wyższej temperaturze emocjonalnej, bardziej "zaangażowane". Więcej czyta z tej dziedziny, więcej projektuje (na przykład uważa, że powinniśmy zacząć brać udział w tamtejszych dyskusjach). Jego rozmowy telefoniczne z Nataszą, kłótnia o adresatów naszego apelu katyńskiego. Emigranci skreślają naszych przyjaciół w rodzaju Okudżawy135. [Władimir] Maksimow coś takiego pisał w "Kulturze"136 (moim zdaniem zbiega się to i z rosnącym "radykalizmem" naszej emigracji, i jej pseudomoralnym czepialstwem w stosunku do "splamionych", nie tylko emigracji zresztą, vide publicystyka Trznadla w "Kulturze Niezależnej"). Ale później Natasza znów zadzwoniła do Adasia i wycofała się z pierwotnego stanowiska, zresztą powołując się na rozmowę z Hellerem, który jej zaświadczył, że lista adresatów w porządku. Ucieszyłem Adasia, że w ostatniej książce Misza nie uważa już Gorbaczowa za kolejne wcielenie Stalina...
Na marginesie tego tematu rozmawialiśmy w ogóle o emigrantach polskich i rosyjskich (moje wrażenia z Paryża), o złym dyskontowaniu różnych gestów wskutek niedbalstwa albo rutyny dziennikarskiej (brak adresatów i sygnatariuszy listu katyńskiego w "Tygodniku Mazowsze"; Adaś wściekły, bo sam dał) itd. Kilka godzin później Adaś jeszcze raz zadzwonił, że akurat przeczytał w referacie Feliksa Kuzniecowa w "Sowieckiej Kulturze", że trzeba wydać Myśli nie na czasie Gorkiego137. Jego pytanie retoryczne: czego nie można, skoro można już Myśli nie na czasie, i wzmożony entuzjazm. [...]
Wieczorem z Janką na kolacji u pana Lipschera, bardzo wykwintnej (na entrée ryba w znakomitym sosie, przystrojona krewetkami, na danie - polędwica nadziewana perliczką z wymyślnie przystrojonymi jarzynami). Oprócz nas i gospodarza: nowy ambasador RFN pan [Franz Joachim] Schöller z żoną, [Ewa i Andrzej138] Szczypiorscy, [Rita i Antoni] Marianowiczowie i ksiądz [Andrzej] Przekaziński. Mnie uhonorowano, sadzając koło ambasadora (po drugiej ręce miałem panią Marianowiczową).
Ambasador wszczął ze mną rozmowę o literaturze. Okazuje się, że pan Lipscher pożyczył im Geschichten139 i oboje po parę przeczytali. Zapytał mnie o opinię o współczesnej literaturze niemieckiej, powiedziałem coś o [Günterze] Grassie i Arno Schmidcie, a on - że tego się jednak nie da porównać z literaturą początku wieku, i tu wymienił (w tej kolejności) Stefana Zweiga, Franza Werfla i Thomasa Manna. "Jestem konserwatystą" - dodał.
Inne rozmowy przy stole: o kolekcji [Janiny i Zbigniewa] Porczyńskich, o Polsce w ogóle (pierwsze wrażenia ambasadorostwa), o inflacji (oceniają ją na 80-100 procent rocznie), o Mieciu Rakowskim140 (Szczypior opowiadał o jego liście do politbiura, bardzo krytycznym wobec sytuacji, a także partii i marksizmu, wreszcie Kościoła, a łagodniejszym wobec opozycji; rewelacje Szczypiora traktuję jak zawsze z rezerwą), o powodzeniu książki141 Szczypiora w Niemczech (już 40 czy 60 tysięcy), o Rosji, o książce [Astolphe'a] de Custine'a [Listy z Rosji], którą właśnie czyta Marianowicz (wydał "Aneks"). Dyskutowano nad przytoczonym zdaniem de Custine'a, że Rosjanie "upijają się niewolą".
Przy kawie i koniaku gospodarz wyjaśnił mi, że pan Schöller jest wielką figurą w dyplomacji RFN, był szefem protokołu, ambasadorem w Brazylii i Paryżu, a teraz, trzy i pół roku przed emeryturą, dla urozmaicenia zamienił się miejscami (Paryż-Warszawa) z panem [Franzem] Pfefferem. Powiedział Lipscherowi, że chciałby poznać tutejszy świat kulturalny, i stąd ta kolacja. Lipscher nie był pewny, czy nas trafnie dobrał - uspokoiłem go, że z Marianowiczem i Szczypiorem jestem w jak najlepszych stosunkach (bałem się, że tu spotkam Sandauera!). Był bardzo zadowolony z udanej imprezy, ambasador pewnie też. Żegnając się, zapytałem, czy możemy ich kiedyś zaprosić - oznajmił, że chętnie przyjmie zaproszenie.
[...]
Czwartek, 7 kwietnia
[...] Późniejszym wieczorem nieoczekiwany telefon od Dietera Esche z Berlina: czy dostałem wysłane trzy tygodnie temu zaproszenie na sympozjum Ein Traum von Europa 25-29 maja? Nie dostałem. Spróbują wysłać mi jeszcze raz - przez ambasadę. Chętnie pojechałbym, ale nie mogę przyrzec, że mi się uda.
[...]
Sobota, 9 kwietnia
[...] Długo nie mogłem zasnąć, może przez dwie herbaty wypite wieczorem, może z innych przyczyn. O 1.30 w nocy wziąłem pigułkę, po 3.00 zasnąłem. Przeczytałem od deski do deski dwa numery "Russkoj Mysli" i kawałek "Junosti". W "Russkoj Mysli" między innymi wstrząsająca relacja o końcu życia Warłama Szałamowa - w domu starców, gorszym od łagru. W "Junosti" - wspomnienia Iwana Twardowskiego, młodszego brata Aleksandra, o rozkułaczeniu, wywózce, ucieczkach itd. Też przerażające. Jedynym, który uniknął losu reszty rodziny, był Aleksander, wówczas pracujący w redakcji w Smoleńsku i piszący już wiersze. Kiedy napisali do niego z zesłania - poprosił, żeby tego więcej nie robili; kiedy po ucieczce bracia przyszli do niego, oświadczył, że jedyne, co może dla nich zrobić, to pomóc im wrócić na miejsce zesłania... Dopiero po kilku latach na nowo nawiązał stosunki z rodziną. Zadra w sumieniu musiała tkwić do końca życia...
Niedziela, 10 kwietnia
Późne wstanie. Do kościoła. W autobusie - pani [Maria] Korniłowiczówna, wracała od Stanisława Kostki, gdzie - jak się później zorientowałem - manifestowano w rocznicę Katynia (u św. Brygidy w Gdańsku także). Mszę w naszym kościele celebrował biskup Jerzy Dąbrowski; nie zrobił dobrego wrażenia.
Po obiedzie w szpitalu u Celiny [Budzyńskiej]. [...] Na górze zluzowaliśmy [Ewę i Witolda] Lederów. Celina dziś znowu w lepszej formie. Miesiące [Kazimierza Brandysa], które jej pożyczyłem, krążą po całej lecznicy, czytają i towarzyszki pacjentki, i towarzyszki pielęgniarki. Jednak dużo się w Polsce zmieniło: ludzie nie tylko czytają drugi i trzeci obieg, ale też nie boją się robić tego jawnie.
Dziś nie pracuję. Przeczytałem dwa ostatnie "Tygodniki Mazowsze", skończyłem "Junost'" (doskonała publicystyka [Władimira] Amlinskiego - to ten artykuł, z którego wszyscy cytują fragment o Pawce Morozowie142 - i [Gielija] Riabowa z radzieckiego MSW o przestępczości w milicji i jej podłożu społecznym). Zacząłem marcową "Kulturę" (pożyczoną) od finału "stasikowszczyzny": Saber143 i Kulerski złoili gówniarzowi skórę bardzo przekonywająco, on coś jeszcze odszczekiwał i redakcja zamknęła dyskusję, podkreślając, że "artykuł Stasikowskiego odegrał także pożyteczną rolę"144. [...]
Poniedziałek, 11 kwietnia
[...] W "Czytelniku" pogadałem z Konwą. Zaproszenie na sympozjum Ein Traum von Europa145 dotarło do niego, ale nie ma ochoty jechać. W grudniu był na czymś takim w Amsterdamie, trwało to parę dni, a męczących starań przed wyjazdem - dwa razy więcej. Ale mnie radzi jechać. Rozmawialiśmy też o różnych apelach, które ostatnio sygnowaliśmy; ma dość, postanowił z tym skończyć; nasze nazwiska traktowane jak massa tabulettae146, opakowanie dla paru ważnych - niech szukają innych. Mnie również decyzja ta jest dosyć bliska.
[...]
Wtorek, 12 kwietnia
[...] Zadzwoniła pani [Ligia] Pilecka: cenzura ingerowała we wstępie do Wysockiego, w dwóch miejscach zmieniając "Rosję" na "Związek Radziecki"! Produkcja Okudżawy ciągle się wlecze, jest już po trzech korektach, ale nie widać końca147. [...]
Środa, 13 kwietnia
[...] Telefoniczne zapytanie Jacka Kuronia, czy uważam za właściwe odczytanie 17 [kwietnia] na cmentarzu Przesłania pana Cogito [Herberta]148. Tak - ale ze skrótem w środku, bo trochę za długie. Odczyta to [Mieczysław] Voit. Wobec tego żebym pożyczył tomik. Przyszła pani Roma Szczepkowska z Janasem i pożyczyłem im.
[...]
Czwartek, 14 kwietnia
[...] Rano nad opowiadaniem Ściana149, później na mieście. [...]
W "Czytelniku" podjąłem w stoisku księgarskim 20 egzemplarzy Historii. Pani księgarka żaliła się, że dostała strasznie mało, ludzie dopytują się o tę książkę, a ona nie ma. Złożyła jeszcze zamówienie, ale nie wiadomo, czy coś otrzyma. Kupiłem też Stosunki polsko-żydowskie [Emanuela] Ringelbluma i wspomnienia Haliny Birenbaum [Nadzieja umiera ostatnia]. Stolik tłumnie obsadzony, między innymi u boku Konwy - Nina Smolar150. Ucałowaliśmy się na powitanie, ale do stolika się nie przysiadłem.
W księgarni na Żoliborzu nabyłem 10 Historii - [kierowniczka] więcej mi nie chciała dać, dostała niewiele, reszta dla bibliotek, nic na ladę. Zadzwoni do składnicy, żeby wyprosić więcej. [...]
Po południu z Janką do Celiny w szpitalu, a po drodze do Sawickich - z egzemplarzami Historii dla nich, Docenta i Ali151 (która dziś przylatuje, odbierają ją z lotniska). Informacje o niedzielnej porannej imprezie na cmentarzu żydowskim. Możliwe, że będzie dużo ludzi, trzeba być wcześniej. [Willy] Brandt przysyła dwóch reprezentantów. Do Marka zadzwonił i zapowiedział się z wizytą sekretarz komitetu łódzkiego partii - po co? [...]
Wieczorem goście na kolacji - trzeci dzień z rzędu, więc jesteśmy tym dosyć zmęczeni. Ale było miło, Adaś z Niną Smolarową, później (po telefonie) zjawił się świeżo przybyły z Krakowa Markusz152 (trochę mniej miło, bo pod koniec coraz bardziej zalany). Rozmowy o różnych rzeczach, między innymi o rosnącym szaleństwie młodych ludzi z czasopism drugiego obiegu na temat Józefa Mackiewicza153, bezwzględnego potępienia "kolaboracji" pisarzy i artystów z komuną i jakby mniej bezwzględnego z Niemcami. Demagogia Markusza, który przypisywał się poniekąd do antykomunistycznego fundamentalizmu. Siedzieli długo, wszyscy dostali ode mnie Historie, a Markusz - także dla Haliny i Mariana. [...]
Piątek, 15 kwietnia
[...] Janka wróciła od Sawickich o 23.00, byli tam Marek z Alą i zaaferowany swoją rolą ministra spraw zagranicznych Krzysztof. Marek podniecony, Ala zdumiona, że tyle ruchu wokół "tego wszystkiego" (telefon się urywa). Wizyta sekretarza KW [Józefa] Niewiadomskiego u Marka miała na celu zapytanie, czy przyjmie Virtuti Militari. Nie przyjmie, zaraz po wojnie dostał Krzyż Grunwaldu i wystarczy mu. Natomiast u Jacka byli dziś panowie i ostrzegali, że nie mogą mu zagwarantować bezpieczeństwa, choćby sam ich o to prosił. Miejmy nadzieję, że to tylko próba zastraszenia, a nie zapowiedź czegoś realnego. Na cmentarzu będzie służba porządkowa z NZS-u, mówi się o 300 chłopcach, ale to chyba przesada. No, zobaczymy.
Sobota, 16 kwietnia
[...] Po południu zacząłem przepisywać Ścianę, kontynuowałem wieczorem, po wizycie [Ruty i Felixa154] Zandmanów. [...] Opowiadali o Oświęcimiu (przedwczoraj), Gdańsku (wczoraj-dzisiaj) i planach na dalsze dni. Jutro rano będą na oficjalnej uroczystości w sejmie, więc na cmentarz nie dadzą rady, ale po południu na nieoficjalnej uroczystości pod pomnikiem getta i na Umschlagplatzu chcą być. My się już raczej nie zobaczymy. Zapraszają do Izraela - nie kwapię się, Janka bardziej... [...]
Są mili, serdeczni, ale mnie nasze spotkania męczą, może ze względu na monotematyczność Felixa Zandmana - Żydzi, Izrael, przez ten pryzmat wszystko inne, włącznie ze stosunkiem do poszczególnych osób (w tym Papieża). Od kilkudziesięciu lat żyjemy w tak różnych światach, że... [...]
Zandman powtarza ze zdumieniem słowa swojej wybawicielki: "Nie rozumiem, co się stało, przez tyle lat musieliśmy się wstydzić i zatajać, że ratowaliśmy Żydów, a naraz to honor, zasługa itd.", on też nie rozumie, co się stało w tym społeczeństwie, dlaczego trzeba było 45 lat, żeby zmienić pogląd na kwestię żydowską, uznać Żydów za braci (jak w odezwie Komitetu Obywatelskiego)155, płakać nad ich zagładą. Czy to tylko kwestia wyrachowania władzy, która liczy na żydowskie pieniądze? Ja - że ta kwestia na pewno istnieje i niepodobna ufać ludziom, który robili Marzec (jak [Henryk] Jabłoński i [Kazimierz] Kąkol), a teraz rzucają się Żydom na szyję - ale jeśli chodzi o społeczeństwo, to zawsze było rozmaicie, a to, że teraz pewne sympatyczniejsze nastroje bardziej się ujawniają i manifestują, to wynika chyba między innymi z transformacji tego społeczeństwa przez lekcję "Solidarności"...
Niedziela, 17 kwietnia, Warszawa-Konstancin
[...] O 11.00 zjawiła się Natalia i pojechaliśmy na Cmentarz Żydowski na uroczystość odsłonięcia symbolicznego pomnika Ehrlicha i Altera, straconych w roku 1941 w Związku Radzieckim.
Na Okopowej ruch, auta, ludzie, trochę milicji, niezbyt wiele. Bardzo uprzejmy milicjant podszedł do auta przed naszym, a potem do naszego, udzielając informacji, że jeżeli chcemy tu zostać, to możemy zjechać na prawo za murem i tam zaparkować. Zaparkowaliśmy trochę dalej, za trawnikiem, i wróciliśmy pieszo do wejścia na cmentarz. Od razu dużo ludzi. Studenci z plakietkami "Służba porządkowa NZS" na piersiach rozdawali ulotki w języku angielskim i jakieś plakaty (tych ostatnich już dla nas zabrakło). Dalej po obu stronach głównej alei też byli ustawieni chłopcy i dziewczęta z takimi plakietkami - pewnie ich nie było 300, ale 100 na pewno - i tak robiło to duże wrażenie: w końcu "nielegalna organizacja", a po drugie, nowy nabór, za "Solidarności" byli dziećmi. Jacyś z nich kłaniali się Natalii - jej byli uczniowie z Lelewela...
Blisko wejścia przydybała nas Anna Szymańska, żeby wytłumaczyć, jak się zbieramy (komitet) po południu. Potem na każdym kroku znajomi i przyjaciele: oczywiście Marek, Ala, Krzysztof, Jacek Kuroń, Sawiccy, Teresa156, Kulerski, Pinior157, panie Zakrzewskie, Wocial, Ula158, profesor [Wacław] Gajewski z Danusią, Agnieszka Beylin z Markiem, Wiktor Nagórski, pani Toeplitzowa z córką, Krysia Sienkiewicz z Torunia, [Danuta i Józef] Chajnowie, docent Kuratowska z mężem, Wacia Bujakowa, Hania Krall, Krajewscy, Jan Józef Lipski, Wołyńscy (Ludmiłka w służbie porządkowej), Michnik, Bryll, Andrzej Hamerliński (jeśli dobrze rozpoznałem), profesor Kunicki159, Staś Gajewski, profesor [Andrzej] Paszewski, wielu innych. Więcej oczywiście nieznajomych, w tym raczej "ludności tubylczej" niż przybyszów ze świata żydowskiego. Tych ostatnich można było poznać po jarmułkach, ale w atłasowej jarmułce na czubku głowy paradował też Romek Zimand, co wyglądało dość komicznie. Mężczyźni byli na ogół w czapkach, ale nie wszyscy, między innymi Marek i inni bundowcy - bez, no i ja także. [...]
Dziennikarzy, fotoreporterów, ekip telewizyjnych etc. było sporo. Przy którejś z nich kręcił się jak zwykle Adam Grabowski. Z naszych fotoreporterów rozpoznałem Anię Bohdziewicz i Erazma Ciołka. Część Komitetu Obywatelskiego zgromadziła się wokół pomnika, byli tam między innymi ksiądz Dembowski i Tadeusz Mazowiecki. Prowadził ceremonię, udzielał głosu itd. Andrzej Wróblewski, robił to nie za dobrze, między innymi w niezbyt sympatyczny sposób zaapelował o zwinięcie transparentów i sztandarów (były z PPS-u, KPN-u i chyba WiP-u), podkreślając, że "to nie demonstracja polityczna"; również zamykając uroczystość, idiotycznie zaapelował do rozchodzących się o "unikanie niepowołanych oczu".
Jako pierwszy przemówił Marek, parę zdań po żydowsku, a następnie po polsku - życiorysy Ehrlicha i Altera, okoliczności śmierci, wniosek na temat symbolicznego zrównania na tym cmentarzu ofiar wszelakich totalitaryzmów. Piękna mowa Bujaka, między innymi o poświadczonym na tym cmentarzu uczestnictwie Żydów w polskich walkach o niepodległość (porucznik powstania listopadowego Michał Landy z manifestacji 1861 roku itd.), w kulturze polskiej. Przedstawiciel Lane'a Kirklanda160 (po angielsku, Krzyś tłumaczył) - między innymi przyjęty owacyjnie hołd dla "Solidarności" jako kontynuatorki dawnych bojów. Synowa Ehrlicha piękną polszczyzną (żona profesora Victora Ehrlicha ze Stanów). Przedstawiciele Bundu - po żydowsku. Jan Józef Lipski odczytał list od pani [Lidii] Ciołkoszowej, a Krzyś - między innymi od Willy'ego Brandta i kardynała [Jeana-Marie] Lustigera. Mieczysław Voit pięknie wygłosił Przesłanie pana Cogito. Bundowcy odśpiewali swój hymn. Na samym końcu uroczystość zakłócił (lekko, bo mało kto to słyszał) okrzyk jakiegoś szaleńca: "Żydzi, ratujcie się, żeby Polacy was nie wyrżnęli", na co Jacek Kuroń odpowiedział: "Właśnie się ratujemy".
Długie wychodzenie z cmentarza, bo tłum ogromny - później ktoś z zagranicznych korespondentów ocenił go na 3 tysiące osób, a Jacek Kuroń - na 5 tysięcy. Poza triumfem samej idei tego zgromadzenia - oddania hołdu dwóm zamordowanym w ZSRR Żydom - widać było, na jaki odzew może trafić apel wychodzący z określonego źródła: przyszła tu przecież klientela "Solidarności"...
Wstąpiliśmy na chwilę do domu - po bagaże - i Natalia odwiozła nas do Konstancina. Zdążyliśmy na spóźniony obiad. Siedzimy z [Danutą i Tadeuszem] Konwickimi. Są tu jeszcze [Lida i Jacek] Bocheńscy (za parę dni wyjeżdżają), Zosia Bystrzycka, [Henryka i Mieczysław] Broniatowscy i różni mniej znani. Mieszkamy na parterze w pokoju 14., całkiem miłym.
Po południu pierwszy nieduży spacer w stronę lasu.
Wieczorem w RWE wiadomości o popołudniowym nieoficjalnym zgromadzeniu i pochodzie od pomnika getta na Umschlagplatz (w oficjalnych peerelowskich środkach przekazu ani słowa). Korespondenci obliczają na 5 tysięcy osób (Jacek Kuroń później na 10, jeżeli nie 20 tysięcy, a Natalia, do której się dodzwoniłem, mówi po prostu o wielkich tłumach). Była depesza Wałęsy, druga mowa Bujaka, wspólnie odmówiony kadisz i Ojcze nasz. Niezależnie od tego, które dane są prawdziwe, impreza imponująca.
Z cmentarza przypomnieli mi się jeszcze [Leszek] Moczulski, Ewa Kulik, Konrad, państwo Spieglowie z Kanady [...], Marylka Musidłowska. Odzywka Uli, że używana tu frazeologia wolnościowo-ludzkościowo-socjalistyczna kazała jej się poczuć własną prababką; odbierała wszystko jako niezwykłe retro, w którym się raptem znalazła.
Poniedziałek, 18 kwietnia
Długi, mocny sen. Po śniadaniu, ablucjach i odrobinie lektury - trochę dłuższy spacer koło tężni do Skolimowa.
Po drodze - Konwiccy, już wracający stamtąd. Bardzo narzekają na brud, bałagan, ruinę, brak wszystkiego. Konwa odrzuca tłumaczenia ustrojowo-systemowe: to leży w narodzie, w słowiańskich podludziach. Danusia mu wtóruje, jak zwykle doprowadzając rzecz do absurdu: bo temu społeczeństwu za bardzo się pobłaża, wszyscy mogą bezkarnie robić, co chcą, żeby władza wzięła za mordę leniów i złodziei, byłoby co innego. Na moje zaprzeczenie, że bierze, i jeszcze jak, społeczeństwo za mordę, usłyszeliśmy, że może politycznych, nie kryminalnych. Ja: "Gdybyście wy wiedzieli, ilu u nas po komisariatach masakruje się i zabija małych złodziejaszków, pijaków itd. Najwyższy w Europie procent więźniów w stosunku do liczby ludności. Najwięcej wysokich wyroków, włącznie z karą śmierci". Jak się potem okazało, Konwa kontynuował swój paroksyzm obrzydzenia do narodu w rozmowie z Jackiem Bocheńskim. Mnie natomiast zaserwował przed obiadem co innego: że czyta Ringelbluma i to go też denerwuje - te pretensje o wybryki antysemickie na początku wojny ze strony mętów opłacanych przez Niemców. [...]
Wtorek, 19 kwietnia
[...] Przy obiedzie Konwa opowiadał, że w BBC [Krzysztof] Bobiński rozmawiał o społecznych manifestacjach 17 kwietnia z architektem Jankowskim i z kimś jeszcze. Potem wiadomość od kogoś, że władze boją się nadchodzącego 1 Maja. Wizja Tadzia, że pewnego dnia obudzimy się, "a ich już nie ma". Ja - że jeżeli to nastąpi, to w ramach ogólniejszego walenia się Imperium i wtedy ktoś już do nas przyjdzie, na przykład Litwini i Ukraińcy, rżnąć Lachów. Może tylko Białorusini nie. Rozmowa o Białorusinach i szaleństwie, które ich także ogarnia. Casus [Sokrat] Janowicz. [...]
Skończyłem czytać Umschlagplatz Jarosława Marka Rymkiewicza161. Uczucia mieszane, jak mieszana jest materia tej książki. Nie lubię takiej mikstury z dokumentu, zmyślenia i popisów "piekielnej inteligencji" autora. Największe wrażenie robią na mnie przytoczone wspomnienia żydowskiego policjanta z Otwocka [Calka Perechodnika], reżysera Edmunda Wiercińskiego i niektóre inne, na ich tle popisy - trudno mi to inaczej nazwać - Rymkiewicza z dziedziny wywoływania duchów wydają mi się minoderyjne i zgoła niestosowne. Metoda literacka w czymś przypomina Hannę Krall, której twórczości nie lubię. Może jednak jestem niesprawiedliwy... Może sam się niekiedy bawiłem w coś podobnego (w Literaturze?162 - jak Rymkiewicz tutaj przypisałem sobie tam nieprawdziwą żonę i córkę).
[...]
Poniedziałek, 25 kwietnia
[...] Wieczorem wiadomości - nie tylko w RWE, ale i w oficjalnym warszawskim "Dzienniku Telewizyjnym" - o dzisiejszym całodziennym strajku komunikacji miejskiej w Bydgoszczy. Konwa uważa to za zachętę dla całego kraju, żeby strajkował.
[...]
Wtorek, 26 kwietnia
[...] Podczas obiadu podzieliłem się ze współstołownikami swoim dobrym humorem (pogoda etc.), a Tadzio zażądał istotniejszych motywów: żeby coś się działo. Obiecałem wiadomości na wieczór i rzeczywiście: strajk w Nowej Hucie. Rozpromieniony Tadzio mówi, że w sobotę się obudzimy, a tu "ich" już nie ma, wolność!...
[...]
Środa, 27 kwietnia
[...] W kolejnym "Tygodniku Mazowsze" (247.) list Wałęsy do Edelmana (piękny)163, relacja z uroczystości gettowych (pomijająca szereg istotnych szczegółów, między innymi listy Ciołkoszowej i Zielonych), duży reportaż z opozycyjnego Wrocławia164.
W londyńskim "Pulsie" mój benefis: Brodski 1988 jako wstępniak, mowa na paryskim forum, artykuł antymicewski165. Zaskoczenie, bo tylko ten pierwszy tekst pisałem dla nich, dwa pozostałe musieli dostać od kogoś innego. Ale miło. Również w RWE referowano ten numer.
Po południu u Celiny, była też Nina [Piotrowska].
W radiu o 19.00: strajk w Nowej Hucie trwa i rozszerza się, dobre oświadczenie Wałęsy o sytuacji, żądania rewindykacyjne transportowców w Łodzi, Grudziądzu i jeszcze gdzieś. [...]
Czwartek, 28 kwietnia
[...] Z radia wiadomo, że strajk w Nowej Hucie trwa, bierze w nim udział co najmniej połowa załogi, rokowania się załamały, władza ucieka się do szantaży i gróźb. Na czele strajku stoi 30-letni działacz "Solidarności" nazwiskiem [Andrzej] Szewczuwianiec czy coś w tym rodzaju. Wałęsa oświadczył, że w razie konieczności on i jego koledzy przyjadą do Nowej Huty, ale na razie nie widzi tej konieczności, bo w kraju jest wielu Wałęsów. Jutro rano ma się zacząć zapowiedziany strajk w Stalowej Woli. [...]
Piątek, 29 kwietnia
[...] Skończyłem lekturę Pogrużenija wo t'mu Olega Wołkowa ("Atheneum", Paris 1987). Niepodobna streszczać tej przerażającej opowieści o 28 (z przerwami) latach w Gułagu. [...] Szczególne wrażenie w książce robią relacje o zagładzie Jakutów przywiezionych na Sołowki (jeszcze pod koniec lat 20.) i Kałmuków - całego narodu z dziećmi etc.! - przywiezionych nad Jenisej w roku 1944. [...]
Odwiedziny Celiny, najpierw w jej pokoju, potem wspólny spacer. Męczy się biedula. Rozmowa o książce Wołkowa, a w związku z tym - i jej wspomnienia. Wtedy, kiedy ją posadzono, również jej matkę niebawem wzięto, najpierw do łagru, potem na zesłanie. Ona sama przez dwa lata była pozbawiona korespondencji i nie wiedziała, co się z kim dzieje. Jedno wydedukowała z własnego wyroku (osiem lat): że jej męża od razu rozwalono. Była taka odpowiedniość między losami mężów a wyrokami żon (gdyby dostała pięć lat, to mogłoby znaczyć, że mąż żyje). Tymczasem córki były w domach dziecka. Jej matka po długich staraniach odnalazła Hankę i pojechała po nią, ale nie chciano jej dziecka wydać, bo nie ma stałej pracy i nie zapewni mu odpowiednich warunków. A Hanka była zawszona, bez majtek, głodna... Wreszcie po długiej epopei wydobyła ją i zabrała do siebie do Kazachstanu. Tam w 1944 przywieźli Osetynów czy innych Inguszy, którzy marli jak muchy. Rzecz się działa w osiedlu (?) Buras. Matka Celiny wzięła do siebie jakieś dziecko osetyńskie, które zachorowało na dur plamisty, po czym zaraziło i ją, i Hankę. Tylko Hanka wyżyła...166 [...]
Po kolacji przyjęcie u Konwów - szampan. Stasiowie Kowalewscy.
Przez cały dzień i zwłaszcza wieczorem - wiadomości, co się dzieje w kraju. Strajk w Nowej Hucie trwa, także w Stalowej Woli i Bochni, pogotowie w Głogowie, Lubinie i jeszcze gdzieś. Zwierzchność wydaje groźne pomruki (między innymi nadzwyczajna konferencja Urbana w telewizji). Są "prewencyjne" aresztowania, mówi się o dwudziestu kilku osobach, wśród nich Bujak, Onyszkiewicz, Kuroń. Nowa Huta żąda podwyżek nie tylko dla siebie, ale też dla służby zdrowia i oświaty! List solidarnościowy krakowskich intelektualistów z Turowiczem na czele. Inne manifestacje, między innymi krakowskiej Akademii Medycznej. Gesty solidarnościowe związków zawodowych za granicą. A w "Dzienniku Telewizyjnym" - jeszcze pan Miodowicz167, ponoć nagrywany w Nowej Hucie, czyta z kartki frazesy i nie wspomina o strajku. [...]
Sobota, 30 kwietnia, Konstancin-Warszawa
[...] Podczas obiadu znowu demonstracje obrzydzenia państwa Konwów do narodu leniów, obiboków etc. Tadzio: "Jestem za protestem, ale przeciw żądaniu podwyżek płac". Powstrzymałem się od zapytania: "A co z podwyżkami honorariów autorskich, z żądaniem, żeby wydawcy wszystkich obiegów dobrze nam płacili, z patrzeniem na wybory w ZAiKS-ie pod kątem dbałości o nasze interesy materialne...?". Za to Janka opowiedziała o pracy robotnic różnych zakładów, które zna z autopsji... [...]
Natalia przyjechała po nas punktualnie zaraz po kolacji i o 19.30 byliśmy w domu. Radio (w RWE wyraźne wyciszanie sytuacji w Polsce w porównaniu z tym, co było kilka godzin wcześniej - wywiadami, telefonami, wiadomościami), telewizja, gazety, listy, kąpiel etc. [...]
Z RWE: dziś i wczoraj sporo zatrzymań, między innymi Jacka Kuronia - ale jednocześnie spektakularne zwolnienia [Kornela] Morawieckiego, [Andrzeja] Kołodzieja, [Jana Andrzeja] Górnego. Tych dwóch z "Solidarności Walczącej" natychmiast wypchnięto za granicę, podobno nie chcieli, ale zostali zaszantażowani - Kołodziej ciężko chory (rak?), a Morawieckiemu powiedziano, że kolegę puszczą tylko pod warunkiem, że i on pojedzie168. [...]
Niedziela, 1 maja
Rano usiadłem do biurka i zabrałem się do pisania przemówienia na berlińskie sympozjum, licząc, że w ciągu dnia się z tym uporam - co może by i nastąpiło, gdyby raz po raz nie odrywało mnie "samo życie". Mimo wszystko wieczorem znaczną część tekstu miałem gotową, ale do końca nie dobrnąłem.
Ciągle jeszcze rano (w porze śniadaniowej) - po telefonie - zjawił się Adaś, który nocował poza domem, żeby nie dać się zgarnąć, a od nas wybierał się na manifestację pierwszomajową. Zaproponowaliśmy, żeby po manifestacji wrócił na obiad, co też uczynił, przyprowadzając ze sobą Bronka. Zjawiła się też Natalia. Janka podała dobry świąteczny obiad, otworzyłem wino, przedtem podałem drinka - kieliszek starki, po obiedzie do kawy likier. Miło się gawędziło o wszystkim, a zwłaszcza o sytuacji w kraju, no i manifestacji, z której wrócili. Na mszy u Stanisława Kostki było kilka tysięcy osób (przed kościołem), celebrował ksiądz Wiesław, który miał dobre, ostre kazanie, potem ksiądz kanclerz [Zdzisław] Król usiłował "zaokrąglić" uroczystość, ale wtedy zabrał głos Seweryn Jaworski i odbył się regularny wiec, z mowami, okrzykami, śpiewami etc., w bardzo dobrym nastroju. Tendencją organizatorów było, żeby na tym poprzestać, ale młodzieży zależało na pochodzie, więc ruszono, po czym niebawem okazało się, że w czołówkę wmieszani są prowokatorzy, którzy najpierw wznosili podburzające okrzyki, a potem zwrócili się przeciw współmanifestantom, wydobyli pały, zaczęli grzmocić, wlec do suk itd. Była wielka obstawa milicyjna, z całą techniką, która też się zabrała do dzieła. Adaś i Bronek jakoś uniknęli zwinięcia i przedostali się do nas. Oceniają całość jako bardzo udaną. Wieczorem dowiedzieliśmy się z radia, że niezależne manifestacje były też w Krakowie, Poznaniu, Płocku, Łodzi i innych miastach. [...]
Poniedziałek, 2 maja
[...] Wizyta (po telefonie) Magdy Lei w związku z Żeninym [Eugenii Siemaszkiewicz] tłumaczeniem sztuki Brodskiego. Uważa, że w jakimś sensie "zaczęło się". Nie sądzi, żeby nawet legalizacja "Solidarności" zaspokoiła aspiracje - pięć lat temu owszem, teraz za późno, teraz będzie wymuszać legalizację wszelkich związków, partii, grup etc. i zapanuje prawdziwa "anarchia", z której dopiero coś się wyłoni.
Wtorek, 3 maja
[...] Taksówką na spotkanie z Lipscherem i z powrotem. [...]
Przed ambasadą tłumy, w długiej kolejce i bez kolejki. Na oko - prowincja. Żałosny widok. Lipscher mówi, że w kwietniu mieli taki napór starających się o wizy jak przed rokiem w lipcu. Załatwiają dziennie po 2 tysiące osób, więcej fizycznie nie dają rady, więc ludzie przesuwają się w tej kolejce i po dwa tygodnie. Niemcy zdają sobie sprawę, że mniejszość wybiera się w odwiedziny, większość liczy na pozostanie. Sytuację polską Lipscher widzi jako tragiczną - po prostu idzie na dno - a jeżeli "pełnomocnictwa dla rządu" będą oznaczały coś w rodzaju stanu wyjątkowego, na przykład obstawienie fabryk przez wojsko, będzie jeszcze gorzej.
[...]
Na Krakowskim Przedmieściu odświętni milicjanci regulujący ruch i grupy wyorderowanych oficerów. Od placu Zamkowego maszerowała z orkiestrą (My, Pierwsza Brygada!) kompania reprezentacyjna LWP - mundury, rogatywki, ruchy, nie mówiąc o tej muzyce jak w "prawdziwym" przedwojennym wojsku, a w sumie - lipa, teatr. Dalej barierki i ZOMO czekające na ludzi, którzy wyjdą z kościoła, żeby ich spałować. Jeden młody żołnierz do drugiego: "Nie lubię tych mundurów". W ZLP na górze u pań z oddziału warszawskiego jakiś młody człowiek, którego poiły kawą. On: "16 akademii zaliczyłem w ciągu jednego dnia". Pani Beata: "Dla przyjemności czy służbowo?". On: "Służba...".
[...]
Po obiedzie - krótka wizyta Antka Libery ze ślicznym Janem Samuelem na plecach i dłuższa Piotra Szewca. Antek przyniósł autorski numer czasopisma i coś tam jeszcze. Był ostatnio, towarzysząc [Samuelowi] Beckettowi, 10 dni w ZSRR, obiecał przyjść opowiedzieć. Szewc pożyczył mi książkę [Pawła] Huellego, pokazał trzy swoje wiersze i recenzję z Historii: miła, niezła, ale jakby przykusa - trzy stroniczki z hakiem, z odczuwalnym brakiem jakiejś rekapitulacji - tłumaczy się ograniczeniem objętości narzuconym przez redakcję "Tygodnika Powszechnego". Opowiada, że do zespołu "Twórczości" na miejsce udającej się na emeryturę [Heleny] Zaworskiej wchodzi jako szef działu recenzji Leszek Bugajski [...].
Zatelefonował Jan Prokop169 z Krakowa, dyktując mi oświadczenie podpisane dzisiaj przez dziewięcioro kolegów literatów: "Odpowiadając na apel Lecha Wałęsy, wyrażamy solidarność ze strajkującymi robotnikami Nowej Huty, Stoczni Gdańskiej, ze studentami Uniwersytetu Jagiellońskiego i innych uczelni. W obliczu grożącej krajowi katastrofy wzywamy władze PRL do zaprzestania działań pozornych i do bezzwłocznego podjęcia dialogu z rzeczywistymi przedstawicielami polskiego społeczeństwa". Podpisali: Jan Prokop, Wiesław Paweł Szymański, Tadeusz Chrzanowski, Leszek Elektorowicz, Włodzimierz Maciąg, Marta Wyka, Kazimierz Traciewicz, Kornel Filipowicz, Natalia Rolleczek.
Środa, 4 maja
W gazecie: wczorajsze popisy Urbana [...]. Ponadto zmasowany ogień na Nową Hutę, tytuły: Chorzowskiemu "Konstalowi" zabrakło blachy (bo Huta nie dostarcza), Istotne miejsce Huty im. Lenina w strukturze gospodarki, Liczę, że rychło wznowimy pracę i odrobimy powstałe zaległości (wypowiedź dyr. Pustówki), osobno wiadomość, że dyrekcja i prokuratura zrezygnują z sankcji wobec tych, którzy dziś do 4.00 rano podejmą pracę...170 [...]
W samo południe - u Bocheńskich. Niespodzianka: nie wyjeżdżają dziś wieczór, oddali bilet - może pojadą w przyszłym tygodniu. Mają badanie lekarskie, a poza tym na niedzielę Wałęsa zwołał "senat"171 (zawiadomił Jacka Henio Wujec, po czym wyłączyli mu telefon, a jego wsadzili, więc dalszych szczegółów brak). Tym też jestem zaskoczony, bo mnie nikt nie zawiadomił. [...]
Po obiedzie - próba odwiedzenia Sąsiada [Kuronia], zamknięte drzwi i kartka "Wyszłam na chwilę do MPiK-u. Ada". Tam jej nie zastałem, "za to" kupiłem książkę Aleksandra Michajłowa o Majakowskim z serii "Żyzn' Zamieczatielnych Ludiej"172, najnowszą, ostatnie słowo nauki radzieckiej o poecie. Zajrzałem - wydała mi się paskudna.
Kilka godzin później - w "Delikatesach" po wino na piątek i przy okazji ponownie u Sąsiada. Tym razem udzielał wywiadu jakiemuś Hindusowi i nie był zachwycony moją wizytą. Siedziała tam również miła Basia Malak. Telefon cały czas wyłączony przez siłę wyższą. Oświadczenie krakowskich literatów już znane, niepotrzebne. "Senat", owszem, zaplanowany na niedzielę, w innym kościele niż kiedyś, ale wobec rozwoju sytuacji wątpliwe, czy się odbędzie. [...]
Po kolacji zadzwoniłem do Janki Zakrzewskiej i okazało się, że ona jutro rano jedzie do Berlina. Napisałem kolejny liścik do Felka173, załączyłem ostatni egzemplarz mowy i pognałem na Celną. Już spakowana. Jedzie na krótko do Amsterdamskich174, jak planowała, z Marysią Ofierską, ale zdenerwowana, że w takim momencie. Radziłem na 10 dni oderwać się psychicznie od wszystkiego - łatwo radzić... Tadeusz pojechał dziś, bodaj z Wielowieyskim, do Stoczni w misji od Episkopatu. Na pożegnanie wołała za nim: "Pamiętaj, że jesteś z "Solidarności", nie z Episkopatu". Z taką samą Stelmachowski i Olszewski175 pojechali do Nowej Huty. Na czym misja polega, nie całkiem jasne - z grubsza biorąc, dążenie do załagodzenia sytuacji, władze dały swój placet. Ale czy im zależy na załagodzeniu? Urban wygłosił dzisiaj coś paskudnego. Morawiecki usiłował wrócić do kraju i został cofnięty z Okęcia z anulowaną klauzulą na przekroczenie granicy...
U Bronków, do których dzwoniłem przez cały dzień, okazuje się, też wyłączony telefon, więc od Janki Zakrzewskiej poszedłem do nich. Zastałem tylko Hanię, której kręci się w głowie po tym całym dniu, a Bronek poszedł do KIK-u. W południe zjawił się był u nich Bujak, prosto z kryminału (po drugiej, z małą przerwą, 48-godzinnej odsiadce). Wykąpał się, Hania zrobiła obiad i tu wkroczyła siedmioosobowa ekipa (w tym jedna kobieta), żeby rozwiązać "nielegalne zebranie". Trochę byli speszeni, zastawszy tylko gospodarzy i gościa na obiedzie. Poszli. Potem Dziewanowski nawołujący do kompromisu... Tegoż dnia Hania udała się do biura paszportowego, bo Bronkowi przyznano doktorat honoris causa w Columbia University i zamierzali pojechać na uroczystość. Ale oboje otrzymali odmowę...
Trochę czekałem na powrót Bronka, ale się nie doczekałem. Tymczasem przyszła tam Janka Zakrzewska - dzwonił Tadeusz i prosił Bronka o oddzwonienie. Z tego, co Tadeusz powiedział, Janka wywnioskowała, że stoczniowcy nie kwapią się do ulegnięcia koncyliacyjnym perswazjom Episkopatu. Jeszcze Hania powtórzyła pogłoskę przytaczaną przez dziennikarzy zagranicznych, że Gorbaczow odradza Jaruzelskiemu użycie siły - przynajmniej przed szczytem Gorbaczow-Reagan. Wydaje się to prawdopodobne.
[...]
Czwartek, 5 maja
Źle spałem.
W gazecie wczorajsze oświadczenie Urbana, jawnie prowokacyjne176. [...]
Rano pojechałem do Artura, tam zastałem Szczypiora i usłyszałem nowiny: w nocy aresztowano komitet strajkowy Nowej Huty, a dyrektor Stoczni Gdańskiej ogłosił lokaut. Później dotarły na temat Nowej Huty dokładniejsze wiadomości (między innymi od dziewczyny stamtąd - Mirki - która przyszła potwierdzić mój wieczór u tamtejszej młodzieży w drugiej połowie maja, i od [Pawła] Czartoryskiego, który widział się ze Stelmachowskim).
Otóż: nastąpiło normalne komunistyczne przeniewierstwo. Przez cały wczorajszy dzień episkopaccy mediatorzy krążyli między dyrekcją a komitetem strajkowym i wyglądało na to, że dochodzą do ładu. Na dziś rano, na 8.00, umówione już było wspólne spotkanie dyrekcji, komitetu strajkowego i mediatorów. Była to zwykła zasłona dymna! Stelmachowski udał się na nocleg do klasztoru w Mogile177. W nocy został obudzony - z Huty doszły wiadomości o tym, co się dzieje. Po 1.00 w nocy wtargnęła "brygada antyterrorystyczna", rzucając petardy etc. Pomylili się, szturmowali nie ten budynek i dzięki temu części komitetu udało się uciec. Ale po chwili skorygowali akcję i większą część komitetu wzięli. Koło 3.00 wkroczyło ZOMO, jedni mówią o 4 tysiącach facetów z pałami, tarczami, gazami etc., a Stelmachowski - o 90 wozach pancernych (i przedtem 40). Zaczęła się masakra. Dużo pobitych, poranionych, trochę aresztowanych. Rannych wywożono karetkami - nie do ośrodków lecznictwa cywilnego. Podobno zmuszano wielu ludzi do klękania i podpisywania na klęczkach deklaracji, że przystępują do pracy... Stelmachowski zadzwonił do dyrektora, że został oszukany i uważa swoją misję za zakończoną. Następnie zadzwonił do bawiącego w Rzymie kardynała [Franciszka] Macharskiego i wszystko mu opowiedział. Kardynał oznajmił, że idzie do Papieża.
Artur miał list kolegów krakowskich (do niego też dzwonił Prokop nazajutrz) z dwoma dodatkowymi podpisami: Jacek Stwora, Włodzimierz Wnuk. Pogadaliśmy we czwórkę i doszliśmy do wniosku, że ten tekst już się zdezaktualizował i nie możemy go podpisać. Ale nie udało nam się przystąpić do sformułowania innego, wszystko rozpłynęło się w gadaninie. [...] Zrozumiałem, że jeżeli dzisiejszej sprawy nie ujmę w swoje ręce, nic z tego nie będzie, pożegnałem więc kolegów, uprzedzając, że może się jeszcze dziś zobaczymy.
Dalej na mieście. Księgarnia na Nowym Świecie, wykupiłem drugi tom przewodnika Literatura polska, kilka chwil pogadałem z panią Zosią, drugiego rzutu Historii ciągle nie ma. Przejeżdżając autobusem koło UW, zobaczyłem bramę udekorowaną transparentami strajkowymi i podniecony tłumek po obu stronach. Ale z wnętrza autobusu dobiegły mnie nieprzychylne komentarze jakichś łobuzów [...]. Zapamiętałem: "Strajkują, bo mają naukę za darmo. Jakby płacili za naukę, toby nie strajkowali". Wcześniej na Nowym Świecie widziałem facetów z mikrofonami zaczepiających przechodniów - zapewne chodziło o wypowiedzenie się dla radia czy telewizji na temat strajków - ale jak odpowiadano, nie wiem. [...]
W jakiejś przerwie naszkicowałem oświadczenie pisarzy, pokazałem Teresie. Skrzywiła się na sakramentalny "dialog" - wykreśliłem. [...]
Z tekstem wybrałem się do Jacka Bocheńskiego, ale po drodze Czartoryski wciągnął mnie do siebie (wracał z UW), więc u Jacka i Lidy wylądowałem po 19.00. [...] Poszczęściło mi się: byli tam Jarek Marek [Rymkiewicz] z Ewą. Omówiliśmy sytuację, trochę pooglądaliśmy telewizję, po czym obaj koledzy zaakceptowali mój tekst w zasadzie bez zmian, Jacek go przepisał i złożyliśmy pierwsze trzy podpisy. Jarkowie byli wozem i ruszyliśmy w objazd upatrzonych sygnatariuszy. Jako czwarty podpisał Marian Brandys, następnie Jula z Arturem - tutaj spotkaliśmy Dużą Basię z innym listem, do Glempa, konstatującym, że Kościół dał się nabrać zarówno w sprawie Nowej Huty, jak i Morawieckiego, więc... (Swoją drogą po Nowej Hucie należałoby się spodziewać jakiejś reakcji Kościoła).
Dowiedzieliśmy się adresu Szczypiora, Jarek zadzwonił i pojechaliśmy tam. Do tego punktu szło jak z płatka. Ale następny był Konwa, który przypomniał, co mi mówił jakiś czas temu, że już nic nie będzie podpisywał, bo nie chce być massa tabulettae. Wyjaśniłem, że podjąłem podobną decyzję, ale sytuacja jest szczególna, a ponadto - to nie masówka tym razem, tylko wybrana dziesiątka literatów itd. Był nieubłagany, nadęty i chyba zły, że przeszkodziliśmy mu w oglądaniu kryminału w telewizji. Bąknąłem jeszcze o robotnikach, którzy czekają, żeby literaci okazali solidarność z nimi. "Co mnie obchodzą robotnicy, co ja mam z nimi wspólnego" - prychnął. "Ale cieszyłeś się, jak się ruszyli, czegoś od nich dalej oczekiwałeś..." I na tym się skończyło. Wychodziłem od Tadeusza z ciężkim sercem. "Taką ma strategię literacką" - powiedział Jarek już na dworze, po czym napomknął o czytelnikowskiej Nagrodzie im. Jarosława Iwaszkiewicza, którą autor Bohini odebrał dwa dni temu - ale ja tak rozmaitych faktów wolałbym nie łączyć ze sobą.
Andrzej Braun podpisał bez problemu, choć mruknął sceptycznie: "Co to da?", i dorzucił: "Wolą zrujnować do szczętu gospodarkę, zrezygnować z reformy, niż utracić choć trochę władzy".
Również Marek Nowakowski178 łatwo podpisał. Był u nich Zbyszek Mentzel, który zapowiedział, że w tych dniach pokaże się u mnie. Marek miał dziś spotkanie autorskie u strajkujących studentów. Bardzo zadowolony. Oboje z Jolą mówili o "uroczych dzieciach", które nie pamiętają ani "Solidarności", ani stanu wojennego i radośnie przeżywają swoją pierwszą lekcję "rewolucji". [...] Jeden z NZS-owców powiedział Markowi: "Moi rodzice nawet są nieźli, byli w "Solidarności", różne rzeczy rozumieją, ale jak do czego dochodzi, to pytają: dlaczego akurat ty? Więc muszę przed nimi to i owo ukrywać...".
Z łupem dziewięciu podpisów Ewa z Jarkiem odwieźli mnie do domu. Czułem się bardzo zmęczony po tym dniu. Ale jeszcze bezskuteczne telefonowanie do Orłosia179, jakaś próba lektury...
Piątek, 6 maja
Dodzwoniłem się do Orłosia i usłyszałem, że go nie ma w Warszawie, będzie dopiero 15 [maja]. Skąd wziąć dziesiątego sygnatariusza. Poszedłem do Dużej Basi i poprosiłem, żeby weszła do Ficowskiego (sam czekałem na skwerze). I tak została skompletowana dziesiątka: Bocheński, Marian Brandys, Braun, Ficowski, Hartwig, Międzyrzecki, Nowakowski, Rymkiewicz, Szczypiorski, Woroszylski. [...]
W południe poszedłem z tym do Sąsiada. Na drzwiach zastałem kartkę, z której wynikało, że śpi i zgadza się być budzony jedynie w sprawach wielkiej wagi, a w innych należy się udać do Ewy Milewicz, co też uczyniłem. Tam ruch: jakaś pani wychodziła, ktoś przyszedł razem ze mną (przeczekałem go), po mnie - Ewa Kulik. Prawie wszyscy mieli jakieś teksty. Ewa oznajmiła, że agencje nie chcą słyszeć o oświadczeniach, mają dość, a przynajmniej ona nie ma siły przebicia, żeby je przekonać. Ale Sąsiad będzie dziś rozmawiał z jej telefonu z RWE, może nada. Ewa Kulik prosiła, żeby tekst przyniesiony przez nią przekazać Genkowi180, Ewa Milewicz obiecała, więc powiedziałem, żeby przy okazji i nasz. Ale Pan Bóg raczy wiedzieć...
A tu jeszcze telefon z Gdańska od Adasia z powołaniem się na Tadeusza Mazowieckiego, że potrzebne by było oświadczenie intelektualistów potępiające akcję w Nowej Hucie. Nie podjąłem się - był rozczarowany. Nie mogłem mu przez telefon opowiedzieć ani o wczorajszym incydencie z Konwą, ani o tym, co Ewa mówi o agencjach; ale powinienem był o tym, że po Warszawie krąży jednocześnie x różnych oświadczeń, petycji i listów. Sam wczoraj zetknąłem się, oprócz naszego, z penklubowym, Basinym do Glempa, a Rymkiewicz opowiadał o jakimś Trznadla (domagającym się między innymi wolnych wyborów)... [...]
Basia o tym, jak 1 maja do mieszkania Przemysława Brykalskiego (na trasie) przyszli na całodzienny dyżur dwaj ubole. Siedzieli, a on słuchał Wolnej Europy. W pewnej chwili jeden z uboli do niego: "Co, tym razem to już Wojtek zleci?".
Leszek Budrecki spotkany w tramwaju: "Jak to potrwa jeszcze tydzień, to koniec z Jaruzelskim. Gorbaczow przed konferencją partyjną nie może pozwolić na przeciąganie się nieporządków w Polsce".
Ewa Kulik przed 1 maja odsiedziała 48 na Grenadierów, a chłopcy (między innymi Konrad) - na Żoliborzu. Były, widać, nowe instrukcje: mówiono per pan, pani - nie trzeba było o to walczyć, nie wsadzano z kryminalistami, tylko ze swoimi, dawano książki i gazety. Milicjant ucinał z Ewą rozmówki: poszedł do tej pracy, żeby dostać mieszkanie. Nie lubi ubecji. Chełpił się swoim bohaterstwem: jakby prokurator go zastał na tej rozmowie, to posadziłby w celi obok. A jakby komendant, to tylko obciąłby 25 procent premii - zamiast 60 tysięcy dostałby 45. [...]
Próbowaliśmy słuchać radia, ale łapaliśmy strzępy, fragmenty. Nie poprawił mi humoru fakt, że nie natrafiłem na ślady naszego oświadczenia, które Sąsiad podobno przekazał w dzień przez telefon. Może było, a ja akurat nie słuchałem, ale nie wykluczam, że wcale nie było - tyle ważniejszych rzeczy - więc może Konwa ma rację: po co to robimy? Wiadomość o protestującym oświadczeniu Episkopatu w związku z siłowym złamaniem Nowej Huty w trakcie trwających pertraktacji. Wiadomość o niedopuszczeniu żywności na teren Stoczni Gdańskiej. [...]
Sobota, 7 maja
[...] Podobno w Stoczni, przy pośrednictwie Tadeusza Mazowieckiego i biskupa Gocłowskiego, a także wskutek jakiejś roli odegranej przez generała [Jerzego] Andrzejewskiego (szefa WUSW), doszło do rozmów komitetu strajkowego i dyrekcji. Po Nowej Hucie nie wiadomo, czy się cieszyć...
[...]
Niedziela, 8 maja
[...] Po konsultacji z planem Warszawy - wyprawa do kościoła św. Zygmunta w alei Zjednoczenia na Bielanach. Z początku same niepowodzenia: kierowca tramwaju "6", do którego wsiadłem, oznajmił, że zjeżdża na Marymont, "15" dojechała do Potockiej i tam wysadziła pasażerów - okazuje się, że tramwaje w ogóle dalej nie jeżdżą, przebudowa trasy. Jakimś autobusem dojechałem do Żeromskiego, tam spotkałem Jacka Bocheńskiego i innym autobusem pojechaliśmy dalej - byliśmy na miejscu o 11.00, ale jak się później okazało, Sąsiad wprowadził mnie w błąd, spotkanie zaczynało się o 10.45. W kościele i wokół kościoła - niedzielne tłumy, dzieci w bieli do pierwszej komunii etc., ani śladu natomiast naszych znajomych i wejścia do pomieszczenia, w którym miałoby się odbyć nasze spotkanie, też nie potrafiliśmy odkryć. Zwątpienie, czy nie doszło do jeszcze większego nieporozumienia, i moje krążenie naokoło kościoła (pięknego, nowego) w poszukiwaniu nici przewodniej. Tak krążąc, zostałem zauważony z podziemnej sali, w której rzecz się odbywała, i ktoś po nas wyszedł.
Znaleźliśmy się w środku w chwili, kiedy po wstępnej dyskusji kilkuosobowa komisja na osobności opracowywała rezolucję polityczną, a "plenum" debatowało nad referatem o sytuacji gospodarczej, opracowanym przez Wielowieyskiego i Bugaja181. To było zaplanowane od pół roku, więc wśród obecnych było dużo przygotowanych do takiej debaty ekonomistów i publicystów ekonomicznych, między innymi [Jan] Mujżel, [Cezary] Józefiak, [Janusz] Beksiak, [Ernest] Skalski, Tomasz Gruszecki, Andrzej Topiński, Leszek Balcerowicz182, Jan Winiecki. Mniej niż na spotkaniu przed rokiem (vis maior)183 działaczy, samego inicjatora - Wałęsy - też nie było oczywiście. Prowadził zebranie Geremek, mając u boku [Adama] Stanowskiego i Wielowieyskiego. Byli rolnicy: [Józef] Ślisz, Janowski184. Dziennikarze i literaci: Turowicz, Kozłowski, Bratkowski, Dziewanowski, Bocheński, ja, spóźniony Kisielewski. Aktorzy: Szczepkowski, Komorowska185. Ponadto Marcin Król186, Irena Wóycicka, profesor Kunicki, Jan Józef Lipski, Marek Edelman, profesor Stelmachowski, Szaniawski, Jacek Salij, profesor [Tadeusz] Zieliński (od prawa pracy), [Wojciech] Lamentowicz, Kuroń, profesor Trzeciakowski187, Krzyś Śliwiński, reprezentująca zapudłowanego męża Ludka Wujcowa, Czartoryski, profesor [Jan] Rosner.
Nie znam się nic na ekonomii, więc trudno mi się ustosunkować do kontrowersji, które wystąpiły w dyskusji. Ale się nie nudziłem i na ogół, jakiekolwiek mieli poglądy, nie miałem wrażenia, że gadają głupstwa. Podobało mi się jednak na przykład polemiczne wobec referatu oświadczenie Beksiaka, żeby odczepić się od popierania rządowej "reformy", bo naszym celem jest co innego - powstrzymanie degradacji, usunięcie przeszkód do gospodarowania przez naród. W tymże duchu Lamentowicz: "Ich interesuje jakaś reforma, nas - rewolucja demokratyczna. Chodzi o stworzenie warunków odblokowania przestrzeni dla inicjatywy innych podmiotów niż państwo". W sumie długa dyskusja na tematy ekonomiczne nie doprowadziła do wspólnej konkluzji, ale powołano komisję, która w oparciu o wszystko, co się mówiło, opracuje projekt dokumentu (zwięzły) do przedyskutowania na następnym spotkaniu.
W pewnej chwili dzisiejsza komisja ([Janusz] Ziółkowski, Kozłowski, Bortnowska188, Śliwiński) przedstawiła projekt rezolucji politycznej. Wnosiliśmy poprawki, zresztą nieduże. W drugim czytaniu - zaakceptowaliśmy. Zgodziliśmy się, żeby listę obecności, na której się podpisywaliśmy, uznać za podsygnowanie rezolucji. Uważam ją za dobrą, ale wieczorem, słuchając przez RWE, byłem rozczarowany, bo z nagrania niewiele można było zrozumieć, więc techniczny niewypał...
[...]
Poniedziałek, 9 maja
[...] Wyprawa do biura paszportowego, półtoragodzinna kolejka, moment emocji - i dostałem paszport. Mimo wszystko radość moja jest przytłumiona, bo do ostatniej chwili nie będę miał pewności, czy nie przyjdą do domu i nie zabiorą. [...]
Po obiedzie - druga półtoragodzinna kolejka - w Orbisie po bilet do Berlina. [...]
Wtorek, 10 maja
[...] Po obiedzie niezapowiedziana wizyta roztrzęsionej Hani Geremkowej. Mówi, że Bronek robi dobrą minę do złej gry, a przecież jest wielka klapa - nie ma "Solidarności", kraj nie zareagował na wezwanie Wałęsy i KKW o poparcie dla stoczniowców. Rację miał Jacek Kuroń, pisząc o "krajobrazie po bitwie"189 etc. Ja też jestem pesymistą (i tym lepiej, że odmówiłem komentarza RWE), ale próbowałem ją przekonać, że na tym nie koniec, to znaczy koniec na krótko, a po jakimś czasie coś się musi dziać znowu. Jest młodzież, która przejmuje inicjatywę. Ale stan "Solidarności" istotnie niedobry, przez te lata mnóstwo najenergiczniejszych ludzi poszło na emigrację, inni zajęli się działalnością prywatną etc. To naturalne. I mimo wszystko - nie koniec.
W wieczornym dzienniku RWE wiadomość, że strajk w Stoczni skończony. Adaś jako rzecznik miał powiedzieć, że opuszczają Stocznię bez poczucia triumfu, ale z podniesionymi głowami... [...]
Środa, 11 maja
[...] Pożegnalny telefon Jacka Bocheńskiego: dziś wieczór jadą do Berlina - poprosiłem, żeby zawiadomił Felka o terminie mojego przyjazdu. A trochę później niespodzianka: Helga [Hirsch] (od Ireny Wóycickiej, przyjechała nagle na trzy dni, zobaczymy się). [...]
Natalia zawiozła mnie do Dominikanów, tam spotkanie z sekcją kultury KIK (młodzież) na temat filmów radzieckich i pierestrojki. Przyszły też Helga ze swoją amerykańską koleżanką Deby i Ola [Michalewska] ze swoją koleżanką. Zagaiłem, potem odpowiadałem na pytania. Oceniam imprezę jako średnio ciekawą, to znaczy ani ja nie błysnąłem jakimiś rewelacjami, ani młodzież nie okazała się specjalnie zorientowana czy dociekliwa.
Zabraliśmy Helgę do nas na improwizowaną kolację. Okazuje się, że przyjeżdża prosto z Gdańska, gdzie przez kilka ostatnich dni strajku była w Stoczni (przyleciała w piątek z Hamburga) - dostała się przy pomocy swoich dawnych kontaktów, przeprowadzona przez zajmujących się tym chłopaczków (tych samych, którzy dostarczali żywność). Relacja Helgi przywróciła nam nieco humor: opowiadała między innymi o tej tysiącosobowej grupie prowadzącej strajk jako o nowej formacji, bardzo zdecydowanej, młodej (20-25 lat, czyli w Sierpniu mieli 12-17), całkowicie niezainteresowanej ochłapem materialnym, który usiłowano jej rzucić, tylko domagającej się "Solidarności". Wałęsa, który na początku odczuwał rezerwę wobec całej sprawy, oddał im się do dyspozycji i był bardzo dobry w roli przywódcy. Również Adaś jako rzecznik (niezwykle lojalny wobec Wałęsy i całej grupy). Gorszego zdania jest o [Andrzeju] Gwieździe, który zjawił się, zaatakował publicznie Wałęsę, wyszedł, wzięli go na 48, a potem już nie wrócił do Stoczni. ZOMO-wska obstawa urządzała manifestacje siły, hałaśliwie podchodziła pod bramę, pozorowała atak i wycofywała się. Strajkujący czekali na szturm, właściwie chcieli już tego jako wyjścia z sytuacji, a kiedy się nie doczekali - wyszli w porządku, entuzjastycznie fetowani przez tych na zewnątrz. Zdaniem Helgi wykształciła się nowa awangarda, która nie da władzy spokoju, tylko za jakiś czas ruszy znowu.
[...]
Piątek, 13 maja
[...] Rano przepisałem, trochę jeszcze poprawiając, felieton Wyobraźnia190. Jance się spodobał, uznała go za ważny. [...]
Zaniosłem Staszewskiemu ostatni tom Miesięcy. Jest dobrej myśli, mówi o przegranej bitwie, ale nie wojnie - tej "oni" nie wygrali i będzie trwała etc. (Wszystkim zadaję podobne pytania i słyszę podobne odpowiedzi). Istotnie, większość świata pracy nie zareagowała na wezwanie KKW w tym sensie, że nie przystąpiła do strajku. Mimo to poparcie duże: zbiórki itp. W samym Płocku jednego dnia zebrano 5 milionów złotych. Były strajki i manifestacje, o których się nie wie, na przykład w Zdziechowicach na Śląsku, gdzie też weszło ZOMO i biło. Ta młodzież, która tym razem robiła pierwsze próby, jeszcze swoje pokaże.
Za drugimi odwiedzinami w "Więzi" - Wo, następnie z nim kilkanaście kroków, bo szedł na dyżur w instytucie. Podniecony tym, co było, i przekonany, że "za parę miesięcy będziemy mieli pełne ręce roboty". [...]
Po południu, po uprzednim telefonie, zjawili się Sawiccy i Docent. Przy butelce whisky omówiliśmy obchody 17 kwietnia i dalszy ciąg, na którym nie byliśmy (wieczorne przyjęcie u Sąsiada, obiad nazajutrz u Pauli etc.). Marek zadowolony. Wszyscy zachwyceni uczestniczącą młodzieżą NZS-u. Okazuje się, że niektóre nadesłane teksty trzeba było "cenzurować", na przykład posłanie Brandta, który przypisywał zamordowanie Altera i Ehrlicha... Niemcom. Omówiliśmy też ostatnie wydarzenia, które i tych naszych przyjaciół nie skłaniają do pesymizmu. Oby mieli rację. Aha, jeszcze było o sesji w Muzeum Archidiecezjalnym, podczas której między innymi odezwali się zdeklarowani antysemici, częściowo z fiołem (facet na wózku). Ala uspokojona: myślała już, że wszystko się w tym kraju zmieniło, ale może spokojnie wyjeżdżać, bo nie. Marek o swoim niedawnym występie u księdza [Stefana] Miecznikowskiego, gdzie jak twierdzi, zmasowany atak antysemitów (na kartkach z sali), na co odpowiadał bardzo ostro, mając większość sali za sobą (oklaski). A w ogóle wszyscy doszli do wniosku, że życie u nas ciekawe... [...]
Sobota, 14 maja
[...] Wieczorem msza u Stanisława Kostki za Grzesia Przemyka i Basię [Sadowską]. Okazało się, że jednocześnie za innych zmarłych. Dużo ludzi, w większości nieznajomych babin, prawdopodobnie regularnie tu uczęszczających (zwróciliśmy uwagę, że nic nie dają na tacę - ale jak mają dawać, jeżeli przychodzą codziennie). Trzej księża, z których Małkowski uczestniczył niemo (zakaz)191. Andrzej Szmidt, Jaś Puszet, ruda Marta, Magda Leja, Halina Stolarkowa, mecenas Bednarkiewicz z żoną i synem, [Elżbieta i Jerzy] Ficowscy [...]. Szaniawscy, którzy zabrali nas na "herbatę" (to znaczy zaimprowizowaną kolację).
U Szaniawskich miło, chociaż on przeziębiony, zakatarzony, nieszczęśliwy. Wczoraj był na tym sławetnym "Consensusie"192 - opowiada, że Jan Józef Szczepański świetny, spokojny, rzeczowy, wykazał bezsens obecnych prób sklejenia tego, co zostało rozbite, przy akompaniamencie kampanii dyfamacyjnej etc. Jeśli chodzi o zniszczenie starego ZLP, to nastąpiło to ze względu na nieprzyjęcie przez pisarzy tego, co nie może być przyjęte - "kierowniczej roli partii". I nie będzie. "Koreferat" [Mariana] Stępnia był kompromitujący, zaczął się od powołania na własną krzywdę - jak go nie przyjęto do starego ZLP. A do nowego przyjęto! Takie były i inne głosy z tej strony z wyjątkiem [Andrzeja] Grzegorczyka, który - nieobliczalny, jak to on - wystąpił właściwie z poparciem Szczepańskiego przeciw władzy, którą zwykł popierać. Andrzej Braun pytał, czy to spotkanie legalne, bo na inne spotkania literatów wkraczała milicja. Artur odczytał list penklubowy z podpisami (tu Szaniawskiemu zrobiło się głupio, że figuruje obok Dobraczyńskiego193, [Wojciecha] Żukrowskiego, [Józefa] Ozgi[-Michalskiego] et co. - tylko [Halina] Auderska, dzięki Bogu, odmówiła). Skończyło się oczywiście na niczym. [...]
Niedziela, 15 maja
Z rozmów u Szaniawskich: ostatnio wydane książki, w tym bestseller Szczypiora [Początek] i Umschlagplatz Jarosława Marka Rymkiewicza. O tym pierwszym była mowa także kilka dni temu z Helgą: dlaczego bestseller w RFN. Ja, że chwytliwe stereotypy fabularne. Helga, że nie tylko - Niemcy z radością czytają, bo wypadają nie najgorzej, właściwie lepiej od Polaków. [...]
Wieczorem z Janką na urodzinach Pauli. Docent, Krzysztof, Kuroń, Geremy, Wujcowie, Joasia, [Krystyna i Mirosław] Koftowie, [Iwona i Michał] Braniewscy (on ma ilustrować Cyryla dla Esther [Kinsky], podszedł porozmawiać, mówi, że trudno mu się wyzwolić od sugestywnych rozwiązań Butenki194), matka Pauli z mężem i francuską kuzynką, młody [Witold] Rosset, Kuba Wygnański z Anią... Rozmowy o tym, co dopiero co było i właśnie jest - załamanie, klęska, zwycięstwo, stare struktury, nowi ludzie itd. Moja teza, że na wszystkim ogromnie zaważyły wielka emigracja bądź odejście aktywistów do prywatnego biznesu, nie zyskała uznania Kuronia, Krzysztofa i Docenta, tylko Gerem mnie poparł.
[...]
Wtorek, 17 maja - środa, 18 maja, Kraków
Dwa dni w Krakowie i Nowej Hucie. W obie strony ekspresem "Tatry" (o świcie i wieczorem). W drodze lektura gazet, czasopism i książki Pawła Huellego Weiser Dawidek (której autor, jak się dowiedziałem w Krakowie, dostał właśnie wraz z Piotrem Sommerem Nagrodę Kościelskich). Pierwsza w Polsce quasi-kontynuacja epopei gdańskiej Grassa (dzieci w Gdańsku powojennym, koło 1957 roku). Fascynacja żydostwem uosobionym w tytułowym bohaterze - nadczłowieku. Jego zniknięcie - być może symbol zniknięcia wartościowego komponentu żydowskiego w życiu polskim (vide Wocial!). Napisane wartko, ciekawe, ale jako literatura nie budzi we mnie takiego entuzjazmu jak w Szewcu i Mentzlu. Przydałby się redaktor do przetrzebienia zbędnych powtórzeń i błędów gramatycznych. W sumie jednak chyba bez porównania lepsze od ogólnego poziomu "młodej prozy polskiej". [...]
Ksiądz [Kazimierz] Jancarz bardzo serdeczny. Niespodzianka: ludzie z komitetu strajkowego - ci, co się ukrywali, i świeżo wypuszczeni z kryminału (już wszyscy), ich rodziny etc. Odnowienie znajomości z Gilem195 i Handzlikiem196, znajomość z [Janem] Ciesielskim (bratem Barbary Labudy) i jego żoną, [Markiem] Surmą, suwnicową Walą Tumanik, dziennikarzem Skoczylasem i innymi. Przyszedł też Leszek Maleszka. Czyjaś opowieść o uciekaniu (lokomotywa). Nastroje dobre, ofensywne, "ruszyło się". Mnie potraktowano bardzo sympatycznie, na wstępie zebrania komitetu zostałem przez Gila przedstawiony i powitany; byłem, jak i inni ludzie spoza komitetu, na pierwszym punkcie obrad - relacje o sytuacji w różnych zakładach Huty, kiedy przeszli do drugiego - wyszedłem. Ale wiedziałem już, co szykują: przekształcenie komitetu strajkowego w komitet organizacyjny "Solidarności" - z decyzją jawnego zaistnienia w zakładach, bez ubiegania się o rejestrację. Spotkany nazajutrz Edward Nowak powiedział mi, że to uchwalono.
W tej części zebrania, w której uczestniczyłem, odniosłem wrażenie, że starzy działacze "Solidarności" odgrywają większą rolę od nowych (Szewczuwianiec zachowywał się powściągliwie i łatwo oddał prowadzenie zebrania Gilowi). Ponadto - że inteligenci przeważają nad robotnikami, ale to mogło być złudne - bo Handzlik, którego brałem za inteligenta, okazał się robotnikiem, natomiast wyglądający na robotnika Nowak - inżynierem. Podobno uchwałę swoją już w ciągu dnia (środa) przekazali do Warszawy i w świat, ale w środę o 23.00 nic w RWE nie było. [...]
Czwartek, 19 maja, Warszawa
[...] Autobusem pośpiesznym do Wadimów [Liji Pentkowskiej i Wadima Mietkowskiego]. [...] Rozmowa o ich pobycie w Moskwie. Ciekawie, ostro, ale niejasno, nawet groźnie. Gorbaczow ma mizerną przewagę w gronie kierowniczym, struktury dołowe ani drgnęły. Ajgi sceptyczny, dla Wadima najbardziej przekonywający. Opowiadał, że w Czeboksarach "pierestrojszcziki"197 nieomalże konspirują, są śledzeni itd. (młodzi dziennikarze i inni). Ale są ludzie bardzo zdecydowani, najbardziej profesor [Jurij] Afanasjew, który zapytany o źródła tego zdecydowania, mówi: "Rozpacz". List Afanasjewa, który podpisali również Sacharow198, [Elem] Klimow i inni, żeby odłożyć konferencję, bo tryb wyborów nie gwarantuje poparcia dla pierestrojki. Ale chyba się nie uda. Nasz list katyński nie do wszystkich dotarł, nie wszyscy wiedzieli, o czym mowa, poza tym - zdezintegrowani, niepowiązani ze sobą, niemożliwe wspólne działanie. Wiktor Jerofiejew, który wybiera się jesienią na wykłady do USA, odpowiadał unikowo, miał pomysły na przykład, żeby ktoś na dłużej przyjechał z Polski i obszedł wszystkich adresatów etc. [...]
Piątek, 20 maja, Berlin
[...] Na Bahnhof Zoo wbrew spodziewaniu Felek (zmienił mu się rozkład dyżurów) i Bocheńscy. Bardzo przyjemnie. Pierwsze wzajemne informacje, umawiania się itd. Parę godzin z Felkiem w domu, nasze ojcowsko-synowskie pogawędki, o 19.00 przyszła Marion199 i Felek podał kolację: włoskie wędliny i frutti di mare, wino, do kawy przywieziony przeze mnie makowy mazurek Janki. [...]
Felek zawiózł mnie do kościoła koło Tempelhof, gdzie jest polskie duszpasterstwo i KIK - dzisiaj występował Jan Nowak200 (przejazdem tutaj, jutro bodaj do Paryża). Dotarłem na sam koniec dyskusji i nie było dla mnie jasne, o co spór się toczy. Potem Ataman201 wyłożył mi tezę Nowaka, z którą się nie zgadza: że droga Polski do wolności prowadzi przez ewolucję, a Rosji - przez rewolucję i połączenie jednego z drugim może dać jakiś wynik.
Po imprezie prelegent podpisywał egzemplarze świeżo wydanej książki - podszedłem i przedstawiłem się [...]. Z radością przywitałem się z przyjaciółmi: [Hanną i Jerzym] Jedlickimi, Amsterdamskimi. Bocheńscy wybierali się na próbę generalną nowej sztuki [Tadeusza] Kantora, a ja skorzystałem z taksówki, którą wezwał Ataman, i dałem się odwieźć do domu - byłem na miejscu przed 23.00.
Sobota, 21 maja
[...] W kinie "Delphi" na filmie według [Milana] Kundery Nieznośna lekkość bytu, nakręconym przez nieznanego mi reżysera [Philipa] Kaufmana. Tłum widzów, wszystkie miejsca zajęte, wybuchy śmiechu itd. Ja się trochę nudziłem. Dużo erotyzmu i kopulacji, zresztą nie obrzydliwej, dobre ciała. Odrobina polityki i historii najnowszej. Filozofia raczej wywietrzała. W epizodzie doskonały Olbrychski jako ubek (czeski naturalnie). [...]
Niedziela, 22 maja
Poranne telefony do Xięcia202, Achillesa i Kopielewów, gdzie natrafiłem na ich córkę Swietłanę. Cała rodzina, włącznie z Komą Iwanowem, zjawi się w Berlinie, zobaczymy się. Potem do mnie zadzwonił Janek Kott i umówiliśmy się na popołudnie.
Przeczytałem przekład mowy, wydaje mi się dobry poza paroma szczegółami. [...]
Wtorek, 24 maja
[...] O 15.00 w Literaturhaus na Fasanenstrasse, znajomość z panem Esche - młodym człowiekiem zajętym wycinaniem prostokącików na wizytówki dla uczestników imprezy. Nie miał tekstu mojej mowy, przy mnie zrobił kserokopię. Kłopot z ustaleniem, w ramach jakiego tematu miałbym przemówić. Nie figuruję zresztą jak dotąd na żadnej liście ani w wydrukowanej już gazecie "Ein Traum von Europa" z sylwetkami uczestników. Jutro po obiedzie mogę się jednak przeprowadzić do hotelu InterContinental, wieczorem - otwarcie imprezy i bal u senatora. Esche - jeśli chodzi o Polaków - zafascynowany powodzeniem książki Szczypiora (której jeszcze nie czytał, ale mówi z zachłystem o liście bestsellerów, recenzjach, [Marcelu] Reichu-Ranickim). Dziś wieczorem Szczypior wystąpi w tutejszej telewizji w ramach "salonu berlińskiego". [...]
Środa, 25 maja
[...] Na Kurfürstendamm nieoczekiwanie spotkałem oboje Szczypiorskich. Rozradowani powodzeniem książki i skuteczną kuracją pani Ewy, wypytujący o Polskę. Usiedliśmy w ulicznej kawiarence, Szczypior postawił mi piwo, sami pili jakieś wody. Przyjechali wczoraj, mieszkają też w InterContinentalu, wiedzieli już o mnie od Rai Orłowej. [...]
Na kawie z całą rodziną Kopielewów (Lew, Raja, Koma i Swietłana) oraz Jefimem [Etkindem]. [...] Najciekawiej rozmawiało się z Komą - o sytuacji i perspektywach. Najautentyczniejsza "partia" w Rosji to nacjonaliści z "Pamięci"203. Muzułmanie też mają swoje ruchy, ale z zewnątrz trudno to przeniknąć. Gorbaczow boi się ich i chce ograniczyć wpływy; w obecnym politbiurze nie ma ani jednego muzułmanina, a [Eduard] Szewardnadze wprowadzony został z motywacją, że trzeba wzmóc reprezentację republik chrześcijańskich. [...]
Autem Szczypiora do hali kongresowej. Przed wejściem podszedł do mnie i przedstawił się bardzo rozradowany [Antonín] Liehm. Potem wewnątrz Węgrzy: [György] Konrád, [Miklós] Haraszti (robią wrażenie sympatycznych młodych ludzi) i Ágnes Heller - odnowienie znajomości sprzed 32 lat, której okoliczności pamiętała równie dobrze jak ja. Maryla [Kurecka-Wirpsza] z Leszkiem [Szarugą], Bocheńscy, Peter Schneider z polską przyjaciółką, [Hans Christoph] Buch, Esche, Schlesinger. Widziałem też (bez zawierania znajomości) Susan Sonntag i Libuše Moníkovą (Czeszkę piszącą po niemiecku, autorkę książki Fasada), Elisabeth Weber. Później znajomość z Tzvetanem Todorovem, znanym francuskim strukturalistą, który twierdził, że jako bułgarski student miał w programie moje socrealistyczne wiersze.
Otwarcie imprezy Ein Traum von Europa w wielkiej sali kongresowej. Prowadziła Anne Jonas i wygłosiła też pierwsze przemówienie (nie licząc powitania w imieniu senatora od kultury). Po niej kolejno Peter Schneider, Ágnes Heller, Claudio Magris (Włoch), Harry Mulisch (Holender, który opowiadał o swoich rozlicznych powiązaniach czeskich, polskich, austriackich, amerykańskich itd.; wypadło dość zabawnie i podobało się). [...]
Czwartek, 26 maja
[...] Po południu panel na temat Jałty moderowany przez Eschego. [Timothy] Garton Ash nie przyjechał. Bardzo dobry tekst literacki odczytała Libuše Moníková (i od tej chwili zaczęła mnie intrygować jako pisarka), ponadto zabierali głos Gojko ?ogo, Ferenc Fehér, Helga Novak, Lars Gustafsson (z którym przedtem zawarłem znajomość), Johano Strasser i Pierre Mertens, a z sali - [Daniel] Cohn-Bendit, Buch, Kopielew i nieznane mi osoby. W wielu wystąpieniach - lewicowa i "antyimperialistyczna" demagogia. Ze zdziwieniem słuchałem frazeologii, od której zdążyłem się odzwyczaić: koncentracja kapitału etc. Cohn-Bendit wydał mi się nieobliczalnym, rozkapryszonym dzieckiem, posługującym się lewackimi stereotypami z rodzajem fanatycznego zachłystu. Wątek wewnątrzniemiecki: zjednoczenie czy nie, realność dwóch państw, kara za hitleryzm itd. - przy czym u wielu spośród zabierających głos rodzaj pokornego masochizmu (Helga Novak). Elisabeth Weber powiedziała mi później w autobusie, że bardzo ją to wszystko rozczarowało: zamiast dyskusji o jakichś walorach literackich - manifestacja dyletantyzmu, zupełnie dla niej nieinteresującego. [...]
Niedziela, 29 maja
[...] Wczoraj wieczór i dziś rano w ogóle zaczęto się rozjeżdżać. W czasie ostatniego panelu (zaczął się po 11.00, skończył po 13.00) nie było już wielu ważnych uczestników, między innymi Kopielewów i pary Fehér-Heller, a publiczność z zewnątrz nie wypełniła sali tak szczelnie jak przedtem. Ale słuchała dobrze.
Zanim usadowiłem się na podium, powiedziałem Buchowi, że tekst204 trochę skróciłem, ale nie tak, jak chciał. Machnął ręką zrezygnowany - podobne kłopoty miał z innymi. Z nami razem na podium znaleźli się: przybyła wczoraj eksredaktorka "L'Unita" [Maria-Antonietta] Macciocchi - mała, korpulentna blondynka w średnim wieku - w towarzystwie tłumacza, której wystąpienie zajęło pół godziny (i podobno czuła się obrażona, że nie pozwolono jej więcej), dwaj Węgrzy - Konrád i [György] Dalos, Szwajcar [Jürg] Laederach, Holenderka Judith Herzberg, która przeczytała trzy wiersze, Pavel Kohout i Jefim Etkind. Ja przeczytałem swoje, nie spiesząc się, w ciągu mniej niż 20 minut. Duże oklaski. Potem różni podchodzili do mnie i mówili miłe słowa. Między innymi jakaś fotografka, facet z "Süddeutsche Zeitung" (że da fragmenty), facet z "Deutsche Welle" - rosyjski redaktor, przed którym uciekałem od początku imprezy, ale tym razem nie uciekłem i musiałem udzielić krótkiego wywiadu, niemiecki pisarz Olav Münzberg, który wręczył mi swoją książkę, skruszony Buch z pochwałami... ale nade wszystko - wstrząśnięta Judith Herzberg - że drugi raz w życiu usłyszała dziś nazwę Grodno, a pierwszy raz też niedawno, w związku z procesem Johna Demjaniuka205: była tam mowa o Żydach z Grodna, którzy w Treblince, już nadzy, podnieśli "powstanie"... [...]
Środa, 1 czerwca, Warszawa
[...] Po obiedzie - Michał Braniewski z próbkami ilustracji do Cyryla. Zupełnie inne niż Butenki, ale też z pewną koncepcją: jest na nich jakby "wszystko jednocześnie", niczym "cały świat" na obrazach Boscha i Bruegla - odpowiada to w pewnym sensie mojej książce, w której wszystko dzieje się naraz - po pierwszym zaskoczeniu zaakceptowałem.
[...]
Sobota, 4 czerwca
W gazetach konferencja prasowa profesora Sacharowa. Chyba i on został uruchomiony przez Gorbaczowa, którego przyciska do muru partyjny beton. Sacharow potępił fakt niewybrania "pierestrojszczyków" na konferencję partyjną i poparł inicjatywę obywatelską, która na placu Majakowskiego zbierała podpisy potępiające tę sytuację.
Z Esther [Kinsky] w księgarni, ona kupiła coś tam dla siebie, a ja - pięciotomowe dzienniki Marii Dąbrowskiej (spreparowane przez [Tadeusza] Drewnowskiego). Przejrzałem je i natrafiłem między innymi na niesympatyczne notatki (którym trudno się dziwić) o własnej osobie z lat 1950-52. Bardziej mnie zdziwiło podkreślanie przy notatce o Dżennet Połtorzyckiej jej tatarskiego pochodzenia, a przy opisie jakiejś sytuacji towarzyskiej skrupulatne dociekanie, kto tam był, a kto nie był Żydem (między innymi Basi Baranowskiej nie była pewna).
Esther prawie cały dzień (włącznie z obiadem) na mieście, spotykała się z przyjaciółmi etc. Ja tymczasem przełożyłem trzy jej wiersze i wieczorem pokazałem, sprawiając chyba niemałą radość. Może dam do "Powściągliwości i Pracy". Przejrzeliśmy także jej przekład Lustra206.
Po południu niespodziewana wizyta Lecha Dymarskiego207. Rozmowa między innymi o wrocławskiej "Obecności". Lech należy do grupy osób, którym nadal odmawia się paszportu (znam z niej jeszcze Geremków, Szaniawskiego i Andrzeja Jagodzińskiego).
Niedziela, 5 czerwca
[...] Artur dał mi do zrozumienia, że coś się dzieje wokół listu penklubowego. Na przyjęciu u Włochów podszedł do niego [Roman] Malinowski (marszałek sejmu, ZSL) i oznajmił, że słuszna inicjatywa etc. Powtórzył, że dzwonił do niego Ozga z kajaniem się, że podpisał, a on: "Nasze stronnictwo nie ma nic przeciwko temu". Podszedł też Krawczuk208 z bardziej krętackim gadaniem, że trzeba by się jeszcze w jakimś gronie spotkać, podyskutować. Artur: "A po co? Zgódźcie się na normalne zebranie...". Takie nienormalne, Krawczukowskie, odbyło się ostatnio w Krakowie. Artur pytał mnie, czy zgodziłbym się wejść do zarządu PEN. Zobaczymy.
[...]
Pod koniec obiadu przyszedł bez zapowiedzi Wo z córeczką Zosią (najmłodszą). Zostali na deserze. Opowiadał między innymi o trwających zabiegach legalizacyjnych "Solidarności" i NZS-u na UW. Rozczarowany postawą niektórych młodszych kolegów (pracowników naukowych), którzy odmówili podpisania listu do profesor [Ewy] Łętowskiej (rzecznika praw obywatelskich) w tych sprawach. Poza tym zmęczony. Chciałby na dłużej (rok-półtora) wyjechać z rodziną w świat: w dobre warunki materialne, mieszkaniowe etc. Rozważaliśmy możliwości, między innymi to berlińskie stypendium, na którym był Holzer i jest Amsterdamski. [...]
Wieczorem z Janką, Natalią i Esther - a także Misią i Haliną [Kluźniak] - na koncercie Ewy Demarczyk w Teatrze Wielkim. Loże amfiteatralne. Tłum. Owacje. Zbyt natarczywe nagłośnienie. Piękny jak zawsze Taki pejzaż, również [Skrzypek] Hercowicz i "A może byśmy tak, najmilszy..." [Tomaszów], ale w sumie rodzaj rozczarowania, a w każdym razie brak tej fascynacji, jaką odczuwałem niegdyś, słuchając tej pieśniarki. Podobnie reagowali spotkani w teatrze Wadimostwo i Sławek Krajewski, a także Natalia, natomiast reszta towarzystwa - nie.
[...]
Wtorek, 7 czerwca
[...] Telefony: [...] rosyjska redakcja BBC - co mam do powiedzenia w związku z dzisiejszym oświadczeniem TASS w sprawie Katynia. Jakie oświadczenie, nic nie wiem. Ano nadali dziś, że sprawa jest nadal badana i jak dotąd nie wykryto żadnych materiałów, które wniosłyby do niej "nowe elementy", a to, co w jakimś tekście radzieckim Anglicy wzięli za przyznanie się, zostało fałszywie zrozumiane... Powiedziałem, co potrafiłem, nic szczególnego - że społeczeństwo polskie wie, kto to zrobił, i nie chodzi o "wyświetlanie" sprawy, tylko o powiedzenie pełnym głosem tego, co wszyscy wiedzą.
[...]
Piątek, 10 czerwca
[...] Joasia Szczęsna z fryzurą afro. Uważa, że w Nowej Hucie i Gdańsku wspaniale, a reszta kraju śpi. Opowiada o trwającej aktywności generała Czesława Kiszczaka209 - między innymi zaprosił na rozmowę Aleksandra Paszyńskiego, który zdecydował się iść, ale jednocześnie dał artykuł do "Tygodnika Mazowsze" ze swoimi "warunkami" ewentualnego "paktu antykryzysowego"210. Joasi wydaje się możliwy wymyślony przez Jacka Kuronia "rząd koalicyjny" - moim zdaniem bez sensu, chociaż poza tym ostatnie wypowiedzi Jacka rozsądne. [...]
Sobota, 11 czerwca
Ksana [Starosielska] na kolacji, dobrze się rozmawiało: o perspektywach w Moskwie (czy Gorbaczow upadnie? czy szowiniści rozpętają pogromy?), o podróżach do Niemiec, o Gienie [Ajgim], o planach wakacyjnych Natalii (Ksana zaprosiła ją do skorzystania z mieszkania) [...].
W ZSRR rewindykacje wydawnicze nie tylko w dziedzinie literatury rosyjskiej, sięgnięto również - między innymi - do tego wszystkiego, czego przez całe dziesięciolecia nie wolno było wydawać z polskiej. Ksana tłumaczyła ostatnio Borowskiego, teraz siedzi nad Andrzejewskim (Bramy raju), w perspektywie ma Konwickiego, ponadto wychodzą [Bruno] Schulz, Witkacy... [...]
Niedziela, 12 czerwca
[...] Józio Waczków na kawie. W Rosji na ich wyprawie - bida i bałagan, większy czas w pociągu, wszystko niepunktualnie i bez sensu. Łupy: w specjalnym bufecie kupili po puszce chałwy (po dwie nie sprzedawano). Ze strony radzieckiej uczestniczyli sami nieznani kiepscy poeci. Personel organizatorski (partyjny) niezadowolony z pierestrojki, przypisuje ją żydowskim machinacjom i wpływom podłej Baszkirki Raisy na słabego Gorbaczowa; ale ma nadzieję, że to się wnet skończy. Pani organizatorka z leningradzkiego gorkomu211 zbierała na stołach niezjedzone porcjowane cukry. (Na kartki bodaj 1 kilogram miesięcznie). Zaczęli jej sami znosić i za to odwdzięczyła się wynurzeniami jak powyższe. [...]
Na kolacji goście: Halina, Janka Zakrzewska, Ryś212 z Grażyną, Wadimowie ze swoim gościem ze Szwecji - filozofem Olkiem Orłowskim. Główne danie - pizza (bardzo dobra). Ogólna rozmowa na wszelkie tematy, ale głównie debata nad wrażeniem Rysia po powrocie z zagranicy dotyczącym upadku nauki polskiej. Jednakże jako rozwinięcie tego jedynie stwierdzenie, że w jego instytucie "nikt nie pracuje", przez ten rok nic nie zdziałali, pracują może 4-5 godzin dziennie, podczas kiedy w Kalifornii, jak zaobserwował, 12-15 godzin. Zdaniem Rysia "to nie ma nic wspólnego z uwarunkowaniami ustrojowymi". Orłowski dorzucił, że poziom polskich czasopism filozoficznych nędzny, przez 20 lat jego nieobecności nic się nie posunięto, nieznane są prace przodujących w tej dziedzinie uczonych amerykańskich, Polacy orientują się jedynie na Niemców i Francuzów. Hm. Doszliśmy jednak do uwarunkowań ogólniejszych (brak czasopism, książek, aparatury).
[...]
Wtorek, 14 czerwca
[...] Koło 11.00 zjawił się Sławek213 i spędziliśmy razem cały dzień, posiłki etc. [...]
Opowieści Sławka o życiu w USA, [...] o polonijnych sponsorach, księżach etc. - z ironią, a nawet goryczą. O swojej sytuacji na uczelni: pracuje na zlecenie, to znaczy z dużo mniejszą zapłatą, bez ubezpieczenia i z kontraktem przedłużanym na każdy semestr - a pracy tyle samo co pełny etat. Chciał wykorzystać znajomość rosyjskiego do włączenia się w prace szefa (który zajmuje się ekonomiką ZSRR, ale czyta wyłącznie angielskie opracowania), jednakże zostało to odparte i ostrzeżono go, że w ogóle wyleci, jak będzie się pchał na chroniony teren.
Krzyś roznosi gazety, żeby opłacić komputer - samo roznoszenie jest łatwe, ale należy do niego również inkasowanie należności i odpowiada za to finansowo. Niektórzy klienci nie lubią płacić, są niesolidni (zwłaszcza Murzyni), zmieniają adres, nie regulując rachunku, to jego strata. Ale duże napiwki, na przykład z okazji świąt, to jego zysk. Znaczną część długu za komputer już zwrócił.
Murzyni dzielą się na inteligencki establishment (Blacks) i hołotę (Niggers - sami tak mówią) demolującą całe dzielnice miast etc. Policja amerykańska bardzo brutalna (mówił o tym w odpowiedzi na moje pytania). Poziom szkół niski, wielki procent wtórnych analfabetów i ludzi nieumiejących zrozumieć czytanego mechanicznie tekstu. Narkomania dzieci i młodzieży. Pomysł profesora Miltona Friedmana, żeby zalegalizować rynek narkotyków - uważa, że to poniekąd uzdrowiłoby sytuację, jak wcześniej w przypadku alkoholu.
Jeszcze o Murzynach: na degrengoladę ich dzielnic wpłynęło zniesienie segregacji i ucieczka tych lepszych między białych. Niski poziom (inaczej niż zauważył był w RFN) kasjerek w wielkich magazynach - nie umieją liczyć, nie wiedzą, ile co kosztuje, nie śpieszą się, kolejki rosną. W sumie obraz nieróżowy, ale widać, wbrew wszystkiemu, że jakoś się przyzwyczaił do tamtego stylu i u nas mnóstwo na nowo go irytuje. Jeszcze bardziej zamerykanizował się mały Krzysio (mówi bez akcentu) i po paru dniach pobytu w Lublinie chciał wracać. Żeby dokonać obowiązkowej wymiany, chodzili z banku do banku, w czwartym, tym właściwym, trafili na nieruchomą kolejkę i mały dostał histerii. Samego Sławka boli to, co zastał w lubelskiej "Solidarności" - skłócenie, kwasy, wzajemne nieuznawanie się i pretensje. [...] Wyjaśniłem mu, że tak jest w całym kraju. [...]
Środa, 15 czerwca
[...] Telefony: [...] Artur (było spotkanie z Barcikowskim214 w sprawie PEN Clubu; jego zdaniem na wysokim szczeblu jest chęć załatwienia tej sprawy, a niżej może to znowu utknąć; oprócz gospodarza i Żuławskiego215 z Arturem byli [Stanisław] Bębenek, [Marian] Piechal, [Józef] Hen, [Michał] Komar, chyba jeszcze ktoś).
[...]
Czwartek, 16 czerwca, Warszawa-Sandomierz
Wczesne wstanie, Natalia odwiozła nas na Dworzec Zachodni, o 7.30 autobusem do Sandomierza, im bliżej, tym piękniejsze krajobrazy, wyjąwszy pokryte pyłem, umierające lasy sosnowe w okolicy cementowni Ożarów.
Przyjechaliśmy przed 12.00, czekał na nas sympatyczny młody dyrektor muzeum literackiego Jerzy Krzemiński, poniósł nasze bagaże, prowadząc spacerkiem na kwaterę. Sandomierz od pierwszego wejrzenia uroczy, zielony, pofałdowany, wielopoziomowy, z prześwitami w różne strony na kwitnącą, soczystą, rozłożystą naturę.
Mieszkanko bardzo sympatyczne, na pierwszym piętrze, pokój z kuchnią i łazienką, stare meble, lampy, mansardowe ściankopowały, z okna widok na Rynek.
Pierwszy spacer po Sandomierzu, katedra, z wysokiej góry rozciągająca się przestrzeń, Wisła pobłyskująca wśród drzew. [...]
Piątek, 17 czerwca
Koło 7.00 rano (już i tak się budziliśmy) megafony uliczne przypominały sandomierzanom o obowiązku uczestniczenia w wyborach (pojutrze).
[...]
Niedziela, 19 czerwca
Słońce, upał, cisza, na Rynku grupki przechodniów rozglądających się za kielichem.
Ulicą Krótką w dół (po drodze lokal wyborczy - dziś wybory do rad - i trudno powiedzieć, żeby świecił pustkami; kiedy mijaliśmy go, wychodziło odświętnie ubrane dość młode małżeństwo z dwojgiem dzieci, wewnątrz widać było inne osoby), schodkami po zboczu, Browarną do mostu drogowego na Wiśle i w lewo na wał przeciwpowodziowy, tym to wałem, po prawej ręce mając łąki i zalewy wiślane, a po lewej zabudowania miejsko-wiejskie, ogrody i pola, doszliśmy do celu naszej dzisiejszej wyprawy - Gór Pieprzowych. Wdrapywanie się stromymi, wąskimi, krętymi ścieżkami między krzewami dzikiej wiśni, dzikich róż i inną roślinnością przetykaną łysymi plackami dziwnej ziemi, jakby mielonym brunatnym łupkiem (stąd nazwa Gór Pieprzowych). Kilkakrotne zatrzymywanie się dla zaczerpnięcia tchu, i roztaczający się widok Wisły, nadwiślańskich zieloności i Sandomierza. Wreszcie znaleźliśmy się na szczycie, tam miedzą przez pola uprawne do wiejskiej drogi. Powrót przez wsie Nowy Kamień i Kamień Plebański. W sumie koło trzech godzin i dość duże zmęczenie. Wieś przechodzi w pewnej chwili w sandomierską ulicę Błonie, potem znów Browarną (inny odcinek) i schody wiodące w górę aż do rogu naszej ulicy Sokolnickiego. Oprócz zmęczenia - rodzaj satysfakcji: jak na starszych państwa, po operacjach...
[...]
Wtorek, 21 czerwca
W gazecie: Trwa obliczanie wyników wyborów. Urban: "Spodziewamy się w obecnych wyborach niższej frekwencji" - niż w jesiennym referendum. "Uważamy, że główną tego przyczyną są złe nastroje na tle gospodarczym, niedawna podwyżka komornego" etc. "Gorszące incydenty w Gdańsku", także "próby zakłócania wyborów" w Nowej Hucie i Warszawie. Paszport bliżej obywatela, ale proszą o wyrozumiałość interesantów, bo złe warunki lokalowe urzędów etc. Artykulas [Michała] Misiornego Literatura i życie literackie - Nowe tendencje i nowe nadzieje, między innymi z aluzjami, że sprawa PEN Clubu zostanie rozwiązana na warunkach "konstruktywnego współdziałania" [...]216.
Środa, 22 czerwca
[...] W gazecie: na pierwszej stronie ani słowa o wyborach, dalej też nie ma komunikatu ani omówień, tylko na drugiej - zwięzłe PAP-owskie sprawozdanie z konferencji Urbana, a w nim stwierdzenie, że "ogólnokrajowy wskaźnik frekwencji stanowi arytmetyczną średnią bardzo zróżnicowanej obecności przy urnach, we Wrocławiu na przykład przekraczającej dwie trzecie wyborców, zaś w Gdańsku wynoszącej 27,5 procent. (...) Ta zróżnicowana frekwencja daje krajową średnią nieco niższą, niż to przewidywały ośrodki badawcze, które jednak z góry zapowiadały niewysoką frekwencję"217.
Janka na dalszych zakupach, ja nad przekładem Tanka i lekturami. Po jej powrocie - odwiedziny w Muzeum Literatury, zwiedzanie, rozmowa z dyrektorem Krzemińskim. Ekspozycja Iwaszkiewicza, a na niższym piętrze - sandomierskich pisarzy, Romana Koseły i Aleksandra Patkowskiego. Ustaliliśmy mój wieczór autorski na sobotę, a fotografowanie być może w piątek. [...]
Po obiedzie skończyłem czytać Lewą rękę ciemności [Ursuli Le Guin] - ma to swój urok, zwłaszcza na początku, ale też partie nużące, w całości nie umywa się do Czarnoksiężnika z Archipelagu. [...]
Skończyłem 4. "Brulion". Mam dla tego pisma dużo życzliwości i trudno jego redaktorom nie przyznać bystrości i wigoru, ale jednocześnie coś mnie razi. Ich krytycyzm nieznający względów - cenna rzecz - zdaje się zbyt graniczyć ze zgryźliwym niszczycielstwem, z łatwością likwidatorskiego gestu. Widzę to głównie w felietonach: Siedzi Misio na kanapie Mirosława Spychalskiego, ale także w pewnym stopniu Strzelaj albo emigruj Marka Tabora [Cezarego Michalskiego], List z prowincji Andrzeja Mirka, Obrzydzenie Radosława Smutnego... W tym samym numerze dobre wiersze Bogdana Czaykowskiego, dobry esej [Tadeusza] Nyczka o [Aleksandrze] Wacie i nie tylko. [...]
Czwartek, 23 czerwca
[...] Dziś przed obiadem - zwiedzanie Muzeum Diecezjalnego w tak zwanym Domu Długosza (ufundowanym w roku 1476 przez [Jana] Długosza, wówczas kanonika sandomierskiego, dla księży mansjonarzy). Ekspozycja urządzona w roku 1937 przez profesora Karola Estreichera. Siedem sal wypełnionych znaleziskami archeologicznymi, detalami architektonicznymi i rzeźbiarskimi z kościołów, meblami i tkaninami z XV-XVIII wieku, rozmaitymi przedmiotami, obrazami, między innymi Cranacha i Caravaggia. Wędrowaliśmy od eksponatu do eksponatu, oglądając z rozkoszą i tak dokładnie, jak to jest możliwe tylko w tak małym a pieczołowicie zagospodarowanym prowincjonalnym muzeum - i zgoła niemożliwe w dużym, przez które się przebiega. [...]
Piątek, 24 czerwca
[...] W naszym mieszkaniu sandomierskim wiszą fotografie literatów, którzy tu przebywali (może zawiśnie i moja). Sami zidentyfikowaliśmy Annę Kamieńską, Seweryna Pollaka, Ludkę Marjańską, Krzysztofa Karaska, Piotra Szewca i Juliana Kawalca. [...]
Po 12.00 zjawił się pan Krzemiński z fotografem. Najpierw robił nam zdjęcia w mieszkaniu, potem wyszliśmy na wspólny spacer i fotografował na Rynku, Mariackiej, przy katedrze i w jej wnętrzu, a także przy Domu Długosza. Okazuje się, że nie wszyscy, którym robiono tu zdjęcia, zgodzili się na ich eksponowanie, na przykład Zaworska i Kirchnerówna odmówiły. Powiedziałem, że mnie też lepiej nie wieszać, bo może to kogoś podrażnić i będą kłopoty. Krzemiński - że się nie boi. [...]
Miasto udekorowane na jutrzejsze i pojutrzejsze imprezy ku czci pułkownika [Wasyla] Skopenki, radzieckiego oficera, który ponoć uchronił Sandomierz przed zniszczeniem podczas działań wojennych (sandomierzanie twierdzą, że to lipa), poległ pod Wrocławiem, a tu się kazał pochować. Wyścig kolarski, biegi, orkiestry na estradzie etc. Rozwieszono w poprzek ulic transparenty "Młodzież sandomierska wita uczestników wyścigu kolarskiego o memoriał W.F. Skopenki", "Młodzież plus przedsiębiorczość równa się postęp", "Młodzież dla reformy, reforma dla młodych", "Porozumienie-rozwój-odrodzenie", "W pokoju przyszłość młodzieży świata", "Młodzież pozdrawia narody krajów socjalistycznych"... Wszyscy ostrzegają nas, żeby jutro uciekać z domu, bo głośne hałasy nie dadzą nam żyć. [...]
Sobota, 25 czerwca
Od rana pada. Co będzie z festynem? Snuje się niewiele osób - trochę staruszków z orderami w klapie, trochę nieletnich w czerwonych krawatach. Z rzadka samochody, w tym zauważyłem dwa o rejestracji radzieckiej.
Napisałem pierwsze zdania dwóch opowiadań (jedno zupełnie nowe, drugie - wariant dawniej pomyślanego) i poprawiłem wiersz Deutschland. Ein Wintermärchen. [...]
Kiedy Janka robiła obiad, rozpadało się na dobre. Za oknem wycie megafonowe, ale publiczności nie widać. W pewnej chwili ustawiła się orkiestra wojskowa, coś tam dziarsko zagrała, ale rychło przestała i biegiem rzuciła się w stronę kawiarni.
Po południu - pada i nie pada, grają i nie grają. Kiedy przed 18.00 szliśmy do Muzeum Literatury, nie padało, a na rynkowej estradce koncertowały jakieś zespoły dziecięce, którymi "dyrygowała" młodociana kapelmistrzyni w krótkiej spódniczce, ale umalowana, żonglując swoją buławą; przypominało to te dziewczątka doboszki z amerykańskich defilad.
Mój wieczór autorski w muzeum. 18 osób, jak policzyła Janka - podobno to dużo jak na tutejsze imprezy. Przeczytałem fragmenty Jesteś i dwie historie: Podpis i Odmowa218, potem odpowiadałem na pytania. [...]
Czwartek, 30 czerwca, Warszawa
[...] Zadzwonił Jacek Salij - czy słyszałem o wypadku Janka Strzeleckiego i czy znam szczegóły219 - nie, nic nie słyszałem... Umówiliśmy się, że Jacek Salij wpadnie w sobotę wieczór, ale prosił, "żeby to nie była kolacja". Już wie - co za małe miasteczko - o projektowanej podróży Natalii.
Piątek, 1 lipca
[...] Piórek220 dzwonił do Janki ze spóźnionymi życzeniami imieninowymi - nas nie było we właściwym dniu, a on sam bawił dwukrotnie w szpitalu. Ale sądzę, że życzenia to pretekst, chciał się wypowiedzieć na temat artykułu Rykowskiego i Władyki w "Polityce" o stalinizmie w literaturze polskiej, w którym i mnie się dostało - wyrazić oburzenie etc. Przeczytałem zaraz ten tekst - i ot, jak wiele innych221. Cytaty z mnóstwa autorów, od Andrzejewskiego do [Władysława] Machejka, trudno, żeby mnie zabrakło, nie przejąłem się. [...]
Sobota, 2 lipca
[...] Wieczorem Jacek Salij u nas. Rozmowa między innymi o Rosji i tamtejszych przemianach, jest w sumie niezłej myśli, sam tam nie był i nie wybiera się, ale miewa kontakty z tajnymi księżmi (Rosjanami z Moskwy i Leningradu, którzy tu przyjeżdżają). [...]
O antysemityzmie polskiego Kościoła: dotarł do dokumentów XVII-wiecznych, napisał o tym do pierwszego numeru nowo powstającego pisma KUL "Ethos"222; przypomina też sławetny obraz w sandomierskiej katedrze, o którym pisał Iwaszkiewicz - Żydzi mordujący chrześcijańskie dziecko na macę. O emigrantach w Londynie, do których trzy lata temu i w tym roku znowu jeździł z rekolekcjami wielkanocnymi. Salij pochodzi z Wołynia, w 1943 roku Niemcy wywieźli do pracy całą rodzinę (miał wtedy rok), co było bardzo ciężkie, ale być może uratowało ich przed Ukraińcami. [...]
Niedziela, 3 lipca
[...] Z Janką piechotą do kościoła (50 minut). Msza między innymi za duszę Antoniego Słonimskiego w 12. rocznicę śmierci oraz o wyzdrowienie Janka Strzeleckiego i profesora Jana Białostockiego. Janek nie odzyskał przytomności, ale ma "własny oddech". Wszyscy o tym mówią, hipoteza wiadoma, ale nie do udowodnienia. [...]
Goście na kolacji: Małgosia Łukasiewicz223 z Jankiem Walcem, Misia, Ula Doroszewska. [...] Ula przyszła wcześniej od innych i zdążyła opowiedzieć to, co sygnalizowała przez telefon: że w Moskwie i mnie podejrzewa się o antysemityzm - mianowicie taką wiadomość miał przywieźć z Polski (i przekazał telefonicznie Zinie) Asar Eppel - o moich rzekomych wypowiedziach popierających "Pamiat'" etc. Wyśmiałem hipotezę Uli, że tak nastawiono go u nas - sam coś pokręcił - u nas przedstawiano by mnie jako żydomasona i stalinowca... Mniejsza w końcu o to, natomiast ogólniejszy obraz tego, co Ula snuła następnie przez cały wieczór - to znaczy tłumu miotającego się w nienawiści do tych bądź tamtych, oskarżającego o wszystkie winy "Żydów" lub "antysemitów" - robi wrażenie. Nie omija to ani ludu, ani aparatu, ani opozycji. W trakcie jednej z manifestacji "nieformałów" na placu Puszkina Ula podeszła do sympatycznie wyglądającej, "naszej", młodej pary, która chętnie poinformowała ją o reprezentowanych na placu programach, nurtach, kierunkach ideowych, po czym nie upłynęło pięć minut i zakomunikowała jej z ufnością, że Żydy wszystkiemu winne. Żydzi tymczasem boją się nastrojów pogromowych i na zasadzie rekompensaty psychicznej darzą przeciwników taką samą nienawiścią, jaką są darzeni. Sytuacja materialno-cywilizacyjno-zaopatrzeniowa bardzo niedobra, zdobywanie elementarnych dóbr konsumpcyjnych wymaga bohaterskich wysiłków. Złodziejstwo: Ulę okradli zaraz na początku, Junnie224 w jej obecności w CDL zginęła torebka (w tym CDL, do którego ordynarne cerberki nie wpuszczają obcych; Junna zresztą i to wydarzenie położyła na karb ciemnych sił, antysemickich czy jakichś tam). [...]
Z kolei opowieść humorystyczna w wykonaniu Janka Walca: już po wypuszczeniu do Szwecji Jacka Kuronia jednym z następnych promów w tym samym kierunku (i w tym samym celu...) jechał Janusz Onyszkiewicz. Na pełnym morzu zjawia się kapitan: "Zaraz będziemy mijali prom wracający do Polski i pan się przesiądzie. Z kraju przyszła wiadomość o anulowaniu pańskiego paszportu" itd. Onyszkiewicz odmówił: "Dobrowolnie się nie przesiądę, jak chce pan próbować siłą, to proszę bardzo". Kapitan łączy się z centralą i otrzymuje następny rozkaz: w takim razie niech cały prom zawraca, i posłusznie go wykonuje. Po to, żeby nie wypuścić Onysza, przeprowadza się taką operację nie tylko na wszystkich pozostałych pasażerach, ale też zakontraktowanych za granicą truskawkach itd. Kosztuje to miliony dolarów, ale Polska Ludowa jest bogata. Jednakże ktoś w centrali przychodzi po rozum do głowy i po trzech godzinach kolejna decyzja: płynąć do Szwecji. Z iluśtamgodzinnym opóźnieniem prom dobija do szwedzkich brzegów i Onysz na nie schodzi ze wszystkimi...
Poniedziałek, 4 lipca
[...] W "Tygodniku Powszechnym" wreszcie mój Powrót Ajgiego z postscriptum i czterema tłumaczonymi wierszami (najkrótszymi, dwa inne odpadły)225. Duża radość.
Po obiedzie Adaś, oddałem mu, co jego. Rozmowa o moskiewskiej konferencji226, pierestrojce itd. Zdaniem Adasia konferencję zwinięto po czterech dniach, żeby się wszystko nie rozpirzyło do szczętu - prowadziły do tego między innymi jawna kontrowersja Jelcyn227 - [Jegor] Ligaczow i inne symptomy "anarchii". W sumie sądzi, że Gorbaczow wygrywa, no ale sam Gorbaczow jest ograniczony własnym aparatczykostwem. Relację Uli Adaś traktuje z rezerwą, ale dostrzega coraz wyraźniej niebezpieczeństwo rosnącej fali szowinistyczno-antysemickiej. Chciałby pojechać do Rosji jako wysłannik "Tygodnika Powszechnego". Ubolewa nad brakiem zainteresowania Rosją w środowiskach niezależnych i katolickich, z Episkopatem włącznie. Pewien młody człowiek (zapomniałem nazwiska) zajął się radziecką dokumentacją, chciał robić biuletyn, ale nikt go nie chciał zatrudnić - w końcu zaangażował się w "Ładzie"228. Adaś próbuje zorganizować u księdza [Stanisława] Opieli w "Przeglądzie Powszechnym" konferencję na te tematy - pyta, czy wezmę udział - oczywiście.
Poza tym mówi o swoich trudnościach pisarskich związanych z tym, że "świat zmienia skórę", a on nie potrafi znaleźć dla poczucia tej zmiany adekwatnego wyrazu. Dreptanie w miejscu dostrzega i u innych publicystów, na przykład Króla. [...]
Po telefonie przyszedł Andrzej Wajda, przyniósł tom sztuk i scenariuszy [Aleksandra] Sołżenicyna pożyczony od Miszy. Chciałby wystawić sztukę i żebym ją ewentualnie przełożył. Jednakże kiedy dokładnie przejrzałem książkę, stwierdziłem, że sztuki, o którą chodzi (bunt w łagrze rozjechany przez tanki), w ogóle nie ma! [...]
Wtorek, 5 lipca
[...] Odniosłem Wajdzie tom ze sztukami Sołżenicyna i wyjaśniłem, że nic z tego. [...] Wreszcie: byli w Gdańsku na chrzcinach Antoniego [Michnika], a przy okazji razem z Adasiem, Zbyszkiem i nie wiem, kim jeszcze, na obozie kadry NZS-u. Tam duża rozmowa, wzajemne pytania i odpowiedzi. Otóż Wajdę uderzyło, że jeśli chodzi o lektury i filmy, ci młodzi korzystają w sposób naturalny ze wszystkich obiegów i wydawane tu czy tam książki, jak również filmy z oficjalnych ekranów i z przemyconych kaset wideo przepływają przez ich świadomość jakby jednym potokiem. Podoba mu się to, mnie też, zresztą czy dotyczy to tylko młodych, czy inaczej jest z nami? [...]
O filmie Biesy229 - sam Wajda uważa go za nieudany, bo pomysł uczynienia Szatowa głównym bohaterem niefortunny; ja tego pomysłu broniłem, Krysia też. Wajda mówi, że krążył wokół spojrzenia na świat Biesów poprzez Stiepana Trofimowicza i Warwarę (nie pamiętam otczestwa) - mogliby to byli zagrać Simone Signoret i Yves Montand - jeździli do nich pod Paryż w tej sprawie, toczyły się tam między tą parą wspaniałe kłótnie o minione winy (z czasów fascynacji komunizmem), ale do sprecyzowania pomysłu nie doszło, a Simone wnet umarła... Film we Francji słabo eksploatowano, bo producent pożałował forsy na reklamę; nie zależało mu, bo swoje zarobił, sprzedając film za granicą. W Polsce też nie chciano filmu na ekrany, wzięto tylko do obrotu drugorzędnego, to znaczy telewizji. O tym wszystkim - z lekkim rozgoryczeniem. [...]
Wreszcie między innymi była mowa o zabiegach władzy o "pozyskanie" niektórych opozycyjnych intelektualistów. Do Kisiela zadzwoniono z zapytaniem, czy przyjąłby zaproszenie na spotkanie z Gorbaczowem. Odpowiedział, że chętnie by porozmawiał z panem Gorbaczowem, ale nie w tym towarzystwie, jakie zostanie tam zgromadzone. Wajda (podobnie jak Turowicz) otrzymał list podpisany wspólnie przez [Aleksandra] Gieysztora i [Józefa] Czyrka, zapraszający do udziału w jakimś powstającym stowarzyszeniu czy klubie, z załączoną kilkudziesięcioosobową listą przewidzianych uczestników - w tym większość łajdaków typu [Ryszarda] Wojny i na okrasę paru takich jak oni. Nie skorzystał.
[...]
Czwartek, 7 lipca
[...] Wieczorem z Janką na Krótkich spotkaniach w "Bajce". Wstęp wolny. Jak na film radziecki było trochę ludzi. Ze znajomych Sławek Krajewski. Niestety - dwie grupy dzieci z kolonii, które fatalnie się zachowywały. Dodatek - estońskie eksperymentalno-rysunkowe Śniadanie na trawie [Priita Pärna] - też dobre. A film [Kiry] Muratowej z 1967 roku (20 lat na półce) - świetny, nie zestarzał się, realistyczny, gorzki, rzetelny w realiach etc., obejrzeliśmy go z przyjemnością. W rolach głównych: pani reżyser (podobna do Teresy, niezbyt ładna, ale z wdziękiem, błyskiem, inteligencją, wtedy chyba 30-letnia), [Nina] Rusłanowa, Wysocki. Za "stagnacji" niedopuszczony do rozpowszechniania najwidoczniej ze względu na pokazaną sowiecką rzeczywistość.
Piątek, 8 lipca
[...] Na kolacji Krzysztof, a także Joasia z Anią [Dodziuk]. O spotkaniu intelektualistów z Gorbaczowem: Krzysztof jest zdania, że trzeba uczestniczyć. Kryterium: dziennikarzom zachodnim nie udałoby się wytłumaczyć, dlaczego nie. Stelmachowski przyjął zaproszenie, poszukują Stommy230, podobno na liście są Wajda i [Krzysztof] Kieślowski, ale jeszcze o tym nie wiedzą... Reiff opublikował w "Woli" broszurę polityczną o całej sytuacji - Krzyś zachwycony, choć jeszcze nie przeczytał do końca231. Przy stole ponadto rozmowa o "Solidarności", o poszczególnych działaczach (oceny, plotki) i sytuacjach. Joasia o filmie Kieśla, w którym zagrała jej mama (i w epizodzie Celina - o czym opowiadała nam ostatnim razem).
[...]
Niedziela, 10 lipca
[...] Z Janką pieszo do kościoła - ale nie całą drogę, bo na placu Krasińskich zatrzymali się Geremkowie i nas podwieźli. [...]
Na mszy stosunkowo mało ludzi. Przy wychodzeniu z kościoła łapali mnie kolejno: [...] mężczyzna, którego rozpoznałem, dopiero kiedy mi się przypomniał - Jerzy Olbrycht ze "Sztandaru Młodych", współwędrowiec (trzeci był Leon Szulczyński) po Budapeszcie we wrześniu 1949 - chodzi do duszpasterstwa, dawno mnie przyuważył, jeszcze na Przyrynku - od trzech lat emeryt, ale nadal w partii, jakiś czas był nawet sekretarzem POP w "Interpressie", pisuje do "Polityki" oraz "Za i Przeciw"... [...], wreszcie Andrzej Jagodziński - był niedawno znowu przesłuchiwany na Rakowieckiej, jego rozmówca kapitan Lewandowski miał na kartce kilka nazwisk, między innymi Michnika i moje, ale chodziło o sprawy czeskie, kontakty z emigrantami etc. Na końcu kapitan Lewandowski złożył mu ofertę: otrzymuje dużo czeskich książek, ale nie zna języka, może Andrzej Jagodziński by je czytał i mu referował?
[...]
Poniedziałek, 11 lipca
[...] Dziś rano, nie odzyskawszy przytomności, umarł Janek Strzelecki. W gazecie: Dziś rozpoczyna się oficjalna wizyta Michaiła Gorbaczowa w Polsce - "Przewiduje się, że będzie to pobyt pełen symboli i niezwyczajnych wydarzeń"232. [...]
Od różnych osób i w różnych wersjach słyszałem dziś twierdzenie-hipotezę, że Gorbaczow wypowiedział się w sejmie o Katyniu. Ale obejrzałem godzinny "Dziennik Telewizyjny", poświęcony prawie w całości jego pierwszemu dniowi w Warszawie, między innymi była tam mowa w sejmie (ocenzurowana?) i nic o Katyniu, ani w jedną, ani w drugą stronę. W ogóle nie powiedział nic szczególnego, natomiast twarz ma ludzką, żywą, uśmiechniętą i w tym zestawieniu jego warszawski kolega wygląda sztywniej jeszcze i smętniej niż zwykle.
[...]
Środa, 13 lipca
[...] W gazecie: Gorbaczow w Krakowie, "Serdeczność Polaków przeszła oczekiwania" etc. [...] Barcikowski: "Sprawa Katynia wyjaśniona zostanie po zakończeniu całości prac komisji...233 Problemów trudnych między różnymi narodami jest wiele, nie dotyczy to tylko Rosjan i Polaków...".
[...]
W porze obiadowej zjawił się Sławek Kozłowski z Krzysiem, zostają do jutra po południu. Przyjechali dziś z Lublina i usiłowali załatwiać sprawę zaginionych bagaży. Najpierw był kłopot z dojazdem na lotnisko, bo autobus zatrzymano daleko przed Okęciem i dalej nie jechał - ze względu na lecącego do Szczecina Gorbaczowa! Ludzie z walizkami i tobołkami szli piechotą, denerwując się i męcząc. Sławek stwierdził na miejscu po raz kolejny, że bagaży nie ma - zaginęły definitywnie i będzie już w Ameryce załatwiał odszkodowanie. W Krakowie był parę dni przed wizytą Gorbaczowa i obserwował konstruowanie wioski potiomkinowskiej: żołnierze wysadzali kwiaty itp.
Wracając do gazetowych wiadomości o pobycie Gorbaczowa w Krakowie: zwraca uwagę nieobecność kardynała Macharskiego podczas wizyty w kościele Mariackim (sądzę, że to reakcja na rozczarowanie w sprawie Katynia - między innymi) i brak choćby "półopozycyjnych" nazwisk intelektualistów na spotkaniu u Wierzynka (byli [Krzysztof] Penderecki, Kantor, [Wiktor] Zin).
[...]
Czwartek, 14 lipca
[...] W przedłużonym "Dzienniku Telewizyjnym" pokazali między innymi spotkanie Gorbaczowa i Jaruzelskiego na Zamku z intelektualistami. Mało znajomych twarzy, mignął [Władysław] Terlecki i może (czyżby?) Grześczak. Głos zabierali sami swoi: [Jerzy] Adamski, [Zbigniew] Safjan, Żukrowski, Sandauer, Janusz Kuczyński, [Krzysztof Teodor] Toeplitz... Coś sensownego, jak się zdaje, powiedział tylko profesor [Jan] Szczepański - że jeżeli sami inteligenci wsiądą do pociągu pierestrojki, to psu na budę, bo o wszystkim zdecydują producenci, robole... [Krzysztof] Zanussi mówił coś gładkiego i bez znaczenia, a Marcin Król mignął na wizji, ale bez fonii - widać, jego głos nie zasłużył na rozpowszechnienie...
[...]
Piątek, 15 lipca
[...] Zadzwoniła Helga - jest w Warszawie w dziennikarskiej obsłudze wizyty Gorbaczowa. Jeszcze zadzwoni później i może przyjdzie. [...]
Po południu miła wizyta Helgi. Przyjęliśmy ją winem i malinami. [...] Główne wrażenia Helgi z Gorbaczowa w Polsce: autokrata, car, paternalistyczne poklepywanie Polaków po ramieniu, brak istotnych treści, niezdolność do wykrztuszenia powszechnie znanych prawd historycznych i gestu ekspiacyjnego a la Brandt - duży błąd polityczny, przegapienie dobrej okazji do "podbicia" Polaków (przy tym wszystkim jakoś sympatyczny, żywy w przeciwieństwie do naszej kukiełki, dodatkowo rażącej swoją wiernopoddańczością). Wśród innych tematów - jej irytacja na Adasia za takie gesty jak ochrzczenie dziecka i w ogóle konformistyczne jej zdaniem, nieautentyczne demonstracje wspólnoty ze "społeczeństwem polskim i katolickim". Tradycje KOR-u widzi w czym innym i boli ją odchodzenie od tego. U Adasia dopatruje się wpływu wewnętrznego nieporadzenia sobie z żydowskim pochodzeniem (ale co ona może o tym wiedzieć?).
[...]
Poniedziałek, 18 lipca
[...] Z Janką, po drodze kupując kwiaty, na cmentarz; z przystanku zabrali nas Szaniawscy, którzy byli samochodem. Msza na wolnym powietrzu, to znaczy na cmentarzu w pobliżu Alei Zasłużonych, potem przemarsz wielkiego konduktu do grobu rodzinnego w odległej części Powązek. Wielkie tłumy - poza znajomymi i szeroko rozumianym środowiskiem dużo ludzi z "Solidarności" przybyłych z całego kraju, a także natarczywych "krzyżówek", nie bardzo orientujących się, kim był Jan Strzelecki, ale narzucających zgromadzeniu swoją dewocyjność, pieśni, gesty, a także pilnujących innych, żeby się "właściwie" zachowywali, nie stawali na grobach (jak nie stawać?) itp.
Poza tymi irytującymi babami - piękna uroczystość. To, że robotnicy przyszli tak licznie uczcić "swojego" intelektualistę, było sympatyczne. Transparenty i sztandary "Solidarności" z Katowic, Podbeskidzia, Gdańska itd. Wałęsa, Jaworski, Luty, [Jan] Mazurkiewicz, Wujec, Lityński, Pinior, Bieliński, [Ludwik] Dorn, połamany Staszewski (aż żal patrzeć) z Danusią, Burek234, [Krystyna] Burkowa, [Józef] Duriasz z żoną, [Anna] Trzeciakowska, Ofierska, Duża Basia, Antoni Zambrowski, Wiesław Chrzanowski235, Ambroziak236, Gawryś, [Andrzej] Friszke, [Zdzisław] Szpakowski, [Ryszard] Kapuściński, Marszałek, [Eugeniusz] Kabatc, [Michał] Radgowski z żoną, [Adam] Sikora, Turski i [Adam] Krzemiński z "Polityki", Artur, Mandzioch, Braun, Szczęsna [...], Kuroń, Edelman, Sawiccy z matką Pauli, eksżona młodego [Andrzeja Tadeusza] Kijowskiego [...], Wanda Wertenstein, Matuch [Ryszard Matuszewski] z Ireną [Szymańską], pani Wojnicz, Stolarkowa i inne panie z ZLP, Witek Zalewski, Bryll, Zimand, Geremkowa, Śliwiński, niepodobna wyliczyć... Mały transparencik z napisem sugerującym, że Jana Strzeleckiego zabił ten sam diabeł co księdza Popiełuszkę (o księdzu Jerzym wspomniał w swojej homilii biskup Miziołek). Celebrował mszę biskup w otoczeniu wielu księży, między innymi Salija, Małkowskiego, Niewęgłowskiego, [Jana] Sikorskiego i (jeśli dobrze rozpoznałem) [Michała] Czajkowskiego, który też miał homilię (sensowniejszą od biskupiej), ale może to był Opiela. Nad grobem przemawiał ktoś z dawnego ZNMS-u, następnie Mazowiecki, Siciński237, Michnik (najlepiej), Szaniawski, Czartoryski. Trwało wszystko razem ponad trzy godziny, wróciliśmy bardzo zmęczeni i po zaimprowizowanym obiedzie położyliśmy się. [...]
Wtorek, 19 lipca
[...] Niezapowiedziana wizyta Adasia, która się przeciągnęła przy kielichu (wypiliśmy Krzysiową brandy do końca; w trakcie nadjechała Janka i przyłączyła się do nas), było wyjątkowo przyjemnie, nieśpiesznie, na luzie towarzyskim - jak to się czasem udaje w trakcie takich właśnie improwizowanych spotkań. Rozmawialiśmy na początku o Strzeleckim i jego pogrzebie (Jaga238 ma oczywiście za złe Adasiowi "wiecowość" jego mowy, a w szczególności - że "nie ma wolności bez "Solidarności""), a stąd pociągnęły się różne wątki: więc najpierw samego Janka, z wszystkimi jego hamletyzmami, anegdotycznymi unikami i cofnięciami się przed wyraźnym czynem, gestem, decyzją [...], a jednocześnie z wczesną i jaśniejszą niż u kogokolwiek świadomością, czym "to" jest i jak się może rozwijać, z doskonałymi, precyzyjnymi, choć skąpymi ilościowo tekstami itd. To, co w mowie pogrzebowej Adaś mówił o trwałej obecności Janka w piśmiennictwie i kulturze polskiej naszej epoki - jest niezbitą prawdą.
Wątek śmierci Janka: Adaś jest przekonany, że to policja (inaczej niż Geremek i Kuroń). 17 ciosów w głowę - żeby zabić, żeby być pewnym, że się zabiło - rabuś by poprzestał na jednym. Za motyw Adaś uznaje polityczną potrzebę jakiejś grupy, żeby nie dopuścić do ugody między władzą a opozycją. Właśnie człowiek typu Janka mógłby być partnerem w tych pertraktacjach bardziej niż Geremek czy ktokolwiek. Prawdę mówiąc, ta motywacja najmniej do mnie przemawia... [...]
Niektóre inne tematy: niedawna wizyta Gorbaczowa, sytuacja Adasia. Wizytę ocenia negatywnie-sceptycznie, w związku z tym chwali mój felieton Bukwy krążą po Europie. Mówi, że Gorbaczow zupełnie nie wyczuł Polaków, nie zrozumiał, że z Polakami nie wolno mówić tak po sowiecku, nic im nie ofiarowując z dziedziny rzeczywistego "gojenia ran" itd. Patrząc wstecz na XIX konferencję KZPR, też uważa, że Gorbaczow ją przegrał (to pewna zmiana poglądu w stosunku do wypowiedzianego wcześniej).
Jeśli chodzi o własną sytuację Adasia, to skarży się, że ma trudności z pisaniem (w związku z tym nie może się ciągle zabrać do zamierzonego eseju o Historiach) - rozjazdy, ludzie, sprawy, Warszawa, Sopot (ale w Sopocie łatwiej).
[...]
Rozmawialiśmy też o młodości (jako subiektywnym poczuciu psychicznym Adasia i moim), o starości, odchodzeniu ludzi itd. Adaś, który od dawna unikał Stefana Staszewskiego (nie chcąc być do niego "przypisany"; bo Stefan lubił się chwalić swoją rolą ośrodka politycznego skupiającego młodych), podjął nagłą decyzję złożenia mu wizyty razem z nami. Spróbujemy jutro.
Środa, 20 lipca
[...] Wieczorem z Janką i Adasiem u Staszewskich. Danusia zaprosiła do stołu, była też jej córka Hanka z mężem, potem przyszedł Sławek Krajewski. Gospodarze uszczęśliwieni obecnością Adasia. Rozmowy o sprawie mieszkaniowej Adasia, o spotkaniu w górach z Czechami (w przeddzień wizyty Gorbaczowa); z naszej strony byli między innymi Bujak, Janas, Kuroń (któremu chodzenie sprawiało ogromną trudność), Dana [Filarska], Romaszewski, Pinior, z tamtej - [Václav] Havel, [Jaroslav] Šabata, [Ladislav] Lis...239 Rozkwit drugiego obiegu w Czechosłowacji, przyrost odwagi, cztery teatry chcą wystawić sztukę Havla (nie pozwolą im, ale parę lat temu nie miałyby takiego pomysłu). Również w Moskwie chcą go wystawić, a jakieś pismo moskiewskie dało z nim wywiad, co spowodowało czeską notę dyplomatyczną. O "próbach porozumienia" i "rozmowach" w Warszawie. Jedne z Czyrkiem i Cioskiem240 - Stelmachowskiego i Wielowieyskiego (Danusia oburza się, że poza plecami członków KIK-u), drugie na UW, u Białkowskiego, z tamtej strony na szczeblu Wojny etc., z naszej - Klemens, Bronek i inni. Byli też proszeni Adam, Kuroń i Mazowiecki, ale nie skorzystali. Stefan oburzony na to wszystko, także na artykuł Kulerskiego, w którym ponoć mowa, że trzeba ratować samobójców (to znaczy rząd) nawet wbrew nim. O biskupach, ich stanowisku, roli, poglądach etc. [Ignacy] Tokarczuk, [Henryk] Gulbinowicz, Gocłowski (tego ostatniego Adaś uważa za mądrego endeka). [...]
Czwartek, 21 lipca
[...] Jeszcze z przedwczorajszych rozmów z Adasiem: o spotkaniu intelektualistów z Gorbaczowem na Zamku. Pełen uznania (podkreślając, że jak wiadomo, nie wielbi go) dla Marcina Króla: ten wykonał to, co należało wykonać, pytając o stosunek do inwazji w Czechosłowacji 20 lat temu w świetle nieaktualności doktryny Breżniewa. Adaś: "To, czego nie powiedziała mu pani [Margaret] Thatcher, nie powiedział Reagan, ośmielił się poruszyć mały Polaczek, syn zgnębionego, wasalnego narodu!". Zgodziłem się z Adasiem, dodając, że oprócz wielkiej polityki było to rozsądne i w perspektywie tej małej: swoją odzywką Król uwiarygodnił "Res Publicę" jako ośrodek niezależny.
[...]
Piątek, 22 lipca
[...] Skończyłem czytać dzieło Walca o Mickiewiczu241. Interesujące, ale budzi mnóstwo sprzeciwów. Pierwszy to zbyt natarczywe wyszydzanie i postponowanie dotychczasowych badaczy, reprezentantów innych poglądów na przedstawiane sprawy. Drugi - bardziej zasadniczy - to ujęcie twórczości Mickiewicza jako nieustannej kalkulacji, nawet manipulacji, strategii, odrzucenie elementu spontaniczności, wizyjności, autokreacji lirycznej nie tylko na zasadzie chłodnego rachunku, ale także jakiegoś autentycznego porywu duszy. Ujęcie Walca jest dosyć przekonujące, kiedy mowa o takim tekście jak Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, i wydaje się martwym schematem zastosowane do poezji. W mniejszym stopniu - w ramach tego gatunku do takich tendencyjnych tekstów jak Grażyna i Konrad Wallenrod. Jako człowiek uprawiający od czasu do czasu poezję nie jestem w stanie tezy o poezji jako manipulacji przyjąć. I kiedy Walc (strona 275) wyszydza zdanie [Stanisława] Pigonia, że "żadna z jego (Mickiewicza) wielkich kompozycji literackich... nie jest owocem kalkulacji, techniczną realizacją zamysłu sprecyzowanego i ustalonego", to mnie się ono wydaje bliższe prawdy niż pogląd odwrotny. Rozbiory poszczególnych utworów dokonane przez Walca są "negatywistyczne": jeżeli Pan Tadeusz jest skłamany w realiach, reakcyjny społecznie, amoralny, traktuje o idiotach i idiotkach, kobiety są w nim brzydkie i nijakie, ludu w ogóle nie ma itd., to na czym polega uroda tego dzieła i czy w ogóle można o niej mówić? Co do szczegółów - mam między innymi odmienny pogląd na Puszkina, sprawę Puszkin-Mickiewicz, Jeźdźca miedzianego itd. Rzekomo "fałszywe proroctwo" wiersza Do Matki Polki jest nim, jeśli się chce je przypasować do powstania listopadowego, ale nie jest - jeżeli w nim dojrzeć bardziej długodystansową wizję polskiej rzeczywistości XIX- i XX-wiecznej. Itp. Zamierzam wszystko to jutro Jankowi powiedzieć.
[...]
Czwartek, 28 lipca
Wczoraj i dzisiaj - nad sporządzaniem listy autorów do ewentualnego uwzględnienia w antologii Bóg rosyjskich poetów. Wyszło mi ponad 100 poetów! (Od [Michaiła] Łomonosowa do [Iriny] Ratuszyńskiej). [...]
Dziś rano przy kupowaniu gazety pan kioskarz oznajmił mi, że było o mnie w "Kontrastach" - [Włodzimierz] Sokorski napisał - "No, muszę przyznać, że niepochlebnie, nazwał pana chorągiewką"...
Piątek, 29 lipca
Zacząłem felieton, ale odłożyłem i większą część dnia spędziłem nad Ajgim: próba wyboru z tekstów oryginalnych z zaznaczeniem, co istnieje w przekładzie. Wydobyłem między innymi nigdy niedrukowane przekłady [Witolda] Wirpszy i [Arnolda] Słuckiego (niegdyś zdjęła cenzura).
[...]
Niedziela, 31 lipca
[...] Wieczorem bankiet u Sawickich na cześć gościa z Ameryki - [Adama] Rapaczyńskiego. Gładki, elokwentny młody pan profesor specjalnie mnie nie zainteresował (podobnie jak parę lat temu, kiedy przyprowadzili go do nas). Marek trochę naburmuszony - Paula twierdzi, że zazdrosny o gościa (Mirek pogodny). [...] Na przyjęciu oprócz wymienionych: Ewa Zarzycka[-Bérard] (późno), Wajdowie, Geremkowie, Szaniawscy, [Krystyna i Jan] Lityńscy, Wujcowie, Kuroń z Daną, Kalbarczykowie [Perła Kacman i Damian Kalbarczyk], [Irena i Krzysztof] Herbstowie, [Maria i Jan Józef] Lipscy, Krzyś Śliwiński, Joasia, Ania Dodziuk, jeszcze jakiś Amerykanin... [...]
Ogólna rozmowa, jak zwykle, o zamordowaniu Janka Strzeleckiego. Rapaczyński robi sondaż opinii i stwierdza, że opozycjoniści często uważają, że to zwykli bandyci (między innymi Joasia i Jacek Kuroń), a "ludzie" - że policja. Z przepytywanych tutaj Helena Łuczywo242 uważała, że bandyci, Marek - policja, Hania - waha się; dawniej była pewna, że bandyci, zwłaszcza że Marcin [Geremek] mówi, że do szpitala przywożą wielu ludzi nie wiadomo przez kogo załatwionych; później zaczęły do niej docierać poszlaki czyniące tę tezę bardziej wątpliwą, na przykład ślady i niedopałki koło samochodu - bandyci zrobiliby swoje i uciekli. Joasia: "Czy bandyci muszą być logiczni?". Odwieźli nas do domu Szaniawscy, Klemens wreszcie dostał paszport, jedzie do Brighton (w drugiej połowie sierpnia).
Poniedziałek, 1 sierpnia
[...] Dzisiejsze telefony: [...] Artur - dziś Julek Żuławski otrzymał list od prezydenta miasta upoważniający do zwołania zebrania wyborczego PEN Clubu! Uda się zwołać najwcześniej na koniec września.
[...]
Czwartek, 4 sierpnia
Nasza 40. rocznica ślubu! Rano kupiłem kwiaty, złożyłem Jance życzenia, potem zadzwoniła z życzeniami Janka Zakrzewska, więcej nikt nie pamiętał, no bo skąd (nawet nasi świadkowie - Rysio [Herczyński] z Konwą). [...]
Czytelnicy "Kultury"243 wybrali w plebiscycie "akademię literatury": Żukrowski (119 głosów), [Roman] Bratny, [Tadeusz] Różewicz, Konwicki (114), Dobraczyński, [Maria] Kuncewiczowa, [Teodor] Parnicki, Miłosz (90), Krawczuk, Kapuściński, Kuśniewicz, [Bohdan] Czeszko, [Sławomir] Mrożek, [Zbigniew] Nienacki (60), [Waldemar] Łysiak...
Po południu [Rüdiger] von Fritsch na kawie. Pełen optymizmu (jak to cudzoziemcy), jeżeli chodzi o rozwój sytuacji w Polsce ku pluralizmowi, demokracji, podzieleniu się przez partię władzą z opozycją etc. Ja jestem bardziej powściągliwy w swoich spodziewaniach. [...]
Zadzwoniłem do Haliny Mikołajskiej, pytałem o zdrowie (kiepsko, ale trzyma fason) i o świeżo wydaną książkę Mariana o generale Zajączku [Generał Arbuz] (czeka na mnie egzemplarz), stanęło na tym, że odwiedzimy ich w sobotę po południu. [...]
Piątek, 5 sierpnia
[...] Telefony od rana: [...] Danka [Sadkowska] - z dodatkowymi wynikami plebiscytu "Kultury". Za wcześnie się śmiałem: moje nazwisko też tam jest, u dołu listy, w grupie 16 autorów, którzy otrzymali po trzy głosy (między innymi [Henryk] Bereza, [Kazimierz] Koźniewski, Osmańczyk244, Rakowski, Zagajewski245...). Wojtyła zebrał osiem. Są po dwa i po jednym (na przykład Krynicki246). Tylko Mandzioch i Jacek Bocheński wyszli sucho. [...]
Sobota, 6 sierpnia
[...] Do Mariana i Haliny, gdzie pod ich bramą umówiony byłem z Janką. W tramwaju - Szymon Bojko po rocznych wykładach w USA, wiecznie dziarski staruszek. Dotarłem o 17.15, Janka już na mnie czekała.
Przyjął nas najpierw Marian, Halina przyjmowała akurat siostrę Gizelę z Szymanowa, z którą i my rozmawialiśmy później chwilę, kiedy wychodziła. [...] Marian podarował mi swoje świeżo wydane książki: Generała Arbuza (o Zajączku) w "Iskrach" i siódme wydanie Od dzwonka do dzwonka w drugim obiegu. Ja jemu (im) - Ratuszyńską247. Rozmowy o różnych ludziach - Marynie Zagórskiej, [Stanisławie] Dygacie, [Józefie] Prutkowskim - na zasadzie ich umiejętności rzucania błyskawicznych formułek dowcipnie chwytających istotę innych osób, jak "Wilk w postaci babci Czerwonego Kapturka" (Maryna o [Hannie] Ożogowskiej), a także puszczania łatwych zmyśleń i plotek. O innych ludziach na zasadzie "ach, gdzie są niegdysiejsze śniegi" - na przykład o Stanisławie Mojkowskim, przyjacielu Mariana z oflagu [...].
Od Mariana usłyszeliśmy też o proteście radzieckim po opublikowaniu przez "Politykę" referatu Chruszczowa248, którego sami dotąd nie opublikowali. Argument: uczyniono to bez zgody właściciela (to znaczy radzieckiego archiwum). Redakcja ma przykrości. Machejek też usiłował to publikować w odcinku i ucięto po pierwszym. Reszta jest milczeniem. A ci naiwniacy z BBC, którzy wtedy do mnie dzwonili...
Jeszcze jakiś czas - po wyjściu siostry Gizeli - u Haliny. Teraz czuje się dobrze, bóle ustąpiły, rozpoczęła kurację hormonową. [...] Mimo wszystko Halina pracuje: przygotowała monolog według eseju [Anny] Bojarskiej Śmierć Cwietajewej (kiedyś drukowaliśmy to w "Zapisie")249. Chętnie nam przeczyta w najbliższych dniach. Miałem nieostrożność wspomnieć, że Bojarska robi dla Wajdy sztukę o Kościuszce. Nastąpił monolog o tym, że Wajda jest głupcem, nie rozumie tekstów, Dostojewskiego wystawia poza Dostojewskim, a Wyspiańskiego przeciw Wyspiańskiemu. Dla Haliny istotą Dostojewskiego jest obnażanie wewnętrznego zakłamania nas samych, tego świństwa, które w nas siedzi (dla mnie - historyczna prawda o ubłoconej zewnętrznie i wewnętrznie Rosji), istotą Wyspiańskiego - "wieczna polska niemożność" (dla mnie - historyczna niemożność społeczności zniewolonej i skorumpowanej; Wesele jako ciąg dalszy pewnych scen z Dziadów; myślę, że [Andrzej] Kijowski, scenarzysta Wesela Wajdy, odczytał to prawidłowo, a Wajda zrealizował jego myśl). Broniłem filmu Wesele, ale w większą dyskusję nie chciałem się wdawać.
Niedziela, 7 sierpnia
[...] Przygotowałem do wysłania i opatrzyłem listem przewodnim do ZG Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego (na ręce [Wojciecha] Kiedrowskiego i [Edmunda] Puzdrowskiego) w podarunku na aukcję, jaką urządzają dla podreperowania finansów, maszynopis Prometeusza Jerzego Andrzejewskiego, który podarował mi go, jak świadczy lakoniczna dedykacja ("Witkowi"), 29 października 1971. Sądzę, że był to okres naszego listu w sprawie "Ruchu".
Wieczorem z Janką na pożegnalnym party u Ewy [Kulik] i Konrada [Bielińskiego] (za tydzień jadą - via Paryż i Londyn - do USA, gdzie na oboje czekają stypendia roczne w Bostonie; po licznych odmowach załatwił im paszport senator [Edward] Kennedy w rozmowie z wicepremierem [Zdzisławem] Sadowskim). Sporo ludzi, ale bez wrażenia takiego tłoku jak na balach u Jacka Kuronia (który nie przyszedł, zadzwonił, że kiepsko się czuje). [...]
Poniedziałek, 8 sierpnia
[...] Na kolacji goście: Teresa, Halina Kluźniakowa, Bronek, Artur. Dobre żarcie i picie, luz, miła atmosfera związana bodaj z tym, że prawie wszyscy bardzo atrakcyjni towarzysko, a niewalczący o rolę duszy towarzystwa, swobodnie przekazujący pałeczkę rozmowy jeden drugiemu. [...] Wątki rozmowy: między innymi PEN Club, intrygi instytucji i osób wokół niego, jak doszło do obecnej sytuacji, co ma być, co zagraża (napór nowych członków i rozwodnienie elitarnego stowarzyszenia przez tłum posłusznych miernot). Krawczuk, [Andrzej] Wasilewski, [Witold] Nawrocki, [Michał] Rusinek... Trochę wspomnień o sytuacjach ZLP, zjeździe katowickim, historii wokół przemówienia Brauna250. Pertraktacje na temat ustawy o stowarzyszeniach, punkty sporne, rzeczywiste i fikcyjne perspektywy. [...]
Wtorek, 9 sierpnia
[...] Z Janką u Haliny Mikołajskiej [...]. Halina przeczytała nam (częściowo znała na pamięć) Śmierć Cwietajewej Anny Bojarskiej. Janka zachwycona, a mnie razi nadmierne wzruszenie wykonawczyni, jej szloch, "granie" i brak dystansu. W delikatnej formie dałem jej to do zrozumienia, ale odrzuciła krytykę: nie chce dystansu, interesuje ją właśnie "granie", utożsamianie się emocjonalne z losem bohaterki itd.
[...]
Piątek, 12 sierpnia
[...] Przeczytałem Kopielewa Utoli moja pieczali - to trzecia część jego cyklu autobiograficznego o szaraszce251, w której był razem z Sołżenicynem, [Dmitrijem] Paninem i innymi. Miejscami bardzo ciekawe, miejscami mniej, niekiedy irytujące przez szczerze odtworzoną sylwetkę autora z owych lat: mimo wszystko komunisty etc. Ale szczerość jego skądinąd wzbudza szacunek. Nie pomija ani swojego romansu z policjantką, ani udziału (wraz z Sołżenicynem) w zdemaskowaniu metodą naukowego badania podsłuchanej i nagranej rozmowy "zdrajcy" telefonującego do ambasady USA. Skądinąd pogardzają nim, a o dalszym jego losie nie ma mowy...
[...]
Niedziela, 14 sierpnia
[...] Piechotą z Janką do kościoła. Przed mszą ksiądz Wiesław, któremu wręczyłem tekst o Papieżu, i Marian Bizan, który wreszcie wydębił paszport i był w RFN u Bartosza252. Opowiada szczegóły o spotkaniu Prymas-Jaruzel: trzy i pół godziny, ogromny komunikat z wyliczeniem problematyki ("podmiotowość" itd.), telewizja pokazała, jak generał odprowadza kardynała do samochodu i macha mu rączką. Ksiądz Wiesław łapał się za głowę. [...]
Wieczorem telefon od Nataszy Gorbaniewskiej: jest w Warszawie, dziś przyjechała, ktoś miał mnie wcześniej zawiadomić, że dostała wizę, ale nie zawiadomił... Mieszka u Oli Bondariewej (!) na Saskiej Kępie, ma się zameldować u Wadimów i czeka na ich przyjazd. Jutro będzie u nas na kolacji. A to niespodzianka!
Poniedziałek, 15 sierpnia
[...] Wieczorem Natasza Gorbaniewska na kolacji (przywieziona i zostawiona przez Joasię, po dniu różnych wizyt warszawskich). Zdjęła nowe trepy z natartych stóp i została na bosaka. Trochę liczyłem na książki i tu spotkało mnie rozczarowanie: wszystko, co przywiozła, zdążyła już zgarnąć Irka Lewandowska, w tej liczbie ostatni "Kontinent" i słownik Kasacka253. Trudno. Okazuje się, że Natasza przyjechała nie tylko prywatnie, ale i w sprawach publicznych - zamierza wziąć udział w krakowskiej konferencji zorganizowanej przez WiP i Komisję [Interwencji i] Praworządności na temat praw człowieka. W tej samej intencji przyjedzie za kilka dni [Władimir] Bukowski. Oboje bez trudu dostali wizy w swoich uchodźczych paszportach. Na Okęciu wopista długo się dziwił, ślepiąc na jej paszport, po czym gdzieś zadzwonił: "Tu jest pasażerka z dokumentem podróży... Mieszka we Francji, a urodzona w tym... no, w Związku Radzieckim... Tak, wiza jest", i widocznie z tamtej strony kazali puścić, bo kiwnął głową i zwrócił paszport, a celnik nic już od niej nie chciał.
Jest to pierwszy wjazd Nataszy do kraju socjalistycznego - poprzednio (paręnaście lat temu) był tylko wyjazd. Przeprosiłem ją za niedopuszczenie postronnych na dzisiejszą kolację i zaproponowałem specjalne przyjęcie dla gości, których zechce. Stanęło na piątku; najpierw pójdzie do Stanisława Kostki na mszę "miłości przeciw nienawiści", a po 20.00 będzie przyjęcie. Zaczęliśmy wspólnie ustalać listę gości i jeszcze tego wieczora zaprosiliśmy Docenta (telefon do Łodzi) oraz Irkę Lewandowską (upoważniając ją też do sprowadzenia [Michała] Jagiełły). Natasza poznała dziś Sąsiada i nie zrobił na niej dobrego wrażenia. Aktualnie "nie lubi" też Adasia, z którym jakiś czas temu pokłócili się telefonicznie (wolałem nie wchodzić w meritum). Teraz z Warszawy zadzwoniła do niego, ale wymówił się od przyjazdu. Poza tym, jak mówi, "wszystkich lubi".
Wypytywania o przyjaciół paryskich, rozmowy o znajomych i nieznajomych z innych stron, między innymi o Junnie, z którą niegdyś była się przyjaźniła (w okresie jej narkomanii), a potem Junny mitomania (także na jej temat) je rozdzieliła. O [Witaliju] Korotyczu (było trzech młodych poetów ukraińskich z tego pokolenia - Korotycz, [Iwan] Dracz, [Mykoła] Winhranowski - i ten pierwszy się skurwił, a teraz, szczerze czy nieszczerze, ale bardzo efektywnie odrabia). O Ratuszyńskiej - świetnej w wierszach obozowych i przedobozowych, a teraz jakby nieumiejącej się znaleźć. O Josifie, z którym chcą wydać wspólny tom tłumaczeń z polskiego. Przedstawiłem Nataszy swój projekt jej tomiku i sytuację z nim; okazuje się, że nie uwzględniłem jej wczesnych cykli, których po prostu nie mam, może mi dostarczy. Rozmawiało się dobrze, jadło i piło też, a drażliwych tematów politycznych nie poruszaliśmy [...]. Po 23.00 odprowadziliśmy Nataszę na postój, ciągle upał, długo czekaliśmy na taksówkę, obserwując nocne życie pijanej Warszawy (nie było przesadnie agresywne), aż się doczekaliśmy i Natasza wsiadła, a za nią - dziwiącym ją warszawskim zwyczajem - jacyś inni w podobnym kierunku.
Uzupełniam zapis dzienny o opuszczony epizod: po południu byłem u Artura. Julek Żuławski chory, w szpitalu, i wszystko penklubowe zostało na jego głowie. Przygnębiony przebiegiem zebrania zarządu. Na pytanie, czy członkowie dotychczasowego zarządu chcą kandydować do nowego, wszyscy gremialnie potwierdzili. Miał nadzieję, że [Zygmunt] Kubiak (który odmówił był podpisania listu w sprawie reaktywowania PEN Clubu) wycofa się - ale nie. Hertz254 i skwaszony Ficowski też kandydują. Jeżeli chodzi o inne pożądane kandydatury, padły rozmaite, zgoła niespodziewane nazwiska, na przykład Andrzejek Braun ni stąd, ni zowąd wysunął Kuśniewicza i Terleckiego - "pokażemy nasz obiektywizm i pojednawczość". Ze Stommy w końcu zrezygnowano na rzecz Turowicza, ale Hertz wysunął Bizana, Julek - bodaj [Antoniego] Liberę i [Zbigniewa] Raszewskiego. Artur - między innymi mnie i Jacka, co przyjęto bez sprzeciwu, ale i bez poparcia. W sumie - rozlazłość. W istniejącej tam sytuacji Artur jest ekstremą! [...]
Wtorek, 16 sierpnia
[...] Zacząłem obtelefonowywać gości przewidzianych na piątkowe party, wiele telefonów nie odpowiada (wakacje), udało mi się zaprosić Irkę Lewandowską, Wieruszę [Drawicz], Lidę, Joasię, Teresę, Marynę Tyszkiewicz, Piotra Mitznera, Zimanda. [...]
Godzinna konferencyjka na temat Boga poetów rosyjskich z moimi wspólnikami do tej mgliście rysującej się antologii - Litwiniukiem i [Czesławem] Seniuchem. Przedstawiłem pierwszą przymiarkę - wykaz wchodzących w grę poetów z podziałem (z grubsza) na części: wiek XVIII, wiek XIX do przełomu modernistycznego, wiek XIX-XX od przełomu modernistycznego do porewolucyjnej niwelacji, okres porewolucyjny i emigracyjny do dziś. Seniuch wziął to do przepisania. Podzieliliśmy się okresami do dalszych prac - mnie przypadł ostatni. [...]
Stamtąd do teatru, ale wsiedliśmy do niedobrego autobusu i w rezultacie wbiegliśmy zasapani na widownię, kiedy się już zaczynało i nie było miejsc. (Teatr Studio w Pałacu, sala prób, gdzie miejsca nienumerowane i siedzi się bardzo niewygodnie). Staliśmy więc (Janka po przerwie siedziała, Janka Zakrzewska jej ustąpiła miejsca). Ale przedstawienie urocze, pyszna zabawa. Sztuka Woody'ego Allena Zagraj to jeszcze raz, Sam, która u nas leci jako Woody Allen (wielkimi literami) z właściwym tytułem jako podtytułem małymi literami. Reżyseria [Adama] Hanuszkiewicza. W głównej roli doskonały Wojciech Malajkat (chyba widzę go pierwszy raz), świetnie partneruje mu Gabriela Kownacka, a poza tym kilka ładnych i dobrze ruszających się dziewczyn. W sumie nic wielkiego, po prostu dobra, z nerwem robota teatralna i przyjemny rozrywkowy wieczór.
W przerwie i po teatrze - reszta uczestników "kultpochodu"255: jego organizatorka Janka Zakrzewska, Hania, Jerzy i Barbara Szaccy. Hania zdenerwowana między innymi tym, że Bronek znowu się "włączył" - no bo seria strajków, Wałęsa, Kuroń itd. Zżyma się: "Przecież on ma inny zawód, dlaczego musi się tym zajmować". Ja: "Ma zawód wyuczony i zawód wykonywany". [...]
W domu radio: strajk w kopalni Manifest Lipcowy [w Jastrzębiu-Zdroju]. [...]
Środa, 17 sierpnia
[...] Dzwoniła Joasia, od której się dowiedziałem, że Natasza zaprosiła do nas Bujaków, co jest bardzo miłe, ale czy znowu nie pospraszała pół miasta, nawet nas o tym nie informując? Telefon Jacka Kuronia jest wyłączony na cześć strajków - to dlatego nie mogę się dodzwonić. Poszedłem tam później i nie zastałem go - zostawiłem karteczkę. I wreszcie dzwonił Artur, znów jest w Warszawie, sprawy PEN Clubu, a między innymi wiadomy ośrodek rozesłał do paru osób listy ze sfałszowanymi podpisami Julka i Artura i z idiotycznym pytaniem, czy te osoby uważają się jeszcze za członków PEN Clubu. Na to trzeba publicznie zareagować! Artura też zaprosiłem, może przyjdzie. [...]
RWE wieczorem: strajk w Manifeście Lipcowym trwa, zaczął się strajk w porcie szczecińskim. [...]
Również Romaszewskim wyłączono telefon. [...]
Czwartek, 18 sierpnia
[...] Radio wieczorem źle słyszalne, zakłócenia, ale dotarło do mnie, że na Śląsku strajkuje pięć kopalń, a w Szczecinie przystąpiła do strajku komunikacja miejska. Stanowcza wypowiedź Wałęsy.
Piątek, 19 sierpnia
Oddzwoniła Natasza. Przyprowadzi Marylkę Musidłowską. O Bujakach nie wspomina. Prosi o zaproszenie [Teresy i Kazimierza] Orłosiów, ale ich telefon nie odpowiada. Oddzwonił też Jacek Kuroń, potwierdzając, że przyjdzie.
Janka od rana na zakupach i przygotowaniach do party. [...]
Koło 17.00 zjawił się Docent - prosto z Łodzi. Postawiłem przed nim szklankę i butelkę whisky i zająłem się wraz z Janką przygotowaniami do wieczoru, jedynie od czasu do czasu dotrzymując Markowi towarzystwa. Koło 20.00 zaczęli się schodzić pozostali. Natasza przyszła po kościele z Marylką Musidłowską. Ponadto byli: Wo z Różą, Irka Lewandowska z Michałem Jagiełłą (przyjechał z Łodzi, coś tam przywiózł zaległego, coś obiecał do końca miesiąca), Wierusza z Lidą, Wadim z Lijką, Maryna Dziędziorowa (oddałem tekst o Janku), Joasia, Teresa, Zimand, Piotr Mitzner, Antek Pawlak, Krzyś Śliwiński, Artur i Jacek Kuroń. Łącznie 22 osoby. [...]
Przyjęcie było dość ożywione, goście z zapałem jedli, pili, rozmawiali. [...] Swoistym motywem wieczoru było telefonowanie Jacka (nie tylko jego własny telefon, ale i inne, z których kolejno korzystał, są wyłączone) i do Jacka (agencje prasowe). Innym - robocze zaaferowanie Nataszy (także telefony z tym związane). Okazało się, że ona w Warszawie pracuje, wydzwania do Moskwy, gromadzi wypowiedzi tamtejszych dysydentów do ogłoszenia na krakowskiej konferencji etc. Wyłaniają się kwestie nagrań, tłumaczeń itp. - mnie też telefonicznie zaatakowała w tej sprawie któraś z asystentek Zosi Romaszewskiej (przepraszając równocześnie, że Zosia nie przyjdzie, bo się źle poczuła - a ja wcale nie wiedziałem, że miała przyjść!) - ale odmówiłem, więc Natasza następnie w kuchennych konferencjach z różnymi osobami coś tam ustalała i zamawiała.
No cóż, mnie po zeszłorocznym forum paryskim i po części po tegorocznym sympozjum berlińskim wszystkie te gadające zjazdy wydają się mało poważne i nie zanadto interesują - ale dla Nataszy to jest właśnie prawdziwe życie i wielka polityka! Rozumiejąc to i życzliwie się przypatrując temu ruchowi wokół niej, nie mogłem się zarazem oprzeć poczuciu pewnej przykrości z powodu jej zasklepienia się w tym właśnie, przeszkadzającego w dostrzeganiu pewnych osób na przyjęciu - zwłaszcza tych, których przedtem nie znała - a więc na przykład Wocialów, Antka Pawlaka i nawet tłumacza jej wierszy Michała Jagiełły. Ledwie ją zapoznałem z Jurkiem Wocialem (nic jej to nie mówiło), natychmiast obróciła się na pięcie i uciekła. Wszyscy i bez tego, jak sądzę, nieźle się bawili (na przykład Wocial bodaj z Romkiem i Arturem), ale jakby obok założonego "głównego nurtu" przyjęcia na cześć Nataszy. Jedynie Krzyś Śliwiński nie dał się zbić z pantałyku, wmawiał jej, że się znają z Paryża, wyłudził tomik z dedykacją, coraz to zadręczał pytaniami i żądaniami deklaracji na przykład na temat, czy lubi Polaków; im bardziej robił się zalany (a nie żałował sobie), tym robił się nieznośniejszy, aż musiałem delikatnie, ale stanowczo odsadzić go od niej...
Nie wszystkimi gośćmi byłem w stanie się zajmować, ale dawali sobie radę w mniejszych i większych kółkach, które się potworzyły. Trochę udało mi się pogawędzić z Michałem Jagiełłą, który świeżo wrócił z wyprawy na czele swoich 12-14-letnich uczniów do Iwanowo-Wozniesieńska (była to jego pierwsza w życiu podróż zagraniczna). Spędzili tam parę tygodni w obozie pionierskim wraz z radzieckimi rówieśnikami. Pierestrojka w tamte strony nie dotarła jak dotąd. Sekretarzem obkomu256 jest od 40 lat ta sama osoba, która była też ostatnio delegatką na wszechzwiązkową konferencję. Żadne normy postępowania, hasła, wzory nie zostały tutaj zrewidowane - może z wyjątkiem tego, że w kabinach kierowców przypięte są obok siebie portrety Stalina i Wysockiego. Obozowi pionierów patronuje figura Pawlika Morozowa; zdziwienia Jagiełły naczalstwo nie rozumiało; kiedy wyjaśnił i powołał się na moskiewską prasę, zareagowano machnięciem ręki: "Jeszcze nie wiadomo, jak będzie". Z kolei przepytał dzieci, co wiedzą o bohaterze (bo że bohater, wiedziały); wprawił je w zakłopotanie, wreszcie najodważniejszy "zgadł": on podczas wojny domowej rzucił się na wrogi kulomiot... Aprowizacja kiepska, ale sprowadzono cukierki - tubylcy byli uszczęśliwieni i nie ukrywali przeświadczenia, że zawdzięczają to polskim gościom. Tymczasem ci gardzili cukierkami (pewnie gównianymi) i wyrzucali do śmietniczek; sowieccy pionierzy wyciągali je stamtąd; Jagiełło się wstydził. Co wieczór dorośli urządzali libacje, wódki - wbrew wiadomym akcjom - starczyło, jak nie monopolowej, to bormotuchy, pito szklankami i Jagielle sprawiało to pewne trudności. Poziom wiedzy tych wychowawców bardzo niski, potrafili zapytać, czy Polska graniczy z Francją, albo jeden przyniósł rewelację, którą był wstrząśnięty - że Stalin to nieprawdziwe nazwisko. Kiedy Jagiełło powiedział: "Dżugaszwili", popatrzył ze zdziwieniem: "Ty to wiedziałeś?". "Dziwny świat"...
Goście zaczęli się stopniowo rozchodzić chyba koło 23.00, ostatni bodaj przed 1.00. Nataszę ja z Markiem odprowadziliśmy na końcu do taksówki. O 6.00 rano miała pociąg do Wrocławia.
Sprzątanie, znoszenie do kuchni, zmywanie. Marek został na noc u nas. Poszedłem spać chyba o 2.00. [...]
Sobota, 20 sierpnia
[...] Zjawił się Wo i poszliśmy na działkę, gdzie spędziliśmy parę godzin, częściowo w towarzystwie jego starszej siostry Bożeny i jej absztyfikanta. Wracaliśmy autobusem - Wo obładowany owocami dla siebie i dla nas (kosz z jabłkami i śliwkami). Wróciliśmy na "Dziennik Telewizyjny", z którego wynika, że strajki trwają i rozszerzają się, władza zdenerwowana, ale uparta, a OPZZ wydała ostre oświadczenie "antyrządowe" (manewr wymyślony wspólnie z naczalstwem czy próba własnej gry grupki Miodowicza?). Było posiedzenie KOK257 i "podjęto stosowne decyzje". Zapewne jedna z nich to wysłanie powołań do wojska wielu młodym górnikom, o czym z kolei mówi RWE.
Po kolacji z Markiem u Sąsiada, zastaliśmy tam Piotra Niemczyka (nie znałem go dotąd) z dziewczęciem. Piotr urzędował przy kolejnym, jeszcze niezablokowanym telefonie i zdawał Jackowi sprawę z ostatnich wiadomości. Oprócz powołań ruchy i koncentracje wojska na Śląsku, krążą helikoptery, w szpitalach zatrzymano lekarzy na dyżurach. Dla mnie wygląda to głównie na straszenie, ale Jacek uważa, że może to oznaczać realne przygotowanie do zrobienia w nocy stanu wyjątkowego na Śląsku. Skutek tego byłby zresztą - jego zdaniem - fatalny dla władzy, bo wiele ośrodków w kraju grozi zareagowaniem w poniedziałek akcjami strajkowymi na wszelkie poczynania siłowe. Jego zdaniem to rozlanie się fali strajkowej też stało się realne. Nie wiem, ile jest racji w Jackowych ocenach i prognozach, ale on sam - w takich chwilach jak ta - odzyskuje swoją najlepszą formę, którą pamiętam sprzed lat, staje się z powrotem wodzem ruchu rewolucyjnego, sprawnym, bystrym, skutecznym...
Niedziela, 21 sierpnia
Zdaje się, że w nocy nic nie zaszło historycznego. [...]
Zadzwoniła Krysia Zachwatowicz i zapowiedziała na później wizytę Andrzeja. Przyszedł z tym, co sobie po telefonie Krysi wyobraziłem: że powinniśmy jakoś się ruszyć w związku ze strajkami, dać głos i że on jest do dyspozycji. Ja - że też jestem do dyspozycji, ale za który koniec pociągnąć. On - że mówiła mu [Teresa] Budzisz-Krzyżanowska, że Konwa jakoby ma jakieś takie potrzeby czy zamiary. Pamiętając maj, podałem to w wątpliwość. Stanęło na tym, że skontaktuje się z Konwą i jeżeli prawda, to jeszcze odezwie się do mnie. Ale do wieczora już się nie odezwał, więc... [...]
Kilkakrotnie w ciągu dnia oglądanie telewizji i słuchanie radia. Strajki trwają, częściowo zapowiadają rozszerzenie się, ale Wałęsa jakby wycofywał się z wcześniejszych zapowiedzi, bo doszły do niego wiadomości (przez Kościół?), że władza "chce rozmawiać". Zadeklarował, że czeka na publiczne potwierdzenie tego w głównym wydaniu "Dziennika Telewizyjnego", ale nic podobnego nie nastąpiło. Późniejszym wieczorem podobno ogłosił, że wobec tego wzywa Stocznię do strajku.
Wpadłem na pewien pomysł i zadzwoniłem do Wajdów - umówiliśmy się na jutro rano. Tak jak myślałem, był u Konwy i nic z tego nie wyszło. Mój pomysł polega na wysłaniu do Jaruzelskiego krótkiej depeszy z wezwaniem do legalizacji "Solidarności" i kilkoma znaczącymi podpisami. Zobaczymy.
Poniedziałek, 22 sierpnia
Według RWE dziś rano Stocznia Gdańska przystąpiła do strajku. [...]
Sformułowałem projekt depeszy: "Wzywamy władze PRL do uznania Związku Zawodowego "Solidarność", zaniechania represji, spełnienia słusznych żądań strajkujących robotników". Przyszedł Wajda - odmieniony od wczorajszego popołudnia. Konwa go przekonał, że nie ma sensu robienie jakichkolwiek ruchów w tej chwili, nikt na to nie czeka itd. Przedstawiłem mu swój projekt, ale wolał się nie decydować - jedzie do Krakowa, tam pogada z "działaczami" u Dominikanów, przedzwoni wieczorem. Cóż, poczekam... [...]
W dzienniku RWE o 16.00 - kolejne strajki (Stalowa Wola, Cegielski, jakiś wydział Ursusa).
Telefon od Marka z Łodzi: na co ten rząd czeka, chce, żeby było jeszcze więcej strajków? [...]
Wieczorny "Dziennik Telewizyjny" bagatelizuje "nieudane próby strajkowe" w różnych miejscach, między innymi w Stoczni i Ursusie, a jednocześnie demonizuje strajki prowadzone przez "zdeterminowane mniejszości" na Śląsku: "terroryzm", "ludzie z zewnątrz", milionowe straty itd. Wczoraj wielka manifestacja w Pradze (pokazali) w 20. rocznicę inwazji258. Zapowiedź przemówienia Kiszczaka koło 21.25, jednakże spóźnienie ponadpółgodzinne - kłócili się jeszcze o sformułowania? - i sama mowa sprawiała wrażenie dosyć szczątkowej. Też balansował między bagatelizowaniem a demonizowaniem, ale podał, że dziś strajkowało 11 kopalń i 9 innych zakładów. Zapowiedział różne posunięcia represyjne, a w szczególności godzinę policyjną i przyspieszony tryb sądzenia w województwach katowickim, szczecińskim i gdańskim. O aresztowaniach i powołaniach do wojska - o których wiadomo skądinąd - nie wspomniał.
W RWE między innymi wiadomość o złamaniu siłą przez ZOMO strajku w trzech szczecińskich zajezdniach. [...]
Wtorek, 23 sierpnia
Zadzwoniła Zosia Romaszewska, zapraszając na wieczorne party u Kuronia na cześć Bukowskiego. [...]
Przez deszcz z butelką wina do Sąsiada, tu humory zwarzone: Bukowskiemu w ostatniej chwili anulowano wizę i nie przyleciał. Przyjęcie jednakowoż przygotowane, stosy dobrych kanapek etc. [...], trzeba zjeść... Dużej części gości nie znałem, to zapewne ekipa Zosi, a ze znajomych - Kazik Wóycicki (który po przeczytaniu Sacharowa w "Polityce"259 uznał, że w polemice między mną a Drawiczem na temat pierestrojki zwycięża Drawicz), Jan Józef Lipski, Kret, potem Adrianna Godlewska (rozmowa o Paryżu, o Miszy, którego znajomą, okazuje się, jest i ona, o jej córeczce Paulinie [Młynarskiej], która nie zamierza stamtąd wracać i daje sobie radę). Znajomość z Jackiem Szymanderskim, wygadanym, niezwykle pewnym siebie, raczej niesympatycznym. Według jego koncepcji klucz związkowy do obalenia czerwonego skończył się, ale to nic, bo będzie następowała samolikwidacja Imperium, mądry Gorbaczow do tego zmierza, u nas wystarczy mu zagwarantowanie interesów wojskowych itd. W dyskusji na każdy argument coś wymyśla nowego, byle zostać przy swoim. Znużył mnie.
[...]
Czwartek, 25 sierpnia
[...] Wielotysięczne wiece na Litwie i w Estonii w rocznicę paktu radziecko-niemieckiego. [...]
Wieczorne wiadomości z radia: strajk przygasa, nie bez udziału wkraczającego do niektórych kopalń ZOMO, ale nie tylko, również z własnego zniechęcenia robotników (Nowa Huta). Ale na Wybrzeżu trwa. Dziś profesor Stelmachowski, po uprzednich dwóch spotkaniach z Kiszczakiem, miał pięciogodzinną rozmowę z Wałęsą (mediacyjną? z jakimi propozycjami?).
[...]
Piątek, 26 sierpnia
[...] W "Czytelniku" spotkanie z Drawiczem i Anką Kowalską [...]. Drawicz z Anką, jak się okazało, wezwali mnie w sprawie publicznej, a mianowicie żebym podpisał ułożony przez nich list do sejmu, pod którym mieli już ponad 20 podpisów, w tym Mariana Brandysa, Wielowieyskiego, [Tadeusza] Łepkowskiego, Jedlickiego, Marka Nowakowskiego, Artura z Julią, reżysera [Tomasza] Zygadły, Marty Fik, [Andrzeja] Osęki, a nawet Władka Bartoszewskiego. Oczywiście podpisałem, chociaż tekst wydał mi się słaby [...]. Konwa im odmówił. Opowiedziałem, jak przed tygodniem spaliła na panewce inna inicjatywa i jak pod wpływem Konwy oklapł i Wajda. Miny się wydłużyły: liczyli, że ja z tym pójdę do Wajdów. Powiedziałem, że owszem, pójdę, i późniejszym popołudniem udałem się, uzbrojony w tekst i w spis niektórych sygnatariuszy. Najpierw zastałem samego Wajdę, który wysłuchał propozycji raczej niechętnie i wysuwał argumenty, żeby tego nie robić, włącznie z radykalnymi: jedyne, co im należy powiedzieć, to żeby wreszcie poszli do diabła. Potem zjawiła się Krysia, która uznała, że jednak trzeba podpisać, ja ją poparłem, wreszcie ona podpisała pierwsza, a on za nią...
Inne wątki rozmowy z Wajdami: konferencja w Mistrzejowicach, na której byli przez kilka godzin - ich zdaniem dobra, goście zagraniczni, ważne oświadczenie różnych związków zawodowych, dobra mowa [Jana Marii] Rokity, wstrząsająca - górnika ze strajkującej kopalni (mimo że dukał). Rokita między innymi zwrócił uwagę na nieokreśloność obowiązującego w PRL prawa: za udział w tej konferencji można zarobić pięć lat więzienia albo trzy miesiące aresztu, albo grzywnę, albo pochwałę. W konferencji uczestniczą między innymi Jan Józef Szczepański i Turowicz, który ma referat w jednej z sekcji. Turowiczowi zostawili upoważnienie do dysponowania ich głosami w razie jakiejś uchwały. Piotr Skrzynecki opowiadał im o wizycie Gorbaczowa w Krakowie, którą obserwował z bliska, dysponując przepustką na Rynek jako "pracownik Domu Kultury" (Teatru pod Baranami!). Ponoć za tydzień Piotr tu będzie i zaproszą nas, żebyśmy to też usłyszeli.
[...]
Dzisiejsze telefony: [...] ja do Drawicza - "że Andrzej z Krysią serdecznie go pozdrawiają", a on jakby pod wrażeniem oświadczenia generała Kiszczaka w "Dzienniku Telewizyjnym", że gotów jest zasiąść do "okrągłego stołu" na pertraktacje z każdym, kto uznaje Konstytucję PRL; Marek z Łodzi - z kim on chce usiąść do stołu? [...]
Według wieczornego (o 23.00) RWE coś drgnęło u góry. Dziś politbiuro, jutro plenum. Zapewne upadnie rząd [Zbigniewa] Messnera, jako jego ewentualnych następców wymieniają [Władysława] Bakę, Malinowskiego i - co uważam za wishful thinking260 i utopijną fantazję - profesora Trzeciakowskiego. Również oświadczenie Kiszczaka pani [Alina] Grabowska komentuje namaszczonym głosem: "Na to właśnie czekaliśmy"... Moim zdaniem - obym się mylił - wszystko pic i fotomontaż. Zobaczymy.
[...]
Poniedziałek, 29 sierpnia
[...] Udzieliłem kolejnego wywiadu rosyjskiej sekcji BBC (trochę mnie męczy, że tak często dzwonią). Pytali o perspektywy związane z "okrągłym stołem" etc. Byłem sceptyczny.
[...]
Środa, 31 sierpnia
[...] Po obiedzie Teresa na kawie. Wyjeżdża na dwutygodniowy urlop na grzyby; lekkie wyrzuty sumienia, że "w takim momencie"; rozgrzeszyłem ją pod warunkiem, że w końcu napisze polemikę z paskudnym artykułem w 6. "Kulturze" (mało, że paskudnym, w dodatku całkowicie kulą w płot, jeśli chodzi o prognozowanie sytuacji społecznej). Pogadaliśmy trochę o tejże sytuacji. Na wiele nie liczymy - "oni" oczywiście znów chcą oszukać - ale coś tam się rusza, dobre i to. Od Teresy wiadomość, że Wałęsa dziś rano udał się na rozmowę z Kiszczakiem.
O 17.00 RWE: rozmowa trwała trzy godziny, oprócz pana Lecha i generała uczestniczyli w niej biskup Jerzy Dąbrowski i Ciosek. W kraju były dziś rozmaite manifestacje. Nowa Huta grozi strajkiem jutro, jeżeli Lech nie wystąpi wieczorem w telewizji i nie powie, do czego doszli. O 19.00 - Lech w drodze do Gdańska, profesor Stelmachowski przebąkuje o możliwości zawieszenia strajków i myślę, że w tym kierunku idą naciski Episkopatu, ale nie sądzę, żeby takie wstępne rozbrojenie się było rozsądne... [...]
W "Dzienniku Telewizyjnym": wszystkie strajki trwają. Generał Kiszczak przeprowadził dziś wiele rozmów wstępnych do "okrągłego stołu", między innymi - oprócz Wałęsy - z Gieysztorem, Dobraczyńskim, [Mikołajem] Kozakiewiczem, Marcinem Królem i "dr. inż. Henrykiem Sienkiewiczem" (przewodniczącym górnośląskiej RKW "Solidarność", którego dopiero co nie wpuszczono do strajkującej kopalni). [...]
Późnym wieczorem w RWE wiadomość, że Wałęsa faktycznie wezwał do przerwania strajków. [...]
Czwartek, 1 września
[...] W autobusie spotkałem Tomasza Łubieńskiego, powiedział mi, że rozmowa z Marcinem Królem trwała bardzo krótko, jak zresztą i z innymi zaproszonymi (oprócz Wałęsy): propozycja uczestniczenia w "okrągłym stole" i odpowiedź, że musi się porozumieć z redakcją "Tygodnika Powszechnego". Teraz pojechał do KIK-u spotkać się z Geremkiem. Zdaniem Łubieńskiego (zgadzam się) Warszawa z pewnością ma na swój nowy manewr placet Moskwy. [...]
Do "Czytelnika" na spotkanie z Ziemkiem [Fedeckim] przyszedłem za wcześnie. Usiadłem przy stoliku: Irena, Konwa, Zosia Góralczyk, Mira Michałowska, [Gustaw] Holoubek, [Jan] Pietrzak, potem Hen. Tadzio kręci swoje Dziady, za tydzień jedzie z Gustawem do Wilna. Senatora jednak będzie grał [Innokientij] Smoktunowski261 - żądanie przetłumaczenia scenopisu nie było kaprysem - okazuje się, że III części Dziadów ("antyrosyjskiej") nigdy tam nie wydano. Konwa sądzi, że Smoktunowski może się wykręcać w obawie przed "Pamiatią". Panią Rollison będzie grała Budzisz-Krzyżanowska - będzie wbrew tradycji młoda i przystojna, tyle że niewidoma... [...] Hen przyszedł z wiadomością, którą sprawdziłem następnie w radiu, że tylko Gdańsk zareagował na apel Wałęsy o przerwanie strajku, inne zakłady się nie kwapią i żądają, żeby najpierw do nich przyjechał. Chyba mają rację. [...]
Wśród tematów, które dyskutowaliśmy z Ireną, był i taki: antysemityzm Marii Dąbrowskiej. Irena zaczęła od objawienia, że jak się okazuje, [Thomas Stearns] Eliot był zajadłym antysemitą. Ja: "A pani Maryjka?". Obruszyła się: nieprawda, znała ją dobrze itd., a te zdania w dziennikach, o których wszyscy mówią, wcale o tym nie świadczą, tylko o ostrym poczuciu inności Żydów (?) itd. Było to jej właściwe jak wszystkim Polakom (?), Nałkowska nie była inna, mimo że w jej dziennikach aż takich śladów nie ma. Przed wojną Dąbrowska napisała ważny artykuł przeciw pogromom. Ja (zdaniem Ireny) po prostu nie rozumiem i nie lubię takiej osobowości, jaka manifestuje się w dziennikach Dąbrowskiej, nie bez wpływu na moją lekturę jest i to, że nie lubię Drewnowskiego (temu ostatniemu nie przeczę, dodając: "I sposobu, w jaki to zredagował"). O Nałkowskiej: jej dzienników, które mam na półce, właściwie nie czytałem i nowiną jest dla mnie, co usłyszałem dzisiaj, że kilka lat spędziła w Grodnie. Stamtąd ma pochodzić inna zaskakująca wiadomość, że w pewnej chwili grodzieńskie towarzystwo postanowiło nie całować [Elizy] Orzeszkowej w rękę, bo ta zhańbiła się przyjmowaniem u siebie rosyjskiego gubernatora.
Piątek, 2 września
[...] RWE: Wałęsa z doradcami (Geremek, Mazowiecki, ksiądz [Henryk] Jankowski) dzisiaj w Manifeście Lipcowym. [...]
Po kolacji telewizja, potem RWE. W "Dzienniku Telewizyjnym" między innymi pan Miodowicz znowu wyjaśnia robotnikom, że pluralizm związkowy polega na tym, żeby był jeden związek. I jak tu rozmawiać, kiedy elementarne znaczenie słów nie jest ustalone? [...]