Dzień dziewięćdziesiąty
Wtorek, 16 października 2001
5.30 rano
Owczarki alzackie budziły mnie w Belmarsh, w Wayland zwykle pobrzękujący kluczami strażnicy więzienni podczas obchodów o świcie, a tu, w North Sea Camp, odległym zaledwie o sto jardów od wybrzeża, wyrywa mnie ze snu nieustanny krzyk mew. Później, znacznie później, daje się słyszeć stłumione chrząkanie świń, gdyż najliczniejszą grupą mieszkańców North Sea Camp są świnie, zajmujące dziewięćsetakrowe gospodarstwo więzienne. Osłaniam lampę nad głową czarnymi bokserkami, żeby nie obudzić Davida, kiedy będę pisał. Nawet się nie poruszył. O wpół do ósmej idę do łazienki z prysznicami na końcu korytarza.
8.00 rano
Dean towarzyszy mi w drodze na śniadanie; owsianka od poniedziałku do piątku, płatki zbożowe podczas weekendów, tłumaczy. Zadowalam się jajkiem ugotowanym na bardzo twardo i dwoma przypalonymi tostami.
8.30 rano
Adaptacja. W pierwszym tygodniu w North Sea Camp więzień się dowiaduje, jak funkcjonuje to miejsce, personel więzienny natomiast próbuje się dowiedzieć jak najwięcej o przybyszu. Pierwszą osobą, z którą się spotykam, jest doktor Walling, lekarz więzienny, który zadaje mi zwyczajowe pytania o narkotyki, palenie, picie, choroby i uczulenia. Po dwudziestu minutach opukiwania, głębokich wdechów, ważenia, badania moich oczu, uszu, zębów i serca doktor Walling udziela mi tylko jednej rady: żebym się zbytnio nie forsował na sali gimnastycznej.
- Proszę nie zapominać, że ma pan sześćdziesiąt jeden lat.
Kiedy wychodzę z gabinetu lekarskiego, Doug, tutejszy sanitariusz i przyjaciel Darrena (Wayland, tylko marihuana), przywołuje mnie skinieniem na oddział prywatny. Doug mierzy sześć stóp wzrostu, waży około szesnastu kamieni
, ma gęstą czuprynę, która zaczyna siwieć, i na oko zbliża się do pięćdziesiątki. Na oddziale znajduje się osiem łóżek; jedno należy do Douga, gdyż ktoś musi tu być w nocy, na wypadek gdyby jakiś więzień nagle zachorował. Ale cóż to za posada! Doug ma nie tylko pokój wielkości apartamentu, ale również własny telewizor i łazienkę. Mówi, że siedzi za niepłacenie podatków, ale nie podaje żadnych szczegółów. Zamyka drzwi do swojego królestwa i potwierdza, że funkcja sanitariusza to najlepsze zajęcie w więzieniu. Jednak zapewnia mnie, że drugie w kolejności stanowisko w North Sea Camp to praca w SMU
. Doug szepce, że zwolni się tam stanowisko za cztery tygodnie, kiedy pełniący je Matthew wyjdzie na wolność. Wyższy funkcjonariusz więzienny nazwiskiem New - odpowiednik Tinklera w Wayland - podejmie ostateczną decyzję, ale Doug mnie zaproteguje.
- W każdym razie - dodaje - unikaj pracy na farmie. Zima blisko, i jeśli nie wykończy cię jedzenie, to załatwi cię farma. - Gdy odchodzę, rzuca: - Wpadnij wieczorem na drinka. - Ma na myśli herbatę albo kawę. - Wolno mi przyjmować dwójkę gości między siódmą i dziesiątą, będziesz mile widziany.
Dziękuję mu, a w duchu mojemu dawnemu opiekunowi Darrenowi. To, kogo się zna, jest tak samo ważne w pudle, jak na wolności.
10.30 rano
Moje następne "wprowadzające" spotkanie ma służyć podjęciu decyzji, jaką pracę będę wykonywał podczas pobytu w North Sea Camp. Udaję się do wydziału zarządzania wyrokami, mieszczącego się w budynku, w którym przedtem była siedziba naczelnika, usytuowanym tuż przy bramie frontowej. Dróżkę wiodącą do wejścia zdobią grządki przywiędłych czerwonych kwiatów. Jasnoniebieskim drzwiom przydałaby się świeża farba - wyglądają, jakby otwierano je kopniakami.
Pierwsze pomieszczenie, do którego wchodzę, przypomina oszkloną werandę. Jest tam kilkanaście drewnianych krzeseł i tablica z przyszpilonymi kartkami. Czterej funkcjonariusze, w tym Gough, który wygląda jak dyrektor prywatnej szkoły, zajmują pierwszy pokój na parterze. Gough, który stawia znaczek przy moim nazwisku, oznajmia z wyraźnym norfolskim akcentem, że będzie rozmawiał z wszystkimi nowicjuszami, gdy tylko przejdą badanie lekarskie. Jednak doktor Walling trzyma każdego nowego więźnia piętnaście minut, więc może to trwać dość długo. Czekając niecierpliwie na "werandzie", zaczynam zauważać, jak jest brudno. W Wayland podłogi lśniły od codziennego froterowania, a jeżeli stałeś nieruchomo przez kilka chwil, ktoś mógł cię z rozpędu pomalować.
W końcu zjawiają się wszyscy nowicjusze; jest ich siedmiu. Gough wygłasza kilka słów powitania i na początek mówi, że ponieważ większość więźniów przebywa w North Sea Camp mniej niż trzy miesiące, tutejsi funkcjonariusze starają się, żebyśmy spędzali czas w możliwie cywilizowany sposób, aby nas przygotować do powrotu na wolność. Gough tłumaczy, że z North Sea Camp każdy się może oddalić. Jest to bardzo łatwe, gdyż nie trzeba forsować żadnych murów.
- Ale jeżeli zdecydujecie się nas opuścić, pamiętajcie, żeby zostawić klucz od pokoju na poduszce. - Gough wcale nie żartuje.
Opowiada nam o młodym człowieku, który samowolnie się oddalił szesnaście godzin przed zwolnieniem. Nazajutrz został schwytany w Bostonie i przeniesiony do więzienia kategorii C, gdzie spędził następnych sześć tygodni. Zrozumieliśmy.
Gough wymienia stanowiska pracy, dostępne dla wszystkich więźniów poniżej sześćdziesiątki, przy czym podkreśla, że ponad połowa więźniów jest zatrudniona na farmie. Pozostali mogą się zgłosić na zajęcia edukacyjne bądź podjąć pracę w kuchni, przy malowaniu, w ogrodnictwie albo przy sprzątaniu.
Na koniec Gough powiada, że wszyscy powinniśmy się podporządkować "polityce zakazu wszelkich narkotyków". Jeżeli ktoś odmówi podpisania trzech dokumentów, stwierdzających, że nie używa narkotyków i że w każdej chwili podda się dobrowolnemu testowi narkotykowemu, to przez osiem tygodni nie otrzyma wyższego statusu. Taki awans oznacza, że więzień może wydać tygodniowo pięć funtów więcej w kantynie i otrzyma kilka innych przywilejów. Zapytany, Gough odpowiada:
- Nie zezwala się na noszenie w więzieniu otwartym własnych ubrań, gdyż bardzo ułatwiałoby to oddalenie się poza jego teren.
Zauważyłem jednak, że Doug (niepłacenie podatków) nosi zieloną koszulkę trykotową i brązowe spodnie, podtrzymywane przez nader ekstrawaganckie szelki w stylu Walta Disneya. Zawsze jest ktoś, kto potrafi obejść zakazy.
Chętnie podpisuję wszystkie formularze, dotyczące narkotyków, po czym idę na piętro na rozmowę z innym funkcjonariuszem. Donnelly nie tylko wygląda jak farmer, ale ma na sobie zielony kombinezon i zabłocone wellingtony. Nic dziwnego, że panuje tu taki brud. Ma ochotę, żebym pracował u niego na farmie, ale tłumaczę mu (za radą Douga), że chcę się starać o stanowisko Matthew w wydziale zarządzania wyrokami. Coś notuje i z dezaprobatą marszczy brwi.
12.00 w południe
Po dziesięciu tygodniach zamknięcia w Wayland, gdzie zawsze nakładano mi jedzenie na talerz, nie mogę się przyzwyczaić do nabierania go samemu. Jeden z kucharzy się śmieje, kiedy podaję talerz i czekam, aż zostanę obsłużony.
- To wyraźny znak, żeś dopiero co przybył z więzienia zamkniętego - zauważa. - Witaj w realnym świecie, Jeff.
Po lunchu Dean mnie zabiera, żeby mi pokazać znajdujący się na drugim końcu więzienia, bardziej odosobniony, spokojniejszy blok południowy, gdzie pomieszczono starszych więźniów
. Panuje tam całkiem inna atmosfera.
Dean pokazuje mi pusty pokój, duży jak na normalne standardy, długi na dwadzieścia i szeroki na sześć stóp, z oknem wychodzącym na ponure Morze Północne. Wyjaśnia, że cała ta część jest w trakcie remontu i ma być otwarta w poniedziałek. W celach zostanie założona instalacja elektryczna i wszystkie będą wyposażone w odbiorniki telewizyjne. W drodze powrotnej do bloku północnego dowiaduję się, że pilnie mnie wzywa przełożony funkcjonariuszy, New. Denerwuję się. Czy zrobiłem coś złego? Czy zostanę odesłany z powrotem do Wayland?
New dobiega pięćdziesiątki, ma około pięciu stóp jedenastu cali wzrostu i bujną siwą czuprynę. Wita mnie ciepłym uśmiechem.
- Słyszałem, że chce pan pracować w SMU? - pyta i, zanim mogę odpowiedzieć, dodaje: - Już pan ma tę pracę. Ponieważ Matthew wychodzi stąd za cztery tygodnie, niech pan zaczyna od razu, żeby przekazanie obowiązków poszło gładko. - Ledwo wybąkałem słowa podziękowania, New ciągnie dalej: - Słyszałem, że chce się pan przenieść do bloku południowego, co z pewnością będzie możliwe, lecz również powiedziano mi, że pragnie pan znaleźć się w Spring Hill; to nie będzie takie proste, bo oni nie chcą pana i otaczającego pana rozgłosu. - Upadam na duchu. - Jednakże - dodaje, nim zdążyłem się odezwać - jeżeli panu na tym zależy, to pomówię z moją odpowiedniczką w Spring Hill i zobaczę, czy będzie mogła pomóc.
New kończy swoją przemowę i schodzimy na dół do Matthew, obecnego pracownika biura SMU. Matthew jest nieśmiałym młodym człowiekiem i ma w sobie coś z roztargnionego naukowca. Nie wyobrażam sobie, co on może robić w więzieniu. Chociaż New przez prawie cały czas mówi, Matthew udaje się powiedzieć mi, jakie są jego obowiązki, począwszy od robienia herbaty i kawy dla jedenastu mieszkańców budynku, kończąc na przygotowaniu akt dla każdego nowego więźnia. Jutro Matthew wychodzi na przepustkę do miasta, więc od razu zostanę wrzucony na głęboką wodę.
4.45 po południu
Dean chwyta moją torbę z praniem i towarzyszy mi w drodze na kolację, wyjaśniając, że więźniowie funkcyjni cieszą się przywilejem spożywania posiłku w samotności, pół godziny wcześniej niż inni więźniowie.
- Możesz nałożyć sobie jedzenie pierwszy - dodaje - a ponieważ jest nas kilkunastu (ze szpitala, magazynów, rejestracji, biblioteki, sali gimnastycznej, oddziału edukacji, kaplicy i ogrodu), jest to prawdziwy przywilej.
To wszystko, i to w ciągu dwudziestu czterech godzin, nie przysporzy mi popularności.