"DO GETTA WJECHAŁY TANKI"
18 kwietnia mąż autorki Adam dostał telefon z ostrzeżeniem, że następnego dnia, w poniedziałek, będzie obława na członków organizacji konspiracyjnych ("partii"). Razem z Marylą zeszli do przygotowanego wcześniej bunkra. Choć kierownictwo fabryki zapewniało, że akcja dotyczy obszaru getta centralnego26:
naszym pierwszym odruchem było skryć się, gdyż ta sama akcja mogła się wszak w każdej chwili przerzucić i na teren naszego szopu. Wśród nocy więc zaczęła się gorączkowa bieganina do schronów z tobołami i życiem tak drogim przez ciągłe stawianie nam śmierci przed oczy.
Gdzie znajdował się schron, w którym ukrywała się Maryla? W jej zapiskach ani razu nie pojawia się adres, nazwisko, jakakolwiek informacja wskazująca na miejsce bunkra. Ukrywała się razem z furmanami, jednak w innych materiałach źródłowych ta grupa nie pojawia się na terenie szopów. Główna siedziba fabryki mieściła się przy ul. Leszno 74, lecz robotnicy mieszkali w wielu okolicznych warsztatach i budynkach27. Z zapisów w dzienniku wydaje się, że schron, do którego schodziła w razie blokad i deportacji, przynajmniej od czasu akcji styczniowej, znajdował się blisko jej mieszkania (prawdopodobnie w tym samym lub sąsiednim budynku).
Bunkier pod domem przy ul. Leszno 74 pojawia się w innych świadectwach i literaturze, gdyż mieściła się w nim siedziba grup PPR-u walczących w ramach ŻOB28. W dniu 27 kwietnia, kiedy urywa się dziennik Maryli, schron ten został przez Niemców zalany wodą29. Stąd też ten adres pojawił się w opracowaniach dotyczących diariusza jako potencjalna kryjówka autorki30. Z drugiej strony pod domem obok, przy ul. Leszno 76, również był schron, w którym z kolei ukrywali się bojowcy z Poalej Syjon Smol i Gordonii31.
Maryla podaje w dzienniku stosunkowo dokładne statystyki dotyczące potencjału walczących, przebiegu walk, strat zadawanych Niemcom, co mogłoby wskazywać, że w schronie przebywała jakaś grupa bojowa, od której mogła mieć najaktualniejsze informacje.
"WYKREŚLENI Z REJESTRU ŻYWYCH"
Na terenie szopów znajdowało się kilka oddziałów ŻOB, którymi kierował Elizer Geller oraz jeden oddział ŻZW dowodzony przez bliżej nieznanego Pinchasa Tauba. Były też niewielkie niezależne uzbrojone grupy. 19 kwietnia panował tu spokój. Többens nawoływał robotników do kontynuowania normalnego rytmu pracy. Zapewniał, że walki ich nie dotyczą i nie obejmą ich obszaru. Część zatrudnionych stawiła się do pracy32. Jednak Maryla ukrywała się w schronie. Tego dnia niczego nie zanotowała. 20 kwietnia pisała o "symfonii dźwięków" dobiegających z zewnątrz. Doszło wówczas do pierwszych starć bojowców z Niemcami na tym terenie. Motel Goldsztejn, dowódca grupy bojowej PPR-u, opisał atak, który przeprowadzili z okien budynku przy ul. Leszno 74 (tam znajdował się bunkier ich grupy) na przechodzące przez teren szopów oddziały Trawnikimänner33 i SS: "Zaczęła się prawdziwa walka, zaciekła obustronna strzelanina, która trwała przez parę godzin". Wspomniał też o głosach niezadowolenia ze strony cywilów, ukrywających się w bunkrze pod budynkiem przy ul. Leszno 74:
Niestety nie wszyscy Żydzi zrozumieli w owych chwilach ważność naszego czynu. W bunkrach naszego domu byli i tacy, którzy wołali do nas: "Wariaci, co robicie? Chcecie nas wszystkich unieszczęśliwić!". Była ich na szczęście drobna garstka34.
Po południu strzelanina ustała, Niemcy wycofali się z terenu szopów. Bojowcy ponieśli duże straty. Többens wysłał do kierowników fabryk i przedsiębiorstw na terenie getta instrukcję, według której następnego dnia rano wszyscy robotnicy żydowscy mają stawić się do ewakuacji zakładów. Osoby, które po tym terminie będą się znajdować na terenie getta, zostaną rozstrzelane. Dowodzący siłami niemieckimi Jürgen Stroop zarządził ewakuację wszystkich zakładów. Pisał do wyższego dowódcy SS i policji w Generalnym Gubernatorstwie Friedricha W. Krügera:
W celu opracowania nareszcie konkretnego planu oczyszczenia getta wymogłem, by zakłady W. C. Többens, Schulz i Ska oraz Hoffmann 21 kwietnia od godz. 6.00 wraz z całą załogą stały gotowe do odmarszu. Powiernik firmy Többens zobowiązał się doprowadzić Żydów ochotników w liczbie około 4-5000 na wyznaczony punkt zborny w celu dalszego odtransportowania. Jeżeli [...] dobrowolne wyprowadzenie nie uda się, również i tę część getta oczyszczę siłą35.
Ukrywający się opuścili schrony (zakaz wyjścia na ulice został zniesiony) i gorączkowo naradzali się, czy podporządkować się rozkazowi. Mieli parę godzin na podjęcie decyzji. Większość Żydów uważała, że deportacja do Trawnik lub Poniatowej jest niewiele lepsza niż do Treblinki36.
Wielu stanęło przed dylematem, jak się zachować. Mira Piżyc, która była zatrudniona w szopie Schultza, sprzeciwiła się postanowieniu swojego ojca o wyjeździe i rozpaczliwie szukała dla nich schronienia, by mogli pozostać w getcie:
Ulica jest pełna ludzi, z?ywo gestykuluja?cych w najwyz?szym podnieceniu. Nastro?j rozpaczliwie beznadziejny. Musze? porozumiec? sie? ze znajomymi, musze? błagac?, by nas przyje?li do schronu. Nadzieja słaba, bo miejsca w schronach ograniczone. [...] Jestes?my oboje z Tatusiem zupełnie nieprzytomni ze zdenerwowania. Za kwadrans szo?sta. Jes?li za kwadrans nie staniemy na zbio?rke?, zabija? nas. Co robic?? Co robic??37
Ostatecznie Mira i jej ojciec Kopel Piżyc, o czym już była mowa, ukryli się w schronie przy ul. Leszno 50.
Maryla i jej mąż mieli zagwarantowane miejsce w bunkrze. Z zapisów w dzienniku wynika, że po pobycie w nim 19 kwietnia, wrócili do swojego mieszkania na kolejną noc (z 20 na 21 kwietnia), by zejść do niego ponownie 21 kwietnia o godzinie 3.30 rano. W dzienniku nie wspominała o dylematach dotyczących stawienia się do transportu lub pozostania w getcie. Sprawa była dla niej oczywista i od dawna przemyślana. Zaskoczyła ją jedynie szybkość rozwoju sytuacji. Podziemna kryjówka wydawała się jej odległym scenariuszem, którego być może nie będzie musiała realizować. Nie miała nawet zgromadzonych zapasów żywności.
Większość pracowników zakładów Többensa nie odpowiedziała na odezwę i pozostała w kryjówkach. Według meldunku dziennego Stroopa 21 kwietnia na terenie szopów ujęto 5200 Żydów, których poprowadzono do transportu. Na wezwanie stawili się np. ci, którzy nie mieli przygotowanego miejsca w schronie38. W obliczu oporu ze strony dużej części mieszkańców getta Stroop zdecydował o podpaleniu domów z bunkrami. Odtąd wzniecanie pożarów stało się powszechną metodą pacyfikacji powstania39. W kolejnych dniach walki na terenie szopów nie ustawały40. Wykryte schrony były wysadzane w powietrze.
Echa tych wydarzeń docierały do bunkra Maryli w postaci odgłosów, w które się wsłuchiwała. Autorka dziennika nazywała je symfonią dźwięków, przerażającą, doprowadzającą ukrytych ludzi do szaleństwa i paniki. "Każdy odgłos kroków odbijał się echem opętańczego strachu w naszych na wpół już obłąkanych umysłach, w których drgała już tylko jedna myśl! Czy trafią, czy odnajdą nasz bunkier?" - notowała. Te dźwięki to zapis powstania z perspektywy cywilów:
skoordynowany marsz setek żołnierskich nóg,
bliżej nieokreślone szmery i hałasy,
strzały artyleryjskie,
odgłosy rzucanych granatów,
terkot karabinu maszynowego,
dziwny dźwięk jakby prutego muru,
odgłosy kroków,
głośne detonacje,
odgłosy strzałów rewolwerowych.
"Z WOLNA ZACZYNAM TONĄĆ"
Kolejne strony dziennika to relacja o postępującej rozpaczy i trwodze, a także pogarszających się z godziny na godzinę warunkach w przeludnionym schronie. Nie wiadomo, ile osób przebywało w bunkrze i czy znały się wcześniej. Można przypuszczać, że przynajmniej częściowo nie byli to ludzie sobie obcy, gdyż mogli razem pracować w szopie lub mieszkać obok siebie.
Autorka wspominała o "niejednolitej zbieraninie ludzkiej", mając na myśli różne środowiska i grupy społeczne, które zmuszone były przebywać razem w bardzo ograniczonej przestrzeni i skrajnie trudnych okolicznościach. Maryla ubolewała nad tym, że ostatnie chwile życia spędza w towarzystwie furmanów. Z wyższością określała ich jako rekrutujących się spośród najgorszego chamstwa o "plugawych pyskach i obyczajach". W zapiskach nie ma mowy o wspólnym organizowaniu życia w schronie, podziale ról, wspieraniu się i wzajemnej odpowiedzialności, a więc o postawach, które są opisywane w sporządzanych później relacjach z innych bunkrów41. Są natomiast słowa o niechęci, która z czasem przeradza się w nienawiść, zagrożeniu wynikającym z zachowania innych (płacz dziecka, kaszel) i kłótniach. "Czułam, że z wolna zaczynam tonąć, nie znajdując nigdzie oparcia" - notowała Maryla. Faktycznie wydaje się, że w skrajnej sytuacji, o krok od śmierci, była sama - bez wsparcia męża, który pogrążony w swoim zobojętnieniu był daleko od niej, oraz bez wspólnoty zbudowanej z innymi ukrywającymi się.
Ostatnia data, pod którą Maryla spisała swoje przeżycia, to 27 kwietnia. Jak potoczyły się jej losy tego dnia i potem, kiedy dziennik urywa się, pozostaje w sferze domysłów. Tego dnia na terenie szopów miało miejsce wiele wydarzeń, które miały decydujący wpływ na dalszy los ukrywających się Żydów. Oddziały Stroopa natrafiły na bunkry przy ul. Nowolipki 39, 40, 41 próbujące się bronić. Niektórzy popełnili samobójstwo, innych zabito, a jeszcze innych pognano na Umschlagplatz42. Wykryto też bunkry na ul. Nowolipie 67 i 69 oraz zalano wodą schron pod budynkiem przy ul. Leszno 7443. W meldunku z tego dnia Stroop zaraportował:
Ogółem ujęto w dniu dzisiejszym w byłej żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej 2560 Żydów, z których 547 zastrzelono. Poza tym przy wysadzaniu bunkrów w powietrze i na skutek pożaru zginęła nieustalona liczba Żydów44.
CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ, PŁATNEJ WERSJI
PEŁNY SPIS TREŚCI:
PRZEDMOWA
"CORAZ TRUDNIEJ CHWYCIĆ MI POWIETRZE..."
"SŁOWA PROSTE I OKRUTNE"
"NIESTETY, TO JUTRO OKAZAŁO SIĘ STRASZNIEJSZE NIŻ WSZELKIE PRZEWIDYWANIA"
LOSY TEKSTU
NOTA EDYTORSKA
26 Jeden z obszarów getta szczątkowego, zob. przypis 11.
27 Zob. rozmowa z Aronem Karmim, A. Grupińska, Ciągle po kole. Rozmowy z żołnierzami warszawskiego getta, Warszawa 2022, s. 162.
28 AŻIH 301/5016, Relacja Bronisława Jaworskiego, k. 3; AŻIH, 301/5051, Relacja Motla Goldsztejna, k. 9; B. Mark, Walka i zagłada warszawskiego getta, Warszawa 1959, s. 295.
29 Informacja w: B. Mark, Walka i zagłada..., s. 295. Nie wiadomo, czy bunkier został zatopiony definitywnie. W innej publikacji pojawia się opis, według którego: "1 maja wieczorem w jednym z takich bunkrów, przy Lesznie 74, odbywa się akademia pierwszomajowa - krótki apel, parę przemówień, Międzynarodówka" - W. Bereś, K. Burnetko, Marek Edelman. Życie do końca, Warszawa 2013, s. 316. Oznaczałoby to, że bunkier przy Lesznie 74 funkcjonował przynajmniej do początku maja. Dziękuję Krzysztofowi Tarkowskiemu z Archiwum Państwowego Muzeum na Majdanku za zwrócenie uwagi na tę informację.
30 Choć Piotr Weiser słusznie zauważa, że gdyby faktycznie Maryla ukrywała się w zalanym bunkrze, jej dziennik prawdopodobnie nie przetrwałby tej katastrofy - P. Weiser, Wstęp, [w:] Patrzyłam na usta... Dziennik z getta warszawskiego, red. naukowa P. Weiser, Kraków-Lublin 2008, s. XVI; J. Leociak, Bunkry, [w:] "Wokół nas morze ognia". Losy żydowskich cywilów podczas powstania w getcie warszawskim. Katalog wystawy, red. Z. Schnepf-Kołacz, B. Engelking, Warszawa 2023 [w druku], s. 47.
31 A. Grupińska, Ciągle po kole..., s. 162, 169.
32 AYV, O.33.1984, Relacja Arona Szwarcbarda, k. 12; M. Piżyc, Po wojnie..., s. 183: "W fabryce Tobbensa praca jak zwykle, tyle tylko, że po pracy nakazano robotnikom udać się prosto do swych mieszkań, po ulicy chodzić nie wolno".
33 Motel Goldsztejn pisze o "szaulisach", litewskiej organizacji paramilitarnej współpracującej z Niemcami, jednak w czasie powstania nie było tej formacji w getcie. Mowa o tzw. Trawnikimänner, którzy w świadectwach często są określani jako Ukraińcy, Łotysze, Litwini. Byli to jeńcy radzieccy, którzy chcieli uratować się, wstępując na służbę niemiecką. Reprezentowali różne narodowości (m.in. Rosjanie, Łotysze, Litwini), ale dominującą grupę wśród nich stanowili Ukraińcy. Nazwa Trawnikimänner lub Trawnikowcy pochodziła od obozu w Trawnikach, gdzie odbywali przeszkolenie. Niemcy kierowali ich do służby w obozach zagłady (jako strażników) lub w akcjach eksterminacyjnych w gettach. Podczas powstania w getcie warszawskim 337 Trawnikowców weszło w skład sił niemieckich - za: K. Persak, Walki powstańcze i polska pomoc, [w:] "Wokół nas morze ognia", s. 105.
34 AŻIH, 301/5051, Relacja Motla Goldsztejna, k. 9. O walkach tego dnia zob. B. Mark, Walka i zagłada..., s. 296-301.
35 Meldunek dzienny Jürgena Stroopa z 20 kwietnia 1943 roku - zob. J. Stroop, Żydowska dzielnica mieszkaniowa w Warszawie już nie istnieje!, oprac. A. Żbikowski, Warszawa 2009, s. 49; B. Mark, Powstanie w getcie warszawskim na tle ruchu oporu w Polsce, Warszawa 1954, s. 272; AYV, O.33.1984, Relacja Arona Szwarcbarda, k. 12, 13.
36 "Poniatowo czy Treblinka to jedna śmierć. Trzeba w tej ostatniej chwili próbować wszelkich możliwości. Za tym oto murem wznoszącym się pięć metrów od naszego domu czeka nas zbawienie, czeka nas życie" - pisał Sewek Okonowski, który wraz z rodziną (żoną, matką i licznym rodzeństwem) zdecydował o pozostaniu we wcześniej przygotowanej doraźnej kryjówce w domu przy ul. Leszno 66. Kupili mieszkanie po drugiej stronie muru, w którym mieli się ukrywać. Plan nie powiódł się. Wybuchło powstanie i Okonowscy nie mogli już wydostać się z getta - za: s. Okonowski, "Aryjskiego Żyda" wspomnienia, łzy i myśli. Zapiski z okupacyjnej Warszawy, red. nauk. i wprow. M. Janczewska, Warszawa 2020, s. 33; relacja spisana w okresie maj - październik 1943 roku po stronie aryjskiej.
37 M. Piżyc, Po wojnie..., s. 186, 191, 192; podobne dylematy i rozpaczliwe poszukiwania kryjówki opisuje w liście do swojego brata Izaak Gitler, który był jednym z kierowników w szopie Többensa, pisanym w maju 1943 roku po wydostaniu się z getta na stronę aryjską (AŻIH, 302/179).
38 J. Stroop, Żydowska dzielnica..., s. 50; AŻIH, 301/1522, Relacja Ireny Fiszelson.
39 Meldunek dzienny J. Stroopa z 22 kwietnia 1943 roku (tenże, Żydowska dzielnica..., s. 53).
40 H. Dreifuss, Geto Warsze...
41 Por. wspomnienia Mietka Pachtera: "Zaprowadzono rodzaj komuny, rozdzielano marmoladę, masło, chleb itd. do wszystkich pokoi [...]. Gdy ktoś nie miał koszuli na zmianę, dostawał od innych, którzy mają więcej. [...] Każda osoba była odpowiedzialna za siebie i swych najbliższych sąsiadów. Gdy jedna osoba stawała się niepoczytalna, wtedy sąsiad danej osoby miał się nią zająć" - M. Pachter, Umierać też trzeba umieć..., red. nauk. B. Engelking, Warszawa 2015, s. 338, 339; wspomnienia pisane w 1946 roku; pamiętnik Sewka Okonowskiego: "Jurek R[ynderman?] wraz z moją siostrą Anką [Okonowską] mają niebezpieczną i odpowiedzialną misję "szabrowania żywności". [...] Ja codziennie od ósmej rano do ósmej wieczór mam dyżur przy oknie. Śledzę ruchy tropiących nas patroli" - s. Okonowski, "Aryjskiego Żyda"..., s. 42.
42 AŻIH, 301/5076, Relacja Beli Lichtenbaum, k. 5; B. Mark, Walka i zagłada..., s. 358.
43 B. Mark, Walka i zagłada..., s. 358-361.
44 J. Stroop, Żydowska dzielnica..., s. 65.