Niedziela, 1 stycznia 1995
[1] Jakie było, dla nas – dla mnie, ostatnie półrocze, dla mnie tutaj pierwsze? W sumie jestem zadowolony, ale do zrobienia jest ogromnie dużo.
a) UK znajduje się w fazie deimperializacji. Dobre skutki łagodnego przejścia hegemonii od UK do USA nadal działają. Wyliczyłem tego najważniejsze przejawy w dorocznym sprawozdaniu1. Może należało mocniej zaznaczyć perspektywę napływu ludzi z dawnych kolonii i Europy Wschodniej.
b) Stosunki polsko-brytyjskie jeszcze nigdy nie były tak dobre, ale też stosunki tego rodzaju nigdy nie są aż tak dobre, żeby ich nie można było rozwinąć.
Obraz Polski – dobry, nastawienie do naszych aspiracji jest pozytywne, ale w sprawie NATO nie mogą się pozbyć strachu przed Rosją: "nie wolno jej antagonizować"; w sprawie UE popierają nas z widokami na rozszerzenie wspólnego rynku, ale "integracja państw", "wspólnota" – to nie jest brytyjska wizja Europy.
c) Mieliśmy tu wizyty premiera i ministrów. Pawlak spotkał się z Majorem2. Drastyczne różnice stylów. Żaden z nich mi nie zaimponował.
d) Współpracownicy w Ambasadzie – ocena szkolna w przedziale 3 do 5 (minus), średnio 4. Współpraca 4+. Dużo do zrobienia organizacyjnie, także w zakresie udrożnienia komunikacji Wydziału Politycznego z konsulatami, BRH, IKP, administracją.
e) Środowisko polskie. Jak w piśmie do Mellera (sprawozdanie jest do tego pisma załącznikiem).
[2] Jest 19.20 z minutami, po obejrzeniu BBC News.
Dzień miał być spędzony na śniadaniowym słuchaniu BBC Radio 4, potem na czytaniu gazet, później – spacerze z Irenką i dziewczynkami, dzienniku telewizyjnym, dokonaniu wpisu w dzienniku. Plan prawie wykonany.
Pod wpływem lektury gazet, raz jeszcze: Wolność słowa jest ukierunkowana ustrojowo. W państwie demokratycznym ma swoją dodaną wartość kulturową, także cenę na rynku. Stąd się bierze struktura treściowa strumienia informacyjnego. Ktoś powinien napisać dzieło "Informacja i ustrój", zwłaszcza jeszcze raz o demokracji i kapitalizmie, jak demokratyczne państwo praworządne reguluje kapitalizm. Może już nawet coś takiego aktualnego w księgarni na mnie czeka.
Podobno wychodzi tu w oprawie miękkiej ok. 150 tys. tytułów książek rocznie. Trudno w to uwierzyć. W twardej pewnie ze trzy razy mniej, ale łącznie to prawie tyle, co na rynku niemieckim, nadal największym. W księgarni stoi osobny stół z biografiami. Historyk wie, że biografistyka to trudny gatunek. A tutejsza tematyka w zakresie polityki – to cały świat.
[3] Dokąd sięga Zjednoczone Królestwo? Anguilla: najbardziej na północ położona wyspa wśród Leeward Islands na Karaibach, skolonizowana przez osadników brytyjskich na St Kitts i administrowana przez urząd na St Kitts. Oddzieliła się w 1980 r., nie jest częścią ZK, ale... Dalej: Bermudy – najstarsza brytyjska [kolonia] (1609). Turystyka i bankowość zapewniają prosperity. Referendum tegoroczne ma potwierdzić związek ze Zjednoczonym Królestwem3, to nie jest część ZK, ale... Status to sprawa delikatna. Unia Anglii i Walii to rok 1526, unia Anglii ze Szkocją to rok 1707, Anglii z Irlandią – 1801 rok. Nazwy: "Wielka Brytania" – jest potoczna i wyłącza Północną Irlandię. Nazwa państwa to United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland (UK, po polsku powinno być: Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Północnej Irlandii, nie Irlandii Północnej – to nie jest potoczna nazwa geograficzna!). Natomiast Crown Dependencies (tereny podległe brytyjskiej władzy królewskiej) to wyspy Guernsey, Jersey i Man; nie są częścią UK, ale UK jest – zgodnie z prawem międzynarodowym – odpowiedzialna za nie (nadzór nie jest pełny, sprawuje go Home Office, czyli tutejsze MSW). Podobny status mają British Overseas Territories (brytyjskie terytoria zamorskie); one także nie stanowią części UK, a jest ich 14: Anguilla, Bermuda, British Antarctic Territory, British Indian Ocean Territory, British Virgin Islands, Cayman Islands, Falkland Islands, Gibraltar. Niektóre stały się tzw. rajami podatkowymi, dzięki niezależności od brytyjskiego albo podobnego systemu podatkowego. Czymś innym jest Commonwealth – to rodzaj wspólnej odpowiedzi na dekolonizację i forma korzystania ze wspólnie akceptowanych składników tradycji pod przewodnictwem królowej. Nie wiem dlaczego, przychodzi mi na myśl wyspa św. Heleny. Ale i ona jest od kilkunastu lat z nowym statusem terytorium zamorskiego. Jak długo to królewskie zjednoczenie Anglików, Irlandczyków (są tacy w Północnej Irlandii), Szkotów i Walijczyków się utrzyma? Czy sprzyja temu członkostwo UK w UE, czy odwrotnie? Więcej przemawia za rozpadem, czyli – myśląc pozytywnie – za usamodzielnieniem się etniczno-państwowym każdej z części składowych z wyjątkiem Północnej Irlandii. Ta ostatnia zleje się kiedyś z republiką? Pozostanie w UK? Wytworzy własną tożsamość z rosnącym udziałem imigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej (większość katolicka)? Poza tym: Narody (jedno ze znaczeń terminu nation) istnieją nadal, cztery w UK, jeden w Polsce. Zjednoczonego Królestwa dotyczy też europejski proces integracyjny, w którym rządy centralne tracą, a regiony zyskują. A w UK te regiony to terytoria tych narodów, tak w uproszczeniu to widzę. Mamy związany z tym problem stosunku UK do UE, na co zwrócił uwagę jako jedyny podczas mego przesłuchania w komisji sejmowej minister Olechowski4. To ważny wątek do obserwowania.
[4] Gdzie są Brytyjczycy w Zjednoczonym Królestwie, gdzie – Anglicy etc. Brytyjczycy to wspólnota obywatelska, nie etniczna, jeszcze nie i chyba nigdy taką się nie stanie. Czy to jest wspólnota wspólnot? Ale przy tej dynamice przemian i we wspólnotach mamy procesy przemian. Jeśli zaś występuje nierówność w stosunkach międzywspólnotowych, a ona istnieje, to ta nierówność dynamizuje brytyjskość, politykę, nawet ustrój państwa. Pozycja wspólnoty Anglików będzie malała. Bariery etniczne będą się rozmywać. Égalité! Ale tylko w prawie. Fraternité? Szkoci się umocnią w swej tożsamości. Ale czy rosnące poczucie osobności, swoistej autonomii psychologicznej, musi prowadzić do secesji? Nie potrafię wyobrazić sobie przyszłości walijskiej – może pójdzie śladem anglojęzycznej kultury irlandzkiej z mocniejszą, choć symboliczną obecnością języka walijskiego we fragmencie inauguracyjnego przemówienia księcia Walii. Ale bardziej osobna Szkocja nie myśli o innym, dawnym języku innym niż angielski. Irlandczyków zaś czeka proces konfederalizacji dwóch wspólnot politycznych na jednej wyspie. Ale co z akcentem w UK? Przestanie się liczyć, kiedy Szkot zrobi karierę jako angielski piosenkarz. Cdn. – skutki imigracji z b. kolonii.
[5] Po napisaniu tego narzuca mi się już myśl, że UK rozpadnie się podobnie jak częściowo ZSRR i Federacja Rosyjska: podczas kolejnego głębokiego kryzysu, który musi nadejść i wywoła zmiany, Szkocja wyjdzie z UK. Zostanie United Kingdom of England and Wales i to z obywatelami przeciętnie bardziej opalonymi niż obecnie. Deimperializacja ma swoją dynamikę. Mimo dużej różnicy pod tym względem podobna Zjednoczonemu Królestwu jest także Belgia Flamandów i Walonów, a nawet Hiszpania z Katalończykami, Baskami i większością, a nie zapominajmy o historii dekolonizacji Francji, Holandii, Włoch, nawet dawnych Niemiec. Casus Tyrol Południowy jest innego rodzaju. Inne pytanie: czy te rozmaite dążenia autonomiczne, nie pozostające bez związku z genami grup etnicznych, zgodne są z oczekiwaniami, teraz jeszcze fantastycznymi, że świat stanie się kiedyś jedną wspólnotą ludzi? Potrwa to, jeśli się pamięta, że wprawdzie nasze życie osiadłe liczy aż dziesięć tysięcy lat, lecz nasz wielki sukces cywilizacyjny wyraża się też w szybkim doskonaleniu środków zabijania człowieka.
[6] Myślę znów o ubiegłym miesiącu. Ukraina, trzecia siła nuklearna świata, zobowiązała się na konferencji w Budapeszcie do rezygnacji z arsenału nuklearnego i środków przenoszenia tej "broni" w zamian za obietnicę ze strony FR, ZK i USA poszanowania jej niepodległości, suwerenności i granicy państwowej, niestosowania groźby użycia siły, niestosowania presji ekonomicznej, użycia broni nuklearnej5. Nie pamiętam tych sformułowań, ale była tam i obietnica konsultacji mocarstw na wypadek zagrożenia Ukrainy6. Będę musiał to sprawdzić. Nie znam tekstu. Czytałem w gazecie. Wyobrażam sobie, że Ukraińcy w swej masie woleli się tego uzbrojenia pozbyć. Jednym z powodów dla rządu zaś mogły być koszty dalszej obsługi. Ale jednak: czy Ukraińcy powinni się byli na taką pozatraktatową metodę zgodzić? A jeśli Rosja te słabiutkie gwarancje zacznie gwałcić, owładnięta wspomnieniem zwycięskiej chwały w II wojnie światowej? Rosyjskim (radzieckim!) zwycięstwem nad Hitlerem i całym Zachodem? Może i wspomnieniem roku 1920? Nienasycone imperium zaczyna werbalnie, kontynuuje brutalnie. Inni gwaranci nuklearni, dwa, a nawet trzy zachodnie mocarstwa nuklearne, nie będą miały czym się Rosji przeciwstawić, zresztą konfliktu nie zechcą. To nie jest traktat, to jest deklaracja uzgodniona przez ambasadorów w imieniu szefów rządów Rosji, USA i ZK. Istniała zapowiedź przystąpienia Francji i Chin oraz zarejestrowania tego memorandum w Radzie Bezpieczeństwa i to byłoby ważne. (Sprawdzić gazety z 20–24 grudnia). Ukraina wysyła te pociski do Rosji w celu zniszczenia, może wykorzystania, za darmo, za deklarację bez jakichkolwiek środków kontroli. Łącznie z już przekazanymi będzie tego 3640 głowic. A przecież sowiecka Ukraina współtworzyła ten arsenał. Ukraińscy specjaliści zbudowali rakietę o największym zasięgu i liczbie głowic7. I największy samolot transportowy świata, Antonow8. Media półgębkiem o takich nudnych deklaracjach wspominają. Jeszcze się kiedyś zachłysną wiadomościami o rosyjskiej presji politycznej, może ekonomicznej, na Ukrainę, niewierną młodszą siostrę niby niepodległą, kokietującą Zachód, więc zasługującą na skarcenie. Czym to się po rosyjsku finalnie objawi? Prześciganiem Piotra I, czyli zabieraniem całego lądowego otoczenia Morza Azowskiego? Krymu darowanego przez Chruszczowa9, naśladowcę Zagłoby? Ale i nas takie nieustanne awanturnictwo rosyjskie dosięgnąć może. Już widzę tysiące Ukraińców-bieżeńców "na Zachód". Będziemy ich chronić, karmić, zatrudniać, nie biorąc przykładu ze stosunku ich przodków do Polaków na Wołyniu w czasach drugiej wojny ani przykładu z polskich odwetowców na ukraińskiej wsi. Oczywiście, konflikt zbrojny rosyjsko-ukraiński poważnie wyczerpałby obie strony, zwłaszcza agresora, czym niewielu w Polsce byłoby zmartwionych. Ale to są obrazy fantastyczne. Do rosyjskiej agresji zbrojnej na Ukrainę nie dojdzie. Dla Rosji byłoby to samobójstwo. Musiałaby stawić czoła narodowo zmobilizowanej Ukrainie, pozostałym sygnatariuszom budapeszteńskiego porozumienia, NATO i UE. To byłaby też lekcja dla innych państw nuklearnych, namawianych do rezygnacji, inne są namawiane do powstrzymania się od dążeń nuklearnych. Mogą nas jednak czekać bardzo długie lata napięć, oskarżeń, awantur przygranicznych, prowokacji, mających Ukrainę paraliżować i po rosyjsku uzależniać. My ocalejemy w NATO i rozwiniemy się w Unii. Na Ukraińców i Rosjan będzie nasz przykład masowo oddziaływać. Będzie popychać w kierunku demokracji, Ukraińców zaś także do równoczesnego pogłębiania procesu narodotwórczego. Może trzeba się jednak przygotować na nową, większą ukraińską mniejszość w Polsce, na stałych pracowników w Polsce potrzebnych.
Nie wiem, czy nasi politycy, w ogóle politycy europejscy, doceniają światowe znaczenie Ukrainy jako producenta stali, eksportera zbóż i może najważniejsze: terenu nośnego w pierwiastki rzadkie, strategiczne. Podczas II wojny światowej USA wykupywały takie minerały w Ameryce Łacińskiej prewencyjnie, żeby się nie dostały w ręce niemieckie czy japońskie10. A czy teraz nie należałoby przyciągnąć Ukrainy najpierw do NATO, a po 25 latach reform ustrojowych – do UE, żeby nie padła ofiarą moskiewskiego braterstwa?
Pisząc to, przypomniałem sobie głosowanie w Sejmie witającym niepodległość Ukrainy. Polska była pierwsza w tym uznaniu11. Specjalnie zająłem swoje miejsce szefa Kancelarii Sejmu12 na sali posiedzeń, żeby być świadkiem podejmowania tej historycznej uchwały. Wczoraj zaś dowiedziałem się, jak Iosif Brodskij powitał w pamiętnym roku 1992 Samostijną. Dostałem od N.U. tekst komputerowy okolicznościowego wiersza Brodskiego13. Niestety, przekazu dokładnie nie rozumiem, jeśli nawet ponad połowę przy pierwszym czytaniu rozumiem dosłownie. To jest formalnie tekst niby poetycki, lecz nowocześnie niepozbawiony wulgaryzmu, mnie zawsze rażącego, to jest opis długiej historii stosunku "Rosji" do ludzi na ziemiach dzisiaj ukraińskich. Dostaje się też "Lachom" i "Szwabom" jako zagrażającym Ukrainie! Poeta (?) rosyjski lży poetę Ukraińca (Szewczenkę). Odczytuję pogardę prawdziwie kolonizatorską. Podobno to jeszcze nie opublikowane, więc w Rosji prawie nieznane, ale podobno w elicie ukraińskiej szeroko czytane. Brodskij, noblista wielce nienobliwy.
[7] Czy nie za dużo tego pisania niedzielnego? 23.30. Koniec.
Poniedziałek, 2 stycznia 1995
"The Daily Telegraph" (C. Lockwood): "New arrivals could help Britain in Brussels". UE weszła w nowy rok rozszerzona o Austrię, Finlandię i Szwecję i liczy już 15 członków, a za 15 lat będzie liczyła 27–28, obejmując EŚW. Obecne rozszerzenie jest pozytywne dla UK. Nowi członkowie będą wyłącznymi płatnikami do budżetu (za trzy lata). W 1993 r. tylko UK, Niemcy, Francja, Włochy i Holandia wniosły więcej do budżetu UE, niż otrzymały w postaci subsydiów. UK, Niemcy i Francja były regularnie głównymi płatnikami od wielu lat, co zdaniem FCO zachęcało pozostałe państwa do marnotrawstwa środków UE. Obecne rozszerzenie przyniesie również inne korzyści. Finlandia i Szwecja znajdą się w obozie "eurosceptyków", w którym obecnie znajdują się tylko Dania i UK, w niektórych kwestiach również Francja. Szwedzkie społeczeństwo w referendum opowiedziało się nieznaczną większością za członkostwem w UE14. Obydwa państwa będą cennymi sojusznikami UK w sprzeciwianiu się dyrektywom, które prowadziłyby do zbyt wielkiej utraty suwerenności na rzecz Brukseli. Nowi członkowie mogą okazać się szczególnie użyteczni dla UK w okresie przygotowań do konferencji międzyrządowej w 1996 r.15 Nowi członkowie, którzy posiadają status państwa neutralnego, będą mało entuzjastycznie nastawieni do planów tworzenia europejskiej tożsamości obronnej. Członkostwo nowych państw jest jednak niekorzystne dla konserwatystów, gdyż cała trójka opowiada się za Rozdziałem Socjalnym oraz stworzeniem bardziej rozbudowanego systemu ochrony socjalnej. Opowiada się też za działaniami na rzecz ochrony środowiska.
Wtorek, 3 stycznia 1995
[1] "The Guardian" i "Financial Times" donoszą, że prezydent Lech Wałęsa nie przyjął rezygnacji ministra spraw zagranicznych Andrzeja Olechowskiego. W jakiś niejasny dla nich sposób wiąże się to również z obsadą stanowiska ministra obrony. Tymczasem sprawa jest oczywista. W obecnym układzie stosunków obsada tych dwóch stanowisk zależy od prezydenta, nie wystarczy zdanie premiera, o Sejmie nie mówiąc. To ciąg dalszy (1) układu z PRL-owskimi ministrami obrony i spraw wewnętrznych w rządzie Mazowieckiego i następców oraz (2) braku odpowiedniej konstytucji.
O złożeniu takiej rezygnacji MSZ mnie nie informował. Tak się przejawia w MSZ profesjonalizm dyplomacji. Wzmianka o profesjonalizmie wymaga rozszerzenia, bo ten wątek może się pojawić w kontakcie z FCO. Działa jeszcze podkomisja sejmowa KSZ powołana do oceny stanu kadr w MSZ. To dzieło SLD i PSL. Jej raport krytykował politykę kadrowa? Skubiszewskiego. Ilustrowano tę krytykę wykazując nieprzestrzeganie kryteriów wykształcenia, znajomości języków obcych, stażu w MSZ. Podkomisja uznała, że decyduje krąg towarzyski kandydata, najlepiej pochodzenie arystokratyczne. Niestety, nie znam tekstu i notuję tylko uwagi kompetentnego (!) czytelnika. Przyjęto ponad 500 nowych pracowników, w tym ponad 300 na stanowiska dyplomatyczne, w tym – ludzi z emigracji, obywateli obcych państw. Zwolniono zaś prawie 700 pracowników, w tym ponad 500 dyplomatów – to dane za lata 1990–1993. Podobno – to także muszę sprawdzić – NSA nakazał przywrócenie 20 osób na stanowiska. Nieznanym szerszej opinii publicznej autorom-posłom (Konarski? Piechociński? Iwiński?) niektórzy dziennikarze zarzucili antysemityzm, obronę PZPR i PRL. To wszystko C. zreferował mi jako wiadomości nowe, ale ja mam wrażenie, że pomijając orzeczenie NSA, słyszałem to już w Warszawie, przed wyjazdem.
[2] Pan Krzysztof Buraczewski, do niedawna kierownik Wydziału Administracji w Ambasadzie, nadesłał mi życzenia świąteczne z Wilna, najwyraźniej z delegacji służbowej. "Zawsze z ogromną sympatią będę wspominał te chwile rozmów, w których udało się Panu mnie przekonać, że warto jest czegoś chcieć". Najciekawsze stwierdzenie: "Wróciłem do swojego starego zajęcia po kilku ponurych obserwacjach dokonanych wkrótce po powrocie. Zero optymizmu. Kompletna degrengolada, którą pogłębiają jedynie nieudolne "reformy" planowane i realizowane przez nieudolnych majsterkowiczów".
Zawsze uważałem, że zalety tzw. fachowców z MSZ nie są oparte na adekwatnej ocenie, gdyż niewielu ich było (znałem kilku), a nikt w MSZ na nich nie czeka, ale to z powodu zaostrzonej konkurencji. Powroty z placówki muszą być trudne, ponieważ praca na placówkach jest łatwa (B. był pod moim kierownictwem bardzo krótko). Mówiłem mu, że jest zdemoralizowany przez MSZ, tak dosłownie, dodając, że niskie wymagania w MSZ doprowadziły go do osłabienia sprawności zawodowej (trochę mu chciałem osłodzić tę gorzką pigułkę z demoralizacją, ale podtrzymałem stwierdzenie o demoralizacji jako ważne ogólnie) oraz dlatego, że wynagrodzenia w MSZ są skandalicznie niskie i w ogóle praca w ministerstwie nie daje im satysfakcji (wtedy niskie wynagrodzenia krajowe były złem koniecznym w okresie pomiędzy intratniejszą pracą na placówkach czasów fikcyjnej złotówki i potężnych dewiz). Buraczewski nie jest nieinteligentny, przeciwnie, prawdopodobnie należy do górnych 10 proc. w MSZ, ale czy ci ludzie zbudują nową Polskę? Ich tęsknota do dawnego porządku, jeśli nawet nie w pełni świadoma, jest nieuleczalna. Nie dlatego, że to jacyś komuniści (większość nie miała w ogóle motywacji ustrojowo-ideologicznej), lecz raczej z powodu wyrobienia u większości pośród nich mentalności uzależnionego urzędnika państwa zależnego pod rządami bez legitymacji i z grupą rządzącą samozwańczo formułującą politykę zagraniczną do realizacji w MSZ. Ci ludzie nie mają inicjatywy związanej z budową nowego państwa. Są czynnikiem pasywnym, jeżeli nie reakcyjnym, także dlatego, że napływ nowych ludzi (nie zawsze odpowiednio przygotowanych) po wyborach 1989 roku zahamował awanse starej kadry. W tych warunkach nawet rządy obecnej koalicji nie mogą ich zadowolić, aczkolwiek rządy te mają w nich oparcie. Niestety, ludzie wchodzący po 1989 r. jeszcze się profesjonalnie nie zaznaczyli pozytywnie jako zjawisko pokoleniowe. Niektórzy wyróżniają się negatywnie. Mamy i takich w MSZ. Ale bo też nie bardzo mają się od kogo uczyć. Ich przełożeni nie dbają o to, gdyż sami tego potrzebują, niejeden z nich. Więc to będzie trwało długo. Co najmniej dwa pokolenia upłyną, zanim nasza kultura dyplomatyczna spełni dzisiejsze (sic) zasadnicze kryteria na poziomie demokratycznego państwa praworządnego w Europie, optymistycznie wykluczając zawsze możliwy kryzys. A jeśli dojdzie do jakiegoś ustrojowego tąpnięcia? Trzeba przetrwać najbliższe lata na solidarnościowo-niepodległościowym rozpędzie. Zakładam, że najpóźniej za dwie kadencje będziemy już w UE i potem we wspólnocie będziemy się wzajemnie ratować. W rozmowach z Brytyjczykami, Amerykanami, Niemcami i Francuzami muszę nadal budzić, podtrzymywać nasz polski optymizm.
[3] 11.00. Składa mi wizytę kurtuazyjną Nick May, Royal Bank of Scotland, Personal Banking Manager. Mam u nich konto. Może jako jedyny ambasador.
[4] Sprawdziłem: memorandum budapeszteńskie zarejestrowano w Radzie Bezpieczeństwa dnia 19 grudnia. Nadal uważam, że Ukraińcy okazali się łatwowiernymi nowicjuszami.
Środa, 4 stycznia 1995
[1] Zebranie ogólne (wszyscy etatowi). Informacje – kto co aktualnie robi. Zastanawiamy się nad obchodami rocznicy zakończenia wojny. Z kraju niczego o tych obchodach nie dostaliśmy jeszcze. U nas często działa się na ostatnią chwilę.
[2] Podejmuję lunchem Johna Bradleya (Personal Departament FCO), poznanego na National Prayer Breakfast16. Wypytuję go szczerze o faktyczne przesłanki awansu w brytyjskiej służbie dyplomatycznej (nie ma lunchu za darmo!) i otrzymuję odpowiedź, którą oceniam jako realistyczną. Eton17 może hamować (tak, jeśli relacje osobiste z kolegami są poor), stopień naukowy pojawia się rzadko (on takiego w FCO nie pamięta; doctor to lekarz, chyba że jacyś historycy czy prawnicy w departamentach poza rotacją dyplomatyczną), decyduje sprawność wykazana w praktyce (ocena okresowa), ale nic nie zastąpi koligacji jako popchnięcia drugiego stopnia (second degree push). Oczywiście, arystokratycznych lub partyjnych, lub podobnie wysokich. O zatrudnieniu kobiet dużo się mówi, niewiele robi. Istnieją obawy o "komplikacje", zwłaszcza w ambasadach. Ale generalnie zmieniło się "wszystko" tak, że już większość studentów Oxbridge18 pochodzi z klasy średniej, i coraz mniej jest takich miejsc, w których absolwenci tych uczelni są grupą najliczniejszą. Mówię mu, że nadal zdumiewa mnie swoista wystarczalność studiów pierwszego stopnia, czyli studiów trzyletnich.
– Ale to się będzie zmieniać, wraz z masowością dyplomów – konkluduje Bradley.
[3] Kolacja w rezydencji. Gość honorowy: Susan Cheshire, The Baroness Ryder of Warsaw (and of Cavendish, Suffolk, UK). Obecni są ambasadorowie krajów jej działania: Czech, Słowacji. Ona służyła początkowo jako ochotniczka-pielęgniarka (niepełnoletnia, podając wcześniejszą datę urodzenia), potem jako pracownik pomocniczy w Sekcji Polskiej Special Operations Executive (wspomaganie "cichociemnych"), następnie w innych sekcjach (Tunezja, Włochy), po wojnie – aktywna w działalności charytatywnej. Sue Ryder Foundation19 działa na skalę międzynarodową. W Izbie Lordów (od 1978 r.) wypowiada się, m.in., nt. ochrony zdrowia. Organizowała pomoc dla polskich żołnierzy na emigracji i kontynuuje pomoc dla Polski w zakresie domów opieki społecznej. [...] W pewnym momencie rozmowa schodzi na przyszłość Europy. Baroness Ryder boi się "nadchodzącego faszyzmu". Skąd te obawy, pytam. Na razie z lektury Luttwaka, odpowiada, fascism is the wave of the future20. Będę musiał poszukać. W jego "Strategy"21 z 1987 r. niczego takiego nie widziałem. Mnie się wydaje, że ludzie z elity mylą autorytarny populizm z faszyzmem.
Czwartek, 5 stycznia 1995
[1] Birmingham. Niewiele brakowało, żeby coś nas rozjechało. Pierwszy raz zauważam zdenerwowanie mego kierowcy.
[2] Uczestniczyłem w konferencji pod egidą European Commission. Wrażenie mam znowu takie, że Brytyjczycy zapewniają siebie samych, że dobrze robią, będąc w Unii, "mimo wszystko".
Piątek, 6 stycznia 1995
[1] Powrót z Birmingham. W drodze – gazety. Kierowca zauważa nietypowo wielki i szybki ruch.
[2] The Royal Automobile Club, Pall Mall. Lunch z Davidem Harrisem z Morgan-Harris-Burrows, business consultants. Rzadki casus firmy tego rodzaju spoza Londynu (Coventry). Niewiele.
[3] Zebranie. Przypominam zebranym, że wizyta pracownika Ambasady w FCO czy podobnym urzędzie brytyjskim musi być z góry zaakceptowana przez ambasadora, ale my do FCO chodzimy wszyscy, ambasador rzadziej niż Czesi czy Węgrzy, czy Rumuni – ich ambasadorowie biegają tam nieustannie. Od Brytyjczyków wiem, co i my zauważyliśmy, że ambasadorowie ci kontakty z FCO i wizyty w innych ministerstwach, także w Chatham House, monopolizują, swoich pracowników nie wysyłają, może po prostu nie dopuszczają. My stanowimy zespół ludzi kompetentnych i trzeba to wykorzystać.
Puszczam obiegiem 6-stronicowe pismo dyr. gen. MSZ Michała Radlickiego z 9 grudnia 1994, przywiezione przez kuriera, w sprawie regulaminu Ambasady, pismo stanowiące odpowiedź na moje z dnia 27 sierpnia. Proszę o pisemne uwagi w ciągu dwóch tygodni, powierzając koordynację Witoldowi Sobkowowi.
Nieoczekiwanie pojawił się temat "religia", a to w związku z formami życia społecznego emigrantów. Nie po raz pierwszy wyjaśniam rzecz oczywistą, że chodzę na te nabożeństwa w celu utrzymania łączności ze środowiskiem, ale niektórzy – Kaczorowski, Gabrielczyk, Ciechanowiecki – wiedzą "z Warszawy", że nie jestem "praktykujący", i może trafnie wnioskują, że jestem ateistą. Wiedzą o tym doskonale znani mi duchowni. Dodaję, że nie należy jednak utożsamiać praktyk kościelnych z religią. Religia w swoich od dawna rozmaitych postaciach jest odwieczna, istnieje od zarania procesów myślowych człowieka, który w ten sposób uogólnia sobie wiedzę o świecie, podbudowuje wspólnotę, do której należy, i motywuje swoje zachowania, przezwycięża myśl o śmierci jako końcu wszystkiego, pamięta o przodkach. Jest odwieczna, lecz nie wiemy, czy wieczna. Formy instytucjonalne są okresowo zmienne. Nikt do dyskusji się nie kwapi. Nawet Kochanowski, który temat poruszył.
[4] 16.30. Składam wizytę Geoffreyowi Howe, 5th Floor, 1 Mount Street (off Berkeley St., Myfair), strona Davis St. The Lord Howe of Aberavon był w latach 1989–1990 deputy prime minister, m.in. ministrem spraw zagranicznych (1983–1989). Rezygnując przyczynił się do upadku Thatcher. Fascynujący rozmówca. Pesymista co do stosunków z Rosją. Pesymista co do rozwoju UE. Pesymista co do przyszłości rodzaju ludzkiego. Daje mi b. zwięzłe charakterystyki polityków, chyba realistyczne, bo niezaprawione złością. Polska ma przed sobą wielką przyszłość, jeżeli się będzie trzymać UK. Pytam dość bezpośrednio, dlaczego mielibyśmy się trzymać kogokolwiek poza partnerstwem w Unii. "Your economy and inexperience in democratic politics...", brzmi telegraficzna odpowiedź, jakby niedokończona. Pytam, czy czytał sprawozdania roczne ambasadorów. "Rarely". Ja to odczytuję jako "No, never".
Zapisuję fragment programu (tekst powstał kiedyś na potrzeby Howe'a i jego staffu) jednej z jego wizyt ministerialnych w 1989 r.:
New Delhi. Sobota, 1 kwietnia
5.00 Bagaż gotowy do odbioru przez Ochronę i RAF
6.00 Śniadanie
6.30 Samochodem na New Delhi Airport
7.30 Spotkanie pożegnalne z Ministrem Stanu
8.00 Wylot do Qataru
10.00 Przylot, Doha Airport
11.15 Rozmowy z Władcą i Następcą Tronu
12.15 Wizyta na Wystawie Best of Britain
13.00 Lunch z Następcą Tronu
14.15 Spotkanie z pracownikami Ambasady
14.40 Samochodem na Doha Airport
15.00 Odlot do Bahrajnu
16.00 Przylot, Bahrajn
16.20 Rozmowy z Ministrem Spraw Zagranicznych
17.30 Wizyta u Premiera
18.15 Wizyta u Władcy
19.00 Wizyta u Crown Prince [następca tronu i najbliższy pomocnik władcy – RS]
20.00 Dinner z Ministrem Spraw Zagranicznych
22.15 Konferencja prasowa
23.00 Samochodem na lotnisko
23.30 Odlot do Londynu
Londyn. Niedziela, 2 kwietnia
5.30 Przylot, Heathrow Airport (Southside)
Jego b. Private Secretary twierdzi, jak wielu innych, że takie wizyty pomogły potem prowadzić politykę w czasie inwazji Kuwejtu22.
Wychodząc od Howe'a, wpadam na ulicy na Diuka Kentu. Krótki uścisk dłoni, obydwaj jesteśmy spłoszeni tym nieoczekiwanym i fizycznie nieuniknionym spotkaniem. Ja widzę swój samochód. Żadnego innego. Żadnej taksówki. Pusto. Diuk szedł chodnikiem samotnie, jakby nigdy nic. Chyba nie do Lorda Howe.
Sobota, 7 stycznia 1995
[1] Ralph Howell przysłał mi zgromadzone na moją prośbę teksty parlamentarne odnośnie do transmisji telewizyjnych z Izby Gmin. Czytam to bez pośpiechu i widzę, że zrozumienie tych wiadomości i ustalenie aktualnego stanu rzeczy wymaga konsultacji. Ale dobrze będzie to zebrać na użytek Prezydium Sejmu. Punktem wyjścia w pierwszych dyskusjach o transmisji – zarówno w ZK, jak i w niektórych państwach członkowskich Commonwealthu – było spostrzeżenie, że jeśli każdy może wejść do gmachu i przysłuchiwać się debacie, oczywiście przy spełnieniu pewnych warunków, to dlaczego ogół ludności nie miałby tego słuchać i oglądać, skoro technika na to pozwala, oczywiście przy spełnieniu przez telewizję pewnych warunków. Zasady ogólne w zakresie sprawozdawczości dotyczą zresztą wszystkich dziennikarzy wszystkich mediów. Nie wolno im podawać indywidualnych źródeł osobowych, chyba że w TV widać posła udzielającego wywiadu korespondentowi kuluarowemu (lobby correspondent) albo przemawiającego w Izbie. Telewizji nie wolno pokazywać indywidualnych zachowań posłów podczas posiedzenia (reaction shots), ich gestów, min etc., chyba że to robi mówca. Sprawozdania telewizyjne z Izby Lordów zaczęto nadawać w 1984 r., a z Izby Gmin – dopiero w 1988 r. (niewielką większością głosów). Każda z Izb ma teraz komisję ds. sprawozdawczości radiowo-telewizyjnej. Od niedawna istnieje też powołana z parlamentarnej inicjatywy pozaparlamentarna komisja złożona z przedstawicieli firm-nadawców oraz wymienionych wyżej komisji parlamentarnych. Tylko telewizja kablowa udostępnia wszystko. Inne kanały dają wybór zdarzeń. Zawsze można oglądać cotygodniowe, półgodzinne Prime Minister's Question Time przy pełnej sali posiedzeń i doroczne, kwietniowe przemówienie kanclerza skarbu przedstawiające projekt budżetu i podające ocenę ekonomicznego stanu państwa. Popularne było sprawozdanie z debaty o dietach poselskich. Natomiast posłowie i lordowie znajdujący się poza salą posiedzeń mają stały dostęp do wszystkiego, łącznie z pracami komisyjnymi, dzięki gęstej sieci zamkniętych obwodów wewnętrznych. Frekwencja na sali posiedzeń jest zwykle niska. Na transmisje obficie reagują widzowie – wyborcy. Posłowie i lordowie otrzymują łącznie ponad pół miliona listów rocznie. Prowadzenie felietonowych sprawozdań w gazetach stało się rzadkie i mniej ważne. Przy okazji napotykam informacje o procedurach. Lepsze ich rozpoznanie wymagałoby długotrwałych lektur i konsultacji, a przydatność dla ambasady niewielka i w razie potrzeby można to zrobić ad hoc.
[2] Kolacja rodzinna. Zawsze przyjemne.
Niedziela, 8 stycznia 1995
[1] Dalsza lektura Bagehota23. Niesamowite, jak to się tu powoli zmienia, jeśli się zmienia. Stabilizacja. Dobre to i niedobre.
[2] Trzeba rejestrować dane o FCO. Trudno oprzeć się wrażeniu, że wśród polityków, urzędników i dziennikarzy (za mało wiem o postawie uczonych) przeważa nie całkiem zawoalowana, umiarkowana niechęć wobec własnych dyplomatów, ponieważ są oni kojarzeni z obcokrajowcami, a obcokrajowców się tu raczej nie lubi, czy raczej nie ceni, a może nie rozumie. Paradoksalnie, mniej się to podobno odnosi do obcych dyplomatów, gdyż ich obcość jest poniekąd uważana za profesję i jednocześnie pewien rodzaj ostrzeżenia.
W połowie ubiegłego wieku było ich sześćdziesięciu, potem liczba pracowników FO (FCO) wzrosła 120 razy, dzisiaj jest ich tylko dobre sto razy więcej, ale z tego dyplomaci to niewielu ponad 1900 na placówkach, gdzie zatrudnia się ponadto siedem tys. pracowników miejscowych. W samym FCO działa 3800 pracowników, z czego dyplomaci to ok. 1500 osób, a 1700 to urzędnicy Civil Service (informatycy, eksperci – m.in. analitycy, czyli prawnicy, historycy, ekonomiści). Ten system pochłania prawie pół miliarda funtów z budżetu. Z rozmowy w Research Office wynika to, co już właściwie wiem, że dawniej zatrudniano w FO ludzi z arystokracji i warstw średnich, od II wojny zaznacza się napływ z warstw średnich, ostatnio nawet przeważa, ale w FCO mówi się o ideale w postaci takiej struktury, jaką ma ludność ZK. Nieprędko zostanie to osiągnięte. Ja osobiście wątpię, czy to ideał godny realizacji. Charakterystyczne, że nie ma żadnych urzędowych danych liczbowych co do pochodzenia społecznego dyplomatów. Oczywiście, ludzie się zazwyczaj rozpoznają po języku, sposobie bycia itp. I jedni bardziej "pasują" (fit), inni – mniej. Tradycyjny model ma się zmienić – słyszę o potrzebie reform. O epokach wcześniejszych czytam w książce J. Tilley i S. Gaselee, The Foreign Office (Second Edition 1933)24. W rozmowie towarzyskiej mówię lordowi w 13. pokoleniu o idei zmiany składu społecznego FCO.
– A czy FCO źle działa?
– Dobrze działa.
– No to po co zmieniać?
I taka filozofia przeważa. Może potrzebne są nowe kryteria. Wkrótce wybory.
Jedna trzecia dyplomatów na placówkach zatrudniona jest w Europie (łącznie z b. ZSRR). Ambasadorowie znają albo uczą się europejskich języków i – uwaga – marketingu. Poza Europą zwłaszcza muszą lepiej współdziałać z Overseas Trade Board25, zatrudniającym zupełnie innych pracowników, inaczej działających, a FCO także z Depatment of Trade and Industry. Dyplomacja wtapia się w państwo instytucjonalnie.
Poniedziałek, 9 stycznia 1995
[1] Podsekretarz stanu w MSZ Andrzej Towpik z wizytą 9/10 stycznia. Idzie z Sobkowem do FCO. Kolacja w rezydencji. Oprócz Towpika i mnie obecni: dyrektorka polityczna FCO Neville-Jones, Witold Sobków, Andrzej Kolczyński, attaché wojskowy Ryszard Szlegier. Towpik naprowadza rozmowę na aktualne tematy, a Neville-Jones odpowiada jednym zdaniem. Uwaga: to nie jest zbywanie pytającego. Tak się tutaj przy stole rozmawia, co daje każdemu szansę. Ja z tej szansy nie korzystam, bo nasuwają mi się wyraźnie krytyczne uwagi o tutejszym stosunku do UE.
[2] Prof. Richard Rose ze Strathclyde University, ubiegłoroczny gość na lunchu w Złotym Saloniku, przysłał mi zeszyt londyńskiego "European Policy Forum" (unijny ruch społeczny działający jak think tank) ze swoim tekstem "What is the chance for democracy in Central and Eastern Europe? Testing the Churchill Hypothesis", November 1994, 32 s. dużego formatu. To może być podsumowanie jego prac wcześniejszych, częściowo mi znanych z lektury przed zeszłoroczną jego wizytą. Nie wiem, kiedy ja znajdę czas na zapisanie streszczenia. Jeden już teraz robię wyjątek: Rose przywiązuje wielką wagę do czegoś, co w naszych dyskusjach publicznych słabo się zaznacza, do zmiany pokoleniowej. Podkreśla, że ta zmiana działa na korzyść demokracji. I przytacza znaną myśl Churchilla (1947):
"Many forms of government have been tried, and will be tried in this world of sin and woe. No one pretends that democracy is perfect or all wise. Indeed, it has been said, that democracy is the worst form of government, except all those other forms that have been tried from time to time" (s. 8)26.
Ale dlaczego Rose przeciwstawia demokracji authoritarianism zamiast autocracy? Może ogranicza się do omawiania, jak się demokrację psuje, lecz nie likwiduje.
Wtorek, 10 stycznia 1995
[1] Mam na lunchu w Ambasadzie poznanego wcześniej b. stałego sekretarza w Department of Social Security, obecnie Pro-Chancellor and Governor Uniwersytetu Middlesex, sir Michaela Partridge'a, absolwenta St John's College, Oxford. Rozmowa o civil service. Bardzo pouczające. Istnieje nieustanny nacisk polityczny, ale nie jako akcja zamierzona, lecz oddziaływanie warunków – przepływu informacji, istnienia kontaktów osobistych, praktyki awansowej (zasady, pragmatyka służbowa w praktyce codziennej w powiązaniu z wynikami pracy danego urzędnika plus jego kontakty wpływające na opinię zwierzchnika). Radykalne – rzadkie – przejawy nieufności polityków (nielicznych), zwłaszcza słabiej przygotowanych. Jak w Sejmie wobec Kancelarii Sejmu?
[2] Odwołanie wizyty Goryszewskiego. Niezapowiedzianej. Know-How27.
Środa, 11 stycznia 1995
[1] "The Guardian" donosi, że według US Accounting Office28 wiarygodność kredytowa Polski spadła poniżej wskaźników dla naszych południowych sąsiadów. To mnie nie dziwi. Prezydent Wałęsa mówi, że Sejm szkodzi demokracji. Gdzie jest szef jego Kancelarii?
[2] Sir Ralph Howell MP z żoną podejmują mnie z żoną lunchem w restauracji House of Commons (czekał w Central Lobby). Pytam go o UE. Popiera członkostwo, ale nie rozumie, po co robić z Unii państwo. Mówię mu, że integracja międzypaństwowa, zwłaszcza procesy gospodarcze, prowadzi do konfederacji, czyli związku suwerennych państw ze wspólną polityką i aparatem w uzgodnionym zakresie (np. wspólny rynek, wspólna waluta itd.), lecz niekoniecznie do państwa federalnego, tym bardziej – państwa unitarnego. Z konfederacji każdy jej człon państwowy może się wycofać. Natomiast federacja to państwo związkowe, członkostwo niesuwerenne, wspólna obrona, wspólne podatki i waluta, wspólna polityka zagraniczna. Wycofać się można tylko za zgodą pozostałych członów i centralnych organów władzy federalnej (np. nieudana secesja Texasu, 1861)29.
– My chcemy pozostać samodzielni politycznie.
– Rozumiem, ale dlaczego samotni?
Żona posła zauważa, że "nawet unia anglo-szkocka nie doprowadziła przez trzysta lat do państwa unitarnego"30. Mówię im, że my nie postulujemy państwa unitarnego, ani nawet federacji. Zresztą, na razie nie ma u nas dyskusji publicznej nawet o zawiązaniu konfederacji, choć pewne jej przejawy są już w UE widoczne. Konfederacja jest w ciągu 50–70 lat – to trzy pokolenia – nieunikniona albo UE się sprowadzi do średnio wspólnotowego rynku. Na razie smakuje mi kuchnia w pałacu suwerennego Parlamentu Brytyjskiego.
[3] Wieczorem na cocktailu w FCO (CED, ambasadorowie z EŚW).
Czwartek, 12 stycznia 1995
[1] Lunch w Ambasadzie. Goście: St John's Ambulance31, 6 osób! Dwóch było już u mnie w październiku ub. roku. Odnoszę wrażenie, że taka wizyta ich specjalnie ustawia w polskim środowisku.
[2] 18.00. Pożegnalna kolacja u ambasadora Węgier32. Byłem z Irenką. 35 Eaton Place.
[3] 22.30. Dzwoni Witek Sobków, żebym rzucił okiem na "FT". "Rzucam", ale odnotowanie przekładam na następny dzień.
Piątek, 13 stycznia 1995
[1] Nadrabiam zaległości z czwartku.
"Financial Times" (Michael Stürmer z fundacji Wissenschaft und Politik w Ebenhausen), najważniejszy teraz wątek: pewnej liczbie krajów poza parasolem obronnym NATO wystawia się coś w rodzaju legitymacji członkowskiej UZE33. Takie legitymacje mogą być jednak mniej warte, niż się tym krajom wcześniej zdawało. Nikt nie jest w stanie określić znaczenia UZE dla krajów będących w połowie drogi do członkostwa NATO.
Pełny tekst poszedł clarisem.
[2] Dostaję prywatnie zachętę od Dahrendorfa, żebym "pomyślał" o fellowship w All Souls34. Może mnie zarekomendować. Nie wiedziałem nawet, że taka instytucja rekomendacji istnieje. I w ogóle mnie zaskoczył. Rozmaite koledże stawiają swoim fellows rozmaite wymogi, wyjątkowość All Souls polega na tym, że fellowsom nie stawia się żadnych wymogów z wyjątkiem niemiłosiernie egzekwowanego obowiązku cotygodniowej kolacji w dobrym towarzystwie – gratis. Oznacza to zarazem istnienie wielkiej elastyczności. Fellows pracują podług swego uznania, byle zdali przedtem sześć egzaminów: jedno tłumaczenie (język dowolny), jeden esej na temat dowolny, dwa eseje natury ogólnej na tematy zadane (w tym jeden na temat jednowyrazowy w rodzaju – "Finał", "Błękit", "Korupcja") i dwa eseje z zakresu obranej specjalności. Dla mnie taki hint od Dahrendorfa, że to egzaminowanie jest formalne. Roczne fellowship jest bardzo skromne, ok. dziesięciu tysięcy funtów plus spartańskie mieszkanie w college'u i trzy posiłki dziennie, plus tygodniowe stypendium w wysokości 50 funtów. Fellowship dostaje się na siedem lat i można je przedłużyć. Ale to nie dla mnie – teraz, może po zakończeniu misji. Ale co wtedy z rodziną? Czy Irenka to zaakceptuje?
[3] Laurence Whitehead nadesłał mi ostatni numer "Mind" z załączonym artykułem Fielda Deflating the conservativeness argument35. To pewnie nawiązanie do dawnej rozmowy o prawdzie Tarskiego. Dałem mu w St Antony's powojenny przekład tekstu Tarskiego z 1933 r.36 Field chce zrewolucjonizować teorię prawdy? Nie wszystko rozumiem, ale kierunek jest widoczny – swoista detronizacja prawdy jako kategorii. Czy to wykonalne?
[4] Późnym wieczorem telefonuje C. z wiadomością, że Olechowski chce odejść, że powiedział dziennikarzom o istnieniu poważnych rozbieżności w rządzie i jednocześnie dał im do zrozumienia, że opowiada się za stanowiskiem prezydenta Wałęsy. Bezprecedensowe. Potrzebujemy lepszej konstytucji.
Sobota, 14 stycznia 1995
[1] "The Independent": "Major orders reviews of defence and foreign policy". Wczoraj w Chequers37 premier z kilkoma członkami Gabinetu robił przegląd polityki zagranicznej i obronnej. UK znajduje się pod naciskiem europejskich sojuszników, żeby zrzekła się swojego miejsca w RB ONZ na rzecz UE. Odrzucono to. Potwierdzono też zamiar utrzymania statusu mocarstwa nuklearnego, łącznie z czynnikiem odstraszania nuklearnego (Trident)38. Douglas Hurd zdecydował się pozostać do zakończenia konferencji międzyrządowej (IGC 1996) oraz przekazania władzy nad Hongkongiem (1997)39. Następcą Hurda może zostać Rifkind. [Ja to już słyszałem, ale czy zapisałem?]40.
[2] 16.00. POSK41. Otwarcie wystawy "Droga gen. Maczka".
[3] 20.00. Bal Emigracji. Grosvenor House, Park Lane. To nie byle gdzie. Duży sukces organizatorów, jak zawsze są nimi Stanisław i Ewa Rusieccy. Z Irenką, przy stole z Kaczorowskimi i innymi znakomitościami. Kaczorowski i ja mało tańczymy, więcej rozmawiamy. Pyta mnie, czy zmuszano ludzi do wstępowania do partii. Wyjaśniam mu, jak kierowano gospodarką i administracją, co to była nomenklatura. Kto chciał awansować, to z reguły szedł do tej partii, niektórzy pewnie wbrew swoim przekonaniom. Ale to nie był przymus, lecz zachęta do kariery. Mnie nikt do niczego nie zmuszał. Ja wstąpiłem wyłącznie ze swej inicjatywy. Byłem społecznie radykalny, bardzo radykalny, już w szkole średniej chciałem socjalizmu. Widzę, że Kaczorowskiego zatkało. Tłumaczę mu, że się buntowałem przeciw rodzinnej tradycji (podaję o niej kilka faktów, od bitwy pod Płowcami42 i herbu Jelita poczynając), w tym i Kościołowi. Ale ten socjalizm państwowy w PRL stawał się coraz trudniejszy do akceptacji i w 1968 r. partii się przeciwstawiłem, co doprowadziło do usunięcia mnie, czyli do stanu pożądanego dla mnie i dla partii. Zachęcony tym wyznaniem, Kaczorowski pyta o szczegóły takich sytuacji, a ja mu wyjaśniam, jak potrafię, zwłaszcza moją taktykę utrzymywania konfliktu na pewnym nieprzekraczalnym poziomie (bez podejmowania działalności tajnej) umożliwiającym pracę naukową przy zachowaniu swej postawy, otwarcie komunikowanej publicznie. Odwoływałem się od tej decyzji do partyjnych gremiów, ale podczas rozmowy z komisją kontroli partyjnej odmawiałem wycofania się ze swego stanowiska marcowego43. Opowiadam Kaczorowskiemu o trzecim i ostatnim takim posiedzeniu komisji najwyższego szczebla z udziałem znanego polityka, a dawniej mego adwersarza marcowego, Stanisława Cioska. Przewodniczący komisji mówi mi, że gdyby komisja zaakceptowała moją opinię, to trzeba by usunąć z partii połowę członków Biura Politycznego, na co ja go pytam:
– Dlaczego tylko połowę?
– Arogant z was, arogant.
A moja podtrzymywana opinia marcowa była moją zaporą ochronną.
[4] Koniec rządu Pawlaka44. Wczoraj. Nie dostajemy urzędowych wiadomości.
Niedziela, 15 stycznia 1995
[1] Poprzedni tydzień w gazetach to głównie Rosja i Czeczenia45. Obraz FR coraz ciemniejszy. Ciemiężenie Czeczeńców to hańba. Polacy mają piękną kartę ich zbrojnej obrony przed XIX-wiecznym caratem. Ale tutaj istnieje ledwie kamuflowana skłonność do uznania "czeczenii" za sprawę wewnętrzną Rosji. Wysyłaliśmy clarisy z prasowymi ocenami tej wojny domowej w Rosji. Może ona być objawem rozpadu Rosji z czasów kolonialnych. Nowy i bezpośrednio nas dotyczący wątek prasowy odnosi się do Labour Party.
Tony Blair dąży do wielce w prasie komentowanego usunięcia "ideologicznego" paragrafu 4 ze statutu partii46 (wspólna własność środków produkcji), ale prasa (11.01.) zwraca również uwagę na europejskie akcenty w jego brukselskim wystąpieniu. Przygotowując "program konstruktywnych reform", lider partii chce przekonać wyborców i potencjalnych partnerów w UE, że przyszły rząd labourzystowski nie będzie "ani izolacjonistyczny, ani federalistyczny". Partia Pracy jest partią "konstruktywnego pro-europeizmu" ("The Times"), wymieniając podziały w Partii Konserwatywnej jako przyczynę, dla której torysi nie są obecnie w stanie przewodzić w Europie. Blair postawił torysom zarzut, że dbając jedynie o własną partię, przesunęli interesy kraju na dalszy plan. Wskazał jednocześnie na wyzwania, którym UE będzie musiała sprostać. Nie można połową wydatków UE zasilać rolnictwa, gdy w krajach Unii jest 13 milionów bezrobotnych. Potrzebna jest reforma Wspólnej Polityki Rolnej (CAP)47 [i to nas dotyczy – RS]. Rozszerzaniu UE na wschód powinna towarzyszyć liberalizacja handlu. Konieczna jest walka z oszustwami finansowymi w ramach Unii. Trzeba wreszcie wypełnić treścią wspólną politykę zagraniczną i obronną, której niedomogi ujawniła wojna w BiH48. Blair potwierdził też gotowość "rządu labourzystowskiego" do podpisania Rozdziału Socjalnego Traktatu z Maastricht49, dzięki któremu, wbrew twierdzeniom torysów, dobrobyt, jakim się cieszą najbogatsze regiony UE, stanie się również udziałem Brytyjczyków. Ekipa Majora nie zrobiła nic w sprawie reformy CAP, a sam premier "spisał na straty" międzyrządową konferencję planowaną na przyszły rok, tylko po to, aby "spacyfikować buntowników" wśród konserwatywnych posłów.
[2] Wczorajszy numer tygodnika "The Tablet" (pismo katolickie o charakterze ekumenicznym, nakład 17 tys. egz.) pisze o Międzynarodowej Radzie Chrześcijan i Żydów oraz roli w niej Sir Sigmunda Sternberga50, przewodniczącego brytyjskiego oddziału Rady. O przygotowaniach do obchodów rocznicy wyzwolenia Auschwitz Sternberg stwierdza, że informacje o problemach z przygotowaniem uroczystości są przesadzone, ale jego zdaniem wszystko w Polsce odbywa się mniej lub więcej ad hoc. Kraj jest zdezorganizowany. Sternberg jest jednak przekonany, że uroczystości odbędą się w sposób mniej lub bardziej zaplanowany. "The Tablet" zwraca uwagę na pełne współdziałanie Kościoła katolickiego w przygotowaniu uroczystości, co nie pozostaje bez związku z osobistą przyjaźnią Sternberga z kardynałem Glempem. Tygodnik przypomina, że w ubiegłym roku biskupi polscy wydali list pasterski określający antysemityzm jako grzech. Zdaniem Sternberga atmosfera stosunków polsko-żydowskich zmieniła się całkowicie51.
Trafne są te uwagi o naszej "organizacji", jeśli nawet trochę przesadne.
Poniedziałek, 16 stycznia 1995
[1] "The Financial Times" omawia raporty komisarza Brittana dla Komisji Europejskiej w sprawie CAP (autorzy raportów: Allan Buckwell z Uniw. Lond., Stefan Tangermann z Uniw. w Getyndze, Secondo Tarditi z Uniw. w Sienie i Louis Mahe z Uniw. w Rennes). Autorzy są zgodni: reforma CAP jest niezbędna.
Odrzucają oni:
– ideę stworzenia "oddzielnej" CAP dla "6"52, która działałaby równolegle do CAP UE (wymagałoby to ustanowienia bardzo skomplikowanego systemu kontroli granicznych i zadziałałoby niekorzystnie na rolnictwo "6");
– oczekiwanie, że poszczególne kraje EŚW będą w pełni gotowe do wejścia do UE i obecnej CAP (opóźniłoby to znacznie rozszerzenie UE i moment "stawienia czoła" przez UE problematyce integracji);
– członkostwo "6" w UE bez udziału w CAP (nie jest to zgodne z postanowieniami Traktatu Rzymskiego53, nie doprowadziłoby to do powstania wspólnego rynku na całym obszarze nowej UE, oznaczałoby to "obywatelstwo drugiej klasy" dla "6" i postawiłoby "6" w niekorzystnej gospodarczo sytuacji);
– szybkie przyjęcie "6" do UE i CAP w obecnym kształcie (ogromne wydatki dla budżetu UE, wzrost in?acji w "6" i negatywny efekt dla gospodarki, rolnictwa i społeczeństwa "6", niespójność ze zobowiązaniami UE wynikającymi z GATT)54. CAP musi się zmienić niezależnie od rozszerzenia UE o "6", choćby ze względu na postanowienia GATT.
Reformy powinny doprowadzić m.in. do odejścia od podtrzymywania przez UE sztucznych cen, a przynajmniej ograniczenia wsparcia UE do pułapu zbliżonego do cen światowych. W krajach EŚW nie powinno dojść do arbitralnego ograniczenia produkcji rolnej i znacznego wzrostu cen. Wszystkie cztery raporty proponują "6" podjęcie szeregu przedsięwzięć, m.in.: poprawy konkurencji na rynku rolnym, wzmocnienie sektora prywatnego, usprawnienie i polepszenie warunków działania banków rolnych, ustanowienie wspólnego rynku rolnego "6", wyrzeczenie się praktyk protekcjonistycznych i subsydiów. Także UE powinna wyrzec się subsydiowania eksportu towarów rolnych do "6" i lepiej wykorzystać układy europejskie do zintegrowania z "6" produkcji oraz handlu na długo przed akcesją krajów stowarzyszonych. "FT": większość propozycji nie jest nowa. Spotkają się one prawdopodobnie z ostrym sprzeciwem zarówno Brukseli, jak i farmerskiego lobby w poszczególnych krajach UE.
Najwyraźniej redaktorzy "Financial Times" nie przejęli się odkryciem Pani Thatcher, że społeczeństwo nie istnieje, że termin ten jest pojęciowo pusty55.
[2] Kamieniecki z Instytutu Polskiego. W sprawie statusu trustu. Zbadam, czy możemy pomóc. Mój gość jest encyklopedią wiedzy o polskich instytucjach w ZK.
[3] BBC World Service zamierza w serii East European Law – Punishment of Crime przedstawić sprawę ukarania sprawców śmierci ks. Popiełuszki56. Redakcja zwraca się do władz polskich za pośrednictwem Ambasady z prośbą o informację o Ciastoniu i Płatku. Napisaliśmy clarisem (telex) do Ministerstwa Sprawiedliwości.
[4] Lunch zarządu POSK u mnie. Zaaranżował konsul generalny Kochanowski. Bardzo dobra rozmowa. W pewnym momencie ktoś mówi, że w Polsce to jeszcze są w administracji ludzie z ciemniakogrodu57. Zgadzam się nim, ale nie mogę oprzeć się pokusie i mówię, że podobny termin upowszechnił w 1820 r. Stanisław Kostka Potocki w swej powieści Podróż do Ciemnogrodu58.
[5] Odwiedzam Royal Bank of Scotland, 28 Cavendish Sq. Czekał Mr Nick May.
[6] Kolacja w rezydencji. Lord Bethell. Sobków, Król. Pytam o pomysły reformowania Izby Lordów. Słyszymy to, co już wiadomo z gazet. Czy to bardziej świadczy o tych gazetach, czy o moim gościu? Bethell chce napisać kolejną książkę o Polsce. O transformacji. Na podstawie serii zebranych relacji. Zachęcam do naszych gołąbków z kaszą gryczaną w sosie grzybowym, bo taka seria wymaga wielkiego wysiłku. On chce zaangażować asystentów. Mówię więc, że to będzie ankietyzacja. Tak, ankietyzacja. Chwalę i taki zamysł, ale w duchu nie wierzę w jego realizację, a nawet w poprawne metodologicznie przygotowanie59.
Wtorek, 17 stycznia 1995
[1] "The Financial Times" (komentarz redakcyjny): "Oceniając Polskę" nawiązuje do raportu OECD na temat Polski, wczoraj opublikowanego. Redakcja "FT" przypomina, że w kwietniu 1994 r. Polska i Węgry jako pierwsze złożyły wnioski o przyjęcie do UE. Im większy będzie ich postęp w dostosowaniu się do wymogów stawianych sobie przez jej członków, tym bardziej kompromitujący będzie brak wzajemności ze strony Unii. W jakim jednak stopniu kraje te są przygotowane do przystąpienia? OECD stwierdza, że transformacja gospodarki w Polsce znajduje się na dalszym etapie, niż wielu oczekiwało w momencie, gdy się zaczynała. W przeciwieństwie do wielu krajów znajdujących się dalej na wschód, Polska charakteryzuje się podstawowymi parametrami kwalifikującymi ją do kandydowania do UE. Mija właśnie pięć lat od momentu, gdy Leszek Balcerowicz rozpoczął największe w krajach postkomunistycznych reformy rynkowe. Ta wczesna odwaga spowodowała, że Polska jako pierwsza z krajów w transformacji wyszła z recesji, już w 1992 r. Sektor prywatny wytwarza obecnie połowę PKB i daje pracę blisko 60% ludzi. Porównując gospodarki [pozostałych krajów regionu] z gospodarką Polski sprzed pięciu lat, można powiedzieć, że dylematy stojące przed prowadzącymi politykę Polski są drugorzędne. Nie istnieje niebezpieczeństwo hiperinflacji, ale generalnie ostrożna polityka monetarna oznacza zbyt długotrwałą inflację na obecnym poziomie 25–35%. Po pięciu latach intensywnego renegocjowania zadłużenia zagranicznego nie ma także niebezpieczeństwa z jego obsługą. Niemniej rząd nadal musi szukać sposobów spłacania odsetków bez zwiększania deficytu budżetowego zaplanowanego na 4,1%. Wydatki na cele społeczne oraz obsługa zadłużenia stanowią wzrastającą część wydatków publicznych, co wpływa na politykę rządu odchodzenia od subsydiowania niedochodowej produkcji. Symbolem realnych, widocznych kosztów transformacji jest obecna koalicja rządowa po wyborach w 1993 r., a kierowana przez poprzednio komunistyczny SLD oraz PSL, partie wybrane w wyniku niezadowolenia społeczeństwa z tempa i trudów reform. Koalicja ma tendencje do wolniejszego działania. Nie tylko w zwalczaniu inflacji, ale także w reformowaniu kosztownego systemu emerytalnego i sektora finansowego. W dziedzinie politycznej powrót do przeszłości jest mniejszy niż w innych krajach. Przykład: postęp w dziedzinie prywatyzacji może być dalej opóźniany, ale nie zahamowany jak na Węgrzech. Nie istnieje też niebezpieczeństwo "powrotu do przeszłości" jak w Rosji. Polska nadal dąży do członkostwa w UE. Nagroda (dla Polski) jest w polu widzenia, ale musi zostać uchwycona obiema rękami.
[2] "The Financial Times" pisze, że odchodzący komisarz René Steichen odniósł się do raportów dot. CAP, twierdząc, że możliwe jest rozszerzenie UE o "6" bez reformy CAP. Zmiany wprowadzone do CAP w 1991[–1992] r. były sukcesem UE i nie ma sensu na nowo rozpoczynać tej debaty. Te cztery raporty w sprawie reformy CAP mogą być atrakcyjne dla akademików. Przedstawiony w tych raportach szacunkowy koszt poszerzenia UE o "6" (13,5–32 mld ECU)60 jest poważnie zawyżony. Rozszerzenie UE mogłoby zostać sfinansowane z budżetu UE, z oszczędności rzędu 4–5 mld ECU, które uda się zgromadzić w wyniku pełnego wprowadzenia w życie reform [komisarza] McSharry'ego [1992] i dostosowania się UE do przepisów GATT.
Wszystko, co dotyczy CAP, przekazujemy niezwłocznie clarisem do MSZ.
[3] Przed południem z Irenką w Bibliotece Polskiej "na kawie". W odróżnieniu od wszystkich innych instytucji, tu przyjmują mnie początkowo tak, jakbym był intruzem. Naburmuszony kierownik Biblioteki Zdzisław Jagodziński patrzy na mnie jak na niepożądanego interesanta. Przewodnicząca Komisji Bibliotecznej Eugenia Maresch nie interweniuje. Może on taki zawsze. Zasadniczym punktem wizyty jest przygotowane przez jego współpracowników "spotkanie". Słyszę, że są wszyscy pracownicy i współpracownicy. Siedzimy przy herbacie i serniku. Rozwija się rozmowa, która chyba daje do myślenia kierownikowi, ponieważ wręcza mi broszurki o Krzemieńcu (Irena wspomniała o moim ojcu jako absolwencie tego Liceum) i jeszcze jakieś odbitki – Irenie. W rozmowie pojawia się motyw UB i policyjnych funkcji konsulatu i ambasady PRL-owskiej, ale tak to wszystko pan kierownik podaje, jakby w Polsce nic się nie zmieniło, on chyba chciałby nadal być inwigilowany – jeżeli rzeczywiście inwigilowany był – i bohatersko cierpieć. Wyjaśniam sprawy elementarne. Próbuję skierować rozmowę na sprawy biblioteczne, z umiarkowanym wynikiem. Większość czasu schodzi na moich odpowiedziach na pytania mało biblioteczne (czy w Polsce powstaje civil service, kto będzie ministrem spraw zagranicznych etc.). Jagodziński pyta, "jak 4 czerwca przyjęto w Polsce powiedzenie aktorki Szczepkowskiej, że w Polsce skończył się komunizm". Wyjaśniam, że ona to powiedziała w październiku, operując słowem-symbolem, a Polacy dobrze wiedzą, że do komunizmu to w Polsce dużo brakowało i dzięki temu łatwiej przetrwaliśmy. Zalega cisza przerwana westchnieniem pani Maresch – "tak, tak, Polska to Polska". W mojej ocenie, wymagającej pogłębienia, nie ujawnianej podczas spotkania, Biblioteka Polska wymaga teraz pieniędzy, wykwalifikowanego bibliotekarza i planu działania, żeby ją uporządkować i rozwinąć. Na dalszą metę jednak – właściciele zechcą może skoordynować profile, czyli zakresy gromadzenia dokumentów (zwłaszcza rękopisów), dzieł sztuki i druków w swoich placówkach – Bibliotece i pozostałych placówkach polskich w Londynie. Te myśli zachowuję dla siebie. Trzeba odpowiednio profilować czytelnię w Instytucie Kultury Polskiej. Trzeba ułatwić wizyty kierownika i innych pracowników Biblioteki w Polsce. Na pożegnanie robimy stosowne wpisy do księgi pamiątkowej. Opuszczam tę instytucję z przekonaniem o szlachetnym wysiłku tych ludzi, ale i jej prowincjonalizmie, amatorskim poziomie. Oni sobie wyobrażają, że mogą przyjmować studentów z Polski na praktyki bibliotekoznawcze. Takie praktyki byłyby atrakcyjne, ale z powodu zagranicznej lokalizacji tej biblioteki.
[4] W Ambasadzie claris o podaniu się do dymisji podsekretarza stanu Byczewskiego i dyrektora generalnego Radlickiego. Pewnie ich uznawano za "ludzi Skubiszewskiego" albo gorzej – Geremka. Zamiast kumulować doświadczenie społeczne, ucząc współdziałania ludzi rozmaitych biografii i ambicji, czystka? SLD spadkobiercą wielkiej tradycji WKP(b)? Tak daleko nie pójdą, ale "mniejsze zło" wystarczy.
[5] Potem z Irenką u dentysty. Pełny zakres wymaganych w jej przypadku zabiegów kosztowałby pięć tysięcy funtów. Irena jest zaszokowana, ja – nie, ale ambasador RP nie ma takich pieniędzy.
Środa, 18 stycznia 1995
[1] "The Times" podaje, że przebywający w USA Douglas Hurd spotkał się ze speakerem Izby Reprezentantów, republikaninem Newtem Gingrichem. Rozmawiali o ograniczaniu władzy państwa, poczynając od czasów Gladstone'a. O takim ograniczaniu republikanie i konserwatyści rozprawiają od dawna i cały czas, a tymczasem władza rządu centralnego rośnie i rośnie – i w USA, i w ZK.
[2] Wyjątkowo dobra analiza we wczorajszym "The Financial Times" (D. Marsh): "EMU strain begins to show". Mitterrand i Delors zaliczają się do przywódców europejskich, którzy najwytrwalej popierali ideę ustanowienia unii ekonomicznej i walutowej – i to już w okresie do 1997 lub 1999 r. Ale Mitterrand kończy swoją kadencję61, a Delors już w ubiegłym tygodniu ustąpił ze stanowiska przewodniczącego KE62, zarazem rezygnując z kandydowania w wyborach prezydenckich we Francji. Wycofanie się tych dwóch najważniejszych zwolenników unii ekonomicznej i walutowej stwarza właściwy moment, aby zastanowić się, czy przekształcenie dominującej w UE marki niemieckiej w walutę europejską jest nadal możliwe. Zdaniem dziennikarza ustalenie stałego kursu pomiędzy walutami do stycznia 1997 r. jest praktycznie niewykonalne. Opinię Komisji, że unię walutową da się wprowadzić w okresie do 1997 r., można uznać za pobożne życzenie. Wprowadzenie unii walutowej nawet w 1999 r. jest wysoce niepewne. W celu ustanowienia prawdziwej unii walutowej w tym stuleciu, nawet dla małej grupy państw, musiałyby one prowadzić dość niepopularną politykę budżetową w nadchodzących latach. Do tej grupy należą: Francja, Belgia i Holandia, tworzące wg opracowania CDU z ub.r. "rdzeń" UE63. Niemożność wprowadzenia pełnej unii ekonomicznej i monetarnej we wskazanym terminie pociągałaby za sobą określone konsekwencje polityczne i ekonomiczne. Unia walutowa jest głównym składnikiem planu przedstawionego po zjednoczeniu Niemiec, żeby znaleźć im właściwe miejsce w Europie, po zakończeniu "zimnej wojny". Francja jako gorący zwolennik tego planu stoi przed dylematem – albo poniesie koszty polityczne i ekonomiczne tworzenia unii walutowej, albo poniesie porażkę swojej polityki europejskiej. Określony w Maastricht cel – ustalenie na stałym poziomie kursów wymiany oraz zastąpienie marki niemieckiej wspólną walutą – cieszył się w 1991 r. poparciem Francji i Niemiec, choć z całkowicie różnych przyczyn. Francja chciała ograniczyć potęgę zjednoczonych Niemiec, zaś Niemcy pragnęły rozwiać obawy swoich sąsiadów. Balladur twierdził, że bez ograniczenia siły Niemiec poprzez Traktat z Maastricht będą one zachowywać się, jak tylko uznają to za stosowne, nie uwzględniając stanowiska swoich sąsiadów i partnerów, nie będąc ograniczone jakimikolwiek wspólnymi europejskimi uzgodnieniami odnośnie ich militarnej, ekonomicznej, finansowej i monetarnej roli jako mocarstwa w centrum Europy. Autor stwierdza, że w ciągu ostatnich dwóch lat entuzjazm do projektu unii walutowej opadł, zaś niemiecka opinia publiczna sprzeciwia się znaczną większością takim planom. Ponadto widoczne są polityczne różnice między Niemcami a Francją w ich stosunku do "pogłębienia" UE i "poszerzenia na Wschód". Szanse dojścia do porozumienia w tej kwestii wydają się coraz mniejsze. Niemcy nawołują do pogłębienia integracji, co nie zyskuje aprobaty Francji. Prezes Bundesbanku uważa, iż unia walutowa bez równoczesnej unii politycznej jest nie do wprowadzenia. Bliski współpracownik kanclerza Kohla miał powiedzieć, że konferencja międzyrządowa w 1996 r. może zostać zakłócona brakiem porozumienia niemiecko-francuskiego w tej kwestii, co z kolei może opóźnić wprowadzenie unii walutowej i termin rozszerzenia na Wschód. Nawet jeśli Niemcy i Francja oraz szereg innych państw UE, tworzących "rdzeń" UE, spełniłyby kryteria, to wątpliwe jest, żeby udało się wprowadzić unię walutową do 1999 r. Autor powołuje się na opinię H. Barbiera, wydawcy dziennika "Frankfurter Allgemeine Zeitung", że do unii walutowej może w 1999 r. nie dojść, ponieważ Paryż chciałby w niej widzieć jeszcze jedno większe państwo UE poza Niemcami, ZK natomiast, a także Włochy czy Hiszpania, nie będą do tego czasu gotowe. Z kolei Niemcy nie widzą sensu tworzenia unii bez udziału Francji, ale oczekują spełnienia przez nią wymaganych kryteriów. Za prawdopodobnych członków unii walutowej uważa się Holandię i Belgię, choć i one muszą spełnić te same warunki. Szanse wprowadzenia unii walutowej w tym stuleciu zależą przede wszystkim od dwóch czynników: oceny Bundestagu co do spełnienia przez inne państwa określonych kryteriów oraz zdecydowania rządu francuskiego do kontynuacji polityki rygorów budżetowych. Koncepcja stworzenia unii walutowej pokonała już wiele przeszkód, lecz najważniejsza jest jeszcze przed nią.
[3] Wizyta w European Business School. To może być partner dla naszej uczelni prywatnej średniego formatu.
[4] Korzystamy z Irenką z zaproszenia na private view malarstwa Nicolasa Poussina w Royal Academy of Arts.
[5] 11.00. Był u mnie Professor Mike Jones, dyrektor European Business School, Regent's University London. Trzeci Świat studiujących. Okazała i dobrze utrzymana. Myślą o filiach w EŚW. Informuję, że mamy 1,5 mln studentów, w tym większość w szkołach niepublicznych o profilu menadżersko-ekonomicznym. To mi przypomina konieczność bliższego zapoznania się z public school, czyli prywatną, ale nie w rozmowie z tym akurat człowiekiem.
[6] Po południu moim gościem jest Andrew Szydlo, autor książki "Water which does not wet hands: the alchemy of Michael Sendivogius", PAN, Warszawa 199464. To niezmiernie tu popularny nauczyciel chemii, prelegent, postać telewizyjna, popularyzator nauki, już emeryt. Urodzony w UK w rodzinie Polaków. W zeszłym roku gościł go nasz IKP.
[7] Dinner w Ambasadzie Niemiec z okazji wizyty premiera Saksonii. Z Irenką. Konwencjonalne rozmowy, ale obecność Polski aspirującej do NATO i UE – odnotowana, a konwencjonalne rozmowy z Niemcami to także coś. Było jednak coś wyjątkowego. Ambasador mówi mi przy pożegnaniu, że jest pod wrażeniem tego, co "Washington Post" napisał o uratowaniu agentów CIA w Iraku przez Polaków65. Reaguję uprzejmie, skrywając fakt, że niewiele o tym wiem.
Czwartek, 19 stycznia 1995
[1] Rzeczywiście, 17 stycznia "Washington Post" dał opis niesamowitej historii, o której mówił Niemiec66. Dlaczego nie informuje nas o tym MSZ? Co prawda, kiedyś mi o tym wspomniał Geremek w Sejmie, pod koniec 1990 r.
[2] Byłem w College of Arms67, Queen Victoria St, poprowadzony tam przez Ciechanowieckiego. Tam z łatwością każdy może sięgnąć do akt rodzinnych z XIV w., a nawet wcześniejszych, jeśli przodkowie mieli odpowiedni status. Imponująca ciągłość. Godne pozazdroszczenia.
[3] 18.00. Wystawa w IKP. "50 rocznica wyzwolenia Auschwitz". Programu obchodów krajowych (de facto międzynarodowych) nie dostaliśmy do dziś. Gdybym nie był przekonany, że to niekompetencja, to myślałbym, że dywersja.
Piątek, 20 stycznia 1995
[1] Wizyta w Przedstawicielstwie KE, razem z Sobkowem, Kolczyńskim, Kozłowskim, Sękiem i Królem. Przyjmuje nas Head of Representation Geoffrey Martin. Objaśnia, jak to działa. U nas będzie podobnie, jak już wejdziemy do UE.
[2] Konferencja piątkowa. Rozmawiamy o przedpołudniowej wizycie. Poruszam problem specyfiki dyplomatycznej w stosunkach między członkami UE. Zastanawiam się głośno nad tym, czy rotacja powinna następować w cyklu wydłużonym, może 6–8-letnim, ale i niesztywnym, żeby ograniczyć protokolarny formalizm i wejść głębiej przez wykorzystanie stosunków towarzyskich.
Sobków referuje postęp prac nad regulaminem Ambasady i uwagami dyr. Radlickiego68.
[3] Rodzinnie w POSK na "Kabarecie Gwiazd" w reż. Urszuli Święcickiej. Wita nas i usadza w 1. rzędzie, z którego najgorzej widać!
[4] Telefonuje C. To kopalnia diamentów informacyjnych, samowydobywcza.
Sobota, 21 stycznia 1995
[1] Znalazłem tekst Luttwaka o faszyzmie. To artykuł w kwietniowym numerze zeszłorocznym "London Review of Books", numerze leżącym na stosie w naszej Bibliotece, nie do końca przeczytanym. Luttwak sądzi, że faszyzm pojawi się w odpowiedzi na materialną, "bezprecedensową" destabilizację robotników i drobnych white collars, wynikającą z działania "turbo kapitalizmu". Ja skłaniam się do myśli, że to raczej baza dla populistów. Ale i to jest niebezpieczne. Zwłaszcza gdyby prawicowy populizm nastawiał swoje masy negatywnie do administracji państwowej, o co łatwo przy znanym nastawieniu negatywnym wobec "elity".
[2] Spacer z Irenką.
[3] Dalej Trevelyan, historia społeczna69.
Niedziela, 22 stycznia 1995
[1] Spróbuję zrobić kiedyś listę ambasadorów polskich w Londynie70. Zaczynam od Pawła Działyńskiego, ponieważ odnotowany tu został z powodu królowej Elżbiety I, odpowiadającej mu po łacinie71. Jej list przeszedł do historii jako arcydzieło sztuki epistolograficznej i oratorskiej. A dlaczego nie sztuki besztania? Dostałem tekst od Ciechanowieckiego. Chyba istnieje polski przekład czegoś tak rzadkiego. Dla rozrywki zrobiłem dziś swoją pierwszą redakcję wolnego przekładu, bez staropolskiej stylizacji wymagającej wiedzy większej od mojej.
Witałam Waszmościa jako dyplomatę, a usłyszałam kłótnika. Nigdy dotąd coś tak wyzywającego mnie nie spotkało. Jestem zdumiona tą bezprecedensową impertynencją publicznie mi okazywaną. Nie sądzę, że Twój król mówiłby tutaj takim językiem. Ale skoro on oddaje takie sprawy w takie ręce, to król ten – jednak młody i królem nie z urodzenia będący, lecz elekcyjny i to obrany świeżo – gdyby rzeczywiście tak jednak mówił, to okazałby wielce niedoskonałą znajomość manier u książąt prowadzących takie sprawy, czyli manier przestrzeganych wobec mnie przez [władców] jego przewyższających, manier może oczekujących i na jego w przyszłości poszanowanie. Co do Waszmości, to wprawdzie sprawiasz wrażenie mającego wiele ksiąg za sobą, lecz nie dojrzałego jeszcze do poziomu dzieł książęcych, pozostającego ignorantem co do stosunków między panującymi. A co do prawa natury, na które tak ochoczo się powołujesz, to wiedz, że prawo natury i prawo narodów taką zasadę głoszą: kiedy między królami zostanie ogłoszona wojna, to każdy z nich może drugiemu przeciąć linie zaopatrzenia, bez względu na to, skąd wiodą, a żaden nie może z tego uczynić przesłanki żądania wynagrodzenia doznanej szkody. Takie jest, powiadam, prawo narodów. Co się tyczy zaś waszego sojuszu z austriackim domem panującym, do czego tak wielką wagę przywiązujesz, to niechaj twej pamięci nie umyka, iż to właśnie z tego domu wywodził się ktoś, kto próbował pozbawić Królestwo Polskie jego króla. Co do innych spraw, zbyt licznych, by teraz zajmować się tu nimi, zechciej wysłuchać niektórych doradców moich do tego powołanych. Tymczasem z pokojem bywaj. I żegnaj.
Te "książęce dzieła", "książęta prowadzący sprawy", "prawa natury" czy naturalne, czy "narodów" itd., to jej terminy oryginalne. Może nie oddaję tego poprawnie, dosłownie, ale sens – na pewno.
Poniedziałek, 23 stycznia 1995
[1] Będziemy na bieżąco zbierać w jednym tekście dostępną nam argumentację polskich oraz tutejszych polityków, dyplomatów brytyjskich i oficerów – za i przeciw rozszerzeniu NATO. Punktem wyjścia jest tekst zeszłoroczny72.
Problematyka UZE pojawia się nad wyraz rzadko, tylko w FCO i MoD. Kiedy dochodzi do wyróżniania krajów, Polskę wymienia się jako kraj zarówno predestynowany do członkostwa, jak i najlepiej do niego przygotowany, Słowację wymienia się na ostatnim miejscu, ostatnio pomija się ją często. Generalnie rzecz biorąc, argumentacja naszych rozmówców odnosi się do "państwa Grupy Wyszehradzkiej"73, rzadziej do Polski expressis verbis. Nasza argumentacja, moja i moich współpracowników, skupia się na problematyce członkostwa polskiego.
Część I
[A] Argumenty przeciwników włączenia RP (krajów EŚW) do NATO:
1. Nie wolno tworzyć nowych linii podziału, ponieważ to destabilizuje sytuację.
2. Rozszerzenie antagonizuje Federację Rosyjską i ma albo będzie miało negatywne skutki w zakresie:
a) wykonywania jej zobowiązań traktatowych,
b) jej gotowości do dalszego ograniczania środków masowego rażenia i kontroli nad nimi,
c) stosunków z jej zachodnimi sąsiadami (RP, państwa bałtyckie, Białoruś, Ukraina, Rumunia i Bułgaria).
3. Podporządkowanie sił zbrojnych organom demokratycznego państwa nie jest w RP zadowalające; w szczególności:
a) brakuje jasnego określenia zakresów kompetencji poszczególnych organów,
b) występują konflikty pomiędzy organami i politykami te organy reprezentującymi,
c) wojskowi zachowują się jak politycy i to politycy przeciwni wprowadzeniu demokratycznego, czyli cywilnego, kierowania ministerstwem i nadzoru nad sztabem generalnym (ten wątek stał się częstszy po konferencji drawskiej74 – jak informowałem),
d) budżet nie jest przejrzysty,
e) brak zadowalających kontaktów wojskowych z komisjami parlamentarnymi,
f) nie wiadomo, czy ma miejsce i w jakim kierunku zmierza proces reformowania MON, w którym nie ma niepolitycznego i zarazem cywilnego kierownictwa aparatu ministerialnego (w którym rola cywilów także jest niedostateczna).
4. Nie ma w RP cywilnych instytucji badających problematykę sił zbrojnych (nie ma naukowych konferencji cywilnych, brak książek cywilnych autorów, brak cywilnych periodyków poświęconych problematyce wojskowej etc).
5. Politycy polscy nie tłumaczą społeczeństwu, na czym polega kierowanie państwem w zakresie sił zbrojnych i w jaki sposób ma być wykonywany parlamentarny nadzór nad siłami zbrojnymi.
6. Polskie środki masowego przekazu nie wyjaśniają czytelnikom–słuchaczom–widzom procesu budowy demokratycznego sposobu kierowania państwem w zakresie obronności.
7. RP nie będzie w stanie ponosić finansowego ciężaru swych zobowiązań członkowskich w NATO, szczególnie w zakresie dostosowania sił zbrojnych do norm technicznych uzbrojenia NATO.
8. Siły zbrojne RP, nastawione nieufnie do demokracji i cywilnego kierownictwa państwowego, nie dysponują kadrą przygotowaną do współdziałania w NATO i wymaganymi w NATO procedurami operacyjnymi. Mentalność, styl bycia, nieznajomość zachodnioeuropejskich języków obcych, nawet mundury i sposób maszerowania, bliższe są Paktowi Warszawskiemu niż NATO.
9. Poziom obronności RP jest niski, rozszerzenie spowodowałoby w okresie przejściowym pojawienie się:
a) zwiększonego obciążenia dla NATO, także – wzrostu wydatków w krajach członkowskich NATO,
b) zwiększonych napięć w systemie NATO, wywołanych koniecznością objęcia działaniami terytorium zwiększonego, lecz nie dysponującego własnymi siłami na odpowiednim poziomie,
c) politycznie niepożądanej postawy społeczeństw obecnych państw członkowskich wobec zwiększenia wydatków czy wysyłania wojsk do Europy Środkowej.
10. Środkowoeuropejskie konflikty etniczne lub graniczne stałyby się udziałem wszystkich państw członkowskich NATO.
11. Pojawiłaby się negatywna reakcja rządów Ukrainy, Białorusi i innych graniczących z Federacją Rosyjską krajów z obawy przed wzrostem oddziaływania Federacji Rosyjskiej.
12. NATO straciło już rację bytu w starym kształcie, trzeba na nowo zdefiniować jego funkcje i zanim to nie nastąpi, nie można planować rozszerzania, może bowiem pojawić się zupełnie nowy system.
13. Rozszerzanie musi spowodować osłabienie.
[B] Argumenty zwolenników spoza Polski włączenia krajów EŚW (głównie RP) do NATO:
1. Polska należy do Zachodu i powinna się znaleźć w NATO.
2. Rozszerzenie umocni bezpieczeństwo Unii Europejskiej, do której Polska i tak wejdzie; nie jest wymierzone w nikogo.
3. Polskie siły zbrojne wzmocnią NATO i ułatwią reagowanie NATO poza jego (przyszłym) terytorium.
4. Stosunek do NATO, realizacja PdP75 i stan stosunków dwustronnych – dowodzą, że włączenie RP do NATO przebiegnie bez zakłóceń.
a) Niektórzy przeciwnicy włączenia RP do NATO nie orientują się dostatecznie w sytuacji wewnętrznej w RP, posługują się nielogicznymi argumentami i zaniedbują czynnik najważniejszy (interes USA i państw UE). Niektórzy przeciwnicy nie orientują się też w problematyce NATO i posługują się nietrafnymi lub wewnętrznie sprzecznymi argumentami. Rozprawiają o interesach, czy ktoś myśli o wartościach, a jeśli nawet o tym nie myśli, to jakie stosuje?
b) Taktyka niektórych przeciwników włączenia RP polega na tym, że wymieniają polską, jakoby immanentną antyrosyjskość lub postulują odsunięcie rozszerzenia NATO do czasu po ustabilizowaniu się demokracji w Federacji Rosyjskiej, może ad calendas graecas.
Część II
Nasza argumentacja opiera się przede wszystkim na treści majowego exposé sejmowego i pozostałych wypowiedziach ministra spraw zagranicznych oraz na innych deklaracjach pochodzących od Rady Ministrów (głównie wypowiedzi prezesa Rady Ministrów) i na wypowiedziach Prezydenta RP. Nasza argumentacja skupia się na poglądach przeciwników rozszerzenia i jest wzbogacana w sposób nawiązujący do rozmówcy, czyli jego zainteresowań, pytań etc. W argumentacji naszej można wyróżnić trzy wątki podstawowe: stosunek do Federacji Rosyjskiej, sytuacja w Polsce, wymogi integracji europejskiej. Ponadto prostujemy informacje nieprawdziwe i wskazujemy na sprzeczności w argumentacji przeciwników rozszerzenia.
W ocenie recepcji naszych argumentów skłaniam się do poglądu, że nasi rozmówcy przyjmują dobrze takie argumenty w sprawie Federacji Rosyjskiej, które wskazują, że:
(1) pragniemy jak najlepszych stosunków z Federacją Rosyjską, życzliwie obserwujemy jej dążenia do budowy racjonalnej gospodarki i demokratycznego państwa, nie obawiamy się obecnie ich agresji, dążymy do rozbudowy stosunków gospodarczych, lecz jednocześnie przewidujemy, że zanim Federacja Rosyjska stanie się ustabilizowanym i demokratycznym państwem, upłynie bardzo dużo czasu; z wielu oczywistych powodów – czasu mierzonego raczej pokoleniami niż latami; w Polsce zawsze było inaczej niż w Rosji i teraz dojrzewają u nas warunki do naszego wejścia do UE, UZE i NATO w ciągu bardzo krótkiego czasu, co najwyżej paru lat, a więc już teraz trzeba intensywnie prowadzić przygotowania – i my te przygotowania z powodzeniem prowadzimy;
(2) jeżeli demokracja w FR będzie się rozwijała, to będzie tam rosło zrozumienie charakteru NATO i malał sprzeciw wobec naszego wstąpienia; jeżeli będzie się umacniał autorytarny typ rządów, UE i NATO nie będą sobie mogły pozwolić na zaniechanie rozszerzenia strefy bezpieczeństwa i stabilizacji; każdy scenariusz rozwoju sytuacji w FR sprzyja naszemu członkostwu w NATO; tym, którzy obiecują nam szybkie członkostwo w wypadku niedobrego obrotu spraw w FR, odpowiadamy, że RP nie chce być ustawiana w położenie kraju, który musi życzyć FR wszystkiego złego jako przesłanki jego członkostwa, my jesteśmy zainteresowani w sukcesie demokratów w FR, któremu rozwój NATO nie może przeszkodzić;
(3) argumentacja przeciwna tworzeniu tzw. nowych linii podziału nie odpowiada na pytanie, co ma się stać z liniami starymi, które przecież istnieją i mają się dobrze, wszak granice państw NATO wyznaczają też zachodnie granice NATO. Wszelka dwuznaczność co do kierunku rozwoju UE i NATO zachęca zwolenników danego układu dominacji i zależności i skłania ich do odbudowywania dawnej roli Moskwy w Europie Środkowej i Wschodniej. Ważny interes międzynarodowy wymaga rozszerzania obszarów bezpieczeństwa i stabilizacji, a zatem i wytyczania nowych granic takich obszarów.
W sprawie sytuacji w Polsce, do przekonania naszych rozmówców trafia, jak mi się wydaje, argumentacja polegająca na wskazywaniu na:
– unormowane stosunki z sąsiadami,
– coraz lepsze współdziałanie z nimi,
– swobodny rozwój gospodarki i dobre jej wyniki (głębokie przekształcenia strukturalne, inwestycje krajowe i zagraniczne, wzrost ekonomiczny),
– racjonalizowanie polityki społecznej,
– pomyślny rozwój instytucji pochodzących z wyborów (prezydent, Sejm, Senat, samorząd terytorialny),
– rozwój coraz bliższego normom UE ustawodawstwa i rozszerzanie kontroli parlamentarnej,
– prace nad nową konstytucją76 (w debacie uczestniczą najwyższej rangi politycy; istnieją różnorodne opinie co do formuły projektowanych instytucji demokratycznego państwa; nieskrępowane i coraz bardziej profesjonalne środki masowego przekazu informują o wszystkim i nieraz nieuniknienie – gdy wymagane tempo informowania utrudnia badanie sprawy i ponadto łatwiej się nauczyć wolności niż odpowiedzialności – zaostrzają i bez tego dość gorącą niekiedy debatę etc.),
– sytuację (wynikającą z przemian ustrojowych) wymagającą masowego uczenia się nowych ról społecznych (politycy także takich ról się uczą, a tam, gdzie wszyscy mówią jednocześnie i nieraz dopiero od niedawna występują w swej nowej roli, niejedno słowo trzeba wymówić głośniej i jeszcze je powtórzyć, to zaś może tworzyć błędne wrażenie u słabiej zorientowanego obserwatora etc.),
– debatę nad budżetem etc., przy czym zwracamy naszym rozmówcom uwagę na fakt, że wojskowi są także obywatelami kraju przechodzącego przemiany ustrojowe i leży w interesie społecznym, a właściwie publicznym, ich udział w debacie nad projektowanymi rozwiązaniami konstytucyjnymi czy strukturą wydatków publicznych, stąd częściowo wynikają nieporozumienia związane z konferencją w Drawsku.
Uwaga: attaché wojskowy, prócz argumentacji ogólnopolitycznej, używa ponadto argumentów w zakresie techniki i organizacji sił zbrojnych (np. na wyposażeniu NATO znajduje się kilkanaście typów czołgów, a zatem włączenie RP nie spowoduje istotnej zmiany; konsultantem MON ds. kontaktów z NATO jest emerytowany generał Bundeswehry, Henning von Ondarza; praktyka PdP przebiega gładko etc).
[2] 14.00. Przychodzi dyr. Mauschowa. Stara się i ja się staram.
[3] 16.30. Courtesy call nowego ambasadora Szwecji77.
[4] Prasa. Z braku czasu zadowalam się lekturą artykułów zaliczonych w Wydziale Politycznym do zrobienia clarisów.
1 Zob. Aneksy na końcu tomu 1 (1994).
2 Zob. wpis z 11 listopada 1994 r.
3 Referendum odbyło się 16 sierpnia 1995 r.; w wyniku głosowania Bermudy nie zmieniły swojego dotychczasowego związku ze Zjednoczonym Królestwem.
4 Zob. Aneksy na końcu tomu 1 (1994).
5 Mowa o tzw. memorandum budapeszteńskim, czyli traktacie międzynarodowym z 5 grudnia 1994 r., na podstawie którego Ukraina – dysponująca wówczas trzecim największym potencjałem jądrowym na świecie – dobrowolnie zrzekła się go na rzecz Rosji i przystąpiła do Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej. W zamian otrzymała gwarancje bezpieczeństwa od sygnatariuszy traktatu: Rosji, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonego Królestwa. Zob. wpis z 6 grudnia 1994 r., pkt 2.
6 Punkt 6 tzw. memorandum budapeszteńskiego brzmi: "Ukraine, the Russian Federation, the United Kingdom of Great Britain and Northern Ireland and the United States of America will consult in the event a situation arises that raises a question concerning these commitments".
7 Mowa o Car-bombie, zdetonowanej w 1961 r.
8 Chodzi o samolot An-225 Mrija – największy dotąd skonstruowany samolot transportowy na świecie. Pierwszy lot odbył w 1988 r. Został zniszczony w lutym 2022 r. podczas agresji Rosji na Ukrainę.
9 Krym został przekazany Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej uchwałą prezydium Rady Najwyższej ZSRR z 19 lutego 1954 r.
10 Na temat zakupów USA i Zjednoczonego Królestwa w Argentynie podczas II wojny światowej zob. więcej: R. Stemplowski, Zależność i wyzwanie. Argentyna wobec rywalizacji Wielkiej Brytanii, Niemiec i Stanów Zjednoczonych 1930–1946, wyd. 3 rozszerzone i poprawione, PISM, Warszawa 2023, s. 265, 278–279, 285.
11 Polska uznała niepodległość Ukrainy 2 grudnia 1991 r.
12 Autor dziennika był szefem Kancelarii Sejmu w latach 1990–1993.
13 Chodzi o wiersz Brodskiego "Na niepodległość Ukrainy", napisany w początku lat 90.
14 Referendum akcesyjne w Szwecji odbyło się 13 listopada 1994 r. Za przystąpieniem do UE głosowało 52,3% Szwedów, podczas gdy 46,8% było przeciw. Frekwencja wyniosła 83,3%.
15 Mowa o konferencji międzyrządowej w Turynie w 1996 r., której celem był przegląd Traktatu o Unii Europejskiej.
16 National Prayer Breakfast jest corocznym wyrazem uznania dla wkładu, jaki chrześcijaństwo wnosi w życie narodowe Wielkiej Brytanii. Odbywa się zwykle na początku lipca w budynku parlamentu.
17 Eton College – założona w XV w. elitarna męska szkoła średnia z internatem w Eton w hrabstwie Berkshire.
18 Oxbridge – słowo powstałe w wyniku kontaminacji słów "Oxford" i "Cambridge". Oznacza wspólnie dwa uniwersytety w Wielkiej Brytanii: University of Oxford oraz University of Cambridge. W języku angielskim występuje zarówno jako rzeczownik, jak i przymiotnik.
19 Sue Ryder Foundation – organizacja pozarządowa założona przez Sue Ryder, działająca na rzecz osób cierpiących z powodu złych warunków bytowych, przyczyn społecznych i zdrowotnych.
20 Odniesienie do: E.N. Luttwak, Why Fascism is the Way of the Future, "London Review of Books" 1994, t. 16, nr 7.
21 E.N. Luttwak, Strategy: The Logic of War and Peace, Belknap Press, Cambridge 1987.
22 Chodzi o agresję Iraku na Kuwejt w sierpniu 1990 r., która zapoczątkowała I wojnę w Zatoce Perskiej.
23 W. Bagehot, The English Constitution, Kegan Paul, Trench, Trübner, London 1894. Zob. wpis z 26 listopada 1994 r., pkt 1.
24 Zob. wpis z 18 czerwca 1994 r., pkt. 1.
25 British Overseas Trade Board – brytyjska agencja zajmująca się promocją eksportu.
26 Pełne wystąpienie Churchilla z 11 listopada 1947 r. zob. PARLIAMENT BILL (Hansard, 11 November 1947), House of Commons, vol. 444.
27 Know How Fund – program pomocy uruchomiony z inicjatywy Margaret Thatcher w 1989 r., mający na celu wspieranie polskiej transformacji ustrojowo-gospodarczej, następnie rozszerzony na inne państwa w Europie Środkowo-Wschodniej.
28 Chodzi o Government Accountability Office – rządowe ciało w USA działające dla Kongresu.
29 Nawiązanie do wojny secesyjnej w latach 1861–1865 w USA. Teksas należał do południowych stanów, które w 1861 r. – jako Skonfederowane Stany Ameryki – ogłosiły secesję od USA.
30 Zawarcie unii angielsko-szkockiej nastąpiło w 1707 r.
31 St John's Ambulance – nazwa wielu afiliowanych organizacji w różnych krajach, które uczą i udzielają pierwszej pomocy oraz ratownictwa medycznego.
32 Tibor Antalpéter.
33 Unia Zachodnioeuropejska – międzynarodowa organizacja wojskowa powstała na mocy układów paryskich z 23 października 1954 r. Zakończyła działanie w 2011 r.
34 All Souls College – kolegium Uniwersytetu Oksfordzkiego założone w XV w. Jedyne kolegium w Oksfordzie niezajmujące się kształceniem studentów, a jedynie zrzeszające fellows, tj. uczonych. Przynależność do All Souls College uważana jest za najwyższe wyróżnienie w brytyjskim świecie naukowym.
35 Artykuł Fielda w ostatecznej wersji ukazał się w "The Journal of Philosophy" 1999, nr 10, t. 96, s. 533–540.
36 Wydanie polskie: A. Tarski, Pojęcie prawdy w językach nauk dedukcyjnych, Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Warszawa 1933.
37 W Chequers znajduje się oficjalna rezydencja premiera Zjednoczonego Królestwa.
38 Od 1998 r. Trident II stanowią jedyne pociski nuklearne Zjednoczonego Królestwa.
39 W 1898 r. Hongkong znalazł się w brytyjskiej dzierżawie na okres 99 lat. W 1997 r. terytorium to zostało przekazane Chińskiej Republice Ludowej.
40 Zob. wpis z 23 grudnia 1994 r., pkt 1.
41 Polski Ośrodek Społeczno-Kulturalny (Polish Social and Cultural Association) – największe centrum polskiej społeczności w Londynie, założone w 1964 r. z inicjatywy prof. Romana Wajdy.
42 Bitwa stoczona w 1331 r. między wojskami Władysława Łokietka a oddziałami zakonu krzyżackiego.
43 Marzec 1968 r. – określenie kryzysu politycznego obejmującego protesty studenckie oraz rozgrywkę polityczną w kierownictwie PZPR, połączoną z represjami wobec obywateli pochodzenia żydowskiego. Zob. R. Stemplowski, Zrzeszenie Studentów Polskich w socjalizmie państwowym 1950–1973, wyd. nowe, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2020, s. 213–421.
44 Rząd Waldemara Pawlaka został odwołany 1 marca 1995 r. wskutek konstruktywnego wotum nieufności. Koalicja SLD–PSL wskazała jako kandydata na premiera Józefa Oleksego.
45 Chodzi o konflikt zbrojny między Federacją Rosyjską a dążącą do niepodległości Czeczenią, który rozpoczął się w grudniu 1994 r.
46 New Labour – termin, który łączył się z modyfikacją jednego z kluczowych elementów konstytucji Partii Pracy, tj. klauzuli 4: w nowej wersji, bez odniesienia do nacjonalizacji, kładła nacisk na zrównoważony rozwój gospodarczy, biorący pod uwagę sprawiedliwość społeczną.
47 Wspólna polityka rolna (Common Agriculture Policy) – ogół przepisów przyjętych przez UE dla zapewnienia jednolitej polityki w zakresie rolnictwa, obejmujących m.in. wspieranie rolników, poprawę wydajności rolnictwa oraz zapewnienie stabilnych dostaw żywności.
48 Chodzi o konflikt w Bośni i Hercegowinie w latach 1992–1995, który był wynikiem procesu rozpadu Jugosławii.
49 Chodzi o protokół w sprawie polityki społecznej (wspieranie zatrudnienia, poprawa warunków życia i pracy, ochrona socjalna etc.) do Traktatu o Unii Europejskiej, co do którego Zjednoczone Królestwo wynegocjowało klauzulę opt-out.
50 Zob. wpis z 18 września 1994 r., pkt 2.
51 Zob. "The Tablet" z 14 stycznia 1994 r., s. 42.
52 Mianem "6" określano kraje założycielskie Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali w 1951 r. oraz Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej i Euroatomu w 1957 r. (pierwsze sześć z wyżej wymienionych państw), a potem sześć nowych (początkowo stowarzyszonych z WE) albo sześć największych w UE.
53 Traktat ustanawiający Europejską Wspólnotę Gospodarczą (EWG) podpisany (wraz z Traktatem ustanawiającym Europejską Wspólnotę Energii Atomowej) 25 marca 1957 r. w Rzymie.
54 Zob. wpis z 20 września 1994 r., pkt 4.
55 Nawiązanie do cytatu z Margaret Thatcher z 1987 r.: "There is no such a thing as society. There are individual men and women".
56 W lutym 1985 r. odbył się tzw. proces toruński ws. torturowania i zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, w wyniku którego funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa kpt. Grzegorz Piotrowski, por. Leszek Pękala i por. Waldemar Chmielewski, a także ich przełożony płk Adam Pietruszka zostali skazani na kilkanaście lat pobawienia wolności. Skazani zostali w kolejnych latach objęci amnestiami, a ich wyroki złagodzono. Sąd zignorował pojawiające się informacje o uczestnictwie w zabójstwie wiceministra spraw wewnętrznych gen. Władysława Ciastonia i szefa Departamentu IV MSW gen. Zenona Płatka, którzy zostali oskarżeni o kierowanie akcją dopiero w 1990 r. Sąd Wojewódzki uwolnił ich jednak od zarzutów w 1994 r.
57 Nawiązanie do określenia Stefana Kisielewskiego z 1968 r. – "dyktatura ciemniaków" – użytego podczas nadzwyczajnego zebrania Oddziału Warszawskiego Związku Literatów Polskich.
58 S. Kostka Potocki, Podróż do Ciemnogrodu w czterech częściach, Natan Glücksberg, Warszawa 1820.
59 Zmarły w 2007 r. Nicholas Bethell nie opublikował tego rodzaju monografii.
60 European Currency Unit – bezgotówkowa jednostka rozliczeniowa używana w państwach Wspólnot Europejskich od 1979 r. i zastąpiona 1 stycznia 1999 r. przez euro.
61 François Mitterrand był prezydentem Republiki Francuskiej do 17 maja 1995 r.
62 Jacques Delors był przewodniczącym Komisji Europejskiej do stycznia 1995 r. Jego następcą został Jacques Santer.
63 Zob. wpis z 5 września 1994 r., pkt 10.
64 A.Z. Szydlo, Water Which Does Not Wet Hands: The Alchemy of Michael Sendivogius, Polish Academy of Sciences. Institute for the History of Science, Warszawa 1994.
65 Chodzi o tajną operację "Samum" przeprowadzoną w 1990 r. przez polski wywiad w Iraku, w wyniku której doszło do ewakuacji amerykańskich funkcjonariuszy instytucji wywiadowczych.
66 J. Pomfret, współpraca R. Jeffrey Smith, A.D. Horne, Polish Agents Rescued 6 U.S. Spies from Iraq, "Washington Post" z 17 stycznia 1995 r.
67 Instytucja utworzona w Londynie w 1484 r. porządkująca i gromadząca wypisy dotyczące herbów i rodowodów.
68 Zob. wpis z 22 grudnia 1994 r.
69 Zob. wpisy z 27 sierpnia 1994 r., pkt 3; 4 września 1994 r., pkt 3; oraz 11 września 1994 r., pkt 2.
70 Zob. wpis z 30 grudnia 1994 r., pkt 1.
71 Zob. więcej: P. Maciejewski, Z dziejów polsko-angielskich stosunków dyplomatycznych w I połowie XVII wieku, "Acta Universitatis Lodziensis. Folia Historica" 2007, z. 81, s. 29–53.
72 Zob. wpis z 26 grudnia 1994 r.
73 Grupa Wyszehradzka – forum współpracy Polski, Węgier, Czech i Słowacji (do 1993 r. Czechosłowacji), powołane 14 lutego 1991 r., ukierunkowane na przystąpienie tych krajów do Unii Europejskiej i NATO.
74 Chodzi o spotkanie prezydenta Lecha Wałęsy z generałami na poligonie w Drawsku Pomorskim we wrześniu 1994 r. W trakcie obiadu (stąd wydarzenie nazywane jest również "obiadem drawskim") Wałęsa poprosił wojskowych o ocenę sytuacji w armii.
75 Partnerstwo dla Pokoju (ang. Partnership for Peace) – program NATO zapoczątkowany podczas szczytu Sojuszu w Brukseli w styczniu 1994 r., zakładający wzmocnienie współpracy z państwami spoza NATO w celu zwiększenia bezpieczeństwa i stabilizacji w Europie.
76 Chodzi o prace nad ustawą zasadniczą, która została uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe 2 kwietnia 1997 r. i zatwierdzona w ogólnopolskim referendum 25 maja tego roku. Nowa konstytucja weszła w życie trzy miesiące po podpisaniu jej przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego 16 lipca 1997 r. Do tego czasu obowiązywały zapisy tzw. małej konstytucji z 17 października 1992 r.
77 Lars-?ke Nilsson.