Rozdział 2
Płomień gniewu
- Straszysz Sójkę - Krzesąd spochmurniał, posyłając przyjacielowi karcące spojrzenie.
Narad zawahał się. Niepewnie zerknął na siedzącą między nim a bartnikiem dziewczynkę. Miała może dziesięć wiosen i była za mała, żeby przychodzić na ogniska, ale że jej brat był tu najstarszy, właściwie niemal dorosły, miał dziewczynę, a niedługo może nawet i żonę, toteż nikt nie odganiał jego siostry ze spotkań.
- Nie boję się - wypaliła zresztą mała, pyskata jak zawsze. - Przecie wilkarów już i tak nie ma - dodała przytomnie.
Narad prychnął lekceważąco.
- Są, są! Czasem któryś wraca, tylko dorośli nie mówią tego takim małym słodkim dziewczynkom jak ty.
Zielone oczy Sójki roziskrzyły się ze zdziwienia i ciekawości, lecz nim zdążyła o cokolwiek zapytać, jej brat warknął:
- A ucisz się wreszcie, Narad!
Miłek i Gniewko w milczeniu obserwowali, jak starsi mierzą się wrogimi spojrzeniami. Przyjaźnili się, ale w tamtej chwili wyglądali, jakby mieli zaraz skoczyć sobie do gardeł.
- Nie uciszaj go! - zganiła brata Sójka. - Chyba lepiej, żebyśmy wiedzieli, jeśli to prawda!
A potem niespodziewanie przeniosła spojrzenie na Bratmiła.
- Ty wiesz, no nie? - zapytała podekscytowana.
Oczy wszystkich zwróciły się na młodego ucznia opiekunki.
Miłek całą siłą woli opanował się, żeby nie drgnąć i nie przełknąć nerwowo śliny. Oczywiście mógł się spodziewać, że w końcu komuś przyjdzie do głowy, że kto jak kto, ale przyszły opiekun z pewnością wie o potworach więcej, niż pozostali razem wzięci.
Postarał się zdusić niepewność, w jaką wprawiły go wyczekujące spojrzenia starszych chłopaków, i zmusił się do lekkiego tonu.
- Tak, wiem - powiedział spokojnie. A że najwyraźniej czekali, aż rozwinie myśl, dodał: - Wilcze święta obchodzimy, żeby obłaskawić wilki, bo zimą ich apetyty są większe, a noce stają się długie i niebezpieczne dla ludzi.
Narad prychnął, bez słów dając do zrozumienia, co sądzi o słowach Bratmiła.
- Ale! - Miłek spojrzał na niego dobitnie. - Kiedy jeszcze władali nami wilkarzy, obrzęd wilczych świąt miał nas chronić głównie przed nimi.
- Bo nas zjadali - doprecyzował Narad i wszyscy wpatrzyli się w Bratmiła dwa razy bardziej intensywnie, oczekując jego odpowiedzi.
Chłopak spokojnie skinął głową.
- Tak, czasem tak - przyznał. - Ale to nie takie proste, oni nie byli...
- I wcale nie wszyscy przepadli, prawda? - Narad wszedł mu w słowo z wyraźnym triumfem. - Czasem jeszcze pojawiają się w okolicy, tak mówi mój dziadek.
Teraz już Bratmiłowi nie udało się powstrzymać nerwowego przełknięcia śliny.
- Tak - przyznał niechętnie. - Podobno od czasu do czasu zjawiają się, ale nie wiadomo...
- No i kto miał rację?! - Narad znów puścił mimo uszu dalsze słowa Bratmiła, szczerząc dumnie zęby do Krzesąda.
Ten obrzucił przyjaciela ponurym spojrzeniem, choć w jego ruchach pojawiła się lekka niepewność.
Boisz się?, pomyślał Bratmił. Witaj w moim świecie.
Miny Gniewka i Cedonki również zrzedły i całkiem możliwe, że woleliby wcale nie wiedzieć o pewnych dziejących się wokół rzeczach. Wyglądali, jakby chcieli być zupełnie gdzieś indziej, w ciepłej i bezpiecznej chacie na przykład. A nie w ruinach dawnej wilkarskiej siedziby, otoczeni śniegiem, mrozem i zapadającym zmrokiem. Młody kowal pochylił głowę, udając, że skupia się w całości na przełamaniu patyka, który chciał wrzucić do ogniska. Dziewczyna zaś mocniej przylgnęła do ramienia Krzesąda, poszukując w nim poczucia bezpieczeństwa.
Nawet Sójka, tak dotąd zaciekawiona, wydawała się żałować, że drążyła temat. Narad dostrzegł jej minę i najwyraźniej zrobiło mu się głupio.
- I dlatego właśnie musimy się przyłożyć do tego świętowania - oświadczył, jakby cały czas chodziło mu właśnie o taką konkluzję. - Za parę dni wilcze święta. Opiekunka odprawi rytuał jak zawsze i cała zła moc zniknie!
Krzesąd gestem dłoni powstrzymał Gniewka przed dołożeniem drew do ognia.
- Lepiej się zbierajmy - powiedziała Cedonka, puszczając ramię chłopaka i podnosząc się z pniaka. - Dni są bardzo krótkie, a po tej całej gadce jakoś nie spieszy mi się wracać po ciemku.
Wszyscy zgodzili się z nią, i choć żaden z chłopców nie chciał wyjść na tchórza, to każdy w duchu cieszył się, że Cedonka wypowiedziała na głos to, o czym myśleli.
- Oj tam! - Narad jako jedyny wciąż zgrywał bohatera. - Przecież wilkar tak od razu nie wyskoczy na nas z lasu. A poza tym - tu błysnął uśmiechem ku Bratmiłowi i puścił doń żartobliwie oczko - jeśli nawet, to najpierw zje naszego Prawie Opiekuna.
Miłka ścisnęło w brzuchu na te słowa. Odwzajemnił uśmiech chłopaka bardzo surowym spojrzeniem.
- Narad! - warknął tymczasem Krzesąd i walnął kumpla w tył głowy. - Zamknij się wreszcie!
*
Zeszli ze wzgórza, gdy słabe, zimowe słońce chowało się za szczytami gór. Już niedługo światło miało się odrodzić i zacząć odzyskiwać władzę nad światem, ale na razie tarcza Swaroga zdawała się ledwie wlec po niebie. Z dnia na dzień słabła i coraz szybciej opadała za góry dla odpoczynku, a mrok deptał jej po ognistych piętach.
Gdy grupka młodych ludzi wyłoniła się z lasu i ruszyła prostą drogą ku wsi, śnieg nabierał już niebieskawego, wieczornego odcienia. Do zapadnięcia ciemności był tylko krok. Mimo to na pagórku między lasem i wsią zabawa trwała w najlepsze. Idąca młodzież z daleka usłyszała pisk, śmiechy i ogólną wrzawę towarzyszącą zjeżdżaniu na sankach, bitwie na śnieżki i gonitwach w berka. Bawiły się głównie małe dzieciaki, ale wśród nich były i te starsze, które przychodziły po to, by mieć oko na młodsze rodzeństwo, a tak naprawdę czerpały z zabawy tyle samo radości, co malcy.
- Co oni tu jeszcze robią? - mruknął pod nosem Krzesąd.
Bratmił odruchowo poszukał wzrokiem siostry. Dostrzegł ją wśród dzieci u szczytu pagórka. Wraz z przyjaciółką turlała się po zboczu, zanosząc się śmiechem. Jednocześnie wykrzykiwała wyliczankę, a dotarłszy na dół, otrzepała się i biegiem ruszyła z powrotem na górę. Miłek nie miał pojęcia, na czym polegała zabawa, ale najwyraźniej przynosiła dziewczynkom dużo uciechy.
Przyspieszył kroku.
- Hej, koniec zabawy! - krzyknął, gdy był już dostatecznie blisko, ale jego głos zniknął w ogólnej wrzawie. - No już! Ściemnia się, wracajcie do chat! Paprotka!
Jego mała, roześmiana, jasnooka siostrzyczka akurat docierała na szczyt pagórka i nie zwróciła na brata uwagi. W jasnych włosach miała pełno śniegu, a długi warkocz wyglądał jak sopel. Bratmił już słyszał połajania matki, gdy mała zjawi się w chacie w takim stanie.
- Ej, dzieciarnia! - Krzesąd stanął obok Miłka i wrzasnął na całe gardło. - Koniec zabawy! Do domów, bo was potwory tu zastaną!
Jego niski, dorosły głos huknął donośnie, odbijając się echem od wzgórza.
Rozbawiona grupa nie ucichła od razu, ale przynajmniej zauważyła, że coś się dzieje. Zaczęli się więc rozglądać, jakby dopiero teraz zauważyli, że słońca nie ma już na niebie. Zaś Krzesąd, Bratmił i reszta przystanęli, by dopilnować, żeby każdy dotarł bezpiecznie do rodziców.
- Paprotka, chodźże już! - darł się Bratmił. - Nie możesz zostać z Mirą, Mira też musi iść do domu! Chodź, bo nas matka zbeszta!
- O, a ten gdzie lezie, jak się ściemnia? - Gniewko zmarszczył brwi, obserwując nadchodzącą od strony wsi postać.
W przeciwieństwie do pozostałych on w mig rozpoznał brata. Reszcie zajęło kilka chwil, nim dostrzegli, że okutana od stóp do głów postać, nerwowo maszerująca udeptaną dróżką od chat, to młodszy syn kowala Niemój, od postrzyżyn przemianowany na Rostka.
- Pewnie ciebie szuka - stwierdził Narad.
Gniewko skinął głową, bo sam też o tym pomyślał, dlatego też zamachał szeroko ramionami w stronę nadchodzącego.
- Hej, Rostek!
Brat zwolnił, a po chwili wahania skręcił, najwyraźniej chcąc ominąć znajomych.
- A temu co? - Gniewko uniósł brwi z zaskoczenia. - Ej, brat! Gdzie leziesz? Przecie zaraz będzie ciemno!
Pobiegł ku chłopakowi.
Krzesąd, Cedonka i Narad obserwowali, jak dogania go, brnąc przez śnieg. W tym czasie Sójka, spuszczona z oka, wdała się w bitkę na śnieżki z innymi dzieciakami, a Bratmił wciąż nawoływał niesforną Paprotkę.
Odwrócił się, dopiero gdy dotarło do niego, że pozostali starsi coś krzyczą. Odruchowo zerknął, o co chodzi, i zobaczył, że Krzesąd i Narad biegną ku dwóm szamoczącym się w śniegu kowalom.
Oczywiście też ruszył zobaczyć, co się dzieje i o co ta bitka.
Gdy dopadł reszty, Gniewko siedział okrakiem na młodszym bracie i usiłował pochwycić go za nadgarstki. Rostek wrzeszczał i tłukł starszego szybko, na oślep, bez opamiętania i sensu.
- Spokój! Szaleju się nażarłeś?! - darł się Gniewko, po równi zaskoczony co rozzłoszczony niezrozumiałym atakiem.
- Wiedziałeś! - wył Rostek. - Wiedziałeś, ty wielki... głupi... baranie!
Z wściekłości nie mógł nawet znaleźć należycie obelżywych słów.
Narad i Krzesąd śmiali się z boku, dolewając oliwy do ognia.
- Tak jest, młody! Przywal mu! - zagrzewał Rostka bartnik, klepiąc się z rozbawienia po udach.
Było jasne, że młodszy kowal nie ma szans. Dzięki pracy w kuźni ojca, Gniewko był silniejszy i bardziej wytrzymały niż niejeden mężczyzna, co dopiero mówić o młodziku.
Rostek wygrywał przez chwilę zwinnością i szybkością, dodatkowo wzmaganą przez wściekłość, ale nie trwało to długo, aż bratu udało się unieruchomić jego ramiona.
- Uspokój się już! - wycedził przez zaciśnięte zęby, bo młodemu udało się kilka razy boleśnie trafić go w ucho i twarz.
W odpowiedzi Rostek ryknął niczym zwierz w potrzasku i ani myślał przestać się szarpać.
- Oszalał - skwitował Narad i pokręcił głową z niedowierzaniem.
Bratmił zaczynał się martwić, że naprawdę coś jest z Rostkiem nie tak.
- Hej, co się stało? - Miłek przykucnął przy przyjacielu.
- Co niby wiedziałem?! - warknął Gniewko.
Rostek przestał się szarpać. Wciąż jednak fuczał wściekle, rozpalony nerwami i bitką.
- O Dobrawce - wysyczał na skraju bezsilnego płaczu.
- A co z nią? - Gniewko potrząsnął głową, nie rozumiejąc.
Bratmiłowi serce zatłukło się w piersi.
Jakieś złe przeczucie ukłuło go w trzewia.
- Że niby nie wiesz? - burknął Rostek. - Akurat!
- Ale o czym?! - Gniewko i Bratmił wyrzucili pytanie równocześnie.
Rostek wbijał w twarz brata pełne złości spojrzenie. Wokół szarzało, kolory znikały, nastawał mrok.
- Nie udawaj, bo nie uwierzę. - Rostek uspokajał się powoli.
Gdy wypowiadał kolejne zdanie, jego głos był już zimny jak otaczający ich wieczór.
- Ojciec chce wysłać swata do rybaków - wyrzucił. - Ożeni cię z Dobrawką. Nie kłam, że nie wiedziałeś.