Rozdział 3
Kiedy odkrywa się czyjąś tajemnicę, człowiek zawsze czuje się nieswojo, dziwnie. Jakby wtargnął na obce terytorium. Kiedy ktoś milczał przez tyle lat o swojej tajemnicy, to widocznie miał powody. Bella miała siedemnaście lat, kiedy pierwszy raz weszła na strych w domu babci. Do tej pory na strychu urzędowała tylko Cecylia. Ale tej zimy złamała nogę i nie była w stanie zdjąć ozdób świątecznych.
Na strychu panował zaduch. Przy każdym stąpnięciu do góry unosił się kurz. Bella zapaliła światło. Żarówka zasyczała, by po chwili rozbłysnąć przydymionym żółtym światłem. Podeszła do starej szafy, na której drzwiach widniała płaskorzeźba nagiej kobiety. Zafascynowana dotknęła jej. Babcia mówiła jej, że pudła z bombkami stoją po prawej stronie, ale ona wolała otworzyć szafę. Coś ją do niej ciągnęło.
Otworzyła szafę. Drzwi skrzypnęły. Na wieszakach wisiały piękne suknie, długie, z cekinami. Inne czarne, do ziemi, jeszcze inne wąskie, długie z kryształkami niczym rybie łuski. Szale z pawich piór, poprzeżerane przez mole. Na górnej szafce Bella dostrzegła szkatułkę. Sięgnęła po nią. Skrzyneczka pokryta była kurzem. Starła warstwę kurzu i otworzyła puzderko. W środku znajdowały się kolie, splątane łańcuszki wisiorki, pierścionki. Zapewne to nie były cenne klejnoty. Brylant był tylko świecącym szkiełkiem. A jednak wszystko to, co oglądała, było takie piękne.
Kiedy Bella zeszła na dół, uświadomiła sobie, że z oszołomienia zapomniała o pudłach z ozdobami świątecznymi.
Cecylia czytała gazetę, okulary zsuwały się z jej nosa. Jej babcia. I ta babcia ma w szafie takie suknie. Babcia nigdy nie opowiadała o swojej przeszłości. Jej mama też nic nie wspominała o tym, co robiła babcia, zanim została mamą i babcią. Może była aktorką?
Gdyby była, to Bella by przecież o tym wiedziała.
- Babciu... - Spojrzała z czułością na starszą kobietę.
- Tak? - Cecylia wsparła się na ramieniu. Spojrzała na Bellę. W wyrazie jej twarzy było coś dziwnego.
- Otworzyłam szafę...
Cecylia westchnęła. Przeczesała ręką włosy.
- Zobaczyłaś te wszystkie sukienki i moje nic niewarte klejnoty - zaśmiała się.
- Babciu, co te sukienki robią u ciebie w szafie?
- Opowiem ci o tym... - Oddychała płytko. - Spotkajmy się we trzy w Dniu Kobiet w kawiarni U Róży. A wtedy... Wtedy wszystko ci opowiem.
- To za trzy miesiące.
- Bądź cierpliwa. Życie nieraz wystawi cię na próbę, a ty będziesz musiała być cierpliwa.
Cecylia poprawiła okulary i pochyliła się nad gazetą. Jak gdyby nigdy nic wróciła do lektury. Bella zamrugała powiekami w niedowierzaniu. Wiedziała, że to wszystko, że babka nic więcej nie powie. Taka była. Zawzięta. Ale ona po niej też tę zawziętość i upór odziedziczyła.
* * *
Kiedy Bella wyszła z pokoju, Cecylia westchnęła. Po tym wszystkim nie mogłaby ot tak czytać gazety. Emocje były zbyt silne. Zamknęła powieki i znów była na tarasie w jednej z podparyskich willi. Atłasowymi zasłonami zdobiącymi taras poruszał wiatr. Wysoki mężczyzna, który przymknął oczy, grał jakąś melancholijną melodię. Dookoła słychać było śmiechy, gwar rozmów, brzdęk kieliszków. W powietrzu czuć było zapach wiosny.
Cecylia pamiętała dokładnie, że nie mogła uwierzyć w to, że tam jest. A jednak jeden z nauczycieli tańca wytypował trzy tancerki.
Tamtej nocy wszystko się zaczęło, kto by uwierzył, że spotka ją taka noc! Noc, kiedy człowiek się niczego nie spodziewa... Niespodziewane jest cudownym uczuciem. Zaskakuje.
Cecylia chciała się podnieść z łóżka, ale kość w barku strzyknęła. Zaklęła siarczyście pod nosem. Nie mogła sama uwierzyć w to, że kiedyś jej zwinne ciało mogło wykonywać tyle śmiałych ruchów. A teraz to wszystko jest już przeszłością. Ale tamtej nocy... Usłyszała ten głos.
"A gdybyś tak dla mnie zatańczyła?"
Tańczyłaś kiedyś dla najprzystojniejszego mężczyzny pod słońcem? Mężczyzny, w którego oczach widziałaś pożądanie. Który cię pragnął. Nikt nie powie, że nie ma nic fascynującego w męskim pożądaniu. Niektóre kobiety lubią grać cnotki, ale tak naprawdę to też je kręci to, kiedy mężczyzna tak na nie patrzy...
Ulotne chwile, ale wasze. Przeżyć kilka takich chwil w życiu, wtedy człowiek może powiedzieć: byłem szczęściarzem.
Cecylia zapatrzyła się przez okno. Słońce chowało się za linię horyzontu. Zabarwiło niebo na kolor dojrzałej poziomki. I to jest właśnie taka chwila. W tym wieku cieszy się z takiej magicznej chwili.
Ktoś kiedyś powiedział, że w każdej historii jest taki moment, od którego potem nie ma już odwrotu. Co ciekawe, większość ludzi, którzy przeżywają ten moment i zdają sobie choć odrobinkę sprawę z tego, że może on prowadzić do zguby, świadomie brnie w to dalej. Wbrew zdrowemu rozsądkowi.
- A gdybyś tak dla mnie zatańczyła...? Tylko dla mnie - powtórzył.
Ona rozejrzała się dookoła i zobaczyła go. Napotkała jego wzrok dokładnie w tym ułamku sekundy, kiedy on złapał jej spojrzenie.
Widziała go dzień wcześniej i tydzień temu. Przychodził na próby. Łapał jej spojrzenie, a ona jego. Działo się między nimi to coś, co trudno nazwać i opisać słowami. Pojawia się dziwna niezręczność, trochę wstydu, strachu przed tym, co się wydarzy. A co, jeśli on wcale nie patrzy na nią, tak jak jej się wydaje?
Zatańczyła. Tylko dla niego. To niesamowite tańczyć tylko dla jednego widza. Dla tego wyjątkowego.
Kiedy skończyła, poczuła się zawstydzona. On ją oklaskiwał.
- Jesteś piękna, ale kiedy tańczysz, jesteś niesamowita - powiedział łamaną polszczyzną.
- Zna pan polski.
- Hugo. Mam na imię Hugo. Moja babka była Polką.
- Selena - powiedziała Cecylia.
- A myślałem, że Cecylia. Sesil brzmi zmysłowo.
- Skąd pan wie?
- Jeśli kobieta podoba się mężczyźnie, to chce o niej wiedzieć jak najwięcej.
- Schlebia mi to... - Spuściła powieki.
Miał czarne jak węgiel oczy, czarne włosy i zmysłowe, pełne usta. Cecylia pomyślała, że bardzo chciałaby je kiedyś pocałować. Zawstydziła się swoją śmiałością.
- Sesil, byłaś rok temu na występach. Prawda?
- Tak. - Zaskakiwał ją tym, co mówił.
- Wtedy myślałem, że stracę cię na zawsze... Ale... - Podszedł do niej blisko. Ta odległość między nimi była stanowczo niebezpieczna. Cecylia nieraz była podrywana przez mężczyzn. Każdego odrzucała. Nie odpowiadały jej takie flirty.
Ale z Hugonem było jakoś inaczej. Lola, jej przyjaciółka, mówiła jej, że ludzie, którzy w jakiś sposób pasują do siebie, odnajdują się nawet na końcu świata, i to na pewno jest nie przypadek, ale zrządzenie losu. "Gwiazdy na niebie układają wam do siebie drogę" - chichotała jak szalona.
- Jestem - powiedziała, wyzywająco patrząc mu w oczy. - Niestety muszę pana przeprosić, jest już późno. Pójdę już...
Dotknął jej ramienia.
- Spotkamy się jeszcze?
Poczuła ogień, tam gdzie trzymał dłoń. Miała sukienkę na ramiączka. Jego skóra na dłoni dotykała jej skóry na ramieniu.
- Wszystko w twoich rękach, Hugonie...
- Nie rozumiem.
- Jeśli będzie ci zależało, odnajdziesz mnie. Ludzie, którym na sobie zależy, potrafią odnaleźć się na końcu świata.
Uśmiechnął się pod nosem. Cecylia też się uśmiechnęła. A potem pędem puściła się w stronę tarasu. Nie wiedziała, że serce może tak szybko bić. Tak, że człowiek ma wrażenie, że zaraz wyskoczy mu z klatki piersiowej przez gardło.
* * *
Zwierzyła się potem Loli.
Przyjaciółka miała roziskrzony wzrok. Klasnęła w ręce.
- Teraz w końcu poczujesz, jak twój świat się zmienia.
- Tylko że ja i on jesteśmy z dwóch różnych światów. Rozumiesz, Lolu, te dwa światy do siebie nie przystają. On jest Francuzem, z bogatej rodziny, ja emigrantką. Tancerką.
- Żyj chwilą! - powiedziała Lola.
- A jeśli będzie bolało?
- Zawsze boli. Jeśli teraz nie zaryzykujesz, będziesz już zawsze cierpiała z powodu, tego, że nawet nie spróbowałaś. A zarówno ja i ty wiemy, że będzie magicznie. Dla magii chwil warto przeżywać takie rozterki...
Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.