Dzieje starożytnych Chin. Dynastie Qin i Zachodnich Han - Maciej Kuczyński

Kup ebooka

55.00 zł
45.65 zł (42,79 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Wstęp

Niniej­sza publi­ka­cja jest kon­ty­nu­acją książki Dzieje sta­ro­żyt­nych Chin -?kro­niki pierw­szych dyna­stii1 obej­mu­ją­cej okres od cza­sów naj­daw­niej­szych do zjed­no­cze­nia kraju w 221 r. p.?n.?e. Koń­czyła się ona w dniu, w któ­rym zwy­cię­ski władca Qin ogło­sił się Pierw­szym Cesa­rzem - i w tym momen­cie także zaczyna się ta druga część opo­wie­ści o dzie­jach sta­ro­żyt­nych Chin. Uży­wam celowo słowa opo­wieść, gdyż moim celem było napi­sa­nie nie pod­ręcz­nika histo­rii, nie roz­prawy nauko­wej, nie powie­ści, lecz opo­wie­ści - praw­dzi­wej, gdyż książka ta nie zawiera fik­cji, ale zara­zem (mam nadzieję) pasjo­nu­ją­cej, utrzy­ma­nej w tonie, w któ­rym zazwy­czaj o histo­rii się nie pisze, w każ­dym razie nie ostat­nio. Trzy­ma­jąc się fak­tów, chcia­łem także, aby czy­ta­jący mógł doświad­czyć zgiełku i gniewu histo­rii.

Opis wyda­rzeń opiera się głów­nie na dwóch kla­sycz­nych sta­ro­żyt­nych chiń­skich kro­ni­kach Sima Qiana i Ban Gu, a także opra­co­wa­niach doty­czą­cych zna­le­zisk arche­olo­gicz­nych; frag­menty będące dosłow­nymi cyta­tami z kro­nik są zazna­czone kur­sywą. Pod­pie­ra­łem się także ana­li­zami wielu histo­ry­ków, głów­nie anglo­sa­skich i fran­cu­skich, piszą­cych o sta­ro­żyt­nych Chi­nach. Tam, gdzie ofe­ruję wła­sne prze­my­śle­nia, jest to zawsze zazna­czone. Praca nad tą książką trwała - z prze­rwami - od 2000 roku.

Okres tu opi­sany to przede wszyst­kim czas wiel­kiej zmiany, gdy dawne sie­dem Wal­czą­cych Kró­lestw (Czu, Han, Qi, Qin, Wei, Yan i Zhao), spo­śród któ­rych część miała za sobą ponad 800 lat histo­rii, prze­kształ­cono w jedno scen­tra­li­zo­wane impe­rium. Był to pro­ces dłu­go­trwały, burz­liwy i krwawy, gdyż nacje nie chcą umie­rać i jeśli pró­buje się je zmu­sić do utraty toż­sa­mo­ści, jedy­nym środ­kiem jest bru­talna siła. Jak zoba­czymy dalej, ostat­nia próba odtwo­rze­nia daw­nych kró­lestw została stłu­miona przez reżim cesar­ski ogniem i mie­czem dopiero bez mała 130 lat po ofi­cjal­nym zjed­no­cze­niu kraju. Kolejne sto lat to czasy defi­ni­tyw­nie sca­lo­nego impe­rium, które przy­nio­sły pod­da­nym naj­pierw okres Zło­tego Wieku, a następ­nie ciężki kry­zys i w rezul­ta­cie upa­dek dyna­stii Zachod­nich Han.

Dyna­stie Qin i Zachod­nich Han prze­mi­nęły, ale ich dzieło prze­trwało. Pod­czas tych 230 lat Chiny nie tylko się zjed­no­czyły, ale także roz­sze­rzyły swe tery­to­rium przez pod­bój sąsied­nich kra­jów. Usta­lone wtedy gra­nice świata chiń­skiego prze­trwały w zasa­dzie po dziś dzień, z wyjąt­kiem Tybetu i Man­dżu­rii, przy­łą­czo­nych dużo póź­niej, oraz pół­noc­nej Korei i pół­noc­nego Wiet­namu, które z cza­sem zdo­łały ode­rwać się od impe­rium. Rów­nież wtedy ukształ­to­wały się chiń­ska admi­ni­stra­cja i ofi­cjalna ide­olo­gia cesar­stwa, które w ogól­nym zary­sie, mimo wojen domo­wych i najaz­dów oraz zmian dyna­stii, prze­trwały do roku 1911!

Trzej wielcy władcy ode­grali naj­więk­szą rolę w opi­sy­wa­nym okre­sie. Byli to Pierw­szy Cesarz, który cał­ko­wi­cie zerwał z prze­szło­ścią, pra­gnąc zapew­nić pod­da­nym pokój po wie­kach nie­koń­czą­cych się wojen, cesarz Gaozu, pijak, pro­stak i pół­a­nal­fa­beta, ale także jeden z naj­chy­trzej­szych i naj­sku­tecz­niej­szych stra­te­gów i poli­ty­ków w dzie­jach Chin, wresz­cie Han Wudi, strasz­liwy tyran i jeden z naj­gor­szych ludzi, jacy wła­dali Kra­jem Środka, ale także demiurg, który dokoń­czył dzieła swych poprzed­ni­ków. Ludzie ci byli następ­nie inspi­ra­cją i wzo­rem do naśla­do­wa­nia dla wielu przy­szłych wybit­nych cesa­rzy, a także samego Mao, znawcy i miło­śnika sta­ro­żyt­nych chiń­skich kro­nik. Zapo­zna­nie się z ich dzie­jami i doko­na­niami pozwala lepiej zro­zu­mieć rów­nież dzi­siej­sze Chiny, które pod ofi­cjalną nazwą "repu­bliki ludo­wej" w isto­cie w dal­szym ciągu są cesar­stwem.

Dla­tego zachę­cam Cię, Drogi Czy­tel­niku, do odby­cia podróży w cza­sie i obej­rze­nia tego klu­czo­wego okresu chiń­skiej sta­ro­żyt­no­ści. Zobacz, jak w sto­licy nowo naro­dzo­nego cesar­stwa stają kolo­salne posągi Meta­lo­wych Ludzi, odlane z broni skon­fi­sko­wa­nej w pod­bi­tych Sze­ściu Kró­le­stwach. Towa­rzysz Pierw­szemu Cesa­rzowi pod­czas inspek­cji jego roz­le­głego władz­twa, w cza­sie któ­rych m.in. nagro­dził drzewo, uka­rał górę i nama­lo­wał kota. Zapo­znaj się z kuli­sami decy­zji tego władcy o spa­le­niu więk­szo­ści ksią­żek w kraju. Patrz ze zgrozą na kon­se­kwen­cje wyjazdu na urlop w towa­rzy­stwie nie­wła­ści­wego syna i jesz­cze bar­dziej nie­od­po­wied­niego eunu­cha. Zasiądź wśród gości na Uczcie przy Bra­mie Łabę­dzia i Gęsi, która prze­są­dzi o losach Chin głów­nie dla­tego, że gospo­darz pozo­sta­nie trzeźwy, cho­ciaż tego dnia lepiej by zro­bił, gdyby się upił.

Oto krwawa łuna unosi się nad sto­licą ogrom­nego impe­rium, któ­rej lud­ność jest gnana w nie­wolę. Pożar obser­wują dwaj główni uczest­nicy Pościgu za Rączym Jele­niem, ary­sto­krata i pijany chłop. Już wkrótce sto­czą mor­der­czą walkę o wła­dzę nad Wszyst­kim, Co Jest Pod Nie­bem, a jed­nym z jej epi­zo­dów będzie wyprawa Pię­ciu Panów po naj­więk­szy harem w dzie­jach Chin. Gdy wojna ta się skoń­czy, kraj będzie tak spu­sto­szony, że zwy­cięzca nie znaj­dzie czte­rech koni takiej samej maści do swego zaprzęgu. Wśród pro­ta­go­ni­stów tego apo­ka­lip­tycz­nego kon­fliktu będzie m.in. czło­wiek, który swego czasu zbó­jo­wał po gościń­cach w prze­rwach mię­dzy węd­ko­wa­niem; zosta­nie on z cza­sem gene­ra­łem, potem kró­lem roz­le­głej domeny, skoń­czy zaś zape­klo­wany w stu sło­ikach roze­sła­nych po całym impe­rium.

Czy sły­szysz ten tętent kopyt? Wiesz­czy on przy­by­cie do Chin po raz pierw­szy wiel­kiej armii kon­nej z Kra­iny Dymu i Wil­czego Łajna; po niej nadej­dzie wiele następ­nych. Upły­nie 150 lat, zanim cesa­rze zdo­łają upo­rać się z plagą najaz­dów koczow­ni­ków ste­po­wych. Oba­wia­jący się o swe życie władcy wasalni pod­no­szą bunt - tak zaczyna się Rebe­lia Sied­miu Kró­lestw, rodowa wróżda godna pióra Szek­spira. Nasto­letni chło­piec buszu­jący po pała­co­wej biblio­tece znaj­duje półkę z "nie­pra­wo­myśl­nymi" doku­men­tami i - rzecz jasna - prze­czyta je wszyst­kie. Da to w rezul­ta­cie pod­boje i grun­towną reformę pań­stwa, ale ceną tych osią­gnięć będą morze krwi i ocean łez. Przy oka­zji zosta­nie także spraw­dzone, czy można zwal­czać suszę ugo­to­wa­niem mini­stra finan­sów.

Sta­rze­jący się, okrut­nie oka­le­czony męż­czy­zna, żyjący w ubó­stwie i upo­ko­rze­niu, drżącą ręką pisze pędzel­kiem na bam­bu­so­wej deseczce ostat­nie słowa Zapi­sków histo­ryka, jed­nego z naj­więk­szych dzieł histo­rycz­nych wszech­cza­sów, które skąd­inąd figu­ruje na pocze­snym miej­scu wśród źró­deł niniej­szej pracy. Życie tego wybit­nego czło­wieka już się koń­czy, ale jego nie­śmier­telna sława dopiero się zaczyna.

Przy­słu­chajmy się Deba­cie o Soli i Żela­zie, brzmią­cej zadzi­wia­jąco współ­cze­śnie, w któ­rej spie­rają się ówcze­śni chiń­scy libe­ra­ło­wie z nacjo­na­li­stami. Dys­ku­sja ta, roz­po­częta w I w. p.?n.?e., potrwa w Chi­nach dłu­gie stu­le­cia, nawet gdy powszech­nie znie­na­wi­dzone pań­stwowe mono­pole solny i żela­zny będą już tylko wspo­mnie­niem. W isto­cie w pew­nym sen­sie trwa ona po dziś dzień - i to nie tylko w Chi­nach...

Nad­cho­dzi Złoty Wiek - ale jest krótki, trwa tylko 50 lat. Następ­nie, po całej serii cesa­rzy i regen­tów pra­co­wi­tych i wybit­nych (acz­kol­wiek czę­sto okrut­nych), na tron wstę­pują kolejno dwaj ludzie nie­wła­ściwi. Jed­no­cze­śnie potwór nisz­czący od zara­nia dzie­jów dyna­stie i impe­ria na wszyst­kich kon­ty­nen­tach wypełza z lego­wi­ska, po czym zaczyna poże­rać rów­no­wagę budże­tową, sys­tem prawny i pokój spo­łeczny - jego budzące grozę imię brzmi "kwe­stia agrarna". Na fali tego podwój­nego kry­zysu dyna­stia Zachod­nich Han upada i na tron wstę­puje nowy cesarz, czło­wiek wybitny, witany z entu­zja­zmem zarówno przez wykształ­cone elity, jak i zwy­kłych zja­da­czy chleba. Na tym ten etap opo­wie­ści się skoń­czy.

Oto jest podróż, do jakiej Cię zapra­szam, Drogi Czy­tel­niku. Jeśli jesteś zain­te­re­so­wany, odwra­ca­jąc następną stronę, popuść wodze wyobraźni i nad­staw ucha. Być może usły­szysz łopot na wie­trze tysięcy czar­nych sztan­da­rów wcią­ga­nych na maszty na ogrom­nym obsza­rze jako sym­bol końca trwa­ją­cych od stu­leci nie­ustan­nych wojen i nasta­nia nowych cza­sów, które w zamy­śle ówcze­snego władcy miały przy­nieść ludziom powszechny i trwały pokój, rów­ność wobec prawa, wol­ność od stra­chu przed gło­dem i ban­dy­tami tudzież ochronę przed nisz­czy­ciel­skimi raj­dami bar­ba­rzyń­ców.

Rządy Pierwszego Cesarza (221?-?210 r. p.?n.?e.)

Gdy w 221 r. p.?n.?e. kró­le­stwo Qi zostało zajęte przez wielką armię kraju Qin, zakoń­czył się trwa­jący od 232 lat okres Wal­czą­cych Kró­lestw. Z dłu­giej, dra­ma­tycz­nej i nie­zwy­kle krwa­wej rywa­li­za­cji sied­miu mocarstw Czu, Han, Qi, Wei, Yan, Zhao i Qin zwy­cię­sko wyszło to ostat­nie. Jego władca, mający wtedy 38 lat król Zheng, był odtąd panem całego obszaru nale­żą­cego do chiń­skiej cywi­li­za­cji.

Króla Zhenga wspie­rała ekipa zaufa­nych i doświad­czo­nych mini­strów. For­mal­nie naj­wyżsi rangą byli dwaj kanc­le­rze, Wei Zhu­ang i Wang Wan, po nich zaś cesar­ski sekre­tarz Feng Jie i doradcy Zhao Ying i Yang Jiu. W skład ekipy rzą­dzą­cej wcho­dziło także pię­ciu ary­sto­kra­tów w ran­dze mar­kiza. Naj­waż­niej­szym był zasłu­żony w cza­sie pod­bo­jów gene­rał Wang Ben, mar­kiz Ton­gwu, syn wiel­kiego gene­rała Wang Jia; ten ostatni ze względu na bar­dzo pode­szły wiek (w 221 r. p.?n.?e. miał 83 lata) nie peł­nił już ofi­cjal­nych funk­cji. Syn Wang Bena, młody gene­rał Wang Li, mar­kiz Wuczeng, także nale­żał do pierw­szego kręgu wła­dzy. Czeng, mar­kiz Czan­gwu, był praw­do­po­dob­nie księ­ciem krwi, kuzy­nem władcy Qin; jego wynie­sie­nie było wyjąt­kiem, gdyż żaden inny czło­nek rodziny kró­lew­skiej nie pia­sto­wał wyso­kich funk­cji w admi­ni­stra­cji ani w woj­sku. Kolej­nymi ary­sto­kra­tycz­nymi człon­kami rządu byli Zhao Hai, mar­kiz Zhia­czeng i Wang Wuze, mar­kiz Wuxia. Resztę ekipy sta­no­wiło dwóch niż­szych rangą mini­strów, Wang Wu i Li Si. Ten ostatni, cho­ciaż for­mal­nie stał w hie­rar­chii niżej od kanc­le­rzy i mar­kizów, w rze­czy­wi­sto­ści był naj­bliż­szym współ­pra­cow­ni­kiem króla Zhenga, a przez to zarówno szarą emi­nen­cją reżimu, jak i jego głów­nym ide­olo­giem. Tych 13 ludzi nadało Chi­nom w latach 221-210 p.?n.?e. ustrój, który w ogól­nym zary­sie miał prze­trwać ponad 2 tysiące lat.

Sto­jąc trium­fal­nie na pobo­jo­wi­sku i pla­nu­jąc kolejne kroki, król Zheng i jego mini­stro­wie wyzna­czyli sobie dwa zada­nia. Pierw­szym, tak­tycz­nym i prak­tycz­nym, było ugrun­to­wa­nie odnie­sio­nego zwy­cię­stwa i uchwy­ce­nie zdo­by­tej domeny tak mocno, aby unie­moż­li­wić bunt lud­no­ści pod­bi­tych kra­jów. Przy­świe­cał im jed­nak także inny cel, stra­te­giczny i ide­olo­giczny - zapro­wa­dze­nie powszech­nego pokoju, z któ­rego dobro­dziejstw sko­rzy­sta­liby zarówno zwy­cięzcy, jak i poko­nani. To był pro­jekt zdolny pozy­skać nowemu reżi­mowi sze­ro­kie popar­cie, gdyż w ciągu 540 lat poprze­dza­ją­cych zjed­no­cze­nie w Chi­nach toczyły się nie­ustanne wojny mię­dzy wład­cami księstw (póź­niej kró­lestw), które po śmierci króla You i roz­pa­dzie kraju w 771 r. p.?n.?e. stały się fak­tycz­nie nie­pod­le­głe. Z cza­sem, w okre­sie Wal­czą­cych Kró­lestw, kon­flikty te przy­brały formę wojny total­nej, w któ­rej ście­rały się armie liczące setki tysięcy żoł­nie­rzy, a koszt ludzki był kolo­salny. Co wię­cej, przod­ko­wie króla Zhenga wywal­czyli dla swego kraju pozy­cję domi­nu­jącą, popeł­nia­jąc strasz­liwe zbrod­nie, które nazwa­li­by­śmy dzi­siaj aktami ludo­bój­stwa. To był powód, dla któ­rego Qin było znane w pod­bi­tych kra­jach jako Krwio­żer­cza Bestia. Utrzy­ma­nie w ryzach samą tylko bru­talną siłą ogrom­nych rze­szy lud­no­ści nie­na­wi­dzą­cych swo­ich nowych panów było na dłuż­szą metę nie­moż­liwe; zapro­wa­dze­nie pokoju, a co za tym idzie ulże­nie doli zwy­kłych pod­da­nych, pomo­głoby uzy­skać ich akcep­ta­cję, ale także sta­no­wi­łoby swego rodzaju pokutę za okru­cień­stwo i wia­ro­łom­stwo, dzięki któ­rym Qin pod­biło Wszystko, Co Jest Pod Nie­bem. Wycho­dząc z tego zało­że­nia, król Zheng i jego ekipa zde­cy­do­wali, iż ich poli­tyka musi mieć za cel nie tylko opty­ma­li­za­cję metod zarzą­dza­nia, ale także unie­moż­li­wie­nie powrotu do sta­rych porząd­ków. Pań­stwo, jakie zamie­rzali stwo­rzyć, miało być ujed­no­li­cone i scen­tra­li­zo­wane, a cały jego ustrój winien rady­kal­nie zerwać z wcze­śniej­szymi tra­dy­cjami.

Pierw­szym kro­kiem była zmiana nazw i sym­boli. Król Zheng przy­jął nowy tytuł i nazwał się Pierw­szym Dostoj­nym Władcą z dyna­stii Qin, co po chiń­sku brzmi Qin Szi­hu­angdi. Od tej pory władcy Chin, aż do 1916 r. n.e.2, mie­nili się cesa­rzami (di), pod­czas gdy ich poprzed­nicy byli tylko kró­lami (wang). Sie­dzibą cesa­rza i cen­trum wła­dzy została dotych­cza­sowa sto­lica Qin, mia­sto Xia­ny­ang; jego ruiny znaj­dują się na przed­mie­ściach dzi­siej­szej metro­po­lii Xi'an.

Aby pod­kre­ślić, iż nastała nowa era, wpro­wa­dzono nowe sym­bole wła­dzy. Według wie­rzeń chiń­skich świat prze­cho­dził cyklicz­nie okresy Wody, Ognia, Drewna, Metalu i Ziemi; każdy z tych ele­men­tów miał przy­pi­sany kolor i liczbę. Kró­lo­wie z dyna­stii Zhou3 pano­wali w epoce ognia, przy­jęto więc, że nowy reżim będzie epoką wody, gdyż jest to żywioł poko­nu­jący ogień. W Chi­nach sym­bo­licz­nym kolo­rem wody jest czerń, dla­tego sztan­dar cesar­ski miał być czarny, tak jak litery doku­men­tów ofi­cjal­nych i pie­czę­cie. Dla urzęd­ni­ków wpro­wa­dzono jed­no­lite czarne umun­du­ro­wa­nie, szaty jed­na­ko­wego kroju, róż­niące się tylko ozna­kami rangi. Sym­bo­lika uwzględ­niała też przy­pi­saną wodzie liczbę sześć, przez co czapki urzęd­ni­ków były wyso­kie na sześć pal­ców etc. Zerwa­nie z prze­szło­ścią było tak rady­kalne, że nawet Huang He została prze­mia­no­wana i zamiast Rzeka Żółta nazy­wała się teraz Potężna Woda; nazwa ta jed­nak kom­plet­nie się nie przy­jęła...

Impe­rium podzie­lono na 36 pro­win­cji (kiun) zwa­nych także "koman­de­riami", w skład któ­rych wcho­dziły pre­fek­tury (hien), okręgi (xiang), powiaty (ting) i wio­ski (li). Podziału doko­nano celowo tak, aby nie odzwier­cie­dlał daw­nych gra­nic kró­lestw. Cesarz roz­ka­zał znisz­czyć wały gra­niczne, któ­rymi w epoce Wal­czą­cych Kró­lestw kraje odgra­dzały się od sąsia­dów, zacho­wu­jąc tylko te, które kraje Qin, Zhao i Yan wznio­sły na pół­nocy, gdzie koń­czył się świat chiń­ski, a zaczy­nała Kra­ina Dymu i Wil­czego Łajna - stepy zamiesz­kane przez koczow­ni­ków. Roz­kaz obej­mo­wał także wszel­kie mury, bariery i inne prze­szkody na prze­łę­czach, dro­gach, mostach, rze­kach i kana­łach, słu­żące wcze­śniej do kon­troli ruchu i pobie­ra­nia myta na gra­nicach kró­lestw i innych domen wasal­nych.

Aby zacho­wać kon­trolę pań­stwa nad pro­win­cjami i unie­moż­li­wić powsta­nie sil­nych regio­nal­nych ośrod­ków wła­dzy, upraw­nie­nia guber­na­tor­skie podzie­lono mię­dzy trzech rów­nych rangą urzęd­ni­ków: guber­na­tora cywil­nego, komen­danta woj­sko­wego i cesar­skiego inspek­tora, który kontr­asy­gno­wał decy­zje dwóch pierw­szych i skła­dał na nich raporty do sto­licy. Pod groźbą naj­su­row­szych kar zaka­zano dzie­dzi­cze­nia funk­cji i urzę­dów. Urzęd­nicy mogli być odwo­łani w każ­dej chwili, zaś ich jedy­nym legal­nym źró­dłem docho­dów była pen­sja. Ogło­sze­nie nowego podziału uczczono w każ­dej jed­no­stce tery­to­rial­nej, do poziomu wio­sek włącz­nie, festy­nami dla ogółu pod­da­nych na koszt pań­stwa.

Wia­domo, iż dwa nie­wiel­kie tery­to­ria zostały przy oka­zji tej reformy pomi­nięte. Prze­trwało małe księ­stwo Wey, ist­nie­jące od 800 lat; jego władca, książę Jiao, zacho­wał tytuł i wła­dzę jako wasal cesa­rza. Annały Wal­czą­cych Kró­lestw (Zan Guo Ce)4 wspo­mi­nają także o księ­stewku Anling, wasalu kraju Wei. Gdy ten ostatni kraj został pod­bity, Anling unik­nęło zagłady i prze­trwało całe pano­wa­nie Pierw­szego Cesa­rza jako wasal Qin. Być może były jesz­cze jakieś inne takie przy­padki, ale pamięć o nich się nie zacho­wała. Nie wiemy, dla­czego Pierw­szy Cesarz zro­bił wyją­tek dla tych nie­wiel­kich tery­to­riów, które skąd­inąd pozo­sta­wały wobec impe­rium w takiej pro­por­cji jak Luk­sem­burg i Andora wobec reszty Europy - może ich władcy czymś się zasłu­żyli albo był to zwy­kły kaprys.

Rów­nie rady­kal­nie nowy reżim roz­wią­zał kwe­stię struk­tury spo­łecz­nej i wła­sno­ści ziemi w pod­bi­tych kra­jach. Majątki ziem­skie nale­żące do kla­nów kró­lew­skich i ary­sto­kra­cji skon­fi­sko­wano, roz­par­ce­lo­wano i roz­dano chło­pom. Ta zakro­jona na ogromną skalę reforma rolna bar­dzo przy­czy­niła się do akcep­ta­cji nowego reżimu przez rze­sze zwy­kłych zja­da­czy chleba. Klany kró­lew­skie i pozba­wio­nych mająt­ków wiel­mo­żów z pod­bi­tych państw osie­dlono przy­mu­sowo w oko­licy sto­licy Xia­ny­ang, aby mieć ich na oku; ich jedy­nym źró­dłem utrzy­ma­nia były odtąd zasiłki wypła­cane przez pań­stwo. Według Sima Qiana do Qin prze­sie­dlono aż 120 tysięcy rodzin (!). Nawet jeśli może być to prze­sadny sza­cu­nek, nie­wąt­pli­wie depor­ta­cja ta miała cha­rak­ter masowy.

W całym impe­rium skon­fi­sko­wano uzbro­je­nie i zaka­zano jego posia­da­nia oso­bom pry­wat­nym; zebrany oręż prze­to­piono i odlano z niego tysiące dzwo­nów roz­wie­szo­nych w budyn­kach publicz­nych, a także 12 kolo­sal­nych posą­gów (Meta­lo­wych Ludzi), każdy ważący kil­ka­dzie­siąt ton. Te sła­wiące władcę i jego przod­ków posągi usta­wiono wokół głów­nego pałacu cesar­skiego w Xia­ny­ang. Rząd cen­tralny roz­ka­zał także doko­nać wyło­mów w wałach obron­nych więk­szo­ści miast; wyją­tek zro­biono dla miej­sco­wo­ści pogra­ni­cza pół­noc­nego, zagro­żo­nych raj­dami koczow­ni­ków ste­po­wych.

Znie­siono wszyst­kie prawa Sze­ściu Kró­lestw i zastą­piono je ogól­nie obo­wią­zu­ją­cym kodek­sem cywil­nym i kar­nym, opar­tym na dra­koń­skim pra­wo­daw­stwie Qin opra­co­wa­nym jesz­cze przez Szang Yanga5. Ta reforma z pew­no­ścią nie została dobrze przy­jęta, gdyż o ile we wszyst­kich Sze­ściu Kró­le­stwach prawa były surowe, to kodeks karny Qin był znacz­nie bar­dziej rady­kalny6. Za nad­uży­cia i wiele innych prze­wi­nień karano cięż­kimi robo­tami, nie śmier­cią - podob­nie za zło­dziej­stwo i pomniej­sze roz­boje naj­czę­ściej tra­fiało się do kamie­nio­ło­mów, a nie na sza­fot. Śmier­cią karano zdradę, bunt, mor­der­stwo, bluź­nier­stwo i świę­to­kradz­two (w tym okra­da­nie gro­bow­ców), prze­stęp­stwa sek­su­alne jak gwałt, kazi­rodz­two etc., pod­pa­le­nie (gdyż od jed­nego domu mogła spło­nąć cała wieś lub dziel­nica mia­sta), a także roz­boje i napa­ści, jeśli zacho­dziły oko­licz­no­ści obcią­ża­jące, jak dzia­ła­nie w zbroj­nej ban­dzie, atak na urzęd­nika cesar­skiego, recy­dywa etc.

Egze­ku­cji doko­ny­wano zazwy­czaj poprzez ścię­cie topo­rem, ale w spe­cjal­nych przy­pad­kach kaźń była okrutna. Prze­cię­cie wpół, goto­wa­nie żyw­cem, wyci­na­nie żeber jedno po dru­gim lub powolne roz­łu­py­wa­nie czaszki dłu­tem, aby wyrwać mózg żyją­cej jesz­cze ofie­rze, były zare­zer­wo­wane dla zdraj­ców, bun­tow­ni­ków, bluź­nier­ców i świę­to­krad­ców oraz szcze­gól­nie nie­bez­piecz­nych hersz­tów ban­dyc­kich. Roze­rwa­niem rydwa­nami lub zako­pa­niem żyw­cem karano bun­tow­ni­ków, ale także ofi­ce­rów win­nych dezer­cji, tchó­rzo­stwa lub nie­kom­pe­ten­cji. Zwy­kli żoł­nie­rze za poważne prze­wi­nie­nia byli zsy­łani na cięż­kie roboty lub przy­dzie­lani do kar­nych kom­pa­nii, uży­wa­nych do bar­dziej nie­bez­piecz­nych, w isto­cie pra­wie samo­bój­czych zadań.

Dla naj­wyż­szych rangą szlach­ci­ców, ary­sto­kra­tów i urzęd­ni­ków pań­stwo­wych, ludzi obda­rzo­nych naj­więk­szym zaufa­niem, któ­rzy dopu­ści­liby się zdrady, buntu lub innego naj­cięż­szego prze­stęp­stwa, zare­zer­wo­wana była wyjąt­kowo strasz­liwa metoda egze­ku­cji - Sank­cja Pię­cio­krotna. Pole­gała ona na ćwiar­to­wa­niu żyw­cem, przy czym kat zaczy­nał od pal­ców u rąk i nóg, następ­nie doko­ny­wał kastra­cji, potem meto­dycz­nie odci­nał po kawałku ręce i nogi, dba­jąc o to, aby ska­za­niec nie wykrwa­wił się i w miarę moż­li­wo­ści zacho­wał jak naj­dłu­żej świa­do­mość - dopiero gdy pozo­stały już tylko kor­pus i głowa, ści­nał ofiarę topo­rem. W kro­nice Sima Qiana zacho­wała się wzmianka tylko o jed­nej takiej egze­ku­cji i to już z cza­sów po śmierci Pierw­szego Cesa­rza.

Sady­styczne metody egze­ku­cji za naj­cięż­sze prze­stęp­stwa ist­niały wsze­lako także wcze­śniej we wszyst­kich Sze­ściu Kró­le­stwach, nato­miast spe­cy­fiką pra­wo­daw­stwa Qin była zasada odpo­wie­dzial­no­ści zbio­ro­wej wpro­wa­dzona przez Szang Yanga i utrzy­mana przez kolej­nych wład­ców, z Pierw­szym Cesa­rzem włącz­nie. Spo­wo­do­wała ona wiele tra­ge­dii, gdyż nie­win­nych ludzi karano za prze­stęp­stwa jed­nego z człon­ków rodu tak samo surowo jak samych wino­waj­ców. Wymu­szało to na rodzi­nach pro­wa­dze­nie wewnętrz­nego nad­zoru i w razie koniecz­no­ści pre­wen­cyjne sank­cjo­no­wa­nie tych krew­nych, któ­rzy nara­żali cały klan na nie­bez­pie­czeń­stwo. W isto­cie kodeks Szang Yanga prze­kształ­cił wszyst­kie rodziny z Qin w pomoc­ni­czą for­ma­cję poli­cji - obję­cie tą prak­tyką całej lud­no­ści impe­rium nie zostało przy­jęte dobrze. Co wię­cej, kto nie poin­for­mo­wał o prze­stęp­stwie, był karany tak samo jak sprawca; to zaś nakła­dało na pod­da­nych obo­wią­zek dono­si­ciel­stwa. Kolej­nym dokucz­li­wym ele­men­tem prawa kar­nego Qin, także prze­ję­tym przez reżim cesar­ski, był zakaz zgro­ma­dzeń licz­niej­szych niż trzy osoby poza domo­wym zaci­szem bez odpo­wied­niego zezwo­le­nia - krótka roz­mowa nawet czte­rech zna­jo­mych na ulicy gro­ziła ska­za­niem wszyst­kich na cięż­kie roboty...

Nowa ekipa rzą­dząca dążyła do likwi­da­cji lokal­nych odręb­no­ści. Jed­nym pod­pi­sem na sto­sow­nym dekre­cie władca zastą­pił wszyst­kie wcze­śniej­sze środki płat­no­ści pie­nią­dzem Qin, okrą­głymi mone­tami z kwa­dra­to­wym otwo­rem w środku umoż­li­wia­ją­cym nosze­nie ich nani­za­nych na sznurki. W obiegu były dwa rodzaje monet - mniej war­to­ściowe, wyko­nane z brązu, były główną walutą uży­waną w życiu codzien­nym, zaś złote słu­żyły do wiel­kich trans­ak­cji. Ujed­no­li­cono i uprosz­czono pismo, a wzory nowych zna­ków wyryto na monu­men­tal­nych kolum­nach w sto­licy i sie­dzi­bach władz pro­win­cji; tę reformę nad­zo­ro­wał oso­bi­ście Li Si. Wpro­wa­dzono jeden ogól­no­kra­jowy sys­tem miar i wag, roz­sze­rza­jąc na całe Chiny jed­nostki z Qin. Cesarz zarzą­dził nawet, aby wszyst­kie pojazdy w impe­rium miały taki sam roz­staw osi - uspraw­niło to ruch na dro­gach, gdyż wozy mogły poru­szać się w kole­inach wyżło­bio­nych w nie­utwar­dza­nej nawierzchni.

Władca roz­po­czął także ogól­no­pań­stwowy pro­gram wiel­kich robót, finan­su­jąc go po czę­ści łupem zdo­by­tym pod­czas pod­boju Sze­ściu Kró­lestw. Roz­bu­dowa sieci dróg i wzno­sze­nie nowych mostów były prio­ry­te­tem, gdyż pozwa­lało to szyb­ciej prze­rzu­cać woj­sko z jed­nego krańca impe­rium na drugi, ale także uła­twiało prze­pływ towa­rów, wią­żąc odrębne dotąd kraje ści­ślej­szymi wię­ziami gospo­dar­czymi. Aby lepiej zapo­bie­gać klę­skom głodu, ale także zapew­nić sobie moż­li­wość sku­tecz­niej­szego mobi­li­zo­wa­nia wiel­kich armii, cesarz zle­cił roz­bu­dowę sieci spi­chle­rzy pań­stwo­wych. Wyre­mon­to­wano i roz­bu­do­wano te, które wznie­siono w Sze­ściu Kró­lestwach przed ich pod­bo­jem przez Qin, wznie­siono także wiele nowych, aby nie zabra­kło ich w żad­nej pro­win­cji. Na tery­to­rium daw­nego kraju Han, na górze Ao, zbu­do­wano kom­pleks spi­chle­rzy wyjąt­ko­wych roz­mia­rów; tam trzy­mano pań­stwową stra­te­giczną rezerwę ziarna, z któ­rej czer­pano, gdy zasoby pro­win­cjo­nalne nie wystar­czały. Spi­chle­rze Ao ode­grają nie­małą rolę w wyda­rze­niach, które będą opi­sane dalej.

Inne prace, takie jak budowa monu­men­tal­nego pałacu w sto­licy i kolo­sal­nego mau­zo­leum, w któ­rym cesarz miał spo­cząć po śmierci, miały sym­bo­li­zo­wać potęgę pań­stwa i siłę wła­dzy cen­tral­nej, a także stwo­rzyć wokół osoby cesa­rza nimb nad­ludz­kiego maje­statu. Kró­lo­wie Qin mieli wiele rezy­den­cji i cesarz kazał je wszyst­kie wyre­mon­to­wać i ozdo­bić, a czę­sto także roz­bu­do­wać; wznie­siono także nowe. Jeśli wie­rzyć kro­nice Sima Qiana, w całym Kraju za Prze­łę­czami7 władca miał z cza­sem do dys­po­zy­cji 300 (!) obiek­tów, od głów­nego pałacu w Xia­ny­ang do pawi­lo­nów łowiec­kich. Rezy­den­cje ozdo­biono i ume­blo­wano łupami zagar­nię­tymi w Sze­ściu Kró­le­stwach, a także nowymi skar­bami i dzie­łami sztuki zama­wia­nymi u rze­mieśl­ni­ków i arty­stów. Cesarz naka­zał także, aby w każ­dej, naj­mniej­szej nawet rezy­den­cji zamiesz­ki­wało przy­naj­mniej kilka kobiet pozo­sta­ją­cych do jego dys­po­zy­cji. Począt­kowo więk­szość z nich wywo­dziła się z hare­mów wład­ców pod­bi­tych kra­jów, ale ścią­gano także cały czas nowe nałoż­nice ze wszyst­kich pro­win­cji impe­rium.

W okre­sie Wal­czą­cych Kró­lestw władcy rzadko opusz­czali swe sto­lice, a i to na krótko; tylko w abso­lut­nie wyjąt­ko­wych oko­licz­no­ściach uda­wali się na dłu­gie i dale­kie wyprawy. Wycho­dząc z zało­że­nia, iż pań­skie oko konia tuczy, Pierw­szy Cesarz zerwał z tym zwy­cza­jem i czę­sto podró­żo­wał po impe­rium, oso­bi­ście doglą­da­jąc swego władz­twa. W 220 r. p.?n.?e. wyru­szył w pierw­szą taką wędrówkę, po tery­to­rium Qin sprzed pod­boju Sze­ściu Kró­lestw. Udał się naj­pierw ku zachod­niej rubieży, dojeż­dża­jąc do ostat­nich poste­run­ków gra­nicz­nych, następ­nie skrę­cił na pół­noc, potem na wschód i powró­cił do Xia­ny­ang. Pod koniec tej inspek­cji kazał wznieść w pobliżu sto­licy nowe świą­ty­nie mające upa­mięt­nić jego pod­boje, zaś w samym Xia­ny­ang zbu­do­wać kopie pała­ców wład­ców Sze­ściu Kró­lestw, do któ­rych prze­nie­siono zdo­byte haremy i skarby. Wtedy także ruszyła zapla­no­wana już wcze­śniej budowa monu­men­tal­nego mau­zo­leum na górze Li, w któ­rym Pierw­szy Cesarz miał być pocho­wany. Wró­ciw­szy z podróży, władca awan­so­wał wszyst­kich urzęd­ni­ków w impe­rium o jeden sto­pień.

W tym roku, w któ­rym Pierw­szy Cesarz wizy­to­wał zachod­nie pogra­ni­cze Chin, król Euty­de­mos I, trzeci hel­le­ni­styczny władca Bak­trii (dziś Afga­ni­stan i połu­dniowy Uzbe­ki­stan), wypra­wił się na wschód, aż do dzi­siej­szego Xin­jiangu, pod­bi­ja­jąc tam­tej­sze małe pań­stwa. Dotarł daleko; 200 lat póź­niej grecki kro­ni­karz Stra­bon napi­sał, iż domena Euty­de­mosa roz­cią­gała się aż do gra­nicy na pół mitycz­nego kraju Serika (czyli Kra­iny Jedwa­biu, jak Grecy i Rzy­mia­nie nazy­wali Chiny). Jakieś kon­takty musiały zostać przy tej oka­zji nawią­zane, gdyż potwier­dzają je bada­nia arche­olo­giczne - na zachod­nim pogra­ni­czu Chin zna­le­ziono pocho­dzące z tych cza­sów bak­tryj­skie monety oraz sta­tu­etki przed­sta­wia­jące żoł­nie­rzy w grec­kim rynsz­tunku bojo­wym. Ten pierw­szy kon­takt Chiń­czy­ków ze świa­tem hel­le­ni­stycznym był jed­nak efe­me­ryczny. Grecy bak­tryj­scy stra­cili kon­trolę nad oazami Xin­jiangu po tym, jak miej­scowi wezwali na pomoc koczow­ni­ków Xion­gnu (poja­wią się oni jesz­cze czę­sto na kar­tach tej opo­wie­ści), zaś w samych Chi­nach, na sku­tek dra­ma­tycz­nych wyda­rzeń, o któ­rych będzie mowa dalej, zapo­mniano o całej spra­wie. W kro­ni­kach chiń­skich nie zacho­wała się nawet żadna wzmianka o tym kon­tak­cie z Gre­kami; co wię­cej, jak zoba­czymy, sto lat póź­niej nad Rzeką Żółtą nikt nie wie­dział, jakie kraje znaj­dują się na zachód od pustyni Xin­jiangu i jakie narody te strony zamiesz­kują.

W 219 r. p.?n.?e. cesarz wybrał się w dłuż­szą podróż, na tereny byłych kra­jów Qi i Czu. Trasa wio­dła naj­pierw na wschód, wzdłuż Huang He, następ­nie wokół Pół­wy­spu Szan­tuń­skiego i dalej, na połu­dnie, ku Jangcy. Oprócz inspek­cji admi­ni­stra­cji pod­bi­tych kra­jów Qi i Czu podróż miała na celu potwier­dze­nie obję­cia ich w posia­da­nie poprzez cere­mo­nie reli­gijne. Władca zło­żył naj­pierw ofiary w świę­tych miej­scach w Qi, na szczy­tach wyjąt­kowo pięk­nych i malow­ni­czych gór Yi, Tai, Liangfu i Czeng. W odróż­nie­niu od pra­wo­daw­stwa i admi­ni­stra­cji w kwe­stiach reli­gij­nych Qin Szi­hu­angdi nie wpro­wa­dził zmian, prze­ciw­nie, sta­rał się pozy­skać akcep­ta­cję nowych pod­da­nych, kon­ty­nu­ując obrządki według tych samych sta­ro­żyt­nych zasad co oba­leni przez niego kró­lo­wie.

Cesarz sta­rał się oprzeć swoją wła­dzę na cen­tra­li­za­cji pań­stwa, suro­wych pra­wach, utrzy­my­wa­niu porządku i oka­zy­wa­niu budzą­cych respekt sym­bo­lów maje­statu (tytuł, pałace, wznie­sie­nie monu­men­tal­nego gro­bowca etc.), ale także celowo kre­ował się na istotę wyż­szą niż zwy­kli śmier­tel­nicy. Gdy skła­dał ofiary na świę­tej górze Tai, zasko­czyła go ulewa i musiał schro­nić się pod drze­wem. Gdy deszcz ustał, cesarz w podzięce mia­no­wał drzewo dostoj­ni­kiem dwor­skim pią­tej rangi. Władca wie­dział, że histo­rię tę będzie się czę­sto opo­wia­dać w całym kraju, dał więc w ten spo­sób do zro­zu­mie­nia, że nawet drzewa mu służą, a także że żadna zasługa nie pozo­sta­nie bez nagrody.

Po zło­że­niu ofiar w odwie­dzo­nych świę­tych miej­scach wzno­szono kamienne obe­li­ski, na któ­rych wyryto mani­fe­sty ogła­sza­jące nowy porzą­dek pod­da­nym i sta­no­wiące prze­sła­nie dla potom­no­ści. Tek­sty z gór Yi, Tai i Czeng nie zacho­wały się, ale praw­do­po­dob­nie były podobne do zacy­to­wa­nej w kro­nice Sima Qiana inskryp­cji wyry­tej na kolum­nie w Liangfu:

Dostojny Władca wstą­pił na tron, wyda­jąc edykty, któ­rym pod­dani są posłuszni, i uprasz­cza­jąc prawa, któ­rych pod­dani prze­strze­gają.

W roku dwu­dzie­stym i szó­stym jego pano­wa­nia on pierw­szy zjed­no­czył świat, nie pozo­stał nikt, kto nie zło­żył przed nim ukłonu.

Oso­bi­ście odwie­dził ludzi z odle­głych regio­nów, wspi­na­jąc się na górę Tai i doko­nu­jąc inspek­cji całego wschodu.

Mini­stro­wie z jego świty, pomni jego doko­nań, szu­ka­jący w nim wzoru, z sza­cun­kiem gło­szą jego zasługi i cnoty.

Wpro­wa­dził on zasady dobrego rzą­dze­nia, ludzie wszyst­kich zawo­dów otrzy­mują, co jest im potrzebne, wszystko jest zmie­rzone przez prawo i wzorce.

Jego wiel­kie prawa są szla­chetne i naj­do­stoj­niej­sze, pozo­sta­wione przy­szłym gene­ra­cjom, aby prze­strze­gały ich i czciły je, nie śmiąc doko­nać w nich zmian.

Dostojny Władca w swej mądro­ści przy­wró­cił pokój światu, nie spo­czy­wa­jąc i nie zanie­dbu­jąc swych obo­wiąz­ków.

Wsta­jąc wcze­śnie, idąc na spo­czy­nek późno, poświę­cił się naucza­niu i kie­ro­wa­niu, tak wszystko czy­niąc, aby przy­nio­sło trwałą korzyść.

Jego upo­mnie­nia krążą, jego pro­kla­ma­cje są roz­po­wszech­niane, tak aby sły­szano je i bli­sko, i daleko - i wszy­scy pod­dają się woli mędrca.

Zasłu­żeni i nie­godni są jasno roz­róż­nieni, męż­czyźni i kobiety prze­strze­gają rytu­ałów, są skru­pu­latni i ostrożni w wyko­ny­wa­niu swych obo­wiąz­ków.

Jego chwała roz­ciąga się na kraj i zagra­nicę, wszę­dzie panuje pokój i porzą­dek, któ­rymi cie­szyć się będą także przy­szłe poko­le­nia.

Jego dzieło prze­trwa w nie­skoń­czo­ność, wszy­scy usza­nują jego wolę i zawsze będą posłuszni jego dostoj­nym pra­wom.

Po tych czte­rech górach kolej­nym celem podróży było sank­tu­arium w Zhifu, na małej (11,5 kilo­me­trów kwa­dra­to­wych) przy­brzeż­nej wyspie, w zatoce Bohai. Tam od początku dzie­jów Qi władcy tego kraju skła­dali regu­lar­nie ofiary; nikt poza nimi nie miał prawa tego robić. Wła­śnie wtedy cesarz po raz pierw­szy w życiu (i jako pierw­szy z całego sta­ro­żyt­nego rodu wład­ców Qin) zoba­czył morze, które wywarło na nim ogromne wra­że­nie. Nie było to jed­nak jedyne zna­czące duchowe doświad­cze­nie, jakiego doznał w tym miej­scu. Na wyspie znaj­do­wał się, zacho­wany skąd­inąd czę­ściowo po dziś dzień, gro­bo­wiec księ­cia Kang z Qi, ostat­niego z dyna­stii Jiang, wywo­dzą­cej się od pierw­szego władcy tego kraju. Został on w 386 r. p.?n.?e. oba­lony przez swego głów­nego mini­stra Tian He, który sam wstą­pił na tron i zało­żył nową dyna­stię. Pozba­wiony wła­dzy książę spę­dził resztę życia na Zhifu jako hono­rowo trak­to­wany, ale pil­nie strze­żony wię­zień i tam też zmarł w 379 r. p.?n.?e. Jego uwię­zie­nie trwało nawet po śmierci, gdyż panu­jący wtedy w Qi książę Yan (syn i następca Tian He) odmó­wił pocho­wa­nia go pośród przod­ków, ale kazał zbu­do­wać dla niego gro­bo­wiec na wyspie. Pierw­szy Cesarz spę­dził sporo czasu, medy­tu­jąc przy gro­bie księ­cia Kang, roz­my­śla­jąc o losach oba­lonych wład­ców i upa­dłych dyna­stii. Po zło­że­niu ofiar w Zhifu cesarz i jego orszak ruszyli na połu­dnie, podró­żu­jąc wzdłuż wybrzeża, kie­ru­jąc się ku kolej­nemu sank­tu­arium, w Lan­gya.

Lan­gya jest wyso­kim nad­mor­skim wzgó­rzem o stro­mych zbo­czach i z jego szczytu można podzi­wiać malow­ni­czy widok, jakim jest powolne wyła­nia­nie się słońca z oce­anu. Dla cesa­rza było to nie­zwy­kłe prze­ży­cie. Zmie­nia­jąc plany, został w sank­tu­arium trzy mie­siące, co rano wsta­jąc przed świ­tem, aby obej­rzeć wschód słońca nad Morzem Żół­tym z tarasu wido­ko­wego, który ponoć wznie­siono na roz­kaz króla Gou­jian (496-465 p.?n.?e.) z Yue, w cza­sach, gdy to połu­dniowe kró­le­stwo stało u szczytu potęgi i było (na krótko) domi­nu­ją­cym mocar­stwem wśród chiń­skich państw8. Urze­czony władca kazał prze­bu­do­wać stary taras tak, aby setki osób jed­no­cze­śnie mogły podzi­wiać wschód słońca przy akom­pa­nia­men­cie muzyki. Osa­dził też w oko­licy Lan­gya 30 tysięcy kolo­ni­stów, aby dbali o sank­tu­arium, zwal­nia­jąc ich na 12 lat z wszel­kich podat­ków i świad­czeń.

W Lan­gya cesarz długo dys­ku­to­wał z głów­nymi współ­pra­cow­ni­kami o histo­rii sta­ro­żyt­nych kró­lestw i pla­nach dla nowo powsta­łego impe­rium. Wyni­kiem tych roz­wa­żań było wznie­sie­nie na szczy­cie góry kolej­nej kamien­nej kolumny, na któ­rej wyryto napis o tre­ści jesz­cze waż­niej­szej niż poprzed­nie:

Żaden władca z daw­nych cza­sów nie miał domeny liczą­cej wię­cej niż tysiąc li, ich wasale posia­dali lenna i cza­sem przy­by­wali na dwór (z hoł­dem), a cza­sem nie.

(Władcy) naru­szali gra­nice i najeż­dżali sąsia­dów, nie­ustan­nie mor­du­jąc się i nisz­cząc, a mimo to śmieli ryć napisy ku chwale swych doko­nań w kamie­niu i metalu.

Zaś co do Pię­ciu Cesa­rzy i Trzech Kró­lów9 z cza­sów zamierz­chłych, ich wie­dza i nauki były inne niż nasze, zaś ich prawa i prze­pisy nie tak jasne, gdyż uży­wały stra­chu przed duchami i bogami, by uci­skać ludzi z dale­kich stron.

Ich praw­dziwe czyny nie dorów­ny­wały legen­dzie - dla­tego żaden nie prze­trwał długo. Cza­sem zanim zmarli, ich wasale się bun­to­wali, a ich praw i edyk­tów nie słu­chano.

Teraz wszakże Dostojny Cesarz zjed­no­czył wszyst­kie zie­mie pomię­dzy morzami10 i podzie­lił je na pro­win­cje i okręgi; pokój i har­mo­nia panują wszę­dzie pod Nie­bem.

Swoją chwałą opro­mie­nił świą­ty­nie przod­ków, ucie­le­śnia­jąc ide­ały Drogi11, a jego zna­ko­mite osią­gnię­cia uza­sad­niają jego wiel­kie imię.

My, zebrani tutaj jego wasale, zjed­no­czeni w podzi­wie chwa­leb­nych doko­nań Cesa­rza, piszemy te słowa w kamie­niu i metalu, sta­wia­jąc Jego Wyso­kość za wieczny przy­kład.

Ten tekst był mani­fe­stem ide­olo­gicz­nym nowego reżimu. Gło­sił on zerwa­nie z prze­szło­ścią, potę­piał poprzedni porzą­dek poli­tyczny, wska­zy­wał na wyż­szość moralną i prak­tyczną nowego porządku i zaka­zy­wał prób powrotu do poprzed­niego stanu. Zacho­wajmy w pamięci ten krótki tekst - pozwoli on lepiej zro­zu­mieć dal­szy bieg wyda­rzeń.

Opu­ściw­szy Lan­gya, władca kon­ty­nu­ował podróż na połu­dnie, ku tere­nom daw­nego kraju Czu. Prze­pra­wiw­szy się przez rzekę Huai, dotarł następ­nie do Jangcy, w pobliżu wiel­kiego jeziora Dong­ting, aby zło­żyć ofiary w sank­tu­arium na leżą­cej nie­opo­dal świę­tej górze Xiang. Od nie­pa­mięt­nych cza­sów czczono tam bogi­nię utoż­sa­mianą przez Chiń­czy­ków z pół­nocy z córką mitycz­nego cesa­rza Yao i zara­zem żoną innego legen­dar­nego cesa­rza imie­niem Szun. Gdy jed­nak prze­ciwny wiatr unie­moż­li­wił mu prze­prawę przez Jangcy, władca sko­rzy­stał z oka­zji, aby kon­ty­nu­ować pro­pa­gan­dowy pro­gram roz­po­częty na górze Tai. Oskar­żyw­szy bogi­nię góry Xiang o nie­po­słu­szeń­stwo, wysłał woj­sko i robot­ni­ków, aby ścięli wszyst­kie drzewa na zbo­czach, a następ­nie poma­lo­wali wierz­cho­łek na czer­wono, tak jak czy­niono to z prze­stęp­cami ska­za­nymi na cięż­kie roboty (golono im głowę i malo­wano ją na czer­wono). Sta­no­wiło to prze­sła­nie, że cesarz panuje nawet nad górami, zaś żadne wykro­cze­nie nie pozo­sta­nie bez kary, kto­kol­wiek jest wino­wajcą. Po tym incy­den­cie władca powró­cił na zachód, pły­nąc kon­wo­jem stat­ków i łodzi w górę Jangcy, następ­nie w górę rzeki Han, potem zaś podró­żu­jąc orsza­kiem lek­tyk i powo­zów na pół­noc. Ostat­nie mie­siące 219 r. p.?n.?e. Pierw­szy Cesarz spę­dził w swym pałacu w Xia­ny­ang.

Prze­sła­nie o nagro­dach i karach zostało poparte czy­nami. Rządy Pierw­szego Cesa­rza były surowe, wsze­lako przy­naj­mniej na początku jego pano­wa­nia nowe prawa przy­jęto co prawda z nie­chętną rezy­gna­cją, ale bez real­nego oporu. Pomógł w tym fakt, iż surowy kodeks karny był wymie­rzony w szcze­gól­no­ści w gra­san­tów. Ban­dy­tyzm ist­niał w kra­jach chiń­skich od zawsze, ale po 221 r. p.?n.?e., gdy roz­wią­zano armie daw­nych kró­lestw, a ich szlachtę pozba­wiono ziemi i urzę­dów, przy­brał alar­mu­jące roz­miary. Wielu zahar­to­wa­nych w bojach wete­ra­nów i zruj­no­wa­nych szlach­ci­ców, zamiast upra­wiać zie­mię lub parać się rze­mio­słem, wolało zająć się roz­bo­jem. W kon­se­kwen­cji pod­dani czę­sto uwa­żali nowe prawa Qin za zło konieczne, gdyż nawet naj­bar­dziej surowi sędzio­wie byli mniej groźni niż zło­czyńcy, któ­rzy nocami rabo­wali doby­tek i pory­wali kobiety, zaś w razie oporu zabi­jali ludzi i palili domy.

Oprócz ban­dy­tów w lasach i górach kryli się także ci żoł­nie­rze Sze­ściu Kró­lestw, któ­rzy nie zło­żyli broni i toczyli par­ty­zantkę prze­ciw impe­rium. Grupy te nie były liczne, a woj­sko tro­piło je i tępiło bez­li­to­śnie, ale Pierw­szy Cesarz miał się prze­ko­nać, że nie można ich lek­ce­wa­żyć. Naj­groź­niej­szym przy­wódcą tych "żoł­nie­rzy wyklę­tych" był Zhang Liang, ary­sto­krata z byłego kró­le­stwa Han; jego dzia­dek i ojciec byli przez dłu­gie lata kolejno głów­nymi mini­strami tego kraju. Kro­ni­karz Sima Qian, który 100 lat póź­niej oglą­dał jego por­trety (nie­stety nie­za­cho­wane), opi­sał go jako męż­czy­znę "o zdu­mie­wa­jąco deli­kat­nych, wręcz kobie­cych rysach i spoj­rze­niu bar­dziej mło­dej dziew­czyny niż męż­czy­zny". Zhang Liang nie był jed­nak znie­wie­ścia­łym dwo­ra­kiem - prze­ciwnie, sły­nął z żela­znej woli i sza­leń­czej odwagi. Po upadku kraju Han w 230 r. p.?n.?e. liczący wtedy nie­spełna 20 lat Zhang Liang wolał pójść do lasu, niż dać się depor­to­wać do Qin. Dołą­czyli do niego krewni, przy­ja­ciele, klienci jego klanu, cze­ladź, a także garstka gwar­dzi­stów kró­lew­skich - w sumie ludzi. Gdy jego towa­rzy­sze zaczęli się wykru­szać, nie zawa­hał się wer­bo­wać pospo­li­tych prze­stęp­ców - jego zastępcą został nie­jaki Xiang Bo, poszu­ki­wany za mor­der­stwo. Oprócz polo­wa­nia na żoł­nie­rzy i urzęd­ni­ków Qin par­ty­zanci Zhang Lianga cza­sem także łupili podróż­nych na gościń­cach. Zdo­łali prze­trwać 12 lat wymy­ka­nia się obła­wom i oddział ich nawet urósł w siłę, gdyż na miej­sce każ­dego pole­głego docho­dzili nowi ochot­nicy.

W 218 r. p.?n.?e. Qin Szi­hu­angdi ponow­nie wyru­szył do wschod­nich pro­win­cji. Tym razem były to chyba bar­dziej waka­cje niż inspek­cja, gdyż celem podroży były Zhifu i Lan­gya, miej­sca, któ­rych piękno zauro­czyło władcę rok wcze­śniej. Zjed­no­czy­ciel Chin o mały włos nie przy­pła­cił tej wyprawy życiem... Zhang Liang wie­dział, że szar­pa­nie wojsk cesar­skich na dłuż­szą metę nic nie zmieni, dla­tego ni­gdy nie stra­cił z oczu swego głów­nego celu, jakim było zabi­cie władcy Qin, w nadziei, że na wieść o jego śmierci w Sze­ściu Kró­le­stwach doj­dzie do powszech­nego powsta­nia. Cho­ciaż tylko nie­wielu ludzi wal­czyło z nowym reżi­mem z bro­nią w ręku, liczni sym­pa­tycy szpie­go­wali dla par­ty­zan­tów i to nie tylko w daw­nym kró­le­stwie Han, ale nawet w sta­no­wią­cym serce impe­rium Kraju za Prze­łę­czami. Tym samym, gdy Pierw­szy Cesarz wyru­szył w drugą podróż na wschód, wieść o tym doszła także do kry­ją­cych się w lasach "wędrow­nych ryce­rzy" Zhang Lianga.

Regu­larny atak na powóz cesar­ski był nie­moż­liwy, gdyż władcy towa­rzy­szyła wie­lo­ty­sięczna eskorta. Mała grupa ludzi mogła jed­nak ukryć się w tłu­mie pod­da­nych, zbie­ra­ją­cych się na pobo­czu, aby pokło­nić się władcy i zoba­czyć spek­ta­ku­larny orszak. Zhang Liang od dawna obmy­ślał plany zama­chu - teraz, wie­dząc, kiedy i któ­rędy cesarz będzie prze­jeż­dżał, był gotów do akcji. Jed­nym z jego ludzi był siłacz Cang Hai, znany z ciska­nia kłód i mio­ta­nia cię­ża­rów. Zhang Liang kazał dla niego wykuć ogromny żela­zny młot, na wzór tych, któ­rych uży­wano do wbi­ja­nia pali w dna rzeki - tylko naj­sil­niejsi ludzie mogli go pod­nieść, nikomu zaś nie przy­szłoby na myśl, że można go cisnąć na kil­ka­na­ście metrów. Gdy orszak prze­jeż­dżał koło wio­ski Bolang­sza, w okręgu Yan­gwu (dawny kraj Wei), wśród pod­da­nych klę­czą­cych przy dro­dze zna­leźli się także Zhang Liang i jego mocarny kom­pan. Leżący na ziemi młot nie zwró­cił więk­szej uwagi - wielu innych zebra­nych także miało ze sobą roz­ma­ite narzę­dzia. Gdy wóz cesar­ski prze­jeż­dżał koło zama­chow­ców, Cang Hai zerwał się na równe nogi, zakrę­cił się kilka razy w koło i cisnął młot w pojazd. Pocisk prze­bił drew­nianą ścianę i zabił czło­wieka sie­dzą­cego w środku. Korzy­sta­jąc z zamie­sza­nia, obaj napast­nicy zdo­łali uciec.

Zamach się nie powiódł. W powo­zie, za zasu­nię­tymi zasło­nami, podró­żo­wał ubrany w cesar­skie szaty jeden z dwo­rzan i to on zgi­nął - sam władca jechał innym wozem, mniej rzu­ca­ją­cym się w oczy. Poszu­ki­wa­nia zama­chow­ców nie przy­nio­sły rezul­ta­tów. Zhang Liang zdo­łał unik­nąć zatrzy­ma­nia i usły­szymy jesz­cze o nim. Orszak cesar­ski dotarł bez dal­szych przy­gód do Zhifu, a następ­nie do Lan­gya, gdzie prace nad roz­bu­dową tarasu wido­ko­wego wła­śnie się skoń­czyły. Tam przez wiele dni władca i jego dwo­rzanie wsta­wali wcze­śnie rano, aby oglą­dać wschód słońca nad morzem. Następ­nie Pierw­szy Cesarz wró­cił do Xia­ny­ang - pro­sto w ramiona kolej­nego zama­chowca.

Wśród przy­mu­so­wych gości cesar­skich pała­ców był Gao Jianli, kom­po­zy­tor i muzyk z Yan, ostatni żyjący jesz­cze towa­rzysz zama­chowca Jing Ke12. Ośle­piony arty­sta czę­sto przy­gry­wał pod­czas uczt. Dzięki uda­wa­nej potul­no­ści Gao Jianli zdo­łał zmy­lić nad­zor­ców, wydrą­żył ramę harfy i obcią­żył ją oło­wiem gro­ma­dzo­nym przez lata skra­wek po skrawku, zamie­nia­jąc instru­ment w śmier­cio­no­śną broń. Gdy uznał, że jest gotów, w 218 r. p.?n.?e., po powro­cie cesa­rza z waka­cji zaata­ko­wał. Jeden z dwo­rzan prze­szko­dził jed­nak zama­chow­cowi i cios spadł na ramię władcy zamiast na głowę; cesarz odniósł tylko lekką ranę. Gao Jianli został stra­cony, tak jak słu­żący odpo­wie­dzialni za jego pil­no­wa­nie.

O ile wewnątrz impe­rium po zjed­no­cze­niu zapa­no­wał pokój, na pół­noc­nej gra­nicy sytu­acja wyglą­dała ina­czej. Koczow­nicy ste­powi Xion­gnu i Don­ghu szar­pali pogra­niczne obszary raj­dami, upro­wa­dza­jąc ludzi w nie­wolę, krad­nąc bydło i paląc całe wio­ski. Do ochrony pół­noc­nych pro­win­cji trzeba było zmo­bi­li­zo­wać dzie­siątki tysięcy żoł­nie­rzy - według kro­nik gar­ni­zony na tym obsza­rze liczyły na początku pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza aż 300 tysięcy ludzi (liczba praw­do­po­dob­nie prze­sa­dzona). Utrzy­ma­nie tej armii kosz­to­wało kro­cie. Aby zmniej­szyć ilość żoł­nie­rzy, cesarz roz­ka­zał jesz­cze w 220 r. p.?n.?e. roz­bu­do­wać i połą­czyć umoc­nie­nia gra­niczne, zarówno wznie­sione daw­niej przez Qin, jak i odzie­dzi­czone po kra­jach Zhao i Yan. Zada­nie powie­rzono gene­ra­łowi Meng Tian. Mimo mło­dego wieku (miał praw­do­po­dob­nie ok. 30 lat) ten pocho­dzący z rodu o dłu­giej tra­dy­cji woj­sko­wej dowódca13 wyro­bił sobie nie lada repu­ta­cję w cza­sie pod­boju Sze­ściu Kró­lestw.

Roboty pro­wa­dzili głów­nie żoł­nie­rze i zmo­bi­li­zo­wani do pracy chłopi, a także więź­nio­wie, któ­rych na sku­tek dra­koń­skich prze­pi­sów kodeksu kar­nego nie bra­ko­wało. Prace nad linią for­ty­fi­ka­cji zajęły pra­wie dzie­więć lat. Rezul­tat był impo­nu­jący, gdyż tym samym powstał na pół­nocy Chin pierw­szy jed­no­lity ciąg umoc­nień gra­nicz­nych, pro­to­pla­sta przy­szłego Wiel­kiego Muru. Wznie­sione wtedy for­ty­fi­ka­cje miały łącz­nie 2200 kilo­me­trów dłu­go­ści, ale róż­niły się bar­dzo od ist­nie­ją­cego do dziś muru wznie­sio­nego za dyna­stii Ming 1700 lat póź­niej. Były to wyso­kie wały z ubi­tej ziemi, któ­rej kolejne war­stwy wzmac­niano gałę­ziami drzew, zaś zewnętrzną stronę okła­dano gliną. Wieże obser­wa­cyjne i sygna­li­za­cyjne także wzno­szono z ubi­tej ziemi obło­żo­nej gliną lub z drewna - tylko cyta­dele przy głów­nych bra­mach i sie­dziby gar­ni­zo­nów budo­wano z cegły lub kamie­nia. Budowa wałów gra­nicz­nych kosz­to­wała jed­nak życie tysięcy ludzi, zmar­łych z wyczer­pa­nia i cho­rób.

Gra­nica połu­dniowa rów­nież nie była spo­kojna. Impe­rium gra­ni­czyło tam z trzema kra­jami zamiesz­ka­nymi przez narody, które Chiń­czycy nazy­wali Setką Ple­mion Yue14. Dwa z nich, kró­le­stwa Minyue i Don­gou15, utrzy­my­wały poko­jowe sto­sunki z mocar­nym sąsia­dem i pła­ciły try­but, tak jak wcze­śniej wład­com kraju Czu. Wsze­lako ple­miona Yue zamiesz­ku­jące roz­le­głe tery­to­rium16 poło­żone na połu­dnie i na zachód od tych dwóch kró­lestw wasal­nych - się­ga­jące nawet do dzi­siej­szego pół­noc­nego Wiet­namu - nie zamie­rzały uznać zwierzch­nic­twa cesa­rza, a także udzie­lały schro­nie­nia chiń­skim ucie­ki­nie­rom i szar­pały chiń­skie pogra­ni­cze łupież­czymi raj­dami. Qin Szi­hu­angdi uznał, iż nie można tole­ro­wać tej sytu­acji i w 219 r. p.?n.?e. gene­rał Tu Sui naje­chał zie­mie ple­mion Yue, pro­wa­dząc armię zło­żoną w znacz­nej czę­ści z wete­ra­nów zapra­wio­nych w bojach pod­czas pod­boju Sze­ściu Kró­lestw.

Kam­pa­nia oka­zała się trudna. Kraj, który Tu Sui pró­bo­wał pod­bić, zaj­mo­wał wielki obszar, w dużej czę­ści górzy­sty i pokryty gęstym lasem, prze­cięty licz­nymi rze­kami, czę­sto roz­le­wa­ją­cymi się w mokra­dła. Zie­mie te były rza­dziej zalud­nione niż Sześć Kró­lestw, przez co najeźdźcy mieli pro­blemy ze zdo­by­ciem żyw­no­ści, tym bar­dziej że miesz­kańcy kryli się w górach, lasach lub na bagnach, zabie­ra­jąc inwen­tarz i ziarno. Co wię­cej, kli­mat połu­dnia był dla ludzi z pół­noc­nych Chin nie­zdrowy i cho­roby zebrały wśród chiń­skich żoł­nie­rzy straszne żniwo. W odróż­nie­niu od "blitz­krie­gów" w Sze­ściu Kró­lestwach (230-221 p.?n.?e.), na dale­kim połu­dniu armia Qin ugrzę­zła. Obrońcy uni­kali wal­nej bitwy, cze­ka­jąc, aż cho­roby, brak zaopa­trze­nia i dezer­cje osła­bią najeźdź­ców. Była to sku­teczna stra­te­gia, gdyż nawet jeśli Tu Sui zajął część tery­to­rium ple­mion Yue, to nie zdo­łał roz­bić ich armii, zaś jego wła­sne woj­sko każ­dego mie­siąca top­niało jak śnieg na słońcu. W 218 r. p.?n.?e. ple­miona Yue zaata­ko­wały osła­bione woj­ska Qin z zasko­cze­nia i odnio­sły zwy­cię­stwo; gene­rał Tu Sui zgi­nął w walce.

Klę­ska odbiła się sze­ro­kim echem w impe­rium, doda­jąc otu­chy prze­ciw­ni­kom nowych porząd­ków. Cesarz zare­ago­wał nie­zwłocz­nie. Na dale­kie połu­dnie podą­żyła nowa armia, jesz­cze sil­niej­sza; dowódz­two objął gene­rał Ren Xiao, jego zastępcą został Zhao Tuo. Na potrzeby nowej kam­pa­nii prze­zna­czono ogromne środki - Ren Xiao dosta­wał tyle żoł­nie­rzy, broni i pie­nię­dzy, ile zażą­dał. Jed­no­cze­śnie rząd impe­rialny zajął się roz­wią­za­niem pro­blemu dostaw zaopa­trze­nia, roz­po­czy­na­jąc budowę arte­rii komu­ni­ka­cyj­nych.

Budowa dróg i mostów ruszyła z kopyta, ale bio­rąc pod uwagę, jak roz­le­głe było tery­to­rium ple­mion Yue, musiało to zająć wiele lat. Dla­tego w 218 r. p.?n.?e. roz­po­częto także prace nad dłu­gim na 36 kilo­me­trów kana­łem łączą­cym rzekę Xiang (jeden z dopły­wów Jangcy) z rzeką Li, która wpada do Rzeki Zachod­niej (Xijiang), ta zaś ucho­dzi do Rzeki Per­ło­wej - mimo iż wyko­pano go w tere­nie górzy­stym, inży­nie­ro­wie zna­leźli taką trasę, że nie­po­trzebna była ani jedna śluza! Z tego powodu nazwano go Magicz­nym Kana­łem - po wielu moder­ni­za­cjach jest cią­gle uży­wany. Był to kolejny, po kanale Han Gou (łączą­cym Jangcy i Huai), wyko­pa­nym przez kró­le­stwo Wu w V w. p.?n.?e., krok ku stwo­rze­niu śród­lą­do­wego sys­temu nawi­ga­cyj­nego łączą­cego baseny Rzeki Zachod­niej, Jangcy, Huai i Huang He17. Magiczny Kanał miał roz­wią­zać pro­blemy z zaopa­trze­niem armii Qin ope­ru­ją­cej na dale­kim połu­dniu, wyko­pa­nie go zajęło jed­nak cztery lata. W mię­dzy­cza­sie Ren Xiao i Zhao Tuo wal­czyli naj­le­piej, jak mogli, ale nie byli w sta­nie zadać ple­mio­nom Yue decy­du­ją­cego ciosu.

Wyklu­cza­jąc wojnę na połu­dniu, według kro­nik rok 217 p.?n.?e. był tak spo­kojny, że nie wyda­rzyło się nic god­nego odno­to­wa­nia. Jeśli rze­czy­wi­ście tak było, należy przy­znać, że Pierw­szy Cesarz i jego mini­stro­wie istot­nie zre­ali­zo­wali w znacz­nej czę­ści zamiar, jakim było stwo­rze­nie jed­no­li­tego, zjed­no­czo­nego i zwłasz­cza żyją­cego w pokoju impe­rium. Wydaje się to potwier­dzać zapis w kro­nikach doty­czący roku 216 p.?n.?e., gdzie wspo­mina się tylko trzy wyda­rze­nia. Cesarz zmie­nił nazwę dwu­na­stego mie­siąca w kalen­da­rzu, kazał posłać do każ­dej wio­ski w impe­rium (nawet naj­mniej­szej) poda­ru­nek w postaci ryżu i dwóch bara­nów i zaczął się wybie­rać na prze­chadzki inco­gnito po sto­licy, prze­brany w nie­po­zorne szaty i nie bio­rąc ze sobą wię­cej niż czte­rech ubra­nych po cywil­nemu gwar­dzi­stów. Władca był cie­kaw, jak żyją pod­dani i jak naprawdę wyglą­dają zapro­wa­dzone przez niego porządki. W cza­sie jed­nej z takich wypraw Pierw­szego Cesa­rza napa­dli w środku sto­licy ban­dyci i mało bra­ko­wało, a władca naj­więk­szego impe­rium ówcze­snego świata zgi­nąłby od noża rze­zi­mieszka! Jego gwar­dzi­ści poło­żyli napast­ni­ków tru­pem, ale sekretne wypady władcy poza pałac skoń­czyły się. Roz­wście­czony Pierw­szy Cesarz naka­zał prze­pro­wa­dzić na całym tery­to­rium impe­rium dwu­dzie­sto­dniową łapankę na prze­stęp­ców, zaś uję­tych ska­zy­wać na cięż­kie roboty.

W 215 r. p.?n.?e. cesarz wyru­szył w czwartą wielką podróż, kie­ru­jąc się ponow­nie naj­pierw na wschód, aby jesz­cze raz zoba­czyć morze, następ­nie skrę­cił na pół­noc, aby obej­rzeć dawne kró­le­stwa Yan i Zhao. Władca ewi­dent­nie był nie­mile zasko­czony tym, co zoba­czył w Zhao, gdyż wbrew jego roz­ka­zom nie­które mia­sta wciąż były oto­czone nie­tknię­tymi wałami obron­nymi, zaś na dro­gach i spław­nych rze­kach wciąż ist­niały bramy i prze­szkody, przy któ­rych pobie­rano nie­le­gal­nie myto. Pierw­szy Cesarz roz­ka­zał zro­bić wyłomy we wszyst­kich wałach obron­nych i znisz­czyć prze­szkody na szla­kach han­dlo­wych. Nie ma nato­miast żad­nej wzmianki o uka­ra­niu win­nych zanie­dbań i pobie­ra­nia nie­le­gal­nych opłat.

W cza­sie podróży po kraju Yan miał miej­sce incy­dent, nie­fi­gu­ru­jący w kro­ni­kach, ale zacho­wany w opo­wie­ściach ludo­wych na pół­nocy Chin. Prze­kaz ten jest na tyle reali­styczny i szcze­gó­łowy, że pra­wie na pewno u jego pod­łoża leżało praw­dziwe wyda­rze­nie - dla­tego warto tu przy­to­czyć Opo­wieść o tym, jak Pierw­szy Cesarz kota nama­lo­wał.

Miesz­kańcy kraju Yan nie byli zado­wo­leni z pod­boju przez Qin i cho­ciaż nie śmieli się otwar­cie bun­to­wać, dawali wyraz swym uczu­ciom poprzez zło­śliwe żarty i pio­senki, a także pomniej­sze akty nie­po­słu­szeń­stwa, jak obrzu­ca­nie nie­czy­sto­ściami sztan­da­rów cesar­skich, zdzie­ra­nie ofi­cjal­nych dekre­tów, a także "poli­tycz­nie nie­po­prawne" napisy i zwłasz­cza rysunki na ścia­nach, pło­tach, a nawet ska­łach w górach. Wśród tych ostat­nich szcze­gólną popu­lar­ność zdo­był Tygrys Domowy, rysu­nek przed­sta­wia­jący cher­la­wego, wyle­nia­łego i wyjąt­kowo żało­snego kota, któ­rego pręgi na mordce ukła­dały się w znaki mówiące wang, czyli "król" lub "władca", słowo, które więk­szość nawet nie­pi­śmien­nych ludzi była w sta­nie zro­zu­mieć. Sam rysu­nek był alu­zją, któ­rej sens tłu­ma­czyło zło­śliwe powie­dze­nie, znane pra­wie każ­demu miesz­kań­cowi Yan: Tygrys, cho­ciaż więk­szy, tak naprawdę jest tylko kotem i zawsze będzie tylko kotem - tyle że jed­nemu tygry­sowi się we łbie prze­wró­ciło, bo pręgi na pysku przy­pad­kiem mu się uło­żyły w sym­bol kró­lew­ski. Tak naprawdę więc tygrys jest dzi­kim kotem, tak samo jak kot jest Tygry­sem Domo­wym18.

Przed cesar­ską inspek­cją w Yan urzęd­nicy posta­rali się, aby kło­po­tliwe napisy i rysunki znik­nęły z trasy podróży - wsze­lako nec Her­cu­les con­tra plu­res i mimo ich wysił­ków Qin Szi­hu­angdi zoba­czył jed­nego Tygrysa Domo­wego z okna powozu. Ano­ni­mowy arty­sta ewi­dent­nie wło­żył w swoją pracę dużo serca, gdyż nama­lo­wane na ścia­nie stwo­rze­nie było wyjąt­kowo mizerne, żało­sne i paskudne. Na widok tego rysunku Pierw­szego Cesa­rza szlag tra­fił do tego stop­nia, że orszak już dalej tego dnia nie poje­chał, gdyż władca nie mógł usie­dzieć w powo­zie ze zło­ści i musiał się napić cze­goś moc­niej­szego w cza­sie, gdy roz­bi­jano obóz, a jego gwar­dzi­ści i miej­scowi urzęd­nicy pra­co­wi­cie zmy­wali kota ze ściany... Po wie­cze­rzy władca odpra­wił wszyst­kich, z wyjąt­kiem mini­stra Li Si, z któ­rym następ­nie długo się nara­dzał. Ku uldze dwo­rzan z cesar­skiego namiotu zaczęły w końcu docho­dzić grom­kie wybu­chy śmie­chu władcy, a nawet - co zda­rzało się naprawdę rzadko - samego Li Si, po czym mini­ster wyszedł z sze­ro­kim i nad­zwy­czaj nie­przy­jem­nym uśmie­chem na ustach, cesarz wezwał zaś słu­żą­cych, aby go roz­dziali przed wie­czor­nym spo­czyn­kiem.

Następ­nego dnia w całej pro­win­cji urzęd­nicy i żoł­nie­rze roz­po­częli akcję malo­wa­nia kotów na ścia­nach, pło­tach i ska­łach, wszę­dzie, gdzie były mosty, kładki, brody, promy i inne prze­prawy, a także przy wjaz­dach do miast, rogat­kach wio­sek, bra­mach na dro­gach, gdzie spraw­dzano doku­menty podróż­nych, etc. W każ­dym z tych miejsc sta­nęli żoł­nie­rze zaopa­trzeni w tęgie kije, a także urzęd­nicy lokalni wypo­sa­żeni w przy­bory do pisa­nia i torby. Każdy, kto chciał przejść, musiał uiścić nie­wielką opłatę i odpo­wie­dzieć na pyta­nie: Co to za zwie­rzę jest nama­lo­wane na ścia­nie? Jeśli ktoś odpo­wie­dział, że to kot, dosta­wał kilka razy kijem i musiał wra­cać na koniec kolejki, aby spró­bo­wać ponow­nie, rzecz jasna po uisz­cze­niu drugi raz opłaty. Dość szybko ludzie zna­leźli roz­wią­za­nie zagadki i spiesz­nie odpo­wia­dali: Szla­chetni pano­wie, to jest rzecz jasna tygrys, ba, mało tygrys, to nie jest zwy­kły tygrys, to jest tygrys nad tygrysy, to jest tygrys, jakiego świat nie widział, to jest tygrys, można by rzec, kró­lew­ski - ba, co tam kró­lew­ski, cesar­ski. Tak zaiste, jest to wielki, groźny i szla­chetny tygrys, szla­chetni pano­wie, jak naj­bar­dziej, nie ma co do tego żad­nej wąt­pli­wo­ści. Po kilku dniach koty zama­lo­wano lub zmyto, a pobie­ra­nia opłat zanie­chano, jed­nak ile razy gdzieś w kraju Yan poja­wiały się nie­po­korne napisy i rysunki, wła­dze lokalne natych­miast odpo­wia­dały malo­wa­niem kotów i pobie­ra­niem myta na dro­gach. Z cza­sem ludzie z Yan dali za wygraną - wszy­scy zdą­żyli się już przy­zwy­czaić do uła­twie­nia, jakim było znie­sie­nie myt i innych opłat dro­go­wych przez Pierw­szego Cesa­rza na początku pano­wa­nia, przez co cza­sowe przy­wró­ce­nie ich oka­zało się sku­teczną karą zbio­rową. Tygrysy Domowe prze­stały poja­wiać się w kraju Yan, ale popu­lar­no­ści władcy te wyda­rze­nia nie przy­spo­rzyły... Nato­miast na pół­nocy Chin do tej pory jest kilka miejsc noszą­cych nazwy Kocia Skała lub Wio­ska z Nama­lo­wa­nym Kotem.

Po zakoń­cze­niu inspek­cji w Yan władca odwie­dził także gene­rała Meng Tiana i przyj­rzał się wno­sze­niu pół­noc­nych wałów gra­nicz­nych. Tutaj miał wresz­cie powody do zado­wo­le­nia, gdyż prace postę­po­wały spraw­nie. Pod­czas narady z cesa­rzem Meng Tian zapro­po­no­wał, aby wypę­dzić koczow­ni­ków Xion­gnu z zakola Huang He i zagar­nąć tę część wyżyny Ordos, któ­rej cesar­stwo jesz­cze nie kon­tro­lo­wało. Pozwo­li­łoby to, zamiast budo­wać wały prze­ci­na­jące Ordos, wznieść umoc­nie­nia wzdłuż połu­dnio­wego brzegu rzeki i następ­nie lepiej kon­tro­lo­wać gra­nicę, gdyż Huang He speł­nia­łaby wtedy funk­cję natu­ral­nej fosy. Cesa­rzowi spodo­bał się ten pomysł, ale roz­ka­zał gene­ra­łowi pocze­kać na for­malną decy­zję, gdyż kam­pa­nia taka wyma­gała posił­ków. Po inspek­cji pogra­ni­cza władca wró­cił do Xia­ny­ang i wkrótce potem Meng Tian otrzy­mał nie­zbędne oddziały i roz­kazy. Pod­bój zakola Rzeki Żół­tej prze­pro­wa­dzono jesz­cze przed koń­cem 215 r. p.?n.?e.

Kam­pa­nia ta miała daleko idące kon­se­kwen­cje, któ­rych w Chi­nach nie prze­wi­dziano. Pobity przez Meng Tiana wódz Xion­gnu imie­niem Tumen zabrał swój lud na pół­noc i zaata­ko­wał domi­nu­jącą na ste­pach hordę Yuezhi, zry­wa­jąc zawarty wcze­śniej pokój. Tym samym wydał wyrok na jed­nego ze swych synów, Maoduna, który od zawar­cia pokoju prze­by­wał jako zakład­nik wśród Yuezhi. Władca tych ostat­nich nie zabił jed­nak będą­cego na jego łasce księ­cia, lecz wypu­ścił go i dał mu dru­żynę wojow­ni­ków, chcąc wywo­łać wojnę domową wśród Xion­gnu. Zdra­dzony przez ojca i spra­gniony zemsty Maodun pobił i prze­cią­gnął na swą stronę wielu wodzów dotąd posłusz­nych Tume­nowi. Nie mogąc poko­nać syna, Tumen pogo­dził się z nim i wyzna­czył go swym następcą. Parę lat póź­niej Maodun doko­nał prze­wrotu, ujął i kazał spa­lić żyw­cem ojca oraz wszyst­kich swych braci, następ­nie zaś ude­rzył na Yuezhi. Na dale­ko­wschod­nich ste­pach wybu­chła wtedy mor­der­cza walka mię­dzy dwiema potęż­nymi kon­fe­de­ra­cjami ple­mion, pierw­sza na taką skalę, o któ­rej zacho­wały się wzmianki. Zajęci woj­nami Xion­gnu znik­nęli na dłuż­szy czas Chiń­czy­kom z pola widze­nia - ale wiele lat póź­niej Maodun miał im się bar­dzo gwał­tow­nie przy­po­mnieć.

Meng Tian kon­tro­lo­wał jedną z dwóch głów­nych armii od wielu lat i ni­gdy nie dał cesa­rzowi powo­dów, aby wąt­pił w jego lojal­ność. Wywią­zał się także wzo­rowo z powie­rzo­nych mu zadań, władca więc nie tylko zadbał o nagrodę dla niego samego, ale wyniósł jego młod­szego brata, Meng Yi, do pozy­cji mini­stra i swego głów­nego współ­pra­cow­nika. Jak napi­sano w kro­ni­kach, Meng Yi jechał za powo­zem cesa­rza, gdy ten podró­żo­wał, i stał za jego tro­nem, gdy ten udzie­lał audien­cji, dorów­nu­jąc tym samym wpły­wami Li Si.

Po zapo­zna­niu się z dzie­jami pierw­szych lat pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza można odczuć pewne zdzi­wie­nie. Imię Qin Szi­hu­angdi jest koja­rzone zazwy­czaj z wiel­kim zdo­bywcą i refor­ma­to­rem, ale także sady­stycz­nym i kapry­śnym tyra­nem. Wsze­lako opis lat 221-215 p.?n.?e. nijak nie przy­staje do tej opi­nii - prze­ciw­nie, bio­rąc pod uwagę ogólną bru­tal­ność praw i zwy­cza­jów tam­tych cza­sów, Pierw­szy Cesarz jawi się jako władca surowy, a także nie­wąt­pli­wie mega­lo­man, ale by­naj­mniej nie tyran i okrut­nik. Nie ma prze­sła­nek świad­czą­cych, iż w cza­sie pierw­szych sze­ściu lat jego pano­wa­nia po zjed­no­cze­niu doszło do bun­tów lub zna­czą­cych nie­po­ko­jów, a to ozna­cza, iż nowe porządki były co naj­mniej tole­ro­wane, a być może nawet zostały przez wielu ludzi przy­jęte przy­chyl­nie. Koniec nie­ustan­nych wojen mię­dzy chiń­skimi pań­stwami, a co za tym idzie znaczne ogra­ni­cze­nie tak pre­sji fiskal­nej, jak i poboru do woj­ska, na pewno przy­nio­sły sze­ro­kim rze­szom lud­no­ści wielką ulgę. Reforma rolna i par­ce­la­cja posia­dło­ści nale­żą­cych do ary­sto­kra­cji Sze­ściu Kró­lestw musiały być popu­larne wśród rze­szy bez­rol­nych wyrob­ni­ków, któ­rzy po uwłasz­cze­niu mogli gospo­da­rzyć na swoim. Znie­sie­nie gra­nic mię­dzy daw­nymi kra­jami i wszel­kich barier wewnętrz­nych na dro­gach i rze­kach spra­wiło, że znik­nęły cła, myta i inne obcią­że­nia hamu­jące han­del. W rezul­ta­cie pierw­sze lata po zjed­no­cze­niu były okre­sem żywio­ło­wego roz­woju gospo­dar­czego, tym więk­szego, że Pierw­szy Cesarz wyko­rzy­stał część zdo­by­czy wojen­nej na sfi­nan­so­wa­nie pro­gramu robót publicz­nych, co jesz­cze bar­dziej nakrę­ciło koniunk­turę. Nawet dra­koń­ski kodeks karny był do pew­nego stop­nia akcep­to­wany, gdyż ban­dyci byli z powo­dów oczy­wi­stych powszech­nie znie­na­wi­dzeni.

Wszystko to jed­nak zmie­niło się w końcu 215 r. p.?n.?e. Następne lata pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza były dia­me­tral­nie odmienne od opi­sa­nych poprzed­nio. Zmiana była tak gwał­towna i nagła, że musiało leżeć u jej pod­łoża wyda­rze­nie wiel­kiej wagi. Patrząc na dal­szy roz­wój wypad­ków, w mojej opi­nii tylko jedna rzecz mogła mieć tak daleko idące kon­se­kwen­cje -?w wieku zale­d­wie 44 lat Pierw­szy Cesarz gwał­tow­nie pod­upadł na zdro­wiu. Tym samym, zamiast jak dotych­czas mieć per­spek­tywę dłu­giego pano­wa­nia, musiał liczyć się z moż­li­wo­ścią, że umrze, zanim nawet zosta­nie ukoń­czony jego monu­men­talny gro­bo­wiec na górze Li... Pogor­sze­nie stanu zdro­wia władcy nie byłoby niczym nad­zwy­czaj­nym, jeśli wziąć pod uwagę pro­wa­dzony przez niego nie­zwy­kle wyczer­pu­jący tryb życia. Pierw­szy Cesarz od początku obję­cia oso­bi­stych rzą­dów (w 238 r. p.?n.?e., gdy jesz­cze był tylko kró­lem Qin) sypiał zazwy­czaj nie wię­cej niż cztery godziny dzien­nie i pra­co­wał prak­tycz­nie bez prze­rwy, sie­dem dni w tygo­dniu. Nało­żył sobie także dzienną normę 60 kg doku­men­tów19 do roz­pa­trze­nia, bez wyro­bie­nia któ­rej nie kładł się spać (z wyjąt­kiem ostat­nich dwóch lat życia, o któ­rych będzie mowa dalej).

Pierw­szą prze­słanką pozwa­la­jącą przy­pusz­czać, że w 215 r. p.?n.?e. Pierw­szemu Cesa­rzowi śmierć zaj­rzała w oczy, jest nagłe zna­cze­nie, jakiego na dwo­rze nabrało poszu­ki­wa­nie magicz­nych elik­si­rów lecz­ni­czych oraz sekre­tów dłu­go­wiecz­no­ści i nie­śmier­tel­no­ści. W tych cza­sach tao­iści nauczali, że daleko na zachod­nim oce­anie leżą trzy Wyspy Nie­śmier­tel­nych noszące nazwy Pen­glai, Fang­zhang i Ying­zhou, zamiesz­kane przez ludzi dosko­na­łych, któ­rzy zwy­cię­żyli wszel­kie cho­roby, a nawet śmierć, głów­nie przez spo­ży­wa­nie magicz­nych roślin rosną­cych tylko na tym archi­pe­lagu.

Pierw­szym, który jesz­cze w 219 r. p.?n.?e. wspo­mniał władcy o Wyspach Nie­śmier­tel­nych i ich sekre­tach, był tao­ista z Qi imie­niem Xu Fu. Potra­fił on tak zręcz­nie przed­sta­wić sprawę władcy, że otrzy­mał do dys­po­zy­cji flo­tyllę okrę­tów, sporą sumę pie­nię­dzy, a także załogę zło­żoną z kilku tysięcy szcze­gól­nie uro­dzi­wych mło­dych męż­czyzn i dziew­cząt, wybra­nych spo­śród rodzin szla­chec­kich. Xu Fu istot­nie wyru­szył na wyprawę na zachod­nie morze, ale - jak łatwo się domy­ślić - wró­cił po kilku mie­sią­cach z niczym.

Cesarz nie­spe­cjal­nie prze­jął się jego nie­po­wo­dze­niem. Nie wydaje się, żeby na początku pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi przy­wią­zy­wał do tej sprawy wielką wagę, prze­ciw­nie, był to tylko jeden z jego pro­jek­tów poszu­ki­wa­nia magicz­nych przed­mio­tów i mistycz­nych sekre­tów. Władca kazał m.in. nur­kom i ryba­kom z linami i hakami prze­szu­kać dna rzek w oko­licy Loy­ang, daw­nej sto­licy kró­lew­skiej, w nadziei, iż odnaj­dzie dzie­więć świę­tych trój­no­gów będą­cych sym­bo­lem wła­dzy kró­lów z dyna­stii Xia, Szang i Zhou20. Wyna­jął także wielu ludzi do poszu­ki­wa­nia i roz­ko­py­wa­nia gro­bow­ców w daw­nym kraju Wu, pra­gnąc odna­leźć legen­darną kolek­cję mie­czy króla Helu21 z Wu. W cza­sie tych ostat­nich poszu­ki­wań wyko­pano w Wu m.in. jeden kra­ter szcze­gól­nie impo­nu­ją­cych roz­mia­rów, ale nic nie zna­le­ziono - gdy po zakoń­cze­niu prac wykop napeł­nił się powoli wodą, powstało spore jeziorko, które zło­śliwi wie­śniacy nazwali Mie­czo­wym Sta­wem i poka­zy­wali je prze­jezd­nym jesz­cze przez wiele wie­ków... Nie ma wzmia­nek w kro­ni­kach o karach dla tych dwo­rzan i urzęd­ni­ków, któ­rzy przez pierw­sze lata pano­wa­nia cesa­rza inten­syw­nie szu­kali zagi­nio­nych skar­bów i nad­przy­ro­dzo­nych sekre­tów, nie znaj­du­jąc ani jed­nego. Ewi­dent­nie władca trak­to­wał te poszu­ki­wa­nia głów­nie jako hobby.

Zmie­niło się to rady­kal­nie pod koniec 215 r. p.?n.?e. Cesarz wezwał tao­istów pro­wa­dzą­cych bada­nia nad mistycz­nymi rytu­ałami i "magicz­nymi" elik­si­rami - byli to Mistrz Hu, Mistrz Lu, Mistrz Szi i nie­jaki Han Zhong. Wszy­scy otrzy­mali roz­kaz wyru­sze­nia na morze i poszu­ki­wa­nia Wysp Nie­śmier­tel­nych. Eks­pe­dy­cja Han Zhonga zagi­nęła bez śladu, pozo­stali wró­cili z niczym. Cesarz roz­kazał wtedy uczo­nym pro­wa­dzić bada­nia nad lekar­stwami prze­dłu­ża­ją­cymi życie, zaczął także wzy­wać do Xia­ny­ang dodat­ko­wych leka­rzy, uzdro­wi­cieli i tao­istów. Natu­ralną koleją rze­czy na dwór zaczęli ścią­gać także wszel­kiego rodzaju szar­la­tani, któ­rzy zwę­szyli moż­li­wość łatwego zarobku. Wkrótce nad nowymi lekar­stwami i poszu­ki­wa­niami elik­siru nie­śmier­tel­no­ści pra­co­wało na dwo­rze kilka tysięcy ludzi.

Cesarz kazał także przy­spie­szyć ope­ra­cje woj­skowe, nie oglą­da­jąc się już na koszty ani budże­towe, ani ludz­kie. Na fron­cie połu­dnio­wym Ren Xiao dostał jesz­cze wię­cej żoł­nie­rzy i roz­kaz poko­na­nia ple­mion Yue jak naj­szyb­ciej, bez względu na straty. Prze­waga liczebna wojsk Qin stała się tym samym miaż­dżąca - co wię­cej, w 214 r. p.?n.?e. ukoń­czono wresz­cie prze­ko­py­wa­nie Magicz­nego Kanału, co roz­wią­zało pro­blem zaopa­trze­nia w żyw­ność kolo­sal­nej armii ope­ru­ją­cej na dale­kim połu­dniu. Ple­miona Yue sta­wiły zacie­kły opór, ale ani odwaga, ani wysoka jakość ich broni22, ani uży­wa­nie słoni bojo­wych nie uchro­niły ich przed pod­bo­jem. Do końca 213 r. p.?n.?e. impe­rium Qin objęło więk­szość dzi­siej­szych połu­dnio­wych Chin, łącz­nie z doli­nami Rzeki Zachod­niej i Rzeki Czer­wo­nej (pół­nocny Wiet­nam). Nie­jako z roz­pędu Ren Xiao wysa­dził nawet desant na Haj­na­nie, ale zaję­cie całej tej dużej, górzy­stej i zamiesz­ka­nej przez wojow­ni­cze ple­miona wyspy oka­zało się nie­moż­liwe, przez co wła­dza cesar­ska roz­cią­gała się tylko na nad­brzeżne forty.

Przy­spie­szony pod­bój dale­kiego połu­dnia był kosz­towny. W walce i od cho­rób tro­pi­kal­nych zgi­nęły dzie­siątki tysięcy żoł­nie­rzy; kolo­ni­ści także ucier­pieli od epi­de­mii i wkrótce wielu ucie­kło z powro­tem na pół­noc. Władca roz­ka­zał wtedy prze­pro­wa­dzić w cesar­stwie łapankę na dezer­te­rów i ucie­ki­nie­rów, a także ludzi uchy­la­ją­cych się od pła­ce­nia podat­ków, ban­kru­tów odpra­co­wu­ją­cych długi jako fak­tycz­nie nie­wol­nicy wie­rzy­cieli, skle­pi­ka­rzy i han­dla­rzy nie­prze­strze­ga­ją­cych ofi­cjal­nych cen lub fał­szu­ją­cych wagi, wresz­cie wszyst­kich, któ­rym można było zarzu­cić jakie­kol­wiek wykro­cze­nie. Zebrano ponoć w ten spo­sób aż 300 tysięcy ludzi i wszyst­kich zesłano wraz z rodzi­nami na połu­dnie. Bio­rąc pod uwagę, że każdy guber­na­tor pro­win­cji dostał kon­tyn­gent, który musiał dostar­czyć, jest pewne, że wielu ludzi zgar­nięto pod fał­szy­wymi pre­tek­stami. Wielka branka do woj­ska i masowe depor­ta­cje na połu­dnie w latach 215-213 p.?n.?e. ogrom­nie zaszko­dziły nowemu reżi­mowi.

Nie było to jedyne przy­spie­sze­nie - rów­nież na fron­cie pół­noc­nym w 214 r. p.?n.?e. Meng Tian otrzy­mał roz­kaz pod­boju kilku regio­nów gra­nicz­nych. Celem było prze­su­nię­cie gra­nicy impe­rium, tak by oprzeć ją na punk­tach łatwiej­szych do obrony i umoż­li­wia­ją­cych lep­szą obser­wa­cję ste­pów (głów­nie kilka gór) oraz skró­ce­nie for­ty­fi­ka­cji gra­nicz­nych, tak aby wyma­gały mniej­szego gar­ni­zonu. Uchwy­cono także kilka przy­czół­ków na pół­noc­nym brzegu Huang He, na pół­noc­nym krańcu wiel­kiego zakola, gdzie zbu­do­wano for­tece połą­czone mostami z połu­dnio­wym brze­giem - były to punkty wypa­dowe dla eks­pe­dy­cji kar­nych prze­ciw koczow­ni­kom. Trzeba było tym samym wznieść nowe odcinki wałów oraz roz­bu­do­wać sieć dróg, aby umoż­li­wić tak szyb­sze podró­żo­wa­nie armii, jak i przy­szłe zalud­nie­nie tych ziem kolo­ni­stami. Do robót nad wałami i dro­gami zesłano na pół­noc dal­sze setki tysięcy ska­zań­ców.

Prawa Qin były surowe, jed­nak nawet one nie pozwa­lały dostar­czyć takiej ilo­ści więź­niów, aby jed­no­cze­śnie zaspo­koić potrzeby kolo­ni­za­cji oraz wiel­kich robót na pół­nocy i na połu­dniu. W kon­se­kwen­cji w latach 214-213 p.?n.?e. kodeks karny zaostrzono, zaś guber­na­to­rzy pro­win­cji tak czy ina­czej ska­zy­wali pod byle pre­tek­stem albo i bez pre­tek­stu, tysiące ludzi na zsyłkę, gdy nie mogli wysłać nało­żo­nego na nich kon­tyn­gentu. Gdy zaczęły się pierw­sze nie­po­koje i szem­ra­nia, w 213 r. p.?n.?e. aresz­to­wano dzie­siątki tysięcy urzęd­ni­ków niskiego szcze­bla, zarzu­cono im wyda­wa­nie nie­spra­wie­dli­wych wyro­ków i też zesłano do prac przy wałach gra­nicz­nych lub depor­to­wano jako kolo­ni­stów na dale­kie połu­dnie.

Karani dłu­go­let­nimi wyro­kami cięż­kich robót za byle prze­wi­nie­nie ludzie sta­no­wili także gros siły robo­czej, która pra­co­wała przy innych pro­jek­tach Pierw­szego Cesa­rza, jak roz­bu­dowa Xia­ny­ang, wzno­sze­nie nowych pała­ców i przy­go­to­wy­wa­nie monu­men­tal­nego mau­zo­leum władcy. Wszyst­kie te prace przy­spie­szono w latach 215-214 p.?n.?e. W rezul­ta­cie podobno przez sam tylko owiany ponurą sławą gigan­tyczny obóz pracy dla katorż­ni­ków na górze Li, skąd czer­pano kamień m.in. do wzno­szo­nego nie­opo­dal gro­bowca cesa­rza, prze­wi­nęło się ponad 700 tysięcy ska­zań­ców w ciągu 10 lat!

Logiczną koleją rze­czy od 215 r. p.?n.?e. w kraju zaczęła nara­stać nie­na­wiść do reżimu Qin. Być może wła­śnie dla­tego poli­cji ni­gdy nie udało się zła­pać wielu poszu­ki­wa­nych opo­zy­cjo­ni­stów, takich jak opi­sany już Zhang Liang z kraju Han. Wśród innych poszu­ki­wa­nych bez skutku prze­ciw­ni­ków reżimu byli Zhang Er i Czen Yu, szlach­cice z kraju Wei, któ­rzy unik­nęli zatrzy­ma­nia, wstę­pu­jąc pod przy­bra­nymi nazwi­skami do admi­ni­stra­cji jako drobni urzęd­nicy. Kil­ka­krot­nie zda­rzyło im się w ramach obo­wiąz­ków służ­bo­wych malo­wać na ścia­nach budyn­ków obwiesz­cze­nia o nagro­dzie za ich uję­cie... Na połu­dniu, w kraju Czu, ukry­wało się wielu zruj­no­wa­nych kon­fi­skatą ziem szlach­ci­ców. Naj­znacz­niej­szym z nich był Xiang Liang, znany i popu­larny wśród miesz­kań­ców połu­dnia, gdyż wywo­dził się z jed­nego z naj­bar­dziej sta­ro­żyt­nych rodów kraju Czu. Jego ojcem był gene­rał Xiang Yan, który jako jedyny zdo­łał w latach 224-223 p.?n.?e. powstrzy­mać na krótki czas zwy­cię­ski pochód wojsk Qin, zanim w końcu został poko­nany i poległ - wete­rani z jego armii wciąż czę­sto poczu­wali się do lojal­no­ści wobec jego klanu. Mimo iż poli­cja cesar­ska inten­syw­nie go tro­piła, Xiang Liang zebrał liczącą parę tysięcy ludzi grupę spi­skow­ców, któ­rzy zgro­ma­dzili broń w kry­jów­kach i cze­kali na spo­sob­ność do wznie­ce­nia buntu. Wraz z nim ukry­wał się jego osie­ro­cony mało­letni bra­ta­nek Xiang Yu, o któ­rym jesz­cze będzie obszer­nie mowa dalej.

Opi­sane tu wyda­rze­nia nie są jedy­nymi prze­słan­kami pozwa­la­ją­cymi przy­pusz­czać, że cesarz gwał­tow­nie pod­upadł na zdro­wiu, przez co w jego oto­cze­niu zaczęto myśleć o kwe­stii suk­ce­sji. W 213 r. p.?n.?e. na dwo­rze w Xia­ny­ang doszło do brze­mien­nego w skutki wyda­rze­nia. Zaczęło się nie­win­nie - cesarz zapro­sił bli­skich współ­pra­cow­ni­ków, zaufa­nych dwo­rzan i uczo­nych (w sumie 70 osób) na wie­cze­rzę. Gdy wszy­scy już sobie pod­je­dli i pod­pili, uczony imie­niem Czu­nyu Yue, pocho­dzący z kraju Qi spe­cja­li­sta od histo­rii sta­ro­żyt­nej, wstał i prze­mó­wił w te słowa: Kró­lo­wie z rodów Szang i Zhou pano­wali przez tysiące lat, gdyż nada­wali lenna swoim bra­ciom i synom, a także zasłu­żo­nym mini­strom, aby im poma­gali i wspie­rali ich. Dziś Wasza Wyso­kość posiada wszystko mię­dzy Czte­rema Morzami, a jed­nak młodsi bra­cia i syno­wie Waszej Wyso­ko­ści są takimi samymi pod­da­nymi jak inni. Gdyby nagle wystą­pili prze­ciw Waszej Wyso­ko­ści uzur­pa­to­rzy, jak Tian Heng z Qi23 lub Sześć Eks­ce­len­cji z Jin24, nikt nie przy­szedłby z pomocą i jak Wasza Wyso­kość zdo­łałby się oca­lić? Ni­gdy nie sły­sza­łem o przed­się­wzię­ciu, które by się powio­dło, jeśli nie naśla­do­wało wzo­rów ze sta­ro­żyt­nej prze­szło­ści. A ci, któ­rzy twier­dzą ina­czej, są zwy­kłymi pochleb­cami utwier­dza­ją­cymi Waszą Wyso­kość w jego błę­dach, a nie lojal­nymi pod­da­nymi.

To zaska­ku­jące wystą­pie­nie było czymś wię­cej niż zaga­je­niem do dys­ku­sji o poli­tyce w cza­sie uczty. Dla cesa­rza sta­no­wiło ono sygnał ostrze­gaw­czy, poka­zu­jący, iż jego pre­stiż i auto­ry­tet pod­upa­dły tak bar­dzo, że oto ktoś waży się go publicz­nie wzy­wać do zerwa­nia z pro­wa­dzoną dotąd poli­tyką. Było jasne, że Czu­nyu Yue nie ośmie­liłby się skry­ty­ko­wać poli­tyki cesar­skiej, gdyby nie stali za nim ludzie wyżej posta­wieni i na tyle wpły­wowi, że prze­zwy­cię­żył obawę przed nie­ła­ską i karą. Tylko człon­ko­wie klanu cesar­skiego i naj­wyżsi dygni­ta­rze mieli tak silną pozy­cję - tym samym władca zro­zu­miał, iż jego rodzina i oto­cze­nie liczą się z jego rychłym zgo­nem i upo­mi­nają się o roz­da­nie apa­naży mają­cych zapew­nić jego krew­nym i głów­nym mini­strom przy­szły byt i bez­pie­czeń­stwo. To ozna­cza­łoby jed­nak uni­ce­stwie­nie jego dzieła, jakim było utwo­rze­nie scen­tra­li­zo­wa­nego, jed­no­li­tego pań­stwa poprzez likwi­da­cję daw­nej struk­tury kra­jów wasal­nych, tak jak zapi­sano to na kolum­nie w Lan­gya (patrz wyżej).

Na wystą­pie­niu Czu­nyu Yue uczta się zakoń­czyła, gdyż cesarz podzię­ko­wał obec­nym i pozwo­lił im odda­lić się, jed­no­cze­śnie wzy­wa­jąc mini­strów na ple­narne posie­dze­nie gabi­netu następ­nego dnia rano. Sam nie udał się na spo­czy­nek, lecz spę­dził więk­szość nocy pra­cu­jąc. Towa­rzy­szył mu Li Si, wtedy już Kanc­lerz Lewej Strony (nie wiemy nie­stety, kiedy został awan­so­wany), a co za tym idzie drugi czło­wiek w pań­stwie po władcy; wystą­pie­nie Czu­nyu Yue godziło rów­nież w niego i dzieło jego życia. Praw­do­po­dob­nie tej nocy w Xia­ny­ang rów­nież i inni dygni­ta­rze, dwo­rza­nie, ksią­żęta krwi, ich rodziny i cze­ladź nie spali zbyt długo - nie wia­domo było, co cesarz i główny ide­olog reżimu przy­go­to­wują, ale nikt nie wąt­pił, że następny dzień zosta­nie na długo zapa­mię­tany w dzie­jach impe­rium.

Poranne posie­dze­nie rządu trwało krótko. Nie było dys­ku­sji - władca udzie­lił od razu głosu Li Si, aby przed­sta­wił edykt, nad któ­rym on sam i jego główny współ­pra­cow­nik pra­co­wali przez więk­szość nocy. Li Si prze­mó­wił w te słowa: Każdy z Pię­ciu Cesa­rzy25 miał inne spo­soby rzą­dze­nia kra­jem, tak jak Trzy Dyna­stie (Xia, Szang i Zhou) nie dzie­dzi­czyły wzor­ców po poprzed­ni­kach, lecz każda urzą­dzała świat według wła­snych potrzeb. Nie ozna­cza to, że jedni mylili się, a inni mieli rację, lecz czasy, w jakich żyli, były inne. I oto dziś Jego Wyso­kość doko­nał wiel­kiego dzieła i zdo­był chwałę, która prze­trwa dzie­sięć tysięcy poko­leń - to prze­kra­cza poję­cie ogra­ni­czo­nego kon­fu­cja­ni­sty (tzn. Czu­nyu Yue).

Co wię­cej, Czu­nyu Yue odwo­łuje się do przy­kładu Trzech Dyna­stii. A cze­muż to mia­łyby one być godne naśla­do­wa­nia? Czy dla­tego, że w daw­nych cza­sach władcy wasalni wciąż wal­czyli mię­dzy sobą i potrze­bu­jąc uczo­nych, prze­ści­gali się w kupo­wa­niu ich usług wiel­kimi nagro­dami? Teraz jed­nak świat został zjed­no­czony, a prawa i prze­pisy pocho­dzą z jed­nego źró­dła. Pospól­stwo winno myśleć o rol­nic­twie i rze­mio­śle, zaś szlachta winna stu­dio­wać prawa, prze­pisy i zakazy. Dziś jed­nak ci uczeni (kon­fu­cja­ni­ści) zamiast żyć współ­cze­sno­ścią, pole­gają tylko na tra­dy­cjach sta­ro­żyt­nych, wyko­rzy­stu­jąc je, aby kry­ty­ko­wać nowe porządki i siać zamęt wśród czar­no­gło­wych (pospól­stwa).

Ja, kanc­lerz, pod­dany Waszej Wyso­ko­ści, sta­wia­jąc swoje życie na szali, twier­dzę, iż w cza­sach sta­ro­żyt­nych świat był podzie­lony i pogrą­żony w cha­osie, przez co wielu wład­ców wasal­nych się­gało po hege­mo­nię jed­no­cze­śnie. Wszy­scy opie­rali się na naukach sta­ro­żyt­nych i wielu pustych sło­wach, aby zamą­cić obraz współ­cze­snej im rze­czy­wi­sto­ści. Każdy szedł za swym rozu­mem i za nic miał edykty władcy. Dziś jed­nak Cesarz, zjed­no­czyw­szy świat, odróż­nił białe od czar­nego i usta­no­wił jeden auto­ry­tet. Oni jed­nak (kon­fu­cja­ni­ści) pozo­stają przy swo­ich naukach i zbie­rają się, aby kry­ty­ko­wać jego prawa i poucze­nia. Na dwo­rze kry­ty­kują je w ser­cach - na zewnątrz kry­ty­kują je na uli­cach. Kry­ty­ku­jąc władcę, chcą zdo­być roz­głos, zaś pro­te­stu­jąc prze­ciw rzą­dowi, pozują na wiel­kich mędr­ców. Pod­że­gają swo­ich uczniów do sze­rze­nia oszczerstw. Jeśli nie położy się temu kresu, auto­ry­tet władcy zosta­nie pod­wa­żony i powstaną zwal­cza­jące się frak­cje. Należy więc ich (uczo­nych) ukró­cić!

Po wyło­że­niu tych argu­men­tów ide­olo­gicz­nych kanc­lerz prze­szedł do meri­tum i przed­sta­wił nastę­pu­jący pro­jekt edyktu, który miał pozo­stać w pamięci potom­nych jako naj­słyn­niej­sza i jedna z naj­czar­niej­szych kart pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza.

Wno­szę, aby Wasza Wyso­kość naka­zał spa­le­nie zacho­wa­nych w archi­wach wszyst­kich kro­nik histo­rycz­nych, poza tymi, które pocho­dzą z Qin. Spa­lone także winny być wszyst­kie dzieła, doku­menty i pie­śni Stu Szkół (nur­tów filo­zo­ficz­nych) poza tymi, które są nie­zbędne dla Biura Eru­dy­tów26. Wszyst­kie ich kopie posia­dane przez pod­da­nych winny być przy­nie­sione guber­na­to­rom i komen­dan­tom do spa­le­nia. Każdy, kto będzie dys­ku­to­wał o (tych) doku­men­tach i pie­śniach, winien zostać publicz­nie stra­cony na rynku. Wszy­scy, któ­rzy będą powo­ły­wać się na sta­ro­żyt­ność, aby kry­ty­ko­wać nowy ład, zostaną stra­ceni wraz z rodzi­nami. Urzęd­nicy wie­dzący o popeł­nie­niu takiego prze­stęp­stwa i nie­re­agu­jący będą karani tak samo jak główni wino­wajcy. Edykt ma zostać zre­ali­zo­wany w ciągu trzy­dzie­stu dni od ogło­sze­nia - a każdy, kto po tym cza­sie nie spali swo­ich ksią­żek, zosta­nie nazna­czony tatu­ażem prze­stęp­ców i zesłany na cięż­kie roboty. Zakaz posia­da­nia ksią­żek nie doty­czy jedy­nie dzieł o medy­cy­nie, wróż­biar­stwie, rol­nic­twie i leśnic­twie. Jeśli zaś ktoś chce się kształ­cić, winien pobie­rać nauki u mia­no­wa­nych w tym celu urzęd­ni­ków.

Po wysłu­cha­niu kanc­le­rza Pierw­szy Cesarz powie­dział tylko jedno słowo: Apro­buję. Na tym posie­dze­nie się zakoń­czyło.

Edykt ten nie dopro­wa­dził do cał­ko­wi­tego znisz­cze­nia sta­ro­żyt­nych kro­nik i dzieł, gdyż wiele kopii ukryto. Rejestr biblio­teki cesar­skiej spo­rzą­dzony 200 lat póź­niej, już za cza­sów dyna­stii Han, zawiera 524 tytuły dzieł, które powinny zostać znisz­czone, ale które prze­trwały wystar­cza­jąco długo, aby docze­kać odwo­ła­nia edyktu (nie­stety więk­szość z nich nie zacho­wała się do dzi­siaj). Nie­wąt­pli­wie jed­nak, ogra­ni­cza­jąc ilość ist­nie­ją­cych kopii, Pierw­szy Cesarz przy­czy­nił się do zagi­nię­cia więk­szo­ści spu­ści­zny chiń­skiej sta­ro­żyt­no­ści z cza­sów przed zjed­no­cze­niem.

Spa­le­nie ksią­żek z 213 r. p.?n.?e. jest zazwy­czaj przy­ta­czane ze zgrozą jako naj­strasz­niej­szy przy­kład tyra­nii Pierw­szego Cesa­rza, rza­dziej nato­miast zwraca się uwagę na te dwa zda­nia edyktu, które naprawdę ude­rzały we wszyst­kich miesz­kań­ców impe­rium - zakaz kry­ty­ko­wa­nia nowego reżimu i dys­ku­to­wa­nia o tra­dy­cjach sta­ro­żyt­nych. Prze­pis ten pozwa­lał bez trudu ska­zać każ­dego czło­wieka nawet na śmierć za choćby jedno nie­ostroż­nie wypo­wie­dziane słowo. Egze­ku­cje praw­do­po­dob­nie nie były bar­dzo liczne, nato­miast prze­pis ten pozwo­lił aresz­to­wać i ska­zać na zsyłkę lub cięż­kie roboty dzie­siątki tysięcy ludzi pod naj­bar­dziej bła­hym pre­tek­stem, dostar­cza­jąc dar­mo­wej siły robo­czej. Nie­unik­nioną koleją rze­czy na spo­łe­czeń­stwo spa­dła także dodat­kowa plaga - tysiące dono­si­cieli zara­biało na życie szpie­go­wa­niem, pobie­ra­jąc nagrody od pań­stwa albo wymu­sza­jąc hara­cze szan­ta­żo­wa­niem ludzi, któ­rzy pozwo­lili sobie na nie­ostrożne słowo. Ludzie zaczęli ogra­ni­czać kon­takty z innymi do nie­zbęd­nego mini­mum, życie codzienne bar­dzo spo­wol­niło, a w kon­se­kwen­cji ucier­piała gospo­darka i w kraju doszło do rece­sji.

W 212 r. p.?n.?e. Meng Tian otrzy­mał roz­kaz zbu­do­wa­nia nowej drogi stra­te­gicz­nej, od naj­dal­szej pół­noc­nej for­tecy gra­nicz­nej w wiel­kim zakolu Huang He do let­niej rezy­den­cji cesa­rza pod Xia­ny­ang. Tej dłu­giej na 800 kilo­me­trów arte­rii nadano nazwę Pro­sta Droga, gdyż prze­ci­nała ona wszel­kie prze­szkody, zamiast je omi­jać, bez względu na koszty. Oprócz budowy drogi i mostów konieczne było usy­pa­nie gro­bli prze­cho­dzą­cych przez roz­le­wi­ska, rycie wyko­pów przez strome wzgó­rza i wydrą­że­nie tuneli przez góry. Było to wiel­kie osią­gnię­cie inży­nie­ryjne, ale kosz­to­wało ono życie tysięcy ludzi.

Rów­nież w tym samym 212 r. p.?n.?e. Pierw­szy Cesarz roz­ka­zał roz­po­cząć budowę w pobliżu Xia­ny­ang, mię­dzy daw­nymi mia­stami kró­lew­skimi Feng i Hao27, nowej głów­nej rezy­den­cji impe­rial­nej, Pałacu Epang, monu­men­tal­nej budowli, jakiej świat nie widział. Sama tylko główna sala tro­nowa miała liczyć ponoć 675 m dłu­go­ści i 112 m sze­ro­ko­ści! Archi­tekci i inży­nie­ro­wie wąt­pili, czy przy ówcze­snym pozio­mie tech­no­lo­gii jest moż­liwe wznie­sie­nie takiej budowli; mini­stro­wie i urzęd­nicy ze swej strony byli prze­ra­żeni nie­wy­obra­żal­nymi kosz­tami tego pro­jektu. Cesar­skich pomy­słów w tym cza­sie jed­nak nikt już nie ośmie­lał się kry­ty­ko­wać, więc prace pod­jęto, mobi­li­zu­jąc nowe rze­sze pra­cow­ni­ków, więź­niów i żoł­nie­rzy.

Roboty publiczne wyko­ny­wali także ochot­nicy. Wokół góry Li osa­dzono w 212 r. p.?n.?e. 30 tysięcy rodzin, a na połu­dnio­wym krańcu zapla­no­wa­nej Pro­stej Drogi dal­sze 50 tysięcy. Byli to głów­nie bez­rolni wyrob­nicy i miej­ska bie­dota - ludzie ci w zamian za pracę otrzy­mali zie­mię i zwol­niono ich z wszel­kich podat­ków i opłat przez 10 lat. Ta kate­go­ria sta­no­wiła jed­nak mniej­szość siły robo­czej wyko­nu­ją­cej prace przy wiel­kich pro­jek­tach.

Zacho­wa­nie cesa­rza po roku 215 p.?n.?e. w życiu codzien­nym sta­nowi kolejną prze­słankę, aby przy­pusz­czać, że władca pod­upadł na zdro­wiu i wie­dząc, że ma mało czasu, tym bar­dziej dbał o bez­pie­czeń­stwo, oba­wia­jąc się, iż jakiś skry­to­bójca odbie­rze mu nawet te ostat­nie lata, jakie jesz­cze zostały. Od 213 r. p.?n.?e., kiedy prze­stał ufać rodzi­nie i oto­cze­niu, ni­gdy nie sypiał dwa razy z rzędu w tym samym pomiesz­cze­niu. W 212 r. p.?n.?e. poszedł dalej i kazał, aby wszyst­kie pałace w oko­licy Xia­ny­ang połą­czyć sys­te­mem obu­do­wa­nych murami dróg, ufor­ty­fi­ko­wa­nych wia­duk­tów i pod­ziem­nych tuneli, strze­żo­nym dzień i noc przez gwar­dię cesar­ską. Umoż­li­wiało to prze­miesz­cza­nie się mię­dzy rezy­den­cjami bez opusz­cza­nia sys­temu for­ty­fi­ka­cji, w taki spo­sób, aby nikt z zewnątrz nie widział, gdzie w danej chwili znaj­duje się orszak władcy impe­rium.

Wśród zabez­pie­czeń mają­cych utrud­nić zamach w głów­nym pałacu w Xian-yang zna­la­zły się m.in. także ponoć Magiczne Drzwi. Wyko­nano je z trzech brył magne­tytu, two­rzą­cych obu­do­waną murem bramę. Każda osoba wcho­dząca do naj­ści­ślej strze­żo­nej czę­ści głów­nego pałacu musiała naj­pierw oddać wszel­kie przed­mioty z metalu, zaś w Magicz­nych Drzwiach ubrani w jedwab i uzbro­jeni w drew­niane pałki straż­nicy spraw­dzali, czy ktoś nie prze­myca szty­letu lub igły z tru­ci­zną w ubra­niu. Uczeni cesar­scy zakła­dali, że trzy tak ogromne bloki magne­tytu powinny spra­wić, że ubra­nie sto­ją­cej mię­dzy nimi osoby przy­lgnie do bramy, jeśli byłby w nim ukryty meta­lowy przed­miot.

Cesarz stał się nie tylko para­no­icz­nie podejrz­liwy, ale także - w odróż­nie­niu od wcze­śniej­szych lat pano­wa­nia - cho­ro­bli­wie draż­liwy i skłonny do ata­ków wręcz obłą­kań­czej furii. Ilu­stra­cją tego był słynny tra­giczny incy­dent z 212 r. p.?n.?e. Odwie­dza­jąc pałac na górze Liang, w pobliżu sto­licy, cesarz zauwa­żył prze­jeż­dża­jący orszak, nie­wiele ustę­pu­jący liczeb­no­ścią cze­la­dzi i prze­py­chem powo­zów jego wła­snemu. Gdy władcy powie­dziano, że tak podró­żuje kanc­lerz Li Si, nie przy­pa­dło mu to do gustu i dał temu wyraz w ostrych sło­wach. Jeden z eunu­chów cesar­skich poin­for­mo­wał o tym kanc­lerza, który pozbył się czę­ści powo­zów i zwol­nił więk­szość służby. Parę dni póź­niej cesarz zoba­czył ponow­nie orszak Li Si i róż­nica była ewi­dentna. Władca dostał wtedy ataku wście­kło­ści, któ­rego omal nie przy­pła­cił życiem. Wezwał potem ludzi, któ­rzy towa­rzy­szyli mu na górze Liang, żąda­jąc, aby przy­znał się ten, kto poin­for­mo­wał kanc­lerza. Gdy wino­wajca się nie zna­lazł, cesarz kazał wszyst­kich aresz­to­wać i prze­słu­chać, a gdy i wtedy nikt się nie przy­znał, oddano ich w ręce kata. Następ­nego dnia wpro­wa­dzono prze­pis, w myśl któ­rego infor­mo­wa­nie osób postron­nych o czy­nach lub sło­wach cesa­rza było karane natych­mia­stową egze­ku­cją.

Dla samego Li Si incy­dent ten nie miał jed­nak kon­se­kwen­cji. Jako Kanc­lerz Lewej Strony był obok mini­stra Meng Yi naj­bliż­szym i naj­bar­dziej zaufa­nym współ­pra­cow­ni­kiem władcy. Jego naj­star­szy syn Li Yu był jed­nym z 36 guber­na­to­rów pro­win­cji i mężem jed­nej z księż­ni­czek krwi. Rów­nież inni jego syno­wie dostali za żony dziew­częta z klanu cesar­skiego, zaś wszyst­kie jego córki wyszły za ksią­żąt krwi. W 212 r. p.?n.?e., gdy po dłu­giej nie­obec­no­ści jego syn, guber­na­tor Li Yu, przy­był z wizytą do sto­licy, kanc­lerz wydał ucztę na jego cześć. Przy­było ponad tysiąc gości spo­śród naj­wyż­szych rangą dygni­ta­rzy impe­rium i wszy­scy przy­nie­śli wiel­kie dary. Był to rado­sny wie­czór, lecz po pew­nym cza­sie Li Si zamilkł i zaczął wpa­try­wać się w swój pusty puchar ze smut­nym uśmie­chem. Gdy goście zapy­tali go o powód tego nagłego smutku, kanc­lerz odpo­wie­dział: Nad­miar powo­dze­nia nie zawsze jest powo­dem do rado­ści. Na początku mej drogi byłem tylko pospo­li­ta­kiem z połu­dnia28, jed­nym z tłumu czar­no­gło­wych. Łaska Dostoj­nego Władcy wynio­sła mnie jed­nak wysoko. Spo­śród wszyst­kich pod­da­nych cesa­rza ja jestem pierw­szy i nikt spo­śród nich nie dorów­nuje mi wła­dzą ani bogac­twem. Zaiste, dosze­dłem na sam szczyt i wyżej już nie podążę - pozo­stała część podróży może pro­wa­dzić tylko w dół, zaś jej koniec jest przede mną ukryty.

Skoro nawet potężny kanc­lerz miał obawy co do swego losu, łatwo zro­zu­mieć, jak wiel­kie prze­ra­że­nie bru­tal­ność i poryw­czość cesa­rza wywo­łały wśród "uczo­nych" poszu­ku­ją­cych bez­sku­tecz­nie sekretu nie­śmier­tel­no­ści. Żyli oni od lat w dostatku dzięki hoj­no­ści władcy, ale ich "bada­nia" były zwy­kłym oszu­stwem, zaś suwe­ren żądał wyni­ków i coraz bar­dziej się nie­cier­pli­wił. Skoro dal­sze prze­cią­ga­nie sprawy było nie­moż­liwe, nadworni tao­iści, alche­micy, magicy, sza­mani i inni "mistrzo­wie sztuk tajem­nych" zaczęli oskar­żać się wza­jem­nie o szal­bier­stwo. W końcu, parę mie­sięcy po incy­den­cie w pałacu Liang, dwaj "uczeni", Mistrz Hu i Mistrz Lu, nie wytrzy­mali ner­wowo, ucie­kli z Xia­ny­ang i zaszyli się gdzieś tak sku­tecz­nie, że nie udało się ich odna­leźć. Cesarz ponow­nie dostał ataku szału, następ­nie zaś kazał prze­pro­wa­dzić dro­bia­zgowe śledz­two wśród "uczo­nych", aby ziden­ty­fi­ko­wać tych, któ­rych bada­nia były tylko pozo­rem do wyłu­dza­nia pie­nię­dzy.

Bio­rąc pod uwagę, że pra­wie wszy­scy "uczeni" byli szar­la­ta­nami, śled­czy cesar­scy zna­leźli wielu win­nych, tym bar­dziej że pró­bu­jący rato­wać życie prze­słu­chi­wani obcią­żali zezna­niami tylu kole­gów, ilu mogli, oskar­ża­jąc ich o wszel­kie moż­liwe prze­wi­nie­nia. Łącz­nie aresz­to­wano 460 osób, sta­wia­jąc im zarzuty oszu­stwa, nad­użyć finan­so­wych, kry­ty­ko­wa­nia cesa­rza i nowych porząd­ków, posia­da­nia zaka­za­nych ksią­żek, spi­sku i pod­bu­rza­nia do buntu. Wśród zatrzy­ma­nych zna­leźli się także liczni wybitni kon­fu­cja­ni­ści, człon­ko­wie sie­dem­dzie­się­cio­oso­bo­wego Biura Eru­dy­tów, ciała dora­dza­ją­cego cesa­rzowi w kwe­stiach cere­mo­nii, obrzę­dów, ety­kiety dwor­skiej i innych tra­dy­cji histo­rycz­nych. Ci ostatni nie mieli nic wspól­nego z poszu­ki­wa­niem sekretu nie­śmier­tel­no­ści, ale prze­słu­chi­wani szar­la­tani oskar­żyli ich o nie­lo­jal­ność i kry­ty­ko­wa­nie cesa­rza w nadziei, iż sami unikną przez to kary. W tym punk­cie prze­li­czyli się, gdyż wszy­scy zatrzy­mani, co do jed­nego, zostali przez cesa­rza ska­zani na śmierć. Zapis o ich egze­ku­cji w kro­nice Sima Qiana jest nie­ja­sny, gdyż można go zro­zu­mieć zarówno tak, że "zostali stra­ceni", jak i "zako­pani żyw­cem". Od sta­ro­żyt­no­ści obrońcy Pierw­szego Cesa­rza przyj­mo­wali zna­cze­nie pierw­sze, jego kry­tycy zaś - dru­gie; debata trwa do dziś... Uświa­do­miw­szy sobie, że poszu­ki­wa­nie elik­siru nie­śmier­tel­no­ści jest mrzonką, władca kazał jesz­cze zwięk­szyć tempo kolo­ni­za­cji dale­kiego połu­dnia i pół­noc­nego pogra­ni­cza oraz budowy Pro­stej Drogi, Pałacu Epang i zwłasz­cza wiel­kiego gro­bowca na górze Li.

Na sku­tek pale­nia ksią­żek i egze­ku­cji nadwor­nych kon­fu­cja­ni­stów reżim cesar­ski zyskał nowego wroga, gdyż do ster­ro­ry­zo­wa­nego przez dono­si­cieli oraz nęka­nego branką do przy­mu­so­wych robót, woj­ska i kolo­ni­za­cji pospól­stwa oraz pozba­wio­nej ziemi szlachty z Sze­ściu Kró­lestw dołą­czyła więk­szość ludzi wysoko wykształ­co­nych. Admi­ni­stra­cja lokalna infor­mo­wała o pogar­sza­ją­cych się nastro­jach i cesarz dosta­wał te raporty, ale nie reago­wał na nie. Wielcy dygni­ta­rze byli zanie­po­ko­jeni roz­wo­jem sytu­acji, ale nikt, nawet kanc­lerz Li Si, nie ośmie­lił się zapro­po­no­wać władcy zmiany kursu.

W końcu na odwagę zdo­był się książę Fusu, naj­star­szy syn cesa­rza i następca tronu. W cza­sie posie­dze­nia rządu skry­ty­ko­wał poli­tykę władcy w ciągu ostat­nich lat, ostrze­ga­jąc, iż ist­nieje ryzyko buntu powszech­nego. Pierw­szy Cesarz uznał to za nie­lo­jal­ność, na sku­tek czego książę Fusu musiał opu­ścić Xia­ny­ang i otrzy­mał zakaz powrotu aż do odwo­ła­nia. Było to jed­nak hono­rowe wygna­nie; mia­no­wany peł­no­moc­ni­kiem do spraw pół­noc­nej gra­nicy następca tronu miał nad­zo­ro­wać budowę wałów gra­nicz­nych i Pro­stej Drogi, a także kolo­ni­za­cję pogra­ni­cza. Otrzy­mał rów­nież dowódz­two nad armią pół­nocną Meng Tiana. Był to więc spe­cjalny rodzaj nie­ła­ski - sank­cjo­nu­jąc syna, cesarz odda­lił go jed­no­cze­śnie z dworu, gdzie sam nie czuł się bez­piecz­nie, zara­zem powie­rza­jąc mu kon­trolę nad naj­sil­niej­szą armią impe­rium i odda­jąc do dys­po­zy­cji naj­bar­dziej zaufa­nego gene­rała...

W roku 211 p.?n.?e. zarówno zdro­wie cesa­rza, jak i jego stan psy­chiczny ule­gły dal­szemu pogor­sze­niu. Na początku roku nie­da­leko Xia­ny­ang spadł mete­oryt - gdy urzęd­nicy do niego dotarli, zoba­czyli, iż ktoś już wyrył na nim zda­nie: Pierw­szy Cesarz umrze, a jego impe­rium się roz­pad­nie. Gdy poszu­ki­wa­nia sprawcy nie dały rezul­tatu, władca roz­ka­zał, aby zgod­nie z regułą odpo­wie­dzial­no­ści zbio­ro­wej zabito wszyst­kich miesz­kań­ców oko­licz­nych wio­sek. Aby odczy­nić złą wróżbę, mete­oryt roz­bito w moź­dzie­rzu na pro­szek i rytu­al­nie spa­lono. Wyda­rze­nie to uświa­do­miło cesa­rzowi, iż stra­cił popar­cie nawet wśród miesz­kań­ców samego Kraju za Prze­łę­czami. Od tego czasu władca impe­rium zaczął cier­pieć na ataki melan­cho­lii i apa­tii, w cza­sie któ­rych prze­ry­wał pracę na całe dni, słu­cha­jąc tylko muzyki i pie­śni.

Incy­dent ten miał daleko idące następ­stwa. Z opisu póź­niej­szych wyda­rzeń wiele wska­zuje, że cesarz ponie­wcza­sie poża­ło­wał decy­zji o maso­wej egze­ku­cji i zro­zu­miał, że jego nasi­la­jąca się ten­den­cja do roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów ter­ro­rem jest dla dzieła jego życia groź­niej­sza niż jakie­kol­wiek pro­te­sty. Po spra­wie mete­orytu w kro­nice Sima Qiana (nie­zbyt przy­ja­znej Pierw­szemu Cesa­rzowi) nie znaj­du­jemy nawet jed­nej wzmianki o dal­szych repre­sjach zle­co­nych przez władcę. Co wię­cej, wkrótce potem Qin Szi­hu­angdi naka­zał, aby Biuro Eru­dy­tów skom­po­no­wało pie­śni i poematy o jego życiu, doko­na­niach i podró­żach, które następ­nie wyna­jęci min­strele recy­to­wali i śpie­wali w całym impe­rium. W isto­cie cesarz uspra­wiedliwiał się przed pod­da­nymi!

Oprócz tej kam­pa­nii pro­pa­gan­do­wej Qin Szi­hu­angdi poczy­nił także kon­kretne kroki, zmie­nia­jąc kurs, tym razem ku odwilży. W tym samym cza­sie, gdy zatwier­dził pro­jekt Pro­stej Drogi, władca kazał przy­go­to­wać także nowe gigan­tyczne przed­się­wzię­cie - budowę Szyb­kich Gościń­ców. Plan zakła­dał zbu­do­wa­nie dwóch dróg o nie­spo­ty­ka­nej wcze­śniej sze­ro­ko­ści, prze­bie­ga­ją­cych moż­li­wie jak naj­bar­dziej w linii pro­stej i wio­dą­cych z Xia­ny­ang do wysu­nię­tych naj­da­lej na połu­dnie i wschód punk­tów impe­rium. Śro­dek każ­dej z dróg, odgro­dzony drze­wami i obmu­ro­wa­niem, miał być zare­zer­wo­wany wyłącz­nie dla orszaku władcy i cesar­skich kurie­rów. Oba pasy głów­nego ruchu miały być wystar­cza­jąco sze­ro­kie, aby dwa wozy mogły swo­bod­nie jechać jed­no­cze­śnie obok sie­bie. Było to przed­się­wzię­cie zapie­ra­jące dech w pier­siach roz­mia­rami - ale także kosz­tem... Z tego pro­jektu cesarz w 211 r. p.?n.?e. zre­zy­gno­wał, oba­wia­jąc się, że nad­mierne obcią­że­nia lud­no­ści dopro­wa­dzą w końcu do rebe­lii. Nie prze­rwano jed­nak prac nad Pała­cem Epang, cho­ciaż wydaje się, że bar­dzo je spo­wol­niono, gdyż do końca pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza nie ukoń­czono nawet fun­da­men­tów. Praw­do­po­dob­nie Qin Szi­hu­angdi oba­wiał się, że anu­lu­jąc ten sztan­da­rowy pro­jekt, zaszko­dziłby aurze nad­ludz­kiego maje­statu, jaką sta­rał się oto­czyć.

Zmianę postę­po­wa­nia cesa­rza potwier­dził incy­dent z nefry­to­wym dys­kiem. Jesie­nią 211 r. p.?n.?e. kurier wra­ca­jący z pocztą z pół­noc­nej gra­nicy do Xia­ny­ang został na gra­nicy Kraju za Prze­łę­czami zatrzy­many przez zama­sko­wa­nego uzbro­jo­nego czło­wieka. Ten ostatni wrę­czył mu cenny nefry­towy dysk i kazał go oddać Panu Sadzawki w Hao wraz z prze­sła­niem: Nim rok upły­nie, Wielki Sta­ro­żytny Smok umrze. Było to nawią­za­nie do kolej­nego szy­der­czego przy­domku, jakim pod­dani obda­rzali władcę. Sto­lica Pierw­szego Cesa­rza znaj­do­wała się pra­wie w tym samym miej­scu co dawna sie­dziba kró­lów Zhou w Hao, zaś ofi­cjal­nym żywio­łem nowego reżimu była woda - stąd Pan Sadzawki w Hao...

Kiedy posła­niec opo­wie­dział o incy­den­cie i oddał nefry­towy dysk, cesarz zbył to pogar­dliwą wzmianką o "gór­skich stra­chach". Pała­cowa inten­den­tura usta­liła, że dysk był jed­nym z przed­mio­tów rytu­al­nych, które w cza­sach, gdy był jesz­cze tylko kró­lem Qin, przy­szły władca impe­rium wrzu­cił do jed­nej z rzek Kraju za Prze­łę­czami w ramach obrzę­dów reli­gij­nych. Tym razem Pierw­szy Cesarz posta­no­wił nie reago­wać. Nie wysłał urzęd­ni­ków do pro­wa­dze­nia śledz­twa i o incy­den­cie począt­kowo zapo­mniano.

Wkrótce potem jed­nak władca wró­cił do sprawy i wezwał nadwor­nych wróż­bi­tów, aby mu dora­dzili, jak odczy­nić zły urok. Pierw­szy Cesarz, cho­ciaż od dawna nie wyje­chał poza oko­lice Xia­ny­ang, nie był odcięty od rze­czy­wi­sto­ści i wie­dział, że od paru lat w pań­stwie nara­sta wro­gość wobec jego reżimu. Sam nie był prze­sądny, ale miał świa­do­mość, iż więk­szość "czar­no­gło­wych" wie­rzy w czary, klą­twy, wróżby, prze­po­wied­nie i przy­wią­zuje dużą wagę do wszel­kich, a zwłasz­cza nie­po­ko­ją­cych zna­ków na nie­bie i ziemi, zaś nadzieja na rychłą śmierć władcy mogła dodać odwagi nie­za­do­wo­lo­nym i popchnąć ich do buntu. Dla­tego cesarz zle­cił wyko­nać wróżby z zapy­ta­niem o spo­sób ochrony przed klą­twą. Wynik kazał roz­gło­sić, a brzmiał on nastę­pu­jąco: Podró­żo­wa­nie i prze­miesz­cza­nie mają zba­wienny wpływ.

Zgod­nie z regu­łami swego fachu nadworni wróż­bici dostar­czyli cesa­rzowi nie tylko takie słowa, jakie klient chciał usły­szeć, ale także to, co było w ich inte­re­sie. Od zara­nia dzie­jów jedną z pod­sta­wo­wych zasad pod­wład­nego w każ­dej insty­tu­cji jest: Jeśli możesz ubrać szefa w długą dele­ga­cję, zrób to nie­zwłocz­nie. Od 213 r. p.?n.?e. cesarz był tak nie­prze­wi­dy­walny i okrutny, iż na dwo­rze pano­wała atmos­fera abso­lut­nego ter­roru. Per­spek­tywa, że na kilka mie­sięcy władca wyje­dzie z Xia­ny­ang, była dla ludzi na dwo­rze, od ksią­żąt krwi i mini­strów po ostat­niego nie­wol­nika, praw­dzi­wie raj­ską wizją.

Sam cesarz także miał ochotę na wyjazd. Od czte­rech lat z okła­dem nie ruszył się poza Xia­ny­ang i naj­bliż­sze oko­lice, zaś atmos­fera na dwo­rze musiała nawet dla niego być nie do wytrzy­ma­nia. Mno­żące się donie­sie­nia o złych nastro­jach wśród pod­da­nych spra­wiały, że chciał sam zoba­czyć, jak wygląda sytu­acja w kraju. Pierw­szemu Cesa­rzowi przy­pi­suje się obse­sję na punk­cie nie­śmier­tel­no­ści, ale nie wydaje się, żeby Qin Szi­hu­angdi naprawdę wie­rzył, że uda mu się ten sekret zdo­być. Czło­wiek spo­dzie­wa­jący się życia wiecz­nego nie wznosi monu­men­tal­nego i nie­wy­obra­żal­nie kosz­tow­nego gro­bowca i nie spie­szy się tak bar­dzo z ukoń­cze­niem swych wiel­kich pro­jek­tów. W rze­czy­wi­sto­ści całe postę­po­wa­nie Pierw­szego Cesa­rza po 215 r. p.?n.?e. świad­czy o tym, że był świa­domy, iż ma nie­wiele czasu. Dla­tego jest praw­do­po­dobne, że władca chciał jesz­cze raz zoba­czyć swą domenę, w tym zwłasz­cza jej połu­dniowe rubieże, ostat­nie, któ­rych jesz­cze nie znał, a także przy­po­mnieć sobie daw­niej­sze czasy, gdy zdrowy i szczę­śliwy podró­żo­wał po kraju, któ­rego miesz­kańcy go nie prze­kli­nali i gdy wyda­wało się, że wszystko jest dobrze, a będzie jesz­cze lepiej. Wresz­cie, sądząc po wybra­nej tra­sie podróży, władca chciał także zoba­czyć przed śmier­cią jesz­cze raz morze...

Wyjazd nie nastą­pił od razu. W końcu 211 r. p.?n.?e. cesarz wezwał tao­istę Xu Fu i kazał mu ruszyć jesz­cze raz na poszu­ki­wa­nie Wysp Nie­śmier­tel­nych. Wyprawa skła­dała się ponoć z 60 dużych okrę­tów i aż 8 tysięcy ludzi; sama ofi­cjalna dele­ga­cja liczyła 3 tysiące osób! W jej skład wcho­dzili dostoj­nicy i uczeni mający przed­sta­wić Nie­śmier­tel­nym pety­cję cesa­rza, ale gros tej liczby sta­no­wili sta­ran­nie dobrani mło­dzi męż­czyźni i dziew­częta, wyłącz­nie z naj­lep­szych rodów, któ­rych zada­niem było poka­zać tań­cem, śpie­wem i poezją, jak bar­dzo cywi­li­zo­wane jest impe­rium, i udo­wod­nić, że jego władca zasłu­guje na wynie­sie­nie. Załogi stat­ków sta­no­wili naj­lepsi żegla­rze, jakich można było zna­leźć. Xu Fu uzy­skał także od władcy parę tysięcy dobo­ro­wego, uzbro­jo­nego po zęby woj­ska, twier­dząc, iż siła zbrojna jest mu potrzebna do odpę­dza­nia potwo­rów mor­skich, które zmu­siły go do zawró­ce­nia w cza­sie poprzed­niej podróży. Zabrał także bogate dary, w skład któ­rych wcho­dziły naj­lep­sze i naj­bar­dziej wyszu­kane pro­dukty, jakie można było zna­leźć w impe­rium; mieli je przed­sta­wić Nie­śmier­tel­nym uznani mistrzo­wie rze­mio­sła.

Eks­pe­dy­cja Xu Fu wyru­szyła na morze na początku 210 r. p.?n.?e., ni­gdy jed­nak nie powró­ciła. Jesz­cze w sta­ro­żyt­no­ści chiń­scy histo­rycy uwa­żali, że tao­ista i przy­dzie­leni mu ludzie, zda­jący sobie sprawę z nie­moż­li­wo­ści zna­le­zie­nia Wysp Nie­śmier­tel­no­ści, poszu­kali jakiejś odle­głej kra­iny, gdzie gniew władcy nie mógł ich dosię­gnąć, i osie­dlili się w niej. Praw­do­po­dob­nie miej­scem tym była wyspa Kiu­siu w dzi­siej­szej Japo­nii, zaś pierw­sza osada chiń­skich kolo­ni­stów, według japoń­skich legend, została wznie­siona nie­opo­dal góry Fuji. To, iż Xu Fu i jego ludzie osie­dlili się w Japo­nii, wydaje się potwier­dzać dato­wane na koniec III w. p.?n.?e. wiel­kie przy­spie­sze­nie roz­woju eko­no­micz­nego i tech­nicz­nego na wyspach29. Xu Fu wszedł do pan­te­onu szin­to­izmu i po dziś dzień ist­nieją w Japo­nii świą­ty­nie i kapliczki, w któ­rych oddaje mu się cześć jako bogu medy­cyny, rol­nic­twa i jedwa­biu.

Przed koń­cem 211 r. p.?n.?e. Pierw­szy Cesarz zasy­gna­li­zo­wał pod­da­nym, iż ich nie­za­do­wo­le­nie dotarło do niego i nie pozo­stało bez echa. W ramach kolej­nego pro­gramu przy­mu­so­wego prze­miesz­cze­nia 30 tysięcy rodzin musiało prze­nieść się z kraju Qin na tereny wylud­nione przez zesła­nia, ale tym razem zain­te­re­so­wa­nym hoj­nie zre­kom­pen­so­wano ponie­sione szkody. Nowi prze­sie­dleńcy dostali nie tylko roz­le­głe działki, ale męż­czyzn będą­cych gło­wami tych rol­ni­czych rodów awan­so­wano o jeden sto­pień w hie­rar­chii impe­rial­nej, co wią­zało się także z pobie­ra­niem upo­sa­żeń ze skarbu pań­stwa.

Osta­tecz­nie cesarz wyru­szył w podróż po kraju dopiero latem lub wcze­sną jesie­nią 210 r. p.?n.?e. Towa­rzy­szyli mu obaj główni współ­pra­cow­nicy, Kanc­lerz Lewej Strony Li Si i mini­ster Meng Yi; w sto­licy pozo­stał Kanc­lerz Pra­wej Strony Feng Quqi. Pierw­szy Cesarz miał wiele dzieci i w 210 r. p.?n.?e. co naj­mniej 20 z jego synów było już doro­słymi męż­czy­znami -?wszy­scy chcieli towa­rzy­szyć władcy, ten jed­nak począt­kowo sta­now­czo odmó­wił. Dopiero w ostat­niej chwili naj­młod­szy z nich, mający wtedy 20 lat książę Huhai, zde­cy­do­wany ulu­bie­niec władcy, zdo­łał wypro­sić zgodę na udział w wypra­wie. Wraz z nim poje­chał jego opie­kun i nauczy­ciel, eunuch Zhao Gao.

Według kro­niki Sima Qiana czło­wiek ten wywo­dził się z ubo­giego pospól­stwa, zaś jego matka spę­dziła wiele lat w wię­zie­niu, gdzie także przy­szli na świat wszy­scy (trzej lub czte­rej) jego młodsi bra­cia. Kastra­cji pod­dano go w cza­sach przed pod­bo­jem Sze­ściu Kró­lestw jako doro­słego czło­wieka, gdyż wcze­śniej był żonaty i miał przy­naj­mniej jedną córkę. Czy powo­do­wany nędzą Zhao Gao dobro­wol­nie wybrał karierę eunu­cha, czy też został oka­le­czony za jakieś prze­wi­nie­nie, tego nie wiemy. Po oka­le­cze­niu wykształ­cono go do pracy w pała­co­wej admi­ni­stra­cji, zło­żo­nej w znacz­nej czę­ści z rze­zań­ców. Pałac sta­ran­nie wybie­rał kan­dy­da­tów, Zhao Gao był więc zapewne zdro­wym, uro­dzi­wym i zwłasz­cza roz­gar­nię­tym mło­dzień­cem. Wkrótce zwró­cił na sie­bie uwagę prze­ło­żo­nych, a w końcu także i samego władcy Qin, który mia­no­wał go sze­fem biura powo­zów cesar­skich. Musiał spraw­dzić się na tym sta­no­wi­sku, gdyż po pod­boju Sze­ściu Kró­lestw cesarz powie­rzył mu zaszczytną funk­cję opie­kuna, nauczy­ciela i zarządcy służby osiem­na­stego ze swych synów, mło­dego księ­cia Huhai.

O życiu pry­wat­nym Pierw­szego Cesa­rza nie wiemy pra­wie nic. Nie znamy imie­nia jego żony; być może ani jako król, ani jako władca impe­rium nie zawarł for­mal­nego związku. Miał nato­miast istne mro­wie kon­ku­bin, ale nie znamy imie­nia ani jed­nej z nich, wia­domo tylko, że w cza­sach, gdy był jesz­cze tylko kró­lem Zheng z Qin, jego ulu­biona nałoż­nica pocho­dziła z kraju Zhao. Dzieci miał wiele (praw­do­po­dob­nie ok. 50), ale w kro­ni­kach zacho­wały się imiona tylko czte­rech synów, ksią­żąt Fusu, Gao, Jian­glu i Huhai. Ten ostatni był ewi­dent­nie bar­dzo kochany i roz­piesz­czany przez ojca, dla­tego wyzna­cze­nie Zhao Gao na opie­kuna ulu­bio­nego dziecka było świa­dec­twem wiel­kiego zaufa­nia władcy. Chło­piec przy­wią­zał się do eunu­cha i trak­to­wał go jak dru­giego ojca.

Z tym więk­szym roz­cza­ro­wa­niem Pierw­szy Cesarz przy­jął wia­do­mość, że Zhao Gao krad­nie i sprze­nie­wie­rza fun­du­sze przy­znane na potrzeby mło­dego księ­cia. Zasmu­cony władca prze­ka­zał sprawę do roz­pa­trze­nia mini­strowi Meng Yi, który wydał wer­dykt zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cym pra­wem, degra­du­jąc Zhao Gao, wykre­śla­jąc go z reje­stru urzęd­ni­ków i ska­zu­jąc na śmierć. Wtedy jed­nak w sprawę wmie­szał się nasto­letni książę Huhai, który dotąd bła­gał ojca o zmi­ło­wa­nie nad uko­cha­nym opie­ku­nem, aż ten dał się udo­bru­chać i nie tylko uła­ska­wił Zhao Gao, ale nawet przy­wró­cił go do wszyst­kich funk­cji30. Sprawę pusz­czono w nie­pa­mięć i dzięki temu Zhao Gao, będący wciąż opie­ku­nem księ­cia Huhai, miał towa­rzy­szyć temu ostat­niemu w podróży cesa­rza po kraju w 210 r. p.?n.?e.

Wyru­szono naj­pierw na połu­dnie, gdzie władca zło­żył ofiary na tere­nach, o któ­rych sądzono, iż znaj­do­wało się na nich kie­dyś kró­le­stwo Xia31, w sank­tu­arium, gdzie czczono mitycz­nego cesa­rza Szun. Po dotar­ciu do Jangcy orszak zała­do­wał się na statki i popły­nął na wschód. Następ­nie, omi­ja­jąc noto­rycz­nie nie­zdrowe bagna i roz­le­wi­ska przy ujściu tej wiel­kiej rzeki, cesarz podą­żył lądem na połu­dnie, do miej­sca, gdzie rzeka Zhe wpada do zatoki Hang­zhou. Władca bar­dzo chciał zoba­czyć ujście Zhe, gdyż sły­nęło ono z wyjąt­kowo dużej ampli­tudy i wiel­kiej gwał­tow­no­ści pły­wów. Istot­nie widok wyso­kich fal powra­ca­ją­cego w cza­sie przy­pływu morza wywarł na cesa­rzu i jego dwo­rza­nach wiel­kie wra­że­nie. Następ­nie władca powę­dro­wał wzdłuż rzeki Zhe, w górę jej biegu, aż do miej­sca, gdzie można było bez­piecz­nie się prze­pra­wić. Objeż­dża­jąc zatokę Hang­zhou sze­ro­kim łukiem, Pierw­szy Cesarz dotarł do góry Kuaiji, w pobliżu dzi­siej­szego mia­sta Sza­oxing. Był to naj­da­lej na połu­dnie poło­żony punkt, jaki mu było dane odwie­dzić w życiu.

Ze szczytu Kuaiji władca długo przy­glą­dał się Morzu Wschod­nio­chiń­skiemu, następ­nie zło­żył ofiary Wiel­kiemu Yu, pierw­szemu kró­lowi z dyna­stii Xia. Zna­mienne jest, że o ile w cza­sie daw­niej­szych podróży cesarz skła­dał ofiary wiel­kim bóstwom, jak Niebo i Zie­mia, to w 210 r. p.?n.?e. czcił pamięć legen­dar­nych wład­ców, z któ­rych poczy­na­niami w myśl ofi­cjal­nej ide­olo­gii zerwał. Można to było odczy­tać jako sygnał, że zamie­rza zła­go­dzić poli­tykę cał­ko­wi­tego zerwa­nia z tra­dy­cjami prze­szło­ści, ale czy tak było naprawdę, nie wiemy - i nie dowiemy się już zapewne ni­gdy...

Na Kuaiji wznie­siono kolejny kamienny obe­lisk, na któ­rym wyryto napis oso­bi­ście zre­da­go­wany przez cesa­rza. Była to ostat­nia i naj­dłuż­sza inskryp­cja ze wszyst­kich, któ­rych tekst się zacho­wał do dziś, i było jej dane stać się ofi­cjal­nym epi­ta­fium jego pano­wa­nia, w któ­rym władca chwa­lił zapro­wa­dzony przez sie­bie ład, ale także odda­wał dys­kret­nie cześć zwy­cza­jom i pra­wom sta­ro­żyt­nym, co było nowo­ścią:

Dostojny Cesarz w swej wspa­nia­ło­ści zjed­no­czył świat i obda­rzył go poko­jem; jego cnoty i dobro­dziej­stwa są ogromne.

W roku trzy­dzie­stym i siód­mym swego pano­wa­nia oso­bi­ście obje­chał impe­rium, odwie­dza­jąc naj­dal­sze regiony.

W posza­no­wa­niu zwy­cza­jów wspiął się na górę Kuaiji, zaś lud czar­no­głowy pokło­nił się w mil­czą­cym sza­cunku.

Mini­stro­wie wiel­bią jego zasługi, uczą się, roz­wa­ża­jąc, co jest źró­dłem jego suk­cesu, i pra­gnąc dostą­pić podob­nego oświe­ce­nia.

Mędrzec z Qin rzą­dzi naro­dem, jako pierw­szy okre­śliw­szy kary i nagrody i uczy­niw­szy jasnymi sta­ro­żytne prawa.

Jako pierw­szy dosto­so­wał on prawa i pre­ce­densy i usta­lił urzędy i odpo­wie­dzial­ność, tak aby powstały stałe pro­ce­dury.

Kró­lo­wie Sze­ściu Państw, myślący tylko o bun­cie, chciwi, okrutni i zabor­czy, pro­wa­dzili swe woj­ska.

Gwał­towni, poryw­czy, kapry­śni, zadu­fani w swą siłę bez prze­rwy posy­łali swe armie na wojnę.

Ule­ga­jąc swej zło­wiesz­czej natu­rze, roz­sy­łali taj­nych posłań­ców, aby połą­czyć się prze­ciw nam przy­mie­rzem.

Knu­jąc w zaci­szu swo­ich domen, naru­sza­jąc nasze gra­nice, aby plą­dro­wać, z cza­sem ścią­gnęli na sie­bie zagładę.

Mocą swej spra­wie­dli­wo­ści władca Qin poka­rał ich, zwy­cię­ża­jąc gwał­tow­ni­ków i bun­tow­ni­ków i nisz­cząc bez lito­ści ban­dy­tów.

Mądre dzieło Jego Wyso­ko­ści jest wiel­kie i powszechne i roz­po­ściera swe bło­go­sła­wień­stwa na wszyst­kie sześć stron świata.

Dostojny Cesarz zjed­no­czył wszyst­kie zie­mie pod Nie­bie­skim Skle­pie­niem, bez­stron­nie roz­pa­trzył dzie­sięć tysięcy spraw, by zie­mie dale­kie i bli­skie żyły w pokoju.

On kie­ruje i decy­duje we wszel­kich spra­wach, pro­wa­dzi śledz­twa i szuka prawdy, tak aby wszystko zostało nazwane, jak na to zasłu­guje.

Wysłu­chuje szlach­ci­ców i nisko uro­dzo­nych, roz­róż­nia dobre od złego i nic się przed nim nie ukryje.

Naka­zuje on, aby prze­strze­gano zasad i pil­no­wano oby­czaj­no­ści; wdowa, która ma synów i znów idzie za mąż, nie­oby­czaj­nie zdra­dza zmar­łego mał­żonka.

Takiej nie­oby­czaj­no­ści władca zaka­zuje w domo­stwach i poza nimi, tak aby męż­czyźni i kobiety byli czy­ści i wierni.

Jeśli mąż zacho­wuje się jak wieprz w cza­sie rui (tzn. jest nie­wierny), zabi­cie go nie jest zbrod­nią; niech więc męż­czyźni dobrze się pro­wa­dzą.

Jeśli zaś żona ucieka z domu, by poślu­bić innego męż­czy­znę, niech jej syno­wie nie śmią jej dalej nazy­wać matką, by tym przy­kła­dem zachę­cać do czy­sto­ści i uczci­wo­ści.

Jego (cesa­rza) wiel­kie pano­wa­nie oczy­ściło oby­czaje i świat uznał jego wła­dzę, gdyż dał on mu (światu) uczci­wość i sta­łość.

Wszy­scy oddają cześć jego mądrym pra­wom i zasa­dom przy­no­szą­cym porzą­dek i pokój, nikt nie śmie ich nie prze­strze­gać.

Lud czar­no­głowy żyje w porządku i uczci­wo­ści, wszy­scy cie­szą się rów­no­ścią prawa, więc wszy­scy z wdzięcz­no­ścią zacho­wują Wielki Pokój.

Przy­szłe poko­le­nia będą prze­strze­gać jego praw, jego sys­tem rzą­dów nie zazna końca, tak jak dobre powozy i statki, które ni­gdy się nie prze­wra­cają.

Towa­rzy­szący mu dygni­ta­rze, wiel­biąc jego geniusz, pro­szą, by spi­sać te słowa w kamie­niu, by jego chwa­lebne prze­sła­nie prze­trwało na wieki.

Z góry Kuaiji cesarz wyru­szył w drogę powrotną, kie­ru­jąc się na pół­noc, naj­pierw prze­pra­wia­jąc się przez rzekę Zhe, następ­nie zaś przez Jangcy; tym razem zde­cy­do­wał się skró­cić drogę i nie omi­jać roz­le­wisk przy ujściu tej ostat­niej. Podró­żo­wał dalej wzdłuż brzegu morza, przez zie­mie daw­nego kraju Wu, aż dotarł do dawno nie­odwie­dza­nej góry Lan­gya, gdzie z przy­jem­no­ścią odna­lazł roz­bu­do­wany na jego roz­kaz taras wido­kowy. Jeden z cza­row­ni­ków, któ­rzy wciąż ucho­wali się w oto­cze­niu cesa­rza, zasu­ge­ro­wał mu wtedy, że mógłby pomóc eks­pe­dy­cji Xu Fu, oka­zu­jąc bogom morza swą potęgę poprzez wła­sno­ręczne zabi­cie jed­nego z mor­skich potwo­rów, od któ­rych roiły się w tych cza­sach wody Morza Żół­tego (cho­dziło o wie­lo­ryby i orki). Inni dwo­rza­nie pod­chwy­cili pomysł i cesa­rzowi przy­nie­siono naj­now­szy model cięż­kiej kuszy skon­stru­owa­nej dla woj­ska, którą do strze­la­nia trzeba było usta­wiać na trój­nogu, zaś nacią­gali ją spe­cjal­nie dobrani naj­sil­niejsi męż­czyźni.

Cesarz bar­dzo się do tego pomy­słu zapa­lił i gdy wyru­szył z Lan­gya brze­giem morza na pół­noc, w kie­runku sank­tu­arium Zhifu, przez całą drogę pil­nie wypa­try­wał potwo­rów mor­skich. Dopiero jed­nak po dotar­ciu do wyspy Zhifu dostrzegł wie­lo­ryba pły­wa­ją­cego nie­opo­dal skal­nego urwi­ska i zabił zwie­rzę jed­nym cel­nym strza­łem. To wpra­wiło go w dobry humor i spę­dziw­szy kilka dni w Zhifu na odpo­czynku i wspo­mi­na­niu daw­nych cza­sów, ruszył wzdłuż brzegu na wschód, docie­ra­jąc do naj­da­lej wysu­nię­tego cypla Pół­wy­spu Szan­tuń­skiego, sta­no­wią­cego wschodni kra­niec impe­rium. Następ­nie, dalej objeż­dża­jąc pół­wy­sep brze­giem morza, Pierw­szy Cesarz zawró­cił na zachód i skie­ro­wał się ku Kra­jowi za Prze­łę­czami.

Odda­liw­szy się od morza u nasady Pół­wy­spu Szan­tuń­skiego, orszak cesar­ski powę­dro­wał na pół­nocny zachód, ku bro­dowi Pin­gy­uan, gdzie można było bez­piecz­nie prze­pra­wić się przez Huang He na pół­nocny brzeg. Tam cesarz zasłabł i to tak poważ­nie, że nie mógł sam przejść z powozu do namiotu. Władca roz­ka­zał wtedy Meng Yi wró­cić do sto­licy, ofi­cjal­nie aby zło­żyć ofiary z oka­zji rychłego powrotu władcy, w rze­czy­wi­sto­ści jed­nak po to, aby nie dopu­ścić do nie­po­ko­jów w Xia­ny­ang, gdyby miało dojść do naj­gor­szego.

Czę­sto sły­szy się opi­nię, że Pierw­szy Cesarz ciężko zacho­ro­wał w 210 r. p.?n.?e. na sku­tek zaży­wa­nia mik­stur przy­rzą­dza­nych przez tao­istów, do któ­rych ci ostatni doda­wali rtęć, sub­stan­cję uwa­żaną za szcze­gól­nie magiczną ze względu na swe wyjąt­kowe wła­ści­wo­ści (płynny metal). Nie ma jed­nak ku temu żad­nych prze­sła­nek w sta­ro­żyt­nych kro­ni­kach - co wię­cej, wąt­pliwe jest, aby czło­wiek tak głę­boko podejrz­liwy jak Qin Szi­hu­angdi zgo­dził się na zaży­wa­nie "cudow­nych" spe­cy­fi­ków, któ­rych naj­pierw nie wypró­bo­wałby na ska­zań­cach lub nawet samych twór­cach elik­si­rów... Jest bar­dziej praw­do­po­dobne, że przy­czyną pogor­sze­nia się stanu zdro­wia władcy była podróż przez nie­zdrowe roz­le­wi­ska u ujścia Jangcy.

Cesarz prze­pra­wił się w końcu przez Huang He, ale nie uje­chał daleko - gdy orszak dotarł do miej­sca zna­nego jako Sza­qiu (Pia­skowe Wzgó­rze), na zacho­dzie dzi­siej­szej pro­win­cji Hebei, był już tak ciężko chory, że podróż trzeba było znowu prze­rwać. Czu­jąc zbli­ża­jącą się śmierć, Qin Szi­hu­angdi odpra­wił bez­sil­nych leka­rzy i cza­row­ni­ków. Ostat­nie godziny życia spę­dził doglą­dany przez kanc­le­rza Li Si, księ­cia Huhai i eunu­cha Zhao Gao. Póki jesz­cze był świa­domy, podyk­to­wał list do następcy tronu, księ­cia Fusu, wyda­jąc mu nastę­pu­jący roz­kaz: Prze­każ dowódz­two na pół­nocy Meng Tia­nowi i wra­caj do Xia­ny­ang, aby pokie­ro­wać moim pogrze­bem. Było to nie tylko odwo­ła­nie z wygna­nia, ale także zatwier­dze­nie księ­cia Fusu jako przy­szłego cesa­rza, gdyż tylko nowy władca mógł kie­ro­wać pogrze­bem swego poprzed­nika. Ostat­nim, co władca zro­bił, było odda­nie księ­ciu Huhai w depo­zyt cesar­skich pie­częci. Zhao Gao miał prze­ka­zać pod­pi­sany list posłań­cowi, ale zanim to zro­bił, Qin Szi­hu­angdi zmarł z dala od sto­licy, w namio­cie na wzgó­rzu nad Huang He, nie dożyw­szy 50. uro­dzin.

Jak ocenić rządy i dzieło Pierwszego Cesarza?

Qin Szi­hu­angdi, Pierw­szy Dostojny Cesarz z Dyna­stii Qin, to jedna z naj­waż­niej­szych postaci w dzie­jach Chin, wsze­lako o jego pano­wa­niu wia­domo w grun­cie rze­czy nie tak wiele. Prak­tycz­nie jedyny prze­kaz o Pierw­szym Cesa­rzu, jaki zacho­wał się do naszych cza­sów, to Zapi­ski Histo­ryka, wielka, wspa­niale napi­sana kro­nika Sima Qiana. Pisał on sto lat póź­niej, gdy żyli jesz­cze ludzie, któ­rych rodzice i dziad­ko­wie pamię­tali tego władcę, przez co sły­szeli opo­wie­ści o nim, gdy byli mło­dzi. Sam histo­ryk wywo­dził się z rodu, któ­rego człon­ko­wie słu­żyli Pierw­szemu Cesa­rzowi i żyli na dwo­rze w Xia­ny­ang; można przy­jąć za pew­nik, że wiele się o tym nasłu­chał od naj­star­szych człon­ków klanu. Kro­ni­karz poczy­nił ewi­dent­nie wielki wysi­łek, aby zebrać tyle świa­dectw z dru­giej i trze­ciej ręki, ile mógł, miał także do dys­po­zy­cji doku­menty zacho­wane w archi­wum cesar­skim z wcale prze­cież nie tak daw­nych cza­sów. W cza­sie swych podróży po impe­rium w poszu­ki­wa­niu śla­dów prze­szło­ści na pewno dotarł także do kamien­nych inskryp­cji i roz­sy­ła­nych do pro­win­cji mani­fe­stów Pierw­szego Cesa­rza, któ­rych tek­sty następ­nie zagi­nęły w pomroce dzie­jów. Dzięki jego kro­nice dys­po­nu­jemy ogól­nym opi­sem życia i pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi - wsze­lako, jak zasy­gna­li­zo­wano wyżej, tekst doty­czący czę­ści tego okresu jest bar­dzo zdaw­kowy.

Dzieło Sima Qiana, rzecz jasna, nie jest źró­dłem bez­stron­nym i obiek­tyw­nym z trzech powo­dów. Po pierw­sze, kro­nik histo­rycz­nych bez­stron­nych i obiek­tyw­nych nie ma. Po dru­gie, kro­nikarz był urzęd­ni­kiem piszą­cym ofi­cjalną histo­rię na roz­kaz wszech­po­tęż­nego władcy, cesa­rza Wu (o któ­rym obszer­nie dalej), potomka czło­wieka, który wal­czył z reżi­mem stwo­rzo­nym przez Pierw­szego Cesa­rza. Dzieło Sima Qiana było kon­tro­lo­wane nie tylko przez cen­zo­rów, ale także oso­bi­ście przez cesa­rza, któ­remu zale­żało, aby ofi­cjalny zapis histo­ryczny uza­sad­niał utratę wła­dzy przez dyna­stię Qin jej nie­go­dzi­wo­ściami.

Trzeci powód, dla któ­rego dzieła Sima Qiana nie spo­sób uznać za obiek­tywne, jest para­dok­salny. Ten wybitny inte­lek­tu­ali­sta (w naj­lep­szym tego słowa zna­cze­niu) był kry­tycz­nie nasta­wiony do poli­tyki swego chle­bo­dawcy i dał temu wyraz w pisa­nej przez sie­bie ofi­cjal­nej histo­rii. W isto­cie wydaje się, że nie­które frag­menty opisu cza­sów Qin Szi­hu­angdi są ukrytą kry­tyką cesa­rza Wu. Ten ostatni wsze­lako był zafa­scy­no­wany Pierw­szym Cesa­rzem i w swych poczy­na­niach wzo­ro­wał się na nim, nie chciał więc, aby opi­sano go w zbyt czar­nych bar­wach. Tym samym autor i wydawca Zapi­sków histo­ryka pro­wa­dzili podwójną grę. Histo­ryk pisał o Pierw­szym Cesa­rzu, ale prze­my­cał także w tek­ście alu­zje pod adre­sem swego władcy. Cesarz Wu potrze­bo­wał potę­pie­nia Pierw­szego Cesa­rza, jed­no­cze­śnie jed­nak nie chciał pogrą­żać swego idola i musiał uwa­żać, żeby kry­tyka ta nie sta­no­wiła oskar­że­nia jego wła­snych rzą­dów! W rezul­ta­cie część kro­niki Sima Qiana poświę­cona Pierw­szemu Cesa­rzowi przy­po­mina przed­miot wyku­wany jed­no­cze­śnie przez dwóch rywa­li­zu­ją­cych ze sobą kowali, obu cier­pią­cych na roz­dwo­je­nie jaźni...

Oprócz ską­po­ści źró­deł, kolejną prze­szkodą w oce­nie Pierw­szego Cesa­rza jest podział jego pano­wa­nia na dwa dia­me­tral­nie różne okresy. Z zapisu w kro­ni­kach wynika, iż przez pierw­sze sześć lat po zakoń­cze­niu pod­bo­jów cesarz dużo refor­mo­wał i inwe­sto­wał, ale nie gnę­bił ludzi, w każ­dym razie nie bar­dziej niż rządy Sze­ściu Kró­lestw, które zastą­pił. Następ­nie wsze­lako doszło nie­mal z dnia na dzień do zwrotu o 180 stopni - kolejne pięć lat to gwał­towne przy­spie­sze­nie wiel­kich prac, nało­że­nie dodat­ko­wych obcią­żeń na lud­ność oraz bru­talna kam­pa­nia ter­roru prze­ciw wszel­kim kry­ty­kom nowych porząd­ków.

Ta nie­spój­ność poczy­nań Pierw­szego Cesa­rza spra­wia, iż jego pano­wa­nie zawiera liczne ele­menty pozy­tywne i rów­nie liczne nega­tywne. To z kolei pozwala oce­niać go instru­men­tal­nie, kła­dąc akcent raz na jedne aspekty jego rzą­dów, kiedy indziej na inne, według potrzeb chwili i zgod­nie z aku­rat obo­wią­zu­jącą linią. Chiń­scy histo­rycy mark­si­stow­scy począt­kowo opi­sy­wali go w jak naj­czar­niej­szych bar­wach, ale po tym, jak w 1949 r. komu­ni­ści wygrali wojnę domową, nar­ra­cja została zmie­niona i akcent poło­żono na zjed­no­cze­nie kraju i reformy ustro­jowe. Jego zbrod­nie zaczęto wtedy rela­ty­wi­zo­wać i w końcu zeszły w ofi­cjal­nej nar­ra­cji na drugi plan, jako swego rodzaju nie­zbędny koszt moder­ni­za­cji. Naj­da­lej posu­nął się w tym Mao, mówiąc z lek­ce­wa­że­niem w cza­sie rewo­lu­cji kul­tu­ral­nej: Mówi­cie, że Pierw­szy Cesarz pocho­wał żyw­cem 460 uczo­nych? Wielka mi rzecz - ja pocho­wałem ich 46 tysięcy! Rów­nież obec­nie, od 2012 r., gdy wła­dzę w Chi­nach objął pre­zy­dent Xi Jin­ping, ofi­cjalna linia, któ­rej muszą trzy­mać się chiń­scy histo­rycy, pod­kre­śla zwłasz­cza pozy­tywne aspekty pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi, w tym prze­kształ­ce­nie Chin w super­mo­car­stwo.

Jesz­cze innym pro­ble­mem jest zagłu­sza­nie histo­rii przez pseu­do­hi­sto­rię. Pierw­szy Cesarz był w swych cza­sach naj­po­tęż­niej­szym czło­wie­kiem na świe­cie, przez co jesz­cze za życia zaczęła nara­stać wokół niego legenda, która z cza­sem prze­ro­dziła się wręcz w mito­lo­gię. Zja­wi­sko to zyskało nowe paliwo, gdy w XX w. odkryto jego tera­ko­tową armię. Nawet ludzie nie­zbyt zain­te­re­so­wani histo­rią z reguły coś o tym władcy sły­szeli i czę­sto są chętni, aby usły­szeć wię­cej, zwłasz­cza jeśli będzie to coś sen­sa­cyj­nego. W kon­se­kwen­cji na Pierw­szym Cesa­rzu można zaro­bić, gdyż nie­ważne, co się na jego temat napi­sze, nakręci, nary­suje etc., i tak na pewno się to sprzeda, nawet jeśli odcho­dzi kom­plet­nie od źró­deł histo­rycz­nych. Nawet naj­lep­szy (w opi­nii piszą­cego te słowa) film, jaki kie­dy­kol­wiek nakrę­cono o Pierw­szym Cesa­rzu, Cesarz i mor­derca (1998) wybit­nego reży­sera Czena Kaige, dopi­suje do czar­nej legendy władcy zbrod­nię nie­fi­gu­ru­jącą w żad­nym zna­nym prze­ka­zie32. Ten pseu­do­hi­sto­ryczny szum infor­ma­cyjny nie uła­twia oceny pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi.

Pewne fakty są wsze­lako jasne, oczy­wi­ste i nie pod­le­gają dys­ku­sji. Pierw­szym i naj­waż­niej­szym z nich jest to, iż pod­bój Sze­ściu Kró­lestw przy­niósł całej lud­no­ści Chin powszechny pokój wewnętrzny, zja­wi­sko w okre­sach Wio­sen i Jesieni oraz Wal­czą­cych Kró­lestw prak­tycz­nie nie­znane. Przez 550 lat trwały nie­usta­jące wojny mię­dzy chiń­skimi pań­stwami i oto nagle przez 11 lat pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza nastał pokój. Ow­szem, impe­rium pro­wa­dziło wojnę na dale­kim połu­dniu i na pół­noc­nym pogra­ni­czu, ale w samym cesar­stwie zgiełk bitewny wresz­cie ustał.

Drugą wielką korzy­ścią było ujed­no­li­ce­nie prawa, pie­nią­dza, miar i wag, znie­sie­nie gra­nic i barier wewnętrz­nych. Nawet jeśli ide­olo­gicz­nie reżim Qin był od cza­sów Szang Yanga nie­chętny kup­com, utoż­sa­mia­nym ze spe­ku­lan­tami, powsta­nie na ogrom­nym obsza­rze jed­no­li­tego rynku, opar­tego na wspól­nej walu­cie, jasnym i obo­wią­zu­ją­cym wszyst­kich kodek­sie praw­nym oraz stan­dar­do­wych mia­rach i wagach, zawsze sty­mu­luje wzrost gospo­dar­czy, a co za tym idzie pozwala więk­szej ilo­ści ludzi wyrwać się z nędzy i żyć god­niej. Z dru­giej wsze­lako strony wpro­wa­dze­nie ogól­no­kra­jo­wego sys­temu obo­wiąz­ko­wych pasz­por­tów wewnętrz­nych, bez któ­rych nie wolno było podró­żo­wać mię­dzy pro­win­cjami, osła­biło efekt tej reformy.

Ujed­no­li­ce­nie admi­ni­stra­cji także uła­twiło życie pod­da­nych, zastę­pu­jąc skom­pli­ko­waną sieć powią­zań wasal­nych jed­no­li­tym sys­te­mem urzę­dów i sądów. Co wię­cej, dzięki maso­wemu nabo­rowi do licz­nej admi­ni­stra­cji impe­rial­nej wielu ludzi niskiego pocho­dze­nia uzy­skało szansę, aby awan­so­wać w hie­rar­chii spo­łecz­nej. Scen­tra­li­zo­wana admi­ni­stra­cja impe­rium pozwa­lała także sku­tecz­niej pro­wa­dzić wiel­kie roboty publiczne: iry­ga­cję i melio­ra­cję, aby pozy­skać nowe tereny rolne, kon­ser­wa­cję wałów prze­ciw­po­wo­dzio­wych, roz­bu­dowę kana­łów żeglow­nych i wzno­sze­nie wiel­kich spi­chle­rzy pań­stwo­wych, nie­zbęd­nych do sku­tecz­nego dostar­cza­nia żyw­no­ści do pro­win­cji dotknię­tych suszą, powo­dzią, wyro­je­niem sza­rań­czy lub inną kata­strofą. Z dru­giej wsze­lako strony roz­bu­do­wany sys­tem admi­ni­stra­cyjny był kosz­towny, pro­ce­dury biu­ro­kra­tyczne doty­czące prak­tycz­nie każ­dego aspektu życia dokucz­liwe, a ze względu na rady­kalną cen­tra­li­za­cję pań­stwa cze­ka­nie na decy­zję sto­licy cza­sami trwało długo.

Wielką korzy­ścią dla lud­no­ści wiej­skiej było wywłasz­cze­nie na tere­nach pod­bi­tych Sze­ściu Kró­lestw wiel­kich wła­ści­cieli ziem­skich i roz­da­nie ich tere­nów bez­rol­nym chło­pom. Dzięki temu posu­nię­ciu nowy reżim pozy­skał, przy­naj­mniej na początku pano­wa­nia Pierw­szego Cesa­rza, wielu zwo­len­ni­ków, a polep­sze­nie sytu­acji mate­rial­nej wiel­kich rze­szy ludzi żyją­cych dotąd w bie­dzie dodat­kowo nakrę­ciło koniunk­turę. Tak rady­kalna reforma rolna spra­wiła jed­nak także, iż szlachta i ary­sto­kra­cja z pod­bi­tych kra­jów pałały śmier­telną wro­go­ścią do nowych porząd­ków - a były to dzie­siątki tysięcy ludzi, któ­rych główną funk­cją spo­łeczną była walka zbrojna...

Innym waż­nym punk­tem na plus Qin Szi­hu­angdi jest sto­sun­kowo łagodny cha­rak­ter jego rzą­dów aż do 214 r. p.?n.?e. Pod­bój Sze­ściu Kró­lestw w latach 230-221 p.?n.?e. był wiel­kim i krwa­wym przed­się­wzię­ciem, ale nic nie wska­zuje, aby doszło w tym cza­sie do wiel­kich masakr lud­no­ści cywil­nej lub maso­wego bra­nia w jasyr. Także zde­kla­so­wani szlach­cice i ary­sto­kraci nie zostali wybici ani znie­wo­leni, lecz pozwo­lono im żyć swo­bod­nie jako zwy­kłym "czar­no­gło­wym". Władcy pod­bi­tych kra­jów wraz z żonami i dziećmi zostali prze­wie­zieni do Qin i nie mogli opusz­czać Kraju za Prze­łę­czami, ale rezy­do­wali w pała­cach, nie w lochach. Pomniejsi człon­ko­wie kla­nów kró­lew­skich z pod­bi­tych państw wie­dli po 221 r. p.?n.?e. pro­ste, ale wolne życie ryba­ków, paste­rzy, rol­ni­ków lub rze­mieśl­ni­ków tam, gdzie chcieli.

Rządy Qin Szi­hu­angdi nad zjed­no­czo­nym impe­rium trwały 11 lat i pierw­sze sześć z nich jawi się jako okres pomyślny. Wydaje się, że Pierw­szy Cesarz i jego mini­stro­wie naprawdę wie­rzyli w to, co gło­siła ich uwiecz­niona na kamien­nych kolum­nach dok­tryna. Władca regu­lar­nie podró­żo­wał po pań­stwie i patrzył urzęd­ni­kom na ręce. Pra­co­wał ciężko i ewi­dent­nie to lubił. Nie miał lito­ści dla prze­stęp­ców popeł­nia­ją­cych poważne zbrod­nie, ale potra­fił być wyro­zu­miały wobec innych wino­waj­ców. Przy­po­mnijmy, że podróż po pół­nocy impe­rium w 215 r. p.?n.?e. ujaw­niła, iż w daw­nych kra­jach Zhao i Yan jego edykty igno­ro­wano, zaś miej­scowa admi­ni­stra­cja była sko­rum­po­wana i bez­czynna; nie doszło jed­nak do czystki, władca poprze­stał na zago­nie­niu urzęd­ni­ków do pracy.

To pro­wa­dzi do kolej­nego punktu - oceny Pierw­szego Cesa­rza jako czło­wieka. Nie wydaje się, aby wyróż­niał się on szcze­gól­nym okru­cień­stwem na tle współ­cze­snych mu wład­ców. W tych cza­sach w każ­dym chiń­skim pań­stwie walka o byt na szczy­cie wła­dzy była per­ma­nentna i bez­li­to­sna, zaś każdy moment sła­bo­ści lub braku czuj­no­ści mógł przy­nieść zagładę nie tylko samemu panu­ją­cemu, ale także całemu jego rodowi. Przy­po­mnijmy tu, że jesz­cze w 238 r. p.?n.?e. młody król Zheng, gdy był jesz­cze tylko władcą Qin, musiał sto­czyć roz­pacz­liwą walkę o wła­dzę i życie z frak­cją, któ­rej przy­wód­cami byli jego wła­sna matka i jej kocha­nek Lao Ai33. Wiel­kie pora­chunki, jakie nastą­piły po jego - nie­ła­twym - zwy­cię­stwie w tej krwa­wej kon­fron­ta­cji nie były niczym nad­zwy­czaj­nym w tych cza­sach; skąd­inąd część sze­re­go­wych człon­ków wro­giego obozu zacho­wała życie i po trzech latach zsyłki mogła nawet powró­cić z bani­cji. Rów­nież eli­mi­na­cja w 235 r. p.?n.?e. byłego kanc­le­rza Lu Buwei34 była dla króla Zheng koniecz­no­ścią, gdyż nie mógł tole­ro­wać ist­nie­nia w swoim pań­stwie ośrodka opo­zy­cyj­nego, wokół któ­rego gro­ma­dzili się jego prze­ciw­nicy.

Cesarz potra­fił wyba­czać, jak w przy­padku opi­sa­nych wyżej szlach­ci­ców z Qin, któ­rzy poparli jego wroga Lao Ai i bez­czyn­nych urzęd­ni­ków z kra­jów Zhao i Yan, ale także w przy­padku pała­co­wych sług i eunu­chów, któ­rzy dopu­ścili się nad­użyć (jak Zhao Gao). Potra­fił także zacho­wać umiar w sank­cjach. Pier­wo­rod­nego syna i następcę tronu, który zapro­te­sto­wał prze­ciw jego poli­tyce, uka­rał hono­ro­wym wygna­niem35. Gdy jego krewni i mini­stro­wie rzu­cili mu otwarte wyzwa­nie, żąda­jąc zmiany fun­da­men­tal­nej poli­tyki cesar­stwa poprzez powrót do tra­dy­cyj­nych prak­tyk rzą­dze­nia, Qin Szi­hu­angdi kazał spa­lić sta­ro­żytne księ­go­zbiory - ale żad­nego z opo­nen­tów nie pozba­wił życia.

Oprócz spa­le­nia ksią­żek egze­ku­cja nadwor­nych "uczo­nych" jest zbrod­nią, którą naj­czę­ściej cytuje się jako dowód na sza­leń­stwo i okru­cień­stwo Pierw­szego Cesa­rza. Z kro­niki Sima Qiana wynika jed­nak, że ofia­rami tego wybu­chu gniewu cesa­rza padli przede wszyst­kim szar­la­tani, któ­rzy zwo­dzili władcę per­spek­ty­wami zna­le­zie­nia nowych lekarstw, a nawet "elik­siru nie­śmier­tel­no­ści", pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści pro­wa­dzili dolce vita za jego pie­nią­dze, nie dając nic w zamian. Wyłu­dze­nie pie­nię­dzy od władcy i wpro­wa­dze­nie go w błąd były w sta­ro­żyt­nych Chi­nach jed­no­znaczne ze zdradą stanu, a co za tym idzie zbrod­nią karaną śmier­cią, edykt cesar­ski nie był więc czymś nad­zwy­czaj­nym. W cza­sach póź­niej­szych, gdy wład­com odpo­wia­dało przed­sta­wie­nie Pierw­szego Cesa­rza jako sza­leńca i potwora, ofiary tej czystki zaczęto przed­sta­wiać jako mędr­ców i znaw­ców sta­ro­żyt­nych nauk, któ­rzy swo­imi radami i kry­ty­ko­wa­niem jego nad­użyć ścią­gnęli na sie­bie gniew despoty - z cza­sem zaczęto nawet czcić wszyst­kie ofiary maso­wej egze­ku­cji z 212 r. p.?n.?e. jako "męczen­ni­ków kon­fu­cja­ni­zmu". Wer­sja ta stoi w sprzecz­no­ści z prze­ka­zem Sima Qiana, jedy­nej sta­ro­żyt­nej kro­niki opi­su­ją­cej pano­wa­nie Pierw­szego Cesa­rza zacho­wa­nej do naszych cza­sów. Prawdą jest jed­nak, iż wśród ludzi wtedy stra­co­nych byli także auten­tyczni kon­fu­cjań­scy eru­dyci, któ­rych tor­tu­ro­wani alche­micy i cza­row­nicy obcią­żyli w śledz­twie, pró­bu­jąc rato­wać wła­sną skórę.

Wszyst­kie opi­sane powy­żej czyn­niki spra­wiły, że w cza­sie pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi nie było żad­nych zna­czą­cych bun­tów prze­ciw jego reżi­mowi. Z kro­niki Sima Qiana jasno wynika, że spo­ra­dyczny zbrojny opór po 221 r. p.?n.?e. sta­wiali przede wszyst­kim zruj­no­wani przez reżim Qin szlach­cice i ary­sto­kraci, ale zwy­kli ludzie zna­leźli swe miej­sce w ramach nowego porządku. Brak popar­cia ze strony lud­no­ści wiej­skiej spra­wił, że prak­tycz­nie wszyst­kie zbrojne grupy prze­ciwników nowych porząd­ków musiały się w końcu roz­pro­szyć, a ich człon­ko­wie ukryli broń i prze­szli do kon­spi­ra­cji.

Jed­nak skoro było tak dobrze, to dla­czego było tak źle? Jak opi­sano wyżej, ostat­nie pięć lat pano­wa­nia Qin Szi­hu­angdi w znacz­nej mie­rze zni­we­czyło jego wcze­śniej­sze pozy­tywne doko­na­nia. Pośpiech, z jakim władca zaczął pro­wa­dzić swoje pro­jekty, i jed­no­cze­sne zwięk­sze­nie ilo­ści wiel­kich robót publicz­nych weszły w reak­cję z roz­bu­do­waną i sprawną admi­ni­stra­cją i tym samym na chiń­skich pod­da­nych spadł nowy rodzaj prze­śla­dowcy - bez­duszny apa­rat pań­stwowy wyko­nu­jący pole­ce­nia odle­głej wła­dzy będą­cej dla zwy­kłego czło­wieka abs­trak­cją. Ucisk ze strony cesar­skich urzęd­ni­ków z nawiązką zastą­pił wszel­kie cier­pie­nia, jakich daw­niej chiń­ski gmin mógł doznać od admi­ni­stra­cji kró­lew­skich lub miej­sco­wych feu­da­łów. Surowe prawa Pierw­szego Cesa­rza, mające zagwa­ran­to­wać pokój wewnętrzny i ukró­cić ban­dy­tyzm, zaczęły być teraz wyko­rzy­sty­wane przez guber­na­to­rów pro­win­cji jako narzę­dzie do zgro­ma­dze­nia dar­mo­wej siły robo­czej i wypeł­nie­nia kon­tyn­gen­tów "ochot­ni­ków" do kolo­ni­za­cji nowo pod­bi­tych tery­to­riów. Wyda­nie w 213 r. p.?n.?e. edyktu zaka­zu­ją­cego wszel­kiej kry­tyki reżimu, a nawet dys­ku­to­wa­nia o daw­nych tra­dy­cjach, pod groźbą kary śmierci (naj­czę­ściej zamie­nia­nej na katorgę), było już samo w sobie cięż­kim błę­dem, gdyż poprzez ster­ro­ry­zo­wa­nie lud­no­ści i sze­rzącą się plagę dono­si­ciel­stwa prze­pis ten kom­plet­nie zatruł atmos­ferę w kraju. Uży­cie go do maso­wych aresz­to­wań, pozwa­la­ją­cych obró­cić dzie­siątki, a póź­niej wręcz setki tysięcy ludzi w de facto nie­wol­ni­ków, pozba­wiło reżim Qin popar­cia więk­szo­ści pod­da­nych.

Sam władca i jego mini­stro­wie mało dbali o to, co będą myśleć o nich szlach­cice z Sze­ściu Kró­lestw lub uczeni kon­fu­cja­ni­ści - uwa­żali za to, że jeśli uda im się zbu­do­wać jed­no­lite, trwałe i silne pań­stwo, dba­jące o wszyst­kich pod­da­nych, zostaną zapa­mię­tani jako wielcy ludzie. Dla­tego w mani­fe­stach ide­olo­gicz­nych wyry­tych na kamien­nych kolum­nach Qin Szi­hu­angdi odwo­ły­wał się do zwy­kłych zja­da­czy chleba, "ludu czar­no­gło­wego", któ­rego los chyba szcze­rze leżał mu na sercu, przy­naj­mniej w pierw­szych latach pano­wa­nia. Jak więc osą­dzili Pierw­szego Cesa­rza "czar­no­głowi"?

W kro­ni­kach histo­rycz­nych rzadko daje się głos ludziom z gminu, ska­zu­jąc ich tym samym w zasa­dzie na wieczne mil­cze­nie. Ale czy jest tak naprawdę? Wbrew pozo­rom "lud czar­no­głowy" zawsze i wszę­dzie znaj­do­wał spo­sób, aby pozo­sta­wić swą opi­nię o danych cza­sach i ludziach, któ­rzy wtedy spra­wo­wali wła­dzę i decy­do­wali o jego losie. W legen­dach, baj­kach, klech­dach, przy­po­wie­ściach, przy­sło­wiach, pio­sen­kach i przy­śpiew­kach, rymo­wan­kach i wyli­czan­kach, wier­szach, dow­ci­pach i wszyst­kich innych for­mach folk­loru ludo­wego znaj­duje się także osąd wład­ców i panu­ją­cych w daw­nych cza­sach porząd­ków - i jest to prze­sła­nie zaska­ku­jąco trwałe, trud­niej­sze czę­sto do znisz­cze­nia niż spi­sane kro­niki lub nawet wyryte na kamie­niu pro­kla­ma­cje. Kro­niki płoną, kamienne obe­li­ski są roz­bi­jane, ale echa daw­nych cza­sów pozo­stają ukryte w świa­do­mo­ści zbio­ro­wej, tak jak ślady prze­szło­ści zacho­wują się w sło­jach sta­rych drzew i war­stwach geo­lo­gicz­nych skał. Tak jak drzewa i kamie­nie, chiń­ski gmin z cza­sów sta­ro­żyt­nych, choć na pozór niemy, prze­cho­wał pamięć o Pierw­szym Cesa­rzu do dziś, świa­dec­two rów­nie dobitne co kro­niki spi­sane na jedwa­biu przez eru­dy­tów, nie­moż­liwy do stłu­mie­nia głos mil­czą­cych i nie­odwo­łalny wer­dykt bez­sil­nych. Oddajmy więc ostat­nie słowo w roz­wa­ża­niach o życiu i doko­na­niach Qin Szi­hu­angdi wła­śnie "czar­no­głowym", do któ­rych osądu sam władca się odwo­ły­wał. Ist­nieje mnó­stwo legend i podań o cza­sach Pierw­szego Cesa­rza, ale jedna z nich wysuwa się na czoło, zarówno pod wzglę­dem popu­lar­no­ści, jak i siły prze­sła­nia.

Legenda o damie Meng Jian­gnu

Pierw­szy Cesarz roz­ka­zał wznie­sie­nie na pół­noc­nej gra­nicy Muru Dzie­się­ciu Tysięcy Li. Na jego roz­kaz 300 tysięcy żoł­nie­rzy i 800 tysięcy robot­ni­ków zostało zmo­bi­li­zo­wa­nych do tego zada­nia. Aby upew­nić się, że jego dzieło prze­trwa, na każde jeden li Muru kazał pogrze­bać żyw­cem w fun­da­men­tach jed­nego czło­wieka - łącz­nie 10 tysięcy ludzi. W miarę, jak czas upły­wał, cesarz nie­cier­pli­wił się coraz bar­dziej i wciąż kazał przy­spie­szać roboty, nie dba­jąc o los pra­cu­ją­cych. Z każ­dego zakątka impe­rium spę­dzano coraz wię­cej ludzi do pracy, przez co wielu ucie­kało, oba­wia­jąc się, iż nie wytrzy­mają wie­lo­let­niej katorgi. Był wśród nich także młody skryba imie­niem Wan Xiliang z mia­sta Suzhou, który nara­ził się prze­ło­żo­nym i oba­wiał się zesła­nia. Cho­ciaż nie był silny i zdro­wie mu nie dopi­sy­wało, zdo­łał przez wiele mie­sięcy unik­nąć łapa­nek i pędził żywot włó­częgi. W końcu jed­nak szczę­ście go opu­ściło i w mie­ście Son­gjiang zwró­cił uwagę patrolu, który rzu­cił się za nim w pościg wąskimi ulicz­kami. Zde­spe­ro­wany Wan Xiliang zdo­łał wyprze­dzić ści­ga­ją­cych go żoł­nie­rzy, wdra­pać się na mur oka­la­jący uliczkę i wsko­czyć do znaj­du­ją­cego się za nim ogrodu. Jego prze­śla­dowcy zgu­bili tym samym trop i znie­chę­ciw­szy się, zanie­chali poszu­ki­wań.

Ogród, w któ­rym scho­wał się Wan Xiliang, nale­żał do zamoż­nych ludzi o nazwi­sku Meng. Pan Meng i jego żona, pani Jiang, nie mieli wła­snych dzieci, ale wycho­wy­wali przy­braną córkę, przy­gar­niętą sie­rotę, którą nazwali Meng Jian­gnu. Jej pocho­dze­nie pozo­staje zagadką, ale gdy doro­sła, oka­zała się tak piękna i pełna uroku, że w całym mie­ście zaczęto szep­tać, że nie jest zwy­kłą istotą ludzką, lecz że jej przy­brani rodzice, któ­rzy od dawna modlili się o potom­stwo, zna­leźli ją pew­nego dnia w ogro­dzie, wewnątrz ogrom­nej tykwy o zło­tej skó­rze, wyro­słej w ciągu jed­nej nocy na ulu­bio­nym krze­wie pani Jiang. W dniu, gdy Wan Xiliang ukrył się w ogro­dzie, Meng Jian­gnu wła­śnie skoń­czyła 18 lat i wielu męż­czyzn z mia­sta i oko­licy ubie­gało się już o jej rękę - jak dotąd bez­sku­tecz­nie.

Scho­wany w krze­wach ucie­ki­nier wkrótce usły­szał kroki i śpiew mło­dej dziew­czyny, po czym zoba­czył Meng Jian­gnu prze­cha­dza­jącą się po ogro­dzie i bawiącą się wachla­rzem, na który pró­bo­wała wabić co pięk­niej­sze motyle. Widok wywarł na nim wiel­kie wra­że­nie, przez co Wan Xiliang stra­cił czuj­ność i poru­szył gałę­ziami. Dziew­czyna odwró­ciła się i widząc skry­tego za krze­wami męż­czy­znę, prze­stra­szyła się, krzyk­nęła, po czym cof­nęła się i tra­cąc rów­no­wagę, wpa­dła do sadzawki. W płyt­kiej wodzie nie gro­ziło jej nie­bez­pie­czeń­stwo, ale Wan Xiliang i tak rzu­cił się na ratu­nek, tak że gdy nad­bie­gli pan Meng, pani Jang i ich służba, zna­leźli swoją córkę w prze­mo­czo­nych i ubło­co­nych sza­tach, w ramio­nach nie­zna­jo­mego męż­czy­zny.

Dla pana Meng i jego żony była to kło­po­tliwa sytu­acja. Oboje natych­miast zro­zu­mieli, że Wan Xiliang nie miał złych zamia­rów, ale za to jasne było, że jest ucie­ki­nie­rem, jakich było wtedy bez liku w całych Chi­nach, i za ukry­wa­nie go mogła gro­zić surowa kara. Co gor­sza, ich przy­brana córka nie tylko była sam na sam z obcym męż­czy­zną, ale nawet zna­la­zła się w jego ramio­nach na oczach służby - tym samym mimo całej jej urody i majątku rodzi­ców jej szanse na zna­le­zie­nie dobrej par­tii nagle zma­lały pra­wie do zera. Nie było wyj­ścia, trzeba było mło­dych oże­nić i tym samym stłu­mić skan­dal w zalążku.

Mimo iż przed ślu­bem Wan Xiliang i Meng Jian­gnu znali się zale­d­wie jeden dzień, przy­pa­dli sobie do gustu i żadne nie narze­kało na swój los. Ich szczę­ście jed­nak trwało bar­dzo krótko - nie upły­nął nawet pierw­szy tydzień ich związku, gdy do bramy domo­stwa pana Meng i pani Jiang zastu­kał patrol woj­ska i mimo pro­te­stów teściów Wan Xiliang został aresz­to­wany i jako poszu­ki­wany zbieg dołą­czony do pierw­szego trans­portu więź­niów zesła­nych do budowy umoc­nień na pół­noc­nej gra­nicy.

Pan Meng i pani Jiang poprzez swoje konek­sje unik­nęli aresz­to­wa­nia, ale od tej pory nie było szczę­ścia w ich domu, gdyż Meng Jian­gnu bar­dzo źle prze­żyła roz­łąkę ze świeżo poślu­bio­nym mał­żon­kiem. Pocie­szano ją co prawda, że zsyłka na pół­noc jest cza­sowa i po kilku latach ci, któ­rzy prze­żyli ciężką pracę i mroźne zimy, mogą wró­cić do domów - jed­nak nawet wycho­wana w cie­plar­nia­nych warun­kach i w izo­la­cji od świata jedy­naczka wie­działa, że wielu zesłań­ców nie prze­żywa nawet pierw­szych mie­sięcy. Meng Jian­gnu i jej matka wła­sno­ręcz­nie uszyły więc cie­płe ubra­nie dla Wan Xilianga, pra­gnąc posłać je na pół­noc poprzez zna­jo­mych kup­ców, zanim nadej­dzie praw­dziwa zima.

Na początku paź­dzier­nika Meng Jian­gnu miała jed­nak straszny kosz­mar senny, w któ­rym jej mąż leżał nie­ru­chomo i szep­tał zsi­nia­łymi war­gami: "Jest mi tak zimno. Zama­rzam. Meng Jian­gnu, ja umie­ram!". Następ­nego dnia wystra­szona, ale zde­ter­mi­no­wana dziew­czyna oświad­czyła rodzi­com, że nie cze­ka­jąc na żad­nych kup­ców, wyru­sza na pół­noc natych­miast oso­bi­ście, aby zawieźć cie­płą odzież mężowi, nawet jeśli nie ma ku temu nie­zbęd­nych do podró­żo­wa­nia papie­rów. Pan Meng i pani Jiang nie byli w sta­nie jej towa­rzy­szyć ze względu na swój wiek i bła­gali ją, aby zanie­chała tego sza­leń­czego pomy­słu. Po kilku dniach jed­nak, widząc, że ich przy­brana córka więd­nie w oczach, dali jej pozwo­le­nie, kupili jej konia i zaopa­trzyli na drogę. Rodzice Meng Jian­gnu mieli nadzieję, że patrole nie będą pytać o zezwo­le­nie na podróż ubra­nej w bogate szaty i podró­żu­ją­cej konno dziew­czyny, zaś dzięki suro­wej poli­tyce Pierw­szego Cesa­rza gościńce były bez­pieczne jak ni­gdy, gdyż ci ban­dyci, któ­rych nie wytę­piono, kryli się w dzi­kich zaka­mar­kach kraju, raczej uni­ka­jąc dróg.

Meng Jian­gnu ruszyła na pół­noc jedną z mniej uczęsz­cza­nych dróg, o któ­rej mówiono, że jest rzadko patro­lo­wana, i istot­nie miała szczę­ście, gdyż nikt jej nie zapy­tał o pozwo­le­nie na podróż. Zanim jed­nak dotarła na pół­nocne pogra­ni­cze, na dro­dze sta­nęła jej prze­szkoda tłu­ma­cząca skąd­inąd, dla­czego ten gości­niec był mniej uży­wany - wez­brana na sku­tek jesien­nych desz­czów rwąca rzeka, nie­moż­liwa do prze­by­cia na koń­skim grzbie­cie ani wpław. Ni­gdzie, jak okiem się­gnąć, nie można było dostrzec ani mostu, ani promu, ani nawet jakiejś osady ryba­ków, gdzie można by poszu­kać łodzi. Ta nie­ocze­ki­wana trud­ność spra­wiła, że Meng Jian­gnu opu­ściły siły. Zsia­dła z konia i uklęk­nąw­szy na brzegu, po raz pierw­szy od początku podróży roz­pła­kała się. Wtedy zda­rzyło się coś nie­zwy­kłego - gdy tylko pierw­sza jej łza dotknęła wody, wzbu­rzone odmęty uspo­ko­iły się. Nie tra­cąc czasu na zasta­na­wia­nie się, dziew­czyna wsia­dła na konia i trzy­ma­jąc się jego grzywy, prze­pły­nęła przez rzekę.

Po dru­giej stro­nie rzeki droga była zanie­dbana i zaro­śnięta krza­kami, w końcu znik­nęła cał­ko­wi­cie i Meng Jian­gnu zna­la­zła się na dzi­kim bez­drożu. Nie zawró­ciła jed­nak, lecz wędro­wała dalej na pół­noc, powoli znaj­du­jąc drogę mię­dzy poro­śnię­tymi lasem wzgó­rzami. W końcu skoń­czyła jej się żyw­ność, zaś w nocy doku­czał jej coraz bar­dziej chłód. Na domiar złego, gdy roz­pa­lała ogni­sko na noc, zoba­czyła prze­my­ka­jące w krza­kach wilki, zwa­bione zapa­chem jej wierz­chowca. Być może jej wędrówka skoń­czyłaby się w tym dzi­kim lesie, ale następ­nego dnia rano, gdy wyru­szyła dalej, zauwa­żyła dwa kruki, która pod­la­ty­wały do niej, następ­nie zaś zni­kały w lesie, aby po chwili znowu wró­cić, zupeł­nie jakby chciały jej poka­zać drogę. Nie zasta­na­wia­jąc się wiele, Meng Jian­gnu podą­żyła za pta­kami i pod koniec dnia zauwa­żyła dym wzno­szący się w powie­trze, wkrótce zaś grupę skrom­nych domostw - była to nie­wielka wio­ska, zagu­biona w środku lasu.

W osa­dzie tej żyły tylko kobiety, dzieci i kilku star­szych lub kale­kich męż­czyzn - mło­dzi i silni chłopi zostali zapę­dzeni do pracy przy wałach gra­nicz­nych. Gdy dowie­dzieli się, że Meng Jian­gnu prze­była tak daleką drogę, aby dowie­dzieć się o los swo­jego męża, ugo­ścili ją naj­le­piej, jak potra­fili. Następ­nego dnia dziew­czyna wyru­szyła w ostatni etap wędrówki, gdyż wały gra­niczne były już nie­da­leko.

Wkrótce Meng Jian­gnu dotarła do pierw­szego obozu, w któ­rym miesz­kali ludzie spę­dzeni do budowy wałów. Więk­szość z nich wyglą­dała na cho­rych z prze­mę­cze­nia i nie­do­ży­wie­nia, wielu było odzia­nych w łach­many i mało kto miał cie­płe obu­wie. Nad­zorcy poga­niali ich i zmu­szali do jak naj­szyb­szej pracy, zaś żoł­nie­rze pil­no­wali, aby nie było dezer­cji i nie wahali się strze­lać z kusz do ucie­ki­nie­rów. Pro­te­sty i nie­po­słu­szeń­stwo karano chło­stą lub nawet śmier­cią. Już sama atmos­fera tego miej­sca prze­ra­ziła Meng Jian­gnu, ale wkrótce potem cze­kał ją jesz­cze więk­szy wstrząs, gdy przyj­rzała się bli­żej wałom z ubi­tej ziemi, z któ­rych wysta­wały frag­menty gałęzi uży­tych do wzmoc­nie­nia kon­struk­cji, ale także tu i ówdzie jakieś białe przed­mioty. Dziew­czyna uświa­do­miła sobie w końcu ze zgrozą, że są to bie­le­jące ludz­kie kości - tak wielu pra­cow­ni­ków umie­rało w cza­sie robót, że zamiast cho­wać ich choćby w zbio­ro­wych mogi­łach, nad­zorcy kazali ich po pro­stu zako­py­wać w wałach!

Meng Jian­gnu nie dowie­działa się niczego o losach swego męża w tym miej­scu, ruszyła więc dalej wzdłuż wałów, roz­py­tu­jąc się w każ­dym kolej­nym obo­zo­wi­sku. O dziwo, nikt jej w tym nie prze­szka­dzał; ani żoł­nie­rzom, ani urzęd­ni­kom nie przy­szło nawet do głowy, że samot­nie podró­żu­jąca kobieta może prze­by­wać na pogra­ni­czu bez zezwo­le­nia. Tym samym dziew­czyna dotarła wresz­cie do obozu, w któ­rym pra­cow­nicy mówili zna­jomą gwarą - byli to ludzie z jej pro­win­cji. Pełna nadziei Meng Jian­gnu odszu­kała zarządcę obozu i spy­tała go o Wan Xilianga. Urzęd­nik sko­ja­rzył nazwi­sko, ale nie miał dobrych wie­ści - Wan Xiliang zacho­ro­wał wkrótce po przy­by­ciu do obozu i zmarł kilka tygo­dni wcze­śniej. Gdy jego młoda mał­żonka wyru­szyła w ryzy­kowną podróż, aby go szu­kać, jego samego nie było już wśród żywych. Usły­szaw­szy to, Meng Jian­gnu zemdlała i nie można jej było docu­cić.

Nad­zorcy obozu i żoł­nie­rze cesar­scy nie nale­żeli do ludzi deli­kat­nych, ale żal im się zro­biło tej mło­dej i pięk­nej dziew­czyny, zanie­śli ją więc do namiotu i wezwali leka­rza, któ­remu udało się posta­wić ją na nogi. Gdy tylko jed­nak była w sta­nie znowu cho­dzić, Meng Jian­gnu wyszła z namiotu i podą­żyła do pod­nóża wałów, następ­nie zaś uklę­kła i zanio­sła się strasz­nym pła­czem z tęsk­noty za mężem, któ­rego miała dla sie­bie tylko przez kilka dni, z poczu­cia krzywdy, iż jego życie zostało zmar­no­wane tak bez­sen­sow­nie, a także z żalu, iż taki sam los spo­tkał tysiące innych mło­dych ludzi. Tak głę­boki był żal i smu­tek Meng Jian­gnu, tak roz­pacz­liwy jej płacz, że znowu wyda­rzyło się coś nie­zwy­kłego - niebo zaczęło zacho­dzić mroczną chmurą, zerwał się nie­zwy­kle silny wiatr, konie i inne zwie­rzęta w obo­zie wpa­dły w popłoch i zaczęły ucie­kać na oślep, na koniec zaś zatrzę­sła się zie­mia i na prze­strzeni wielu kilo­me­trów usy­pane już i ukoń­czone wały roz­pa­dły się. Wśród stert ziemi, pia­sku i kamieni leżało także mnó­stwo ludz­kich szcząt­ków, jedy­nych pozo­sta­ło­ści po zmar­łych pra­cow­ni­kach.

Meng Jian­gnu wstała wtedy i nie zwra­ca­jąc uwagi na panu­jący dookoła chaos, zaczęła zbie­rać ludz­kie kości i gdy już zebrała ich całe narę­cze, gołymi rękami wyko­pała grób i zło­żyła w nim szczątki zmar­łych pra­cow­ni­ków na wieczny spo­czy­nek, po czym odmó­wiw­szy modli­twę, zako­pała grób. Następ­nie zro­biła to samo z kolejną stertą kości, a potem z następną i jesz­cze następną. Kon­ty­nu­owała w ten spo­sób wiele dni, sypia­jąc w nocy i nie­stru­dze­nie cho­wa­jąc zmar­łych przez całą resztę czasu. Żoł­nie­rze i nad­zorcy nie prze­szka­dzali jej, prze­ciw­nie, nie wie­dząc, co z nią począć, omi­jali ją sze­ro­kim łukiem i uda­wali, że jej nie widzą. Pra­cow­nicy z obozu wznie­śli jej sza­łas, przy­nie­śli jej koce i dzie­lili się z nią żyw­no­ścią, dzięki czemu nie umarła z zimna ani głodu.

Upły­nęło wiele dni i Meng Jian­gnu wciąż kon­ty­nu­owała swoją samotną pracę, nie odzy­wa­jąc się ani sło­wem i nie zwra­ca­jąc uwagi na oto­cze­nie - aż wresz­cie zda­rzył się kolejny nie­zwy­kły wypa­dek. Zbie­ra­jąc skru­pu­lat­nie kości kolej­nego zmar­łego robot­nika, Meng Jian­gnu ska­le­czyła się w rękę. Nie był to pierw­szy raz, ale tym razem jej krew, zamiast spły­nąć po ludz­kich szcząt­kach, wsią­kła w kości tak, że ani jedna kro­pla nie upa­dła na zie­mię. Dziew­czyna zachwiała się, uklę­kła na ziemi i przy­tu­liw­szy zebrane kości, wybuch­nęła strasz­nym pła­czem - zro­zu­miała, że oto odna­la­zła zwłoki swo­jego męża Wan Xilianga. Gdy doszła do sie­bie, zawi­nęła pie­czo­ło­wi­cie odna­le­zione szczątki w mate­riał i wyru­szyła z powro­tem do domu, aby tam god­nie pocho­wać męża.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Część niniej­szej publi­ka­cji uka­zała się w serii Histo­ryczne Bitwy pt. Wojna Czu z Han 209-202 p.n.e. [wróć]

2. Ostat­nim cesa­rzem Chin był gene­rał Yuan Szi­kai (1859-1916), wcze­śniej pre­zy­dent chiń­skiej repu­bliki w latach 1912-1915. Przy­jął tytuł cesar­ski 12 grud­nia 1915 r. i pod imie­niem Hon­gxian pano­wał 83 dni -?do 22 marca 1916 r. [wróć]

3. Dyna­stia Zhou oba­liła dyna­stię Szang w roku 1046 p.n.e. Kró­lo­wie Zhou stra­cili rze­czy­wi­stą wła­dzę w 771 r. p.n.e.; ostat­nia próba jej odzy­ska­nia zakoń­czyła się klę­ską w 707 r. p.n.e. Mimo to przez kolejne wieki władcy wszyst­kich chiń­skich kra­jów for­mal­nie byli wasa­lami kró­lów Zhou, nawet jeśli ci ostatni posia­dali tylko nie­wielką domenę na wła­sność. Kraj Qin zajął to tery­to­rium w 256 r. p.n.e., detro­ni­zu­jąc i upro­wa­dza­jąc jego władcę. Ostatni przed­sta­wi­ciel dyna­stii Zhou i pre­ten­dent do tronu, książę Wen, zgi­nął w walce z Qin w 249 r. p.n.e. [wróć]

4. Dzieło zbio­rowe nie­zna­nych auto­rów z III w. p.n.e. Część roz­dzia­łów nie­stety nie zacho­wała się. [wróć]

5. Szang Yang (ok. 390-338 p.n.e.), kanc­lerz Qin w latach 361-338 p.n.e. Prze­kształ­cił on słaby dotąd kraj w tota­li­tarne super­mo­car­stwo, narzu­ca­jąc kon­trolę pań­stwa nad wszel­kimi aspek­tami życia, wpro­wa­dza­jąc dra­koń­ski kodeks karny, mili­ta­ry­zu­jąc spo­łe­czeń­stwo i pod­po­rząd­ko­wu­jąc gospo­darkę potrze­bom armii. [wróć]

6. W nie­któ­rych punk­tach okryty ponurą sławą kodeks karny Qin był łagod­niej­szy niż wiele praw euro­pej­skich jesz­cze w cza­sach nowo­żyt­nych -?np. w Anglii, a póź­niej w Wiel­kiej Bry­ta­nii według prze­pi­sów tzw. Krwa­wego Kodeksu (Blo­ody Code, 1688-1823) za zwy­kłą kra­dzież sakiewki szło się zazwy­czaj na szu­bie­nicę. [wróć]

7. Do roz­le­głej doliny rzeki Wei, będą­cej ser­cem kraju Qin, wszyst­kie drogi wio­dły przez gór­skie prze­smyki, dla­tego utarło się nazy­wać ten obszar Kra­jem za Prze­łę­czami. [wróć]

8. Kraj Yue został znisz­czony w 333 r. p.n.e. przez Czu i Qi, które podzie­liły się jego tery­to­rium. [wróć]

9. Trzej Kró­lo­wie -?dyna­stie Xia, Szang i Zhou panu­jące przed cza­sami Pierw­szego Cesa­rza. [wróć]

10. Chiń­czycy uwa­żali, że ich kraj to jedyna ostoja cywi­li­za­cji oto­czona przez cztery morza bar­ba­rzyń­stwa. [wróć]

11. Cho­dzi o dao (lub tao), uni­wer­salne zasady kie­ru­jące wszech­świa­tem, pod­sta­wowy kon­cept tao­izmu. [wróć]

12. W 227 r. p.n.e. Jing Ke, wysłan­nik z kraju Yan, o mały włos nie zabił króla Zheng z Qin zatru­tym szty­le­tem ukry­tym w mapie. Jest to naj­słyn­niej­szy zamach w dzie­jach Chin, upa­mięt­niony przy­sło­wiem "Gdy mapę roz­wi­nąć do końca, poka­zuje się szty­let". Pozo­stali człon­ko­wie posel­stwa z Yan, cho­ciaż nie byli świa­domi misji Jing Ke, zostali zabici -?oszczę­dzono tylko słyn­nego muzyka Gao Jianli, ale wypa­lono mu oczy. [wróć]

13. Jego dzia­dek Meng Ao i ojciec Meng Wu byli swego czasu jed­nymi z głów­nych gene­ra­łów Qin. [wróć]

14. W sta­ro­żyt­no­ści Chiń­czycy uży­wali nazwy Yue dla wszyst­kich ludów żyją­cych na połu­dnie od Jangcy. Jeden z nich stwo­rzył w VII w. p.n.e. pań­stwo Yue, które w V wieku osią­gnęło sta­tus wiel­kiego mocar­stwa, ale zostało znisz­czone przez Czu i Qi w 333 r. p.n.e. Inne narody Yue unik­nęły wtedy chiń­skiego pod­boju. [wróć]

15. Ich rody panu­jące wywo­dziły się od wysoko uro­dzo­nych ucie­ki­nie­rów z kró­le­stwa Yue, któ­rzy uszli na połu­dnie, po tym jak ich kraj został w 333 r. p.n.e. pod­bity przez Czu i Qi. [wróć]

16. Prak­tycz­nie nic nie wia­domo o ustroju poli­tycz­nym tej kra­iny -?wydaje się jed­nak, iż było to raczej przy­mie­rze ple­mion niż jed­no­lite pań­stwo. [wróć]

17. Ukoń­czony 800 lat póź­niej przez dyna­stię Sui, gdy powstał Wielki Kanał od Hang­zhou na połu­dniu do Pekinu na pół­nocy, sys­tem ten ma ponad 2000 kilo­me­trów dłu­go­ści. Grun­tow­nie zmo­der­ni­zo­wany, pozwala on wiel­kim bar­kom rzecz­nym kur­so­wać mię­dzy Kan­to­nem i Peki­nem, nie oglą­da­jąc ani razu morza! [wróć]

18. Jest to gra słów -?po chiń­sku słowo "domowy" brzmi pra­wie tak samo jak "fał­szywy"... [wróć]

19. Przed wyna­le­zie­niem papieru (co nastą­piło dopiero w roku 105 n.e.) Chiń­czycy pisali na bam­bu­so­wych listwach, przez co można śmiało powie­dzieć, że nie było wtedy żad­nych doku­men­tów małej wagi... [wróć]

20. Te liczące ponad tysiąc lat przed­mioty sakralne, oto­czone wielką czcią przez wszyst­kich Chiń­czy­ków, zostały wrzu­cone do rzeki przez króla Nan, ostat­niego władcę z dyna­stii Wschod­nich Zhou, gdy w 256 r. p.n.e. jego ostat­nia sie­dziba, Wang­cheng (mia­sto leżące w pobliżu Loy­ang), została wzięta sztur­mem przez woj­ska Qin. [wróć]

21. Król Helu był władcą kraju Wu w latach 514-496 p.n.e. Pod jego rzą­dami to nie­wiel­kie kró­le­stwo wyro­sło na groźne mocar­stwo, po czę­ści dzięki refor­mom woj­sko­wym wpro­wa­dzo­nym przez słyn­nego stra­tega Sun Tzu. [wróć]

22. Płat­ne­rze i kowale wspo­mnia­nego już uprzed­nio kró­le­stwa Yue cie­szyli się wielką renomą. Po zagła­dzie Yue w 333 r. p.n.e. wielu z nich uszło do swych pobra­tym­ców żyją­cych na dale­kim połu­dniu. [wróć]

23. W 481 r. p.n.e. gene­rał Tian Heng zabił panu­ją­cego w kraju Qi księ­cia Jian, po czym osa­dził na tro­nie mario­net­ko­wego władcę, przej­mu­jąc rze­czy­wi­stą wła­dzę. [wróć]

24. W latach 526-520 p.n.e. dyna­stia rzą­dząca w kraju Jin fak­tycz­nie utra­ciła wła­dzę na rzecz przy­mie­rza sze­ściu kla­nów moż­no­wład­ców Fan, Han, Wei, Zhao, Zhi i Zhon­ghang, zwa­nych Sze­ścioma Eks­ce­len­cjami. [wróć]

25. Mityczni władcy Huangdi, Zhu­anxu, Ku, Yao i Szun, któ­rzy według legend stwo­rzyli chiń­ską cywi­li­za­cję. [wróć]

26. Biblio­teka prze­cho­wu­jąca doku­menty na potrzeby samego władcy i jego naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków. [wróć]

27. Były to mia­sta sto­łeczne w cza­sach dyna­stii Zachod­nich Zhou (1045-771 p.n.e.). [wróć]

28. Li Si uro­dził się w 280 r. p.n.e. w kraju Czu, ale nie mogąc zna­leźć zatrud­nie­nia, wyemi­gro­wał praw­do­po­dob­nie ok. 250 r. p.n.e. do Qin, gdzie roz­po­czął karierę w admi­ni­stra­cji od naj­niż­szego szcze­bla. W latach 224-222, już jako jeden z głów­nych mini­strów Qin, przy­czy­nił się do pod­boju rodzin­nego kraju. [wróć]

29. Ist­nieje nawet rady­kalna (i bar­dzo kon­tro­wer­syjna) teo­ria utoż­sa­mia­jąca Xu Fu z cesa­rzem Jimmu, zało­ży­cie­lem pierw­szego pań­stwa japoń­skiego, od któ­rego bie­rze także począ­tek japoń­ski ród cesar­ski. [wróć]

30. Nie znamy dokład­nej daty tych wyda­rzeń, ale musiało to nastą­pić ok. 215 r. p.n.e., gdyż wcze­śniej Meng Yi nie był mini­strem, a od pro­cesu Zhao Gao do podroży cesa­rza na połu­dnie minęło kilka lat. [wróć]

31. Owiane legendą kró­le­stwo Xia było pierw­szym pań­stwem chiń­skim, ist­nie­ją­cym od ok. 2000 r. p.n.e. do pod­boju przez sąsia­du­jący kraj Szang w 1576 lub 1557 r. p.n.e. Jego ist­nie­nie, przez długi czas pod­wa­żane przez naukę, zostało udo­wod­nione nie­zbi­cie przez liczne zna­le­zi­ska arche­olo­giczne w latach 50. i 60. XX w. [wróć]

32. Po zdo­by­ciu sto­licy Zhao władca każe zabić wszyst­kie miej­scowe dzieci, gdyż jedno go obra­ziło. [wróć]

33. Patrz tom poprzedni Kro­niki pierw­szych dyna­stii. [wróć]

34. Lu Buwei (ok. 291-235 p.n.e.), kanc­lerz i regent Qin, gdy król Zheng był mało­letni. Matka króla była w mło­do­ści nałoż­nicą Lu Buweia, wro­go­wie władcy roz­pu­ścili więc pogło­skę, iż jest on bękar­tem kanc­lerza, przez co nie ma prawa zasia­dać na tro­nie. Patrz poprzedni tom Kro­niki pierw­szych dyna­stii. [wróć]

35. Dla porów­na­nia car Piotr Wielki kazał swego naj­star­szego syna za podobne prze­stęp­stwo stra­cić. Care­wicz Aleksy (1690-1718) nie dożył jed­nak egze­ku­cji; zmarł na sku­tek tor­tur zada­nych pod­czas śledz­twa. [wróć]