Rządy Pierwszego Cesarza (221?-?210 r. p.?n.?e.)
Gdy w 221 r. p.?n.?e. królestwo Qi zostało zajęte przez wielką armię kraju
Qin, zakończył się trwający od 232 lat okres Walczących Królestw. Z długiej, dramatycznej i niezwykle krwawej rywalizacji siedmiu mocarstw
Czu, Han, Qi, Wei, Yan, Zhao i Qin zwycięsko wyszło to ostatnie. Jego
władca, mający wtedy 38 lat król Zheng, był odtąd panem całego obszaru
należącego do chińskiej cywilizacji.
Króla Zhenga wspierała ekipa zaufanych i doświadczonych ministrów.
Formalnie najwyżsi rangą byli dwaj kanclerze, Wei Zhuang i Wang Wan, po
nich zaś cesarski sekretarz Feng Jie i doradcy Zhao Ying i Yang Jiu. W skład ekipy rządzącej wchodziło także pięciu arystokratów w randze
markiza. Najważniejszym był zasłużony w czasie podbojów generał Wang
Ben, markiz Tongwu, syn wielkiego generała Wang Jia; ten ostatni ze
względu na bardzo podeszły wiek (w 221 r. p.?n.?e. miał 83 lata) nie
pełnił już oficjalnych funkcji. Syn Wang Bena, młody generał Wang Li,
markiz Wuczeng, także należał do pierwszego kręgu władzy. Czeng, markiz
Czangwu, był prawdopodobnie księciem krwi, kuzynem władcy Qin; jego
wyniesienie było wyjątkiem, gdyż żaden inny członek rodziny królewskiej
nie piastował wysokich funkcji w administracji ani w wojsku. Kolejnymi
arystokratycznymi członkami rządu byli Zhao Hai, markiz Zhiaczeng i Wang
Wuze, markiz Wuxia. Resztę ekipy stanowiło dwóch niższych rangą
ministrów, Wang Wu i Li Si. Ten ostatni, chociaż formalnie stał w hierarchii niżej od kanclerzy i markizów, w rzeczywistości był
najbliższym współpracownikiem króla Zhenga, a przez to zarówno szarą
eminencją reżimu, jak i jego głównym ideologiem. Tych 13 ludzi nadało
Chinom w latach 221-210 p.?n.?e. ustrój, który w ogólnym zarysie miał
przetrwać ponad 2 tysiące lat.
Stojąc triumfalnie na pobojowisku i planując kolejne kroki, król Zheng i jego ministrowie wyznaczyli sobie dwa zadania. Pierwszym, taktycznym i praktycznym, było ugruntowanie odniesionego zwycięstwa i uchwycenie
zdobytej domeny tak mocno, aby uniemożliwić bunt ludności podbitych
krajów. Przyświecał im jednak także inny cel, strategiczny i ideologiczny - zaprowadzenie powszechnego pokoju, z którego
dobrodziejstw skorzystaliby zarówno zwycięzcy, jak i pokonani. To był
projekt zdolny pozyskać nowemu reżimowi szerokie poparcie, gdyż w ciągu
540 lat poprzedzających zjednoczenie w Chinach toczyły się nieustanne
wojny między władcami księstw (później królestw), które po śmierci króla
You i rozpadzie kraju w 771 r. p.?n.?e. stały się faktycznie niepodległe.
Z czasem, w okresie Walczących Królestw, konflikty te przybrały formę
wojny totalnej, w której ścierały się armie liczące setki tysięcy
żołnierzy, a koszt ludzki był kolosalny. Co więcej, przodkowie króla
Zhenga wywalczyli dla swego kraju pozycję dominującą, popełniając
straszliwe zbrodnie, które nazwalibyśmy dzisiaj aktami ludobójstwa. To
był powód, dla którego Qin było znane w podbitych krajach jako
Krwiożercza Bestia. Utrzymanie w ryzach samą tylko brutalną siłą
ogromnych rzeszy ludności nienawidzących swoich nowych panów było na
dłuższą metę niemożliwe; zaprowadzenie pokoju, a co za tym idzie ulżenie
doli zwykłych poddanych, pomogłoby uzyskać ich akceptację, ale także
stanowiłoby swego rodzaju pokutę za okrucieństwo i wiarołomstwo, dzięki
którym Qin podbiło Wszystko, Co Jest Pod Niebem. Wychodząc z tego
założenia, król Zheng i jego ekipa zdecydowali, iż ich polityka musi
mieć za cel nie tylko optymalizację metod zarządzania, ale także
uniemożliwienie powrotu do starych porządków. Państwo, jakie zamierzali
stworzyć, miało być ujednolicone i scentralizowane, a cały jego ustrój
winien radykalnie zerwać z wcześniejszymi tradycjami.
Pierwszym krokiem była zmiana nazw i symboli. Król Zheng przyjął nowy
tytuł i nazwał się Pierwszym Dostojnym Władcą z dynastii Qin, co po
chińsku brzmi Qin Szihuangdi. Od tej pory władcy Chin, aż do 1916 r.
n.e.2, mienili się cesarzami (di), podczas gdy ich poprzednicy
byli tylko królami (wang). Siedzibą cesarza i centrum władzy została
dotychczasowa stolica Qin, miasto Xianyang; jego ruiny znajdują się na
przedmieściach dzisiejszej metropolii Xi'an.
Aby podkreślić, iż nastała nowa era, wprowadzono nowe symbole władzy.
Według wierzeń chińskich świat przechodził cyklicznie okresy Wody,
Ognia, Drewna, Metalu i Ziemi; każdy z tych elementów miał przypisany
kolor i liczbę. Królowie z dynastii Zhou3 panowali w epoce ognia,
przyjęto więc, że nowy reżim będzie epoką wody, gdyż jest to żywioł
pokonujący ogień. W Chinach symbolicznym kolorem wody jest czerń,
dlatego sztandar cesarski miał być czarny, tak jak litery dokumentów
oficjalnych i pieczęcie. Dla urzędników wprowadzono jednolite czarne
umundurowanie, szaty jednakowego kroju, różniące się tylko oznakami
rangi. Symbolika uwzględniała też przypisaną wodzie liczbę sześć, przez
co czapki urzędników były wysokie na sześć palców etc. Zerwanie z przeszłością było tak radykalne, że nawet Huang He została przemianowana
i zamiast Rzeka Żółta nazywała się teraz Potężna Woda; nazwa ta jednak
kompletnie się nie przyjęła...
Imperium podzielono na 36 prowincji (kiun) zwanych także
"komanderiami", w skład których wchodziły prefektury (hien), okręgi
(xiang), powiaty (ting) i wioski (li). Podziału dokonano celowo
tak, aby nie odzwierciedlał dawnych granic królestw. Cesarz rozkazał
zniszczyć wały graniczne, którymi w epoce Walczących Królestw kraje
odgradzały się od sąsiadów, zachowując tylko te, które kraje Qin, Zhao i Yan wzniosły na północy, gdzie kończył się świat chiński, a zaczynała
Kraina Dymu i Wilczego Łajna - stepy zamieszkane przez koczowników.
Rozkaz obejmował także wszelkie mury, bariery i inne przeszkody na
przełęczach, drogach, mostach, rzekach i kanałach, służące wcześniej do
kontroli ruchu i pobierania myta na granicach królestw i innych domen
wasalnych.
Aby zachować kontrolę państwa nad prowincjami i uniemożliwić powstanie
silnych regionalnych ośrodków władzy, uprawnienia gubernatorskie
podzielono między trzech równych rangą urzędników: gubernatora
cywilnego, komendanta wojskowego i cesarskiego inspektora, który
kontrasygnował decyzje dwóch pierwszych i składał na nich raporty do
stolicy. Pod groźbą najsurowszych kar zakazano dziedziczenia funkcji i urzędów. Urzędnicy mogli być odwołani w każdej chwili, zaś ich jedynym
legalnym źródłem dochodów była pensja. Ogłoszenie nowego podziału
uczczono w każdej jednostce terytorialnej, do poziomu wiosek włącznie,
festynami dla ogółu poddanych na koszt państwa.
Wiadomo, iż dwa niewielkie terytoria zostały przy okazji tej reformy
pominięte. Przetrwało małe księstwo Wey, istniejące od 800 lat; jego
władca, książę Jiao, zachował tytuł i władzę jako wasal cesarza. Annały
Walczących Królestw (Zan Guo Ce)4 wspominają także o księstewku
Anling, wasalu kraju Wei. Gdy ten ostatni kraj został podbity, Anling
uniknęło zagłady i przetrwało całe panowanie Pierwszego Cesarza jako
wasal Qin. Być może były jeszcze jakieś inne takie przypadki, ale pamięć
o nich się nie zachowała. Nie wiemy, dlaczego Pierwszy Cesarz zrobił
wyjątek dla tych niewielkich terytoriów, które skądinąd pozostawały
wobec imperium w takiej proporcji jak Luksemburg i Andora wobec reszty
Europy - może ich władcy czymś się zasłużyli albo był to zwykły kaprys.
Równie radykalnie nowy reżim rozwiązał kwestię struktury społecznej i własności ziemi w podbitych krajach. Majątki ziemskie należące do klanów
królewskich i arystokracji skonfiskowano, rozparcelowano i rozdano
chłopom. Ta zakrojona na ogromną skalę reforma rolna bardzo przyczyniła
się do akceptacji nowego reżimu przez rzesze zwykłych zjadaczy chleba.
Klany królewskie i pozbawionych majątków wielmożów z podbitych państw
osiedlono przymusowo w okolicy stolicy Xianyang, aby mieć ich na oku;
ich jedynym źródłem utrzymania były odtąd zasiłki wypłacane przez
państwo. Według Sima Qiana do Qin przesiedlono aż 120 tysięcy rodzin
(!). Nawet jeśli może być to przesadny szacunek, niewątpliwie deportacja
ta miała charakter masowy.
W całym imperium skonfiskowano uzbrojenie i zakazano jego posiadania
osobom prywatnym; zebrany oręż przetopiono i odlano z niego tysiące
dzwonów rozwieszonych w budynkach publicznych, a także 12 kolosalnych
posągów (Metalowych Ludzi), każdy ważący kilkadziesiąt ton. Te sławiące
władcę i jego przodków posągi ustawiono wokół głównego pałacu
cesarskiego w Xianyang. Rząd centralny rozkazał także dokonać wyłomów w wałach obronnych większości miast; wyjątek zrobiono dla miejscowości
pogranicza północnego, zagrożonych rajdami koczowników stepowych.
Zniesiono wszystkie prawa Sześciu Królestw i zastąpiono je ogólnie
obowiązującym kodeksem cywilnym i karnym, opartym na drakońskim
prawodawstwie Qin opracowanym jeszcze przez Szang Yanga5. Ta
reforma z pewnością nie została dobrze przyjęta, gdyż o ile we
wszystkich Sześciu Królestwach prawa były surowe, to kodeks karny Qin
był znacznie bardziej radykalny6. Za nadużycia i wiele innych
przewinień karano ciężkimi robotami, nie śmiercią - podobnie za
złodziejstwo i pomniejsze rozboje najczęściej trafiało się do
kamieniołomów, a nie na szafot. Śmiercią karano zdradę, bunt,
morderstwo, bluźnierstwo i świętokradztwo (w tym okradanie grobowców),
przestępstwa seksualne jak gwałt, kazirodztwo etc., podpalenie (gdyż od
jednego domu mogła spłonąć cała wieś lub dzielnica miasta), a także
rozboje i napaści, jeśli zachodziły okoliczności obciążające, jak
działanie w zbrojnej bandzie, atak na urzędnika cesarskiego, recydywa
etc.
Egzekucji dokonywano zazwyczaj poprzez ścięcie toporem, ale w specjalnych przypadkach kaźń była okrutna. Przecięcie wpół, gotowanie
żywcem, wycinanie żeber jedno po drugim lub powolne rozłupywanie czaszki
dłutem, aby wyrwać mózg żyjącej jeszcze ofierze, były zarezerwowane dla
zdrajców, buntowników, bluźnierców i świętokradców oraz szczególnie
niebezpiecznych hersztów bandyckich. Rozerwaniem rydwanami lub
zakopaniem żywcem karano buntowników, ale także oficerów winnych
dezercji, tchórzostwa lub niekompetencji. Zwykli żołnierze za poważne
przewinienia byli zsyłani na ciężkie roboty lub przydzielani do karnych
kompanii, używanych do bardziej niebezpiecznych, w istocie prawie
samobójczych zadań.
Dla najwyższych rangą szlachciców, arystokratów i urzędników
państwowych, ludzi obdarzonych największym zaufaniem, którzy dopuściliby
się zdrady, buntu lub innego najcięższego przestępstwa, zarezerwowana
była wyjątkowo straszliwa metoda egzekucji - Sankcja Pięciokrotna.
Polegała ona na ćwiartowaniu żywcem, przy czym kat zaczynał od palców u rąk i nóg, następnie dokonywał kastracji, potem metodycznie odcinał po
kawałku ręce i nogi, dbając o to, aby skazaniec nie wykrwawił się i w miarę możliwości zachował jak najdłużej świadomość - dopiero gdy
pozostały już tylko korpus i głowa, ścinał ofiarę toporem. W kronice
Sima Qiana zachowała się wzmianka tylko o jednej takiej egzekucji i to
już z czasów po śmierci Pierwszego Cesarza.
Sadystyczne metody egzekucji za najcięższe przestępstwa istniały
wszelako także wcześniej we wszystkich Sześciu Królestwach, natomiast
specyfiką prawodawstwa Qin była zasada odpowiedzialności zbiorowej
wprowadzona przez Szang Yanga i utrzymana przez kolejnych władców, z Pierwszym Cesarzem włącznie. Spowodowała ona wiele tragedii, gdyż
niewinnych ludzi karano za przestępstwa jednego z członków rodu tak samo
surowo jak samych winowajców. Wymuszało to na rodzinach prowadzenie
wewnętrznego nadzoru i w razie konieczności prewencyjne sankcjonowanie
tych krewnych, którzy narażali cały klan na niebezpieczeństwo. W istocie
kodeks Szang Yanga przekształcił wszystkie rodziny z Qin w pomocniczą
formację policji - objęcie tą praktyką całej ludności imperium nie
zostało przyjęte dobrze. Co więcej, kto nie poinformował o przestępstwie, był karany tak samo jak sprawca; to zaś nakładało na
poddanych obowiązek donosicielstwa. Kolejnym dokuczliwym elementem prawa
karnego Qin, także przejętym przez reżim cesarski, był zakaz zgromadzeń
liczniejszych niż trzy osoby poza domowym zaciszem bez odpowiedniego
zezwolenia - krótka rozmowa nawet czterech znajomych na ulicy groziła
skazaniem wszystkich na ciężkie roboty...
Nowa ekipa rządząca dążyła do likwidacji lokalnych odrębności. Jednym
podpisem na stosownym dekrecie władca zastąpił wszystkie wcześniejsze
środki płatności pieniądzem Qin, okrągłymi monetami z kwadratowym
otworem w środku umożliwiającym noszenie ich nanizanych na sznurki. W obiegu były dwa rodzaje monet - mniej wartościowe, wykonane z brązu,
były główną walutą używaną w życiu codziennym, zaś złote służyły do
wielkich transakcji. Ujednolicono i uproszczono pismo, a wzory nowych
znaków wyryto na monumentalnych kolumnach w stolicy i siedzibach władz
prowincji; tę reformę nadzorował osobiście Li Si. Wprowadzono jeden
ogólnokrajowy system miar i wag, rozszerzając na całe Chiny jednostki z Qin. Cesarz zarządził nawet, aby wszystkie pojazdy w imperium miały taki
sam rozstaw osi - usprawniło to ruch na drogach, gdyż wozy mogły
poruszać się w koleinach wyżłobionych w nieutwardzanej nawierzchni.
Władca rozpoczął także ogólnopaństwowy program wielkich robót,
finansując go po części łupem zdobytym podczas podboju Sześciu Królestw.
Rozbudowa sieci dróg i wznoszenie nowych mostów były priorytetem, gdyż
pozwalało to szybciej przerzucać wojsko z jednego krańca imperium na
drugi, ale także ułatwiało przepływ towarów, wiążąc odrębne dotąd kraje
ściślejszymi więziami gospodarczymi. Aby lepiej zapobiegać klęskom
głodu, ale także zapewnić sobie możliwość skuteczniejszego mobilizowania
wielkich armii, cesarz zlecił rozbudowę sieci spichlerzy państwowych.
Wyremontowano i rozbudowano te, które wzniesiono w Sześciu Królestwach
przed ich podbojem przez Qin, wzniesiono także wiele nowych, aby nie
zabrakło ich w żadnej prowincji. Na terytorium dawnego kraju Han, na
górze Ao, zbudowano kompleks spichlerzy wyjątkowych rozmiarów; tam
trzymano państwową strategiczną rezerwę ziarna, z której czerpano, gdy
zasoby prowincjonalne nie wystarczały. Spichlerze Ao odegrają niemałą
rolę w wydarzeniach, które będą opisane dalej.
Inne prace, takie jak budowa monumentalnego pałacu w stolicy i kolosalnego mauzoleum, w którym cesarz miał spocząć po śmierci, miały
symbolizować potęgę państwa i siłę władzy centralnej, a także stworzyć
wokół osoby cesarza nimb nadludzkiego majestatu. Królowie Qin mieli
wiele rezydencji i cesarz kazał je wszystkie wyremontować i ozdobić, a często także rozbudować; wzniesiono także nowe. Jeśli wierzyć kronice
Sima Qiana, w całym Kraju za Przełęczami7 władca miał z czasem do dyspozycji 300 (!) obiektów, od głównego pałacu w Xianyang do
pawilonów łowieckich. Rezydencje ozdobiono i umeblowano łupami
zagarniętymi w Sześciu Królestwach, a także nowymi skarbami i dziełami
sztuki zamawianymi u rzemieślników i artystów. Cesarz nakazał także, aby
w każdej, najmniejszej nawet rezydencji zamieszkiwało przynajmniej kilka
kobiet pozostających do jego dyspozycji. Początkowo większość z nich
wywodziła się z haremów władców podbitych krajów, ale ściągano także
cały czas nowe nałożnice ze wszystkich prowincji imperium.
W okresie Walczących Królestw władcy rzadko opuszczali swe stolice, a i to na krótko; tylko w absolutnie wyjątkowych okolicznościach udawali się
na długie i dalekie wyprawy. Wychodząc z założenia, iż pańskie oko konia
tuczy, Pierwszy Cesarz zerwał z tym zwyczajem i często podróżował po
imperium, osobiście doglądając swego władztwa. W 220 r. p.?n.?e. wyruszył
w pierwszą taką wędrówkę, po terytorium Qin sprzed podboju Sześciu
Królestw. Udał się najpierw ku zachodniej rubieży, dojeżdżając do
ostatnich posterunków granicznych, następnie skręcił na północ, potem na
wschód i powrócił do Xianyang. Pod koniec tej inspekcji kazał wznieść w pobliżu stolicy nowe świątynie mające upamiętnić jego podboje, zaś w samym Xianyang zbudować kopie pałaców władców Sześciu Królestw, do
których przeniesiono zdobyte haremy i skarby. Wtedy także ruszyła
zaplanowana już wcześniej budowa monumentalnego mauzoleum na górze Li, w którym Pierwszy Cesarz miał być pochowany. Wróciwszy z podróży, władca
awansował wszystkich urzędników w imperium o jeden stopień.
W tym roku, w którym Pierwszy Cesarz wizytował zachodnie pogranicze
Chin, król Eutydemos I, trzeci hellenistyczny władca Baktrii (dziś
Afganistan i południowy Uzbekistan), wyprawił się na wschód, aż do
dzisiejszego Xinjiangu, podbijając tamtejsze małe państwa. Dotarł
daleko; 200 lat później grecki kronikarz Strabon napisał, iż domena
Eutydemosa rozciągała się aż do granicy na pół mitycznego kraju Serika
(czyli Krainy Jedwabiu, jak Grecy i Rzymianie nazywali Chiny). Jakieś
kontakty musiały zostać przy tej okazji nawiązane, gdyż potwierdzają je
badania archeologiczne - na zachodnim pograniczu Chin znaleziono
pochodzące z tych czasów baktryjskie monety oraz statuetki
przedstawiające żołnierzy w greckim rynsztunku bojowym. Ten pierwszy
kontakt Chińczyków ze światem hellenistycznym był jednak efemeryczny.
Grecy baktryjscy stracili kontrolę nad oazami Xinjiangu po tym, jak
miejscowi wezwali na pomoc koczowników Xiongnu (pojawią się oni jeszcze
często na kartach tej opowieści), zaś w samych Chinach, na skutek
dramatycznych wydarzeń, o których będzie mowa dalej, zapomniano o całej
sprawie. W kronikach chińskich nie zachowała się nawet żadna wzmianka o tym kontakcie z Grekami; co więcej, jak zobaczymy, sto lat później nad
Rzeką Żółtą nikt nie wiedział, jakie kraje znajdują się na zachód od
pustyni Xinjiangu i jakie narody te strony zamieszkują.
W 219 r. p.?n.?e. cesarz wybrał się w dłuższą podróż, na tereny byłych
krajów Qi i Czu. Trasa wiodła najpierw na wschód, wzdłuż Huang He,
następnie wokół Półwyspu Szantuńskiego i dalej, na południe, ku Jangcy.
Oprócz inspekcji administracji podbitych krajów Qi i Czu podróż miała na
celu potwierdzenie objęcia ich w posiadanie poprzez ceremonie religijne.
Władca złożył najpierw ofiary w świętych miejscach w Qi, na szczytach
wyjątkowo pięknych i malowniczych gór Yi, Tai, Liangfu i Czeng. W odróżnieniu od prawodawstwa i administracji w kwestiach religijnych Qin
Szihuangdi nie wprowadził zmian, przeciwnie, starał się pozyskać
akceptację nowych poddanych, kontynuując obrządki według tych samych
starożytnych zasad co obaleni przez niego królowie.
Cesarz starał się oprzeć swoją władzę na centralizacji państwa, surowych
prawach, utrzymywaniu porządku i okazywaniu budzących respekt symbolów
majestatu (tytuł, pałace, wzniesienie monumentalnego grobowca etc.), ale
także celowo kreował się na istotę wyższą niż zwykli śmiertelnicy. Gdy
składał ofiary na świętej górze Tai, zaskoczyła go ulewa i musiał
schronić się pod drzewem. Gdy deszcz ustał, cesarz w podzięce mianował
drzewo dostojnikiem dworskim piątej rangi. Władca wiedział, że historię
tę będzie się często opowiadać w całym kraju, dał więc w ten sposób do
zrozumienia, że nawet drzewa mu służą, a także że żadna zasługa nie
pozostanie bez nagrody.
Po złożeniu ofiar w odwiedzonych świętych miejscach wznoszono kamienne
obeliski, na których wyryto manifesty ogłaszające nowy porządek poddanym
i stanowiące przesłanie dla potomności. Teksty z gór Yi, Tai i Czeng nie
zachowały się, ale prawdopodobnie były podobne do zacytowanej w kronice
Sima Qiana inskrypcji wyrytej na kolumnie w Liangfu:
Dostojny Władca wstąpił na tron, wydając edykty, którym poddani są
posłuszni, i upraszczając prawa, których poddani przestrzegają.
W roku dwudziestym i szóstym jego panowania on pierwszy zjednoczył
świat, nie pozostał nikt, kto nie złożył przed nim ukłonu.
Osobiście odwiedził ludzi z odległych regionów, wspinając się na górę Tai i dokonując inspekcji całego wschodu.
Ministrowie z jego świty, pomni jego dokonań, szukający w nim wzoru, z szacunkiem głoszą jego zasługi i cnoty.
Wprowadził on zasady dobrego rządzenia, ludzie wszystkich zawodów otrzymują, co jest im potrzebne, wszystko jest zmierzone przez prawo i wzorce.
Jego wielkie prawa są szlachetne i najdostojniejsze, pozostawione
przyszłym generacjom, aby przestrzegały ich i czciły je, nie śmiąc dokonać w nich zmian.
Dostojny Władca w swej mądrości przywrócił pokój światu, nie spoczywając i nie zaniedbując swych obowiązków.
Wstając wcześnie, idąc na spoczynek późno, poświęcił się nauczaniu i kierowaniu, tak wszystko czyniąc, aby przyniosło trwałą korzyść.
Jego upomnienia krążą, jego proklamacje są rozpowszechniane, tak aby słyszano je i blisko, i daleko - i wszyscy poddają się woli
mędrca.
Zasłużeni i niegodni są jasno rozróżnieni, mężczyźni i kobiety
przestrzegają rytuałów, są skrupulatni i ostrożni w wykonywaniu swych obowiązków.
Jego chwała rozciąga się na kraj i zagranicę, wszędzie panuje pokój i porządek, którymi cieszyć się będą także przyszłe pokolenia.
Jego dzieło przetrwa w nieskończoność, wszyscy uszanują jego wolę i zawsze będą posłuszni jego dostojnym prawom.
Po tych czterech górach kolejnym celem podróży było sanktuarium w Zhifu,
na małej (11,5 kilometrów kwadratowych) przybrzeżnej wyspie, w zatoce
Bohai. Tam od początku dziejów Qi władcy tego kraju składali regularnie
ofiary; nikt poza nimi nie miał prawa tego robić. Właśnie wtedy cesarz
po raz pierwszy w życiu (i jako pierwszy z całego starożytnego rodu
władców Qin) zobaczył morze, które wywarło na nim ogromne wrażenie. Nie
było to jednak jedyne znaczące duchowe doświadczenie, jakiego doznał w tym miejscu. Na wyspie znajdował się, zachowany skądinąd częściowo po
dziś dzień, grobowiec księcia Kang z Qi, ostatniego z dynastii Jiang,
wywodzącej się od pierwszego władcy tego kraju. Został on w 386 r.
p.?n.?e. obalony przez swego głównego ministra Tian He, który sam wstąpił
na tron i założył nową dynastię. Pozbawiony władzy książę spędził resztę
życia na Zhifu jako honorowo traktowany, ale pilnie strzeżony więzień i tam też zmarł w 379 r. p.?n.?e. Jego uwięzienie trwało nawet po śmierci,
gdyż panujący wtedy w Qi książę Yan (syn i następca Tian He) odmówił
pochowania go pośród przodków, ale kazał zbudować dla niego grobowiec na
wyspie. Pierwszy Cesarz spędził sporo czasu, medytując przy grobie
księcia Kang, rozmyślając o losach obalonych władców i upadłych
dynastii. Po złożeniu ofiar w Zhifu cesarz i jego orszak ruszyli na
południe, podróżując wzdłuż wybrzeża, kierując się ku kolejnemu
sanktuarium, w Langya.
Langya jest wysokim nadmorskim wzgórzem o stromych zboczach i z jego
szczytu można podziwiać malowniczy widok, jakim jest powolne wyłanianie
się słońca z oceanu. Dla cesarza było to niezwykłe przeżycie. Zmieniając
plany, został w sanktuarium trzy miesiące, co rano wstając przed świtem,
aby obejrzeć wschód słońca nad Morzem Żółtym z tarasu widokowego, który
ponoć wzniesiono na rozkaz króla Goujian (496-465 p.?n.?e.) z Yue, w czasach, gdy to południowe królestwo stało u szczytu potęgi i było (na
krótko) dominującym mocarstwem wśród chińskich państw8.
Urzeczony władca kazał przebudować stary taras tak, aby setki osób
jednocześnie mogły podziwiać wschód słońca przy akompaniamencie muzyki.
Osadził też w okolicy Langya 30 tysięcy kolonistów, aby dbali o sanktuarium, zwalniając ich na 12 lat z wszelkich podatków i świadczeń.
W Langya cesarz długo dyskutował z głównymi współpracownikami o historii
starożytnych królestw i planach dla nowo powstałego imperium. Wynikiem
tych rozważań było wzniesienie na szczycie góry kolejnej kamiennej
kolumny, na której wyryto napis o treści jeszcze ważniejszej niż
poprzednie:
Żaden władca z dawnych czasów nie miał domeny liczącej więcej niż
tysiąc li, ich wasale posiadali lenna i czasem przybywali na dwór (z hołdem), a czasem nie.
(Władcy) naruszali granice i najeżdżali sąsiadów, nieustannie mordując
się i niszcząc, a mimo to śmieli ryć napisy ku chwale swych dokonań w kamieniu i metalu.
Zaś co do Pięciu Cesarzy i Trzech Królów9 z czasów
zamierzchłych, ich wiedza i nauki były inne niż nasze, zaś ich prawa i przepisy nie
tak jasne, gdyż używały strachu przed duchami i bogami, by uciskać ludzi z dalekich stron.
Ich prawdziwe czyny nie dorównywały legendzie - dlatego żaden nie
przetrwał długo.
Czasem zanim zmarli, ich wasale się buntowali, a ich praw i edyktów nie
słuchano.
Teraz wszakże Dostojny Cesarz zjednoczył wszystkie ziemie pomiędzy
morzami10 i podzielił je na prowincje i okręgi; pokój i harmonia panują wszędzie
pod Niebem.
Swoją chwałą opromienił świątynie przodków, ucieleśniając ideały
Drogi11, a jego znakomite osiągnięcia uzasadniają jego wielkie imię.
My, zebrani tutaj jego wasale, zjednoczeni w podziwie chwalebnych
dokonań Cesarza, piszemy te słowa w kamieniu i metalu, stawiając Jego Wysokość za
wieczny przykład.
Ten tekst był manifestem ideologicznym nowego reżimu. Głosił on zerwanie
z przeszłością, potępiał poprzedni porządek polityczny, wskazywał na
wyższość moralną i praktyczną nowego porządku i zakazywał prób powrotu
do poprzedniego stanu. Zachowajmy w pamięci ten krótki tekst - pozwoli
on lepiej zrozumieć dalszy bieg wydarzeń.
Opuściwszy Langya, władca kontynuował podróż na południe, ku terenom
dawnego kraju Czu. Przeprawiwszy się przez rzekę Huai, dotarł następnie
do Jangcy, w pobliżu wielkiego jeziora Dongting, aby złożyć ofiary w sanktuarium na leżącej nieopodal świętej górze Xiang. Od niepamiętnych
czasów czczono tam boginię utożsamianą przez Chińczyków z północy z córką mitycznego cesarza Yao i zarazem żoną innego legendarnego cesarza
imieniem Szun. Gdy jednak przeciwny wiatr uniemożliwił mu przeprawę
przez Jangcy, władca skorzystał z okazji, aby kontynuować propagandowy
program rozpoczęty na górze Tai. Oskarżywszy boginię góry Xiang o nieposłuszeństwo, wysłał wojsko i robotników, aby ścięli wszystkie
drzewa na zboczach, a następnie pomalowali wierzchołek na czerwono, tak
jak czyniono to z przestępcami skazanymi na ciężkie roboty (golono im
głowę i malowano ją na czerwono). Stanowiło to przesłanie, że cesarz
panuje nawet nad górami, zaś żadne wykroczenie nie pozostanie bez kary,
ktokolwiek jest winowajcą. Po tym incydencie władca powrócił na zachód,
płynąc konwojem statków i łodzi w górę Jangcy, następnie w górę rzeki
Han, potem zaś podróżując orszakiem lektyk i powozów na północ. Ostatnie
miesiące 219 r. p.?n.?e. Pierwszy Cesarz spędził w swym pałacu w Xianyang.
Przesłanie o nagrodach i karach zostało poparte czynami. Rządy
Pierwszego Cesarza były surowe, wszelako przynajmniej na początku jego
panowania nowe prawa przyjęto co prawda z niechętną rezygnacją, ale bez
realnego oporu. Pomógł w tym fakt, iż surowy kodeks karny był wymierzony
w szczególności w grasantów. Bandytyzm istniał w krajach chińskich od
zawsze, ale po 221 r. p.?n.?e., gdy rozwiązano armie dawnych królestw, a ich szlachtę pozbawiono ziemi i urzędów, przybrał alarmujące rozmiary.
Wielu zahartowanych w bojach weteranów i zrujnowanych szlachciców,
zamiast uprawiać ziemię lub parać się rzemiosłem, wolało zająć się
rozbojem. W konsekwencji poddani często uważali nowe prawa Qin za zło
konieczne, gdyż nawet najbardziej surowi sędziowie byli mniej groźni niż
złoczyńcy, którzy nocami rabowali dobytek i porywali kobiety, zaś w razie oporu zabijali ludzi i palili domy.
Oprócz bandytów w lasach i górach kryli się także ci żołnierze Sześciu
Królestw, którzy nie złożyli broni i toczyli partyzantkę przeciw
imperium. Grupy te nie były liczne, a wojsko tropiło je i tępiło
bezlitośnie, ale Pierwszy Cesarz miał się przekonać, że nie można ich
lekceważyć. Najgroźniejszym przywódcą tych "żołnierzy wyklętych" był
Zhang Liang, arystokrata z byłego królestwa Han; jego dziadek i ojciec
byli przez długie lata kolejno głównymi ministrami tego kraju. Kronikarz
Sima Qian, który 100 lat później oglądał jego portrety (niestety
niezachowane), opisał go jako mężczyznę "o zdumiewająco delikatnych,
wręcz kobiecych rysach i spojrzeniu bardziej młodej dziewczyny niż
mężczyzny". Zhang Liang nie był jednak zniewieściałym dworakiem -
przeciwnie, słynął z żelaznej woli i szaleńczej odwagi. Po upadku kraju
Han w 230 r. p.?n.?e. liczący wtedy niespełna 20 lat Zhang Liang wolał
pójść do lasu, niż dać się deportować do Qin. Dołączyli do niego krewni,
przyjaciele, klienci jego klanu, czeladź, a także garstka gwardzistów
królewskich - w sumie ludzi. Gdy jego towarzysze zaczęli się wykruszać,
nie zawahał się werbować pospolitych przestępców - jego zastępcą został
niejaki Xiang Bo, poszukiwany za morderstwo. Oprócz polowania na
żołnierzy i urzędników Qin partyzanci Zhang Lianga czasem także łupili
podróżnych na gościńcach. Zdołali przetrwać 12 lat wymykania się obławom
i oddział ich nawet urósł w siłę, gdyż na miejsce każdego poległego
dochodzili nowi ochotnicy.
W 218 r. p.?n.?e. Qin Szihuangdi ponownie wyruszył do wschodnich
prowincji. Tym razem były to chyba bardziej wakacje niż inspekcja, gdyż
celem podroży były Zhifu i Langya, miejsca, których piękno zauroczyło
władcę rok wcześniej. Zjednoczyciel Chin o mały włos nie przypłacił tej
wyprawy życiem... Zhang Liang wiedział, że szarpanie wojsk cesarskich na
dłuższą metę nic nie zmieni, dlatego nigdy nie stracił z oczu swego
głównego celu, jakim było zabicie władcy Qin, w nadziei, że na wieść o jego śmierci w Sześciu Królestwach dojdzie do powszechnego powstania.
Chociaż tylko niewielu ludzi walczyło z nowym reżimem z bronią w ręku,
liczni sympatycy szpiegowali dla partyzantów i to nie tylko w dawnym
królestwie Han, ale nawet w stanowiącym serce imperium Kraju za
Przełęczami. Tym samym, gdy Pierwszy Cesarz wyruszył w drugą podróż na
wschód, wieść o tym doszła także do kryjących się w lasach "wędrownych
rycerzy" Zhang Lianga.
Regularny atak na powóz cesarski był niemożliwy, gdyż władcy
towarzyszyła wielotysięczna eskorta. Mała grupa ludzi mogła jednak ukryć
się w tłumie poddanych, zbierających się na poboczu, aby pokłonić się
władcy i zobaczyć spektakularny orszak. Zhang Liang od dawna obmyślał
plany zamachu - teraz, wiedząc, kiedy i którędy cesarz będzie
przejeżdżał, był gotów do akcji. Jednym z jego ludzi był siłacz Cang
Hai, znany z ciskania kłód i miotania ciężarów. Zhang Liang kazał dla
niego wykuć ogromny żelazny młot, na wzór tych, których używano do
wbijania pali w dna rzeki - tylko najsilniejsi ludzie mogli go podnieść,
nikomu zaś nie przyszłoby na myśl, że można go cisnąć na kilkanaście
metrów. Gdy orszak przejeżdżał koło wioski Bolangsza, w okręgu Yangwu
(dawny kraj Wei), wśród poddanych klęczących przy drodze znaleźli się
także Zhang Liang i jego mocarny kompan. Leżący na ziemi młot nie
zwrócił większej uwagi - wielu innych zebranych także miało ze sobą
rozmaite narzędzia. Gdy wóz cesarski przejeżdżał koło zamachowców, Cang
Hai zerwał się na równe nogi, zakręcił się kilka razy w koło i cisnął
młot w pojazd. Pocisk przebił drewnianą ścianę i zabił człowieka
siedzącego w środku. Korzystając z zamieszania, obaj napastnicy zdołali
uciec.
Zamach się nie powiódł. W powozie, za zasuniętymi zasłonami, podróżował
ubrany w cesarskie szaty jeden z dworzan i to on zginął - sam władca
jechał innym wozem, mniej rzucającym się w oczy. Poszukiwania
zamachowców nie przyniosły rezultatów. Zhang Liang zdołał uniknąć
zatrzymania i usłyszymy jeszcze o nim. Orszak cesarski dotarł bez
dalszych przygód do Zhifu, a następnie do Langya, gdzie prace nad
rozbudową tarasu widokowego właśnie się skończyły. Tam przez wiele dni
władca i jego dworzanie wstawali wcześnie rano, aby oglądać wschód
słońca nad morzem. Następnie Pierwszy Cesarz wrócił do Xianyang - prosto
w ramiona kolejnego zamachowca.
Wśród przymusowych gości cesarskich pałaców był Gao Jianli, kompozytor i muzyk z Yan, ostatni żyjący jeszcze towarzysz zamachowca Jing Ke12.
Oślepiony artysta często przygrywał podczas uczt. Dzięki udawanej
potulności Gao Jianli zdołał zmylić nadzorców, wydrążył ramę harfy i obciążył ją ołowiem gromadzonym przez lata skrawek po skrawku,
zamieniając instrument w śmiercionośną broń. Gdy uznał, że jest gotów, w 218 r. p.?n.?e., po powrocie cesarza z wakacji zaatakował. Jeden z dworzan
przeszkodził jednak zamachowcowi i cios spadł na ramię władcy zamiast na
głowę; cesarz odniósł tylko lekką ranę. Gao Jianli został stracony, tak
jak służący odpowiedzialni za jego pilnowanie.
O ile wewnątrz imperium po zjednoczeniu zapanował pokój, na północnej
granicy sytuacja wyglądała inaczej. Koczownicy stepowi Xiongnu i Donghu
szarpali pograniczne obszary rajdami, uprowadzając ludzi w niewolę,
kradnąc bydło i paląc całe wioski. Do ochrony północnych prowincji
trzeba było zmobilizować dziesiątki tysięcy żołnierzy - według kronik
garnizony na tym obszarze liczyły na początku panowania Pierwszego
Cesarza aż 300 tysięcy ludzi (liczba prawdopodobnie przesadzona).
Utrzymanie tej armii kosztowało krocie. Aby zmniejszyć ilość żołnierzy,
cesarz rozkazał jeszcze w 220 r. p.?n.?e. rozbudować i połączyć umocnienia
graniczne, zarówno wzniesione dawniej przez Qin, jak i odziedziczone po
krajach Zhao i Yan. Zadanie powierzono generałowi Meng Tian. Mimo
młodego wieku (miał prawdopodobnie ok. 30 lat) ten pochodzący z rodu o długiej tradycji wojskowej dowódca13 wyrobił sobie nie lada
reputację w czasie podboju Sześciu Królestw.
Roboty prowadzili głównie żołnierze i zmobilizowani do pracy chłopi, a także więźniowie, których na skutek drakońskich przepisów kodeksu
karnego nie brakowało. Prace nad linią fortyfikacji zajęły prawie
dziewięć lat. Rezultat był imponujący, gdyż tym samym powstał na północy
Chin pierwszy jednolity ciąg umocnień granicznych, protoplasta
przyszłego Wielkiego Muru. Wzniesione wtedy fortyfikacje miały łącznie
2200 kilometrów długości, ale różniły się bardzo od istniejącego do dziś
muru wzniesionego za dynastii Ming 1700 lat później. Były to wysokie
wały z ubitej ziemi, której kolejne warstwy wzmacniano gałęziami drzew,
zaś zewnętrzną stronę okładano gliną. Wieże obserwacyjne i sygnalizacyjne także wznoszono z ubitej ziemi obłożonej gliną lub z drewna - tylko cytadele przy głównych bramach i siedziby garnizonów
budowano z cegły lub kamienia. Budowa wałów granicznych kosztowała
jednak życie tysięcy ludzi, zmarłych z wyczerpania i chorób.
Granica południowa również nie była spokojna. Imperium graniczyło tam z trzema krajami zamieszkanymi przez narody, które Chińczycy nazywali
Setką Plemion Yue14. Dwa z nich, królestwa Minyue i Dongou15, utrzymywały pokojowe stosunki z mocarnym sąsiadem i płaciły trybut, tak jak wcześniej władcom kraju Czu. Wszelako plemiona
Yue zamieszkujące rozległe terytorium16 położone na południe
i na zachód od tych dwóch królestw wasalnych - sięgające nawet do
dzisiejszego północnego Wietnamu - nie zamierzały uznać zwierzchnictwa
cesarza, a także udzielały schronienia chińskim uciekinierom i szarpały
chińskie pogranicze łupieżczymi rajdami. Qin Szihuangdi uznał, iż nie
można tolerować tej sytuacji i w 219 r. p.?n.?e. generał Tu Sui najechał
ziemie plemion Yue, prowadząc armię złożoną w znacznej części z weteranów zaprawionych w bojach podczas podboju Sześciu Królestw.
Kampania okazała się trudna. Kraj, który Tu Sui próbował podbić,
zajmował wielki obszar, w dużej części górzysty i pokryty gęstym lasem,
przecięty licznymi rzekami, często rozlewającymi się w mokradła. Ziemie
te były rzadziej zaludnione niż Sześć Królestw, przez co najeźdźcy mieli
problemy ze zdobyciem żywności, tym bardziej że mieszkańcy kryli się w górach, lasach lub na bagnach, zabierając inwentarz i ziarno. Co więcej,
klimat południa był dla ludzi z północnych Chin niezdrowy i choroby
zebrały wśród chińskich żołnierzy straszne żniwo. W odróżnieniu od
"blitzkriegów" w Sześciu Królestwach (230-221 p.?n.?e.), na dalekim
południu armia Qin ugrzęzła. Obrońcy unikali walnej bitwy, czekając, aż
choroby, brak zaopatrzenia i dezercje osłabią najeźdźców. Była to
skuteczna strategia, gdyż nawet jeśli Tu Sui zajął część terytorium
plemion Yue, to nie zdołał rozbić ich armii, zaś jego własne wojsko
każdego miesiąca topniało jak śnieg na słońcu. W 218 r. p.?n.?e. plemiona
Yue zaatakowały osłabione wojska Qin z zaskoczenia i odniosły
zwycięstwo; generał Tu Sui zginął w walce.
Klęska odbiła się szerokim echem w imperium, dodając otuchy przeciwnikom
nowych porządków. Cesarz zareagował niezwłocznie. Na dalekie południe
podążyła nowa armia, jeszcze silniejsza; dowództwo objął generał Ren
Xiao, jego zastępcą został Zhao Tuo. Na potrzeby nowej kampanii
przeznaczono ogromne środki - Ren Xiao dostawał tyle żołnierzy, broni i pieniędzy, ile zażądał. Jednocześnie rząd imperialny zajął się
rozwiązaniem problemu dostaw zaopatrzenia, rozpoczynając budowę arterii
komunikacyjnych.
Budowa dróg i mostów ruszyła z kopyta, ale biorąc pod uwagę, jak
rozległe było terytorium plemion Yue, musiało to zająć wiele lat.
Dlatego w 218 r. p.?n.?e. rozpoczęto także prace nad długim na 36
kilometrów kanałem łączącym rzekę Xiang (jeden z dopływów Jangcy) z rzeką Li, która wpada do Rzeki Zachodniej (Xijiang), ta zaś uchodzi do
Rzeki Perłowej - mimo iż wykopano go w terenie górzystym, inżynierowie
znaleźli taką trasę, że niepotrzebna była ani jedna śluza! Z tego powodu
nazwano go Magicznym Kanałem - po wielu modernizacjach jest ciągle
używany. Był to kolejny, po kanale Han Gou (łączącym Jangcy i Huai),
wykopanym przez królestwo Wu w V w. p.?n.?e., krok ku stworzeniu
śródlądowego systemu nawigacyjnego łączącego baseny Rzeki Zachodniej,
Jangcy, Huai i Huang He17. Magiczny Kanał miał rozwiązać problemy z zaopatrzeniem armii Qin operującej na dalekim południu, wykopanie go
zajęło jednak cztery lata. W międzyczasie Ren Xiao i Zhao Tuo walczyli
najlepiej, jak mogli, ale nie byli w stanie zadać plemionom Yue
decydującego ciosu.
Wykluczając wojnę na południu, według kronik rok 217 p.?n.?e. był tak
spokojny, że nie wydarzyło się nic godnego odnotowania. Jeśli
rzeczywiście tak było, należy przyznać, że Pierwszy Cesarz i jego
ministrowie istotnie zrealizowali w znacznej części zamiar, jakim było
stworzenie jednolitego, zjednoczonego i zwłaszcza żyjącego w pokoju
imperium. Wydaje się to potwierdzać zapis w kronikach dotyczący roku 216
p.?n.?e., gdzie wspomina się tylko trzy wydarzenia. Cesarz zmienił nazwę
dwunastego miesiąca w kalendarzu, kazał posłać do każdej wioski w imperium (nawet najmniejszej) podarunek w postaci ryżu i dwóch baranów i zaczął się wybierać na przechadzki incognito po stolicy, przebrany w niepozorne szaty i nie biorąc ze sobą więcej niż czterech ubranych po
cywilnemu gwardzistów. Władca był ciekaw, jak żyją poddani i jak
naprawdę wyglądają zaprowadzone przez niego porządki. W czasie jednej z takich wypraw Pierwszego Cesarza napadli w środku stolicy bandyci i mało
brakowało, a władca największego imperium ówczesnego świata zginąłby od
noża rzezimieszka! Jego gwardziści położyli napastników trupem, ale
sekretne wypady władcy poza pałac skończyły się. Rozwścieczony Pierwszy
Cesarz nakazał przeprowadzić na całym terytorium imperium
dwudziestodniową łapankę na przestępców, zaś ujętych skazywać na ciężkie
roboty.
W 215 r. p.?n.?e. cesarz wyruszył w czwartą wielką podróż, kierując się
ponownie najpierw na wschód, aby jeszcze raz zobaczyć morze, następnie
skręcił na północ, aby obejrzeć dawne królestwa Yan i Zhao. Władca
ewidentnie był niemile zaskoczony tym, co zobaczył w Zhao, gdyż wbrew
jego rozkazom niektóre miasta wciąż były otoczone nietkniętymi wałami
obronnymi, zaś na drogach i spławnych rzekach wciąż istniały bramy i przeszkody, przy których pobierano nielegalnie myto. Pierwszy Cesarz
rozkazał zrobić wyłomy we wszystkich wałach obronnych i zniszczyć
przeszkody na szlakach handlowych. Nie ma natomiast żadnej wzmianki o ukaraniu winnych zaniedbań i pobierania nielegalnych opłat.
W czasie podróży po kraju Yan miał miejsce incydent, niefigurujący w kronikach, ale zachowany w opowieściach ludowych na północy Chin.
Przekaz ten jest na tyle realistyczny i szczegółowy, że prawie na pewno
u jego podłoża leżało prawdziwe wydarzenie - dlatego warto tu przytoczyć
Opowieść o tym, jak Pierwszy Cesarz kota namalował.
Mieszkańcy kraju Yan nie byli zadowoleni z podboju przez Qin i chociaż
nie śmieli się otwarcie buntować, dawali wyraz swym uczuciom poprzez
złośliwe żarty i piosenki, a także pomniejsze akty nieposłuszeństwa, jak
obrzucanie nieczystościami sztandarów cesarskich, zdzieranie oficjalnych
dekretów, a także "politycznie niepoprawne" napisy i zwłaszcza rysunki
na ścianach, płotach, a nawet skałach w górach. Wśród tych ostatnich
szczególną popularność zdobył Tygrys Domowy, rysunek przedstawiający
cherlawego, wyleniałego i wyjątkowo żałosnego kota, którego pręgi na
mordce układały się w znaki mówiące wang, czyli "król" lub "władca",
słowo, które większość nawet niepiśmiennych ludzi była w stanie
zrozumieć. Sam rysunek był aluzją, której sens tłumaczyło złośliwe
powiedzenie, znane prawie każdemu mieszkańcowi Yan: Tygrys, chociaż
większy, tak naprawdę jest tylko kotem i zawsze będzie tylko kotem -
tyle że jednemu tygrysowi się we łbie przewróciło, bo pręgi na pysku
przypadkiem mu się ułożyły w symbol królewski. Tak naprawdę więc tygrys
jest dzikim kotem, tak samo jak kot jest Tygrysem Domowym18.
Przed cesarską inspekcją w Yan urzędnicy postarali się, aby kłopotliwe
napisy i rysunki zniknęły z trasy podróży - wszelako nec Hercules
contra plures i mimo ich wysiłków Qin Szihuangdi zobaczył jednego
Tygrysa Domowego z okna powozu. Anonimowy artysta ewidentnie włożył w swoją pracę dużo serca, gdyż namalowane na ścianie stworzenie było
wyjątkowo mizerne, żałosne i paskudne. Na widok tego rysunku Pierwszego
Cesarza szlag trafił do tego stopnia, że orszak już dalej tego dnia nie
pojechał, gdyż władca nie mógł usiedzieć w powozie ze złości i musiał
się napić czegoś mocniejszego w czasie, gdy rozbijano obóz, a jego
gwardziści i miejscowi urzędnicy pracowicie zmywali kota ze ściany... Po
wieczerzy władca odprawił wszystkich, z wyjątkiem ministra Li Si, z którym następnie długo się naradzał. Ku uldze dworzan z cesarskiego
namiotu zaczęły w końcu dochodzić gromkie wybuchy śmiechu władcy, a nawet - co zdarzało się naprawdę rzadko - samego Li Si, po czym minister
wyszedł z szerokim i nadzwyczaj nieprzyjemnym uśmiechem na ustach,
cesarz wezwał zaś służących, aby go rozdziali przed wieczornym
spoczynkiem.
Następnego dnia w całej prowincji urzędnicy i żołnierze rozpoczęli akcję
malowania kotów na ścianach, płotach i skałach, wszędzie, gdzie były
mosty, kładki, brody, promy i inne przeprawy, a także przy wjazdach do
miast, rogatkach wiosek, bramach na drogach, gdzie sprawdzano dokumenty
podróżnych, etc. W każdym z tych miejsc stanęli żołnierze zaopatrzeni w tęgie kije, a także urzędnicy lokalni wyposażeni w przybory do pisania i torby. Każdy, kto chciał przejść, musiał uiścić niewielką opłatę i odpowiedzieć na pytanie: Co to za zwierzę jest namalowane na ścianie?
Jeśli ktoś odpowiedział, że to kot, dostawał kilka razy kijem i musiał
wracać na koniec kolejki, aby spróbować ponownie, rzecz jasna po
uiszczeniu drugi raz opłaty. Dość szybko ludzie znaleźli rozwiązanie
zagadki i spiesznie odpowiadali: Szlachetni panowie, to jest rzecz
jasna tygrys, ba, mało tygrys, to nie jest zwykły tygrys, to jest tygrys
nad tygrysy, to jest tygrys, jakiego świat nie widział, to jest tygrys,
można by rzec, królewski - ba, co tam królewski, cesarski. Tak zaiste,
jest to wielki, groźny i szlachetny tygrys, szlachetni panowie, jak
najbardziej, nie ma co do tego żadnej wątpliwości. Po kilku dniach koty
zamalowano lub zmyto, a pobierania opłat zaniechano, jednak ile razy
gdzieś w kraju Yan pojawiały się niepokorne napisy i rysunki, władze
lokalne natychmiast odpowiadały malowaniem kotów i pobieraniem myta na
drogach. Z czasem ludzie z Yan dali za wygraną - wszyscy zdążyli się już
przyzwyczaić do ułatwienia, jakim było zniesienie myt i innych opłat
drogowych przez Pierwszego Cesarza na początku panowania, przez co
czasowe przywrócenie ich okazało się skuteczną karą zbiorową. Tygrysy
Domowe przestały pojawiać się w kraju Yan, ale popularności władcy te
wydarzenia nie przysporzyły... Natomiast na północy Chin do tej pory jest
kilka miejsc noszących nazwy Kocia Skała lub Wioska z Namalowanym Kotem.
Po zakończeniu inspekcji w Yan władca odwiedził także generała Meng
Tiana i przyjrzał się wnoszeniu północnych wałów granicznych. Tutaj miał
wreszcie powody do zadowolenia, gdyż prace postępowały sprawnie. Podczas
narady z cesarzem Meng Tian zaproponował, aby wypędzić koczowników
Xiongnu z zakola Huang He i zagarnąć tę część wyżyny Ordos, której
cesarstwo jeszcze nie kontrolowało. Pozwoliłoby to, zamiast budować wały
przecinające Ordos, wznieść umocnienia wzdłuż południowego brzegu rzeki
i następnie lepiej kontrolować granicę, gdyż Huang He spełniałaby wtedy
funkcję naturalnej fosy. Cesarzowi spodobał się ten pomysł, ale rozkazał
generałowi poczekać na formalną decyzję, gdyż kampania taka wymagała
posiłków. Po inspekcji pogranicza władca wrócił do Xianyang i wkrótce
potem Meng Tian otrzymał niezbędne oddziały i rozkazy. Podbój zakola
Rzeki Żółtej przeprowadzono jeszcze przed końcem 215 r. p.?n.?e.
Kampania ta miała daleko idące konsekwencje, których w Chinach nie
przewidziano. Pobity przez Meng Tiana wódz Xiongnu imieniem Tumen zabrał
swój lud na północ i zaatakował dominującą na stepach hordę Yuezhi,
zrywając zawarty wcześniej pokój. Tym samym wydał wyrok na jednego ze
swych synów, Maoduna, który od zawarcia pokoju przebywał jako zakładnik
wśród Yuezhi. Władca tych ostatnich nie zabił jednak będącego na jego
łasce księcia, lecz wypuścił go i dał mu drużynę wojowników, chcąc
wywołać wojnę domową wśród Xiongnu. Zdradzony przez ojca i spragniony
zemsty Maodun pobił i przeciągnął na swą stronę wielu wodzów dotąd
posłusznych Tumenowi. Nie mogąc pokonać syna, Tumen pogodził się z nim i wyznaczył go swym następcą. Parę lat później Maodun dokonał przewrotu,
ujął i kazał spalić żywcem ojca oraz wszystkich swych braci, następnie
zaś uderzył na Yuezhi. Na dalekowschodnich stepach wybuchła wtedy
mordercza walka między dwiema potężnymi konfederacjami plemion, pierwsza
na taką skalę, o której zachowały się wzmianki. Zajęci wojnami Xiongnu
zniknęli na dłuższy czas Chińczykom z pola widzenia - ale wiele lat
później Maodun miał im się bardzo gwałtownie przypomnieć.
Meng Tian kontrolował jedną z dwóch głównych armii od wielu lat i nigdy
nie dał cesarzowi powodów, aby wątpił w jego lojalność. Wywiązał się
także wzorowo z powierzonych mu zadań, władca więc nie tylko zadbał o nagrodę dla niego samego, ale wyniósł jego młodszego brata, Meng Yi, do
pozycji ministra i swego głównego współpracownika. Jak napisano w kronikach, Meng Yi jechał za powozem cesarza, gdy ten podróżował, i stał za jego tronem, gdy ten udzielał audiencji, dorównując tym samym
wpływami Li Si.
Po zapoznaniu się z dziejami pierwszych lat panowania Pierwszego Cesarza
można odczuć pewne zdziwienie. Imię Qin Szihuangdi jest kojarzone
zazwyczaj z wielkim zdobywcą i reformatorem, ale także sadystycznym i kapryśnym tyranem. Wszelako opis lat 221-215 p.?n.?e. nijak nie przystaje
do tej opinii - przeciwnie, biorąc pod uwagę ogólną brutalność praw i zwyczajów tamtych czasów, Pierwszy Cesarz jawi się jako władca surowy, a także niewątpliwie megaloman, ale bynajmniej nie tyran i okrutnik. Nie
ma przesłanek świadczących, iż w czasie pierwszych sześciu lat jego
panowania po zjednoczeniu doszło do buntów lub znaczących niepokojów, a to oznacza, iż nowe porządki były co najmniej tolerowane, a być może
nawet zostały przez wielu ludzi przyjęte przychylnie. Koniec
nieustannych wojen między chińskimi państwami, a co za tym idzie znaczne
ograniczenie tak presji fiskalnej, jak i poboru do wojska, na pewno
przyniosły szerokim rzeszom ludności wielką ulgę. Reforma rolna i parcelacja posiadłości należących do arystokracji Sześciu Królestw
musiały być popularne wśród rzeszy bezrolnych wyrobników, którzy po
uwłaszczeniu mogli gospodarzyć na swoim. Zniesienie granic między
dawnymi krajami i wszelkich barier wewnętrznych na drogach i rzekach
sprawiło, że zniknęły cła, myta i inne obciążenia hamujące handel. W rezultacie pierwsze lata po zjednoczeniu były okresem żywiołowego
rozwoju gospodarczego, tym większego, że Pierwszy Cesarz wykorzystał
część zdobyczy wojennej na sfinansowanie programu robót publicznych, co
jeszcze bardziej nakręciło koniunkturę. Nawet drakoński kodeks karny był
do pewnego stopnia akceptowany, gdyż bandyci byli z powodów oczywistych
powszechnie znienawidzeni.
Wszystko to jednak zmieniło się w końcu 215 r. p.?n.?e. Następne lata
panowania Pierwszego Cesarza były diametralnie odmienne od opisanych
poprzednio. Zmiana była tak gwałtowna i nagła, że musiało leżeć u jej
podłoża wydarzenie wielkiej wagi. Patrząc na dalszy rozwój wypadków, w mojej opinii tylko jedna rzecz mogła mieć tak daleko idące konsekwencje
-?w wieku zaledwie 44 lat Pierwszy Cesarz gwałtownie podupadł na
zdrowiu. Tym samym, zamiast jak dotychczas mieć perspektywę długiego
panowania, musiał liczyć się z możliwością, że umrze, zanim nawet
zostanie ukończony jego monumentalny grobowiec na górze Li... Pogorszenie
stanu zdrowia władcy nie byłoby niczym nadzwyczajnym, jeśli wziąć pod
uwagę prowadzony przez niego niezwykle wyczerpujący tryb życia. Pierwszy
Cesarz od początku objęcia osobistych rządów (w 238 r. p.?n.?e., gdy
jeszcze był tylko królem Qin) sypiał zazwyczaj nie więcej niż cztery
godziny dziennie i pracował praktycznie bez przerwy, siedem dni w tygodniu. Nałożył sobie także dzienną normę 60 kg
dokumentów19 do rozpatrzenia, bez wyrobienia której nie kładł
się spać (z wyjątkiem ostatnich dwóch lat życia, o których będzie mowa
dalej).
Pierwszą przesłanką pozwalającą przypuszczać, że w 215 r. p.?n.?e.
Pierwszemu Cesarzowi śmierć zajrzała w oczy, jest nagłe znaczenie,
jakiego na dworze nabrało poszukiwanie magicznych eliksirów leczniczych
oraz sekretów długowieczności i nieśmiertelności. W tych czasach taoiści
nauczali, że daleko na zachodnim oceanie leżą trzy Wyspy Nieśmiertelnych
noszące nazwy Penglai, Fangzhang i Yingzhou, zamieszkane przez ludzi
doskonałych, którzy zwyciężyli wszelkie choroby, a nawet śmierć, głównie
przez spożywanie magicznych roślin rosnących tylko na tym archipelagu.
Pierwszym, który jeszcze w 219 r. p.?n.?e. wspomniał władcy o Wyspach
Nieśmiertelnych i ich sekretach, był taoista z Qi imieniem Xu Fu.
Potrafił on tak zręcznie przedstawić sprawę władcy, że otrzymał do
dyspozycji flotyllę okrętów, sporą sumę pieniędzy, a także załogę
złożoną z kilku tysięcy szczególnie urodziwych młodych mężczyzn i dziewcząt, wybranych spośród rodzin szlacheckich. Xu Fu istotnie
wyruszył na wyprawę na zachodnie morze, ale - jak łatwo się domyślić -
wrócił po kilku miesiącach z niczym.
Cesarz niespecjalnie przejął się jego niepowodzeniem. Nie wydaje się,
żeby na początku panowania Qin Szihuangdi przywiązywał do tej sprawy
wielką wagę, przeciwnie, był to tylko jeden z jego projektów
poszukiwania magicznych przedmiotów i mistycznych sekretów. Władca kazał
m.in. nurkom i rybakom z linami i hakami przeszukać dna rzek w okolicy
Loyang, dawnej stolicy królewskiej, w nadziei, iż odnajdzie dziewięć
świętych trójnogów będących symbolem władzy królów z dynastii Xia, Szang
i Zhou20. Wynajął także wielu ludzi do poszukiwania i rozkopywania
grobowców w dawnym kraju Wu, pragnąc odnaleźć legendarną kolekcję mieczy
króla Helu21 z Wu. W czasie tych ostatnich poszukiwań wykopano w Wu
m.in. jeden krater szczególnie imponujących rozmiarów, ale nic nie
znaleziono - gdy po zakończeniu prac wykop napełnił się powoli wodą,
powstało spore jeziorko, które złośliwi wieśniacy nazwali Mieczowym
Stawem i pokazywali je przejezdnym jeszcze przez wiele wieków... Nie ma
wzmianek w kronikach o karach dla tych dworzan i urzędników, którzy
przez pierwsze lata panowania cesarza intensywnie szukali zaginionych
skarbów i nadprzyrodzonych sekretów, nie znajdując ani jednego.
Ewidentnie władca traktował te poszukiwania głównie jako hobby.
Zmieniło się to radykalnie pod koniec 215 r. p.?n.?e. Cesarz wezwał
taoistów prowadzących badania nad mistycznymi rytuałami i "magicznymi"
eliksirami - byli to Mistrz Hu, Mistrz Lu, Mistrz Szi i niejaki Han
Zhong. Wszyscy otrzymali rozkaz wyruszenia na morze i poszukiwania Wysp
Nieśmiertelnych. Ekspedycja Han Zhonga zaginęła bez śladu, pozostali
wrócili z niczym. Cesarz rozkazał wtedy uczonym prowadzić badania nad
lekarstwami przedłużającymi życie, zaczął także wzywać do Xianyang
dodatkowych lekarzy, uzdrowicieli i taoistów. Naturalną koleją rzeczy na
dwór zaczęli ściągać także wszelkiego rodzaju szarlatani, którzy
zwęszyli możliwość łatwego zarobku. Wkrótce nad nowymi lekarstwami i poszukiwaniami eliksiru nieśmiertelności pracowało na dworze kilka
tysięcy ludzi.
Cesarz kazał także przyspieszyć operacje wojskowe, nie oglądając się już
na koszty ani budżetowe, ani ludzkie. Na froncie południowym Ren Xiao
dostał jeszcze więcej żołnierzy i rozkaz pokonania plemion Yue jak
najszybciej, bez względu na straty. Przewaga liczebna wojsk Qin stała
się tym samym miażdżąca - co więcej, w 214 r. p.?n.?e. ukończono wreszcie
przekopywanie Magicznego Kanału, co rozwiązało problem zaopatrzenia w żywność kolosalnej armii operującej na dalekim południu. Plemiona Yue
stawiły zaciekły opór, ale ani odwaga, ani wysoka jakość ich
broni22, ani używanie słoni bojowych nie uchroniły ich przed
podbojem. Do końca 213 r. p.?n.?e. imperium Qin objęło większość
dzisiejszych południowych Chin, łącznie z dolinami Rzeki Zachodniej i Rzeki Czerwonej (północny Wietnam). Niejako z rozpędu Ren Xiao wysadził
nawet desant na Hajnanie, ale zajęcie całej tej dużej, górzystej i zamieszkanej przez wojownicze plemiona wyspy okazało się niemożliwe,
przez co władza cesarska rozciągała się tylko na nadbrzeżne forty.
Przyspieszony podbój dalekiego południa był kosztowny. W walce i od
chorób tropikalnych zginęły dziesiątki tysięcy żołnierzy; koloniści
także ucierpieli od epidemii i wkrótce wielu uciekło z powrotem na
północ. Władca rozkazał wtedy przeprowadzić w cesarstwie łapankę na
dezerterów i uciekinierów, a także ludzi uchylających się od płacenia
podatków, bankrutów odpracowujących długi jako faktycznie niewolnicy
wierzycieli, sklepikarzy i handlarzy nieprzestrzegających oficjalnych
cen lub fałszujących wagi, wreszcie wszystkich, którym można było
zarzucić jakiekolwiek wykroczenie. Zebrano ponoć w ten sposób aż 300
tysięcy ludzi i wszystkich zesłano wraz z rodzinami na południe. Biorąc
pod uwagę, że każdy gubernator prowincji dostał kontyngent, który musiał
dostarczyć, jest pewne, że wielu ludzi zgarnięto pod fałszywymi
pretekstami. Wielka branka do wojska i masowe deportacje na południe w latach 215-213 p.?n.?e. ogromnie zaszkodziły nowemu reżimowi.
Nie było to jedyne przyspieszenie - również na froncie północnym w 214
r. p.?n.?e. Meng Tian otrzymał rozkaz podboju kilku regionów granicznych.
Celem było przesunięcie granicy imperium, tak by oprzeć ją na punktach
łatwiejszych do obrony i umożliwiających lepszą obserwację stepów
(głównie kilka gór) oraz skrócenie fortyfikacji granicznych, tak aby
wymagały mniejszego garnizonu. Uchwycono także kilka przyczółków na
północnym brzegu Huang He, na północnym krańcu wielkiego zakola, gdzie
zbudowano fortece połączone mostami z południowym brzegiem - były to
punkty wypadowe dla ekspedycji karnych przeciw koczownikom. Trzeba było
tym samym wznieść nowe odcinki wałów oraz rozbudować sieć dróg, aby
umożliwić tak szybsze podróżowanie armii, jak i przyszłe zaludnienie
tych ziem kolonistami. Do robót nad wałami i drogami zesłano na północ
dalsze setki tysięcy skazańców.
Prawa Qin były surowe, jednak nawet one nie pozwalały dostarczyć takiej
ilości więźniów, aby jednocześnie zaspokoić potrzeby kolonizacji oraz
wielkich robót na północy i na południu. W konsekwencji w latach 214-213
p.?n.?e. kodeks karny zaostrzono, zaś gubernatorzy prowincji tak czy
inaczej skazywali pod byle pretekstem albo i bez pretekstu, tysiące
ludzi na zsyłkę, gdy nie mogli wysłać nałożonego na nich kontyngentu.
Gdy zaczęły się pierwsze niepokoje i szemrania, w 213 r. p.?n.?e.
aresztowano dziesiątki tysięcy urzędników niskiego szczebla, zarzucono
im wydawanie niesprawiedliwych wyroków i też zesłano do prac przy wałach
granicznych lub deportowano jako kolonistów na dalekie południe.
Karani długoletnimi wyrokami ciężkich robót za byle przewinienie ludzie
stanowili także gros siły roboczej, która pracowała przy innych
projektach Pierwszego Cesarza, jak rozbudowa Xianyang, wznoszenie nowych
pałaców i przygotowywanie monumentalnego mauzoleum władcy. Wszystkie te
prace przyspieszono w latach 215-214 p.?n.?e. W rezultacie podobno przez
sam tylko owiany ponurą sławą gigantyczny obóz pracy dla katorżników na
górze Li, skąd czerpano kamień m.in. do wznoszonego nieopodal grobowca
cesarza, przewinęło się ponad 700 tysięcy skazańców w ciągu 10 lat!
Logiczną koleją rzeczy od 215 r. p.?n.?e. w kraju zaczęła narastać
nienawiść do reżimu Qin. Być może właśnie dlatego policji nigdy nie
udało się złapać wielu poszukiwanych opozycjonistów, takich jak opisany
już Zhang Liang z kraju Han. Wśród innych poszukiwanych bez skutku
przeciwników reżimu byli Zhang Er i Czen Yu, szlachcice z kraju Wei,
którzy uniknęli zatrzymania, wstępując pod przybranymi nazwiskami do
administracji jako drobni urzędnicy. Kilkakrotnie zdarzyło im się w ramach obowiązków służbowych malować na ścianach budynków obwieszczenia
o nagrodzie za ich ujęcie... Na południu, w kraju Czu, ukrywało się wielu
zrujnowanych konfiskatą ziem szlachciców. Najznaczniejszym z nich był
Xiang Liang, znany i popularny wśród mieszkańców południa, gdyż wywodził
się z jednego z najbardziej starożytnych rodów kraju Czu. Jego ojcem był
generał Xiang Yan, który jako jedyny zdołał w latach 224-223 p.?n.?e.
powstrzymać na krótki czas zwycięski pochód wojsk Qin, zanim w końcu
został pokonany i poległ - weterani z jego armii wciąż często poczuwali
się do lojalności wobec jego klanu. Mimo iż policja cesarska intensywnie
go tropiła, Xiang Liang zebrał liczącą parę tysięcy ludzi grupę
spiskowców, którzy zgromadzili broń w kryjówkach i czekali na sposobność
do wzniecenia buntu. Wraz z nim ukrywał się jego osierocony małoletni
bratanek Xiang Yu, o którym jeszcze będzie obszernie mowa dalej.
Opisane tu wydarzenia nie są jedynymi przesłankami pozwalającymi
przypuszczać, że cesarz gwałtownie podupadł na zdrowiu, przez co w jego
otoczeniu zaczęto myśleć o kwestii sukcesji. W 213 r. p.?n.?e. na dworze w Xianyang doszło do brzemiennego w skutki wydarzenia. Zaczęło się
niewinnie - cesarz zaprosił bliskich współpracowników, zaufanych dworzan
i uczonych (w sumie 70 osób) na wieczerzę. Gdy wszyscy już sobie
podjedli i podpili, uczony imieniem Czunyu Yue, pochodzący z kraju Qi
specjalista od historii starożytnej, wstał i przemówił w te słowa:
Królowie z rodów Szang i Zhou panowali przez tysiące lat, gdyż nadawali
lenna swoim braciom i synom, a także zasłużonym ministrom, aby im
pomagali i wspierali ich. Dziś Wasza Wysokość posiada wszystko między
Czterema Morzami, a jednak młodsi bracia i synowie Waszej Wysokości są
takimi samymi poddanymi jak inni. Gdyby nagle wystąpili przeciw Waszej
Wysokości uzurpatorzy, jak Tian Heng z Qi23 lub Sześć Ekscelencji
z Jin24, nikt nie przyszedłby z pomocą i jak Wasza Wysokość
zdołałby się ocalić? Nigdy nie słyszałem o przedsięwzięciu, które by się
powiodło, jeśli nie naśladowało wzorów ze starożytnej przeszłości. A ci,
którzy twierdzą inaczej, są zwykłymi pochlebcami utwierdzającymi Waszą
Wysokość w jego błędach, a nie lojalnymi poddanymi.
To zaskakujące wystąpienie było czymś więcej niż zagajeniem do dyskusji
o polityce w czasie uczty. Dla cesarza stanowiło ono sygnał
ostrzegawczy, pokazujący, iż jego prestiż i autorytet podupadły tak
bardzo, że oto ktoś waży się go publicznie wzywać do zerwania z prowadzoną dotąd polityką. Było jasne, że Czunyu Yue nie ośmieliłby się
skrytykować polityki cesarskiej, gdyby nie stali za nim ludzie wyżej
postawieni i na tyle wpływowi, że przezwyciężył obawę przed niełaską i karą. Tylko członkowie klanu cesarskiego i najwyżsi dygnitarze mieli tak
silną pozycję - tym samym władca zrozumiał, iż jego rodzina i otoczenie
liczą się z jego rychłym zgonem i upominają się o rozdanie apanaży
mających zapewnić jego krewnym i głównym ministrom przyszły byt i bezpieczeństwo. To oznaczałoby jednak unicestwienie jego dzieła, jakim
było utworzenie scentralizowanego, jednolitego państwa poprzez
likwidację dawnej struktury krajów wasalnych, tak jak zapisano to na
kolumnie w Langya (patrz wyżej).
Na wystąpieniu Czunyu Yue uczta się zakończyła, gdyż cesarz podziękował
obecnym i pozwolił im oddalić się, jednocześnie wzywając ministrów na
plenarne posiedzenie gabinetu następnego dnia rano. Sam nie udał się na
spoczynek, lecz spędził większość nocy pracując. Towarzyszył mu Li Si,
wtedy już Kanclerz Lewej Strony (nie wiemy niestety, kiedy został
awansowany), a co za tym idzie drugi człowiek w państwie po władcy;
wystąpienie Czunyu Yue godziło również w niego i dzieło jego życia.
Prawdopodobnie tej nocy w Xianyang również i inni dygnitarze, dworzanie,
książęta krwi, ich rodziny i czeladź nie spali zbyt długo - nie wiadomo
było, co cesarz i główny ideolog reżimu przygotowują, ale nikt nie
wątpił, że następny dzień zostanie na długo zapamiętany w dziejach
imperium.
Poranne posiedzenie rządu trwało krótko. Nie było dyskusji - władca
udzielił od razu głosu Li Si, aby przedstawił edykt, nad którym on sam i jego główny współpracownik pracowali przez większość nocy. Li Si
przemówił w te słowa: Każdy z Pięciu Cesarzy25 miał inne
sposoby rządzenia krajem, tak jak Trzy Dynastie (Xia, Szang i Zhou)
nie dziedziczyły wzorców po poprzednikach, lecz każda urządzała świat
według własnych potrzeb. Nie oznacza to, że jedni mylili się, a inni
mieli rację, lecz czasy, w jakich żyli, były inne. I oto dziś Jego
Wysokość dokonał wielkiego dzieła i zdobył chwałę, która przetrwa
dziesięć tysięcy pokoleń - to przekracza pojęcie ograniczonego
konfucjanisty (tzn. Czunyu Yue).
Co więcej, Czunyu Yue odwołuje się do przykładu Trzech Dynastii. A czemuż to miałyby one być godne naśladowania? Czy dlatego, że w dawnych
czasach władcy wasalni wciąż walczyli między sobą i potrzebując
uczonych, prześcigali się w kupowaniu ich usług wielkimi nagrodami?
Teraz jednak świat został zjednoczony, a prawa i przepisy pochodzą z jednego źródła. Pospólstwo winno myśleć o rolnictwie i rzemiośle, zaś
szlachta winna studiować prawa, przepisy i zakazy. Dziś jednak ci
uczeni (konfucjaniści) zamiast żyć współczesnością, polegają tylko na
tradycjach starożytnych, wykorzystując je, aby krytykować nowe porządki
i siać zamęt wśród czarnogłowych (pospólstwa).
Ja, kanclerz, poddany Waszej Wysokości, stawiając swoje życie na szali,
twierdzę, iż w czasach starożytnych świat był podzielony i pogrążony w chaosie, przez co wielu władców wasalnych sięgało po hegemonię
jednocześnie. Wszyscy opierali się na naukach starożytnych i wielu
pustych słowach, aby zamącić obraz współczesnej im rzeczywistości. Każdy
szedł za swym rozumem i za nic miał edykty władcy. Dziś jednak Cesarz,
zjednoczywszy świat, odróżnił białe od czarnego i ustanowił jeden
autorytet. Oni jednak (konfucjaniści) pozostają przy swoich naukach i zbierają się, aby krytykować jego prawa i pouczenia. Na dworze krytykują
je w sercach - na zewnątrz krytykują je na ulicach. Krytykując władcę,
chcą zdobyć rozgłos, zaś protestując przeciw rządowi, pozują na wielkich
mędrców. Podżegają swoich uczniów do szerzenia oszczerstw. Jeśli nie
położy się temu kresu, autorytet władcy zostanie podważony i powstaną
zwalczające się frakcje. Należy więc ich (uczonych) ukrócić!
Po wyłożeniu tych argumentów ideologicznych kanclerz przeszedł do
meritum i przedstawił następujący projekt edyktu, który miał pozostać w pamięci potomnych jako najsłynniejsza i jedna z najczarniejszych kart
panowania Pierwszego Cesarza.
Wnoszę, aby Wasza Wysokość nakazał spalenie zachowanych w archiwach
wszystkich kronik historycznych, poza tymi, które pochodzą z Qin.
Spalone także winny być wszystkie dzieła, dokumenty i pieśni Stu Szkół
(nurtów filozoficznych) poza tymi, które są niezbędne dla Biura
Erudytów26. Wszystkie ich kopie posiadane przez poddanych
winny być przyniesione gubernatorom i komendantom do spalenia. Każdy,
kto będzie dyskutował o (tych) dokumentach i pieśniach, winien zostać
publicznie stracony na rynku. Wszyscy, którzy będą powoływać się na
starożytność, aby krytykować nowy ład, zostaną straceni wraz z rodzinami. Urzędnicy wiedzący o popełnieniu takiego przestępstwa i niereagujący będą karani tak samo jak główni winowajcy. Edykt ma zostać
zrealizowany w ciągu trzydziestu dni od ogłoszenia - a każdy, kto po tym
czasie nie spali swoich książek, zostanie naznaczony tatuażem
przestępców i zesłany na ciężkie roboty. Zakaz posiadania książek nie
dotyczy jedynie dzieł o medycynie, wróżbiarstwie, rolnictwie i leśnictwie. Jeśli zaś ktoś chce się kształcić, winien pobierać nauki u mianowanych w tym celu urzędników.
Po wysłuchaniu kanclerza Pierwszy Cesarz powiedział tylko jedno słowo:
Aprobuję. Na tym posiedzenie się zakończyło.
Edykt ten nie doprowadził do całkowitego zniszczenia starożytnych kronik
i dzieł, gdyż wiele kopii ukryto. Rejestr biblioteki cesarskiej
sporządzony 200 lat później, już za czasów dynastii Han, zawiera 524
tytuły dzieł, które powinny zostać zniszczone, ale które przetrwały
wystarczająco długo, aby doczekać odwołania edyktu (niestety większość z nich nie zachowała się do dzisiaj). Niewątpliwie jednak, ograniczając
ilość istniejących kopii, Pierwszy Cesarz przyczynił się do zaginięcia
większości spuścizny chińskiej starożytności z czasów przed
zjednoczeniem.
Spalenie książek z 213 r. p.?n.?e. jest zazwyczaj przytaczane ze zgrozą
jako najstraszniejszy przykład tyranii Pierwszego Cesarza, rzadziej
natomiast zwraca się uwagę na te dwa zdania edyktu, które naprawdę
uderzały we wszystkich mieszkańców imperium - zakaz krytykowania nowego
reżimu i dyskutowania o tradycjach starożytnych. Przepis ten pozwalał
bez trudu skazać każdego człowieka nawet na śmierć za choćby jedno
nieostrożnie wypowiedziane słowo. Egzekucje prawdopodobnie nie były
bardzo liczne, natomiast przepis ten pozwolił aresztować i skazać na
zsyłkę lub ciężkie roboty dziesiątki tysięcy ludzi pod najbardziej
błahym pretekstem, dostarczając darmowej siły roboczej. Nieuniknioną
koleją rzeczy na społeczeństwo spadła także dodatkowa plaga - tysiące
donosicieli zarabiało na życie szpiegowaniem, pobierając nagrody od
państwa albo wymuszając haracze szantażowaniem ludzi, którzy pozwolili
sobie na nieostrożne słowo. Ludzie zaczęli ograniczać kontakty z innymi
do niezbędnego minimum, życie codzienne bardzo spowolniło, a w konsekwencji ucierpiała gospodarka i w kraju doszło do recesji.
W 212 r. p.?n.?e. Meng Tian otrzymał rozkaz zbudowania nowej drogi
strategicznej, od najdalszej północnej fortecy granicznej w wielkim
zakolu Huang He do letniej rezydencji cesarza pod Xianyang. Tej długiej
na 800 kilometrów arterii nadano nazwę Prosta Droga, gdyż przecinała ona
wszelkie przeszkody, zamiast je omijać, bez względu na koszty. Oprócz
budowy drogi i mostów konieczne było usypanie grobli przechodzących
przez rozlewiska, rycie wykopów przez strome wzgórza i wydrążenie tuneli
przez góry. Było to wielkie osiągnięcie inżynieryjne, ale kosztowało ono
życie tysięcy ludzi.
Również w tym samym 212 r. p.?n.?e. Pierwszy Cesarz rozkazał rozpocząć
budowę w pobliżu Xianyang, między dawnymi miastami królewskimi Feng i Hao27, nowej głównej rezydencji imperialnej, Pałacu Epang,
monumentalnej budowli, jakiej świat nie widział. Sama tylko główna sala
tronowa miała liczyć ponoć 675 m długości i 112 m szerokości! Architekci
i inżynierowie wątpili, czy przy ówczesnym poziomie technologii jest
możliwe wzniesienie takiej budowli; ministrowie i urzędnicy ze swej
strony byli przerażeni niewyobrażalnymi kosztami tego projektu.
Cesarskich pomysłów w tym czasie jednak nikt już nie ośmielał się
krytykować, więc prace podjęto, mobilizując nowe rzesze pracowników,
więźniów i żołnierzy.
Roboty publiczne wykonywali także ochotnicy. Wokół góry Li osadzono w 212 r. p.?n.?e. 30 tysięcy rodzin, a na południowym krańcu zaplanowanej
Prostej Drogi dalsze 50 tysięcy. Byli to głównie bezrolni wyrobnicy i miejska biedota - ludzie ci w zamian za pracę otrzymali ziemię i zwolniono ich z wszelkich podatków i opłat przez 10 lat. Ta kategoria
stanowiła jednak mniejszość siły roboczej wykonującej prace przy
wielkich projektach.
Zachowanie cesarza po roku 215 p.?n.?e. w życiu codziennym stanowi kolejną
przesłankę, aby przypuszczać, że władca podupadł na zdrowiu i wiedząc,
że ma mało czasu, tym bardziej dbał o bezpieczeństwo, obawiając się, iż
jakiś skrytobójca odbierze mu nawet te ostatnie lata, jakie jeszcze
zostały. Od 213 r. p.?n.?e., kiedy przestał ufać rodzinie i otoczeniu,
nigdy nie sypiał dwa razy z rzędu w tym samym pomieszczeniu. W 212 r.
p.?n.?e. poszedł dalej i kazał, aby wszystkie pałace w okolicy Xianyang
połączyć systemem obudowanych murami dróg, ufortyfikowanych wiaduktów i podziemnych tuneli, strzeżonym dzień i noc przez gwardię cesarską.
Umożliwiało to przemieszczanie się między rezydencjami bez opuszczania
systemu fortyfikacji, w taki sposób, aby nikt z zewnątrz nie widział,
gdzie w danej chwili znajduje się orszak władcy imperium.
Wśród zabezpieczeń mających utrudnić zamach w głównym pałacu w Xian-yang
znalazły się m.in. także ponoć Magiczne Drzwi. Wykonano je z trzech brył
magnetytu, tworzących obudowaną murem bramę. Każda osoba wchodząca do
najściślej strzeżonej części głównego pałacu musiała najpierw oddać
wszelkie przedmioty z metalu, zaś w Magicznych Drzwiach ubrani w jedwab
i uzbrojeni w drewniane pałki strażnicy sprawdzali, czy ktoś nie
przemyca sztyletu lub igły z trucizną w ubraniu. Uczeni cesarscy
zakładali, że trzy tak ogromne bloki magnetytu powinny sprawić, że
ubranie stojącej między nimi osoby przylgnie do bramy, jeśli byłby w nim
ukryty metalowy przedmiot.
Cesarz stał się nie tylko paranoicznie podejrzliwy, ale także - w odróżnieniu od wcześniejszych lat panowania - chorobliwie drażliwy i skłonny do ataków wręcz obłąkańczej furii. Ilustracją tego był słynny
tragiczny incydent z 212 r. p.?n.?e. Odwiedzając pałac na górze Liang, w pobliżu stolicy, cesarz zauważył przejeżdżający orszak, niewiele
ustępujący liczebnością czeladzi i przepychem powozów jego własnemu. Gdy
władcy powiedziano, że tak podróżuje kanclerz Li Si, nie przypadło mu to
do gustu i dał temu wyraz w ostrych słowach. Jeden z eunuchów cesarskich
poinformował o tym kanclerza, który pozbył się części powozów i zwolnił
większość służby. Parę dni później cesarz zobaczył ponownie orszak Li Si
i różnica była ewidentna. Władca dostał wtedy ataku wściekłości, którego
omal nie przypłacił życiem. Wezwał potem ludzi, którzy towarzyszyli mu
na górze Liang, żądając, aby przyznał się ten, kto poinformował
kanclerza. Gdy winowajca się nie znalazł, cesarz kazał wszystkich
aresztować i przesłuchać, a gdy i wtedy nikt się nie przyznał, oddano
ich w ręce kata. Następnego dnia wprowadzono przepis, w myśl którego
informowanie osób postronnych o czynach lub słowach cesarza było karane
natychmiastową egzekucją.
Dla samego Li Si incydent ten nie miał jednak konsekwencji. Jako
Kanclerz Lewej Strony był obok ministra Meng Yi najbliższym i najbardziej zaufanym współpracownikiem władcy. Jego najstarszy syn Li Yu
był jednym z 36 gubernatorów prowincji i mężem jednej z księżniczek
krwi. Również inni jego synowie dostali za żony dziewczęta z klanu
cesarskiego, zaś wszystkie jego córki wyszły za książąt krwi. W 212 r.
p.?n.?e., gdy po długiej nieobecności jego syn, gubernator Li Yu, przybył
z wizytą do stolicy, kanclerz wydał ucztę na jego cześć. Przybyło ponad
tysiąc gości spośród najwyższych rangą dygnitarzy imperium i wszyscy
przynieśli wielkie dary. Był to radosny wieczór, lecz po pewnym czasie
Li Si zamilkł i zaczął wpatrywać się w swój pusty puchar ze smutnym
uśmiechem. Gdy goście zapytali go o powód tego nagłego smutku, kanclerz
odpowiedział: Nadmiar powodzenia nie zawsze jest powodem do radości. Na
początku mej drogi byłem tylko pospolitakiem z południa28,
jednym z tłumu czarnogłowych. Łaska Dostojnego Władcy wyniosła mnie
jednak wysoko. Spośród wszystkich poddanych cesarza ja jestem pierwszy i nikt spośród nich nie dorównuje mi władzą ani bogactwem. Zaiste,
doszedłem na sam szczyt i wyżej już nie podążę - pozostała część podróży
może prowadzić tylko w dół, zaś jej koniec jest przede mną ukryty.
Skoro nawet potężny kanclerz miał obawy co do swego losu, łatwo
zrozumieć, jak wielkie przerażenie brutalność i porywczość cesarza
wywołały wśród "uczonych" poszukujących bezskutecznie sekretu
nieśmiertelności. Żyli oni od lat w dostatku dzięki hojności władcy, ale
ich "badania" były zwykłym oszustwem, zaś suweren żądał wyników i coraz
bardziej się niecierpliwił. Skoro dalsze przeciąganie sprawy było
niemożliwe, nadworni taoiści, alchemicy, magicy, szamani i inni
"mistrzowie sztuk tajemnych" zaczęli oskarżać się wzajemnie o szalbierstwo. W końcu, parę miesięcy po incydencie w pałacu Liang, dwaj
"uczeni", Mistrz Hu i Mistrz Lu, nie wytrzymali nerwowo, uciekli z Xianyang i zaszyli się gdzieś tak skutecznie, że nie udało się ich
odnaleźć. Cesarz ponownie dostał ataku szału, następnie zaś kazał
przeprowadzić drobiazgowe śledztwo wśród "uczonych", aby zidentyfikować
tych, których badania były tylko pozorem do wyłudzania pieniędzy.
Biorąc pod uwagę, że prawie wszyscy "uczeni" byli szarlatanami, śledczy
cesarscy znaleźli wielu winnych, tym bardziej że próbujący ratować życie
przesłuchiwani obciążali zeznaniami tylu kolegów, ilu mogli, oskarżając
ich o wszelkie możliwe przewinienia. Łącznie aresztowano 460 osób,
stawiając im zarzuty oszustwa, nadużyć finansowych, krytykowania cesarza
i nowych porządków, posiadania zakazanych książek, spisku i podburzania
do buntu. Wśród zatrzymanych znaleźli się także liczni wybitni
konfucjaniści, członkowie siedemdziesięcioosobowego Biura Erudytów,
ciała doradzającego cesarzowi w kwestiach ceremonii, obrzędów, etykiety
dworskiej i innych tradycji historycznych. Ci ostatni nie mieli nic
wspólnego z poszukiwaniem sekretu nieśmiertelności, ale przesłuchiwani
szarlatani oskarżyli ich o nielojalność i krytykowanie cesarza w nadziei, iż sami unikną przez to kary. W tym punkcie przeliczyli się,
gdyż wszyscy zatrzymani, co do jednego, zostali przez cesarza skazani na
śmierć. Zapis o ich egzekucji w kronice Sima Qiana jest niejasny, gdyż
można go zrozumieć zarówno tak, że "zostali straceni", jak i "zakopani
żywcem". Od starożytności obrońcy Pierwszego Cesarza przyjmowali
znaczenie pierwsze, jego krytycy zaś - drugie; debata trwa do dziś...
Uświadomiwszy sobie, że poszukiwanie eliksiru nieśmiertelności jest
mrzonką, władca kazał jeszcze zwiększyć tempo kolonizacji dalekiego
południa i północnego pogranicza oraz budowy Prostej Drogi, Pałacu Epang
i zwłaszcza wielkiego grobowca na górze Li.
Na skutek palenia książek i egzekucji nadwornych konfucjanistów reżim
cesarski zyskał nowego wroga, gdyż do sterroryzowanego przez donosicieli
oraz nękanego branką do przymusowych robót, wojska i kolonizacji
pospólstwa oraz pozbawionej ziemi szlachty z Sześciu Królestw dołączyła
większość ludzi wysoko wykształconych. Administracja lokalna informowała
o pogarszających się nastrojach i cesarz dostawał te raporty, ale nie
reagował na nie. Wielcy dygnitarze byli zaniepokojeni rozwojem sytuacji,
ale nikt, nawet kanclerz Li Si, nie ośmielił się zaproponować władcy
zmiany kursu.
W końcu na odwagę zdobył się książę Fusu, najstarszy syn cesarza i następca tronu. W czasie posiedzenia rządu skrytykował politykę władcy w ciągu ostatnich lat, ostrzegając, iż istnieje ryzyko buntu powszechnego.
Pierwszy Cesarz uznał to za nielojalność, na skutek czego książę Fusu
musiał opuścić Xianyang i otrzymał zakaz powrotu aż do odwołania. Było
to jednak honorowe wygnanie; mianowany pełnomocnikiem do spraw północnej
granicy następca tronu miał nadzorować budowę wałów granicznych i Prostej Drogi, a także kolonizację pogranicza. Otrzymał również
dowództwo nad armią północną Meng Tiana. Był to więc specjalny rodzaj
niełaski - sankcjonując syna, cesarz oddalił go jednocześnie z dworu,
gdzie sam nie czuł się bezpiecznie, zarazem powierzając mu kontrolę nad
najsilniejszą armią imperium i oddając do dyspozycji najbardziej
zaufanego generała...
W roku 211 p.?n.?e. zarówno zdrowie cesarza, jak i jego stan psychiczny
uległy dalszemu pogorszeniu. Na początku roku niedaleko Xianyang spadł
meteoryt - gdy urzędnicy do niego dotarli, zobaczyli, iż ktoś już wyrył
na nim zdanie: Pierwszy Cesarz umrze, a jego imperium się rozpadnie.
Gdy poszukiwania sprawcy nie dały rezultatu, władca rozkazał, aby
zgodnie z regułą odpowiedzialności zbiorowej zabito wszystkich
mieszkańców okolicznych wiosek. Aby odczynić złą wróżbę, meteoryt
rozbito w moździerzu na proszek i rytualnie spalono. Wydarzenie to
uświadomiło cesarzowi, iż stracił poparcie nawet wśród mieszkańców
samego Kraju za Przełęczami. Od tego czasu władca imperium zaczął
cierpieć na ataki melancholii i apatii, w czasie których przerywał pracę
na całe dni, słuchając tylko muzyki i pieśni.
Incydent ten miał daleko idące następstwa. Z opisu późniejszych wydarzeń
wiele wskazuje, że cesarz poniewczasie pożałował decyzji o masowej
egzekucji i zrozumiał, że jego nasilająca się tendencja do rozwiązywania
problemów terrorem jest dla dzieła jego życia groźniejsza niż
jakiekolwiek protesty. Po sprawie meteorytu w kronice Sima Qiana
(niezbyt przyjaznej Pierwszemu Cesarzowi) nie znajdujemy nawet jednej
wzmianki o dalszych represjach zleconych przez władcę. Co więcej,
wkrótce potem Qin Szihuangdi nakazał, aby Biuro Erudytów skomponowało
pieśni i poematy o jego życiu, dokonaniach i podróżach, które następnie
wynajęci minstrele recytowali i śpiewali w całym imperium. W istocie
cesarz usprawiedliwiał się przed poddanymi!
Oprócz tej kampanii propagandowej Qin Szihuangdi poczynił także
konkretne kroki, zmieniając kurs, tym razem ku odwilży. W tym samym
czasie, gdy zatwierdził projekt Prostej Drogi, władca kazał przygotować
także nowe gigantyczne przedsięwzięcie - budowę Szybkich Gościńców. Plan
zakładał zbudowanie dwóch dróg o niespotykanej wcześniej szerokości,
przebiegających możliwie jak najbardziej w linii prostej i wiodących z Xianyang do wysuniętych najdalej na południe i wschód punktów imperium.
Środek każdej z dróg, odgrodzony drzewami i obmurowaniem, miał być
zarezerwowany wyłącznie dla orszaku władcy i cesarskich kurierów. Oba
pasy głównego ruchu miały być wystarczająco szerokie, aby dwa wozy mogły
swobodnie jechać jednocześnie obok siebie. Było to przedsięwzięcie
zapierające dech w piersiach rozmiarami - ale także kosztem... Z tego
projektu cesarz w 211 r. p.?n.?e. zrezygnował, obawiając się, że nadmierne
obciążenia ludności doprowadzą w końcu do rebelii. Nie przerwano jednak
prac nad Pałacem Epang, chociaż wydaje się, że bardzo je spowolniono,
gdyż do końca panowania Pierwszego Cesarza nie ukończono nawet
fundamentów. Prawdopodobnie Qin Szihuangdi obawiał się, że anulując ten
sztandarowy projekt, zaszkodziłby aurze nadludzkiego majestatu, jaką
starał się otoczyć.
Zmianę postępowania cesarza potwierdził incydent z nefrytowym dyskiem.
Jesienią 211 r. p.?n.?e. kurier wracający z pocztą z północnej granicy do
Xianyang został na granicy Kraju za Przełęczami zatrzymany przez
zamaskowanego uzbrojonego człowieka. Ten ostatni wręczył mu cenny
nefrytowy dysk i kazał go oddać Panu Sadzawki w Hao wraz z przesłaniem:
Nim rok upłynie, Wielki Starożytny Smok umrze. Było to nawiązanie do
kolejnego szyderczego przydomku, jakim poddani obdarzali władcę. Stolica
Pierwszego Cesarza znajdowała się prawie w tym samym miejscu co dawna
siedziba królów Zhou w Hao, zaś oficjalnym żywiołem nowego reżimu była
woda - stąd Pan Sadzawki w Hao...
Kiedy posłaniec opowiedział o incydencie i oddał nefrytowy dysk, cesarz
zbył to pogardliwą wzmianką o "górskich strachach". Pałacowa
intendentura ustaliła, że dysk był jednym z przedmiotów rytualnych,
które w czasach, gdy był jeszcze tylko królem Qin, przyszły władca
imperium wrzucił do jednej z rzek Kraju za Przełęczami w ramach obrzędów
religijnych. Tym razem Pierwszy Cesarz postanowił nie reagować. Nie
wysłał urzędników do prowadzenia śledztwa i o incydencie początkowo
zapomniano.
Wkrótce potem jednak władca wrócił do sprawy i wezwał nadwornych
wróżbitów, aby mu doradzili, jak odczynić zły urok. Pierwszy Cesarz,
chociaż od dawna nie wyjechał poza okolice Xianyang, nie był odcięty od
rzeczywistości i wiedział, że od paru lat w państwie narasta wrogość
wobec jego reżimu. Sam nie był przesądny, ale miał świadomość, iż
większość "czarnogłowych" wierzy w czary, klątwy, wróżby, przepowiednie
i przywiązuje dużą wagę do wszelkich, a zwłaszcza niepokojących znaków
na niebie i ziemi, zaś nadzieja na rychłą śmierć władcy mogła dodać
odwagi niezadowolonym i popchnąć ich do buntu. Dlatego cesarz zlecił
wykonać wróżby z zapytaniem o sposób ochrony przed klątwą. Wynik kazał
rozgłosić, a brzmiał on następująco: Podróżowanie i przemieszczanie
mają zbawienny wpływ.
Zgodnie z regułami swego fachu nadworni wróżbici dostarczyli cesarzowi
nie tylko takie słowa, jakie klient chciał usłyszeć, ale także to, co
było w ich interesie. Od zarania dziejów jedną z podstawowych zasad
podwładnego w każdej instytucji jest: Jeśli możesz ubrać szefa w długą
delegację, zrób to niezwłocznie. Od 213 r. p.?n.?e. cesarz był tak
nieprzewidywalny i okrutny, iż na dworze panowała atmosfera absolutnego
terroru. Perspektywa, że na kilka miesięcy władca wyjedzie z Xianyang,
była dla ludzi na dworze, od książąt krwi i ministrów po ostatniego
niewolnika, prawdziwie rajską wizją.
Sam cesarz także miał ochotę na wyjazd. Od czterech lat z okładem nie
ruszył się poza Xianyang i najbliższe okolice, zaś atmosfera na dworze
musiała nawet dla niego być nie do wytrzymania. Mnożące się doniesienia
o złych nastrojach wśród poddanych sprawiały, że chciał sam zobaczyć,
jak wygląda sytuacja w kraju. Pierwszemu Cesarzowi przypisuje się
obsesję na punkcie nieśmiertelności, ale nie wydaje się, żeby Qin
Szihuangdi naprawdę wierzył, że uda mu się ten sekret zdobyć. Człowiek
spodziewający się życia wiecznego nie wznosi monumentalnego i niewyobrażalnie kosztownego grobowca i nie spieszy się tak bardzo z ukończeniem swych wielkich projektów. W rzeczywistości całe postępowanie
Pierwszego Cesarza po 215 r. p.?n.?e. świadczy o tym, że był świadomy, iż
ma niewiele czasu. Dlatego jest prawdopodobne, że władca chciał jeszcze
raz zobaczyć swą domenę, w tym zwłaszcza jej południowe rubieże,
ostatnie, których jeszcze nie znał, a także przypomnieć sobie dawniejsze
czasy, gdy zdrowy i szczęśliwy podróżował po kraju, którego mieszkańcy
go nie przeklinali i gdy wydawało się, że wszystko jest dobrze, a będzie
jeszcze lepiej. Wreszcie, sądząc po wybranej trasie podróży, władca
chciał także zobaczyć przed śmiercią jeszcze raz morze...
Wyjazd nie nastąpił od razu. W końcu 211 r. p.?n.?e. cesarz wezwał taoistę
Xu Fu i kazał mu ruszyć jeszcze raz na poszukiwanie Wysp
Nieśmiertelnych. Wyprawa składała się ponoć z 60 dużych okrętów i aż 8
tysięcy ludzi; sama oficjalna delegacja liczyła 3 tysiące osób! W jej
skład wchodzili dostojnicy i uczeni mający przedstawić Nieśmiertelnym
petycję cesarza, ale gros tej liczby stanowili starannie dobrani młodzi
mężczyźni i dziewczęta, wyłącznie z najlepszych rodów, których zadaniem
było pokazać tańcem, śpiewem i poezją, jak bardzo cywilizowane jest
imperium, i udowodnić, że jego władca zasługuje na wyniesienie. Załogi
statków stanowili najlepsi żeglarze, jakich można było znaleźć. Xu Fu
uzyskał także od władcy parę tysięcy doborowego, uzbrojonego po zęby
wojska, twierdząc, iż siła zbrojna jest mu potrzebna do odpędzania
potworów morskich, które zmusiły go do zawrócenia w czasie poprzedniej
podróży. Zabrał także bogate dary, w skład których wchodziły najlepsze i najbardziej wyszukane produkty, jakie można było znaleźć w imperium;
mieli je przedstawić Nieśmiertelnym uznani mistrzowie rzemiosła.
Ekspedycja Xu Fu wyruszyła na morze na początku 210 r. p.?n.?e., nigdy
jednak nie powróciła. Jeszcze w starożytności chińscy historycy uważali,
że taoista i przydzieleni mu ludzie, zdający sobie sprawę z niemożliwości znalezienia Wysp Nieśmiertelności, poszukali jakiejś
odległej krainy, gdzie gniew władcy nie mógł ich dosięgnąć, i osiedlili
się w niej. Prawdopodobnie miejscem tym była wyspa Kiusiu w dzisiejszej
Japonii, zaś pierwsza osada chińskich kolonistów, według japońskich
legend, została wzniesiona nieopodal góry Fuji. To, iż Xu Fu i jego
ludzie osiedlili się w Japonii, wydaje się potwierdzać datowane na
koniec III w. p.?n.?e. wielkie przyspieszenie rozwoju ekonomicznego i technicznego na wyspach29. Xu Fu wszedł do panteonu szintoizmu i po dziś dzień istnieją w Japonii świątynie i kapliczki, w których oddaje
mu się cześć jako bogu medycyny, rolnictwa i jedwabiu.
Przed końcem 211 r. p.?n.?e. Pierwszy Cesarz zasygnalizował poddanym, iż
ich niezadowolenie dotarło do niego i nie pozostało bez echa. W ramach
kolejnego programu przymusowego przemieszczenia 30 tysięcy rodzin
musiało przenieść się z kraju Qin na tereny wyludnione przez zesłania,
ale tym razem zainteresowanym hojnie zrekompensowano poniesione szkody.
Nowi przesiedleńcy dostali nie tylko rozległe działki, ale mężczyzn
będących głowami tych rolniczych rodów awansowano o jeden stopień w hierarchii imperialnej, co wiązało się także z pobieraniem uposażeń ze
skarbu państwa.
Ostatecznie cesarz wyruszył w podróż po kraju dopiero latem lub wczesną
jesienią 210 r. p.?n.?e. Towarzyszyli mu obaj główni współpracownicy,
Kanclerz Lewej Strony Li Si i minister Meng Yi; w stolicy pozostał
Kanclerz Prawej Strony Feng Quqi. Pierwszy Cesarz miał wiele dzieci i w 210 r. p.?n.?e. co najmniej 20 z jego synów było już dorosłymi mężczyznami
-?wszyscy chcieli towarzyszyć władcy, ten jednak początkowo stanowczo
odmówił. Dopiero w ostatniej chwili najmłodszy z nich, mający wtedy 20
lat książę Huhai, zdecydowany ulubieniec władcy, zdołał wyprosić zgodę
na udział w wyprawie. Wraz z nim pojechał jego opiekun i nauczyciel,
eunuch Zhao Gao.
Według kroniki Sima Qiana człowiek ten wywodził się z ubogiego
pospólstwa, zaś jego matka spędziła wiele lat w więzieniu, gdzie także
przyszli na świat wszyscy (trzej lub czterej) jego młodsi bracia.
Kastracji poddano go w czasach przed podbojem Sześciu Królestw jako
dorosłego człowieka, gdyż wcześniej był żonaty i miał przynajmniej jedną
córkę. Czy powodowany nędzą Zhao Gao dobrowolnie wybrał karierę eunucha,
czy też został okaleczony za jakieś przewinienie, tego nie wiemy. Po
okaleczeniu wykształcono go do pracy w pałacowej administracji, złożonej
w znacznej części z rzezańców. Pałac starannie wybierał kandydatów, Zhao
Gao był więc zapewne zdrowym, urodziwym i zwłaszcza rozgarniętym
młodzieńcem. Wkrótce zwrócił na siebie uwagę przełożonych, a w końcu
także i samego władcy Qin, który mianował go szefem biura powozów
cesarskich. Musiał sprawdzić się na tym stanowisku, gdyż po podboju
Sześciu Królestw cesarz powierzył mu zaszczytną funkcję opiekuna,
nauczyciela i zarządcy służby osiemnastego ze swych synów, młodego
księcia Huhai.
O życiu prywatnym Pierwszego Cesarza nie wiemy prawie nic. Nie znamy
imienia jego żony; być może ani jako król, ani jako władca imperium nie
zawarł formalnego związku. Miał natomiast istne mrowie konkubin, ale nie
znamy imienia ani jednej z nich, wiadomo tylko, że w czasach, gdy był
jeszcze tylko królem Zheng z Qin, jego ulubiona nałożnica pochodziła z kraju Zhao. Dzieci miał wiele (prawdopodobnie ok. 50), ale w kronikach
zachowały się imiona tylko czterech synów, książąt Fusu, Gao, Jianglu i Huhai. Ten ostatni był ewidentnie bardzo kochany i rozpieszczany przez
ojca, dlatego wyznaczenie Zhao Gao na opiekuna ulubionego dziecka było
świadectwem wielkiego zaufania władcy. Chłopiec przywiązał się do
eunucha i traktował go jak drugiego ojca.
Z tym większym rozczarowaniem Pierwszy Cesarz przyjął wiadomość, że Zhao
Gao kradnie i sprzeniewierza fundusze przyznane na potrzeby młodego
księcia. Zasmucony władca przekazał sprawę do rozpatrzenia ministrowi
Meng Yi, który wydał werdykt zgodnie z obowiązującym prawem, degradując
Zhao Gao, wykreślając go z rejestru urzędników i skazując na śmierć.
Wtedy jednak w sprawę wmieszał się nastoletni książę Huhai, który dotąd
błagał ojca o zmiłowanie nad ukochanym opiekunem, aż ten dał się
udobruchać i nie tylko ułaskawił Zhao Gao, ale nawet przywrócił go do
wszystkich funkcji30. Sprawę puszczono w niepamięć i dzięki temu
Zhao Gao, będący wciąż opiekunem księcia Huhai, miał towarzyszyć temu
ostatniemu w podróży cesarza po kraju w 210 r. p.?n.?e.
Wyruszono najpierw na południe, gdzie władca złożył ofiary na terenach,
o których sądzono, iż znajdowało się na nich kiedyś królestwo
Xia31, w sanktuarium, gdzie czczono mitycznego cesarza Szun. Po
dotarciu do Jangcy orszak załadował się na statki i popłynął na wschód.
Następnie, omijając notorycznie niezdrowe bagna i rozlewiska przy ujściu
tej wielkiej rzeki, cesarz podążył lądem na południe, do miejsca, gdzie
rzeka Zhe wpada do zatoki Hangzhou. Władca bardzo chciał zobaczyć ujście
Zhe, gdyż słynęło ono z wyjątkowo dużej amplitudy i wielkiej
gwałtowności pływów. Istotnie widok wysokich fal powracającego w czasie
przypływu morza wywarł na cesarzu i jego dworzanach wielkie wrażenie.
Następnie władca powędrował wzdłuż rzeki Zhe, w górę jej biegu, aż do
miejsca, gdzie można było bezpiecznie się przeprawić. Objeżdżając zatokę
Hangzhou szerokim łukiem, Pierwszy Cesarz dotarł do góry Kuaiji, w pobliżu dzisiejszego miasta Szaoxing. Był to najdalej na południe
położony punkt, jaki mu było dane odwiedzić w życiu.
Ze szczytu Kuaiji władca długo przyglądał się Morzu Wschodniochińskiemu,
następnie złożył ofiary Wielkiemu Yu, pierwszemu królowi z dynastii Xia.
Znamienne jest, że o ile w czasie dawniejszych podróży cesarz składał
ofiary wielkim bóstwom, jak Niebo i Ziemia, to w 210 r. p.?n.?e. czcił
pamięć legendarnych władców, z których poczynaniami w myśl oficjalnej
ideologii zerwał. Można to było odczytać jako sygnał, że zamierza
złagodzić politykę całkowitego zerwania z tradycjami przeszłości, ale
czy tak było naprawdę, nie wiemy - i nie dowiemy się już zapewne nigdy...
Na Kuaiji wzniesiono kolejny kamienny obelisk, na którym wyryto napis
osobiście zredagowany przez cesarza. Była to ostatnia i najdłuższa
inskrypcja ze wszystkich, których tekst się zachował do dziś, i było jej
dane stać się oficjalnym epitafium jego panowania, w którym władca
chwalił zaprowadzony przez siebie ład, ale także oddawał dyskretnie
cześć zwyczajom i prawom starożytnym, co było nowością:
Dostojny Cesarz w swej wspaniałości zjednoczył świat i obdarzył go pokojem; jego cnoty i dobrodziejstwa są ogromne.
W roku trzydziestym i siódmym swego panowania osobiście objechał imperium, odwiedzając najdalsze regiony.
W poszanowaniu zwyczajów wspiął się na górę Kuaiji, zaś lud czarnogłowy pokłonił się w milczącym szacunku.
Ministrowie wielbią jego zasługi, uczą się, rozważając, co jest źródłem jego sukcesu, i pragnąc dostąpić podobnego oświecenia.
Mędrzec z Qin rządzi narodem, jako pierwszy określiwszy kary i nagrody i uczyniwszy jasnymi starożytne prawa.
Jako pierwszy dostosował on prawa i precedensy i ustalił urzędy i odpowiedzialność, tak aby powstały stałe procedury.
Królowie Sześciu Państw, myślący tylko o buncie, chciwi, okrutni i zaborczy, prowadzili swe wojska.
Gwałtowni, porywczy, kapryśni, zadufani w swą siłę bez przerwy posyłali swe armie na wojnę.
Ulegając swej złowieszczej naturze, rozsyłali tajnych posłańców, aby połączyć się przeciw nam przymierzem.
Knując w zaciszu swoich domen, naruszając nasze granice, aby
plądrować, z czasem ściągnęli na siebie zagładę.
Mocą swej sprawiedliwości władca Qin pokarał ich, zwyciężając gwałtowników i buntowników i niszcząc bez litości
bandytów.
Mądre dzieło Jego Wysokości jest wielkie i powszechne i rozpościera swe błogosławieństwa na wszystkie sześć stron świata.
Dostojny Cesarz zjednoczył wszystkie ziemie pod Niebieskim
Sklepieniem, bezstronnie rozpatrzył dziesięć tysięcy spraw, by ziemie dalekie i bliskie żyły w pokoju.
On kieruje i decyduje we wszelkich sprawach, prowadzi śledztwa i szuka
prawdy, tak aby wszystko zostało nazwane, jak na to zasługuje.
Wysłuchuje szlachciców i nisko urodzonych, rozróżnia dobre od złego i nic się przed nim nie ukryje.
Nakazuje on, aby przestrzegano zasad i pilnowano obyczajności; wdowa, która ma synów i znów idzie za mąż, nieobyczajnie zdradza
zmarłego małżonka.
Takiej nieobyczajności władca zakazuje w domostwach i poza nimi, tak aby mężczyźni i kobiety byli czyści i wierni.
Jeśli mąż zachowuje się jak wieprz w czasie rui (tzn. jest niewierny), zabicie go nie jest zbrodnią; niech więc mężczyźni dobrze się
prowadzą.
Jeśli zaś żona ucieka z domu, by poślubić innego mężczyznę, niech jej
synowie nie śmią jej dalej nazywać matką, by tym przykładem zachęcać do
czystości i uczciwości.
Jego (cesarza) wielkie panowanie oczyściło obyczaje i świat uznał jego
władzę, gdyż dał on mu (światu) uczciwość i stałość.
Wszyscy oddają cześć jego mądrym prawom i zasadom przynoszącym porządek
i pokój, nikt nie śmie ich nie przestrzegać.
Lud czarnogłowy żyje w porządku i uczciwości, wszyscy cieszą się
równością prawa, więc wszyscy z wdzięcznością zachowują Wielki Pokój.
Przyszłe pokolenia będą przestrzegać jego praw, jego system rządów nie
zazna końca, tak jak dobre powozy i statki, które nigdy się nie przewracają.
Towarzyszący mu dygnitarze, wielbiąc jego geniusz, proszą, by spisać te
słowa w kamieniu, by jego chwalebne przesłanie przetrwało na wieki.
Z góry Kuaiji cesarz wyruszył w drogę powrotną, kierując się na północ,
najpierw przeprawiając się przez rzekę Zhe, następnie zaś przez Jangcy;
tym razem zdecydował się skrócić drogę i nie omijać rozlewisk przy
ujściu tej ostatniej. Podróżował dalej wzdłuż brzegu morza, przez ziemie
dawnego kraju Wu, aż dotarł do dawno nieodwiedzanej góry Langya, gdzie z przyjemnością odnalazł rozbudowany na jego rozkaz taras widokowy. Jeden
z czarowników, którzy wciąż uchowali się w otoczeniu cesarza,
zasugerował mu wtedy, że mógłby pomóc ekspedycji Xu Fu, okazując bogom
morza swą potęgę poprzez własnoręczne zabicie jednego z morskich
potworów, od których roiły się w tych czasach wody Morza Żółtego
(chodziło o wieloryby i orki). Inni dworzanie podchwycili pomysł i cesarzowi przyniesiono najnowszy model ciężkiej kuszy skonstruowanej dla
wojska, którą do strzelania trzeba było ustawiać na trójnogu, zaś
naciągali ją specjalnie dobrani najsilniejsi mężczyźni.
Cesarz bardzo się do tego pomysłu zapalił i gdy wyruszył z Langya
brzegiem morza na północ, w kierunku sanktuarium Zhifu, przez całą drogę
pilnie wypatrywał potworów morskich. Dopiero jednak po dotarciu do wyspy
Zhifu dostrzegł wieloryba pływającego nieopodal skalnego urwiska i zabił
zwierzę jednym celnym strzałem. To wprawiło go w dobry humor i spędziwszy kilka dni w Zhifu na odpoczynku i wspominaniu dawnych czasów,
ruszył wzdłuż brzegu na wschód, docierając do najdalej wysuniętego cypla
Półwyspu Szantuńskiego, stanowiącego wschodni kraniec imperium.
Następnie, dalej objeżdżając półwysep brzegiem morza, Pierwszy Cesarz
zawrócił na zachód i skierował się ku Krajowi za Przełęczami.
Oddaliwszy się od morza u nasady Półwyspu Szantuńskiego, orszak cesarski
powędrował na północny zachód, ku brodowi Pingyuan, gdzie można było
bezpiecznie przeprawić się przez Huang He na północny brzeg. Tam cesarz
zasłabł i to tak poważnie, że nie mógł sam przejść z powozu do namiotu.
Władca rozkazał wtedy Meng Yi wrócić do stolicy, oficjalnie aby złożyć
ofiary z okazji rychłego powrotu władcy, w rzeczywistości jednak po to,
aby nie dopuścić do niepokojów w Xianyang, gdyby miało dojść do
najgorszego.
Często słyszy się opinię, że Pierwszy Cesarz ciężko zachorował w 210 r.
p.?n.?e. na skutek zażywania mikstur przyrządzanych przez taoistów, do
których ci ostatni dodawali rtęć, substancję uważaną za szczególnie
magiczną ze względu na swe wyjątkowe właściwości (płynny metal). Nie ma
jednak ku temu żadnych przesłanek w starożytnych kronikach - co
więcej, wątpliwe jest, aby człowiek tak głęboko podejrzliwy jak Qin
Szihuangdi zgodził się na zażywanie "cudownych" specyfików, których
najpierw nie wypróbowałby na skazańcach lub nawet samych twórcach
eliksirów... Jest bardziej prawdopodobne, że przyczyną pogorszenia się
stanu zdrowia władcy była podróż przez niezdrowe rozlewiska u ujścia
Jangcy.
Cesarz przeprawił się w końcu przez Huang He, ale nie ujechał daleko -
gdy orszak dotarł do miejsca znanego jako Szaqiu (Piaskowe Wzgórze), na
zachodzie dzisiejszej prowincji Hebei, był już tak ciężko chory, że
podróż trzeba było znowu przerwać. Czując zbliżającą się śmierć, Qin
Szihuangdi odprawił bezsilnych lekarzy i czarowników. Ostatnie godziny
życia spędził doglądany przez kanclerza Li Si, księcia Huhai i eunucha
Zhao Gao. Póki jeszcze był świadomy, podyktował list do następcy tronu,
księcia Fusu, wydając mu następujący rozkaz: Przekaż dowództwo na
północy Meng Tianowi i wracaj do Xianyang, aby pokierować moim
pogrzebem. Było to nie tylko odwołanie z wygnania, ale także
zatwierdzenie księcia Fusu jako przyszłego cesarza, gdyż tylko nowy
władca mógł kierować pogrzebem swego poprzednika. Ostatnim, co władca
zrobił, było oddanie księciu Huhai w depozyt cesarskich pieczęci. Zhao
Gao miał przekazać podpisany list posłańcowi, ale zanim to zrobił, Qin
Szihuangdi zmarł z dala od stolicy, w namiocie na wzgórzu nad Huang He,
nie dożywszy 50. urodzin.
Jak ocenić rządy i dzieło Pierwszego Cesarza?
Qin Szihuangdi, Pierwszy Dostojny Cesarz z Dynastii Qin, to jedna z najważniejszych postaci w dziejach Chin, wszelako o jego panowaniu
wiadomo w gruncie rzeczy nie tak wiele. Praktycznie jedyny przekaz o Pierwszym Cesarzu, jaki zachował się do naszych czasów, to Zapiski
Historyka, wielka, wspaniale napisana kronika Sima Qiana. Pisał on sto
lat później, gdy żyli jeszcze ludzie, których rodzice i dziadkowie
pamiętali tego władcę, przez co słyszeli opowieści o nim, gdy byli
młodzi. Sam historyk wywodził się z rodu, którego członkowie służyli
Pierwszemu Cesarzowi i żyli na dworze w Xianyang; można przyjąć za
pewnik, że wiele się o tym nasłuchał od najstarszych członków klanu.
Kronikarz poczynił ewidentnie wielki wysiłek, aby zebrać tyle świadectw
z drugiej i trzeciej ręki, ile mógł, miał także do dyspozycji dokumenty
zachowane w archiwum cesarskim z wcale przecież nie tak dawnych czasów.
W czasie swych podróży po imperium w poszukiwaniu śladów przeszłości na
pewno dotarł także do kamiennych inskrypcji i rozsyłanych do prowincji
manifestów Pierwszego Cesarza, których teksty następnie zaginęły w pomroce dziejów. Dzięki jego kronice dysponujemy ogólnym opisem życia i panowania Qin Szihuangdi - wszelako, jak zasygnalizowano wyżej, tekst
dotyczący części tego okresu jest bardzo zdawkowy.
Dzieło Sima Qiana, rzecz jasna, nie jest źródłem bezstronnym i obiektywnym z trzech powodów. Po pierwsze, kronik historycznych
bezstronnych i obiektywnych nie ma. Po drugie, kronikarz był urzędnikiem
piszącym oficjalną historię na rozkaz wszechpotężnego władcy, cesarza Wu
(o którym obszernie dalej), potomka człowieka, który walczył z reżimem
stworzonym przez Pierwszego Cesarza. Dzieło Sima Qiana było kontrolowane
nie tylko przez cenzorów, ale także osobiście przez cesarza, któremu
zależało, aby oficjalny zapis historyczny uzasadniał utratę władzy przez
dynastię Qin jej niegodziwościami.
Trzeci powód, dla którego dzieła Sima Qiana nie sposób uznać za
obiektywne, jest paradoksalny. Ten wybitny intelektualista (w najlepszym
tego słowa znaczeniu) był krytycznie nastawiony do polityki swego
chlebodawcy i dał temu wyraz w pisanej przez siebie oficjalnej historii.
W istocie wydaje się, że niektóre fragmenty opisu czasów Qin Szihuangdi
są ukrytą krytyką cesarza Wu. Ten ostatni wszelako był zafascynowany
Pierwszym Cesarzem i w swych poczynaniach wzorował się na nim, nie
chciał więc, aby opisano go w zbyt czarnych barwach. Tym samym autor i wydawca Zapisków historyka prowadzili podwójną grę. Historyk pisał o Pierwszym Cesarzu, ale przemycał także w tekście aluzje pod adresem
swego władcy. Cesarz Wu potrzebował potępienia Pierwszego Cesarza,
jednocześnie jednak nie chciał pogrążać swego idola i musiał uważać,
żeby krytyka ta nie stanowiła oskarżenia jego własnych rządów! W rezultacie część kroniki Sima Qiana poświęcona Pierwszemu Cesarzowi
przypomina przedmiot wykuwany jednocześnie przez dwóch rywalizujących ze
sobą kowali, obu cierpiących na rozdwojenie jaźni...
Oprócz skąpości źródeł, kolejną przeszkodą w ocenie Pierwszego Cesarza
jest podział jego panowania na dwa diametralnie różne okresy. Z zapisu w kronikach wynika, iż przez pierwsze sześć lat po zakończeniu podbojów
cesarz dużo reformował i inwestował, ale nie gnębił ludzi, w każdym
razie nie bardziej niż rządy Sześciu Królestw, które zastąpił. Następnie
wszelako doszło niemal z dnia na dzień do zwrotu o 180 stopni - kolejne
pięć lat to gwałtowne przyspieszenie wielkich prac, nałożenie
dodatkowych obciążeń na ludność oraz brutalna kampania terroru przeciw
wszelkim krytykom nowych porządków.
Ta niespójność poczynań Pierwszego Cesarza sprawia, iż jego panowanie
zawiera liczne elementy pozytywne i równie liczne negatywne. To z kolei
pozwala oceniać go instrumentalnie, kładąc akcent raz na jedne aspekty
jego rządów, kiedy indziej na inne, według potrzeb chwili i zgodnie z akurat obowiązującą linią. Chińscy historycy marksistowscy początkowo
opisywali go w jak najczarniejszych barwach, ale po tym, jak w 1949 r.
komuniści wygrali wojnę domową, narracja została zmieniona i akcent
położono na zjednoczenie kraju i reformy ustrojowe. Jego zbrodnie
zaczęto wtedy relatywizować i w końcu zeszły w oficjalnej narracji na
drugi plan, jako swego rodzaju niezbędny koszt modernizacji. Najdalej
posunął się w tym Mao, mówiąc z lekceważeniem w czasie rewolucji
kulturalnej: Mówicie, że Pierwszy Cesarz pochował żywcem 460 uczonych?
Wielka mi rzecz - ja pochowałem ich 46 tysięcy! Również obecnie, od
2012 r., gdy władzę w Chinach objął prezydent Xi Jinping, oficjalna
linia, której muszą trzymać się chińscy historycy, podkreśla zwłaszcza
pozytywne aspekty panowania Qin Szihuangdi, w tym przekształcenie Chin w supermocarstwo.
Jeszcze innym problemem jest zagłuszanie historii przez pseudohistorię.
Pierwszy Cesarz był w swych czasach najpotężniejszym człowiekiem na
świecie, przez co jeszcze za życia zaczęła narastać wokół niego legenda,
która z czasem przerodziła się wręcz w mitologię. Zjawisko to zyskało
nowe paliwo, gdy w XX w. odkryto jego terakotową armię. Nawet ludzie
niezbyt zainteresowani historią z reguły coś o tym władcy słyszeli i często są chętni, aby usłyszeć więcej, zwłaszcza jeśli będzie to coś
sensacyjnego. W konsekwencji na Pierwszym Cesarzu można zarobić, gdyż
nieważne, co się na jego temat napisze, nakręci, narysuje etc., i tak na
pewno się to sprzeda, nawet jeśli odchodzi kompletnie od źródeł
historycznych. Nawet najlepszy (w opinii piszącego te słowa) film, jaki
kiedykolwiek nakręcono o Pierwszym Cesarzu, Cesarz i morderca (1998)
wybitnego reżysera Czena Kaige, dopisuje do czarnej legendy władcy
zbrodnię niefigurującą w żadnym znanym przekazie32. Ten
pseudohistoryczny szum informacyjny nie ułatwia oceny panowania Qin
Szihuangdi.
Pewne fakty są wszelako jasne, oczywiste i nie podlegają dyskusji.
Pierwszym i najważniejszym z nich jest to, iż podbój Sześciu Królestw
przyniósł całej ludności Chin powszechny pokój wewnętrzny, zjawisko w okresach Wiosen i Jesieni oraz Walczących Królestw praktycznie nieznane.
Przez 550 lat trwały nieustające wojny między chińskimi państwami i oto
nagle przez 11 lat panowania Pierwszego Cesarza nastał pokój. Owszem,
imperium prowadziło wojnę na dalekim południu i na północnym pograniczu,
ale w samym cesarstwie zgiełk bitewny wreszcie ustał.
Drugą wielką korzyścią było ujednolicenie prawa, pieniądza, miar i wag,
zniesienie granic i barier wewnętrznych. Nawet jeśli ideologicznie reżim
Qin był od czasów Szang Yanga niechętny kupcom, utożsamianym ze
spekulantami, powstanie na ogromnym obszarze jednolitego rynku, opartego
na wspólnej walucie, jasnym i obowiązującym wszystkich kodeksie prawnym
oraz standardowych miarach i wagach, zawsze stymuluje wzrost
gospodarczy, a co za tym idzie pozwala większej ilości ludzi wyrwać się
z nędzy i żyć godniej. Z drugiej wszelako strony wprowadzenie
ogólnokrajowego systemu obowiązkowych paszportów wewnętrznych, bez
których nie wolno było podróżować między prowincjami, osłabiło efekt tej
reformy.
Ujednolicenie administracji także ułatwiło życie poddanych, zastępując
skomplikowaną sieć powiązań wasalnych jednolitym systemem urzędów i sądów. Co więcej, dzięki masowemu naborowi do licznej administracji
imperialnej wielu ludzi niskiego pochodzenia uzyskało szansę, aby
awansować w hierarchii społecznej. Scentralizowana administracja
imperium pozwalała także skuteczniej prowadzić wielkie roboty publiczne:
irygację i meliorację, aby pozyskać nowe tereny rolne, konserwację wałów
przeciwpowodziowych, rozbudowę kanałów żeglownych i wznoszenie wielkich
spichlerzy państwowych, niezbędnych do skutecznego dostarczania żywności
do prowincji dotkniętych suszą, powodzią, wyrojeniem szarańczy lub inną
katastrofą. Z drugiej wszelako strony rozbudowany system administracyjny
był kosztowny, procedury biurokratyczne dotyczące praktycznie każdego
aspektu życia dokuczliwe, a ze względu na radykalną centralizację
państwa czekanie na decyzję stolicy czasami trwało długo.
Wielką korzyścią dla ludności wiejskiej było wywłaszczenie na terenach
podbitych Sześciu Królestw wielkich właścicieli ziemskich i rozdanie ich
terenów bezrolnym chłopom. Dzięki temu posunięciu nowy reżim pozyskał,
przynajmniej na początku panowania Pierwszego Cesarza, wielu
zwolenników, a polepszenie sytuacji materialnej wielkich rzeszy ludzi
żyjących dotąd w biedzie dodatkowo nakręciło koniunkturę. Tak radykalna
reforma rolna sprawiła jednak także, iż szlachta i arystokracja z podbitych krajów pałały śmiertelną wrogością do nowych porządków - a były to dziesiątki tysięcy ludzi, których główną funkcją społeczną była
walka zbrojna...
Innym ważnym punktem na plus Qin Szihuangdi jest stosunkowo łagodny
charakter jego rządów aż do 214 r. p.?n.?e. Podbój Sześciu Królestw w latach 230-221 p.?n.?e. był wielkim i krwawym przedsięwzięciem, ale nic
nie wskazuje, aby doszło w tym czasie do wielkich masakr ludności
cywilnej lub masowego brania w jasyr. Także zdeklasowani szlachcice i arystokraci nie zostali wybici ani zniewoleni, lecz pozwolono im żyć
swobodnie jako zwykłym "czarnogłowym". Władcy podbitych krajów wraz z żonami i dziećmi zostali przewiezieni do Qin i nie mogli opuszczać Kraju
za Przełęczami, ale rezydowali w pałacach, nie w lochach. Pomniejsi
członkowie klanów królewskich z podbitych państw wiedli po 221 r. p.?n.?e.
proste, ale wolne życie rybaków, pasterzy, rolników lub rzemieślników
tam, gdzie chcieli.
Rządy Qin Szihuangdi nad zjednoczonym imperium trwały 11 lat i pierwsze
sześć z nich jawi się jako okres pomyślny. Wydaje się, że Pierwszy
Cesarz i jego ministrowie naprawdę wierzyli w to, co głosiła ich
uwieczniona na kamiennych kolumnach doktryna. Władca regularnie
podróżował po państwie i patrzył urzędnikom na ręce. Pracował ciężko i ewidentnie to lubił. Nie miał litości dla przestępców popełniających
poważne zbrodnie, ale potrafił być wyrozumiały wobec innych winowajców.
Przypomnijmy, że podróż po północy imperium w 215 r. p.?n.?e. ujawniła, iż
w dawnych krajach Zhao i Yan jego edykty ignorowano, zaś miejscowa
administracja była skorumpowana i bezczynna; nie doszło jednak do
czystki, władca poprzestał na zagonieniu urzędników do pracy.
To prowadzi do kolejnego punktu - oceny Pierwszego Cesarza jako
człowieka. Nie wydaje się, aby wyróżniał się on szczególnym
okrucieństwem na tle współczesnych mu władców. W tych czasach w każdym
chińskim państwie walka o byt na szczycie władzy była permanentna i bezlitosna, zaś każdy moment słabości lub braku czujności mógł przynieść
zagładę nie tylko samemu panującemu, ale także całemu jego rodowi.
Przypomnijmy tu, że jeszcze w 238 r. p.?n.?e. młody król Zheng, gdy był
jeszcze tylko władcą Qin, musiał stoczyć rozpaczliwą walkę o władzę i życie z frakcją, której przywódcami byli jego własna matka i jej
kochanek Lao Ai33. Wielkie porachunki, jakie nastąpiły po jego -
niełatwym - zwycięstwie w tej krwawej konfrontacji nie były niczym
nadzwyczajnym w tych czasach; skądinąd część szeregowych członków
wrogiego obozu zachowała życie i po trzech latach zsyłki mogła nawet
powrócić z banicji. Również eliminacja w 235 r. p.?n.?e. byłego kanclerza
Lu Buwei34 była dla króla Zheng koniecznością, gdyż nie mógł
tolerować istnienia w swoim państwie ośrodka opozycyjnego, wokół którego
gromadzili się jego przeciwnicy.
Cesarz potrafił wybaczać, jak w przypadku opisanych wyżej szlachciców z Qin, którzy poparli jego wroga Lao Ai i bezczynnych urzędników z krajów
Zhao i Yan, ale także w przypadku pałacowych sług i eunuchów, którzy
dopuścili się nadużyć (jak Zhao Gao). Potrafił także zachować umiar w sankcjach. Pierworodnego syna i następcę tronu, który zaprotestował
przeciw jego polityce, ukarał honorowym wygnaniem35. Gdy jego
krewni i ministrowie rzucili mu otwarte wyzwanie, żądając zmiany
fundamentalnej polityki cesarstwa poprzez powrót do tradycyjnych praktyk
rządzenia, Qin Szihuangdi kazał spalić starożytne księgozbiory - ale
żadnego z oponentów nie pozbawił życia.
Oprócz spalenia książek egzekucja nadwornych "uczonych" jest zbrodnią,
którą najczęściej cytuje się jako dowód na szaleństwo i okrucieństwo
Pierwszego Cesarza. Z kroniki Sima Qiana wynika jednak, że ofiarami tego
wybuchu gniewu cesarza padli przede wszystkim szarlatani, którzy
zwodzili władcę perspektywami znalezienia nowych lekarstw, a nawet
"eliksiru nieśmiertelności", podczas gdy w rzeczywistości prowadzili
dolce vita za jego pieniądze, nie dając nic w zamian. Wyłudzenie
pieniędzy od władcy i wprowadzenie go w błąd były w starożytnych Chinach
jednoznaczne ze zdradą stanu, a co za tym idzie zbrodnią karaną
śmiercią, edykt cesarski nie był więc czymś nadzwyczajnym. W czasach
późniejszych, gdy władcom odpowiadało przedstawienie Pierwszego Cesarza
jako szaleńca i potwora, ofiary tej czystki zaczęto przedstawiać jako
mędrców i znawców starożytnych nauk, którzy swoimi radami i krytykowaniem jego nadużyć ściągnęli na siebie gniew despoty - z czasem
zaczęto nawet czcić wszystkie ofiary masowej egzekucji z 212 r. p.?n.?e.
jako "męczenników konfucjanizmu". Wersja ta stoi w sprzeczności z przekazem Sima Qiana, jedynej starożytnej kroniki opisującej panowanie
Pierwszego Cesarza zachowanej do naszych czasów. Prawdą jest jednak, iż
wśród ludzi wtedy straconych byli także autentyczni konfucjańscy
erudyci, których torturowani alchemicy i czarownicy obciążyli w śledztwie, próbując ratować własną skórę.
Wszystkie opisane powyżej czynniki sprawiły, że w czasie panowania Qin
Szihuangdi nie było żadnych znaczących buntów przeciw jego reżimowi.
Z kroniki Sima Qiana jasno wynika, że sporadyczny zbrojny opór po 221 r.
p.?n.?e. stawiali przede wszystkim zrujnowani przez reżim Qin szlachcice i arystokraci, ale zwykli ludzie znaleźli swe miejsce w ramach nowego
porządku. Brak poparcia ze strony ludności wiejskiej sprawił, że
praktycznie wszystkie zbrojne grupy przeciwników nowych porządków
musiały się w końcu rozproszyć, a ich członkowie ukryli broń i przeszli
do konspiracji.
Jednak skoro było tak dobrze, to dlaczego było tak źle? Jak opisano
wyżej, ostatnie pięć lat panowania Qin Szihuangdi w znacznej mierze
zniweczyło jego wcześniejsze pozytywne dokonania. Pośpiech, z jakim
władca zaczął prowadzić swoje projekty, i jednoczesne zwiększenie ilości
wielkich robót publicznych weszły w reakcję z rozbudowaną i sprawną
administracją i tym samym na chińskich poddanych spadł nowy rodzaj
prześladowcy - bezduszny aparat państwowy wykonujący polecenia odległej
władzy będącej dla zwykłego człowieka abstrakcją. Ucisk ze strony
cesarskich urzędników z nawiązką zastąpił wszelkie cierpienia, jakich
dawniej chiński gmin mógł doznać od administracji królewskich lub
miejscowych feudałów. Surowe prawa Pierwszego Cesarza, mające
zagwarantować pokój wewnętrzny i ukrócić bandytyzm, zaczęły być teraz
wykorzystywane przez gubernatorów prowincji jako narzędzie do
zgromadzenia darmowej siły roboczej i wypełnienia kontyngentów
"ochotników" do kolonizacji nowo podbitych terytoriów. Wydanie w 213 r.
p.?n.?e. edyktu zakazującego wszelkiej krytyki reżimu, a nawet
dyskutowania o dawnych tradycjach, pod groźbą kary śmierci (najczęściej
zamienianej na katorgę), było już samo w sobie ciężkim błędem, gdyż
poprzez sterroryzowanie ludności i szerzącą się plagę donosicielstwa
przepis ten kompletnie zatruł atmosferę w kraju. Użycie go do masowych
aresztowań, pozwalających obrócić dziesiątki, a później wręcz setki
tysięcy ludzi w de facto niewolników, pozbawiło reżim Qin poparcia
większości poddanych.
Sam władca i jego ministrowie mało dbali o to, co będą myśleć o nich
szlachcice z Sześciu Królestw lub uczeni konfucjaniści - uważali za to,
że jeśli uda im się zbudować jednolite, trwałe i silne państwo, dbające
o wszystkich poddanych, zostaną zapamiętani jako wielcy ludzie. Dlatego
w manifestach ideologicznych wyrytych na kamiennych kolumnach Qin
Szihuangdi odwoływał się do zwykłych zjadaczy chleba, "ludu
czarnogłowego", którego los chyba szczerze leżał mu na sercu,
przynajmniej w pierwszych latach panowania. Jak więc osądzili Pierwszego
Cesarza "czarnogłowi"?
W kronikach historycznych rzadko daje się głos ludziom z gminu, skazując
ich tym samym w zasadzie na wieczne milczenie. Ale czy jest tak
naprawdę? Wbrew pozorom "lud czarnogłowy" zawsze i wszędzie znajdował
sposób, aby pozostawić swą opinię o danych czasach i ludziach, którzy
wtedy sprawowali władzę i decydowali o jego losie. W legendach, bajkach,
klechdach, przypowieściach, przysłowiach, piosenkach i przyśpiewkach,
rymowankach i wyliczankach, wierszach, dowcipach i wszystkich innych
formach folkloru ludowego znajduje się także osąd władców i panujących w dawnych czasach porządków - i jest to przesłanie zaskakująco trwałe,
trudniejsze często do zniszczenia niż spisane kroniki lub nawet wyryte
na kamieniu proklamacje. Kroniki płoną, kamienne obeliski są rozbijane,
ale echa dawnych czasów pozostają ukryte w świadomości zbiorowej, tak
jak ślady przeszłości zachowują się w słojach starych drzew i warstwach
geologicznych skał. Tak jak drzewa i kamienie, chiński gmin z czasów
starożytnych, choć na pozór niemy, przechował pamięć o Pierwszym Cesarzu
do dziś, świadectwo równie dobitne co kroniki spisane na jedwabiu przez
erudytów, niemożliwy do stłumienia głos milczących i nieodwołalny
werdykt bezsilnych. Oddajmy więc ostatnie słowo w rozważaniach o życiu i dokonaniach Qin Szihuangdi właśnie "czarnogłowym", do których osądu sam
władca się odwoływał. Istnieje mnóstwo legend i podań o czasach
Pierwszego Cesarza, ale jedna z nich wysuwa się na czoło, zarówno pod
względem popularności, jak i siły przesłania.
Legenda o damie Meng Jiangnu
Pierwszy Cesarz rozkazał wzniesienie na północnej granicy Muru
Dziesięciu Tysięcy Li. Na jego rozkaz 300 tysięcy żołnierzy i 800
tysięcy robotników zostało zmobilizowanych do tego zadania. Aby upewnić
się, że jego dzieło przetrwa, na każde jeden li Muru kazał pogrzebać
żywcem w fundamentach jednego człowieka - łącznie 10 tysięcy ludzi. W miarę, jak czas upływał, cesarz niecierpliwił się coraz bardziej i wciąż
kazał przyspieszać roboty, nie dbając o los pracujących. Z każdego
zakątka imperium spędzano coraz więcej ludzi do pracy, przez co wielu
uciekało, obawiając się, iż nie wytrzymają wieloletniej katorgi. Był
wśród nich także młody skryba imieniem Wan Xiliang z miasta Suzhou,
który naraził się przełożonym i obawiał się zesłania. Chociaż nie był
silny i zdrowie mu nie dopisywało, zdołał przez wiele miesięcy uniknąć
łapanek i pędził żywot włóczęgi. W końcu jednak szczęście go opuściło i w mieście Songjiang zwrócił uwagę patrolu, który rzucił się za nim w pościg wąskimi uliczkami. Zdesperowany Wan Xiliang zdołał wyprzedzić
ścigających go żołnierzy, wdrapać się na mur okalający uliczkę i wskoczyć do znajdującego się za nim ogrodu. Jego prześladowcy zgubili
tym samym trop i zniechęciwszy się, zaniechali poszukiwań.
Ogród, w którym schował się Wan Xiliang, należał do zamożnych ludzi o nazwisku Meng. Pan Meng i jego żona, pani Jiang, nie mieli własnych
dzieci, ale wychowywali przybraną córkę, przygarniętą sierotę, którą
nazwali Meng Jiangnu. Jej pochodzenie pozostaje zagadką, ale gdy
dorosła, okazała się tak piękna i pełna uroku, że w całym mieście
zaczęto szeptać, że nie jest zwykłą istotą ludzką, lecz że jej przybrani
rodzice, którzy od dawna modlili się o potomstwo, znaleźli ją pewnego
dnia w ogrodzie, wewnątrz ogromnej tykwy o złotej skórze, wyrosłej w ciągu jednej nocy na ulubionym krzewie pani Jiang. W dniu, gdy Wan
Xiliang ukrył się w ogrodzie, Meng Jiangnu właśnie skończyła 18 lat i wielu mężczyzn z miasta i okolicy ubiegało się już o jej rękę - jak
dotąd bezskutecznie.
Schowany w krzewach uciekinier wkrótce usłyszał kroki i śpiew młodej
dziewczyny, po czym zobaczył Meng Jiangnu przechadzającą się po ogrodzie
i bawiącą się wachlarzem, na który próbowała wabić co piękniejsze
motyle. Widok wywarł na nim wielkie wrażenie, przez co Wan Xiliang
stracił czujność i poruszył gałęziami. Dziewczyna odwróciła się i widząc
skrytego za krzewami mężczyznę, przestraszyła się, krzyknęła, po czym
cofnęła się i tracąc równowagę, wpadła do sadzawki. W płytkiej wodzie
nie groziło jej niebezpieczeństwo, ale Wan Xiliang i tak rzucił się na
ratunek, tak że gdy nadbiegli pan Meng, pani Jang i ich służba, znaleźli
swoją córkę w przemoczonych i ubłoconych szatach, w ramionach
nieznajomego mężczyzny.
Dla pana Meng i jego żony była to kłopotliwa sytuacja. Oboje natychmiast
zrozumieli, że Wan Xiliang nie miał złych zamiarów, ale za to jasne
było, że jest uciekinierem, jakich było wtedy bez liku w całych Chinach,
i za ukrywanie go mogła grozić surowa kara. Co gorsza, ich przybrana
córka nie tylko była sam na sam z obcym mężczyzną, ale nawet znalazła
się w jego ramionach na oczach służby - tym samym mimo całej jej urody i majątku rodziców jej szanse na znalezienie dobrej partii nagle zmalały
prawie do zera. Nie było wyjścia, trzeba było młodych ożenić i tym samym
stłumić skandal w zalążku.
Mimo iż przed ślubem Wan Xiliang i Meng Jiangnu znali się zaledwie jeden
dzień, przypadli sobie do gustu i żadne nie narzekało na swój los. Ich
szczęście jednak trwało bardzo krótko - nie upłynął nawet pierwszy
tydzień ich związku, gdy do bramy domostwa pana Meng i pani Jiang
zastukał patrol wojska i mimo protestów teściów Wan Xiliang został
aresztowany i jako poszukiwany zbieg dołączony do pierwszego transportu
więźniów zesłanych do budowy umocnień na północnej granicy.
Pan Meng i pani Jiang poprzez swoje koneksje uniknęli aresztowania, ale
od tej pory nie było szczęścia w ich domu, gdyż Meng Jiangnu bardzo źle
przeżyła rozłąkę ze świeżo poślubionym małżonkiem. Pocieszano ją co
prawda, że zsyłka na północ jest czasowa i po kilku latach ci, którzy
przeżyli ciężką pracę i mroźne zimy, mogą wrócić do domów - jednak nawet
wychowana w cieplarnianych warunkach i w izolacji od świata jedynaczka
wiedziała, że wielu zesłańców nie przeżywa nawet pierwszych miesięcy.
Meng Jiangnu i jej matka własnoręcznie uszyły więc ciepłe ubranie dla
Wan Xilianga, pragnąc posłać je na północ poprzez znajomych kupców,
zanim nadejdzie prawdziwa zima.
Na początku października Meng Jiangnu miała jednak straszny koszmar
senny, w którym jej mąż leżał nieruchomo i szeptał zsiniałymi wargami:
"Jest mi tak zimno. Zamarzam. Meng Jiangnu, ja umieram!". Następnego
dnia wystraszona, ale zdeterminowana dziewczyna oświadczyła rodzicom, że
nie czekając na żadnych kupców, wyrusza na północ natychmiast osobiście,
aby zawieźć ciepłą odzież mężowi, nawet jeśli nie ma ku temu niezbędnych
do podróżowania papierów. Pan Meng i pani Jiang nie byli w stanie jej
towarzyszyć ze względu na swój wiek i błagali ją, aby zaniechała tego
szaleńczego pomysłu. Po kilku dniach jednak, widząc, że ich przybrana
córka więdnie w oczach, dali jej pozwolenie, kupili jej konia i zaopatrzyli na drogę. Rodzice Meng Jiangnu mieli nadzieję, że patrole
nie będą pytać o zezwolenie na podróż ubranej w bogate szaty i podróżującej konno dziewczyny, zaś dzięki surowej polityce Pierwszego
Cesarza gościńce były bezpieczne jak nigdy, gdyż ci bandyci, których nie
wytępiono, kryli się w dzikich zakamarkach kraju, raczej unikając dróg.
Meng Jiangnu ruszyła na północ jedną z mniej uczęszczanych dróg, o której mówiono, że jest rzadko patrolowana, i istotnie miała szczęście,
gdyż nikt jej nie zapytał o pozwolenie na podróż. Zanim jednak dotarła
na północne pogranicze, na drodze stanęła jej przeszkoda tłumacząca
skądinąd, dlaczego ten gościniec był mniej używany - wezbrana na skutek
jesiennych deszczów rwąca rzeka, niemożliwa do przebycia na końskim
grzbiecie ani wpław. Nigdzie, jak okiem sięgnąć, nie można było dostrzec
ani mostu, ani promu, ani nawet jakiejś osady rybaków, gdzie można by
poszukać łodzi. Ta nieoczekiwana trudność sprawiła, że Meng Jiangnu
opuściły siły. Zsiadła z konia i uklęknąwszy na brzegu, po raz pierwszy
od początku podróży rozpłakała się. Wtedy zdarzyło się coś niezwykłego -
gdy tylko pierwsza jej łza dotknęła wody, wzburzone odmęty uspokoiły
się. Nie tracąc czasu na zastanawianie się, dziewczyna wsiadła na konia
i trzymając się jego grzywy, przepłynęła przez rzekę.
Po drugiej stronie rzeki droga była zaniedbana i zarośnięta krzakami, w końcu zniknęła całkowicie i Meng Jiangnu znalazła się na dzikim
bezdrożu. Nie zawróciła jednak, lecz wędrowała dalej na północ, powoli
znajdując drogę między porośniętymi lasem wzgórzami. W końcu skończyła
jej się żywność, zaś w nocy dokuczał jej coraz bardziej chłód. Na domiar
złego, gdy rozpalała ognisko na noc, zobaczyła przemykające w krzakach
wilki, zwabione zapachem jej wierzchowca. Być może jej wędrówka
skończyłaby się w tym dzikim lesie, ale następnego dnia rano, gdy
wyruszyła dalej, zauważyła dwa kruki, która podlatywały do niej,
następnie zaś znikały w lesie, aby po chwili znowu wrócić, zupełnie
jakby chciały jej pokazać drogę. Nie zastanawiając się wiele, Meng
Jiangnu podążyła za ptakami i pod koniec dnia zauważyła dym wznoszący
się w powietrze, wkrótce zaś grupę skromnych domostw - była to niewielka
wioska, zagubiona w środku lasu.
W osadzie tej żyły tylko kobiety, dzieci i kilku starszych lub kalekich
mężczyzn - młodzi i silni chłopi zostali zapędzeni do pracy przy wałach
granicznych. Gdy dowiedzieli się, że Meng Jiangnu przebyła tak daleką
drogę, aby dowiedzieć się o los swojego męża, ugościli ją najlepiej, jak
potrafili. Następnego dnia dziewczyna wyruszyła w ostatni etap wędrówki,
gdyż wały graniczne były już niedaleko.
Wkrótce Meng Jiangnu dotarła do pierwszego obozu, w którym mieszkali
ludzie spędzeni do budowy wałów. Większość z nich wyglądała na chorych z przemęczenia i niedożywienia, wielu było odzianych w łachmany i mało kto
miał ciepłe obuwie. Nadzorcy poganiali ich i zmuszali do jak najszybszej
pracy, zaś żołnierze pilnowali, aby nie było dezercji i nie wahali się
strzelać z kusz do uciekinierów. Protesty i nieposłuszeństwo karano
chłostą lub nawet śmiercią. Już sama atmosfera tego miejsca przeraziła
Meng Jiangnu, ale wkrótce potem czekał ją jeszcze większy wstrząs, gdy
przyjrzała się bliżej wałom z ubitej ziemi, z których wystawały
fragmenty gałęzi użytych do wzmocnienia konstrukcji, ale także tu i ówdzie jakieś białe przedmioty. Dziewczyna uświadomiła sobie w końcu ze
zgrozą, że są to bielejące ludzkie kości - tak wielu pracowników
umierało w czasie robót, że zamiast chować ich choćby w zbiorowych
mogiłach, nadzorcy kazali ich po prostu zakopywać w wałach!
Meng Jiangnu nie dowiedziała się niczego o losach swego męża w tym
miejscu, ruszyła więc dalej wzdłuż wałów, rozpytując się w każdym
kolejnym obozowisku. O dziwo, nikt jej w tym nie przeszkadzał; ani
żołnierzom, ani urzędnikom nie przyszło nawet do głowy, że samotnie
podróżująca kobieta może przebywać na pograniczu bez zezwolenia. Tym
samym dziewczyna dotarła wreszcie do obozu, w którym pracownicy mówili
znajomą gwarą - byli to ludzie z jej prowincji. Pełna nadziei Meng
Jiangnu odszukała zarządcę obozu i spytała go o Wan Xilianga. Urzędnik
skojarzył nazwisko, ale nie miał dobrych wieści - Wan Xiliang zachorował
wkrótce po przybyciu do obozu i zmarł kilka tygodni wcześniej. Gdy jego
młoda małżonka wyruszyła w ryzykowną podróż, aby go szukać, jego samego
nie było już wśród żywych. Usłyszawszy to, Meng Jiangnu zemdlała i nie
można jej było docucić.
Nadzorcy obozu i żołnierze cesarscy nie należeli do ludzi delikatnych,
ale żal im się zrobiło tej młodej i pięknej dziewczyny, zanieśli ją więc
do namiotu i wezwali lekarza, któremu udało się postawić ją na nogi. Gdy
tylko jednak była w stanie znowu chodzić, Meng Jiangnu wyszła z namiotu
i podążyła do podnóża wałów, następnie zaś uklękła i zaniosła się
strasznym płaczem z tęsknoty za mężem, którego miała dla siebie tylko
przez kilka dni, z poczucia krzywdy, iż jego życie zostało zmarnowane
tak bezsensownie, a także z żalu, iż taki sam los spotkał tysiące innych
młodych ludzi. Tak głęboki był żal i smutek Meng Jiangnu, tak
rozpaczliwy jej płacz, że znowu wydarzyło się coś niezwykłego - niebo
zaczęło zachodzić mroczną chmurą, zerwał się niezwykle silny wiatr,
konie i inne zwierzęta w obozie wpadły w popłoch i zaczęły uciekać na
oślep, na koniec zaś zatrzęsła się ziemia i na przestrzeni wielu
kilometrów usypane już i ukończone wały rozpadły się. Wśród stert ziemi,
piasku i kamieni leżało także mnóstwo ludzkich szczątków, jedynych
pozostałości po zmarłych pracownikach.
Meng Jiangnu wstała wtedy i nie zwracając uwagi na panujący dookoła
chaos, zaczęła zbierać ludzkie kości i gdy już zebrała ich całe naręcze,
gołymi rękami wykopała grób i złożyła w nim szczątki zmarłych
pracowników na wieczny spoczynek, po czym odmówiwszy modlitwę, zakopała
grób. Następnie zrobiła to samo z kolejną stertą kości, a potem z następną i jeszcze następną. Kontynuowała w ten sposób wiele dni,
sypiając w nocy i niestrudzenie chowając zmarłych przez całą resztę
czasu. Żołnierze i nadzorcy nie przeszkadzali jej, przeciwnie, nie
wiedząc, co z nią począć, omijali ją szerokim łukiem i udawali, że jej
nie widzą. Pracownicy z obozu wznieśli jej szałas, przynieśli jej koce i dzielili się z nią żywnością, dzięki czemu nie umarła z zimna ani głodu.
Upłynęło wiele dni i Meng Jiangnu wciąż kontynuowała swoją samotną
pracę, nie odzywając się ani słowem i nie zwracając uwagi na otoczenie -
aż wreszcie zdarzył się kolejny niezwykły wypadek. Zbierając
skrupulatnie kości kolejnego zmarłego robotnika, Meng Jiangnu skaleczyła
się w rękę. Nie był to pierwszy raz, ale tym razem jej krew, zamiast
spłynąć po ludzkich szczątkach, wsiąkła w kości tak, że ani jedna kropla
nie upadła na ziemię. Dziewczyna zachwiała się, uklękła na ziemi i przytuliwszy zebrane kości, wybuchnęła strasznym płaczem - zrozumiała,
że oto odnalazła zwłoki swojego męża Wan Xilianga. Gdy doszła do siebie,
zawinęła pieczołowicie odnalezione szczątki w materiał i wyruszyła z powrotem do domu, aby tam godnie pochować męża.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki