Wstęp
Wstęp
Kiedy dowiadujemy się, że jakiś znany na świecie aktor, pisarz,
naukowiec czy po prostu celebryta może pochwalić się polskimi
korzeniami, mimowolnie rozpiera nas duma. Bo jak tu nie być dumnym z faktu, że na przykład znani z ekranu artyści, gwiazdy amerykańskiego i europejskiego kina, jak Gwyneth Paltrow, Mia Wasikowski, Scarlett
Johansson, Adrien Brody, Nathalie Portman czy Juliette Binoche, a nawet
Lisa Kudrow, gwiazda Przyjaciół, mają polskich przodków? Bez wątpienia
nasze ego mile łechce też lista laureatów Nagrody Nobla, bo chociaż
polskie źródła wymieniają tylko sześciu Polaków, których nagrodzono tym
wyróżnieniem, to w spisie noblistów znajdziemy aż szesnastu laureatów
wywodzących się z naszego kraju. Wszyscy wprawdzie są Żydami, ale
urodzili się, wychowali i kształcili w Polsce. Większość z nich miała
obywatelstwo polskie. Natomiast Maria Skłodowska-Curie, słynna uczona
narodowości polskiej, w dniu, w którym odbierała Nagrodę Nobla, była
obywatelką Francji - obywatelstwo francuskie przyjęła wychodząc za
Piotra Curie. A ponieważ wyjechała z rodzinnej Warszawy, jeszcze zanim
Polska po latach zaborów odzyskała niepodległość, nie miała obywatelstwa
polskiego. Nigdy go zresztą nie uzyskała, a przecież była rodowitą
Polką. Wśród noblistów o polskich korzeniach oprócz pisarza Isaaca
Singera znajdują się między innymi wywodzący się z Włocławka chemik,
Tadeusz Reichstein, nagrodzony w 1950 roku za odkrycie kortyzonu, Józef
(Joseph) Rotblat, wybitny fizyk, laureat Pokojowej Nagrody Nobla za
wysiłki na rzecz redukcji broni jądrowej na świecie, który do końca
życia przedstawiał się jako Polak z brytyjskim paszportem, Leonid
Hurwicz, prawnik i ekonomista, który w 2007 został uhonorowany nagrodą w dziedzinie ekonomii, czy Andrzej Wiktor Schally (Andrew Viktor Schally),
laureat Nagrody Nobla z dziedziny medycyny w 1977 roku.
W 2010 roku cały świat mówił o polskich korzeniach Krzysztofa Kolumba. A wszystko za sprawą historyka amatora, na co dzień pracującego w Duke
University w Stanach Zjednoczonych, Manuela da Silva Rosa, który
podsumowując swoje ponaddwudziestoletnie badania nad pochodzeniem
Kolumba w pracy Kolumb: nieopowiedziana historia, przedstawił nowe
dowody na pochodzenie odkrywcy Ameryki. Według niego słynny podróżnik
był naturalnym synem polskiego króla, Władysława Warneńczyka, który nie
zginął w bitwie pod Warną w 1444 roku, jak głosi oficjalna wersja, ale
cudem ocalał, by incognito podróżować po świecie i ostatecznie osiąść
na portugalskiej Maderze. Fakt, że jest to tylko hipoteza, i to zdaniem
profesjonalnych historyków mocno naciągana, ale przecież miło jest
pomyśleć, że słynny odkrywca był synem polskiego władcy, a więc
Jagiellonem po mieczu.
Jak się okazuje, wielu władców europejskich znanych z historii i niekojarzonych z Polską miało polskie korzenie albo, jak notuje się to w przypadku wywodzących się z Litwy Jagiellonów, było potomkami monarchów
panujących w naszym kraju. A wszystko dzięki małżeństwom córek polskich
królów z władcami innych krajów, które miały scementować istniejące
wcześniej lub zawierane przy okazji owych mariaży polityczne sojusze.
Już Mieszko I wydał córkę Świętosławę za skandynawskiego władcę, potem
podobnie postąpili jego syn i wnuk oraz kolejni Piastowie zasiadający na
tronie, a Piastówny rodziły swoim mężom synów, przyszłych władców. Na
przykład księżniczka Gertruda, córka Mieszka II Lamberta i Rychezy
Lotaryńskiej, wyszła za wielkiego księcia kijowskiego Izjasława I i urodziła trzech książąt Rusi. Z kolei Ryksa, córka Bolesława
Krzywoustego, wychodziła za mąż aż trzykrotnie: jej pierwszym mężem był
panujący w Szwecji Magnus Silny, drugim - książę nowogrodzki Włodzimierz
Wsiewołodowicz, a po jego śmierci wróciła do Skandynawii i wzięła ślub z królem Swerkerem I Starszym. W pierwszym związku Piastówny urodził się
syn, przyszły król Danii, Kanut V. Urodzony z ostatniego związku
Bolesław zmarł w niemowlęctwie albo we wczesnym dzieciństwie, ale córka
Zofia, która urodziła się w małżeństwie z księciem ruskim, poślubiła
króla Danii Waldemara I Wielkiego, obdarzając go licznym potomstwem. Z tego związku pochodzili dwaj królowie Danii, Kanut VI i Waldemar II,
oraz dwie królowe: Ryksa, która poślubiła Eryka X, władającego Szwecją,
oraz Ingeborga, małżonka króla Francji, Filipa II Augusta. Z kolei
młodsza siostra Ryksy, Agnieszka, wyszła za mąż za księcia
perejasławskiego, włodzimiersko-wołyńskiego i wielkiego księcia
Mścisława Izjasławowica i urodziła czterech synów, z których dwaj, Roman
i Wsiewołod, odegrali niemałą rolę w historii Rusi.
Spośród piastowskich córek niewątpliwie największą karierę zrobiły
siostra i wnuczka Kazimierza Wielkiego. Pierwsza z wymienionych,
Elżbieta, poślubiła bowiem Karola Roberta z dynastii Andegawenów,
władającego Węgrami. Piastówna nie tylko wspierała go w rządach, ale z czasem stała się także najpotężniejszą królową średniowiecznej Europy.
Elżbieta była matką króla Węgier, panującego także w Polsce, Ludwika,
funkcjonującego w historiografii węgierskiej jako Wielki, a w polskiej -
Węgierski. Zdaniem historyków był to jeden z najwybitniejszych władców
Węgier, który uczynił ze swojego państwa bogate i potężne mocarstwo. Z kolei wnuczka Kazimierza Wielkiego, Elżbieta Pomorska, poślubiła Karola
IV, cesarza z dynastii Luksemburgów, którego obdarzyła sześciorgiem
dzieci. Największą rolę w historii Europy odegrał jej syn, Zygmunt
Luksemburski, który władał Węgrami, Niemcami, Czechami, Włochami,
Chorwacją i Bułgarią, otrzymał także koronę cesarską. Był to zarazem tak
niezwykły, pełen sprzeczności i kontrowersyjny władca, że doczekał się
drastycznie różnych ocen w późniejszej historiografii. Jednak nawet
najzagorzalsi przeciwnicy tego nietuzinkowego monarchy przyznają, że
był człowiekiem o nieprzeciętnej inteligencji i niebywałych ambicjach,
które pchały go w różne polityczne awantury i konflikty. Chociaż
większość jego planów nie doczekała się realizacji, nie tylko ze względu
na ich utopijność, ale także na skutek sprzeczności, które targały
Zygmuntem, to stworzone przez niego imperium stało się zalążkiem
przyszłej potęgi Habsburgów. W dość długim, bo trwającym sześćdziesiąt
dziewięć lat życiu zdążył też zwiedzić kawałek świata, co było niezwykłe
wśród ówczesnych władców. Podróżował z Budy do Pragi, ze Spiry do
Frankfurtu, z Bazylei do Wiednia, odwiedził Rzym, Paryż, Londyn, Kraków,
Łuck, Wołoszczyznę, udał się na dwór antypapieża Benedykta na Majorce, a uciekając po przegranej bitwie pod Nikopolis, zawitał do Konstantynopola
i błądził po morzach i wyspach greckich. Nic zatem dziwnego, że jeśli
ktoś chciał się zwrócić do monarchy z prośbą, skargą czy petycją,
najpierw musiał ustalić, gdzie władca obieżyświat przebywa. Trzeba
przyznać, że całe życie Zygmunta było ciekawe i obfitowało w dramatyczne
wydarzenia. Już jako nastoletni młodzieniec wprawiał się w polityce,
negocjując w imieniu swojej teściowej, prowadził krucjatę przeciwko
Turkom zagrażającym chrześcijańskiej Europie, grał pierwsze skrzypce na
soborze w Konstancji, założył zakon
rycerski, do którego należał ojciec Włada Palownika, pierwowzoru wampira
Draculi, spiskował przeciwko Polsce Jagiełły wraz z Krzyżakami, wystąpił
nawet z propozycją rozbioru naszego państwa. Poza tym, tak jak jego
pradziad po kądzieli, Kazimierz Wielki, uwodził kobiety, doczekał się
nawet nieślubnego syna, który był znaczącą postacią w historii Węgier,
Jana Hunyadyego, a jego życie wielokrotnie bywało w niebezpieczeństwie.
Był też jednym z niewielu koronowanych władców, których poddani, nie
bacząc na królewski majestat, wtrącili do więzienia, ale jak na
człowieka obdarzonego lisim sprytem przystało, władca wyszedł z tych
tarapatów bez szwanku. Wprawdzie nie słynął z odwagi i niejednokrotnie
uciekał z pola bitwy, ale najbardziej bał się... własnej żony.
Historia uczy, że aby zostać matką wybitnego władcy, nie trzeba było
wychodzić za władcę imperium. Mazowiecka księżniczka, Cymbarka, córka
księcia Siemowita IV i Aleksandry, siostry Władysława Jagiełły, z woli
swojego wuja wyszła za mąż za Ernesta Żelaznego, członka niezbyt
liczącego się wówczas rodu Habsburgów. Jej syn, Fryderyk III, nie tylko
powiększył terytorium swego państwa i został cesarzem, ale także,
głównie dzięki swojej długowieczności, położył fundamenty pod przyszłą
potęgę Habsburgów, którzy przez sześćset lat władali w Austrii,
Czechach, na Węgrzech, w Niderlandach, we Włoszech, w Hiszpanii i Portugalii, a także w należących do dwóch ostatnich państw rozległych
koloniach w Azji oraz obu Amerykach. Tytuł cesarski zdołał Habsburgom na
krótko wydrzeć przedstawiciel dynastii Wittelsbachów, Karol VII, w którego żyłach płynęła również polska krew. Cesarz był bowiem wnukiem
Jana III Sobieskiego.
Z kolei krew Jagiellonów za sprawą niebywale płodnej żony Kazimierza
Jagiellończyka, Elżbiety Rakuszanki, płynie w żyłach większości dynastii
panujących do dziś w Europie. Córki królewskiej pary obdarzyły króla i królową Polski aż dziewiętnastoma wnuczkami i dwudziestoma trzema
wnukami, choć wieku dojrzałego dożyło tylko jedenaście kobiet oraz
trzynastu potomków płci męskiej, przy czym zdecydowana większość z nich
przyszła na świat jako księżniczki i książęta Rzeszy. Królewna Zofia,
druga córka Rakuszanki i Jagiellończyka, poślubiła margrabiego
brandenburskiego, a jej potomkowie należą do dynastii hanowerskiej,
później windsorskiej, której członkinią jest Elżbieta II, panująca
obecnie w Wielkiej Brytanii. Królewna Barbara, szósta córka królewskiej
pary, poślubiła księcia saskiego i to właśnie od niej wywodzą się
Hohenzollernowie, późniejsi królowie Prus i cesarze Niemiec. Najmłodsza
z gromadki potomstwa królewskiej pary, Elżbieta, została wydana za
księcia pomorskiego i od niej pochodzą członkowie dynastii
szlezwicko-holsztyńskiej, z której po kądzieli wywodzą się królowie
Danii i Norwegii. Najstarszy syn Rakuszanki i Jagiellończyka, Władysław,
wydał swoją córkę Annę za cesarza Ferdynanda I Habsburga i właśnie z tej
linii wywodzi się dynastia Sachsen-Coburg-Gotha, do dziś panująca w Belgii. Jego młodszy brat, Zygmunt I Stary, zaaranżował małżeństwo
swojej najstarszej córki Jadwigi z elektorem brandenburskim, a jej
potomstwo po kądzieli dało początek dynastii holenderskiej, książąt
Luksemburga i książąt Monako.
Bohaterami tej książki są wybrani władcy europejscy, których urodziły
córki lub - jak w przypadku Kazimierza Wielkiego - wnuczki władców
polskich. Jest to oczywiście wybór subiektywny, ukazujący niekoniecznie
najwybitniejszych królów czy książąt o polskich korzeniach, ale takich,
którzy odegrali znaczącą rolę w historii Europy lub zapisali się jako
twórcy dynastii. Nie zabraknie też osób, których nawet nie podejrzewa
się o pokrewieństwo z władcami naszego kraju, jak chociażby Maria
Medycejska, jedna z najsłynniejszych królowych Francji, po kądzieli
praprawnuczka Kazimierza Jagiellończyka.
Poznajmy zatem potomków polskich królów, zasiadających na tronach państw
Europy, i dowiedzmy się, czy odziedziczone po matkach geny oraz
wychowanie miały wpływ na postrzeganie przez nich świata oraz na ich
poglądy i wreszcie, czy pamiętali o związkach z Polską, krajem ich
przodków.
Knut Wielki - wnuk Mieszka I władcą Anglii, Danii i Norwegii
Knut Wielki -
wnuk Mieszka I władcą Anglii,
Danii i Norwegii
Świętosława, Sygryda, Storr?da, Geira, a może Gunhilda - kim była matka Knuta Wielkiego?
"Swen Widłobrody po matce był pół-Słowianinem, a skoro żonę wziął z Polski, to jego syn Kanut Wielki, pomnikowy władca Skandynawów, wedle
krwi w trzech czwartych był Słowianinem, a w połowie Piastem - zauważa
wybitny polski mediewista i archeolog, Przemysław Urbańczyk. - Podobnie
jak król Szwecji Olaf Skötkonung. Skandynawowie nie lubią, by im o tym
przypominać"1. Kto wie, może właśnie ta niechęć leży u podstaw wątpliwości dotyczących tożsamości Świętosławy-Storr?dy, która
według tradycji była matką trzech władców Skandynawii, władających
Danią, Szwecją i Norwegią, jak również Anglią, a wywodziła się z Polski.
Co więcej, miała być córką Mieszka I, a co za tym idzie, także siostrą
pierwszego koronowanego władcy naszego państwa, Bolesława Chrobrego.
Chociaż trzeba przyznać, że wśród wątpiących w jej tożsamość, a dokładnie w jej piastowskie korzenie, znajdują się również historycy
polscy. Ich wątpliwości budzi to, że żadna ze średniowiecznych polskich
kronik nawet nie wspomina o istnieniu Świętosławy, jednocześnie
obszernie rozpisując się o pierwszych panujących z dynastii Piastów. Co
więcej, niektórzy kwestionują jej istnienie, uznając, że opowieści o Świętosławie to zlepek życiorysów kilku innych księżniczek i to nie o polskim czy słowiańskim, ale skandynawskim rodowodzie. Tymczasem
nieobecność córki Mieszka I w polskich kronikach bynajmniej nie dowodzi,
że jest to postać fikcyjna. Nasi dziejopisowie, na czele z Gallem
Anonimem, w ogóle nie rozpisywali się o kobietach, żonach, matkach,
siostrach czy córkach królów i książąt, o ich kochankach nie
wspominając, dlaczego zatem mieliby pisać o siostrze Bolesława, która
znacznie większą rolę odegrała w dziejach Skandynawii niż Polski? Na
przykład Gall, którego dzieło powstało na dworze Władysława Hermana, ani
słowem nie wspomniał o córkach Chrobrego, mówi o nich tylko niemiecki
kronikarz Thietmar i to przy okazji pisania o potomstwie pierwszego
koronowanego władcy naszego państwa. Tymczasem Piastówna wymieniona jest
w średniowiecznych źródłach powstałych poza granicami naszego kraju, a mianowicie w Kronice Thietmara, Czynach biskupów kościoła hamburskiego
autorstwa Adama z Bremy oraz w anonimowym utworze Encomium Emmae
Reignae (łac. Pochwała królowej Emmy). To ostatnie dzieło jest rodzajem
średniowiecznej biografii napisanej mniej więcej w latach 1041-1042
przez nieznanego z imienia mnicha z klasztoru Saint-Bertin we
flandryjskim Saint-Omer. Wprawdzie pierwszy z kronikarzy, Thietmar, nie
podaje imienia polskiej księżniczki, ale pisze o córce Mieszka I, a zarazem siostrze Bolesława Chrobrego, która poślubiła Swena Widłobrodego
i powiła dwóch synów - Knuta i Haralda. Informacja ta jest uważana za
wiarygodną, ponieważ niemiecki kronikarz był doskonale zorientowany w sprawach państwa Chrobrego, władcy sprawiającego niemało kłopotów krajom
ościennym. Dziejopis nie darzył sympatią syna Mieszka, ale właśnie z powodu tej antypatii wiele miejsca w swojej kronice poświęcił Polsce i dzięki temu mamy dość szczegółowe informacje o życiu, działalności i polityce Chrobrego.
Wzmianki o Świętosławie znajdują się także w starych skandynawskich
sagach, choć występuje w nich pod różnymi imionami, ale trudno traktować
owe utwory jako wiarygodne źródła historyczne. Tym bardziej że forma, w jakiej przetrwały do naszych czasów, jest daleka od oryginału.
Początkowo owe sagi istniały tylko w formie ustnej, przekazywane z pokolenia na pokolenie, z czasem zmieniane, uzupełniane o mity i legendy, które z niefrasobliwością łączono z faktami historycznymi,
dopasowując je do gustów i potrzeb kolejnych pokoleń słuchaczy. I trudno
mieć o to pretensje do autorów owych wersji, gdyż zasadniczym celem
takich utworów nie była nauka historii, ale dostarczenie rozrywki. Mimo
wszystko jednak badaczom, skrupulatnie oddzielającym ziarna od plew,
udaje się dotrzeć do historycznych wydarzeń i postaci, o których
opowiadają. Większość owych utworów spisano stosunkowo późno, bo dopiero
dwieście lat po powstaniu pierwszej, ustnej wersji. Dlatego wydaje się
prawdopodobne, że celowo zastąpiono trudne do wymówienia przez
Skandynawów imię matki władców z początków państwowości Danii, Szwecji i Norwegii na swojsko brzmiące Sygryda (Sigrida) Storr?da, Saum-Aesa,
Astrida czy Gunhilda. Ten zabieg bardzo skomplikował sprawę badaczom
zajmującym się rodowodem matki Knuta.
Zdaniem niektórych historyków Mieszko I, zanim ożenił się z Dobrawą
Przemyślidką, miał inną żonę - córkę króla duńskiego Haralda Blatanda,
Geirę. I właśnie z tego związku miały pochodzić dwie córki: imienniczka
matki, Geira, wydana za mąż za Eryka Tryggvasona, oraz Astryda, która
poślubiła jarla Jomsborga Sigwalda Strudhaldsona z dynastii zelandzkiej.
Kiedy Mieszko zdecydował się na przyjęcie chrześcijaństwa, Geira już nie
żyła, dlatego mógł poślubić Dobrawę. Dowody na to miałby się znajdować w dwunasto- i trzynastowiecznych sagach, które wspominają o władcy Wendów
lub Słowian, niejakim Burysławie lub Burisleifie, mającym trzy córki:
Gunhildę, Astrid oraz Geirę. Zdaniem niektórych badaczy Burysław to
właśnie Mieszko I. Z kolei Rafał T. Prinke, historyk specjalizujący się
w genealogii, w 2004 roku wysunął śmiałą tezę, jakoby Świętosława była
rzeczywiście córką twórcy państwa polskiego, ale nie pochodziła z jego
małżeństwa z Dobrawą, lecz ze związku z Odą, co przesuwa datę urodzenia
księżniczki w czasie. Jednocześnie podał w wątpliwość tezę o małżeństwie
Mieszkówny z Erykiem Zwycięskim, twierdząc, że została żoną Swena
Widłobrodego, z którym doczekała się czwórki dzieci, w tym Knuta
(Kanuta), którego dotyczy ten rozdział. Tymczasem Thietmar nie wspomina,
żeby księżniczka, żona duńskiego władcy, była przyrodnią siostrą
Bolesława, a przecież gdyby tak było, to nie omieszkałby zamieścić tej
informacji, tym bardziej że jej matką miała być Niemka, Oda.
Zdaniem większości historyków rację ma Thietmar, Świętosława istniała
naprawdę i była córką Mieszka i Dobrawy. Nawet królowa Elżbieta II
podczas wizyty w Polsce w 1996 roku, wygłaszając przemowę w sejmie,
powiedziała: "Utrzymywane przez nas na przestrzeni wieków kontakty
dynastyczne, handlowe i polityczne były bogate i zróżnicowane. Jeden z mych bardzo dalekich przodków, król Kanut, był siostrzeńcem waszego
króla Bolesława Chrobrego"2. Ponieważ nie wypada podawać w wątpliwość słów monarchini, z której zdaniem zgadza się niejeden badacz,
uznajmy zatem, że Knut Wielki (zwany także Kanutem) był rodzonym wnukiem
Mieszka I i Dobrawy, owocem związku córki polskiego władcy ze Swenem
Widłobrodym. Zanim jednak Świętosława poślubiła duńskiego władcę o malowniczym przydomku, była żoną Eryka Zwycięskiego, z którym doczekała
się dwojga dzieci - syna Olafa (Olofa) oraz córki Holmfrydy. O ile o losach Holmfrydy nie wiemy praktycznie nic, poza faktem, że poślubiła
norweskiego jarla (księcia) Svena Hakonssona, o tyle jej starszy brat
zapisał się na stałe w dziejach Szwecji i Kościoła.
Olaf Skötkonung - siostrzeniec Chrobrego w gronie świętych
Zagadką jest, dlaczego Piastowie bodaj jako jedyna dynastia w średniowiecznej Europie nie doczekali się wyniesienia na ołtarze żadnego
ze swoich członków. Z pewnością przyczyną tego nie było ich grzeszne
życie, kiedy czyta się bowiem biografie innych patronów królewskich
rodów, których po śmierci zaliczono w poczet świętych Kościoła, czasem
włos się jeży na głowie. Z małymi wyjątkami późniejsi święci wywodzący
się z monarszych bądź książęcych rodów nie wiedli bogobojnego żywota,
wręcz przeciwnie - mieli na sumieniu liczne zbrodnie, okrucieństwa i gwałty, wobec których poczynania pierwszych Piastów, nawet naganne,
wydają się niewinną igraszką. Jeden władca o piastowskim rodowodzie,
wprawdzie po kądzieli, trafił jednak do panteonu świętych. To Olaf
Skötkonung, syn Świętosławy i Eryka Zwycięskiego.
Mieszkowi I wydającemu córkę za szwedzkiego władcę przyświecały
dalekosiężne plany polityczne; ów mariaż miał bowiem przypieczętować
potencjalny sojusz wymierzony przeciwko Danii i umocnić wpływy księcia
w Jomsborgu na wyspie Wolin. Fakt, że przyszłych małżonków znacznie
więcej dzieliło, niż łączyło, a Świętosława była młodsza od narzeczonego
o całe pokolenie, polskiego władcę nie obchodził, podobnie jak
świadomość, że serce jego córki należy do kogoś innego. Księżniczka
pokochała bowiem pewnego woja rodem ze Skandynawii, Olafa Tryggvasona,
który na skutek burzliwych wypadków służył w drużynie jej ojca. Podawał
się za syna Tryggve Olavssona. Olaf Tryggvason chciał odzyskać władzę po
ojcu, którego zamordowano, zanim doczekał się narodzin swego
pierworodnego. W tym celu przybył na dwór polskiego księcia. Wprawdzie
nie udało mu się namówić Mieszka do udzielenia zbrojnej pomocy, ale za
to zawrócił w głowie jego jedynej, wówczas nastoletniej, córce. Nie
możemy oczywiście wykluczyć, że Mieszko rozważał wydanie Świętosławy za
Olafa, ale ostatecznie zaaranżował jej małżeństwo z innym skandynawskim
władcą, królem szwedzkim Erykiem Zwycięskim, który już sprawował rządy w państwie i nie musiał nikomu udowadniać praw do swego dziedzictwa.
Przydomek zawdzięczał zwycięskiej walce stoczonej z bratankiem,
konkurentem do objęcia władzy. W historii Szwecji władca zapisał się
również jako założyciel Sigtuny, najstarszego szwedzkiego miasta,
którego początki datują się na rok 980.
Według niektórych przekazów Mieszko, wyprawiając córkę za morze,
przydzielił jej niejako w charakterze posagu dobrze wyszkoloną gwardię,
składającą się ze znamienitych wojów, którzy z czasem okazali się dla
polskiej księżniczki bardzo przydatni. Świętosława została żoną Eryka
między 980 a 984 rokiem i zapewne pierwsze kilkanaście lat małżeństwa
upłynęło jej w szczęściu i spokoju, a ona cieszyła się dziećmi i pozycją
żony władcy. Zdaniem niektórych badaczy to właśnie przybywając do
Szwecji, polska księżniczka zmieniła słowiańskie imię, oznaczające
"świętością sławna", na Sygryda, a poddani dodali jej przydomek
Storr?da, co znaczy "mocna w słowach", "odważnie wypowiadająca własne
zdanie" lub po prostu - "odważna". Jednak owa rodzinna sielanka nie
trwała wiecznie, jak wynika z zachowanych świadectw z epoki, w 995 roku
Eryka dotknęła choroba psychiczna. Pewnego dnia, ku zdumieniu i przerażeniu Świętosławy, małżonek oświadczył, że słyszy głosy nakazujące
mu złożenie Odynowi w ofierze swego malutkiego syna Olafa. Było to o tyle dziwne, że wprawdzie w owych czasach w Szwecji chrześcijanie
koegzystowali z poganami, ale Eryk od dawna był chrześcijaninem i przynajmniej oficjalnie dawno porzucił wiarę przodków. Nieszczęsna
Świętosława drżała o los swego pierworodnego, bo wprawdzie mogła liczyć
na wojów, którzy z rozkazu Mieszka towarzyszyli jej na obczyźnie, gotowi
dla niej i jej dzieci poświęcić życie, ale wiedziała też, że kiedy wokół
oszalałego władcy zbiorą się jego pogańscy poddani, Olaf znajdzie się w prawdziwym niebezpieczeństwie. Na szczęście malca nic złego nie
spotkało, bo Eryk wkrótce zmarł. Istnieją dwie wersje podające przyczynę
zgonu władcy. Zgodnie z pierwszą Świętosława go otruła, a potem,
korzystając z pomocy wiernych wojów, kazała przenieść ciało męża do
świątyni Thora i podłożyć pod nią ogień. Jednak nie zachowały się
relacje, które by świadczyły, że współcześni zarzucali jej zamach na
męża, a żaden z krewnych zmarłego nie pokusił się o przejęcie władzy w państwie, wykorzystując oskarżenie wdowy. Być może więc, zgodnie z drugą
wersją, nieszczęsny Eryk sam w przypływie szaleństwa rozniecił pożar i zginął w płomieniach. W każdym razie po śmierci męża Świętosława została
regentką, prawowity następca tronu był bowiem dzieckiem. Świętosława
miała wówczas dwadzieścia siedem lub dwadzieścia osiem lat, była więc
jeszcze dość młoda i zapewne wciąż urodziwa, wkrótce więc wokół niej
zaroiło się od zalotników. Jednak władczyni nie myślała o kolejnym
ślubie, co więcej, postanowiła pozbyć się dwóch najbardziej zapalonych
adoratorów, aby pozostałym dać do zrozumienia, że mężczyzna nie jest jej
potrzebny. Kiedy obaj pechowcy po suto zakrapianej uczcie wydanej przez
władczynię oddawali się relaksowi w łaźni, Świętosława rozkazała
podpalić budynek i dwaj nieszczęśni zalotnicy spłonęli żywcem.
Rzeczywiście była zuchwała, ważąc się na taki czyn: jeden z nich, Harald
Grenske, był władcą Vestfoldii, niewielkiego państewka na terenie
obecnej Norwegii, drugi zaś ruskim księciem o imieniu Wisawald
(Wsiewołod?). Zapewne ambitna władczyni uznała, że są to za małe płotki,
by mogła obdarzyć któregokolwiek z nich swoimi względami.
W końcu jednak w jej życiu pojawił się ktoś, dla kogo gotowa była
poświęcić wolność i niezależność, zwłaszcza że dobrze go znała, a kiedyś
nawet kochała - Olaf Tryggvason, który w tym czasie został już królem
Norwegii. Co więcej, wśród poddanych cieszył się zasłużoną sławą
nieustraszonego wojownika i żeglarza, ponoć udało mu się nawet dopłynąć
do Ameryki, chociaż oczywiście ani on sam, ani nikt z jemu współczesnych
nie zdawał sobie sprawy, że dotarł do nowego, nieznanego kontynentu.
Odważny władca poprosił o rękę Świętosławy, ale jednocześnie postawił
twarde warunki: po ślubie Szwecja i Norwegia staną się jednym organizmem
państwowym, którego władcą zostanie Tryggvason, a syn Świętosławy i Eryka, Olaf, zostanie pozbawiony następstwa tronu. Władczyni jako dobra
matka nie mogła się na to zgodzić, dlatego odmówiła, dotkliwie raniąc
dumę norweskiego władcy. Ona sama zapewne łykała łzy, wspominając chwile
szczęścia z Olafem na dworze swojego ojca, ale w tym wypadku kobieta
przegrała z matką i władczynią, stawiającą dobro dziecka i dynastii nad
własne szczęście.
Wkrótce potem na horyzoncie pojawił się nowy zalotnik - władca ościennej
Danii Swen, noszący malowniczy przydomek Widłobrody.
Swoją drogą, w średniowieczu ludzie mieli sporo fantazji, ale też
złośliwości, skoro wielu swoich władców obdarzyli takimi osobliwymi
przydomkami. W polskiej historii Piastowie byli nazywani: Brodaty,
Brzuchaty, Kędzierzawy czy Laskonogi, ale wielu europejskich władców
nosiło znacznie gorsze przydomki. Bułgarski car Iwajło, władający
carstwem Bułgarii w latach 1278-1279, zwany był Świniopasem, angielski
władca Jan bez Ziemi, bywał nazywany też... Miękkim Mieczem, a król
Kastylii i Leónu, Henryk IV, obdarzony został przydomkiem el Impotente,
co można tłumaczyć jako Bezsilny czy Bezradny, ale również jako
Impotent. I rzeczywiście świadectwa z epoki mówią, że miał poważne
problemy z wypełnieniem małżeńskich obowiązków, a Joanna, pochodząca z jego drugiego małżeństwa z Joanną Portugalską, była owocem związku żony
z królewskim doradcą... Najgorzej pod tym względem historia obeszła się z bizantyjskim cesarzem, Konstantynem V, panującym w VIII wieku n.e.,
który wcale nie był złym władcą, ale jako ikonoklasta3
naraził się Kościołowi zaciekłym zwalczaniem kultu ikon. Nie tylko palił
ilustrowane księgi, ale kazał wyrywać mozaiki ze ścian kościołów i klasztorów, dewastując świątynie. Ponieważ plotka głosiła, że jako małe
dziecko podczas chrztu przyszły władca zanieczyścił odchodami
chrzcielnicę, kronikarze kościelni nadali mu przydomek Kopronim, co
znaczy ni mniej, ni więcej... Mam na Imię Kupa. Ojciec Swena Widłobrodego,
Harald, znany jest jako Sinozęby, przy czym nie wiadomo, czy przydomek
wziął się od sinego, czyli martwego zęba, czy jak chcą niektórzy, od
koloru szat władcy. Jeszcze inni uważają, że zęby władcy były zabarwione
na granatowo od jagód, które Harald uwielbiał. Jeżeli chodzi o Swena, to
epitet Widłobrody zawdzięczał zapewne sumiastym wąsom, które zaplatał w charakterystyczny sposób, kojarzący się z widłami.
Jak wspominał Przemysław Urbański, władca starający się o rękę
Świętosławy miał słowiańskie korzenie, jego matką była bowiem córką
Mściwoja, księcia Obodrytów, należących do Słowian połabskich,
zamieszkujących w owych czasach tereny dzisiejszej Meklemburgii -
Pomorza Przedniego i Szlezwiku-Holszynu, a więc landów wchodzących w skład współczesnych Niemiec. Co ciekawe, według relacji Thietmara
słowiański książę był chrześcijaninem, taką wiarę wyznawała też jego
córka, Tofa bądź Tófa, która poślubiła Haralda Sinozębego i urodziła
Swena. Zdaniem wielu badaczy syn Haralda uszczęśliwił rodziców swoim
pojawieniem się na świecie około 960 roku, kiedy władca duński przyjął
chrześcijaństwo, choć niewykluczone, że jest to tylko piękna legenda,
wymyślona po latach jako dowód łaski, która spłynęła na Haralda za
sprawą chrztu. Matka wywodząca się ze Słowian nie była jedynym
słowiańskim akcentem w życiu Swena, tradycja głosi, że jego wychowanie
powierzono Palnatokiemu, na poły legendarnemu wodzowi Jomswikingów
mieszkających u ujścia Odry. Osobliwe imię tego wodza stanowczo nie jest
pochodzenia nordyckiego i zdaniem badaczy stanowi skrót od Toke
Pallesen i oznacza... mówiącego po polsku. Kto wie, może języka Polan
nauczył także swego podopiecznego i ten potem rozmawiał po polsku ze
Świętosławą, zdobywając dzięki temu jej przychylność?
Jeżeli wierzyć średniowiecznym przekazom, Swen był postawnym,
przystojnym i nieco rubasznym w obejściu mężczyzną, dlatego zapewne
przypadł do gustu Świętosławie, która w 995 roku przyjęła jego
oświadczyny, a rok później została królową Danii. Zanim jednak do tego
doszło, złożyła regencję, zorganizowała koronację swojego
piętnastoletniego syna Olafa, zadbała, by w jego otoczeniu znaleźli się
zdolni, doświadczeni i mądrzy doradcy i pozostawiła u jego boku gwardię
przydzieloną jej niegdyś przez ojca. Pierworodny Świętosławy okazał się
mądrym i zapobiegliwym władcą, umiejętnie korzystającym z rad poleconych
przez matkę doradców. Nadany mu przydomek Skötkonung można wywodzić od
skott - potomek lub od skatt - danina. W większości biogramów władcy
przeważa ta druga wersja, zgodnie z którą oznacza nakładającego podatki,
daniny. Jest to o tyle wiarygodne, że właśnie za panowania syna
Świętosławy w Szwecji zaczęto bić monetę, jak również wprowadzono
pierwsze w historii tego kraju podatki.
W roku 1000, kiedy brat Świętosławy, Bolesław Chrobry, organizował
słynny zjazd w Gnieźnie, jego siostrzeniec miał okazję wykazać się
umiejętnościami strategicznymi i dowódczymi, i to w batalii morskiej, w której zjednoczone floty Szwecji, Danii i Polski starły się z sześćdziesięcioma okrętami Olafa Tryggvasona. Według romantycznej wersji
do bitwy doprowadziła Świętosława, namawiając Swena do nawiązania
koalicji przeciwko Tryggvasonowi, chcąc się zemścić za doznane
upokorzenia, ale to tylko legenda. W rzeczywistości przyczyną konfliktu
było marzenie Olafa o stworzeniu wielkiego skandynawskiego królestwa,
oczywiście pod jego berłem, na co ani Szwedzi, ani Duńczycy nie chcieli
się zgodzić. Mimo zgromadzenia potężnej floty, jakiej nigdy wcześniej
nie widziano na wodach Bałtyku, norweski władca w bitwie pod Oersund,
zwanej także batalią pod Solvą lub bitwą trzech króli, gdyż starło się w niej trzech skandynawskich władców, poniósł sromotną klęskę. Opiewająca
to starcie Saga o Olafie Tryggvasonie opisuje norweskich wojowników
jako ludzi obdarzonych nadludzką siłą i wielkimi umiejętnościami, w starciu z którymi zarówno Duńczycy, jak i Szwedzi ponieśli znaczne
straty. Nie można wykluczyć, że Norwegowie wykazali się wielką odwagą,
ale ostatecznie ponieśli klęskę, a sprzymierzone siły duńskie i szwedzkie zatopiły wszystkie okręty wroga oprócz jednego, na którym
znajdował się Olaf. Władca, nie chcąc dostać się do niewoli, w przypływie desperacji skoczył wprost w morskie odmęty, co zakończyło
bitwę.
Na wszystkim skorzystali syn i mąż Świętosławy - Norwegowie obrali Swena
na swojego władcę, a Olaf otrzymał norweskie regiony Bohuslän i Tr?ndelag, z czasem udało mu się również opanować Gotlandię. W 1008 roku
wnuk Mieszka I postanowił przyjąć chrzest, co oznaczało przyjęcie
chrześcijaństwa przez całą Szwecję. Współczesnych czytelników może
zastanawiać, dlaczego syn chrześcijańskiej księżniczki dotąd trwał w pogaństwie, jednak ma to swoje przyczyny. Jak wspomniano, w ówczesnej
Szwecji chrześcijaństwo w zasadzie współistniało z religią pogańską,
której wyznawców było znacznie więcej niż chrześcijan. Wprawdzie
misjonarze odwiedzali ten kraj już w latach trzydziestych IX stulecia,
ale większość wypraw misyjnych spotykała się z aktywną reakcją
pogaństwa, a nowa religia przyjmowała się bardzo, ale to bardzo opornie.
Król wyznający jedynego, uniwersalnego Boga mógł nie znaleźć akceptacji
w oczach większości poddanych, którzy modlili się do bogów przodków.
Marzący o władzy młodzieniec wolał więc trwać w pogaństwie, przynajmniej
oficjalnie. Nie możemy jednak wykluczyć, że jego chrześcijańska matka
zapoznała go z zasadami swojej wiary. Zgodnie z tradycją Olaf miał
przyjąć chrzest w Husaby z rąk angielskiego biskupa Zygfryda, choć
według niektórych źródeł został ochrzczony przez misjonarza o imieniu
Bernard i przybrał chrześcijańskie imię Jakub. Kiedy poczuł się pewnie
na tronie, z wielką energią zabrał się do umacniania kościelnych
struktur w swoim państwie, zakładając pierwsze biskupstwo w Skarze,
podporządkowane arcybiskupstwu w Hamburgu-Bremie, ufundował też w stołecznym Sigtunie kościół, z czasem przekształcony w katedrę. Swój
chrzest upamiętnił wybiciem monet przez mincerzy specjalnie w tym celu
sprowadzonych z Anglii. Monety te mają na jednej stronie podobiznę
władcy, a na drugiej - krzyż. Aktywność Olafa na tym polu spotkała się z gwałtownym sprzeciwem wyznawców wiary pogańskiej, którzy, zjednoczywszy
się pod wodzą jarla Ragnvalda Ulfssona, opanowali Sigtunę, zmuszając
króla do ucieczki na Gotlandię.
Trzeba przyznać, że Olaf gustował w Słowiankach, obie kobiety jego życia
wywodziły się właśnie ze Słowiańszczyzny, co więcej, obie pojawiły się
w jego życiu niemal równocześnie, przy czym jedna była prawdopodobnie
niewolnicą, która trafiła do Szwecji jako łup wojenny, druga zaś została
wysłana tam przez ojca, nieznanego z imienia wodza obodryckich Połabian,
jako gwarancja pokoju. Córka wodza miała na imię Astryda (Astrid,
Estrid) i około 1000 roku została żoną Olafa i królową Szwecji. Mniej
więcej w tym samym czasie na królewski dwór trafiła też domniemna
niewolnica o imieniu Elda, która urzekła Olafa na tyle, że uczynił z niej swoją nałożnicę, mimo że właśnie ożenił się z Astrydą i wraz z nią
przyjął chrzest. Z przekazów historycznych wynika, że król traktował
obie kobiety niemal jednakowo, nie wyróżniając żadnej, co więcej,
potomstwo pochodzące z obu związków cieszyło się takimi samymi
przywilejami. Stosunki między prawowitą małżonką i konkubiną Olafa nie
układały się jednak najlepiej, a Astryda, z którą władca doczekał się
dwójki dzieci, bardzo źle traktowała syna nałożnicy. Władca, obawiając
się o życie chłopca, wysłał go na Pomorze, gdzie miał się wychowywać pod
opieką krewnych ze strony matki.
Chociaż syn Świętosławy, jak widać, nie wiódł wstrzemięźliwego życia,
regularnie łamiąc szóste przykazanie, to jednak został wyniesiony na
ołtarze. Zdaniem hierarchów Kościoła swoje grzechy odkupił, nie tylko
wprowadzając chrześcijaństwo w państwie, ale także swoją męczeńską
śmiercią na przełomie 1021 i 1022 roku. Poniósł ją z rąk pogan, kiedy
odmówił złożenia ofiary pogańskim bóstwom.
Pierworodny syn Świętosławy najwyraźniej nie czuł żadnych więzów z ojczyzną matki, skoro przez cały okres swego panowania utrzymywał bardzo
dobre stosunki z Rusią, a jego oddziały wspomagały nawet Jarosława
Mądrego w zmaganiach ze Świętopełkiem, zięciem Bolesława Chrobrego,
wujem szwedzkiego króla. Z czasem kijowskiego władcę i szwedzkiego króla
połączyły rodzinne więzi, bo Olaf wydał za niego swoją córkę, Ingegerdę,
która po przyjeździe do ojczyzny męża przyjęła imię Anna. Para doczekała
się dziesięciorga dzieci. Chociaż Olaf nie utrzymywał praktycznie
żadnych stosunków z wujem, to miał dobre relacje z ojczymem i przyrodnim
bratem, Knutem, a latem 1015 roku wspomógł brata w jego wyprawie do
Anglii.
Pod skrzydłami wojowniczego ojca
Drugi mąż Świętosławy był mężczyzną nietuzinkowym, a państwo, w którym
władzę odziedziczył po ojcu, było liderem średniowiecznej Skandynawii.
Bez wątpienia Dania zawdzięczała swoją potęgę Haraldowi Sinozębemu,
rządzącemu tym państwem od 958 do 987 roku. Władcy udało się
podporządkować Norwegię, władał też Skanią, południową częścią Szwecji.
Mimo tych osiągnięć pozycja Haralda po przyjęciu przez niego
chrześcijaństwa osłabła na tyle, że władzę w państwie w nie do końca
jasnych okolicznościach przejął jego syn, Swen, w którego żyłach płynęła
słowiańska krew. Zdaniem niektórych badaczy syn Sinozębego, stanąwszy na
czele pogańskiej rebelii, wypędził ojca z kraju. Harald próbował z nim
walczyć. Kronikarz Saxo Gramatyk twierdzi, że do decydującej bitwy
doszło koło cypla Helgen?s w Djursland na Jutlandii. Zakończyła się ona
porażką Sinozębego, który odniósł w batalii poważne rany. Wierni wojowie
przewieźli go do Jomsborga, gdzie wkrótce umarł. Mieszkańcy Jomsborga
postanowili pomścić władcę, dlatego powstali przeciwko Swenowi i uprowadzili go w niewolę, z której Widłobrody wydostał się dopiero po
złożeniu okupu i po zrzeczeniu się zwierzchnictwa nad Jomsborgiem i Pomorzem. Współcześni historycy jednak wątpią w wersję wydarzeń
przedstawioną przez kronikarza, skoro wiadomo z innych źródeł, że
ostatecznie Swen zabrał zwłoki ojca do ojczystej Danii i urządził
uroczystą stypę, na którą zaprosił Jomswikingów. Właśnie wówczas zgodnie
z tradycją oficjalnie przejął władzę w państwie.
Według jednej z wersji biografii tego władcy krótko po opisanych
wydarzeniach Swen stracił władzę w Danii na skutek napaści na ten kraj
Eryka Zwycięskiego i został wygnany, dlatego z wiernymi mu ludźmi
dokonał najazdu na Anglię. Współcześni historycy jednak odrzucają wersję
o wygnaniu Widłobrodego, uważając, że wprawdzie w latach
dziewięćdziesiątych X stulecia rzeczywiście najeżdżał on Anglię, ale
były to wyłącznie wyprawy o charakterze łupieżczym i z całą pewnością
Swen nie szukał tam schronienia. Wątpliwości budzi też kwestia wyznania
władcy. Wiadomo, że ochrzczono go w dzieciństwie, zachowały się także
dowody, że na podległych mu ziemiach powstawały nowe kościoły, jednak
współcześni mu kronikarze, na czele z Adamem z Bremy, podejrzanie często
oskarżają Widłobrodego o wyznawanie pogaństwa. Władca zapewne wspierał
Kościół i wyznawał chrześcijaństwo, ale toczył bezustanne spory z hierarchami, którzy w większości wywodzili się z Niemiec i bardziej niż
los Danii interesowało ich dobro cesarstwa. Prawdopodobnie owe
"prześladowania chrześcijan" w Danii, o których wspomina Adam z Bremy,
dotyczą właśnie konfliktu z hierarchami, a nie z poddanymi wyznającymi
nową wiarę.
Jakub Morawiec, polski mediewista i wybitny znawca średniowiecznej
historii Skandynawii, skaldów islandzkich oraz ich poezji, zgadza się z kronikarzem w kwestii wygnania Swena z ojczystej Danii, uznając, że
właśnie ten fakt był powodem jego obecności na Wyspach. Tak czy inaczej,
drugi mąż Świętosławy wyprawił się tam początkowo z jej niegdysiejszym
ukochanym, Olafem Tryggvasonem, co wzmiankują anglosaskie źródła z lat
991-994. Obaj mieli przypłynąć z blisko setką okrętów i podjąć
bezskuteczną próbę zdobycia Londynu. Miasta wprawdzie nie opanowali, ale
i tak dali się mocno we znaki mieszkańcom, grabiąc ich kraj, dopóki nie
uzyskali obietnicy okupu. Panujący wówczas w Anglii król Ethelred II,
obdarzony przydomkiem Bezradny, ostatecznie wypłacił im ogromny okup,
obejmujący szesnaście tysięcy funtów srebra oraz dostawy żywności dla
armii najeźdźców. Uzyskawszy tak sowitą daninę, Skandynawowie wrócili do
swoich krajów. Jednak z czasem, jak wiemy, niegdysiejsi sojusznicy
przeobrazili się we wrogów, ścierając się w bitwie trzech króli, w której Tryggvason stracił życie, w efekcie czego Widłobrodemu udało się
narzucić zwierzchnictwo jarlom norweskim. Dzięki temu w 1002 roku
ponownie mógł wyruszyć na Anglię, po raz kolejny uzyskując okup w wysokości trzydziestu sześciu grzywien srebra. W tym czasie był już
mężem Świętosławy i ojcem dwóch synów, którymi obdarzyła go Piastówna -
Haralda i Knuta. Data urodzin pierwszego nie jest znana, zaś młodszy
urodził się w 996 lub 997 roku.
O dzieciństwie Knuta właściwie niewiele wiadomo, choć można sądzić, że
było podobne do dzieciństwa innych skandynawskich dzieci, w których
wychowaniu kultywowano tradycje i zwyczaje znane od wielu wieków. Możemy
zatem przypuszczać, że obaj królewscy synowie, podobnie jak inni mali
wikingowie, mieli nieustanny kontakt z naturą. Zapewne grali w piłkę,
strzelali z łuku, a zimą bawili się na śniegu i jeździli na łyżwach bądź
nartach, wykonanych z drewna lub kości. Latem mogli kąpać się w lodowatych wodach miejscowych jezior, a zimą w przerębli. Wszystko po
to, by wyrośli na zdrowych i silnych wojowników, zdolnych przetrwać, a co ważniejsze, walczyć nawet w najbardziej niekorzystnych warunkach.
Sztuki walki uczono chłopców od najmłodszych lat, a już jako
szesnastolatkowie uczestniczyli w wyprawach wojennych. Wbrew pozorom
wikingowie bardzo lubili się kąpać i obowiązkowo robili to raz w tygodniu - w sobotę, czym szokowali na przykład Anglosasów, zażywających
kąpieli raz, najwyżej dwa razy w roku.
Tak więc zarówno Knut, jak i jego starszy brat, wychowywani w dość
surowych warunkach, od dziecka byli przyzwyczajani do wojennego
rzemiosła. Wydaje się, że Widłobrody szykował młodszego syna na woja,
zabierał go bowiem na wyprawy wojenne do Anglii, na które wypływał
regularnie, za każdym razem przywożąc ze sobą pokaźny łup. Wprawdzie
dzięki specjalnie wprowadzonemu podatkowi, zwanemu danegeld, Anglicy
uniknęli podboju, ale do ich kraju ściągali duńscy osadnicy i chętnie
się tam osiedlali. Sam król Ethelred dał Knutowi pretekst do najazdu,
kiedy, jak głosi tradycja, 13 listopada 1002 roku rozkazał wymordować
wszystkich osadników duńskich w Anglii. Jak pisze ówczesny kronikarz:
"Król nakazał wymordowanie wszystkich Duńczyków, którzy byli w Anglii.
Stało się to w dzień świętego Brykcjusza (13 listopada), ponieważ
królowi doniesiono, że (Duńczycy) planują zdradziecko pozbawić życia
jego i wszystkich jego doradców, a następnie przejąć królestwo w posiadanie"4. Jednak współcześni brytyjscy historycy,
kierując się ustaleniami archeologów, skłaniają się ku poglądowi, że
krwawy mord dokonany na Skandynawach był nie tyle skutkiem królewskiego
rozkazu, ile odwetem poddanych od ponad dziesięciu lat łupionych i terroryzowanych przez wikingów, a masakra, wbrew temu, co można
przeczytać w kronikach, miała ograniczony zasięg. Na podstawie znalezisk
archeologicznych ustalono, że doszło do niej tylko w Oksfordzie,
Londynie i kilku mniejszych miastach, a w trakcie owych dramatycznych
wydarzeń nie zabijano kobiet i dzieci, ale tylko niedawno przybyłych na
te tereny wikińskich wojowników. W zbiorowych mogiłach z tego okresu
znaleziono szczątki młodych, zdrowych mężczyzn przed trzydziestką,
pochodzących ze Skandynawii. Ustalenia archeologów zadają więc kłam
przekazowi historycznemu, zgodnie z którym krwawe represje dosięgły
wszystkich Skandynawów mieszkających na terenie Anglii, a w zamieszkach
życie straciła siostra Swena Widłobrodego, Gunhilda, i jej syn. Zdaniem
Wilhelma z Malmesbury kobieta została ścięta, a jej syn został przebity
czterema włóczniami.
To właśnie masakra w dniu świętego Brykcjusza stała się powodem
kolejnego ataku Swena Widłobrodego na Anglię, do którego doszło w 1003
roku. Według niektórych źródeł kolejnej wyprawie stanowczo
przeciwstawiała się Świętosława, która nawet wymogła na mężu obietnicę,
że oszczędzi ludność cywilną, ale raczej należy to włożyć między bajki.
Pamiętajmy, że Piastówna była córką Mieszka, który oparł własne bogactwo
i dobrobyt kraju na handlu niewolnikami, i wnuczką Bolesława I Srogiego
z dynastii Przemyślidów, pod którego okiem w Pradze odbywał się targ
niewolników, trudno zatem posądzać ją o tak wysublimowane uczucia. Sama
też kilka lat wcześniej kazała spalić żywcem dwóch niemiłych jej sercu
zalotników. Prawdą jest to, że wówczas w jej małżeństwie źle się działo
i z czasem Swen oddalił ją od siebie, być może nawet wziął sobie drugą
żonę. Dumna Piastówna wyjechała do Polski, na dwór brata, Bolesława
Chrobrego, który zachęcony sukcesem odniesionym podczas zjazdu
gnieźnieńskiego marzył o królewskiej koronie.
Nie wiemy, co działo się z najstarszym synem Świętosławy i Swena ani z córkami pochodzącymi z tego związku, ale Knut prawdopodobnie z woli ojca
został oddany na wychowanie Thorkellowi Wysokiemu, Jomswikingowi z Wolina. Nie było w tym nic niezwykłego: wikingowie często oddawali swoje
dzieci na pewien czas do domów przyjaciół, mogących zapewnić im życie na
takim samym poziomie jak w rodzinnym domu, a sami przyjmowali na
wychowanie ich potomków. Taka wymiana dzieci, a właściwie synów, z reguły dotyczyło to bowiem męskiego potomstwa, miała u wikingów długą
tradycję. Jeżeli tak było w przypadku Knuta, to Thorkell musiał wywrzeć
na niego duży wpływ, co nie było dla chłopca dobre. W osobie jego
wychowawcy skupiają się bowiem wszystkie negatywne cechy wikinga
zdobywającego władzę i majątek wyłącznie siłą i sprytem. Thorkell miał
też wręcz zdumiewającą umiejętność przewidywania, pozwalającą mu
opowiedzieć się po zwycięskiej stronie konfliktu, w który się
zaangażował. Wszystkie te cechy przejął po nim Knut.
Swen Widłobrody kilkakrotnie wyprawiał się do Anglii w celach
łupieżczych, ale w końcu postanowił podbić ten kraj. W 1013 roku zebrał
wielką armię, rozpoczynając zwycięską kampanię, na którą zabrał Knuta.
"Kiedy wreszcie się zebrali, weszli na pokłady zdobionych wieżycami
okrętów, gdzie na obitych spiżową blachą dziobach widzowie mogli
rozróżnić stojących wodzów - relacjonował pewien mnich piszący kronikę w jednym z klasztorów we Flandrii. - Oto na jednym z dziobów dostrzega się
lwy odlane ze złota, gdzieniegdzie na topach masztów ptaki, które ruchem
swoim wskazują, skąd wiatry wieją, lub pstre smoki ciskające płomienie z nozdrzy; gdzie indziej znowu ludzkie figury z masywnego złota lub
srebra, migocące czerwienią, podobne nawet do żywych ludzi, jeszcze
gdzie indziej byki z uniesionymi łbami i wyciągniętymi do przodu
kopytami, jakby były żywe, i rycząc, zrywały się do biegu. Były też
delfiny z brązu i centaury z tego samego metalu wykonane, które
przywodziły na pamięć stare legendy. Pewnie mógłbym ci jeszcze wymienić
liczne inne figury z tych okrętów, podobnej roboty, lecz nie znam
niestety nazw tych dziwnych potworów, które przedstawiały. Teraz burty
statków - a czemuż miałbym ci o nich wspominać? Oto nie tylko były
pomalowane wspaniałymi barwami, ale całe pokryte rzeźbieniami w złocie i srebrze. Wreszcie okręt królewski o tyle przewyższał wspaniałością
pozostałe, co sam król przewyższa swoim dostojeństwem rycerzy swojej
armii, ale lepiej może będzie, iż zamilczę, aniżeli bym miał tę
wspaniałość w zbyt lichych barwach przedstawić"5.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki