Dziedzictwo - Henryk Grynberg

-
Proszę czekać

1

W Dobrem

W początkach to ich tylko do roboty gonili.

Drogę im kazali brukować.

Tutaj te szose do Makówca to Żydzi wybrukowali.

Tłukli kamienie wszyscy, młodzi i starzy.

A później wszystkich na rynek zebrali i pognali.

Do Stanisławowa, w te strone.

Kto uciekł, to uciekł, a który nie, to wywieźli.

A jak który gdzie tam wysiadł, to go po drodze załatwiali, tak było, o.

W Stanisławowie to rzucali małych Żydziaków na ciężarówki jak koty, psy.

Chil, on handlował mięsem, miał dwóch chłopaków. Takie były fest, swojskie chłopaki. Przyśli do mnie, to pozasłaniałem okna, ogoliłem ich, bocheneczek chleba im dałem i mówię, więcej do mnie nie przychódźta, bo i nas, i was wybiją te Szwaby. Przecież oni sobie z człowieka nic nie robili.

Wieczorem to w polu, na łąkach, na bagnie się zbierali w kopeczki takie, że kopka niby, krzaczek.

Byli tacy, że opiekowali się, dawali, ale każdy się bał, że go zaraz tam kto zobaczy i przeskarży, to tylko po cichu, żeby nie wiedział sąsiad.

Bo Polak Polaka skarżył, jak się dowiedział, że ma Żyda.

A nie było żartów, bo trzeba było kupić i zanieść.

Na Parchowaczu koło Głęboczycy w krzakach ziemiankę sobie zrobili, zamaskowane wszystko było, a Szwaby do krzaków to nie weszli, bo się bali. To się chowali, a wieczorem podchodzili tu i się w kopki zbierali, że to kopka siana.

Różne ludzie byli. Kaniak z Antonii Żydówkę przyprowadził i Niemcy zabili ją na dołach Gigra.

Mieli tam takie miejsce, tam ich wyprowadzali i bili tam.

Sprawę miał za to, dostał trzy lata siedzić.

W Kobylance, pamiętam, był Kalman, miał czterech synów. Też Żydy duże, urodne. Biumek to się przechował, u Śliwy siedział, tam w polu, na Makówcu. Później się z jego córką ożenił i wyjechał gdzieś.

Najmłodszy, Ela, to ze mną do szkoły chodził na Sołki. W Kobylance stojeli Niemcy, to on z temi Niemcami często rozmawiał, ten Ela, bo żydowska mowa a niemiecka to się podobno można było porozumić. Oni go zawsze wołali, te Niemcy, i on im wszystko tłumaczył.

Co się z nim stało?

Zatłukli gdzieś tam w lesie.

Któś podprowadził i wytłukli ich. A niewiele im już brakowało, bo to było w maju, a na żniwa już Ruskie przyśli.

I pamiętam, Jancik miał sklep, suknie weselne, bogaty sklep miał. Jankla pamiętam, co furmanił, miał piętnaścioro dzieci, towar przywoził z Warszawy, Fana, co gęśmi handlował, Szmula, co szklił, oberwany chodził. A pański dziadek nie był szklarz?

Chodził czasem ze szkłem.

Miał włosy jak pan, kręcone i czarne bródke. I pamiętam Mendla z siwą brodą, co nosił śledzie, sacharynę, chałki, igły, grafki. To wszystko nosił i handlował tem.

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

czarne.com.pl

Sekretariat: ul. Kołłątaja 14, III p., 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93, fax +48 18 352 04 75

mateusz@czarne.com.pl, tomasz@czarne.com.pl

dominik@czarne.com.pl, ewa@czarne.com.pl

edyta@czarne.com.pl

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

redakcja@czarne.com.pl

Sekretarz redakcji: malgorzata@czarne.com.pl

Dział promocji: ul. Marszałkowska 43/1, 00-648 Warszawa

tel./fax +48 22 621 10 48

agnieszka@czarne.com.pl, dorota@czarne.com.pl

zofia@czarne.com.pl, marcjanna@czarne.com.pl

magda.jobko@czarne.com.pl

Dział marketingu: honorata@czarne.com.pl

Dział sprzedaży: piotr.baginski@czarne.com.pl

agnieszka.wilczak@czarne.com.pl, urszula@czarne.com.pl

Audiobooki i e-booki: anna@czarne.com.pl

Skład: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków

tel. +48 12 432 08 52, info@d2d.pl

Wołowiec 2018

Wydanie III

2

Na drodze

Dokąd pan jedzie?

Do Świętochowa.

Czy to ten sam kierunek co na Radoszynę?

A co, pan chcesz do Radoszyny? Ja jadę w ten kierunek niedaleko...

Pan tutejszy?

Z Sołk, proszę pana, po tej stronie, nad strugą.

A zna pan ludzi w Radoszynie?

Znam.

Kogo pan tam zna ze starych?

Wronkę jednego, Wronkę drugiego...

A słyszał pan o Żydzie, który tam mieszkał kiedyś?

Nie, nie słyszałem, ja za młody jestem. Pamiętam tylko, że w Dobrem Ankiel był taki, z brodą chodził.

Pan go pamięta?

Mały jeszcze byłem, ale pamiętam, do mojego ojca przychodził.

To pan mieszkał wtedy w Dobrem?

Nie, w Ryni.

Czy on stamtąd może pochodził?

Wiem tylko, że mieszkał w Dobrem. Jak ojciec dał znać, to przychodził, brał cielaka. Od Dobrego do Ryni pinć kilo­metrów, nie więcej.

Skupował cielęta?

No, tem się trudnił. To był bardzo dobry chłop. Łepek byłem jeszcze taki mały, to ciastko mi przyniósł, to czekoladkę.

Ja przyjeżdżałem do niego z ojcem z Radoszyny.

A to pan się wychował w Radoszynie?

Tak.

Mój ojciec też do niego zachodził w Dobrem, bo oni się lubieli. Pamiętam, że był bardzo dobry człowiek. Czarne bródke miał...

Jak chodził ubrany? Po żydowsku?

Ee, po cywilnemu chodził.

Czy wie pan, co się z nim stało?

No późnij Niemcy ich tłukli, ale co się stało, to ja nie wiem. Jakbyś pan przyjechał na Sołki, tam jest taki jeden, to on by dużo powiedział. Z osiemdziesiąt lat będzie już miał i jak przyjdzie do mnie, to on mnie mówi.

A co mówi?

No takie przejścia... Do szkoły razem chodzili.

Z kim?

No na przykład z temi Żydami. I jak ich łapali Niemcy, bardzo dużo, i pod Rudzienek wozili, i zaczęli ich tam późnij bić. Do lasu jadę z nim nieraz w tamte strone, to mówi, w którem miejscu i jak to było...

Skąd byli ci Żydzi?

Mówi, że pod Rudzienkiem, w tamtych krzakach byli, ale skąd, to wisz pan, mnie trudno jest określić.

Pan wtedy w Ryni mieszkał?

W Ryni. A jakem się ożenił, to przeszłem na teścia gospodarkę na Sołki.

Tam koło Ryni ziemianka była...

A była ziemlanka. To była tak zwana Biedula.

Czy wie pan, co stało się z tą ziemianką?

Nie, panie, nic nie wiem.

A kto się tam ukrywał?

A byli, ukrywali się i późnij któś... no, Niemcy wykapowali czy jak.

I co się stało?

No przyjechali rano w niedzielę, rzucili trzy granaty w te ziemlanke i wszystko zostało zabite. Nicht nie wyszedł.

Kiedy to było?

Którego roku, to, proszę pana, mnie trudno określić jest.

A jaka pora roku to była mniej więcej?

Pora roku była chyba tak koło jesieni.

Ciepło jeszcze było?

Sucha była jesień wtedy, dosyć ciepło i Niemcy przy­jechali rano, ale chto tam był zabity, to ja tego nie powiem, bo nie wiem.

W jaki sposób tam Niemcy trafili?

A to to mnie trudno określić jest...