Rozdział trzeci
Teoretycznie nic nie powinno mnie zaskoczyć. A jednak dwie kreseczki na teście ciążowym, których przecież się spodziewałam, wywołały raz jeszcze niedowierzanie, strach i dezorientację. Bo choć oczywiście wiadomo, że dwójka dzieci wychowuje się znacznie lepiej niż biedny i samotny jedynak, to jednak w moim przypadku nie do końca można mówić o rodzeństwie. To będzie raczej dwoje jedynaków. Kira ma dwadzieścia cztery lata i nie sądzę, żeby oszalała na widok brata lub siostry, zwłaszcza że tak naprawdę sama mogłaby już mieć dziecko. Ja w jej wieku miałam...
Jestem czterdziestosześcioletnią idiotką. Starą, ale w ciąży. To już oficjalne.
Jakimś cudem odzyskałam ojca. To niesamowite, jak bardzo świadomość wpływa na nasze zachowanie. Przecież Józef jest teoretycznie zupełnie obcą mi osobą, a mimo to czuję do niego dziwny przypływ emocji. Czytałam kiedyś o adoptowanych dzieciach, które nawet w dorosłym życiu za wszelką cenę pragnęły poznać swoich biologicznych rodziców i chociaż miały związane z nimi złe wspomnienia, nie potrafiły zrezygnować z tych kontaktów. Ja nie mam żadnych wspomnień. Nigdy nie poznałam Józefa, a on nigdy nie wziął mnie na ręce. A teraz, po czterdziestu sześciu latach, stoję i patrzę na niego, i czuję się tak, jakbyśmy od zawsze byli rodziną. Czy to geny, czy moja ciążowa nadwrażliwość? Podobno ważny wpływ na kształtowanie mózgu dziecka ma więź emocjonalna, która powstaje między niemowlęciem a matką. Od tego, jak silnie są ze sobą połączeni, zależy, które rejony mózgu dziecka zostaną lepiej ukształtowane, a które najzwyczajniej obumrą i znikną. Połączenia neuronów dotyczące ojca i wspomnień z nim związanych nigdy nie były używane! A jednak są! Patrząc na Józefa, wiem, że jestem jego córką. I bardzo mi z tą wiedzą dobrze.
Kalina zasnęła wtulona w Kosmę i pościel w niebieską kratkę. Coś jej się śniło, coś bliżej nieokreślonego, co miało zapach Józefa. Może to karma dla zwierząt albo siano? Marszczyła zabawnie nos przez sen, a nawet coś tam mamrotała, czego jednak Kosma nie zrozumiał, choć bardzo się starał.
Za dwadzieścia szósta, kiedy Kalina ciągle jeszcze smacznie pochrapywała, dopadł go pierwszy lęk ciążowy, choć oficjalnego potwierdzenia nadal jeszcze nie było. Usiadł na łóżku i złapał się za serce.
Dziecko?
Kiedyś rzeczywiście marzył o tym, żeby zostać ojcem, niestety jego żona zupełnie nie umiała znaleźć miejsca na ciążę w swoim napiętym harmonogramie zajęć. No i mieli psa. Tuptusia, rasowego pekińczyka, którego nie dopilnował. Nic dziwnego, że nie dostał od losu szansy na zostanie prawdziwym ojcem. To przy nim przecież Tuptuś kichnął i to tak donośnie, że aż wypadło mu oko i to prosto do miski z karmą. Zanim Kosma ogarnął całe to makabryczne wydarzenie, zanim opanował przerażenie połączone z minimalnym, ale jednak obrzydzeniem, Tuptuś połknął własne oko wraz z gotowaną marchewką i ekologicznym kurczakiem.
I to był w zasadzie koniec małżeństwa Kosmy, chociaż przyniósł oficjalne zaświadczenie od weterynarza, że w przypadku tej rasy podobne wypadki się zdarzają.
"Wypadnięcie gałki ocznej to termin określający zupełne przemieszczenie gałki ocznej przez szparę powiekową. U pekińczyków nawet po niewielkim urazie, zadziałaniu czynników stresogennych, gwałtownym kichnięciu czy też chwyceniu za skórę na karku, gałka oczna może wypaść" - odczytała głośno jego żona Marietta, a potem jeszcze głośniej wrzasnęła:
- Zwyrodnialec!
Kobiety i tak zawsze wiedzą lepiej.
Tym razem jednak sprawa była poważniejsza, ponieważ chodziło o dziecko. O część jego samego, o geny, które mu przekaże, o kawał życia, który będzie musiał mu poświęcić. Czy da radę? Nigdy nie był ojcem, nigdy też nie miał okazji, żeby się do takiej roli przygotować. Znajomych, którym urodziło się dziecko, Marietta omijała szerokim łukiem, twierdząc, że nie ma nic bardziej obrzydliwego niż wysłuchiwanie historyjek o tym, czym i jak długo ulał jakiś osesek oraz jakiego koloru zrobił kupę przed południem. Tymczasem już za parę miesięcy właśnie kolorystyka odchodów będzie głównym tematem jego związku z Kaliną.
"Hurra" - pomyślał Kosma, a potem załkał, gdyż stan emocjonalny, w którym się znajdował, sprzyjał huśtawkom nastrojów.
Postanowili, że powiedzą Józefowi, ale Kalina zdecydowała, że najpierw dla pewności zrobi test.
- Ale to nie za wcześnie? - spytał Kosma.
Wzruszyła ramionami.
- Myślę, że już można. Zresztą, wiem, że jestem w ciąży, to będzie tylko potwierdzenie. Weź samochód, pojedź do Świebodzina, a ja tymczasem pogadam jeszcze trochę z... Józefem... tatą...? - zawahała się na moment.
- Tatą - przytaknął Kosma. - Nawet jeśli miał czterdziestosześcioletnią przerwę w wychowaniu, to nadal jest twoim ojcem. I muszę przyznać, że całkiem fajnym. Po kimś przecież musiałaś odziedziczyć te dobre geny. - Puścił do niej oko. Po wypiciu porannej kawy, kilku przysiadach na werandzie oraz krótkiej pogawędce z kotem poczuł, jak znowu wstąpiły w niego nowe siły. Będzie miał dziecko. Będzie z nim puszczał latawce, strugał koniki i nigdy nie kupi mu iPada.
Ogród pachniał upałem. Było jeszcze dość wcześnie, ale nagrzane powietrze już drgało w promieniach słonecznych, kwiaty oddychały z wyraźną trudnością, a owady zdawały się zasypiać w locie. Kalina z zachwytem patrzyła na białe i czerwone begonie, fioletowe kwiaty kocimiętki oraz królestwo róż we wszystkich kolorach i kształtach. Najbardziej kochała tulipany, zwłaszcza odmianę Lady Jane o zewnętrznych różowych kwiatach, z białym środkiem. Ale róże Józefa były naprawdę królewskie. Rosły niemal wszędzie, dominując nad pozostałymi kwiatami i patrząc na nie z wyraźną wyższością. Kalina rozpoznała pomarańczową odmianę Ave Maria oraz żółte Casanovy. Ale były też czerwone, kremowe, a nawet lawendowe.
- To Blue Moon. Bardzo wrażliwa odmiana, wymagająca nieustannej pielęgnacji. Dość humorzasta i pewnie dlatego tak poszukiwana przez hodowców. U mnie przyjęła się bez większych ceregieli. Na dodatek zawrotnie pachnie. - Józef skinął ręką i Kalina z przyjemnością zatopiła się w bladofioletowych płatkach.
Na ganku wszystko było już nakryte do śniadania. Twaróg, rzodkiewki, szczypiorek z cebulką, jajka na miękko, pachnący chleb i parujący dzbanek z kawą. Kalina poczuła, że jest przeraźliwie głodna. Kiedy jednak w jej nozdrza wśliznął się zapach kawy, chwyciła się za brzuch i mało romantycznie zwymiotowała na kwitnące nagietki.
- Czy ty jesteś chora? - zapytał Józef, który słysząc podejrzane dźwięki, wybiegł z domu i podszedł do Kaliny, by podać jej szklankę wody. - Wczoraj zemdlałaś, dzisiaj masz mdłości. Myślałem, że to przez te upały, ale może dolega ci coś poważniejszego? - Wyraźnie się zaniepokoił. Był wprawdzie weterynarzem, ale na pewno mógłby jakoś pomóc.
Kalina otarła usta i wzięła kilka głębszych wdechów.
Postanowiła, że poczeka na Kosmę i wtedy powie ojcu o dziecku.
- Jestem w ciąży - oznajmiła sekundę później. Kobiety w odmiennym stanie bardzo często spontanicznie podejmują decyzje.
Józef zastygł z otwartą buzią, co w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin zdarzało mu się dość często.
- Będę dziadkiem? - Jego błękitne oczy chyba jeszcze bardziej pojaśniały.
- Już jesteś. Mam córkę, Kirę. Ma dwadzieścia cztery lata i mieszka ze mną oraz z mamą.
- Ale to nie Kosma jest jej ojcem - bardziej stwierdził, niż zapytał Józef.
Uśmiechnęła się.
- No nie. Ojcem jest niejaki Adam, który oficjalnie nadal jest moim mężem, ale od kilkunastu lat nie mieszkamy razem. Pracujemy za to w jednej szkole. Kosmę poznałam niedawno, no i tak... jakoś... wyszło...
Józef, który nigdy nie miał dzieci, przynajmniej nie świadomie, zupełnie nie wiedział, co ma powiedzieć. Jego córka była w ciąży z innym mężczyzną niż jej mąż, z którym nie miała rozwodu, ale już nie mieszkała od dłuższego czasu. Z szybkich obliczeń wynikało, że w pierwszą ciążę zaszła dość wcześnie, a w drugą... raczej późno. Na dodatek miał już wnuczkę, o której oczywiście nie wiedział. Ona o nim również. Życie lubi czasem zabawić się cudzym kosztem.
- Może kanapkę z twarożkiem? - zapytał na wszelki wypadek, przechodząc na bardziej neutralny grunt.
Kalina z przyjemnością zatopiła zęby w świeżym chlebie, obficie obłożonym plastrami twarogu oraz posypanym szczypiorkiem.
- Czyli jestem dziadkiem - powiedział po chwili i poczuł coś na kształt dumy.
- Jesteś.
- Jaka jest Kira?
Kalina zastanowiła się przez chwilę.
- Bardzo pewna siebie, stanowcza i ładna. Trochę takie zaprzeczenie mnie samej - stwierdziła, ale Józef pokręcił głową.
- Ty jesteś bardzo ładna. A stanowczości zawsze można się nauczyć.
W zasadzie miał rację. Przecież teraz właśnie tego próbowała.
- A kiedy zostanę dziadkiem po raz drugi?
- Z moich obliczeń wynika, że na wiosnę przyszłego roku.
- Ciągle nie mogę w to wszystko uwierzyć. Boję się, że za chwilę znikniesz, a ja znowu zostanę bez córki. I jestem na siebie zły, że uwierzyłem Konstancji.
Kalina spojrzała na niego, przerywając na moment jedzenie.
- Dlaczego miałbyś jej nie uwierzyć? Kiedy mi powiedziała, że umarłeś, nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłoby być inaczej. Nic dziwnego więc, że nigdy się nie szukaliśmy.
- To jakim cudem tu trafiłaś?
Kalina, która po mdlącej reakcji na zapach kawy nagle poczuła ogromną potrzebę wypicia choć kilku łyków tego aromatycznego napoju, nalała do pełna filiżankę i z przyjemnością pociągnęła nosem.
- Kawę wolno? - zaniepokoił się Józef.
Pewnie nie. Ale miała na nią ogromną ochotę. Poza tym popijanie kawy jakoś pasowało do tego poranka, zapachu kwiatów i Józefa patrzącego na nią z coraz większym rozrzewnieniem w oczach.
- Mam listę - powiedziała w końcu. - Listę marzeń do spełnienia, które zapisywałam przez kilka, a nawet kilkanaście ostatnich lat. Rzeczy, których nie wolno mi było robić, rzeczy, na które po prostu miałam ochotę i które mnie pociągały. Kiedy poznałam Kosmę, uznałam, że to najlepszy moment, żeby zacząć spełniać te marzenia. Najlepszy i być może ostatni. Jeszcze kilka tygodni temu myślałam, że mam menopauzę, że stygnę jako kobieta, a nigdy w życiu nie zrobiłam czegoś spontanicznego, czegoś zakazanego.
Józef odgonił muchę kręcącą się nachalnie wokół jego głowy.
- Mógłbym zerknąć na tę listę? - poprosił nieśmiało.
Kalina zawahała się na moment, ale po chwili wyjęła z torebki złożoną, mocno już wygniecioną kartkę i podała ją Józefowi.
1. Popić śledzie słodkim mlekiem.
2. Zrobić sobie prawdziwy tatuaż.
3. Zjeść śniadanie w łóżku i nakruszyć w pościeli.
4. Zapalić trawkę.
5. Przejść nocą przez cmentarz.
6. Uprawiać seks z nieznajomym.
7. Plaża nudystów. Choćby nie wiem co.
8. Zobaczyć na własne oczy park Keukenhof w Holandii.
9. Wypić herbatę z łyżeczką w szklance.
10. Odwiedzić dom ojca.
Pokiwał głową na znak, że jest pod wrażeniem.
- Wszystko odhaczone?
- Nie udało nam się dotrzeć do parku Keukenhof, bo zadzwonili ze szpitala, że mama miała zapaść, ale już wszystko w porządku - dodała szybko, widząc zaniepokojone spojrzenie Józefa. Czy to możliwe, żeby po tylu latach i takim oszustwie coś jeszcze do niej czuł?
- Popiłaś śledzie mlekiem?
Roześmiała się i skinęła głową. Na plaży nudystów też była, zresztą tam po raz pierwszy ujrzała gołą pupę Kosmy. Miała tylko nadzieję, że Józef nie spyta ją o seks z nieznajomym. Jakoś niezręcznie byłoby mu o tym opowiadać. Poza tym czy Kosmę można było wtedy uznać jeszcze za nieznajomego?
- Numer dziesięć, odwiedzić dom ojca. Skąd wiedziałaś, gdzie mnie szukać?
- Nie wiedziałam. Ale jakiś czas temu znalazłam na strychu twoje zdjęcie. Byłeś na nim zupełnie inny - uśmiechnęła się.
- No, pewnie z pięćdziesiąt lat młodszy.
- Z tyłu tego zdjęcia był napis "Rozłogi". Pomyślałam, że może ktoś cię jeszcze pamięta, że masz tu jakąś rodzinę, kogoś, kto będzie wiedział, gdzie jest twój dawny dom albo chociaż... grób - dokończyła cicho.
Spuścił wzrok. Po pierwszej radości, jaką poczuł na widok Kaliny i świadomości, że jednak żyje, przyszedł czas na gniew, kiełkujący w okolicach żołądka. Gniew podchodził coraz wyżej i wyżej, aż w końcu chwycił za gardło.
Dlaczego Konstancja skłamała? Nawet jeśli popełnił błąd, czy miała prawo karać go tak surowo? Odebrać prawo do bycia ojcem? Dziadkiem?
Zacisnął pięści.
Kalina tymczasem zastanawiała się, jak na wiadomość o ojcu zareaguje Konstancja. Przyzna się i powie, dlaczego tak zrobiła? Czy wyprze się wszystkiego i opowie jej zupełnie inną historię?
Pół godziny później pojawił się Kosma z plastikową reklamówką z apteki, w której spoczywał test ciążowy z obrazkiem przeuroczego bobasa. Na ten widok przyszły tatuś poczuł gardłowy ucisk wzruszenia.
Zaproponował nawet, aby wspólnie udali się do toalety, ale Kalina wolała siknąć na test w samotności. Obiecała, że razem będą mogli wpatrywać się w okienko, które wyda ostateczny wyrok.
Jedna lub dwie kreski.
- A pan już wie? - zdziwił się Kosma, patrząc, jak podchodzi do niego Józef, mocno zaciska kciuki i z wyrazem skupienia na twarzy wpatruje się w klamkę od ubikacji.
- Kalina zdążyła mi powiedzieć. Jakoś tak wyszło przy twarożku i kawie. - Spojrzał na niego z zakłopotaniem, ale Kosma tylko machnął ręką.
- Nie szkodzi. Najważniejsze, żeby się udało.
- Udało? - zdziwił się Józef.
- No, żebyśmy już byli naprawdę pewni. Muszę zacząć przygotowywać się do roli ojca, a im prędzej, tym lepiej.
Kalina nie kazała na siebie długo czekać.
Usiedli razem w kuchni przy stole, na środku którego położyła biały, podłużny przedmiot.
- Zanim zaczniecie pytać - dwie kreski oznaczają ciążę - uprzedziła.
Kosma i Józef nie odrywali wzroku od testu ciążowego, na którym po upływie minuty pojawiły się dwie wyraźne, niebieskie kreski.
- Co to oznacza? Co to oznacza? - Kosma patrzył to na Józefa, to na Kalinę.
Przewróciła oczami.
- A co mówiłam przed chwilą?
- Nie pamiętam, zupełnie nie pamiętam. A pan?
Józef, mocno spocony, podrapał się ręką po głowie.
Kalina wzięła do ręki test. Nie pozostawiał żadnych wątpliwości.
- Panowie, mam dla was wiadomość. Jestem w ciąży.