Dziecięca aukcja - Tomasz Biedrzycki

-
Proszę czekać

Prolog

Przepiękne zdobienia ścian oszałamiały przepychem. Najdroższe rodzaje marmuru i egzotycznego drzewa musiały kosztować fortunę. Wnętrze wspaniałego pokoju urządzono gustownie i ze smakiem, unikając artystycznego kiczu. Na jednej z szerokich kanap siedział wysoki, smukły mężczyzna. Starannie przystrzyżona siwizna zdobiąca skronie dodawała mu uroku i powagi. Garnitur z najwyższej półki, zegarek wartości samochodu średniej klasy i spokój, na jaki mogli się zdobyć jedynie miliarderzy. W dłoni trzymał kieliszek z winem Chateau Mouton. Za szerokim, panoramicznym oknem widniała marina jachtowa. Jasne słońce odbijało się od białych żagli, od których roiło się w zatoce.

- Panie Mourin? - Miliarder leniwie odwrócił spojrzenie od krajobrazu rozciągającego się za oknem, aby zawiesić wzrok na szczupłej blondynce o twarzy dziecka. Kusa spódniczka okrywała nader niewiele. Prześlizgnął się wzrokiem po gładkich nogach. Na jego wąskich ustach pojawił się skryty uśmiech.

- Życzy pan sobie coś jeszcze?

- Potwierdzić i odebrać swój zakup - mruknął przymykając oczy. Czekał na tą chwilę od momentu zamknięcia aukcji. Uczestniczył w niej po raz drugi i nie żałował ani jednego euro, jakie zapłacił za rozkosz i dreszcz emocji. Od chwili, gdy dobry znajomy wprowadził go w ten tajemniczy świat, otwarty jedynie dla wybrańców, jego życie zmieniło się całkowicie. Melancholię zastąpił dreszcz emocji, jak wtedy, gdy przebijał się na szczyt listy bogaczy, wdzierał się na nowe terytoria finansjery. Poniewczasie zorientował się, że efektem jego działań są jedynie pieniądze, więcej i więcej pieniędzy. Potrzebował nowego impulsu, nowego bodźca i znalazł go właśnie tutaj.

- Oczywiście, za chwilę nastąpi finalizacja transakcji - zgrabnie dygnęła i opuściła pomieszczenie.

Miliarder wstał, bez pośpiechu podszedł do okna. Z wprawą konesera spróbował wina. Drogi trunek przyjemnie drażnił zmysły, pobudzał organizm.

- Witam naszego stałego klienta - do uszu Mourina dobiegł tubalny głos przedstawiciela drugiej strony transakcji. Odwrócił się, patrząc z lekką dozą ironii na niskiego, otyłego mężczyznę, który pojawił się w pokoju. Był jedynym elementem nie pasującym do wnętrza. Przerzedzone włosy na głowie i zbyt dużo złotych ozdób na dłoniach wyraźnie świadczyły o braku obycia gospodarza. Miliarder westchnął cicho do swoich myśli. Rozumiał doskonale, że pracując w tym biznesie, trzeba się było ubrudzić. Z pewnością trudno było dobrać odpowiedniego człowieka na pograniczu dwóch światów. Nowo przybyły wyciągnął spod pachy tani tablet. Ściągnął zeń etui i włączył go.

- Zna pan procedurę - podał urządzenie klientowi. Mourin skinął potakująco głową. Jego uwaga skupiła się na ekranie. Wpisał hasło logowania, które otrzymał po wygranej aukcji. Czerń strony ustąpiła widokowi kamery internetowej. Za pośrednictwem wirtualnych klawiszy włączył ją. Po chwili ukazał się widok niewielkiego, jasnego pokoju. W rogu pomieszczenia dostrzegł skuloną dziewczynkę. Miała najwyżej dziesięć lat. Powiększone źrenice dużych oczu wyraźnie wskazywały wpływ narkotyków na dziecko. Pamiętał ją ze zdjęcia. Pokiwał potakująco głową i wyłączył kamerkę. W tej samej chwili wszelkie połączenia zostały zerwane, a serwer służący do przesłania danych został wyczyszczony z wszelkich śladów transmisji.

- Znakomicie - w głosie miliardera na moment pojawiła się chłodna nuta satysfakcji. Rzadko zdarzało mu się stracić całkowitą kontrolę nad sobą. To podobało mu się w tym "sporcie" najbardziej.

- Doskonale panie prezesie, doskonale - gospodarz ukłonił się - urządzenie pozostaje do pana dyspozycji. Oczywiście rekomendujemy jego zniszczenie - uniżony rozmówca Mourina zerknął na odręcznie robione notatki.

- Mamy oczywiście potwierdzenie wpłaty całej sumy. Poproszę o adres dostawy... - miliarder wymienił jedną z mało znanych miejscowości na śródziemnomorskim wybrzeżu Hiszpanii. Inną, niż za pierwszym razem. Wynajął tę niewielką willę za pośrednictwem Firmy tylko na potrzeby tej transakcji.

- Ostatnia sprawa - w dłoni Mourina pojawiła się plastikowa karta udająca złotą kartę kredytową. Obrócił ją w palcach i z pewnym wahaniem schował do wewnętrznej kieszonki marynarki. Spojrzał pytająco na swego rozmówcę.

- Wewnątrz ma pan jednorazową kartę sim. Ostatnim razem mieliśmy pewne problemy z realizacją końca zlecenia, dlatego zmieniliśmy procedurę - wyjaśnił spokojnie gospodarz - w razie jakichkolwiek problemów, albo potrzeby usunięcia przesyłki, dzwoni pan z tej karty. Ma pan tam wprowadzony numer do działu finalizacji w Firmie. Telefon rozpoczyna nieodwracalną procedurę. Pan wskazuje jedynie adres do odebrania przesyłki.

- Oczywiście - uśmiechnął się Mourin. W wyobraźni był już zupełnie gdzie indziej. Rozpoczęła się druga runda emocjonującej gry. Fala testosteronu uderzyła mu do głowy. Przemieszanie poczucia władzy z nutką niepokoju. Gospodarz cierpliwie czekał, aż klient wróci do rzeczywistości. Klienci różnie reagowali na szczęśliwy finał transakcji. Czasem uciekali cichaczem, jak gdyby obawiali się policyjnej obławy. Innym razem cieszyli się jak dzieci. I całe spektrum zachowań pomiędzy. Znudzony, zerknął ukradkiem za okno. Jeden z jachtów kołyszących się przy szerokiej kei należał do niego. Właśnie dzięki takim ludziom jak Mourin. O "przesyłce" już dawno nie myślał jak o istocie ludzkiej.

- Mogę jeszcze czymś służyć? - zaryzykował gospodarz, widząc, że twarz miliardera przyjęła na powrót powściągliwy wyraz. Gdy zapytany pokiwał przecząco głową, dodał.

- Przesyłka zostanie dostarczona do miejsca przeznaczenia w przeciągu dwudziestu czterech godzin....

Obaj mężczyźni opuścili pokój. Czyste niebo nad zatoką powoli zasnuwały chmury. Błękit nieba powoli zmieniał swą barwę. Nadchodziła zmiana pogody. Większość niedzielnych żeglarzy szybko wracała do bezpiecznej mariny. Gdy na spokojnej dotąd wodzie, zaczęły pojawiać się pieniste grzywacze.

Nadchodziła burza...