Rozdzial 2
Wakacyjne przygody
Następnego dnia dzieci spotkały się znowu na podwórku Michała. To było ich ulubione miejsce - szeroka, trawiasta przestrzeń otoczona starymi drzewami, pod którymi w upalne dni można było znaleźć cień. Po jednej stronie stała drewniana huśtawka, skrzypiąca przy każdym ruchu, a obok niej piaskownica, w której zawsze można było znaleźć zagubiony samochodzik albo łopatkę. Dalej, przy płocie, rosły malwy i słoneczniki, a w kącie podwórka leżał stos desek i cegieł - idealny materiał na budowę zamków, torów czy stacji kolejowych z dziecięcych marzeń.
Po wczorajszej burzy trawa była jeszcze mokra, a w najniższych miejscach podwórka wciąż stały kałuże, które mieniły się w porannym słońcu. Ptaki śpiewały głośno, jakby chciały zagłuszyć wspomnienie grzmotów. Dzieci rozglądały się po swoim małym świecie, gotowe na kolejne przygody.
Następnego dnia dzieci spotkały się ponownie na podwórku Michała. To miejsce zawsze tętniło życiem - pachniało świeżą trawą, a stary orzech w rogu dawał cień nawet w największe upały. W kącie podwórka leżały deski i cegły, które przez długi czas służyły dzieciom do budowania zamków i torów, ale dziś miały dostać nowe przeznaczenie.
Ojciec Jasia razem z ojcem Dawida postanowili zbudować na starym drzewie prawdziwy domek. Dzieci aż piszczały z radości, gdy dowiedziały się o tym pomyśle. Stały z boku, patrząc z szeroko otwartymi oczami, jak dorośli mierzą, przycinają i wbijają pierwsze gwoździe. Każdy chciał choć na chwilę podać młotek, przytrzymać deskę czy zebrać rozrzucone śrubki.
Zosia, Dawid, Michał i Jaś z przejęciem obserwowali każdy ruch starszych, marząc, że już niedługo będą mogli bawić się w swoim własnym domku na drzewie. Po wczorajszej burzy powietrze było rześkie, a kałuże pod drzewem lśniły w słońcu, odbijając sylwetki dzieci i ich rodziców pochylonych nad wspólną budową.
Kiedy budowa domku na drzewie wreszcie dobiegła końca, dzieci aż piszczały z radości. Ojciec Jasia i ojciec Dawida z dumą patrzyli na swoje dzieło, a dzieci nie mogły się doczekać, żeby wejść do środka. Jaś i Michał, jak to oni, od razu zaczęli się przekrzykiwać.
- Ja pierwszy wchodzę! - krzyknął Jaś, już wspinając się po drabince.
- Wcale nie, bo ja byłem szybszy! - odparł Michał, próbując go wyprzedzić.
Zaczęli się przepychać, popychać, aż słychać było tylko ich głośne głosy i tupot butów na deskach. Zosia stała z boku, przygryzając wargę, nie wiedząc, co zrobić.
Wtedy Dawid, który zwykle był najspokojniejszy z całej czwórki, nagle nie wytrzymał. Zrobił krok do przodu i zawołał głośno, aż wszyscy zamilkli:
- Dość tej kłótni! Czy wy nie możecie choć raz się nie sprzeczać? Domek jest dla nas wszystkich!
Wszystko ucichło. Jaś i Michał spojrzeli po sobie zaskoczeni, a nawet Zosia otworzyła szeroko oczy. Przez chwilę panowała cisza, którą przerywał tylko świergot ptaków i szum liści.
Po chwili Jaś spuścił głowę, Michał mruknął coś pod nosem, a Zosia uśmiechnęła się do Dawida z wdzięcznością. W końcu, bez dalszych kłótni, dzieci weszły razem do nowego domku, dzieląc się miejscem i radością.
W domku na drzewie dzieci od razu zabrały się za urządzanie swojego nowego królestwa. Każde miało własny pomysł na to, jak powinno wyglądać ich wspólne miejsce.
Jaś wyjął z plecaka farby i zaczął malować na drewnianej ścianie kolorową lokomotywę z wielkim obłokiem pary. Michał, zawsze pełen energii, szukał wśród swoich skarbów starych plakatów z samochodami i pociągami, które przywiesił pinezkami w rogu domku. Zosia usiadła przy małym stoliku i z zapałem rysowała kredkami na kartkach - jej obrazki przedstawiały dzieci trzymające się za ręce, kwiaty i wielkie słońce nad domkiem. Dawid natomiast, jak to miał w zwyczaju, przez chwilę tylko obserwował, jak przyjaciele urządzają wnętrze. Przechadzał się z kąta w kąt, przyglądając się każdemu szczegółowi, a potem zaczął pomagać Zosi układać rysunki na półce, żeby każdy mógł je zobaczyć.
W domku szybko zrobiło się kolorowo i przytulnie. Ściany pokryły się dziecięcymi malunkami, plakaty powiewały przy każdym podmuchu wiatru, a na półce piętrzyły się rysunki Zosi. Każdy czuł, że to miejsce jest naprawdę ich - zrobione własnymi rękami i według własnych pomysłów.
Przez okno wpadało popołudniowe słońce, a dzieci - choć zmęczone po całym dniu - nie chciały opuszczać swojego nowego domku. Czuły, że właśnie zaczyna się kolejna, wyjątkowa przygoda.
Wieczorem, gdy słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem, Dawid wrócił do domu. Był zmęczony, ale na twarzy miał szeroki uśmiech. Buty miał ubłocone po całym dniu zabaw, a w kieszeni schował mały rysunek, który dostał od Zosi na pamiątkę.
W domu powitał go zapach kolacji i głos mamy, która zapytała, jak minął dzień. Dawid z entuzjazmem opowiedział o budowie domku na drzewie, o tym jak razem z przyjaciółmi go urządzali i o tym, jak musiał uspokoić Jasia i Michała, kiedy zaczęli się kłócić. Mama słuchała z uśmiechem, a potem pogłaskała go po głowie i powiedziała, że jest z niego dumna.
Po kolacji Dawid usiadł przy oknie w swoim pokoju i spojrzał na podwórko, gdzie wśród gałęzi majaczył nowy domek. Przez chwilę patrzył, jak ostatnie promienie słońca odbijają się w szybie, a potem schował rysunek Zosi do swojej szuflady ze skarbami.
Zasypiając, myślał o tym, co jutro znowu wymyślą z przyjaciółmi. Wiedział, że to był naprawdę wyjątkowy dzień - taki, który zostaje w pamięci na długo.
Następnego dnia od rana świeciło słońce, ale w powietrzu czuć było, że coś jest inaczej niż zwykle. Kiedy Dawid przyszedł na podwórko, zobaczył Zosię i Jasia stojących pod domem Michała, rozmawiających cicho.
- Michał się rozchorował - powiedział Jaś zmartwionym głosem. - Mama nie pozwala mu wychodzić z domu, musi leżeć w łóżku.