Rozdział pierwszy. Król nowego Syjonu
I.
Gordon silnie pochylił się naprzód i zmierzył Ostapa ostrym, niespokojnym spojrzeniem.
- Musisz to zrobić, Ostapie, nie możesz się cofnąć, skoro raz przyrzekłeś; teraz już za późno.
Ostap spojrzał na niego bezrozumnie, pomyślał chwilę i rzekł:
- Nie, nie mogę! Rozumiesz? nie mogę!
Zbladł niezwykle, a twarz mu drgała.
Gordon przechylił się na krześle.
- Musisz! - wyrzekł po chwili.
- Nie chcę! - krzyknął Ostap rozszalały. - Nie chcę! Wszak jesteś człowiekiem! Czyż nie pojmujesz, że tu idzie także o mego ojca? Czyż nie pojmujesz? Skoro tylko wskaże mi sposób otwarcia szafy, stanie się współwinnym?
Gordon uśmiechnął się.
- Jeżeli nic nie przeszkadza prócz ojca...
- Co? Co chcesz przez to powiedzieć!
Gordon znowu się uśmiechnął.
- Dziwny z ciebie człowiek. Czasem jesteś ostry jak lancet, a potem sentymentalny, miękki i śmieszny jak dziewczynka. Co to właściwie jest - ojciec? Mnie nie omamisz takimi powodami. Masz zapewne na myśli takiego pana, który cię spłodził wbrew swojej własnej i twojej woli. Ha, ha, ha... Wszakże nie prosiłeś go o to, co? Życie przecież nie jest znowu tak nadmierną, rozkoszą - he? Zresztą nie mam ochoty do dysput filozoficznych. Musisz to zrobić, i zrobisz! Ależ to śmieszne, ta historia z ojcem!... Co pijesz, herbatę czy grog?
Ostap usiadł i tępo spoglądał ku ziemi.
Milczeli długo.
Gordon palił papierosa i nieustannie patrzył na Ostapa.
- Nie, nie mogę! - Ostap zerwał się i gorączkowo zaczął chodzić po pokoju. - Nie mogę gubić siebie i ojca.
- Ależ o tym nikt się nie dowie. - Gordon zaczął się niecierpliwić. - Nikt się nie dowie, że w ogóle miałeś klucze w ręce, i nikomu nawet przez myśl nie przejdzie, że ojciec wskazał ci, w jaki sposób otwiera się szafę... Tak głupim nie jestem, a ty zanadto mi jesteś potrzebny, abym chciał gubić cię dla takiej błahostki... Szafę potem się rozbije...
- Boże, jakiś ty przebiegły! - Ostap stanął przed nim szyderczo, ale w tej samej chwili począł znowu chodzić zamyślony po pokoju,
- Zresztą nikomu przez myśl nie przejdzie, żeby szukać szafy.
- Co? co? - Ostap stanął zdumiony. - A co z nią zrobisz?
- To już moja rzecz; wiesz, że umiem sobie radzić z takimi drobnostkami.
Gordon wstał niecierpliwie, ale wkrótce znowu usiadł.
Ostap zaśmiał się złośliwie.
- A jeżeli mimo wszystko tego nie zrobię?
Zmierzyli się nienawistnym okiem.
- Pytasz się, co wtedy?
- Tak.
- Ano, następstwa znasz tak samo jak ja... Och, napij się herbaty; nie, weź lepiej rumu... czy ci zimno? Ty drżysz.
- Tak, zaziębiłem się. Wszak nieustannie deszcz pada.
Ostap pił gorączkowo i długo tarł czoło.
- Byłem zaciekawiony twoim podnieceniem.
- Może tylko dla ciebie... - Gordon uśmiechnął się.
Ostap spojrzał na niego ponuro, nic jednak nie powiedział i popadł w tępe zamyślenie.
- Co zrobić z psem? - zapytał nagle.
Gordon spojrzał nań zdziwiony.
- Pies? No, cieszy mnie, że pamiętasz o szczegółach... Psa naturalnie się otruje. Kawałek ciasta z tłuszczem zatrutym za pomocą nux vomica... co?