Rozdział 3.
Nela
Ona miała być spoiwem pomiędzy dwójką braci, jednak najczęściej była kością niezgody. Pozwalała Nikoli na wiele i nawzajem kryli swoje tyłki przed najstarszym z rodzeństwa.
Była młodą kobietą obdarzoną ponadprzeciętną urodą. Platynowe loki opadające na czoło były jej znakiem rozpoznawczym. Miała figurę modelki, choć wcale o to nie dbała. Być może rodzice nie byli jednak zżarci przez alkohol aż do genów, jak widać niezłych, i zostawili je w spadku dzieciom.
W każdym razie miała powodzenie u mężczyzn i korzystała z tego na każdym kroku. Miała jednak pewne granice, które wyznaczała intymność. Ona była przeznaczona dla kogoś wyjątkowego, a takich na tym świecie nie było wielu. Zresztą Max obiecał jej, że żadnego faceta przy niej nie zaakceptuje, a był sumienny w spełnianiu swoich obietnic.
***
Max miał dla mnie idealny pomysł na początek wakacji. Praca była dokładnie tym, o czym marzyłam przez cały semestr na studiach. Czasami wydawało mi się, że on po prostu potrafi czytać w moich myślach.
Właściwie od razu wiedziałam, jak mu dopiec. Skoro chce ze mną pogrywać w ten sposób, to zafunduję mu zawał serca. Było takie jedno miejsce w mieście, gdzie spotykali się wszyscy, których Max z całego serca nienawidził. Nie wiedziałam, dlaczego. Przecież nikt mu nie kazał kraść, nawet jeśli wszyscy kradli, ale to nie powód, żeby gardzić tymi, którzy to robią. Zawsze powtarzał, że żadna praca nie hańbi, ale sam tego nie akceptował. Pierdolony hipokryta...
Tym bardziej cieszyło mnie, że dzisiaj już się z nim raczej nie zobaczę. Byłam umówiona na wieczór z Jolką. Tak czy siak, miałam się znaleźć w tym owianym złą sławą miejscu, a przy okazji może połączę przyjemne z pożytecznym. Korzystając ze swoich wdzięków, których zwyczajnie, jak każda piękna kobieta, jestem świadoma, wkupię się w to towarzystwo. Wiedziałam, jakie ryzyko to z sobą niesie, ale miałam już dosyć przeciętności. Choć częściowo zgadzam się z myśleniem Maksa, to jednak sądzę, że kobiecie nie wolno niczego kazać.
Nikola nie był lepszy ode mnie. Tyle że opanował krycie własnej dupy do perfekcji. Wychodząc, widziałam do czyjego samochodu wsiada, i jego wybór był o wiele gorszy od mojego. Zaczął obracać się w bardzo niebezpiecznym towarzystwie. Dodatkowym problemem był stosunek Maksa do Karlita. Lepiej dla młodego, żeby nigdy nie dowiedział się o ich spotkaniu i o tym, co razem robią.
Miałam ważniejsze rzeczy do robienia niż martwienie się o tych dwóch. Mój dzień musiał zacząć się od długiej i przyjemnej drzemki po wczorajszej zarwanej nocce. Trzeba było zebrać siły na kolejny wieczór, dlatego od razu położyłam się do łóżka. Trzy minuty minęły i już w swoje objęcia wziął mnie Morfeusz, chociaż pewnie wolałabym, aby to był jakiś Mateusz albo Paweł czy Krzysiek...
Kiedy się obudziłam, za oknem był już zmrok. W domu nadal nie było nikogo. Dziwne... Max był w pracy, okej to rozumiem, ale młody... On już dawno powinien był wrócić. Martwiłam się, że znowu wpakował się w jakieś tarapaty, ale nie chciałam panikować. Bo co mogłam zrobić? Miałam pojechać do Maksa do pracy i sprzedać mu wieści o bracie? Co jak co, ale nie pozwolę, aby ktoś kiedykolwiek mógł mnie nazwać kapusiem. To nie ja...
Usłyszałam pukanie do drzwi, które odpędziło ode mnie złe myśli. Tylko dlatego, że wiedziałam od razu, kto stoi po drugiej stronie. Ta suka posiadała coś w rodzaju szóstego zmysłu. Zawsze zjawiała się w odpowiednim miejscu i czasie. Popędziłam do drzwi. Otworzyłam je i moim oczom ukazała się Jolka w całej swojej okazałości. Jak zawsze usta miała wypchane różową gumą do żucia. Włosy spięte w kok...
- Wyglądasz jak dziwka - jęknęłam, mierząc ją wzrokiem.
- O to chodziło - powiedziała i weszła do środka. - Za to ty wyglądasz na niegotową.
Jolka była dobrą przyjaciółką. To ona na każdej imprezie grała pierwsze skrzypce. Mężczyźni jedli jej z ręki, a ona nie przestrzegała praktycznie żadnych zasad. Chciałam być taka jak ona, ale chwilami hamowały mnie resztki rozumu i strach. Ona nie miała prawdopodobnie ani jednego, ani drugiego, co nie zmieniało mojego stosunku do niej.
- Już się ubieram - rzuciłam i ruszyłam pędem do mojego malutkiego pokoiku.
Wygrzebałam z szafy coś, co miało być przeznaczone na specjalną okazję. Nie wiem, czy szukanie pracy można było tak nazwać. Gdyby Max się dowiedział, że kupiłam tak drogą sukienkę, pewnie by mnie zabił. Facet nie mógł jednak zrozumieć, ile taka kreacja niesie ze sobą dobrego. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio płaciłam za drinka. Niby nie szata zdobi człowieka, ale jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś ubrany jak bezdomny bawił się za darmo całą noc. To była dobra inwestycja...
- Nelka! - Usłyszałam krzyk z przedpokoju i głośne sapanie. - Ile kurwa można na ciebie czekać - narzekała Jolka, jak zawsze w gorącej wodzie kąpana.
- Już idę - powiedziałam, wciągając na siebie sukienkę. - Albo i nie... - Wzięłam głęboki wdech. - Chodź tu! - krzyknęłam, a ona w sekundę już była przy mnie. - Pomóż mi - powiedziałam i obróciłam się do niej plecami.
- I kto tu wygląda jak dziwka - powiedziała pod nosem, zaciągając mi zamek błyskawiczny na plecach.
- Słyszałam! - Odwróciłam się do niej.
- Miałaś słyszeć - zarechotała. - No to chyba czas na nas - dodała.
Kiedy wyszłyśmy z kamienicy, dotarło do mnie, jak bardzo nie pasujemy do tego miejsca. Wyglądałyśmy obie jak milion dolarów, a okolica nie zasługiwała nawet na pięćdziesiąt groszy. Nie miało to jednak żadnego znaczenia. Liczyli się dla nas ludzie wokół. Szłyśmy spędzić wieczór na "Nasypie", wystrojone jak na ekskluzywny bankiet.
Miejsce, które nie pasowało do nas tak bardzo, jak my nie pasowałyśmy do swoich rówieśników. Nie było tam bezpiecznie, ale my nie szukałyśmy bezpieczeństwa. Obie chciałyśmy poczuć adrenalinę. Moje życie było totalnym wariactwem. Przeżyłam wszystko co najgorsze, a sama nadal pchałam ręce w ogień. Nie potrafiłam przestać pragnąć emocji. Sama nie wiem, dlaczego...
"Nasyp" to miejsce, gdzie można się było napić wątpliwej jakości alkoholu. To nie był nasz ostateczny cel wędrówki, a jedynie etap. Zawsze zaczynałyśmy wieczory od wizyty w tym miejscu. Było tam tanio i spotykałyśmy dużo studentów, których nie było stać na pójście do kasyna czy do lepszej dyskoteki.
Jolka zawsze kręciła nosem, idąc tam. Szukała swojego księcia z bajki w czarnym mercedesie, a nie studenta w okularach z resztką oznak wieku dojrzewania. Nie wierzyła w miłość, ale ja myślę, że była to tylko zasłona dymna dla jej bardzo wartościowej duszy, której póki co nie było dane mi zobaczyć. Wierzyłam w jej serce jak religijny fanatyk. A może rzeczywiście go nie posiadała i jej ciało napędzała jakaś zamontowana za mostkiem pompa.
W tym miejscu było jeszcze coś, co mnie do niego ciągnęło, a raczej ktoś. Barman, którego uśmiech rozświetlał cały lokal - po prostu kurewsko przystojny mężczyzna. Miał coś takiego w oczach. Nie bał się spojrzeć i nie odwracał nigdy wzroku, kiedy zerkałam na niego ukradkiem. Był pewny siebie i to potęgowało jego atrakcyjność i moje nim zainteresowanie.
- Ciekawe... - zaczęłam.
- Czy twój barman będzie stał dzisiaj za barem? - dokończyła Jolka, przewracając przy tym oczami. - Tobie już pewnie cieknie po nogach.
- Właściwie to zastanawiałam się, czy Nikola wrócił już do domu.
- Poczekaj. - Zatrzymała mnie na środku chodnika. - Chcesz powiedzieć, że twój brat nie wrócił jeszcze ze szkoły?
- A tobie co do tego? - zapytałam, zdziwiona jej tonem.
- Nic. - Westchnęła. - Po prostu martwię się o niego...
- O tego smroda? - rzekłam lekceważąco, ale widząc wyraz jej twarzy, zrozumiałam, o co chodzi. - Jolka, to jeszcze dziecko i przypominam ci... - rzuciłam jej spojrzenie ostre jak brzytwa - że to mój brat.
- Wiem, wiem - powtarzała, ale jakoś to do mnie nie przemawiało. - A ty się o niego nie martwisz?
- A powinnam? Wyszedł z Karlitem, więc niech sobie radzi.
- Co? - Wywaliła szczękę niemal do samej ziemi. - Jesteśmy razem od przeszło godziny, a ty nic nie mówisz?
- Jolka, idziemy - starałam się przywołać ją do porządku. - Nikola sobie poradzi, a jeśli nie, to niech się modli, żeby coś mu się stało, nim Max go rozszarpie.
Przyjaciółka zamilkła. Ruszyłyśmy podbijać "Nasyp" i bar, w którym rzeczywiście liczyłam na "przypadkowe" spotkanie. Miejsce, które nosi dumną nazwę "Neony", przywitało nas jaskrawym światłem baneru nad wejściem.
Pchnęłam grube przeszklone drzwi i weszłyśmy do środka. Od razu do moich uszu dobiegły głośne rockowe dźwięki z głośników. Był taki hałas, że nie dało się rozmawiać, ale nikomu nie psuło to zabawy. Ludzie do rytmu przytupywali na stojąco. Kilku odstrzeleńców tańczyło pogo między stołami. Istny sajgon. Jak okiem sięgnąć, nie było żadnego wolnego miejsca.
- O, jak mi przykro, nie ma twojego kochasia! - krzyknęła mi do ucha Jolka.
- Co? - Udawałam, że jej nie słyszę.
- Mówię...
- Co? - Nadstawiłam ucha.
- Nieważne.
Jedyne miejsce, gdzie mogłyśmy na chwilę przycupnąć, znajdowało się przy barze. Oparłam się o klejący się od rozlanych hektolitrów piwa blat i czekałam, aż ktoś do mnie podejdzie.
Spoglądam w kierunku przejścia dla obsługi i zobaczyłam go - szedł w całej swojej męskiej okazałości. Zmierzał powoli w moim kierunku, a jego krok był tak perfekcyjny, jak jego mocno zarysowana szczęka. Stanął przede mną...
- Poproszę... - przerwałam, bo nieoczekiwanie przeszedł obok mnie i podszedł do ludzi kilka metrów dalej. - Kutas! - wymknęło mi się głośniej, niż zamierzałam.
Za sobą usłyszałam głośny śmiech Jolki. Odwróciłam się i rzuciłam jej mordercze spojrzenie.
- Idziemy stąd - powiedziałam i zerwałam się z miejsca.
Jolka zaczęła nienaturalnie ruszać głową, jakby właśnie dostawała udaru. Wyginała usta, wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale milczała.
- Dobrze się czujesz? - zapytałam.
Odczytałam z jej ust, że chce, abym się odwróciła. Zrobiłam to i pożałowałam. Mój wyśniony barman stał za mną i się na mnie gapił.
- Pierwszy raz w życiu widzisz kobietę? - zapytałam i odwróciłam się w kierunku przyjaciółki.
- Przyglądam się, kto rzuca kutasami o tak wczesnej porze - powiedział, a ja poczułam, że się rumienię.
- Ale... - Odwróciłam się do niego z powrotem.
- Widziałem cię, ale obsługiwałem już innych ludzi...
- Nie musisz się tłumaczyć - przerwałam mu. - Mój błąd.
- Zdecydowanie twój, to nie było tłumaczenie, tylko wyjaśnienie. - Przyglądał mi się uważnie.
- Czekasz na coś? - zapytałam, zakładając ręce na piersiach.
- Jest takie jedno słowo, ale ciebie pewnie na nie nie stać.
Wiedziałam dokładnie, o co mu chodziło.
- Piwo i kompletnie się mylisz... stać mnie na nie.
- Nie o tym mówiłem.
- Wiem, o czym mówiłeś, ale jeśli liczysz na to, że będę cię przepraszać przy pierwszym spotkaniu, to powinieneś wrócić do tych ludzi kilka metrów dalej.
- Nel, wyluzuj. - Jolka weszła między nas, czując, że granica nerwów, po której wybuchnę, jest blisko.
- Nel... - Spojrzałam na niego z ciekawością, wyczekując, co powie. Nie doczekałam się jednak.
- Dostanę to piwo?
- To zależy...
- Nie przeproszę cię, to już ustaliliśmy...
- Nie potrzebuję tego.
- To czego jaśnie wielmożny pan oczekuje za tę niebotycznie ciężką usługę nalania piwa z kija?
Oparł się o blat i zbliżył do mnie. Chciał chyba, żebym doskonale słyszała każde słowo, które miał mi do powiedzenia. Wpatrywał się we mnie tak, że skręcało mnie od środka. Nie stchórzył i nie uciekł po pierwszej nieuprzejmości z mojej strony. Co do mnie, tak naprawdę moje zachowanie wynikało wyłącznie ze stresu spowodowanego obecnością kogoś, kogo pożądałam.
- Oczekuję towarzystwa...
- A nie, to musisz o takich rzeczach z Jolką rozmawiać. - Prychnęłam i machnęłam jednocześnie dłonią.
- Suka - syknęła na mnie Jolka.
- Dobra, nieważne. - Chyba jednak trochę przesadziłam, bo zrezygnował z rozmowy i po prostu zaczął nalewać piwo.
- Możemy się umówić... - Patrzyłam na jego dłonie zaciśnięte na kuflu, a później podniosłam wzrok na jego twarz, na której malowało się pogodne pobłażanie dla narowistych kobiet.
Tak to właśnie bywa. Najpierw się czegoś chce, a jak można to już dostać, to się tego nie chce. Tylko po to, żeby za chwilę ponownie cholernie tego pragnąć...
- Filip - powiedział.
- Co? - Nie byłam pewna, czy dobrze usłyszałam.
- Nieuczciwe byłoby, gdybym ja znał twoje imię, a ty mojego nie.
- Masz rację, więc tak dla ścisłości na imię mam Nela i nie jestem imienniczką książkowej postaci.
Ten wieczór zaczął się o wiele lepiej niż cały dzień. Nie mogłam jednak zapominać, że mam jeszcze do utarcia wielki nos mojego starszego brata.