Dzieci królowej elfów 6 Umierająca dolina (#6) - Peter Gotthardt

Kup ebooka

9.99 zł
7.99 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1.

Rycerz Zawilec przetarł oczy, żeby nie zasnąć. Noc zmierzała ku końcowi, a on stał na straży, podczas gdy reszta jego przyjaciół leżała pogrążona we śnie.

Oprócz niego było ich czworo. Córka królowej elfów Stokrotka, jej przyjaciółka Borówka i młodzieniec o imieniu Smardz, którego spotkali w czasie drogi. Czwartym z nich był Mniszek, młodszy brat Stokrotki. Grupa skłonnych do figli alfów przemieniła go w wilka.

Miejscem odpoczynku uczynili opuszczoną świątynię. W budynku brakowało drzwi, a posadzka pokryta była kamieniami i ziemią przywianą tam przez wiatr. Ognisko prawie się wypaliło. Dogasający ogień oświetlał pomieszczenie matowym światłem.

Na jednej ze ścian widniał namalowany wizerunek wielkiego smoka. W migoczącym świetle stwór sprawiał wrażenie żywego.

Zawilec nasłuchiwał wszelkich odgłosów. Na zewnątrz panowała cisza, ale kilka razy doszedł do niego głuchy rumor. Dochodził z otworu w ścianie w najodleglejszym końcu świątyni.

"To na pewno wiatr wdarł się przez szczelinę między skałami" - pomyślał. "Świątynia jest przecież wbudowana w zbocze góry".

Stłumił ziewnięcie i zmienił pozycję.

Nagle do środka przemknęła na czworakach jakaś niepozorna postać. Był to chłopiec w wieku siedmiu albo ośmiu lat. Dziecko zaczęło szperać w ekwipunku złożonym tuż przy ścianie. Później wymknęło się ze świątyni.

Zawilec tego jednak nie zauważył, natomiast obecność obcego natychmiast zarejestrował Mniszek. Jak wszystkie wilki zachowywał czujność nawet podczas snu. Ocknął się na dźwięk skradających się kroków, a potem zerwał z posłania i wybiegł na dwór za chłopcem.

- Zatrzymaj się! - krzyknął. - Co tu robisz? Dlaczego grzebiesz w naszych rzeczach?

Chłopiec próbował dać drapaka, ale wtedy Mniszek capnął go zębami za spodnie.

Krzyki malca zbudziły pozostałych, którzy wyszli na zewnątrz, żeby sprawdzić, co się dzieje.

- Co nam ukradłeś? - zapytał Zawilec, chwytając chłopca za ramię. - Niech no zobaczę, co tam trzymasz w rękach!

Był to chleb i kilka jabłek.

- To... dla mojej mamy - szepnął winowajca. - Od trzech dni nic nie miała w ustach.

- Puśćcie go obydwaj - poleciła stanowczo Stokrotka Zawilcowi i Mniszkowi. Przykucnęła naprzeciwko chłopca i zapytała:

- Jak ci na imię?

- Zadziorek.

- Posłuchaj no, Zadziorku - zwróciła się do niego Stokrotka. - Będziesz mógł zatrzymać to, co wziąłeś. Jeśli twoja mama jest w trudnej sytuacji, to mamy więcej jedzenia. Ale pod warunkiem że nam pokażesz, gdzie przebywacie. Zgoda?

Chłopiec pokiwał energicznie głową.

Zawilec odciągnął Stokrotkę na bok:

- Nie pomyślałaś o tym, że sami będziemy potrzebować tego jedzenia?

- Oczywiście, że tak - odpowiedziała. - Ale potrzebujemy także informacji. Jesteśmy w zupełnie nieznanym kraju, który musimy przemierzyć. Być może jego matka będzie w stanie nam powiedzieć, co nas tu czeka.