Dzieci królowej elfów 4 Klątwa miecza (#4) - Peter Gotthardt

Kup ebooka

9.99 zł
7.99 zł (7,94 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1.

Do świtu było niedaleko. Niebo na wschodzie zaczynało się rozjaśniać, ale między drzewami wciąż kłębiła się mgła.

Borówka zdusiła ziewnięcie. Przez ostatnią część nocy to ona stała na straży. Czworo pozostałych przyjaciół leżało i spało wokół wypalonego już ogniska.

Dzień wcześniej dotarli go Gór Mgieł. Droga była bardzo ciężka. Kiedy rozbijali obozowisko na noc, byli zupełnie wykończeni.

Borówka przyglądała się każdemu po kolei.

Jej przyjaciółka Stokrotka obiecała zaprowadzić wszystkich do domu, do Krainy Elfów. O tej odpowiedzialności nigdy nie zapominała.

Obok niej leżał młody wilk. Był to Mniszek, brat Stokrotki. Grupka skorych do figli alfów przemieniła go w wilka i żadne z elfów nie wiedziało, jak przywrócić mu jego dawną postać.

Rycerz Zawilec przyrzekł ich matce, królowej elfów, chronić jej dzieci przed wszelkim złem. Dlatego nawet we śnie trzymał dłoń na rękojeści swojego miecza.

Dalej spał Smardz. Borówce nigdy nie nudziło się patrzenie na niego. Był człowiekiem, który przyłączył się do nich i pomagał im w poszukiwaniach drogi do domu.

Nagle coś usłyszała. Czy to było kwilenie jakiegoś ptaka? A może czyjś śpiew gdzieś w oddali?

Wstała i skierowała się w stronę, skąd dochodziły te dźwięki. Miała wrażenie, jakby odległe tony przywoływały ją do siebie.

Najpierw wędrowała pod koronami drzew, potem wyszła na łąkę. Pierwsze promienie słońca rozświetliły mgłę, która zaczęła przypominać złote obłoki.

Pieśń brzmiała teraz wyraźniej. Borówka nie miała wątpliwości. Wołały ją głosy - pełne smutku i tęsknoty.

Wkrótce z mgły wyłonił się zamek z wieżami o ostrych szczytach. Był położony na wyspie na samym środku rwącej rzeki.

"Powinnam wracać do przyjaciół" - pomyślała Borówka. "Nie wiedzą przecież, co się ze mną stało. Na dodatek żadne z nas nie zna tego miejsca".

Pieśń była jednak silniejsza. Niczym we śnie Borówka podążyła za nią przez most i przeszła przez bramę prowadzącą na zamek.

Na dziedzińcu wszędzie panowała pustka. Ze stajni nie dochodziło rżenie koni. Na korytarzach nie widać było żywej duszy. Podłogi pokrywała gruba warstwa kurzu.

Borówka weszła do sali rycerskiej. Wtedy pieśń zamilkła. W ciszy rozlegało się stłumione łkanie.

Pośrodku sali stała kobieta z pochyloną głową. Płakała. Przed nią w trumnie z marmuru leżał mężczyzna. Jego oczy były zamknięte, a twarz blada jak śmierć. Ciało przykrywał purpurowy płaszcz królewski.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.