Rozdział 1
Gabrysia zawsze bardzo lubiła soboty, bo w ten dzień mamusia i tatuś przeważnie mieli dla niej więcej czasu, pozwalali dłużej wylegiwać się w łóżku, zabierali na spacery albo się z nią bawili. Ta sobota wcale jednak taka nie była, chociaż zaczęła się całkiem przyjemnie, bo rano Gabrysia wskoczyła do łóżka rodziców, żeby się poprzytulać.
- Dzień dobry, skarbie! - powiedziała mamusia i połaskotała ją w podbródek.
Zjedli w łóżku śniadanie i Gabrysia już chciała poprosić tatę, żeby pobawił się z nią w wilki: dużego Wila i małego Wilusia, ale nic z tego nie wyszło. Nie było zabawy ani wspólnego spaceru, ani wyprawy na plac zabaw, ani pysznego ciastka w cukierni. A winowajcą był osobnik, który kilka miesięcy temu zamieszkał w brzuchu mamy Gabrysi. Mamusia i tatuś nazywali go Maleństwem albo Dzidziusiem i nie mogli się doczekać, kiedy nareszcie z tego brzucha wyjdzie i zostanie wśród nich już na zawsze.
"Na zawsze!" - burczała w myślach Gabrysia, której wcale to nie cieszyło. Ani trochę! Ona lokatora z brzucha mamy nazywała Dzidziorem. Uważała go za nieproszonego gościa, który pojawił się tylko po to, żeby zabrać jej miłość i uwagę rodziców, choć początkowo próbowała cieszyć się razem z nimi. Naprawdę próbowała! Ale jak tu się cieszyć, kiedy oni kupowali śliczne ubranka, misie, pajacyki, kocyki i ciągle tylko rozmawiali o dziecku? Maleństwo to, Maleństwo tamto...
- Gdybym zniknęła, nawet by tego nie zauważyli - mówiła do siebie dziewczynka.
Gabrysia zaczęła się bać, że gdy Dzidzior już się urodzi, to rodzice zupełnie o niej zapomną. Skoro ten maluch aż tak zajmuje ich uwagę teraz, gdy jeszcze siedzi w brzuchu, to co będzie, gdy już się pojawi na świecie? Poza tym była przekonana, że to dziecko jej nie lubi. I to bardzo! Dlaczego? Było to tak. Pewnego dnia mama zawołała Gabrysię:
- Chodź, poczujesz, jak twój braciszek albo siostrzyczka się rusza!
Gabrysia przybiegła do pokoju, przyłożyła rękę do wypukłego brzucha mamy, ale nic nie poczuła, więc przysunęła do niego usta i zawołała:
- Hej, hej, to ja, Gabrysia! Jesteś tam?!
I wtedy Dzidzior kopnął ją prosto w usta! Tak naprawdę nie zabolało jej to za bardzo, ale mimo to Gabrysia się rozpłakała.
- On tak specjalnie! Na złość! - wołała, jednak mama pogładziła brzuch i uśmiechnęła się do Gabrysi.
- On tylko chciał się z tobą przywitać, kochanie... - powiedziała.
"Tak, na pewno! Chciał mi dokuczyć i już! Po co im ten Dzidzior?! Przecież mają mnie! Już im nie wystarczam?" - zastanawiała się rozżalona Gabrysia.
A kiedy jeszcze rodzice pokazali jej zdjęcie tego przyszłego braciszka lub siostrzyczki, Gabrysia przeraziła się nie na żarty! To dziecko było po prostu... szkaradne! Paskudne! Dziwaczne! Bardziej przypominało jakiegoś zwierzaka niż człowieka, a na dodatek rodzice udawali, że wszystko jest w porządku!