Dzidzior - Joanna Tekieli

Kup ebooka

42.90 zł
35.61 zł (34,27 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

 

 

Rozdział 1

 

 

Gabrysia zawsze bardzo lubiła soboty, bo w ten dzień mamusia i tatuś przeważnie mieli dla niej więcej czasu, pozwalali dłużej wylegiwać się w łóżku, zabierali na spacery albo się z nią bawili. Ta sobota wcale jednak taka nie była, chociaż zaczęła się całkiem przyjemnie, bo rano Gabrysia wskoczyła do łóżka rodziców, żeby się poprzytulać.

- Dzień dobry, skarbie! - powiedziała mamusia i połaskotała ją w podbródek.

Zjedli w łóżku śniadanie i Gabrysia już chciała poprosić tatę, żeby pobawił się z nią w wilki: dużego Wila i małego Wilusia, ale nic z tego nie wyszło. Nie było zabawy ani wspólnego spaceru, ani wyprawy na plac zabaw, ani pysznego ciastka w cukierni. A winowajcą był osobnik, który kilka miesięcy temu zamieszkał w brzuchu mamy Gabrysi. Mamusia i tatuś nazywali go Maleństwem albo Dzidziusiem i nie mogli się doczekać, kiedy nareszcie z tego brzucha wyjdzie i zostanie wśród nich już na zawsze.

"Na zawsze!" - burczała w myślach Gabrysia, której wcale to nie cieszyło. Ani trochę! Ona lokatora z brzucha mamy nazywała Dzidziorem. Uważała go za nieproszonego gościa, który pojawił się tylko po to, żeby zabrać jej miłość i uwagę rodziców, choć początkowo próbowała cieszyć się razem z nimi. Naprawdę próbowała! Ale jak tu się cieszyć, kiedy oni kupowali śliczne ubranka, misie, pajacyki, kocyki i ciągle tylko rozmawiali o dziecku? Maleństwo to, Maleństwo tamto...

- Gdybym zniknęła, nawet by tego nie zauważyli - mówiła do siebie dziewczynka.

Gabrysia zaczęła się bać, że gdy Dzidzior już się urodzi, to rodzice zupełnie o niej zapomną. Skoro ten maluch aż tak zajmuje ich uwagę teraz, gdy jeszcze siedzi w brzuchu, to co będzie, gdy już się pojawi na świecie? Poza tym była przekonana, że to dziecko jej nie lubi. I to bardzo! Dlaczego? Było to tak. Pewnego dnia mama zawołała Gabrysię:

- Chodź, poczujesz, jak twój braciszek albo siostrzyczka się rusza!

Gabrysia przybiegła do pokoju, przyłożyła rękę do wypukłego brzucha mamy, ale nic nie poczuła, więc przysunęła do niego usta i zawołała:

- Hej, hej, to ja, Gabrysia! Jesteś tam?!

I wtedy Dzidzior kopnął ją prosto w usta! Tak naprawdę nie zabolało jej to za bardzo, ale mimo to Gabrysia się rozpłakała.

- On tak specjalnie! Na złość! - wołała, jednak mama pogładziła brzuch i uśmiechnęła się do Gabrysi.

- On tylko chciał się z tobą przywitać, kochanie... - powiedziała.

"Tak, na pewno! Chciał mi dokuczyć i już! Po co im ten Dzidzior?! Przecież mają mnie! Już im nie wystarczam?" - zastanawiała się rozżalona Gabrysia.

A kiedy jeszcze rodzice pokazali jej zdjęcie tego przyszłego braciszka lub siostrzyczki, Gabrysia przeraziła się nie na żarty! To dziecko było po prostu... szkaradne! Paskudne! Dziwaczne! Bardziej przypominało jakiegoś zwierzaka niż człowieka, a na dodatek rodzice udawali, że wszystko jest w porządku!

 

 

Rozdział 2

 

 

Dzidzior miał urodzić się zaraz po Nowym Roku i rodzice mówili, że to będzie taki trochę spóźniony prezent od Świętego Mikołaja dla całej ich rodziny, w związku z czym Gabrysia miała plan. Bardzo, bardzo dobry plan! Co roku pisała list do Świętego Mikołaja i prosiła w nim o różne rzeczy, a on przynosił niektóre z nich do przedszkola, gdy odwiedzał dzieci, a niektóre zostawiał pod choinką u niej w domu w wigilijny wieczór. Gabrysia zawsze kładła ten list na parapecie i rano zamiast niego znajdowała cukierka lub lizaka w kolorowym papierku. Listy pomagali jej pisać rodzice, ale w tym roku Gabrysia poprosiła o pomoc panią Bożenkę z przedszkola.

- A o co chcesz prosić Świętego Mikołaja? - zapytała pani Bożenka i Gabrysia podyktowała jej to, co sobie ułożyła:

 

Drogi Mikołaju!

Czy mógłbyś tego Dzidziora, który siedzi w brzuchu mojej mamy, podarować innej rodzinie? Na pewno znajdzie się ktoś, kto się ucieszy z takiego prezentu. A mnie przynieś coś innego. Na przykład kotka. Albo pieska. Albo świnkę morską. Może być cokolwiek, byle nie Dzidzior!

Bardzo Cię kocham!

Gabrysia

 

Pani Bożenka napisała to wszystko i w duchu bardzo się zdziwiła. Chciała porozmawiać z dziewczynką na ten temat, ale akurat Zuzia uderzyła się o drzwiczki szafki i zrzuciła przy tym na podłogę doniczkę z paprotką, więc pani musiała szybko biec na ratunek. Gdy już się uporała z pocieszeniem Zuzi i uprzątnięciem bałaganu, po Gabrysię przyszła mama i dziewczynka zabrała list do domu. Zamierzała wziąć kopertę z dużego stosu leżącego na biurku tatusia, włożyć do niej list, a potem wrzucić go do skrzynki pocztowej, kiedy będą szli do przedszkola albo na spacer.

"Nikola mówi, że ona zawsze wysyła pocztą listy do Świętego Mikołaja i zawsze do niego docierają" - myślała dziewczynka. "Mój list na pewno też do niego dotrze. To dobry plan".

Dzidzior najwyraźniej jednak planował wszystko zepsuć, bo na złość Gabrysi postanowił nie czekać do początku stycznia i zachciało mu się wkręcić do ich rodziny już teraz, choć list jeszcze nie został wysłany! I to właśnie przez tego Dzidziora mamusia w sobotnie południe zasłabła i poczuła taki ból, że oboje z tatusiem okropnie się zdenerwowali. Tatuś zadzwonił po karetkę pogotowia i zanim przyjechała, dwa razy nakrzyczał na Gabrysię, żeby nie plątała się pod nogami. A przecież wcale się nie plątała, tylko chciała dać mamusi ulubionego misia, żeby go przytuliła, bo ten miś, o imieniu Łatek, zawsze pomagał Gabrysi, kiedy było jej smutno albo coś ją bolało.

Gdy przyjechała karetka, zrobiło się duże zamieszanie i tatuś znowu przepędził dziewczynkę.