- Dziamdziorku, a może polecimy w podróż dookoła świata? - spytał Mamrotek, patrząc w dół.
- Lecimy i lecimy bez końca - odezwał się niezadowolony Dziamdziorek. - Mieliśmy tylko poczuć, jak to jest...
- Nie bądź taki drobiazgowy! - Mamrotek machnął ręką, zajęty rozglądaniem się po okolicy.
- Mieliśmy tylko wsiąść do kosza balonu.
- Balon jest naprawdę przepiękny.
- Mieliśmy tylko sprawdzić, jak się siedzi w tej... wygodnej gondoli - narzekał Dziamdziorek. - Właściwie w ogóle nie powinniśmy do niej wchodzić.
- A pamiętasz balony, które puszczał wujek Franek? - ożywił się Mamrotek.
- Tamte, to były zabawki, a nasz jest prawdziwy. - Złościł się Dziamdziorek. - Trzeba było zostać w domu.
- Braciszku, sam chciałeś, żebyśmy zobaczyli zawody balonowe. Zawodnicy wchodzili do koszy i... odlatywali - odparł Mamrotek, zajęty wypatrywaniem przez lornetkę tego, co pod nim.
Lecieli nisko nad ziemią. Na skraju leśnej polany pasła się młoda sarenka. Na głowie miała czapkę z pawim piórkiem, a kiedy zobaczyła cień rzucany przez balon, spłoszyła się i uciekła w głąb lasu.
- Dlatego właśnie zwolniłeś zaczep? - dopytywał się Dziamdziorek.
Mamrotek nadal był zajęty śledzeniem sarenki.
- Ja tylko poluzowałem linę.
- A balon poszybował w górę.
- Uniósł się jak ten pan, który biegł za nami i wrzeszczał, żebyśmy lądowali.
- Ten pan uniósł się gniewem - rzekł z powagą Dziamdziorek.
- A balon uniósł się do góry! - wybuchnął śmiechem Mamrotek.
- Żarty ci w głowie! - oburzył się brat skrzat. - Musimy szybko zawrócić. I oddać balon.
- Ach, co tam! Spójrz, czy nie przyjemnie patrzeć z góry na świat?
Pasiasty balon popychany prądami powietrza płynął nad gęstym lasem. Wierzchołki świerków niczym zielone szpikulce lekko gięły się na wietrze, a korony starych buków czerwieniały we wrześniowym słońcu.
- Mamrotku, chyba powinniśmy już wylądować? - niepokoił się jego młodszy brat.
- Nie wiem jak ty, Dziamdziorku, ale ja jestem zachwycony - przyznał Mamrotek, nie odrywając lornetki od oczu. - Co za widoki! Co za jazda!
Niebo zrobiło się fiołkowe, a obłoki oblane pomarańczowym światłem sunęły w stronę zachodzącego słońca.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.