Dyskretny prezent - Patrycja Urbaniak

Kup ebooka

31.50 zł
26.15 zł (31,50 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Rozdział 3

Droga do prawdyAisza

Mimo, że postanowiłam jeszcze nie konfrontować Price'a z informacjami, które uzyskałam od pani Marigold to nie oznaczało wcale, że zamierzałam przestać szukać. Postanowiłam poszperać nieco w domu aby zobaczyć czy znajdę coś, co powie mi więcej o tajemniczej przeszłości Price'a. Poszłam więc do jego gabinetu, bo podejrzewałam, że jeśli w którymś pomieszczeniu w domu miałam znaleźć to, na czym mi zależało to właśnie tam.

I poniekąd mi się to udało. Na biurku mężczyzny znalazłam bowiem... kartkę? Wyglądała jak lista zakupów. Jednak bardzo nietypowa jak na pięćdziesięcioletniego bezdzietnego kawalera.

Na tej liście figurowały bowiem takie rzeczy jak lalka Barbie, klocki lego... i inne takie zabawki. Price z każdą chwilą robił się dla mnie coraz bardziej tajemniczy. Dla kogo on niby chciał kupić te zabawki?

Pani Holmes dostarczyła mi nieco informacji. Jednak za mało. Musiałam iść na kolejne zwiady.

I nawet wiedziałam do kogo. Moim celem był pan Oswald Bryce, miejscowy elektryk. Price często wspominał, że to właśnie ten mężczyzna zatrudnił go do pierwszej "dorosłej" pracy. Panowie po prostu pracowali wspólnie.

Wiedziałam, gdzie mieszka mężczyzna. W sumie był również jednym z bliższych sąsiadów. Skierowałam się tam od razu.

Zapukałam do drzwi. Po chwili otworzyły się. Stanął w nich wysoki, szczupły mężczyzna w podeszłym wieku. Miał siwe, krótkie włosy i niebieskie oczy. Jego twarz była zmarszczona, ale o pogodnym wyrazie.

- Dzień Dobry. Pan Oswald Bryce?

- Tak, tak. We własnej osobie. A ty pewnie musisz być Aisza? Marigold opowiadała mi o tobie.

- Cóż...to miło. Mogę zająć panu chwileczkę?

- Tak, tak. Proszę, proszę. Wchodź.

Weszłam więc. Pan Oswald zaprosił mnie do salonu. Usiedliśmy na kanapie. Ja niezobowiązująco zaczęłam

- Pan długo zna Price'a, prawda?

- Od ponad trzech dekad!

- To pan zatrudnił go do pierwszej pracy?

- Ano ja.

- Opowie mi pan coś o tym okresie jego życia?

- Niewiele. Był dobrym pracownikiem, bardzo sumienny chłopaczyna. I oszczędny. Co zarobił to nie roztrwonił jak inni w jego wieku wtedy.

- A o jego życiu prywatnym wie pan coś?

- Niewiele, nigdy nie wnikałem jakoś szczegółowo w życie prywatne swoich pracowników. Powiedział mi tylko tyle, że chciał znaleźć pracę jak najwcześniej bo w domu dosyć biednie, dołożyć się chciał do budżetu.

- Czyli mówił o domu? O rodzinie?

- Tylko to, bo próbowałem raz nagabnąć gdzie ojciec pracuje to wziął i umilkł.

- A adres pan znał? Bo wiem, że Price nie wychowywał się w Granby tylko w Montrealu.

- Nie, nie znałem adresu. Ani numeru konta. Nic. Wypłatę zawsze do rąk własnych dostawał. Nie bałem się bo to poczciwy chłopaczek był, do tej pory zresztą jest.

- Mhm...

Byłam kilka informacji do przodu. Jednak dalej dawało mi to niewiele. Podziękowałam jednak panu Bryce'owi, pożegnałam się i wróciłam do domu Price'a.

Mężczyzna już tam na mnie czekał.

- Co to dzisiaj? Tour po sąsiadach? Najpierw pani Marigold, teraz pan Oswald...

- A wiesz, będę tu mieszkać jeszcze co najmniej kilka miesięcy, chciałam się nieco mocniej zintegrować ze społecznością sąsiedzką... - wymyśliłam na poczekaniu.

Nie chciałam, żeby wiedział iż zbieram o nim informacje. Choć oczywiście nie byłam dumna z tego, że mu skłamałam. Ale Hej! On mógł mieć swoje tajemnice więc ja też!

Weszliśmy do domu. Na stole był już obiad. Tego dnia była to pieczeń z żeberka wołowego wędzonego w herbacie.

Podczas obiadu już nie wracaliśmy do tematu moich eskapad po sąsiadach. Rozmawialiśmy na inne, niezobowiązujące tematy.