Dyrygent w twojej głowie - Elkhonon Goldberg

Kup ebooka

104.00 zł
83.20 zł (67,60 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Dane oryginału

The New Executive Brain. Frontal Lobes in a Complex World

By Elkhonon Goldberg

Copyright ? 2009 by Elkhonon Goldberg, Neuropsychologist, PC

Projekt okładki i stron tytułowych Maciej Trzebiecki

Wydawca Aleksandra Małek

Redaktor Dorota Polewicz

Redaktor prowadzący Agata Kołacz

Produkcja Monika Ciesielska-Kacprzak, Marta Kubica

Skład wersji elektronicznej na zlecenie Wydawnictwo Naukowe PWN S.A.: Michał Latusek

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując jej część, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo.

Więcej na www.legalnakultura.pl

Polska Izba Książki

Copyright ? for the Polish edition by

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

Warszawa 2024

ISBN 978-83-01-24060-8

eBook został przygotowany na podstawie wydania papierowego z 2024 r. (Wydanie I)

Warszawa 2024

Wydawnictwo Naukowe PWN SA

02-460 Warszawa, ul. G. Daimlera 2

tel. 2269 54 321; faks 22 69 54 228

infolinia 801 33 33 88

e-mail: pwn@pwn.com.pl; www.pwn.pl

Informacje w sprawie współpracy reklamowej: reklama@pwn.pl

Przedmowa do polskiego wydania

"Obyś żył w ciekawych czasach" to chińskie przysłowie, które bywa też postrzegane jako przekleństwo. Jak pokazują historia i doświadczenie życiowe, "ciekawe czasy" to zazwyczaj określenie czasów niepewnych, wiążących się z dylematami i trudnymi decyzjami, których konsekwencje mogą okazać się dla nas zgubne. Z drugiej strony, podejmowane w "ciekawych" czasach decyzje często prowadzą do realizacji marzeń, wywołując poczucie radości i dumy z osiągniętego celu. Zastanawiając się chwilę dłużej nad tym chińskim powiedzeniem, łatwo dojść do wniosku, że każde czasy są na swój sposób ciekawe, a owa wyjątkowość determinowana jest między innymi przez naszą wiedzę, intelekt i emocje. Każdego dnia stajemy bowiem przed kolejnymi wyzwaniami, z których część wydaje się nam nowa i wyjątkowa. Wyzwania te obejmują wszystkie sfery życia, zaczynając od nauki chodzenia i mówienia, przez zaliczanie kolejnych sprawdzianów i egzaminów szkolnych, łączenie się w pary, wybór pracy, opiekę nad dziećmi czy rodzicami, po sporządzenie testamentu i decyzję o własnym pochówku. Dzięki dynamicznemu postępowi technologicznemu żyjemy dłużej, a ogólna globalizacja i rozwój Internetu sprawiają, że mamy niemalże natychmiastowy dostęp do interesujących nas informacji. Dłuższe życie wiąże się jednak także ze zwiększonym prawdopodobieństwem rozwoju wcześniej rzadziej opisywanych chorób charakterystycznych dla wieku podeszłego. Analogicznie, przeniesienie sporej części naszych aktywności do Internetu może negatywnie wpływać na umiejętności rozwiązywania problemów w bezpośrednim kontakcie z innymi ludźmi, a my sami czujemy się niejednokrotnie przytłoczeni zalewającymi nas zewsząd informacjami, których prawdziwość trudno czasem zweryfikować. Dodatkowo, następstwem postępu technologicznego jest też wzrost wymagań pracodawców, konkurencji i oczekiwań społeczno-rodzinnych, co przekłada się na niepokojąco szybko rosnący odsetek osób, które nie potrafią sprostać aktualnym wyzwaniom. W konsekwencji, obok spowodowanego natłokiem informacji psychicznego zmęczenia, u wielu osób dochodzi również do zaburzeń zdrowotnych (depresji, chorób sercowo-naczyniowych), co z kolei ma swoje społeczne i ekonomiczne konsekwencje.

Jak zatem odnaleźć się w tych "ciekawych" czasach, w których przyszło nam żyć i jednocześnie nie zwariować? Czy jest jakiś sposób, aby zoptymalizować nasz proces decyzyjny i zwiększyć prawdopodobieństwo osiągania celów? Choć udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest bardzo trudne, zdecydowanie pomaga w tym lektura książki Elkhonona Goldberga Dyrygent w twojej głowie. Płaty czołowe w złożonym świecie. W tej właśnie książce Elkhonon Goldberg, światowej sławy neuropsycholog, zajmujący się badaniem biologicznych podstaw złożonych zachowań człowieka, postanowił w sposób możliwie prosty (jednak bez spłycania i nadmiernych uproszczeń) opowiedzieć o tym, jaką rolę w regulacji naszego zachowania pełni płat czołowy. Jak pokazują liczne badania z zakresu szeroko pojętej neuronauki, ta ewolucyjnie najmłodsza i jednocześnie najbardziej złożona część naszego mózgu jest bowiem odpowiedzialna za tworzenie planów, wybór ważnych dla nas celów i ich efektywną realizację. Autor dowodzi także, że to właśnie płat czołowy w ogromnym stopniu odpowiada za nasze zdolności adaptacyjne, umiejętność efektywnego uczenia się, różnice indywidualne, ocenę napływających do nas informacji, rozpoznawanie intencji innych ludzi, obronę przed manipulacją, procesy decyzyjne i ogólnie integrację naszego zachowania.

Dyrygent w twojej głowie to książka wyjątkowa z wielu powodów, zwłaszcza biorąc pod uwagę złożoność świata, w którym aktualnie żyjemy. Coraz mniej rzeczy i zjawisk da się ocenić zerojedynkowo, co zdecydowanie utrudnia podejmowanie decyzji, wzmagając tym samym napięcie i obawę przed porażką. W książce tej Elkhonon Goldberg, poprzez bardzo uporządkowaną prezentację zgromadzonej przez ponad 150 lat wiedzy na temat roli płata czołowego w kierowaniu naszym zachowaniem, zapoznaje Czytelnika z mózgowymi czynnikami, które decydują o dominacji homo sapiens nad innymi gatunkami. Autor dokonuje tego zarówno w odniesieniu do sfery poznawczej, jak i emocjonalnej. W tej naukowej podróży, mającej przede wszystkim na celu charakterystykę funkcjonalną płata czołowego i wchodzących w jego skład sieci połączeń mózgowiowych, Elkhonon Goldberg niejednokrotnie dzieli się własnymi doświadczeniami (życiowymi, klinicznymi) i stosuje liczne porównania, co zdecydowanie ułatwia zrozumienie tak skomplikowanej maszynerii, jaką jest ludzkie mózgowie, z płatem czołowym i jego połączeniami na czele. I tak, przez porównanie płata czołowego do dyrygenta i zestawienie go z resztą mózgowia (orkiestrą) wzajemne zależności funkcjonalne wszystkich czterech płatów (czołowego, ciemieniowego, potylicznego i skroniowego) oraz obu półkul mózgowych (prawej i lewej) stają się dużo bardziej zrozumiałe dla odbiorcy, także niemającego profesjonalnego przygotowania. Dodatkowo, kolejność poszczególnych rozdziałów i sama narracja Autora sprawiają, że Czytelnik jest niejako prowadzony za rękę, utożsamiając się często z opisywanymi w książce sytuacjami. Ogromnym atutem jest także dynamiczne i rozwojowe ujęcie podjętego przez Elkhonona Goldberga tematu płata czołowego i jego związku z osiągnięciem dojrzałości i optymalnym podejmowaniem decyzji w różnych okresach rozwoju człowieka. Pozwala to lepiej zrozumieć zarówno nasze codzienne dylematy, jak i odmienne spojrzenie (np. przedszkolaka, nastolatka czy rodzica) na ten sam problem. Bo choć znane powiedzenie mówi, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia - z czym oczywiście nie zamierzam dyskutować - to jednak zależy on w znacznej mierze od naszej wiedzy i umiejętności efektywnego opracowania niekiedy dużej ilości informacji w bardzo krótkim czasie.

I o tym właśnie jest ta książka! To właśnie dzięki niej każdy z nas ma okazję lepiej zrozumieć rolę płata czołowego w kierowaniu zachowaniem człowieka, jak również zapoznać się z mechanizmami neuroplastyczności i sposobami wspomagania funkcjonowania poznawczo-emocjonalnego w każdym wieku. Dodatkowo, w książce opisano kilka zaburzeń rozwojowych i chorób neurologicznych, których osiowe objawy kliniczne stanowią następstwo zmian strukturalno-funkcjonalnych w płacie czołowym. Co ważne, lektura książki Elkhonona Goldberga, choć prezentuje zagadnienia naukowo-kliniczne, sprzyja też autorefleksji, u podstaw której może leżeć takie oto pytanie: czy faktycznie podjęte przeze mnie w dniu dzisiejszym decyzje były optymalne, także z moralnego punktu widzenia? Jestem przekonany, że Dyrygent w twojej głowie sprawi, że każdy z nas zupełnie inaczej spojrzy na dokonywane przez siebie wybory, co w wielu przypadkach pozwoli nam uchronić siebie i naszych bliskich przed kłopotami, w które wyjątkowo łatwo wpaść w tak złożonym świecie jak nasz.

Osobiście bardzo się cieszę, że ta właśnie książka - będąca światowym bestsellerem przetłumaczonym na kilkanaście języków - ukazuje się także w języku polskim. Elkhonon Goldberg, choć aktualnie mieszka i pracuje w Nowym Jorku, urodził się w Rydze, a następnie studiował w Moskwie, z której w 1974 roku wyjechał na stałe do Stanów Zjednoczonych. Historia życia Elkhnonona Goldberga przypomina zatem historię wielu polskich emigrantów, którzy z przyczyn ekonomiczno-ideologicznych zdecydowali się opuścić swoją ojczyznę i rozpocząć życie od nowa w niejednokrotnie odległym (jednak wolnym, niekomunistycznym) kraju. Dla każdej z tych osób decyzje o emigracji były trudne i wyjątkowe z różnych powodów, o czym na swoim przykładzie wspomina sam Goldberg. Wyjazd w nieznane zawsze napawa obawami, czy aby faktycznie sobie poradzimy. Co więcej, każdy emigrant zadaje sobie pytanie, co może zrobić i jakie decyzje podjąć, aby proces adaptacji w nowym miejscu zamieszkania przebiegł bezproblemowo.

Jak się okazuje, choć od wyjazdu Elkhonona Goldberga do Stanów Zjednoczonych minęło dokładnie pół wieku, to jednak napięcia między Europą (w tym Polską) a Rosją nie zniknęły. Dodatkowo, w świetle wojny w Ukrainie i ostatnich wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych wygranych przez Donalda Trumpa niepokój związany z rozwojem sytuacji politycznej w naszej części globu jedynie przybiera na sile. Co zrobić, gdyby, hipotetycznie, Rosja zaatakowała Polskę? Walczyć czy uciekać? Jeśli uciekać, to dokąd? A jeśli wojny nie będzie, to jak poprawić swój byt w kraju, w którym gospodarka wolnorynkowa dopiero rozkwita? Jak realizować swoje marzenia i jednocześnie zarabiać pieniądze? To tylko niektóre z licznych pytań, jakie zapewne wiele Polek i Polaków zadaje sobie każdego dnia. I co ważne, nie ma tu jednej uniwersalnej odpowiedzi, na co w swojej książce wskazuje Elkhonon Goldberg. Autor pokazuje bowiem, że niezależnie czy zakładamy firmę, rozmyślamy o wojnie bądź emigracji, czy zwyczajnie planujemy dostać się na wymarzone studia, remontujemy mieszkanie bądź organizujemy wesele, to właśnie rozwój i funkcjonalność płata czołowego w szczególnie istotny sposób będzie warunkować nasz sukces. To właśnie ten obszar naszego mózgu odpowiedzialny jest za efektywne planowanie, kontrolę emocji, jak również modyfikację planu, kiedy zmieniają się warunki zewnętrzne.

Jeśli zatem chcesz lepiej zrozumieć samą/samego siebie i swoje wybory, zoptymalizować szanse na osiągnięcie celów lub ugotować pyszny posiłek składający się z czterech dań, ta książka jest właśnie dla Ciebie! Oczywiście do pełni sukcesu w życiu rodzinnym i zawodowym zawsze potrzebna jest także odrobina szczęścia. Pamiętaj jednak, że szczęście sprzyja lepszym - a więc tym, którzy maksymalnie wykorzystują swój mózg, a przede wszystkim płat czołowy!

Wspaniałej lektury!

Prof. dr hab. Michał Harciarek

PRZEDMOWA

Żyjemy w coraz bardziej złożonym i zdumiewającym świecie szybkich zmian i bezprecedensowych problemów. Pomijając znane, długofalowe kwestie związane z globalnym ociepleniem, bardziej dotkliwy lęk w umysłach wielu z pewnością budzą przerażające i niezbadane wody obecnego kryzysu gospodarczego. Dlaczego krach finansowy miałby mieć bezpośrednie znaczenie dla badań nad mózgiem? Prezydent Obama zasugerował, że w grę mogą wchodzić czynniki psychologiczne, a mianowicie chciwość i lekkomyślność. Chociaż mechanizmy mózgowe leżące u podstaw tak typowo ludzkich cech zawsze były przedmiotem zainteresowania, z pewnością nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy czasów, w których tematyka ta nabrała tak wyraźnego znaczenia.

Zapewne nikt nie poczuje się zaskoczony, że Elkhonon Goldberg w tej publikacji nie podejmuje próby rozwiązania problemu globalnej recesji ani nie wyjaśnia, w jaki sposób mógł się do niej przyczynić konkretny sposób myślenia. Podróż, w którą cię zabiera, prowadzi ku nowemu spojrzeniu na jedną z największych tajemnic mózgu, fascynującą nie tylko znawców neuronauki, ale każdego, kto chce zrozumieć ludzki umysł, szczególnie teraz.

Podczas lektury odkryjesz niektóre tajemnice płatów czołowych. Te duże obszary, zajmujące prawie jedną trzecią całkowitej zewnętrznej warstwy ludzkiego mózgu - prawie dwa razy więcej niż u naszych najbliższych krewnych, szympansów - stanowią prawdziwą zagadkę. Od dawna wiemy, że pacjent z uszkodzeniem tych regionów wydaje się zdrowy, przynajmniej jeśli chodzi o podstawowe funkcje ruchowe i zmysłowe. Najsłynniejszy przykład uszkodzenia płata czołowego pojawił się w XIX wieku, kiedy przez przedwczesne odpalenie ładunku wybuchowego ponadmetrowy żelazny pręt wbił się w głowę niejakiego Phineasa Gage'a. W ciągu następnych kilku miesięcy okazało się, że problem wynikający z powstałych uszkodzeń nie był od razu oczywisty: doszło do subtelnych zmian charakteru, polegających na przykład na tym, że znacznie bardziej rozpraszał się wszystkim, co się wokół niego działo, a także nie przejmował się konsekwencjami własnych działań.

Ponieważ obniżona funkcjonalność płata czołowego wynikająca z jego patologii jest właśnie takim złożonym zestawem zachowań, płat czołowy stał się dla wielu badaczy mózgu rodzajem bezdennego worka, do którego można wrzucić praktycznie każdą wyszukaną funkcję, której chcemy przypisać określoną lokalizację mózgową: o cokolwiek byśmy poprosili osobę badaną czy chorą, płat czołowy nieuchronnie "się zaświeci", to znaczy wykaże aktywację na skanach mózgu. Elkhonon trafnie wyartykułował tę kwestię uwodzicielskiego uroku technik neuroobrazowania oraz zwodniczą, źle rozumianą prostotę ich interpretacji. Widzimy, że choć myślenie o mózgu w sposób modułowy, postrzeganie go jako narządu składającego się z ośrodków odpowiadających za tę czy inną wyszukaną funkcję, mogłoby być wygodne, to takie myślenie jest równie przestarzałe jak XIX-wieczna frenologia.

W tej książce odkryjesz zupełnie nowe podejście do problemu płatów czołowych. Pomocną wskazówką, od której wszystko się zaczyna, jest stwierdzenie, że mózg ludzki nie tylko uległ potężnej ekspansji w toku ewolucji, ale - jak to często bywa w biologii - ta ewolucja znajduje odzwierciedlenie w przebiegu rozwoju każdego człowieka jako jednostki. Płaty czołowe stają się w pełni aktywne dopiero w trzeciej dekadzie życia. Co takiego mogą robić płaty czołowe, które zajmują tak dużą część naszej istoty szarej, a jednocześnie są stosunkowo nieistotne we wczesnym dzieciństwie? Elkhonon pokazuje, że nie możemy myśleć o obszarach mózgu w kategoriach niezależnych "minimózgów", ale raczej jak o ściśle ze sobą powiązanych elementach. Tak się składa, że płat czołowy jest lepiej połączony ze wszystkimi innymi częściami mózgu niż jakikolwiek inny obszar. Dlatego ta wyrafinowana struktura jest jednocześnie bardziej wrażliwa i podatna na całą masę różnorodnych nieprawidłowości mózgu, począwszy od chorób neurologicznych do bardziej subtelnych zaburzeń, jak schizofrenia i ADHD? Ostatnio powstał nawet intrygujący raport, wykazujący ujemną korelację aktywności płata czołowego ze wskaźnikiem masy ciała (BMI)!

Jeśli weźmiemy pod uwagę dane, że osoby z uszkodzeniami płata czołowego wyjątkowo lekkomyślne podchodzą do gier hazardowych i że podobną zależność zaobserwowano u osób otyłych, trudno sobie wyobrazić, co może być kluczową cechą łączącą schizofrenię dziecięcą, hazard i objadanie się. Osobiście myślałam, że chodzi o dominację presji sensorycznej świata zewnętrznego nad mechanizmami kontroli i równowagi, wykształconych na podstawie przeszłych doświadczeń i powiązanych ze sobą wspomnień, która w jakiś sposób bierze górę, jeśli obszar czołowy nie funkcjonuje tak jak powinien.

Jednakże zamiast forsować konkretną, specyficzną teorię, taką jak ta, o której właśnie wspomniałam, Elkhonon oferuje czytelnikowi bogaty i rzetelny podręcznik, który pozwala rozwijać własne przemyślenia. Dlatego ta intelektualna podróż jest nie tylko niezwykle satysfakcjonująca, gdyż daje poczucie, że faktycznie ją odbywasz, zamiast tylko przyswajać różnorakie fakty, ale jest też bardzo czytelna, ponieważ zawiera wiele osobistych opowiastek i anegdot. Nas, badaczy, często uważa się za dysfunkcyjnych nerdów, dlatego naprawdę miło jest doświadczać, jak prezentowane są osobiste triumfy, trudności, problemy i wyrazy uznania, co ożywia nie tylko naukowe dociekania, ale i samych naukowców.

Wróćmy jednak do pozornie niezwiązanych światów polityki i ekonomii: Elkhonon kończy swoją opowieść, kreśląc intrygującą paralelę między rozwojem narodów a rozwojem mózgu: pokazuje, jak płaty przedczołowe, faktyczna korona stworzenia, są jednak wewnętrznie słabą siłą, która ma moc tylko w kontekście wielu innych obszarów mózgu, z którymi jest połączona i którym w ten sposób zapewnia spójność. Czytelnik może przyjąć lub odrzucić prowokujące analogie do Unii Europejskiej: choć takie porównania, jakkolwiek uzasadnione, mogłyby pozostać tematem rozmów na przyjęciu, mam wrażenie, że praca Elkhonona ma jeszcze głębszy i bardziej bezpośredni wkład w zrozumienie świata. Pomaga ogarnąć zagadnienia o zasadniczym znaczeniu dla ludzkości, takie jak poczucie Ja i odpowiedzialność. Są one istotne nie tylko dla neuronaukowca, ale dla każdego, kto pragnie jak najlepiej wykorzystać życie w XXI wieku.

Susan Greenfield

Oksford, kwiecień 2009

WYKAZ SKRÓTÓW

ACC - przednia część zakrętu obręczy

ADD - zespół deficytu uwagi

ADHD - zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi

CAT - tomografia komputerowa

CBT - zadanie preferencji poznawczych

CVLT - Kalifornijski Test Uczenia się Językowego (California Verbal Learning Test)

D2 - jeden z receptorów dopaminy

DA - układ dopaminergiczny

DKI - obrazowanie kurtozy dyfuzji

DTI - obrazowanie tensora dyfuzji

ECB - The Executive Control Battery

ECT - terapia elektrowstrząsowa

EEG - elektroencefalografia

FDA - amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków

fMRI - funkcjonalne obrazowanie magnetyczno-rezonansowe

GABA - kwas gamma-aminomasłowy

GMR - szybkość metabolizmu glukozy

L-dopa - lewodopa

LTM - pamięć długotrwała

MEG - magnetoencefalografia

MRI - rezonans magnetyczny (obrazowanie magnetyczno-rezonansowe)

NE - układ noradrenergiczny

NIH - Narodowe Instytuty Zdrowia, amerykańska instytucja rządowa

NMDA - N-metylo-D-asparaginian

OCD - zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne

OUN - ośrodkowy układ nerwowy

PC - komputer osobisty

PET - emisyjna tomografia pozytonowa

RAS - twór siatkowaty wstępujący pobudzający

rCBF - regionalny mózgowy przepływ krwi

SPECT - komputerowa tomografia emisyjna pojedynczych fotonów

TBI - urazowe uszkodzenie mózgu

TMS - przezczaszkowa stymulacja magnetyczna o niskiej częstotliwości

VMPF - brzuszno-przyśrodkowa kora przedczołowa

VTA - brzuszne pole nakrywki pnia mózgu

WCST - Test Sortowania Kart z Wisconsin (Wisconsin Card Sorting Task)

ROZDZIAŁ 1Wprowadzenie

Moja wcześniejsza książka The Executive Brain prowadziła dwa równoległe życia w dwunastu językach: jako książka specjalistyczna dla wszystkich zainteresowanych mózgiem oraz jako tekst czytany przez studentów, klinicystów i neuronaukowców zajmujących się procesami poznawczymi. Dyrygent w twojej głowie. Płaty czołowe w złożonym świecie jest jej następczynią i przedstawiam tu część mojego własnego, aktualniejszego sposobu myślenia, a także najnowsze odkrycia w tętniącej życiem dziedzinie neuronauki poznawczej. Pisząc tę książkę, starałem się zachować równowagę - zapewnić jej wystarczającą rzetelność i bogactwo informacji, by miała wartość dla naukowców i profesjonalistów, oraz uczynić ją wystarczająco przystępną i ciekawą dla pozostałych czytelników.

Mam nadzieję, że ta książka również będzie wiodła dwa równoległe "życia". Obecnie badania mózgu należą do najprężniejszych i najszybciej rozwijających się dziedzin naukowych dociekań. Ostatnie lata to niezliczone nowe odkrycia, niektóre z nich staram się tu przedstawić. Ponadto opublikowano wiele niespecjalistycznych książek na temat mózgu, badań nad mózgiem, chorób i zaburzeń mózgu (jak ADHD i choroba Alzheimera), a także terapii działających na mózg, w tym różnych form poprawy funkcji poznawczych i innowacyjnych farmaceutyków, które stały się modne. Dziś ogół wykształconego społeczeństwa obserwuje niesamowitą podróż, jaką stała się neuronauka. Tym czytelnikom z całego serca życzę ekscytacji i mam nadzieję, że moja książka im tę podróż ułatwi.

Przesłanie, które kieruję do kolegów klinicystów i naukowców, ma więcej niuansów i najlepiej będzie przekazać je dopiero po przeczytaniu książki, a nie przed lekturą. Dlatego ją przeczytaj. Mam nadzieję, że da ci do myślenia; nie przeskakuj do Epilogu, zanim nie przeczytasz wszystkiego, co go poprzedza.

Niektóre rozdziały w tej książce mają mniej techniczny, a bardziej ogólny charakter i powinny spodobać się zarówno laikom, jak i profesjonalistom. Inne są nieco bardziej techniczne, ale nadal przystępne dla przeciętnego czytelnika. Przedstawiają szerokie zagadnienia neuronauki poznawczej, które interesują naukowców i klinicystów oraz osoby zainteresowane funkcjonowaniem mózgu i umysłu. Książka w swoim zamyśle nie jest encyklopedycznym podręcznikiem opisującym płaty czołowe[I]. To opis mojego rozumienia kilku kluczowych zagadnień neuronauki poznawczej oraz kontekstu osobistego, który skłonił mnie do ich przedstawienia.

W tej publikacji zajmuję się tą częścią mózgu, która decyduje o tym, że jesteśmy, kim jesteśmy, i definiuje naszą tożsamość, obejmującą popędy, ambicje, osobowość i istotę: płat czołowy. Uszkodzenia innych części mózgu prowadzą do zaburzeń neurologicznych związanych z utratą języka, pamięci, percepcji lub ruchu. Jednak istota człowieka, rdzeń jego osobowości, zwykle pozostaje nienaruszona. Wszystko to się zmienia, jeśli choroba zaatakuje płat czołowy. To, co zostaje wówczas utracone, nie jest już atrybutem twojego umysłu. To jest twój umysł, twoja kwintesencja, twoje Ja. Płaty czołowe są najbardziej człowieczą strukturą mózgu i mają podstawowe znaczenie dla powodzenia lub porażki każdego ludzkiego przedsięwzięcia.

"Błąd Kartezjusza", by zapożyczyć eleganckie sformułowanie Antonia Damasio[1], polegał na przekonaniu, że umysł żyje własnym życiem, niezależnym od ciała. Chociaż wykształcone społeczeństwo nie wierzy już w kartezjański dualizm ciała i umysłu, pozostałości tego błędnego założenia zanikają stopniowo. Dziś niewielu wykształconych ludzi, nieważne, jak bardzo nie znają się na neurobiologii, wątpi w to, że język, ruch, percepcja i pamięć w jakiś sposób znajdują się w mózgu. Ale ambicja, motywacja, przewidywanie, wnikliwość - atrybuty, które definiują osobowość i istotę człowieka - są przez wielu traktowane jako coś bytującego poza czaszką, jakby stanowiły raczej element ubrania, a nie biologii. A przecież te nieuchwytne ludzkie cechy podlegają kontroli mózgu, a zwłaszcza jego płata czołowego. I choć kora przedczołowa jest obecnie przedmiotem intensywnych badań neuronaukowych, jest wciąż mało znana szerokiej publiczności.

Płaty czołowe odpowiadają za najbardziej zaawansowane i złożone funkcje mózgowe, określane jako funkcje wykonawcze. Wiążą się z intencjonalnością, celowością i podejmowaniem skomplikowanych decyzji. Są wysoko rozwinięte tylko u naszego gatunku i to prawdopodobnie one czynią nas ludźmi. Całą ewolucję człowieka nazwano "erą płatów czołowych". Mój nauczyciel, Aleksander Łuria, nazwał je "narządem cywilizacji". W tej książce opisuję liczne role, jakie w procesie poznawczym przypadają płatom czołowym.

Ta książka jest o przywództwie. Płat czołowy jest dla mózgu tym, czym dyrygent dla orkiestry, generał dla armii, dyrektor naczelny dla korporacji. Koordynuje i przewodzi innym strukturom nerwowym, aby możliwe było zharmonizowane działanie. To mózgowe centrum dowodzenia. Pokażę, jak rola przywódcza ewoluowała w różnych sferach ludzkiego społeczeństwa - i mózgu.

Ta książka jest o motywacji, dążeniu i wizji, które wraz z jasnością celów są fundamentem sukcesu w każdej dziedzinie życia. Zobaczysz, że wszystkie te warunki sukcesu podlegają kontroli płatów czołowych i że nawet subtelne uszkodzenie tej struktury powoduje apatię, inercję i obojętność.

Poruszam także kwestię samoświadomości i świadomości innych. Nasza zdolność do osiągania celów zależy od umiejętności krytycznej oceny działań własnych oraz ludzi wokół nas i mieści się w płatach czołowych. Ich uszkodzenie skutkuje katastrofalną niezdolnością dokonywania takich ocen.

Jest to też opowieść o talencie i sukcesie. Łatwo rozpoznajemy talent literacki, muzyczny i sportowy. W złożonym społeczeństwie, takim jak nasze, na pierwszy plan wysuwa się inna kompetencja: przywództwo. Ze wszystkich form talentu zdolność przewodzenia, umiejętność nakłonienia ludzi do jednoczenia się wokół kogoś lub czegoś jest tą najbardziej tajemniczą i najgłębszą. W naszej historii to talent przywódczy najsilniej wpływał na losy innych ludzi i osobiste sukcesy. Podkreślam tu bliski związek przywództwa i płatów czołowych. Rzecz jasna drugą stroną medalu jest fakt, że słabe funkcjonowanie płata czołowego jest wyjątkowo destrukcyjne. Dlatego ta książka jest także opowieścią o porażce.

Z talentem i sukcesem wiąże się kreatywność. Inteligencja i kreatywność są nierozłączne, a jednak odrębne. Wszyscy znamy ludzi bystrych, inteligentnych, rozważnych i - pozbawionych jakichkolwiek twórczych przebłysków. Kreatywność wymaga przyjęcia nowości. Ukażę zasadniczą funkcję płata czołowego w radzeniu sobie z nowością.

Ta książka jest o mężczyznach i kobietach. Neuronaukowcy dopiero zaczynają badać coś, co od dawna było oczywiste dla przeciętnego zjadacza chleba: że mężczyźni i kobiety się różnią. Inaczej podchodzą do wielu spraw i mają odmienne style poznawcze. Przedstawię, jak płciowe różnice w płatach czołowych przekładają się na różnice w stylach poznawczych.

Ta publikacja dotyczy też społeczeństwa i historii. Wszystkie rozwinięte systemy mają cechy wspólne, dlatego poznając jeden, dowiadujemy się o innych. Wskażę analogie między ewolucją mózgu a rozwojem złożonych struktur społecznych i przełożę to na wnioski na temat naszego społeczeństwa.

Znajdziesz tu również opowieść o dojrzałości i odpowiedzialności społecznej. Płaty czołowe definiują nas jako istoty społeczne. To nie przypadek, że ich biologiczne dojrzewanie zachodzi w wieku, który w praktycznie wszystkich wysoko rozwiniętych kulturach uznaje się za początek dorosłości. Nieprawidłowy rozwój lub uszkodzenie płata czołowego może powodować zachowania naruszające zasady społeczne i pozbawione poczucia odpowiedzialności. Opowiem, jak dysfunkcja płata czołowego może rodzić zachowania przestępcze.

Z tego wszystkiego wynika, że książka dotyczy rozwoju poznawczego i uczenia się. Płaty czołowe są podstawą każdego skutecznego procesu uczenia się, motywacji i uwagi. Rośnie świadomość subtelnych zaburzeń dotykających zarówno dzieci, jak i dorosłych - zespołu deficytu uwagi (ADD) i zespołu nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD)[2]. Dowiesz się, że przyczyną ADD i ADHD są drobne dysfunkcje płata czołowego i dróg łączących go z innymi częściami mózgu.

Ta książka jest o starzeniu się. Z wiekiem coraz bardziej niepokoimy się możliwościami naszego umysłu. Coraz większej świadomości społecznej pogarszania się funkcji poznawczych z wiekiem - wszyscy mówią o utracie pamięci - nie towarzyszy dyskusja na temat utraty funkcji wykonawczych. Dlatego znajdziesz tu informacje na temat podatności płatów czołowych na chorobę Alzheimera i inne choroby otępienne.

Płaty czołowe są również wyjątkowo delikatne, co zwiększa ryzyko chorób neurologicznych i psychicznych. Ostatnio wykazano, że dysfunkcja płata czołowego tkwi u źródeł wyniszczających chorób, takich jak schizofrenia, i odpowiada za poważne skutki przebytych urazów głowy. Płaty czołowe mają swój udział także w zespole Tourette'a i zaburzeniach obsesyjno-kompulsyjnych.

Współczesna neuronauka dopiero zaczyna poruszać kwestie wzmacniania funkcji poznawczych i ochrony umysłu przed rozpadem. Przedstawiam przegląd niektórych najnowszych pomysłów i podejść.

Przede wszystkim zaś ta książka dotyczy mózgu, tajemniczego organu, który jest częścią nas, czyni nas tym, kim jesteśmy, obdarza mocami i obciąża słabościami, jest mikrokosmosem, ostatnim wyzwaniem dla nauki. Pisząc tę książkę, nie próbowałem być beznamiętnie encyklopedyczny. Moim zamiarem było raczej przedstawienie wyraźnie osobistego, oryginalnego, a czasem prowokacyjnego punktu widzenia kilku tematów z zakresu neuropsychologii i neuronauki poznawczej. Wiele z tych zagadnień zostało już opublikowanych w czasopismach naukowych, lecz niekoniecznie odzwierciedlały powszechnie panujące poglądy. Znaczna ich część nadal jest wyraźnie partyzancka, kontrowersyjna, moja własna.

Wreszcie ta książka jest o ludziach: o moich pacjentach, przyjaciołach i nauczycielach, którzy, po obu stronach nieistniejącej już żelaznej kurtyny, na różne sposoby pomogli mi ukształtować moje zainteresowania i karierę. To dzięki nim powstanie tej publikacji stało się możliwe. Dedykuję tę książkę Aleksandrowi Romanowiczowi Łurii, wielkiemu neuropsychologowi, którego dziedzictwo wyjątkowo mocno ukształtowało tę dziedzinę. W różnych okresach był "moim profesorem, moim mentorem, moim przyjacielem i moim tyranem"[3]. Nasze relacje były bliskie i złożone. W rozdziale 2 przedstawiam bardzo osobistą relację o jednym z największych psychologów naszych czasów i o niezwykle trudnym kontekście, w jakim przyszło mu pracować.

Jeden z moich przyjaciół zauważył kiedyś zwięźle i na temat: "Mózg jest świetny!". Wśród wszystkich dzisiejszych intelektualnych, quasi-intelektualnych i pseudointelektualnych chwilowych mód zainteresowanie mózgiem ma szczególny status. Podziela ją oświecona opinia publiczna, kierowana autentyczną ciekawością na temat "ostatniej granicy nauki", rodzice, pragnący sukcesu swoich dzieci i bojący się możliwej porażki, oraz nienasycone pokolenie wyżu demograficznego - zdeterminowane, by do końca siedzieć za sterami, a jednak świadome, że zbliża się do wieku, w którym wyniszczający upadek umysłu jest statystycznie prawdopodobny. W celu zaspokojenia tego niemającego sobie równych zainteresowania napisano mnóstwo popularnych książek na temat pamięci, języka, uwagi, emocji, półkul mózgowych i zagadnień pokrewnych. To wręcz niewiarygodne, że całkowicie zignorowano jedną część mózgu: płat czołowy. Ta książka powstała, żeby wypełnić tę lukę.

Jednocześnie wykształcona opinia publiczna traci wiarę w błogie kartezjańskie złudzenie, że ciało jest wprawdzie kruche, ale umysł za to wieczny. Im dłużej żyjemy, im jesteśmy lepiej wykształceni i rozwijamy się dzięki umysłowi, a nie tężyźnie, tym nasze zainteresowanie umysłem rośnie, podobnie jak obawa przed jego utratą.

Zaabsorbowanie naszego egocentrycznego społeczeństwa chorobami stworzyło plątaninę rzeczywistości, nerwicy i poczucia winy, podlaną sosem zagłady. To zainteresowanie, nigdy nieodbiegające zanadto od centrum zbiorowej świadomości, zwykle skupiało się na jednej wybranej chorobie, która łączyła wszystkie ludzkie lęki, stając się w ten sposób, według słów Susan Sontag[4], metaforą. W najnowszej historii najpierw był to nowotwór złośliwy, potem zespół nabytego niedoboru odporności (AIDS). Gdy potencjał do wywoływania szoku i nowość aktualnej metafory słabły, a zaznajomienie z nią rodziło (magiczne) poczucie bezpieczeństwa, pojawiało się nowe zagadnienie, skupiające na sobie ciekawość: tematem stały się choroby otępienne. Ponieważ wraz z wiekiem demencja dotyka znaczną część populacji, obawy są w zasadzie racjonalne, niemniej, jak prawie każda moda, nabrały neurotycznego wydźwięku.

Zaabsorbowanie chorobami otępiennymi zyskało własną metaforę, metaforę w metaforze - że tak to określę. Ta metafora to pamięć. W społeczeństwie informacyjnym, zdominowanym przez starzejące się pokolenie wyżu demograficznego, rośnie zainteresowanie zapobieganiem pogarszaniu funkcji poznawczych i poprawą funkcjonowania poznawczego. Rośnie popularność "klinik pamięci" i suplementów wspomagających pamięć. Prestiżowe czasopisma są pełne artykułów o pamięci. Pamięć stała się kryptonimem dla rodzącego się trendu stawiającego na sprawność umysłową i rosnącego zaabsorbowania utratą funkcji umysłowych i chorobami otępiennymi.

Poznanie składa się z wielu elementów, a pamięć jest tylko jednym z nich. Podobnie pamięć jest jednym z wielu przejawów funkcjonowania umysłu, ważnych dla naszego istnienia. Utrata pamięci to tylko jedna z wielu postaci rozpadu umysłu, tak samo jak choroba Alzheimera jest tylko jedną z kilku wciąż nieuleczalnych chorób otępiennych, a AIDS - jedną z kilku poważnych chorób zakaźnych. Pamięć jest niewątpliwie krucha, lecz w żadnym wypadku nie jest ani jedyną, ani być może najbardziej wrażliwą częścią umysłu. Utrata pamięci zaś to niejedyna przyczyna utraty umysłu. Ludzie często narzekają na pogarszającą się "pamięć" z braku lepszego i trafniejszego określenia. Nierzadko jednak tak naprawdę doskwiera im ubytek w zupełnie innej sferze funkcjonowania poznawczego.

Jak pokażę na stronach tej książki, żadne pogorszenie czy utrata funkcji poznawczych nie dorównuje pod względem szkód czynionych w umyśle i w nas samych pogorszeniu czy utracie funkcji wykonawczych. Im więcej dowiadujemy się o chorobach mózgu, tym bardziej odkrywamy, że to właśnie płaty czołowe są szczególnie dotknięte chorobami otępiennymi, schizofrenią, skutkami urazów głowy, zespołem deficytu uwagi i wieloma innymi zaburzeniami. Funkcje wykonawcze ulegają zaburzeniom w wyniku chorób otępiennych zarówno często, jak i wcześnie.

Wszelkie przyszłe wysiłki nakierowane na wydłużenie sprawności procesów poznawczych dzięki farmakologii, ćwiczeniom poznawczym lub dowolnym innym metodom będą musiały skupiać się na funkcjach wykonawczych płata czołowego. Zamieszczam tu przegląd nowych metod naukowych opracowanych w celu ochrony i wzmacniania umysłu w ogóle, a funkcji wykonawczych płata czołowego w szczególności.

Na koniec naszkicuję szerokie analogie między rozwojem mózgu a rozwojem innych zaawansowanych systemów, takich jak cyfrowe urządzenia obliczeniowe i społeczeństwo. Analogie te opierają się na założeniu, że wszystkie złożone systemy dzielą pewne podstawowe cechy i że zrozumienie jednego z nich pomaga zrozumieć pozostałe.

Wierzę, że idee najlepiej zgłębić, jeśli rozważy się je w kontekście, w którym powstają. Dlatego też różne zagadnienia neuronauki poznawczej przeplatam osobistymi opisami moich nauczycieli, przyjaciół, mnie i czasów, w których przyszło nam żyć.

ROZDZIAŁ 2Koniec i początek: dedykacja

Żyjemy, pomijając drobiazgi, w świecie przebaczającym, w którym margines błędu jest zwykle spory. Zawsze podejrzewałem, że nawet na najwyższych szczeblach władzy podejmowanie decyzji jest procesem dość niechlujnym. A jednak w życiu człowieka i społeczeństw zdarzają się sytuacje krytyczne, w których nie ma miejsca na pomyłki. Właśnie wtedy zdolności wykonawcze osoby stojącej przed koniecznością podjęcia decyzji są maksymalnie obciążone. Mam 62 lata i do głowy przychodzi mi tylko jedna taka sytuacja w moim życiu. Dla mnie, człowieka studiującego funkcje wykonawcze, to doświadczenie miało podwójne znaczenie: osobistego dramatu i praktycznego studium funkcjonowania płata czołowego - mojego własnego.

Pewnego wiosennego popołudnia byłem pochłonięty rozmową z moim mentorem Aleksandrem Romanowiczem Łurią. Tę rozmowę odbyliśmy już kilkanaście razy. Szliśmy spacerkiem od moskiewskiego mieszkania Łurii, w górę ulicy Frunzego i dalej w stronę Starego Arbatu[5]. Szliśmy ostrożnie, ponieważ Łuria złamał nogę i utykał, co spowalniało jego zwykle szybkie tempo. Moskwa topniała po mroźnej zimie i na placu robiło się tłoczno. Lecz Łuria był tak imponująco profesorski w swoim ciężkim, sięgającym niemal ziemi granatowym kaszmirowym płaszczu z astrachańskim kołnierzem i pasującym kapeluszem, że tłum się rozstępował.

Był rok 1972. Kraj przeżył mordercze lata Stalina, II wojnę światową, kolejne mordercze lata Stalina i przerwaną odwilż Chruszczowa. Nie wykonywano już egzekucji za sprzeciw wobec władzy, ludzie byli już tylko więzieni. Dominującym nastrojem społecznym nie był jak wcześniej mrożący krew w żyłach strach, ale wilgotna, zrezygnowana, stagnacyjna beznadziejność i obojętność, rodzaj społecznego odrętwienia. Mój mentor miał siedemdziesiąt lat, ja dwadzieścia pięć. Zbliżałem się do końca aspirantury, studiów doktoranckich kończących się zazwyczaj stanowiskiem na uczelni. Rozmawialiśmy o mojej przyszłości.

Aleksander Romanowicz, nie po raz pierwszy, mówił, że nadszedł czas, abym wstąpił do partii - Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Sam był jej członkiem i zaproponował, że poprze moją kandydaturę i załatwi również poparcie Aleksieja Nikołajewicza Leontjewa, innego wybitnego psychologa i dziekana na Uniwersytecie Moskiewskim, z którym utrzymywałem serdeczne stosunki. Członkostwo w partii było pierwszym krokiem ku radzieckiej elicie, obowiązkową trampoliną dla wszelkich poważnych życiowych aspiracji. Rozumiało się samo przez się, że było warunkiem sine qua non jakiegokolwiek awansu zawodowego w Związku Radzieckim.

Samo przez się rozumiało się również, że propozycja przyjęcia mnie na łono partii była bardzo hojnym gestem zarówno ze strony Łurii, jak i Leontjewa. Byłem Żydem z Łotwy, uważanej za niegodną zaufania prowincję, do tego miałem "burżuazyjne" pochodzenie. Mój ojciec spędził pięć lat w łagrze jako "wróg ludu". Nie do końca wpisywałem się w radziecki ideał. Wstawiając się za mną, Łuria i Leontjew, dwie najważniejsze postaci radzieckiej psychologii, narazili się na ryzyko zirytowania organizacji partyjnej uniwersytetu za wepchnięcie "kolejnego Żyda" do ekskluzywnych warstw radzieckiej elity akademickiej. Ale byli gotowi to zrobić, co oznaczało, że chcieli, abym pozostał na Uniwersytecie Moskiewskim jako młodszy pracownik naukowy. Obaj chronili mnie już wcześniej, pozwalając, by różne sprawy uchodziły mi na sucho, i wyciągali z opresji. I byli gotowi wesprzeć mnie ponownie.

Ja jednak raz po raz powtarzałem Aleksandrowi Romanowiczowi, że nie mam zamiaru wstąpić do partii. W ciągu ostatnich kilku lat, gdy Łuria wielokrotnie poruszał ten temat, robiłem, co mogłem, żeby go uniknąć, zamieniałem w żart, mówiąc, że jestem za młody, zbyt niedojrzały, jeszcze niegotowy. Nie chciałem otwartego starcia, a Łuria niczego nie wymuszał. Tym razem w jego głosie wybrzmiewała stanowczość. I tym razem powiedziałem, że nie przyłączę się do partii, bo nie chcę.

Aleksander Romanowicz Łuria był zapewne najważniejszym radzieckim psychologiem swoich czasów. Jego wieloaspektowa kariera obejmowała przełomowe badania międzykulturowe i rozwojowe, prowadzone głównie wspólnie z jego mentorem Lwem Siemionowiczem Wygotskim, jednym z najwybitniejszych psychologów XX wieku. Jednak to wkład w neuropsychologię zapewnił mu prawdziwie międzynarodowe uznanie. Powszechnie uważany za ojca założyciela neuropsychologii, badał neuronalne podstawy języka, pamięci i, oczywiście, funkcji wykonawczych. Nikt z jemu współczesnych nie przyczynił się bardziej do zrozumienia złożonych relacji między mózgiem a poznaniem i właśnie za to cieszył się szacunkiem po obu stronach Atlantyku (ryc. 2.1).

Rycina 2.1. Aleksander Romanowicz Łuria i jego żona Lana Pymenovna Łuria, oboje po trzydziestce. (Dzięki uprzejmości dr Leny Moskovich).

Urodzony w 1902 roku w rodzinie wybitnego żydowskiego lekarza, przeżył kulturowe zawieruchy początku stulecia, burzliwe lata rewolucji bolszewickiej, wojnę domową, czystki stalinowskie, II wojnę światową, drugą rundę stalinowskich czystek i wreszcie względną odwilż. Był świadkiem, jak państwo okryło hańbą nazwiska jego dwóch najbliższych przyjaciół i mentorów, Lwa Wygotskiego i Mikołaja Bernsteina, i wymazało ich życiowe dzieło. W różnych momentach swojego życia był o krok od stalinowskiego gułagu, ale w przeciwieństwie do wielu innych radzieckich intelektualistów nigdy nie trafił do więzienia. Jego kariera była swoistą mieszanką intelektualnej odysei napędzanej autentycznym, naturalnym rozwojem badań naukowych i kursem przetrwania na radzieckim ideologicznym polu minowym.

Pochodzę z najbardziej wysuniętego na zachód krańca imperium radzieckiego, z nadbałtyckiej Rygi, dorastałem w "europejskim" środowisku. W przeciwieństwie do rodzin moich moskiewskich przyjaciół pokolenie moich rodziców nie dorastało pod władzą Sowietów. Miałem pewne poczucie europejskiej kultury i tożsamości. Wśród moich profesorów na Uniwersytecie Moskiewskim Łuria był jednym z nielicznych, w którym widać było Europejczyka; to była jedna z tych rzeczy, które mnie do niego przyciągnęły. Był wielojęzycznym, wszechstronnie utalentowanym obywatelem świata, całkowicie zadomowionym w zachodniej cywilizacji.

Był jednak też człowiekiem radzieckim, przyzwyczajonym do kompromisów, aby przetrwać. Podejrzewałem, że w najgłębszych zakamarkach jego istoty czaił się instynktowny strach przed brutalnymi, fizycznymi represjami. Znałem innych ludzi jemu podobnych i miałem wrażenie, że ukryty strach był z nimi na zawsze, aż do śmierci, nawet gdy okoliczności się zmieniły i strach nie miał już rzeczywistych przyczyn. Ten strach był spoiwem reżimu radzieckiego i, jak sądzę, spoiwem każdego innego represyjnego reżimu, obecnym aż do chwili jego upadku. Ta dwoistość wewnętrznej wolności intelektualnej, a nawet wyniosłości, i codziennego przystosowania była wśród radzieckiej inteligencji dość powszechna. Nie potępiałem przynależności partyjnej Łurii, ale też jej nie szanowałem i było to źródłem dokuczliwej ambiwalencji w moim stosunku do niego. W pewnym sensie było mi go za to żal - dziwne uczucie ucznia wobec szanowanego mentora.

Moje stosunki z Aleksandrem Romanowiczem i jego żoną Laną Pymenovną, uznaną naukowczynią-onkolożką, były wręcz rodzinne. Ludzie serdeczni i hojni, mieli zwyczaj wciągania współpracowników w swoje życie, zapraszania ich do moskiewskiego mieszkania i wiejskiej daczy oraz zabierania na wystawy sztuki. Jako najmłodszy z bezpośrednich współpracowników Łurii często byłem obiektem ich niemal rodzicielskiego nadzoru, począwszy od znajdowania mi dobrego dentysty po przypomnienia o konieczności czyszczenia butów. Jak to w życiu bywa, czasami kłóciliśmy się o drobiazgi, ale byliśmy bardzo blisko.

Teraz, kiedy wyraźnie oświadczyłem, że nie wstąpię do partii, Łuria zatrzymał się na środku ulicy. Z cieniem rezygnacji, ale i rzeczową stanowczością, powiedział: "W takim razie, Kola (moja stara rosyjska ksywka), nic nie mogę dla ciebie zrobić". I to było wszystko. Być może w innych okolicznościach byłoby druzgocące, ale tego dnia poczułem ulgę. Bez wiedzy Aleksandra Romanowicza i w tajemnicy przed niemal wszystkimi podjąłem już decyzję o opuszczeniu Związku Radzieckiego. Czyniąc członkostwo w partii warunkiem jego dalszej opieki nade mną, uwolnił mnie od wszelkich zobowiązań, jakie wobec niego żywiłem i które mogły wpływać na moją decyzję. Po tej rozmowie ostatnie wątpliwości zniknęły i teraz pytanie nie brzmiało już czy, ale jak.

Decyzja o opuszczeniu kraju dojrzewała stopniowo, a jej motywy były złożone. Żyłem w opresyjnym reżimie, lecz aż do tego momentu moja kariera na tym nie cierpiała. W państwie panował milczący antysemityzm i było wiadomo, że na uniwersytetach obowiązują niepisane limity, a ja studiowałem na najlepszej uczelni w kraju. Wszyscy wiedzieli, że Żydzi ogólnie nie byli mile widziani w najwyższych warstwach społeczeństwa radzieckiego, ja jednak nie doświadczyłem antysemityzmu skierowanego przeciwko mnie. Większość moich najbliższych przyjaciół była Rosjanami i w moim bezpośrednim kręgu znajomych kwestia etniczności po prostu się nie pojawiała. Otaczali mnie odnoszący sukcesy Żydzi z pokolenia moich rodziców, co oznaczało, że mimo milczących ograniczeń w Związku Radzieckim kariera była możliwa. Praktyki religijne zostały ograniczone i utrudnione, jednak ja dorastałem w świeckiej rodzinie i nie była to dla mnie sprawa osobiście ważna.

Większość moich znajomych rozumiała, że żyjemy w społeczeństwie, które nie jest ani wolne, ani zamożne. Pomimo radzieckiego populizmu istniało w narodzie poczucie niższości i przekonanie, że reszta świata jest bardziej ekscytująca i oferuje więcej możliwości. Zostaliśmy odcięci od tego świata, żelazna kurtyna była namacalną rzeczywistością, a większy świat kusił. Wychowałem się w zachodniej Rydze i nie bałem się tego świata.

Indoktrynacja w Związku Radzieckim rozpoczynała się praktycznie od przedszkola. Moja rodzina była jednak małą enklawą biernego sprzeciwu i bardzo wcześnie zaczęto podawać mi antidotum na oficjalną propagandę. Gdy miałem rok, ojciec został zesłany do obozu pracy. W ponurym dowcipie, krążącym wówczas po całym kraju, rozmawia dwóch więźniów: "Ile dostałeś?". "Dwadzieścia lat". "Co zrobiłeś?". "Spaliłem kołchoz. A ty?". "Nic". "Ile dostałeś?". "Piętnaście lat". "Bzdura. Za nic dostaje się tylko dziesięć".

Mój ojciec został skazany na dziesięć lat łagru w zachodniej Syberii w ramach czegoś, co nazwałem "socjobójstwem", systematycznej eksterminacji całych grup społecznych: inteligencji, osób wykształconych zagranicą, byłej klasy zamożnej. Sama przynależność do jednej z tych grup była powodem do prześladowań. Ojciec został zesłany do obozu pracy, a mama trzymała w korytarzu naszego mieszkania dwie spakowane małe walizki, jedną dla siebie, drugą dla mnie. Istniały oddzielne obozy pracy dla "żon wrogów ludu" i specjalne sierocińce dla "dzieci wrogów ludu". W wielu mieszkaniach w całym kraju stały takie spakowane i gotowe walizki, ponieważ ubrani po cywilnemu funkcjonariusze podjeżdżali nieoznakowanymi czarnymi samochodami, bez ostrzeżenia, w środku nocy, dzwonili do drzwi i dawali swoim ofiarom 15 minut na spakowanie. Potem zabierali je na pięć, dziesięć, dwadzieścia lat lub na dobre. Trzeba było być przygotowanym.

Dorastałem ze świadomością, że mój ojciec jest daleko, ale nie wiedziałem, gdzie dokładnie. Adres na jego listach brzmiał po prostu "skrytka pocztowa" i jako dziecko ciągle się zastanawiałem, dlaczego mój ojciec zdecydował się mieszkać w skrytce pocztowej, daleko stąd. Kiedy w marcu 1953 roku ogłoszono śmierć Stalina, z głośników w całym mieście leciała ponura muzyka. Ludzie na ulicach płakali. Matka zaczęła biec do mieszkania, ciągnąc mnie za sobą. Nie mogła powstrzymać radości i bała się okazać ją publicznie. Moja matka zawsze wypowiadała się politycznie, aż do granic lekkomyślności. Nawet zwierzanie się własnym dzieciom było niebezpieczne, ponieważ zachęcano je do donoszenia na rodziców - i niektóre to robiły. Jedno z nich, Pawlik Morozow, zostało bohaterem narodowym.

W ciągu kilku miesięcy przedterminowo zwolniono wielu więźniów, był wśród nich i mój ojciec. Pamiętam, jak matka wpadła w objęcia chudego jak szkielet nieznajomego na peronie stacji kolejowej w Rydze. Miałem sześć lat i żadnych wspomnień związanych z ojcem. Dopiero wtedy dowiedziałem się, że "skrytka pocztowa" to obóz pracy i co to oznacza. Wówczas po raz pierwszy zobaczyłem prawdziwą naturę państwa, w którym żyliśmy. Wiele lat później moja mama wspominała, że kiedy poznałem prawdę o "skrytce pocztowej" mojego ojca, wpadłem we wściekłość, której intensywność ją przestraszyła. Krzyczałem: "A więc o to tak naprawdę chodzi w Związku Radzieckim!".

Życie szybko wróciło do normalności. Dorastając, nie miałem złudzeń co do państwa, w którym żyłem, i nie czułem do niego żadnego przywiązania w sensie patriotycznym - wręcz przeciwnie. W pewnym wieku rozwinąłem w miarę dobrze wyartykułowane poczucie, że cała moja radziecka egzystencja była godną pożałowania konsekwencją przypadkowego miejsca urodzenia. A jednak na co dzień czułem się zadowolony, a często szczęśliwy, i się "wtapiałem" w tło. Zostałem przyjęty na Uniwersytet Moskiewski i byłem na dobrej drodze do dołączenia do elity akademickiej. Niemniej stopniowo narastała we mnie świadomość, że nie ma dla mnie przyszłości w Związku Radzieckim, tak jak nie ma przyszłości dla Związku Radzieckiego.

I oto stałem pośrodku Arbatu, wiedząc, że ostatnie źródło mojego wahania przestało istnieć. Decyzja egzystencjalna czekała teraz na rozwiązanie wykonawcze. Próba opuszczenia kraju wymagała skomplikowanego planu, który nie dawał gwarancji powodzenia. Aby się wydostać, musiałem przechytrzyć państwo radzieckie. Wiedziałem, że w nadchodzących miesiącach mój płat czołowy dostanie w kość.

"Raj robotniczy" został zaprojektowany niczym pułapka na myszy: łatwiej było do niego wejść niż wyjść. Obywatele radzieccy nie mogli dowolnie opuszczać kraju, nawet tymczasowo. Pozwolenie na wyjazd za granicę w celach turystycznych lub służbowych dostawali wybrani. Wyjazd całej rodziny był w zasadzie niemożliwy, zawsze trzymano zakładnika, by zapobiec ucieczce. Stała emigracja była jeszcze trudniejsza. Do początku lat 70. XX wieku było to praktycznie niespotykane. Później, w wyniku odwilży i pod naciskiem Kongresu Stanów Zjednoczonych, zezwolono Żydom na ograniczoną emigrację do Izraela. Takie restrykcyjne podejście do emigracji miało powstrzymać precedens. Władze się jednak przeliczyły, ponieważ po opuszczeniu kraju Żydzi mogli już udać się, dokąd chcieli. Wielu, łącznie ze mną, wybrało Stany Zjednoczone. To był ten ironiczny moment w historii Rosji, kiedy bycie Żydem nagle stało się atutem. Oto stałem się częścią "uprzywilejowanej" mniejszości. W tych wyjątkowych okolicznościach bycie Żydem stało się narzędziem, a nie jedynie impulsem, do podjęcia próby ucieczki. Jak to często w życiu bywa, zależność między pragnieniem a szansą była nieco kołowa.

Do pokonania zostało jeszcze wiele przeszkód. Państwo radzieckie było brutalnie pragmatyczne. Im większa wydawała się czyjaś postrzegana wartość, tym trudniej było mu uzyskać pozwolenie na opuszczenie kraju. Szanse absolwentów elitarnych uczelni praktycznie równały się zeru. Jako absolwent Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, Harvardu Wschodu, byłem cenną własnością państwa. Takim jak ja raczej nie pozwalano na emigrację. Analogia niewolnicza szła dalej. Nawet jeśli wydawano zezwolenie, państwo żądało okupu, którego wysokość ustalano na podstawie poziomu wykształcenia. Mój okup byłby wyjątkowo kosztowny.

Rozprawa doktorska była napisana i oprawiona, a termin obrony wyznaczono za kilka miesięcy. Było jasne, że będąc jeszcze na Uniwersytecie Moskiewskim, nie mogę się ubiegać o wizę wyjazdową. Każdy, kto występował o wizę, natychmiast stawał się persona non grata. W takich okolicznościach nikt nie pozwoliłby mi się obronić. Zostałbym natychmiast wyrzucony z uniwersytetu.

Opóźnienie złożenia wniosku do czasu obrony wydawało się logicznym posunięciem. Kiedy jednak zaczynałem planować ucieczkę, zrozumiałem, że wyższy stopień naukowy pogorszy moje szanse. Doszedłem do wniosku, że będę musiał w jakiś sposób sabotować własną obronę. W odniesieniu do funkcjonowania płata czołowego był to skrajny przypadek zablokowania chęci natychmiastowej gratyfikacji. Musiałem poświęcić coś, do czego dążyłem od kilku lat i co za kilka miesięcy z pewnością bym osiągnął. Odroczoną gratyfikacją była perspektywa wydostania się z kraju. W hierarchii celów (nadanie priorytetu celom to inna funkcja płata czołowego) był to cel wyższy.

Strategia nie była pozbawiona ryzyka. Brak doktoratu zwiększał moje szanse na uzyskanie pozwolenia na emigrację, ale w żadnym wypadku tego nie gwarantował. W równaniu było zbyt wiele niewiadomych, by móc z jakąkolwiek dokładnością obliczyć wzrost prawdopodobieństwa. Ryzyko, że nie pozwolą mi odejść, pozostawało wysokie. Brak zgody oznaczał stan zawieszenia na całe życie. Odrzucając prośbę o opuszczenie kraju, odmawiano możliwości powrotu do głównego nurtu społeczeństwa radzieckiego. Ludzie byli wyrzucani ze swoich stanowisk i stawali się pariasami skazanymi na niewdzięczne prace na marginesie społeczeństwa. I właśnie dlatego doktorat nie miał już żadnego znaczenia. Gdyby odmówiono mi prawa do wyjazdu, zarabiałbym na życie, jeżdżąc taksówką, z doktoratem lub bez.

Był jeszcze jeden powód, żeby nie przystępować do obrony: ochrona przyjaciół. Moi profesorowie zostaliby pociągnięci do odpowiedzialności przez władze za "brak czujności politycznej" i wychowanie "zdrajcy ojczyzny". Choć brzmi to dziwnie, takie określenia naprawdę były używane w oficjalnym dyskursie politycznym w Związku Radzieckim. Jako mój mentor Aleksander Romanowicz byłby szczególnie narażony na represje. Należało tego uniknąć.

Stopniowo w mojej głowie powstawał plan. Jakoś uniknę obrony doktoratu. Wtedy zniknę z Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego tak dyskretnie, jak to możliwe, i opuszczę Moskwę. Pojadę do mojego rodzinnego miasta, Rygi, gdzie podejmę możliwie najgorszą pracę. A potem, po kilku miesiącach, może roku, wystąpię o wizę. I wtedy wszystko będzie już poza moją kontrolą.

Dokładny termin złożenia wniosku zależał wówczas od czynników, na które nie miałem wpływu. Odwilż nabierała tempa. Henry Kissinger przyjeżdżał i wyjeżdżał. W prasie pojawiły się doniesienia o rychłej wizycie prezydenta Nixona. W takich sytuacjach władze nakładały liberalną maskę. Byłem zdeterminowany, by mój wniosek zbiegł się z tymi wydarzeniami najbardziej, jak to tylko możliwe. Rozmyślając o szczegółach planu, doznałem dziwnego poczucia depersonalizacji, jakbym przeglądał fabułę powieści o życiu kogoś innego. Ale to miała być moja historia i to ja byłem za nią całkowicie odpowiedzialny.

Próbowałem zacierać ślady. Nie żebym wierzył, że w krytycznym momencie decyzji władze będą nieświadome mojej przeszłości. W Związku Radzieckim nikt nie mógł zatrzeć śladów. Każdy, gdziekolwiek się przeprowadzał, musiał rejestrować się na miejscowym posterunku milicji. Wewnętrzne akta śledziły każdą zmianę miejsca pobytu każdego obywatela ZSRR. Liczyłem na obojętność i zasadniczo bezmyślną naturę radzieckiej biurokracji. W latach 70. XX wieku w systemie pozostało bardzo niewielu gorliwców. Wszystko działało według zasad. A zasady głosiły, że absolwenci Uniwersytetu Moskiewskiego i podobni są cenni i nie należy pozwalać im na wyjazd. Zasady stanowiły również, że zamiatacze ulic, taksówkarze i sprzedawcy w sklepach spożywczych są zastępowalni i można ich zwolnić w imię deklarowanej odwilży. Zasady nie wspominały ani słowem o absolwentach Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego, którzy zostali zamiataczami ulic. Obstawiałem, że władze, mechanicznie, nie będą zagłębiać się w moje akta.

W kalkulacjach pojawiał się jeszcze jeden element. W milczący sposób dawałem władzom do zrozumienia, że się ich nie boję. Zrzekając się dobrowolnie prestiżu i obietnic, jakie niesie ze sobą stanowisko uniwersyteckie, i podejmując fizyczną, źle płatną pracę, w pewnym sensie ich uprzedzałem. Z własnej woli sam zrobiłem sobie to wszystko, co oni by mi zrobili, gdybym ubiegał się o wizę, będąc jeszcze na Uniwersytecie Moskiewskim. Pozbawiając ich narzędzi represji, pozbawiałem ich kontroli nade mną. Wszystko, co jeszcze mogli mi zrobić, to wsadzić do więzienia. Ponieważ nie byłem aktywnym dysydentem, uznałem, że to mało prawdopodobne. Im mniej strachu okazywałem, tym większy wysiłek byłby potrzebny z ich strony, żeby mnie zastraszyć i zmusić do porzucenia planu. W atmosferze odwilży i chęci pokazania swojego cywilizowanego oblicza zapewne dojdą do wniosku, że powstrzymywanie mnie nie jest warte zachodu. Ale nie miałem żadnej gwarancji.

W pierwszym odruchu chciałem usiąść z Aleksandrem Romanowiczem i przedstawić mu mój plan. Były jednak dwa istotne powody, aby tego zaniechać. Choć robiłem wszystko, co w mojej mocy, żeby się od niego zdystansować i w ten sposób zminimalizować ewentualne konsekwencje moich działań dla niego, nie mogłem być pewien jego reakcji. Jakiekolwiek były jego prawdziwe przekonania, publicznie zawsze był lojalnym, czasem bardzo lojalnym, obywatelem radzieckim. Czy była to tylko patyna, której bardzo nie chciał stracić? Czy naprawdę wierzył w to, co mówił? Podejrzewam, że było to coś pomiędzy, że ciągły, świadomy dysonans między tym, co się mówi, a tym, co się czuje, jest zbyt bolesny, by go znieść. Przez wiele lat naszej bliskiej współpracy nigdy nie udało mi się przeprowadzić z Aleksandrem Romanowiczem szczerej rozmowy o polityce. Ilekroć próbowałem go w nią wciągnąć, jego reakcją była ostra, niemal szalona "linia partyjna". Chyba najbliżej ujawnienia swojego głęboko skrywanego niezadowolenia bywał wtedy, gdy okazjonalnie pomrukiwał: Vremena slozhnye, durakov mnogo ("To skomplikowane czasy, wokół jest wielu głupców"). Coś, co początkowo miało być ochronnym przystosowaniem, z czasem stało się formą autohipnozy.

Jak na ironię, pojęcie autohipnoza zostało zaproponowane w 1990 roku, półżartem, przez Lenę, córkę Łurii, podczas kolacji w "Nirvanie", indyjskiej restauracji z widokiem na nowojorski Central Park. Rozmawialiśmy o jej rodzicach, dawno już nieżyjących, i o innych osobach z ich pokolenia. Podobnie jak ja, Lena była zafascynowana polityczną autohipnozą jako psychologicznym mechanizmem obronnym w czasach tyranii. Żona Łurii, Lana Pymenovna, ulegała jej w dużo mniejszym stopniu i przez lata odbyliśmy wiele szczerych rozmów na zakazane tematy.

W świetle tego wszystkiego nie mogłem być pewien, że Łuria nie zgłosi moich zamiarów władzom uczelni. Zgodnie z zasadami panującego ustroju właśnie tego od niego oczekiwano, a zignorowanie tej powinności przez radzieckiego profesora i szanowanego członka partii byłoby odebrane jako poważne wykroczenie. Poinformowana o moich planach uczelnia uznałaby mnie za potencjalne źródło wstydu i natychmiast by się mnie pozbyła. Znalazłbym się w stanie zawieszenia jeszcze przed złożeniem wniosku o wizę. To było bardzo ryzykowne. Wyrzucony z uniwersytetu jako "niepoprawny politycznie" miałbym ogromne trudności ze znalezieniem pracy - jakiejkolwiek. W granicach radzieckiego państwa przypominającego pułapkę na myszy byłoby to bardzo niebezpieczne. Obowiązujące prawo zezwalało państwu na aresztowanie i więzienie "pasożytów", czyli osób bezrobotnych. Na to rzadko egzekwowane prawo powoływano się, gdy chciano kogoś "dopaść" - zwłaszcza kogoś "niepoprawnego politycznie", kto próbował opuścić kraj. Ze względu na mój plan i spokój duszy mojego nauczyciela mogłem mieć jedynie nadzieję, że mnie nie wyda, ale nie miałem żadnej gwarancji.

Był jeszcze jeden, mniej egocentryczny powód, aby nie zwierzać się Aleksandrowi Romanowiczowi. Krótko mówiąc, bałem się, że szok wywołany wiadomością o moich planach spowoduje u niego zawał serca. Miał chore serce, a instynktowny strach przed państwem mógł skutkować reakcją emocjonalną nieproporcjonalną do sytuacji. Uznałem, że pod każdym względem Aleksander Romanowicz będzie w lepszej sytuacji, nie znając moich zamiarów. Wiedziało o nich tylko kilka osób. Wszyscy byli zaufanymi przyjaciółmi mimo bardzo odmiennego pochodzenia i przekonań.