Dybuk. Czyli Na pograniczu dwóch światów - Szymon An-ski

Kup ebooka

24.90 zł
19.92 zł (12,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać
?

AKT 1

(Przy spuszczonej zasłonie, wśród nieprzebitych mroków, słychać jakby z oddali cichy, mistyczny śpiew):

Przez jakich mocy splot

Przecz upadł duch żywiący

W otchłanną ciemną głąb

Z jasności nieb promiennej?

Boć już w upadku drga

Wzlot duszy ku wyżynom...

 

(Zasłona podnosi się zwolna).

(Starodawna drewniana bożnica o zczerniałych murach. Strop wspiera się na dwóch słupach. W pośrodku stropu nad amboną stary wieloramienny mosiężny świecznik. Pochyły stół na ambonie pokryty ciemną kapą. W ścianie środkowej wysoko małe okienka z nawy niewiast. Długa ława, przed nią długi stół, zarzucony księgami. Na nim, w glinianych lichtarzykach, ogarki dwóch woskowych świeczek. Na lewo drzwi do mniejszej izby bożnicznej. W kącie szafa z księgami. Ściana na prawo: w pośrodku arka rodałów, na lewo ołtarz, na którym płonie gruba woskowa gromnica ku zmarłych pamięci. Z obydwóch stron arki - dwa okna. Ławy wzdłuż całej ściany, naprzeciw nich kilka pulpitów. Ściana na lewo: wielki kaflowy piec, obok niego ławka. Naprzeciw niej długi stół, zarzucony księgami, kadź, ręcznik przymocowany do pierścienia. Szerokie drzwi na ulicę, za drzwiami skrzynia, nad nią w zagłębieniu płonie wieczysta lampa.

Blisko ołtarza przy pulpicie siedzi Henech zatopiony w księdze. Wokół stołu, przy ścianie środkowej pięciu do sześciu szkolarzy jesziby, w nawpół omdlałych pozach, studyuje w milczeniu szepcąc wersety rozmarzoną śpiewną rnelodyą. Przy ambonie stoi pochylony Meir i rozkłada woreczki z tefilini talis. Wokół stołu przy ścianie lewej 1, 2 i 3 BATLONIM nieruchomie patrząc przed siebie szeroko rozwartemi oczyma śpiewają w wizyjnej zadumie. Na ławie pod piecem leży MESZULACH z workiem pod głową. Opierając się o szafę z księgami stoi Chonen bardzo zamyślony. Wieczór w bożnicy, mistyczny nastrój, po kątach błąkają się cienie).

 

TRZEJ BATLONIM (kończą śpiew)

Przez jakich mocy splot

Przecz upadł duch żywiący

W otchłanną ciemną głąb

Z jasności nieb promiennej?

Boć już w upadku drga

Wzlot duszy ku wyżynom...

(Długa pauza. Wszyscy trzej siedzą nieruchomo)

 

1 BATLON (jak się opowiada gadkę)

U reb Dawidka z Talnej, oby jego zasługę nam poczytano, stała w izbie złocista stobica, na której widniały wyryte słowa:

"Dawid, melech Izrael chaj wekajam". (Pauza).

 

2 BATLON (w tym samym tonie)

A błogosławionej pamięci reb Izrael z Rożyny prowadził się jak istny władyka. U jego stołu grywała zawżdy kapela z dwudziestu czterech grajków, a gdy wyjeżdżał, to jeno sześciokonnym zaprzęgiem na szpic.

 

3 BATLON (z porywem)

O reb Szmulu z Kamionki opowiadają zaś, że zwykł nosić złote ciżemki (z zachwytem) ciżemki złote!

 

MESZULACH (dźwignął się z ławy i siadł wyprostowany. Spokojnie łagodnym głosem jak gdyby z oddali).

Świątobliwy reb Zysie z Anipola, po przez wszystkie dni żywota swego cierpiał niedostatek, zbierał jałmużnę, chadzał w chłopskiej sukmanie opasany powrozem, wżdy niemniejszych dokonał czynów od Dawida z Talnej albo od Izraela z Różyny.

 

1 BATLON (niezadowolony)

Wybaczcie proszę, nie wiecie o czem mowa a wściubiacie swoje trzy grosze. Gdy opowiada się o wielkości Dawida z Talnej albo Izraela z Różyny, zali bogactwo ich ma się na myśli? Mało-ć to na świecie wielmoży! Ot to trzeba rozumieć, że tak w złocistej stobicy, jak i kapeli i złotych ciżemkach ukryta jest głęboko - tajemnicza przyczyna...

 

3 BATLON

Kto tego nie pojmuje!

 

2 BATLON

Kto miał oczy rozwarte, ten widział. Opowiadają, że gdy rabin z Opatowa pierwszy raz spotkał Izraela z Rożyny, rzucił się na ziemię i jął całować koła jego karety. A gdy go pytano, czemu to czyni, zawołał: "Głupcy, azasz nie widzicie, że to rydwan Zastępów"?

 

3 BATLON (zachwycony)

Aj, aj, aj!

 

1 BATLON

Zaprawdę sedno rzeczy w tem, że ani owa stobica złocista stobicą nie była, ni kapela kapelą, ni rumaki rumakami. Wszystko to jeno cień a złuda. One-ć to służyły za wierzchnią szatę, za powłokę dla ich wielkości.

 

MESZULACH

Prawdziwej wielkości nie lża w piękną stroić się odziewę.

 

1 BATLON

Cóż znowu! Prawdziwej wielkości dostojne przystoją szaty!...

 

2 BATLON (wzrusza ramionami)

Któż-ta zgłębi wielkość ich a potęgę?

 

1 BATLON

Żaliście słyszeli już opowieść o batogu? Warto posłuchać! Pewnego razu zapozwał ubogi możnego przed sąd. Prawo między nimi czynił reb Szmelke z Nikolsburgu. Ów możny od tronu ród swój wywodził i przed nim drżał lud wszystek. Po wysłuchaniu obu stron reb Szmelke rozstrzygnął swadę, iż praw jest ów ubogi. Rozeźlił się tedy możny i rzecze: "Nie spełnię sądu!" Na to spokojnie reb Szmelke: "Spełnisz, rabin ci to nakazuje". Gniew okrutny zdjął możnego: "Drwię sobie z waszej uczoności!" Wstał na to reb Szmelke i zawołał: "Natychmiast rozkazuję ci spełnić sąd, bo cię batogiem przyniewolę!" Aż tu możny wpadłszy w srogą zapalczywość, jął miotać nań obelżywe słowa. Reb Szmelke skinął, a tu nagle wyskoczył Naszach hakadmoni i kręgi swe owinął wokół szyi możnego. Nu, nu wyobraźcie sobie co się tam działo. Możny w płacz i biadanie: "Ratujcie rebe, wybaczcie-ż mi, wszyściuteńko spełnię, jeno gada zdejmcie!" Wtedy dopiero reb Szmelke zdjął mu węża z piersi.

 

3 BATLON

Ha - ha - ha! To ci dopiero batóg! (pauza)

 

2 BATLON (do 1-go)

Mylicie się pewnikiem, to nie z wężem odwiecznym się wydarzyło...

 

3 BATLON

Jakto? Dlaczego?

 

2 BATLON

W tem rzecz, że reb Szmelke z Nikolsburgu nie mógł używać węża odwiecznego. Przecie wąż odwieczny - Boże ulituj się nad nami - to zły, to sam szatan (spluwa).

 

3 BATLON

Niechta! Reb Szmelke wiedział zapewne co czyni!

 

1 BATLON (urażony)

Ot gadanina. Przecie to działo się na oczach wszystkich, jakże więc śmiesz jeszcze wątpić?!

 

2 BATLON

Uchowaj Boże! Przypuszczałem tylko, że nie masz takich Imion, Szejmot i Cejrufim, przy pomocy których możnaby wywołać szatana (spluwa).

 

MESZULACH

Wywoływać szatana można jeno przy pomocy wielkiego dwoiście wyrażonego Imienia, które w płomieniu swem stapia najwyższe turnie z głębokością dolin.

(Chonen podnosi głowę i przysłuchuje się uważnie)

 

3 BATLON (z niepokojem)

Aza to nie zbyt niebezpiecznie używać wielkiego Imienia?

 

MESZULACH (zamyślony)

Niebezpiecznie?... Nie... Jeno gdy iskra pożąda płomię z wielkiego pożądania łatwie pęknąć może naczynie...

 

1 BATLON

W miasteczku mem rodzinnem mieszka pewien bal-szem, sławny i wielki cudotwórca. Imieniem zapala płomię pożaru, a wnetki drugiem Imieniem gasi ogień. Widzi sprawy, które dzieją się setki mil od niego, palcem dobywa wino ze ściany... Owóż sam mi wyjawił, że o takich wiadomo mu imionach, że przy ich pomocy można Golema stworzyć, wskrzeszać z martwych, uczynić się niewidzialnym, wywoływać Niedobrych... Nawet Szatana... (spluwa). Z własnych jego ust to słyszałem.

 

CHONEN

(który przez cały czas stał nieruchomie i przysłuchiwał się cały skupiony, zbliżył się o krok ku stołowi, spojrzał na MESZULACHA, następnie na 1 BATLONA. Z oddali płynącym, zamyślonym głosem)

Gdzie on?

(MESZULACH utkwił wzrok w Chonenie i odtąd nieprzerwanie nie spuszcza zeń oczu)

 

1 BATLON (zdziwiony)

Kto?

 

 

To jest bezpłatna wersja demonstracyjna ebooka. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji publikacji.