CZERWONE KORALE
Sierpień 1911
Ignaś Kalinowski odwiedzał dom młynarza bardzo często. - Tak mi dobrze, jak tu jesteś - mówiła wtedy młynarzówna Natalia. - Szkoda, że zawsze tak nie może być.
Spotykali się w jej domu, nie przejmując się wcale obecnością starego Wudkiewicza. Ten zwykle był pijany i nie wiedział, co się wokół dzieje.
Ignaś przychodził o różnych porach dnia i przy różnych okazjach - gdy szedł na pole, albo gdy z niego wracał. Szukał pretekstów, by nagle przerwać pracę i biegł, a Natalia czekała zawsze z wielką niecierpliwością. Wchodził do domu, już w sieni rzucał się na dziewczynę, niósł ją do pokoju, albo jeszcze tam zaczynał ją rozbierać. Ona za każdym razem witała go uśmiechem i palcem położonym na ustach, co oznaczało, że ojciec znajduje się w sąsiednim pomieszczeniu i wprawdzie śpi, ale jest obecny.
Początkowo Ignasia krępowała jego bliska obecność, pamiętał go przecież jako dużego, silnego człowieka i obawiał się, że lada chwila młynarz wypadnie zza drzwi, aby swoimi wielkimi rękami wymierzyć karę kochankowi córki. Ale gdy nic takiego się nie zdarzyło raz i drugi, z wolna zaczął się przyzwyczajać.
Z czasem nawet mu odpowiadało, że Wudkiewicz przebywa tuż za ścianą. Nawet gdyby czegoś się domyślał albo i coś usłyszał, nie miał przecież możliwości przyjść i powiedzieć, co o tym myśli. Był obłożnie chory i bez pomocy nie potrafił opuścić posłania.
- Nie zwracaj uwagi - powtarzała Natalia.
Rozbierała się pospiesznie, wchodziła do łóżka i czekała, aż Ignaś zrzuci ubranie i przyjdzie do niej. Gdy ją przytulał, drżała w jego ramionach. Od tego momentu bardzo niewiele mówiła, co przypisywał ukrywaniu się przed ojcem. On sam sapał i gryzł poduszkę, żeby nie krzyczeć głośno. Natalia leżała na plecach, uśmiechała się, ciasno obejmowała go ramionami i cichutko wlewała mu wprost do ucha gorące słowa.
Gdy się nasycił, zwykle szybko wychodził. Przecież przyszedł tylko na chwilę, idąc do swojej roboty albo z niej wracając.
- Też chciałabym coś z tego mieć - powiedziała Natalia Wudkiewicz. - Podobno panowie Kalinowscy są hojni dla swoich kobiet. Tak wszyscy mówią. Czy już kupiłeś mi coś ładnego?
- Co ładnego? - powtórzył Ignaś zaskoczony.
Jego zdaniem, zadowolenie z młodości i siły było wystarczającą nagrodą.
- Coś na pamiątkę - wyjaśniła Natalia. - Widziałam, jaką piękną broszkę kupił twój ojciec dla Franciszki.
- Dla Franciszki? - zdziwił się. - Mój ojciec? Nic o tym nie wiem.
Młynarzówna roześmiała się cichutko.
- A wszyscy inni wiedzą. Nie bój się, jeśli mi coś kupisz, nie powiem nikomu, że to od ciebie. Ale będzie mi przyjemnie popatrzeć na to, jak kiedy nie przyjdziesz.
- Zawsze przyjdę.
- Tylko tak mówisz - droczyła się. - Teraz jestem dla ciebie ciekawa, ale kto wie, jak szybko się znudzisz...
- Nigdy się nie znudzę! - przysięgał Kalinowski.
- Mężczyźni zawsze tylko tak obiecują - wzdychała Natalia.
***
Kilka dni wcześniej Franciszka nie wstała z łóżka wcześnie rano. Gdy Michał Kalinowski obudził się, zobaczył zaskoczony, że żona siedzi na brzegu posłania, blada i wymizerowana.
- Co się stało?
- Tak mi jakoś dziwnie... - mruknęła w odpowiedzi.
- Dziwnie? - zapytał. - Co to znaczy dziwnie?
Westchnęła dotykając brzucha.
- Sama nie wiem. Mdli mnie...
Była nieco przestraszona. Pan Kalinowski od razu domyślił się, czego to mogą być oznaki, więc zapytał:
- Może zaszłaś w ciążę?
Franciszka nie potrafiła jednak dać wyraźnej odpowiedzi.
- Nie wiem.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
- To kto ma wiedzieć?
- Chyba nie jestem - Franciszka to kuliła się, to prostowała. - Ale sama nie wiem...
Po chwili dodała cicho:
- Boję się. Nie wiem, co powiesz...
Pan Michał pochylił się i z czułością pogłaskał żonę po policzku.
- Nie bądź głupia - mruknął z naganą. - Nie ma powodu, żebym nie był zadowolony. Nawet by mi się podobało, żebyś urodziła syna.
Franciszka uśmiechnęła się blado. Ulżyło jej, od razu przestało boleć tak dokuczliwie.
- Urodzę - obiecała. - Ale chyba jeszcze nie teraz. Bolało mnie, bo najpewniej zjadłam co niedobrego...
Kalinowski wzruszył ramionami.
- Nie jestem doktorem. Kobiety same najlepiej wiedzą, co im jest. A przynajmniej powinny.
***
Tego wieczora, gdy Franciszka przechodziła do świronka, sprawdzić zamknięcie na noc, pan Michał niespodziewanie ją zatrzymał.
- Mam coś dla ciebie.
Spojrzała, zaskoczona jego poważną miną. Starała się wykonywać wszystko jak umiała najlepiej, żeby nie miał pretensji. Tak nerwowo odzywał się wówczas, gdy nie był zadowolony z tego lub tamtego. Wtedy też miał taką srogą minę.
Pokazał jej zaciśniętą pięść, a ona zastanawiała się, czego nie dopilnowała. Teściowa każdego dnia znajdowała powód do krytyki, a co jakiś czas listę zarzutów przedstawiała synowi. Pan Michał powtarzał je, najczęściej łagodząc nieco pretensje swojej matki.
- Nauczy się. Mama też wszystkiego od razu nie umiała.
- Wiele czasu jej na tym schodzi. Znowu świronka na noc nie zamknęła. Pewnie chce, żeby nas okradli z zapasów.
- U nich we wsi niczego nie zamykają - bronił żony Kalinowski. - Przecież mama wie, że i zamków nie ma w drzwiach. To gdzie się miała nauczyć?
Powtórzył Franciszce zastrzeżenia starszej pani i poradził, żeby nie dawała jej powodów do swarów.
- Moja matka pamięta dawne ciężkie czasy i może jest trochę przeczulona - wyjaśnił. - Lepiej sprawdź dwa razy, zanim się położysz. Dla świętego spokoju sprawdź.
Franciszka nauczyła się postępować w taki właśnie sposób. Choć wieczorem obeszła już gospodarstwo, ruszała w obchód powtórnie, żeby móc kłaść się do łóżka w przekonaniu, że nie zapomniała o niczym ważnym.
- Sprawdziłaś wszystko? - zapytał teraz.
- Tak, Michale.
Pan Kalinowski pokazał zaciśniętą pięść.
- A teraz zgadnij, co tu mam?
Zaskoczona, nie odpowiedziała. Zaskoczenie było bardzo przyjemne, gdy zrozumiała nagle, że mąż wcale nie jest zagniewany.
- Nie wiem - szepnęła.
- To coś dla ciebie - powtórzył i otworzył dłoń.
Franciszka patrzyła oniemiała. Taka broszka, szeroka, błyszcząca, musiała bardzo wiele kosztować.
- Dla mnie? - spytała oszołomiona. - Naprawdę dla mnie?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
- Dla kogóżby innego? - mruknął i wcisnął jej błyskotkę do ręki. - Jutro załóż do nowej bluzki. Goście będą na kolacji, trzeba żebyś wyglądała dobrze.
- Goście? - była zaskoczona. - To chyba ja muszę...
Pokręcił głową.
- Nic nie musisz. Wydałem już Finie konieczne polecenia. Ty po prostu masz być przy stole i dobrze wyglądać. Wcale nie musisz się odzywać.
Powiedział to i odszedł. Franciszka była wszystkim tak zaskoczona, że zapomniała podziękować za prezent. I za to, że nie nakazał jej rozmawiać z obcymi ludźmi, co mówią zwykle o niezrozumiałych dla niej sprawach, a przy tym przyglądają się jej z natarczywością. Co do tego, żeby się przyglądali, nie zgłaszała zastrzeżeń.
***
W kilka dni później Ignaś Kalinowski pojechał do Zabłudowa i przywiózł stamtąd wielkie czerwone korale.
- Masz - powiedział do młynarzówny, chwytając ją wpół. - Żebyś nie mówiła, że niczego ode mnie nie dostałaś.
Natalia Wudkiewicz przymierzyła naszyjnik, ale na jej twarzy nie było zachwytu, ledwie zdobyła się na uśmiech.
- Ciekawe, kiedy będę nosić - mruknęła. - Zaraz ktoś zapyta, skąd mam. To co powiedzieć?
Ignaś zaśmiał się lekceważąco.
- Powiesz, że znalazłaś na polu - poradził.