SPOTKANIE
Miałam rację - mówiła Olga von Tromm oglądając szkice i rysunki Haneczki Skórnickiej. - Poczyniłaś zdumiewające postępy, moja droga. Upewnia mnie to o twoim niepospolitym talencie. Jestem bardzo zadowolona, że to ja pierwsza zauważałam twoje artystyczne predyspozycje.
- Jestem pani baronowej bardzo za to wdzięczna.
Haneczka do Szkoły Sztuk Pięknych dostała się jako jedna z najmłodszych studentek, miała wówczas ledwie szesnaście lat. Stało się to możliwe tak dzięki listom polecającym pani von Tromm, jak i staraniom ojca. Pan Zdzisław poświęcił wiele czasu i niemało pieniedzy, by zrealizować marzenia córki.
Podczas pobytu w Jeronimowie Haneczka bardzo intensywnie pracowała. Zimą miała mniej możliwości, aby malować swoje ulubione pejzaże, ale kiedy tylko nadeszły pierwsze przedwiosenne słoneczne dni, rzadko można było zastać ją w domu. Wiele czasu poświęcała na wędrówki po okolicy w poszukiwaniu odpowiednich plenerów. Można ją było zobaczyć o różnych porach dnia, wczesnym rankiem i o zmierzchu w pałacowym parku, na wiejskiej drodze, pod lasem czy nad stawem. Wypuszczała się też na dalszy rekonesans, nie bacząc na kapryśną wiosenną aurę. Najczęściej korzystała z samochodu, ale stanowczo wolałaby piesze wędrówki, bo podczas nich mogła przypominać sobie szczęśliwe lata dzieciństwa. I... marzyć o Witii.
Po przyjeździe Haneczki do Jeronimowa na nowo rozkwitła jej znajomość z Bronią Lulewicz, która, początkowo onieśmielona i zdystansowana, wkrótce stała się jej powiernicą i towarzyszką wypraw po okolicy.
Pani baronowa pozwalała przyjaźnić się obu pannom. Patrzyła przez palce na ich wycieczki, a nawet i na to, że czasami wieczorem, już po skończonej pracy, pokojówka Bronia przychodziła do sypialni panny Skórnickiej. Obie dziewczyny czytały albo plotkowały i snuły rozmaite marzenia i plany.
- Mam tylko nadzieję, że nie zapomnisz zachować dystansu - pouczała Haneczkę Olga von Tromm. - Pamiętaj, że Bronia jest tylko służącą. Nigdy nie dorówna ci pozycją i powinna o tym wiedzieć. Nie mówię tego ot tak sobie, ale dla jej dobra. Ty zajmiesz się sobą, wyjedziesz, zostaniesz, możesz robić, co zechcesz. Ona nie. Więc w imię dobrze pojętej przyjaźni nie zrób jej krzywdy, dając nadzieję na inne życie niż to, do którego przywykła i które jest udziałem dziewcząt z jej klasy.
- Rozumiem - zapewniła poważnie Haneczka. - Bardzo lubię Bronię, jest moją prawdziwą przyjaciółką i bardzo dobrze się rozumiemy. Ale zdaję sobie sprawę z tego, o czym pani baronowa mówi i naturalnie, z góry zapewniam, że nie ma podstaw do obaw.
- I nie będzie? - upewniła się pani Olga.
- I nie będzie - opanowanym głosem oznajmiła panna Skórnicka. - Bronia jest pokojówką i tak zostanie. Owszem, zależy mi, żeby trafiła w życiu jak najlepiej, będę jej chciała dopomóc na tyle, na ile będzie to możliwe. Ale tylko tyle.
- Doskonale - odetchnęła z ulgą Olga von Tromm.
***
Gdy pani baronowa dawała wychodne Broni Lulewicz, Haneczka zabierała ją ze sobą. W ciągu tygodnia Bronia miała wiele zajęć związanych z opieką nad małą Barbarką i tylko po południu w sobotę służąca mogła mieć nieco czasu dla siebie. Z przyjemnością uczestniczyła w wyprawach z panienką, choć właściwie powinna odwiedzić w tym czasie dom rodzinny. Ale jakoś wcale jej tam nie ciągnęło.
- Szybko, szybko - wołała Haneczka. - Jedziemy na wycieczkę. Już wszystko mam obliczone, na kolację wrócimy.
Panna Skórnicka miała zaplanowane sobotnie popołudnia kilka dni z wyprzedzeniem.
- Dziś pojedziemy do Kamionki - mówiła. - Widziałam tam wspaniałe drzewa. Koniecznie muszę je narysować.
Bronia Lulewicz zabierała koszyk z prowiantem i obie panny jechały na piknik.
Dni były już ciepłe, pola pokryły się świeżą zielenią, młode listki pokazywały się na drzewach. Słońce świeciło jasno, dzień był pogodny i przyjemnie podróżowało się odkrytym samochodem. Wiosna nie była jeszcze tak rozwinięta, żeby mogły pozwolić sobie na biwakowanie w polu czy w lesie, wiec przekąskę zjadały w aucie. Bronia zawsze pamiętała o ulubionych ciasteczkach Haneczki i kanapkach z szynką, które zupełnie inaczej smakowały niż te podawane w domu.
Panny plotkowały, zwierzały się ze swoich sekretów i planów.
- Jestem bardzo szczęśliwa, że nie przestałaś być moją przyjaciółką - zapewniała Haneczka. - Gdy byłam w Niemczech, niepokoiłam się, że już mnie nie pamiętasz.
- Nigdy nie zapomniałam - uśmiechała się skromnie Lulewiczówna. - Nie mam innej przyjaciółki.
Także tego dnia Haneczka Skórnicka wyruszyła z Jeronimowa w towarzystwie Broni Lulewicz. Od dawna już chciała pojechać do Nowosadów, by narysować stare chałupy przy drodze. Bronia dziwiła się nieco jej zaciekawieniu takimi brzydkimi i zniszczonymi chatami, ale patrzyła na przyjaciółkę z wielkim szacunkiem i bez najmniejszej krytyki akceptowała jej pomysły.
Czasem tylko ostrożnie ośmielała się wyrazić swoje wątpliwości.
- Co jest ładnego w takich starych chałupach? - spytała cicho.
- Wszystko - odparła panna Skórnicka. - Właśnie to, że są wiekowe, że stoją nad drogą, że przed nimi rozciąga się ten błękitny staw, a dalej rosną stare klony.
- Przecież to tylko bajoro - dziwiła się Lulewiczówna. - Gęsi i kaczki łażą, sama też kiedyś tam chodziłam ze stadem...
- Gęsi oczywiście także namaluję - śmiała się Haneczka. - Ciebie też bym chciała umieścić na tym obrazie, szkoda, że przed laty nie umiałam. Cóż to byłby za piękny obrazek - "Bronia - gęsiareczka".
Jadąc do Nowosadów gawędziły o wszystkich panieńskich sprawach. Ponieważ panna Skórnicka zauważyła, że młody pomocnik ogrodnika pani baronowej ogląda się za pokojówką, teraz próbowała podpytywać przyjaciółkę.
- Chciałabyś się za niego wydać? Wysoki, jasnowłosy chłopiec. Może trochę biedny, ale ładny i podobno taki spokojny. No, przyznaj, że ci się podoba!
- Owszem - po chwili namysłu przyznała Lulewiczówna, czerwieniąc się ze wstydu. - Właśnie dlatego, że taki spokojny i łagodny. I ma niebieskie oczy...
- Bo ja ze spokojnym to bym chyba nie mogła żyć - mówiła tymczasem Haneczka. - Ja lubię ruch i odrobinę szaleństwa. Ale ty się wydajesz taka zrównoważona. Zawsze zazdrościłam ci opanowania i spokojnego usposobienia.
- Ty mi zazdrościłaś? - zdziwiła się Lulewiczówna.
- Pewnie. Teraz też ci zazdroszczę. Ojciec zawsze mnie karcił, że mam popędliwą naturę i pstro w głowie. Teraz jestem starsza, a chyba wcale nie zmądrzałam.
- Co ty mówisz - oburzyła się nieśmiało Bronia. - Jesteś taka odważna i w ogóle. Ja to się wszystkiego boję. Sama pierwsza nie zagadam do nikogo, choćby nie wiem co.
- Do tego ogrodnika też nie? - droczyła się Haneczka.
- Ani słowem. Dwa razy jak się spotkaliśmy, to tak na mnie patrzył, jakby chciał coś zagadać. Myślałam nawet go zapytać, co tak patrzy i co ma do powiedzenia, ale jakoś nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
- Oj, to fatalnie - Haneczka zmarszczyła nosek. - Powinnaś być może trochę odważniejsza. Wiesz, chłopców czasem trzeba trochę ośmielić.
- Kiedy zupełnie nie umiem...
- Nauczę cię - zaśmiała się panna Skórnicka. - To wcale nie jest trudne, jeśli wiesz, jak to zrobić, no i co chcesz osiągnąć. Trzeba wiedzieć, czego się chce - to jest najważniejsze. Czasem myślę, że brak mi twojego opanowania. Jakby ze mną i Witią co do czego przyszło, wiesz - tak na prawdę, to nie wiem, czy umiałabym nad sobą zapanować...
Samochód jechał bardzo wolno, na drodze nie brakowało kałuż po porannym deszczu i panna Skórnicka starannie je omijała, by nie zachlapać ubrań i zanadto nie ubrudzić samochodu.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.