PLAN PANI KATARZYNY
Michał Kalinowski opowiadał o swojej wyprawie do dworu w Semkowiczach zupełnie bez entuzjazmu. Wrócił z drogi zmęczony i marzył o odpoczynku, a tymczasem starsza pani domagała się szczegółowej relacji.
- Mówże wreszcie! - niecierpliwiła się. - Będzie co z tego?
Pan Michał pokręcił głową.
- Nie wydaje mi się. Z całym szacunkiem dla mamy dobrych chęci, nie był to dobry pomysł.
Pani Katarzyna oczekiwała powrotu syna z wielką niecierpliwością, ponieważ wysłała go w podróż, aby przyjrzał się pannie Semkowicz i ocenił, czy nada się na żonę dla Ignasia.
Rozmawiali w salonie, bez obecności kogokolwiek postronnego, aby plany pani Katarzyny nie zostały przedwcześnie ujawnione. Zwłaszcza wnuk nie mógł się dowiedzieć, że za jego plecami układane są jakiekolwiek projekty małżeńskie.
- Rodzina owszem, bardzo porządna - przyznał Kalinowski. - Przyjęli mnie niezwykle serdecznie, są gościnni i szczerzy. Prosili zostać, jak długo zechcę. Duże wrażenie zrobił na mnie pradziadek...
- To stary major jeszcze żyje? - ucieszyła się starsza pani. - Daj mu, Boże, jak najdłużej! Ma pewnie pod dziewięćdziesiątkę!
- Osiemdziesiąt cztery. Dawny żołnierz i wielki patriota, co lubi sobie golnąć i bez przerwy wspomina stare, dobre czasy. Czy mama wie, że w czasie powstania był majorem w partii Wróblewskiego? Znał oczywiście naszego Janka i mówił o nim z wielkim uznaniem.
- Pamiętałam o tym - przyznała pani Kalinowska. - A jakże jego siostrzenice?
- Żyje tylko jedna, Karolina. To babka dziewczyny. Kobieta szczera i życzliwa, prosta i niewykształcona...
- I jej niech Bóg da zdrowie! - niecierpliwiła się starsza pani. - Ale panna! Jaka jest panna?! O nią przecież najwięcej chodzi!
Patrzyła na syna ze zdumieniem, nie mogąc zrozumieć jego rezerwy. Opowiadał jak z musu, każde zdanie musiała z niego wyciągać.
- Jest i panna, mama dobrze wszystko pamiętała - podjął. - Władysława, a mówią o niej Adzia. Nie będę ukrywał, że spodziewałem się trochę więcej.... To znaczy, nie tyle więcej, bo sama w sobie jest duża, ale lepiej. Otóż, to jest dziewczyna nieszczęśliwa, bo brzydka, jakaś taka nieforemna, z wielkim nosem i szerokimi barami, niby u mężczyzny...
Przybrał lekceważący wyraz twarzy i lekceważący ton. Liczył, że matka odstąpi od swoich planów.
- Bieda w tych Semkowiczach okropna - podkreślił. - Ledwo wiążą koniec z końcem. Ziemi tyle, co kot napłakał, gospodarstwo w gorszym stanie, niż u niejednego z naszych chłopów. Mieszkają byle jak w domu, co przypomina kurnik. Pracują ciężko, jedzą postnie i rzadko, a pieniądze w gotówce widzieli pewnie ze trzydzieści lat temu...
Kalinowski spodziewał się, że dla matki, kobiety która potrafiła postawić majątek na nogi, taka opinia będzie przeciwwskazaniem do matrymonialnych planów. Tymczasem pani Katarzyna wszystko, co on przedstawiał jako wady, brała za zalety.
- To bogobojna, zasłużona dla kraju rodzina, mój drogi - powiedziała z uśmiechem. - Prawda, że biedna, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek była bogata. Na tych piaskach i podmokłych łąkach? Bieda może tu być zaletą, znają oni ciężką pracę i wiedzą, że ziemia nie lubi lekkoduchów. Zapewne panna jest pracowita?
- O, tak! - skinął głową Kalinowski. - W tej kwestii mama ma całkowitą rację. Mają tam tylko jedną służącą, panna Adzia prawie wszystko musi robić sama.
- Widzisz! - rozpromieniła się pani Katarzyna. - Surowe, ale dobre wychowanie. To najważniejsze. Pobożność, skromność, zamiłowanie do pracy na roli. Czy to nie jest to, co tak lubisz podkreślać? Praktyczne podejście do życia. Dziewczyna pracuje, nie leni się, zna się na gospodarstwie. Jeśli pójdzie za Ignasia, będzie mu posłuszna i wierna, bo wiele mu będzie zawdzięczała. Nie ma przecież pstro w głowie, jak mają bogate panny, i nasze, i miejskie.
- No, tak - zgodził się po namyśle pan Michał. - Owszem, w rozmowie nawet uprzejma. Ale nie ma w niej żadnej subtelności, żadnego pragnienia spraw wyższych...
Starsza pani wydęła usta.
- Mój drogi - powiedziała z naciskiem. - Na ten temat oboje wiemy chyba niemało, prawda? Nie powiesz chyba, że jest gorzej wykształcona i wychowana od Franciszki?
Przed takim argumentem dziedzic Kalinowski zawsze musiał ustąpić. Jego żona pochodziła z rodziny chłopskiej.
Chrząknął, jakby zamierzał powiedzieć coś istotnego.
- Rzecz nie tylko w pochodzeniu - zauważył. - Adzia jest brzydka, proszę mamy. Franciszka przy niej to prawdziwa księżniczka.
Pani Katarzyna aż usta otworzyła na taką profanację, a pan Michał bezlitośnie ciągnął dalej.
- Brzydka! - powtórzył z naciskiem. - Ale przede wszystkim za młoda. Ma dopiero szesnaście lat. Ignaś musiałby czekać rok albo dwa, a na koniec dostałby potwora! Czy mama chce go unieszczęśliwić?
Starsza pani za nic nie chciała porzucić swojego pomysłu.
- Nieładna? - zapytała. - To zależy, co się komu podoba. Może akurat Ignasiowi będzie odpowiadała...
Kalinowski pokręcił głową.
- Przepraszam, ale mama chyba mnie nie słuchała. Nie mówiłem, że panna Adzia Semkowicz jest nieładna. Mówiłem, że jest brzydka. W dodatku na tym pustkowiu wychowali ją na dziką i mało okrzesaną. W całym dworze nie ma ani jednej książki!
Pani Katarzyna przyglądała się synowi z uśmiechem pełnym wyższości.
- Michale - odezwała się. - Widzę, że chcesz mnie zupełnie zniechęcić. Zapomniałeś, że twoja żona nie potrafi czytać? A ja bardzo dobrze pamiętam, jaką wiedzę miała matka panny, Katarzyna jak ja. Na pewno przekazała córce dość. Ty mogłeś tego nie zauważyć, byłeś tam przecież krótko, interesowałeś się gospodarstwem, nie starczyło ci czasu na właściwe poznanie osoby. Jest zapewne trochę skryta, to nie dziwne u kogoś, kto jest wychowany daleko od ludzi.
Kalinowski opuścił głowę z rezygnacją.
- Mama mówi poważnie? - upewnił się. - Będzie się upierać, by swatać Ignasia z tą panną?
- Oczywiście! - starsza pani nie miała wątpliwości. - Dziwię ci się, że taki jesteś zapiekły w niechęci do tej osoby.
- Nie jestem zapiekły - próbował bronić się pan Michał. - Pytała mnie mama o zdanie, to je przedstawiłem.
Starsza pani pokręciła głową.
- Doprawdy? Czemu, mój drogi, akcentujesz tylko wady i niedociągnięcia, a wcale nie widzisz zalet?
- A mama widzi zalety?
- Naturalnie - odpowiedziała starsza pani pogodnie. - Nie oceniajmy człowieka tylko po wyglądzie i po majątku. To po pierwsze. A po drugie, panna jest młoda. Za młoda, jak twierdzisz. Może i racja, że spieszyć się aż tak bardzo nie ma potrzeby. Zatem więc i ona, i Ignaś mają dość czasu, żeby się poznać i polubić. Zaraz napiszę do jej opiekunów, że jesteśmy zainteresowani i niech za jakiś czas pozwolą jej odwiedzić Kalinówkę. Nie masz zapewne nic przeciw temu?
Z zadowolonym uśmiechem pani Katarzyna Kalinowska poklepała syna po ręce.
- Zobaczysz, Michale, jakie to będzie udane, zgodne małżeństwo!
Kalinowski zrezygnował już z oporu, ale jeszcze zapytał:
- Skąd mama wie, że będzie udane?
Starsza pani zrobiła tajemniczą minę.
- Skąd wiem? Przeczucie mi to podpowiada. A przeczucia nigdy mnie nie zawodzą.