Rozdział 1
Kasjan uniósł pięść, by zapukać w pomalowane na zielono drzwi w ciemnawym korytarzu... i się zawahał.
Zabił w swoim życiu więcej wrogów, niż potrafił zliczyć czy spamiętać. Stał po kolana we wnętrznościach na niezliczonych polach bitewnych i wciąż wywijał mieczem. Dokonywał wyborów, które kosztowały go życie dobrych wojowników. Był generałem, żołnierzem i zabójcą, a jednak... opuścił pięść.
Wycofał się.
Budynek na północnym brzegu Sidry pilnie potrzebował nowej warstwy farby. Oraz nowych podłóg, jeśli skrzypienie schodów pod jego butami, kiedy pokonywał drogę na drugie piętro, stanowiło jakiś wyznacznik. Ale przynajmniej było czysto. Jak na standardy Velaris była to rudera, choć w mieście bez slamsów nie znaczyło to wiele. Widział już gorsze warunki. W gorszych bywał.
Nie potrafił jednak pojąć, dlaczego Nesta postanowiła mieszkać w takim miejscu. Mógł zrozumieć, dlaczego nie miała ochoty zamieszkać w Domu Wiatru - był za daleko od miasta, a ona nie umiała ani latać, ani przeskakiwać. A to oznaczało konieczność pokonywania dziesięciu tysięcy stopni. Czemu jednak wybrała tę dziurę, podczas gdy miejski dom stał pusty? Odkąd rozległa nadrzeczna posiadłość Feyry i Rhysa została ukończona, ich dom w Velaris pozostawał otwarty dla każdego z ich przyjaciół, który by go potrzebował czy chciał. Wiedział z całą pewnością, że księżna zaproponowała siostrze pokój na wyłączność - ta jednak propozycję odrzuciła.
Zmarszczył brwi na widok łuszczącej się farby na drzwiach. Przez sporą szparę między skrzydłem a podłogą, dość dużą, by przelazły przez nią nawet najtłustsze szczury, nie dochodził żaden dźwięk, a w ciasnym korytarzu nie unosił się żaden świeży zapach.
Może będzie miał szczęście i nie zastanie jej w domu. Może wciąż śpi gdzieś pod barem w jakiejś spelunie, do której zawędrowała wczorajszego wieczora. Chociaż to by mogło się okazać jeszcze gorsze, gdyż oznaczałoby, że musi ją tam odszukać.
Ponownie uniósł pięść. Czerwony syfon zamigotał w świetle umieszczonych na suficie starych kul czarodziejskiego światła.
"Tchórz. Weź się, do kroćset, w garść".
Zapukał. Raz. Drugi.
Cisza.
Niemal odetchnął z ulgą. Dzięki niech będą pieprzonej Matce...
Po drugiej stronie rozległy się miarowe, sztywne kroki. Każdy zdradzał większą irytację niż poprzedni.
Zwinął ciasno skrzydła, wyprostował się i rozstawił szerzej nogi. Tradycyjna postawa bojowa, wbita mu do głowy przez lata treningu, teraz przyjmowana czysto automatycznie. Nie chciał się nawet zastanawiać, dlaczego odgłos kroków z drugiej strony drzwi wyzwolił w nim ten odruch.
Zgrzyt czterech zamków równie dobrze mógłby być biciem wojennego bębna.
Przejrzał w myślach listę rzeczy, które miał powiedzieć. Przypomniał sobie sposób, w jaki Feyra sugerowała je przekazać.
Drzwi otworzyły się nagle. Gałka została przekręcona z taką siłą, że przez chwilę zastanawiał się, czy Nesta wyobrażała sobie, że to jego kark.
Mina Nesty Archeron przywodziła na myśl chmurę gradową. Ale jednak oto była.
Wyglądała koszmarnie.
- Czego chcesz? - spytała przez szparę w drzwiach nie szerszą niż dłoń.
Kiedy widział ją po raz ostatni? W zeszłym miesiącu na przyjęciu z okazji końca lata na tamtej barce na Sidrze? Wtedy nie wyglądała aż tak źle. Choć cała noc topienia smutków w alkoholu nigdy nie wpływała pozytywnie na wygląd następnego dnia, zwłaszcza jeśli...
- Jest siódma rano - syknęła, obrzucając go tym swoim szaroniebieskim spojrzeniem, które zwykle wystarczyło, by krew w nim zawrzała.
Miała na sobie męską koszulę. Co gorsza, miała na sobie tylko męską koszulę.
Oparł dłoń o futrynę i posłał jej jeden ze swoich leniwych uśmiechów, który zawsze niezawodnie działał jej na nerwy.
- Ciężka noc?
W zasadzie to ciężki rok. Jej piękna twarz była wciąż blada i jeszcze chudsza niż przed wojną z Hybernią, usta miała wyblakłe, a te oczy... Zimne i przenikliwe jak zimowy poranek w górach.
Na jej obliczu nie widać było ani śladu radości, najwątlejszego uśmiechu. A wręcz nie tylko na obliczu, lecz także w całej jej postawie.
Spróbowała zatrzasnąć drzwi na jego dłoni.
Zanim zdołała połamać mu palce, Kasjan wsunął w szparę stopę. Dziewczyna rozdęła lekko nozdrza.
- Feyra chce cię widzieć w domu.
- Którym? - odparła i spojrzała spod zmarszczonych brwi na wsuniętą między drzwi a futrynę stopę. - Ma ich pięć.
Zmełł w ustach ripostę. To nie było pole bitwy, a ona nie była jego przeciwnikiem. Nie, miał jedynie dostarczyć ją w umówione miejsce. A potem się modlić, żeby cudowny dom, do którego Feyra i Rhys dopiero co się wprowadzili, nie zmienił się w kupę gruzów.
- W nowym.
- Czemuż moja siostra sama po mnie nie przyszła?
Znał ten podejrzliwy błysk w jej oku, lekkie usztywnienie pleców. Jego własne instynkty aż się rwały, by odpowiedzieć tym samym, by przeć, brnąć dalej i przekonać się, co się stanie.
Od przesilenia zimowego wymienili raptem parę słów. Większość na przyjęciu na barce w minionym miesiącu. Były to:
"Przesuń się".
"Cześć, Nes".
"Przesuń się".
"Z chęcią".
I to by było na tyle po wielu miesiącach, w których ledwo co ją widywał.
Nie rozumiał nawet, dlaczego przyszła na tamto przyjęcie, zwłaszcza skoro wiedziała, że będzie skazana na ich towarzystwo przez długie godziny. Jej niespotykane pojawienie się było zapewne zasługą Amreny, która miała na nią jakiś wpływ. Niewielki, ale zawsze. Kiedy jednak wieczór dobiegł końca, owinięta ciasno własnymi ramionami Nesta stała na czele kolejki do zejścia na ląd, a Amrena siedziała ponuro na drugim końcu barki, niemal dygocząc ze wściekłości i z odrazy.
Nikt nie zapytał, co wtedy między nimi zaszło, nawet Feyra. Gdy łódź zacumowała przy nabrzeżu, Nesta wręcz zbiegła z pokładu i zniknęła w mieście. Odtąd nikt z nią nie rozmawiał. Aż do dziś. Aż do tej rozmowy, która sprawiała wrażenie najdłuższej od zakończenia walk z Hybernią.
- Ponieważ jest księżną. Jest zajęta prowadzeniem Dworu Nocy.
Nesta przekrzywiła głowę. Złotobrązowe włosy zsunęły się z kościstego ramienia. U każdej innej osoby ten gest mógłby sprawić wrażenie zamyślenia, u niej jednak było to ostrzeżenie drapieżnika taksującego ofiarę.
- I dlatego moja siostra - powiedziała tym samym beznamiętnym głosem niezdradzającym najmniejszego cienia emocji - uznała, że to spotkanie jest konieczne właśnie teraz?
- Założyła, że zapewne będziesz potrzebowała chwili na doprowadzenie się do porządku, i chciała dać ci na to dość czasu. Jesteś oczekiwana o dziewiątej.
Czekał, wiedząc, że gdy tylko Nesta dokona niezbędnych obliczeń, nastąpi wybuch.
W jej oczach pojawił się dziki błysk.
- Czy ja wyglądam na kogoś, kto potrzebuje dwóch godzin, żeby się przygotować do wyjścia?
Uznał to za pozwolenie, by bezkarnie zlustrować ją wzrokiem od stóp do głów: długie, nagie nogi, elegancka krzywizna bioder, smukła talia - za chuda, o wiele za chuda - i pełne, zachęcające piersi, które kłóciły się z kanciastością sylwetki.
U innej kobiety ten wspaniały biust mógłby nawet uznać za wystarczający powód, by się nią z miejsca zainteresować. Jednak od chwili, kiedy poznał Nestę, zimny ogień płonący w jej szaroniebieskich oczach wzbudzał w nim pokusę zupełnie innej natury.
Teraz zaś była fae wysokiego rodu, z wrodzoną agresją i potrzebą dominacji - i niestety wybuchowym temperamentem. Nie bez powodu unikał jej, jak mógł. Zwłaszcza po tym, co się wydarzyło w trakcie wojny przeciwko Hybernii, a także po niej. Bardzo jednoznacznie wyraziła swoje uczucia względem niego.
W końcu powiedział:
- Wyglądasz, jakbyś potrzebowała kilku porządnych posiłków, kąpieli i prawdziwych ciuchów.
Przewróciła oczami, ale przesunęła palcami po rąbku koszuli.
- Wyrzuć stąd tego żałosnego dupka - dodał - i się umyj, a ja przyniosę ci herbatę.
Lekko uniosła brwi.
Uśmiechnął się kpiąco.
- Myślisz, że nie słyszę tego faceta w twojej sypialni próbującego po cichu włożyć ubranie i wymknąć się przez okno?
Jakby w odpowiedzi z sąsiedniego pokoju dobiegł głuchy stuk. Nesta syknęła.
- Wrócę za godzinę zobaczyć, jak się sprawy mają - dodał jeszcze Kasjan.
Włożył w te słowa tyle jadu, że żaden z żołnierzy nie śmiałby powiedzieć już ani słowa. Szybko by sobie przypomnieli, że nie bez kozery potrzebował aż siedmiu syfonów, by utrzymać swą magię w ryzach. Nesta nie latała jednak w jego legionie, nie trenowała pod jego okiem i zdawała się zupełnie nie pamiętać, że miał ponad pięćset lat, a do tego...
- Nie fatyguj się. Będę tam na czas.
Odepchnął się od framugi i cofnął o kilka kroków, lekko rozkładając skrzydła.
- Nie takie mam polecenia. Mam cię dostarczyć od drzwi do drzwi.
Twarz jej się ściągnęła.
- Idź sobie przysiąść na kominie.
Wykonał zdawkowy ukłon, nie śmiejąc spuścić z niej wzroku. Wyszła z Kotła z... pewnymi darami. Potężnymi, mrocznymi darami. Choć od tej ostatniej bitwy przeciwko siłom Hybernii, odkąd Amrena roztrzaskała Kocioł, a Feyra i Rhys zdołali go uleczyć, nikt nie widział ani nawet nie poczuł cienia jej mocy. Elaina również od tamtego czasu nie przejawiała swych zdolności jasnowidzenia.
Jeśli jednak Nesta nie straciła swych umiejętności, jeżeli nadal potrafiła równać z ziemią całe armie... Kasjan wolał nie nadstawiać się innemu drapieżnikowi.
- Herbatę chcesz z mlekiem czy cytryną? - zapytał.
Zatrzasnęła mu drzwi przed nosem.
Potem rozległ się zgrzyt zamykania wszystkich czterech zamków.
Pogwizdując i zastanawiając się, czy ten biedak wewnątrz naprawdę zamierza ewakuować się przez okno - głównie, żeby uciec przed Nestą - Kasjan powędrował ciemnawym korytarzem, by znaleźć coś na ząb.
Będzie potrzebował sił. Szczególnie gdy jego towarzyszka się dowie, dlaczego właściwie jej siostra ją wezwała.
***
Nesta Archeron nawet nie znała imienia mężczyzny w jej mieszkaniu.
W drodze powrotnej do sypialni lawirowała między stosami książek i stertami ubrań, przeszukując swoją przesączoną winem pamięć; pożądliwe spojrzenia w tawernie, pierwsze wilgotne, gorące spotkanie warg, pot pokrywający jej ciało, kiedy ujeżdżała go aż do osiągnięcia wywołanego przyjemnością i alkoholem spełnienia, ale... nie imię.
Kiedy Nesta dotarła do ciasnej, ciemnawej sypialni, jej kochanek już się wychylał przez okno, a Kasjan bez wątpienia siedział gdzieś tam po drugiej stronie ulicy w oczekiwaniu na przedstawienie, jakie niewątpliwie zgotuje osobnik wymykający się żałośnie przez okno. Prześcieradła na metalowym łóżku były pogniecione i na wpół leżały na skrzypiącej, nierównej podłodze, a skrzydła popękanego okna uderzały o ścianę na poluzowanych zawiasach. Mężczyzna obrócił się w jej stronę.
Był przystojny, w ten sam sposób jak większość mężczyzn fae wysokiego rodu. Nieco szczuplejszy niż ci, których zwykle wybierała - w zasadzie chłopiec w porównaniu z górą mięśni, która przed chwilą stała przed jej drzwiami. Skrzywił się, kiedy weszła do pomieszczenia, a gdy dostrzegł, co kobieta ma na sobie, grymas na jego twarzy tylko się pogłębił.
- Eee... to jest...
Nesta ściągnęła z siebie koszulę i stanęła przed nim całkiem naga. Otworzył szerzej oczy, ale woń jego strachu nie minęła - nie bał się jej, lecz tego, kogo przed chwilą słyszał pod drzwiami. Tego, kim była jej siostra. Kim był towarzysz jej siostry. Kim byli jej przyjaciele. Tak jakby cokolwiek z tego miało jakieś znaczenie.
Jak pachniałby jego lęk, gdyby się dowiedział, że go wykorzystała? Że się z nim przespała, by utrzymać samą siebie na wodzy? Żeby uspokoić ciemność kipiącą w niej od chwili, gdy wyłoniła się z Kotła? W ciągu minionego roku nauczyła się, że seks, muzyka i alkohol pomagały. Nie do końca, ale zapobiegały przelaniu się przepełniającej ją mocy przez brzegi. Nawet jeśli wciąż czuła, jak krąży w jej żyłach, jak owija się ciasno wokół jej kości.
Rzuciła w niego białym odzieniem.
- Teraz możesz już skorzystać z drzwi wejściowych.
Wciągnął koszulę przez głowę.
- Czy... czy on nadal...
Wzrok wciąż uciekał mu ku jej piersiom, ku stwardniałym na chłodzie sutkom, ku nagiej skórze. Ku złączeniu ud.
- Do widzenia - rzuciła krótko Nesta i skierowała się do przylegającej do sypialni łazienki, gdzie wszystko było przerdzewiałe i cieknące.
Przynajmniej w kranie była ciepła woda.
Czasami.
Feyra i Elaina próbowały przekonać ją do przeprowadzki. Zawsze ignorowała ich rady. Tak jak zamierzała zignorować wszystko, co zostanie dziś powiedziane. Nie miała wątpliwości, że Feyra chciała ją zrugać. Mogło mieć to coś wspólnego z tym, że wczoraj przepisała astronomiczny rachunek w gospodzie na konto siostry.
Prychnęła i odkręciła stary kran. Lodowato zimny w dotyku metal jęknął, prychnął, po czym do popękanej i poplamionej wanny trysnęła woda.
To było jej miejsce. Żadnej służby, żadnych oczu śledzących i oceniających każdy jej ruch, żadnego towarzystwa, chyba że sama je zaprosi. Albo kiedy wścibscy, nadęci wojownicy pojawią się bez zaproszenia na jej progu.
Pięć minut zajęło ogrzanie wody na tyle, by można było napełnić wannę. W minionym roku bywały dni, kiedy nie chciało jej się tak długo czekać. Czasem wchodziła po prostu do lodowatej wody. Nie czuła wtedy ukłucia zimna, lecz pochłaniającą ją w całości mroczną głębię Kotła. Odzierającą ją z jej człowieczeństwa, jej śmiertelności, przemieniającą ją w to coś.
Walczyła z tym całymi miesiącami, z wszechogarniającym, paraliżującym, sięgającym szpiku kości lękiem przed zanurzeniem. Zmusiła się jednak do stawienia temu czoła. Nauczyła się siadać w lodowatej kąpieli, targana mdłościami i drgawkami, zgrzytająca zębami. Nie ruszała się, dopóki jej ciało nie przyjęło do wiadomości, że jest w wannie, a nie w Kotle; że była we własnym mieszkaniu, a nie w kamiennym zamku za morzem; że była żywa, nieśmiertelna. Choć jej ojciec taki nie był.
Nie, jej ojciec był teraz popiołem rozrzuconym na wietrze. O tym, że kiedyś żył, świadczył jedynie nagrobek na wzgórzu pod tym miastem. A przynajmniej tak jej powiedziały siostry.
"Kochałem cię od pierwszej chwili, kiedy trzymałem cię w ramionach", powiedział jej ojciec w ostatnich chwilach, które dane im było spędzić razem.
"Ani mi się waż kłaść swoje brudne łapska na mojej córce". Tak brzmiały jego ostatnie słowa, rzucone w twarz królowi Hybernii. Zmarnował swe ostatnie słowa na tę podłą kreaturę.
Jej ojciec. Człowiek, który przez całe życie nie walczył o swoje dzieci, lecz stanął w ich obronie w swoich ostatnich chwilach. Kiedy przybył je ocalić - owszem, pragnął ocalić ludzi i fae, ale przede wszystkim swoje córki. Ją.
Co za koszmarne i głupie marnotrawstwo.
Płynęła przez nią potworna, mroczna moc, która jednak nie wystarczyła, by powstrzymać króla Hybernii od skręcenia karku jej rodzica.
Nienawidziła swego ojca, nienawidziła do głębi, on jednak z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu ją kochał. Nie dość, by spróbować oszczędzić im życia w ubóstwie i głodzie. A mimo to zdołał sformować na kontynencie wojsko. I wypłynąć na wojnę na pokładzie okrętu nazwanego na jej cześć.
Nawet w tamtych ostatnich chwilach wciąż go nienawidziła. A potem jego kręgosłup pękł, a gdy konał, jego oczu nie przepełniał lęk, tylko ta głupia miłość do niej.
To właśnie wciąż nie dawało jej spokoju - wyraz jego oczu. Uraza w jej sercu, gdy on umierał za nią. Pozostała z nią niczym ropiejący wrzód, podgryzała ją niczym ta moc, którą pogrzebała bardzo głęboko, szalała w jej myślach i żadna lodowata kąpiel nie potrafiła jej stłumić.
Mogła go ocalić.
To była wina króla Hybernii. Wiedziała to. Ale też jej. Tak jak to z jej winy Kocioł pochwycił Elainę, kiedy Nesta użyła na nim swego daru widzenia, z jej winy król Hybernii zrobił tak potworne rzeczy, by urządzić nagonkę na nią i na jej siostrę niczym na zwierzynę łowną.
Czasem przemożny strach, czysta panika tak bardzo ją paraliżowały, że nie potrafiła nawet zaczerpnąć oddechu. Nic nie mogło powstrzymać tej odrażającej potęgi od wzbierania, wzbierania, ciągłego wzbierania w jej wnętrzu. Nic poza muzyką w tych gospodach, partią kart z obcymi jej ludźmi, niezliczonymi butelkami wina i seksem, po którym nic nie czuła, ale który przynajmniej dawał jej chwilę wytchnienia wśród nieustannego ryku w jej głowie.
Nesta skończyła zmywać z siebie pot i inne ślady minionej nocy. Seks nie był zły. Miewała lepszych, ale też znacznie gorszych. Niestety nawet nieśmiertelność nie dawała niektórym samcom dość czasu, by opanowali sztuki alkowiane.
Sama więc musiała się uczyć tego, co jej sprawia przyjemność. W miejscowej aptece kupiła miesięczny zapas herbaty antykoncepcyjnej, po czym sprowadziła do mieszkania pierwszego kochanka. Nie miał pojęcia, że ma do czynienia z dziewicą, aż do chwili, gdy zauważył krew wsiąkającą w prześcieradło. Wykrzywił wtedy twarz w grymasie niesmaku - który chwilę później przerodził się w strach, że mogłaby donieść siostrze albo jej nieznośnemu towarzyszowi, że pierwszy stosunek nie był dla niej satysfakcjonujący. Nesta postanowiła nie informować kochanka, że stara się ich obojga za wszelką cenę unikać. Zwłaszcza Rhysanda, który w tym czasie również zdawał się nie mieć ochoty na spotkanie z nią.
Po wojnie z Hybernią Rhysand oferował jej nieraz pracę. Pozycję na swym dworze.
Nie chciała tego. Robił to z litości, niezdarnie usiłując uczynić ją częścią życia Feyry, dać możliwość zarobkowania. Ale książę fae nigdy za nią szczególnie nie przepadał, a ich rozmowy były co najwyżej poprawne.
Nigdy mu nie powiedziała, że nienawidzi jej z tych samych powodów, dla których mieszkała w tej ruderze. Dla których czasem brała zimne kąpiele. A w inne zapominała o jedzeniu. Nie znosiła trzaskania drewna w kominku. I każdego wieczoru tonęła w winie, muzyce i rozkoszach. Wszystko, co Rhysand sądził na jej temat, było prawdą: a ona wiedziała o tym na długo, zanim pojawił się po raz pierwszy u jej progu.
Każda propozycja z jego strony wynikała wyłącznie z miłości do Feyry. Nesta wolała już spędzać czas, jak miała na to ochotę. W końcu i tak za to płacili.
Pukanie do drzwi zatrzęsło całym mieszkaniem.
Spojrzała spode łba w stronę pokoju, zastanawiając się, czy nie udać, że jej nie ma, ale Kasjan przecież ją słyszał, czuł jej zapach. Do tego gdyby wyważył drzwi, co było całkiem prawdopodobne, to ona musiałaby się później tłumaczyć przed skąpym właścicielem budynku.
Włożyła więc sukienkę, którą minionej nocy rzuciła na podłogę, po czym otworzyła wszystkie cztery zamki. Założyła je pierwszego dnia po wprowadzeniu się do tego mieszkania. Zasuwanie ich stało się dla niej właściwie codziennym rytuałem. Nawet gdy zapraszała tu bezimiennego fae, nawet kiedy była ledwie przytomna z powodu wlanego w siebie wina, pamiętała, by starannie wszystkie zamknąć.
Tak jakby mogła w ten sposób powstrzymać potwory tego świata.
Nesta otworzyła drzwi na tyle, by dojrzeć arogancki uśmieszek Kasjana, i pozostawiła je już otwarte, gdy wróciła zagniewana w głąb mieszkania, by znaleźć buty.
Wkroczył do środka z kubkiem herbaty w dłoniach - kubkiem, który z pewnością pożyczył ze sklepiku na rogu. A może nawet go po prostu dostał, biorąc pod uwagę, że mieszkańcy mieli tendencję do wielbienia ziemi, po której stąpały jego ubłocone buciory. Hołubili go w tym mieście jeszcze przed wojną z Hybernią. Swoim heroizmem i poświęceniem, swymi dokonaniami na polu bitwy zdobył tylko jeszcze większy podziw.
Nie miała pretensji do jego wielbicieli. Sama doświadczyła przyjemności i czystego przerażenia obserwowania go podczas tamtej bitwy. Wciąż budziła się zlana potem, kiedy w snach przeżywała ją na nowo: ten brak tchu towarzyszący obserwowaniu walczącego Kasjana, kiedy wrogowie dopadli go całą chmarą; to uczucie, gdy moc Kotła wezbrała, a ona wiedziała, że zamierza uderzyć tam, gdzie ich wojsko było najsilniejsze - prosto w niego.
Nie zdołała ocalić tego tysiąca Ilyrów, którzy polegli w tej samej chwili, kiedy ona przeniosła Kasjana w bezpieczne miejsce. To wspomnienie też od siebie odepchnęła.
Zlustrował wnętrze i gwizdnął przeciągle.
- Myślałaś kiedyś o zatrudnieniu służącej?
Nesta powiodła wzrokiem po pokoju dziennym: zapadająca się szkarłatna sofa, osmalony kominek z cegły, fotel obity kwiecistą, przeżartą przez mole tkaniną, wreszcie stareńka kuchenka, na której stały chwiejne stosy brudnych naczyń.
Gdzie wczoraj skopała z nóg te przeklęte buty? Poszła szukać w sypialni.
- Może odrobina świeżego powietrza na początek? - dodał Kasjan z drugiego pokoju.
Okno jęknęło, gdy próbował je otworzyć.
Znalazła wreszcie obuwie w przeciwległych kątach sypialni. Jeden czuć było mocno rozlanym winem.
Przysiadła na skraju materaca, by wzuć je na stopy, szarpiąc się odrobinę z tasiemkami. Nawet nie uniosła wzroku, kiedy usłyszała zbliżające się miarowe kroki Ilyra, które jednak ustały na progu pokoju.
Wciągnął powietrze przez nos. Głośno.
- Miałem nadzieję, że między kolejnymi gośćmi zmieniasz chociaż pościel, ale najwyraźniej nie zawracasz sobie tym głowy.
Zawiązała pierwszy but.
- A co ci do tego?
Wzruszył ramionami, choć ściągnięta twarz przeczyła niedbałości gestu.
- Jeśli ja potrafię wyczuć kilku różnych fae, to z pewnością twoi kompani również.
- Jakoś dotąd ich to nie powstrzymywało.
Zawiązała drugi but. Orzechowe oczy Kasjana śledziły każdy jej ruch.
- Herbata ci stygnie - stwierdził i błysnął zębami.
Zignorowała go, wstała i ponownie rozejrzała się po sypialni. Jej płaszcz...
- Twój płaszcz jest na podłodze przy drzwiach wejściowych - powiedział. - Do tego zanosi się na rześki dzień, więc weź też szal.
To także zignorowała, minęła go, starannie unikając jakiegokolwiek kontaktu, i szybko odnalazła ciemnoniebieskie okrycie dokładnie tam, gdzie powiedział. Szarpnięciem otworzyła drzwi wejściowe i pokazała mu, żeby wyszedł pierwszy.
Kasjan zbliżył się do niej, nie spuszczając z niej wzroku, po czym wyciągnął rękę i...
Zdjął z mosiężnego haczyka lazurowo-kremowy szalik, który dała jej tej wiosny na urodziny Elaina. Ściskając go w garści, wyszedł z mieszkania. Szal zwisał z jego ręki smętnie, jak martwy wąż.
Coś go gryzło. Zwykle wytrzymywał nieco dłużej, zanim uległ swojemu temperamentowi. Być może miało to coś wspólnego z tym, co Feyra zamierzała powiedzieć siostrze podczas spotkania.
Podczas starannego zamykania zamków Nesta poczuła ucisk w żołądku.
Nie była głupia. Wiedziała, że od zakończenia wojny zarówno na tych ziemiach, jak i na kontynencie wciąż trwały niepokoje. Wiedziała, że po zniszczeniu bariery niektóre państwa fae próbowały zyskać nieco ziem, a jednocześnie wybadać, na ile mogą sobie pozwolić w kontaktach z ludźmi. Wiedziała też, że cztery ludzkie królowe nadal siedziały w swoim wspólnym pałacu, a ich armie były nienaruszone, bo wciąż nie brały udziału w walkach.
Wszystkie były potworami, co do jednej. Zabiły tę złotowłosą, która je zdradziła, a inną, Vassę, sprzedały czarnoksiężnikowi. W obliczu tych czynów to, że Kocioł przemienił najmłodszą z pozostałych w staruchę, jawiło się jako swego rodzaju wykręcona sprawiedliwość. Owszem, teraz była długowieczną fae, ale została uwięziona w pomarszczonej skorupie. Za karę za moc, którą Nesta Kotłowi odebrała. Za to, jak go rozerwała, kiedy rozszarpał jej śmiertelne ciało i przekształcił w coś nowego.
Ta zasuszona królowa obwiniała ją o to. Chciała ją zabić, jeśli kruki Hybernii mówiły prawdę, zanim Bryaksis i Rhysand zniszczyli je za wdarcie się do biblioteki Domu Wiatru.
Przez czternaście miesięcy, które minęły już od wojny, nie dotarło do niej ani słowo na temat tamtej kobiety.
Jeżeli jednak pojawiło się jakieś nowe zagrożenie...
Cztery zamki w drzwiach zazgrzytały, jakby śmiały się z właścicielki. Nesta obróciła się i w milczeniu podążyła za Kasjanem na zewnątrz, na gwarne ulice miasta.
***
Nadrzeczny "dom" był raczej pałacykiem - nowym, czystym i pięknym. Do tego stopnia, że kiedy Nesta maszerowała przez marmurowe arkady do jaśniejącego hallu urządzonego w barwach piasku i kości słoniowej, nagle sobie przypomniała, że buty ma poplamione winem.
Rozłożyste schody dzieliły pomieszczenie na pół, nad nimi zaś zwieszał się żyrandol z dmuchanego w Velaris szkła. Czarodziejskie światło zamknięte w szklanych kulach w kształcie gniazd rzucało połyskliwy blask na wypolerowaną podłogę z białych desek. Przestrzeń urozmaicały rośliny doniczkowe, drewniane meble, również wykonane w Velaris, oraz horrendalna liczba dzieł sztuki. Nie zawracała sobie głowy wygłaszaniem jakichkolwiek uwag na ich temat. Idealne podłogi pokrywały miękkie niebieskie dywany; jeden długi chodnik prowadził wzdłuż pomieszczenia, w którego ścianach otwierały się wysoko sklepione korytarze, drugi zaś rozłożono pod schodami, przy przeszklonej ścianie wychodzącej na opadający lekko ku lśniącej rzece trawnik.
Kasjan udał się w lewo - w stronę pomieszczeń reprezentacyjnych, przeznaczonych na "formalne spotkania", jak objaśniła jej Feyra podczas jej pierwszej i jedynej wizyty dwa miesiące temu. Była wtedy mocno wstawiona i nienawidziła każdej spędzonej tu chwili, każdego perfekcyjnego pomieszczenia.
Większość mężczyzn pragnących sprawić żonie czy towarzyszce drogi prezent na Święto Przesilenia Zimowego kupowała biżuterię.
Rhys kupił Feyrze pałac.
Chociaż nie - kupił jej zniszczoną wojenną pożogą ziemię, a potem dał jej wolną rękę w kwestii stworzenia i urządzenia rezydencji rodem ze snów ich obojga.
I jakimś sposobem - skonstatowała Nesta, podążając za dziwnie milczącym Kasjanem do jednego z gabinetów, którego drzwi były już uchylone - Feyra i Rhys istotnie zdołali sprawić, że miejsce to wydawało się przytulne i gościnne. Taki ogromny budynek, a jednak czuło się, że jest to dom. Nawet reprezentacyjne meble zdawały się stworzone dla wygody i odpoczynku, do długich rozmów przy dobrym jedzeniu. Każde dzieło sztuki zostało albo wybrane osobiście przez Feyrę, albo przez nią namalowane. Dużą część stanowiły portrety lub obrazy przedstawiające ich - jej przyjaciół, jej... nową rodzinę.
Oczywiście Nesty nie było na żadnym z nich.
Nawet ich przeklęty ojciec uśmiechał się z płótna wiszącego na ścianie przy szerokich schodach: razem z Elainą, oboje promieniejący i szczęśliwi. Tacy, jakimi byli, zanim cały świat poszedł w cholerę. Siedzieli na kamiennej ławce, otoczeni kwitnącymi na różowo i niebiesko krzewami hortensji. Formalny ogród ich pierwszego domu, tej cudownej nadmorskiej rezydencji. Nesty ani ich matki na obrazie nie było.
To zresztą się nie zmieniało: Elaina i Feyra ubóstwiane przez ojca. Nesta ceniona i uczona przez matkę.
W trakcie poprzedniej wizyty w pałacu Nesta zauważyła brak swojej podobizny. Oraz ich matki. Oczywiście nie skomentowała tego, ale uznała to za znaczące.
To wspomnienie wystarczyło, by weszła do gabinetu podminowana, z już zaciśniętymi zębami. By chwyciła tę niewidzialną wewnętrzną smycz utrzymującą drzemiącą w niej potworną moc w ryzach i ściągnęła ją mocno, kiedy Kasjan wślizgnął się pierwszy i zwrócił się do kogoś, kto był w środku:
- Jest tu.
Nesta zebrała się w sobie, szykując się na to, co mogło czekać ją w środku, Feyra jednak tylko zaśmiała się krótko i powiedziała:
- Zdążyłeś pięć minut przed czasem. Jestem pod wrażeniem.
- Chyba mam dziś szczęście w hazardzie. Może powinniśmy wstąpić do Rity - rzucił z przekąsem Kasjan akurat w momencie, gdy Nesta wchodziła do pokoju o ścianach wyłożonych boazerią.
Okna gabinetu wychodziły na porośnięte bujną roślinnością patio. Ciepły i bogaty wystrój pomieszczenia podobałby się Neście - zwłaszcza sięgające samego sufitu regały na książki oraz meble obite szafirowym aksamitem, ustawione przed kominkiem z czarnego marmuru - gdyby nie dojrzała, kto tutaj siedzi.
Na wywiniętym podłokietniku kanapy usadowiła się Feyra, ubrana w gruby kremowy sweter i ciemne rajtuzy.
Rhys w swojej zwyczajowej czerni opierał się o kominek z założonymi na piersiach rękami. Dzisiaj bez skrzydeł.
Amrena zaś w swoich ulubionych szarościach siedziała ze skrzyżowanymi nogami w skórzanym fotelu przy płonącym ogniu, a jej matowo srebrne oczy obrzuciły nowo przybyłą spojrzeniem pełnym zniesmaczenia.
Tak wiele się zmieniło między nimi dwiema.
Nesta tego dopilnowała - zniszczenia ich relacji. Powstrzymała się przed rozmyślaniem o sprzeczce na rzecznej barce podczas tamtego przyjęcia z okazji końca lata. Albo o milczeniu między nią a Amreną, jakie zapanowało od tego czasu.
Przynajmniej Feyra się uśmiechnęła.
- Słyszałam, że miałaś ciekawą noc - powiedziała na powitanie.
Nesta powiodła wzrokiem między siedzącym naprzeciw Amreny Kasjanem, pustym miejscem na kanapie obok Feyry i stojącym przy kominku Rhysem.
Ruszyła przed siebie sztywno wyprostowana, z głową uniesioną wysoko, choć męczyło ją okrutnie, że wszyscy się w nią wpatrywali. Że Rhys i Amrena bez wątpienia zauważyli brudne buty. Mimo kąpieli zapewne również wyczuwali od niej odór tamtego mężczyzny.
Zajęła miejsce obok siostry.
- Wyglądasz koszmarnie - stwierdziła Amrena.
Nesta nie była na tyle głupia, by spiorunować spojrzeniem... czymkolwiek wiekowa kobieta była. Owszem, teraz chodziła w ciele fae wysokiego rodu, ale kiedyś była czymś innym. Nie z tego świata. A język miała wciąż na tyle ostry, by nim ranić.
Podobnie jak Nesta, Amrena także nie dysponowała magią związaną z konkretnym dworem, tak jak pozostali przedstawiciele arystokracji fae. Choć to w najmniejszym stopniu nie ograniczało jej wielkiego wpływu na Dwór Nocy. U Nesty moc związana z krwią fae w żaden sposób się nie objawiła, miała tylko to, co odebrała Kotłowi, zamiast pozwolić mu łaskawie obdarzyć się jakąś zdolnością, tak jak to uczynił w przypadku Elainy. Nie miała bladego pojęcia, co wyszarpnęła z tamtej skłębionej ciemności, kiedy ona odzierała ją z człowieczeństwa. Wiedziała jednak, że było to coś, czego nie rozumiała, czego nie miała najmniejszej ochoty poznawać czy opanowywać. Na samą myśl o tym skręcał jej się żołądek.
- Choć zapewne trudno wyglądać dobrze - ciągnęła Amrena - gdy się do późnej nocy pije po knajpach, a potem pieprzy z czymkolwiek, co podejdzie.
Feyra szybkim ruchem obróciła głowę w stronę prawej ręki księcia. On sam jednak miał minę, jakby był skłonny się zgodzić z przedmówczynią. Kasjan się nie odzywał.
- Nie wiedziałam, że to, co robię, podlega twojej jurysdykcji.
Kasjan mruknął pod nosem coś, co zabrzmiało jak przestroga. Do kogo skierowana, tego nie wiedziała. Ani o to nie dbała.
Oczy Amreny zalśniły resztką straszliwej mocy, która niegdyś płonęła wewnątrz niej. Tylko tyle jej teraz pozostało. Nesta wiedziała, że jej moc również potrafiła wywołać taki efekt, o ile jednak u Amreny były to światło i żar, o tyle jej srebrny płomień pochodził z mroźniejszego i mroczniejszego miejsca. Miejsca bardzo starego - a jednocześnie całkowicie nowego.
- Podlega, kiedy wydajesz takie ilości naszego złota na wino.
Być może trochę przesadziła z tym wczorajszym rachunkiem.
Nesta spojrzała na siostrę, która się skrzywiła.
- Więc naprawdę zaciągnęliście mnie tu, żeby mnie zrugać?
Oczy Feyry - takie same jak jej własne - zdały się przybrać nieco łagodniejszy wyraz.
- Nie. To nie jest ruganie. - Spojrzała ostro na Rhysa, który wciąż tkwił przy kominku i milczał jak głaz, później na kipiącą złością w swoim fotelu Amrenę. - Możesz myśleć o tym jak o dyskusji.
Nesta zerwała się na równe nogi.
- Moje życie to nie wasza sprawa i nie podlega jakiejkolwiek dyskusji - rzuciła kąśliwie.
- Siadaj - warknął Rhys.
Brutalność w jego głosie, wszechogarniająca moc i władczość...
Nesta zamarła. Usiłowała z tym walczyć i nienawidziła tego elementu bycia fae, który w takich przypadkach przymuszał ją do podległości. Kasjan pochylił się w swoim fotelu, jakby gotów skoczyć między nich. Mogła przysiąc, że na jego obliczu malowało się coś na podobieństwo bólu.
Neście udało się jednak wytrzymać groźne spojrzenie Rhysanda. Włożyła w to całą siłę woli, chociaż nie mogła się sprzeciwić rozkazowi. Jego głos sprawił, że kolana same się pod nią niemal ugięły.
- Zostaniesz tu. I nas wysłuchasz.
Nesta roześmiała się gardłowo.
- Nie jesteś moim księciem. Nie możesz wydawać mi rozkazów.
Wiedziała jednak, jak jest potężny. Widziała to, czuła. Wciąż drżała, kiedy była w jego obecności.
Rhys wyczuł jej strach. Zrozumiała to, gdy kącik jego ust uniósł się w okrutnym uśmieszku.
- Chcesz stawić mi czoło, Nesto Archeron? - rzucił aksamitnym głosem. Książę Dworu Nocy wskazał opadający trawnik za oknami. - Mamy tam mnóstwo miejsca na zmagania.
Nesta obnażyła zęby i niemo warknęła na swoje ciało, by słuchało jej rozkazów, nie jego. Prędzej umrze, niż się mu pokłoni. Któremukolwiek z nich.
Rhys uśmiechał się coraz szerzej, doskonale tego świadomy.
- Dość tego - warknęła do niego Feyra. - Mówiłam ci, żebyś się do tego nie mieszał.
Powoli przeniósł wzrok swoich gwiaździstych oczu na towarzyszkę, dzięki czemu Neście udało się ostatkiem sił utrzymać w pionie i nie opaść bezwładnie na kanapę, kiedy ugięły się pod nią nogi.
Księżna przekrzywiła głowę i popatrzyła na Rhysa z lekko rozdętymi nozdrzami.
- Możesz albo wyjść - zaczęła - albo zostać i się nie odzywać.
Książę tylko na powrót skrzyżował ramiona, ale nic nie powiedział.
- Ty również - warknęła jeszcze w kierunku Amreny.
Drobna fae mruknęła niezadowolona i umościła się wygodnie w fotelu.
Nesta nie starała się nawet zrobić przyjaznej miny, kiedy jej siostra obróciła głowę, by na nią spojrzeć. Usiadła z szelestem na pokrywających kanapę aksamitnych poduszkach. Feyra przełknęła z wysiłkiem ślinę.
- Musimy dokonać pewnych zmian, Nesto - oznajmiła chrapliwie. - Ty musisz, ale my też.
Gdzie, na demony, była Elaina?
- Biorę winę na siebie - kontynuowała Feyra. - Za to, że sprawy zaszły tak daleko, i za dopuszczenie do tej sytuacji. Po wojnie z Hybernią, przy tym wszystkim, co się działo wokoło... ty... Powinnam była poświęcić ci więcej uwagi, pomóc ci, ale nie zrobiłam tego, gotowa więc jestem przyznać, że częściowo ponoszę za to winę.
- Niby za co takiego ponosisz winę? - spytała Nesta.
- Za ciebie - rzucił Kasjan. - Za twoje koszmarne zachowanie.
To samo powiedział w dniu przesilenia zimowego. I tak samo jak wtedy na tę obelgę, tę arogancję...
- Słuchaj - kontynuował Ilyr, uniósłszy dłonie w koncyliacyjnym geście - nie chodzi o wątpliwą moralność, ale...
- Rozumiem, jak się czujesz - weszła mu w słowo Feyra.
- Nic nie wiesz o moich uczuciach - odwarknęła Nesta.
- Pora na pewne zmiany - naciskała księżna. - Które wprowadzimy od teraz.
- Trzymaj się wraz ze swoją prawością i idiotyczną dobroczynnością z dala od mojego życia.
- Ty nie masz życia - skontrowała Feyra. - Ja zaś nie zamierzam ani chwili dłużej siedzieć spokojnie i patrzeć, jak sama siebie niszczysz. - Położyła pokrytą tatuażem dłoń na sercu, tak jakby ten gest miał coś znaczyć. - Po wojnie postanowiłam dać ci trochę czasu, wygląda jednak na to, że to był błąd. Że to ja popełniłam błąd.
- O, czyżby? - rzuciła niczym sztyletem Nesta.
Rhys stężał na towarzyszący tej wypowiedzi kpiący uśmieszek, ale zachował milczenie.
- To koniec - powiedziała Feyra cichym i drżącym głosem. - Twoje zachowanie, to mieszkanie, wszystko... To koniec, Nesto.
- A dokąd - spytała nieskończenie lodowatym głosem Nesta - miałabym według ciebie się udać?
Feyra spojrzała na Kasjana.
Ten zaś po raz pierwszy się nie uśmiechał.
- Zabieram cię ze sobą - oznajmił. - Odbędziesz trening.