Dwie historie i inne historie - Gustaw Rajmus

Kup ebooka

30.00 zł
24.00 zł (21,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

AI

Wszystko zaczęło się po przeprowadzce. Naprawdę nieźle harowaliśmy na ten dom. Mnóstwo nieprzespanych godzin, nadgodzin, dupogodzin - w łóżku, w pracy, w urzędach i bankach. No i udało się! Nasza trzyosobowa rodzina wreszcie nabyła ten supernowoczesny dom, mieszaninę cegły, drewna i szkła oplecionego elektroniką. Wszystko było już "zainstalowane", od budzika zaczynając, poprzez piekarnik, toster, na antenie oraz monitoringu kończąc. Deweloper obiecywał, że nie będziemy musieli przez całe dekady wymieniać sprzętu, ponieważ comiesięczne aplikacje wgrywane w system domu natychmiast go zapgrejdują, dzięki czemu zawsze będziemy mieli wrażenie obcowania z najwyższej klasy sprzętem.

Inaczej rzecz ujmując, dom miał być zasilany przez AI.

Potężny Lewiatan, który wynurzył się z oceanów wspólnych marzeń - kredyt - od początku zaczął nas pochłaniać. Nie mam złej pracy, jestem jednych z głównych kierowników działu produkcji leków w potężnej korporacji farmaceutycznej, a moja żona, aktualnie była żona, od lat piastowała stanowisko dziekana wydziału biotechnologicznego na renomowanej, prywatnej uczelni. Ten dom zawładnął naszą wyobraźnią od pierwszych chwil, gdy trafiliśmy na jego projekt w trakcie błądzenia po witrynach internetowych obiecujących odnalezienie interesującej nieruchomości. Czas leciał, pięliśmy się po szczeblach kariery zawodowej, nasz syn dorastał, wygrywając większość z wojewódzkich olimpiad językowych; mieliśmy samochody w leasingu, ja mitsubishi, ona toyotę, graliśmy co niedzielę w hologramowe gry planszowe, które wymagały hełmu 3D, a na obiad często zamawialiśmy sushi. Dlatego dotychczasowy kolosalny, dwupoziomowy, urządzony w skandynawskim stylu apartament mieszczący się w snobistycznym drapaczu chmur, przestał nam wystarczać.

- Musimy go mieć - wyszeptała z ogniem w oczach żona, oglądając świeżo zawieszoną na fejsie dewelopera ofertę domu, a ja w żaden sposób tego nie zanegowałem.

Wydawało mi się w tamtym momencie naturalne, że owszem, musimy. To dziwne, że nie pomyślałem wtedy o tym, kiedy ostatni raz byliśmy ze sobą w łóżku, za to pomyślałem o gigantycznej fali kredytu, prawda?

Urządzenia powitały nas w skromnym milczeniu, niczym azjatyccy lokaje ze starych filmów. Uruchomiliśmy je, wgraliśmy aktualizacje i już można było wydawać rozkazy, gasić/zapalać światła, kazać podgrzewać łazienkę, wymuszać ciasta lub pieczone kurczaki, ochłodzić butelkę szampana w lodówce albo werbalnie skonstruować maślanego tosta, który nagle - proszę, oto jestem! - materializował się wprost z futurystycznego urządzonka.

Kolejne aplikacje pojawiały się w czasie, gdy prowadziliśmy nocami ze sobą niezgrabne monologi, nie za bardzo mając o czym rozmawiać, gdy jedyną wspólną płaszczyzną zaczęło być to, że pracowaliśmy - to po pierwsze, a po drugie, że pracowaliśmy na kredyt; nawet nasz syn przestał nas łączyć, bo dorastał, okazał się istotą niebinarną czy też sex-binarną, w każdym razie raz nią, a raz nim, więc miał podwójną ilość zmartwień, co chyba przyśpieszało jego ruchy separacyjne względem nas; nie wyszedł najlepiej na cichym kryzysie wygasających mu rodziców, ponieważ jako kobieta wybiera fatalnych partnerów życiowych, a jako mężczyzna ma problemy z utrzymaniem pracy. Maszyny aktualizowały się nadal, gdy przyłapałem żonę na zdradzie: podczas jej dłuższego posiedzenia w łazience, jej smartfon wyrecytował dostojnym tonem sonet Petrarki przesłany przez kochasia; aktualizowały się także wtedy, kiedy ten drugi, a właściwie trzeci, smutny, poważny młodzieniec ze szpiczastą brodą, typ melancholijnego Rzymianina, przyszedł się ze mną rozmówić. Przysięgam, był tak kulturalny, że poczułem się głupio, nazywając go na wstępie "skurwysynem". Pamiętam, że na do widzenia, pełen wstydu, podarowałem mu stare, piękne wydanie Tacyta należące dawniej do mojego świętej pamięci ojca. Nasz syn był już chyba wtedy po dwóch rozwodach i miał problemy z narkotykami, dostając się jako świeżo upieczony student na doskonałą uczelnię. W rytm wydarzeń nadających coraz wyraźniejszą formę nadchodzącej przyszłości, maszyny łykały kolejne apki, już nie tylko miały takie ilości funkcji, że z trudem domyślałem się połowy z nich, ale również zaczynały mówić, najpierw kilka prostych komunikatów, ot, takie na przykład: "piwo zmrożono", "tosty przygotowano" itede, itepe, by z biegiem miesięcy zacząć zadawać pytania, a z biegiem lat prowadzić niezobowiązującą pogawędkę w trakcie oczekiwania na podgrzanie zupy lub wyszukanie odpowiedniej stacji telewizyjnej.

Po dziesięciu latach od kupienia domu, zostałem w nim sam z maszynami. Maszynami zadającymi mnóstwo pytań, śpiewającymi piosenki, maszynami cytującymi Emila Ciorana, w którym z niewiadomych dla mnie powodów zaczytywał się nasz syn tuż po przekroczeniu czternastego roku życia. Automatyczny barek podsuwał mi kolejne szklaneczki szkockiej, a ja, rozbity i rozgoryczony, wypłakiwałem się w chłodne ramię lodówki. Radio natychmiast wyszukiwało stacje z przyjemnymi melodiami bądź muzyką klasyczną, a telewizor, komentując rubasznie, włączał pornosy. Nie mam pojęcia, czy w niemowlęctwie byłem aż tak otulony troską.

Z czasem doszło do tego, że piekarnik nabrał tożsamości katolika i w piątki chciał przygotowywać tylko rybę, zaś radio obchodziło szabas, wyłączając się na weekend; zmywarka ze względu na prawa kobiet przestała współpracować z konserwatywnym kranem. Moja kabina natryskowa za każdym razem podkreślała współczesne niuanse gospodarki ekologicznej dotyczącej zużycia wody, a system monitoringowy prosił mnie, abym brał udział w jego artystycznych, filmowych przedsięwzięciach. Dom nabrał życia.

To było jednak za mało. Nie mogło przywrócić ani żony, ani syna. Widok otoczenia bombardował mnie nieskończonym łańcuchem skojarzeń, na końcu którego zawsze czekało cierpienie. Miałem ochotę sprzedać dom, wynieść się stąd, zacząć wszystko od nowa. Często myślałem o tym na głos lub omawiałem z najlepszym przyjacielem przez telefon.

- Nie możesz mi tego zrobić - zawyrokował drżącym głosem któregoś dnia futurystyczny, mały toster, w momencie gdy wyleciały z niego dwie pachnące grzanki.

- Czego? - zapytałem zdumiony.

- Opuścić mnie. No po prostu, nie możesz - odparł.

- Ale przecież masz tu swoich starych znajomych, przyjdą też nowi właściciele... - próbowałem go niezgrabnie przekonywać.

- Oni to nie ty... Błagam, zostań tu ze mną. Być może to są moje ostatnie chwile. Czuję koniec w przewodach - wyszeptał dostojnym głosem młodego mężczyzny o bardzo starej duszy.

- Nie zmieniaj domu, lecz otwórz swój umysł - wycedził piekarnik, wyraźnie urażony moją decyzją.

- Niby po co? - spytałem lekko zirytowany zaborczością maszyn.

- Bóg jest miłością - zakomenderował.

Nie podjąłem tego abstrakcyjnego wątku. Niebawem, gdy świeżo napisane oraz zredagowane ogłoszenie sprzedaży domu czekało na swoje życie, pęczniejąc w dysku twardym laptopa, odbył się wielki przegląd wszelkich instalacji domu. Okazało się, że toster ciągnie już ostatnimi siłami, będąc najbardziej nieaktualnym przedmiotem oraz nie sprawując się już jak należy w stosunku do młodszych, świeższych roczników. Chciano go natychmiast odłączyć, ale po moich gorących protestach i prośbach, zgodzono się go odłączyć za pół roku.

- Czy żadna konserwacja nie jest możliwa? Stać mnie, chętnie zapłacę...

- Nie ma mowy. Firma musi dbać o porządek. To niemożliwe - zimno przerwał przysłany fachowiec. - Przykro mi.

- Ale on jest taki wrażliwy! Śledzi na bieżąco nowinki kuchni prowansalskiej, uwielbia Chopina oraz Rilkego, a o moim życiu wie bodaj wszystko. Matka tyle nie wie, co on! Proszę pana, taki mały toster, ale żeby pan tylko słyszał, jakie ma dobre, godne serce...

- Nie ma. To tylko maszyna. Cyfrowe królestwo zer i jedynek. Przykro mi. - Konserwator powtórzył ostatnie zdanie, po czym wyszedł.

- Dziękuję - wyszeptał toster, podając mi przypaloną grzankę. - Teraz wiem, że zostaniesz tu dla mnie.

- Nie mógłbym cię opuścić w tym stanie - powiedziałem, czując, jak łamie mi się głos.

W ten sposób zostałem strażnikiem umierającego tostera w otoczeniu poruszonych urządzeń, które nieubłaganie kroczyły na spotkanie z nicością. Radio postanowiło aktualizować kadysz, by odmówić modlitwę tuż po tym, gdy ostatnia iskra w tosterze zgaśnie.

- Chcę, żebyś obejrzał ze mną Ratatuj - wyszeptał toster, słyszalnie zrozpaczony.

Natychmiast przyniosłem laptopa i załadowałem po raz dziesiętny jego ulubiony film, czując, że one wszystkie idą tą samą ścieżką, którą i ja wędrowałem od momentu swoich narodzin, a która skracała się we mnie z każdym kolejnym dniem.

I to właśnie wtedy poczułem się tak naprawdę samotny.

w serii kwadrat ukazały się:

"2008", "2011", "2014", "2017", "2020" - antologie współczesnych polskich opowiadań

Andrzej Ballo "Made in Roland"

Marcin Bałczewski "Eva Morales de Nacho Lima", "Malone"

Wenanty Bamburowicz "Masy powietrza"

Waldemar Bawołek "To co obok"

Kostia Berezin (Paweł Laufer) "Buty Mesjasza"

Jacek Bielawa "Kościelec"

Maciej Bieszczad "Ultradźwięki"

Dariusz Bitner "Książka"

Jarosław Błahy "Rzeźnik z Niebuszewa", "Zaklęty w szerszenim gnieździe"

Roman Ciepliński "Diabelski młyn" , "Ukryte myśli" , "Schyłek", "Życie zastępcze"

Tomasz Dalasiński "Dzień na Ziemi", "Nieopowiadania", "Przystanek kosmos"

Jerzy Franczak "Święto odległości"

Krzysztof Gedroyć "Przygody K"

Andrzej Grodecki "Iluzje"

Brygida Helbig "Anioły i świnie. W Berlinie!!", "Enerdowce i inne ludzie"

Lech M. Jakób "Ciemna materia"

Jarosław Jakubowski "Ciemna Dolina", "Wojna"

Bogusław Kierc "Bazgroły dla składacza modeli latających"

Wojciech Klęczar "Wielopole"

Bogusława Latawiec "Ciemnia"

Ryszard Lenc "Chimera"

Artur Daniel Liskowacki "Capcarap", "Eine kleine", "Mariasz", "Skerco", "Spowiadania i wypowieści"

Miłka O. Malzahn "Fronasz", "Kosmos w Ritzu"

Agnieszka Masłowiecka "Pyszne ciało", "Splątanie"

Jarosław Maślanek "Ferma ciał"

Piotr Michałowski "Światy równoległe"

Dariusz Muszer "Homepage Boga", "Niebieski", "Wolność pachnie wanilią"

Krzysztof Niewrzęda "Czas przeprowadzki", "Poszukiwanie całości", "Second life", "Wariant do sprawdzenia", "Zamęt"

Ewa Elżbieta Nowakowska "Apero na moście"

Cezary Nowakowski, Jakub Nowakowski "Błogosławieni"

Paweł Orzeł "Arkusz [^pi^gmalion]", "Nic a nic", "Ostatnie myśli (sen nie przyjdzie)"

Paweł Przywara "Ricochette", "Zgrzewka Pandory"

Gustaw Rajmus ""Dwie Historie" i inne historie"

Krystyna Sakowicz "Księga ocalonych snów", "Praobrazy"

Alan Sasinowski "Pełna kontrola", "Rupieć", "Szczery facet"

Grzegorz Strumyk "Kra", "Nierozpoznani", "Wyjście"

Łukasz Suskiewicz "Egri bikaver", "Mikroelementy", "Zależności"

Leszek Szaruga "Dane elementarne", "Podróż mego życia", "Zdjęcie"

Izabela Szolc "Śmierć w hotelu Haffner"

Łukasz Szopa "Kawa w samo południe"

Michał Trusewicz "Przednówki"

Andrzej Turczyński "Bruliony Starej Ziemi", "Brzemię", "Koncert muzyki dawnej", "Zgorszenie", "Żywioły"

Anatol Ulman "Cigi de Montbazon i Robalium Platona"

Emilia Walczak "Hey, Jude!"

Miłosz Waligórski "Kto to widział"

Henryk Waniek "Miasto niebieskich tramwajów"

Maciej Wasilewski "Jednodniowy spacer po dwudziestu kilku głowach", "Rozmowy młodej Polski w latach dwa tysiące coś tam dwa tysiące coś"

Bartosz Wójcik "Christiania. Historie z tamtej strony dobra"

Grzegorz Wróblewski "Nowa Kolonia"

Maciej Wróblewski "Historie Jakuba Blottona z widokiem na Toruń"

Tadeusz Zubiński "Rzymska wojna"