Uwielbiałem chwile takie jak ta, gdy zostawiałem wszystko, porzucałem zmartwienia, wsiadałem na motocykl i po prostu jechałem przed siebie. Bez rozmyślania, bez zastanawiania się, co musiałem zrobić, bez oczekiwań. Nigdy nie planowałem, dokąd wyruszę, pozwalałem, by prowadziła mnie droga. Wyszkoliłem świetnych pracowników i mogłem dzięki nim pozwolić sobie na takie wyjazdy raz w tygodniu. Tylko ja, motocykl, plecak i szosa przede mną.
Tym razem wylądowałem w Houston, u starych znajomych, z którymi nie widziałem się całe wieki. Z ich pomocą odnalazłem się w życiu i nie zrobiłem czegoś naprawdę głupiego. Dla większości ludzi Jax wyglądał jak zwykły kryminalista - długie włosy, broda, zawsze w skórzanej kamizelce klubu motocyklowego, do którego należał. Jednak przyjaciele wiedzieli, że był świetnym i lojalnym facetem, do tego całkowicie zakochanym w swojej żonie, Natalie. Zawsze gdy się spotykaliśmy, nachodziła mnie myśl, że skoro nawet Jax miał kogoś, kto szedł z nim ramię w ramię i nie próbował go zmienić, to niewykluczone, iż i dla mnie była nadzieja.
- Musisz nas częściej odwiedzać, Nixon - powiedziała Nat i przytuliła mnie na pożegnanie.
- Liczę, że gdy następnym razem tu przyjadę, mały Jaxon będzie już na świecie - odpowiedziałem, wskazując brodą na jej ciążowy brzuch.
Mój przyjaciel, jedyna osoba na świecie, której powierzyłbym swoje życie, zostanie ojcem. Być może właśnie dlatego dziś tutaj trafiłem: by spotkać się z nimi i osobiście im pogratulować.
- Czyli wpadniesz dopiero za kilka miesięcy? No daj spokój, Nix, musisz przyjechać wcześniej i pomóc mi z meblami dla dziecka - ze śmiechem rzucił Jax.
Wciąż pamiętałem, jak skończyło się poprzednie skręcanie przez niego nowych mebli zamówionych przez Natalie. Pękaliśmy wtedy ze śmiechu, kiedy Jax nie potrafił poradzić sobie z tymi wszystkimi śrubkami. Na koniec rzucił to w cholerę, a potem powiedział Nat, że ją kocha, ale potrzebuje ochłonąć, nim wywali te graty przez okno. I wyszedł. Gdy go nie było, uporaliśmy się z Nat ze skręcaniem, a z wdzięczności Jax podarował mi butelkę naprawdę drogiej whisky.
- Raczej chcesz, żebym zrobił to za ciebie.
Uścisnąłem ich na pożegnanie i wsiadłem na motor, by ruszyć z powrotem do Austin. Taki jednodniowy wypad był wszystkim, czego pragnąłem, by oczyścić głowę i z przyjemnością wrócić do pracy.
Ledwo wyjechałem z Houston, a na drodze spotkała mnie niespodzianka. A raczej przy drodze... Widziałem, że samochody mijają stojący na poboczu pojazd, ale ja nie potrafiłem zostawić człowieka w potrzebie. Zatrzymałem się za wypasionym porsche, zsiadłem z motoru i przyjrzałem się kopiącej w oponę kobiecie.
- Tak go raczej nie naprawisz - odezwałem się ze śmiechem.
Była niezbyt wysoka, ale bardzo zgrabna, z burzą blond włosów, które od razu zwróciły moją uwagę. Jej strój, czyli obcisłe dżinsy, koszulka i trampki, nie sugerowały, że miała kasę, lecz ten samochód na pewno sporo kosztował, podobnie jak bransoletka i zegarek. Dziewczyna była bogata, a przy tym zupełnie sama na obrzeżach miasta.
- Dzięki, tak jakbym tego nie wiedziała - mruknęła. - Cholerstwo się zepsuło, a ja naprawdę muszę stąd zniknąć.
Wyglądała, jakby miała się rozpłakać, ale jednocześnie w jej oczach było widać ogień, tę zadziorność zwiastującą kłopoty i świetną zabawę.
- Podwieźć cię gdzieś? - palnąłem, nie zastanawiając się nad tym, co wychodziło z moich ust.
Ona jednak w odpowiedzi parsknęła śmiechem, nie zaszczycając mnie nawet spojrzeniem. Wkurwiłem się, bo ja oferowałem jej pomoc, a ona nie potrafiła nawet udawać, że nie uważa się za lepszą od całego świata.
- Słuchaj, księżniczko, dla mnie to wygląda tak, że albo wsiadasz ze mną na motor i ja zawożę cię w bezpieczne miejsce, albo zostajesz tutaj i liczysz na cud.
- A ty dokąd jedziesz? - zapytała.
- Do Austin, a ty, księżniczko?
Nie spodziewałem się odpowiedzi, której mi udzieliła.
- Byle dalej stąd - westchnęła i w końcu na mnie spojrzała. - Czy możemy zacząć od nowa? Jestem Layla, dziękuję, że się zatrzymałeś, by sprawdzić, czy potrzebuję pomocy.
Uśmiechnąłem się do niej i przyjąłem wyciągniętą dłoń.
- Nixon, cała przyjemność po mojej stronie. Więc jak, potrzebujesz podwózki?
- Jeśli zabierzesz mnie ze sobą do Austin. - Uśmiechnęła się.
Była piękna, musiałem to przyznać. W taki nieoczywisty sposób wyróżniała się i z przyjemnością chciałbym ją poznać. Bliżej. Dogłębnie...
- To wskakuj - powiedziałem i wskazałem na motor.
Myślałem, że zacznie marudzić, kręcić nosem, lecz zamiast tego wyjęła plecak, a kluczyki rzuciła na siedzenie.
- Nie zamykasz samochodu? Ktoś go ukradnie.
- Na to liczę. Ma GPS, więc jeśli ktoś go zawinie, będą szukać auta, nie mnie.
Chciałem dopytać, o co jej chodziło, ale zamiast tego zamilkłem, bo to nie była moja sprawa. Spojrzałem na nią i westchnąłem, bo nie przemyślałem tej propozycji. Jej ubiór nie nadawał się do jazdy na motorze. Ściągnąłem kurtkę i podałem ją dziewczynie.
- Załóż, będzie ci cieplej.
- Ale ty zmarzniesz. Już i tak oferujesz mi podwózkę...
Zarzuciłem jej okrycie na ramiona, przerywając dyskusję. Uśmiechnęła się delikatnie i gdy wsiadłem na motor, powąchała kurtkę. Chciałem coś powiedzieć, jednak wtedy zauważyłaby, że nie była tak dyskretna, jak jej się wydawało. Gdy usiadła za mną, dałem jej kilka wskazówek i ruszyliśmy w drogę.
Próbowałem skupić się na jeździe, ignorując jej dłonie na moim brzuchu czy jej piersi wtulone w moje plecy, ale byłem tylko człowiekiem. Niewiele rzeczy mogło się równać z jazdą na motorze z kobietą. A wszystkie były naprawdę nieprzyzwoite i wymagały zrzucenia z siebie ubrań.
- Jesteśmy - powiedziałem, kiedy zatrzymaliśmy się przed moim barem.
Zdziwiłem się, że nie prosiła o przerwy, a raczej nie była przyzwyczajona do dwugodzinnej jazdy na motorze.
- Dzięki Bogu, tyłka już nie czuję - odpowiedziała, a ja wybuchnąłem śmiechem.
- Takie słowa z ust księżniczki? Nieładnie.
Pokazała mi wulgarny gest, udowadniając, że jednak nie była taka delikatna, za jaką ją w pierwszej chwili wziąłem.
- To gdzie teraz, księżniczko?
- Nie nazywaj mnie tak! - warknęła. - I nie mam pojęcia.
W moim mózgu musiało zrobić się zwarcie, bo zaproponowałem:
- To może zostaniesz u mnie?
Sapnęła zaskoczona, ale się zgodziła.
- Mam nadzieję, że spodoba ci się w Sinner. - Wskazałem na budynek za moimi plecami. - To mój bar, nad nim jest mieszkanie.
Weszliśmy do środka, a ja skierowałem ją do klatki schodowej na tyłach budynku.
- Witaj w moich skromnych progach - powiedziałem, otwierając drzwi na piętrze. - Tam jest łazienka, a tu pokój gościnny, cały twój.
Nie miałem pojęcia, co mi przyszło do głowy, że zaprosiłem zupełnie obcą osobę do własnego domu.
- Dzięki, Nixon. Powiesz mi, gdzie tu jest jakiś sklep? Muszę coś kupić.
Zamiast tłumaczyć, zaproponowałem, że ją tam zaprowadzę. Dla mnie to była okazja, by lepiej poznać Laylę i dowiedzieć się, co ukrywała.